E-book
1.64
drukowana A5
17.72
Żywiciel

Bezpłatny fragment - Żywiciel


Objętość:
12 str.
ISBN:
978-83-8126-642-0
E-book
za 1.64
drukowana A5
za 17.72

Jeremy popatrzył w lustro.

— Boże, co oni ze mną zrobili? — wyszeptał, gdy ujrzał swoje odbicie.

Niewiele pamiętał z tego, co się wydarzyło nim trafił do szpitala ani też w samym szpitalu.

Dotykał twarzy nie dowierzając. Malował się na niej strach. Jego oczy były nienaturalnie zapadnięte do wewnątrz, a czaszka dziwnie wydłużona. Nie to jednak przerażało go najbardziej, bowiem przez ułamek sekundy dostrzegł niewielki ruch pod skórą prawego policzka. Nie widział dokładnie, gdyż światło było zgaszone. W pokoju panował półmrok, nikłą poświatę dawała jedynie uliczna latarnia. Dotknął swej twarzy dłonią i oderwał ją nagle przerażony. Pod palcami poczuł ruch. To uczucie przywołało niemal żywe wspomnienia z taką łatwością, jakby ktoś odblokował mu w umyśle zapadkę. Raz jeszcze powoli podniósł rękę do policzka, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.

Jeremy oderwał się od lustra wpatrując w drzwi. Natarczywe pukanie przeszło w łomotanie.

— Jery, Jeremy wpuść nas. Wiemy, że jesteś w środku — rozległo się wołanie zza drzwi.

— Nikt nie zrobi ci krzywdy, chcemy tylko zobaczyć czy nic ci nie jest, czy jesteś zdrowy — mężczyzna za drzwiami mówił spokojnym tonem.

— To oni, to oni! — powiedział do siebie Jery.

— Przyszli dokończyć swoje dzieło, co robić? — zaczął panikować.

— Jery! — głos stał się bardziej ostry.

— Otwieraj do jasnej cholery albo wyważymy drzwi! — usłyszał szarpnięcie za klamkę.

Nie potrzebował już więcej ani chwili do namysłu, szybkim krokiem przeszedł przez pokój do okna. Otworzył je i bez chwili zawahania wyskoczył. W tym momencie drzwi zostały wyważone, do mieszkania wpadło czterech uzbrojonych mężczyzn. Jeden z nich wychylił się przez okno w chwili, gdy Jeremy podnosił się ze sterty śmieci. Poderwał się do biegu, gdy padły strzały. Dwie kule utkwiły mu w plecach rzucając go na kolana. Pomimo strasznego bólu, zdołał się podnieść i poderwał do biegu. Tamci ruszyli w pogoń. Słyszał stukot butów biegnących za nim. Skręcił w ciemną uliczkę. Przewaga kilkunastu sekund dawała mu nadzieję na ucieczkę. Po kilkudziesięciu metrach zatrzymał się i gdy upewnił się, że zgubił pogoń, zatrzymał się by złapać oddech. Rany już go nie bolały, tylko piekły. W brudnym oknie starej fabryki ujrzał swoje odbicie. Jego twarz wrzała. Skóra na całej głowie poczerwieniała i spęczniała. Ruchy były bardzo szybkie. Odwrócił się i oparł plecami o ścianę.

Oddychał spokojnie. Sięgnął pamięcią wstecz.


* * *


Jeremy wyszedł z gabinetu bardzo przygnębiony. Szedł przed siebie patrząc niewidzącym wzrokiem. Gdy zatrzymał się przed domem, w uszach wciąż brzmiały mu słowa doktora Perkinsa: ·- Ma pan raka mózgu, panie Steward. Przykro mi, ale zostało panu niewiele ponad dwa miesiące życia…

— Co za kutas, ani przez chwilę nie było mu przykro, mogę się założyć. A z jaką łatwością mówił o tym, ile mi zostało jeszcze życia, co za gnój. Gówno go to obchodziło, że nie długo zdechnę — wykrzykiwał w myślach kolejne przekleństwa.


* * *


Czyjś cień przemknął za rogiem fabryki. Jeremy przestraszył się, gorączkowo zaczął szukać wejścia do budynku. Nagle usłyszał biegnących w jego kierunku ludzi. W pośpiechu macał goły mur szukając wejścia. W końcu natrafił na zimną płytę. Szybko obrócił głowę i zamarł. Byli już na początku uliczki. Oddali kilka niecelnych strzałów, na szczęście odległość była zbyt duża. Nacisnął klamkę i z całej siły pchnął. Drzwi ustąpiły i wpadł do środka. Po ciemku drżącymi rękami zatrzasnął drzwi na zasuwę. Ścigający byli za drzwiami. Jeremy kucnął i pochylił się do ziemi, wstrzymując oddech.

— Hej! Co ty tu robisz?! — usłyszał zachrypły głos dochodzący z ciemności.

Nie zdołał odpowiedzieć, gdy zza drzwi padła seria strzałów. Kule przebiły je i trafiły ukrytego w ciemności mężczyznę, zabijając na miejscu.

Następny strzał rozwalił zamek, drzwi uchyliły się ze skrzypnięciem. Wysoki typ w czarnym garniturze z wycelowaną spluwą spojrzał na skulonego ze strachu Jerego. Gdy już miał oddać śmiertelny strzał zawyły syreny policyjne, odwracając jego uwagę. Przed budynkiem zatrzymał się gwałtownie radiowóz.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.64
drukowana A5
za 17.72