Z przyjemnością przeczytałem tomik „24/12” autorstwa Jakuba Jagiełły — książkę subtelną, uważną i głęboko zanurzoną w ciszy, która towarzyszy prawdziwemu przeżywaniu Świąt.
To poezja niespieszna. Poezja, która nie krzyczy symbolami, lecz pozwala im wybrzmieć. Wiersze Jagiełły są jak światło zapalone w oknie w wigilijny wieczór — nie oślepiają, ale prowadzą. Autor z niezwykłą wrażliwością dotyka tematów codzienności, pamięci, czekania i wewnętrznego zatrzymania, nadając im świąteczny, lecz nienachalny wymiar duchowy.
„24/12” nie jest tomikiem o samych Świętach — jest tomikiem o człowieku w przedświątecznym momencie skupienia, gdy wszystko jeszcze może się wydarzyć, a jednocześnie wszystko już jest. Każdy wiersz wydaje się zaproszeniem do krótkiej medytacji nad tym, co kruche, prawdziwe i najbliższe.
To książka, do której się wraca — nie po to, by ją „przeczytać”, ale by być w niej przez chwilę. Tomik nadaje w całości dodatkowej miękkości i ciepła, czyniąc z tomiku piękny, intymny prezent — także dla samego siebie.