E-book
4.1
drukowana A5
13.87
Bądź swoim aniołem

Bezpłatny fragment - Bądź swoim aniołem

Objętość:
45 str.
ISBN:
978-83-8245-282-2
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 13.87

Wstęp

Nie sądziłam, że napisanie wstępu może być tak trudne. Wzorowałam się wieloma powitaniami, próbowałam napisać coś eleganckiego, ale brzmiało to do dupy. Dlatego napiszę coś całkiem innego. Może nie będzie idealnie poskładanych zdań, może gdzieś przeoczę przecinek, albo zjem literkę, ale mam do tego prawo. Hej, mam dopiero 19 lat, powoli uczę się jak żyć w tym zwariowanym Świecie. Choć mówią, że nie jestem, aż taka głupia, więc daje sobie tu duży plus. Nie chciałam napisać kolejnych romansów, które mydlą oczy nastolatkom, które szukają księcia na białym koniu. Chociaż, nawet to nie jest już w modzie. Teraz to bardziej jakiś piłkarz albo gangster. Oj, chyba stara się, już robię. Więc napisałam kilka opowiadań, którymi chciałabym się z wami podzielić. I nie, to nie są opowiadania o mnie. Jest to połączenie mojej wyobraźni z historiami, które widziałam, o których słyszałam, lub poniekąd przeżyłam. Ale sami chyba wiecie, że w każdej historii kryje się ziarenko prawdy. To mój początek, moja nowa droga, którą chciałabym w życiu podążać. Nie jest idealnie, wiem o tym, ale wiem również to, że ciężka praca i dążenie do celu doprowadzi mnie do miejsca, o którym naprawdę marzę. Więc co mogę więcej napisać, widzimy się na czerwonym dywanie!
Karolina Izabela Resztak

„Bóg nie zawsze powołuje silnych. Czasem musisz być dość słaby, żeby mu służyć” — Regina Berett

W jej łzach widzę swoje odbicie. Każda kropla jest oddzielną historią, którą przeżyła, każdy grymas przypomina jej nieudane związki, ból wywołany przez najbliższych i ogromny żal do tych, którzy chcieli tylko poniżyć, poczuć się lepszym. W tej sytuacji pyta się: Gdzie jest Bóg? Dlaczego wszystko idzie nie tak? Dlaczego chce naszego cierpienia, łez, żalu? Przecież obie byłyśmy dobre, pomocne, robiłyśmy wszystko, aby stać się lepszą… Nie mogę patrzeć jak bardzo cierpi, nie umiem znaleźć wytłumaczenia, dlaczego właśnie ona. Mam wrażenie, że On nas porzucił, po co Mu ktoś, kto nie chodził co niedziela do Kościoła, po co ktoś, kto nie dawał na tacę, bo sam nie miał. Po co ktoś, kto popełniał błędy, których teraz żałuje? Mój kontakt z nią? Tylko przez szybę, zachorowała na groźną i bardzo zakaźną chorobę. Stoję tam jak wryta, nie czuję już nóg, mam wrażenie, że wyląduje zaraz obok niej, tak bardzo bym tego chciała, złapać ją za rękę po prostu pocieszyć i być nie zważając na to co się wydarzy. Żyj chwilą to motywator, który staje się prośbą, błaganiem ludzi, którzy przechodzą obok mnie, pomijają jak wiatr, nie widzą, bo nie chcą widzieć.


Dzień mija za dniem, godzina za godziną, nic nie jem, nie piję, nie rozumiem. Chcę wyciągnąć chusteczkę z kieszeni pełnej dziwnych rzeczy. Nie mam jej, wszystko jakby rozmyło się. Pustka. Sprawdzam kieszenie kogoś kto teraz walczy o życie. Znalazłam! Białą, wełnianą chusteczkę, taką jak nosiło się kilka lat temu. Zawsze je uwielbiała nosić, przypominały się chwile, kiedy była młoda, kiedy poznawała Świat, który był czymś niewyobrażalnym. A w niej piękny, welurowy, mający niezwykłą woń różaną- różaniec. Spoglądam na niego i moje łzy ściekają po nie umalowanej, wychudzonej twarzy. Zasikam Go tak mocno, czuję jak każda część różańca wbija się w moje zimne dłonie. Tak bardzo mam do Ciebie żal, nie widziałam Cię nigdy, nie usłyszałam słowa z Twoich ust, ale mam wrażenie, że nie nawiedzę Cię. Daje mi tyle bólu, rzeczy, których nie jestem w stanie unieść, jestem słaba…


Nie mogę Go wypuścić, coś daje mi tak ogromną siłę, nadzieję w to, że ona wyzdrowieje, powie do mnie znowu: bardzo Cię kocham. Wracam ciemnym, chłodnym wieczorem do domu, po czterech dniach spędzonych na szpitalnym korytarzu nie mam siły martwić się o teraźniejszość. Nastała jesień, już? Jak długo nie była tu? To wszystko tak szybko się wydarzyło, goniłam za wszystkim, za ocenami, ładnym wyglądem, koleżankami, ale nie za Tobą. Widzę jak ten liść spada, jak zgnije za kilka dni i widzę w nim Siebie. Nie jestem silna, nie umiem trzymać się cały czas Ciebie, popełniam błędy, które odrywają mnie od Boga i spadam jak ten żółty, niemający już przyszłości liść. Staję na chwilę, podnoszę go i bardzo mocno przyciskam do piersi. Ludzie idący w tym samym czasie, spoglądają na mnie z litością, ale to już nieważne. Zabieram go ze sobą, wkładam do książki i pozwalam zasuszyć, wydobyć piękno. W tym samym momencie przysięgam sobie, że wydobędę z siebie to, co najlepsze, poczuję miłość i na nowo zaufam Bogu. Bogu, któremu zawdzięczałam całe swoje życie, swoje upadki, wzloty i miłości. To nie będzie łatwe, nie tak szybkie, jak kupienie nowej sukienki na wyprzedaży. Wiem, że będzie to trudne, wiem, że będą potyczki i pokusy, aby zwątpić, ale tym razem chcę poznać Cię, zrozumieć każdą sytuację, która wydarzyła się w moim życiu, w życiu osób, które kocham. Po prostu zrozumieć.


Każdego dnia przed wizytą lekarzy odwiedzam Kapliczkę, tą na drugim piętrze. Widzę obraz Twój, ludzi tłum, a w tym wszystkim siebie. Pół roku temu nie pasowałabym w tym miejscu, stwierdziłabym, że to nie dla mnie. Rana modlitwa, ze starcami? No chyba Cię coś boli. Teraz to moja rutyna. Nie zawsze widzę tu dobroć, wiele osób płacze, prosi, przeprasza i pyta tak jak ja. Są chwile, kiedy wykłócam się, proszę o wytłumaczenie i widzę w Najświętszym Sakramencie kogoś wyższego niż Prezydent. Widzę w nim tysiące podziękowań za uzdrowienie, łez radości. A czy ja będę kolejną?

Z tygodnia na tydzień jest coraz lepiej, jej uśmiech na twarzy sprawia, że czuję w końcu spokój, dostrzegam rzeczy, które były dla mnie obce, nie obiecuje mi nikt, że teraz będzie wszystko jak w filmie, że jeśli uwierzyłam to spełnię swoje największe marzenie, takie prezencik od losu, że wytrwałam. Nie, tak jak ten liść, tak ja chcę iść dalej, chcę poznawać Boga bardziej, cierpieć w nim w ramię, skarżyć i mieć żale, cieszyć się i śmiać do łez, ale tylko z Nim. Może być jeszcze różnie, mogę zwątpić, mogę zrezygnować, ale wiem, że Bóg mnie kocha. Nie muszę być silna i przenosić góry, by móc mu służyć. Jestem słaba, szybko ulega presji, ale On mnie kocha taką, jaka jestem. I może trudno w to uwierzyć, ale nawet w najbardziej nieoczekiwanym momencie odnajdziesz Go, a raczej On odnajdzie Cię.

„Życie jest podróżą. Czasem bitwą.”.

Rodzimy się z białą kartką. Każdy mówi Ci, że to od Ciebie zależy co zostanie na niej zapisane, ale czy tak jest do końca? Pragniesz być naukowcem, ale matematyka, chemia, fizyka to nie twoje szczęśliwe gwiazdy, a wręcz przeciwnie pięta Achillesa. Marzysz mieć dom w ciepłych krajach, pracujesz, uczysz, wkładasz cały swój wysiłek, chęci, aby być lepszą, osiągnąć wymarzony cel jednak wyniki, jakie były takie są. Wracasz do domu wieczorem, marzysz tylko o ciepłej kąpieli i przytulenia się do poduszki, zaśnięcia. Czy to robisz? Nie, bo czeka na Ciebie 100 innych rzeczy: odrabianie pracy domowej, uczenie się, przygotowywanie posiłku dzieciom (jeśli masz rodzinę), prasowanie, zmywanie naczyń i wiele innych obowiązków. Twoja fryzura wygląda jednoznacznie widzące Cię osoby czy to w szkole, czy w pracy nie pytając się widzą nie tylko po włosach, ale całym ciele, nastroju, że to nie była łatwa nocka. Walczysz z dnia na dzień. Wszyscy rzucają Ci głody pod nogi, sądząc, że jesteś na tyle silna, że ogarniesz kolejne zdania, ale tak nie jest. Zapominają o Tobie. Widzą nie człowieka, a robota, który wszystko za nich zrobi. Nie jesteś w stanie odmówić, bo przecież nie wypada, jak to by wyglądało no nie? Jeszcze do tego osoba, którą kochasz i która dała Ci życie poważnie zachorowała. To już nie ośmiu godzinna praca, to już nie obowiązki domowe, to już nie nadgodziny, to strach przed utratą kogoś bardzo ważnego. Siedząc na holu szpitalnym zastanawiasz się, dlaczego właśnie tak Twoje życie wygląda? Gdzie jest to laboratorium, w którym tak marzyłaś pracować? Gdzie dom w ciepłych krajach, na którego całe życie zarabiasz, gdzie sen i odpoczynek, którego najbardziej pragniesz? Gdzie te Twoje życie i którym zawsze Ci opowiadali na dobranoc?


Godzina 7:00 pobudka! Każdego dnia wita Cię uśmiechnięta osoba, która powiada: Dzień Dobry! Miłego dnia kochanie. Wstajesz bez problemu, ubierasz się w nowo kupione ciuchy, malujesz i rozmawiając na miłe tematy spożywasz śniadanie. Na Ciebie czeka samochód, który zawiezie w każde miejsce, o każdej godzinie. Kierujesz się do pracy, którą kochasz, o której zawsze marzyłaś. Mimo że nie zarabiasz kokosów czas, który tam spędzasz jest najlepszym w całym dniu. Delikatnie zmęczona, wracasz, aby przepakować się i lecisz na trening. Wyładowujesz całe swoje złości, problemy, czasem płaczesz, bo nie masz sił, ale ćwiczysz dalej, nie podajesz się. Wracając z siłowni masz czas, aby przespacerować się w domu, w którym czeka zawsze ktoś. Dostajesz ugotowany posiłek pod nos i spędzasz czas z rodziną oglądacie telewizję, opowiadacie żarty, zajadacie łakocie. Punt 21 idziecie spać. Pełna wrażeń, marzysz.


Życie jest niesprawiedliwe widzicie sami. Kiedy Ty walczysz z dnia na dzień inna osoba otrzymuje to wszystko w prezencie od losu. Powiedziałabyś, że żyć nie umierać? Czy tak jest? Kobieta z pierwszej sytuacji pragnie odpoczynku, spełnienia marzeń, zobaczenia w niej kogoś więcej niż szarego pracownika, i osobę, która odwala wszystkie obowiązki domowe. Druga zaś ma wszystko, o czym marzy pierwsza, ale nie ma poczucia tej potrzeby. Wróci to wróci, jak nie to poradzimy sobie. Wszystko jest idealnie zaczyna ją męczyć perfekcjonizm. Chcę poczuć lęk, wiedzieć co to znaczy nadrabiać nadgodziny, aby wykarmić rodzinę. Obie nie są szczęśliwe, obie nie mają tego o czym zawsze marzyły, ale żyją, bo kiedyś ktoś nadał im życie teraz one chcą na początku zdobyć świat, życie, o którym opowiada się na dobranoc, później urodzić i wychować dzieci z mężczyzną ich marzeń. Umrzeć jak godny człowiek.


To, co robimy w naszym życiu jest ważne i zawsze będzie naszą okładką, ale my gdzieś tam wysoko mamy zapisany los. Czasem jest ciężko, czasem idzie jak po maśle, ale jeśli nie pokochamy swojego życia za plusy i minusy nigdy nie dostrzeżemy w nim siebie

„Duma to największy wróg człowieka”

Na początku wszyscy Cię krytykują, hejtują, nie wierzą w Ciebie, mają Cię za klasowego klauna. Kiedy na WF zakładają się o 1 grosz, że nie dasz rady wygrać wyścigu-pękasz. Tego już jest za dużo, miarka się przebrała. Zmieniasz swoje życie o 180 stopni. Z miesiąca na miesiąc pokonujesz kolejny mały pagórek. Każdy kolejny pobyt na siłowni powoduje, że masz mdłości, jest tak ciężko może to po prostu rzucić i nie przejmować się innymi? Tak będzie łatwiej. Robisz krok w tył i przypominają Ci się wszystkie te wyzwiska, ten zakład, ten brak, jakiej kol wiek wiary. Nie możesz dać im kolejnego powodu do naśmiewania się. Nie masz już sił, wiem o tym doskonale. Ale mimo niechęci, wracasz! Siadasz po raz pięćdziesiąty na rowerku i ćwiczysz. Coraz mocnej, każde kolejne ćwiczenia sprawia, że to powraca, każde przezwisko dodaje siły, motywacji… Czujesz, jak ślina leci Ci z ust na widok szarlotki koleżanki, masz już poprosić o gryz, to tylko jednym kęs, co to? Przecież pójdę na siłowanie, spocę się i będzie git… Twój wzrok widzi te, które wyśmiewały się, kiedy szłaś korytarzem, widziałaś te uśmieszki na widok nowych spodni w rozmiarze XL. Nie, nie możesz tego zmarnować, nie teraz. Kiedy jesteś już tak blisko chcesz przecież zobaczyć te uśmieszki, kiedy będziesz inna. Coraz częściej zwracają na Ciebie uwagę, czujesz się doceniana, a na ulicy uśmiechną się ten przystojniak, pamiętasz? To było coś innego, coś, co się nigdy nie zdarzało i to właśnie Tobie! Gdybyś wtedy odpuściła, gdybyś zrezygnowała nie wiedziałabyś, nie czuła tej satysfakcji…


Stoisz gdzieś indziej, odwracasz się i widzisz, że te przebyte pagórki dziś to wielka góra, góra, która stała, przynosiła tyle bólu, łez, potu. Dziś jest Twoja! Podnosisz wzrok, który tak długo był schowany, uśmiech to nie już rutyna, a coś, co wydostania się z serca i pozwala uświadomić sobie, że udało się, że wygrałaś! Wiatr powiewa, długie, delikatne włos. Włosy, z których spływał pot, w których plątały się gumki z treningów. Rozkładasz ramiona jak ten posąg, który stoi w Rio, czujesz się jak on. Widzisz wszystkich góry, w końcu widzisz z góry. Teraz jesteś inna, teraz jesteś odważna, teraz po prostu jesteś sobą! Wszyscy nie mogą w to uwierzyć, pytają, patrzą, obgadują. Czujesz w sobie wyższość, dumę, której nie chcesz już nigdy schować do kieszeni. Nie zdawałaś sobie z tego sprawy, że tak to będzie. Oczekiwałaś tylko odczepienia się paru, zarozumiałych dziewczyn. Myślałaś, że będzie to coś podobnego do uczucia, kiedy dostaniesz 5 na Polskim? Każdy tak myślałam, uwierz mi. Czujesz w sobie coś, czego nigdy nie miałaś, czujesz się po prostu niesamowicie. Chcesz już tak na zawsze! Stajesz się coraz odważniejsza, sięgasz po coś o czym nigdy nie pomyślałabyś. Poznajesz nowych ludzi, wychodzisz nie mówiąc do kąt, po co przecież teraz już dam sobie radę, nie? Matka Twoja siedzi do 22 w oknie, martwiąc się, bo nie odbierasz telefonów… Stałaś się inna, zamiast Cię szanować pomiatają Tobą mówią, że jesteś łatwa, ale do niczego nie doszło, prawda? Duma Cię zjadła, pozbawiła radości, miłości, pomocy, która w Tobie tkwiła. Co z tego, że osiągnęłaś góry, skoro stoisz na jej krawędzi?

„Nigdy nie chodzi o to jak wielki jest problem, liczy się tylko jak wielki jesteś ty”

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 4.1
drukowana A5
za 13.87