E-book
23.63
drukowana A5
38.97
4 dni w Paryżu

Bezpłatny fragment - 4 dni w Paryżu

Historia Prawdziwa


5
Objętość:
173 str.
ISBN:
978-83-8431-966-6
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 38.97

Zakochać się w kimś od pierwszego wejrzenia…

To motto było dla mnie banalne, nieoczywiste, nierealne… bujda, bajka. Tak myślałam.

Ale…

Pamiętam ten dzień, gdy pierwszy raz Go zobaczyłam. To było dziesięć lat temu.

Jego oczy kryły coś, czego nie mogłam sobie wytłumaczyć, poczułam się wtedy jak irydolog szukający przyczyny choroby.

Wpatrzona w Jego oczy, nie potrafiłam skupić się na niczym innym.

— Co one kryją? — myślałam, wypowiadając te słowa prawie na głos.

Siedział wtedy za biurkiem, z długopisem w ręku, wkładając jego końcówkę do ust i opierając się o fotel, który wyginał się delikatnie pod wpływem ciężaru Jego ciała.

Zastanawiał się nad moją chorobą.

Nie mogłam skupić się na tym, co do mnie mówił. Dla mnie to już był znak, iż dzieje się coś dziwnego.

Wyszłam. Następnie wsiadłam do samochodu, spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i powiedziałam sobie: „Nie, Anka. Niech twoja wyobraźnia nie działa zbyt intensywnie”.


Minęło parę miesięcy i odezwałam się znowu. Napisałam SMS.

Witam, doktorze. Leki zadziałały, ale chciałbym usłyszeć obiektywną ocenę mojego stanu, czy mogłabym umówić się na wizytę w tym miesiącu?


Pisząc to, miałam nadzieję na szybką odpowiedź.

Zobaczę go? Co powiem? Jak się ubiorę? Jak rozpocznę rozmowę?

W głowie krążyły pytania bez odpowiedzi.

W końcu odpisał.

Witam. Zapraszam na 10.30.

Odpowiedź normalna, zbyt oficjalna, jakby obojętna.

Odbyłam u Niego kilka wizyt kontrolnych. Rozmawialiśmy też na luźne tematy, lecz nie mogłam do końca Go przejrzeć. Był bardzo tajemniczy.

Życzenia imieninowe, świąteczne czy noworoczne wysyłałam co roku i otrzymywałam krótką odpowiedź: Dziękuję.

Było mi mało. Czemu?

Podjęliśmy kolejne rozmowy — o podróżach, które przebyliśmy w danym roku. Krótkie, szybkie wiadomości raz na jakiś czas.

I tak minęło dziesięć lat do momentu, aż na sylwestra wysłałam Mu wiadomość bardziej odważną. Moje zdjęcie z życzeniami.

Pamiętam, że wtedy zadałam pytanie, dlaczego tak rzadko piszemy, a On odpowiedział, że od Nowego Roku się poprawi.

Chwila po godzinie dwudziestej czwartej i otrzymałam wiadomość: Szczęśliwego nowego roku.

„Cooooo?!” — pomyślałam.

Dwadzieścia minut po północy, a on już działa?

I tak się zaczęło…

Pisaliśmy ze sobą dzień i noc.

Pamiętam dreszcze na całym ciele, jak zaczęliśmy imaginować sobie spotkanie w hotelu w Gdyni. Był wówczas na jakiejś międzynarodowej konferencji i to była pierwsza z naszych odważniejszych rozmów.

Wirtualnie przytulaliśmy się i całowaliśmy…

Odprowadzał mnie wtedy do pokoju w naszej wybujałej wyobraźni.

Czy On to pamięta?

O naszych dalszych losach opowie ta książka.

*

Słońce niemrawo obejmowało promieniami pokój, w którym ona jeszcze słodko spała. Ta czerwcowa niedziela zapowiadała się wyjątkowo ciepło. Jasny blask padał już na błękitno-białą pościel i lekko ogrzewał wystającą, bosą stopę. W półśnie czuła delikatne ciepło. Jednak dopiero gdy gorąco docierające przez szybę objęło jej twarz, zaczęła powoli budzić się i przeciągać na miękkim łóżeczku.

— Jeszcze tylko minutkę — rzekła do siebie.

Otworzyła oczy i lekko się wzdrygnęła.

„Randka z nim w takim miejscu” — pomyślała. — „Czy to oby nie sen? Czy ja nie zwariowałam?”


Serce zaczęło jej bić szybciej. Zerknęła na zegarek stojący na szafce przyłóżkowej. Była szósta trzydzieści. Do dziewiątej jeszcze sporo czasu, ale musi się już szykować. Przez myśl przechodziło pytanie, czy w ogóle tam jechać. W duszy czuła lekki niepokój. Bilety i tak już kupione. Plan, jakże podstępny, już wymyślony i od tygodnia realizowany skrupulatnie.


Wyimaginowana Pani Kasia przesyła już od kilku dni wiadomości tekstowe na jej komórkę, każąc jej podjąć szybką decyzję o wyjeździe.

Wszystko dopięte na ostatni guzik.

Nie może więc zrezygnować. Zresztą nie chce. Absolutnie. Serce bije jej szybciej i mocniej na samą myśl, że za kilka godzin spotka się już z nim.


„Wstawaj!” — pomyślała i odchyliła kołdrę.

Stanęła przed lustrem. Sukienka czy spodnie, a jeżeli spodnie, to dżinsy czy skórzane?


— Zaraz. Zaraz — rzekła do lustra — otrząśnij się. Lecisz samolotem, strój ma być wygodny.


O ósmej siedziała już w samochodzie. Nie mogła tak bez sensu krzątać się po mieszkaniu. Nie chciała czekać, spędzi więcej czasu na lotnisku. Może jakaś kawa po drodze?


Miała na sobie wygodne, proste, skórzane spodnie od Maje. Czarne, lekko błyszczące. Lubiła je. Kupiła nowe po tym, jak sprzątając, zahaczyła o jakiś drut i zrobiła w nich dziurę. Trzy kieszenie z przodu i dwie naszywane kieszenie z tyłu. Zapinane na zamek błyskawiczny z guzikiem. Góra była wyrazista i stylowa. Lubiła rzeczy od Tomy Jeansa. Krótka, prosta koszula z kontrastowym wzorem w paski. Kołnierzyk i zapięcie na guziki. Kultowa flaga z tyłu. Baza krawata na brzuchu dyskretne odsłaniała pępek.


Podróż na lotnisko przebiegła sprawnie, choć pomyliła uliczkę i wjechała na inny parking niż ten, na którym miała rezerwację. I tak przekroczyła bramki odprawy przy stanowisku check-in z trzygodzinnym zapasem. No cóż, będzie już czekać.


Spotykają się od kwietnia zeszłego roku. A data ich spotkania stanowi tajny kod, którym się posługują.

Ich tajemnicze randki w okolicznych miastach i miasteczkach nabrały większej swobody gdzieś od października, kiedy to wyznał jej miłość. Właściwie w aucie, w którym się kochali, było już duszno i gorąco nie tylko z nadmiaru ich szybkich oddechów, ale i z powodu myśli buzujących w ich głowach. I był to już kolejny raz, kiedy wspólnie zaczęli o czymś myśleć, lecz „kocham cię” jako pierwszy powiedział Damian.

Nie mogła uwierzyć, myślała na początku, że to pod wpływem emocji, ale on powtórzył jeszcze kilka razy: „Kocham cię, Aniu”.

— Kocham cię — odpowiedziała i mocno się uściskali.


Mimo wszystko wyznanie w samochodzie uznała za złożone pod wpływem emocji i, nie dowierzając, czekała, aż powtórzy to jeszcze kilkadziesiąt razy w różnych innych sytuacjach — wówczas będzie miała już pewność.

Mimo że ich miłość i randki wciąż były ich słodkim sekretem, stawali się coraz bardziej śmiali w okazywaniu swych uczuć. Nie zważając na opinie innych, okazywali sobie uczucia w każdym miejscu, przytulając się, trzymając za ręce i skradając sobie nawzajem pocałunki.


Siedziała na lotnisku na jednym z wielu krzeseł, przeglądając Instagrama i wiadomości z komunikatorów. Czas leciał jednak bardzo powoli. Po chwili zmieniono numer bramki, z której miał odlatywać jej samolot, więc było trochę zamieszania i przeniosła się w inne miejsce, aby tam znów przysiąść w oczekiwaniu i zanurzyć się w rozmyślaniu.

Non stop informowała go o swojej sytuacji, a on czekał na wiadomości i odpisywał jej. Postanowili, że on nie przyjedzie na lotnisko, tylko odbierze ją z nowego punktu, w którym parkują lotniskowe autobusy przywożące pasażerów z lotniska do miasta. A wszystko to w związku z Letnią Olimpiadą, która miała się odbyć niedługo.

Autobus dojeżdża do miejscowości Saint-Denis, a stąd metrem jeszcze kilkanaście przystanków, prosto pod sam hotel.

Damian wybrał nocleg w piątej dzielnicy, aby pokazać swojej ukochanej najważniejsze punkty miasta. Przecież bywa tu dwa razy w roku i, jak twierdzi, zna dość dobrze Miasto Świateł.

Jak mawiał: „Stolica Francji to prawdziwa ville de promenad”.


Spojrzała na zegarek. „Jeszcze dwie godziny”.

W miejscach ich zamieszkania swobodnie poruszali się jako para, spacerując po ulicach i przebywając w barach. A niedługo ich swoboda zostanie spotęgowana dziesięciokrotnie.


Wspomina kilka miejsc, które uważają z Damianem za „spalone”, i zaśmiała się w duchu.

Przecież w restauracji hotelu „Premier Inn” już za pierwszym razem rozłożyli się na kanapie, przytulając się na niej i całując ukradkiem. Niewątpliwie kelnerki nie były zadowolone z tego widoku, lecz nie odezwały się ani słowem. A potem bez butów udali się do ubikacji tuż obok, aby kochać się tam na podłodze. Długo jeszcze pamiętała ból kolan. No i ten podejrzany stukot do drzwi. To musiała być jedna z kelnerek. Dziwna zazdrość czy złośliwość?

A może była zbyt głośna podczas stosunku w publicznej ubikacji?

Tak. Lubiła sobie pokrzyczeć. Czemu nie miałaby robić tego w takim miejscu, gdy było jej tak przyjemnie?


Zadzwonił Damian i przypomniał jej, aby gdy tylko wysiądzie na lotnisku, prędko kierowała się na autobus, by odjechać tym pierwszym. On powoli zbiera się z punktów, które odwiedzał tego dnia, i o piętnastej będzie meldował się już w nowym hotelu, w tym, w którym wspólnie spędzą cztery dni.


Damian wyleciał trzy dni wcześniej. Swoją wycieczkę zaplanował zeszłej zimy i aż do tej pory nie było mowy, aby lecieli tam razem. To było jego miasto. Chodzi uliczkami od rana do wieczora, rejestrując wszystko z danej dzielnicy do swoich książek.


— Paryża nie da się tak po prostu „zaliczyć” jak kolejne miasto — opowiadał. — Paryż trzeba poczuć. Zachłysnąć się nim. Paryż trzeba pić powoli jak wyśmienitą kawę w… — zastanowił się chwilę — w „Le Départ” przy placu Świętego Michała.

— Wiem — powtarzała mu. — Paryż jest tylko twój. Ale jak tylko będziesz miał ochotę i będziesz już gotowy, zabierz mnie tam.

— Tak, mała — odpowiadał — ale wiesz, że ja tam nie odpoczywam w parkach czy nad Sekwaną. Ja chodzę cały dzień i robię zdjęcia. Ale obiecuję ci, że zabiorę cię tam i będę tylko dla ciebie.


No i nastał ten dzień.


— Kiedy jedziesz? — zapytałam.

— Za tydzień? — odpowiedział szybko.

— To już?

— Tak. Jedziesz ze mną? — wtrącił niespodziewanie.

— Nie, no co ty, mam dużo zamówień. Praca. Nie da się tego przełożyć.

— Wszystko się da.

— Chcesz, abym pojechała?

— Pragnę tego, mała. Byłoby cudownie.

— No nie wiem — zamyśliła się. — Nie da się tego zorganizować w tydzień, co powiem w domu, w pracy?


Skończyli randkę.


Następnego dnia Ania pisze do niego: „Weź na spotkanie swój drugi, tajny telefon”.


Zaraz jak tylko odprawili swój miesięczny rytuał odwiedzenia ich ulubionego punku przy drzewie, o którym wiedzieli tylko oni, zakochani, ułożyli tekst, który on jako Pani Kasia wysłał do niej. Po tym poszło już z górki. Pokazała wiadomość mężowi i poinformowała go, że musi podjąć jeszcze dziś, nie, już musi podjąć decyzję o wyjeździe, gdyż grupa się zbiera, a jest coraz mniej miejsc w samolocie.

Uff. Zgoda uzyskana, można bukować lot i modyfikować pracę. Na szczęście koleżanki ma w dechę, więc wszystko udało się załatwić i sześć dni przed wyjazdem miała już zabukowany lot.

Do tej pory w to nie wierzy. Do tej pory jeszcze nie dociera do niej, że siedzi na lotnisku i czeka na samolot do Paryża, gdzie spotka się z ukochanym. Pójdzie na randkę w Mieście Zakochanych.

Rozłożą się na trawie na cichym, pięknym, paryskim skwerze czy w jednym z dziesiątek ogrodów. Oprą się o most, podziwiając z daleka Stalową Damę, obserwując rzekę, pozwolą myślom płynąć z nurtem Sekwany, delikatnie wzburzonej przepływającymi statkami.

Będą snuć się cudnymi uliczkami „gdzieś” przed siebie…


Z letargu obudził ją dźwięk z mikrofonu.

— Pasażerowie udający się na lot numer W61631 do Paris-Beauvais…

Czym prędzej wstała i ustawiła się w kolejkę do bramek.

*

Paryż niczym zręczny iluzjonista potrafi czarować i wciągać.

Początkowo za każdym razem, gdy jechała na spotkanie z nim, jej wyobraźnia szalała. Na początku imaginowała sobie pocałunek w policzek, ale szybko było jej mało, więc pozwalała myślom na coś więcej. Następny w kolejce był namiętny pocałunek. Jednak jej wyobraźnia była już bardziej dojrzała i bardziej niegrzeczna, więc mogła pozwolić sobie na trochę więcej.

Ania była z tych osób, które lubiły marzyć i lubiła swoje powiedzenie: „dobrze, że za marzenia nie karzą, bo dostałabym dożywocie”.

Oczami duszy widziała, jak On pieprzy ją na biurku w gabinecie. Nie wierzyła jednak, że w ogóle do takiej sceny kiedykolwiek dojdzie.

Ponieważ ich spotkania były początkowo czysto formalne, za każdym razem, gdy z nich wracała, czuła się rozczarowana, ale kto normalny ma takie pomysły.

Każde spotkanie w gabinecie kończyło się tak samo. Szybka pogawędka i brak języka w ustach.

Anka zapominała przy nim, do czego służy język. A to raczej nienormalne, gdyż na co dzień była wygadana oraz energiczna. Co sprawiało, że przy nim czuła skrępowanie?

Czy to dlatego, że zajmował kierownicze stanowisko? W dwóch miejscach, gdzie pracował, miał pod sobą garstkę podwładnych.

A może dlatego, że sprawiał wrażenie poważnego, niedostępnego?

Czy może przez jego oczy… ciemne… brązowe… tajemnicze oczy.


Teraz jednak to już przeszłość. Siedzi w samolocie. Wygodne miejsce zostało zamienione na inną lokalizację, podobno gabaryty samolotu się zwiększyły. Turystom nie wystarcza, że samolot odlatuje stąd dwa razy w tygodniu.


To jej pierwszy samodzielny lot, bez nikogo bliskiego, bez nikogo znajomego. Lekko się stresuje, lecz myśl wypełnia spotkanie z ukochanym i już jest bezpiecznie.


Żartowała z Damianem:

— Kto będzie trzymał mnie za rękę?

— Poprosisz sąsiada z siedzenia obok — zaśmiał się.

— A jak będzie to mężczyzna?

— Wolałbym, abyś poprosiła o to kobietę.


Dość tęgiej postury mężczyzna zajął środkowe siedzenie obok Anki. Rozkraczył się lekko, więc będzie miała mniej swobody niż myślała, jednak wszystko rekompensuje jej miejsce przy oknie. Zwykle takie wybiera.


Lot przebiegał spokojnie, więc senność i przyjemne myśli szybko powróciły.

„Oby tylko wsiąść w prawidłowy autobus” — rozmyślała.


Nigdy nie była w Paryżu. Wydawał jej się mało atrakcyjny, przereklamowany. Dziwiła się początkowo, co Damian może robić tam tak długo i tak często.

Teraz przekona się sama.

*

28 kwietnia zeszłego roku, gdy zaparkowała pod jego gabinetem, domyślała się, że tym razem będzie tak samo. Pogawędka i do domu…

Ale jej intuicja była po przeciwnej stronie. Czuła, że to będzie wyjątkowy dzień. Czuła, że coś się wydarzy. A ona, Anka, ufała swojej intuicji.


Zamknęła samochód i pewnym krokiem ruszyła w stronę przychodni. Na końcu korytarza po prawej stronie, nad futryną ostatnich drzwi zobaczyła jego zdjęcie, które miało na celu kierować pacjentów pod odpowiedni gabinet.

„Ładne wyszedł” — pomyślała.


Chociaż ostatnimi czasy dość dużo ze sobą pisali, nie widzieli się dawno.

Wiadomości SMS były coraz odważniejsze — wirtualne buziaki, komplementy, wymyślone historyjki, którymi wymieniali się ukradkiem nocami.


„Wyjdzie, zobaczy mnie i zawoła” — pomyślała. „Jak długo będę czekała w tej cholernej kolejce?”.


Wkrótce drzwi się otworzyły. Gabinet opuściła starsza kobieta, następnie pojawił się On. Miał na sobie biały uniform, wyglądał w nim bardzo atrakcyjnie. Jego ciemne włosy i oczy fantastycznie odbijały się od jasnego stroju. Nadal jest w nim to coś…


Spojrzał na nią.

„W końcu” — pomyślała.

— Pani A. Zapraszam.


Poprawiła kosmyk włosów, zakładając go za ucho, i weszła do gabinetu.

— Siadaj. — Wskazał uprzejmie palcem pomarańczowy fotel, którego boki były już nieco wytarte.

Dało się wyczuć lekkie skrępowanie po obu stronach. W końcu pisali ze sobą już całkiem odważnie.

— Jak było we Francji? — wydusiła po dłuższej chwili.

— Dużo przemieszczania się pociągami, ale udało mi się zwiedzić…

Opowiadał. Ona słuchała go uważnie, lecz z tyłu głowy myślami była gdzie indziej.

Nagle nastała cisza. Wiedziała, że jak za chwilę nie rozpocznie nowego wątku, wizyta skończy się szybko, jak zwykle. Dziś nie mogła do tego dopuścić.


Damian snuł opowieść o wycieczce, jednocześnie czekając na odpowiednią chwilę, aby zbliżyć się do niej. „To już ten moment” — pomyślał.


Anka zamierzała właśnie wydusić z siebie jakieś zdanie, gdy Damian nagle wstał, podszedł do niej i położył delikatnie prawą rękę na jej policzku. Zbliżył dłoń do jej szyi i powoli kierował głowę do ust Anki.

Kobieta zawstydziła się i odwróciła głowę, ocierając się o jego biały uniform, brudząc go przy tym błyszczykiem.

„O cholera, co ty robisz?” — pomyślała. „Czemu się odsuwasz? Przecież właśnie tego chciałaś!”

Czuła niewyjaśnione skrępowanie, a jednocześnie była na siebie strasznie zła.


Mężczyzna powoli zaczął się wycofywać.

„Jest strasznie nieśmiała” — pomyślał. — „Taka dziewczęca, delikatna. Mam nadzieję, że nie ucieknie z gabinetu. Dobry znak, że mnie nie spoliczkowała. Mogę skromnie przypuszczać, że czekała na ten pocałunek, że chciała, abym dziś ją pocałował. Ale skąd ten afront?”


Serce biło jej tak szybko, że spojrzała na swoją pierś, czy oby tego nie widać.

Uśmiechnęła się i zerknęła w okno.

— Co chciałeś zrobić? — Spuściła głowę.

— Chciałem poczuć twoje usta. Chciałem poczuć ciebie.

Nastała chwila ciszy.

— Zastanawiam się — ściszył głos — czy przenosić naszą wirtualną znajomość do rzeczywistości, bo co będzie później?

— Niekiedy lepiej żyć chwilą, a później się martwić, co dalej. — Przez chwileczkę zastanowiła się, czy wypowiedziała w ogóle te słowa na głos.

— No może i masz rację — odpowiedział.


Rozmawiali jeszcze jakiś czas. Anka ze smutkiem postanowiła zakończyć wizytę. Wiedziała, że on już nie podejmie próby, a ona po prostu zawaliła sprawę na całej linii.

Wstała, podeszła do drzwi, spojrzała na niego i aby rozluźnić atmosferę, wycedziła bezmyślnie:

— Masz coś sprawdzonego na energię? Ostatnio chodzę jakaś ospała, zmęczona.

— Hm?! — Nie spodziewał się takiego zapytania.

— Kawa! — rzuciła, sama odpowiadając sobie na pytanie.

— O, kawa! Jasne, już idę robić.


Damian wyszedł z gabinetu, a Anka zaczęła się śmiać, jednocześnie ciesząc się, że tak wyszło. Przecież myślała o kawie, którą wypije gdzieś na mieście, a teraz On pobiegł, aby ją zaparzyć.


Wciąż będą mogli przebywać we wspólnym towarzystwie. Była podekscytowana.


Szybkim krokiem szedł po korytarzu w kierunku pokoju socjalnego, gdzie równie szybko włączył czajnik i rozsypał mielona kawę do filiżanek.


Anna usiadła i rozejrzała się po pomieszczeniu. W gabinecie panował porządek. Wszystko na swoim miejscu. Dokumenty starannie ułożone, książki posegregowane od największej do najmniejszej. Artystyczny nieład na biurku.

„Zawsze ma taki porządek? Czy może poukładał rzeczy specjalnie dla mnie?”

Uśmiechnęła się na samą myśl.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 23.63
drukowana A5
za 38.97