E-book
1.37
drukowana A5
8.21
Aborcja na Wiejskiej

Bezpłatny fragment - Aborcja na Wiejskiej


Objętość:
21 str.
ISBN:
978-83-8221-775-9
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 8.21

Akt I

Scena 1

(Sejm na Wiejskiej. Sala pusta. Po korytarzach krąży cieć).


Cieć (nabłyszczając podłogę):

Cicho tam, cicho sza, licho nie śpi, licho gra. Teraz tłumy jutro deszcz, to przewidział jeden wieszcz.

(Z oddali słychać porykiwania syren samochodowych i skandowanie tłumu)

Tłum:

Chcemy mieć prawo to, które jest nasze bo, zabić chcem kogo chcem.

Cieć (do siebie):

O co znowu chodzi? Czy ktoś naskarżył, że wczoraj zamiast szorować kible paliłem skręta? Pewnie ten gruby poseł, co mnie nie lubi i zawsze mi wylewa wiadro.

Tłum: Mamy prawo, mamy prawo, mamy prawo.

(Cieć odchodzi do bocznego korytarza)

Cieć (do siebie):

Nic to po mnie. A o premii już nie wspomnę. Wczoraj osioł miał pieniądze. Dzisiaj tylko same żądze. Żądza władzy. To rzecz znana. Paradują tu od rana. Obradują. Wiwatują. Potem na podłogę plują. A ja myję, poleruję, znoszę dzielnie. Ale to się wkrótce skończy. Tłum domaga się naprawy, będzie zmiana, to rzecz dobra.

Tłum:

Chcemy władzy. I pieniędzy. Nie będziemy żyli w nędzy.

Cieć (do siebie):

Dziś aborcja, jutro władza, powód dobry jest każdemu. Na plecach tłumu wyniesiony będzie nowy rząd jak nic. A ja jestem tylko widz. Jutro biorę się za siebie, kupie frak i czarną muchę, a na prześcieradle starym namaluje se kostuchę.

Scena 2

(Nagle otwierają się drzwi boczne i do Sejmu wbiega tłum posłów, biegając bez ładu i składu krzyczą i zawodzą).

Poseł 1:

Jestem młody, żyć chce długo. Protestacjo! Straszna zgubo!

Poseł 2:

Teraz będziem jak wisielce, tłum wyciąga po nas ręce. Chować nam się teraz trzeba, chyba że ktoś chce do Nieba.

(posłowie biegną i chowają się w szafie ze szczotkami)

Cieć (do siebie):

Szczotki mam tutaj schowane. Muszę teraz wyjąć jedną, tą najbardziej chyba wredną. Bo mnie szczotka z rąk umyka, gdy szoruję drzwi i okna. To robota jest sromotna. Nic dobrego się nie zdarzy. Może osioł jakiś zważy, że robota moja znaczna i nagrody da sowite.

(cieć otwiera drzwi szafki i patrzy zdziwiony)

Cieć:

Co panowie Osłowie robią w mojej szafie? Czy tu miejsca braknie w Sejmie? Prawda miejsca tu nie znała, ale Kłamstwo, szafa cała.

Poseł 1:

Wybacz Panie, my tu porę pochowali się przed chmarą. Tumult w mieście i w areszcie już niedługo wszystkich w dyby. Zrozumieją że na niby jest ta cała demokracja. Wolność słowa to igraszka, liczy się rządowa frakcja.

Poseł 2:

Ale jakże? To Policja? Będzie może prohibicja? Nie aborcja, ale zgaga, rumu złej jakości sława.

Cieć:

Ja się nie znam na tych sprawach. I nie bywam na zabawach. Ale jakżeście popili i was żony szukać każą, niechaj zważą żem azylu nie udzielił.

Poseł 1:

Panie mój. Bądź litościwy. My do rana się chowamy. Potem pędem do Brukseli.

Poseł 2:

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 8.21