WSTĘP
Zapach potrafi zrobić coś, czego nie potrafi wiele innych bodźców. Może w ciągu kilku sekund przenieść człowieka do konkretnego miejsca, przywołać dawno zapomniane wspomnienie, zmienić nastrój, wywołać uczucie spokoju albo przeciwnie — natychmiast wzbudzić niechęć. Zapach świeżo skoszonej trawy może przypomnieć dzieciństwo. Aromat pieczonego ciasta może przywołać kuchnię rodzinnego domu. Woń sosnowego lasu może sprawić, że człowiek zaczyna oddychać głębiej, choć jeszcze chwilę wcześniej siedział przy biurku. Zapach lawendy może kojarzyć się z wieczorem i odpoczynkiem, cytrusów z czystością i świeżością, a mięty z chłodem i pobudzeniem. Nie dzieje się tak dlatego, że zapachy mają w sobie jakąś tajemniczą, nadprzyrodzoną moc. Powód jest znacznie ciekawszy: zmysł węchu jest bardzo bezpośrednio związany z funkcjonowaniem mózgu, pamięcią, emocjami i zachowaniem.
Właśnie na tym niezwykłym połączeniu opiera się aromaterapia — praktyka wykorzystująca przede wszystkim aromatyczne substancje pochodzenia roślinnego, a szczególnie olejki eteryczne, jako element wspierający samopoczucie i wybrane aspekty codziennej troski o siebie. Przez stulecia ludzie wykorzystywali pachnące rośliny, żywice, korzenie, kwiaty, nasiona i oleiste ekstrakty w celach kosmetycznych, obrzędowych, higienicznych, leczniczych i po prostu dla przyjemności. Współczesna aromaterapia jest jednak czymś więcej niż prostym powtarzaniem dawnych receptur. Łączy tradycję wykorzystywania roślin aromatycznych z wiedzą o chemii substancji roślinnych, fizjologii człowieka, zmysłach, bezpieczeństwie i wynikach badań naukowych.
I właśnie dlatego warto podejść do niej jednocześnie z zainteresowaniem i rozsądkiem.
Aromaterapia znajduje się bowiem w bardzo ciekawym miejscu. Z jednej strony mamy do czynienia z rzeczywistymi substancjami chemicznymi, które można dokładnie analizować. Olejek eteryczny nie jest abstrakcyjną „energią rośliny”, lecz mieszaniną wielu związków chemicznych, których skład zależy między innymi od gatunku rośliny, odmiany, części rośliny, warunków uprawy, klimatu, gleby, czasu zbioru oraz sposobu pozyskiwania. Z drugiej strony działanie zapachu nie sprowadza się wyłącznie do chemii. Ten sam aromat może być przyjemny dla jednej osoby i odpychający dla drugiej. Na reakcję wpływają doświadczenia, wspomnienia, kultura, oczekiwania i indywidualna wrażliwość.
Dlatego aromaterapia jest dziedziną, której nie warto przedstawiać ani jako cudownego rozwiązania wszystkich problemów, ani jako całkowicie bezwartościowej mody. Prawda jest znacznie bardziej interesująca. Niektóre zastosowania aromatycznych substancji mają długą historię i znajdują częściowe potwierdzenie w badaniach. W przypadku innych dowody są ograniczone, niespójne albo dotyczą bardzo konkretnych sytuacji, których nie można automatycznie rozszerzać na wszystkie problemy zdrowotne. Jeszcze inne popularne twierdzenia są po prostu marketingiem ubranym w język „naturalności”.
Ta książka powstała właśnie po to, aby przejść pomiędzy tymi skrajnościami.
Nie będzie tutaj ani opowieści o tym, że jedna kropla konkretnego olejku rozwiąże wszystkie problemy człowieka, ani równie uproszczonego stwierdzenia, że skoro coś jest naturalne, to nie może działać. Rośliny produkują tysiące związków chemicznych, a część z nich ma bardzo wyraźną aktywność biologiczną. Kofeina jest naturalna. Nikotyna jest naturalna. Atropina jest naturalna. Mentol jest naturalnym składnikiem wielu roślin. Naturalne pochodzenie substancji nie mówi samo w sobie, czy jest ona bezpieczna, skuteczna, nieszkodliwa czy odpowiednia dla każdego człowieka. To jedna z najważniejszych zasad, jakie warto zapamiętać przed rozpoczęciem przygody z aromaterapią.
Podobnie „mocny” zapach nie oznacza automatycznie „mocniejszego działania”. Większa ilość olejku nie musi oznaczać większej korzyści. W niektórych sytuacjach zwiększenie dawki może jedynie zwiększyć ryzyko podrażnienia skóry, bólu głowy, nudności, reakcji alergicznej lub innych działań niepożądanych. Olejki eteryczne są silnie skoncentrowanymi produktami roślinnymi. Kilka kropel może odpowiadać dużej ilości materiału roślinnego, z którego olejek został pozyskany. Właśnie dlatego zasada „więcej znaczy lepiej” jest w aromaterapii wyjątkowo kiepskim doradcą.
Zanim jednak przejdziemy do bezpieczeństwa, warto zrozumieć, czym właściwie jest aromaterapia.
Termin ten jest stosunkowo nowy w porównaniu z historią wykorzystywania pachnących roślin. Współczesna aromaterapia jako określona koncepcja rozwinęła się przede wszystkim w XX wieku, choć jej korzenie sięgają znacznie dalej. Ludzie od tysięcy lat spalali aromatyczne żywice, wykorzystywali pachnące rośliny, przygotowywali maceraty, oleiste ekstrakty, balsamy i perfumy. W różnych cywilizacjach aromaty miały rozmaite znaczenia. Mogły być częścią religijnych rytuałów, higieny, pielęgnacji ciała, przygotowywania leków, balsamowania, kosmetyki albo zwyczajnego życia codziennego.
Nie należy jednak wyobrażać sobie, że starożytni Egipcjanie, Grecy, Rzymianie czy mieszkańcy średniowiecznej Europy stosowali aromaterapię dokładnie tak, jak rozumiemy ją dzisiaj. To byłoby historycznym uproszczeniem. Dawne kultury miały własne systemy medyczne i własne wyobrażenia o działaniu roślin. Wykorzystywały substancje aromatyczne, ale nie znały współczesnej chemii organicznej, farmakologii ani mikrobiologii. Wiedza o roślinach była przede wszystkim praktyczna, empiryczna i przekazywana przez kolejne pokolenia. Czasami była niezwykle trafna. Czasami mieszała obserwacje z teoriami, które z punktu widzenia współczesnej nauki są błędne.
To rozróżnienie będzie w tej książce bardzo ważne. Tradycja jest cenna, ponieważ pokazuje, jak ludzie przez wieki obserwowali rośliny i wykorzystywali ich właściwości. Nie jest jednak automatycznie dowodem naukowym. Fakt, że jakaś roślina była używana przez setki lat, może być interesującą wskazówką, ale nie oznacza jeszcze, że wszystkie przypisywane jej właściwości zostały potwierdzone. Historia może powiedzieć nam, że ludzie coś stosowali. Badania muszą odpowiedzieć na inne pytanie: czy rzeczywiście działało, w jakich warunkach, u kogo, w jakiej dawce i z jakimi ograniczeniami?
To bardzo istotne szczególnie w przypadku aromaterapii, ponieważ rynek pełen jest informacji, które brzmią naukowo, ale wcale nie muszą takie być.
Wystarczy kilka minut w internecie, aby znaleźć stwierdzenia, że określony olejek „oczyszcza organizm”, „usuwa toksyny”, „równoważy hormony”, „zabija wszystkie bakterie”, „reguluje gospodarkę hormonalną”, „leczy depresję”, „usuwa pasożyty”, „naprawia jelita” albo „wzmacnia odporność”. Problem nie polega na tym, że każda z takich informacji musi być w stu procentach fałszywa. Problem polega na tym, że często ogromnie upraszczają one rzeczywistość, wykorzystują wyniki badań laboratoryjnych tak, jakby były badaniami klinicznymi, albo przedstawiają niewielki efekt jako potężne działanie lecznicze.
Jeżeli na przykład jakiś składnik olejku wykazuje aktywność wobec określonego mikroorganizmu w warunkach laboratoryjnych, nie oznacza to automatycznie, że wdychanie tego olejku spowoduje ten sam efekt w organizmie człowieka. To fundamentalna różnica. Badanie in vitro, czyli wykonywane poza żywym organizmem, może być bardzo interesujące, ale nie jest tym samym co badanie kliniczne z udziałem ludzi. Pomiędzy probówką a człowiekiem znajduje się ogromna przestrzeń biologiczna.
Podobnie wynik badania na kilkunastu czy kilkudziesięciu osobach nie powinien być przedstawiany jako ostateczny dowód skuteczności. W nauce znaczenie mają nie tylko same wyniki, lecz również jakość badania, liczebność grupy, sposób jej doboru, grupa kontrolna, sposób pomiaru efektu, czas obserwacji i możliwość powtórzenia wyników przez innych badaczy. W przypadku aromaterapii dochodzi jeszcze jeden szczególnie interesujący problem: zapach jest bodźcem, którego nie da się łatwo „wyłączyć” w taki sam sposób jak tabletki placebo.
Jeżeli człowiek otrzymuje przyjemny zapach, jego oczekiwania mogą mieć znaczenie dla tego, jak ocenia swój nastrój czy poziom stresu. Nie oznacza to, że wszystko jest „tylko placebo”. Efekty psychologiczne są rzeczywistymi elementami ludzkiego doświadczenia i mogą mieć znaczenie dla samopoczucia. Jeżeli określony zapach pomaga komuś się wyciszyć przed snem, łatwiej się zrelaksować po ciężkim dniu albo stworzyć przyjemne skojarzenie podczas wieczornego rytuału, nie trzeba tego deprecjonować tylko dlatego, że efekt ma komponent psychologiczny. Właśnie dlatego aromaterapia jest interesująca: może działać poprzez złożone połączenie bodźca zapachowego, układu nerwowego, emocji, pamięci, kontekstu i oczekiwań.
Zmysł węchu ma przy tym szczególną relację z mózgiem. Cząsteczki zapachowe docierają do receptorów w nabłonku węchowym znajdującym się w górnej części jamy nosowej. Receptory te rozpoznają określone cechy chemiczne cząsteczek, a sygnał jest przekazywany do struktur układu węchowego w mózgu. Przetwarzanie informacji zapachowej jest silnie powiązane z obszarami uczestniczącymi w emocjach i pamięci. To między innymi dlatego zapach może tak szybko uruchomić wspomnienie. Czasami człowiek nie potrafi od razu powiedzieć, z czym kojarzy mu się dana woń, a mimo to pojawia się bardzo konkretne poczucie znajomości sytuacji.
To doświadczenie można wykorzystać w codziennym życiu bez przypisywania olejkom nadprzyrodzonych właściwości. Jeżeli ktoś stworzy sobie spokojny wieczorny rytuał, w którym zawsze pojawia się ten sam delikatny aromat, przygaszone światło, książka i kilka minut odpoczynku, po pewnym czasie sam zapach może stać się sygnałem dla mózgu: „nadszedł czas na wyciszenie”. Nie oznacza to, że olejek „wyłącza stres”. Raczej tworzy element środowiska, który może pomagać w budowaniu określonego nawyku i stanu psychicznego.
W tym miejscu pojawia się jedna z najbardziej rozsądnych dróg korzystania z aromaterapii: traktowanie jej jako elementu codziennego dobrostanu, a nie jako zamiennika medycyny.
Można wykorzystać aromaty do stworzenia przyjemnej atmosfery w domu. Można używać ich jako części wieczornego rytuału relaksacyjnego. Można wykorzystywać wybrane zapachy podczas masażu, oczywiście po właściwym rozcieńczeniu i z uwzględnieniem przeciwwskazań. Można korzystać z aromatów w sposób, który pomaga kojarzyć określone czynności z odpoczynkiem. Można też po prostu używać ich dlatego, że są przyjemne. To ostatnie uzasadnienie jest zresztą całkowicie wystarczające. Nie wszystko musi być terapią. Czasami zapach pomarańczy jest po prostu zapachem pomarańczy i człowiekowi jest przyjemniej, kiedy go czuje.
Właśnie dlatego warto rozróżnić aromaterapię od perfumiarstwa. Obie dziedziny wykorzystują zapach, ale ich cele mogą być inne. Perfumy mają przede wszystkim tworzyć określony profil zapachowy i wrażenie estetyczne. Aromaterapia koncentruje się natomiast na wykorzystaniu substancji aromatycznych, zwłaszcza olejków eterycznych, w kontekście samopoczucia i określonych zastosowań. Granica nie zawsze jest idealnie ostra, ponieważ człowiek może przecież używać zapachu zarówno dla przyjemności, jak i w ramach określonego rytuału relaksacyjnego.
Jeszcze ważniejsze jest rozróżnienie pomiędzy olejkiem eterycznym a zwykłym olejkiem zapachowym.
Te określenia bywają stosowane zamiennie, choć nie oznaczają tego samego. Olejek eteryczny jest naturalnym, lotnym ekstraktem aromatycznym uzyskiwanym z materiału roślinnego określoną metodą, najczęściej przez destylację z parą wodną lub tłoczenie w przypadku niektórych surowców, zwłaszcza skórek owoców cytrusowych. Jego skład jest mieszaniną wielu naturalnie występujących substancji. Olejek zapachowy natomiast może być kompozycją substancji aromatycznych opracowaną przede wszystkim po to, aby uzyskać określony zapach. Może zawierać związki syntetyczne, naturalne albo ich połączenie.
Nie oznacza to, że olejek zapachowy jest automatycznie „zły”, a olejek eteryczny automatycznie „dobry”. To kolejne miejsce, w którym należy unikać prostych podziałów. Syntetyczne substancje zapachowe mogą być doskonale przebadane i bezpieczne w określonych zastosowaniach. Naturalny olejek eteryczny może natomiast powodować podrażnienia, reakcje alergiczne, fototoksyczność w określonych przypadkach albo inne działania niepożądane. „Naturalny” i „syntetyczny” opisują pochodzenie substancji, a nie automatycznie jej profil bezpieczeństwa.
Dlatego kupując olejek, warto wiedzieć, co właściwie znajduje się w butelce. Nazwa rośliny na etykiecie nie zawsze mówi wszystko. Znaczenie ma łacińska nazwa botaniczna, część rośliny, sposób pozyskiwania, pochodzenie surowca, sposób przechowywania oraz informacje dotyczące składu i bezpieczeństwa. W przypadku niektórych olejków znaczenie ma również chemotyp, czyli określony profil chemiczny olejku związany między innymi z odmianą rośliny i warunkami jej wzrostu.
W świecie aromaterapii często spotkamy nazwy takie jak lawenda, mięta pieprzowa, eukaliptus, drzewo herbaciane, rozmaryn, cytryna, pomarańcza, bergamotka, kadzidłowiec czy ylang-ylang. Każdy z tych olejków ma własny skład chemiczny i własny profil zastosowań. Nie należy jednak zakładać, że nazwa rośliny automatycznie oznacza jedną konkretną funkcję. Olejek nie jest pojedynczym lekiem. Jest mieszaniną wielu substancji, a jego właściwości zależą od całego profilu chemicznego.
To właśnie chemia pozwala wyjaśnić, dlaczego olejki mają tak intensywny zapach. Zawierają związki lotne, które łatwo przechodzą do fazy gazowej i mogą docierać do receptorów węchowych. Wśród głównych grup związków obecnych w olejkach znajdują się między innymi monoterpeny, seskwiterpeny, alkohole, estry, aldehydy, ketony i fenole. Nie trzeba jednak zapamiętywać tych nazw na początku książki. Ważniejsze jest zrozumienie, że „olejek eteryczny” nie oznacza jednej substancji. Jest to złożona mieszanina chemiczna, a jej skład może mieć znaczenie zarówno dla zapachu, jak i dla właściwości biologicznych oraz bezpieczeństwa.
Właśnie z tego powodu olejków eterycznych nie powinno się traktować jak zwykłych olejów spożywczych. Są bardzo skoncentrowane. Nie należy również automatycznie zakładać, że skoro coś pochodzi z rośliny, można bezpiecznie nakładać to bezpośrednio na skórę w dużej ilości. W praktyce aromaterapeutycznej olejki stosowane miejscowo najczęściej rozcieńcza się w odpowiednim oleju bazowym. Stężenie dobiera się do celu, obszaru ciała, wieku, wrażliwości oraz sytuacji użytkownika.
Bezpieczeństwo będzie jednym z głównych tematów tej książki właśnie dlatego, że aromaterapia bywa przedstawiana jako dziedzina całkowicie pozbawiona ryzyka. To mit.
Olejek eteryczny może być naturalny, pięknie pachnieć i jednocześnie być substancją wymagającą ostrożności. Kontakt niektórych olejków ze skórą może prowadzić do podrażnienia lub uczulenia. Niektóre olejki cytrusowe mogą zwiększać wrażliwość skóry na światło, zależnie od rodzaju olejku i sposobu jego pozyskania. Niektóre substancje aromatyczne mogą być nieodpowiednie dla małych dzieci. Ostrożności wymagają także osoby z określonymi chorobami, kobiety w ciąży i karmiące piersią oraz osoby przyjmujące leki, jeśli istnieje możliwość interakcji lub przeciwwskazań. Szczególnie ważne jest również, aby olejków nie stosować doustnie na własną rękę tylko dlatego, że ktoś w internecie napisał, że „tak działa najlepiej”.
Aromaterapia nie potrzebuje ryzykownych eksperymentów, żeby być interesująca.
Wręcz przeciwnie. Najbardziej wartościowe zastosowania często są bardzo proste. Kilka minut świadomego odpoczynku przy przyjemnym zapachu. Delikatny masaż z odpowiednio rozcieńczonym olejkiem. Zapach towarzyszący wieczornemu rytuałowi. Aromat wykorzystany w przestrzeni, w której człowiek pracuje lub odpoczywa. Świadome budowanie otoczenia, które sprzyja określonemu nastrojowi. To niewielkie rzeczy, ale ich wartość może wynikać z regularności, kontekstu i indywidualnej reakcji, a nie z magicznej „mocy” jednej rośliny.
Warto również pamiętać, że aromaterapia nie powinna być konkurencją dla lekarza, farmaceuty czy psychoterapeuty. Jeżeli człowiek ma wysoką gorączkę, silny ból, duszność, poważną infekcję, objawy neurologiczne, ciężką reakcję alergiczną albo inne niepokojące objawy, nie powinien zastępować profesjonalnej pomocy medycznej olejkiem eterycznym. Aromat może być elementem komfortu, ale nie powinien stać się wymówką do odkładania właściwej diagnostyki i leczenia.
Ta zasada jest szczególnie ważna przy problemach psychicznych. Zapach może wpływać na nastrój i może być elementem relaksacji, ale nie oznacza to, że olejek eteryczny jest leczeniem depresji, zaburzeń lękowych czy innych poważnych problemów psychicznych. Jeżeli człowiek cierpi, ma objawy utrzymujące się długo albo jego funkcjonowanie wyraźnie się pogarsza, potrzebuje odpowiedniej pomocy. Aromaterapia może być dodatkiem do dbania o siebie, ale nie powinna być przedstawiana jako substytut profesjonalnej terapii.
W książce będziemy więc często zadawać jedno bardzo proste pytanie: „Skąd to wiemy?”.
Jeżeli jakaś właściwość wynika z tradycji, będziemy traktować ją jako element historii i praktyki tradycyjnej. Jeżeli została zaobserwowana w badaniach laboratoryjnych, warto powiedzieć dokładnie, czego dotyczyło badanie. Jeżeli istnieją badania z udziałem ludzi, trzeba sprawdzić, czego rzeczywiście dowiodły. Jeżeli dowody są słabe lub niejednoznaczne, nie ma powodu udawać, że są mocne. Nauka nie traci wartości dlatego, że czasami odpowiada „nie wiemy jeszcze”. Przeciwnie — umiejętność powiedzenia „nie mamy wystarczających dowodów” jest jednym z jej największych atutów.
Aromaterapia jest zresztą doskonałym przykładem tego, jak łatwo człowiek może pomylić trzy różne rzeczy: możliwość, prawdopodobieństwo i pewność.
To, że coś jest możliwe, nie oznacza, że zostało udowodnione. To, że istnieje pewien mechanizm biologiczny, nie oznacza, że ma on znaczący efekt kliniczny. To, że wiele osób mówi o jakimś doświadczeniu, nie oznacza automatycznie, że doświadczenie to będzie identyczne u wszystkich. Jeżeli dziesięć osób mówi, że zapach lawendy pomaga im się odprężyć, jest to interesująca obserwacja. Nie oznacza jednak, że można na tej podstawie stwierdzić, że lawenda „leczy stres” u każdego człowieka.
To samo dotyczy indywidualnych doświadczeń. Jeśli konkretny zapach poprawia komuś samopoczucie, ten fakt jest ważny dla tej osoby. Nie trzeba go unieważniać tylko dlatego, że nauka nie potwierdziła identycznego efektu w każdych warunkach. Ale nie należy również robić z osobistego doświadczenia uniwersalnego prawa biologicznego.
W aromaterapii ogromne znaczenie ma kontekst.
Wyobraźmy sobie człowieka, który wraca po całym dniu pracy do domu. Odkłada telefon, bierze prysznic, włącza delikatne światło, przygotowuje herbatę, siada w wygodnym fotelu i przez piętnaście minut nie robi niczego poza spokojnym oddychaniem. W pomieszczeniu pojawia się łagodny zapach, który kojarzy mu się z odpoczynkiem. Po kilku tygodniach taki rytuał może rzeczywiście stać się skutecznym sposobem na przejście z trybu pracy do trybu odpoczynku. Czy odpowiada za to wyłącznie olejek? Prawdopodobnie nie. Znaczenie ma cały zestaw zachowań. Zapach może być jednak jednym z elementów, które pomagają utrwalić rytuał.
To ważne, ponieważ pozwala odejść od myślenia o aromaterapii jak o magicznym przełączniku. Olejek nie musi „robić czegoś” z człowiekiem, aby mieć wartość. Może być częścią środowiska, które pomaga człowiekowi robić coś dla siebie.
Takie podejście jest również znacznie bardziej praktyczne.
Nie potrzebujemy kilkudziesięciu buteleczek, aby zacząć poznawać aromaterapię. Nie musimy od razu kupować całego zestawu zawierającego kilkadziesiąt olejków. Nie musimy też tworzyć skomplikowanych mieszanek. Znacznie lepszym początkiem jest poznanie kilku podstawowych zasad: czym różnią się olejki, jak czytać etykiety, jak przechowywać olejki, jak rozcieńczać je do zastosowania na skórę, kiedy ich nie stosować, jak rozpoznać dobrą jakość produktu i jak obserwować własną reakcję.
Dopiero później można eksperymentować z kompozycjami zapachowymi.
Warto też prowadzić własne notatki. Aromaterapia jest dziedziną, w której indywidualna reakcja może mieć znaczenie. Można zapisać nazwę olejku, sposób zastosowania, rozcieńczenie, porę dnia, czas ekspozycji i własne odczucia. Po kilku tygodniach można zobaczyć, które aromaty rzeczywiście odpowiadają danej osobie, a które nie. Jeden zapach może być świetny rano, ale męczący wieczorem. Inny może być przyjemny w małej ilości, ale zbyt intensywny w dyfuzorze. Jeszcze inny może początkowo wydawać się nieciekawy, ale z czasem stać się ulubionym.
W tym sensie aromaterapia może być również nauką o własnych preferencjach.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy eksperyment jest dobrym pomysłem. W książce będziemy odróżniać eksperymentowanie z zapachem od eksperymentowania ze zdrowiem. Można testować, czy bardziej podoba nam się aromat lawendy czy pomarańczy. Można obserwować, czy dany zapach pomaga stworzyć przyjemniejszą atmosferę podczas wieczornego odpoczynku. Nie powinno się natomiast samodzielnie testować wysokich dawek olejków, ich doustnego stosowania czy innych ryzykownych metod tylko po to, aby sprawdzić, „czy rzeczywiście działają”.
Warto również przyjrzeć się językowi, którym opisuje się aromaterapię. Słowa takie jak „detoks”, „oczyszczanie”, „równowaga”, „energia”, „naturalne uzdrawianie” czy „wzmocnienie odporności” mogą brzmieć atrakcyjnie, ale często są bardzo nieprecyzyjne. Co dokładnie oznacza „oczyszczanie organizmu”? Jaki proces biologiczny ma zostać zmieniony? Jak mierzymy efekt? Co oznacza „równowaga hormonalna”? Którego hormonu dotyczy? W jakiej tkance? Jaką metodą to zmierzono?
Im bardziej precyzyjnie zadamy pytanie, tym łatwiej odróżnić rzeczywistą wiedzę od marketingu.
To będzie jedna z najważniejszych umiejętności, które ta książka ma przekazać. Nie chodzi wyłącznie o zapamiętanie listy olejków. Znacznie ważniejsze jest nauczenie się myślenia o nich. Jeżeli na etykiecie albo stronie internetowej ktoś twierdzi, że konkretny olejek ma kilkanaście cudownych zastosowań, warto zapytać: jakie są dowody? Czy chodzi o badania laboratoryjne, badania na zwierzętach, badania z udziałem ludzi, czy tylko doświadczenia użytkowników? Czy badanie dotyczyło wdychania, stosowania na skórę, czy podawania doustnego? Czy dawka zastosowana w badaniu odpowiada dawce, z jaką człowiek ma kontakt podczas zwykłego używania olejku? Czy wynik był istotny klinicznie, czy tylko statystycznie?
Takie pytania mogą wydawać się przesadnie ostrożne, ale właśnie one chronią przed najczęstszymi błędami.
Aromaterapia nie potrzebuje cudów. Potrzebuje dobrych informacji.
W tej książce będziemy więc poruszać się pomiędzy kilkoma światami. Pierwszym będzie świat historii — czyli pytanie, skąd wzięło się zainteresowanie aromatycznymi roślinami i jak ludzie wykorzystywali je przez wieki. Drugim będzie świat biologii i chemii — czyli próba zrozumienia, czym są olejki eteryczne i dlaczego ich skład ma znaczenie. Trzecim będzie świat codziennego zastosowania — jak można korzystać z zapachów w domu, podczas odpoczynku, pielęgnacji czy masażu. Czwartym będzie świat nauki — czyli to, co rzeczywiście możemy powiedzieć na podstawie dostępnych badań. Piątym, i być może najważniejszym, będzie świat bezpieczeństwa.
Bo dobry przewodnik po aromaterapii nie powinien przede wszystkim uczyć, jak używać jak największej ilości olejków.
Powinien uczyć, kiedy użyć ich mniej.
To pozornie niewielka różnica, ale w praktyce jest ogromna. Jeżeli ktoś zaczyna przygodę z aromaterapią, łatwo wpaść w pułapkę kolekcjonowania. Najpierw kupuje jedną butelkę. Potem drugą. Potem zestaw dziesięciu. Potem piętnaście mieszanek. W końcu półka zaczyna wyglądać jak małe laboratorium, a właściciel zastanawia się, dlaczego właściwie kupił olejek z rośliny, której nazwy nie potrafi wymówić. Sama liczba produktów nie zwiększa wiedzy. Czasami zwiększa tylko liczbę buteleczek.
Znacznie bardziej wartościowe jest poznanie kilku olejków naprawdę dobrze.
Warto wiedzieć, czym się różnią, jak pachną, jakie mają typowe zastosowania, jakie są ich ograniczenia, jak należy je przechowywać i kiedy należy z nich zrezygnować. Warto również nauczyć się czytać informacje producenta i rozpoznawać sygnały ostrzegawcze. Jeżeli produkt jest reklamowany jako „leczący wszystko”, obiecuje natychmiastowe rezultaty albo sugeruje, że lekarze ukrywają jego cudowne właściwości, należy zachować szczególną ostrożność. Dobra jakość produktu nie wymaga teorii spiskowej.
Równie ważna jest jakość samego surowca. Olejek eteryczny powinien być przechowywany w odpowiednich warunkach, zwykle w szczelnie zamkniętym, odpowiednim opakowaniu chroniącym zawartość przed światłem i nadmiernym ciepłem. Olejki są podatne na procesy utleniania, a zmiany chemiczne zachodzące podczas niewłaściwego przechowywania mogą wpływać na ich właściwości i bezpieczeństwo. Dlatego stara, źle przechowywana butelka niekoniecznie jest tym samym produktem, który znajdował się w niej w dniu zakupu.
W dalszej części książki będziemy także przyglądać się sposobom wykorzystania olejków. Inaczej wygląda aromatyzowanie pomieszczenia, inaczej stosowanie olejku na skórę, inaczej używanie go podczas masażu, a jeszcze inaczej przygotowywanie produktów kosmetycznych. Każda droga kontaktu z organizmem ma własne zasady bezpieczeństwa. Nie można przenosić zaleceń z jednej metody na drugą.
Szczególnie ważne jest to w przypadku stosowania olejków na skórę. Skóra jest barierą biologiczną, a nie kawałkiem papieru, na który można nanieść dowolną substancję. Olejki mogą wchodzić w kontakt z komórkami skóry i wywoływać różne reakcje. Rozcieńczanie zmniejsza stężenie substancji aromatycznych i pozwala ograniczyć ryzyko podrażnień. Nie oznacza jednak, że każde rozcieńczenie jest odpowiednie dla każdego człowieka i każdego zastosowania. Wiek, stan skóry, miejsce aplikacji i indywidualna wrażliwość mają znaczenie.
Warto również pamiętać o zwierzętach domowych. Organizm psa czy kota nie jest po prostu mniejszą wersją organizmu człowieka. Zwierzęta różnią się metabolizmem i zdolnością przetwarzania niektórych substancji. Dlatego zasady bezpiecznego stosowania olejków w domu, w którym mieszkają zwierzęta, wymagają dodatkowej ostrożności. To kolejny przykład sytuacji, w której zdanie „przecież to tylko naturalny olejek” nie jest wystarczającym argumentem.
Podobnie nie należy zakładać, że dzieci mogą korzystać z olejków w taki sam sposób jak dorośli. Małe dziecko ma inny organizm, inną masę ciała, inne proporcje powierzchni skóry do masy ciała i inną wrażliwość na niektóre substancje. W przypadku najmłodszych szczególnie ważne jest ograniczenie niepotrzebnej ekspozycji i przestrzeganie zaleceń bezpieczeństwa. „Naturalny” nie jest synonimem „przeznaczony dla niemowląt”.
Aromaterapia wymaga więc pewnej pokory.
Pokory wobec roślin, ponieważ rośliny nie są biernymi dekoracjami. Produkują związki chemiczne po to, aby przetrwać, komunikować się ze środowiskiem, przyciągać zapylacze, odstraszać roślinożerców i chronić się przed różnymi zagrożeniami. Człowiek nauczył się wykorzystywać część tych związków, ale nie oznacza to, że zostały one „zaprojektowane” dla naszego zdrowia.
Potrzebna jest również pokora wobec nauki. Nie wszystko zostało jeszcze dokładnie zbadane. Niektóre olejki są lepiej poznane, inne znacznie gorzej. Wyniki badań mogą być obiecujące, ale wymagają dalszego potwierdzenia. Czasami badania przynoszą wyniki sprzeczne. Czasami okazuje się, że efekt jest niewielki. Czasami to, co wyglądało obiecująco w laboratorium, nie daje znaczących rezultatów u ludzi. Tak wygląda normalny rozwój wiedzy.
I potrzebna jest wreszcie pokora wobec własnego organizmu.
To, że coś działało dobrze na jedną osobę, nie oznacza, że będzie odpowiednie dla drugiej. Jeżeli jakiś zapach powoduje ból głowy, nudności, podrażnienie albo po prostu jest nieprzyjemny, nie ma żadnego obowiązku „przyzwyczajania się”. Jeżeli ciało daje wyraźny sygnał, że coś mu nie odpowiada, najlepszą odpowiedzią często jest przerwanie stosowania.
Aromaterapia ma być wsparciem, a nie kolejnym obowiązkiem.
To szczególnie ważne w świecie, w którym nawet odpoczynek potrafimy zamienić w projekt. Człowiek kupuje dziesięć olejków, trzy dyfuzory, specjalne świece, aplikację do medytacji i poradnik „jak osiągnąć idealny relaks w siedem minut”, po czym stresuje się, że nie zdążył się zrelaksować zgodnie z harmonogramem. Tymczasem czasami najskuteczniejszym zastosowaniem aromaterapii jest po prostu stworzenie spokojnej przestrzeni i danie sobie kilku minut bez kolejnego zadania do wykonania.
Właśnie dlatego ta książka nie będzie próbowała przekonać czytelnika, że aromaterapia jest rozwiązaniem wszystkiego.
Jej celem jest coś bardziej użytecznego: pokazać, co rzeczywiście warto wiedzieć, zanim zacznie się korzystać z aromatycznych substancji. Wyjaśnić historię, podstawy chemii, różnice między produktami, mechanizmy związane z węchem, możliwe zastosowania, ograniczenia dowodów naukowych oraz zasady bezpiecznego użytkowania. A przede wszystkim nauczyć rozróżniać informację od reklamy.
Podczas lektury warto więc zachować dwie rzeczy jednocześnie: ciekawość i zdrowy sceptycyzm.
Ciekawość pozwala odkrywać świat roślin, ich zapachów, historii i chemii. Sceptycyzm chroni przed obietnicami, które brzmią zbyt pięknie, aby były prawdziwe. Jedno bez drugiego może prowadzić do skrajności. Sama ciekawość może sprawić, że uwierzymy w każdą efektowną historię. Sam sceptycyzm może z kolei spowodować, że odrzucimy również rzeczy, które rzeczywiście mogą być pomocne. Najrozsądniejsza droga znajduje się pomiędzy nimi.
Można interesować się aromaterapią i jednocześnie pytać o dowody.
Można lubić olejek lawendowy i jednocześnie wiedzieć, że nie jest on magicznym lekarstwem.
Można czerpać przyjemność z zapachu mięty i jednocześnie przestrzegać zasad bezpieczeństwa.
Można korzystać z tradycyjnej wiedzy o roślinach i jednocześnie sprawdzać, co potwierdziła współczesna nauka.
I można uznać, że naturalne wsparcie ma swoją wartość, bez udawania, że zastępuje całą współczesną medycynę.
Właśnie takie podejście będzie towarzyszyć nam przez całą książkę.
Na końcu warto również powiedzieć kilka słów o tym, jak z niej korzystać. Nie trzeba czytać jej od pierwszej do ostatniej strony, aby zacząć stosować zawarte w niej zasady. Można potraktować ją jak przewodnik i wracać do konkretnych fragmentów wtedy, gdy pojawi się potrzeba. Jeżeli dopiero zaczynasz, warto najpierw poznać podstawy dotyczące olejków eterycznych, ich jakości, przechowywania i bezpieczeństwa. Jeżeli masz już doświadczenie, szczególnie przydatne mogą okazać się informacje dotyczące różnic między tradycyjnymi zastosowaniami a tym, co wynika z badań. Jeżeli interesują Cię konkretne aromaty, dalsze rozdziały pozwolą spojrzeć na nie nie tylko przez pryzmat zapachu, ale również składu, zastosowania i ograniczeń.
ROZDZIAŁ 1. Czym są olejki eteryczne?
Kiedy po raz pierwszy bierzemy do ręki małą buteleczkę olejku eterycznego, łatwo pomyśleć, że znajduje się w niej po prostu „zapach rośliny”. Kilka kropel pachnie lawendą, pomarańczą, miętą, sosną albo eukaliptusem i sprawia wrażenie, jakby ktoś zamknął fragment rośliny w szklanym pojemniku. W pewnym sensie jest to dobre skojarzenie, ale z naukowego punktu widzenia sytuacja jest znacznie ciekawsza. Olejek eteryczny nie jest płynną wersją całej rośliny, nie jest też zwykłym sokiem czy olejem wyciśniętym z liści. Jest skoncentrowaną mieszaniną lotnych substancji chemicznych wytwarzanych przez roślinę i pozyskiwanych z określonych jej części za pomocą odpowiednich metod. To właśnie koncentracja sprawia, że niewielka buteleczka może zawierać substancje pochodzące z ogromnej ilości materiału roślinnego.
I tutaj pojawia się pierwsza rzecz, którą warto sobie bardzo dobrze zapamiętać: olejek eteryczny jest produktem skoncentrowanym. To nie jest detal techniczny, lecz podstawa rozsądnego korzystania z aromaterapii. Jeżeli ktoś widzi buteleczkę zawierającą dziesięć mililitrów olejku i myśli „to przecież bardzo mało”, powinien pamiętać, że te dziesięć mililitrów niekoniecznie odpowiada dziesięciu mililitrom materiału roślinnego. W przypadku wielu olejków proces produkcji wymaga wykorzystania znacznie większej ilości roślin. Ostateczny produkt zajmuje niewiele miejsca, ale zawiera skoncentrowane związki, które wcześniej były rozproszone w tkankach rośliny. Mała butelka jest więc trochę jak bardzo skondensowana wersja aromatycznej części rośliny.
Samo określenie „olejek eteryczny” może być jednak mylące, jeżeli potraktujemy je dosłownie. Olejki eteryczne nie są olejami w takim znaczeniu, w jakim olejem jest na przykład oliwa z oliwek. Oliwa jest bogata przede wszystkim w tłuszcze, zwłaszcza triglicerydy kwasów tłuszczowych. Olejki eteryczne mają zupełnie inny charakter chemiczny. Ich główną cechą jest obecność lotnych związków organicznych, które łatwo przechodzą do fazy gazowej i dzięki temu docierają do naszego układu węchowego. To właśnie dlatego otwarcie buteleczki z olejkiem może niemal natychmiast wypełnić najbliższe otoczenie intensywnym aromatem.
Nie oznacza to jednak, że wszystkie pachnące substancje obecne w roślinie znajdują się w olejku. To bardzo ważne rozróżnienie. Roślina jest skomplikowanym organizmem zawierającym wodę, cukry, białka, tłuszcze, barwniki, minerały, błonnik, alkaloidy, polifenole, witaminy, enzymy i wiele innych substancji. Olejek eteryczny zawiera tylko określoną część jej chemicznego bogactwa — przede wszystkim substancje lotne i rozpuszczalne w odpowiednim medium, które mogą zostać odzyskane zastosowaną metodą. Dlatego olejek eteryczny nie jest „esencją wszystkich właściwości rośliny”. Jest konkretnym produktem o konkretnym składzie.
To wyjaśnia również, dlaczego olejek eteryczny z róży nie jest po prostu „różą w płynie”, a olejek z mięty nie jest płynną miętą. Każdy olejek reprezentuje określony profil chemiczny. Co więcej, profil ten może się zmieniać. Znaczenie ma gatunek rośliny, odmiana, miejsce uprawy, klimat, gleba, warunki pogodowe, wiek rośliny, część wykorzystanego surowca, termin zbioru, sposób suszenia, metoda ekstrakcji i sposób przechowywania gotowego produktu. Dwie partie olejku oznaczone tą samą nazwą mogą więc nie być chemicznie absolutnie identyczne.
Zanim jednak olejek trafi do butelki, trzeba go najpierw znaleźć w roślinie. I nie zawsze znajduje się on w tym samym miejscu. Rośliny produkują substancje aromatyczne w różnych strukturach. W zależności od gatunku mogą być one obecne w gruczołach olejkowych, przewodach wydzielniczych, włoskach gruczołowych, kieszonkach olejkowych albo innych wyspecjalizowanych strukturach. U jednej rośliny największe znaczenie będą miały kwiaty, u innej liście, u jeszcze innej skórka owocu, kora, drewno, korzeń albo nasiona.
To właśnie dlatego w aromaterapii spotykamy tak różne surowce. Lawendę pozyskuje się przede wszystkim z kwitnących części rośliny, choć dokładne określenie surowca zależy od produktu i metody. Mięta pieprzowa dostarcza olejku głównie z części nadziemnych. Eukaliptus kojarzymy przede wszystkim z liśćmi. Olejek cynamonowy może pochodzić z kory albo liści, a te dwa produkty różnią się składem. Cytrusy są szczególnie interesujące, ponieważ olejki często pozyskuje się ze skórek owoców. Z kolei olejki żywiczne, takie jak te pozyskiwane z niektórych gatunków drzew iglastych, mają związek z żywicami i wydzielinami roślin.
Nie istnieje więc jedna uniwersalna metoda zbierania „zapachu”. Każda roślina wymaga odpowiedniego podejścia. Gdyby ktoś próbował produkować olejek z każdego surowca dokładnie w ten sam sposób, bardzo szybko przekonałby się, że natura nie czyta instrukcji obsługi napisanej przez człowieka.
Jedną z najważniejszych metod pozyskiwania olejków eterycznych jest destylacja z parą wodną. To metoda bardzo stara w swojej zasadzie, choć współczesne urządzenia są oczywiście znacznie bardziej kontrolowane niż dawne aparatury. W uproszczeniu można powiedzieć, że materiał roślinny poddaje się działaniu pary wodnej. Lotne składniki przechodzą wraz z parą do dalszej części aparatury, gdzie para zostaje schłodzona i skrapla się. Otrzymany kondensat zawiera wodę oraz składniki olejkowe. Ponieważ wiele olejków ma mniejszą gęstość od wody i słabo się w niej rozpuszcza, mogą one utworzyć osobną fazę, którą następnie oddziela się od wody.
W praktyce proces ten jest bardziej złożony niż prosty opis „para wchodzi, olejek wychodzi”. Znaczenie mają temperatura, ciśnienie, czas destylacji, wielkość i przygotowanie materiału roślinnego, konstrukcja aparatury oraz właściwości samego surowca. Zbyt intensywne warunki mogą wpływać na skład otrzymanego produktu, podobnie jak niewłaściwe przygotowanie rośliny. Celem producenta jest uzyskanie olejku o odpowiednim profilu i jakości, a nie po prostu maksymalnej ilości cieczy w butelce.
Destylacja z parą wodną jest szczególnie przydatna dla wielu liści, kwiatów, ziół i innych surowców zawierających odpowiednio lotne składniki. Nie jest jednak najlepszą metodą dla wszystkiego. Niektóre substancje mogą ulegać zmianom pod wpływem ciepła, a niektóre surowce wymagają innych sposobów pozyskiwania.
Dobrym przykładem są owoce cytrusowe. Olejki ze skórek pomarańczy, cytryny czy grejpfruta często pozyskuje się metodami mechanicznymi, ponieważ substancje aromatyczne znajdują się w licznych strukturach obecnych w skórce. W tradycyjnych metodach można było po prostu mechanicznie naruszać skórkę i odzyskiwać wydzielający się olejek. Współczesne technologie pozwalają robić to znacznie bardziej efektywnie. W przypadku takich produktów często mówi się o tłoczeniu lub ekspresji na zimno.
Ta metoda dobrze pokazuje, że „olejek z rośliny” nie zawsze oznacza „olejek destylowany”. W zależności od surowca zastosowana technologia może być zupełnie inna. Co więcej, sposób pozyskiwania może wpływać na końcowy skład produktu. To ważne szczególnie w przypadku olejków cytrusowych, gdzie znaczenie mogą mieć również składniki obecne w skórce, które nie zachowują się identycznie w różnych procesach produkcyjnych.
Jeszcze inną kategorię stanowią produkty otrzymywane za pomocą ekstrakcji rozpuszczalnikami. Jest to szczególnie ważne w przypadku materiałów roślinnych, których delikatne składniki aromatyczne mogą być trudne do odzyskania za pomocą tradycyjnej destylacji. Kwiaty niektórych roślin są dobrym przykładem surowców, przy których stosuje się metody ekstrakcyjne. W takich przypadkach otrzymany produkt nie zawsze powinien być nazywany klasycznym olejkiem eterycznym. Możemy mieć do czynienia z absolutem albo innym ekstraktem aromatycznym.
To rozróżnienie jest bardzo istotne, ponieważ w języku potocznym wszystkie pachnące ekstrakty bywają wrzucane do jednego worka. Z punktu widzenia technologii i chemii jest to jednak błąd. Destylowany olejek eteryczny, absolut, ekstrakt CO₂, olejek tłoczony ze skórek cytrusowych i kompozycja zapachowa mogą pachnieć podobnie, ale są różnymi produktami. Mogą mieć inny skład, inne właściwości, inne zastosowania i inne wymagania dotyczące bezpieczeństwa.
Współczesna technologia wykorzystuje również ekstrakcję dwutlenkiem węgla w stanie nadkrytycznym. Brzmi to jak urządzenie z laboratorium przyszłości, ale zasada jest całkiem logiczna. Dwutlenek węgla pod odpowiednim ciśnieniem i temperaturą może uzyskać właściwości pozwalające mu zachowywać się w sposób pośredni między gazem a cieczą. W takich warunkach może penetrować materiał roślinny i wyciągać z niego określone związki. Po zmniejszeniu ciśnienia CO₂ zostaje usunięty, pozostawiając ekstrakt. Metoda ta pozwala otrzymywać produkty o określonym profilu i bywa stosowana w przemyśle aromatycznym.
Wszystkie te technologie prowadzą do jednego celu: oddzielenia interesujących człowieka substancji od reszty materiału roślinnego. Ale nie prowadzą do dokładnie tego samego produktu. Dlatego osoba zainteresowana aromaterapią powinna nauczyć się patrzeć nie tylko na nazwę rośliny, ale również na sposób pozyskania produktu.
To prowadzi nas do pytania, dlaczego olejki są tak skoncentrowane.
Roślina sama w sobie nie jest przecież wielką butelką olejku. W liściu czy kwiecie znajdują się niewielkie ilości substancji aromatycznych rozproszone w ogromnej masie tkanek. Proces pozyskiwania pozwala te substancje oddzielić i zebrać. W efekcie otrzymujemy niewielką ilość produktu zawierającego znacznie większe stężenie określonych związków niż pierwotny surowiec.
Można to porównać do przygotowania mocnego naparu, ale olejek eteryczny jest znacznie bardziej skoncentrowanym i odmiennym chemicznie produktem. Jeżeli wrzucimy garść świeżych liści do garnka z wodą, otrzymamy napar, w którym znajdzie się część substancji rozpuszczalnych w wodzie. Jeżeli natomiast przeprowadzimy odpowiednią destylację, możemy odzyskać frakcję lotnych związków aromatycznych. To zupełnie inny proces i zupełnie inny produkt.
Właśnie dlatego jedna czy dwie krople olejku mogą mieć bardzo intensywny zapach. Nie dlatego, że olejek posiada jakąś tajemniczą „supermoc”, ale dlatego, że zawiera dużą ilość substancji aromatycznych w małej objętości. Nasz nos jest przy tym niezwykle czułym narządem. Niektóre związki zapachowe możemy wyczuwać w bardzo niskich stężeniach. Intensywność zapachu nie jest jednak prostą miarą biologicznej aktywności. Mocno pachnący olejek nie musi być „mocniejszym lekiem”, a słabo wyczuwalny składnik nie musi być biologicznie nieistotny.
Chemia olejków eterycznych jest jednym z najbardziej fascynujących elementów aromaterapii. Olejek może zawierać dziesiątki, a czasami nawet znacznie więcej różnych związków. Ich proporcje decydują o charakterystycznym profilu produktu. Wśród często spotykanych grup znajdują się między innymi monoterpeny, seskwiterpeny, alkohole monoterpenowe, estry, aldehydy, ketony i fenole. Niektóre związki występują w dużych ilościach, inne w śladowych. Nie należy jednak zakładać, że składnik występujący w niewielkiej ilości jest zawsze nieistotny. Chemia mieszanin bywa bardziej skomplikowana niż proste dodawanie procentów.
Dobrym przykładem jest lawenda. Jej olejek zawiera między innymi linalol i octan linalilu, ale także szereg innych składników. Mięta pieprzowa jest bogata w mentol i menton, choć również zawiera wiele innych substancji. Olejek ze skórki pomarańczy jest zdominowany przez limonen. Olejek z drzewa herbacianego zawiera między innymi terpinen-4-ol, ale jego profil obejmuje znacznie więcej związków. Nie można więc sprowadzić całego olejku do jednego składnika, nawet jeżeli jeden z nich jest szczególnie charakterystyczny.
Skład chemiczny jest również powodem, dla którego nazwa rośliny nie zawsze wystarcza do pełnej identyfikacji produktu. W przypadku niektórych roślin występują różne chemotypy, czyli populacje lub warianty charakteryzujące się odmiennym profilem głównych składników chemicznych. Roślina może wyglądać podobnie, pachnieć podobnie, a jednak dostarczać olejku o zauważalnie innym składzie. Dla aromaterapii ma to znaczenie nie tylko ze względu na zapach, ale również na bezpieczeństwo i przewidywalność właściwości produktu.
Znaczenie ma również przechowywanie. Olejki eteryczne zawierają związki podatne na utlenianie. Kontakt z tlenem, światłem, ciepłem i czasem może prowadzić do zmian chemicznych. Dlatego olejki najlepiej przechowywać szczelnie zamknięte, z dala od nadmiernego światła i wysokiej temperatury. Stara butelka, która przez kilka lat stała na nasłonecznionym parapecie, nie musi mieć dokładnie takich samych właściwości jak świeżo otwarty produkt przechowywany prawidłowo.
To jest również jeden z powodów, dla których nie należy traktować olejków jak dekoracji. Mała brązowa buteleczka może wyglądać pięknie na półce, ale jej właściwym miejscem nie jest bezpośrednie słońce. Olejek może być piękny zapachowo, ale chemia nie przejmuje się wystrojem wnętrza.
W tym miejscu trzeba przejść do bardzo ważnego rozróżnienia: olejek eteryczny a olejek zapachowy.
W codziennym języku te określenia bywają mieszane. Tymczasem olejek zapachowy może być produktem przygotowanym przede wszystkim w celu uzyskania określonego aromatu. Może zawierać substancje syntetyczne, naturalne albo ich połączenie. Nie musi być produktem otrzymanym bezpośrednio z konkretnej rośliny. Może na przykład zostać skomponowany tak, aby pachniał wanilią, lasem, świeżym praniem, ciastem cynamonowym czy morskim powietrzem, nawet jeśli w jego składzie nie ma odpowiedniej ilości naturalnego materiału roślinnego.
I nie ma w tym nic złego, jeśli produkt jest właściwie oznakowany i używany zgodnie z przeznaczeniem.
Syntetyczny nie oznacza automatycznie niebezpieczny, a naturalny nie oznacza automatycznie bezpieczny. To zdanie powinno być jednym z fundamentów całej książki. Współczesna chemia potrafi produkować bardzo dobrze poznane substancje zapachowe, które znajdują zastosowanie w perfumach, kosmetykach, żywności czy produktach gospodarstwa domowego. Jednocześnie natura produkuje substancje, które mogą silnie oddziaływać na organizm i nie powinny być stosowane bez odpowiedniej wiedzy.
W rzeczywistości pojęcie „naturalności” jest bardzo słabym wskaźnikiem bezpieczeństwa. Jad węża jest naturalny. Toksyny niektórych grzybów są naturalne. Nikotyna jest naturalna. Kofeina jest naturalna. Olejek eteryczny również jest naturalny, ale sama ta informacja nie odpowiada na pytanie, czy można go zastosować na skórę, wdychać przez długi czas, podać doustnie albo używać w obecności małego dziecka.
Bezpieczeństwo zależy od substancji, stężenia, drogi podania, czasu ekspozycji, wieku, indywidualnej wrażliwości i wielu innych czynników.
To szczególnie ważne dlatego, że olejki są skoncentrowane. Świeża roślina i olejek pozyskany z tej rośliny nie są pod względem ekspozycji tym samym. Człowiek może mieć kontakt z niewielką ilością substancji aromatycznych podczas przebywania obok rośliny, ale olejek jest produktem, w którym wybrane związki zostały skupione w małej objętości.
Dlatego bezpośrednie nakładanie nierozcieńczonego olejku na dużą powierzchnię skóry nie powinno być traktowane jako standardowa metoda stosowania. W aromaterapii często wykorzystuje się oleje bazowe, takie jak olej jojoba, migdałowy, frakcjonowany olej kokosowy czy inne odpowiednie nośniki, aby zmniejszyć stężenie olejku eterycznego. Dokładne stężenie powinno jednak zależeć od zastosowania i osoby. Nie istnieje jedna magiczna wartość odpowiednia dla wszystkich.
Szczególnej ostrożności wymagają dzieci. Ich organizm różni się od organizmu dorosłego, a niektóre olejki mogą być dla nich niewłaściwe. To samo dotyczy zwierząt. Pies czy kot nie jest małym człowiekiem i nie można automatycznie przenosić zasad bezpieczeństwa z człowieka na zwierzę. W przypadku kobiet w ciąży i osób przyjmujących leki również potrzebna jest dodatkowa ostrożność. Jeżeli istnieje choroba przewlekła, skłonność do alergii albo inne istotne czynniki zdrowotne, warto skonsultować zastosowanie olejków z odpowiednim specjalistą.
Nie należy również wkraplać olejku do oczu, stosować go na błony śluzowe ani eksperymentować z doustnym przyjmowaniem bez odpowiedniej wiedzy i wskazań. Olejki eteryczne są bardzo różnymi substancjami i nie można stworzyć jednej zasady mówiącej, że „wszystkie można pić, tylko trzeba mniej”. Wiele popularnych internetowych porad dotyczących doustnego stosowania olejków jest zbyt uproszczonych i pomija potencjalne ryzyko.
Problemem może być także uczulenie. Niektóre składniki olejków mogą działać uczulająco, a proces utleniania może zmieniać profil substancji i wpływać na ich potencjał drażniący lub alergizujący. Dlatego olejek, który początkowo był dobrze tolerowany, nie musi być zawsze równie dobrze tolerowany po długim okresie niewłaściwego przechowywania.
Niektóre olejki, szczególnie pewne olejki cytrusowe, mogą dodatkowo wiązać się z ryzykiem fototoksyczności po zastosowaniu na skórę. Oznacza to, że określone składniki mogą zwiększać wrażliwość skóry na promieniowanie ultrafioletowe. Nie dotyczy to wszystkich olejków cytrusowych w takim samym stopniu, ponieważ znaczenie ma między innymi metoda pozyskiwania i dokładny skład produktu. To dobry przykład tego, dlaczego nie należy kierować się wyłącznie nazwą „cytrusowy”.
Bezpieczeństwo wymaga więc czytania etykiety, znajomości produktu i rozumienia podstawowych zasad.
Warto także zwrócić uwagę na jakość informacji podawanych przez producenta. Jeżeli etykieta zawiera nazwę botaniczną rośliny, część rośliny, metodę pozyskania, informacje o pochodzeniu i podstawowe ostrzeżenia, jest to znacznie bardziej użyteczne niż marketingowe hasło „100% naturalna moc natury”. Im bardziej produkt ma być stosowany w sposób intensywny lub na skórę, tym ważniejsza staje się możliwość ustalenia, czym dokładnie jest.
Nazwa łacińska ma tutaj szczególne znaczenie. Nazwa zwyczajowa może obejmować kilka różnych gatunków, które niekoniecznie mają taki sam skład chemiczny. Jeśli producent podaje nazwę botaniczną, łatwiej ustalić, z jaką rośliną rzeczywiście mamy do czynienia. W profesjonalnym podejściu do olejków jest to podstawowa informacja, a nie luksusowy dodatek.
Równie ważna jest część rośliny. „Olejek cynamonowy” może oznaczać produkt pochodzący z kory albo z liści. To nie jest wyłącznie różnica technologiczna. Produkty te mogą mieć inne profile chemiczne i inne właściwości. Podobnie „olejek pomarańczowy” będzie czymś innym niż olejek z kwiatów pomarańczy, znany jako neroli. Ta sama roślina może dostarczać kilku różnych surowców aromatycznych, zależnie od tego, którą jej część wykorzystujemy.
W świecie aromaterapii oznacza to, że warto nauczyć się patrzeć na olejek jak na produkt chemiczny, a nie tylko jak na nazwę zapachu.
Zapach jest oczywiście bardzo ważny, ale nie mówi wszystkiego.
Możemy kupić dwa produkty pachnące „lawendą”, a jeden będzie naturalnym olejkiem eterycznym, drugi kompozycją zapachową, a trzeci preparatem zawierającym olej bazowy z dodatkiem substancji aromatycznych. Wszystkie mogą pachnieć przyjemnie, ale nie są tym samym produktem i nie powinny być traktowane zamiennie.
To samo dotyczy produktów oznaczanych jako „olejek zapachowy lawendowy” do świec czy kominków. Taki produkt może być doskonały do aromatyzowania odpowiedniego materiału zgodnie z instrukcją producenta, ale nie oznacza to, że jest przeznaczony do stosowania na skórę. Z kolei olejek eteryczny przeznaczony do aromaterapii nie powinien być automatycznie dodawany do kosmetyku tylko dlatego, że „jest naturalny”. Każde zastosowanie ma swoje wymagania.
Ta zasada pozwala również uniknąć bardzo częstego błędu: przekonania, że jeśli coś pachnie jak dana roślina, to musi zawierać olejek eteryczny z tej rośliny. Współczesna chemia zapachów potrafi odtwarzać niezwykle skomplikowane aromaty. Zapach róży można komponować z różnych substancji. Zapach wanilii można uzyskać bez używania dużych ilości prawdziwych lasek wanilii. Zapach sosnowego lasu również można stworzyć przy pomocy odpowiednio dobranej kompozycji.
Dla perfumiarstwa jest to ogromna zaleta. Pozwala tworzyć stabilne, powtarzalne i ekonomiczne kompozycje. Dla osoby zainteresowanej aromaterapią oznacza to po prostu, że trzeba czytać etykiety.
Warto także zrozumieć, że olejek eteryczny nie jest tym samym co olej roślinny. Olej migdałowy, jojoba czy oliwa z oliwek są przede wszystkim nośnikami tłuszczowymi. Olejek eteryczny jest skoncentrowanym ekstraktem substancji aromatycznych. Można więc mieć „olej migdałowy z dodatkiem olejku lawendowego”, ale nie należy nazywać oleju migdałowego olejkiem eterycznym lawendowym. To dwa zupełnie różne produkty.
Ta różnica ma ogromne znaczenie przy przygotowywaniu mieszanek. Jeżeli receptura mówi o kilku kroplach olejku eterycznego rozcieńczonych w oleju bazowym, nie chodzi o kilka kropli zwykłego oleju roślinnego. Z kolei jeżeli produkt jest już gotowym olejkiem do masażu zawierającym określone stężenie olejku eterycznego, dodatkowe dolewanie kolejnych kropli może niepotrzebnie zwiększyć koncentrację.
Im lepiej rozumiemy, czym jest olejek, tym mniej potrzebujemy skomplikowanych reguł.
Wystarczy pamiętać o kilku podstawowych zasadach: olejek eteryczny jest skoncentrowanym produktem roślinnym, ma określony skład chemiczny, może różnić się w zależności od gatunku i metody pozyskiwania, nie jest tym samym co olejek zapachowy ani olej bazowy, a naturalne pochodzenie nie gwarantuje bezpieczeństwa.
Te zasady będą wracały przez całą książkę, ponieważ praktycznie każda dyskusja o aromaterapii zaczyna się właśnie tutaj.
Kiedy ktoś mówi, że „lawenda działa”, pierwsze pytanie powinno brzmieć: jaka lawenda, jaki produkt, jaki sposób zastosowania i jaki efekt mamy na myśli? Kiedy ktoś mówi, że „olejek cytrynowy oczyszcza organizm”, trzeba zapytać, co dokładnie oznacza „oczyszcza” i jakie są dowody na taki efekt. Kiedy ktoś twierdzi, że „olejek jest naturalny, więc można go bezpiecznie pić”, trzeba zatrzymać się natychmiast i oddzielić pochodzenie substancji od drogi jej podania.
To nie jest przesadny sceptycyzm. To zwykła higiena myślenia.
Aromaterapia będzie znacznie ciekawsza, jeżeli przestaniemy patrzeć na olejki jak na magiczne płyny, a zaczniemy traktować je jako interesujące produkty roślinnej chemii. Każda mała buteleczka jest rezultatem procesu biologicznego, technologicznego i chemicznego. Roślina wyprodukowała określone związki. Człowiek znalazł sposób, aby je pozyskać. Następnie zostały oczyszczone lub oddzielone w określony sposób, przechowywane, zapakowane i wprowadzone do sprzedaży. To cały łańcuch, który warto rozumieć.
Dzięki temu łatwiej również zrozumieć, dlaczego różne olejki pachną zupełnie inaczej. Zapach nie jest jedną substancją. Jest rezultatem działania mieszaniny wielu lotnych związków, które docierają do receptorów węchowych i są interpretowane przez mózg. Niewielka zmiana proporcji składników może zmienić charakter całej kompozycji. Dlatego chemicznie podobne produkty mogą pachnieć inaczej, a różne partie tego samego surowca mogą mieć nieco odmienny profil.
Roślina nie produkuje olejku po to, aby człowiek mógł wieczorem dodać go do dyfuzora. Substancje aromatyczne pełnią w świecie roślin wiele funkcji. Mogą uczestniczyć w komunikacji chemicznej, przyciągać zapylacze, odstraszać roślinożerców, wpływać na relacje z mikroorganizmami czy chronić tkanki przed określonymi zagrożeniami. Człowiek nauczył się wykorzystywać część tych substancji do własnych celów, ale nie należy odwracać tej zależności i twierdzić, że roślina „stworzyła olejek dla człowieka”.
To również tłumaczy, dlaczego tak wiele różnych roślin wytwarza substancje aromatyczne. W naturze zapach nie jest dekoracją. Jest elementem biologii.
Dla człowieka stał się natomiast także elementem kultury. Pachnące rośliny wykorzystywano w perfumach, kosmetyce, rytuałach, kuchni, higienie i tradycyjnych praktykach leczniczych na długo przed tym, zanim poznaliśmy ich skład chemiczny. Ludzie potrafili zauważyć, że określona roślina pachnie intensywnie, że jej liście pozostawiają aromat na skórze, że żywica po spaleniu wydziela charakterystyczny zapach albo że skórka owocu może uwolnić pachnącą substancję. Nie znali terpenów ani chromatografii gazowej, ale mieli nos. I przez tysiące lat był to podstawowy instrument badawczy.
Dzisiaj dysponujemy znacznie bardziej zaawansowanymi narzędziami. Możemy analizować skład olejku za pomocą chromatografii gazowej połączonej ze spektrometrią mas. Możemy identyfikować poszczególne związki i określać ich względne ilości. Możemy porównywać próbki z różnych regionów świata, badać wpływ warunków uprawy i obserwować zmiany zachodzące podczas przechowywania. Dzięki temu wiemy, że „olejek z konkretnej rośliny” nie jest pojęciem tak prostym, jak mogłoby się wydawać.
Jednocześnie sama analiza chemiczna nie odpowiada jeszcze na pytanie, czy dany olejek poprawia zdrowie człowieka. Możemy wiedzieć dokładnie, co znajduje się w butelce, a nadal nie wiedzieć, jaki efekt kliniczny przyniesie jego zastosowanie w konkretnej sytuacji. To kolejne ważne rozróżnienie. Chemia mówi nam, z czego składa się produkt. Farmakologia może badać, jak jego składniki oddziałują na organizm. Badania kliniczne sprawdzają natomiast, czy obserwowany efekt rzeczywiście ma znaczenie u ludzi.
Właśnie dlatego w dalszej części książki będziemy rozdzielać te poziomy informacji.
„Zawiera linalol” jest informacją chemiczną.
„Linalol może oddziaływać na określone mechanizmy biologiczne” jest informacją z zakresu biologii lub farmakologii.
„W badaniu z udziałem ludzi zaobserwowano określony efekt po zastosowaniu preparatu zawierającego olejek” jest informacją kliniczną.
A zdanie „lawenda leczy wszystko, bo zawiera linalol” jest już czymś zupełnie innym — i jest nieuprawnionym przeskokiem pomiędzy tymi poziomami.
Takie rozróżnienia mogą wydawać się drobiazgowe, ale chronią przed bardzo częstym sposobem budowania pseudonaukowych opowieści. Wystarczy wziąć prawdziwe zdanie dotyczące chemii, dodać prawdziwie brzmiący mechanizm biologiczny, a następnie wykonać ogromny skok do obietnicy zdrowotnej. Całość wygląda naukowo, mimo że najważniejszego dowodu może w ogóle nie być.
Dlatego dobra aromaterapia zaczyna się nie od wiary, lecz od wiedzy.
Nie trzeba przy tym zostać chemikiem, aby rozumieć podstawy. Wystarczy wiedzieć, że olejek jest mieszaniną substancji, że sposób pozyskania ma znaczenie, że skład może się różnić, że koncentracja jest wysoka i że bezpieczeństwo zależy od sposobu użycia. To już bardzo dużo.
Warto również pozbyć się przekonania, że dobry olejek powinien być maksymalnie intensywny. Intensywność zapachu może zależeć od wielu czynników, a bardzo agresywny aromat nie świadczy automatycznie o jakości. Dobry produkt powinien przede wszystkim odpowiadać określonym standardom jakości, mieć właściwe oznakowanie i być przeznaczony do konkretnego zastosowania. W aromaterapii nie chodzi o to, żeby całe mieszkanie pachniało tak intensywnie, że sąsiad po drugiej stronie ulicy zaczyna się zastanawiać, czy właśnie uruchomiono fabrykę mięty.
Czasami mniej naprawdę znaczy więcej.
To szczególnie prawdziwe w przypadku dyfuzji. Celem nie jest stworzenie maksymalnego stężenia zapachu w pomieszczeniu, lecz uzyskanie łagodnej ekspozycji, która jest dla użytkownika przyjemna i dobrze tolerowana. Jeśli aromat staje się duszący, powoduje ból głowy albo dyskomfort, nie ma sensu zwiększać jego intensywności. Aromaterapia ma poprawiać komfort, a nie testować wytrzymałość ludzkiego nosa.
Ostatecznie olejek eteryczny jest niezwykle interesującym przykładem spotkania natury z technologią. Zaczyna się od rośliny, która wytwarza skomplikowaną mieszaninę związków chemicznych. Człowiek zbiera odpowiednią część rośliny, wybiera metodę pozyskania, kontroluje proces, oddziela interesującą frakcję i zamyka ją w małej butelce. Potem człowiek otwiera tę butelkę i w ciągu kilku sekund jego układ węchowy otrzymuje informację o obecności dziesiątek lotnych cząsteczek.
To naprawdę niezwykłe.
Ale im bardziej fascynujący jest produkt, tym ważniejsze staje się rozumienie jego ograniczeń.
Olejek eteryczny nie jest całą rośliną. Nie jest automatycznie lekarstwem. Nie jest tym samym co olejek zapachowy. Nie jest tym samym co olej bazowy. Nie jest bezpieczny wyłącznie dlatego, że pochodzi z natury. Nie działa też tym lepiej, im większą ilość zastosujemy.
Jest skoncentrowanym produktem roślinnym o określonym składzie chemicznym, który może być bardzo przydatnym elementem świadomej aromaterapii, pod warunkiem że wiemy, z czym mamy do czynienia.
A wszystko zaczyna się od małej buteleczki.
Małej tylko z wyglądu. Bo zanim trafiło do niej kilka mililitrów olejku, mogła zostać zebrana, przetworzona i poddana ekstrakcji ogromna ilość materiału roślinnego. W środku nie znajduje się więc „trochę zapachu”. Znajduje się skoncentrowana mieszanina substancji, która jest rezultatem biologii rośliny i pracy człowieka.
Dlatego pierwsza zasada aromaterapii jest prosta: zanim zaczniesz zastanawiać się, który olejek wybrać, najpierw dowiedz się, czym właściwie jest to, co trzymasz w ręku.
ROZDZIAŁ 2. Aromaterapia przez wieki
Historia aromaterapii nie zaczyna się od małej buteleczki olejku eterycznego stojącej na półce w sklepie zielarskim ani od współczesnego dyfuzora, który po naciśnięciu przycisku zaczyna wypuszczać pachnącą mgiełkę. Zanim pojawiło się słowo „aromaterapia”, zanim poznano budowę cząsteczek zapachowych, zanim człowiek nauczył się analizować skład olejków za pomocą nowoczesnych metod laboratoryjnych, rośliny aromatyczne były już częścią ludzkiego życia przez tysiące lat. Pachnące liście, kwiaty, żywice, korzenie, drewno i nasiona wykorzystywano w obrzędach, kosmetyce, higienie, kuchni, perfumerii oraz tradycyjnych praktykach leczniczych. Zapach był czymś więcej niż przyjemnym dodatkiem do codzienności. Był informacją, symbolem, elementem kultury, towarem handlowym, składnikiem rytuału, a czasami również częścią praktycznej wiedzy o roślinach.
Nie oznacza to jednak, że starożytni Egipcjanie, Grecy, Rzymianie czy średniowieczni lekarze praktykowali aromaterapię w takim znaczeniu, w jakim rozumiemy ją dzisiaj. To bardzo ważne zastrzeżenie. Współczesna aromaterapia jest stosunkowo młodym pojęciem. Dawne cywilizacje wykorzystywały pachnące rośliny i ich przetwory, ale nie posiadały współczesnego języka chemii, farmakologii ani metod badania skuteczności klinicznej. Nie wiedziały, czym są terpeny, nie znały receptorów węchowych i nie mogły analizować olejku metodami, którymi posługujemy się dzisiaj. Ich doświadczenia są jednak ważną częścią historii wykorzystywania roślin aromatycznych, ponieważ pokazują, jak stopniowo człowiek uczył się pozyskiwać, przechowywać i stosować substancje zapachowe.
Najstarsze dzieje aromatycznych roślin są więc historią znacznie szerszą niż sama aromaterapia. Jest to historia ludzkiego nosa, który przez tysiące lat próbował zrozumieć świat za pomocą zapachu. Człowiek szybko nauczył się, że różne rośliny pachną inaczej, że jedne zapachy są przyjemne, inne odstraszające, że niektóre substancje można wcierać w skórę, inne palić, jeszcze inne mieszać z tłuszczami albo wodą. Z czasem pojawiła się sztuka celowego pozyskiwania aromatycznych składników, a wraz z nią handel, rzemiosło i wyspecjalizowane techniki produkcji.
Jednym z najważniejszych miejsc na tej historii jest starożytny Egipt. Egipska kultura była silnie związana z aromatycznymi roślinami, żywicami i pachnidłami. Zapach miał znaczenie religijne, kosmetyczne i społeczne. Aromatyczne substancje wykorzystywano podczas obrzędów, w świątyniach, w kosmetyce oraz w praktykach związanych z przygotowaniem zmarłych. Szczególnie ważne były żywice i gumy roślinne, takie jak mirra i olibanum, czyli żywica pozyskiwana z drzew rodzaju Boswellia. Były to towary cenne i często sprowadzane z odległych regionów, ponieważ odpowiednie rośliny nie rosły wszędzie tam, gdzie chciano korzystać z ich aromatu.
Egipskie pachnidła nie były odpowiednikami dzisiejszych olejków eterycznych. Często powstawały jako mieszaniny aromatycznych surowców z tłuszczami, olejami, żywicami i innymi składnikami. Znane są również przykłady pachnących stożków kosmetycznych przedstawianych w sztuce egipskiej, które prawdopodobnie wiązały się z używaniem aromatycznych tłuszczów i substancji perfumeryjnych. Egipcjanie rozwijali więc nie tylko znajomość roślin, ale także techniki przygotowywania produktów zapachowych.
Zapach miał w Egipcie szczególne znaczenie w kontekście religijnym. Aromatyczne żywice palone podczas ceremonii tworzyły dym, który traktowano jako element kontaktu ze sferą boską. Nieprzypadkowo kadzidło było towarem niezwykle cenionym. Jego wartość wynikała nie tylko z zapachu, lecz także z trudności zdobycia odpowiedniego surowca i z jego znaczenia kulturowego. W świątyniach aromaty mogły być częścią ceremonii, a pachnące substancje wykorzystywano również podczas balsamowania. Egipcjanie stosowali między innymi żywice, oleje i substancje aromatyczne w procesie przygotowywania ciał, choć dokładne receptury i praktyki różniły się w zależności od okresu i zastosowania.
Nie należy jednak patrzeć na te praktyki przez pryzmat współczesnej aromaterapii i dopisywać im znaczeń, których źródła nie potwierdzają. Jeżeli starożytni Egipcjanie używali mirry podczas określonego rytuału, nie oznacza to automatycznie, że stosowali ją w celu osiągnięcia efektu fizjologicznego, który współczesne badania mogłyby kiedyś potwierdzić. Historia tradycyjnego wykorzystania rośliny jest jednym rodzajem informacji. Dowód na skuteczność konkretnego zastosowania medycznego jest czymś innym.
Egipcjanie posiadali również rozbudowaną wiedzę o kosmetyce. Oleje i tłuszcze były ważnymi składnikami codziennej pielęgnacji skóry, zwłaszcza w gorącym i suchym klimacie. Dodawano do nich substancje zapachowe i żywice, tworząc preparaty o różnych właściwościach użytkowych. Zapach mógł być oznaką statusu, elementem higieny i sposobem na poprawę komfortu w warunkach, w których codzienna kąpiel i pranie odzieży wyglądały zupełnie inaczej niż współcześnie.
Świat śródziemnomorski przejął i rozwijał wiele tradycji związanych z pachnącymi roślinami. Grecy przywiązywali dużą wagę do wonnych olejów, perfum i roślin leczniczych. W greckiej kulturze zapach łączył się z kosmetyką, religią i medycyną. Oleje aromatyczne były stosowane do nacierania ciała, podczas ćwiczeń, po kąpieli oraz w różnych praktykach pielęgnacyjnych. Pachnidła stały się również przedmiotem handlu i rzemiosła.
W starożytnej Grecji rozwijała się także tradycja systematycznego opisywania roślin. Jednym z najważniejszych autorów był Teofrast, którego dzieła dotyczące botaniki stanowią istotne źródło wiedzy o sposobie, w jaki starożytni Grecy klasyfikowali i opisywali świat roślin. Teofrast interesował się między innymi właściwościami zapachowymi różnych roślin, żywic i substancji. Jego prace pokazują, że rośliny nie były dla starożytnych jedynie przypadkowym zbiorem pachnących elementów. Zaczynano je obserwować, porównywać i opisywać w sposób bardziej uporządkowany.
Szczególne miejsce zajmuje również Hipokrates i tradycja medyczna związana z jego imieniem. W tekstach greckiej medycyny pojawiały się liczne rośliny, oleje i substancje aromatyczne. Wykorzystywano je w różnych preparatach, między innymi do nacierania, okładów czy przygotowywania mieszanek. Nie była to jednak aromaterapia w dzisiejszym znaczeniu. Ówczesna medycyna opierała się na innych teoriach dotyczących funkcjonowania organizmu i chorób.
Rzymianie przejęli wiele greckich tradycji, ale jednocześnie rozwinęli własną kulturę kąpieli, kosmetyki i perfumerii. Rzymskie łaźnie były miejscami, w których higiena, życie społeczne, rekreacja i pielęgnacja ciała łączyły się w jeden system. Oleje aromatyczne mogły być wykorzystywane podczas masażu i po kąpieli. Rzymianie cenili również pachnące rośliny, żywice i perfumy.
Ważnym elementem rzymskiego świata był handel. Imperium obejmowało ogromny obszar, a szlaki handlowe umożliwiały transport surowców z odległych miejsc. Mirra, kadzidło, przyprawy i aromatyczne rośliny mogły przemieszczać się na znaczne odległości. Zapach miał więc również wymiar ekonomiczny. Produkt, który pochodził z odległego regionu i wymagał skomplikowanego transportu, mógł być bardzo kosztowny. Pachnące oleje i perfumy nie były więc wyłącznie kwestią „lubienia ładnych zapachów”. Były również elementem gospodarki i statusu społecznego.
W świecie antycznym ważne były także tradycje Bliskiego Wschodu. Region ten przez tysiące lat znajdował się na skrzyżowaniu szlaków handlowych łączących Afrykę, Azję i obszar śródziemnomorski. Przepływały przez niego nie tylko towary, lecz także wiedza o roślinach, technikach ich przetwarzania i sposobach wykorzystania. Żywice, przyprawy, aromatyczne drewna i rośliny stanowiły część handlu, medycyny i kultury.
W późniejszych wiekach szczególne znaczenie dla rozwoju wiedzy o substancjach aromatycznych miały tradycje świata islamskiego. To tutaj rozwijała się nauka chemiczna i farmaceutyczna, a uczeni oraz rzemieślnicy doskonalili techniki destylacji. Nie można oczywiście sprowadzić całego rozwoju destylacji do jednej osoby ani jednego wynalazku, ponieważ techniki destylacyjne rozwijały się stopniowo i miały wcześniejsze korzenie. Świat arabsko-muzułmański odegrał jednak ogromną rolę w ich rozwijaniu, dokumentowaniu i stosowaniu.
Jedną z najbardziej znanych postaci jest Abu Ali al-Husajn ibn Abd Allah ibn Sina, znany w Europie jako Awicenna. Żył na przełomie X i XI wieku i był lekarzem, filozofem oraz uczonym. Jego „Kanon medycyny” stał się jednym z najważniejszych dzieł medycznych średniowiecza i przez wiele stuleci był wykorzystywany jako tekst medyczny. Awicenna kojarzony jest również z rozwojem destylacji olejku różanego. Historycy ostrożnie podchodzą do popularnego twierdzenia, że „wynalazł destylację”, ponieważ destylacja była znana wcześniej. Jego znaczenie polegało raczej na rozwoju i zastosowaniu istniejących technik oraz na utrwaleniu wiedzy w ramach rozwijającej się nauki.
Destylacja była przełomowa, ponieważ pozwalała na oddzielanie lotnych substancji od innych składników surowca. W uproszczeniu para wodna mogła przenosić lotne związki aromatyczne, a po skropleniu można było oddzielić oleistą frakcję od wody. To otwierało zupełnie nowe możliwości. Człowiek przestał być ograniczony wyłącznie do mieszania pachnących roślin z tłuszczem czy spalania ich w formie kadzidła. Można było zacząć otrzymywać bardziej skoncentrowane produkty aromatyczne.
Jednym z najsłynniejszych przykładów jest róża. Woda różana i produkty destylacji różanych miały ogromne znaczenie w kulturach Bliskiego Wschodu. Woda różana była wykorzystywana w perfumerii, kuchni, kosmetyce i różnych praktykach kulturowych. Jej popularność pokazuje, jak silnie aromatyczne produkty mogły przenikać do wielu dziedzin życia jednocześnie.
Rozwój destylacji nie oznaczał jednak natychmiastowego powstania nowoczesnych olejków eterycznych. Proces technologiczny był tylko jednym elementem większej historii. Trzeba było jeszcze rozwijać aparaturę, kontrolować temperaturę, poznawać surowce, poprawiać wydajność, przechowywać produkty i uczyć się, które rośliny oraz ich części nadają się do określonych procesów.
W średniowiecznej Europie pachnące rośliny również były wykorzystywane na wiele sposobów. Klasztory odgrywały ważną rolę w przechowywaniu i przekazywaniu wiedzy o roślinach leczniczych. Ogrody klasztorne pozwalały uprawiać zioła, a teksty medyczne i zielniki zawierały informacje o ich zastosowaniu. Rośliny aromatyczne były wykorzystywane w kuchni, kosmetyce, medycynie tradycyjnej i do aromatyzowania pomieszczeń.
W średniowieczu szczególnie ważne były rośliny, które można było łatwo hodować lub zbierać lokalnie. Mięta, szałwia, lawenda, rozmaryn, koper i wiele innych roślin miały zastosowanie praktyczne. Pachnące zioła mogły być dodawane do kąpieli, przechowywane w pomieszczeniach, używane do przygotowywania naparów albo umieszczane w woreczkach. W warunkach, w których nie istniały współczesne środki higieniczne, detergenty i dezodoranty, przyjemny zapach miał bardzo praktyczny wymiar.
Trzeba jednak uważać na popularny mit, według którego średniowieczni Europejczycy byli niemal całkowicie obojętni na higienę i nie znali żadnych sposobów radzenia sobie z zapachami. Rzeczywistość była bardziej złożona. Ludzie kąpali się, prali ubrania, stosowali zioła, pachnidła i oleje, choć częstotliwość i sposób wykonywania tych czynności bardzo różniły się w zależności od miejsca, epoki, statusu społecznego i warunków. Nie można również zakładać, że praktyki stosowane przez bogatych mieszkańców miast wyglądały tak samo jak życie ubogich mieszkańców wsi.
Rozwój handlu sprawiał, że coraz więcej egzotycznych substancji docierało do Europy. Przyprawy, żywice i aromatyczne surowce były kosztowne, ponieważ musiały być transportowane z odległych regionów. Zapach stawał się więc również symbolem prestiżu. Właściwości pachnidła były tylko jedną częścią jego wartości. Druga wynikała z tego, że posiadanie określonego produktu świadczyło o dostępie do dóbr luksusowych.
W tym okresie nadal rozwijała się sztuka destylacji. Aparatura stawała się coraz bardziej wyrafinowana, a wiedza o oddzielaniu różnych substancji stopniowo się poszerzała. Destylowano nie tylko substancje aromatyczne, ale również alkohol i różne inne produkty. Wspólnym mianownikiem była umiejętność wykorzystania różnic w lotności i temperaturze wrzenia poszczególnych składników.
Z punktu widzenia historii aromaterapii jest to jeden z najważniejszych etapów. Bez rozwoju destylacji trudno byłoby wyobrazić sobie późniejszy przemysł olejków eterycznych. Sama destylacja nie była jednak jeszcze nauką o olejkach. Przez długi czas człowiek potrafił coś pozyskać, zanim był w stanie wyjaśnić, dlaczego i jak dokładnie to działa.
To zresztą bardzo częsta sytuacja w historii nauki. Najpierw pojawia się praktyka, potem próba jej opisania, a dopiero później dokładne wyjaśnienie mechanizmu.
Człowiek przez wieki wiedział, że określone rośliny pachną i że można uzyskać z nich aromatyczne produkty. Nie wiedział jeszcze, że zapach wynika z obecności konkretnych cząsteczek lotnych. Nie znał ich struktury chemicznej. Nie wiedział, że skład olejku można dokładnie zmierzyć. Nie miał pojęcia o receptorach węchowych. Mimo to potrafił tworzyć produkty, które z dzisiejszego punktu widzenia są niezwykle interesujące.
Prawdziwy przełom nastąpił wraz z rozwojem nowoczesnej chemii w XVIII i XIX wieku. Chemicy zaczęli izolować pojedyncze składniki olejków i badać ich strukturę. Zamiast patrzeć na olejek jako na tajemniczą substancję pochodzącą z rośliny, można było stopniowo zacząć postrzegać go jako mieszaninę konkretnych związków chemicznych.
Odkrywano i opisywano między innymi mentol, limonen, eugenol, linalol i wiele innych substancji. Z czasem rozwój chemii organicznej umożliwił nie tylko izolowanie składników naturalnych, ale także ich syntezę. To miało ogromne znaczenie dla przemysłu perfumeryjnego, farmaceutycznego i kosmetycznego.
W XIX wieku zaczęła się również rozwijać przemysłowa produkcja substancji zapachowych. Możliwość uzyskiwania określonych związków w sposób kontrolowany i powtarzalny zmieniła rynek. Zapach przestał być wyłącznie produktem rolnictwa, rzemiosła i destylacji. Stał się także produktem nowoczesnego przemysłu chemicznego.
I właśnie w tym świecie pojawiła się postać, która odegrała szczególną rolę w historii samego słowa „aromaterapia”: René-Maurice Gattefossé.
Gattefossé był francuskim chemikiem pracującym między innymi w dziedzinie perfumerii. Urodził się w 1881 roku i zajmował się substancjami zapachowymi oraz ich zastosowaniem. Z czasem zainteresował się również olejkami eterycznymi i ich potencjalnym zastosowaniem w kontekście zdrowia. W 1937 roku opublikował książkę zatytułowaną „Aromathérapie: Les Huiles Essentielles Hormones Végétales”, a właśnie tytuł tej publikacji spopularyzował termin „aromaterapia” w nowoczesnym znaczeniu.
Wokół Gattefossé narosła jednak ogromna liczba opowieści, szczególnie dotyczących jego rzekomego eksperymentu z olejkiem lawendowym po poparzeniu. Według popularnej wersji historii miał doznać poważnego oparzenia ręki podczas pracy w laboratorium i zanurzyć ją w olejku lawendowym, po czym zaobserwować niezwykle dobry efekt. Ta opowieść jest często powtarzana w książkach i materiałach promujących aromaterapię, ale szczegóły anegdoty są przedmiotem dyskusji historycznej i nie powinny być traktowane jako samodzielny dowód skuteczności lawendy w leczeniu oparzeń.
To bardzo dobry przykład różnicy między historią a dowodem naukowym. Nawet jeśli określona osoba rzeczywiście zaobserwowała coś podczas własnego doświadczenia, nie oznacza to jeszcze, że mamy dowód kliniczny. Pojedyncza obserwacja może być interesującym początkiem badań, ale nie zastępuje kontrolowanych badań przeprowadzonych na większej liczbie osób.
Gattefossé pozostaje jednak ważną postacią z jednego zasadniczego powodu: pomógł nadać nazwę nowemu sposobowi myślenia o wykorzystaniu olejków eterycznych. Sam termin „aromaterapia” powstał dopiero w XX wieku, mimo że wykorzystanie aromatycznych roślin jest znacznie starsze.
W następnych dziesięcioleciach aromaterapia rozwijała się w różnych kierunkach. Jedną z ważnych postaci był francuski lekarz Jean Valnet, który w XX wieku popularyzował zastosowanie olejków eterycznych w praktyce medycznej. Jego książki przyczyniły się do zwiększenia zainteresowania aromaterapią we Francji i poza nią. Równolegle rozwijały się szkoły i nurty aromaterapii w Wielkiej Brytanii oraz innych krajach Europy.
Współczesna aromaterapia jest jednak zjawiskiem niejednorodnym. Nie istnieje jeden uniwersalny model, według którego wszyscy praktycy stosują olejki. Różnią się podejścia dotyczące sposobów aplikacji, stężeń, wyboru olejków, masażu, inhalacji czy wykorzystania ich w kosmetyce. Niektóre nurty kładą duży nacisk na tradycję i doświadczenie praktyczne, inne starają się opierać na współczesnej wiedzy z zakresu chemii, farmakologii i badań klinicznych.
Właśnie dlatego współczesna aromaterapia wymaga rozsądnego oddzielenia kilku różnych rzeczy. Jedną jest historia wykorzystania pachnących roślin. Drugą jest tradycyjne zastosowanie konkretnego olejku. Trzecią jest wiedza o jego składzie chemicznym. Czwartą są wyniki badań laboratoryjnych. Piątą są badania z udziałem ludzi. Dopiero ich właściwe zestawienie pozwala ocenić, co naprawdę możemy powiedzieć o danym zastosowaniu.
To rozróżnienie jest niezwykle ważne, ponieważ historia aromaterapii jest pełna opowieści, które brzmią przekonująco właśnie dlatego, że są stare. Jeżeli coś było stosowane przez tysiąc lat, łatwo pomyśleć, że musi być skuteczne. Tymczasem długotrwałe stosowanie może świadczyć o znaczeniu kulturowym, dostępności, przyjemności użytkowania albo doświadczeniu ludzi, ale samo w sobie nie określa skuteczności klinicznej.
Z drugiej strony nie należy również popełniać przeciwnego błędu i uznawać, że skoro starożytni nie znali współczesnej nauki, wszystkie ich obserwacje są bezwartościowe. Dawna wiedza o roślinach była ogromnym zbiorem obserwacji. Wiele współczesnych leków ma swoje korzenie w badaniu substancji występujących w roślinach. Problem polega na tym, że tradycyjna wiedza musi zostać poddana współczesnej weryfikacji, jeżeli chcemy wyciągać z niej konkretne wnioski medyczne.
W przypadku olejków eterycznych sytuacja jest szczególnie interesująca, ponieważ mamy do czynienia z mieszaninami wielu substancji. Olejek nie jest pojedynczą cząsteczką. Jego działanie, zapach, trwałość i właściwości zależą od całego profilu chemicznego. Co więcej, profil ten może się zmieniać w zależności od gatunku rośliny, miejsca uprawy, pory zbioru, części rośliny i metody pozyskania.
Oznacza to, że starożytny opis „olejku z róży” i współczesna butelka produktu oznaczonego jako olejek różany nie muszą oznaczać dokładnie tego samego rodzaju preparatu. Dawne receptury często wykorzystywały oleje macerowane roślinami, ekstrakty, wody aromatyczne, żywice i inne mieszaniny. Współczesny olejek eteryczny może być produktem bardzo precyzyjnie pozyskanym i zbadanym chemicznie.
Historia prowadzi nas więc od rośliny do technologii, od technologii do chemii, a od chemii do współczesnych badań biologicznych.
Warto przy tym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: rozwój aromaterapii nie był prostą linią. Nie wyglądał tak, że najpierw człowiek odkrył rośliny, następnie wynalazł destylację, potem powstał olejek, a na końcu nauka wszystko potwierdziła. Rzeczywistość była znacznie bardziej chaotyczna. Różne kultury niezależnie rozwijały podobne rozwiązania. Wiedza przenikała między regionami. Jedne techniki zanikały, inne powracały. Niektóre tradycyjne przekonania okazały się trafnymi obserwacjami, inne zostały porzucone wraz z rozwojem nauki.
Współczesna aromaterapia znajduje się właśnie na przecięciu tych dwóch światów. Z jednej strony korzysta z ogromnego dziedzictwa kulturowego związanego z roślinami aromatycznymi. Z drugiej strony dysponuje narzędziami, których wcześniejsze pokolenia nie miały. Możemy dziś analizować skład olejków, badać ich wpływ na komórki, obserwować mechanizmy biologiczne, przeprowadzać badania kliniczne i analizować bezpieczeństwo.
Nie wszystkie pytania mają jednak już odpowiedź. W przypadku części zastosowań istnieją badania sugerujące możliwe korzyści, ale dowody mogą być ograniczone. W innych przypadkach wyniki są niespójne. Jeszcze inne popularne zastosowania mają znacznie słabsze podstawy naukowe, niż sugerują reklamy. Dlatego współczesna aromaterapia powinna być traktowana jako dziedzina, w której obok doświadczenia i tradycji potrzebne są krytyczne myślenie oraz ostrożność.
Szczególnie ważne jest to w przypadku twierdzeń dotyczących leczenia chorób. Olejek może być przyjemnym elementem relaksu, pielęgnacji albo codziennego rytuału. To nie oznacza automatycznie, że może zastąpić leczenie choroby. Nie należy również zakładać, że skoro jakiś olejek był wykorzystywany w tradycyjnej medycynie, to może zastąpić współczesne leczenie farmakologiczne.
Historia uczy nas czegoś jeszcze. Przez tysiące lat człowiek wykorzystywał rośliny przede wszystkim dlatego, że miał ograniczony wybór. Dzisiaj mamy znacznie większy dostęp do wiedzy, leków, diagnostyki i technologii. Możemy więc zachować to, co w tradycji jest wartościowe — zainteresowanie roślinami, przyjemność zapachu, rytuał, relaks i doświadczenie sensoryczne — bez konieczności przyjmowania wszystkich dawnych przekonań dotyczących leczenia.
To właśnie odróżnia dojrzałe podejście od romantycznej wizji „mądrości przodków”. Przodkowie mieli ogromną wiedzę, ale mieli też ograniczenia. My również mamy ograniczenia, ale dysponujemy narzędziami pozwalającymi je stopniowo zmniejszać.
Dzisiaj olejki eteryczne są obecne w kosmetyce, perfumerii, produktach higienicznych, aromaterapii, przemyśle spożywczym oraz badaniach naukowych. Można je znaleźć w preparatach do masażu, produktach do kąpieli, inhalacjach i dyfuzorach. Wiele osób wykorzystuje je przede wszystkim dla zapachu i stworzenia określonej atmosfery. Lawenda kojarzy się z wieczornym wyciszeniem, cytrusy z energią i świeżością, mięta z chłodnym, intensywnym aromatem, a drzewa iglaste z zapachem lasu.
I właśnie tutaj historia zatacza pewnego rodzaju koło. Człowiek współczesny, wyposażony w laboratoria, chromatografy i tysiące publikacji naukowych, nadal reaguje na zapach w bardzo podstawowy sposób. Otwiera butelkę, wciąga powietrze i jego mózg natychmiast przetwarza informację zapachową.
Różnica polega na tym, że dzisiaj możemy zadać znacznie więcej pytań.
Co dokładnie znajduje się w tym olejku? Jak został pozyskany? Jakie związki chemiczne zawiera? Jak zmienia się jego skład podczas przechowywania? Jak działa jego zapach na człowieka? Czy obserwowany efekt wynika z konkretnego składnika, całej mieszaniny, doświadczenia sensorycznego, oczekiwań użytkownika czy kombinacji tych czynników? Czy efekt został wykazany w badaniach z udziałem ludzi? Jakie są możliwe działania niepożądane? Jakie stężenie jest odpowiednie? Kto powinien unikać danego produktu?
To są pytania, których starożytny Egipcjanin, grecki lekarz czy średniowieczny zielarz nie mogli zadać w taki sposób. Nie dlatego, że byli mniej inteligentni. Po prostu nie dysponowali odpowiednimi narzędziami.
Dlatego historia aromaterapii nie jest historią cudownego odkrycia, które zostało dokonane raz na zawsze kilka tysięcy lat temu. Jest historią stopniowego poznawania roślin.
Najpierw człowiek nauczył się rozpoznawać ich zapach.
Potem nauczył się je zbierać.
Później nauczył się przechowywać aromatyczne surowce.
Następnie zaczął mieszać je z tłuszczami, wodą i innymi substancjami.
Rozwinął techniki ekstrakcji i destylacji.
Nauczył się izolować poszczególne związki.
Rozwinął chemię organiczną.
Zaczął badać mechanizmy biologiczne.
Wreszcie zaczął sprawdzać działanie określonych produktów w badaniach z udziałem ludzi.
To ciąg dalszy tej samej ludzkiej ciekawości, która tysiące lat temu kazała komuś zastanawiać się, dlaczego rozgnieciony liść pachnie inaczej niż drewno, a dzisiaj pozwala naukowcom analizować pojedyncze składniki olejku.
W tym sensie współczesna aromaterapia jest jednocześnie bardzo stara i bardzo młoda. Stara, ponieważ korzysta z roślin, które ludzie wykorzystywali od tysięcy lat. Młoda, ponieważ samo pojęcie aromaterapii w obecnym znaczeniu pojawiło się dopiero w XX wieku.
I właśnie ta różnica będzie ważna w dalszej części książki. Będziemy wracać do historii, ale nie po to, aby udowadniać, że coś jest skuteczne tylko dlatego, że jest tradycyjne. Będziemy również wracać do współczesnej nauki, ale nie po to, aby traktować każde badanie laboratoryjne jako dowód działania u człowieka.
Historia pokazuje, skąd przyszły nasze zainteresowania. Nauka pomaga sprawdzić, co z tych zainteresowań rzeczywiście możemy uznać za dobrze uzasadnione.
A pomiędzy jednym a drugim znajduje się człowiek — ze swoim nosem, pamięcią, emocjami, oczekiwaniami i wielowiekową potrzebą otaczania się zapachami roślin.
Od dymu kadzidła unoszącego się w starożytnej świątyni, przez różane wody i aromatyczne oleje świata islamu, średniowieczne ogrody ziołowe, rozwój destylacji i narodziny nowoczesnej chemii, aż po współczesną buteleczkę olejku stojącą w łazience czy sypialni droga była niezwykle długa.
I właśnie dlatego warto ją poznać, zanim przejdziemy do pytania znacznie bardziej praktycznego: co właściwie dzieje się w naszym organizmie, kiedy wdychamy zapach olejku eterycznego?
ROZDZIAŁ 3. Jak zapach wpływa na człowieka?
Zapach jest jednym z tych elementów codzienności, których zwykle nie zauważamy, dopóki nagle nie przestaną być dostępne. Oddychamy przez nos tysiące razy dziennie, a wraz z każdym oddechem do naszego organizmu trafia informacja o otaczającym świecie. Zwykle nie zastanawiamy się nad tym, że właśnie w tej chwili nasz mózg analizuje mieszaninę cząsteczek znajdujących się w powietrzu. Robi to automatycznie, błyskawicznie i w dużej mierze poza naszą świadomą kontrolą.
Możemy zamknąć oczy i przez chwilę nie patrzeć na świat. Możemy zatkać uszy. Możemy odwrócić głowę od czegoś, czego nie chcemy oglądać. Z zapachem jest trudniej. Dopóki oddychamy normalnie, nos nieustannie pobiera próbki otoczenia. Powietrze może pachnieć lasem, deszczem, kawą, pieczonym chlebem, dymem, perfumami albo środkiem czystości. Czasami wystarczy jeden krótki wdech, aby pojawiło się wspomnienie, którego nie przywoływaliśmy od dziesięciu czy dwudziestu lat.
To właśnie ta niezwykła zdolność zapachu do wywoływania emocji i wspomnień sprawia, że aromaterapia jest tak interesującym tematem. Jednocześnie jest to obszar, w którym łatwo przejść od uzasadnionego stwierdzenia „zapach może wpływać na nasze doświadczenie i samopoczucie” do znacznie mocniejszego, a nie zawsze uzasadnionego twierdzenia „konkretny olejek leczy określoną chorobę”. Między tymi zdaniami znajduje się ogromna przestrzeń, którą trzeba dokładnie poznać.
Żeby zrozumieć, dlaczego zapach może być dla człowieka tak ważny, trzeba najpierw przyjrzeć się samemu zmysłowi węchu.
Węch jest zmysłem chemicznym. Oznacza to, że nie odbiera światła, jak wzrok, ani fal mechanicznych, jak słuch. Rozpoznaje określone substancje chemiczne obecne w powietrzu. Cząsteczki zapachowe docierają do nosa podczas oddychania, a specjalne komórki receptorowe znajdujące się w nabłonku węchowym reagują na ich obecność.
To, co nazywamy „zapachem”, nie jest więc czymś, co istnieje w powietrzu jako jedna konkretna rzecz. Zapach jest doświadczeniem powstającym w wyniku kontaktu organizmu z określonymi substancjami chemicznymi oraz przetwarzania informacji przez układ nerwowy.
W powietrzu może znajdować się ogromna liczba różnych cząsteczek. Nie wszystkie są zapachowe w znaczeniu, które nas interesuje, ale część z nich jest wystarczająco lotna, aby przedostać się do nosa. Tam rozpoczyna się niezwykle skomplikowany proces biologiczny.
Podczas wdechu powietrze przepływa przez jamę nosową. W jej górnej części znajduje się nabłonek węchowy zawierający wyspecjalizowane neurony receptorowe. To właśnie one są pierwszym ogniwem układu odpowiedzialnego za rozpoznawanie zapachów.
Każdy z tych neuronów posiada receptory węchowe, czyli białka zdolne do rozpoznawania określonych cech cząsteczek zapachowych. Człowiek posiada setki funkcjonalnych typów receptorów węchowych. Co niezwykle istotne, pojedynczy zapach nie musi oznaczać pobudzenia tylko jednego rodzaju receptora. Przeciwnie — wiele zapachów jest rozpoznawanych dzięki charakterystycznym kombinacjom aktywowanych receptorów.
Można to porównać do alfabetu. Pojedyncze litery same w sobie nie są jeszcze słowem, ale odpowiednia kombinacja liter pozwala rozpoznać konkretną nazwę. W podobny sposób mózg może analizować wzorzec aktywności receptorów i na jego podstawie tworzyć doświadczenie określonego zapachu.
Nie oznacza to jednak, że mózg posiada prostą tabelę typu „receptor numer 17 = lawenda”. System jest znacznie bardziej złożony. Receptory reagują na różne cząsteczki, a jedna cząsteczka może wpływać na wiele receptorów. Informacja jest następnie przetwarzana na kolejnych etapach układu węchowego.
Po aktywacji neuronów receptorowych sygnał trafia do struktur określanych jako kłębuszki w opuszce węchowej. To właśnie tam informacje z różnych receptorów są organizowane i przetwarzane. Następnie sygnały przekazywane są dalej do kolejnych obszarów mózgu odpowiedzialnych za identyfikację zapachu, jego znaczenie emocjonalne oraz powiązanie z innymi doświadczeniami.
Warto przy tym podkreślić coś, co ma ogromne znaczenie dla aromaterapii: zapach nie jest po prostu informacją „odbieraną przez nos”. Nos jest pierwszym etapem. Ostateczne doświadczenie zapachu powstaje w mózgu.
Dlatego dwie osoby mogą wąchać dokładnie ten sam olejek i opisywać go zupełnie inaczej. Jedna może powiedzieć „świeży i przyjemny”, druga „zbyt intensywny”, a trzecia „pachnie jak gabinet dentystyczny”. I każda z tych osób może rzeczywiście doświadczać czegoś innego.
Wrażenie zapachu zależy bowiem nie tylko od właściwości chemicznych substancji. Znaczenie ma również doświadczenie, pamięć, kontekst, oczekiwania, kultura, a nawet aktualny stan organizmu.
Szczególnie fascynujące jest połączenie węchu z obszarami mózgu związanymi z emocjami i pamięcią. Układ węchowy ma bezpośrednie połączenia z obszarami mózgu uczestniczącymi między innymi w przetwarzaniu emocji i wspomnień, w tym z elementami układu limbicznego. Popularne stwierdzenie, że „zapach trafia prosto do układu limbicznego”, jest pewnym uproszczeniem, ale wskazuje na rzeczywiście ważną cechę organizacji układu węchowego.
Właśnie dlatego zapach może czasami wywołać emocję szybciej, niż zdążymy świadomie powiedzieć sobie, co właściwie czujemy.
Wyobraźmy sobie zapach mokrej ziemi po deszczu. Dla jednej osoby będzie to po prostu charakterystyczny zapach gleby. Dla innej może oznaczać wakacje spędzane na wsi. Jeszcze inna osoba może natychmiast przypomnieć sobie ogród dziadków. Sam zapach jest bodźcem chemicznym. Wspomnienie i emocja są już wynikiem działania całego systemu nerwowego.
Podobnie działa zapach świeżo upieczonego ciasta. Dla jednej osoby może oznaczać święta. Dla innej niedzielne poranki. Dla jeszcze innej nie będzie znaczyć absolutnie nic szczególnego.
Nie ma jednego uniwersalnego „zapachu szczęścia”.
To jedna z najważniejszych rzeczy, które trzeba zrozumieć, rozmawiając o wpływie aromatów na człowieka.
Zapachy i wspomnienia są bardzo mocno powiązane, ale ich znaczenie jest indywidualne. Aromat, który dla jednej osoby kojarzy się ze spokojem, dla innej może być źródłem dyskomfortu. Lawenda może przywoływać wspomnienie przyjemnego hotelu albo wakacji, ale równie dobrze może przypominać zapach kosmetyku używanego w nieprzyjemnym okresie życia.