Autobiografia
Część wszystkim.
Moi drodzy, chce napisać parę słów prawdy o sobie, bo jak ja uważam prawda nas wyzwoli. Chce uwiecznić w tym zapisie część swojego życia opartego na faktach autentycznych. Nie mogę tu pisać wszystkiego bo obejmuje nas Rodo, ochrona danych osobowych, ale co cenzura przepuści to tu zmieszczę.
A mianowicie faktem jest to, że nie miałem łatwego życia i trudne dzieciństwo aż do tej pory, kiedy poznałem prawdziwa miłość mojego życia, moja kochającą i wyrozumiałą żonę. Oboje jesteśmy po traumatycznych przejściach i może moim zdaniem dlatego się doskonale rozumiemy. Tworzymy razem normalna rodzinę, mimo iż nie mamy swoich dzieci. Oboje mamy schorzenie psychiczne od młodych lat. Żona cierpi na nerwice a ja na schizofrenie paranoidalna, jednak mimo to podjęliśmy leczenie i mamy fachowych lekarzy, którzy dużo nam pomogli i dopasowali leki.
Mógłbym dużo pisać o dobroci jakiej doznałem od mojej żony ale chce napisać o sobie. Bo każdy człowiek to osobna historia i osobna powieść. Z człowiekiem powinno się zjeść beczkę soli żeby go poznać i zrozumieć. Jak dla mnie to każdy dorosły człowiek powinien napisać taka książkę o sobie. Raz po to żeby można było choć trochę się zrozumieć i dowiedzieć co tak naprawdę siedzi w każdej głowie, a dwa żeby wylać trochę prawdy o sobie i lepiej się poczuć. Jak już kiedyś pisałem to co teraz robię, czyli pisze, pomaga mi zachować lepszy komfort psychiczny a co za tym idzie i fizyczny. To jest moja metoda terapii i miłego spędzania czasu wolnego. Fakt, że jest to czasochłonne ale miło się robi na sercu, że prawdziwe myśli się gonią i rozwija się trzeźwe dobre myślenie, a nie jak było kiedyś ze mną w chorobie, że ubzdurałem sobie, że jestem synem papieża co przechodzi ludzkie pojęcie.
Dwa lata żyłem w tej paranoi i szaleństwie, że jestem kimś wyjątkowym tylko nikomu nie mogłem tego powiedzieć bo mogło by dojść do tragedii z powodu mojego poprzedniego podejścia do życia. W tamtym czasie papież był dla mnie wzorem i przykładem do naśladowania i wydawał mi się idealnym ojcem i to pewnie dla tego, że swojego ojca nie znałem i do tej pory nie wiem kto nim był. Wiecie jakie to nieciekawe uczucie nie wiedzieć kto jest twoim biologicznym tatą. Ojczym, który katował moją mamę i rodzeństwo tłumaczył, że nie ten jest twoim ojcem co cie zrobił tylko ten co wychował. Nie wiem ile jest w tym prawdy zważywszy na to, że od niego nie miałem dobrego wychowania ani nie zaznałem miłości, pewnie dlatego popadłem w pułapkę alkoholu i narkotyków i papierosów i popadłem w konflikt z prawem.
Ale zacznę od początku. Kiedy miałem może z 4 lata, mama przygarnęła mojego ojczyma. Miałem już wtedy starsza siostrę, która pomagała mamie opiekować się mną, choć różne mieliśmy relacje z siostra to i tak ja kocham do tej pory. Ona miała alimenty od swojego taty a ja no cóż nie poznałem nigdy prawdy o swoim tacie choć różne słyszałem relacje. Szczerze to wcale nie było fajne pochodzić znikąd. Miałem z tym cale swoje życie problem. Ciężko było znaleźć sobie autorytet i wzór do naśladowania. Mam ojca chrzestnego i chociaż tyle było dobrego, że dawał się lubić i jest naprawdę porządnym człowiekiem. Kiedyś w chwili złości siostra powiedziała na mnie bękart. Pamiętam to jak dziś, mama stanęła w mojej obronie i zabroniła jej tak do mnie mówić. Niby nic zwykle słowo a jak potrafiło utkwić w pamięci. Nie oszukujmy się miałem kolorowe ale trudne dzieciństwo.
1
Zapatrzony byłem w telewizje i reklamy, z których sloganów brałem przykład i próbowałem wprowadzać je w swoje życie. Kiedy oglądałem telewizje w dzieciństwie to byłem tak zapatrzony, ze po kilka razy mnie wołali a do mnie nie docierało. Z perspektywy czasu widzę, że już wówczas działo się ze mną źle, choć dobrze się uczyłem w szkole to miałem rozdwojenie jaźni, w wieku może ośmiu dziewięciu lat miałem swoja pierwsza próbę samobójczą, na szczęście nie udana może dzięki mojej siostrze, która weszła do szopy i zobaczyła mnie na wysokim pniaku z zawieszonym na belce i założonym na szyje drutem zawiniętym w pętle. Pamiętam, że chwile stałem z tą pętlą na szyi i zastanawiałem się czy to zrobić. Miałem dość poniżania mnie i wykorzystywania przez moja nazwijmy to rodzinę, czyli ojczyma, który bił nas i mamę pił alkohol i robił grandy w domu.
Był tak porąbany, że nawet kolegę alkoholika ganiał po mieszkaniu z odpaloną piłą motorową na pełnych obrotach, aż przekroił drzwi w kuchni. Zasłonił się jego kolega koszykiem metalowym do noszenia drzewa aż iskry poleciały spod łańcucha. Nie zapomnę tego chaosu wówczas w domu i smrodu spalin z piły. Do tej pory kiedy używam swojej piły motorowej do pracy przy cięciu opału to przypomina mi się ta trauma. Już mi chyba zostanie ten uraz do końca życia. Wracając do mojej pierwszej próby samobójczej, nie miałem u nikogo wsparcia choć mam przyjaciela od zerówki to i tak mu nie mogłem wszystkiego powiedzieć bo byłem zastraszony. Ojczym powtarzał nam, że z domu się nic nie wynosi. Musieliśmy cicho siedzieć i znosić upokorzenia i bicie. Siniaki szybko z nas schodziły ale słowa bardziej bolały i utkwiły w pamięci.
Oprócz starszej siostry mam jeszcze czworo młodszego rodzeństwa ze związku mamy z ojczymem. Była by jeszcze jedna młodsza siostra ale zmarła po urodzeniu w szpitalu. Mama bardzo to przeżyła. Leżała prawie pół roku na zamkniętym oddziale psychiatrycznym. Cierpiała na schizofrenie i była na rencie choć była bardzo pracowita i bardzo nas kochała, choć nie mówiło się tego na głos ale i tak czułem, że mnie kocha i moje rodzeństwo, niestety kochała też swojego kata, który potrafił zamknąć ją w wersalce i mówić ludziom, że jej nie ma bo nie chciał żeby zobaczyli jak jest pobita. Kiedyś straciła na jakiś czas nawet głos jak karmił ją gorącą zupą i poparzył jej krtań. Wiem co pisze bo byłem tego świadkiem i nie tylko ja.
Nie wiem na ile moje rodzeństwo pamięta tamte czasy bo niechętnie do tego wracamy. Moja mama była częściej w szpitalu psychiatrycznym niż w domu. Mogę się tylko domyślać co przeżywała wtedy bo sam zaliczyłem w swoim życiu 20 zamkniętych pobytów na oddziale po miesiąc czasu. Przewinęło się przez ten czas wielu ciekawych ludzi z podobnymi problemami. Ten kto nigdy tam nie był nie wie jakie to uczucie walczyć o zdrowie fizyczne i komfort psychiczny. Testowano na mnie rożnego kalibru lekarstwa.
Raz miałem taki środek po którym nie moglem zapanować nad swoim ciałem. Oczy wywróciły mi się do góry tak ze widziałem tylko sufit i odejmowało mi władze w nogach. Małymi kroczkami szedłem do sali żeby się położyć i modliłem się żeby mi to przeszło. Nazywają to potocznie „głupim jasiem”. To terapia szokowa. Na drugi dzień po przejściu objawów czułem się tylko w cudzy słowie lepiej niż dzień wcześniej. Potem zmniejszono dawkę. Podawali mi ją i obserwowali skutki działania leków psychotropowych. Po dwudziestu latach prób leczenia mnie tymi różnymi środkami wreszcie dopasowali mi leki. Obecnie jestem tylko na dwóch rodzajach lekarstw, nasennych i zmniejszających objawy schizofrenii paranoidalnej, którą mi orzekli lekarze. Z tego tytułu mam obecnie pierwsza grupę niepełnosprawności i rentę zusowska. Wcześniej byłem na zasiłku socjalnym z Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, który ledwo wystarczał na życie, o lekach i rachunkach nie wspominając.
2
W moim życiu doszło do wielu zmian o dziwo na lepsze w tych chorych czasach gdzie z każdej strony próbują nas wykorzystać do granic możliwości. Mam na myśli prace, podatki rachunki i rzad który jest do bani. Trzeba mocnej głowy żeby to wszystko ogarnąć i się w tym połapać. Nasz system prawa i medycyny jest chory. Jak to mówią trzeba mieć zdrowie żeby chorować. Człowiekowi z niepełnosprawnością ciężko jest związać koniec z końcem i nie dać się oszukać.
Miałem taką między innymi sytuacje kiedy to znajomi namówili mnie na kredyt dość duży ale nielegalny. Wykorzystali moją chorobę, w której litowałem się nad każdym nawet nad moimi oprawcami tak jak to robiła moja mama. Omal przez to nie zginąłem bo była nieudana próba zamachu na moje życie. Mianowicie po wzięciu kredytu dla ludzi, którzy nie chcieli go później ze mną spłacać, byłem z nimi na grzybobraniu.
Facet, który był zamieszany w kredyt nie powiedział mi, że zbieram muchomory sromotnikowe, najbardziej trujące grzyby w Polsce. Pomyliłem je z gąską zieloną i nazbierałem ich ponad dziesięć dużych sztuk. Usmażyłem je na blacie kuchni westalce i zjadłem sam. Na drugi dzień wylądowałem na oiomie gdzie przez pięć dni pod aparaturą walczyłem o życie. Zbrodnia była by doskonała gdybym nie przeżył. Przecież sam sobie ich nazbierałem i zjadłem ale w szpitalu dokonał się cud autentyczny na mojej osobie.
Otóż kiedy leżałem trzy dni bez snu w bólach, weszła na oiom pielęgniarka, która traf chciał przyniosła chusteczkę nasączoną relikwią św. Rozalii z Palermo i dowiedziała się o mnie, że jestem w ciężkim stanie. Zapytała czy może ją położyć na moim brzuchu i się pomodlić. Zgodziłem się bo i tak sam się modliłem o to żeby przeżyć. Podwinąłem koszulkę i po tym jak położyła mi ją na brzuchu uniósł się różany zapach w powietrzu. Po dwóch minutach bul ustąpił i zasnąłem jak aniołek. Nie chcieliśmy tego nigdzie później publikować ale dziś z perspektywy czasu warto o tym wspomnieć. Choć dla wielu to wyda się nierealne i niedorzeczne to mam dowody na to [wyniki badań], że moja uszkodzona trzustka zregenerowała się choć jak mówiła moja rodzinna lekarz trzustka nie regeneruje się i nie było na to wcześniej dowodów medycznych, to ja miałem wyniki w normie choć wcześniej 16 razy enzym tego narządu przekraczał normę. Do dziś dnia dziękuje tej pielęgniarce i przede wszystkim Bogu, że mnie uzdrowili. Nie czytali byście tego teraz gdyby to nie zadziałało na mnie. Od wielu lat byłbym już martwy.
Nie miałem żadnego potwierdzenia, że wzięli ode mnie pieniądze z kredytu. Wziąłem więc dokument z banku wezwania do zapłaty i zabrałem ze sobą dyktafon. Pokazałem im ten dokument i nagrałem rozmowę, na której było nagrane, że przyznają się do wzięcia kredytu ze mną. Miałem wreszcie dowód w sprawie i zaniosłem na posterunek żeby nie uszło im to płazem. Spisano zeznania z dyktafonu i założono im sprawę. Przyznali im komornika za to co wzięli.
Tych ludzi spotkało później dużo złego. Mężczyzna który widział jak zbieram te muchomory i mnie nie ostrzegł zmarł w późniejszych latach a ja po wielu procesach sadowych zostałem uniewinniony ze względu na moja niepoczytalność w momencie popełnienia przestępstwa. Mimo tego dług mój został sprzedany windykacji [mafii w białych rękawiczkach]. Wysyłałem do nich wielokrotnie dokumenty żeby zakończyć ten chory pomysł ściągnięcia ze mnie długu a oni przekazywali sobie pod innymi adresami i nazwami windykacji aż założyłem sprawę do sądu o unieważnienie umowy kredytu przeciwko bankowi. Co było trafne i kredyt został unieważniony ze względu na moja niepoczytalność w momencie podpisania umowy. Ale co się nacierpiałem i odchorowałem to nawet leżałem w szpitalu zęby dojść do siebie. Nie brakuje takich oszustów i trzeba na to uważać, zwłaszcza kiedy człowiek dobry lituje się nad takimi oszustami.
3
Chce napisać też o kolejnej niesprawiedliwości jaka mnie spotkała. Mianowicie chodziłem do technikum morskiego pięcioletniego lecz niestety zajęło mi to siedem lat żeby go ukończyć. Jeździłem wówczas na konkursy recytatorskie i zdobywałem wysokie nagrody, za to miałem dobre oceny z języka polskiego ale traf chciał, że polonistka zapraszała mnie na pseudo kawę do siebie. Miała dziecko z chłopakiem, który wcześniej się uczył w tej szkole ale zostawił ją z dzieckiem. Widocznie wpadłem jej w oko bo kiedy odmówiłem pseudo kawy z nią uwzięła się na mnie i postawiła mi w dzienniku 6 jedynek i jedną szóstkę za konkurs mimo, że byłem najlepszym uczniem wcześniej z polskiego. Załamałem się i wpadłem w nałóg narkotykowy, wtedy to się zaczęło.
Miałem przerwę w nauce rok czasu bo leczyłem się odwykowo w Monarze od narkotyków i alkoholu. Wróciłem później do nauki i skończyłem szkołę znosząc szykanowanie mnie przez tą nauczycielkę. Nie dość ze siedziałem w tej samej klasie przez nią to jeszcze zabroniła mi podchodzić do matury bo mnie nie przepuści jak mówiła. W dodatku dogadała się ze swoją koleżanką z języka angielskiego żeby mi wystawiła niedopuszczalną z anglika. Musiałem zdawać egzamin komisyjny. U nas to było prawie pewne w szkole ze tych egzaminów się nie zdaje bo dyrekcja nie podważała opinii nauczycieli, którzy nie chcieli przepuszczać uczniów do następnej klasy. Jednak angielski dobrze znałem bo rozmawiałem na radiostacji krótkofalarskiej przez pięć lat w tym języku a poza tym moja starsza siostra była nauczycielką angielskiego i w dwa tygodnie wyjaśniła mi wszystkie czasy których nie mogłem pojąć w pięć lat. Niestety tak został ustawiony termin egzaminu, że był po czasie obrony dyplomów i nie mogłem zaliczyć przez to obrony dyplomu, co jeszcze bardziej mnie rozzłościło.
Koniec końców zaliczyłem szkole w siedem lat ale bez matury i dyplomu. Mimo to dostałem prace na statkach wycieczkowych. Pływałem z turystami i wędkarzami przez cztery miesiące ale zwolniono mnie bo znów zacząłem brać narkotyki. Walczyłem z nałogiem i założyłem firmę. Sprzedawałem świeże śledzie i dorsze z ekipą z Wrocławia ale znów pech chciał, że kierowca mój miał załamania nerwowe i podciął sobie żyły. Uratowaliśmy go ale nie mógł już u mnie pracować i rozwiązałem firmę a sam wróciłem do nałogu.
Byłem bezdomny przez to dwa lata. To tez był trudny okres dla mnie. Musiałem radzić sobie ze zdobywaniem żywności i noclegami. Spałem na klatkach schodowych, dworcach i bunkrach, nawet musiałem szukać po śmietnikach jedzenia i puszek do sprzedaży. Poznałem wielu bezdomnych, którzy borykali się z podobnymi problemami ale wspieraliśmy się nawzajem. Jak to mówią prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.