E-book
9.63
drukowana A5
24.17
drukowana A5
kolorowa
51.23
114 Decybeli Ciszy

Bezpłatny fragment - 114 Decybeli Ciszy

Wiersze

Objętość:
152 str.
ISBN:
978-83-8155-240-0
E-book
za 9.63
drukowana A5
za 24.17
drukowana A5
kolorowa
za 51.23

Piciowi — kochanemu mężowi,

przyjaciołom, najbliższym
w podziękowaniu za obecność

i wsparcie w drodze po marzenia

2018

***

Zamarzam ciszą

myśli co zamknięte w kropli

bezgłośnie toczą się

po skamieniałym policzku

i rozsypują słonymi kryształami

dudniąc cichutko po zbolałym

asfalcie mojego świata

słowa co niewypowiedziane

tworzą we mnie zmarznięte kałuże

kiedyś je wypłaczę…

wówczas wzejdzie we mnie świt

26.01.2018

***

Nie wiem co czują stokrotki

puste ulice

zziębniete prześcieradła

czy samotne jabłonie

nie nazywam już poniedziałków naburmuszonymi

końcami świata

nie porównuję chmur do twoich uśmiechów

nie odgaduję też myśli przemilczanych

wstaję jednak codziennie

i kupuję chleb by krew nie musiała

skraplać sie do szpitalnej kroplówki

toczę też batalię z grawitacją

i z niesfornymi kosmykami

które nie lubią wełnianych czapek

i z humorem sąsiada

co muchomorem

wieczorem jem ziemniaka bezpłodnego

omaszczonego beznamiętną słoniną

i głupkiem gapię się w telewizor

potem automatycznie

zasuwam kotary

zapłakanych okien


kolejny raz uciekam przed światem

w którym kiedyś wiersze pisały się same

31.01.2018


Obraz olejny Doroty Górczyńskiej-Bacik
inspirowany fotografią Daniela Cichego

***

Poszłam po chleb

obiecałam nie wrócić

z tulipanami w dłoni

w różowym kapeluszu

i w przemoczonych gumowcach

wróciłam

wybaczyłeś

bo u mnie nawet myśli

co pomylone to niepewne

I głupota co

mocną stroną

drepcze w deszczu

za parasolką

której nigdy nie rozkładam

bo po co


kto powiedział że deszcz

jest tylko dla kwiatów…

3.02.2018

***

Mam jeszcze parę słów w sobie

plotę z nich czasem warkocze smutku

Przepływają przez palce

pochmurne kosmyki życia

głucha radość przycupnęła

na odległym kamieniu

12.02.2018

***

Wśród kamiennych płyt

na ławeczce cmentarnej

szukałam dzisiaj człowieka

tu gdzie tylko ptaki echo niosą

a cisza wstydzi się krzykiem

obecność zatrzepotała skrzydłami

i przysiadła na kamieniu

„Wieczne odpoczywanie tobie

smutku bezcenny…” — szeptałam


gołąb zerwał się do lotu

6.03.2018

***

Pogubione słowa

trawiąc wnętrzności

napływają do oczu kroplami

— nie do ust


Przytkane pióro

zanosi się spazmem


dusza

pomału

rodzi

wiersz

19.03.2018

***

Przyszłam

i pomimo iż czas nie zwolnił

spóźniłam się o kilka uderzeń zegara

nie czekałeś

drzwi zamknięte do odwołania

pajęczyna pomału

snuje plany na przyszłość

wiatr niesie przez ciszę pieśni aniołów

kiedy ty na załamaniu tęczy

wznosisz toast z tymi

co rozgoszczeni o tydzień dłużej


czekasz

tam

gdzie czas już nawet nie słowem


przyjdę

nim herbata zdąży wystygnąć


w wygodnych butach


razem

policzymy kroki do nieba

20.03.2018

***

Samotność jest bezpieczna

nie pyta…


Stąpam zatem pośpiesznie

z głową wypchaną myślami

i wystukuję patykiem rytm

w takt uderzeń skrzydeł motyla.

Pofrunę z nim przez szerokość godzin

raz

dwa

jeszcze chwila

i zasmakuję

nektaru żonkili…


próżno…

grawitacja

co nad uchem przekornie

gwiżdże

ciężarem zabija


Upadam zatem kamieniem

w dzień

w drogę

w życie

lecz bez tłumaczeń

dlaczego bose stopy tęsknią do zimy

a głowa płodna wciąż rodzi szaleństwo


samotność bowiem jest bezpieczna

nie pyta…

9.04.2018


Obraz olejny Doroty Górczyńskiej-Bacik
inspirowany fotografią Daniela Cichego

***

Kiedy świadomość balansuje na granicy

przebudzenia

tęsknota nie ma nade mną władania


polskie sny

które pod powiekami pozostały

tulą do piersi dziecko wygnania


przysiadam ciszą

na zielonych połoninach

pod niebem

na którym jaskółki nie gubią swej drogi

wśród polskiego oddechu traw


dusza i ciało

pod tą samą chatą rozgoszczone

co bieszczadzkie anioły

wspólnie nucą Czwartą Nad Ranem


moje manowce odeszły daleko


niech świt nie budzi dziś

marnotrawnego syna

13.04.2018

***

Powrócę

Bez pytań o wczoraj

usiądziemy na ganku dogasającego życia

i zapłaczemy nad brakiem

co nawet nie nieobecnością


opowiesz mi o gajach zielonych

co latem pachniały szarlotką i cynamonem

o smaku polskiego chleba

który

otulał stęsknione wargi

o zimie co zawsze w grudniu skrzypiała

wesołą kolędą


a potem

kroplą

lecz nie deszczu

zagościsz na moich powiekach

i bólem spłyniesz

przez sękate rany

łącząc splecione dłonie

na zawsze


powrócę


w oddechu ciszy szczęśliwej

otulając się jedynie mrozem

zapadnę w Ciebie

prochem i kamieniem

oddając Tobie mój ostatni oddech

13.04.2018

Nagrodzony w konkursie poetyckim im Tadeusza
Murdzeńskiego: Stulecie Odzyskania Niepodległości
Londyn 2018


***

Czerwony żakiet

tuż obok obrażonej

sukienki w groszki seledynowe

liczy guziki — bo na cud za późno


kulawy pasikonik na zegarze

kolebie smutno główką w takt

na raz

na dwa

i tak do obłędu

już nie mojego

gapię się tępo

w jego naderwaną nogę


nie zatańczy…


zerkam ukradkiem na moje

rozflaczone pantofle

wdychające kurz

wygniecionej wersalki


tik tak

za oknem

świerszcze przywołują

mojego zmartwychwstania

okna zaryglować trzeba!!!

niebo zachmurzyć!!!


kwaśne mleko wlewam do herbaty

na wypadek gdybym przypadkiem

potknęła się gdzieś o resztki uśmiechu

16.04.2018

***

Nie noszę szminek

czerwień ust

niech sama się broni

nie zakrywam

perłową bielą

pocałunków rumianych

nieśmiertelne ciągle leżą

w kącikach ust

tuż obok uśmiechu

…jak i lica

co pomimo iż styczniowe

wciąż zradzają letnie sekrety


nie noszę szminek

żadna nie pasuje

do sukienek w motyle

i do mojej radości

co na wieki zamknięta

w kryształach melancholii

szukając mnie

nie patrz mi zatem w oczy

magiczne tusze

trzepią rzęsami

i tylko usta pozostają prawdziwe

nie znalazłam jeszcze koloru

maskującego

kolory bólu i miłości

24.04.2018

***

Uwielbiam

jak pachną wakacje


smakiem winogron i pomarańczy

i cygar wysuszonych

niekonieczność chwili osiada

na języku słodyczą

którą napawam zbolałe gardło

przełykam z namaszczeniem

ucząc się smaku na pamięć

na jutro

co przecież

już żebrze pod drzwiami

księżyc

co i nad kołchozem życia

sączy teraz swój ból przez słomkę

mózg

automatycznie dawkuje tlen

pozostawiajac

członki zaledwie przy życiu

a ja…

odczuwam już tylko

smak winogron i pomarańczy

i cygar

wysuszonych

słodycz osiada inaczej

osiada powoli

przenikając do krwiobiegu


moje antidotum na życie

22.04.2018

Pamięci poległych

Autobus z ronda Matecznego

pomału

rytmicznie wtacza się

na zachlapany

przystanek

siadam tuż za kierowcą

gapię się w rozmazaną ciszę

co koleboce na szybie…

Papierniczy

RUCH co tu od zawsze

w którym kupowałam Popularne

piekarnia u pani Zosi…

wspomnienie bagietek z kminkiem do dziś

wstrząsa moimi zmysłami

potem jeszcze jedna prosta i autobus

pomału mija świat

w którym cisza

dokańcza niedopowiedziane słowa

tu tylko gwiazdami patrzą na nas

cisi bohaterowie

nie wiedząc

że po nich już tylko chrabąszcz

w gęstwinie słów nie napisanych

gubi czasem swą drogę


kościół

dom drewaniany

jutro co zaplanowane

gdyby wiedzieli

że nie tylko za marzenia…


wysiadam

przystanek kino Kijów

bilet ściskam w dłoni

macham już jutru na powitanie


bohaterowie pierwszego planu zostali

na przystanku przy ulicy Focha

26.04.2018

Małe śmierci

Będę odchodziła powoli

wyrywana z twojego krwiobiegu

najpierw z muśnięcia dłoni

i ze spojrzenia którego

o każdy dzień mniej

potem odejdę uboższa o słowo

cóż

ponoć nie wszystko trzeba mówić

lecz ja kobieta

lubię gdy nazywa się

mnie nie tylko po imieniu

potem już będę odchodziła

rutynowo i coraz szybciej

od kubka goracej herbaty

której nagle zabraknie

(koc w końcu w szafie)

po wyblakłą wiadomość na lodówce

napisaną niegdyś czerwonym długopisem


spójrz jednak po raz ostatni

moje usta nadal mają kolor maków

zagryzłam je bólem

powróciły purpurą

nie patrzyłeś


odeszłam…


i tylko pióro

którym kiedyś napisałeś

„Kawa dla ciebie kochanie”

dowodem na moje istnienie


niewymiernym


papier wyblakł

a szminka co leży tuż obok

nic ci nie powie

nie nosiłam wszak szminek

10.05.2018

Tyle o sobie

Dałeś mi Panie słowa

bym wiersze plotła jak plotę głupotę

składam zatem siebie posłusznie

w kostkę i układam emocjami w szafie

rozłażą się jednak zdania

skaczą po tapczanie

lub wiszą szaleństwem na choince

drapiesz się zatem po swej

wszechmogącej brodzie i już wiesz

że niewiele pomoże na głupotę

która plącze zmysły

a którą obdarzyłeś mnie aż nazbyt hojnie

11.05.2018

***

Ciszy nawet krzyk najmniejszy

zapomniał o ślubach nie milczenia

Dłubie patykiem w przeszłosci

gapa jeden


dziś

bezgłośnie

bokiem wychodzi

27.06.2018

***

Uzależniłeś moje pędzle

blejtramami swoich zdjęć

krzyczą pustymi ulicami

ludzkim grymasem

zapachem terpentyny

która osiada skupieniem

na palecie wspomnień

kroplami ochry

zapisuje piach co na fotografii

utknął pomiędzy

chwilami niepamięci


stopniowo

wśród czerni i ultramaryny

następuje

powolne

zmartwychwstanie

21.06.2018

***

Zbieram siebie

na płótnie okruchami zadumy

kolory jednak w słońcu bledną

nakładam więc siebie ponownie

nie smutkiem już

lecz czerwienią

soczystą

rumianą

oszukując pędzle

niech eksplodują tańcem

aż do zmierzchu

który wytchnieniem


w którym

znów staję się czernią

bezpieczną

11.06.2018


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 9.63
drukowana A5
za 24.17
drukowana A5
kolorowa
za 51.23