E-book
8.19
drukowana A5
42.88
Bądź już zawsze

Bezpłatny fragment - Bądź już zawsze

Objętość:
264 str.
ISBN:
978-83-8189-919-2
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 42.88

Z dedykacją dla Niej i dla Niego- dwójki wspaniałych osób, które było dane mi poznać i dzięki którym uwierzyłam, że budowanie prawdziwych relacji w świecie, który przepełniony jest fałszem i iluzją kreowaną przez media społecznościowe jest jeszcze możliwe.

Rozdział I

— Hej mogę jakoś pomóc? — ciepły męski głoś wyrwał Monikę z głębokiego smutku. Podniosła swoje zapłakane oczy, które skrywała w przyciągniętych do siebie kolanach i spojrzała w stronę morza. Chwilę się zastanowiła nad czymś, co dla nikogo innego było nieznane, a jej nieme spojrzenie utkwione w dali sprawiało, iż zdawała się być nadal nieobecna. Upłynęło kilka kolejnych sekund zanim cierpkim, zniekształconym od płaczu głosem, z całą stanowczością jaką wówczas posiadała odrzekła:

— Nie i spadaj stąd! Nie potrzebuję niczyjej pomocy zwłaszcza jakiegoś faceta!

— Ale chciałem tylko sprawdzić czy nic Ci nie jest

— Ogłuchłeś?! Czy nie wyraziłam się wystarczająco jasno? Zostaw mnie!

Po tych słowach znowu opuściła głowę, zatracając się w otchłani samotności, niecierpliwie czekając, aż ów mężczyzna oddali się na tyle, aby mogła w spokoju wrócić do swoich myśli. Wiedziała, że to co zrobiła było niemiłe, wręcz niegrzeczne, ale w tym momencie, w obliczu problemów jakie na niej ciążyły, nie miało to dla niej żadnego znaczenia.

Pogrążona w ogromnym żalu zmieszanym z poczuciem beznadziei oraz wielkiej niesprawiedliwości, która ją spotkała, próbowała w tym momencie znaleźć jakąkolwiek iskrę nadziei, która dałaby jej siłę do dalszego życia… a może jednak wcale jej nie szukała, tylko chciała upaść jeszcze niżej i po prostu zniknąć…

Siedząc tak bezradnie na jednej z Sycylijskich plaż- San Vito lo Capo, próbowała poukładać swoje życie- życie, które stało się dla niej piekłem…

Jeszcze do niedawna Monika była kobietą odważną. Nigdy nie stała w miejscu, gdyż ciągle wyznaczała sobie nowe cele i podążała za marzeniami. Ciągle próbowała nowych rzeczy, natomiast życie traktowała jak przygodę. Wiedziała, że nic nie ma w nim za darmo, dlatego też z uśmiechem na ustach podejmowała niemal każdą pracę. Kochała się rozwijać i pogłębiać swoją wiedzę z wielu dziedzin, gdyż uważała, iż wszystko po co sięga warte jest jej trudu i może przydać się w najmniej oczekiwanym momencie… a dziś? Dziś siedzi tutaj na ciepłym piasku w pięknym miejscu, którego widokiem nie umie się cieszyć i mimo, że od lat marzyła o podróży do tej części Włoch, jej obraz nawet nie wskazuje na to, iż jest na wakacjach…

Ma zaledwie 28 lat a już teraz czuje się jak wrak człowieka- bez żadnych perspektyw ani pomysłów na przyszłość. Kobieta, która niegdyś była duszą towarzystwa, dzisiaj jest zupełnie sama, schowana przed całym światem, który wystawił ją na próbę tak ciężką, iż zdaje się być nie do przejścia. Jej duże, piękne, błękitne oczy, od 3 lat z dnia na dzień sukcesywnie traciły barwę. Stały się szare- totalnie bez wyrazu- podobnie jak jej dusza. Również uśmiech na jej twarzy od lat stał się jedynie maską, pod którą skrywała swój ból i rozgoryczenie. Dziś już nawet nie ma siły udawać, że wszystko jest w porządku. Coś w niej pękło. Ciężar ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce w jej życiu sprawił, że w tym momencie nie umie się podnieść i nie ma już siły walczyć nawet o samą siebie.

— Boże! -krzyknęła głosem tak zmęczonym od płaczu, że było to ledwo słyszalne. -Gdziekolwiek Jesteś i jeśli w ogóle istniejesz pomóż mi! Już sama nie jestem w stanie, nie chce żyć! Nie chcę tak żyć! Nie chcę tego wszystkiego! Daj mi siłę i zmień to czego ja sama już nie mogę!

Ta krótka przepełniona żalem modlitwa a raczej krzyk rozpaczy i niemocy, był ostatnim tchnieniem jakie była w stanie wydać z siebie tego wieczoru- wieczoru, który nastał szybciej niż się mogła tego spodziewać.

Słońce, które chowało się już za horyzont dawało bowiem znak Monice, że pora wracać do hotelu, spakować swoje rzeczy i przygotować się na powrót do domu. Może gdyby nie to, że w domu czekał na nią syn, właśnie dzisiaj na tej plaży zakończyłaby swój żywot?

***


— Mamo! Mamo! Jak dobrze że jesteś! — usłyszała Monika płacąc taksówkarzowi za przejazd. To jej syn stał już przed samochodem. Był niezmiernie uradowany na widok mamy i czekał, aż ta wysiądzie z auta.

— Też się cieszę, że już cię widzę Skarbie- odpowiedziała Monika wychodząc z taksówki. Wzięła swojego syna i mocno przytuliła do siebie.

— Już myślałem, że nigdy nie wrócisz.

— Przecież nie było mnie tylko przez 4 dni. Byłeś grzeczny? — powiedziała z uśmiechem

— Ja zawsze jestem grzeczny.

— Tak tak wiem, tylko ciekawe co w tej kwestii ma do powiedzenia Sabina

— Oboje uśmiechnięci weszli do domu, w którym czekała Sabina- sąsiadka a jednocześnie najlepsze przyjaciółka Moniki, która często pomagała jej przy wychowaniu chłopca. Monika mogła na nią liczyć niemal w każdej sytuacji; już w momencie gdy studiowała i nie zawsze udawało jej się pogodzić życie studentki z byciem mamą na pełen etat, Sabina przychodziła jej z pomocą.

— Już jestem! Zawołała z entuzjazmem od progu Monika

— No nareszcie bo Aleks już się nie mógł Ciebie doczekać- odparła Sabina, po czym dodała- od samego rana stał przy oknie i wypatrywał twojej taksówki… chyba te kilka dni z ciotką wcale mu się nie podobały..- nieco przekornie mówiąc te słowa spojrzała uśmiechnięta na chłopca

— Oj ciociu wiesz, że się podobały ale chyba sama rozumiesz… — wtrącił Aleks

— Tak, tak, wiem, wiem- ja to nie mama- uśmiechnęła się Sabina, która podeszła do Moniki i ucałowała ją w policzek na powitanie. Wymownie spojrzała w jej oczy aby upewnić się czy na pewno wszystko jest ok. — Mam nadzieję, że trochę odpoczęłaś. Zostawię was samych bo na pewno się stęskniliście za sobą. Zajrzę wieczorkiem to opowiesz mi jak się udał wyjazd.

— Ok to do wieczorka i dziękuję Ci bardzo kochana za pomoc- z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziała Monika Sabina puściła oczko w kierunku Moniki, pomachała na do widzenia Aleksowi po czym opuściła ich dom.

Wraz z zamknięciem drzwi, Monika uświadomiła sobie, że wróciła do rzeczywistości. W jednej chwili poczuła radość, że widzi swojego syna, spokój, że jest już w domu i niepewność tego co będzie. Po raz kolejny poczuła jak przytłacza ją ciężar tego wszystkiego, z czym musi sobie teraz poradzić.

Jej szybki urlop pozwolił co prawda na chwilę oddechu, ale nie sprawił, że problemy zniknęły… umożliwił znalezienie miejsca, w którym mogła być chociaż przez chwilę słaba, ale to finalnie nie znaczyło, że ma więcej siły niż posiadała do tej pory…

— Mamo chodź do mnie, pokażę co dla Ciebie zrobiłem- głos Aleksa wyrwał Monikę z zamyślenia. Chłopiec podszedł do mamy, złapał ją mocno za rękę i pociągnął za sobą do niewielkiego pokoju na piętrze. — Zobacz- kontynuował- to jest twój nowy statek. Takim popłyniemy razem w daleką podróż, taką o której zawsze marzyłaś. Wtedy będziesz się już zawsze uśmiechać i zawsze będziesz szczęśliwa.

Oczy Moniki zaszkliły się, uśmiechnęła się do syna, mocno go objęła i szepnęła do ucha:

— Wiesz Skarbie ja już jestem szczęśliwa, bo mam ciebie, najwspanialszego mężczyznę pod słońcem.

Aleks odwzajemnił uścisk mamy. Ten młody chłopiec, który miał zaledwie 7 lat, był dla Moniki całym światem. Jego jasnobrązowe włosy średniej długości opadły na ramiona mamy. Monika przytuliła go jeszcze mocniej, jakby chciała mu przez to powiedzieć jak bardzo go kocha i jak bardzo dziękuje za to, że jest w jej życiu.

Z trudami macierzyństwa Monika zmaga się od 21 roku życia. Ojca Aleksa- Igora poznała na studiach. Oboje studiowali psychologię i szybko się w sobie zakochali. Postanowili zrobić coś bardzo szalonego i pobrali się na I roku studiów mając zaledwie po 20 lat. Niedługo po ślubie okazało się, że zostaną rodzicami i chociaż żadne z nich nie było na to przygotowane to zgodnie stwierdzili, iż zrobią co w ich mocy aby zapewnić dziecku wszystko czego potrzebuje. Zamieszkali w niewielkim domu rodzinnym Igora znajdującym się w jednej z Mazurskich wsi. Starali się pogodzić studia, pracę Igora i dorywcze zajęcia Moniki z wychowaniem dziecka. Szybko okazało się jednak, iż życie nie jest takie kolorowe jak oboje sądzili. Pojawiły się problemy, które wraz z ogromem obowiązków, jakie spoczywały na ich barkach doprowadzały do wielu konfliktów między małżonkami. Ciągłe zmęczenie, obwinianie się za wszystkie zaistniałe sytuacje, brak pieniędzy w niektórych momentach wspólnego życia i brak czasu zarówno dla siebie jak i na szkołę, rzutowały na ich życie rodzinne. Radość zniknęła bezpowrotnie. Oboje zmagali się z wielkim rozczarowaniem, niedosytem płynącym z oczekiwań stawianych sobie nawzajem oraz wielkim bólem, który sprawiali sobie mniej lub bardziej świadomie. W rezultacie zaczęli się niszczyć. Ich poczucie pewności i miłości zastąpiła złość i smutek.

Mimo, iż wielu przeciwności losu, finalnie udało im się przetrwać ciężkie pierwsze lata małżeństwa i ukończyć studia, to ciężar zdarzeń, które przeżyli okazał się być zbyt wielki by kontynuować wspólne życie. Pewnego dnia podczas dużej awantury Igor wyszedł z domu i już nie wrócił. Było to dokładnie trzy lata temu. Dla Moniki i Aleksa był to ogromny cios. Chociaż chłopiec na całe szczęście nie uczestniczył w tej kłótni, gdyż nocował wówczas u Sabiny, to codziennie zadawał mnóstwo pytań dotyczących taty. Monika przez cały ten czas obwinia siebie za taki przebieg zdarzeń. Miała żal do Igora ale przede wszystkim do siebie za to, że dopuściła do sytuacji, gdy z dnia na dzień została zupełnie sama z synem. Nie ma dnia, w którym nie myślałaby o mężu. Mimo tych wszystkich złych emocji, które miały miejsce w jej małżeństwie, bardzo kochała Igora, a niepewność związana z tym co się z nim teraz dzieje nie dawała jej ani na chwilę spokoju.

Zaraz po zaginięciu męża rozpoczęły się jego poszukiwania, jednak do tej pory nie przyniosły one żadnych rezultatów. Nie pomogło nawet wynajęte biuro detektywistyczne. Igor po prostu „rozpłynął się w powietrzu”…

***

— Gotowa na babski wieczorek? Sabina stanęła w drzwiach Moniki trzymając w ręku ulubione wino.

— Tak jakby, Aleks jeszcze nie zasnął, muszę dokończyć opowiadanie jego ulubionej historyjki… Zaczekasz chwilkę na mnie prawda? — zapytała retorycznie Monika po czym dodała — Rozgość się, wiesz gdzie są kieliszki- i szybkim krokiem weszła na piętro do pokoju Aleksa

— Sabina z pełną wyrozumiałością odprowadziła Monikę wzrokiem i postanowiła przyszykować stół na wspólny wieczór.

Kwadrans później Monika po cichu zeszła na dół po schodach:

— Już jestem. Przepraszam, że musiałaś czekać, ale wiesz jaki jest Aleks- nie odpuści tej historyjki nawet na jeden wieczór- rzekła z uśmiechem na ustach.

— wiem ja też muszę mu zawsze opowiadać o tej podróży dookoła świata jak ciebie nie ma… ale nie dziw się w końcu ma tylko ciebie i to jest jedyna rzecz, która daje mu radość. Ciesz się że żyje marzeniami- jest dokładnie taki sam jak ty kilka lat temu.- odpowiedziała Sabina nalewając do kieliszków czerwone słodkie wino, po czym dodała- a ty doszłaś trochę do siebie po urlopie? Wybacz że to powiem ale strasznie beznadziejnie wyglądałaś przez ostatni miesiąc. Mam nadzieję, że już jest lepiej.

— Tak już chyba lepiej- Monika podniosła do ust kieliszek i nabrała małą porcję wina do swoich ust.- Ale wiesz- dodała- nie ma co o tym mówić. Muszę pomyśleć co dalej zrobić z moim sklepem. Jestem na skraju bankructwa. Nie mogę ciągle dokładać do interesu, bo w końcu sama pójdę z torbami.

— Wiesz, miałam nadzieję, że ten sklep z ubraniami będzie dla ciebie szansą na lepsze życie i poukładanie sobie wszystkiego. Przykro mi, że tak wyszło. Widać nawet w naszym mieście ludzie nie mają gustu…

— Dobrze wiesz, że to nie o gust chodzi… wydaje mi się, że po prostu źle wybrałam profil klienta. Nie znam się na tym i powinnam się bardziej zastanowić przed otworzeniem sklepu odzieżowego w takim miejscu. Sama nie wiem… może powinnam otworzyć gabinet terapeutyczny a nie jakieś szmatki sprzedawać. Przecież mnie to nawet nie interesuje. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że się na to zdecydowałam…

— Będzie dobrze zobaczysz. Nie mówmy już o problemach dzisiaj ok? Znam ciebie wiem że za chwilę coś wymyślisz. Przyszłam bo chciałam ci coś pokazać. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i trochę się dzięki temu rozerwiesz.- Sabina z entuzjazmem z głosie uruchomiła laptopa — Sama na początku byłam sceptycznie do tego nastawiona- kontynuowała-ale po kilku dniach stwierdziłam, że jest to świetny sposób na rozrywkę i oderwanie się od codzienności. Poznałam tutaj wielu ciekawych ludzi i myślę, że Tobie szczególnie teraz pomogłaby taka forma rozrywki, zwłaszcza, gdy prawie wcale nie wychodzisz z domu i jesteś tak zamknięta w sobie, że czasem trudno do Ciebie dotrzeć…

Sabina otworzyła jeden z portali internetowych i pokazała Monice grupy społecznościowe, na których udzielało się wiele osób.

— no i co to ma być? Z niezadowoleniem zapytała Monika- Dobrze wiesz, że mnie takie rzeczy nie bawią

— wiem, wiem, ale chociaż zobacz co to jest. Zaproszę cię do kilku grup i sama ocenisz czy ci się to podoba, czy nie- Sabina wyraźnie rozpromieniona dodała Monikę do grup, na których się znajdowała i zamknęła laptopa.

— Nie sądzę, że mi się spodoba, bo mi się to już nie podoba- z ironią w głosie Monika dosyć wymownie spojrzała na Sabinę i po raz kolejny podniosła kieliszek do ust.

Nastała chwila niezręcznej ciszy, w której każda z nich dokończyła swoją lampkę wina.

— Jesteś na pewno zmęczona po podróży. Nie będę ci już więcej dzisiaj zajmować czasu- powiedziała Sabina i wstała z kanapy. Po chwili zaczęła kierować się w stronę drzwi wejściowych.

— Dziękuję za spędzony czas. Wybacz jeśli byłam trochę nieobecna i nie mam takiego entuzjazmu co ty, ale rzeczywiście podróż i emocje z nią związane chyba naprawdę na mnie wpłynęły.

— Nic nie szkodzi. Przyzwyczaiłam się do twoich humorków.- Sabina pocałowała Monikę w policzek na do widzenia — zajrzyj na te grupy- dodała i zamknęła za sobą drzwi.

Monika posprzątała kieliszki i butelkę niedokończonego wina ze stołu. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i pomyślała, o tym, jakie ma szczęście, że Sabina jest obecna w jej życiu. Mimo, iż ubolewała nad tym że nie zawsze nadają teraz na tych samych falach, to jednak była wdzięczna, że jest obok niej ktokolwiek. Niegdyś obie były niemal identyczne- miały szalone pomysły i świetnie się bawiły, jednak obowiązki związane z dzieckiem i utrzymaniem domu zmieniły Monikę i jej sposób myślenia. Dojrzała w swoim rozumowaniu i postrzeganiu określonych rzeczy. Już inaczej widziała świat i inaczej patrzyła na ludzi. Sabina natomiast zdawała być się nadal tą samą beztroską nastolatką mieszkającą z rodzicami, która nie musiała się o nic martwić.

— „Grupy” pomyślała Monika w duchu, śmiejąc się sama do siebie- chyba musiałabym na głowę upaść, żeby zajmować się takimi głupotami… jakbym miała za mało problemów na głowie i za dużo wolnego czasu… — nieco zirytowana tą niedorzeczną propozycją Sabiny wzięła prysznic i położyła się spać.

***

— Nie! — przeraźliwy krzyk rozległ się w sypialni, wyrywając Monikę ze snu.

Pierwsza noc po przyjeździe i po raz kolejny koszmary nawiedziły zatroskaną kobietę. Nawet na chwilę nie dają jej spokoju krążące wokół niej demony. Sama już nie wiedziała, który to raz budzi się z krzykiem na ustach i łzami w oczach. To już trzy lata od całego zdarzenia z Igorem, a ona nadal cierpi jakby to wydarzyło się wczoraj. Niemal każdej nocy widzi wzrok swojego męża- te same spojrzenie, które wyraża niezadowolenie, niemoc, pogardę i nienawiść płynącą w jej kierunku. Te wspomnienie przeszywa ją na wskroś i nie pozwala zapomnieć o poczuciu winy ani o słowach jakie wówczas do niego skierowała „nienawidzę cię i lepiej by było bez ciebie”. Mimo, iż wypowiedziane w złości, pod wpływem emocji i w odpowiedzi na jego równie niemiłe słowa, których już nikt nie pamięta, stały się wyrokiem. Trzaśnięcie drzwiami, które Igor wówczas za sobą zamknął zdaje się być słyszalne nawet teraz równie wyraźnie jak zapach perfum, które miał wówczas na sobie.

Monika złapała się dłońmi za głowę mówiąc sama do siebie „nienawidzę się za to, nie mam prawa żyć, co ja zrobiłam, co ja zrobiłam…” Mimo, iż wiedziała, że jej małżeństwo kiedyś się skończy to nie chciała by nastąpiło to w ten sposób i ta myśl ani na chwilę nie dawała jej spokoju. Czuła żal, nienawiść i pogardę do samej siebie za to, iż nie umiała zamilknąć i odpuścić w tej jednej krótkiej chwili- może gdyby to zrobiła cała ta sytuacja zakończyłaby się zupełnie inaczej i Aleks miałby do tej pory swojego ojca obok.

Upłynęło kilka minut i zegar wybił godzinę 2:00. Monika już trochę spokojniejsza odsunęła swoje włosy, które zasłoniły jej buzię, otarła łzy z twarzy, wstała z łóżka i poszła sprawdzić pokój syna. Robiła to za każdym razem, gdy nie mogła spać. Widok Aleksa działał na nią uspokajająco, dodawał sił w chwilach słabości i koił poranione serce. Dzięki temu zawsze mogła wrócić do łóżka nie myśląc o tym, że jest puste i zamknąć oczy by doczekać rana. Tak również zrobiła tym razem. Otuliła się kołdrą, zamknęła powieki i ściskając w dłoni mały krzyż przywieszony do szyi, usnęła. Zupełnie jakby chciała wyprzeć ze świadomości wszystko to co przed chwilą się wydarzyło.

Wybiła godzina 6:30. Jak każdego ranka Monika odprawiła synka do szkoły i zmierzała w kierunku pracy. Dzisiaj jednak była nieco bardziej zdenerwowana niż zawsze. Ściskając mocno kierownicę samochodu ze wzrokiem skoncentrowanym na drodze, jaką miała przed sobą, przemierzała kolejne ulice miasta. Zdawała się być skupiona a jednocześnie nieobecna, układając w głowie wszystkie swoje postanowienia. Po przejechani kolejnych ulic, zaparkowała auto tuż przed swoim sklepem, po czym z bardzo poważną miną weszła do środka.

— Dzień dobry Pani Moniko- z uśmiechem na ustach przywitała ją zatrudniona tutaj Aldona.

— Dzień dobry, odpowiedziała Monika nie przejawiając przy tym żadnych emocji. Musimy dzisiaj poważnie porozmawiać. Pozwól, że zrobię nam kawę, rozpłaszczę się i na spokojnie wszystko wyjaśnię. Mówiąc to zniknęła na zapleczu.

— Dobrze… z niepewnością w głosie odparła Aldona. Jej entuzjazm na moment zniknął a w głowie pojawiło się tysiąc myśli, na temat tego, czego mogła dotyczyć ta rozmowa. Nie chciała jednak pokazać swojego zdenerwowania dlatego też zaczęła poprawiać ubrania na manekinach stanowiących sklepową ekspozycję.

Monika wiedziała, że decyzja, którą podjęła i którą za chwilę przedstawi swojej pracownicy nie jest łatwa ale zdaje się być jedyną właściwą na ten moment. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze wiszącym nad elektrycznym czajnikiem na zapleczu, wzięła głęboki oddech po czym podniosła tacę na której stały dwie kawy i podeszła do Aldony

— zapraszam Cię- powiedziała nieco bardziej przyjemnym głosem, stawiając tacę na niewielkim stoliku. Usiądźmy i porozmawiajmy, gdyż sytuacja jest dosyć trudna.

Aldona starała się uśmiechnąć do Moniki, jednak widać było, iż jest to nieszczery uśmiech, który miał na celu zamaskować niezręczność całej sytuacji. Usiadła bez słowa na żółtej skórzanej kanapie i wzięła do ręki filiżankę z gorącą kawą, zatapiając w niej swoje spojrzenie.

— A więc- zaczęła Monika- chciałam porozmawiać o przyszłości tego miejsca a raczej jej braku. Postanowiłam, że sklep będzie działał do końca miesiąca.- W tym momencie zawiesiła swoją wypowiedź i spojrzała na Aldonę, która nie wykazując żadnych emocji nadal wpatrywała się na trzymaną w dłoni filiżankę, po czym dalej kontynuowała- wiesz, że sklep od jakiegoś czasu nie przynosi zysków. Nie mogę sobie pozwolić, na prowadzenie interesu, do którego będę za chwilę dokładała pieniądze. Ze względu jednak na to, iż jesteś dobrym pracownikiem i wiem, że także twoja sytuacja osobista jest trudna, poleciłam Cię swojemu staremu znajomemu, który prowadzi w centrum sklep obuwniczy.

Aldona w jednej chwili po tych słowach spojrzała na Monikę, a jej twarz rozjaśniała po czym bez zastanowienia odpowiedziała:

— na prawdę? Nie zostawi mnie tak Pani?

— Nie miałabym serca tego zrobić- odparła Monika, u której również zarysował się delikatny uśmiech.- Wiem, że sama wychowujesz dziecko, wiem, że tobie również jest ciężko samej wszystko pogodzić, dlatego pomyślałam, że może praca u mojego znajomego, który i tak jest mi winien przysługę będzie doskonałym zastępstwem na czas, poszukiwania lepszej posady.

— Nie wiem jak Pani dziękować

— Za nic nie musisz dziękować. Jesteś zaangażowana w swoją pracę, zawsze postępujesz uczciwie i wypełniasz powierzone obowiązki z uśmiechem na ustach. Jeżeli mam możliwość zrobić coś, aby zminimalizować dyskomfort spowodowany utratą pracy w tym sklepie to to robię. Umówiłam Cię na jutro na rozmowę.- Monika wstała z kanapy i podeszła do lady, na której stała jej torebka. Wyciągnęła z niej małą karteczkę po czym podała ją Aldonie mówiąc:

— Tutaj masz adres i numer telefonu do Pana Grzegorza. Będzie czekał na Ciebie jutro o 10:00

— Pracę możesz z tego co wiem zacząć od razu, jednak jak sama jutro się tam udasz to się wszystkiego dowiesz.

— Będę na pewno. Jeszcze raz bardzo dziękuję- mówiąc to Aldona mocno ścisnęła wizytówkę w dłoni.

— Dzisiaj masz już wolne. Możesz wracać do domu. Pieniądze jak zawsze wpłyną na Twoje konto wraz z dodatkami za niewykorzystany urlop. Powiadomię Cię gdy przygotuję dokumenty, myślę iż w ciągu dwóch dni powinnam się z nimi wyrobić.

— Dobrze. Bardzo się cieszę i dziękuję, że nie zostawiła mnie Pani na lodzie. Wiele to dla mnie znaczy.

— Wiem i życzę Ci wszystkiego dobrego- uśmiechnęła się Monika, po czym wyszła na zaplecze.

Dopiero teraz mogła z ulgą wypuścić powietrze na znak, że emocje, które towarzyszyły jej przez całą tą rozmowę właśnie ją opuściły. Zamknęła oczy i opuściła głowę na znak, że postąpiła właściwie. Wiedziała, że od teraz wiele rzeczy się zmieni. Nie była jednak w stanie sobie wyobrazić jak dalej będzie wyglądało jej życie. Zaczesała palcami obydwu dłoni włosy za swoje uszy i z wielkim bólem w sercu postanowiła rozpocząć sprzątanie lokalu.

— Do widzenia- usłyszała głos Aldony wychodzącej ze sklepu. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, gdyż po wyjściu z zaplecza już nikogo nie było.


Dzień był piękny, dlatego też po powrocie do domu Monika postanowiła iść z synem na lody. Chciała zrobić bowiem cokolwiek, aby nie myśleć o swoich lękach. Słońce mimo tego, iż świeci nieco niżej niż w pełni lata, nie pozwalało zapomnieć o tym, jaką ma moc i jedynie liście na drzewach starają się przypominać o upływającym czasie.

— Mamo? — zaczął nieśmiało Aleks

— Tak słucham

— To co teraz będziesz robić, skoro zamykasz sklep?

— Jeszcze nie wiem synku, ale na pewno coś wymyślę- znasz mnie- uśmiechnęła się nieśmiało wypowiadając te słowa.

— Znam, ale może trochę odpoczniesz, bo zawsze ciężko pracujesz i teraz będziesz spędzać czas tylko ze mną? Będziemy się bawić, rozmawiać o podróżach, chodzić na długie spacery i nawet ciasteczka upieczemy razem jak kiedyś- beztrosko rzucił Aleks liżąc swojego loda

— To doskonały pomysł- Monika lekko rozbawiona, rozczochrała delikatnie włosy na głowie syna

— Bo wiesz mamo, sama mówiłaś wiele razy, że jak się czegoś bardzo chce to przychodzą Anioły i pomagają spełniać nasze marzenia… tylko trzeba dać im czas żeby mogły działać. Ty tylko ciężko pracujesz i wcale nie pozwalasz na to aby mogły cokolwiek zrobić.

Po tych słowach Monika przytuliła syna. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. To jest małe dziecko i nie rozumie jeszcze spraw dorosłych. Przecież nie powie dziecku, że przestała wierzyć w Anioły. Nie powie mu, że jest na skraju załamania i gdyby mogła to nawet w tym miejscu padłaby na kolana i tak klęczała… bo właśnie w tej chwili czuje, że jest zupełnie bezsilna…

Nastał wieczór. Aleks już spał w swoim pokoju. Monika nalała sobie kieliszek czerwonego wina, po czym usiadła na sofie w salonie i uruchomiła laptopa. Była po wieczornej toalecie w związku z czym miała na sobie biały szlafrok, który kiedyś dostała od męża na urodziny, a jej włosy oplatał równie biały ręcznik. Dłonie smarowała kremem i ciągle rozmyślała. Chciała znaleźć jakieś rozwiązanie, najlepiej na już, jednak z drugiej strony najchętniej by się poddała. Myślała o tym, z czego teraz będzie żyć, gdzie szukać pracy takiej, która pozwoli jej pogodzić macierzyństwo z obowiązkami zawodowymi oraz kalkulowała na jaki okres starczą jej zgromadzone oszczędności.

Myśli kumulowały się w jej głowie, wraz z pytaniami na które nie mogła znaleźć odpowiedzi.

Popijając małymi łyczkami wino przeglądała kolejne strony z ofertami pracy zdalnej. Nic sensownego jednak nie udało jej się znaleźć. Jak się okazuje nie było to wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać.

Mętlik w jej głowie powiększał się, dlatego też jednym ruchem ręki zamknęła laptopa, jakby chciała pokazać, że ma go serdecznie dosyć. Wstała od stołu, podeszła do zlewu aby wylać resztę niedopitego wina, które pozostało w jej kieliszku i powiedziała sama do siebie:

— I co teraz? Nawet do tego się nie nadajesz, małżeństwo ci nie wyszło, własna działalność nie przetrwała nawet trzech lat, schudłaś jak pies, twoja twarz jest zszarzała i zmęczona, pies od ciebie uciekł, kwiatki na parapecie ci więdną i nawet lampki wina nie umiesz dopić…

Uśmiechnęła się do siebie sarkastycznie i zdejmując z głowy ręcznik, weszła po schodach kierując się do swojej sypialni.

Rankiem budzik zadzwonił nieco później niż zwykle. Leniwym ruchem Monika sięgnęła ręką po telefon, który znajdował się na stoliku nocnym i wyłączyła drażniącą uszy melodię. W tym samym czasie w progu jej pokoju stanął Aleks. Był już ubrany w jasne spodnie i czarny t-shirt, miał uczesane włosy i zdawał się być w pełni przygotowany na wyjście do szkoły:

— mamo- powiedział nieco rozbawiony- ile teraz będziesz spać?

Podszedł do matki i mocno ją przytulił po czym jeszcze dodał:

— dawno nie widziałem cię w takich potarganych włosach.- Po czym zaśmiał się niewinnym głosem i zaczął bawić się niesfornymi kosmykami na głowie Moniki

— dawno nie spałam tak długo- uśmiechnęła się Monika i dodała- trzeba wstawać i szykować śniadanie mojemu mężczyźnie

— ale ja już wszystko zrobiłem- powiedział zadowolony Aleks- wystarczy, że pójdziesz szybko do łazienki, ubierzesz się i przyjdziesz do kuchni.

Monika ziewając jeszcze leniwie, powoli wstała z łóżka, zabrała swoje rzeczy, które czekały na nią na skraju łóżka i udała się do łazienki.

— Jak pięknie pachnie! — zawołała zadowolona schodząc po schodach. Była dumna z tego, jaką dojrzałością wykazał się jej syn.

Weszła do kuchni, w której czekał przygotowany do śniadania stół. Obok jej talerza z płatkami stał kubek z kawą i świeży sok. Usiadła na krześle. Była pod wielkim wrażeniem tego co zastała.

— Chciałem zrobić Ci niespodziankę, żebyś miała udany dzień mamo. Wiem, że smutno ci, że musisz zamknąć sklep, ale zrobiłem twoje ulubione musli, żebyś miała dużo siły i uśmiechała się przez cały dzień

— Dziękuję synku, że tak o mnie pomyślałeś, bardzo mnie zaskoczyłeś. Jak tylko zamknę sklep i pozamykam wszystkie sprawy, obiecuję Ci, że pojedziemy na kilka dni w góry, żeby miło spędzić czas

— Oj mamo, wiesz że już jestem duży i chcę ci pomagać, a czy jak będziemy w tych górach to pójdziemy do aquaparku? Franek się chwalił, że był na wakacjach w górach i bawił się w takim aquaparku, ja też chciałbym tam jechać

— Na pewno coś wymyślimy- Monika z uśmiechem na ustach puściła oczko do syna, wzięła do buzi ostatnią łyżkę musli i razem z synem szykowała się do wyjścia z domu.


Po dotarciu do sklepu, Monika zamknęła od środka drzwi na klucz, włączyła muzykę i od razu wzięła się za pracę. Włączyła komputer, aparatem robiła zdjęcia ubrań i wystawiała je na internetowej aukcji. Chciała jak najszybciej pozbyć się asortymentu, opuścić lokal i mieć to za sobą. W tle leciały utwory w wykonaniu Lindsey Stirling, które działały bardzo odprężająco na Monikę i wprawiały ją w pewien trans, w którym nie myślała o niczym. Wykonując swoją pracę, poddawała się coraz bardziej muzyce i delikatnie kołysząc swoimi biodrami, zamknęła oczy. Właśnie leciał jeden z jej ulubionych utworów- Crystallize. Słuchając go, za każdym razem pozbywała się napięcia w swoim ciele i oczyszczała swój umysł. Zaczęła tańczyć, wykonując obroty w rytm melodii, trzymając w dłoniach długą sukienkę, którą nie wiedząc kiedy zdjęła ze sklepowego wieszaka i przyłożyła do swojego ciała. Oczy miała zamknięte i zdawała się być całkowicie nieobecna. Zamknięta w zaczarowanej krainie, do której nikt nie miał teraz dostępu i w której czuła się zupełnie bezpieczna, zaczęła znajdywać swoje ukojenie. Jej umysł rozświetlił się a kąciki ust delikatnie uniosły do góry. Już przestała się martwić tym, iż zamyka swoją firmę. Podobno każdy koniec jest początkiem czegoś nowego niezależnie od tego jak jest ciężko i jak beznadziejna wydaje się sytuacja, więc może i na nią czeka jeszcze w życiu coś dobrego.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi sklepu. Jakaś zniecierpliwiona osoba mocno i szybko uderzała w szybę, Monika z zaskoczeniem otworzyła oczy i zobaczyła Sabinę, która chciała jak najszybciej dostać się do środka. Przewróciła oczami, odłożyła sukienkę i z uśmiechem otworzyła drzwi. Nawet nie zdążyła powiedzieć słowa na przywitanie, gdyż szczęśliwa Sabina od razu rzuciła się Monice na szyję

— Tak, tak! — krzyczała- udało się!

— Ale co? Co się udało? — powiedziała Monika spoglądając w oczy Sabinie i chwytając ją dłońmi za ramiona

— Jadę na staż do Australii! Złożyłam papiery i dostałam się na staż do szpitala! Rozumiesz!? Spełniają się moje marzenia!

— Kochana cieszę się bardzo! — Monika mocno uściskała Sabinę i razem zaczęły podskakiwać ze szczęścia. To już rozumiem skąd te całe zamieszanie. Gratuluję ci ze wszystkich sił!

— Dlatego musimy to opić- oznajmiła Sabina, unosząc w górę drogie wino musujące, które trzymała w ręku

— Oczywiście, że musimy ale chyba nie tutaj. Jestem zawalona pracą, muszę odebrać syna ze szkoły…

— Spokojnie wszystkim się zajęłam- przerwała Sabina- dzisiaj wrócimy do domu taksówką, Aleksa odbierze ze szkoły moja mama i się nim zajmie, a jutro rano mój tata podwiezie Cię tutaj z powrotem żebyś mogła odebrać samochód… O nic się nie martw, wszystko już zaplanowałam.

— Jesteś niesamowita- chociaż totalnie szalona z uśmiechem na ustach powiedziała Monika

— Ty też zawsze taka byłaś- mówiąc to Sabina puściła oczko w stronę Moniki.- tak więc nie ma sprzeciwów tylko szykuj kieliszki i zaczynamy świętować

— Jedyne kieliszki jakie tu posiadam to kubki plastikowe- Monika wyraźnie rozbawiona przyniosła z zaplecza opakowanie jednorazowych kubeczków plastikowych

— Myślę, że w tych okolicznościach Dom Perignon Oenotheque Vintage 2000 się nie obrazi i będzie smakował równie dobrze-zażartowała Sabina otwierając butelkę szampana. Obie śmiały się głośno rozlewając szampana do kubeczków.

W tym samym momencie drzwi sklepowe otworzył dostawca trzymając w dłoni dwa pudełka pizzy. Sabina szybko podeszła do niego i kokietując odebrała zamówienie i zamknęła na klucz drzwi.

— Proszę specjalnie dla Ciebie z podwójnym serem

Podała Monice pudełko i razem z nią usadowiła się na kocu leżącym obok żółtej sofy.

Dzień mijał a dziewczyny rozmawiały ze sobą nie czując upływającego czasu. Sabina była cała w skowronkach. Z wielkim przejęciem opowiadała o tym, jak bardzo ważny jest dla niej ten wyjazd. Trafiła się jej życiowa szansa, z której nie zawahała się skorzystać, tym bardziej, że marzyła o tym już od czasów szkoły podstawowej. Wyjazd planowała już od dawna i gdy tylko złożyła swoją aplikację na stanowisko pielęgniarki, równocześnie zaczęła starać się o wizę. Nikomu o tym nie mówiła, żeby nie zapeszać, jednak dzisiaj, gdy odebrała wizę stała się najszczęśliwszą kobietą na świecie. Postanowiła spędzić czas ze swoją najbliższą przyjaciółką i razem z nią dzielić swoją radość.

Obie pogrążone w głębokim dialogu, w którym wspominały wszystkie przeżyte razem chwile oraz rozmawiały o przyszłości Sabiny i o możliwościach, które się przed nią otworzyły nawet nie spostrzegły kiedy nastał wieczór. Szampan skończył się równie szybko co Ballantine’s 21YO, którego Monika otrzymała na urodziny od starego znajomego i który do tej pory kurzył się na półce na zapleczu.

— wiesz będzie mi ciebie brakować- wyznała Monika

— mi ciebie też i to bardzo ale wiesz żyjemy w XXI wieku, będziemy ze sobą zawsze online, no i nie wyjeżdżam na wieczność- ten rok minie szybciej niż ci się wydaje

— może i będzie tak jak mówisz- uśmiechnęła się Monika po czym dodała: — chyba czas się zbierać do domu. Już jest dosyć późno, a jutro znowu czeka dużo rzeczy do załatwienia.

— Tak masz rację trochę się zasiedziałyśmy, ale w dobrym towarzystwie czas zawsze szybko mija — przytaknęła Sabina podnosząc się z koca, podając jednocześnie Monice rękę

— Już nie pamiętam kiedy tyle wypiłam- roześmiała się Monika, lekko chwiejąc się na nogach

— Mamuśka też czasem musi zaszaleć- zażartowała Sabina, przesuwając nogą karton po pizzy.

Po chwili obie dziewczyny były już w taksówce i kierowały się w stronę domu. Obie zadowolone, że dzień minął im przyjemnie wysiadły z auta i stanęły pod domem Moniki. Alkohol rozbudził w nich emocje do tego stopnia, iż spojrzały na siebie i już bez słowa przytuliły się i popłakały.

— naprawdę się cieszę, że ci się udało- powiedziała Monika

— wiem, dlatego właśnie z tobą się tym podzieliłam- uśmiechnęła się Sabina

— czuję, że zostaniesz tam na dłużej

— zobaczymy, nic nie chce planować, czas pokaże co z tego wyjdzie… na obecną chwilę muszę przygotować się do wyjazdu…

Dziewczyny jeszcze raz się objęły i każda z nich poszła do swojego domu.

— już jestem- niemal szeptem powiedziała Monika wchodząc do swojego domu

— mam nadzieję, że spotkanie się udało- odpowiedziała Pani Jola- mama Sabiny

— bardzo się udało, mam nadzieję, że nie sprawiłyśmy Pani zbyt dużego problemu- Sabina mnie bardzo zaskoczyła całą tą sytuacją

— Nic się nie martw. Dobrze wiesz, że Aleksa traktuję jak swojego wnuka. To bardzo grzeczne i pogodne dziecko. Zarówno on jak i ty potrzebujecie przyjemnych chwil, które pomogą wam nie myśleć o problemach.

— Bardzo Pani dziękuję za dzisiaj

— Nie ma za co moje dziecko. Aleks śpi już u siebie. Odpocznij sobie bo masz za dużo spraw na głowie i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.- powiedziała kierując się w stronę drzwi wejściowych.

— Dziękuję Pani Jolu- niemal ziewając powiedziała Monika i zamknęła drzwi za sąsiadką.

Leniwym ruchem zdjęła z nóg szpilki i wdrapała się po schodach na górę. Ostatkiem sił weszła do pokoju Aleksa sprawdzając czy wszystko z nim dobrze po czym weszła do swojej sypialni i położyła się w ubraniach na łóżku. Nie miała sił się rozbierać i było to dla niej w tym momencie nieistotne. Jedyne co musiała zrobić to ustawić budzik na 5:00 rano aby zdążyć z poranną toaletą, gdyż nie chciała aby Aleks po przebudzeniu zastał ją śpiącą w ubraniach. Prawą ręką sięgnęła po telefon do kieszeni spodni i podniosła go do góry tak aby widzieć wyświetlacz. Drugą dłonią natomiast zasłoniła padające na niego światło i przymrużyła jedno oko, jakby w ten sposób lepiej widzieć to co robi.

Po ustawieniu budzika bezwładnie puściła rękę z telefonem na łóżko, zamknęła oczy i zaczęła myśleć o wyjeździe Sabiny. Z jednej strony cieszyła się jej szczęściem, ale z drugiej wiedziała, że jest to ostatnia osoba, której ufała i bardzo bała się ją stracić. Zaczęły pojawiać się w jej głowie niespokojne myśli, iż teraz sobie nie poradzi z ciężarem który nosi w sercu. Wiedziała bowiem, że mimo, iż nie o wszystkim mówiła Sabinie to jednak ją miała obok siebie i zawsze mogła odwrócić uwagę od swoich problemów, skupiając się na niej i wydarzeniach, które miały miejsce w jej życiu.

Zmartwienia i alkohol który pulsował w głowie Moniki mieszały się ze sobą coraz bardziej, dlatego też starała się je uciszyć i zasnąć. Na szczęście nastąpiło to szybciej niż mogła przewidzieć…

Rozdział II

Był październikowy sobotni poranek. Liście na drzewach opadały z coraz większą siłą sprawiając, iż za oknem domu Moniki utworzyły różnobarwny dywan. Pogoda była deszczowa a gałęzie drzew poruszały się wraz z podmuchami wiatru. Monika leżąc jeszcze w łóżku wpatrywała się w sufit. Była nieruchoma. Myślami wędrowała gdzieś daleko przed siebie i właściwie nie myślała o niczym konkretnym, tylko błądziła w pustej przestrzeni, powtarzając sobie w głowie jedno zdanie: co dalej?.

Leniwym ruchem obróciła się na prawy bok, podłożyła obie dłonie pod policzek i teraz wpatrywała się w ścianę. Czuła, że jeszcze kilka dni i nie da sobie rady z tym wszystkim co na niej spoczywa. Wiedziała, że dochodzi do takiego punktu w swoim życiu, w którym nie będzie czuła pod nogami żadnego gruntu. Z dnia na dzień rosła w niej presja związana ze wszystkim tym co jej się nie udawało, z tym że musi być silna mimo tego, że już nie umie taka być oraz oczekiwaniami względem samej siebie. Coraz bardziej traciła chęci na to aby w ogóle wstawać z łóżka. Robiła to tylko dla syna, gdyż zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby go nie miała to nawet nie miałaby po co w tym momencie otwierać oczu.

Przerażał ją ten stan niechęci do wszystkiego. Siła i energia którą zawsze miała w sobie od dwóch lat sukcesywnie znikała zniżając się do niemal zerowego poziomu.

Powolnym ruchem ręki sięgnęła po telefon by sprawdzić godzinę. Zegar wybił godzinę 8:30. Aleks najwyraźniej jeszcze spał wykończony zajęciami dodatkowymi, które miał dzień prędzej. Może i lepiej, bo nie widział matki w takim stanie a ona sama miała jeszcze chwilę na to by dojść do stanu „użyteczności”. Złapała głęboki wdech i wyraźnie wzdychając wypuściła powietrze. Przetarła oburącz oczy i powoli usiadła na skraju łóżka. Spojrzała za okno i powiedziała szeptem:

— dodaj mi sił

Niechętnie założyła na nogi różowe futerkowe klapki i poszła do łazienki.

***

— Ale długo spałem -powiedział Aleks przeciągając się jeszcze wchodząc do kuchni

— Chociaż raz się wyspałeś- odpowiedziała Monika trzymając w dłoniach szary kubek z napisem LOVE wypełniony kawą

— widać wczorajszy trening z piłki nożnej musiał cię solidnie wykończyć

— trochę.. ale cieszę się bo pokazałem trenerowi, że jestem wystarczająco dobry by zakwalifikować się do reprezentacji i zagrać w meczu.

— Dlatego jestem z ciebie bardzo dumna synku- uśmiechnęła się Monika

— Mamo… a czy to ten kubek co dostałaś od taty?

— Tak to ten- Monika spojrzała na kubek i przypomniała sobie moment, w którym go dostała

— nareszcie go używasz, bo tylko stoi i się kurzy… a myślisz, że tata też byłby ze mnie dumny? -Aleks zadając to pytanie spuścił wzrok na znak że nie jest pewny odpowiedzi

— Oczywiście, myślę że bardzo i gdy tylko wróci to na pewno ci o tym powie- oznajmiła Monika dotykając syna po ramieniu.

Nastała chwila ciszy. Żadne z nich nie chciało kontynuować tego bolesnego tematu zwłaszcza, gdy tak na prawdę nikt nie wiedział, czy Igor jeszcze kiedykolwiek przekroczy próg tego domu.

— Wiesz jaki dziś dzień? -Spytała Monika chcąc przerwać tą niezręczną ciszę i skupić uwagę syna na czymś innym

— Sobota?

— Też… ale dzisiaj jest przede wszystkim dzień, w którym ciocia Sabina leci do Australii. Dlatego też musimy się ładnie ubrać, zapakować prezent, który jej kupiliśmy i iść się z nią ładnie pożegnać

— To już dziś? Strasznie szybko minęło…

— Wiem- uśmiechnęła się Monika- dlatego jedz szybko śniadanko i idź umyj ząbki żeby nie tracić ani chwili. Jeszcze musimy zapakować prezent dla cioci i wyskoczyć na szybkie zakupy zanim się z nią zobaczymy.

***

Wczesnym popołudniem, Monika wraz z synem kierowała się w stronę domu Sabiny, niosąc niewielką paczuszkę. Gdy weszli na jej posesję, Sabina już wychodziła z domu z bagażem w ręku. W tym samym czasie podjechała taksówka.

— Już uciekasz? -spytała zdziwiona Monika

— Tak- tak bardzo się stresuję lotem, że wolę już jechać na lotnisko i się przygotować psychicznie na podróż- właśnie miałam wstąpić do ciebie, żeby się pożegnać i o tym powiedzieć

— Ciociu będzie mi ciebie brakowało- powiedział Aleks mocno przytulając Sabinę

— Mi ciebie też Słonko- odpowiedziała Sabina całując chłopca w czoło

— Proszę to drobny upominek ode mnie i Aleksa. Mam nadzieję, że ci się przyda…

Sabina bez zastanowienia otworzyła małe pudełeczko, w którym znalazła niewielkich rozmiarów kompas, a na nim wygrawerowany napis- idź zawsze z stronę szczęścia. Do jej oczu napłynęły łzy. Spojrzała na Monikę i Aleksa i mocno przytuliła ich do siebie mówiąc:

— Wszystko byłoby o wiele łatwiejsze gdybyście lecieli tam ze mną

— Nie myśl w ten sposób Kochana- powiedziała Monika ocierając łzę Sabiny.- Leć i spełniaj swoje marzenia. Pamiętaj że twoje szczęście jest naszym szczęściem

— Cieszę się że was mam

— A my się cieszymy, że mamy ciebie… Chyba taksówkarz się niecierpliwi. -Monika spojrzała w stronę mężczyzny siedzącego w taksówce

— Tak- racja- ale za coś mu płacę więc może chwilę poczekać- zażartowała Sabina, po czym uściskała swoich rodziców, pocałowała Monikę i Aleksa na dowiedzenia i wsiadła do pojazdu.


Tak wyglądało pożegnanie ostatniej bliskiej osoby, z którą Monika mogła czuć się swobodnie. Wraz z odjazdem taksówki poczuła delikatne ukłucie w sercu, które dało poczucie pustki. Wraz z synem wróciła do domu i zajęła się robieniem porządków, a po ich zakończeniu zajęli się wspólną zabawą. Wszystko po to aby nie myśleć o pożegnaniu…


Kolejny dzień zaczął się dla Moniki równie ciężko. Postanowiła jednak, że zawiezie dzisiaj Aleksa do rodziców Igora. Jako dziadkowie byli bardzo serdeczni dla wnuka, jednak fakt, iż mieszkali w odległości 120 kilometrów od domu, w którym przebywała Monika z synem sprawiał, iż ich kontakty były ograniczone. Monika nie tylko chciała nadrobić zaległości w kontaktach między dziadkami a wnukiem ale przede wszystkim chciała uporządkować rzeczy Igora i wynieść je na strych. Nie chciała aby Aleks był świadkiem tego, jak rzeczy ojca są wynoszone z poszczególnych pomieszczeń domu, gdyż mogłoby wywołać to w nim niepotrzebne emocje. Jako mały chłopiec był bowiem przywiązany do ojca. Każdego dnia pytał o to kiedy wróci i podobnie jak Monika nie pogodził się z tą sytuacją mimo upływającego czasu. Aleks mimo iż był jak na swój wiek bardzo dojrzały, to był równocześnie bardzo skryty w sobie, co sprawiało niejednokrotnie wiele problemów jego matce. Niejednokrotnie potrafił przerwać zabawę tylko po to aby wyjść na ganek usiąść w bujanym fotelu i zwinąwszy się w „kulkę” cichutko zapłakać, lub schować się w domku na drzewie i oglądać albumy ze zdjęciami, na których był razem z tatą. Chyba to było w tym wszystkim najtrudniejsze dla Moniki- patrzeć jak jej syn cierpi. Jedyne co mogła wtedy zrobić to dać mu odrobinę czasu na samotność a po kilku minutach podejść i przytulić najmocniej jak tylko potrafiła i z uśmiechem na ustach dać nadzieję na to, że wkrótce wszystko dobrze się skończy.

Tuż po pozostawieniu Aleksa u dziadków i wspólnej herbacie, Monika wróciła do domu. Wysiadła z auta i po przebyciu kilku schodów prowadzących do drzwi wejściowych domu, złapała za klamkę, a jej serce zadrżało. Wiedziała, że to co musi zrobić nie będzie łatwe ale obecność rzeczy Igora w codziennym życiu również w niczym nie pomagała. Na każdym kroku gdy przebywała w domu przypominała sobie miejsca, w których jej mąż spędzał najwięcej czasu. Papierośnica leżąca na kominku i fotel, który stał obok niego ciągle przypominały o tym, jak Igor kochał to miejsce. Zegar na ścianie, o który było wiele kłótni, gdyż totalnie nie trafiał w gust Moniki i wystrój salonu, a także szuflada w kuchni pełna narzędzi, których przez cały okres trwania małżeństwa Monika nie mogła pozbyć się z domu przypominały o ich odmiennych gustach i sprzeczkach, po których zawsze nastawały radosne chwile. Jego ubrania, które w nienaruszonym stanie znajdowały się wciąż w tych samych miejscach-okrycia wierzchnie na wieszaku, buty stojące na półce, jego ulubiona szczotka do butów, która pamiętała czasy jego dziadka, a nawet szczoteczka do zębów stojąca na półce w wiszącej w łazience szafce sprawiały wrażenie jakby Igor cały czas mieszkał w tym domu. Monika wiedziała, że nastał ten moment, w którym należy to wszystko pożegnać.

Zrobiła głęboki wdech, wzięła kartony, które prędzej przygotowała na tę okoliczność i zaczęła pakować wszystkie przedmioty należące do jej męża. W jednej chwili ogarnęło ją jednak dziwne uczucie, jakby Igor stał obok i patrzył na to co robi. Przez chwilę poczuła się tak, jakby robiła coś złego, jednak aby odpędzić te myśli wyszeptała półgłosem:

— Dlaczego mi to zrobiłeś? Już trzy lata nie ma cię z nami… Nie umiem dłużej tak żyć, gdy wszystko mi ciebie przypomina.

Dopiero po tych słowach wszelkie zawahania w niej ucichły i mogła spokojnie zająć się pracą. Do pierwszego pudła spakowała rzeczy leżące w salonie- wspomnianą papierośnicę, zegar, ulubione pióro Igora, które dostał od ojca w nagrodę za ukończenie studiów, dyplomy wiszące na ścianie oraz puchary otrzymane za osiągnięcia sportowe- drugą pasją Igora było bowiem bieganie, na które poświęcał każdą wolną chwilę. Gdy tylko mógł, jeździł po całej Polsce i brał udział w zawodach… nigdy jednak nie chciał brać w podróż Moniki. Zawsze twierdził, że będzie to dla niej nudne, a ona sama również nie napierała na takie wyjazdy tłumacząc sobie, że skoro Igor nie chce jej brać to widocznie jest tak jak mówi. Rozumiała również, że jej mąż potrzebuje trochę odpoczynku i to jest jego forma na naładowanie baterii po ciężkiej pracy. Dopiero teraz, gdy pakowała zdobyte nagrody, żałowała że mimo sprzeciwów, nie jeździła z mężem. Może to stanowiłoby bodziec do tego aby się do siebie zbliżali, a zamiast tego czas spędzany oddzielnie jeszcze bardziej budował między nimi barierę… Dziwne, że pomyślała o tym dopiero w tej chwili…

Wynosząc kartony na strych Monika zastanawiała się co zrobić z zresztą rzeczy. Postanowiła, iż fotel, na którym Igor spędzał dużą część czasu, wyniesie do garażu wraz z trofeami zdobytymi na polowaniu, na które w młodzieńczych latach chodził ze swoim dziadkiem. Jednak aby to zrobić musiała znaleźć pomoc.

Niewiele myśląc zadzwoniła najpierw do mamy Igora:

— Halo mama? Mam pytanie- czy dalibyście radę zająć się Aleksem do jutra? Nie zdążę dzisiaj wszystkiego zrobić, a bardzo chciałabym mieć to już za sobą.

— Myślę, że tak- Aleks dobrze się u nas bawi. Właśnie przyszedł syn sąsiada i razem bawią się na dworze.

— Inga z Olkiem przyjechali? — spytała nieco zaskoczona Monika

— Tak i zostają na tydzień… wiesz Pani Jadzia się źle poczuła i Inga postanowiła, że przyjedzie na kilka dni z Irlandii aby pomóc mamie

— Dawno jej nie widziałam… -Monika przez chwilę wróciła myślami do momentu, gdy poznała Ingę, od której mama Igora kupiła ten dom. Była to bardzo sympatyczna dziewczyna, która robiła wielką karierę a mimo wszystko zawsze umiała znaleźć czas dla wszystkich, którzy jej potrzebowali

— Powiem jej, że jutro przyjeżdżasz po Aleksa to na pewno spotkacie się na kawie i będziecie miały czas na plotki

— Byłoby bardzo miło… ale póki co biorę się za pracę. Dziękuję za pomoc przy Aleksie. Powiedz mu, żeby później do mnie zadzwonił to mu wszystko wyjaśnię.

— Dobrze na pewno powiem i nie dziękuj- przecież to nasz wnuk- spokojnym radosnym głosem mama Igora zakończyła rozmowę

Uradowana Monika wykonała kolejny telefon do Filipa- dawnego przyjaciela Igora, który jest bratem Sabiny, mieszkającym obecnie ze swoją dziewczyną.

— Halo Monika?

— Cześć, pamiętasz mnie jeszcze?

— No jasne, że tak! Czemu się nie odzywałaś tyle czasu?

— Wiesz jak jest… dużo się dzieje i pełno rzeczy mam na głowie.

— Rozumiem… cała ta sytuacja… eh.- dało się słyszeć wyraźne westchnięcie, które sygnalizowało współczucie i niemoc.- Ale co Cię skłoniło do kontaktu ze mną? Masz jakiś problem? Czy po prostu chciałaś porozmawiać ze starym znajomym?

— Właściwie to chciałam Cię prosić o pomoc. Właśnie robię porządki w domu i przydałaby się męska ręka. Pomyślałam o Tobie.

— Nie ma sprawy, mów kiedy i będę. Amanda jest właśnie w kilkudniowej podróży służbowej więc jestem do dyspozycji

— Super- ucieszyła się Monika- a kiedy… właściwie to najlepiej zaraz- dodała trochę niepewnie przygryzając przy tym wargę

— Nie tracisz czasu- zażartował Filip- ok będę za godzinę. Możesz czekać na mnie z kawą… albo nie- najlepiej to z winem. W końcu tyle czasu się nie widzieliśmy

— Z winem to raczej nie bo prowadzisz, chyba że będziesz nocował u rodziców… ale po takim długim czasie jaki minął od naszego ostatniego spotkania to może lepiej zaczniemy od kawy.

— Jak sobie Pani życzy- grzecznie przytaknął Filip po czym się rozłączył.

Zadowolona Monika odłożyła telefon. Ucieszyła się, że udało jej się namówić Filipa do pomocy. Faktycznie nie widziała go już trzy lata. Filip gdy poznał Amandę zupełnie odciął się od rodziny. Był zajęty podróżami i rozkręcaniem swojej firmy. Po zaginięciu Igora jego zachowanie również uległo zmianie. Wszyscy jego bliscy uznali, że się wówczas załamał, gdyż a Igorem znał się od dziecka i spędzał z nim bardzo dużo czasu- w sumie można powiedzieć, że traktował go jak swojego brata. Nawet gdy się wyprowadził, utrzymywał z Igorem dosyć zażyłe relacje- często się spotykali i niemal codziennie do siebie dzwonili. Każdy myślał, że to będzie znajomość na całe, długie życie, a to co się stało w drastyczny sposób dotknęło niejedno serce.

Filip zawsze mierzył wysoko, stawiał sobie cele, które na pierwszy rzut oka wydawały się nieosiągalne- ale nie dla niego. Jego największymi zaletami były cierpliwość i upór. Był wysokim, zabawnym, pewnym siebie brunetem, który przyciągał wiele kobiet. Monika była ciekawa czy bardzo się zmienił od czasu ich ostatniego spotkania…


Godzinę później Filip był już pod drzwiami.

— Hej miło Cię widzieć. Przepraszam, że tak znienacka zadzwoniłam i Cię tutaj ściągnęłam, ale stwierdziłam że jak dzisiaj tego nie zrobię, to znowu będę to odwlekała w czasie- rzekła Monika całując Filipa w policzek na powitanie.

Wyczuła od niego zapach alkoholu, ale nie chcąc psuć atmosfery nie dała niczego po sobie poznać.

— Witaj, nie ma problemu akurat mam wolny wieczór więc chętnie pomogę. Widzę, że pozbywasz się wszystkich rzeczy Igora- odpowiedział Filip wchodząc do domu, rozglądając się po wnętrzu

— Tak, w końcu postanowiłam, że czas zrobić miejsce na nowe i usunąć z widoku wszystko co sprawia, że wracają bolesne wspomnienia.

— Powinnaś już dawno to zrobić… O! Nareszcie ściągnęłaś ze ściany ten okropny zegar. Nie wiem co Igor w nim widział..

— Miał taki styl… może widział w nim coś czego nikt inny nie dostrzegał- zaśmiała się Monika stając w obronie Igora

— To za co się najpierw bierzemy? — spytał Igor wyciągając wino z wewnętrznej kieszeni kurtki, które postawił na kominku

— Najpierw chciałabym się pozbyć tego fotela i myśliwskich trofeów. Już przygotowałam na nie miejsce w garażu… odparła Monika spoglądając na wino z miną wyrażającą niezadowolenie, po czym dodała- mówiłam, że to nie jest najlepszy pomysł by pić dzisiaj wino

— Oj tam, nie marudź sąsiadeczka- Filip wyraźnie nie przejął się sprzeciwem Moniki.- Powiedz kiedy ostatni raz mieliśmy okazję porozmawiać. Już nie pamiętam kiedy spędzaliśmy miło czas, a przecież sama dobrze pamiętasz jaka kilka lat tamu była z nas zgrana paczka. Widywaliśmy się niemal codziennie i wtedy nikt nie protestował przeciwko lampce wina, zwłaszcza takiego wytwornego

— Piękne czasy fakt- uśmiechnęła się Monika z nieco łagodniejszym tonem.- Ale wiesz… teraz nie ma z nami Igora.- od razu posmutniała wypowiadając te słowa.

Filip podszedł do niej, położył jedną dłoń na jej ramieniu, a palcem wskazującym drugiej dłoni uniósł jej głowę do góry w taki sposób, żeby mógł spojrzeć w jej oczy.

— Ej mała- powiedział ciepłym głosem z uśmiechem na ustach.- rozchmurz się. Jesteś piękną kobietą a Igor to frajer, że cię zostawił. To, że wyszedł bez słowa i nie wrócił do tej pory świadczy tylko o tym, że jest idiotą, który nie zasługuje na kobietę taką jak ty.

— Nie czaruj- szybkim ruchem Monika wyswobodziła się od dotyku Filipa, przez co cała ta sytuacja stała się przez moment dosyć niezręczna.

Pod maską uśmiechu, Monika jednak ukryła swoje niezadowolenie. Znała Filipa od wielu lat i wiedziała, że lubi czarować dziewczyny i wykorzystywać swoją urodę by osiągnąć cel jakim jest zdobycie tego, co sobie upatrzył. Wiedziała również, że zna go na tyle dobrze i łączyły ich wystarczająco dużo wspólnych chwil by potraktować jego zachowanie jako formę żartu.

— Weźmy się lepiej za pracę, to może zdążymy napić się tego wina- rzekła, puszczając żartobliwie oczko w stronę Filipa.

— Skoro tak to już wynoszę te rzeczy a Ty szykuj kieliszki- zadowolony Filip szybko wziął się za pracę

Minęły niecałe dwie godziny, a dom stał się przestrzenią mieszczącą już tylko rzeczy Moniki i Aleksa.

Praca, którą wykonała wspólnie z Filipem sprawiła, że zapomniała o przykrych sprawach i zaczęła się uśmiechać. Wspomnienia, które przywoływała razem z nim podczas prowadzonych w międzyczasie rozmów sprawiły, że oczyściła swój umysł. Zaczęła myśleć pozytywnie o swojej przyszłości i cieszyć się tym, że teraz będzie miała okazję zaaranżować wnętrze domu tylko i wyłącznie według swojego pomysłu. Atmosfera była tak dobra, że nim oboje się spostrzegli na zegarze wybiła godzina 21:00.

— To co lampeczka wina na fajrant? — Spytał Filip z pewną stanowczością w głosie i zabrał się za otwieranie wina nim Monika zdążyła cokolwiek powiedzieć

— Skoro już postanowiłeś- z uśmiechem na ustach Monika podała kieliszki.- w sumie to zapracowałeś na otwarcie tego wina więc już nie mam serca Ci odmawiać

— No ja myślę sąsiadeczko

— Nie mów tak do mnie… już dawno tutaj nie mieszkasz- wypowiadając to Monika podniosła kieliszek z winem i przyłożyła go do ust

— A nie chciałabyś żeby tak było?

— To znaczy jak?

— Żebym znowu mieszkał obok, widział Cię każdego dnia, zaglądał do Ciebie o każdej porze pod różnymi pretekstami…

— Nie zastanawiałam się nigdy nad tym i nie patrzyłam na Ciebie nigdy w sposób inny niż na kolegę, więc nie wiem… a co nie podoba Ci się mieszkanie z Amandą? — Monika szybko chciała zmienić temat

Filip zamilkł. Odwrócił się plecami do Moniki i podszedł do okna przez które widać było ulicę. Nastała niezręczna cisza, w której słychać było jedynie ich oddechy.

— Wiesz… -zaczął Filip- mieszkanie z Amandą jest nawet fajne. Jest to ambitna i wspaniała kobieta, jednak mnie pociąga tylko fizycznie. Nic więcej do niej nie czuję

Nastała znowu chwila ciszy. Filip powolnym ruchem opuścił roletę, zasłaniając okno.

— To przykre- odparła Monika, lekko zdezorientowana tym, co właśnie zrobił Filip- nie musisz zasłaniać okna- dodała- lubię jak jest odsłonięte

— Boisz się mnie?

— Raczej nie- Monika uśmiechnęła się.

Przez wzgląd na stare czasy obróciła tą sytuację po raz kolejny w żart. W końcu nie miała nigdy powodu aby czuć jakiekolwiek zagrożenie z jego strony- wręcz przeciwnie, niejednokrotnie to właśnie on dawał jej niegdyś poczucie bezpieczeństwa.

— Dobre wino prawda? — spytał Filip zmieniając temat.

— Tak, muszę przyznać, że wykazałeś się dobrym gustem w tej kwestii.

Filip uśmiechnął się do siebie i odwrócił się w stronę Moniki. Powoli podszedł do niej spoglądając głęboko w oczy.

— Nie tylko w tej kwestii mam dobry gust- powiedział pewnym siebie głosem.

Monika uśmiechnęła się. Niczego się nie spodziewając dokończyła swój kieliszek wina. Filip widząc to zabrał od niej kieliszek i postawił go na kominku.

— To w jakiej kwestii masz jeszcze dobry gust? Czyżby pojawiła się kolejna kandydatka, którą chcesz dodać do kolekcji swoich podbojów miłosnych? — zażartowała Monika

Filip podszedł jeszcze bliżej. Jeszcze głębiej spojrzał Monice w oczy mówiąc:

— Kandydatka od kilku lat mieszkała obok mnie, tylko była zbyt niedostępna i zbyt zajęta by mnie dostrzec

Monika zauważyła, że Filip mówi całkiem poważnie. Trochę zaniepokojona spuściła wzrok i chcąc odejść od Filipa rzuciła:

— Znowu żartujesz. Myślę, że wino ma na ciebie zły wpływ. Robi się późno i już chyba czas się pożegnać.

Reakcja Filipa była jednak zbyt gwałtowna. Natychmiast po tych słowach złapał mocno Monikę za ramiona i wyraźnym, już nie tak przyjemnym jak do tej pory tonem powiedział:

— Odkąd Cię zobaczyłem, gdy po raz pierwszy zjawiłaś się w tym domu, nie byłem w stanie myśleć o niczym innym. Plułem sobie w twarz widząc Ciebie i Igora razem. Myślałem, że jesteś dla niego tylko na chwilę i zaraz będziesz moja, ale nie- Ty się z nim pobrałaś. Nie było dnia żebym na Ciebie nie patrzył. Nie było dnia żebym nie pragnął mieć cie tylko dla siebie. Wyprowadziłem się żeby o tobie nie myśleć, ale Ty jesteś jak narkotyk. Zawładnęłaś moimi myślami rozumiesz?! Chce mieć cię tylko dla siebie i teraz, gdy jesteś sama nie zmarnuje tej szansy.

— Puść to boli! — Monika podniosła głos wyrażając swój sprzeciw- Przecież wiesz, że byłeś i jesteś dla mnie tylko kolegą

— Dziewczyno! zrozum, że właśnie wyznałem ci miłość! Jesteś moją obsesją i będziesz w końcu moja czy ci się to podoba czy nie!

Monika chcąc się oswobodzić zaczęła się szarpać, powtarzając tysiące razy aby dał jej spokój i opuścił jej dom. On jednak wydawał się tego nie słyszeć i w pewnej chwili przestał nad sobą panować. Jedyna myśl jaką miał teraz w głowie to żądza posiadania kobiety, za którą tęsknił latami i której pragnął bardziej niż kogokolwiek innego na tym świecie. Alkohol, który spożył przed spotkaniem z Moniką oraz wypite wino dały o sobie znać wyzwalając w nim najgorsze z możliwych cech. Nie zauważał przerażenia w oczach Moniki, która w natłoku zdarzeń nie wiedziała jak ma zareagować. Chwycił ją mocno za nadgarstki i ściskał coraz bardziej, z każdą próbą oswobodzenia się.

— Puść mnie! Krzyczała Monika

Filip siłą pociągnął ją za sobą w stronę radia, z którego leciała muzyka. Szybkim ruchem pokrętła zwiększył dźwięk utworu, który właśnie leciał, aby zagłuszał wszelkie dźwięki wydobywające się z domu.

— Proszę puść mnie- Monika ze złamanym głosem, próbowała jakoś wpłynąć na Filipa.

Ten jednak zachowywał się zupełnie obojętne, jakby żadne słowa do niego nie docierały. Pogrążony w chęci posiadania Moniki na własność, rzucił ją na sofę. Usiadł na niej okrakiem mocno przyciskając do powierzchni łóżka jej miednicę. Szybkim ruchem rozdarł jej koszulkę. Kawałkiem materiału związał natomiast jej dłonie, by uchronić się przed ich atakiem.

— No to teraz się zabawimy- powiedział

— Proszę nie rób tego- prosiła Monika błagalnym głosem, ze łzami w oczach.

— Za późno… za długo o tym śniłem żeby teraz się wycofać

— Filip ale ty taki nie jesteś, puść mnie!

Filip spojrzał na Monikę w sposób tak zimny, że przeszyło ją to na wskroś. Zrozumiała, że nie ma dla niej teraz nadziei. W akcie rozpaczy dodała:

— Będę krzyczeć i na pewno zaraz ktoś przyjdzie!

Te słowa jednak podziałały jak płachta na byka. Filip mocnym uściskiem złapał Monikę za twarz. Wyjął z kieszeni scyzoryk i przyłożył go do jej gardła.

— A teraz mnie posłuchaj- rzekł- spróbujesz choćby pisnąć to Twój uroczy bękart straci drugiego rodzica. Załatwię Cie tak samo jak twojego mężulka.

Monika zamarła. Nie wiedziała jak ma rozumieć słowa Filipa. Z jej oczu popłynęły łzy, które zdawały się palić jak ogień.

— Co zdziwiona jesteś? Przez miesiące słuchałem jak Igor narzeka na ciebie, że wam się nie układa, że nic nie jest takie jakie sobie wyobrażał. Więc pomogłem mu uwolnić się od tego problemu i ciężaru jakim dla niego byłaś. Nie widział w tobie nic z tego co ja zauważałem. Widziałem doskonale, że gdy on był zajęty robieniem własnej kariery i nie widział jak bardzo jesteś samotna, to ty robiłaś wszystko co należało i nigdy się nie skarżyłaś. Gardziłem nim za to, że traktował cię jak psa, za każdym razem gdy się starałaś żyć lepiej. Zabiłem go żeby dać ci to czego on nie mógł. A teraz tak mi się odpłacasz. Odpychasz człowieka, który dał ci wolność.

Nerwowymi ruchami Filip rozrywał kolejne części ubrań, rozbierając w ten sposób Monikę, a ona nie miała ani siły ani chęci się już bronić. Wszystko co od niego usłyszała sprawiło, że opuściła ją wszelka chęć do życia. Jedyne co mogła teraz zrobić to cierpliwie czekać, aż cała ta sytuacja się skończy. Filip jedną ręką trzymał Monikę za gardło, a drugą dobierał się do jej majtek, podczas gdy ona myślała tylko o synu i o tym, żeby go jak najszybciej zobaczyć. Marzyła, aby ta chwila, w której była potraktowana jak przedmiot- jak bezwładna kukła mająca za zadanie zaspokoić dzikie żądze mężczyzny, którego niegdyś uważała za przyjaciela, jak najszybciej dobiegła końca. W jednej chwili jej świat, który z trudem zaczęła odbudowywać runął z jeszcze większą siłą. Podczas, gdy czuła całym swoim ciałem ból jaki sprawiał jej dotyk Filipa i jego niepohamowane ruchy, jej serce zostało wyrwane a dusza zdeptana. Tych kilka chwil, podczas których Filip zaspakajał swoje męskie ego zniszczyły Monikę doszczętnie. Jeżeli ktoś spytałby ją czy jest coś gorszego niż śmierć to odpowiedź zawarta jest w tych właśnie momentach, w których ona całkowicie bezbronna, przesiąknięta myślami o swoim synu i mężu, który prawdopodobnie już nie żył, traciła swoją godność jako człowiek ale przede wszystkim jako kobieta. Z każdym momentem, gdy Filip dochodził do ekstazy ona umierała tysiące razy do takiego stopnia, że nawet nie zorientowała się kiedy nastąpił koniec. Leżała nieruchomo na sofie, która została splamiona krwią jej ciała, oraz duszy, zapatrzona przed siebie. Całkowicie bez wyrazu. Nawet jej oczy zaszły mgłą, całkowicie tracąc cały swój blask. Jedyne co zapamiętała to głos Filipa:

— Igor miał rację rżniesz się dobrze. Myślałem, że nigdy się tego nie doczekam.

Po czym odszedł trzaskając za sobą drzwiami. Dopiero w momencie, gdy dało się słyszeć ryk silnika odjeżdżającego auta, Monika zaczęła głośno płakać. W tym głosie słychać było tylko żal, niczym jęk bezbronnej łani, która czeka na to, aż ktoś przyjdzie ją uratować. Ostatkiem sił zsunęła się z sofy na podłogę. Zębami rozwiązała kawałek materiału pochodzący z jej bluzki, którym miała skrępowane nadgarstki i niemal czołgając się po podłodze dotarła do radia i wyłączyła grającą muzykę. Usiadła na chwilę, łapiąc szybkie, głębokie wdechy. Cały czas zastanawiała się dlaczego to ją spotkało. Myślała o nożu przyłożonym do gardła i o tym, że o mały włos nie straciła życia.

Po kilku minutach psychicznej agonii wstała i chwiejąc się na nogach dotarła do łazienki znajdującej się obok sypialni. Weszła w podartych ubraniach, a raczej tym co z nich zostało pod prysznic, puściła wodę i osunęła się na kolana. Wydała z siebie głośny krzyk i znowu się rozpłakała. Brzydziła się swoim ciałem. Chciała jak najszybciej zmyć z niego zapach Filipa. Trwało to długo- godzinę, może dwie, a dla niej całą wieczność.. w chwili tak dramatycznego zajścia bowiem straciła rachubę czasu. Dopiero w momencie, gdy już zabrakło jej łez a poczucie senności stało się nie do zniesienia, postanowiła zakręcić wodę. Podniosła mokre strzępy ubrań i wyrzuciła je do kosza. Okryła swoje zmarznięte i wycieńczone ciało ręcznikiem, poszła do sypialni i bezwładnie opadając na łóżko, usnęła.

Skoro świt obudził ją dźwięk telefonu. Otworzyła oczy i spojrzała przed siebie. Jej pokój rozświetlał blask wschodzącego słońca. Na chwilę zamknęła oczy zastanawiając się czy to wszystko jej się śniło, czy wydarzyło naprawdę. Nie trwało to jednak długo, gdyż dźwięk dzwoniącego telefonu znowu rozległ się po całym domu. Monika niechętnie zeszła po schodach do salonu, w którym się on znajdował. Trzymając jedną ręką ręcznik, który zasłaniał jej ciało, drugą dłonią podniosła urządzenie i przyłożyła do ucha

— Halo? Monika? — kobieta z roztrzęsionym głosem wołała przez słuchawkę.

To Pani Jola- mama Sabiny i Filipa. Była zrozpaczona. Pierwsza myśl Moniki, tuż po odebraniu telefonu to ta, że coś stało się z Sabiną. Jednak szybko się przekonała, jak bardzo się myliła.

— Tak, jestem. Coś się stało?

— Filip nie żyje. Miał wypadek. W nocy, gdy wracał do domu jego samochód zderzył się z tirem. Właśnie policja nas powiadomiła…

Monika nie była w stanie nic odpowiedzieć. Czuła jak dreszcz przeszywa jej ciało. Sama nie wiedziała jak nazwać to co wówczas poczuła- nienawiść, satysfakcję, ulgę, czy niezadowolenie, że w ten sposób się to wszystko potoczyło. Bez słowa zakończyła połączenie. Spojrzała na sofę, na której znajdowały się plamy krwi i strzępy jej ubrań. Podeszła powoli do okna, odsłoniła roletę i wyszeptała:

— krew za krew…

Rozdział III

Mijały kolejne miesiące, aż w końcu nadeszły dni zwiastujące wiosnę a wraz z nimi nadzieja na lepsze życie. Monika przez kilka miesięcy zmagała się sama ze swoimi myślami. Za ostatnie pieniądze stanowiące część jej oszczędności, zrobiła remont w domu. Kupiła nową sofę do salonu, gdyż stara sprawiała, że nie mogła zapomnieć o wydarzeniach, które zabiły w niej wszelkie życie, w oknach powiesiła nowe zasłony w ciepłych odcieniach beżu, natomiast ściany pokryła pastelowymi kolorami, które sprawiały, iż wnętrze domu było bardzo kobiece. Od tamtej felernej nocy, w której bliska osoba -mężczyzna, którego uważała niegdyś za swojego przyjaciela zniszczyła w Monice ostatnie iskierki kobiecości sprawiła, iż sypiała ona jeszcze gorzej niż po zaginięciu Igora. Codziennie budziła się z przekonaniem, że życie, które jest jej dane nie ma żadnego sensu a wszystkie sytuacje, które do tej pory miały miejsce świadczyły jedynie o jej życiowym pechu. Każdego dnia, gdy tylko Aleks był w szkole, godzinami klęczała i płakała nad swoim losem. Nie była w stanie pogodzić się z niczym co ją spotkało. Ból, który nosiła w sobie i pustka po utracie bliskich osób sprawiła, że była cieniem samej siebie. Momentami miała wrażenie, że żyje gdzieś obok i patrzy na swoje życie jak na przedstawienie grane w teatrze, na fabułę którego nie ma zupełnie wpływu. Odcięła się od wszystkich i od wszystkiego. Schudła tak bardzo, iż jej ciało stało się zupełnie szare i bez wyrazu. Zdradził ją mąż, zdradził przyjaciel, zdradziło ją życie grzebiąc wszystko to w co wierzyła. Rany które nosiła na ciele, przez kilka tygodni zakrywała pod ubraniami. Trwało to tak długo, iż w pewnym momencie przestała zupełnie ubierać się jak kobieta. Sukienki, które uwielbiała nosić, zastąpiła jeansami i bluzami zazwyczaj w rozmiarze oversize, które pomagały jej ukryć kobiecość. Przestała dbać o swój wizerunek do tego stopnia, iż sama nie zauważała w sobie niczego atrakcyjnego. Stała się kopciuszkiem, zamkniętym we własnym domu, a strach przed tym, że ktoś znowu mógłby ją zranić sprawił, iż całkowicie zabiła w sobie chęć akcentowania swojej urody. Czasami idąc ulicą, czuła się jak margines, na który nikt nie zwraca uwagi i który nie zasługuje na to, aby życie napisało na nim chociaż kawałek pięknego utworu. Uśmiechem maskowała całą pustkę, którą przepełniona była jej dusza. Odliczała czas swojego marnego życia, zaznaczając kolejne dni w kalendarzu, które były tak samo puste i pozbawione nadziei. Każdego dnia zmuszała się do jakiegokolwiek funkcjonowania. Na siłę jadła, na siłę udawała przed synem, że wszystko jest w porządku, na siłę podejmowała prace dorywcze, które pozwalały jej związać koniec z końcem i żyć na pograniczu normalności. Odwróciła się od ludzi. Zamknęła się pod maską zimnej kobiety, która nikogo ani niczego już nie potrzebowała. Ze względu na sytuację z Filipem zakończyła kontakt z Sabiną i jej rodzicami. Postanowiła, że żadne z nich nigdy nie dowie się co zaszło tamtej nocy. Jedyna osoba, która znała cząstkę prawdy był jej lekarz, dzięki któremu miała dostęp do silnych tabletek uspokajających, które umożliwiały jej funkcjonowanie. Bez nich nie poradziłaby sobie z bólem, który jak sądziła na zawsze odebrał jej radość życia. Po długich przemyśleniach i nieudanych próbach wyjścia z depresji postanowiła, że nigdy więcej nie dopuści do siebie żadnego człowieka, zwłaszcza mężczyzny. Tabletki, które przyjmowała, ze względu na silne działanie, pozwoliły jej na życie bez emocji. Wydawało się, że jest to jedyna pozytywna rzecz płynąca z tego wszystkiego. Monika, wiedziała, że znalazła się na dnie i nie miała pojęcia jak z tego wyjść, jedyne czego była świadoma, to to, iż potrzebuje czasu. Potrzebuje swojej przestrzeni i solidnego gruntu, który pozwoli jej odbudować samą siebie. Podejmowała co prawdę raz na jakiś czas wiele prób, aby go odnaleźć jednak każda kolejna kończyła się fiaskiem. Żal, który obezwładniał jej umysł i ciało sprawiał, że czuła się niegodna tego, by być szczęśliwą. Czuła się momentami jak zwierzę schwytane w sidła, które próbując się uwolnić, traciło na to nadzieję wraz z każdą kolejną minutą życia. Czuła, że nikt nie jest w stanie ukoić jej bólu, którym przeszyte było jej serce, a co najgorsza sama nie wiedziała jak stawiać kolejne kroki by czuć się bezpiecznie. Zagubiła się we wszystkim, co przeżyła i co kazało jej wegetować z tak wielkim poczuciem niemocy.

***

Pewnego dnia, podczas powrotu z pracy z małej kwiaciarni, w której pełniła funkcję pomocnika, złamała obcas. Głęboko westchnęła na znak niezadowolenia, powoli zdjęła buta z nogi i wstąpiła do pobliskiego sklepu po klej. Nie wyrażając żadnych emocji, usiadła na ławce w parku i zaczęła naprawiać buta, z nadzieją, że to wystarczy by dotrzeć do domu. W pewnym momencie usiadł przy niej starszy mężczyzna. Początkowo Monika nie zwróciła na niego szczególnej uwagi, jednak jej obojętność znikła, gdy zauważyła jak z jego oczu kapią łzy. Monika przewróciła oczami i wyciągnęła z torebki chusteczki, które bez słowa położyła obok niego. Mężczyzna również bez słowa wziął jedną. Otarł swoje łzy, po czym spojrzał na Monikę i powiedział:

— Nie przejmuj się butem. To da się naprawić. Są w życiu gorsze rzeczy niż złamany obcas.

Nastała cisza. Monika nie wiedziała co odpowiedzieć i nie chciała wdawać się w żadne dyskusje, zwłaszcza gdy sama doskonale wiedziała, iż but to jest drobiazg w porównaniu do tego co czuła. Spojrzała tylko na mężczyznę i sztucznie się uśmiechnęła, z nadzieją, że zaraz sobie odejdzie.

On jednak siedział nadal.

— Mogę opowiedzieć Ci historię? — spytał mężczyzna cichym i spokojnym głosem

— Skoro Pan musi- odpowiedziała niezadowolona Monika zakładając buta na nogę.

Może nie było to do końca grzeczne i najchętniej odpowiedziałaby nieco dosadniej, totalnie go ignorując, ale widziała, że jest on smutny i nie chciała go jeszcze bardziej dobijać… przecież sama wiedziała jak to jest, gdy potrzebuje się rozmowy z kimkolwiek, nawet z obcą osobą.

— Widzisz właśnie wracam z cmentarza… Szedłem tak bez celu przez kilka kilometrów

— faktycznie cmentarz był daleko stąd- pomyślała Monika

— Doszedłem aż tutaj w nadziei że ktoś mnie wysłucha- kontynuował mężczyzna- może jesteś ostatnią osobą, która może mnie wysłuchać? Szedłem tak i rozmyślałem o niesprawiedliwości w życiu. Zastanawiałem się dlaczego ludzi dotykają przykre rzeczy, które sprawiają, że nie są w stanie żyć dalej normalnie… Miałem żonę… piękną żonę, z którą myślałem, że będę do końca życia. Przeżyliśmy razem 20 lat… było raz lepiej, raz gorzej-jak to w małżeństwie. Ja znałem ją a ona mnie… znaliśmy się rzecz biorąc jak własną kieszeń. Jednak w pewnym momencie poznałem inną kobietę. Kobietę, która dała mi coś, czego żona nigdy nie umiała, mimo iż się kochaliśmy. Poznałem kobietę, która sprawiła, że życie stało się rajem. Tak po prostu. Nawet nie wiem jak to opisać. Rozstałem się z żoną po tych 20-stu latach spędzonych razem i zamieszkałem z tą kobietą. Ona sprawiła, że zacząłem żyć. Może to dziwnie zabrzmi, ale dopiero ta kobieta otworzyła mi oczy i poczułem co to życie. Nigdy prędzej tak nie miałem. Nie czułem i nie zauważałem tylu rzeczy co przy niej. Ona dała mi szczęście. Szczęście, które realnie mogłem dotknąć, oddychać nim i czuć w każdy możliwy sposób. Rozumiesz mnie? — spojrzał na Monikę, po czym sam sobie odpowiedział- chyba nie… Tego nie da się zrozumieć, to trzeba poczuć. Byliśmy przepełnieni sobą.. ja i ona to była całość… Jednak los ją zabrał. Pewnego dnia, gdy szliśmy razem na zakupy, ona potknęła się i upadając złamała rękę. Podczas badań okazało się że ma nowotwór, który zniszczył całe jej ciało wewnątrz. Mieliśmy tylko dwa miesiące, by się pożegnać… Dwa miesiące by nasycić się tym życiem, które nam zostało…

Nagle mężczyzna rozpłakał się, schylił jeszcze bardziej głowę i po chwili osunął się na ziemię.

— Proszę Pana! — wykrzyczała Monika chcąc podnieść mężczyznę.

— On jednak nie reagował. Złapała szybko za telefon i jedną ręką wykręcała nerwowo numer, a drugą próbowała podtrzymywać głowę mężczyzny.

— Halo pogotowie? — nerwowo wykrzyczała- proszę szybko przyjechać do parku na Akacjowej. Zasłabł mężczyzna. Tak. Nie, nie czuję pulsu. Ławka przy głównej ulicy. Szybko!

Odłożyła telefon na bok i przystąpiła do udzielania pomocy. Nie było nikogo, kto mógłby jej asystować. Podjęła próbę reanimacji mężczyzny, modląc się w głębi duszy o jego życie. Na szczęście pogotowie zjawiło się niemal natychmiast i ratownicy przejęli akcje reanimacyjną, zanim Monika opadła z sił.

— Dobra robota- powiedział jeden z ratowników

Ona jednak nie odpowiedziała nic. Była tak zaskoczona całym zajściem, że jedyne co była w stanie zrobić to odwrócić się i jak gdyby nigdy nic wrócić do domu, do swojego syna.


Następnego dnia Monika rozmyślała o tym, czego doświadczyła i o historii, którą opowiedział jej mężczyzna. W jednej kwestii miał on absolutnie rację- los potrafi złamać człowieka w najmniej oczekiwanym momencie i zabrać wszystko.

Robiąc porządki w ogrodzie, rozmyślając o mężczyźnie z ławki i patrząc na bawiącego się syna, Monika postanowiła, że podejmie kolejną próbę podniesienia się i wyjścia z tego stanu w jakim się znajduje. Patrząc na kwitnące drzewa, postanowiła, że tym razem zrobi wszystko by poukładać siebie na nowo. Nawet jeżeli czuła wielką pustkę, to właśnie na niej chciała ułożyć swoje życie. Zdecydowała, że nigdy więcej nie zapłacze ani przez wspomnienia, ani przez żadną rzecz, która ją jeszcze spotka. Tym razem chciała być silna. Wiedziała, że za dużo łez wylała i jeżeli sama nic z tym nie zrobi, to nikt inny też jej nie pomoże.

Weszła do domu i zachowując całkowity spokój, zaparzyła sobie herbatę. Wyciągnęła notes i zaczęła robić notatki. Wypisała wszystko to co przeżyła do tej pory, uwzględniając niemal każdy szczegół ze swojego życia. Co chwilę przerywała pisanie i popijała gorącą herbatę, zastanawiając się nad czymś, po czym znowu pisała. Dzięki temu otrzymała obraz tego, co była w stanie znieść do tej pory. Następnie wymieniła wszystkie rzeczy, które robi w ciągu dnia… Okazało się, że większość czasu zajmuje jej użalanie się nad sobą i rozpamiętywanie zdarzeń, które tak naprawdę niczego nie wnoszą do jej teraźniejszego życia, a tym bardziej nie pomagają iść do przodu. Powoli zaczęła uświadamiać sobie jak głęboko zakorzenione jest w niej poczucie winy i niemocy, którym sama się nakręca, tworząc mur, którego nie mogła lub nie chciała zniszczyć. Uświadomiła sobie w tym momencie, że wielokrotnie układa w głowie tysiące różnych wersji tego samego zdarzenia tylko po to, by stwierdzić że to już było i przeszłości się nie zmienić. Doszło do niej, że aby z tym skończyć musiała znaleźć sobie zajęcia, które pozwolą jej skupić się na czymś innym niż na sobie i swoim bólu.

Spisywanie wszystkich zdarzeń i ich powierzchowna analiza zajęły Monice resztę popołudnia. Aleks widząc, że jego mama pochłonięta jest pisaniem, postanowił jej nie przeszkadzać i zajął się swoimi rzeczami. Dawno nie widział mamy w takim wydaniu więc uznał to za znak, że coś w ich życiu zacznie się zmieniać. Dopiero, gdy zaczęło się ściemniać postanowił podejść do mamy. Mocno ją uściskał i wyszeptał że bardzo ją kocha. Monika odwzajemniając jego uścisk powiedziała:

— Ja Ciebie też Kochanie. Przepraszam Cię synku, że dzisiaj tak mało czasu razem spędziliśmy- powiedziała z wyrzutami Monika

— Nic nie szkodzi mamusiu. Widzę, że jesteś zajęta i wiesz co? Jesteś bardzo piękna. Nareszcie widzę, że robisz coś co sprawia Ci przyjemność. Tyle czasu byłaś smutna. Nic nie mówiłem bo wiedziałem, że Ci ciężko, ale dzisiaj się uśmiechasz.

— Tak, to prawda Aleks, było mi bardzo ciężko....ale wiesz teraz będzie już lepiej. Obiecuję Ci.

Monika pocałowała syna w czoło i zaprowadziła go do łóżka. Po raz pierwszy od dłuższego czasu rozmawiali ze sobą o wszystkim co było do tej pory i o tym co będzie. Monika chciała, żeby od teraz każdy dzień wyglądał lepiej i chociaż wiedziała, że czekała ją bardzo ciężka praca, była gotowa się jej podjąć.

Już od następnego dnia Monika zaczęła wdrażać swój plan w życie. Z samego rana, tuż po odprowadzeniu Aleksa do szkoły poszła na siłownię. Stwierdziła, że najlepszym co może dla siebie zrobić, jest wyjście do ludzi. Początkowo bardzo się wahała i jeszcze będąc w szatni i zmieniając obuwie, poczuła się bardzo nieswojo. Patrząc na inne kobiety, które przebywały w szatni i po których widać było, iż trenują już jakiś czas, zaczęła się zastanawiać czy dobrze zrobiła. Sama nie wiedziała czy przypadkiem się nie skompromituje. Mimo jednak tych obaw postanowiła się nie poddawać na samym początku. Poczekała na moment, gdy zostanie sama w szatni i gdy tylko ta chwila nastała, podeszła do dużego lustra, spojrzała na swoje ciało, które mimo iż nie było w najgorszej formie, nie stanowiło dla niej samej obiektu, którym można się zachwycać. W zabawny sposób zaczęła dotykać swojego brzucha i boczków, których od czasu, gdy zaczęła brać leki, było coraz więcej. Łapała dłońmi skórę chcąc wyczuć jak duże fałdki powstają pod wpływem jej dotyku, po czym wykonała skręt tułowia w taki sposób, by zobaczyć w lusterku swoją pupę i ocenić jej wielkość. Uśmiechnęła się sama do siebie myśląc:

— no laska ale poszalałaś… obiektem pożądania to ty dziś może nie jesteś… ale od czegoś trzeba zacząć więc cycki do przodu i jedziemy.

Związała włosy w kucyk i w końcu opuściła szatnię. Na siłownię weszła nieco zdezorientowana i niepewna. Spoglądając na ludzi, których mijała zajęła miejsce na bieżni i rozpoczęła ćwiczenie. Początkowo czuła na sobie wzrok innych ludzi, co było dla niej bardzo krępujące, jednak z upływem czasu przestała się tym przejmować i koncentrowała się na biegu. Czuła jak jej organizm przyspiesza swoją pracę. Tętno przyjemnie się podwyższało, wprawiając Monikę w coraz lepszy nastrój. Nawet delikatny ból mięśni nóg, które nieprzyzwyczajone do takiej pracy dawały znak o tym, że w ogóle istnieją, sprawiał w tym momencie dużą przyjemność. Z każdą minutą Monika czuła satysfakcję z tego, że jednak się tutaj znalazła. Uśmiechając się do siebie w myślach i popijając wodę, zeszła po pewnym czasie z bieżni aby chwilę odpocząć przed kolejnymi ćwiczeniami. Usiadła na ławce i poprawiając swoje obuwie, spoglądała za okno, gdzie widać było spieszących się ludzi i przejeżdżające samochody. Po raz pierwszy poczuła satysfakcję z tego, iż sama nie musi się nigdzie dzisiaj spieszyć. Właśnie w tym momencie poczuła, że powinna trochę zwolnić tempo i zająć się sobą i dzieckiem. Skoncentrować na tym co ważne i odbudować samą siebie. Przestać robić sobie wyrzuty dotyczące tego, że przez pół roku nie mogła znaleźć odpowiedniej stałej pracy, która nie kolidowałaby z rolą mamy oraz nie zaniżać przez to swojej wartości człowieczeństwa.

Był to krępej budowy mężczyzna, średniego wzrostu o niebieskich oczach. Bez zastanowienia usiadł koło niej i podając jej rękę przedstawił się:

— Jestem Radek a Ty. Chyba jesteś tu nowa? Nie przypominam sobie, żebym Cię tu widział w ostatnim czasie.

— Monika- z uśmiechem odpowiedziała- tak jestem nowa, właściwie to pierwszy raz od kilku lat jestem na siłowni więc można powiedzieć że jestem zielona. A Ty długo trenujesz?

— Miło Cię poznać, właściwie trenuję od kilku lat i obecnie tu pracuję. Jak chcesz mogę Ci pomóc w doborze odpowiednich ćwiczeń i pokażę jak prawidłowo je wykonać. Opowiem o programach, które tutaj prowadzimy oraz o ofercie fitness.

— Ok. Dla mnie super.

— No to zaczynamy, chodź za mną

W ten sposób Monika poczuła się mniej obca. Godzina spędzona w towarzystwie Radka, znacząco ułatwiła jej pobyt na siłowni. Dzięki niemu dowiedziała się co i jak może robić, aby poprawić swoją sylwetkę oraz jakie zajęcia wybrać aby się zrelaksować. Dodatkowo cieszyła się samym faktem, że poznała kogoś, dzięki komu nie będzie się więcej czuła taka wyobcowana. To dało zapowiedź pozytywnej zmiany.

Po opuszczeniu siłowni poczuła satysfakcję z tego, iż wyszła z domu i zajęła głowę czymś innym niż ciągła udręka. Idąc ulicą uśmiechała się do ludzi i cieszyła każdym promieniem słońca. Sama nie wiedziała, kiedy po raz ostatni to robiła.

Tak to był dobry czas- dobry czas na to by zmienić siebie i swoje życie. Wracając do domu wstąpiła do kwiaciarni i kupiła sobie niewielki bukiet kwiatów, zapach których pieścił jej zmysły. Uwielbiała to- chyba jak każda kobieta.

Wchodząc do domu Monika zwróciła uwagę, iż pod dom, w którym mieszkała Sabina podjechała firma zajmująca się przeprowadzkami. W tym samym momencie, wyszła Pani Jola i coś pokazywała kierowcy. Zachowując zimną krew, Monika weszła jednak do domu i zamknęła za sobą drzwi. Poczuła delikatne ukłucie w sercu ale nie pozwoliła żadnej złej myśli dostać się do jej głowy. Oparła się plecami o drzwi wejściowe, przytuliła do siebie trzymany bukiet, powąchała go po raz kolejny, zamknęła na chwilę oczy i uśmiechnęła do siebie.

— Tak- właśnie tak Monika. Nie daj się sprowokować, pozwól sobie na spokój i nie myśl o niczym, tylko o tej chwili, o tych kwiatach i o tym co chcesz jeszcze dzisiaj zrobić- pomyślała i zdjęła cienki płaszcz, w który była odziana.

Weszła do kuchni, wstawiła wodę na kawę, natomiast kwiaty włożyła do wysokiego, szklanego wazonu wazonu. Dzięki temu, iż nie dała sobie popsuć humoru widokiem sąsiadów i wspomnieniom, które są z nimi związane, nadal czuła się lekko. Po zaparzeniu kawy, usiadła przy stole i odhaczyła w zeszycie swoje pierwsze dzisiejsze osiągnięcie a następnie przeczytała swoje dalsze notatki:

— No tak- powiedziała sama do siebie rozglądając się po mieszkaniu- przez to wszystko żyję tak, jakby codziennie mój dom nawiedzał jakiś huragan.

Roześmiała się sama do siebie patrząc na leżące na salonowej kanapie ubrania, których nigdy w ostatnich czasach nie miała czasu posprzątać i na pajęczyny w rogach pokoju i kuchni, które jej o dziwo nie przeszkadzały. Dopiero teraz zauważa jak bardzo zaniedbała dom. Jej plany aby pomalować kuchnię runęły natomiast w gruzach zaraz po tym jak się załamała.

— jak mogłam tego nie zauważać- mówiła sama do siebie- przecież mój dom wygląda jak śmietnik. Oj nie ładnie Pani Moniko. To zdecydowanie nie w twoim stylu. Teraz bierzesz ściereczkę, gąbeczkę i wszystko mi tutaj ładnie sprzątasz.

Jak powiedziała- tak zrobiła. Początkowo przeraził ją ogrom pracy, którą trzeba tu wykonać, jednak włączyła sobie muzykę i powoli wszystko robiła. Postanowiła, że dokładnie i starannie zajmie się każdym centymetrem mieszkania, aby porządnie je dopieścić. Nie chciała się spieszyć, chciała by nowy początek, wiązał się w jakiś sposób z nowym- co tutaj oznacza- czystym i w pełni zadbanym domem. Zapomniała, z jaką satysfakcją można wykonywać czynności związane ze sprzątaniem i jak można uśmiechać się czując zapach płynu do podłóg i środka do czyszczenia mebli.

— Mamo a co tutaj się dzieje?! Zaskoczony Aleks w ten właśnie sposób przywitał mamę po powrocie ze szkoły

— Rewolucja- nie widać? — roześmiała się Monika

Aleks dał buziaka mamie na powitanie i ją przytulił.

— Śmiesznie wyglądasz wiesz? — powiedział, patrząc na mamę ubraną w fartuszek, która na dłoniach miała założone różowe rękawiczki, a jej włosy były przepasane kolorową chustą.

— Ładnie to tak się śmiać z matki? — powiedziała Monika marszcząc brwi na znak sprzeciwu

— No nie ładnie… ale co poradzę jak to prawda- roześmiał się Aleks uciekając przed ścierką, którą Monika w ramach żartu delikatnie rzuciła w stronę syna

— Dla Ciebie mam taki sam strój i zaraz będziesz mi pomagał- krzyknęła za synem rozbawiona.

Do późnego wieczoru Monika wraz z synem spędzała miło czas. Wspólne porządki stały się dla nich pretekstem do wielu ciekawych rozmów. Oboje bawili się cudnie w swoim towarzystwie, nie wiedząc dlaczego od dawna tego nie robili. Przywołali wiele pozytywnych wspomnień oraz utworzyli wspólne plany na przyszłość. Postanowili, że w najbliższy weekend wspólnie wybiorą się do aquaparku i od tego zaczną wspólne przygody- tylko mama i syn.

Praca, nad którą się skupili szła w ekspresowym tempie i nim się obejrzeli w domu panował ład i porządek. Mimo zmęczenia, które w pewnym momencie ogarnęło ich oboje, cieszyli się z tego, że spędzili razem czas. Monika zaczęła być obecna. Nie błądziła już myślami poza przestrzeń w której znajdowała się tu i teraz. Była z tego powodu z siebie dumna. Zmusiła siebie do pracy i do tego by wyjść gdziekolwiek po długich miesiącach spędzonych w zamknięciu. Nie żałowała tego dnia ani przez chwilę i chciała by każdy kolejny właśnie tak wyglądał. Ze wszystkich sił zapragnęła budować w sobie siłę, która pozwoli jej żyć i porządkować zarówno myśli błądzące w jej głowie jak i całe życie, które musi budować od podstaw.

***

Minęło kilka tygodni, a Monika każdego dnia żyła według zaplanowanego schematu. Pozwoliło jej to ciągle skupiać się na tym co ważne dla niej i jej syna. Nie było jednak łatwo. Przechodziła wiele momentów zwątpienia, które targały nią jak kukiełką. Były dni, kiedy była totalnie szczęśliwa i czuła, że jest w stanie przenosić góry, a zaraz po nich nadchodziły momenty, w których czuła się beznadziejnie i bez wartości. Właśnie wtedy było jej najciężej funkcjonować i dbać o siebie i dziecko. Starała się uśmiechać maskując niejednokrotnie przed światem to, co jeszcze było dla niej trudne, nieprzepracowane i czego nie potrafiła zrozumieć, zmuszając tym samym samą siebie do jeszcze cięższej pracy. Dużą rolę w tym wszystkich odgrywała siłownia. Dzięki Radkowi, który zawsze z chęcią poświęcał jej kilka minut, skupiała się tylko i wyłącznie na pracy. Nie prowadziła z nim jednak głębszych dyskusji mimo iż on sam niekiedy chciał takie rozpocząć. Chciała być w pełni skoncentrowana na celu jakim było przetrawienie emocji podczas wysiłku fizycznego. Gdzieś w głębi wiedziała, że nie chce się otwierać przed nikim, a tym bardziej przed mężczyznami. Lubiła ich towarzystwo ale nie chciała i nie umiała już ufać- nie po tym wszystkim co przeszła. Była przekonania, że każda relacja jest dobra na odpowiednim poziomie zaawansowania.

Pewnego dnia po powrocie z zakupów do domu, postanowiła, iż najwyższy czas zrobić porządek w szafie znajdującej się w sypialni. Niewiele myśląc rozpakowała zakupy, weszła po schodach do swojej sypialni i zaczęła wyciągać z szafy całą jej zawartość i segregować ubrania, które według niej nie nadawały się już do chodzenia. Podczas tych porządków natknęła się na małą szkatułkę, w której schowana była bransoletka. Doskonale wiedziała co to było. Wzięła pudełeczko do ręki, usiadła wygodnie obok szafy i wpatrywała się w leżącą tam biżuterię. Jej wzrok przykuty był do wygrawerowanego na niej napisu:

„Zawsze będę przy Tobie”

Był to prezent od jej męża. Dostała go jeszcze przed ślubem. Uśmiechnęła się w myślach do siebie, wyjmując bransoletkę z pudełka.

— Na pewno- pomyślała- zawsze… a tak szybko to „zawsze” się skończyło… Gdybyś po ślubie tak chętnie spędzał ze mną czas jak przed ślubem, wówczas wszystko byłoby inne… i gdybyś widział we mnie to wszystko co widziałeś kiedyś… moglibyśmy być szczęśliwi tak jak nikt inny.

Nie myśląc zbyt wiele założyła bransoletkę na rękę i dalej układała ubrania. Przypomniała sobie moment, w którym Igor podarował jej ten drobny prezent. Było to na ich pierwszym wspólnym wyjeździe. Jako para studentów, którzy marzyli o podboju świata, odkrywając w każdej wolnej chwili jego najpiękniejsze zakątki, postanowili wybrać się do Szkocji. To miał być ich wstęp do podróży zwanej wspólnym życiem. Spontanicznie, z dnia na dzień wsiedli wówczas w samolot by dostać się do Wielkiej Brytanii i uroczej miejscowości Kyle of Lochalsh. Oboje zachwyceni urokami przyrody, która ich otaczała, oraz widokiem nowych miejsc, których z dnia na dzień zdobywali coraz więcej, stwierdzili, iż chcą by tak wyglądało ich życie- na ciągłym poznawaniu. W momencie, gdy znaleźli się na wyspie Sky i napawali się jej tajemniczością i pięknem, Igor złapał Monikę za rękę i uklęknął przed nią. Była to wówczas najmniej oczekiwana przez Monikę chwila. Nawet teraz doskonale pamięta, jak mocno zabiło wówczas jej serce. Igor jednak widząc to, szybko ostudził jej entuzjazm i obawy mówiąc z uśmiechem:

— Nie Złotko nie bój się- jeszcze dziś Ci się nie oświadczam, bo nie stać mnie na żaden brylant, ale chcę złożyć Ci jedną małą obietnicę. Nawet, gdy przyjdzie odpowiedni moment i jak głupek uklęknę przed tobą zadając te najważniejsze pytanie, a Ty mnie wtedy odrzucisz, to chcę byś wiedziała, że chcę być przy Tobie niezależnie od tego jak potoczą się nasze losy.

Po tych słowach wyjął z kieszeni właśnie to małe pudełeczko, otworzył je i zakładając na rękę Moniki bransoletkę dodał:

— Widzisz, może nie jest najpiękniejsza, bo jedyna, na jaką mnie teraz stać ale myślę że słowa na niej wyryte, zostaną również zapisane w Twoim sercu i w Twoich myślach. Proszę nie zdejmuj jej nigdy, chcę aby przypominała Ci o moim istnieniu i o tym, że moje myśli są zawsze z Tobą.

Monika po przywołaniu tego obrazu, przysunęła do piersi rękę, na której zawiesiła bransoletkę i drugą dłonią mocno docisnęła do serca.

— Dziwne jak z czasem udaje się tak szybko zapomnieć o tych miłych chwilach, które budowały naszą relację- pomyślała- dziwne Drogi Igorze jak nasze losy się potoczyły, że od lat ta bransoletka leżała zapomniana, gdyż umiałeś rozczarować mnie tak bardzo, iż słowa, które niegdyś były obietnicą, wraz z upływem czasu traciły na sile i na wartości. Dziś jesteś poza granicami mojej rzeczywistości, ale zrobię tą jedną rzecz, o którą mnie kiedyś prosiłeś i będę ją nosić.


Wieczorem Monika postanowiła zrobić jeszcze jedną ważną rzecz. Zaraz po tym, gdy jej syn poszedł spać, otworzyła laptopa i weszła na znany portal społecznościowy, na którym miała założone konto. Dawno już tam nie zaglądała i gdyby nie to, iż miała zapisane automatycznie hasło, z pewnością nie mogłaby się tam dostać. Przeglądając informacje, które znajdują się na jej koncie, stwierdziła, iż wszystko jest tak bardzo nieaktualne, że najwyższy czas zrobić z tym porządek. Zaczęła usuwać wszystkie upublicznione zdjęcia, na których znajdowała się w towarzystwie Igora. Stwierdziła, że to jest historia, która zasługuje na odpowiedni szacunek i do której nikt oprócz niej nie powinien mieć dostępu.

W pewnym momencie natknęła się na zdjęcie, na którym była razem z Sabiną i Rafałem. Poczuła nieprzyjemne ciepło, które niemal parząc ją od środka, docierało do każdego zakątka jej organizmu. Te zdjęcie usunęła ze szczególną złością. Widok Rafała zabolał ją na tyle bardzo, że przez moment chciała zakończyć swoją pracę. Zaciskając jednak pięści powstrzymała się od tego. Pomyślała o Sabinie, z którą zawsze mogła porozmawiać i o tym jak bardzo była przy niej szczęśliwa. Od śmierci Filipa nie miała z nią przecież żadnego kontaktu. Pomyślała, że może to jest ten czas, kiedy powinna odnowić te relacje, jednak z drugiej strony zastanawiała się jak to zrobić. Sabina zmieniła numer telefonu i przestała się komunikować na Skype zaraz po tym, gdy Monika odrzucała jej połączenia i nie pojawiła się na pogrzebie Filipa. Sabina nie miała przecież pojęcia dlaczego Monika w taki sposób się zachowuje i uznała, że ich przyjaźń się skończyła. Po utracie brata potrzebowała bowiem Moniki tak samo mocno, jak Monika potrzebowała Sabiny po utracie męża. Jednak tajemnica, która wiązała się ze śmiercią Filipa sprawiła, iż wszystko się zepsuło. Monika miała świadomość, iż w tym momencie jest na bardzo przegranej pozycji, ale dopiero teraz była gotowa na rozmowę z dawną przyjaciółką- a przynajmniej tak jej się wydawało.

Pomyślała, że może uda jej się znaleźć Sabinę na tym samym portalu, gdyż obie miały założone tam konta. Szybko się jednak okazało, iż wraz z odejściem z grona znajomych, Sabina usunęła albo utajniła swoje konto, przez co pomysł Moniki zakończył się fiaskiem.

— Szkoda… pomyślała Monika klikając w funkcje wyszukiwania dostępne na portalu. Chwilę zastanowiła się po czym półgłosem, mówiąc sama do siebie dodała:

— ale zaraz… przecież w ubiegłym roku Sabina mówiła o jakichś grupach… Gdzie to było… a tak! Mam!

Monika przypomniawszy sobie o zaproszeniach wysłanych przez Sabinę do grup społecznościowych, postanowiła dostać się na nie i tam poszukać przyjaciółki. Była to być może jedyna szansa na odnalezienie jej, odnowienie kontaktów i naprawę tego wszystkiego.

Rozdział IV

Minęło kilka kolejnych dni, w których Monika kontynuowała swój program odnowy, samoakceptacji i podnoszenia własnej wartości. Codziennie chodziła na siłownię. Z większą uwagą dbała o dom i wymyślała sobie coraz to nowsze zajęcia, aby tylko nie myśleć o przeszłości. W wolnych chwilach zaglądała na portale społecznościowe i grupy, do których udało jej się dołączyć w nadziei, że może jednak pojawi się tam Sabina. Początkowo zupełnie nie mogła się w tym odnaleźć. Zamieszczane na grupach posty zawierające śmieszne obrazki, różnego typu zapytania czy też cytaty zaczerpnięte z różnych stron internetowych pod którymi ludzie bez najmniejszych oporów wyrażali swoje zdanie, wydawało się jej dosyć bezsensowne. Nie rozumiała jaką satysfakcję mogą czerpać ludzie z tego, że piszą kilka zdań, których w większości na pewno nikt nie czyta. Było to dla niej tak obce, że zanim sama napisała coś od siebie musiała dokładnie sprawdzić jak funkcjonuje tutejsza społeczność. Nie chciała się w żaden sposób skompromitować i wyjść na totalną nowicjuszkę dlatego też nad swoją pierwszą wypowiedzią zamieszczoną w internecie dokładnie się zastanowiła i ostrożnie dobierała słowa. Postanowiła ją opublikować dopiero w momencie, gdy na jednej z grup, został zamieszczony post powitalny pod którym wszystkie nowo przyjęte do grupy osoby proszone były o przestawienie się. Napisała:

„Hej jestem Monika. Dziękuję za przyjęcie mnie do grupy. Mam nadzieję, że się tutaj odnajdę i razem będziemy się dobrze bawić”

W ten sposób zaczęła poznawać nowych ludzi, którzy odpowiadając na jej komentarz z uprzejmością, również pokrótce się przedstawiali. Dzięki temu mogła powoli oswajać się z panującymi tutaj zasadami i z chwili na chwilę czuć się coraz bardziej swobodnie.

Nim się spostrzegła, coraz bardziej udzielała się na grupie, przez co każdego dnia odkrywała samą siebie oraz zaznajamiała się z kulturą poznawanych ludzi. Ku jej zdumieniu okazało się, iż życie online jest bardzo bogate i intensywne, natomiast jego najlepszym aspektem było to, że ludzie naprawdę często pisali i dzielili się swoim poczuciem humoru, doświadczeniami oraz przemyśleniami. Zaskoczeniem dla Moniki było także to, że ludzie tak chętnie mówią o swoich pragnieniach, tęsknotach i o życiu osobistym. Dla niej było to do tej pory obce. Wolała żyć w świecie realnym, w którym jeżeli z kimś rozmawiała, to robiła to twarzą w twarz. O życiu wirtualnym, na takim poziomie nie miała do tej pory żadnego pojęcia… może dlatego, że w ogóle jej to nie interesowało.

Z każdym dniem, a wręcz z każdą chwilą mimo sceptycznego nastawienia, coraz bardziej podobało jej się uczestniczenie w życiu społeczności wirtualnej. Stan długiego odizolowania od ludzi sprawił, iż jej życie towarzyskie rzecz biorąc zamarło a tutaj miała szansę na nowo rozwinąć swoje skrzydła. Podobało jej się to, iż dzieląc się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi różnych tematów poruszanych na grupach, budziła duże zainteresowanie, zwłaszcza płci przeciwnej. Kobiety, które poznała w internecie zaczęły traktować ją jak najlepszą koleżankę, przez co często otrzymywała od nich wiadomości prywatne. Mogły się one w ten sposób wymieniać swoimi doświadczeniami życiowymi nie poruszając wszystkich tematów na forum.

Jedyne czego nie robiła, to nie odbierała wiadomości od mężczyzn na prywatnym komunikatorze, powiązanym z grupami, na których się udzielała. Przez cały czas dawała bowiem jasno do zrozumienia, iż przedstawiciele płci przeciwnej kompletnie jej nie interesują, bo jakże mogliby budzić jej zainteresowanie skoro jedyne co w życiu od nich dostała to ból. Każdy komplement i próbę zaczepki z ich strony traktowała chłodno i wręcz ironicznie, a czasami wręcz sarkastycznie odpowiadała na każde ich słowo. Nie szukała nikogo, kto wypełniłby jej czas swoim towarzystwem w nieco bardziej prywatnej sferze, gdyż jedynym powodem dla którego się tutaj znalazła była Sabina, której poszukiwania mimo upływającego czasu i ogromu informacji, które można znaleźć w internecie, nie dawały jednak żadnego rezultatu. Wydawać by się mogło wręcz, iż jej niedawna przyjaciółka przepadła bez śladu. Między innymi z tego właśnie powodu, w sumie po trzech tygodniach uczestniczenia w życiu wirtualnej rzeczywistości, nieco zawiedziona i po części zrezygnowana Monika powoli zaczęła tracić nadzieję na to, że uda jej się odnaleźć przyjaciółkę. Skłoniło ją to do podjęcia decyzji o opuszczeniu grup i portali społecznościowych… i na pewno tak by się stało, gdyby w ostatniej chwili przed usunięciem konta na portalu, jej uwagi nie zwrócił pewien mężczyzna komentujący te same posty co ona. Co było w nim szczególnego? Był bardzo charakterystyczny zarówno pod względem jakości jak i śmiałości wypowiedzi. Emanowała od niego pewność siebie. Każde słowo było przez niego pisane konkretnie i na temat. Nie kreował swoich wypowiedzi pod publiczkę jak to robiło większość ludzi, lecz był do bólu szczery- może czasem mało taktowny ale szczery. Budził widoczny respekt, przez co wydawał jej się bardzo bliski i tylko ze względu na niego postanowiła pozostać jeszcze na grupach przez jakiś czas. Poczuła bowiem, że nareszcie pojawił się godny jej „rywal” z którym będzie mogła prowadzić wartościowe dyskusje o podłożu małej damsko-męskiej wojny.

Daniel- bo tak miał na imię mężczyzna, który sprawił, że Monika w jednej chwili przyjęła postać drapieżnika udowadniającego swoją kobiecą przewagę podczas prowadzonych z nim na grupie rozmów, stał się powodem, dla którego coraz częściej zaglądała do internetu. Coraz bardziej zaczynała jej się podobać zachodząca między nimi wymiana zdań, wszelkie dialogi natomiast pomiędzy nią a Danielem, zaczęły wywoływać w niej różne emocje i mimo, iż starała się nie przywiązywać do tego tak dużej wagi, zaczynała czuć się szczęśliwa. Z większością spraw oboje się zgadzali więc ku jej rozczarowaniu miała coraz mniej powodów do zaczepki, a z czasem okazało się, iż łączy ich podobne poczucie humoru, które na grupach społecznościowych dawało się wyraźnie zauważyć. Coraz częściej „spotykali się” pod publikowanymi postami tylko po to, aby się pośmiać ze wzajemnych komentarzy i tak po prostu nacieszyć się swoją obecnością, gdyż tylko tutaj mieli taką możliwość.

Minęły kolejne dwa tygodnie gdy Monika w swoim codziennym życiu znajdowała czas na życie internetowe. Mimo, że chciała w pewnym momencie opuścić grupy, to dzięki Danielowi, z każdym dniem była coraz bardziej przekonana, że jednak taki kontakt z ludźmi jest jej potrzebny. Wiedziała, że w internecie może być kim chce, więc z czasem założyła maskę silnej niezależnej kobiety, która przede wszystkim dzięki obecności Daniela i innych osób zaczęła się uśmiechać, co pomogło jej zmagać się z wewnętrznym bólem, który jeszcze od czasu do czasu trapił jej serce. Przed nikim się nie uzewnętrzniała, z żadnym mężczyzną nie utrzymywała żadnych prywatnych relacji, nie musiała o nic zabiegać ani o nic się starać. Po prostu była. Traktowała to wszystko jako dobrą zabawę. Nie przywiązywała zbytniej wagi do tematów drażliwych poruszanych na grupie ani do kłótni osób udzielających się pod pewnymi postami, gdyż uważała, że nie jest tu po to aby udowadniać swoje racje, czy też na siłę coś komuś uzmysławiać- starała się być ponadto.

Również podczas jednej z takich sytuacji, gdy pod zamieszczonym postem wywiązała się dosyć ostra wymiana zdań między członkami grupy, Monika stwierdziła, że nie będzie sobie zawracała tym głowy i wyłączyła komputer. Był co prawda już późny wieczór, jednak pełnia księżyca, która właśnie miała miejsce, sprawiła, iż mimo chęci nie mogła zasnąć. Postanowiła więc założyć słuchawki na uszy i posłuchać muzyki. Leżała już w łóżku i rozmyślała o planach na kolejny dzień, blask księżyca natomiast rozświetlał jej pokój, a muzyka pomagała odprężyć się po pracowitym dniu. Wszystko wskazywało na to, iż niebawem Monikę ogarnie w końcu błogi sen, który zmyje z jej twarzy pot i po raz kolejny uśpi zmysły, blokując tym samym drażliwe myśli skrywające się w jej głowie.

Ten stan przerwał jednak komunikator zainstalowany na telefonie. Monika leniwym ruchem ręki podniosła urządzenie leżące obok niej i po odblokowaniu ekranu zauważyła, że Daniel chce jej wysłać wiadomość prywatną. W związku z tym, iż jako człowieka odebrała go bardzo pozytywnie, zdecydowała się go zaakceptować jako nowy kontakt i odczytać wiadomość:

— Ty też przestaniesz się odzywać i opuścisz grupę?

— A czemu miałabym to robić? — odpisała zdezorientowana Monika

— Czytałaś komentarze pod wieczornym postem?

— Tym na temat związku z kobietą która była prostytutką?

— Tak właśnie tym…

— Nie, bo stwierdziłam, że wywiązuje się tam zbyt burzliwa rozmowa a ja nie mam zamiaru psuć sobie takimi rzeczami humoru. … a Ty znając życie skomentowałeś w ten swój jakże prowokujący sposób…?

— Prowokujący? — w tym momencie na ustach Daniela zarysował się uśmiech, o którym Monika nie miała zupełnie pojęcia

— No tak, niektórzy ludzie nie lubią prawdy, natomiast szczere wypowiedzi, są przez nich traktowane jako materiał do hejtu. Sam dobrze wiesz jakie emocje potrafisz wzbudzić swoimi wypowiedziami na grupie. W jednej chwili ludzie, zwłaszcza kobiety Cię kochają, a za chwilę nienawidzą. Zdążyłam to zauważyć. Ale nie martw się jeśli o mnie chodzi to bardzo często podzielam Twoje poglądy więc w sumie nie interesuje mnie co i komu nie pasowało pod Twoją wypowiedzią.

— No ok to super. Miłej nocy

— Dziękuję i wzajemnie.

Monika grzecznie odpowiedziała na wiadomość Daniela i po raz pierwszy postanowiła wejść na jego profil społecznościowy. Okazało się ku jej zaskoczeniu, iż jest on intrygującym pod względem wyglądu mężczyzną, który posiada wiele ciekawych pasji. Ze zdjęć można było wywnioskować, iż zajmuje się fotografią, lubi podróże, dobre jedzenie i sporty ekstremalne. „Taki to żyje” — pomyślała i po przejrzeniu profilu, skupiła się na jego zdjęciu głównym. Coś w nim przykuło jej uwagę. Poczuła niesamowitą energię, która przeszyła ją na wskroś. Coś w oczach Daniela mówiło jej że jest on w jakiś sposób wyjątkowy, tajemniczy i przede wszystkim szczery. Tak, to ta szczerość, którą posiadał i która wydobywała się z głębi jego spojrzenia trafiała do Moniki. Przemawiała do niej, dając pewien rodzaj poczucia bezpieczeństwa. Monika przez chwilę zastanawiała się czy to w ogóle możliwe aby poczuć coś takiego widząc samo zdjęcie twarzy danej osoby, zwłaszcza gdy w ciągu ostatnich tygodni poznała na grupach setki osób, do których nie przywiązywała większej wagi. Nie sądziła, że coś takiego ją spotka, jednak dzisiaj pomyślała przez chwilę, że może jednak istnieje jedna osoba, która umie wzbudzić jej zainteresowanie? W końcu trafił do niej w jakiś sposób od samego początku, a teraz jego obraz przemówił jeszcze bardziej.

— Zapowiada się bardzo ciekawie Panie Danielu- powiedziała półgłosem sama do siebie i odkładając telefon położyła się spać. Dziś po raz pierwszy po zamknięciu oczu pomyślała o kimś innym niż o swoim zmarłym mężu.


Kolejny dzień Monika jak zawsze zaczęła od treningu. Zaraz po odwiezieniu syna do szkoły spotkała się z Rafałem, który czekał na nią na terenie siłowni. Dzisiaj przygotował dla niej nowego shake proteinowego i był bardzo ciekawy czy jej posmakuje.

— No to co dzisiaj działamy moja piękna koleżanko?

— Piękna? Gdzie? Może ją poznam? — zażartowała Monika, po czym roześmiała się, klepiąc Rafała po ramieniu

— Jak jesteś taka zabawna od rana to wiedz, że dzisiaj nie będę miał dla Ciebie litości

— I bardzo dobrze, bo liczę na ostry trening- Monika puściła oczko w stronę Rafała i wzięła się do pracy

Chyba nie mogła wybrać dla siebie lepszej metody na terapię niż wysiłek fizyczny. Zawsze dodawało jej to energii, nawet wtedy, gdy były momenty, kiedy musiała się do niego zmuszać.

Wychodząc bowiem na wprost rzeczywistości po przebyciu tak dramatycznych chwil jakimi była doświadczona Monika, nie ma prostej drogi. W walce z samym sobą, ze swoimi myślami i słabościami trzeba być nastawionym na wzloty i upadki. Nie da się z dnia na dzień pozbyć całego balastu, który obciąża umysł i całe ciało. Jedyne co można robić to starać się żyć, starać się cieszyć najdrobniejszymi rzeczami i budować się powoli od początku, kształtując cały światopogląd, ucząc się panować nad swoimi emocjami i uczuciami. Jedyne co można zrobić to nie dać po sobie poznać, że jest się słabym, gdyż słabych ludzi łatwiej jest wykorzystać.

Jedynie podczas treningu, gdy przez większość czasu Monika nie myślała o niczym, słuchała muzyki i wzmacniała swoje ciało, to jej umysł się oczyszczał. To pozwalało jej z dystansem patrzeć na wiele rzeczy, była w stanie uświadomić sobie wówczas jakie uczucia nią targają i gdzie boli ją najbardziej, ale przede wszystkim mogła stawać się silną kobietą, która wiedziała z dnia na dzień coraz bardziej czego chce od życia. Dzięki ćwiczeniom zaczęła pokonywać własne bariery i rozwijać się pod każdym względem. To dawało jej wolność. Tak było także dzisiaj. Po zakończonym treningu poczuła wielką satysfakcję i nabrała sił na resztę dnia.

Po powrocie do domu postanowiła, iż odezwie się do Daniela, jednak tuż przed tym otworzyła komputer, gdyż chciała zobaczyć wspomniany przez niego post i komentarze. Szybko się okazało jednak, że nie może tego zrobić, gdyż ktoś usunął cały wpis.

— No cóż-pomyślała- chyba dyskusja wymknęła się spod kontroli skoro administratorzy podjęli taką decyzję…

Niewiele myśląc otworzyła okienko aplikacji aby napisać wiadomość do Daniela, zanim jednak napisała pierwsze słowa, rozległo się natarczywe pukanie do drzwi. Odłożyła więc komputer i czym prędzej je otworzyła. Po drugiej stronie stała jej sąsiadka. Była roztrzęsiona i zapłakana. Miała na rękach swoją małą córeczkę, która głośno płakała

— Zawiezie mnie Pani do szpitala? — spytała roztrzęsiona kobieta

— Tak oczywiście! Proszę dać mi minutkę.

Monika szybko założyła buty, wzięła leżące na komodzie kluczyki i razem z sąsiadką pojechała do szpitala. Okazało się że jej córka, która miała dwa latka bawiła się ze szczeniakiem w ogrodzie i się przewróciła, w taki sposób, że uszkodziła rączkę. Monika starała się zachować zimną krew, jednak widok małego dziecka, które tak cierpiało, ściskał jej serce. Pod tym względem była bardzo wrażliwa. Nie lubiła, gdy dzieciom działa się krzywda i najchętniej każde z nich otoczyłaby swoją opieką, zwłaszcza te, które w jakiś sposób od najmłodszych chwil swojego życia są skazane na cierpienie ze strony dorosłych. Koncentrując się na prowadzeniu auta, Monika prawie się nie odzywała. Zastanawiała się natomiast nad tym, jak bardzo życie jest nieprzewidywalne i w głębi serca modliła się żeby ta mała piękność siedząca na tylnym siedzeniu miała szybko za sobą ten cały ból.

Po dotarciu do szpitala i przeprowadzonych badaniach okazało się, że mała Zuzia miała złamaną rękę. Na szczęście nie było to zbyt skomplikowane złamanie więc zaraz po jej usztywnieniu mogła wrócić ze swoją mamą do domu.

— Nie wiem jak Pani dziękować Pani Moniko- powiedziała sąsiadka

— Naprawdę to żaden problem. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo więc nie ma za co dziękować. Najważniejsze, że Zuzia czuje się już lepiej

— Tak- moje małe słoneczko. Tak bardzo się bałam. Dobrze, że mamy to już za sobą. Nie wiem jak to się mogło stać, ona się tylko bawiła a ja cały czas na nią patrzyłam…

— To jest tylko dziecko, czasami nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć, ani wszystkiemu zapobiec. Najważniejsze że nic więcej jej się nie stało

— Może ma Pani rację

— Proszę nie mówić mi na Pani- jestem Monika. Trochę się nieswojo czuje, gdy ktoś, kto jest niemal na równi wiekowo ze mną, mówi mi Pani

— Ok- uśmiechnęła się kobieta- ja jestem Mariola. Mieszkam tutaj od niedawna i nikogo nie znam.

— Wiem… wprowadziłaś się do domu, w którym niedawno mieszkała moja przyjaciółka… Mam nadzieję, że podoba Ci się tutaj

— Oj tak, i to bardzo. Całkiem miła okolica i ludzie też się wydają mili.

— Pokochasz to miejsce jak ja kiedyś.

— A Ty od dawna tutaj mieszkasz?

— Tak.. to znaczy od kilku lat..-Monika zastanowiła się chwilę- w sumie już od 9 dodała z lekko posmutniałą miną.

W tym momencie auto dojechało na miejsce. Monika ucieszyła się, iż dzięki temu mogła zakończyć rozmowę z sąsiadką, która mogłaby mimo woli zejść na tematy, które były dla niej jeszcze bardzo delikatne. Malutka Zuzia zasnęła podczas jazdy tuż obok mamy. Była niewinna jak mały aniołek, taka śliczna i delikatna. Mały cukiereczek o jasnych włoskach, którego chciało się schrupać na sam widok.

— Jeszcze raz bardzo dziękuję za pomoc

— Nie ma sprawy

— Wpadnij do mnie w wolnej chwili na kawę to chociaż w ten sposób się odwdzięczę

— Na pewno w wolnej chwili się pojawię- odparła Monika i ruszyła samochodem w kierunku swojego podjazdu.

Wykończona całą sytuacją weszła do domu i oczekiwała nadejście syna. Tego dnia miał trening piłki nożnej więc jego pobyt w szkole znacznie się wydłużył. Aleks trenował grę od najmłodszych lat, natomiast pasją do piłki zaraził się od Igora, który także trenował grę i brał udział w wielu turniejach. Obserwując grę Igora, Aleks chciał być równie dobry a nawet jeszcze lepszy, dlatego każdą wolną chwilę poświęcał na sport. Jego zapał jednak zgasł po tym jak jego ojciec zaginął. Dopiero od tego roku znowu zapisał się do drużyny i próbuje nadrobić zaległości. Monika jako matka bardzo go w tym wspiera i jeżeli tylko ma możliwość, trenuje razem z synem.

— Już jestem mamo

— I jak było?

— Na treningu? Całkiem nieźle. Za dwa tygodnie jedziemy na mecz a za dwa miesiące mamy turniej. Muszę jeszcze trochę poćwiczyć żeby trener pozwolił mi grać, bo na dzień dzisiejszy powiedział że robię postępy ale jest wielu innych chłopców, którzy dobrze grają i czekają na swoją szansę.

— Rozumiem, ale to tylko znaczy, że musisz wziąć się do pracy. Wiesz synu po takiej przerwie ciężko wrócić do takiego samego poziomu gry, jaki miałeś kiedyś.

— Wiem… posmutniał nieco Aleks.

Monika podeszła do niego podniosła jego opuszczoną głowę, uśmiechnęła się na znak, że wszystko będzie dobrze i powiedziała:

— Trochę więcej wiary w siebie synu. Obiecuję ci, że codziennie będę razem z tobą trenować i nim się obejrzysz będziesz mistrzem w drużynie

— Żeby to było takie proste…

— Kochanie moje, nic w życiu nie jest proste, im prędzej to zrozumiesz tym lepiej dla ciebie a teraz idź weź prysznic a ja przygotuję ci obiad.

Aleks posłusznie poszedł do łazienki.

Razem z Moniką wybrali się tuż po obiedzie na spacer, podczas którego Monika opowiedziała mu o swojej dzisiejszej przygodzie z sąsiadką i małą Zuzią.

Jak na początek kwietnia, pogoda była dosyć jesienna. Zaczął wiać zimny wiatr i niebo poszarzało od nadmiaru chmur zwiastujących deszcz. Wszystko to sprawiło, że spacer z synem skończył się szybciej niż Monika tego chciała. Po niedługim czasie oboje dotarli do domu i zajęli się swoimi zajęciami. Aleks po odrobieniu lekcji miał czas na klejenie miniatury statku, który Monika zamówiła mu kilka dni wcześniej przez internet, a ona sama zaparzyła sobie gorącej herbaty i chciała wejść na internetowe grupy. Gdy tylko to zrobiła, na zegarze wybiła godzina 18:00. Za oknem rozpętała się burza a w domu zrobiło się ciemno. Aleks, który nie lubił burzy, gdyż kojarzyła mu się ze zniknięciem ojca, przyszedł do salonu i usiadł koło swojej mamy. Przez chwilę patrzył na to co robi, jednak nic z tego nie rozumiejąc, włączył sobie telewizor.

— Wiesz synek… chyba to zły pomysł żebyśmy teraz mieli wszystko włączone. Jest burza, więc bezpieczniej będzie jak wszystko wyłączymy i pójdziemy razem do twojego pokoju, żeby zagrać w jakąś grę planszową

— Mamo- powiedział nieco rozzłoszczony Aleks- a kiedy my ostatni raz w coś razem graliśmy?

Aleks wyraźnie zirytował się na myśl o tym, że musi wyłączyć telewizor, który dopiero co włączył. Monika widząc to odłożyła laptop i zawiesiła mu się na szyi mówiąc:

— Synek nie ważne kiedy był ostatni raz. Ważne, że teraz tam pójdziemy i będziemy się dobrze bawić...no chyba, że boisz się przegranej- roześmiała się Monika

— Ciekawe kto z kim przegra mamo- uśmiechnął się Aleks i odpychając mamę wstał z łóżka. Spojrzał się na nią i dodał:- kto ostatni na górze ten stawia lody! — po czym zniknął biegnąc po schodach

Rozbawiona Monika weszła po schodach do pokoju syna i razem z nim zaczęła grać w „Biznes”. Tak dobrze bawili się w swoim towarzystwie, że nawet nie spostrzegli, kiedy odeszła burza. Czas płynął im bardzo szybko i mimo dobrej zabawy, nastał moment, w którym należało zakończyć grę. Tuż po tym jak Aleks położył się do łóżka, Monika miała czas by spokojnie usiąść przy laptopie. Chciała odezwać się do Daniela, gdyż przez cały dzień coś jej w tym przeszkadzało. Nie było to w sumie dla niej najważniejsze, ale chciała wymienić z nim jeszcze kilka zdań tego wieczoru, co dałoby szansę na to aby go bliżej poznać. Była bowiem coraz bardziej ciekawa jego osoby. Otworzyła więc okienko komunikatora i zaczęła pisać wiadomość:

— Hej niestety nie było mi dane zobaczyć postu i komentarzy- ktoś zdążył je już usunąć… emocje już opadły?

— Hej. E tam emocje… nie przejmuje się takimi rzeczami. Dzisiaj też już mnie jedna dziewczyna wyprowadziła z równowagi. Chyba wypisze się z tej grupy, bo nie lubię fałszywych ludzi, a tutaj takich pełno…

— Czyżbyś mówił o wymianie zdań pod postem na temat małżeństwa?

— Tak- widziałaś?

— Właśnie teraz zaczęłam czytać… ale wiesz nie przejmuj się takimi rzeczami. Każdy ma inne doświadczenia a wiadomym jest, że na początku każdego związku życie jest bajeczne a później, gdy zaczynają być dostrzegane inne rzeczy bywa różnie… Ty chyba nie masz żony z tego co widziałam na Twoim profilu więc nie wiem czy masz jakieś doświadczenia w tej kwestii?

— Nie mam żony, ale nawet gdybym miał to nie muszę wszystkiego pokazywać w internecie. Jestem mężczyzną po przejściach. Samotnie wychowuję dwie córki. Wiem o życiu więcej niż może się wydawać… Dlatego pamiętaj, że pieniądze szczęścia nie dają. Życzę powodzenia.

Monika była trochę zaskoczona i zniesmaczona ostatnią wiadomością od Daniela, jednak to co poczuła patrząc na jego zdjęcie sprawiło, że nie mogła się powstrzymać i napisała mu kolejną wiadomość:

— Jeżeli uważasz mnie za pustą laleczkę, która w życiu widzi tylko pieniądze to się grubo mylisz. Nie wiem jak mnie odbierasz, ale wiedz, że mam za sobą doświadczenia po których niejeden człowiek odebrałby sobie życie. Wychowywałam się w domu dziecka, niejednokrotnie w życiu chodziłam głodna, mój mąż odszedł, przyjaciele opuścili, samotnie wychowuję syna i wszystko co mam w życiu zawdzięczam tylko sobie. Więc z całym szacunkiem wybacz jeśli ta wiadomość od Ciebie została odebrana nie w taki sposób jaki byś się spodziewał, ale drażnią mnie takie puste hasła, zwłaszcza od mężczyzny, który widać że ma pieniądze.

Po tej wiadomości nastało kilka minut ciszy. Monika w jednej wiadomości przelała całą swoją frustrację i gorycz podsumowującą historię swojego życia. Sama nie wiedziała czemu tak zareagowała- to był impuls.

— Nie chciałem, żebyś to tak przyjęła…

— Ok… W sumie ja też niepotrzebnie tak wybuchłam. Zazwyczaj nie robię takich rzeczy, tym bardziej przy obcych, ale nie chciałam żebyś pomyślał, iż jestem dziewczyną, która non stop patrzy przez różowe okulary i nic nie wie o życiu…

— Rozumiem. Nie pomyślałem tak. Uważam, że jesteś w miarę rozsądną osobą.

— Chociaż tyle… -zażartowała Monika, po czym dodała: — jest już późno idę spać, może spiszemy się w wolnej chwili…

— Ok. Trzymaj się. I nie chciałem Cię urazić

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 42.88