E-book
19.11
drukowana A5
27.02
Śnił mi się ogród

Bezpłatny fragment - Śnił mi się ogród


Objętość:
69 str.
ISBN:
978-83-8245-652-3
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 27.02

Last night I dreamed that I was a child

Out where the pines grow wild and tall […]

Zeszłej nocy śniło mi się, że jestem dzieckiem

Tam gdzie rosną sosny, dzikie i wysokie […]

Bruce Springsteen, My Father’s House,

z albumu Nebraska, 1982


Weronice i Zosi,

i Helence,

i tym wszystkim, którzy nad ranem

opowiadają sobie sny

Śnił mi się ogród, cichy ogród o poranku. Szłam po mokrej trawie i patrzyłam na znajome cienie. Już kiedyś dotykałam tych liści, wyplątywałam włosy ze starych gałęzi: woda w ciemnej dziupli, dzikie wino pełne pszczół, ptasi puch… Już tu kiedyś byłam, już to wszystko widziałam, dawno temu, w innym śnie.

SEN

We śnie wyrósł przede mną stary dom porośnięty dzikim winem. W jego oknach płynęły chmury, ściany pełne były szczelin, i okrągłych śladów po dawnych wojnach: teraz mieszkały w nich wróble, w powietrzu rozbrzmiewał ich radosny świergot. Wokół domu stał ogród, a w nim bzy, śliwy, jabłonie, i ciemne kępy leszczyny. Drzewa miały stare, stare dusze; w ich dziuplach chowało się licho i przygrywało na struganych witkach. Każdy, kto chciał, mógł wedrzeć się do ogrodu przez dziurę w płocie, albo wspiąć się po nachylonych gałęziach, ale tylko ten, kto wchodził jako gość, mógł dojrzeć ukryte w cieniu zwierzęta, złoty pył na liściach, kruche serca kwiatów.


W głębi, wśród rzędów porzeczek, na przewróconym pniu, siedziało pięć dziewcząt. Opierały się o siebie nawzajem, o mech, o miękkie bluszcze. Spały, a ich włosy spływały do samej ziemi plącząc się w gęste warkocze. Po ich policzkach wędrowało księżycowe światło: jak po wszystkich twarzach, które śnią nad ranem. Nie miały koron ani pierścieni, ani aksamitnych trenów, ale każdy, kto na nie spojrzał, od razu wiedział, że to królewskie córki.


Siostry spędzały dni i noce w domu z ogrodem, bo czas był właśnie taki, że nie można było się włóczyć, ani spacerować, wychodzić na ulicę, ani na pobliskie skwery. Ale każdego ranka tuż obok, w domu za ogrodzeniem, budziło się pięciu braci. Kiedy siostry jeszcze spały, wybiegali boso na zroszoną trawę i zakradali się cichutko, na palcach, pod królewski dom, pełni młodości i tęsknoty za szerokim światem. Siadali na płocie, blisko skrzypiącej furtki, i opowiadali sobie sny, które wyśnili ostatniej nocy: wybierali najpiękniejszy z nich, taki, który na jeden dzień pozwoli im wszystkim przenieść się w inną krainę. Później czekali cierpliwie aż siostry otworzą oczy i wtedy opowiadali im swoją nocną historię. Dziewczęta słuchały z zachwytem tych porannych baśni. Sny osiadały na włosach, na zielonych łodygach, na kroplach rosy, i otwierały się przed nimi jak księgi. Ogród wypełniał się szczękiem rycerskich zbroi, porastał gęstą puszczą, w której budziły się zwierzęta; gliniana misa z wodą deszczową zamieniała się w studnię, krzak róży w komnatę na wieży, ścieżką między bzami gnały dzikie konie, i znikały w cieniu, jeśli powiał wiatr. Kwiaty plotły się w baśniowe suknie, można je było zakładać i biegać w nich boso po trawie. Z drzew spadały duszki, rusałki, czarownice: siostry wiły im wianki i wymyślały tysiące nowych przygód, tysiące dróg, którymi można było iść przed siebie. Tak mijał dzień, i zapadał wieczór, i zaczynała się kolejna noc.


Tego ranka za ogrodzeniem pojawił się jednak ktoś jeszcze: siwiuteńki starzec, wędrowny mistrz wszystkich nauk. Szedł ulicą w wysokim kapeluszu i przykurzonym płaszczu, stukał w chodnik szpicem starego parasola. Zobaczył pięciu chłopców siedzących na płocie, usłyszał jak żywo szepczą, jak wymachują rękami, najwyraźniej o coś się sprzeczając. Zatrzymał się przy nich i zapytał w czym rzecz.

— Nie potrafimy wybrać który z naszych snów jest najpiękniejszy — wyjaśnił mu jeden z braci.

— Pozwólcie więc, że ja o tym rozsądzę. Opowiedzcie mi Wasze sny. Dla wędrowca nie ma nic cenniejszego nad słuchanie cudzych opowieści. W zamian za to temu, kto wyśnił najpiękniejszy sen, wyjawię gdzie jest ukryty pewien skarb.

Bracia ucieszyli się ogromnie, odwrócili się do niego, wsunęli pięty w żelazne oczka płotu. Starzec usiadł ostrożnie na chłodnym od nocy kamieniu, oparł się o pień starej wierzby i przymknął oczy.

W głębi, wśród rzędów porzeczek, na przewróconym pniu, siedziało pięć dziewcząt.

PIERWSZY BRAT

Pierwszy brat wyciągnął wtedy dłoń daleko, daleko, aż do starej jabłoni, która rosła w samym sercu ogrodu, pochylona, pełna dojrzałych owoców. Rozsunął liście: w miejscu, w którym pień rozplatał się w dwie gałęzie, wystawała głęboka dziupla. Deszcz zatrzymywał się w niej zielonkawą wodą. Woda zaczęła się marszczyć i szumieć, najpierw z jej dna podniósł się krzyk mew i nawoływanie żeglarzy, a później rozrosła się w otwarte morze, i właśnie na jego brzegu rozpoczęła się pierwsza opowieść.

PARASOLKA

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 19.11
drukowana A5
za 27.02