E-book
13.65
drukowana A5
36.06
drukowana A5
Kolorowa
59.88
Archidoxis Magica i inne traktaty

Bezpłatny fragment - Archidoxis Magica i inne traktaty

Objętość:
151 str.
ISBN:
978-83-8155-387-2
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 36.06
drukowana A5
Kolorowa
za 59.88

Słowo wstępne

Nie przypuszczałem, że Manuał Zielarski przetrwa tak długo. Strona powstała właściwie pod wpływem impulsu wywołanego pewną frustracją na akademicki stan rzeczy. Studenci zainteresowani publikacją artykułów poruszających tematy niszowe i miało popularne, spotykają się z wieloma przeszkodami utrudniającymi osiągnięcie celu i naukowego sukcesu. Nie jest łatwo znaleźć odpowiednie czasopismo, a jeżeli już przebrnie się przez ten etap, to pracę przeczyta naprawdę wąskie grono zainteresowanych. Równie dobrze można pisać do szuflady albo do teczki. Dlatego postanowiłem być samemu sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Manuał Zielarski porusza rozmaite tematy z zakresu zielarstwa, fitoterapii, medycyny, farmacji, etnografii i historii; wszystko zgodnie z własnymi zasadami ku pożytkowi całego społeczeństwa, które najwyraźniej docenia moje starania, co widzę po statystykach i zaproszeniach na konferencje. Skoro wydanie artykułu wiąże się z trudnościami, to co powiedzieć o wydaniu książki? Pierwsza pozycja spod szyldu Manuału Zielarskiego — „Kawy Roślinne” była swoistym eksperymentem sprawdzającym popyt na takie treści i metody dystrybucji. Ponieważ e-book spotykał się z ciepłym przyjęciem oraz znalazłem odpowiednie wydawnictwo, postanowiłem wydawać przynajmniej jedną książkę rocznie. Spełnienie obietnicy właśnie trzymasz w ręku albo widzisz na ekranie komputera bądź czytnika.

„Archidoxis Magica i inne traktaty” nie jest dziełem łatwym i przyjemnym w odbiorze ze względu na tematykę i archaiczność tekstu. Paracelsus, a właściwie Philippus Aureolus Theophrastus Bombast von Hohenheim (1493/94—1541) był szwajcarskim lekarzem, badaczem przyrody i filozofem. Jego liczne prace odcisnęły widoczne piętno na wielu dziedzinach nauk, ale gdybyśmy zapytali kogokolwiek o dokonania Paracelsusa, nie usłyszelibyśmy niczego, albo wypowiedziano by frazę „dosis facit venenum”. Czy można pogodzić się z tym, że tak wybitną postać i jej cały dorobek, sprowadza się do poziomu jednego cytatu? Nie jest to oczywiście niczyją winą, po prostu dzieła sławnego Szwajcara są w Polsce zupełnie nieznane. Niniejsza pozycja ma za zadanie choć trochę wypełnić istniejącą lukę, bo Paracelsus zasługuje na to, aby był kojarzony także z innymi poglądami i koncepcjami, a nie tylko z prostym hasełkiem powtarzanym studentom farmacji i medycyny.

„O sile planet” — „De Spiritibus Planetarum” to fascynujący traktat alchemiczny opisujący poszczególne czynności, których szczęśliwym końcem jest uzyskanie rtęci filozoficznej. Autor przypisuje tej substancji wielkie i pożądane właściwości: umożliwia transmutację jednego metalu w drugi oraz szybkie wyleczenie wielu chorób i dolegliwości. Droga prowadząca do stworzenia ów cudownej rtęci jest najeżona trudnościami, a najmniejszy błąd niweczy wszystkie dotychczasowe osiągnięcia.

„O filozofii okultystycznej” — „De Occulta Philosophia” jest obszerną pracą obejmującą zagadnienia związane z magią, teologią i przyrodą. Czytelnik podczas lektury zagłębia się w przemyślenia Paracelsusa dotyczące zaklęć, błogosławieństw, symboli oraz ukrytych skarbów, snów, imaginacji i istot ponadnaturalnych. Traktat jest wręcz przesycony naukami tajemnymi i magicznymi, co może zdziwić osoby, które nie znały jego poglądów i koncepcji dotyczących natury świata.

„O niebiańskiej medycynie” — „De Medicina Coelesti” jest szerzej znane pod późniejszą nazwą „Archidoxis Magica”, którą przyjąłem za tytułową dla tej książki. Dzięki temu dziełu poznajemy Paracelsusa jako lekarza wyjaśniającego przyczyny dolegliwości trapiących ludzi i zwierzęta oraz astrologa szukającego remediów w gwiazdach i kruszcach. Metody terapii opisane w tej pracy mogą nas dziwić oraz szokować, lecz takie były realia szesnastego wieku.

Przekładu dokonałem na podstawie wydania łacińskiego Gerarda Dorne’a z 1570 roku, z którego jednocześnie zaczerpnąłem ilustracje oraz edycji angielskiej Roberta Turnera z 1656 roku.

Autorem czwartego traktatu nie jest szwajcarski lekarz, lecz student farmacji Aleksander Karol Smakosz, którego zaprosiłem do wspólnej pracy nad książką. Efektem jest obszerny artykuł dotyczący Michaela de Nostredame (Nostradamusa) i jego recepturach na galaretki, konfitury oraz roślinne słodkości. Żywię nadzieję, iż przepisy zawarte w artykule zostaną odtworzone i wykorzystane w praktyce. Kto nie chciałby skosztować galaretki z pigw, którą raczył się sam król Francji? Całość uzupełnia słowniczek wyrazów trudnych, wyjaśniający niektóre skomplikowane kwestie. Hasła znajdujące się w słowniku są oznaczone znakiem:°.

Mam nadzieję, że „Archidoxis Magica i inne traktaty” przypadnie Wam do gustu, a postać Paracelsusa stanie się mniej zagadkowa. Niechaj Król Orientu zasiądzie na swym tronie!

Bartłomiej Byczkiewicz

manualzielarski.pl

TRAKTAT PIERWSZY: O sile planet

Prolog

Najpierw wezwę imię Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawcy. Ukończyłem poniższe dzieło, w którym nie tylko nauczam jak zmienić każdy metal w lepszy — żelazo w miedź, a potem w srebro i złoto, ale także jak wspomóc wszelkie słabości, których wyleczenie w opinii zarozumiałych i zawziętych medyków wydaje się niemożliwe. Jednak znaczniejsza wydaje się nauka zachowania i utrzymania śmiertelnych tak, aby dotrwali do długiego, uznanego wieku. Ta Sztuka została przez Boga — największego Stworzyciela — zapisana w istocie metali niczym księga już na początku istnienia, abyśmy mogli pilnie jej się uczyć. Dlatego, jeśli ktoś zechce gruntownie i dokładnie ją poznać, musi pobierać wiedzę od samego mistrza, to jest Boga, który stworzył wszystkie te rzeczy i jako jedyny zna ich naturę i właściwości, albowiem sam je w nich umieścił. Kto jest zdolny pięknie nauczać każdego, od Niego może pojąć całość absolutnie i wyśmienicie, tak jak On nam to powiedział. Nie ma żadnej rzeczy tak sekretnej w niebie i na ziemi, której cnót Bóg nie dostrzega, bowiem świetnie zna i widzi to, co stworzył. W związku z tym mianujmy Go panem, zarządcą i liderem, niechaj prowadzi nas przez najprawdziwszą Sztukę. Naśladujmy Jego samego i poprzez Niego uczmy się i zdobywajmy wiedzę o Naturze, którą On sam własnym palcem wyrył i zawarł w istocie metali. Dzięki temu Najwyższy Bóg pobłogosławi ku nam wszystkie stworzenia oraz uświęci nasze drogi; doprowadzi pracę od początku do pożądanego końca, a w konsekwencji wypełni serca radością i miłością. Jeżeli ktoś podąży jedynie za własną opinią, nie tylko oszuka sam siebie, ale także wszystkich innych, którzy do niego dołączyli i doprowadzi ich do zguby. Albowiem bezsprzecznie ludzkość rodzi się w niewiedzy i ignorancji, przez co nie jest w stanie sama niczego poznać; jedynie uzyska to, co da jej Bóg i co sama wywnioskuje z Natury. Ci, którzy nic z tego nie wynoszą, są podobni do pogańskich nauczycieli i filozofów podążających za wyrafinowaniami i wytworami cudzej inwencji oraz poglądów — Arystotelesa°, Hipokratesa°, Awicenny°, Galena° i innych, opierających całą swoją Sztukę tylko na prywatnych opiniach. Jeśli kiedykolwiek nauczyli się czegoś od Natury, zniszczyli to poprzez własne fantazje, sny i wymysły, zanim dotarli do końca, więc nie można znaleźć niczego doskonałego u nich, ani u ich naśladowców.

Skłoniło mnie to do napisania tej wyjątkowej księgi alchemicznej, opartej nie na ludziach, ale na samej Naturze oraz tych cnotach i siłach, które Bóg własnym palcem odcisnął w metalach. Jego czyny naśladował Merkury Trismegistos°, który zasłużenie jest nazywany ojcem wszystkich mędrców, a także tych, którzy podążali za Sztuką z miłością i gorliwym pożądaniem. Uczył i demonstrował, iż Bóg jest jedynym autorem, przyczyną i źródłem wszystkiego, co istnieje w owej Sztuce. Nie przypisuje boskiej mocy oraz cnót istotom lub widzialnym rzeczom, jak czynią poganie i im podobni.

Teraz widzicie, że całej tej wiedzy należy nauczyć się od Trójcy Świętej: Boga Ojca, Jego Syna i naszego Zbawcy oraz Ducha Świętego — trójcy w jedności. Dlatego podzieliłem tę alchemiczną pracę na trzy traktaty albo części: w pierwszej definiuję, czym jest Sztuka i wyjaśniam naturę każdego metalu. W drugiej opisuję pracę z nimi, a także sposoby użycia mocy i siły kruszców. Natomiast w trzeciej omawiam tynktury°, które mogą być wytwarzane dzięki Słońcu i Księżycowi.

Część pierwsza

Rozdział I: O zwykłym ogniu

Najpierw należy ustalić i zrozumieć co w sobie zawiera ta Sztuka, na czym polega i jakie są jej właściwości. Pierwszym i zarazem głównym zagadnieniem przynależącym do niej jest ogień. Zawsze występuje i charakteryzuje się tymi samymi właściwościami oraz działaniem; nie może też uzyskać swego istnienia od czegokolwiek innego. Posiada formę i moc, podobnie jak wszystkie ognie skryte w tajemnych rzeczach oraz siły ożywcze takie jak Słońce ustanowione przez Boga, które ogrzewa cały świat, to co sekretne, widoczne i oczywiste, a także sfery Marsa, Saturna, Wenus, Jowisza, Merkurego i Księżyca. Nie dają one innego światła oprócz tego, które same biorą od Słońca, albowiem są martwe same z siebie. Niemniej, gdy są rozżarzone — jak wspomniano wyżej — działają i operują zgodnie ze swoimi właściwościami. Samo Słońce uzyskuje swe światło znikąd indziej jak od Boga, który nim rządzi, więc przez to pali się i oświetla. Nie inaczej jest w Sztuce. Ogień w palenisku przyrównuje się do Słońca — ogrzewa piec oraz naczynia, tak jak Słońce robi to z całym wielkim światem. Nic nie może zostać stworzone bez jego udziału i podobnie jest w Sztuce: nic nie może zostać uczynione bez najprostszego ognia; niemożliwe jest przeprowadzenie jakiegokolwiek działania. To jest największy sekret Sztuki, albowiem pojęcie wszystkich rzeczy mieszczących się w niej, nie może zostać zrozumiane inaczej albo opacznie. Także napomina, iż nie wymaga od nas niczego, ale istnieją rzeczy, które czegoś pożądają, osiągają to i przez to oddzielają się od całej reszty, dlatego też zagadnienie to wymagało odpowiedniego wyjaśnienia.

Rozdział II: O wielości ognia i różnorodności metali

Najpierw napisałem o zwykłym ogniu, który istnieje i trwa sam z siebie. Teraz przechodzę do omówienia jego wielorakiej energii, będącej przyczyną takiego bogactwa stworzeń. Przecież nie można znaleźć dwóch istot tego samego rodzaju będących zupełnie identycznymi w każdym fragmencie. Można to zaobserwować na przykładzie metali, gdzie nie znajdzie się drugiego identycznego kruszcu. Słońce produkuje swoje złoto; Księżyc wytwarza zupełnie inny metal, którym jest srebro. Mars płodzi żelazo, Jowisz tworzy cynę, Wenus miedź a Saturn ołów. Wszystkie są do siebie niepodobne, jeden do drugiego. To samo dzieje się pośród ludzi i innych stworzeń, a przyczyną jest zróżnicowanie ognia. Swoiste ciepło jest wytwarzane, czy też generowane poprzez rozkład: morskie wody tworzą określony rodzaj, popioły kreują inny, piaski kolejny, płomienie jeszcze inny, węgiel zaś tworzy coś zupełnie innego od pozostałych.

Ta różnorodność stworzeń nie wzięła się z pierwszego prostego ognia, ale z władzy różnych żywiołów, niepochodzących bynajmniej od Słońca, lecz z biegu siedmiu planet. I to jest powodem, dla którego świat nie nosi żadnych podobieństw wśród indywidualności: albowiem ciepło zmienia się w każdej godzinie i minucie, przeto też wszystkie rzeczy różnią się od siebie. Transmutacji ognia dokonuje się poprzez pierwiastki — w ich ciałach odciśnięte jest ów ciepło. Gdzie nie ma dobrego zmieszania, tworzy się Słońce; gdy jest większa gęstość — Księżyc, zaś jeżeli jest wiele materii, powstaje Wenus. Tak więc dzięki różnorodności mieszanin istnieją różne metale, więc żaden kolejny kruszec nie pojawi się w kopalni innego. Dlatego należy wiedzieć, iż wielość metali jest spowodowana zmieszaniem tych elementów, albowiem ich dusze są rozmaite i bez jakiegokolwiek podobieństwa. Gdyby wszystkie wzięły się od zwykłego ognia, byłyby takie same, a jednego nie odróżniano by od drugiego. Wielka różnorodność jego form wymusiła zmienność także pomiędzy stworzeniami. Z tego możemy łatwo wywnioskować, dlaczego istnieje tak wiele i tak bardzo odmiennych form metali oraz dlaczego nie są do siebie podobne.

Rozdział III: O tynkturze Słońca

Przechodzę teraz do spirytusów planet albo metali. Spirytus bądź tynktura Słońca ma swój początek w czystym, delikatnym i doskonałym ogniu: dlatego jest znacznie wspanialsza od spirytusów i tynktur wykonanych z pozostałych kruszców. Pozostaje stabilna i niezmienna w ogniu — nie znika, nie jest także przez niego pochłaniana. Niewiele jej się spala; wygląda na bardzo klarowną, czystą i jasną. Nie może jej zaszkodzić ani ciepło, ani zimno, co dzieje się w przypadku tynktur innych metali. Z tej przyczyny ciało, które ją przyjmuje, chronione jest od wszelkich wypadków i chorób, dzięki czemu jest zdolne podtrzymać ogień bez żadnego uszczerbku. Ono nie ma w sobie mocy oraz cnót, ale czerpie je z siły Słońca, która jest zawarta w tynkturze. Gdy Słońce przyjmuje postać Merkurego, nie podtrzymuje ognia, ale też nie niszczy go; odlatuje od niego. Inaczej jest, gdy występuje jako Słońce — nie ucieka od ciepła i pozostaje w nim stałe, nielotne. To pozwala nam ferować najpewniejszy wyrok: stabilność oraz trwałość bierze się z tynktury. Ponieważ może ona być jako ten Merkury, każdy może sam osądzić podobne działanie na ludzkich ciałach, gdy tylko ją przyjmą, o czym już wystarczająco napisałem w Magna Chirurgia°. Tynktura Słońca nie tylko leczy i zabezpiecza od wszelkich słabości, ale również zachowuje w dobrym zdrowiu i długim życiu. W podobny sposób siły i cnoty wszystkich metali mogą być poznane poprzez prawdziwe doświadczenie, a nie tylko mądrość ludzką czy świata, bo jest to czynieniem głupot wobec Boga i prawdy. Wszyscy ci, którzy opierają się na tejże wiedzy i pokładają w niej nadzieję, zostaną marnie oszukani.

Rozdział IV: O tynkturze Księżyca

Skoro zostało powiedziane o tynkturze Słońca, należy teraz rozważyć tynkturę Księżyca oraz jej białą odmianę, która także powstaje z doskonałego alkoholu, lecz wychodzi mniej wspanialsza niż tynktura Słońca. Pomimo tego, wyróżnia się na tle pozostałych zarówno pod względem czystości, jak i wyrafinowania, co winno być znane wszystkim — nawet prowincjuszom — którzy mają kontakt z tym metalem. W przeciwieństwie do innych kruszców nie ima się go rdza ani nie trawi ogień; popatrzmy na Saturna, który ulatuje poprzez ciepło — zaś Księżycowi nic się nie dzieje. Jeśli ten metal zostanie wówczas zabrany, wytworzy jeszcze doskonalszą tynkturę niż poniższa, albowiem umieszczona w ogniu zachowa swoje ciało — i to bez żadnego nieszczęścia czy uszczerbku. Stąd to pytanie: jeżeli w swoim własnym jestestwie staje się Merkurym, to co uczyni, gdy zostanie przeniesiona do innego ciała? Czy wtedy będzie ochraniać i bronić przed ułomnościami oraz wypadkami w ten sam sposób? Z pewnością, bo gdy stworzy Merkurego w swoim własnym ciele, zrobi to samo w człowieku; a on nie tylko zachowa zdrowie, ale także będzie miał długie życie, zostaną wyleczone jego choroby i słabości — nawet te, które istnieją poza normalnym porządkiem natury. Im pełniejsze, misterniejsze oraz doskonalsze lekarstwo, tym lepiej i perfekcyjniej leczy. Ignoranccy medycy praktykujący swą naukę tylko poprzez warzywa, zioła i tym podobne rzeczy, łatwo ulegają zepsuciu. Wprawdzie działają stanowczo i systematycznie, ale bezcelowo i daremnie, co można przyrównać do próby zawłaszczenia powietrza. Dlaczego tyle piszę na ten temat? Przecież oni nigdy nie nauczyli się czegoś lepszego na tych swoich uniwersytetach; jeżeli są zmuszeni do nauki i studiowania od początku, uważają to za wielką hańbę — przeto w przyszłości wciąż będą trwali we własnej głupocie.

Rozdział V: O tynkturze Wenus

Powyżej wspomniałem o białej, czy inaczej błyszczącej tynkturze; teraz omówię czerwoną. Jest ona zawiesistą mieszaniną poprzednich spirytusów, które złączone dają doskonalszą substancję, niżby tynktury i alkohole kolejnych, późniejszych metali. Albowiem wytrzymuje ogień dłużej; nie rozpuszcza się ani nie topi tak szybko, jak reszta. Także powietrze i wilgoć nie szkodzą jej — podobnie jak Marsowi — dlatego tak opiera się płomieniom oraz gorącu. Moc i właściwości posiadane przez Wenus, to znaczy jej ciało, pochodzą od ducha, który jest w niej zawarty. Dlatego efekt jest taki sam również u ludzi w stopniu określonym przez naturę. Zabezpiecza rany w taki sposób, aby nie przydarzyło im się żadne nieszczęście, czy to ze strony powietrza, czy też wody. Przepędza wszystkie choroby, jakie mogą wystąpić pod jej stopniem. Tynktura przełamuje istotę metali w taki sposób, że wytrzymają uderzenia kowalskiego młota. Ciał ludzkich też to tyczy, ale jeśli środek jest stosowany gdy nie trzeba, wówczas efekty nas nie zadowolą. Medyk koniecznie musi być doświadczony i mieć wiedzę o metalach, zanim zechce użyć tych spirytusów. Znacznie lepiej jest rozważyć czystsze i doskonalsze tynktury, które mogą być brane bez żadnej obawy czy niebezpieczeństwa. Spirytusy wytworzone ze Słońca i Księżyca są kosztowne i niezwykle cenne, więc nie każdy jest w stanie zrobić, czy też zdobyć je w celach zdrowotnych, przez co musi używać tego, co leży w jego zasięgu i możliwościach — także tych materialnych. Wszyscy mogą łatwo wywnioskować z tych słów, iż preparaty metaliczne znacznie przewyższają siłę oraz moc leczniczą roślin i zwierząt. To tyle o alkoholu z Wenus.

Rozdział VI: O tynkturze Marsa

Przyszedł czas na rozważenie tego spirytusu, który jest bardziej spoistą i palniejszą mieszanką pierwiastków niż uprzednie połączenia. W porównaniu z innymi metalami cechuje się większą odpornością, więc trudno topi się i rozpuszcza w ogniu; ale znacznie łatwiej ulega wodzie i powietrzu — tynktura jest przez nie pochłaniana i spalana w płomieniach, na co wskazuje doświadczenie. Dlatego nie jest doskonała w porównaniu z następnymi, ale przewyższa wszystkie inne metale swą twardością oraz suchością. Nie jest tak perfekcyjną substancją zapewniającą ochronę przed młotem, jak Słońce czy Księżyc; jego charakter jest raczej podobny do Jowisza czy Saturna. Z tego powodu wpływa na metale tak samo, jak na rodzaj ludzki: brany gdy choroba tego nie wymaga, wywołuje niechęć, a nawet wstręt, boleśnie dokuczając ludzkim członkom. Gdy jest stosowany i aplikowany na rany w ten sposób, że nie wykracza poza własny stopień, oczyszcza je i zasklepia. Tynktura nie jest mniejszej mocy i skuteczności niż kolejne, o ile używa się jej tak, jak to zostało ustanowione przez Boga i Naturę.

Rozdział VII: O tynkturze Jowisza

Powinniśmy wiedzieć, iż tynktura jest pochodną białej, bladej substancji ognia, z natury łamliwej i kruchej, niewytrzymującej uderzeń młota tak jak Mars. Jest to delikatny metal, czego dowodem może być przykład zmieszania go z Księżycem: z trudem da się coś uformować, trzeba do tego wiele mozołu. Ten sam efekt występuje przy każdym innym kruszcu, z wyjątkiem Saturna. Identyczne oddziałuje na metale i na ludzkie ciało: pali i przetrawia członki, krępując tym samym ich doskonałe działanie; upośledza im wykonywanie pracy, której natura wymaga i pożąda. Niemniej tynktura ma w sobie takie cnoty, iż oddala wszelkie wrzody, nowotwory, przetoki i podobne choroby — zwłaszcza te, które nie przekraczają stopnia bądź celu, który został nadany Jowiszowi przez Boga i Naturę.

Rozdział VIII: O tynkturze Saturna

Ta tynktura powstaje z suchej, zimnej i czarnej mieszanki pierwiastków, wskutek czego przetrwa najkrócej w ogniu spośród wszystkich innych metali. Słońce i Księżyc charakteryzują się trwałością: jeśli dodamy do nich Saturna, wyraźnie je oczyści, jednak zmieni ich naturę i osłabi twardość. Wpływa na ludzkie ciała podobnie jak Jowisz i Mars, lecz z wielkim bólem i cierpieniem, a oziębiony nie oddziałuje łagodnie na organizm. Ma jednak wielką moc i skuteczność w leczeniu przetok, raków oraz guzów, które przypadają pod dany stopień i naturę. Wyrzuca z człowieka choroby i widoczne brudy miesięczne. Na pewno musi być używany z ostrożnością, bo może zrobić więcej złego niż dobrego. Kto potrzebuje go użyć, zna naturę metalu i choruje na to, co tynktura może wyleczyć, może tego dokonać. Nie będzie żadnej szkody, jeżeli wszystko zostanie przemyślane.

Rozdział IX: O gęstej tynkturze Merkurego

Jest to spirytus podporządkowany innym, nadrzędniejszym alkoholom; nie ma bezsprzecznie określonej formy i jestestwa. Dzieje się tak, że przyjmuje każdy inny metal, podobnie jak wosk przyswaja wizerunek wszystkich form pieczęci. Więc ten nastój można porównywać z innymi tynkturami metali: jeśli weźmie do siebie spirytus Słońca, takowym się stanie; gdy to będzie nastój Księżyca, zrobi dokładnie to samo. Efekt ten działa ze wszystkimi innymi metalami, z którymi się zgadza, przejmując tym samym ich właściwości. Z tej przyczyny zgodnie z własną istotą jest przydzielona powyższym spirytusom tak jak mężczyzna kobiecie. Słońce jest ciałem Merkurego z wyjątkiem sytuacji, gdy utrwala go. Jednak zwyczajny Merkury jest niestały i lotny, podlega wszystkim wspominanym tynkturom i tworzy ponownie nie tylko spirytusy metaliczne, ale także same metale wchodzące w skład nastojów. Może nie zostać to zaobserwowane, a niemożliwością będzie doprowadzić do perfekcji ten rodzaj tynktur, jeśli ogień jest większy niż potrzeba do ożywienia spirytusu: wówczas go zgasi i nic się nie wydarzy. To samo, gdy będzie za słaby — dlatego też trzeba wiedzieć i znać, jaka równowaga winna być obserwowana w Sztuce, jaka powinna być jej siła oraz zalety; jak barwić tynktury i doprowadzić je do doskonałego końca, aby mogły wykiełkować i pojawić się na świecie. Tą krótką konkluzją kończę pierwszą część.

Część druga: O rtęci filozoficznej i tynkturach

W pierwszej części napisałem o spirytusach i tynkturach z metali oraz omówiłem wszystkie ich właściwości, naturę, a także co każdy metal wytwarza. Teraz będę opisywał medium tych tynktur, czyli rtęć filozoficzną, dzięki której wytwarza się spirytusy i zaczyny, a to wszystko zawarłem w siedmiu kolejnych rozdziałach.

Rozdział X: O tynkturach i zaczynach

Ktokolwiek pożąda tynktur sporządzonych z metali, winien wziąć rtęci filozoficznej i przenieść ją do substancji, z której ona sama pochodzi, to jest do Merkurego. Jeżeli tak zostanie uczynione, rtęć filozoficzna rozpuści się, a ośrodek uzyska jej moc: zabija siłę zwykłego Merkurego, pozostając w swojej stałej, naturalnej formie. Istnieje podobieństwo pomiędzy nimi: są niczym mężczyzna i kobieta, mąż i żona, oboje pochodzą z gęstej tynktury metali, z tym wyjątkiem, iż ciało Słońca pozostaje stałe i stabilne w ogniu, natomiast zwykły Merkury jest w nim lotny. Jednakże mogą być ze sobą wzajemnie, podobnie jak ziarno albo zboże ze ziemią, co mogę zademonstrować na niniejszym przykładzie. Kto posieje jęczmień, będzie żął jęczmień; to samo tyczy się pszenicy, żyta czy czegoś innego, bo zbierze to samo. Tak samo jest ze Sztuką — gdy zostanie wysiane złoto Słońca albo Księżyc, otrzyma się je z powrotem, a ma to zastosowanie do wszystkich kruszców. Dlatego piszę: tynktury powstają z odpowiednich metali, czyli rtęci filozofów, a nie powszechnego Merkurego, choć tworzy on nasienie rozpoczynające wszystko.

Rozdział XI: O połączeniu męskiego z żeńskim

Przede wszystkim należy wiedzieć, iż rtęć filozoficzna oraz zwykły Merkury są mocno i stale ze sobą złączone, co ma wpływ na to ile czego wziąć. Nie może być mniej albo więcej, lecz po równo — doprowadzi to do pełni, a nie do zniweczenia całej pracy. Nasienie dusi się zbytkiem i nadmiarem, przez co nie żyje na tyle długo, aby móc połączyć się i zestalić w celu uzyskania rtęci filozoficznej. Jeśli zaś jest go za mało, nie może rozpuścić się w ciele i niszczy się, przez co nie wydaje na świat żadnego owocu. Dlatego twórca musi doskonale wiedzieć ile wziąć jednego i drugiego, aby doprowadzić wszystko do szczęśliwego końca. Właściwy przepis jest następujący: weź część do dwóch albo trzy do czterech, a jeśli nie zbłądzisz, osiągniesz swój cel.

Rozdział XII: O formie szklanych aparatów

Materiały muszą być przygotowane należycie i odpowiednio, trzeba je dobrze zmieszać. Dobierz szklane naczynie zdatne do użycia o właściwej proporcji i rozmiarze — nie może być za wielkie ani za małe, lecz w sam raz. Bo w pierwszym przypadku istota żeńska — flegma — rozproszy się i zagubi, a gdy do tego dojdzie, nasienie nie wyda plonu. Jeżeli będzie za małe, jego wzrost zahamuje, a ono samo zadusi się i też nic z tego nie będzie. Podobnie jest z ziarnem wysianym pod drzewem lub w cierniach: nie puści pąków oraz nie rozkwitnie, ale przepadnie, nie wydając żadnego potomstwa. Z tego powodu nie możesz popełnić nawet najmniejszego błędu, bo takowy raz uczyniony, nie może zostać potem poprawiony, przez co nie przyniesie końca i pożądanych rezultatów dzieła. Zwróć uwagę, aby wziąć trzy uncje z połówką i cztery funty — jest to słuszne, dzięki czemu zachowasz materię, bo nie rozproszy się, ani też nie zahamuje flegmy oraz owocu.

Rozdział XIII: O właściwościach ognia

Gdy umieścisz materię w odpowiednim naczyniu, powinieneś utrzymywać i baczyć na naturalne ciepło. Zewnętrzne gorąco nie może zdominować albo przemóc wewnętrznego. Jeśli będzie go za dużo, nic nie połączy się ze sobą, ponieważ materia rozproszy się i wypali poprzez jego gwałtowność — nie przyniesie to niczego dobrego. Przeto ustanowiono środkową sferę powietrza pomiędzy niebem a gruntem; inaczej Słońce i gwiazdy spaliłyby wszystkie ziemskie stworzenia tak, że nic nie mogłoby zostać uczynione, bądź narodzone. Dlatego w swej pracy winieneś zrobić taką część, dystans pomiędzy materią a ogniem. Jeżeli to zostanie uczynione, gorąco nie zaszkodzi i nie rozproszy materii, nie mówiąc już o jej spaleniu. Ciepła może być za mało i nie będzie ono dość prędkie: wówczas nie zdarzy się nic; ogień nie zadziała poprzez wilgoć, nie będzie odwodnione ani utrwalone. Tynktury metali są martwe same w sobie i nie działają ani nie są w stanie niczego dokonać poprzez siebie, dopóki nie zostaną pobudzone ogniem. Nie jest inaczej w wielkim uniwersum naszego świata, gdyż ziarno wrzucone w glebę jest martwe; nie wzrasta i nie rozwija się, aż do momentu obudzenia przez ciepło pochodzące ze Słońca. Dlatego dzieło wymaga, aby rozpalić i utrzymać ogień dobry i proporcjonalny, niebędący za wielkim, ani zbyt małym — w przeciwnym razie praca nie zostanie doprowadzona do właściwego końca.

Rozdział XIV: O oznakach jednoczenia

Ogień musi być umiarkowany, taki trzeba zachować i utrzymać; natomiast materia powinna stopniowo stawać się czarniejsza. Wtedy suchość zacznie dominować nad wilgotnością, dzięki czemu w szkle pojawią się najróżniejsze kwiaty w wielorakich kolorach, wyglądające podobnie do pawiego ogona, takowych zaś jeszcze nikt wcześniej nie widział. Czasem poprzez szkło można dostrzec, jak gdyby rodziło się złoto — jest to postrzegane w ten sposób, że męskie nasienie panuje i oddziałuje na nasienie żeńskie, łącząc się ze sobą. Tak i ta rtęć zestala się i współpracuje z pospolitym Merkurym, zaczynając się ze sobą nawzajem mieszać. Następnie wilgoć zostaje zupełnie zniesiona suchością, a kolory powoli znikają, upodabniając materię do białego wosku, skąd dąży do najwyższego poziomu jasności. Szczególnie należy zważyć, że tych spraw nie można przyspieszyć; zgadzam się z opiniami przyrównującymi tę pracę do uprawy zboża albo wzrostu płodu: czas pierwszego rozciąga się na dziewięć miesięcy, drugiego na dziesięć albo i cały rok. Dlatego Słońce i Księżyc hamują dojrzałość i przyjście na świat, podobnie do narodzin dziecka z brzucha matki, albo zboża z łona ziemi. Bo wiadomo, że wszystko urodzone pochopnie i prędko, wkrótce obumrze. Przykładem tego mogą być zarówno ludzie, jak i zioła: te najwcześniejsze mają krótkie życie. Tak nie jest poprzez Słońce i Księżyc, gdyż udoskonalają ludzką naturę, przez co zapewniają długie życie i zabezpieczają od wielu chorób i wypadków.

Rozdział XV: O wiedzy dotyczącej wspaniałych tynktur

W poprzednim rozdziale przedstawiłem, jak materia sama się stopniuje; w tym wyjaśnię jak poznać, kiedy staje się perfekcyjna. Trzeba zrobić to tak: weź biały kamień księżycowy, którego biel winna być zachowana i ukrusz niewielki kawałek za pomocą nożyc. Połóż go na miedzianym talerzu i rozjarz za pomocą ognia. Jeżeli się dymi, to nie jest on doskonały i musi być podgrzewany do momentu, aż osiągnie odpowiedni stopień wspaniałości. Jeśli tak nie jest bądź pewien jego idealności. To samo uczyń z czerwonym kamieniem słonecznym, dokonując kolejnych stopni operacji.

Rozdział XVI: O pomnażaniu albo zwielokrotnianiu tynktur

Gdy zechcesz rozmnożyć albo zwiększyć ilość tynktury którą masz, zmieszaj ją ponownie ze zwykłym Merkurym i przeprowadź wszystkie rzeczy od początku. Powieli jedną część stokrotnie, przez co będzie jej więcej niż było. Można to powtarzać tak długo, dopóty masz tyle materii ile potrzeba. Im dłużej pozostanie w ogniu, tym wyższe będą jej stopnie: jedna część zmieni bezkres pospolitego Merkurego w najdoskonalsze Słońce i Księżyc. Teraz masz opisany cały postęp prac od fazy wstępnej do finału, więc kończę drugą część i rozpoczynam trzecią.

Część trzecia

W poprzednim traktacie napisałem o tynkturach, zwanych też zaczynami. Teraz zadeklaruję i obszernie przedstawię metody wykonania spirytusów Słońca i Księżyca oraz jak za pomocą pieca i ognia wytworzyć Słońce i inne planety.

Rozdział XVII: O budowie pieca i ogniu

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 36.06
drukowana A5
Kolorowa
za 59.88