E-book
5.46
drukowana A5
35.03
Anioł Stróż

Bezpłatny fragment - Anioł Stróż


5
Objętość:
264 str.
ISBN:
978-83-8189-506-4
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 35.03

Rozdział 1

Uwielbiam ten błogi stan tuż przed ostateczną pobudką. Człowiek przenosi się wtedy w fazę półsnu i powoli przygotowuje się na powrót do rzeczywistości. Niestety tego ranka niedane mi było obudzić się w ten sposób. Zamiast delikatnej pobudki przez mój zamglony umysł przedarł się dźwięk dzwonka mojego telefonu. Najpierw wydawał się odległy, ale już po chwili zamienił się w irytujący hałas. Wiedziałam, że jedynym sposobem, aby go uciszyć było odebranie telefonu.

Niezadowolona otworzyłam powoli oczy i spojrzałam na zegarek. Piąta trzynaście. Lepiej, żeby ktoś miał dobry powód, by budzić mnie o takiej godzinie. Spojrzałam na ekran telefonu, który nie przestawał irytująco dzwonić i skrzywiłam się. Ten numer nigdy nie oznaczał dobrych wiadomości

— Halo? — odezwałam się najbardziej zaspanym i niezadowolonym głosem, na jaki było mnie stać. Nie musiałam się zbytnio wysilać.

— Wreszcie. Ile czasu potrzebujesz, żeby odebrać telefon? — powiedział zamiast uprzejmego przywitania mój nieformalny partner, Adam. Oczywiście partner w sensie służbowym. Nie wyobrażam sobie, że mogłaby nas łączyć inna relacja.

— Jeśli aż tak bardzo cię to interesuje, mogłeś policzyć sekundy — odburknęłam, czując coraz większe poirytowanie. Czyżby obudził mnie wyłącznie po to, by mnie zdenerwować? Nie był to bynajmniej pierwszy raz, ani najwcześniejsza pora, kiedy to robił.

— Nie — odparł, przybierając swój służbowy ton. Czyli jednak miał jakaś ważną sprawę. — Znaleźliśmy ciała. Dwie dorosłe osoby, wyraźne ślady tortur.

— I dopiero teraz mi o tym mówisz? — żachnęłam się i gwałtownie usiadłam na łóżku. To nie był najlepszy pomysł, bo od razu zakręciło mi się w głowie.

Adam westchnął przeciągle. Oczami wyobraźni zobaczyłam, jak liczy do dziesięciu.

— Przyjadę po ciebie za piętnaście minut. Musisz zobaczyć to na własne oczy — rzucił.

— W porządku, zrobię nam kawę na wynos.

— Zawsze wiesz, czego potrzebuję.

Rozłączył się, a ja przewróciłam oczami. Niezależnie od okoliczności, Adam nigdy nie przepuścił okazji, żeby powiedzieć coś takiego.

Pospiesznie ubrałam się w jeansy i sportową bluzę, umyłam zęby i spryskałam twarz wodą. Brązowe włosy do ramion ściągnęłam w swój ulubiony kucyk. Założyłam też adidasy, bo, pomimo że był środek lata, na miejscu zbrodni przydają się wygodne buty. Poza tym nigdy nie wiadomo, jak wygląda powierzchnia. Niejednokrotnie zdarzyło mi się wyrzucić buty po wizycie na miejscu zbrodni, które było całe pokryte krwią i wnętrznościami ofiary. Kiedy twoje buty są pokryte szczątkami, nigdy więcej nie zechcesz ich założyć, nawet po wizycie w najlepszej pralni.

Ledwie skończyłam parzyć kawę, usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam i Adam wpadł do środka.

— Cicho, obudzisz Laurę — zwróciłam mu uwagę. Moja współlokatorka zeszłej nocy była na imprezie ze swoim chłopakiem i zapewne wróciła do domu jakieś trzy godziny temu. Z pewnością nie ucieszyłaby się na pobudkę przed szóstą rano.

Adam przewrócił oczami i wyciągnął z mojej szafki dwa jednorazowe kubki. Wlał do nich kawę i spojrzał na mnie ponaglająco.

— Chodźmy — rzuciłam i przytrzymałam mu drzwi. Już dawno darowałam sobie upominanie go, żeby przestał grzebać po moich szafkach. Wszyscy musieli się pogodzić z tym, że taki już był. Nie szanował niczyich granic.

Jechaliśmy i popijaliśmy kawę. O tej porze nie bywam zbyt rozmowna, za to Adam był aktywny o każdej porze dnia. Przypuszczałam, że pije kawę tylko dla zachowania pozorów. Z pewnością jej nie potrzebował, tryskał energią małego chłopca, choć miał już trzydzieści dwa lata.

— Mężczyzna i kobieta w średnim wieku. Obydwoje mają zadane rany cięte jakimś długim narzędziem. Wygląda mi to na nóż, ale Alfred musi jeszcze to potwierdzić — oznajmił, zasępiając się. Mimo że pracował w policji od dziesięciu lat, nadal nie przywykł do ludzkiego okrucieństwa. O ile w ogóle można do tego przywyknąć.

— Skąd wiecie o ciałach? — spytałam.

— Dostaliśmy anonimowy telefon — odparł. — Mam nadzieję, że twoje magiczne zdolności pomogą nam złapać tego drania — dodał i uśmiechnął się do mnie.

Chciałam odwzajemnić uśmiech, ale moje myśli krążyły już wokół morderstwa, które miałam pomóc rozwiązać. Jako psycholog kryminalny zajmuję się profilami przestępców. Często też towarzyszę Adamowi, kiedy odwiedza rodzinę ofiary lub podejrzanych, choć nie należy to do moich oficjalnych obowiązków. Pomaga mi to jednak w mojej pracy. Nie lubię być odseparowana od ludzi, którym mam pomóc lub których mam rozszyfrować. Często to te same osoby.

— Zobaczę, co da się zrobić — odrzekłam i dopiłam kawę akurat w momencie, w którym dotarliśmy na miejsce.

Wszędzie było mnóstwo policji i specjalistów od zabezpieczania dowodów. Nie było żadnych gapiów, bo sprawca wybrał opuszczoną knajpę na skraju miasta. Zanotowałam, że zbrodnia była dobrze zaplanowana.

Przeszliśmy pod taśmami policyjnymi i weszliśmy do obskurnego budynku. Od razu poczułam smród rozkładających się ciał. Było lato, ale i tak musiało minąć co najmniej pięć dni od śmierci dwójki nieszczęśników.

Ciała były w fatalnym stanie. Nie dlatego, że zaczęły się rozkładać. Ofiary zostały pocięte. Mężczyzna miał pociętą twarz, pierś i ręce, zwłaszcza dłonie. Kobiecie również pocięto twarz i piersi, ale zamiast rąk sprawca pokrył ranami jej brzuch. Obydwoje byli nadzy. Przez chwilę miałam ochotę się wzdrygnąć, ale szybko się opamiętałam. Widuję zwłoki od pięciu lat, powinnam zachowywać się profesjonalnie. Poza tym to nie był najgorszy widok ze wszystkich, jakie było mi dane zobaczyć. Nigdy nie zapomnę widoku dwunastoletniego chłopca, który został powieszony na polu przez kolegów swojego starszego brata. Chcieli mieć dobrego stracha na wróble. To był pierwszy dzień mojej pracy w policji. Znałam tego chłopca i jego rodzinę. To było małe miasteczko, gdzie wszyscy się znali.

— Wiemy, kim byli? — zapytałam, starając się wyrzucić z głowy ten obraz.

— Jeszcze nie — odparł Adam. Przyglądał się uważnie miejscu zbrodni. — Wygląda na to, że zostali zabici w tym miejscu. Na podłodze nie ma śladów krwi, a widać, że nie była czyszczona od czasu zamknięcia lokalu.

— To doskonałe miejsce na zbrodnie — przyznałam. Posłał mi znaczące spojrzenie, mówiące, żebym się wzięła do roboty. Tak też zrobiłam. Skoncentrowałam się z powrotem na zamordowanej parze. Ofiarom związano ręce i nogi, po czym zawieszono na dużym haku na ścianie tak, że nie dotykali stopami podłogi. Obydwoje mieli również rany na sercu, czego wcześniej nie zauważyłam, bo klatki piersiowe były pokryte krwią. — Różnice w zadanych ciosach muszą mieć znaczenie symboliczne — oświadczyłam. — Jeśli dowiemy się, kim są ofiary i co robiły, może wskaże nam to zabójcę. Wygląda to na przemyślaną i starannie zaplanowaną zemstę. Sprawca nie ukrył ich, a to miejsce nie jest aż tak trudno znaleźć.

— Chciał się pochwalić swoim dokonaniem? — spytał Adam zniesmaczony, przyglądając się ciałom.

— To możliwe. Nie zostawił jednak żadnych poszlak ani wskazówek. Przynajmniej nie takich widocznych, co znaczy, że wcale nie chce być złapany. Z pewnością chciał ich poniżyć lub pokazać swoją pogardę, stąd nagość.

— To się nie trzyma kupy, Maja. Jeśli jest taki dumny ze swego dokonania, to czemu nie chce się pochwalić, kim jest? — Adam był sceptycznie nastawiony do mojej teorii, choć jeszcze nigdy się nie pomyliłam.

Postanowiłam jednak nie dać dojść do głosu mojej urażonej dumie.

— Może jeszcze nie chce się do tego przyznać. Czy zdarzyły się niedawno podobne przypadki?

— Myślisz, że mamy do czynienia z seryjnym zabójcą? — Pokiwałam głową. Adam zmarszczył brwi. — Nie sądzę, ale poproszę Marcela, żeby obdzwonił wszystkich komendantów.

Marcel był naszym komendantem i chętnie udzielał się w śledztwach, mimo że już od dawna nie opuścił swojego biura.

— Może mamy do czynienia z pierwszymi ofiarami, ale jestem niemalże pewna, że będzie ich więcej — oznajmiłam.

Adam zamyślił się na chwilę i ukrył twarz w dłoniach. Po chwili położył ręce na biodrach i spojrzał na mnie poważnie.

— W porządku — powiedział. — Potraktujemy to jako serię zabójstw. Załatwię to u komendanta.

— Przecież nie mamy na to dowodów — odparłam zaskoczona. — Jeszcze nawet nie dysponujemy raportem patologa, a ja nie sporządziłam profilu sprawcy. Możesz stracić reputację, jeśli podniesiesz alarm bez wiarygodnych poszlak.

— Ufam ci — rzekł krótko i położył mi rękę na ramieniu. — Jeśli mówisz, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą, to znaczy, że trzeba podnieść alarm.

***

Wróciłam do domu około ósmej rano. Byłam zmęczona, ale nie miałam czasu, żeby wrócić do łóżka. Niedługo musiałam wrócić na komendę i zająć się sporządzaniem profilu.

Nastawiłam ekspres i poszłam pod prysznic. Na dworze zaczynało się już robić upalnie, ale potrzebowałam gorącego prysznica, żeby zmyć z siebie zapach miejsca zbrodni. Ubrania, które miałam na sobie, od razu wrzuciłam do pralki wraz z butami i nastawiłam na wysoką temperaturę. Często wymieniałam garderobę, bo ubrania co raz kurczyły mi się w praniu, ale musiałam je „wygotować”, żeby zmusić się do tego, żeby je jeszcze kiedyś założyć.

Gdy weszłam ponownie do kuchni, unosił się w niej cudowny zapach kawy. Zza drzwi lodówki uśmiechnęła się do mnie moja współlokatorka i zarazem najlepsza przyjaciółka, Laura.

— Dopiero wstałaś, czy przed chwilą wróciłaś do domu? — zapytała, ziewając ostentacyjnie.

— Przed chwilą wróciłam. Byłam na miejscu zbrodni — wyjaśniłam, nalewając sobie kawy. Usiadłam przy stole i wsypałam łyżeczkę cukru do kubka. Nie znoszę słodkiej kawy, ale potrzebowałam dodatkowego źródła energii. Nie byłam jeszcze w stanie niczego przełknąć.

— Domyśliłam się, że nie na imprezie. — Zachichotała i usiadła naprzeciwko mnie.

Przewróciłam oczami i postanowiłam skierować rozmowę na nią. Zawsze wiedziałam, czego tak naprawdę chciała moja przyjaciółka.

— Chyba późno wróciłaś? — spytałam. — Nie było cię jeszcze, kiedy się kładłam, a było już po pierwszej.

— Tak, byliśmy z Alexem na imprezie u jego kumpla — odparła, mrugając do mnie porozumiewawczo. To oznaczało, że kumpel Alexa, jej chłopaka, był bardzo przystojny.

— Wybacz, może jestem zacofana, ale nie rozumiem waszego związku.

— A co tu rozumieć? Lubimy się, ale zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy jeszcze za młodzi, by się ustatkować. Mam kogoś na stałe, ale jednocześnie nie muszę rezygnować z innych uciech. — Wzruszyła ramionami i upiła łyk kawy, spoglądając na mnie z chytrym uśmieszkiem. — Tobie też by się ktoś taki przydał. Skoro nie chcesz Adama, moim zdaniem dokonując bardzo głupiej decyzji, to może umówię cię z przyjacielem Alexa?

— Po pierwsze podjęłam bardzo dobrą decyzję. Pracujemy razem, a poza tym ja go nie lubię w ten sposób. Zresztą nie wiem, czy lubię go w jakikolwiek sposób. — Adam często mnie irytował i chociaż zawsze był dla mnie miły i pomagał mi, jak tylko mógł, nie byłam do końca byłam przekonana, czy powinnam go uważać za przyjaciela. — Po drugie, czy ty przypadkiem nie zajęłaś się już przyjacielem swojego chłopaka? — zapytałam, podkreślając trzy ostatnie słowa.

Laura spojrzała na mnie ponuro.

— Niestety mamy zasadę, że nie wolno nam się umawiać z osobami, które obydwoje znamy.

— Współczuję ci — odparłam, starając się zamaskować śmiech.

— Śmiej się, śmiej — odburknęła. — W sumie to się z tym zgadzam — dodała po chwili namysłu. — Nie chciałabym, żeby Alex sypiał z moją najlepszą przyjaciółką, nawet jeśli jesteśmy w otwartym związku. To by było po prostu dziwne. Nigdy nie wiedziałabym, do której z nas przyszedł.

— Wiesz, że nawet gdyby on chciał, ja bym się na to nie zgodziła — oburzyłam się. — Poza tym wątpię, żeby posunął się tak daleko. W końcu mieszkamy razem. Jak już sama zauważyłaś, byłoby to dziwne. — Było to lekkie niedopowiedzenie, ale postanowiłam darować sobie słowo „chore”.

— Ależ on chce, nawet mi o tym mówił — odparła lekceważąco i wsadziła sobie do ust babeczkę z jagodami.

Wskazała mi drugą, ale pokręciłam zdecydowanie głową. Jeszcze nie byłam gotowa na jedzenie. Rozmowa o tym, że jej chłopak chciał uprawiać ze mną sex, z pewnością nie pomogła mi odzyskać apetyt.

— O rany. — Wybałuszyłam na nią oczy. — Powtórzę to raz jeszcze. Nie rozumiem waszego związku — oznajmiłam, wymawiając dokładnie każde słowo.

— Nie musisz. — Machnęła lekceważąco ręką. Chyba już się przyzwyczaiła do tego, że ludzie dziwnie reagują na ich relację. — A ty co robiłaś, że tak późno poszłaś spać? Zwykle po dwudziestej trzeciej jesteś chodzącym zombie — zażartowała.

Z ulgą przyjęłam zmianę tematu. Akceptowałam Laurę taką, jaka jest i pomimo iż nie rozumiałam jej związku, nie chciałam, by myślała, że ją oceniam.

— Szukałam w Internecie informacji o zaginięciach uczniów liceum sprzed sześciu lat. Ciągle mam wrażenie, że coś przeoczyłam — odpowiedziałam.

— Skarbie, robiłaś to już setki razy. — Laura spojrzała na mnie ze współczuciem.

— Wiem, ale musiałam pominąć coś ważnego, skoro wciąż nie mogę trafić na jej trop — odparłam rozżalona.

Szukałam swojej młodszej siostry już od sześciu lat. Zostałyśmy rozdzielone po tym, jak nasi rodzice zginęli w wypadku samochodowym dwadzieścia cztery lata temu. Miałam cztery lata, a moja siostra tylko sześć miesięcy. Miałyśmy też brata, ale w czasie wypadku miał osiem lat, a kiedy skończył osiemnaście, ślad praktycznie po nim zaginął. Po śmierci rodziców przez kilka lat mieszkał u rodzin zastępczych, a potem kilka spędził w domu dziecka. Jego również nie mogłam odnaleźć. Nikolę namierzyłam dopiero, jak skończyłam dwadzieścia dwa lata. Problem polegał na tym, że znalazłam o niej tylko wpis w gazecie, w której widniała również informacja, że moja siostra zaginęła. Do tej pory jej nie odnaleziono. Jednak ja nie przestawałam szukać. I nie odpuszczę, dopóki nie odzyskam swojej rodziny. Wprawdzie zostałam adoptowana zaraz po śmierci rodziców i chociaż Lilia i Tomasz byli dla mnie wspaniali, nigdy w pełni się do nich nie przekonałam. Zawsze miałam wyrzuty sumienia, powinnam bardziej ich doceniać. Kochałam ich, ale oni mnie bardziej.

— Nawet nie wiesz, jak jest mi przykro — powiedziała ze współczuciem.

Prawdopodobnie mówiła to już po raz tysięczny, ale co innego mogłaby zrobić? Nie mogła mi pomóc. Wprawdzie próbowała, ale jej zdaniem to oznaczało wysłanie mnie na terapię, ale stanowczo odmawiałam. Laura również była psychologiem i, w przeciwieństwie do mnie, na wszystkie problemy widziała rozwiązanie w terapii. Nie rozmowa z psychologiem była mi potrzebna, ale pewność, że moja siostra jest cała i zdrowa.

Naszą rozmowę przerwał dzwonek mojego telefonu. Wdzięczna za uratowanie mnie przed próbą pomocy ze strony Laury szybko odebrałam.

— Tak?

— Kiedy będziesz w pracy? Mam dla ciebie ciekawą informację — rzucił do słuchawki podekscytowany Kacper, mój drugi w kolejności najlepszy przyjaciel i nasz informatyk, w dodatku prawdziwy geniusz. Od początku naszej znajomości pomagał mi w odnalezieniu siostry. Był sfrustrowany niemal tak samo jak ja, że do tej pory nam się to nie udało. Może właśnie nastąpił przełom?

— Niedługo, właśnie dopijam kawę. Czego dotyczy ta informacja?

— Twojej siostry.

Prawie zachłysnęłam się kawą.

— Już jadę.

Pożegnałam się pospiesznie z Laurą, ignorując jej pytający wyraz twarzy, założyłam ulubione adidasy i wybiegłam z domu.

Starałam się nie jechać zbyt szybko, ale byłam zbyt podekscytowana, by zwracać uwagę na ograniczenie prędkości. Na szczęście po drodze nie spotkałam żadnych radarów. Wprawdzie praca dla policji zapewniała brak mandatów, ale mimo wszystko musiałabym się zatrzymać i tłumaczyć, gdzie pracuję, a nie chciałam marnować cennego czasu.

Wpadłam na komendę jak burza, rzucając wszystkim po drodze szybkie „cześć”, aż dotarłam do pokoju, który dzieliłam z Kacprem. Jak zwykle siedział wpatrzony w monitor i marszczył się, zastanawiając się nad jakimiś danymi. Na mój widok cały się rozpromienił. Odwzajemniłam uśmiech. Poznaliśmy się trzy lata temu i od tamtej pory zdążyliśmy się mocno zaprzyjaźnić. Rozumieliśmy się bez słów, może dlatego, że byliśmy w tym samym wieku.

— Co to za informacja? — spytałam bez żadnych wstępów.

— Usiądź, cała się zgrzałaś. — Wskazał ręką na krzesło przy moim biurku, które znajdowało się po przeciwnej stronie niewielkiego pokoju. Westchnęłam, ale posłusznie usiadłam, wiedząc, że inaczej nie zacznie mówić na interesujący mnie temat. Uśmiechnął się usatysfakcjonowany. — Wczoraj wieczorem uświadomiłem sobie, jaki popełnialiśmy błąd.

— To znaczy? — spytałam ponaglającym tonem.

Kacper wydawał się nie przejmować moim nastawieniem i kontynuował spokojnie:

— Zakładaliśmy, że brytyjska policja znalazła już wszystko i niczego przed nami nie ukryła. Co jeśli albo nie odkryli wszystkiego, albo czegoś nam nie powiedzieli? Przecież nie mieli takiego obowiązku. Nikola mieszkała wtedy w Anglii, więc śledztwo należało do nich. Podzielili się z nami informacjami wyłącznie ze względu na jej obywatelstwo.

— Chcesz sam przeprowadzić śledztwo? Od początku? — Pokręciłam głową z niedowierzaniem. — Minęło sześć lat, poza tym nie pozwolą nam na to.

— Zrobimy je stąd. Nie musimy sprawdzać wszystkiego, wystarczy, że wyślemy wiadomości do jej rodziców adopcyjnych i znajomych ze szkoły. Mówiłaś, że zniknęła zaraz po jakiejś imprezie? — Pokiwałam powoli głową, nadal nie będąc zbytnio przekonana do jego pomysłu. — Napiszmy do ludzi, którzy też na niej byli.

Zastanowiłam się przez chwilę nad jego słowami.

— Może faktycznie masz rację? Nie jestem jednak pewna, czy będą chcieli z nami rozmawiać.

— A jej rodzice? Lepiej zacznijmy od skontaktowania się z nimi.

— Próbowałam zaraz po tym, jak dowiedziałam się o jej zaginięciu. Nie byli zbyt skorzy do rozmowy. Powiedzieli mi tylko, że spodziewali się, że w końcu zniknie. Podobno często uciekała z domu, ale nigdy nie na dłużej niż dwa dni.

— Powinno było ich to zmartwić — powiedział ostro Kacper.

— Wiem. — Westchnęłam. — Dlatego zaczęłam podejrzewać, że mieli coś wspólnego z jej zniknięciem, ale nie mam na to żadnych dowodów, to tylko moje przypuszczenia.

— W takim razie zapytamy się o to jej przyjaciół, z pewnością miała jakichś — nie odpuszczał.

— Policja twierdziła, że nie utrzymywała bliższych przyjaźni.

— Bez urazy dla policji, ale nawet oni nie wiedzą wszystkiego o sekretnym życiu nastolatków.

Mimowolnie się uśmiechnęłam. Może Kacper miał rację i należy zacząć wszystko od początku? Ostatecznie moje dotychczasowe śledztwo donikąd mnie nie doprowadziło.

— W porządku, spróbujmy — zgodziłam się, na co mój przyjaciel klasnął w dłonie uradowany.

— Wiedziałem, że się zgodzisz. Przesyłam ci dane uczniów jej szkoły wraz z ich danymi dotyczącymi rodzin, pracy, majątku i profilami na portalach społecznościowych — oznajmił dumnie.

— Znalazłeś wszystkich? — spytałam zdumiona. Kiedy on tego wszystkiego dokonał?

— Cały wieczór nad tym siedziałem, ale opłacało się. — Posłał mi szeroki uśmiech.

— Wiesz, że gdybyś rzucił pracę w policji i zajął się tworzeniem aplikacji i innych tak naprawdę niepotrzebnych programów, to byłbyś już bardzo bogaty? — zapytałam, z góry wiedząc, jaka będzie jego odpowiedź.

— Tak, ale wtedy bym się sprzedał — odparł. — Tutaj wiem, że moje umiejętności służą czemuś dobremu.

Tym razem to ja posłałam jemu szeroki uśmiech. Właśnie to w nim uwielbiałam. Był dobroduszny i chciał pomóc wszystkim wokoło. Czasem odnosiłam wrażenie, że dbał o wszystkich oprócz siebie, co bardzo mnie martwiło. Niewiele jednak mogłam na to poradzić, poza tym doskonale go rozumiałam. Sama nie miałam praktycznie żadnego życia prywatnego. Pracowałam w organizacji, pomagałam policji i szukałam Nikoli, co samo w sobie było pracą na pełen etat. Nie miałam prawa nikogo pouczać w kwestii pracoholizmu.

— Dzięki, bez ciebie nigdy nie ruszyłabym z miejsca — powiedziałam z wdzięcznością.

— Podziękujesz mi, kiedy już ją znajdziesz — odparł cicho i schował się za monitorem, choć i tak zdołałam zauważyć rumieniec na jego policzku.

— Dziś wieczorem wszystko przejrzę i powysyłam wiadomości do tych ludzi — zapewniłam.

— Zrobiłbym to sam, ale uznałem, że tobie prędzej zaufają. Jesteś jej siostrą.

— Zapewne masz rację, choć przypuszczam, że i tak będzie ciężko. — Westchnęłam i zobaczyłam e–mail od Marcela, który sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Oczekiwał profilu sprawcy jak najszybciej, bo Adam postawił już na nogi całą komendę, przekonując wszystkich, że mamy do czynienia z seryjnym mordercą psychopatą. — Słyszałeś o naszych dzisiejszych ofiarach? — zapytałam Kacpra.

— Tak, Adam był u mnie z samego rana. Co za chory człowiek mógł zrobić coś takiego niewinnym ludziom? — spytał, kręcąc głową z niedowierzaniem.

— Dowiemy się tego, nie martw się — odparłam pocieszającym tonem, choć nie mogłam mieć co do tego pewności. Nigdy nie wiedzieliśmy, czy uda nam się złapać sprawcę, ale zawsze tak mówimy. Chyba tak już się przyjęło. Rodzinie ofiar też wmawia się, że sprawca odpowie za to, co zrobił. A niby skąd mamy to wiedzieć? — Dostałeś zdjęcia ofiar? — spytałam, chcąc jak najszybciej przejść do konkretów.

— Tak, przeszukałem bazę danych, ale nikt nie zgłosił zaginięcia — odparł ponuro.

— Może Alfred powie nam coś, co pomoże ich zidentyfikować. Ich twarze były bardzo… — Zamyśliłam się na chwilę. — Zniszczone — dokończyłam z braku lepszego określenia.

— Załatwiłem to — rzucił i machnął lekceważąco ręką.

— No tak, oczywiście. Technologia wszystko rozwiąże. — Przewróciłam oczami i podeszłam do jego komputera. Ofiary niczym się nie wyróżniały. Wyglądali wręcz przeciętnie. — Czyli pozostaje nam wysłać ich zdjęcia do mediów. Jak ja tego nienawidzę — jęknęłam. Kacper spojrzał na mnie ze współczuciem.

— Adam pewnie już to zrobił — stwierdził.

W tym momencie do pokoju wszedł Adam. Nigdy nie pukał. To jedna z wielu jego cech, która mnie w nim irytowała.

— Zajęłaś się już profilem? — spytał, patrząc w moim kierunku.

— Nie, czekam na więcej informacji. Poza tym muszę poszperać w swoich materiałach, to dość nietypowy przypadek. Chciałam też zasięgnąć konsultacji Laury. — Nie powinnam tego robić, ale Laura często pomagała mi w przypadkach, w których podejrzewałam seryjne zabójstwo. Pomagała rozszyfrować mi schemat i mimo że była psychologiem dziecięcym, świetnie jej to wychodziło. Nie raz jej mówiłam, że wybrała złą specjalizację, ale upierała się, że od zawsze czuła, iż jej przeznaczeniem jest pomaganie dzieciom. Adam i Kacper wiedzieli o tym. Nikomu nie mówili, że zdradzam szczegóły spraw komuś z zewnątrz, bo byli świadomi tego, ile jej wszyscy zawdzięczamy.

— Przesłaliśmy już zdjęcia ofiar mediom, więc nie mamy zbyt wiele czasu. Musimy do końca dnia podać do wiadomości choćby ogólny opis tego, kto może być sprawcą — powiedział niezadowolony Adam. Również nie cierpiał, kiedy trzeba było angażować media w śledztwo. Dziennikarze uważali potem, że należy im się dostęp do wszystkich tajnych dokumentów. — Zajmiesz się tym, kiedy wrócimy od Alfreda.

— Ma już coś dla nas? — spytałam zdziwiona.

— Marcel kazał mu potraktować tę sprawę priorytetowo. Chodź już. — Ponaglił mnie ręką.

Rzuciłam jeszcze tylko szybkie „cześć i jeszcze raz dziękuję” Kacprowi i wyszłam szybko z gabinetu. Adam podążył za mną.

— Jedziemy moim czy twoim? — spytałam, z góry znając odpowiedź. Zawsze jechaliśmy jego samochodem. Twierdził, że jest szybszy i czystszy. Ja jednak wiedziałam, że Adam miał problemy z oddaniem kontroli nawet w tak błahej sprawie jak prowadzenie samochodu. Laura kiedyś powiedziała, że musiał mieć zaborczych rodziców lub wręcz przeciwnie, żadnego nadzoru. Ja jednak nie byłam w stanie jej nic o nim powiedzieć. Nie wiedziałam o Adamie zbyt wiele, poza tym, że po szkole pracował w Anglii przez kilka lat na zmywaku, a kiedy wrócił do kraju, od razu wstąpił do policji. To była kolejna rzecz, jakiej w nim nie lubiłam. Sam chciał wiedzieć o mnie wszystko, a kiedy ja pytałam go o przeszłość, dostawałam w zamian wymijające odpowiedzi. W końcu przestałam pytać.

Patolog Alfred, który współpracował między innymi z naszą komendą, miał pracownię na drugim końcu miasta, więc ku mojemu nieszczęściu mieliśmy czas, żeby porozmawiać.

— Za co dziękowałaś Kacprowi? — spytał Adam niemal od razu po zapaleniu silnika. Najwyraźniej tak go zżerała ciekawość, że nie mógł poczekać, aż jego pytanie wyda się „od niechcenia”.

— Znalazł dla mnie kontakt do wszystkich uczniów liceum, w którym uczyła się Nikola — odparłam.

Adam wiedział o moich poszukiwaniach, więc nie było sensu kłamać. Jedną z jego niewielu pozytywnych cech było to, że nie uznawał donosicielstwa. Nigdy nie powiedziałby Marcelowi o tym, że używamy z Kacprem rządowych programów do mojego prywatnego śledztwa.

— Daj mi sobie pomóc — zaproponował już chyba po raz setny. — Mieszkałem w Anglii, na pewno wam się przydam.

— Mieszkałeś w Londynie, a to ponad sto kilometrów od Northempton. Poza tym mówiłam ci, że nie potrzebuję twojej pomocy. I tak już wystarczająco się narażasz, bo o tym wiesz — odparłam stanowczo. Nie chciałam jego pomocy. Poza tym jak mógłby mi pomóc? Nie miał znajomości w angielskiej policji.

— Ty również — zauważył.

— To moja siostra — odparłam odrobinę zbyt ostro. — Nie obchodzi mnie, czy stracę pracę. Zależy mi tylko na tym, by ją odnaleźć.

— Oczywiście — powiedział szybko przepraszającym tonem.

Przez resztę drogi milczeliśmy. Ulżyło mi, gdy dotarliśmy na miejsce.

— Jeszcze nie skatalogowałem wszystkich obrażeń, ale zadzwoniłem po was, żeby pokazać wam parę interesujących szczegółów — oznajmił Alfred na dzień dobry. Nie było w tym nic dziwnego. Nigdy się nie witał, tylko przechodził prosto do sedna. Nie należał do zbyt przyjacielskich osób, a przynajmniej nie dla wszystkich. Mnie nigdy nie lubił, chociaż nie miałam pojęcia dlaczego.

— Świetnie, każdy szczegół się przyda — odparł Adam i obdarzył go szerokim uśmiechem.

Laura nazywała go uwodzicielskim, ale na mnie nigdy nie działał. Może najpierw trzeba było uważać daną osobę za uwodzicielską, żeby dać się zwieść przez jej uśmiech. Nie twierdzę, że Adam nie byłam atrakcyjny. Wysoki, z ciemnymi lekko zakręconymi na końcach włosami i intensywnie niebieskimi oczami, na swój sposób mógł uchodzić za przystojnego. Jednocześnie nie można go było nazwać umięśnionym, a jego twarz była jak na mój gust zbyt okrągła, żeby nie powiedzieć chłopięca.

Na Alfreda chyba działał urok Adama, bo, jak na jego standardy, wręcz go uwielbiał. To znaczy nie krzywił się na jego widok, tak jak na mój. Z reguły jednak starał się na mnie nie patrzeć, chyba że zadałam jakieś pytanie.

— Ofiary zostały unieruchomione paralizatorem. Rany zostały zadane długim narzędziem, prawdopodobnie nożem. Śmierć jednak spowodowała rana w sercu.

— W sercu? — spytałam.

Alfred obdarzył mnie łaskawym spojrzeniem.

— Tak, zabójca wsunął go prosto w serce, ale nie przebił się z drugiej strony. Musiał to robić powoli.

— A pozostałe rany? — zapytał Adam, przypatrując się ofiarom z zagadkowym wyrazem twarzy.

— Te nie są zadane równomiernie — odparł, wskazując na rany. Faktycznie, nie było widać w nich żadnego wzoru.

— Czyli te zostały zadane pod wpływem emocji — myślałam głośno. — Jednak od nich nie zginęli, czyli były raczej sposobem na wyrażenie swojej złości, frustracji. To może wskazywać na motyw zemsty lub poczucie krzywdy. Czy rany w sercu różnią się między sobą?

— Tylko tym, że u kobiety jest o centymetr głębsza — odparł Alfred niemalże ze znużeniem.

— To może być przypadek — wtrącił Adam.

— Masz rację — przyznałam. — Jednakże musimy założyć najgorsze. Jeśli morderca zrobił to intencjonalnie, oznacza to, że do matki ma większy żal.

— Czyli to pewne? Wybiera na swoje ofiary ludzi, którzy go wychowali lub przypominają mu jego rodziców. To rzeczywiście zawęża pole poszukiwań — powiedział Adam sarkastycznie. Posłałam mu rażące spojrzenie.

— Nie tylko — odburknęłam i podeszłam bliżej do ofiar. — Różnice w zadanych ciosach mają znaczenie. Czemu mężczyzna ma pocięte ręce, a kobieta brzuch? Spójrz, najwięcej obrażeń mają w okolicach oczu, nawet widać nacięcia na powiekach — wskazałam na małe ranki u obydwu ofiar.

— Co to znaczy? — spytał zaintrygowany Adam. Nawet Alfred przestał udawać, że go to nie interesuje.

— Może widzieli coś, czego nie powinni — odparłam niepewnie.

— Jak dla mnie wygląda to na zbrodnię na tle seksualnym — stwierdził mój partner.

— Wszystko by na to wskazywało, ale nie pasuje mi to, że mamy do czynienia z parą — odparłam nieprzekonana. — Z drugiej strony może to być wyjątkowy zabójca, z jakim w naszym kraju nie mieliśmy jeszcze do czynienia.

— Jesteś pewna?

— Nie. — Westchnęłam. — Żebym była pewna, musimy poznać ich tożsamość i przede wszystkim to, czy mieli dzieci. Może to wystarczy, by poznać prawdę na temat tego, kto był prawdziwą ofiarą.

— Może zabójców było więcej niż jeden? — wtrącił Alfred.

— Myślę, że to robota jednej osoby, skoro użyto paralizatora. Gdyby było ich więcej, sami by ich obezwładnili — odparłam z przekonaniem. Co do tego jednego mogłam być pewna nawet w osiemdziesięciu procentach. Przy mojej specjalności to bardzo dużo.

— Ile mają lat? — spytał Adam, kierując pytanie do Alfreda.

— Obydwoje są po trzydziestym piątym roku życia, ale nie ukończyli jeszcze czterdziestu — odparł.

— Znalazłeś ślady napaści seksualnej? — spytałam.

— Nie zdążyłem ich jeszcze zbadać na tym tle, ale nie wydaje mi się.

— Ile czasu byli przetrzymywani?

— Stan odwodnienia i puste żołądki wskazują na dwa do trzech dni.

— Przez cały ten czas byli torturowani? — dopytywałam.

— Właśnie nie — odparł, marszcząc przy tym brwi. — Rany zostały zadane jedna po drugiej w krótkim czasie, a śmierć nastąpiła szybko.

— Może morderca najpierw chciał coś od nich uzyskać — zastanawiałam się.

— Masz na myśli zeznanie? — zgadywał Adam.

— Zeznanie albo przyznanie się do winy.

— Czy śmierć nie byłaby wtedy szybsza i nie tak bolesna?

— Nie jeśli morderca chciał ich ukarać. Z pewnością jest impulsywny — odparłam po chwili zastanowienia. — Może chciał mieć jedynie pewność, że należy im się kara?

— Masz coś jeszcze? — spytał Adam Alfreda. Nie wyglądał na zadowolonego moją teorią.

— Na razie to wszystko. Pełny raport prześlę Marcelowi do końca dnia.

— Dzięki, że do nas zadzwoniłeś — powiedział mój partner i skierował się do wyjścia.

Podążyłam za nim.

***

— To jest trochę zbyt oczywiste — rzekł Adam, kiedy ruszyliśmy w stronę komisariatu.

— Może to jest kolejny znak.

— Chce zostać złapany?

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 35.03