Bycie dzieckiem nie jest łatwe – to czas intensywnych emocji, pierwszych doświadczeń i mierzenia się z sytuacjami, których często nie umiemy jeszcze nazwać ani zrozumieć. Właśnie z tej perspektywy Anna Wrześniacka – autorka książki pt. „Bajki Anki Skakanki, czyli bajki terapeutyczne dla Małych i Dużych” – wyciąga do najmłodszych pomocną dłoń, proponując opowieści, które oswajają to, co trudne, niepokojące czy niezrozumiałe.
Autorka podejmuje w swoich opowieściach istotne wyzwania, z którymi mogą borykać się młodzi ludzie. Po każdej z nich pojawia się część „Okiem terapeuty”, która tłumaczy przystępnym językiem poruszone w bajce zagadnienia. Dodatkowo Anna Wrześniacka proponuje po każdym opowiadaniu trzy pytania do rozmowy z dzieckiem – to zaproszenie do refleksji i dialogu między dzieckiem a dorosłym. Książka ma być okazją do wspólnego spędzenia czasu i rozmowy o trudnych niekiedy tematach. Całość została wzbogacona ilustracjami Olimpii Kwiecińskiej, które nie tylko dopełniają narrację, ale również wzmacniają jej emocjonalny wydźwięk. Urzeka też ich dziecięca kreska.
Poszczególne bajki podejmują realne problemy: akceptację odmienności („Bajka o dyni”), złość i konsekwencje zachowań („Bajka o dziwnych sprawach…”), inność i niepełnosprawność („Bajka o chłopcu, który chciał mieć pieska”), samoakceptację („Bajka o pogryzionym ołówku”), ekspresję emocji przez rysunek, agresję w przedszkolu, wytrwałość i zmianę nawyków („Bajka o Wojtusiu”). To duży atut – autorka nie unika trudnych zagadnień, lecz próbuje je przełożyć na język zrozumiały dla najmłodszych. Dodatkowo są to wyzwania, z którymi boryka się każde dziecko.
Same bajki są skonstruowane w sposób prosty, ale przemyślany: z wyraźnym konfliktem, emocjonalnym napięciem i rozwiązaniem, które jest idealnym punktem wyjścia do rozmowy. Język jest przystępny, ale nie infantylny. To świat, w którym dziecięce emocje traktowane są poważnie, autorka ich nie bagatelizuje.
Bohaterowie są zwyczajnymi dziećmi, chodzą do przedszkola, szkoły, kłócą się z rodzeństwem, zmagają się z kompleksami, pragną akceptacji. Dzięki temu najmłodsi czytelnicy mogą się z nimi łatwo utożsamić, a dorośli – zobaczyć w nich odbicie realnych sytuacji, z którymi spotykają się na co dzień. To spory plus.
„Bajki Anki Skakanki” to bardzo dobra propozycja dla rodziców, nauczycieli i terapeutów, którzy chcą świadomie wspierać rozwój emocjonalny dzieci. Znajdziemy tu opowieści z morałem w bardzo przystępnej formie, często nawiązujące do codziennych sytuacji. Najlepiej sprawdzi się w rękach dorosłych gotowych na rozmowę, bo jej prawdziwa siła tkwi nie tylko w samych bajkach, lecz w dialogu, jaki potrafią one zainicjować.
Tomik pt. „Krótkie wiersze na długie wieczory” autorstwa Bogusława Boryczki to propozycja dla czytelników, którzy w poezji szukają momentów zatrzymania. Autor operuje oszczędną formą, by wywołać w nas refleksję.
Jak jasno informuje już sam tytuł, jest to zbiór wierszy w zdecydowanej większości krótkich. Czasem są to dosłownie dwa słowa, innym razem mamy do czynienia z kilkoma akapitami. Bywa, że krótsze wiersze zbliżają się do formy aforyzmu lub złotych myśli. Nie jest to zabieg przypadkowy, lecz świadoma decyzja, która sprawia, że słowa wybrzmiewają jeszcze mocniej. Boryczka rezygnuje z metaforycznego nadmiaru i lirycznej ornamentyki. Jego wiersze są proste w formie, ale to nie odbiera im siły przekazu. To poezja, która chce skłaniać do refleksji.
Wyraźne jest zainteresowanie codziennością, relacjami międzyludzkimi, upływem czasu, przemijaniem, chwilami szczęścia. Autor potrafi obserwować sytuacje pozornie banalne – wizytę u fryzjera, brak odpowiedzi na maila, zmęczenie codziennym rytmem – i wydobywać z nich sens bardziej uniwersalny. Jednocześnie nie unika tematów poważniejszych: samotności, rozczarowania, fanatyzmu czy lęku przed przyszłością. Część wierszy ma wyraźnie aforystyczny charakter, inne ocierają się o satyrę.
W wielu wierszach Bogusław Boryczka operuje paradoksem. „Krótki wiersz o życiu” („za krótkie na zachwyty / za długie na żale”) można odczytać jako gorzką diagnozę egzystencjalną. To zdanie trafia w uniwersalne doświadczenia człowieka. Autor chętnie sięga także po ironię i lekki humor, które pełnią funkcję ochronną. W „Mailingu” komunikacyjna pustka współczesnych relacji zostaje pokazana poprzez absurdalną pointę z listonoszem roznoszącym reklamy zamiast listów. Podobnie „Miesiąc w miesiąc” wykorzystuje anegdotę z wizyty u fryzjera, by opowiedzieć o pogodzeniu się z przemijaniem i utratą kontroli nad własnym wizerunkiem.
W tomiku znalazło się też miejsce na teksty poświęcone społecznym problemom, jak „Krótki wiersz o fanatyzmie”, w którym „beton w głowie” okazuje się odporny nawet na „pneumatyczny młot”, działa jak zwięzły komentarz do współczesnych sporów ideologicznych. Z kolei pytanie postawione w „Krótkim wierszu o możliwej władzy” – „jaki będzie nasz kraj / za sterami / AI” – nie tyle straszy technologią, co obnaża ludzką skłonność do oddawania odpowiedzialności za decyzje „czemuś wyższemu”. Ciekawie wypadają również wiersze dotyczące czasu, który w tomiku jest niemal osobnym bohaterem. „Wyścig z czasem” redukuje przeszłość do zapomnienia, przyszłość do straty, pozostawiając teraźniejszość jako jedyny sensowny punkt odniesienia. Natomiast w utworze „Kolega czas” autor próbuje oswoić to, co nieuchronne, proponując relację partnerską zamiast walki.
„Krótkie wiersze na długie wieczory” to tomik wymagający uważnego czytania. Mimo często zwięzłej formy wierszy, nie jest to tom do czytania jednym tchem. Poezja wymaga czasu i uwagi. Dlatego faktycznie świetnie sprawdzi się podczas umilania długich wieczorów.
Są książki, które opowiadają o wychodzeniu z uzależnienia, i takie, które mogą towarzyszyć w tym procesie. „40 ton bez alkoholu” autorstwa Wojciecha Olszewskiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.
Recenzowana książka nie jest poradnikiem – to uczciwa i momentami brutalnie szczera opowieść człowieka, który postanowił podzielić się swoimi zapiskami o wychodzeniu z nałogu i życiu po wyjściu z niego. Autor podkreśla, że to zapis jego drogi, intensywnej pracy po zaprzestaniu picia alkoholu i pracy związanej z tym, by nie zacząć pić na nowo, ale też – by nie popaść w drugą skrajność i nie nawoływać wszystkich wokoło do abstynencji. Olszewski podkreśla, że mimo upływu czasu nadal bywa trudno. Przyczynkiem do powrotu do nałogu może być na przykład nuda i brak pomysłu na zagospodarowanie czasu. Jednym słowem, autor opisuje codzienność bez picia i związane z nią wyzwania.
Wojciech Olszewski opisuje także, co pomagało mu w tej drodze, a byli to ludzie, wspólnota AA, wiara w siebie. Unika jednak pozy bohatera, nie buduje legendy „silnego alkoholika, który wygrał”. Wręcz przeciwnie: pokazuje, jak krucha bywa abstynencja i jak łatwo pomylić ją z dumą, ambicją albo potrzebą udowadniania czegoś innym. Bardzo cenny jest wątek niepicia dla siebie, a nie „przeciw komuś” czy „ku czyjemuś uznaniu”. To jedna z tych prawd, które brzmią banalnie, dopóki nie spróbuje się ich zastosować.
„40 ton bez alkoholu” to książka, która nie chce nikogo nawracać. Autor jasno stawia granicę: „to jest moja droga”. Myślę, że dzięki temu może przekonać do siebie więcej osób. Olszewski nie sprzedaje recept, nie obiecuje cudów. Pokazuje proces – długi, pełen zawahań, w którym największą pracę wykonuje się wtedy, gdy nikt nie patrzy. To książka pełna emocji: wstydu, gniewu, samotności, obsesji picia, ale też mozolnie odzyskiwanego spokoju. Autor bardzo świadomie unika „piciorysu”. Zamiast epatowania szczegółami dostajemy refleksję nad mechanizmami uzależnienia i nad tym, jak zdradliwie potrafi działać „pijany umysł”, nawet wtedy, gdy alkoholu już dawno nie ma w organizmie. Wspomina także o tym, jak zmieniło się jego życie, wartości, stosunek do ludzi.
Najmocniejszym elementem książki jest jej ton. Olszewski nie idealizuje trzeźwości. Nie sprzedaje bajki o nagłym szczęściu i harmonii. Pisze wprost, że trzeźwienie bywa nudne, monotonne, bolesne. Bywa samotne. I bywa, że jedynym zwycięstwem dnia jest to, że się nie wypiło. Brzmi skromnie? Tak. Ale w tej skromności jest ogromna siła. Szczególnie poruszające są fragmenty o obsesji picia, żałobie, rozstaniach i momentach, w których decyzja o abstynencji naprawdę wisi na włosku. Jednocześnie to książka, w której nieustannie tli się nadzieja, potrzeba docenienia małych zwycięstw i szansa na nowe życie. Autor jest też w pełni świadom tego, że jeszcze nieraz popełni błędy, ale są one naturalną częścią życia. Integralną częścią książki są wiersze, które stają się elementem wytrwania autora w trzeźwości.
Dla kogo jest ta pozycja? Dla osób w abstynencji lub na jej progu, dla bliskich osób uzależnionych – by lepiej zrozumieć, że trzeźwienie to proces. Jest też dla każdego, kto ceni autobiografie bez patosu i bez udawanej mądrości.
Autorka recenzji: Monika Matura Tytuł książki:“40 ton bez alkoholu” Autor: Wojciech Olszewski
Akcja powieści toczy się w małym miasteczku, jakich wiele – Mięsowołach. Spokojne do tej pory życie społeczności przerywa budowa pumptracku, która staje się katalizatorem kolejnych zdarzeń. Początkowo akcja rozwija się powoli, ukazując codzienność Mięsowołów, by krok po kroku odsłonić sedno. W mieście od wieków coś się dzieje – ma to związek z lasem, tajemniczymi zniknięciami, dawnymi tragediami i powracającymi motywami bliźniaczek czy „szarej pani”. Przeszłość upomina się o swoje i mieszkańcy nie są w stanie dłużej jej ignorować.
W „Sibele” spotykamy wiele postaci. Nie sposób każdej z nich poświęcić czas, ale przyjrzyjmy się kilku z nich – między innymi Annie Kowalskiej. To młoda kobieta, postać niezwykle złożona, pełna pasji. Jej indywidualizm, tatuaże i fascynacja mroczną kulturą kontrastują z łagodnością rodziców i spokojem Mięsowołów. Towarzyszy jej mąż, Grzegorz, który próbuje racjonalizować rzeczywistość, a jednak w pewnym momencie staje się częścią czegoś, czego logika nie obejmuje. Ważni są też rodzice Ani – Zygmunt i Dzidka. Zygmunt to ciepły, prostolinijny mężczyzna, który jednak intuicyjnie czuje, że dzieje się coś złego. Dzidka, pogodna kucharka, niesie w sobie przeszłość złożoną z radości i traum. Nikt z nich nie wie, że jest częścią historii, która upomina się o swoją pamięć. W kolorycie wsi nie mogło zabraknąć staruszki, która lubi wiedzieć wszystko o wszystkich, czy lokalnych pijaczków. Każda z postaci ma do odegrania swoją rolę w teatrze zdarzeń.
Fragment książki
Obserwując toczące się wydarzenia, zadajemy sobie pytania: Kim jest pojawiająca się zjawa? Co jest przyczyną dziejących się tragedii? Książka stopniowo prowadzi nas od kroniki obyczajowej, przez thriller psychologiczny, aż po niemal mityczną opowieść o miejscu, które nie zapomina. „Sibele” to powieść napędzana nie tyle akcją, co bohaterami, ich przeszłością, lękami, pragnieniami i sposobem, w jaki reagują na niewytłumaczalne wydarzenia. Każda postać niesie swoją przeszłość i doświadczenia.
„Sibele” Krzysztofa T. Rapci to powieść, która wciąga, pełna klimatu i niepokoju. Z radością odkrywamy sekrety wioski i czekamy, aż dojdziemy do ostatecznego rozwiązania. A w międzyczasie trudno się od niej oderwać.
Zapraszamy do inspirującego wywiadu z Autorkami Riderò: Dorotą Worobiec oraz Katarzyną Joanną Lasotą.
Riderò: Prosimy o przedstawienie się czytelnikom.
Dorota Worobiec: Jeśli chodzi o mnie, to podaję się za PRACOWNIKA ŚWIATŁA i niewątpliwie nim jestem. Misji pisarskiej podjęłam się ponad jedenaście lat temu w dniu liczby Pi, odwracającej rzeczywistość na skutek ostrego zakrętu losu, który zbombardował i prawie dobił mnie seriami dramatów i nieszczęść tak wielkich, że nie do wiary, kazał zapytać o sens wszystkiego w moim życiu, które zresztą od zawsze było bardzo duchowe i paranaukowe. Książki posypały się hurtowo, jedna za drugą w liczbie dwudziestu dwóch! Nie wymyślałam ich treści, kładłam dłonie na klawiaturze, a akcja wyświetlała mi się niemal przed oczami, wydobywana była ze mnie w sposób dotąd niepojęty i tak jest nadal, jakby czerpane to wszystko było ze skarbnicy wiedzy, przeżyć i doświadczeń zdobywanych przez całe życie, a złota nić akcji pojawiała się na sposób, którego nie pojmę. Nie było miejsca na żaden brudnopis, na jakieś plany, na wymyślanie akcji! W mojej pierwszej książce, właściwie opasłej księdze pt. ,,Sen in Excelsis,, napisanej wiele lat temu opisuję wydarzenie duchowe, parapsychiczne, jakie zwiastowało to moje przyszłe pisarstwo już w roku 2001, więc 24 lata temu! I wszystko wypełniło się…Wypełnia się nadal. Moja misja duchowa, misja światła polega na pozostawieniu po sobie wartości unikatowych, które obecne pokolenia w ogromnej liczbie zignorują. Kiedyś, gdy wypełnią się do końca czasy ostateczne w jakich żyjemy, zapotrzebowanie na takie wartości pobije rekordy. W czasach obecnych będę szczęśliwa z powodu każdej osoby, która przeczyta i wyciągnie dla siebie coś odpowiedniego akurat dla niej. Dziękuję wszystkim dotychczasowym Czytelnikom, głównie z południa Polski, jak i z Kanady i Niemiec za uznanie, nagrody, prezenty, miłe słowa. Panom Prezydentom Torunia za uznanie w postaci uhonorowania moich wybranych książek herbem Torunia, Ks. Biskupom Diecezji Toruńskiej za przyjęcie moich książek i gratulacje. Ridero I.T. Publishing za wieloletnią wspaniałą współpracę, Rodzicom za obecność i trwanie przy mnie, podobnie bliskim zaprzyjaźnionym osobom za to samo. Wielkie dzięki dla NIEZNANEGO ŚWIATA publikującego i wyróżniającego moje teksty OD WIELU LAT, ukłony w stronę mojej drogiej ANNY OSTRZYCKIEJ – RYMUSZKO, kobiety wielkiej i wspaniałej duchem, sercem, intelektem, wcześniej również śp. Redaktora Marka Rymuszko za to samo oczywiście.
Riderò: O czym jest Pani publikacja?
D.W.: Ta publikacja jest prawdziwie wielką i odkrywczą, nawet szokującą, wzruszającą, a chwilami też bawiącą przygodą duchową w bardzo szerokim tego słowa znaczeniu, z akcją rozgrywającą się zarówno w urokliwych, dalekich, tajemniczych zakątkach świata – w Arabii na praktykach studenckich, jak i w naszym pięknym ojczystym kraju – dokładnie w Karpatach na szkolnej długiej wycieczce. Wyruszenie w sensie fizycznym na przygodę życia bywa nieświadomym wyruszeniem ku wewnętrznej duchowej przygodzie – przemianie, jak to zazwyczaj bywa, w tym przypadku wręcz z dreszczykiem. Duchowość tutaj rozciąga się raczej szeroko, bo zahacza z jednej strony w bardzo unikatowy, niepopularny sposób o wartości chrześcijańskie, z drugiej, również w sposób raczej porażający, o ciężką i smoliście czarną w swej wymowie staroegipską tajemnicę i mieści w sobie chwilami prawdziwie niewiarygodne, zjawiskowe doświadczenia, co nie znaczy, że nieprawdziwe. Punktami kulminacyjnymi książki są wydarzenia aż tak nie do wiary, że lekko chwilami trącają fantastyką, jednak dosłownie drgnienie o przysłowiowy milimetr współczesnej nauki wystarczy, by stały się faktem w sensie dosłownym i biorąc pod uwagę mega przyspieszenie w rozwoju obecnej techniki, to ten moment jest bliski. Niosą w sobie te wydarzenia przeogromne przesłania i w większości są rzecz jasna realne i prawdziwe w swym sensie teraz i tu. Ważnym punktem zdaje się na koniec pewna dziwna synchronizacja wydarzeń z dwóch zakątków świata, potwierdzająca głębię i wielki sens całości. To książka pełna zjawisk czysto duchowych, jak i mocnych parapsychicznych, można powiedzieć, że przepełniona elektrycznością dosłownie i w przenośni, zwłaszcza w wydarzeniu z mega cudem techniki na GÓRZE SYNAJ, także w tajemniczej ,,elektrycznej,, piramidzie no i w tajemniczych naszych Karpatach, oraz w starożytnej świątyni Wikingów przeniesionej w realu do Polski, a najbardziej w głębinach młodych serc… Na koniec niespodzianka…Nowa, ODWAŻNA toruńska współczesna legenda poświęcona ofiarom szkolnego i nie tylko szkolnego hejtu, zaś sama książka dedykowana jest oczywiście wszystkim ludziom, lecz w sposób wyjątkowy nowemu bohaterowi roku 2025, naszemu drogiemu polskiemu kosmonaucie:-) z powodu bardzo wyjątkowego i oczywiście otrzyma On książkę z dedykacją…
Fragment książki
Riderò: Czy pracuje Pani nad kolejną książką – proszę zdradzić swoje plany literackie 🙂
D.W.: Jakie kolejne plany literackie i czy będzie następna książka? Nie będzie, gdyż…ONA JUŻ JEST;-) Ma tytuł DAR DUCHA KAMIENIA i przeszłam w niej sama siebie…Około połowy listopada wyląduje oczywiście w moim niezwykłym, wspaniałym Ridero. Porwałam się w niej na akcję z podbudową starotestamentowej potężnej w swych skutkach historii Abrahama i Sary w zestawieniu z wyborami i decyzjami współczesnego człowieka i stworzyłam porażającą, zjawiskową wręcz przygodę współczesną o wciąż poszerzającym się wątku w sensie duchowym, psychologicznym, parapsychicznym, pełnym symbolizmu, zaskakującym chwilami. I znów z udziałem dzieci, ludzi młodych i tych całkiem dorosłych. Dużo w niej przyrody, natury, podróży, NIEZWYKŁYCH EKSPONATÓW, tajemniczości, gwałtownych zjawisk atmosferycznych.
Fragment książki
Riderò: Gdzie czytelnicy mogą Panią znaleźć w sieci?
D.W.: No cóż…Nie popiszę się tu…Nie ma mnie na moim facebooku, może dziwne, lecz prawdziwe. Jest zalany od lat wpisami innych ludzi, tylko nie moimi, bo to jakby nie moja bajka, nawet nie mam żadnej wprawy w jego obsłudze, ani też jakiejś przyjemności z tego płynącej. O facebooka trzeba dbać, być na bieżąco, poświęcać mu czas, a to nie dla mnie. Kocham pisanie książek, ale nie facebooka i nie wiem w jakim celu go właściwie założyłam, być może trochę pod presją otoczenia, czy mody. Dlatego podaję link do mojej strony w Ridero, a także mój adres mailowy dorotawbc@wp.pl
Katarzyna Joanna Lasota: Jestem poetką i pisarką urodzoną w Zawierciu. Napisałam 6 książek: 4 tomików wierszy i powieści. Od 2015 roku aktywnie uczestniczę w wydarzeniach literackich, takich jak: wieczorki poetyckie, spotkania z poezją oraz autorskie prezentacje. W 2019r. zostałam wyróżniona w kategorii poezji w XVI Ogólnopolskim Konkursie Literackim im. Haliny Snopkiewicz, a w 2020r. otrzymałam stypendium Prezydenta Miasta Zawiercie w dziedzinie kultury. Na co dzień oddaję się pasjom, które są obecne w moim twórczym życiu: literaturze, fotografii i podróżom.
Riderò:Proszę opowiedzieć coś o swoich publikacjach.
K.L.: “Niezwykła wśród zwyczajnych” to powieść obyczajowa z elementami kryminału. Głównymi bohaterkami są dwie przyjaciółki: Ania i Julia, które mimo różnic charakterów mogą zawsze na siebie liczyć. W pewnym momencie niczym, w najgorszym koszmarze, życie obydwu wywraca się do góry nogami. Każda musi podjąć decyzję, która zaważy na reszcie jej życia. Czy zdołają stawić czoło problemom? Czy i tym razem będą się wspierać? Co takiego się wydarzy? Jak potoczą się ich losy? Przekonajcie się sami. Historie zawarte w książce pokazują, jak bardzo w naszym życiu potrzebni i ważni są prawdziwi przyjaciele i na ile decyzje z przeszłości mogą wpłynąć na nasze życie. Pisząc tę powieść, chciałam również pokazać, że żyją między nami wysoko wrażliwe osoby(WWO), i choć pobieżnie przedstawić, z czym zmagają się każdego dnia.
“Z poezją przez świat” to mój czwarty tomik wierszy. Zawiera on pełne emocji wiersze o tematyce mieszanej. Poezja to taka melodia duszy poety . W swoich wierszach przekazuję swoje emocje, spostrzeżenia, przeżycia, wspomnienia. Zachowuję w nich piękną lub trudną chwilę, opisuje krajobrazy. Jednym słowem to część mnie zachowana na kartkach papieru. Całość dopełniają zdjęcia mojego autorstwa, które użyłam jako okładkę oraz ilustracje.
Fragment książki ,,Niezwykła wśród zwyczajnych”
Riderò: Do kogo skierowane są Pani książki?
K.L.: Powieść ,,Niezwykła wśród zwyczajnych” jest skierowana do Czytelników , którzy lubią czytać opowieści zainspirowane życiem, a także do tych, którzy chcą poczuć dreszczyk emocji, napięcie. Książka została napisana celowo w krótkiej formie, dlatego będzie doskonałą lekturą do pociągu, czy na wieczorną chwilę relaksu. Jest idealną opcją dla osób, które kochają czytać, ale nie mają zbyt wiele czasu na oddanie się lekturze.
Natomiast “Z poezją przez świat” ze względu na różnorodną tematykę jest skierowany do osób w każdym wieku. Wiersze te dają przestrzeń do refleksji nad życiem, sztuką i światem.
Fragment książki “Z poezją przez świat”
Riderò: Czy pracuje Pani nad kolejnym tekstem?
K.L.: Jestem w trakcie korekty gotowej już nowej powieści, mam również gotowy materiał na nowy tomik wierszy.
„Bajki, które pamiętają Miłość” Aleksandry Jarochowski to opowieści, które przypominają nam o tym, że miłość jest w każdym z nas – musimy sobie tylko o tym przypomnieć.
„Bajki, które pamiętają Miłość” to zbiór krótkich prozatorskich miniatur. Autorka sięga po figury archetypiczne – Cień, Drzewo Pamięci, Źródło, Gwiazdę, Lustro – by przekazać swoje przesłanie. Pisarka przekonuje, że w każdym z nas żyje miłość. Na książkę składają się 33 opowiadania. Utwory balansują pomiędzy prozą poetycką, przypowieściami a literaturą duchowo-rozwojową. Osadzone są w przestrzeni symbolicznej, pozaczasowej, gdzie kategorie fabuły schodzą na dalszy plan. Kluczowe stają się doświadczenia wewnętrzne.
Przeczytamy o akceptacji, szukaniu siebie, szukaniu szczęścia. To zbiór krótkich historii o tym, co najważniejsze, choć najczęściej o tym zapominamy. To nie baśnie w klasycznym rozumieniu – raczej delikatne przypowieści, które można otworzyć na dowolnej stronie i zawsze znaleźć coś kojącego. Aleksandra Jarochowski zaprasza, by zrobić to, czego zwykle unikamy: spojrzeć w głąb siebie. Każda miniatura kończy się krótkim przesłaniem, które wskazuje główny przekaz bajek. Autorka podkreśla jasną stronę życia, ale nie neguje istnienia ciemności – po prostu chce ją szczególnie celebrować. „Bajki, które pamiętają Miłość” są propozycją nie tyle do jednorazowej lektury, co do powracających medytacji. To książka, która ma skłonić nas do refleksji i przemiany.
Przyjrzyjmy się teraz kilku cytatom, by nieco lepiej poczuć cały nastrój zbioru. Jednym z najbardziej reprezentatywnych fragmentów jest scena z bajki pt. „Dziewczyna i Jej Cień”: “Tak. Ale światło istnieje tylko wtedy, gdy przytula cień”. Podobne przesłanie znajdziemy w miniaturze pt. „Oleńka i Gwiazda, która bała się świecić”: „Światło nie jest po to, żeby być największe. Światło jest po to, żeby być Twoje”. To swoisty manifest antyporównywania się, w duchu literatury rozwojowej, ale podany w formie poetyckiej. Autorka konsekwentnie prowadzi narrację ku afirmacji indywidualności, która nie wymaga rywalizacji, lecz akceptacji.
Nie mierz swojego życia zegarem świata. Słuchaj zegara serca — on zawsze bije w rytmie Miłości.
Całość tworzy przestrzeń, która wymyka się klasycznym kategoriom literackim. To nie tyle baśnie, co przypowieści o powracaniu do siebie. Każda z bajek zostawia czytelnika z przesłaniem – krótkim, ale trafionym. I co ważne: nie są to suche slogany. One naprawdę rezonują, bo poprzedza je emocjonalna, czuła opowieść. To książka, którą można otworzyć na chybił trafił i zawsze trafi się w coś, co dokładnie dziś było potrzebne. Jest idealna na wieczór, na prezent, na kryzys, na gorszy dzień. Polecam.
Zapraszamy do inspirujących rozmów z Autorkami: Sylwią Tarnowską oraz Anną Bubiel-Fałat.
Ridero: Czym się Pani zajmuje poza pisaniem? Prosimy o kilka słów o sobie?
Sylwia Tarnowska: Jestem autorką bloga i kilku e-booków o samoakceptacji i kobiecej sile. Wspieram kobiety w ich wewnętrznych przemianach – pomagam im odzyskać spokój, wiarę w siebie i łagodność wobec własnych niedoskonałości. Sama dobrze wiem, jak to jest żyć w przekonaniu, że trzeba ciągle „zasługiwać”. Przez lata byłam perfekcjonistką, aż w końcu moje ciało i serce powiedziały „dość”. Pisząc książkę, wracałam do tamtych momentów i przekułam je w lekcje, które mogą dać innym kobietom siłę i nadzieję. Wierzę, że słowa mają moc uzdrawiania – potrafią potrząsnąć, zatrzymać, ale też przytulić i ukoić. Dlatego piszę od serca, z czułością i autentycznością. Prywatnie jestem zwyczajną kobietą, która uczy się żyć w zgodzie ze sobą, ceni prostotę, ciszę i codzienną równowagę między działaniem a odpoczynkiem.
Ridero: Proszę opowiedzieć o czym jest Pani twórczość?
S.T.:”Wystarczająco dobra, by być szczęśliwą” to opowieść o powrocie do siebie – do tej prawdziwej, często zapomnianej kobiety, która przez lata próbowała sprostać wszystkim oczekiwaniom świata. To historia o samoakceptacji, wewnętrznym spokoju i o tym, że szczęście nie rodzi się z perfekcji, ale z miłości do siebie – tej cichej, łagodnej, codziennej. Napisałam tę książkę z potrzeby serca. Przez wiele lat żyłam w biegu – chciałam być idealną matką, partnerką, córką, pracowniczką. Wciąż miałam wrażenie, że jestem „niewystarczająca”, że muszę zasłużyć na miłość i spokój. Aż w końcu powiedziałam sobie: dość. Zatrzymałam się i po raz pierwszy zapytałam siebie, czego ja naprawdę potrzebuję. Tak powstała ta książka – z pragnienia, by podać dłoń kobietom, które czują się tak samo zmęczone i zagubione jak ja kiedyś. Chciałam im przypomnieć, że nie muszą już niczego udowadniać. Że są wystarczające – tu i teraz, dokładnie takie, jakie są. To delikatne zaproszenie do zatrzymania się, spojrzenia na siebie z miłością i odkrycia, że szczęście zaczyna się wtedy, gdy przestajemy gonić i po prostu pozwalamy sobie być.
Ridero: Do kogo kieruje Pani swoją publikację?
S.T.: Napisałam tę książkę z myślą o kobietach, które są zmęczone udowadnianiem swojej wartości. O tych, które każdego dnia dają z siebie wszystko – w pracy, w domu, w relacjach – a mimo to wciąż czują, że to za mało. Dla kobiet, które troszczą się o wszystkich wokół, zapominając o sobie. To książka dla Ciebie, jeśli masz wrażenie, że żyjesz z listy zadań, a Twoje serce jest po prostu zmęczone. Jeśli potrzebujesz odetchnąć i przypomnieć sobie, kim naprawdę jesteś – zanim świat zaczął wymagać od Ciebie wszystkiego naraz. „Wystarczająco dobra, by być szczęśliwą” to nie poradnik, lecz ciepła rozmowa z przyjaciółką – pełna empatii i wsparcia. Na końcu każdego rozdziału znajdują się pytania do refleksji, ćwiczenia i afirmacje, które pomagają zatrzymać się i pobyć przez chwilę sam na sam ze sobą. To książka, która ma przypominać, że naprawdę nie musimy niczego udowadniać, by zasługiwać na miłość i szczęście.
Ridero: Choć kurz po premierze pewnie jeszcze opada, to czy możemy się spodziewać kolejnej książki w najbliższym czasie?
S.T.: Nie spodziewałam się takiego odbioru mojej książki. Po premierze napisało do mnie wiele kobiet – pisały, że płakały ze wzruszenia i ulgi, że wreszcie ktoś nazwał ich emocje. Każda taka wiadomość to dla mnie ogromne wzruszenie i potwierdzenie, że to, co robię, ma sens. Ogromnym zaskoczeniem było też wyróżnienie „Wystarczająco dobrej…” przez Ridero jako jednej z 14 polecanych publikacji na jesień 2025 roku. To dodało mi skrzydeł i jeszcze większej odwagi do pisania. Czuję, że to dopiero początek mojej literackiej drogi. Mam już kilka nowych pomysłów – myślę o workbooku lub dzienniku, który pomoże krok po kroku wprowadzić w życie to, o czym pisałam w pierwszej książce. Rozważam też kolejną, bardziej osobistą opowieść o odnajdywaniu siebie po trudnych doświadczeniach. Na pewno mogę obiecać jedno – to nie jest moja ostatnia książka. Pisanie stało się moją pasją, terapią i sposobem, by dzielić się dobrem.
Nie wiem, ile razy zaciskałaś zęby, uśmiechając się przez łzy. Ile razy udawałaś, że wszystko gra, chociaż w środku wszystko się rozpadało. Ile razy mówiłaś „tak”, choć cała w środku krzyczałaś „nie”. Ile razy miałaś ochotę po prostu zniknąć — chociażby na chwilę — by znów móc usłyszeć siebie. Ile razy czułaś się winna, że jesteś zmęczona. Albo że masz dosyć. Albo że nie dajesz rady. Ale wiem jedno. Jeśli sięgasz po tę książkę, to znaczy, że coś w Tobie już się obudziło. Może jeszcze nie wiesz, jak to nazwać. Może to tylko cichy szept. Może delikatne ukłucie pod żebrami. Może łza, która nie wiadomo skąd wypłynęła.
Ridero: Na początek prosimy o przedstawienie się czytelnikom.
Anna Bubiel-Fałat: Na wstępie dziękuję wielkim osobistościom, ludziom wybitnym bo bez ich pasji, odkryć i odwagi – postęp zatrzymałby się w próżni. Staram się przede wszystkim być człowiekiem. Mogłabym pisać o sobie: mgr ekonomii, że ukończyłam kilka dodatkowych studiów z zakresu pedagogiki specjalnej przygotowania pedagogicznego logopedii psychologi czy jak obecnie poszerzam wachlarz przez studia psychologi klinicznej. Jednym z sukcesów jest wyprowadzenie kilku osób z wielkich ich deficytów np trafne diagnozy i wdrożenie wczesnych zindywidualizowanych planów terapeutycznych,zdobyłam już większość dla mnie istotnych i ważnych dyplomów certyfikatów uprawnień wyróżnień które przez lata nabyłam co prawda z jeszcze nie wystarczającą dla mnie wiedzą praktyczną. Czy informować o współpracy z oświatą, z klinikami udział w kilku sympozjach, zjazdach naukowych, licznych webinarach. A ostatnio próba zostawienia cząstki w chwili obecnej i obszernej w ciągłej pogoni wiedzy w napisaniu kilkunastu książek o wielowątkowej tematyce. Owszem to kilka z moich sukcesów. Przeszłość zmian skupiam się na byciu tu i teraz a przyszłość… to część jutra. Każda z moich książek dedykowania jest przede wszystkim moim osobistym dzieciom Wiktorowi i Karolowi.
Ridero: O czym są Pani książki?
A.B.-F.: Moje książki to zapis wielogłosu myśli – dialog między różnymi dziedzinami nauki od dendrytu przez myśli do uzewnętrznienia działań obecnych i przyszłych. Staram opierać się na najnowszych badaniach, technologiach i najnowszych odkryciach ale też na ich fundamentach. Moim zdaniem człowiek nie powinien oddalać się zbyt daleko od nauki – nie tylko tej książkowej, lecz przede wszystkim tej rzeczywistej, zakorzenionej w doświadczeniu, obserwacji i codziennym życiu. Zdobyta wiedza, jeśli zostaje przeżyta, zrozumiana i wcielona we właściwe działanie, może stać się drogowskazem w codziennym funkcjonowaniu, rozumieniu samego siebie lub pomocy innym.
Ridero: Czy możemy spodziewać się kolejnej publikacji?
A.B.-F.: Obecnie pracuję nad książką pt. “Uniwersum umysłu” i jego najnowszą odsłoną oraz nad kilkoma artykułami, ktore mam nadzieję niebawem się ukażą.
Ridero: Gdzie można Panią znaleźć w sieci?
A.B.-F.: Poza Księgarnią Ridero zapraszam także w inne miejsca:
Ridero: Prosimy o przedstawienie się naszym czytelnikom.
Andrzej ‘Andreas’ Rukuszewicz: Zawodowo zajmuję się importem okularów przeciwsłonecznych i oprawek korekcyjnych. Hobbystycznie gram na pianinie, za młodych lat grałem w zespole na gitarze i śpiewałem, czasami graliśmy na zabawach w remizach strażackich poza Warszawą. W roku 2021 wydałem przez Ridero pierwszą II-tomową książkę „Zdrada, Idiota i Mafia” w której opisuję na faktach głośną sprawę z PRL-u – jak 19latek został uwikłany przez aktorów kochanków w morderstwo, prokurator Wiesława Bardonowa żądała kary śmierci, zaś po 9,5 roku udowodnił swoją niewinność i opuścił więzienie…
Ridero: O czym jest Pana książka?
A.R.: Książka „Samanta i Andreas…” powstała z miłości lub dzięki miłości. Opiera się na faktach. Samanta i Andreas spotykają się wirtualnie na portalu randkowym i unoszą się w swych fantazjach które prowokuje Samanta. Po realnym spotkaniu okazuje się, że wszystko nadzwyczajnie pasuje, nieustannie piszą do siebie i godzinami rozmawiają tak jakby pochodzili z innej częstotliwości i odnaleźli się tu na ziemi. Jednak kiedy Andreas zaczął układać ich wspólne życie, Samanta spontanicznie ujawnia się jako agentka służb specjalnych. I w tym momencie, momencie zwrotnym, Andreas demaskuje działalność tychże służb, czyli zorganizowanej przestępczości – białych kołnierzyków, i opowiada: „Co? Tak Ci powiedzieli? A powiedzieli Ci, że to złodzieje, fałszerze, potwory? To ja Ci powiem kim są…” i Andreas opowiada o sfałszowanych wyrokach sądowych, o sfałszowanych dokumentach własnościowych, o fałszerstwach w ZUS po to aby dręczyć swą ofiarę, jak kradną nieruchomości i jak fałszują rzeczywistość. I opowiada też o innych agentkach które mu od paru lat podsyłali…
Ridero: Komu poleca Pan lekturę?
A.R.: Książkę warto przeczytać, zainteresuje każdego, ponieważ takie sprawy jak złodziejstwo, służby czy miłość każdego mogą dotyczyć. Szczególnie zainteresuje tych którzy z prawem mają związek – urzędników, prawników…
Ridero: Czy pracuje Pan nad nową książką?
Cały czas coś piszę, opisuję przekręty ludzi władzy – mafii. Czy wydam? Zobaczymy. Czasami jakieś wydarzenie – jak spotkanie Samanty, może spowodować zwrot akcji i potrzebę opisania niezwykłego wydarzenia jakie na swej ścieżce spotkaliśmy. Życie pisze lepsze scenariusze od tych wymyślonych, natomiast ujawnienie tego czego jeszcze nie napisaliśmy spowodowałoby opóźnienie lub zaniechanie, a przynajmniej pozbawienie siebie zaskoczenia.
Ridero: Prosimy o przedstawienie się naszym czytelnikom.
Aleks Chase: Publikuję pod pseudonimem, aby zachować anonimowość – zarówno swoją, jak i osób oraz środowisk opisywanych w książce. Od lat zawodowo związany jestem z branżą IT, w której miałem okazję poznać bardzo różnorodne wyzwania: od stanowisk technicznych, przez realizację projektów, po zarządzanie zespołami i wdrażanie nowych rozwiązań. Po godzinach fascynuje mnie łączenie perspektywy technologicznej z edukacyjną oraz eksplorowanie kreatywnych ścieżek, niezależnie od tego, czy są nimi strategie biznesowe, gry fabularne czy nowe technologie. Charakter książki oddaje dołączony awatar AI – symbol rzeczywistości, w której codzienność bywa równie złożona jak świat systemów i algorytmów.
Ridero: O czym jest Pana książka?
A.C.: „Manager na ASAPie” to opowieść o wyzwaniach, przed jakimi staje się w środowisku IT na różnych etapach kariery – nie tylko jako menedżer, lecz również jako pracownik na stanowiskach technicznych, projektowych czy wspierających. Pozycja ta to kompendium doświadczeń, w których splatają się absurdy codziennej pracy, nieoczekiwane zwroty akcji i praktyczne lekcje wyniesione z realnych sytuacji. Starałem się pokazać kulisy funkcjonowania działów IT oczami osoby, która od początku zawodowej drogi napotyka na sprzeczności procedur, zaskakujące priorytety oraz… niezmiennie obecne „ASAP” w komunikacji. Publikacja zawiera liczne anegdoty, subtelne odwołania do świata gier, analizy nietypowych wyzwań, a także refleksje nad przyszłością pracy w wysokotechnologicznym środowisku. To książka zarówno dla osób związanych z branżą, jak i dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda codzienność tam, gdzie technologia spotyka się z człowiekiem.
Ridero: Komu poleca Pan lekturę?
A.C.: Książka skierowana jest do szerokiego grona czytelników – przede wszystkim do osób na różnych etapach kariery w IT, ale również do tych, którzy szukają inspiracji, profesjonalnego dystansu oraz zrozumienia mechanizmów działania nowoczesnych organizacji. Docenią ją zarówno praktycy zarządzania technologią, jak i specjaliści, którzy cenią kreatywność oraz nieszablonowe podejście do rozwiązywania problemów. Myślę, że lektura przyniesie wartość także osobom zainteresowanym rozwojem osobistym, edukacją oraz wpływem nowoczesnych technologii na pracę i życie codzienne. Uniwersalne obserwacje opowiadane są z przystępnym humorem, ale również zachętą do własnych przemyśleń nad miejscem człowieka w cyfrowym świecie.
Ridero: Czy pracuje Pan nad nową książką?
A.C.: Aktualnie gromadzę materiały do drugiej części przygód Asapiusza, w której zamierzam pogłębić tematykę zarówno absurdu, jak i praktycznych wyzwań codziennej pracy w IT. Coraz bardziej fascynuje mnie także data science oraz rozwój sztucznej inteligencji – rozważam stworzenie publikacji, w której połączę motywy technologiczne z rzeczywistymi historyjkami i dylematami branży. Chciałbym, aby kolejne książki były nie tylko rozrywką, ale też źródłem inspiracji do rozmowy o przyszłości pracy, edukacji, kompetencjach i roli człowieka w świecie coraz bardziej zautomatyzowanym.
Odgłos deszczu za oknem, ciepły kubek herbaty i dobra lektura – to nasz sprawdzony przepis na udany wieczór. Zapraszamy do zapoznania się z poniższymi propozycjami!
„Tymczasem aniołowie” Alek Skarga
Współczesna poezja, która dotyka wrażliwych punktów, jednocześnie nie przytłaczając swoją formą. Fragment recenzji (całość do przeczytania na portalu kulturatka.pl): Fragment recenzji: To tomik poetycki wymagający, ale wartościowy, Polecam go czytelnikom poszukującym poezji ambitnej, intertekstualnej, łączącej namysł egzystencjalny z kulturowym i historycznym komentarzem (…) To poezja pełna neologizmów, eksperymentów językowych i odniesień kulturowych. Dla niektórych może być zbyt rozbudowana, ale dla tych, którzy cenią wielowarstwowość, będzie to uczta (…) Warto go czytać powoli — wracając do wybranych fragmentów i pozwalając im rezonować na własnych zasadach. (Monika Matura)
O Autorze Alek Skarga – rocznik 1958; urodzony w Dębicy; absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz Wydziału Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego; debiutował w czasie studiów w latach 80. publikując swoje wiersze w Zeszytach Naukowych Koła Polonistów UJ redagowanych pod patronatem prof. Jana Błońskiego; niezależną poezję tworzy już od szkolnych lat; wiersze łączy z poetyckimi fotografiami, które sam wykonuje. Na swoim koncie ma już 32 własne tytuły oraz 18 publikacji zbiorowych.
„Światło Wawelu” to dynamiczna mieszanka sensacji, kryminału i fantastyki, której akcja osadzona jest w mistycznym i historycznym Krakowie. Powieść splata dwie linie czasowe: tuszowane zaginięcia dzieci z czasów PRL oraz współczesne śledztwo prowadzone przez Komisarz Lenę Zert. Wszystko prowadzi do ukrywanej przez lata tajemnicy Wawelu – miejsca, gdzie potężna energia czakramu, niemieckie eksperymenty z czasów wojny i tajna baza wojskowa stanowią tło dla odkrycia mrocznej prawdy o zaginięciach. To opowieść o sile ukrytej w starożytnych miejscach, o sekretach rodzinnych oraz o tym, jak przeszłość nieuchronnie wpływa na teraźniejszość.
O Autorze Łukasz Ławicki pisze o sobie: z wykształcenia jestem informatykiem komputerowym, a na co dzień pracuję jako Grafik komputerowy. Pochodzę z Włocławka, mieszkam aktualnie w Warszawie. Moje pasje to: historia II wojny światowej, szczególnie tajne wojskowe projekty, teorie spiskowe i nadprzyrodzone zjawiska paranormalne, oraz podróże. Właśnie te elementy staram się wplatać w swoje powieści, łącząc fakty z nieograniczoną wyobraźnią. „Światło Wawelu” to moja kolejna próba stworzenia historii, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony.
Zapytany o kolejną publikację odpowiada: Jestem w trakcie pisania, książki:”Incydent Bałtycki” to dynamiczny thriller szpiegowski osadzony na Gotlandii, gdzie narasta konflikt, między Rosją a Szwecją, w związku z tajemniczą anomalią na dnie Bałtyku i zatopieniem rosyjskiej łodzi podwodnej. Będę się starał zabrać wszystkich, w drogę z byłym komandosem FORMOZY, Michałem Różyckim, szukającym spokoju po służbie, który zostaje nieoczekiwanie wciągnięty z powrotem do gry wojennej przez prośbę byłego szefa. Musi współpracować z agentką CIA, Anną Lind, która bada naturę tajemniczego, paraliżującego impulsu elektromagnetycznego w pobliżu Gotlandii. Na ich tropie znajdują się najemnicy z Grupy Wagnera i agent tajemniczej organizacji NEBEL – niemiecki snajper Lars Reinhardt. Cała fabuła oparta została jak “Swiatło Wawelu”, na prawdziwych faktach, ale połączona wymyśloną, przeze mnie fabułą. Mam nadzieję, że jeszcze w 2025 roku pojawi się na Ridero.
3. „Dziecięcy świat bajek!!! Bajka o Magicznym żelazku/ Nadymana Gęś” Zuzanna Szajkó
Książka pt. „Dziecięcy świat bajek!!!’” to zbiór kilku bajek o różnych bohaterach i ich historiach. Bohaterzy tych bajek to: dżdżownica, gęś, ciuchcia, oraz żelazko i dziewczynka Dorotka, każda z bajek kończy się z happyendem. Bajki są krótkie, ciekawe, pełne wydarzeń i pouczające. Lekturą może być zainteresowany każdy rodzic, który lubi czytać swojemu dziecku książki do snu. Sama również mam małe dziecko i lubię czytać bajki, które są krótkie, proste i zrozumiałe. Dzieci małe lubią oglądać obrazki i słuchać czytania bajek.
O Autorce Zuzanna Szajkò początkująca amatorka pisarka tworzyła teksty od wielu lat, jako copywriter oraz pisarz amator. Pisanie to jej hobby uwielbia sztukę malarską, przeczytała mnóstwo książek w wersji polskiej. Lubi również przyrodę, roślinność, zwierzęta i ryby. Jak pisze Autorka: „żyję od paru lat w małym miasteczku w Czeskiej Republice. Miasteczko inspiruje mnie do pisania utworów jak: „Morderstwo w banku”, „Bajka o dżdżownicy zielarce” czy „O Dorotce smakotce”. Na co dzień normalnie pracuję i zajmuję się domem.”
Zapraszamy do śledzenia Autorki w mediach społecznościowych: tiktok.com/@zuzannaszajko i youtube.com/@zuzannaszajko8254
Życie to jedna wielka niewiadoma, dlatego czasami warto poszukać wskazówek, które uczynią tę podróż łatwiejszą. Jacek Orłowski w książce pt. „Guru Słowa Prawdy – droga do siebie i poza systemy” proponuje nam pomocną dłoń w tej drodze.
W dobie takiego wyboru książek o samorozwoju na księgarnianych półkach to wielkie wyzwanie, by znaleźć coś oryginalnego, a jednak autorowi recenzowanej pozycji to się udało. Zaczynamy od szerokiego planu, fizyki kwantowej, atomów i gwiazd, by pokazać, że wszyscy jesteśmy częścią większej układanki. Potem schodzimy coraz niżej – do ludzkiego mózgu, emocji, relacji i codziennych zmagań. Orłowski tłumaczy w prosty sposób, jak działa nasza psychika i dlaczego często robimy coś zupełnie innego, niż planowaliśmy.
Pisarz dzieli nasz wewnętrzny świat na trzy postacie: – Jaskiniowca – czyli nasz instynkt, który chce przetrwać, najeść się i nie dać się zabić. – Motyl – emocje, które potrafią nas unieść albo pogrążyć. – Profesor – rozum, który wszystko analizuje i chce mieć rację. Autor w prosty, momentami dowcipny sposób pokazuje, jak te trzy „postacie” w nas walczą, jak sabotują się nawzajem i jak można przywrócić im harmonię. Chętnie korzysta z tych metafor, by zobrazować nam działanie mózgu. Ale to nie koniec! Orłowski tłumaczy też w bardzo ludzki sposób, czym jest depresja, nerwica czy uzależnienie. Znalazło się nawet miejsce na teorie stylów przywiązania, czy temat neuroplastyczności mózgu. Przyznaję, że w swoim życiu przeczytałam wiele książek i te teorie były mi znane, ale z wielką satysfakcją czytałam na ich temat po raz kolejny.
Książka świetnie sprawdzi się również w przypadku osób, które dopiero wchodzą w te tematy. Orłowski uświadamia, że chociaż przez lata możemy tkwić w schematach działania, to tak naprawdę nigdy nie jest za późno na naukę. Wymaga to jednak wzięcia spraw w swoje ręce i odpowiedzialności. Autor uczula także, by nic nie brać za pewnik, ponieważ wszystko, do czego się przyzwyczailiśmy to tylko konstrukty w naszej głowie. Powinniśmy być gotowi je zmienić, zamiast zaprzeczać prawdzie w imię ochrony ego.
Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, dlaczego niekiedy reagujesz w określony sposób, a może czujesz się zagubiony, to dobrze trafiłeś. To naprawdę inspirująca książka, która porusza treści nie tylko z zakresu psychologii, ale i duchowości. Najlepiej czytać ją powoli z ołówkiem w ręku – tak, by móc zapisywać wszystkie inspirujące treści. Autor nie prawi jednak morałów, a zamiast głosić gotowe recepty, zaprasza czytelnika w podróż do wnętrza – ku świadomości, autentyczności i zrozumieniu własnych mechanizmów. I rzeczywiście, jego książka płynie jak rzeka: swobodnie, meandrując pomiędzy fizyką kwantową, neurobiologią, psychologią a osobistymi refleksjami autora.