Preludium — Absolutus
Każdy miał kiedyś siedemnaście lat.
Ty również.
Chyba że nie.
Wtedy odłóż tę książeczkę.
Michał AD 2026
Nie bez powodu przedmowę tego tomiku poezji nazwałem tytułem starego już albumu zespołu Frontside wydanego w 2004 roku. Mniej więcej 3 lata później powstały utwory, które być może niebawem przeczytasz. Wszystkie, z wyjątkiem ostatnich dwóch, zupełnie już współczesnych, napisanych około 2020 roku.
Poematy z nurtu określonego jako „biologizm debilistyczny” to wyraz buntu. Buntu wobec podstawy programowej obowiązującej na lekcjach języka polskiego w czasach, gdy uczęszczałem do szkoły średniej. Większość z nich naśladuje niezbyt udane w moim odczuciu popisy liryczne okresu międzywojennego, które omawialiśmy na zajęciach. Dlaczego jednak „biologizm”? Nazwa wzięła się stąd, że uczęszczałem do klasy o profilu biologiczno-chemicznym. W ten sposób chciałem skonfrontować wielkie wówczas zainteresowanie naukami przyrodniczymi z wiedzą zdobywaną na lekcjach mających zaszczepić we mnie miłość do języka ojczystego.
„Biologizm debilistyczny” stanowił również wyzwanie. W trzeciej klasie liceum, gdy pisałem niniejszy tomik, założyłem się z kolegami z klasy, że w ciągu 30 dni napiszę 30 wierszy, które — przynajmniej w moim odczuciu — nie będą gorsze niż utwory omawiane na lekcjach języka polskiego. Wywiązałem się z tego zobowiązania bez większego problemu. Po prostu codziennie siadałem i pisałem to, co akurat grało mi w duszy, albo banialuki niemające ładu i składu, stanowiące jedynie grę słowną i zabawę formą.
W tym zbiorze nie zawarłem jednak wszystkich dzieł z pierwszego wydania „Arse poetica”. Usunąłem utwór z nurtu „kretynizmu międzywojennego” autorstwa kolegi z czasów szkolnych, który wsparł mnie podczas mojego wyzwania. Wykluczyłem go, ponieważ nie byłem w stanie uzyskać zgody na publikację. Utwór wykluczyłem, nie kolegę.
„Peomaty” natomiast to już efekt późniejszego naśladownictwa. Nigdy bowiem nie pisałem tak wiele, jak w czasach licealnych. Był to dla mnie bardzo twórczy, stymulujący umysł okres. Nic dziwnego — co tydzień mieliśmy kilka sprawdzianów i prac klasowych, więc przeładowany mózg potrzebował swego rodzaju katharsis.
Tomik poezji „Arse poetica” to eksperyment. Zabawa. Coś odpowiedniego dla dojrzałego odbiorcy, który ma ogromny dystans do samego siebie i świata. To nie wołanie wielbłąda na pustyni. To nie brednie pomyleńca. To po prostu efekt podjęcia poetyckiego wyzwania przez siedemnastoletniego Michała, któremu ręce opadały, gdy czytał poezję dwudziestolecia międzywojennego i zapisywał w zeszycie jej oficjalne interpretacje, które nijak miały się do jego własnych.
Nie polecam tego zbioru wierszy dzieciom, starcom
ani z ciasta zakalcom.
Biologizm debilistyczny…
Gamia (manifest)
Wieczność przemija
gdy spuszcza z kija
w otchłań wzburzoną
pokolenie starców
młodych
Kał ich i mocz frunie
faluje;
w ciemność usuwa się —
znika —
a inny młody już
sika
Upadły ludy rzesze
narody
wzrosły, upadły
większe mniejsze
wzwody
ludzkiego zrywu i
solidarności:
wszystko to stacza się
w matnię
ciemności
Nowe zaś światło na piedestale —
do ciebie mówię nędzny
pedale —
blaskiem oczyszcza i dusze
kłuje
gdy tramwaj jedzie i sny swoje
snuje
Biologistyczna świata wizja moja!
Otóż upada Skamander i
Troja!
Hipermarkety, płatne klozety!
Wszystko upada!
Precz pójdą
bzdety!
I cisza bulgotu
bezwonność potu
roślinny kallus
zwierzęcy fallus…
To nas otacza
nami to żyje…
Niech starzec padnie
rzyga i wyje!
Zygota
Posłała posła do osła,
osła do posła wysłała,
bardzo się dziewka zmachała,
kałomocz praca ta dała:
gdyż osła do posła wysłała,
ten w krzaki poszedł dać kała,
poseł trzepnął se wała,
(pod latarnią pani czekała)
posła prawica sięgała,
dwie dyszki panience dała,
posłał się poseł do osła,
osioł się posłał do posła,
poseł nie zastał osła,
osioł nie zastał posła,
dziewka zabiła osła,
i se do posła posła —
kupić wiosła.
Tuwim
Nad jeziorem przebywał —
czasy chłopięce wspominał.
Kasę w pokera przegrywał —
Pana Boga przyzywał
Czuje niemoc przerzucenia
czasów samogwałcenia;
słów znaleźć nie może —
w czasze szumi mu zboże
Bibilijne pragnienie słowa co stać
się ciałem miało — Tuwima
słowo jest martwe;
jako shitowie niebieskie
na dobór słów uwagę zwraca
glizda
Na kołach
Na kołach łamio mi gnaty,
co w dali
się znowu zesrali,
w pysk mi się śmieją
kabaty —
we drzwiach zbrodniarze stali;
o, słodka kutykulo!
Kołem kolizne krzywizne,
w dupie mą mają siwiznę,
starcze bez ramion i barków,
siewcze, strażniku parków,
o, słodka kutykulo!
Koło koła jest stodoła,
koło chochoła — pierdoła,
grzą się gzy,
gryzą
psy,
o, słodka kutykulo!
Kołek w piersi sterczy,
kory nadnerczy
hormon,
o, słodka kutykulo!
Toczy się w górę kółko
w trawie rośnie ziółko,
o, słodka kutykulo!
O, słodka kutykulo!
Dlaczego
u diabła jesteś mi
goryczą?
Mesjanizm
Klon kloniki klonuje,