E-book
12.6
drukowana A5
31.46
Anya Morozova — Wspomnienia

Bezpłatny fragment - Anya Morozova — Wspomnienia


Objętość:
94 str.
ISBN:
978-83-8440-975-6
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 31.46

Drogi Czytelniku,

Ta książka jest kontynuacją przygód Anyi Morozovej i jej podróży opowiedzianych w poprzednich tomach: „Anya Morozova” oraz „Anya Morozova: Misja na Eden-9”.

To opowieść o dalszych losach bohaterki.

Nie ma tu pieniędzy ani hierarchii, a jednak każdy bohater odnajduje własną drogę. To historia o odwadze, przyjaźni, odpowiedzialności i miłości, które przetrwają każdą próbę czasu.

Prolog

Moskwa, Zjednoczona Federacja Ziemi 2210 rok

Słońce wstawało nad Moskwą, rozlewając złote światło po szklanych fasadach wieżowców, które niegdyś symbolizowały potęgę technologii, a teraz były świadectwem harmonii między człowiekiem a naturą. Anya Morozova stała przy panoram- icznym oknie swojego gabinetu na ostatnim piętrze Instytutu Badawczego Międzynarodowej Agencji Kosmicznej. Jej oddech tworzył delikatną mgiełkę na szybie, jakby sama przyszłość była jeszcze niepewna, jeszcze nie do końca ukształtowana.

Dziś był jej ostatni dzień.

Dziś kończyła się era.

Za nią, na biurku, leżał list pożegnalny — krótki, rzeczowy,

napisany ręcznie na papierze z recyklingu, jakby chciała przy- pomnieć sobie i innym, że nawet w świecie zaawansowanej technologii niektóre rzeczy warto robić po staremu. Obok listu stał mały model statku “Odyssey”, który towarzyszył jej przez lata — od pierwszych misji po najważniejsze odkrycia. Dotknęła go palcami, jakby chciała się upewnić, że to wszystko naprawdę się wydarzyło.

— OSIRIS, wyłącz wszystkie alerty na dzisiejszy dzień — powiedziała cicho, a jej głos, choć spokojny, niósł w sobie ciężar lat doświadczeń, decyzji i poświęceń. Sztuczna inteligencja, która przez lata była jej najbliższym współpracownikiem, odpowiedziała natychmiast:

— Potwierdzam, kapitan Morozova. Wszystkie alerty wyłąc- zone. Ale przypominam, że o godzinie 14:00 masz zaplanowany wywiad dla “Galactic News”.

Anya uśmiechnęła się lekko.

— Wiem. To moje ostatnie oficjalne wystąpienie.

Przeszła przez gabinet, dotykając mebli, książek, ekranów

holograficznych, jakby chciała zapamiętać każdy detal. Jej wzrok zatrzymał się na zdjęciu załogi “Odyssey” — uśmiechnięte twarze, pełne nadziei i determinacji. Tom Elias, Li Wei, Lina Górska, Hans Schmitt, Anna Nowak — ludzie, z którymi przeszła przez piekło i niebo, którzy stali się jej drugą rodziną.

Usłyszała ciche pukanie do drzwi.

— Proszę — powiedziała, nie odrywając wzroku od zdjęcia. Drzwi się otworzyły, i do środka wsunął się młody dziennikarz,

z notatnikiem w ręku i niepewnym uśmiechem.

— Dzień dobry, pani dyrektor. Jestem Mikołaj, z “Galactic

News”. Dziękuję, że zgodziła się pani na ten wywiad w takim dniu.

Anya skinęła głową.

— Proszę, siadaj. I mów mi Anya. Dziś nie jestem już dyrek- torem. Jutro będę tylko sobą.

Mikołaj usiadł, a jego wzrok padł na model “Odyssey”.

— Czy to ten słynny statek?

— Tak — odparła Anya, biorąc model do ręki. — “Odyssey”.

Pierwszy statek, który zawiózł ludzkość do Unii Galaktycznej. Pierwszy, który odpowiedział na sygnał z Tau-72. Pierwszy, który… zmienił wszystko.

Przez chwilę milczała, jakby wspomnienia przytłoczyły ją na nowo.


— Pani Morozova, czy może pani opowiedzieć, jak to się stało, że z naukowca stała się pani legendą? — zapytał Mikołaj, przygotowując dyktafon.

Anya odłożyła model na biurko i usiadła naprzeciwko niego. Jej oczy, pełne mądrości i doświadczenia, spojrzały wprost na młodego dziennikarza.

— To nie była jedna decyzja. To była seria wyborów, które do- prowadziły mnie tutaj. Wyborów, które czasem bolały, czasem cieszyły, ale zawsze były moje.

Zaczęła opowiadać — o pierwszych dniach w Akademii, kiedy marzyła o gwiazdach, o spotkaniu z generałem Borodinem, który uwierzył w nią, gdy nikt inny nie chciał słuchać, o misji na Erialu, która zmieniła bieg historii, i o “Odyssey”, który stał się jej drugim domem.

— Czasem myślę, że to nie ja wybierałam te misje. To one wybierały mnie — powiedziała w końcu, patrząc na zdjęcie załogi. — I że wszystko, co się wydarzyło, doprowadziło mnie do tego momentu. Do tego, żebym mogła teraz powiedzieć: było warto.

Mikołaj kiwnął głową, jakby zrozumiał więcej, niż było w słowach.

— A co teraz? — zapytał. — Co pani zamierza robić na emeryturze?

Anya uśmiechnęła się szerzej, jakby ta myśl sprawiała jej radość.

— Będę pisać. Będę opowiadać historię, której jeszcze nikt nie zna. Historię, która zaczęła się dawno temu, na długo przed moim pierwszym lotem. Historię, która… czeka na swoje zakończenie.

Mikołaj spojrzał na nią z ciekawością.

— To brzmi tajemniczo.

— Bo taka jest — odparła Anya, wstając. — Ale obiecuję, że

kiedyś ją usłyszysz. Może nie w wywiadach, nie w oficjalnych raportach… ale w słowach, które same znajdą drogę do ciebie.

Podała mu dłoń na pożegnanie.

— Dziękuję za ten wywiad. I za wszystko, co pani zrobiła — powiedział Mikołaj, ściskając jej dłoń.

— To ja dziękuję — odparła Anya. — Za to, że byłeś tu dzisiaj. Że słuchałeś.

Gdy drzwi się zamknęły, Anya ponownie podeszła do okna. Słońce wznosiło się coraz wyżej, a miasto budziło się do życia. Ostatni dzień dobiegał końca.

Ale ona wiedziała, że to nie koniec.

To był dopiero początek.

Gdy Mikołaj wyszedł, Anya jeszcze przez chwilę stała przy

oknie, patrząc na Moskwę, która budziła się do życia. Ostatni dzień w Instytucie dobiegał końca, ale ona nie czuła smutku. Czuła spokój — jakby wiedziała, że to, co przed nią, jest równie ważne jak to, co za nią.

Zebrała swoje rzeczy: list pożegnalny, model “Odyssey”, kilka osobistych notatek. Włożyła je do torby, a następnie wyszła z gabinetu, zamykając za sobą drzwi z cichym trzaskiem. OSIRIS odezwał się po raz ostatni:

— Kapitan Morozova, życzę pani wszystkiego najlepszego. Mam nadzieję, że nasze ścieżki znów się przetną.

Anya uśmiechnęła się.

— Jestem pewna, że tak będzie, OSIRIS. Dziękuję.

Wyszła z budynku Instytutu i wsiadła do autonomicznego po-

jazdu, który zawiózł ją do jej mieszkania na obrzeżach Moskwy. Droga była krótka, ale Anya wykorzystała ten czas, by przy- gotować się mentalnie na to, co miała zrobić. Gdy pojazd zatrzymał się przed jej budynkiem, wyszła i wzięła głęboki oddech. Powietrze pachniało świeżością, jakby natura chciała jej przypomnieć, że życie toczy się dalej.

W mieszkaniu panował spokój — ciepłe światło wpadało przez okna, a na biurku czekał tablet, który miała użyć do pisania. Postawiła torbę na krześle, wzięła tablet i usiadła przy biurku. Przez chwilę patrzyła na pusty ekran, jakby zbierała myśli. Następnie dotknęła palcem ekranu, uruchamiając program do pisania.

Pierwsze słowa przyszły same:

Pamiętam pierwszy raz, gdy zobaczyłam ‘Odyssey’. Stał w doku, wielki, potężny, ale jednocześnie delikatny — jakby wiedział, że jego zadanie to nie tylko przenosić nas przez przestrzeń, ale także chronić nasze marzenia. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że ten statek stanie się moim drugim domem. Nie wiedziałam, że to na jego pokładzie przeżyję najważniejsze chwile swojego życia. Nie wiedziałam, że to dzięki niemu zrozumiem, kim naprawdę jestem.”

Anya zatrzymała się na chwilę, czując, jak wspomnienia zaczy- nają płynąć przez nią jak rzeka. Wiedziała, że to nie będzie zwykła opowieść. To będzie spowiedź, podróż w głąb siebie, próba zrozumienia tego, co przez lata ukrywała nawet przed sobą.

Wzięła głęboki oddech i zaczęła pisać dalej, słowo po słowie, zdanie po zdaniu. Jej palce poruszały się po ekranie, jakby same wiedziały, co mają przekazać. Wspomnienia zaczynały żyć własnym życiem — o pierwszych misjach, o lękach i nadziejach, o ludziach, którzy stali się jej rodziną, i o tym, co spotkało ich wszystkich na “Odyssey”.

Gdy pisała, czuła, jak coś w niej się otwiera — jakby drzwi, które przez lata były zamknięte, teraz powoli się uchylały. Wiedziała, że to, co pisze, nie jest tylko dla niej. To jest dla tych, którzy kiedyś będą czytać te słowa i zrozumieją, że prawda jest często ukryta w miejscach, których nikt się nie spodziewa.

Zatopiła się w pisaniu, zapominając o czasie i przestrzeni. Słowa płynęły, a wraz z nimi obrazy — twarze, miejsca, chwile, które na zawsze zmieniły jej życie. Czuła, że to dopiero początek

— że ta opowieść będzie długa, trudna, ale konieczna. Bo niektóre historie muszą zostać opowiedziane.

Rozdział 1: Pierwsze gwiazdy

Anya Morozova odłożyła e-pióro na stół i przeciągnęła się, czując, jak kręgosłup trzeszczy po godzinach spędzonych w tej samej pozycji. Na zewnątrz, za oknem jej moskiewskiego mieszkania, zapadał zmrok. Niebo powoli pokrywało się gwiaz- dami — tymi samymi, które kiedyś pokazała jej babcia Tamara. włączyła tablet i otwarła notatnik:

Moskwa, 5 stycznia 2150 roku

Urodziłam się tego dnia, w małym szpitalu na obrzeżach miasta.

Mama zmarła zaraz po porodzie — powikłania, których nikt nie przewidział. Babcia Tamara wychowała mnie sama, od pierwszego dnia mojego życia.

Pamiętam nasze mieszkanie na trzecim piętrze bloku przy ulicy Gagarina. Ściany były cienkie, a sąsiedzi często się kłócili, ale gdy zamykałam oczy, słyszałam tylko głos babci, która opowiadała mi o gwiazdach. Siedziałyśmy wieczorami na balkonie, owinięte w wełniane koce, i patrzyłyśmy w niebo. “To Wielka Niedźwiedzica”, mówiła, kreśląc palcem kształty na niebie. “A tam, obok, to Kasjopea. One cię będą chronić, pamiętaj je”.

Nie rozumiałam wtedy, że to nie tylko bajki. Że te gwiazdy naprawdę będą moimi przewodniczkami. Babcia uczyła mnie, że każda z nich ma swoją historię — niektóre były odległymi słońcami, inne całymi galaktykami. “Wszystko jest połączone, Anya”, mawiała. “Ty też jesteś częścią tego wszechświata”.

O ojcu prawie nie mówiłam. Nie dlatego, że go nie pamiętałam. Pamiętałam go za dobrze — jego milczenie, sposób, w jaki patrzył na mnie, gdy myślał, że nie widzę. Pracował w Instytucie Badań Kosmicznych. Wracał późno, a gdy był w domu, zamykał się w swoim gabinecie z książkami i schematami statków. Babcia mówiła, że

ma głowę w chmurach”, ale ja wiedziałam, że to nie chmury. To były gwiazdy.

Pewnego wieczoru, gdy miałam dziewięć lat, złapałam go na tym, że patrzy na mnie w sposób, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie potrafił. Siedziałam na podłodze w salonie, układając puzzle z układem słonecznym. On stał w drzwiach, trzymając filiżankę herbaty, która dawno już wystygła.

— Tato, czy kiedyś polecę w kosmos? — zapytałam, nie podnosząc wzroku znad układanki.

Zamilkł na chwilę. Słyszałam, jak odstawia filiżankę na stół.

— Jeśli naprawdę tego chcesz — powiedział w końcu. Jego głos był cichy, jakby obawiał się, że przerwie ciszę, która nas otaczała. — Ale to nie będzie łatwe.

— Wiem — odparłam. — Ale ja chcę

Spojrzał na mnie dłużej, niż się spodziewałam. W jego oczach było coś, czego nie rozumiałam — smutek? duma? Może obie te rzeczy naraz.

— Twoja matka też chciała — powiedział nagle. Pierwszy i ostatni raz, gdy wspomniał o niej przy mnie. — Ona… też patrzyła w gwiazdy.

Zamarłam. Nikt nigdy nie mówił mi o matce. Babcia unikała tego tematu, a ojciec… no cóż, ojciec po prostu milczał.

— Co się z nią stało? — zapytałam, choć bałam się odpowiedzi. Zamknął oczy na chwilę, jakby te słowa bolały.

— Poleciała za daleko — odparł. I to wszystko, co powiedział. Ojciec zniknął z mojego życia, gdy miałam dwanaście lat. Nie

umarł. Nie wyjechał. Po prostu przestał wracać do domu. Babcia mówiła, że “ma ważną pracę”, ale ja wiedziałam, że to nieprawda. Uciekał. Przed czym? Nie wiem. Może przed wspomnieniami. Może przed mną.

Ostatni raz widziałam go w szpitalu, gdy babcia Tamara umier- ała. Stał w kącie pokoju, blady i milczący, jakby nie wiedział, co powiedzieć. Nie podszedł do łóżka. Nie dotknął dłoni babci. Tylko patrzył, jakby był obserwatorem, a nie częścią tej historii.

Gdy wyszliśmy na korytarz, spróbowałam go zatrzymać.

— Tato, dlaczego? — zapytałam, choć nie byłam pewna, o co właściwie pytam. O matkę? O to, że nas zostawił? O to, że nigdy nie był dla mnie prawdziwym ojcem?

Spojrzał na mnie, a w jego oczach zobaczyłam coś, czego się nie spodziewałam — żal.

— Przepraszam, Anya — powiedział. To były jego ostatnie słowa do mnie.

Potem odszedł. I już nigdy nie wrócił. Kilka miesięcy póżniej dowiedziałam się że wyjechał do Kanady, poznał tam jakąś kobietę. Babcia Tamara zachorowała nagle. Pamiętam ten dzień jak przez

mgłę. Wróciłam ze szkoły, a ona leżała w łóżku, blada i słaba. “Dziś nie czuję się dobrze, skarbie”, powiedziała, gdy weszłam do pokoju. Jej głos był cichy, jakby każde słowo kosztowało ją ogromny wysiłek.

Natychmiast pobiegłam po wodę i mokry ręcznik. “Zaraz wezwę lekarza”, powiedziałam, ale ona tylko pokręciła głową.

— Nie trzeba, Anya. To już czas.

Nie słuchałam. Wybrałam numer Jednostki Natychmiastowej

Pomocy, ale gdy tylko usłyszałam głos holodyspozytora, babcia Tamara zacisnęła moją dłoń tak mocno, że aż mnie zabolało.

— Proszę, nie — powiedziała, patrząc mi prosto w oczy. — Obiecałam twojej mamie, że nie będziesz sama. Ale musisz być silna.

Zamarłam. Po raz pierwszy wspomniała o mojej mamie. Po raz pierwszy powiedziała, że umiera.

— Babciu, proszę… — moje gardło ściśnięte płaczem nie pozwalało mi dokończyć.

Wtedy zrozumiałam. To nie było przeziębienie. To był koniec. Zadzwoniłam po Holomed patrol.

Lekarze przylecieli szybko, ale było już za późno. Pamiętam

błyskające niebieskie światła, które oświetlały nasze małe mieszkanie. Pamiętam głosy lekarzy krzątających się wokół łóżka babci. “Proszę, niech pani pomogą!”, krzyczałam, trzymając jej dłoń, która stawała się coraz chłodniejsza.

Robimy, co możemy”, odpowiedział jeden z lekarzy, ale widzi- ałam, że w jego oczach nie ma nadziei.

Babcia otworzyła oczy i spojrzała na mnie. “Nie bój się, skarbie”, szepnęła. “Gwiazdy będą cię prowadzić”.

To były jej ostatnie słowa.

Po pogrzebie babci nie miałam dokąd iść. Sąsiadka, pani Olga, zabrała mnie do siebie na kilka dni, ale wiedziałam, że to tylko tymczasowe. “Muszą znaleźć dla ciebie miejsce”, mówiła, głaszcząc mnie po głowie, jakbym była małym dzieckiem. Nie byłam dzieck- iem. Miałam czternaście lat i wiedziałam, że muszę być silna.

Trafiłam do domu dziecka na obrzeżach Moskwy. Pamiętam ten dzień — deszcz bił w szyby samochodu, a ja patrzyłam, jak miasto oddala się za mną. Czułam się, jakby ktoś zamknął za mną drzwi do mojego poprzedniego życia.

Dom dziecka był szary, zimny i pachniał dezynfekcją. Dzieci patrzyły na mnie z ciekawością, jak na nową, która nie pasowała do reszty. Nie płakałam. Nie chciałam, żeby myśleli, że jestem słaba.

Pierwszej nocy nie mogłam spać. Leżałam w łóżku, patrząc w sufit, i myślałam o babci. O tym, jak siedziałyśmy na balkonie i patrzyłyśmy w gwiazdy. “One cię poprowadzą”, mówiła. Teraz byłam sama, ale miałam jej słowa. I te słowa były moją kotwicą.

Następnego dnia wychowawczyni, pani Swietłana, wezwała mnie do swojego gabinetu.

— Anya Morozova, prawda? — spytała, przeglądając jakieś papiery. — Masz czternaście lat. To trudny wiek.

Nie odpowiedziałam. Nie wiedziałam, co powiedzieć.

— Twoja babcia zostawiła dla ciebie list — powiedziała, podając mi kopertę.

Serce zabiło mi szybciej. Nie wiedziałam, że babcia coś dla mnie napisała.

Otworzyłam kopertę drżącymi rękami. Pismo babci było krzywe, niepewne — musiała pisać w pośpiechu, gdy już była chora.

Moja kochana Anya,

Gdy to czytasz, już mnie nie ma. Ale nie martw się — gwiazdy będą cię prowadzić, tak jak obiecałam. Pamiętaj, że jesteś silniejsza, niż myślisz. Twoja mama też była silna. Ty jesteś jak ona.Nie poddawaj się, nawet gdy będzie ciężko. Marzenia są po to, żeby je spełniać. A ty masz wielkie marzenia.

Kocham cię,

Babcia Tamara”

Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie pozwoliłam im spaść.

Schowałam list do kieszeni — to była moja tajna broń, moje przypomnienie, że nie jestem sama.

Pewnego dnia pani Swietłana zwołała mnie do gabinetu.

— Anya, masz gościa — powiedziała, wskazując na mężczyznę siedzącego przy biurku. To był major Aleksandr Borodin przedstawiciel Akademii Przygotowawczej dla Młodych Naukowców.

Serce zabiło mi szybcier. To była moja szansa.

— Twoja babcia napisała do nas przed śmiercią — powiedział

mężczyzna. — Mówiła, że masz wielki potencjał. Chcemy ci dać szansę.

Nie wierzyłam własnym uszom. Babcia Tamara nawet na łożu śmierci myślała o mojej przyszłości.

— Dziękuję — powiedziałam, starając się, żeby mój głos nie zadrżał. — Nie zawiodę.

Uśmiechnął się.

— Wiemy. Twoja babcia była pewna.

Anya odłożyła tablet na stolik obok fotela i przymknęła oczy. Palce jej drżały lekko, nie ze zmęczenia, ale z ulgi, że wreszcie spisała te wspomnienia. Wspomnienia, które przez lata nosiła w sobie jak ciężar, a teraz stały się częścią historii, którą mogła opowiedzieć światu.

Przez chwilę siedziała w ciszy, słuchając tykania zegara na kominku — tego samego, który stał w mieszkaniu babci Tamary. Pamiętała jego dźwięk z dzieciństwa, gdy babcia opowiadała jej o gwiazdach, a ona, mała Anya, wyobrażała sobie, że to bicie serca wszechświata.

Wyjęła z szuflady zmięty list babci — ten sam, który dostała w domu dziecka. Przeczytała go po raz kolejny, choć znała go na pamięć.

Schowała list z powrotem do szuflady, obok zdjęcia babci, małego modelu “Odyssey” i dyplomu Akademii Kosmicznej. To były jej relikwie — dowody na to, że każdy krok, każda decyzja, każde cierpienie miały sens.

Wstała od fotela i podeszła do okna. Za szybą Moskwa tonęła w blasku wieczornych latarni, a gdzieś tam, ponad chmurami,

gwiazdy już zaczęły migotać. Wielka Niedźwiedzica i Kasjopea — te same, które pokazała jej babcia — świeciły jasno, jakby

przypominały: “Pamiętamy. Zawsze byłyśmy z tobą”. Uśmiechnęła się lekko, czując, jak wspomnienia, które przez lata były bolesne, teraz stały się źródłem siły. Nie żałowała

niczego. Ani trudnych chwil w domu dziecka, ani odejścia ojca, ani samotności, która nauczyła ją, jak być silną.

Bo to wszystko ukształtowało ją. To wszystko doprowadziło ją tutaj — do tego momentu, gdy jako emerytowana dyrektor Instytutu Badawczego mogła spisać swoją historię i przekazać ją dalej.

Siadła z powrotem przy biurku i otworzyła nowy dokument na tablecie. Czas napisać o tym, co było potem — o Akademii, o pierwszych lotach, o “Odyssey” i o ludziach, którzy stali się jej rodziną.

Zanim jednak zaczęła pisać, zatrzymała się na chwilę i spo- jrzała na swoje dłonie — te same, które kiedyś trzymały dłoń babci, które sterowały statkami, które podpisywały rozkazy jako dyrektor Instytutu.

“Jesteś gotowa” — usłyszała w myślach głos babci Tamary. “Zawsze byłeś”.

Uśmiechnęła się i zaczęła pisać.

Rozdział 2: Akademia

Anya Morozova odłożyła tablet na stolik i wzięła głęboki oddech. Pierwsze wspomnienia były najtrudniejsze — zapisanie historii jej dzieciństwa. Teraz, gdy już zmierzyła się z korzeniami, czuła, że może przejść dalej — do czasu, gdy marzenia zaczęły się spełniać. Wspomnienia z Akademii były pełne nadziei, przyjaźni, pierwszych sukcesów i porażek, ale także pierwszej miłości, która na zawsze zmieniła jej spojrzenie na świat. Spojrzała na tablet, wzięła go ponownie do ręki i zaczęła dyktować. Głos jej był teraz niższy, bardziej skupiony.

Moskwa, Zjednoczona Federacja Ziemi 1 września 2165 roku

Pierwszy dzień w Akademii

Akademia Przygotowawcza dla Młodych Naukowców im. Jurija Gagarina wyglądała jak forteca z przyszłości — szklane budynki, lśniące korytarze, symulatory lotów kosmicznych. Miałam czternaście lat i drżałam z ekscytacji, gdy pierwszy raz przekroczyłam jej próg.

W grupie nowych kadetów było kilkanaście osób z całego świata — Lida Kowalowa z Ukrainy, Tomasz Górski z Polski, Carlos Mendoza z Meksyku i Dmitrij Wołkow z Rosji. Wszyscy mieliśmy jedno marzenie

— polecieć w kosmos.

Dmitrij był wysoki, miał ciemne włosy i niebieskie oczy, które

od razu przyciągnęły moją uwagę. Uśmiechnął się do mnie, gdy wchodziłam do sali, i przez chwilę poczułam, jakby moje serce przestało bić.

Pierwsze tygodnie były piekłem. Treningi fizyczne — bieganie, podnoszenie ciężarów, symulacje przeciążeń w centryfudze G-Force 9 — wyczerpywały mnie do granic możliwości. Matematyka i fizyka kwantowa — równania, które wydawały się napisane w obcym języku. Inni kadeci — niektórzy patrzyli na mnie z pogardą, inni z ciekawością, a jeszcze inni jakby już wiedzieli, że się poddam.

Ale ja nie zamierzałam się poddawać.

Dmitrij często siadał obok mnie podczas zajęć. „Potrzebujesz pomocy?”, pytał, gdy widział, że zmagam się z jakimś zadaniem. Jego głos był cichy i spokojny, a jego obecność sprawiała, że czułam się pewniej.

Nie wszyscy byli przeciw mnie. Lida Kowalowa, ta sama dziewczyna, która pokazała nam Akademię, zaprosiła mnie do swojej grupy. „Potrzebujemy kogoś, kto umie myśleć, a nie tylko biegać”, powiedziała z uśmiechem.

Poznałam też chłopaka o imieniu Tomasz — cichy, ale niezwykle bystry, syn profesora Adama Górskiego, znanego naukowca specjal- izującego się w teorii napędów międzygwiezdnych. „Ty naprawdę wierzysz, że polecimy w kosmos?”, zapytał mnie pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy w bibliotece nad projektem symulacji lotu na Księżyc.

„Wiem, że polecimy”, odparłam.

Uśmiechnął się. „To dobrze. Bo ja też”.

Carlos Mendoza, z Meksyku, był specjalistą od biologii kosmicznej.

Chcę dowiedzieć się, jak przetrwać na Marsie”, mówił z pasją.

Ale to Dmitrij był tym, z którym najchętniej spędzałam czas. Często spotykaliśmy się w bibliotece, aby wspólnie uczyć się do egzaminów.

Pewnego wieczoru, gdy zostaliśmy sami, zapytał:

— Anya, dlaczego tak bardzo chcesz polecieć w kosmos? Zastanowiłam się przez chwilę.

— Bo tam jestem wolna. Tam nikt nie może mi powiedzieć, że

czegoś nie mogę zrobić.

Dmitrij uśmiechnął się.

— To piękne marzenie.

Po dwóch latach intensywnego szkolenia, przyszedł czas na pierwsze prawdziwe loty. To był moment, na który wszyscy czekaliśmy — szansa, by poczuć się jak prawdziwi astronauci. Nie pamiętam dokładnej daty ale wiem że to był kwiecień 2167 roku. Poleciałam z moją grupą wraz z instruktorem na Florydę do Florida Orbital Lanch Complex, który pamietał jeszcze pierwsze misje kosmiczne

dwudziestego stulecia.

Nasze pierwsze zadanie miało na celu dostarczenie zaopatrzenia

na Międzynarodową Stację Kosmiczną Alfa. Dmitrij był pilotem, ja nawigatorką, a Carlos odpowiedzialny za systemy podtrzymywania życia. Tomek Górski nie mógł lecieć miał jakieś sprawy rodzinne do załatwienia.

— Gotowi do startu? — zapytał kontroler lotów przez radio.

— Gotowi! — odpowiedzieliśmy chórem.

Start był niesamowity. Czułam, jak rakieta unosi się z platformy,

a przeciążenia przygniatają mnie do fotela. Gdy znaleźliśmy się na orbicie, poczułam nieważkość — to było najbardziej magiczne uczucie, jakie kiedykolwiek doświadczyłam.

— Anya, jesteśmy na orbicie! — krzyknął Dmitrij, uśmiechając się od ucha do ucha.

— Wiem! — odkrzyknęłam, nie mogąc powstrzymać radości.

Dokowanie do stacji przebiegło pomyślnie, a my spędziliśmy tydzień na przeprowadzaniu eksperymentów naukowych. To był nasz pierwszy prawdziwy lot w kosmos — spełnienie marzeń.

Wieczorem, gdy byliśmy już z powrotem na Ziemi, Dmitrij zaprosił mnie na spacer po terenie komleksu. Trzymał mnie za rękę, gdy patrzyliśmy w gwiazdy.

— Anya, kiedyś tam polecimy razem, powiedział.

Uśmiechnęłam się. „Obiecuję”.

Pół roku póżniej nadszedł czas na następny prawdziwy lot. Kole-

jna misja miała być lotem na Księżyc. Tym razem ja byłam dowódcą, Tomasz nawigatorem, a Dmitrij inżynierem pokładowym.

Start przebiegł bez problemów, ale podczas lądowania na Księżycu coś poszło nie tak. Systemy lądowania zaczęły szwankować, a komputer wyświetlił ostrzeżenie o awarii silników hamujących.

— Anya, co robimy? — zapytał Dmitrij, patrząc na mnie z niepokojem.

— Musimy przełączyć się na system awaryjny — odparłam, szybko przeglądając procedury.

Tomasz pracował nad przywróceniem zasilania, a ja kierowałam manewrami lądowania. Po kilku napiętych minutach udało nam się bezpiecznie wylądować.

— Załoga Morozova, gratuluję! — usłyszeliśmy głos kontrolera lotów. Przeszliście trudny test!

Wieczorem, gdy siedzieliśmy w naszym pokoju, Dmitrij powiedział:

— Anya, jesteś niesamowita. Bez ciebie byśmy się rozbili.

Poczułam, jak rumienię się. „Dzięki, ale to była nasza wspólna praca”.

Nie wszystko szło gładko. Pewnego dnia, podczas symulacji lotu na Marsa, zawaliłam. Statek, którym sterowałam, “rozbił się” o powierzchnię w symulatorze. Pułkownik Petrov był wściekły.

— Morozova, co ty wyprawiasz?! — krzyknął. To nie zabawa! Jedno niepoprawne obliczenie, a zginie cała załoga!

Stałam sztywno, czując, jak twarz mi płonie. Chciałam się bronić, ale nie miałam argumentów. Po prostu się pomyliłam.

Wieczorem, gdy siedziałam w swoim pokoju, usłyszałam ciche pukanie. To był Dmitrij.

— Wszyscy popełniają błędy — powiedział, siadając obok mnie. — Ważne, żeby się z nich uczyć.

Podał mi tablet. „Tu są wszystkie wzory, których potrzebujesz. Przeanalizuj, gdzie się pomyliłaś”.

Wzięłam go i uśmiechnęłam się.

— Dzięki.

— Nie ma za co — odparł. — Jutro znów będziesz najlepsza.

Z czasem nasza przyjaźń z Dmitrijem zaczęła się zmieniać. Coraz

częściej spędzaliśmy czas sam na sam, rozmawiając o marzeniach, lękach i przyszłości.

Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy na dachu Akademii, patrząc w gwiazdy, Dmitrij wziął mnie za rękę.

— Anya, jesteś dla mnie bardzo ważna — powiedział.

Serce zabiło mi szybciej. „Ty też jesteś dla mnie ważny”, odparłam.

Następnego dnia, podczas spaceru po terenie Akademii, Dmitrij niespodziewanie pocałował mnie. To był **nasz pierwszy pocałunek — delikatny, nieśmiały, ale pełen obietnic.

— Przepraszam, jeśli to za wcześnie, powiedział, patrząc na mnie z niepewnością.

Uśmiechnęłam się. „Nie, to było idealnie”.

Pewnego dnia dostałam paczkę. Nie spodziewałam się niczego, ale gdy otworzyłam kopertę, znalazłam w niej list od babci. Nie wiedziałam, że go napisała:

Moja kochana Anya,*

Jeśli to czytasz, znaczy, że się udało. Że jesteś tam, gdzie powinnaś być. Pamiętaj, że gwiazdy cię prowadziły i będą

prowadzić dalej. Nie bój się marzyć wielko. Nie bój się być

odważna.Twoja mama też była odważna. Poleciała dalej, niż ktokolwiek się spodziewał. Ty jesteś jak ona.

Kocham cię,

Tamara Morozova twoja babcia.

Łzy napłynęły mi do oczu, ale nie były to łzy smutku. To były

łzy wdzięczności. Schowałam list do szuflady, obok zdjęcia babci i dyplomu ukończenia podstawówki.

Po latach nauki nadszedł czas na egzaminy Przed ostatnim egzaminem byłam przerażona. To miał być test wszystkiego, czego się nauczyliśmy — nawigacji, fizyki kwantowej, obsługi statku w prawdziwej misji na Marsa. Tym razem ja byłam dowódcą, Tomasz nawigatorem, a Dmitrij inżynierem pokładowym. Mieliśmy za zadanie nie tylko dotrzeć na Czerwoną Planetę, ale także przeprowadzić symulowane badania naukowe i bezpiecznie wrócić na Ziemię.

— Gotowi? — zapytał kontroler lotów.

— Gotowi! — odpowiedzieliśmy chórem.

Start przebiegł bez problemów, ale podczas lądowania na Marsie

coś poszło nie tak. Systemy lądowania zaczęły szwankować, a komputer wyświetlił ostrzeżenie o awarii silników hamujących.

— Anya, co robimy? — zapytał Dmitrij, patrząc na mnie z niepokojem.

— Musimy przełączyć się na system awaryjny — odparłam, szybko przeglądając procedury.

Tomasz pracował nad przywróceniem zasilania, a ja kierowałam

manewrami lądowania. Po kilku napiętych minutach udało nam się bezpiecznie wylądować.

— Załoga Morozova, gratuluję! — usłyszeliśmy głos kontrolera lotów. Przeszliście egzamin z wyróżnieniem!

Wieczorem, gdy byliśmy już z powrotem na Ziemi, Dmitrij uścisnął moją dłoń.

— Jesteś niesamowita, Anya.

Uśmiechnęłam się. „My jesteśmy niesamowici”.

Po czterech latach ciężkiej pracy, nadeszła chwila, na którą

wszyscy czekaliśmy — ceremonia ukończenia Akademii. Sala była wypełniona kadetami, ich rodzinami i wysokimi rangą oficerami Zjednoczonej Federacji Ziemi.

Na scenie stał major Aleksadr Borodin, legendarny astronauta i bohater wielu misji kosmicznych. To on miał wręczać nam dyplomy. — Kadeci! — rozpoczął swoją mowę. Jesteście przyszłością naszej

cywilizacji. To wy będziecie eksplorować nowe światy, budować kolonie na Marsie i odkrywać tajemnice wszechświata.

Następnie zaczął wywoływać nas po imieniu. Gdy usłyszałam: — Anya Morozova!

podniosłam się z krzesła i podeszłam na scenę. Major Borodin uśmiechnął się do mnie i podał mi dyplom.

— Gratuluję, kadet Morozova — powiedział. Twoja babcia byłaby z ciebie dumna.

— Dziękuję, panie majorze — odparłam, czując, jak serce mi wali. Gdy wróciłam na swoje miejsce, Dmitrij uścisnął moją dłoń.

— Jesteśmy teraz oficjalnie astronautami — szepnął z uśmiechem. Po ceremonii, gdy wszyscy się rozeszli, major Borodin podszedł

do naszej grupy.

— Morozova, Górski, Mendoza — powiedział, kiwając głową. Jutro

o ósmej zgłaszacie się w moim gabinecie. Macie nowe przydziały. Dmitrij spojrzał na mnie z uśmiechem.

— Widziałem, że major cię zauważył. To dobry znak.

— Anya, muszę ci coś powiedzieć — zaczął, patrząc na mnie poważnie — przejdziemy się.

Serce zabiło mi szybciej. „Co się stało?”, zapytałam.

— Dostałem przydział do misji na Księżyc. Wyjeżdżam za tydzień. Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w brzuch. „Na jak długo?”,

zapytałam.

— Na dwa lata — odparł. Ale obiecuję, że wrócę. Przytuliłam się do niego. „Obiecujesz?”, szepnęłam. — Obiecuję — powiedział, całując mnie w czoło.

Anya odłożyła tablet i uśmiechnęła się do siebie. Akademia dała jej więcej niż tylko wiedzę. Dała jej przyjaciół, pewność siebie, wiarę, że marzenia można spełnić, i pierwszą miłość, która na zawsze zmieniła jej życie.

Wstała od biurka i podeszła do okna. Gwiazdy nadal świeciły — te same, które pokazała jej babcia.

“Jesteś gotowa” — usłyszała w myślach głos babci.

“Zawsze byłam” — szepnęła.

Siadła z powrotem i otworzyła nowy dokument.

Chciała napisać ale zmęczenie dało znać o sobie.

— na dziś wystarczy i tak sporo -powiedziała do siebie w

pustym mieszkaniu.

Było juź późno zegar pokazywał 23:15, Anya wzięła wieczorny

prysznic i połoźyła się spać. “Dziękuję Wszechwiecie za te wszystkie lata” pomyślala i zasneła.

Rozdział 3: Pierwszy przydział

Następnego ranka Anya obudziła się później niż zwykle. Nie miała presji czasu ani obowiązków, które musiała natychmiast wypełnić. Rozsypała włosy na poduszce, przeciągnęła się leni- wie i uśmiechnęła do siebie. Po raz pierwszy od lat nie musiała się spieszyć. Po raz pierwszy czuła, że ma czas dla siebie.

Ubrała się w wygodne ubranie, wzięła tablet i wyszła z mieszkania. Powietrze było chłodne, a niebo nad Moskwą jasne i bezchmurne. Ruszyła w stronę FOODSTATION, małej, przytulnej kawiarni, gdzie często spotykali się kadeci. Zamówiła swoją ulubioną kawę z mlekiem roślinnym i kanapkę z awokado, po czym usiadła przy stoliku przy oknie, patrząc na przechodniów. Wzięła tablet do ręki, otworzyła dokument i zaczęła pisać:

Po Akademii dostałam przydział do Bazy Kosmicznej Nowosybirsk.

Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Nowosybirsk był zupełnie inny niż Moskwa — bardziej surowy, bardziej technologiczny. Baza Kosmiczna była ogromna, pełna hangarów, laboratoriów i symula- torów, które miały przygotować nas do prawdziwych misji. Czułam się trochę zagubiona, ale i podekscytowana. To był mój pierwszy prawdziwy krok w karierze astronautki, a także szansa na rozwinię- cie moich badań doktoranckich.

Mój promotor, profesor Elena Petrova, specjalistka w dziedzinie inżynierii systemów podtrzymywania życia, zgodziła się na prowadzenie mojej pracy zaocznie. Temat mojego doktoratu brzmiał: „Innowacyjne rozwiązania w systemach podtrzymywania życia dla długotrwałych misji międzygwiezdnych”. To było coś, co mnie fascynowało od lat. Pierwszego dnia zostałam wezwana do gabinetu pułkownika Jamesa O’Connora, który miał być moim bezpośrednim przełożonym. Pułkownik O’Connor, Irlandczyk z długim stażem w Zjednoczonej Federacji Ziemi, był weteranem wielu misji kosmicznych, surowym, ale sprawiedliwym. Gdy weszłam do jego gabinetu, spojrzał na mnie z uważnym wzrokiem.

— Morozova, witamy w Bazie Kosmicznej Nowosybirsk — powiedział z lekkim irlandzkim akcentem, wskazując na krzesło. — Twoim pierwszym zadaniem będzie praca w zespole inżynieryjnym, który przygotowuje systemy podtrzymywania życia dla nowej stacji orbitalnej. To nie jest zadanie dla słabych.

Skinęłam głową.

— Rozumiem, panie pułkowniku.

— Dobrze — odparł. — Zaczynasz jutro. Twoim mentorem

będzie inżynier Siergiej Iwanow. On ci wszystko wytłumaczy. I jeszcze jedna rzecz — wiem, że zaocznie robisz doktorat z inżynierii

kosmicznej. Baza będzie wspierać Twoje badania, ale pamiętaj, że priorytetem są obowiązki służbowe.

— Tak jest, panie pułkowniku — odpowiedziałam, czując, jak serce zabiło mi szybciej. To była moja szansa, by połączyć praktykę z teorią.

— Profesor Petrova już się z nami skontaktowała. Masz dostęp do wszystkich danych technicznych bazy, które mogą być przydatne w Twoich badaniach. Korzystaj z tego.

Następnego dnia poznałam Siergieja Iwanowa, doświadczonego inżyniera, który spędził na stacjach kosmicznych ponad dziesięć lat. Miał ciemne włosy, siwiejące na skroniach, i bliznę nad lewym okiem, którą — jak opowiadał — zawdzięczał awarii podczas misji na Księżycu.

— Witaj, młoda — powiedział z uśmiechem, podając mi rękę. — Słyszałem, że jesteś jedną z najlepszych w swojej klasie. I że robisz doktorat. To imponujące. Mam nadzieję, że to prawda.

Uśmiechnęłam się.

— Postaram się nie zawieść.

Siergiej pokazał mi główne systemy bazy, wyjaśniając, jak dzi-

ałają i na co należy zwracać uwagę. „To nie jest symulator, Morozova. Tutaj każdy błąd może mieć poważne konsekwencje”, powiedział, patrząc na mnie poważnie. — Ale jeśli będziesz potrze- bowała czasu na badania do doktoratu, daj znać. Postaramy się znaleźć balans.

Przez pierwsze tygodnie uczyłam się obsługiwać systemy podtrzymywania życia — od filtracji powietrza po recykling wody. Siergiej był cierpliwy, ale wymagający. Pewnego dnia, podczas symulacji awarii systemu tlenowego, rzucił mi wyzwanie:

— Morozova, wyobraź sobie, że system tlenowy zawiódł. Masz pięć minut, żeby znaleźć rozwiązanie.

Szybko przeanalizowałam sytuację i przełączyłam system na awaryjne źródło tlenu, jednocześnie informując załogę o procedu- rach bezpieczeństwa.

— Dobra robota — powiedział Siergiej z uśmiechem. — Myślę, że jesteś gotowa. A propos, jak idą badania do doktoratu?

— Powoli, ale do przodu — odparłam. — Mam nadzieję, że praca tutaj pomoże mi zebrać potrzebne dane.

— Na pewno — powiedział. — Masz dostęp do wszystkich danych technicznych bazy. Korzystaj z tego. I pamiętaj, że możesz liczyć na moją pomoc.

Wieczorami, po zakończeniu służby, siadałam w swojej kabinie i pracowałam nad rozdziałem mojej pracy doktorskiej. Anali- zowałam dane z systemów podtrzymywania życia, porównywałam różne technologie i szukałam innowacyjnych rozwiązań. Czasami pisałam do profesorki Petrovy, która zawsze odpowiadała na moje pytania i udzielała cennych wskazówek.

Pewnego wieczoru, gdy pracowałam nad analizą efektywności nowych filtrów powietrza, otrzymałam wiadomość od profesorki:

Nadawca: Prof. Elena Petrova

Temat: Postępy w badaniach Anya,

Twoje ostatnie analizy są bardzo obiecujące. Szczególnie

podobało mi się porównanie efektywności filtrów w różnych warunkach. Myślę, że to może być kluczowy element Twojej

pracy. Kontynuuj w tym kierunku. Jeśli będziesz potrzebowała dodatkowych danych, daj znać. Możemy też zorganizować

wideokonferencję, żeby omówić postępy.

Pozdrawiam, Elena Petrova

Przeczytałam wiadomość kilka razy, czując się zmotywowana.

To była moja szansa, by wnieść coś nowego do dziedziny inżynierii kosmicznej.

Kiedyś wieczorem, gdy wracałam do swojego pokoju, na tablecie pojawiła się nowa wiadomość. To był Dmitrij, który

nadal przebywał na Księżycu.

Nadawca: Dmitrij Wołkow Temat: Gratulacje!

Anya,

Dostałem wiadomość o Twoim przydziale do Nowosybirska.

Gratuluję! Wiem, że dasz sobie radę. Tutaj na Księżycu jest pięknie, ale brak mi Ciebie. Słyszałem też, że robisz doktorat. To niesamowite! Jak idą badania? Może kiedyś będziemy

współpracować przy jakimś projekcie. Wrócę za rok i mam nadzieję, że wtedy będziemy mogli polecieć razem.

Trzymaj się, Dmitrij

Uśmiechnęłam się, odpowiadając mu:

Dziękuję! Badania idą dobrze. Mam dostęp do wielu ciekawych

danych tutaj w Bazie. Myślę, że to może być bardzo przydatne dla mojej pracy. Czekam na Twój powrót. Może kiedyś rzeczywiście będziemy współpracować. Do zobaczenia! Anya

Wieczorem spotkałam się z Tomaszem i Carlosem, którzy również dostali swoje przydziały. Tomasz miał lecieć na misję badawczą na Jowisza, a Carlos na stację badawczą na Marsie.

— Trzymajcie się, chłopaki — powiedziałam, uściskając ich. — Do zobaczenia w kosmosie.

— Anya, słyszałem, że robisz doktorat — powiedział Tomasz. — To świetnie! Może kiedyś będziemy współpracować.

— Mam taką nadzieję — odparłam. — A jeśli będziecie mieli jakieś dane z waszych misji, które mogą być przydatne, dajcie znać.

Po kilku tygodniach szkolenia, przyszedł czas na pierwsze prawdziwe wyzwanie. Zespół, w którym pracowałam, dostał zadanie przygotowania systemów podtrzymywania życia dla nowej stacji orbitalnej. To była szansa, by udowodnić, że jestem gotowa na prawdziwe misje.

Pewnego dnia, podczas testów, zauważyłam nieprawidłowości w systemie filtracji powietrza. Poziom dwutlenku węgla był zbyt wysoki.

— Siergiej, mamy problem z filtracją powietrza — powiedziałam,

pokazując mu odczyty.

Siergiej natychmiast zareagował.

— Morozova, uruchom procedurę awaryjną i sprawdź, czy to nie jest błąd systemu.

Szybko przełączyłam system na awaryjne filtry i zaczęłam di-

agnostykę. Okazało się, że jeden z filtrów był zatkany. Po jego wymianie wszystko wróciło do normy.

— Dobra reakcja, Morozova — powiedział Siergiej. — To dowodzi, że jesteś gotowa na prawdziwe wyzwania. I pomyśl, jakie świetne dane do doktoratu!

Uśmiechnęłam się.

— Rzeczywiście. Może napiszę o tym.

Kolejne tygodnie były pełne intensywnej pracy. Uczyłam się

obsługiwać coraz bardziej skomplikowane systemy, uczestniczyłam w symulacjach awarii i testach wytrzymałościowych. Pewnego dnia pułkownik O’Connor wezwał mnie do swojego gabinetu.

— Morozova, masz potencjał — powiedział, patrząc na mnie z uważnym wzrokiem. — Chciałbym, żebyś wzięła udział w specjal- nym projekcie. Będziemy testować nowe systemy podtrzymywania życia dla przyszłych misji międzygwiezdnych. I słyszałem, że zbierasz dane do doktoratu. Może uda nam się połączyć jedno z drugim.

Poczułam, jak serce zabiło mi szybciej.

— To zaszczyt, panie pułkowniku.

— Wiem, że dasz sobie radę — odparł. — Zaczynamy od jutra. I

pamiętaj, że możesz korzystać z naszych zasobów do swoich badań. Następnego dnia dołączyłam do zespołu, który pracował nad nowymi systemami podtrzymywania życia. Naszym zadaniem było przetestowanie ich w warunkach zbliżonych do rzeczywistych. To

była szansa, by udowodnić, że jestem gotowa na prawdziwe misje. Podczas testów zauważyłam, że jeden z modułów nie działa prawidłowo. Szybko przeanalizowałam problem i zaproponowałam

rozwiązanie, które zostało zaakceptowane przez zespół.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.6
drukowana A5
za 31.46