E-book
8.19
drukowana A5
39.52
Bądź już zawsze

Bezpłatny fragment - Bądź już zawsze

Objętość:
264 str.
ISBN:
978-83-8189-919-2
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 39.52

Z dedykacją dla Niej i dla Niego- dwójki wspaniałych osób, które było dane mi poznać i dzięki którym uwierzyłam, że budowanie prawdziwych relacji w świecie, który przepełniony jest fałszem i iluzją kreowaną przez media społecznościowe jest jeszcze możliwe.

Rozdział I

— Hej mogę jakoś pomóc? — ciepły męski głoś wyrwał Monikę z głębokiego smutku. Podniosła swoje zapłakane oczy, które skrywała w przyciągniętych do siebie kolanach i spojrzała w stronę morza. Chwilę się zastanowiła nad czymś, co dla nikogo innego było nieznane, a jej nieme spojrzenie utkwione w dali sprawiało, iż zdawała się być nadal nieobecna. Upłynęło kilka kolejnych sekund zanim cierpkim, zniekształconym od płaczu głosem, z całą stanowczością jaką wówczas posiadała odrzekła:

— Nie i spadaj stąd! Nie potrzebuję niczyjej pomocy zwłaszcza jakiegoś faceta!

— Ale chciałem tylko sprawdzić czy nic Ci nie jest

— Ogłuchłeś?! Czy nie wyraziłam się wystarczająco jasno? Zostaw mnie!

Po tych słowach znowu opuściła głowę, zatracając się w otchłani samotności, niecierpliwie czekając, aż ów mężczyzna oddali się na tyle, aby mogła w spokoju wrócić do swoich myśli. Wiedziała, że to co zrobiła było niemiłe, wręcz niegrzeczne, ale w tym momencie, w obliczu problemów jakie na niej ciążyły, nie miało to dla niej żadnego znaczenia.

Pogrążona w ogromnym żalu zmieszanym z poczuciem beznadziei oraz wielkiej niesprawiedliwości, która ją spotkała, próbowała w tym momencie znaleźć jakąkolwiek iskrę nadziei, która dałaby jej siłę do dalszego życia… a może jednak wcale jej nie szukała, tylko chciała upaść jeszcze niżej i po prostu zniknąć…

Siedząc tak bezradnie na jednej z Sycylijskich plaż- San Vito lo Capo, próbowała poukładać swoje życie- życie, które stało się dla niej piekłem…

Jeszcze do niedawna Monika była kobietą odważną. Nigdy nie stała w miejscu, gdyż ciągle wyznaczała sobie nowe cele i podążała za marzeniami. Ciągle próbowała nowych rzeczy, natomiast życie traktowała jak przygodę. Wiedziała, że nic nie ma w nim za darmo, dlatego też z uśmiechem na ustach podejmowała niemal każdą pracę. Kochała się rozwijać i pogłębiać swoją wiedzę z wielu dziedzin, gdyż uważała, iż wszystko po co sięga warte jest jej trudu i może przydać się w najmniej oczekiwanym momencie… a dziś? Dziś siedzi tutaj na ciepłym piasku w pięknym miejscu, którego widokiem nie umie się cieszyć i mimo, że od lat marzyła o podróży do tej części Włoch, jej obraz nawet nie wskazuje na to, iż jest na wakacjach…

Ma zaledwie 28 lat a już teraz czuje się jak wrak człowieka- bez żadnych perspektyw ani pomysłów na przyszłość. Kobieta, która niegdyś była duszą towarzystwa, dzisiaj jest zupełnie sama, schowana przed całym światem, który wystawił ją na próbę tak ciężką, iż zdaje się być nie do przejścia. Jej duże, piękne, błękitne oczy, od 3 lat z dnia na dzień sukcesywnie traciły barwę. Stały się szare- totalnie bez wyrazu- podobnie jak jej dusza. Również uśmiech na jej twarzy od lat stał się jedynie maską, pod którą skrywała swój ból i rozgoryczenie. Dziś już nawet nie ma siły udawać, że wszystko jest w porządku. Coś w niej pękło. Ciężar ostatnich wydarzeń, jakie miały miejsce w jej życiu sprawił, że w tym momencie nie umie się podnieść i nie ma już siły walczyć nawet o samą siebie.

— Boże! -krzyknęła głosem tak zmęczonym od płaczu, że było to ledwo słyszalne. -Gdziekolwiek Jesteś i jeśli w ogóle istniejesz pomóż mi! Już sama nie jestem w stanie, nie chce żyć! Nie chcę tak żyć! Nie chcę tego wszystkiego! Daj mi siłę i zmień to czego ja sama już nie mogę!

Ta krótka przepełniona żalem modlitwa a raczej krzyk rozpaczy i niemocy, był ostatnim tchnieniem jakie była w stanie wydać z siebie tego wieczoru- wieczoru, który nastał szybciej niż się mogła tego spodziewać.

Słońce, które chowało się już za horyzont dawało bowiem znak Monice, że pora wracać do hotelu, spakować swoje rzeczy i przygotować się na powrót do domu. Może gdyby nie to, że w domu czekał na nią syn, właśnie dzisiaj na tej plaży zakończyłaby swój żywot?

***


— Mamo! Mamo! Jak dobrze że jesteś! — usłyszała Monika płacąc taksówkarzowi za przejazd. To jej syn stał już przed samochodem. Był niezmiernie uradowany na widok mamy i czekał, aż ta wysiądzie z auta.

— Też się cieszę, że już cię widzę Skarbie- odpowiedziała Monika wychodząc z taksówki. Wzięła swojego syna i mocno przytuliła do siebie.

— Już myślałem, że nigdy nie wrócisz.

— Przecież nie było mnie tylko przez 4 dni. Byłeś grzeczny? — powiedziała z uśmiechem

— Ja zawsze jestem grzeczny.

— Tak tak wiem, tylko ciekawe co w tej kwestii ma do powiedzenia Sabina

— Oboje uśmiechnięci weszli do domu, w którym czekała Sabina- sąsiadka a jednocześnie najlepsze przyjaciółka Moniki, która często pomagała jej przy wychowaniu chłopca. Monika mogła na nią liczyć niemal w każdej sytuacji; już w momencie gdy studiowała i nie zawsze udawało jej się pogodzić życie studentki z byciem mamą na pełen etat, Sabina przychodziła jej z pomocą.

— Już jestem! Zawołała z entuzjazmem od progu Monika

— No nareszcie bo Aleks już się nie mógł Ciebie doczekać- odparła Sabina, po czym dodała- od samego rana stał przy oknie i wypatrywał twojej taksówki… chyba te kilka dni z ciotką wcale mu się nie podobały..- nieco przekornie mówiąc te słowa spojrzała uśmiechnięta na chłopca

— Oj ciociu wiesz, że się podobały ale chyba sama rozumiesz… — wtrącił Aleks

— Tak, tak, wiem, wiem- ja to nie mama- uśmiechnęła się Sabina, która podeszła do Moniki i ucałowała ją w policzek na powitanie. Wymownie spojrzała w jej oczy aby upewnić się czy na pewno wszystko jest ok. — Mam nadzieję, że trochę odpoczęłaś. Zostawię was samych bo na pewno się stęskniliście za sobą. Zajrzę wieczorkiem to opowiesz mi jak się udał wyjazd.

— Ok to do wieczorka i dziękuję Ci bardzo kochana za pomoc- z lekkim uśmiechem na twarzy powiedziała Monika Sabina puściła oczko w kierunku Moniki, pomachała na do widzenia Aleksowi po czym opuściła ich dom.

Wraz z zamknięciem drzwi, Monika uświadomiła sobie, że wróciła do rzeczywistości. W jednej chwili poczuła radość, że widzi swojego syna, spokój, że jest już w domu i niepewność tego co będzie. Po raz kolejny poczuła jak przytłacza ją ciężar tego wszystkiego, z czym musi sobie teraz poradzić.

Jej szybki urlop pozwolił co prawda na chwilę oddechu, ale nie sprawił, że problemy zniknęły… umożliwił znalezienie miejsca, w którym mogła być chociaż przez chwilę słaba, ale to finalnie nie znaczyło, że ma więcej siły niż posiadała do tej pory…

— Mamo chodź do mnie, pokażę co dla Ciebie zrobiłem- głos Aleksa wyrwał Monikę z zamyślenia. Chłopiec podszedł do mamy, złapał ją mocno za rękę i pociągnął za sobą do niewielkiego pokoju na piętrze. — Zobacz- kontynuował- to jest twój nowy statek. Takim popłyniemy razem w daleką podróż, taką o której zawsze marzyłaś. Wtedy będziesz się już zawsze uśmiechać i zawsze będziesz szczęśliwa.

Oczy Moniki zaszkliły się, uśmiechnęła się do syna, mocno go objęła i szepnęła do ucha:

— Wiesz Skarbie ja już jestem szczęśliwa, bo mam ciebie, najwspanialszego mężczyznę pod słońcem.

Aleks odwzajemnił uścisk mamy. Ten młody chłopiec, który miał zaledwie 7 lat, był dla Moniki całym światem. Jego jasnobrązowe włosy średniej długości opadły na ramiona mamy. Monika przytuliła go jeszcze mocniej, jakby chciała mu przez to powiedzieć jak bardzo go kocha i jak bardzo dziękuje za to, że jest w jej życiu.

Z trudami macierzyństwa Monika zmaga się od 21 roku życia. Ojca Aleksa- Igora poznała na studiach. Oboje studiowali psychologię i szybko się w sobie zakochali. Postanowili zrobić coś bardzo szalonego i pobrali się na I roku studiów mając zaledwie po 20 lat. Niedługo po ślubie okazało się, że zostaną rodzicami i chociaż żadne z nich nie było na to przygotowane to zgodnie stwierdzili, iż zrobią co w ich mocy aby zapewnić dziecku wszystko czego potrzebuje. Zamieszkali w niewielkim domu rodzinnym Igora znajdującym się w jednej z Mazurskich wsi. Starali się pogodzić studia, pracę Igora i dorywcze zajęcia Moniki z wychowaniem dziecka. Szybko okazało się jednak, iż życie nie jest takie kolorowe jak oboje sądzili. Pojawiły się problemy, które wraz z ogromem obowiązków, jakie spoczywały na ich barkach doprowadzały do wielu konfliktów między małżonkami. Ciągłe zmęczenie, obwinianie się za wszystkie zaistniałe sytuacje, brak pieniędzy w niektórych momentach wspólnego życia i brak czasu zarówno dla siebie jak i na szkołę, rzutowały na ich życie rodzinne. Radość zniknęła bezpowrotnie. Oboje zmagali się z wielkim rozczarowaniem, niedosytem płynącym z oczekiwań stawianych sobie nawzajem oraz wielkim bólem, który sprawiali sobie mniej lub bardziej świadomie. W rezultacie zaczęli się niszczyć. Ich poczucie pewności i miłości zastąpiła złość i smutek.

Mimo, iż wielu przeciwności losu, finalnie udało im się przetrwać ciężkie pierwsze lata małżeństwa i ukończyć studia, to ciężar zdarzeń, które przeżyli okazał się być zbyt wielki by kontynuować wspólne życie. Pewnego dnia podczas dużej awantury Igor wyszedł z domu i już nie wrócił. Było to dokładnie trzy lata temu. Dla Moniki i Aleksa był to ogromny cios. Chociaż chłopiec na całe szczęście nie uczestniczył w tej kłótni, gdyż nocował wówczas u Sabiny, to codziennie zadawał mnóstwo pytań dotyczących taty. Monika przez cały ten czas obwinia siebie za taki przebieg zdarzeń. Miała żal do Igora ale przede wszystkim do siebie za to, że dopuściła do sytuacji, gdy z dnia na dzień została zupełnie sama z synem. Nie ma dnia, w którym nie myślałaby o mężu. Mimo tych wszystkich złych emocji, które miały miejsce w jej małżeństwie, bardzo kochała Igora, a niepewność związana z tym co się z nim teraz dzieje nie dawała jej ani na chwilę spokoju.

Zaraz po zaginięciu męża rozpoczęły się jego poszukiwania, jednak do tej pory nie przyniosły one żadnych rezultatów. Nie pomogło nawet wynajęte biuro detektywistyczne. Igor po prostu „rozpłynął się w powietrzu”…

***

— Gotowa na babski wieczorek? Sabina stanęła w drzwiach Moniki trzymając w ręku ulubione wino.

— Tak jakby, Aleks jeszcze nie zasnął, muszę dokończyć opowiadanie jego ulubionej historyjki… Zaczekasz chwilkę na mnie prawda? — zapytała retorycznie Monika po czym dodała — Rozgość się, wiesz gdzie są kieliszki- i szybkim krokiem weszła na piętro do pokoju Aleksa

— Sabina z pełną wyrozumiałością odprowadziła Monikę wzrokiem i postanowiła przyszykować stół na wspólny wieczór.

Kwadrans później Monika po cichu zeszła na dół po schodach:

— Już jestem. Przepraszam, że musiałaś czekać, ale wiesz jaki jest Aleks- nie odpuści tej historyjki nawet na jeden wieczór- rzekła z uśmiechem na ustach.

— wiem ja też muszę mu zawsze opowiadać o tej podróży dookoła świata jak ciebie nie ma… ale nie dziw się w końcu ma tylko ciebie i to jest jedyna rzecz, która daje mu radość. Ciesz się że żyje marzeniami- jest dokładnie taki sam jak ty kilka lat temu.- odpowiedziała Sabina nalewając do kieliszków czerwone słodkie wino, po czym dodała- a ty doszłaś trochę do siebie po urlopie? Wybacz że to powiem ale strasznie beznadziejnie wyglądałaś przez ostatni miesiąc. Mam nadzieję, że już jest lepiej.

— Tak już chyba lepiej- Monika podniosła do ust kieliszek i nabrała małą porcję wina do swoich ust.- Ale wiesz- dodała- nie ma co o tym mówić. Muszę pomyśleć co dalej zrobić z moim sklepem. Jestem na skraju bankructwa. Nie mogę ciągle dokładać do interesu, bo w końcu sama pójdę z torbami.

— Wiesz, miałam nadzieję, że ten sklep z ubraniami będzie dla ciebie szansą na lepsze życie i poukładanie sobie wszystkiego. Przykro mi, że tak wyszło. Widać nawet w naszym mieście ludzie nie mają gustu…

— Dobrze wiesz, że to nie o gust chodzi… wydaje mi się, że po prostu źle wybrałam profil klienta. Nie znam się na tym i powinnam się bardziej zastanowić przed otworzeniem sklepu odzieżowego w takim miejscu. Sama nie wiem… może powinnam otworzyć gabinet terapeutyczny a nie jakieś szmatki sprzedawać. Przecież mnie to nawet nie interesuje. Nie wiem co mi strzeliło do głowy, że się na to zdecydowałam…

— Będzie dobrze zobaczysz. Nie mówmy już o problemach dzisiaj ok? Znam ciebie wiem że za chwilę coś wymyślisz. Przyszłam bo chciałam ci coś pokazać. Mam nadzieję, że Ci się spodoba i trochę się dzięki temu rozerwiesz.- Sabina z entuzjazmem z głosie uruchomiła laptopa — Sama na początku byłam sceptycznie do tego nastawiona- kontynuowała-ale po kilku dniach stwierdziłam, że jest to świetny sposób na rozrywkę i oderwanie się od codzienności. Poznałam tutaj wielu ciekawych ludzi i myślę, że Tobie szczególnie teraz pomogłaby taka forma rozrywki, zwłaszcza, gdy prawie wcale nie wychodzisz z domu i jesteś tak zamknięta w sobie, że czasem trudno do Ciebie dotrzeć…

Sabina otworzyła jeden z portali internetowych i pokazała Monice grupy społecznościowe, na których udzielało się wiele osób.

— no i co to ma być? Z niezadowoleniem zapytała Monika- Dobrze wiesz, że mnie takie rzeczy nie bawią

— wiem, wiem, ale chociaż zobacz co to jest. Zaproszę cię do kilku grup i sama ocenisz czy ci się to podoba, czy nie- Sabina wyraźnie rozpromieniona dodała Monikę do grup, na których się znajdowała i zamknęła laptopa.

— Nie sądzę, że mi się spodoba, bo mi się to już nie podoba- z ironią w głosie Monika dosyć wymownie spojrzała na Sabinę i po raz kolejny podniosła kieliszek do ust.

Nastała chwila niezręcznej ciszy, w której każda z nich dokończyła swoją lampkę wina.

— Jesteś na pewno zmęczona po podróży. Nie będę ci już więcej dzisiaj zajmować czasu- powiedziała Sabina i wstała z kanapy. Po chwili zaczęła kierować się w stronę drzwi wejściowych.

— Dziękuję za spędzony czas. Wybacz jeśli byłam trochę nieobecna i nie mam takiego entuzjazmu co ty, ale rzeczywiście podróż i emocje z nią związane chyba naprawdę na mnie wpłynęły.

— Nic nie szkodzi. Przyzwyczaiłam się do twoich humorków.- Sabina pocałowała Monikę w policzek na do widzenia — zajrzyj na te grupy- dodała i zamknęła za sobą drzwi.

Monika posprzątała kieliszki i butelkę niedokończonego wina ze stołu. Uśmiechnęła się do siebie w duchu i pomyślała, o tym, jakie ma szczęście, że Sabina jest obecna w jej życiu. Mimo, iż ubolewała nad tym że nie zawsze nadają teraz na tych samych falach, to jednak była wdzięczna, że jest obok niej ktokolwiek. Niegdyś obie były niemal identyczne- miały szalone pomysły i świetnie się bawiły, jednak obowiązki związane z dzieckiem i utrzymaniem domu zmieniły Monikę i jej sposób myślenia. Dojrzała w swoim rozumowaniu i postrzeganiu określonych rzeczy. Już inaczej widziała świat i inaczej patrzyła na ludzi. Sabina natomiast zdawała być się nadal tą samą beztroską nastolatką mieszkającą z rodzicami, która nie musiała się o nic martwić.

— „Grupy” pomyślała Monika w duchu, śmiejąc się sama do siebie- chyba musiałabym na głowę upaść, żeby zajmować się takimi głupotami… jakbym miała za mało problemów na głowie i za dużo wolnego czasu… — nieco zirytowana tą niedorzeczną propozycją Sabiny wzięła prysznic i położyła się spać.

***

— Nie! — przeraźliwy krzyk rozległ się w sypialni, wyrywając Monikę ze snu.

Pierwsza noc po przyjeździe i po raz kolejny koszmary nawiedziły zatroskaną kobietę. Nawet na chwilę nie dają jej spokoju krążące wokół niej demony. Sama już nie wiedziała, który to raz budzi się z krzykiem na ustach i łzami w oczach. To już trzy lata od całego zdarzenia z Igorem, a ona nadal cierpi jakby to wydarzyło się wczoraj. Niemal każdej nocy widzi wzrok swojego męża- te same spojrzenie, które wyraża niezadowolenie, niemoc, pogardę i nienawiść płynącą w jej kierunku. Te wspomnienie przeszywa ją na wskroś i nie pozwala zapomnieć o poczuciu winy ani o słowach jakie wówczas do niego skierowała „nienawidzę cię i lepiej by było bez ciebie”. Mimo, iż wypowiedziane w złości, pod wpływem emocji i w odpowiedzi na jego równie niemiłe słowa, których już nikt nie pamięta, stały się wyrokiem. Trzaśnięcie drzwiami, które Igor wówczas za sobą zamknął zdaje się być słyszalne nawet teraz równie wyraźnie jak zapach perfum, które miał wówczas na sobie.

Monika złapała się dłońmi za głowę mówiąc sama do siebie „nienawidzę się za to, nie mam prawa żyć, co ja zrobiłam, co ja zrobiłam…” Mimo, iż wiedziała, że jej małżeństwo kiedyś się skończy to nie chciała by nastąpiło to w ten sposób i ta myśl ani na chwilę nie dawała jej spokoju. Czuła żal, nienawiść i pogardę do samej siebie za to, iż nie umiała zamilknąć i odpuścić w tej jednej krótkiej chwili- może gdyby to zrobiła cała ta sytuacja zakończyłaby się zupełnie inaczej i Aleks miałby do tej pory swojego ojca obok.

Upłynęło kilka minut i zegar wybił godzinę 2:00. Monika już trochę spokojniejsza odsunęła swoje włosy, które zasłoniły jej buzię, otarła łzy z twarzy, wstała z łóżka i poszła sprawdzić pokój syna. Robiła to za każdym razem, gdy nie mogła spać. Widok Aleksa działał na nią uspokajająco, dodawał sił w chwilach słabości i koił poranione serce. Dzięki temu zawsze mogła wrócić do łóżka nie myśląc o tym, że jest puste i zamknąć oczy by doczekać rana. Tak również zrobiła tym razem. Otuliła się kołdrą, zamknęła powieki i ściskając w dłoni mały krzyż przywieszony do szyi, usnęła. Zupełnie jakby chciała wyprzeć ze świadomości wszystko to co przed chwilą się wydarzyło.

Wybiła godzina 6:30. Jak każdego ranka Monika odprawiła synka do szkoły i zmierzała w kierunku pracy. Dzisiaj jednak była nieco bardziej zdenerwowana niż zawsze. Ściskając mocno kierownicę samochodu ze wzrokiem skoncentrowanym na drodze, jaką miała przed sobą, przemierzała kolejne ulice miasta. Zdawała się być skupiona a jednocześnie nieobecna, układając w głowie wszystkie swoje postanowienia. Po przejechani kolejnych ulic, zaparkowała auto tuż przed swoim sklepem, po czym z bardzo poważną miną weszła do środka.

— Dzień dobry Pani Moniko- z uśmiechem na ustach przywitała ją zatrudniona tutaj Aldona.

— Dzień dobry, odpowiedziała Monika nie przejawiając przy tym żadnych emocji. Musimy dzisiaj poważnie porozmawiać. Pozwól, że zrobię nam kawę, rozpłaszczę się i na spokojnie wszystko wyjaśnię. Mówiąc to zniknęła na zapleczu.

— Dobrze… z niepewnością w głosie odparła Aldona. Jej entuzjazm na moment zniknął a w głowie pojawiło się tysiąc myśli, na temat tego, czego mogła dotyczyć ta rozmowa. Nie chciała jednak pokazać swojego zdenerwowania dlatego też zaczęła poprawiać ubrania na manekinach stanowiących sklepową ekspozycję.

Monika wiedziała, że decyzja, którą podjęła i którą za chwilę przedstawi swojej pracownicy nie jest łatwa ale zdaje się być jedyną właściwą na ten moment. Spojrzała na swoje odbicie w lustrze wiszącym nad elektrycznym czajnikiem na zapleczu, wzięła głęboki oddech po czym podniosła tacę na której stały dwie kawy i podeszła do Aldony

— zapraszam Cię- powiedziała nieco bardziej przyjemnym głosem, stawiając tacę na niewielkim stoliku. Usiądźmy i porozmawiajmy, gdyż sytuacja jest dosyć trudna.

Aldona starała się uśmiechnąć do Moniki, jednak widać było, iż jest to nieszczery uśmiech, który miał na celu zamaskować niezręczność całej sytuacji. Usiadła bez słowa na żółtej skórzanej kanapie i wzięła do ręki filiżankę z gorącą kawą, zatapiając w niej swoje spojrzenie.

— A więc- zaczęła Monika- chciałam porozmawiać o przyszłości tego miejsca a raczej jej braku. Postanowiłam, że sklep będzie działał do końca miesiąca.- W tym momencie zawiesiła swoją wypowiedź i spojrzała na Aldonę, która nie wykazując żadnych emocji nadal wpatrywała się na trzymaną w dłoni filiżankę, po czym dalej kontynuowała- wiesz, że sklep od jakiegoś czasu nie przynosi zysków. Nie mogę sobie pozwolić, na prowadzenie interesu, do którego będę za chwilę dokładała pieniądze. Ze względu jednak na to, iż jesteś dobrym pracownikiem i wiem, że także twoja sytuacja osobista jest trudna, poleciłam Cię swojemu staremu znajomemu, który prowadzi w centrum sklep obuwniczy.

Aldona w jednej chwili po tych słowach spojrzała na Monikę, a jej twarz rozjaśniała po czym bez zastanowienia odpowiedziała:

— na prawdę? Nie zostawi mnie tak Pani?

— Nie miałabym serca tego zrobić- odparła Monika, u której również zarysował się delikatny uśmiech.- Wiem, że sama wychowujesz dziecko, wiem, że tobie również jest ciężko samej wszystko pogodzić, dlatego pomyślałam, że może praca u mojego znajomego, który i tak jest mi winien przysługę będzie doskonałym zastępstwem na czas, poszukiwania lepszej posady.

— Nie wiem jak Pani dziękować

— Za nic nie musisz dziękować. Jesteś zaangażowana w swoją pracę, zawsze postępujesz uczciwie i wypełniasz powierzone obowiązki z uśmiechem na ustach. Jeżeli mam możliwość zrobić coś, aby zminimalizować dyskomfort spowodowany utratą pracy w tym sklepie to to robię. Umówiłam Cię na jutro na rozmowę.- Monika wstała z kanapy i podeszła do lady, na której stała jej torebka. Wyciągnęła z niej małą karteczkę po czym podała ją Aldonie mówiąc:

— Tutaj masz adres i numer telefonu do Pana Grzegorza. Będzie czekał na Ciebie jutro o 10:00

— Pracę możesz z tego co wiem zacząć od razu, jednak jak sama jutro się tam udasz to się wszystkiego dowiesz.

— Będę na pewno. Jeszcze raz bardzo dziękuję- mówiąc to Aldona mocno ścisnęła wizytówkę w dłoni.

— Dzisiaj masz już wolne. Możesz wracać do domu. Pieniądze jak zawsze wpłyną na Twoje konto wraz z dodatkami za niewykorzystany urlop. Powiadomię Cię gdy przygotuję dokumenty, myślę iż w ciągu dwóch dni powinnam się z nimi wyrobić.

— Dobrze. Bardzo się cieszę i dziękuję, że nie zostawiła mnie Pani na lodzie. Wiele to dla mnie znaczy.

— Wiem i życzę Ci wszystkiego dobrego- uśmiechnęła się Monika, po czym wyszła na zaplecze.

Dopiero teraz mogła z ulgą wypuścić powietrze na znak, że emocje, które towarzyszyły jej przez całą tą rozmowę właśnie ją opuściły. Zamknęła oczy i opuściła głowę na znak, że postąpiła właściwie. Wiedziała, że od teraz wiele rzeczy się zmieni. Nie była jednak w stanie sobie wyobrazić jak dalej będzie wyglądało jej życie. Zaczesała palcami obydwu dłoni włosy za swoje uszy i z wielkim bólem w sercu postanowiła rozpocząć sprzątanie lokalu.

— Do widzenia- usłyszała głos Aldony wychodzącej ze sklepu. Nie zdążyła jednak odpowiedzieć, gdyż po wyjściu z zaplecza już nikogo nie było.


Dzień był piękny, dlatego też po powrocie do domu Monika postanowiła iść z synem na lody. Chciała zrobić bowiem cokolwiek, aby nie myśleć o swoich lękach. Słońce mimo tego, iż świeci nieco niżej niż w pełni lata, nie pozwalało zapomnieć o tym, jaką ma moc i jedynie liście na drzewach starają się przypominać o upływającym czasie.

— Mamo? — zaczął nieśmiało Aleks

— Tak słucham

— To co teraz będziesz robić, skoro zamykasz sklep?

— Jeszcze nie wiem synku, ale na pewno coś wymyślę- znasz mnie- uśmiechnęła się nieśmiało wypowiadając te słowa.

— Znam, ale może trochę odpoczniesz, bo zawsze ciężko pracujesz i teraz będziesz spędzać czas tylko ze mną? Będziemy się bawić, rozmawiać o podróżach, chodzić na długie spacery i nawet ciasteczka upieczemy razem jak kiedyś- beztrosko rzucił Aleks liżąc swojego loda

— To doskonały pomysł- Monika lekko rozbawiona, rozczochrała delikatnie włosy na głowie syna

— Bo wiesz mamo, sama mówiłaś wiele razy, że jak się czegoś bardzo chce to przychodzą Anioły i pomagają spełniać nasze marzenia… tylko trzeba dać im czas żeby mogły działać. Ty tylko ciężko pracujesz i wcale nie pozwalasz na to aby mogły cokolwiek zrobić.

Po tych słowach Monika przytuliła syna. Nie wiedziała co mu odpowiedzieć. To jest małe dziecko i nie rozumie jeszcze spraw dorosłych. Przecież nie powie dziecku, że przestała wierzyć w Anioły. Nie powie mu, że jest na skraju załamania i gdyby mogła to nawet w tym miejscu padłaby na kolana i tak klęczała… bo właśnie w tej chwili czuje, że jest zupełnie bezsilna…

Nastał wieczór. Aleks już spał w swoim pokoju. Monika nalała sobie kieliszek czerwonego wina, po czym usiadła na sofie w salonie i uruchomiła laptopa. Była po wieczornej toalecie w związku z czym miała na sobie biały szlafrok, który kiedyś dostała od męża na urodziny, a jej włosy oplatał równie biały ręcznik. Dłonie smarowała kremem i ciągle rozmyślała. Chciała znaleźć jakieś rozwiązanie, najlepiej na już, jednak z drugiej strony najchętniej by się poddała. Myślała o tym, z czego teraz będzie żyć, gdzie szukać pracy takiej, która pozwoli jej pogodzić macierzyństwo z obowiązkami zawodowymi oraz kalkulowała na jaki okres starczą jej zgromadzone oszczędności.

Myśli kumulowały się w jej głowie, wraz z pytaniami na które nie mogła znaleźć odpowiedzi.

Popijając małymi łyczkami wino przeglądała kolejne strony z ofertami pracy zdalnej. Nic sensownego jednak nie udało jej się znaleźć. Jak się okazuje nie było to wcale takie łatwe jak mogłoby się wydawać.

Mętlik w jej głowie powiększał się, dlatego też jednym ruchem ręki zamknęła laptopa, jakby chciała pokazać, że ma go serdecznie dosyć. Wstała od stołu, podeszła do zlewu aby wylać resztę niedopitego wina, które pozostało w jej kieliszku i powiedziała sama do siebie:

— I co teraz? Nawet do tego się nie nadajesz, małżeństwo ci nie wyszło, własna działalność nie przetrwała nawet trzech lat, schudłaś jak pies, twoja twarz jest zszarzała i zmęczona, pies od ciebie uciekł, kwiatki na parapecie ci więdną i nawet lampki wina nie umiesz dopić…

Uśmiechnęła się do siebie sarkastycznie i zdejmując z głowy ręcznik, weszła po schodach kierując się do swojej sypialni.

Rankiem budzik zadzwonił nieco później niż zwykle. Leniwym ruchem Monika sięgnęła ręką po telefon, który znajdował się na stoliku nocnym i wyłączyła drażniącą uszy melodię. W tym samym czasie w progu jej pokoju stanął Aleks. Był już ubrany w jasne spodnie i czarny t-shirt, miał uczesane włosy i zdawał się być w pełni przygotowany na wyjście do szkoły:

— mamo- powiedział nieco rozbawiony- ile teraz będziesz spać?

Podszedł do matki i mocno ją przytulił po czym jeszcze dodał:

— dawno nie widziałem cię w takich potarganych włosach.- Po czym zaśmiał się niewinnym głosem i zaczął bawić się niesfornymi kosmykami na głowie Moniki

— dawno nie spałam tak długo- uśmiechnęła się Monika i dodała- trzeba wstawać i szykować śniadanie mojemu mężczyźnie

— ale ja już wszystko zrobiłem- powiedział zadowolony Aleks- wystarczy, że pójdziesz szybko do łazienki, ubierzesz się i przyjdziesz do kuchni.

Monika ziewając jeszcze leniwie, powoli wstała z łóżka, zabrała swoje rzeczy, które czekały na nią na skraju łóżka i udała się do łazienki.

— Jak pięknie pachnie! — zawołała zadowolona schodząc po schodach. Była dumna z tego, jaką dojrzałością wykazał się jej syn.

Weszła do kuchni, w której czekał przygotowany do śniadania stół. Obok jej talerza z płatkami stał kubek z kawą i świeży sok. Usiadła na krześle. Była pod wielkim wrażeniem tego co zastała.

— Chciałem zrobić Ci niespodziankę, żebyś miała udany dzień mamo. Wiem, że smutno ci, że musisz zamknąć sklep, ale zrobiłem twoje ulubione musli, żebyś miała dużo siły i uśmiechała się przez cały dzień

— Dziękuję synku, że tak o mnie pomyślałeś, bardzo mnie zaskoczyłeś. Jak tylko zamknę sklep i pozamykam wszystkie sprawy, obiecuję Ci, że pojedziemy na kilka dni w góry, żeby miło spędzić czas

— Oj mamo, wiesz że już jestem duży i chcę ci pomagać, a czy jak będziemy w tych górach to pójdziemy do aquaparku? Franek się chwalił, że był na wakacjach w górach i bawił się w takim aquaparku, ja też chciałbym tam jechać

— Na pewno coś wymyślimy- Monika z uśmiechem na ustach puściła oczko do syna, wzięła do buzi ostatnią łyżkę musli i razem z synem szykowała się do wyjścia z domu.


Po dotarciu do sklepu, Monika zamknęła od środka drzwi na klucz, włączyła muzykę i od razu wzięła się za pracę. Włączyła komputer, aparatem robiła zdjęcia ubrań i wystawiała je na internetowej aukcji. Chciała jak najszybciej pozbyć się asortymentu, opuścić lokal i mieć to za sobą. W tle leciały utwory w wykonaniu Lindsey Stirling, które działały bardzo odprężająco na Monikę i wprawiały ją w pewien trans, w którym nie myślała o niczym. Wykonując swoją pracę, poddawała się coraz bardziej muzyce i delikatnie kołysząc swoimi biodrami, zamknęła oczy. Właśnie leciał jeden z jej ulubionych utworów- Crystallize. Słuchając go, za każdym razem pozbywała się napięcia w swoim ciele i oczyszczała swój umysł. Zaczęła tańczyć, wykonując obroty w rytm melodii, trzymając w dłoniach długą sukienkę, którą nie wiedząc kiedy zdjęła ze sklepowego wieszaka i przyłożyła do swojego ciała. Oczy miała zamknięte i zdawała się być całkowicie nieobecna. Zamknięta w zaczarowanej krainie, do której nikt nie miał teraz dostępu i w której czuła się zupełnie bezpieczna, zaczęła znajdywać swoje ukojenie. Jej umysł rozświetlił się a kąciki ust delikatnie uniosły do góry. Już przestała się martwić tym, iż zamyka swoją firmę. Podobno każdy koniec jest początkiem czegoś nowego niezależnie od tego jak jest ciężko i jak beznadziejna wydaje się sytuacja, więc może i na nią czeka jeszcze w życiu coś dobrego.

Nagle rozległo się pukanie do drzwi sklepu. Jakaś zniecierpliwiona osoba mocno i szybko uderzała w szybę, Monika z zaskoczeniem otworzyła oczy i zobaczyła Sabinę, która chciała jak najszybciej dostać się do środka. Przewróciła oczami, odłożyła sukienkę i z uśmiechem otworzyła drzwi. Nawet nie zdążyła powiedzieć słowa na przywitanie, gdyż szczęśliwa Sabina od razu rzuciła się Monice na szyję

— Tak, tak! — krzyczała- udało się!

— Ale co? Co się udało? — powiedziała Monika spoglądając w oczy Sabinie i chwytając ją dłońmi za ramiona

— Jadę na staż do Australii! Złożyłam papiery i dostałam się na staż do szpitala! Rozumiesz!? Spełniają się moje marzenia!

— Kochana cieszę się bardzo! — Monika mocno uściskała Sabinę i razem zaczęły podskakiwać ze szczęścia. To już rozumiem skąd te całe zamieszanie. Gratuluję ci ze wszystkich sił!

— Dlatego musimy to opić- oznajmiła Sabina, unosząc w górę drogie wino musujące, które trzymała w ręku

— Oczywiście, że musimy ale chyba nie tutaj. Jestem zawalona pracą, muszę odebrać syna ze szkoły…

— Spokojnie wszystkim się zajęłam- przerwała Sabina- dzisiaj wrócimy do domu taksówką, Aleksa odbierze ze szkoły moja mama i się nim zajmie, a jutro rano mój tata podwiezie Cię tutaj z powrotem żebyś mogła odebrać samochód… O nic się nie martw, wszystko już zaplanowałam.

— Jesteś niesamowita- chociaż totalnie szalona z uśmiechem na ustach powiedziała Monika

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 8.19
drukowana A5
za 39.52