Wojciech Olszewski „40 ton bez alkoholu” [RECENZJA]

Są książki, które opowiadają o wychodzeniu z uzależnienia, i takie, które mogą towarzyszyć w tym procesie. „40 ton bez alkoholu” autorstwa Wojciecha Olszewskiego należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii.

Recenzowana książka nie jest poradnikiem – to uczciwa i momentami brutalnie szczera opowieść człowieka, który postanowił podzielić się swoimi zapiskami o wychodzeniu z nałogu i życiu po wyjściu z niego. Autor podkreśla, że to zapis jego drogi, intensywnej pracy po zaprzestaniu picia alkoholu i pracy związanej z tym, by nie zacząć pić na nowo, ale też – by nie popaść w drugą skrajność i nie nawoływać wszystkich wokoło do abstynencji. Olszewski podkreśla, że mimo upływu czasu nadal bywa trudno. Przyczynkiem do powrotu do nałogu może być na przykład nuda i brak pomysłu na zagospodarowanie czasu. Jednym słowem, autor opisuje codzienność bez picia i związane z nią wyzwania.


Wojciech Olszewski opisuje także, co pomagało mu w tej drodze, a byli to ludzie, wspólnota AA, wiara w siebie. Unika jednak pozy bohatera, nie buduje legendy „silnego alkoholika, który wygrał”. Wręcz przeciwnie: pokazuje, jak krucha bywa abstynencja i jak łatwo pomylić ją z dumą, ambicją albo potrzebą udowadniania czegoś innym. Bardzo cenny jest wątek niepicia dla siebie, a nie „przeciw komuś” czy „ku czyjemuś uznaniu”. To jedna z tych prawd, które brzmią banalnie, dopóki nie spróbuje się ich zastosować.

„40 ton bez alkoholu” to książka, która nie chce nikogo nawracać. Autor jasno stawia granicę: „to jest moja droga”. Myślę, że dzięki temu może przekonać do siebie więcej osób. Olszewski nie sprzedaje recept, nie obiecuje cudów. Pokazuje proces – długi, pełen zawahań, w którym największą pracę wykonuje się wtedy, gdy nikt nie patrzy. To książka pełna emocji: wstydu, gniewu, samotności, obsesji picia, ale też mozolnie odzyskiwanego spokoju. Autor bardzo świadomie unika „piciorysu”. Zamiast epatowania szczegółami dostajemy refleksję nad mechanizmami uzależnienia i nad tym, jak zdradliwie potrafi działać „pijany umysł”, nawet wtedy, gdy alkoholu już dawno nie ma w organizmie. Wspomina także o tym, jak zmieniło się jego życie, wartości, stosunek do ludzi.

Najmocniejszym elementem książki jest jej ton. Olszewski nie idealizuje trzeźwości. Nie sprzedaje bajki o nagłym szczęściu i harmonii. Pisze wprost, że trzeźwienie bywa nudne, monotonne, bolesne. Bywa samotne. I bywa, że jedynym zwycięstwem dnia jest to, że się nie wypiło. Brzmi skromnie? Tak. Ale w tej skromności jest ogromna siła. Szczególnie poruszające są fragmenty o obsesji picia, żałobie, rozstaniach i momentach, w których decyzja o abstynencji naprawdę wisi na włosku. Jednocześnie to książka, w której nieustannie tli się nadzieja, potrzeba docenienia małych zwycięstw i szansa na nowe życie. Autor jest też w pełni świadom tego, że jeszcze nieraz popełni błędy, ale są one naturalną częścią życia. Integralną częścią książki są wiersze, które stają się elementem wytrwania autora w trzeźwości.

Dla kogo jest ta pozycja? Dla osób w abstynencji lub na jej progu, dla bliskich osób uzależnionych – by lepiej zrozumieć, że trzeźwienie to proces. Jest też dla każdego, kto ceni autobiografie bez patosu i bez udawanej mądrości.

Autorka recenzji: Monika Matura
Tytuł książki:
„40 ton bez alkoholu”
Autor: Wojciech Olszewski

Leave a Comment