E-book
5.46
drukowana A5
23.93
Ashley i zemsta Antryda

Bezpłatny fragment - Ashley i zemsta Antryda


Objętość:
109 str.
ISBN:
978-83-8126-024-4
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 23.93

W poprzednim tomie…


Ashley i Księga Ciemności:

Ashley Bloomer jest dziesięcioletnią dziewczyną, która niedługo po narodzinach straciła matkę a później także ojca. Za jej tropem rusza policja a młoda poszukiwaczka przygód w międzyczasie, aby przeżyć dokonuje wielu złych czynów — kradnie i rabuje. Pewnego dnia jest świadkiem katastrofy lotniczej a na miejscu poznaje tajemniczego człowieka, który okazuje się być szamanem z plemienia Czarnych Jastrzębi. Ashley wciąż nie rozumie co ma wspólnego z ów przybyszem, który opowiada jej, że jest podobna do swojego ojca — Luke’a Bloomera. Przy pomocy przyjaciela archeologa dziewczyna dowiaduje się strasznej prawdy, iż Safron (bo tak zwie się szaman) stoi za śmiercią jej rodziców. Wkrótce poznaje Akarta — syna szamana, który wyznaje prawdę, że jego rodzina ma zamiar zniszczyć kontynent i przejąć tereny na rzecz Czarnych Jastrzębi a żeby ich powstrzymać Ashley musi znaleźć Księgę Ciemności, która również jest celem Safrona. Z pomocą dziewczynie przychodzi duch Luke’a, rozpoczynają swoją podróż, w trakcie której duet Bloomerów spotkają różnorodne przygody, ale na drodze do celu staną rozmaite przeszkody. Jak potoczy się dalej sprawa? Czy Ashley dokona swojej zemsty? Czy obudzi w sobie wewnętrzną energię, którą odziedziczyła po Luke’u?

Prolog

Od ostatniego wydarzenia minęło zaledwie parę tygodni, ale wszystkim zdawało się, że czas stanął w miejscu.

Każda godzina wlekła się coraz bardziej, jakby kula ziemska ugrzęzła w niekończącej się czasoprzestrzeni.

Rodzice Ashley niedługo później kupili mały domek jednorodzinny mieszczący się na obrzeżach starej dzielnicy, w której kiedyś mieszkali. Niedługo później Luke zdecydował się wreszcie zdobyć na odwagę i wraz z Chloe zorganizować długo oczekiwany ślub, który nie mógł się odbyć… Z powodu Safrona.

Tego dnia czarnowłosa przewracała się z boku na bok w swoim łóżku, na niczym nie mogła skupić myśli. Wciąż w jej głowie krążył widok płomienia pożerającego Księgę Ciemności.

— Au, Au.. Aulu coś-tam-dalej-było mówił, że nie ma pojęcia gdzie ona się znajduje… — szepnęła zaspana dziewczyna. — Skąd więc znalazła się u niego?

Doskonale wiedziała, że szaman nie odpuści. Ciągle miała wrażenie, że nagle wpadnie do jej pokoju ze swoją bronią i poderżnie jej gardło.

— Nie.. Nie odważyłby się.. A nawet jeśli to ja i tatko skopiemy mu tyłek! — wykrzyknęła to tak głośno, że drzwi otworzyły się na oścież i do środka wpadł archeolog, który nie krył swojego zdziwienia.

— Rany boskie! Jest piąta rano! — wykrzyknął mężczyzna, łapiąc się za głowę. — Co cię napadło?

Młoda poszukiwaczka przygód poprawiła swoją poduszkę i usiadła po turecku opierając się o krawędź łóżka.

— No witaj witaj tatku! — pisnęła z dziarskim uśmieszkiem. — Czyli jednak na słuch Ci nie padło!

Luke jednak nie podzielał jej entuzjazmu.

— Śmieszne, tak, bardzo… Kładź się spać, a nie odstawiasz popisy!

— Popisy mówisz? Nie chcę się chwalić, ale rób zdjęcia póki jest okazja!

Zeskoczyła na ziemię chwytając swoją maczetę.

— Czasem mam ochotę zabrać ci to ostrze… — Bloomer uśmiechnął się smutno.

— Co!? Mojego Bucia!? — warknęła Ashley i odskoczyła jak oparzona, gładząc delikatnie czubek miecza. — Spokojnie kochanie, cichutko, pańcia cię obroni! Pańcia nie pozwoli cię odebrać!

— No, nawet imię mu dałaś… Mu, jej, no.. Wiesz o co mi chodzi!

Po tych słowach skierował się w kierunku przedpokoju, zdejmując z wieszaka kapelusz. Dziesięciolatka wyjrzała przez próg z zaciekawieniem.

— Dokąd pędzisz? Na prywatkę do Safrona?

Mężczyzna otrząsł się z obrzydzenia.

— Chyba sobie jaja robisz! Po świeży chleb lecę. I tak mnie rozbudziłaś… A co do Safrona, to prędzej świnię pocałuję!

Doskonale wiedział, że córka zaraz za nim pobiegnie.

„Ona jest jak tornado! Nie da się jej zatrzymać” — pomyślał.

Ashley skinęła głową i otworzyła szafę by przebrać się w swój strój archeologa. Mimo wszystko stwierdziła, że jej styl ubioru się nie zmieni.

Nagle poczuła silny ból w kostce. Przez chwilę miała wrażenie, że widzi jakąś ciemną, zamazaną istotę… Otrząsnęła się, ale po magicznym zjawisku nie został nawet ślad.

— Dziwne.. — szepnęła lekceważąco, zapominając o całej sprawie.

Rozdział 1

Ashley kroczyła wąską ścieżką, obejmując rękę ojca, wciąż oglądała się wokół siebie, sama jednak nie wiedziała dlaczego.

Myślami była nieobecna, nawet nie usłyszała pytania Luke’a.

— Nad czym tak główkujesz? — odrzekł wreszcie mężczyzna.

Dziewczyna milczała, w końcu jednak wzięła głęboki oddech i wlepiła w archeologa parę błyszczących oczu.

— Ty wiesz! — warknęła. — Ty wiesz, ty wiesz! — wydarła się tupiąc nogą.

Luke stanął jak wryty, ze zdumienia otworzył lekko usta.

— O co Ci, do diabła chodzi? Od rana nic tylko stroisz fochy!

— No bo… — zaczęła Ashley. — Nie mów, że nic nie zauważyłeś… Serio nic nie zauważyłeś? Nic kompletnie nic!?

— Nic kompletnie nic.

— On tu wrócił! On wrócił! — wrzasnęła, gdy nagle w oknie domu obok wyłoniła się pulchna kobieta.

Włosy miała rozczochrane, stała w samym szlafroku.

— A co tu się wyrabia!? — przemówiła piskliwym głosem. — Czy wy zdajecie sobie sprawę, która godzina!? Sio mi stąd, bo zadzwonię po policję!

Dziesięciolatka pokazała jej język, uśmiechając się wścibsko pod nosem.

— No proszę, proszę! Myślałam, że dynie tylko w zimie rosną a tu co? Niespodzianka! Lato mamy, a tu taki dorodny okaz!

Bloomer złapał się za głowę, zupełnie nie wiedząc jak złagodzić sytuację.

— Ashley!

— Idź na wystawę żmij, zdobędziesz grand prix! — kontynuowała młoda poszukiwaczka przygód. — Naprawdę!

„Czy ona nie może raz zacisnąć zębów?” — pomyślał Luke.

— Bardzo panią przepraszamy! — parsknął, szarpiąc córkę za ramię. — Już sobie idziemy!

Ta próbowała jednak wyrwać się z uścisku.

— Hej! Nie skończyłam! — pisnęła, wijąc się na wszystkie strony. — To babsko targnęło się na moją godność!

Ashley posłała kobiecie mordercze spojrzenie i mimowolnie pokazała środkowy palec.

W końcu jednak dała za wygraną i ruszyła przed siebie.

— Mówię Ci tatku! Jeszcze chwila i zrobiłabym rach i ciach a ona byłaby martwa! Serio!

Mężczyzna kopnął leżący na ziemi kamyk.

— Co miałaś na myśli mówiąc, że on powrócił?

Ręce mu się trzęsły, a jego czoło zalała fala potu.

— Tatko nigdy nie był w takim stanie… — szepnęła do siebie czarnowłosa.

Coś tu było nie w porządku…

— Może to tylko mi się coś przywidziało? Prawdę mówiąc, ja sama już nie wiem!

Wtem poczuła na sobie czyiś dotyk.

Dziewczyna obróciła się na pięcie, wodząc wzrokiem. W tej chwili dostrzegła chowającego się za pniem drzewa Akarta.

Luke przetarł powieki, myśląc, że ma chyba zwidy.

— Czy to nie jest ten kurdupel, ten od.. Od… Od tej bestii? — wymamrotał.

Młoda poszukiwaczka przygód zrobiła krok naprzód, gdy z jej ręki wystrzelił ciemnoniebieski płomyk, który lewitując dotarł wreszcie do niebieskookiego.

Chłopak otrząsnął się, opuszczając kryjówkę. Był cały roztrzęsiony, po polikach ciekły mu krystaliczne łzy.

— Witaj ciapciadygo! — Ashley zaśmiała się na cały głos. — Co tak ryczysz?

Blondyn rzucił się jej na szyję, głośno łkając.

— Ty musisz mi pomóc! Musisz!

Ashley odepchnęła go, chwytając swoją maczetę.

— Pięć metrów ode mnie! Przestrzeń osobista, mówi Ci to coś może?

Po chwili do konwersacji dołączył również archeolog, nie mniej zdziwiony niż córka.

— A co ty tu, do cholery jasnej robisz?


***


Akart otarł ręką pot z czoła, Ashley przez cały czas mu się bacznie przyglądała.

— No właśnie.. — zaczęła. — Skoro Ty tu, to Safron pewnie również.

Blondyn wziął głęboki wdech, próbując się uspokoić.

— Nie… Ojca nie ma…

— Więc w czym problem? — teraz to archeolog zabrał głos.

Niebieskooki przycupnął na trawie.

— To stało się tak nagle… — wymamrotał przez zamknięte usta, jednak zbyt niewyraźnie by reszta mogła coś usłyszeć.

Dziesięciolatka nadstawiła uszu.

— Mówisz jakbyś miał kluchy w gębie.

Luke zerknął na zegarek, krążąc niespokojnie w miejscu.

— Cholera.. — szepnął. — Nie miałem pojęcia, że jest tak późno. Ashley, zbieramy się!

Chwilę później przypomniał sobie o obecności syna szamana.

„Nie sądzę, że to jakiś podstęp…” — pomyślał mężczyzna. — „Ten dzieciak wydaje się w porządku, ale może się mylę…”

— Dobra! — krzyknął. — Idziesz z nami, mikrusie!

Akart podniósł na niego zdziwiony, ale pełen ulgi wzrok.

— Naprawdę!? Więc ruszamy, załogo!

Chłopak zrobił krok do przodu, ale nikt inny nie ruszył się z miejsca. Obrócił się na pięcie, licząc, że ten gest jednak skłoni pozostałą dwójkę.

— Ruszamy, załogo. — powtórzył.

Ashley prychnęła pod nosem, nie kryjąc swojego zadowolenia.

— To ja ustalam nazwy… — rzekła skwaszona, z miną obrażonego dziecka. — A więc ruszamy, załogo!

W tym momencie potknęła się o leżący na ziemi kamyk i pewnie fiknęłaby kozła, gdyby Akart nie chwycił jej za dłoń w ostatnim momencie. Otrzepał jej koszulę, na której wciąż widniały drobne ziarenka piasku.

— Panie przodem! — odrzekł uśmiechnięty chłopak, puszczając oczko w kierunku dziewczyny.

— Phi! — prychnęła pod nosem. — Nie bądź taki pewny siebie, ciamcioku! Nie jestem dzisiaj w formie, normalnie mknęłabym jak burza… Zaraz.. Z czego Ty się śmiejesz!?

Chłopak spojrzał ukradkiem na dziewczynę, która wciąż naburmuszona poprawiała swój kapelusz.

— Z twojego ubioru. Założyłaś koszulę tył na przód!

Czarnowłosa czuła, że robi się czerwona jak burak.

— Taka teraz moda… — odparła, wzruszając ramionami.

„Chloe, zupełnie pamiętam jakby to było dziś, gdy my się tak przedrzeźnialiśmy w szczenięcym wieku” — przeszło przez myśl Luke’owi.

— W porządku, koniec pogaduszek! — zaśmiał się klaszcząc w dłonie. — W drogę!

— Chwila! — przerwała mu córka. — Nie możemy się teleportować, tak jak zwykle?

W tym momencie Akart pokręcił przecząco głową, na jego twarzy pojawił się wyraz strachu i zadumy.

— Nie! — pisnął. — To niemożliwe! On, on… On wyczuje wtedy moją wewnętrzną energię…

— On? — powiedziała niczym echo. — Wewnętrzna energia, wewnętrzna energia.. Co to jest u diabła ta cała wewnętrzna energia?

Dziesięciolatek zamyślił się, opierając się o pobliski mur.

— Cóż… Wewnętrzna energia to siła twojego umysłu, twojej aury, która łączy się z duchami twoich przodków. — kontynuował. — Razem tworzycie jedność, żyjecie w harmonii i równowadze. Nie wiem do końca jak to powiedzieć, ale… Wiedz, że tylko nieliczni mogą w sobie odkryć tę moc.

Ashley cały czas wpatrywała się w swoje buty. Sama nie wiedziała co powiedzieć.

W końcu odzyskała rodzinę, jej całe życie się zmieniło, ale mimo wszystko czuła w duszy jakąś pustkę. Zupełnie nie wiedziała właściwie dlaczego. To dziwne uczucie kuło ją w sercu niczym cienka metalowa szpilka przebijająca się przez opuszki ludzkich palców. No właśnie — dlaczego?

Zdezorientowana podniosła wzrok na Akarta.

Sama nie była pewna czy właściwie go lubi, to fakt. Ale nie wiadomo dlaczego jakoś dobrze czuła się w jego towarzystwie.

„Heh, z kogoś trzeba stroić żarty… "- powiedziała sobie w duchu.

Nagle usłyszała dochodzący głos Luke’a:

— Dobra dzieciaki! Szkoda czasu! Resztę przejdziemy na piechotę!

— Czyli z buta, tatku?

Archeolog uśmiechnął się chytrze, najwyraźniej ta cecha była już dziedziczna dla rodu Bloomerów.

— Taa, dokładnie tak, z buta. Niedaleko mamy do domu Alberta, myślę, że będzie wiedział, co robić.

Nagle Ashley poczuła ostry ból głowy, który stopniowo zaczął przeszywać całe ciało.

Młoda poszukiwaczka przygód próbowała złapać równowagę, ale bezskutecznie.

Widziała jedynie ciemne, zamazane plany, a w jej uszach przebrzmiewał tajemniczy, szyderczy śmiech, który zaraz został stłumiony przez szum.

— Wyjdź z mojego umysłu! — wrzasnęła dziewczyna łapiąc się za skronie.

Upadła na dwa kolana, powoli zamykając powieki.

— Czyli wracam do punktu wyjścia… — powiedziała upadając.

Rozdział 2

Ashley poczuła na sobie czyiś dotyk. Uniosła powieki i momentalnie podniosła się z ziemi.

Akart i Luke przyglądali jej się, wyraźnie zaniepokojeni.

— Córcia! Wszystko w porządku? — archeolog natychmiast rzucił się w kierunku dziewczyny.

— Tak, tatku, w jak najlepszym… — mimo wszystko wciąż nie mogła skupić na niczym myśli. Ciągle miała przed oczami widok Księgi Ciemności. Czy ona rzeczywiście spłonęła? Safron z pewnością nie odpuścił, na pewno będzie szukać zemsty.

Czy to może mieć coś wspólnego z przybyciem chłopaka?

Blondyn podszedł bliżej, stawiając zdecydowane kroki.

— O czym tak szepczecie? — zapytał, uśmiechając się promiennie.

Młoda poszukiwaczka przygód nie kryła swojej ironii.

— O wodnistej wodzie i maśle maślanym, ciapciaku. — rzuciła odwracając się na pięcie.

— Co ją napadło? — rzekł po chwili zastanowienia niebieskooki.

Mężczyzna wzruszył tylko ramionami.

— Nie mam pojęcia, ale wiem tylko jedno; jeżeli się zaraz nie pospieszę zgarnę niezłą burę od Chloe…

Dziesięciolatka nadstawiła ucha.

„Ciekawe o co chodzi fąfelowi…” — pomyślała. — „Czy to ma coś wspólnego z Safronem?” — ciągle zadręczało ją to pytanie.

Ale sprawa wyglądała na poważniejszą. Więc o co chodziło?

W tym momencie rozległ się donośny dźwięk silnika i zza zakrętu wyłonił się teraz czerwony jeep.

Auto podjechało do zgromadzonych po czym uchyliło się okno. Albert siedzący za kierownicą skinął lekko głową głową na powitanie.

Luke przytaknął, w duchu uradowany.

— No brawo brachu! Jak zwykle na czas! — zaśmiał się.

— Niech zgadnę, potrzeba podwózki? — odparł mężczyzna, opierając ramię o kierownicę.

W końcu to Ashley wyrwała się do odpowiedzi.

— Bingo!

Wierny przyjaciel jej ojca błądził wzrokiem, który zatrzymał się teraz na Akarcie.

— Ten młodzik też, rozumiem?

Synowi szamana nieco zawstydzonemu poczerwieniały z lekka policzki.

— Pamięta mnie Pan? To wspaniale! Nawet nie wie Pan jak się cieszę, że mimo wszystko ktoś mnie wspomina…

Archeolog puścił oczko do chłopaka.

— Na pokład drużyno!

Młoda poszukiwaczka przygód pognała przed siebie ile sił w nogach i niczym burza wpadła do samochodu, zajmując miejsce obok kierowcy.

— Miejscówka zaklepana! — oznajmiła z dumą.

Jej entuzjazm jednak prysł, gdy za jej śladami podążył Luke.

— Dzieci z tyłu, dorośli z przodu… — rzekł z bladym uśmiechem.

— Ale tatku! — pisnęła dziewczyna z naburmuszoną miną. — To walka o przetrwanie! Wygra najsilniejszy!

— Dzieci z tyłu… — powtórzył niczym echo jej ojciec.

— Ale… — przerwała mu zielonooka.

— Z tyłu.

— Ale…

— Z tyłu, słońce!

Wiedziała, że nie ma sensu się już kłócić. Musiała znieść smak goryczy, znieść tę porażkę.

Przegrana poczłapała na tyły samochodu, siadając obok Akarta, co wcale nie poprawiło jej humoru. Wręcz przeciwnie — to jeszcze bardziej ją przygnębiło.

— Nie przejmuj się, zawsze możesz siedzieć obok mnie, Ashley!

— Spadaj ciapo! — warknęła zdenerwowana dziewczyna, wlepiając nos w szybę.

Obserwując spacerującego nieopodal kota na chwilę mogła zapomnieć o ostatnich wydarzeniach, lekko przymknęła oczy. Odpłynęła…

Albert przekręcił kluczyk, jednocześnie prosząc o zapięcie pasów.

— Taa, będziemy pruć do przodu… — szepnęła do siebie dziesięciolatka.

Maszyna ruszyło przed siebie, wlokąc za sobą przyczepę z pakunkami, co jeszcze zwalniało jej tempo.

— Ten szrot nie ma może pedału gazu? — jęknęła czarnowłosa.

Luke spojrzał na nią z przerażeniem.

Był zdumiony zachowaniem swojej córki, szczególnie w stosunku do najbliższego znajomego jej rodziny.

— Ashley!

— No co? Sam wiesz, że to prawda!

Nagle blondyn uniósł dłoń do góry, łapiąc się za głowę.

— Nie jesteśmy w szkole ciapągu, nie musisz się zgłaszać! — ofuknęła go młoda poszukiwaczka przygód.

— Proszę pana… — pisnął niebieskooki. — Trochę mi niedobrze…

— Jak mi zabrudzisz tapicerkę, to nie ręczę za siebie, chłopcze. Nie żartuję… — zapewnił Albert.

— No właśnie mikrusie! On nie żartuje!

— On, Ashley?

— Pan Albert nie żartuje… — poprawiła się szybko dziewczyna.

Czasami miała wrażenie, że nikt jej nie rozumie.

„To irytujące…” — przeszło jej przez myśl. — „Ta cała idealność, po co w ogóle to wszystko?”

Wtem poczuła dotyk dłoni chłopaka na swojej ręce.

— O co Ci do diabła chodzi?

Był cały roztrzęsiony, w jego oczach było widać wyraźny strach.

— Ashley…

— Boże! — warknęła. — Jak chcesz torbę to nie mnie zaczepiaj!

— Nie, nie o to chodzi…


***


Ashley przyglądała się Akartowi, który wciąż nie mógł złapać tchu.

„Nic, a nic się nie zmienił” — pomyślała dziewczyna odwracając głowę w stronę szyby, tracąc z oczu chłopaka. — „Dalej wkurzający jak zawsze…”

— No bo… — bąknął blondyn, z nerwów przebierając nogami. — Ja miałem wizję! — szepnął jej do ucha.

Ciemnowłosa jednak nie wyglądała na zbytnio przejętą tym faktem, ziewnęła szeroko.

— Bo mnie połkniesz! — zaśmiał się dziesięciolatek.

Ta jednak spojrzała na niego z skwaszoną miną.

— Ciebie? Żeby dostać pasożytów i innego waszego egzotycznego dziadojstwa? Nie, dziękuję!

Nawinęła na palec pukiel czarnych jak węgiel włosów, odrywając się od rzeczywistości.

— No i… — kontynuował onieśmielony syn szamana. — Ja nie umiem Ci tego wytłumaczyć, nie umiem… Ale wiem, że coś złego stanie się Twojej rodzinie…

Ashley drgnęła, przypomniała sobie ostatnie wydarzenia.

Dźwigając na barkach worek własnych wspomnień, złamała się — puknęła się w czoło zaciskając zęby.

— Człowieku… — warknęła. — Czego Ty ode mnie chcesz?! Całe moje życie stanęło do góry nogami, kiedy Ty się pojawiłeś! Znowu chcesz mi wszystko namieszać jak w jajecznicy!

— Jajecznicy? — uniósł do góry brew chłopak.

— No taaa, bo jajecznicę — się — miesza…

W tym momencie młoda poszukiwaczka przygód zdała sobie sprawę z braku sensu swojej wypowiedzi, ale w tym momencie auto właśnie zatrzymało się na podjeździe przed domem Bloomerów.

— Wysiadka! — rzekł Luke, odpinając pasy.

Dziesięciolatka uchyliła drzwi, rozglądając się dookoła. Coś jej tu nie pasowało…

„Tylko co?” — przeszło jej przez myśl.

Reszta była jednak w wyśmienitym humorze.

— Chwilka! — pisnął Akart, kuląc się przed bramą. — A co ze mną?

— Faktycznie, o tym nie pomyślałem… Trudno, wchodź i przestań ględzić!

W oku chłopaka pojawił się błysk.

— I zobaczę pokój Ashley!? — powiedział z ekscytacją w głosie.

Tym razem to dziewczyna wyrwała się do odpowiedzi.

— Nie! On mi zakazi wszystko jakimś grzybem albo lamerstwem! — wydarła się z przestrachem.

Mężczyzna wydobywszy z kieszeni klucze, przekręcił zamek i nacisnął dłonią klamkę.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 23.93