E-book
12.29
drukowana A5
41.14
Życie

Bezpłatny fragment - Życie


Objętość:
197 str.
ISBN:
978-83-8245-704-9
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 41.14

Rozdział 1

Ella obudziła się rano i od razu pożałowała, że w ogóle nastawiła sobie budzik. Po co właściwie to zrobiła? No tak sobota, Miała z Violą, jej najlepszą przyjaciółką, wybrać się do centrum handlowego.

Podniosła się pomału, ale zaraz opadła z powrotem na łóżko. Bolała ją głowa, cała twarz i prawa ręka. Odetchnęła głęboko. Leżała jeszcze chwile, rozkoszując się ciszą, gdy usłyszała pukanie do drzwi i głos ojca cichy prawie niesłyszalny.

— Wstajesz?

— Nie — odpowiedziała bardziej zachrypnięta niż zwykle.

— Przepraszam — w jego głosie nie było ani troski, ani szczerości. Tylko wymuszona formułka.

— Zostawiłem ci trochę pieniędzy w kuchni. Jak się lepiej poczujesz to może sobie coś kupisz?

Ella spojrzała na drzwi. Zawsze było tak samo. Kasa jak dziwce za noc. Ciekawa była, ile jeszcze zniesie czy wytrzyma do swoich osiemnastych urodzin. To już było niby tak blisko.

— Do zobaczenia później — usłyszała w końcu a po chwili, dźwięk zamykających się drzwi wejściowych.

Wstała pomału i ruszyła do kuchni. Nastawiła wodę. Potrzebowała napić się kawy. Ten napój zawsze poprawiał jej humor. Usiadła przy stole kuchennym, czekając, aby woda się zagotowała. Zobaczyła plik banknotów na stole, zostawiał coraz więcej. Czyżby czuł wyrzuty sumienia? Nie to raczej nie to. Jako prawnik nie miał sumienia. Po pierwszym razie, gdy zobaczyła pieniądze na stole otworzyła sobie konto, oczywiście musiał sygnować papiery. O dziwo to zrobił. Wkładała pieniądze za każdym razem, zostawiając sobie tylko trochę na małe wydatki. Odłożyła już sporo, ale nadal za mało, żeby kupić mieszkanie. Miała jeszcze niecały rok zanim skończy osiemnaście lat i będzie mogła od niego uciec. W końcu skończy się to piekło. Pomyśleć tylko ze trwało to już rok.

Zaczęło się, gdy matka od nich odeszła. Ella nie wiedziała, dlaczego, po prostu bez wyjaśnienia wyszła pewnego dnia z walizką i już nigdy jej nie widziała. Od tamtego dnia dla dziewczyny rozpoczęły się ciężkie czasy. Ojciec prawnik często był poza domem, na wyjazdach, to było akurat dobre, ale jak wracał przeważnie pijany zaczynał być niemiły, wręcz przykry. Ella myślała, że może matka, dlatego uciekła. Miała dość, chciała czegoś więcej. Nie rozumiała tylko czemu jej ze sobą nie wzięła, nic jej nie wytłumaczyła, nie spotkała się z nią nawet. Miała tysiące pytań i żadnej szansy na odpowiedz.

Po odejściu rodzicielki oziębłe relacje przerodziły się w agresję, która z czasem zaczęła narastać i zamieniać się w agresje. Na początku raz na jakiś czas a ostatnio nawet dwa razy w miesiącu była zmuszona odwiedzić szpital. Miała nawet już znajomą pielęgniarkę, która zawsze była podczas jej odwiedzin. Nazywała ją „Panna Łamliwa”, gdyż Ella zawsze opowiadała historie, że z czegoś spadła, albo na coś wpadła. Oczywiście lekarze i pielęgniarka wiedzieli dokładnie, że to nieprawda, ale póki dziewczyna nie chciała zacząć mówić nic nie mogli poradzić. Raz zadzwonili do ojca, który po nią przyjechał, wyglądał na niesamowicie przygnębionego, zmartwionego stanem córki. Następnego dnia Ella stawiła się z następnymi złamaniami. Od tamtego czasu pielęgniarka założyła jej kartę i prosiła, żeby przychodziła od razu do niej. Wolała jej pomóc stanąć na nogi niż dokładać cierpienia. Za każdym razem oferowała jej pomoc i prosiła, żeby powiedziała, co się dzieje. Nie miała pewności kim był ten drań, podejrzewała ojca. Co prawda Karol Black adwokat wyglądał na rozsądnego, dbałego o rodzinę człowieka no i córka nie dała zdradzić się niczym. Brała też pod uwagę chłopaka, z którym może się spotykała, ale Ella zawsze powtarzała, że nie ma nikogo. Z medycznego punktu widzenia wiedziała wszystko o dziewczynie. Polubiła ją i naprawdę chciała jej pomóc. Ella jednak nigdy nie wyjawiła prawdy. Żyła ze swoim bólem sama.

Zawsze, gdy wychodziła z kliniki kobieta ją przytulała i starała dodać odwagi. Widziała, jak dziewczyna jest samotna i nie dopuszcza ludzi do siebie. Wiedziała, że jest jej ciężko. Miała racje życie z ojcem nie było łatwe. Kilka razy nawet próbowała ucieczki z domu. Spędziła wtedy noce na dworze. Była przerażona, bo nocami na osiedlach grasowały gangi. A ona była dziewczyna, która unikała kłopotów i miała cele w życiu.

Chłopaki w jej wieku czasem trochę starsi, którym nie chciało się uczyć, woleli zarabiać w nielegalny sposób, mówili, że to łatwiejszy i szybszy sposób. Nocami pili, bili się i bawili. Podczas tych kilku wypadów miała szanse ich poznać. Co ją zdziwiło, nie napadli jej, byli nawet mili, oczywiście zdawała sobie sprawę, czego chcieli, ale byli na tyle wychowani, że nie byli nachalni ani chamscy. Ella była ładną dziewczyną, ciemny blond włosów sprawiał, że nie mógł nikt sobie żartować z niej jak to robili z Violi blondynki. Była szczupła zgrabna, podobała się chłopcom. Natomiast ona w ogóle nie była nimi zainteresowana. Przyjaciółka mówiła, że to przez ojca, ale tego nie była do końca pewna. Ella nie należała do naiwnych dziewczyn a nawet niektórzy twierdzili, że jest za poważna jak na swój wiek. Bardzo jej zależało na niezależności.

Uważała, że chłopcy myślą tylko o jednym, widziała już niejedną koleżankę, która zostawała porzucona z dnia na dzień po tym jak udowodniła mu, że go naprawdę kocha. To nie było dla niej. Nie to, że była bardzo cnotliwa, że pierwszy raz musi być po ślubie. Chciała po prostu sama podjąć decyzje, kiedy to nastąpi. Nie lubiła jak ktoś narzucał jej swoją wolę. To miał być wyłącznie jej wybór.

Jej wyskoki nocami szybko się jednak skończyły, bo ojciec, chociaż pijany umiał jasno myśleć. Szybko zauważył, jak może mu się wymknąć i zaczął zamykać porządnie drzwi. Żeby utrudnić sprawę przestał mówić dziewczynie, kiedy wróci, o której będzie. Te nerwy, każdego dnia, ta niepewność zżerała od środka. Czekała do późna, aż samoistnie przysypiała i często było tak, że, gdy zdążyła przysnąć pojawiał się w jej drzwiach. To było życie pełne strachu.

Wszystkie te myśli zalewały jej umysł pijąc teraz kawę, nie mogła się już doczekać pozostawienia tego świata, przymknęła oczy rozkoszując się płynem w ustach. Musi być silna, jeszcze tylko troszkę. Popatrzyła za okno. Był styczeń, śnieg leżał wszędzie grubo. Uwielbiała śnieg, nie lubiła zimna i mokrych rzeczy, ale to był śnieg, kto nie lubi śniegu. Te płatki spadające z nieba. Uwielbiała mroźne wieczory, uspakajała się wtedy. Nawet jej życie wyglądało weselej. Uśmiechnęła się na niebieskie niebo za oknem i dopiero ból przypomniał jej o rzeczywistości. Poczłapała do łazienki i spojrzała w lustro. Przyglądała się sobie przez chwile i w końcu stwierdziła, że nie jest tak źle. Miała rozciętą wargę i siniaka pod okiem, ale bywało już gorzej. Połamane żebra, wstrząs mózgu, połamane ręce w różnych miejscach, wybity bark. To dzisiejsze było naprawdę niczym. Stwierdziła, że nie zrezygnuje z miłego wyjścia z domu. Wzięła, więc prysznic ubrała się w dres, czego normalnie nie robiła, ale nie chciała być dziś specjalnie widziana.

Po godzinie szykowania się zadzwonił domofon. Nacisnęła przycisk i od razu usłyszała świergot Violi.

— Hej dziewczyno, czas na zakupy. — Ella nacisnęła następny przycisk i wpuściła przyjaciółkę na klatkę.

Czekała na nią w drzwiach. Słyszała, jak koleżanka wskakuje po schodach. Zawsze była pełna energii. Po chwili pojawiła się pewna siebie blondynka. Ubrana w obcisłe czarne jeansy i niebieska luźną bluzeczkę. Kurtka była rozpięta, włosy rozpuszczone. Jej błękitne oczy zwęziły się na widok stroju Elli a po chwili zatrzymały się na jej twarzy.

— Znowu stary? — Zapytała dla formułki, bo doskonale znała prawdę.

Znały się od piątego roku życia, od przedszkola. Zawsze razem, przez podstawówkę a teraz w liceum. Poszły na turystykę, chcąc się wyrwać, zwiedzić świat. Obie dobrze się uczyły, były jednymi z najlepszych w tej przeciętnej szkole. Oczywiście miały chwile słabości nawet rozłąki spowodowane, oczywiście, chłopakiem, chociaż przysięgały sobie, że to nigdy się nie zdarzy. Cóż serce nie sługa, to tylko organ nie widzi, nie słucha tylko czuje.

Viola mieszkała na sąsiednim osiedlu. Miały do siebie piec minut na pieszo. Zawsze lubiła się w chłopakach i gdy kiedyś Ella została zaproszona przez kolegów z nocnych wyskoków na imprezę Viola męczyła ją aż ta się zgodziłaby poszły. Tam poznała Roberta. Okazało się, że chłopak należy do jednego z gangów na osiedlu Violi. Oczywiście chłopcy nie nazywali się członkami gangu, nazywali się klubowiczami. Na co Ella przewracała oczami a oni się śmiali z jej zachowania. Mimo wszystko polubiła ich i mogła szczerze powiedzieć, że czuła się bardziej bezpiecznie z nimi niż we własnym domu.

Viola zakochała się w Robercie bez pamięci. Przestały się widywać na trzy długie miesiące. Ale potem nagle, przypadkiem minęły się na ulicy, rzuciły się sobie w ramiona, przepraszając się i płacząc. Robert, który był przy tym obecny, zupełnie nie wiedział, co się dzieje. Dopiero po chwili zrozumiał sytuacje, gdy dziewczyny zaczęły się śmiać z jego przerażonej miny i zupełnej bezradności.

Od tego momenty znowu stały się nierozłączne. Ella nie była nadal przekonana do Roberta, ale przyjaciółka była ważniejsza. Viola starała się jak najmniej wciągać Elle w sytuacje, gdy sprawy „klubu” były poruszane, jednak czasem, po prostu się nie dało. W jednej z takich sytuacji Ella poznała Pawła, brata Roberta. Dziewczyna od sekundy, kiedy go zobaczyła wiedziała, że wpakowała się po uszy.

Miał dziewiętnaście lat. Oczy jak lane złoto, nigdy nie widziała, takiego odcienia. Jego włosy koloru podobnego do jej zawsze w nieładzie. Co nadawało mu drapieżności. Był mocno umięśniony, dużo pływał i chodził na siłownie. Z wyglądu głupi osiłek. I tak starała sobie wmawiać dziewczyna. Przecież nie interesowali ja tego typu ludzie. Serce jednak nie sługa Ella przez tydzień wypytywała Viole o wszystko i w końcu znalazła. Paweł ma ksywkę używaną w „klubie” — Igor. To imię mówiło więcej niż jego twarz.

O Igorze słyszeli chyba wszyscy, sąsiedzi, ojciec, policja. Była nawet notatka na tablicy ogłoszeń o poszukiwaniu tego kryminalisty. Sąsiadka pracująca w administracji osiedlowej opowiedziała, kiedyś, jeszcze jej mamie, o jego wyczynach, pobiciach, wymuszeniach, kradzieżach. Nie chciała znać szczegółów. To było dla niej za dużo. Nikt nie znał twarzy Igora, nazywano go duchem.

— Jak mogłaś mi nic nie powiedzieć — krzyczała wściekła na Viole.

— El cicho, lepiej niech oni nie wiedzą, że wiesz. Nawet ja nie powinnam tego wiedzieć — uciszała ją przyjaciółka rozglądając się nerwowo.

— Ty sobie chyba żarty robisz? — Warknęła Ella z szeroko otwartymi oczyma — Nie chce więcej być w ich pobliżu, ROZUMIESZ. — Powiedziała bardzo wyraźnie.

— Spoko postaram się to załatwić — skwitowała to Viola.

— Jezu — zajęczała, — wiesz, co o tym wszystkim myślę prawda, dałam się ponieść uczuciu prawda, a teraz prawda… — jąkała się chodząc w kółko.

Była wściekła głównie na to, co czuła do Pawła, tak zawsze się kontrolowała a teraz takie rozczarowanie. I to kim. SOBĄ. Od tamtego jednak czasu Viola naprawdę sporadycznie brała Roberta ze sobą a Ella odwiedzała ich osiedle jeszcze rzadziej. Co nie znaczyło, że przestała myśleć o chłopaku. Przestała o nim mówić, ale jej myśli często wracały wspomnieniami do jego oczu, ust. Śnił jej się dość często. Czasami była pewna, że stał pod jej blokiem i wpatrywał się w okno, ale gdy gasiła światło, by lepiej widzieć już go nie było. Po kilku tygodniach nauczyła się, jako tako żyć ze swoją obsesją, a dzięki kochanemu tatusiowi była pewna, że niebawem się z niej zupełnie wyleczy.

Stojąc teraz przed lustrem i starając się zamaskować siniaki nawet raz nie pomyślała o chłopaku. Zaczynała się wyleczać z głupoty jaka było zakochanie się.

Viola patrzyła na nią ze smutkiem.

— To, co odwołujemy wypad, — zmarszczyła nos, czekając na odpowiedz.

— A jak to wygląda? — Spytała się obracając twarz w jej kierunku. Viola skupiła się na każdym szczególe.

— Nie jest najgorzej, naprawdę. Tylko ta warga — skrzywiła się lekko — będzie widać.

— To możemy iść — oznajmiła spokojnie Ella.

— A jak reszta? — Spytała przyjaciółkę.

— Ręka mnie boli i głowa — pomasowała bolące miejsce — będę miała guza.

Viola odetchnęła głęboko.

— Naprawdę, powinnaś, komuś powiedzieć… — próbowała Viola już któryś raz z kolei.

— Mówiłam ci już. Że nie chce. Za rok skończę osiemnastkę i się wyprowadzę…

— El, to nadal rok — przerwała jej z irytacją, — musiałby ci dać kasę, gdzie pójdziesz…

— Da — przekrzyczała ją, Viola spojrzała na nią ze współczuciem i spytała.

— Myślisz, że pozwoli ci odejść? — Ella pokiwała głową, ale nie była tego taka pewna. Chociaż po co miałby ja przy sobie trzymać, sama była zdziwiona, że jej nie wyrzucił albo nie odesłał gdzieś. Następne pytania bez odpowiedzi. Będzie trzeba poczekać.

— No, chodź, pomogę ci — powiedziała uśmiechając się. Szykowanie zajęło im prawie dwie godziny, ale w końcu Viola pokiwała z aprobatą głową.

— No dobra, możemy iść… Aha, jaka dzisiaj wersja? — Zapytała ponuro. To była następna rzecz, której nie nawiedziły. Ella wydęła policzki i wypuściła, głośno powietrze.

— Matko, już tracę pomysły. Upiłam się wczoraj i przewróciłam, pobiłam z kimś — wyskoczyła.

— To teraz robisz z siebie alkoholiczkę? — Zapytała wiedząc, że niewiele osób uwierzy w to, — to może coś zupełnie głupiego jak wpadłaś na drzwi — wzruszyła ramionami, — Czym bardziej przyziemne, tym bardziej prawdopodobne.

Ella pomyślała chwile i w końcu się zgodziła i zapytała mrużąc oczy.

— Robert idzie z nami? — Viola zagryzła wargę za nim spojrzała na przyjaciółkę.

— No… Tak –powiedział pomału.

— No, dobra — powiedziała spokojnie a Viola otworzyła szerzej oczy — wtedy mało, kto do nas podchodzi — wyjaśniła a po chwili poczerwieniała, — Ale tylko on, tak?

— Nie do końca jestem pewna — powiedziała robiąc się mniejsza.

— Zabije cię. Proszę, prawda. Rozmawiam z tobą, prawda, zwierzam ci się a ty nie słuchasz…

— Prawda — dokończyła niepewnie przyjaciółka. Ella wciągnęła głęboko powietrze i ruszyły w drogę.

Przed centrum handlowym założyła kaptur i przeszły przez ruchome drzwi.

Z daleka można było zauważyć Roberta i Pawła. Był między nimi lekko ponad rok różnicy, ale to Paweł wyglądał na starszego. Byli do siebie bardzo podobni, ale tylko z daleka. Mieli takie same włosy, tylko Robert zawsze miał je gładko uczesane jego twarz była delikatniejsza, częściej się uśmiechał, jego niebieskie oczy świeciły. Paweł wyglądał jak typowy łobuz, gdy się uśmiechał wyglądał jakby miał zaraz zrobić coś złego. Jego oczy przenikały każdego na wskroś, no i blizna na policzku. Bóg wie, po czym. Viola od razu podbiegła do Roberta i go pocałowała. Ella schowała ręce do kieszeni i stała obok nich wpatrzona w swoje buty.

— Cześć — powiedział do niej Paweł, poczuła to przyjemne uczucie na dźwięk jego głosu.

— Cześć — odpowiedziała nie patrząc na niego.

— , Co ci jest? — Spytał.

— Nic a co ma mi być — warknęła. Paweł nie skomentował, ale zaczął przyglądał się dziewczynie.

Viola zauważyła to i szybko zaprosiła wszystkich na kawę. Kawa zawsze pomagała. Paweł nie spuszczał Elli z oczu. Przyjaciółka trajkotała cały czas opowiadając jakieś historyjki. Jej wzrok od czasu do czasu skakał z Elli na Pawła. Robert był wsłuchany i śmiał się z każdego, nawet najgłupszego fragmentu. W restauracji było dość głośno i po niedługim czasie Elli głowa zaczynała dawać znać o sobie a całe ciało stało się jakieś ciężkie i zmęczone. Myślała o powrocie do domu a nawet nie weszły do pierwszego sklepu. Gdy w końcu ból stawała się nie do zniesienia szepnęła przyjaciółce i chciała udać się do apteki po drugiej stronie galerii. Gdy wstała Paweł złapał ją za łokieć i spytał delikatnie.

— Hej, gdzie się wybierasz? — Ella jęknęła głośno, po chwili zdała sobie sprawę, że łzy lecą jej strugami — El! — Krzyknął przestraszony — no, co ty przecież wcale mocno nie złapałem, — spojrzał chłopak na brata i Viole jakby się tłumaczył.

— El, choć kochanie, usiądź — powiedziała Viola, ale dziewczyna pokazała jej na łazienkę i ruszyła do niej. Starała doprowadzić się do porządku, ale w końcowej wersji zmazała sobie cały makijaż. Nałożenie nowego chwile trwało, ale po chwili znowu się rozpłakała i makijaż się rozmazał.

— To nie ma najmniejszego sensu — powiedziała ze złością. — Dopije kawę i idę do domu.

— Spoko, pójdziemy razem — zaproponowała przyjaciółka.

— Nie no co ty, zostań. Ja i tak pójdę spać.

— Dzięki — powiedziała szczerze Viola.

Nasunęła kaptur, uspokoiła się i wróciła do stolika. Usiadła obok Violi, ta już miała przygotowane tabletki i wodę. Łyknęła, popiła i oparła się kuląc.

— Co ci jest? — Spytał a nie słysząc odpowiedzi skierował się do Violi,

— Co jej jest? — Nadal panowała cisza — Powie mi ktoś coś. Cokolwiek — wrzasnął. Dziewczyny podskoczyły a kaptur Elli zsunął się.

— O kurwa!! — Wrzasnął Paweł. — Kto ci to zrobił? Jak dorwę skurwiela to zatłukę.

Paweł klął i krzyczał, ludzie z następnych stolików zaczęli zwracać na nich uwagę jedni z irytacją inni ze strachem. Robert starał się go uciszyć, ale było widać, że nie ma takiej władzy nad bratem.

— Uspokój się! — Warknęła Ella.

— Jak mam się uspokoić. Mów, kto to zrobił?

— Ludzie patrzą. — Wycedziła przez zęby. Wtedy Paweł zaczął jeszcze głośniej.

— Co mnie ludzie obchodzą, kurwa Ella widzisz jak ty wyglądasz? — Jego głos był ostry i nieugięty. — Chce wiedzieć.

Dziewczyna przez chwile nie wiedziała co ma zrobić. Z jednej strony chciała mu powiedzieć. Chciałaby ją przytulił i powiedział, że ja kocha. Po chwili oprzytomniała i zezłościła się na swoje myśli.

— Po pierwsze — zaczęła odważnie — odwal się to nie jest twoja sprawa, ciągle kogoś sam bijesz i pewnie więcej masz ich na sumieniu niż ja siniaków… — zamarła zdając sobie sprawę co powiedziała. Widząc jego twarz pożałowała swojej niewyparzonej paplaniny.

— O to są jeszcze siniaki — zaśmiał się w furii.

— Paweł, daj spokój — zaczął Robert wstając do niego — to jej sprawa jak nie chce mówić niech nie mówi — ten jednak tylko popchnął brata z powrotem na siedzenie.

— Nie odpuszczę. Powiesz mi — powiedział władczo do Elli. Był nieugięty, Viola nawet słowem się nie odezwała. Nikt nie miał sposobu na Pawła, Ella usiadła na swoim miejscu i wyszeptała.

— Drzwi

— Co proszę? — Zapytał Paweł a jego ton zdradził, że rozśmieszyła go nieudolnym kłamstwem.

— Wpadłam na drzwi? — Parła w swoje, nie patrzyła na jego twarz. Wiedziała, że się nie nabierze, ale liczyła, że może przynajmniej da spokój na teraz, uda jej się uciec a wtedy zadba już o to, by nigdy go nie spotkać. Nawet w swoich snach.

— Czy ty sobie żarty ze mnie robisz? — powiedział jakby spokojniej — Drzwi, które zostawiają siniaki. Masz podbite oko, rozciętą wargę, prawa ręka jest zbita i aż trzęsiesz się z bólu i jeszcze gdzieś tam są siniaki — zbliżył się do niej bardzo blisko i dodał z jakimś czymś dziwnym w oczach — Wiesz, co jak co, ale pobicie to ja umiem rozpoznać.

Patrzyła mu prosto w oczy i nie mogła odwrócić wzroku. Czemu myślała, że to będzie dobra wymówka? Ta o popijawie byłaby lepsza, ale też nie dla Pawła. Pierwszym pytaniem by ją zagiął, ponadto za dobrze wyglądała na popijawę. Czemu nie mogła wpaść na pomysł, że ktoś na nią napadł, nie wiedziałaby, kto to był? Czemu dopiero teraz myśli? Czemu nie może przestać na niego patrzeć?

— Czekam — wybiło ją z zamyślenia.

Nagle do stolika podszedł właściciel.

— Przepraszam, ale proszę o spokój. To miejsce publiczne.

— Człowieku, nie wkurwiaj mnie, jeszcze bardziej — wrzasnął znowu Paweł na cały głos.

— Będę zmuszony zadzwonić po policje — powiedział stanowczo, ale z drżącym głosem mężczyzna — Jeśli się pan nie uspokoi — dokończył po chwili. Spojrzał na przerażone dziewczyny a potem oczy zatrzymały się na obitej twarzy Elli.

— Czy wszystko z tobą dobrze dziewczyno? — spytał.

— Tak, dziękuję, bardzo przepraszam za kolegę, już się uspokaja — powiedziała delikatnie a potem skierował się do Pawła — Prawda — jej głos był silny i stanowczy.

Pawłowi spodobało się to, ale stał z rękoma na piersi i wiedział, że zmięknie chcąc by niemiał kłopotów.

— Jak tylko mi powiesz, kto ci to zrobił — powiedział stanowczo wpijając w nią wzrok.

Właściciel spojrzał szybko na Pawła a potem znowu na dziewczynę. Zrozumiał, o co poszło i teraz nawet miał ochotę stanąć po stronie chłopaka.

— Dobrze, więc. Prosiłbym byś mu powiedziała, co chce wiedzieć lub wyszli, klienci się denerwują. — po czym odszedł od stolika.

Może by i wyszła, ale Paweł zablokował jej drogę, czuła się jak w pułapce.

— Czekam — powiedział wkładając kosmyk włosów za jej ucho. Znowu się rozmarzyła, być tak blisko niego. Nie wiedząc czemu jej usta same się otworzyły.

— To mój ojciec — powiedziała cicho, wypuściła powietrze, poczuła się jednak lepiej niż myślała. Viola też wyglądała jakby dopiero teraz mogła spokojnie oddychać. Paweł usiadł na swoje miejsce.

— Czy to pierwszy raz? — zapytał delikatnie, cicho, ale jego głos był pełen bólu.

Dziewczyna spojrzała na niego wściekle.

— Chciałeś wiedzieć to wiesz, ale nie myśl, że będę ci się zwierzała.

Wstała przepchnęła się i wyszła z kawiarni. Nie doszła nawet do ruchomych drzwi, gdy podbiegł do niej, złapał za zdrową rękę i pociągnął przez drzwi na parking.

— Puść mnie, co ty robisz? — wyrywała się, ale zaraz pożałowała jak jego dłoń odsunęła się od niej.

— Chodź pogadamy — powiedział, a gdy dziewczyna nadal się opierała, przybliżył się do niej i wybłagał — Proszę.

Ella zatonęła w jego oczach.

— Ale po co? — spytała, starając się ukryć rumieniec, który czuła, jak zalewa jej twarz.

— Chce z tobą chwilkę porozmawiać, czy to coś złego? — uśmiechnął się, jego głos był delikatny, jej brzuch znowu zakipiał od motyli. Odetchnęła i poszła z nim. Usiedli w jego samochodzie i przez dłuższą chwilę trwała cisza.

— No i … — nie wytrzymała — chciałeś pogadać. To przynajmniej coś mów.

— Podobasz mi się — wyrzucił z siebie — bardzo mi się podobasz — powtórzył patrząc na nią.

Tego Ella się nie spodziewała.

— Co? — Zapytała zupełnie nie wiedząc, co powiedzieć.

— Od dawna. Ale ty ciągle mnie unikasz. Dlaczego? Pozwól mi spędzić z tobą trochę czasu. Przepraszam, że tak wybuchłem. Ale zrozum, nie mogę znieść, że ktoś cię krzywdzi.

Ella kilka razy wyobrażała sobie podobne sytuacje i to jak mu odmawia. Podniosła, więc głowę i patrząc przed siebie wyrecytowała z bólem, którego nie czuła podczas marzeń.

— Nie jesteś w moim typie. Przepraszam. Nie szukam chłopaka. Zwłaszcza z gangu…

— Odszedłem od nich — powiedział szybko — Violka powiedziała mi, że to, dlatego tak rzadko cię widuję. Boisz się mnie? — spytał z żalem.

Spojrzała na niego. Jego oczy były cudowne, jego usta pewnie jeszcze lepiej smakowały. Musiała się skupić, przecież to był Paweł „Igor”, to nie był zwykły chłopak zalecający się do dziewczyny. Ona musi myśleć o swojej przyszłości. Czemu, tak nalegał i zawracał sobie nią w ogóle głowę. Może znudziły mu się już te lalunie, które ciągle wisiały na nim, przy byle okazji. Może chciał spróbować kogoś innego. Ale ona nie da się omotać, wykorzystać. No i ten wybuch, który dzisiaj zaprezentował. Czy się go bała, pytał? On ją wręcz przerażał. Przecież nie mogła mięknąć, ilekroć zobaczy te… cudowne, piękne złote oczy. Te refleksy tuż przy źrenicy, takie małe śliczne kreseczki… NIE!

— Wiesz, co — zaczęła otwierając drzwi i odsuwając od siebie te wszystkie myśli, które mogły ją zgubić

— Aż taka naiwna to ja nie jestem. Tak z dnia na dzień przestałeś do nich należeć i ja mam w to uwierzyć — zaśmiała się — i tak owszem masz racje boję się ciebie. Zwłaszcza po twoim dzisiejszym przedstawieniu — Ruszyła do wyjścia a Paweł za nią, złapał ją i przycisnął do ściany pamiętając by nie sprawić jej bólu.

— Nie chce byś się mnie bała — powiedział i pocałował ją delikatnie w policzek, jęknął przy tym, jakby kosztował czegoś cudownego. Potem pocałował jej szyje, płatek ucha i znowu szyje aż w końcu wrócił do jej twarzy. Dotknął delikatnie jej pękniętej wargi. Dziewczyna poczuła się tak dobrze, że zapomniała się i otarła policzkiem o jego usta zamykając oczy. Poczuła jak jego usta wykrzywiają się w uśmiechu i oprzytomniała. Oderwała go od siebie.

— Przepraszam, ja się tak nie zachowuje. To nic nie znaczy. Nic z tego nie będzie.

Spojrzał na nią smutno.

— Dlaczego się tak przede mną bronisz?

— Nie o to chodzi. Ja po prostu nie lubię mieć kłopotów a ty jesteś typem, co to je ma ciągle — postanowiła być szczera.

— Odszedłem od nich — powtórzył. Spojrzała na niego pobłażliwie.

— Czemu niby miałbyś to zrobić?

— Bo zależy mi na tobie — powiedział ciepłym głosem, znowu się do niej przytulając.

— Nawet mnie nie znasz — powiedziała łapiąc oddech i otwierając szerzej oczy, gdy ją obłapiał. Jego dotyk był delikatny i tak przyjemny.

— Wypytałem trochę Violkę. — powiedział ze skruchą — Nawet nie wiedziała, że była na przesłuchaniu, a tak w ogóle to ma słowotok. Jak zacznie…, ale to chyba wiesz — zaśmiał się wesoło — Tylko nie krzycz na nią, nie powiedziała ani jednego złego słowa.

— A co takiego ci niby powiedziała? — zapytała. Była teraz zła i wdzięczna jednocześnie za gadulstwo przyjaciółki.

— Że jesteś mądra, dobra, pomocna — jego palce muskały jej ucho — że jesteś wrażliwa i niewinna — na to ostatnie Ella się zaczerwieniła.

— Więc o to chodzi — powiedziała jakby teraz zrozumiała a Paweł wyglądał na zagubionego.

— A ty pomyślałeś, że chętnie byś to zmienił, tak? — powiedział jak do dziecka. Jej palec wskazujący zaczął uderzać o jego tors. Chłopak na chwile zamarł. Analizował swoją wypowiedz potem jej i nagle jego oczy się otworzyły szerzej.

— Ty myślisz…, że… Nie to nie tak. Przepraszam, kretyn ze mnie, źle się wysłowiłem — nagle znowu zamarł — Naprawdę — nie mógł ukryć uśmiechu, chociaż bardzo się starał.

— Dobra wystarczy… — powiedziała tracąc cierpliwość, odepchnęła go uniosła ręce w znaku poddania — mam dość.

— Hej, hej, no daj spokój, nie o to mi chodziło. Ja mówię poważnie — spojrzał na nią a ona znowu położyła dłonie na jego piersi — Naprawdę mi się podobasz.

Ella poczuła się nagle bardzo zmęczona. Wiec powiedziała po prostu.

— Ok., daj mi kilka dni. Dziś i tak nie umiem myśleć, wrócimy do tego. — Paweł wyjął z kieszeni jej komórkę i wpisał swój numer, potem zadzwonił i jego zaświergotał.

— Masz mój numer — powiedział wesoło — Tylko nie daj na siebie czekać wieki. Jak nie przyjdziesz. — zrobił diabelska minę i wyszeptał — Wiem, gdzie mieszkasz.

Odwróciła się i ruszyła szybkim krokiem do wyjścia a potem do domu. Już ona sobie porozmawia z przyjaciółeczką, gdy ją spotka.

Rozdział 2

Ella stała w poniedziałek na przystanku autobusowym i już nie mogła się doczekać, kiedy Violka, oślizgła papla dołączy. Spała całą niedzielę pisząc wcześniej wieczorem w sobotę „Będę spać, nie przeszkadzać, pogadamy w szkole. Szykuj się na lanie”. Viola zadzwoniła do niej zaraz po wysłanej wiadomości, ale Ella nie odebrała.

Czuła się już nawet dobrze, siniak, co prawda potrzebował dużo pudru a warga wyglądała jakby sobie czegoś za dużo wstrzyknęła, ale ciało ją nie bolało, ręka też czuła się dobrze. Wpatrywała się na zakręt jakby miało to przyspieszyć, cokolwiek, jednak nie zrezygnowała. Aż w końcu ujrzała Viole, gdy podchodziła bliżej jej krok zwalniał, aż w końcu stanęła dwa metry od przyjaciółki.

— Co się stało? — spytała, widziała wściekłe spojrzenie Elli.

— Zatłukę cię, prawda. Mówię do ciebie, prawda, tłumacze, a ty nie słuchasz pra…

— Prawda — dokończyła Viola robiąc jeden krok do przodu.

Nagle Ella posmutniała, odetchnęła głęboko zbliżyły się do siebie.

— On chce mnie tylko przelecieć — jej oczy znowu zapłonęły żywym ogniem, — bo ty, ty niedobra — dźgnęła ją palcem poniżej szyi — powiedziałaś, że jestem naiwna „niewinna”. — wymachiwała rękami i oczami.

Viola spojrzała na nią, zamyśliła się bardzo mocno aż jej żyłka na skroni zapulsowała.

— Ja mu nic takiego nie powiedziałam. — Ella spojrzała na nią z wyrazem twarzy „weź sobie przypomnij”. Wróciła myślami do rozmowy z Pawłem przypominając sobie jego reakcje i przemknęło jej przez głowę, że to może naprawdę ona sama się wygadała. Zagryzła dolną wargę sprawiając sobie ból.

— Powiedz, co mu mówiłaś? — poprosiła z miną skupioną i gotową przeanalizować sytuacje litera po literze.

— No — zaczęła pomału — nie pamiętam tak słowo w słowo. Bo nigdy nie pytał wprost. Ale jestem pewna, że nic nie mówiłam o twoim … no wiesz — machnęła ręką — Co ci w ogóle powiedział?

— Że wypytywał cię o mnie, że mu powiedziałaś jaka jestem mądra, dobra, bla, bla, bla a potem wrażliwa i … no wiesz. A jemu tak bardzo na mnie zależy — zrobiła teatralna cierpiącą minę, — że odszedł z „klubu” bla.

— To prawda, już trzy miesiące mijają jak od nich odszedł. — powiedziała poważnie Viola

— Poważnie? — Ella była zaskoczona, przyjaciółka zauważyła jej lekkie zmiękczenie.

— On naprawdę się zmienia, próbuje, każdego dnia to widać. — Zbliżyła się do Elli z uśmiechem — Jemu naprawdę na tobie zależy. Robert mówi, że jego ciągle męczy pytaniami, że pyta się czy ja coś mówię. Mogłabyś mu dać szanse. — Ella spiorunowała ją wzrokiem, ale nic nie powiedziała.

Cały dzień myślała bardzo intensywnie o każdym momencie z nim i o każdej wiadomości, jaką o nim usłyszała. Pod koniec dnia była już pewna, że wie tyle samo, co rano. Nic.

Następne dni wcale jej nic nie dały. Przyznała przed sobą, że bardzo go chciała, ciągle przypominała sobie jego słodkie, ciepłe usta, dłonie tak duże i delikatne. Ale zaraz po tym wracały niepewności. Czy na pewno skończył ze swoim starym życiem i czy to w ogóle możliwe? Chodziła roztargniona i nieprzytomna. Niby mimochodem zadawała jakieś pytanie Violi, które zawsze w większym lub mniejszym stopniu miały coś wspólnego z Pawłem. Godzinami wpatrywała się w wyświetlacz telefonu z jego numerem.

Piątego dnia Ella zaczęła się zastanawiać, co ona właściwie wyprawia. Straciła pięć dni na myśleniu o chłopaku. To nie w jej stylu. A potem ta myśl powiedział, że jeśli ona nie zadzwoni, sam przyjdzie. Nie przyszedł, może dał sobie spokój. Zauważył ze nie warto, że za dużo zachodu. Na te myśli zrobiło jej się smutno, ale takie życie. Może i dobrze decyzja podjęła się sama. Nie ucieszyło jej to tak jednak jak myślała. Serce poboli i przestanie. Przynajmniej wie, że może iść dalej. Pogodzona z przemyśleniami wyprostowała się i napisała do Violi

Decyzja podjęta, nie mam zamiaru z nim być.”

Podała karteczkę przyjaciółce z uśmiechem, ta jednak czytając ją nie była zachwycona. Po lekcji spytała.

— Jak się czujesz?

— Sama nie wiem, myślałam, że będę szczęśliwsza, odetchnę — powiedziała kwaśno.

— To może znaczy, że to zła decyzja? — Zaśmiała się Viola a Ella ją prawie zrzuciła ze schodów.

— Wiolka! — Wrzasnęła, pomagając jej wstać z ziemi — Do cholery, nic nie ułatwiasz…

— Prawda? — Powiedziała z sarkazmem koleżanka otrzepując się.

Kolega z klasy Rafał pomógł w pozbieraniu książek i cała trójka wyszła przed szkołę. Ella zatrzymała się wbijając wzrok w przystojnego chłopaka. Wyglądał niebezpiecznie, przechodnie przyspieszali, żeby go szybko ominąć. On wyglądał jednak jakby świat nie istniał. Tylko jej oczy. Miał jasno granatowe jeansy i czarny golf kurtka była rozpięta jakby to wcale nie był początek roku. Jego włosy jak zawsze w nieładzie. Stał oparty o mur szkoły i pił napój przez rurkę.

— Co jest? — spytał Rafał.

— On. tu. jest — wyjąkała Ella bardziej do Violi niż do Rafała. Viola od razu spojrzała tam, gdzie nadal wpatrywała się Ella. Przyjaciółka spojrzała z uśmiechem.

— To co zmienisz decyzje? — spytała, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, Rafał postanowił przypomnieć o swojej obecności. Obijał rękoma ramiona dziewcząt stajać między nimi.

— Tak jestem — zaśmiał się — To co do jutra? — Ella odwróciła się do niego przodem zrzucając jego ramie z siebie Viola już zrobiła to chwile temu. — Nawet się tu wyspałem — powiedział przeciągając się i wskazując na szkolę — mogę wrócić do domu — Dziewczyny się uśmiechnęły — Ella — zaczął podchodząc bliżej do dziewczyny — bosko dziś wyglądasz — powiedział puszczając jej oko.

Wtedy poczuła dłonie obejmujące ją od tyłu, pocałował ją w szyje. Rafał skupił spojrzenie na chłopaku, robiąc krok w tył i jakby czekał na jej reakcje. Co nastąpiło później nawet dla Elli było nie zrozumiałe. Obróciła głowę by spojrzeć na Pawła. On od razu wbił się w jej usta a ona odwzajemniła pocałunek, jej dłoń powędrowała na jego policzek, pieszcząc go czule. Obrócił ją do siebie i przywarł do niej mocno. Gdy w końcu skończyli Elli kręciło się w głowie. Była zupełnie zdezorientowana. Nogi miała jak z waty. Przytrzymała się kurtki Pawła, bo miała uczucie, że zaraz upadnie. Serce waliło jej jakby przebiegła maraton. Wiedziała, że jest czerwona a jej dłonie drżały. Paweł trzymał ja mocno i nie pozwolił upaść. Spiorunował Rafała dosadnie i powiedział.

— Skoro jesteś taki wyspany to idź może gdzieś, zużyć tej energii.

Ella położyła ręce na piersi chłopaka, naciskając delikatnie, czując jego napięte mięśnia pod golfem i spojrzała w górę, spojrzał w jej oczy i powiedział czule.

— Pożegnaj się kochanie — Ella odwróciła się i szybko powiedziała

— Do jutra — spojrzała na przyjaciółkę, która stała z otwartą buzią — Wiolka zachowuj się — warknęła do niej.

Paweł zaśmiał się głośno. I ruszyli w kierunku, w który narzucił Paweł. Viola podsunęła się do Elli.

— To znaczy, że zmieniłaś zdanie? — spytała.

— Ja nie wiem, co się stało — wyznała szczerze.

— Viola weź idź sobie usiądź z przodu — powiedział Paweł wskazując na auto zaparkowane nieopodal.

— Robert! — krzyknęła dziewczyna i już jej nie było.

— Musimy pogadać — zaczęła Ella.

— Jeśli się skończy czymś takim jak przed chwila to bardzo chętnie — uśmiechnął się łobuzersko.

— Paweł… — zaczęła smutno siadając na ławce.

— Nie, nie, nie — przerwał jej — nie możesz mnie tak całować, a potem tego cofać.

— Ale… — zaczęła znowu, nie dał jej.

— Ella — Klęknął przed nią — ja wariuję bez ciebie. Nie umiem myśleć o niczym innym, tylko o tobie o nas. Czemu mnie odrzucasz?

Patrzył na nią, a jego oczy były pełne szczerości, szukała czegokolwiek, kłamstwa, złości, to by jej pomogło, ale nie było nic tylko ciepło i smutek. Silny, nieugięty, niebojący się niczego i nikogo, wyszczekany i niebezpieczny Igor, klęczał przed nią i mówił takie rzeczy, nawet wymawiane jego strasznej ksywki w myślach nie dawała wymaganego efektu.

— Pozwól sobie mnie poznać, czemu nie możemy spróbować? — jej ręka mimowolnie dotknęła jego włosów. Było już za późno, gdy zorientowała się, co robi, więc nie cofnęła jej. Paweł uśmiechnął się na to.

— Paweł pochlebia mi, że ci się podobam, ale to nie powód, żebyś tak się zachowywał. Bo dla mnie to bardzo dziwne, że aż tak się zaangażowałeś w tak krótkim czasie.

Chłopak wyglądał na obrażonego.

— Znam cię lepiej niż myślisz — powiedział nie poddając się — od momentu tamtej imprezy…

— Tak pamiętam. Pobiłeś się z pięcioma chłopakami, policje wzywali — zrobiła wyraz karcący wyraz twarzy — Wiolka mnie zostawiła dla Roberta… — zamyśliła się sekundę i dodała z sarkazmem — Tak, to była niezapomniana noc — wywróciła oczami a Paweł się zaśmiał.

— Pobiłem ich, żeby… zrobić na tobie wrażenie — skrzywił się w uśmiechu a Ella patrzyła na niego jakby niezrozumiała — To było ustawione, to moje chłopaki, udawaliśmy. Dziewczyny zawsze leciały na coś takiego. Potem dopiero poznałem Wiolkę i dowiedziałem się, że to był duży błąd. Więc zacząłem się jej wypytywać, co lubisz, czego nie, trochę łaziłem za tobą, za wami.

Ella zmrużyła oczy i patrzyła na niego podejrzliwie.

— Wiem, że uwielbiasz się uczyć, czytać; horrory, kryminały, fantastykę. Lubisz wilki i psy, zwłaszcza owczarki niemieckie. Uwielbiasz lato spędzać w zoo. Grać w siatkówkę — wystawił rękę i wyliczał na palcach jakby zdawał jakiś egzamin i starał się o niczym nie zapomnieć — jeździć na rolkach i tańczyć. Kochasz śnieg, chociaż nie lubisz zimnych i mokrych rzeczy. Nie lubisz być w centrum zainteresowania ani zakupów bez potrzeby. Nie lubisz złośliwości i dwulicowości. Nie przepadasz za szpilkami i mocnym makijażem, chyba, że — zatrzymał się chwile zagryzając zęby i patrząc na jej umalowane oczy — …… od czasu do czasu.

Dziewczyna patrzyła na niego i poczuła się płytka, jak te lalunie, których nienawidziła.

— Przez ten rok — mówił dalej, czując, że to może być jedyna szansa by wszystko powiedzieć. — Widziałem cię z dwoma chłopakami, którzy zostali spławieni zanim zdążyli w ogóle się odezwać. Dziwiłem się, nawet myślałem ze może jesteś lesbijka — zaśmiał się na co dziewczyna też musiała się uśmiechnąć — teraz rozumiem, dlaczego. — dodał smutno poprawiając jej włosy — Ja cię nigdy nie skrzywdzę.

— Paweł, ja nie wiem, co powiedzieć… — mętlik w głowie zupełnie ja obezwładnił.

— Powiedz, że spróbujemy — zabłagał.

— I naprawdę odszedłeś od nich — kiwnął głową.

Patrzyła na niego i starała się myśleć realistycznie. Faktem było ze robił potworne rzeczy. Ale dla niej porzucił to. Jak można kogoś odrzucić za to ze się stara, że chce być lepszym. Paweł klęczący przed nią był delikatny, pełen ciepła, dobry. Zadał sobie tyle trudu, by ją poznać, by się dowiedzieć o niej tyle rzeczy. Jak to możliwe, że miał tak ciemną i straszna stronę? Wiedziała, że plotki potrafią być przesłodzone, ale zawsze brały się, z czegoś, zawsze była w nich, chociaż odrobina prawdy. Jednak, dlaczego taki się stal? Zapragnęła wiedzieć o nim więcej, poznać prawdziwego Pawła.

Czuła przy nim motyle w brzuchu, jego dotyk przyprawiał ją o gęsią skórkę. Nigdy nie lubiła tych przesłodzonych romansideł ani bajek z rodzaju i żyli długo i szczęśliwie, ale to przecież był Paweł przy nim nawet mogłaby wycinać serduszka i naklejać na piórnik. Mógł mieć każdą dziewczynę i to od zaraz a nie uganiać się za nią. Myśli wirowały aż ją głowa rozbolała. Odetchnęła głęboko i powiedziała.

— Dobrze — spojrzała w jego piękne złote oczy — spróbujemy.

Paweł poderwał się i wbił się w jej usta tak głęboko jak mógł Ella jednak odwzajemniła pocałunek, nie odsunęła go od siebie. Pozwoliła mu całować się długo i bez ograniczeń, a gdy się w końcu odsunął powiedziała drżąc na całym ciele.

— Chyba nie tak powinniśmy zacząć — zaśmiali się a Paweł znowu ja przytulił.

Po chwili usłyszeli za sobą krzyk radości, a gdy spojrzeli zobaczyli Viole biegnąca w ich stronę.

— Zgodziłaś się, prawda, że się zgodziła — patrzyła to na jedno to na drugie.

— Tak — odpowiedział. — To mój nieodparty urok — dodał wesoło Paweł i cała trójka ruszyła do samochodu.

Rozdział 3

Mijały następne tygodnie i Elli się wydawało, że życie nie może być już cudowniejsze. Była szczęśliwa i zarażała wszystkich znajomych swoim dobrym nastrojem. Viola cieszyła się z nią. Paweł okazał się najlepszą pomyłką w jej życiu i nawet przyznała na głos, że była głupia tak się przed nim broniąc. Na co Paweł śmiał się i tulił ją mocno.

— Mój słodki uparciuszek — mówił do jej ucha.

Paweł codziennie odbierał Elle ze szkoły. Dziewczyna teraz zrozumiała przyjaciółkę, bo sama kilka razy zmieniła ich plany by spędzić czas z Pawłem. Viola jednak nie miała nic przeciwko bo sama chciała być sam na sam z Robertem.

Paweł odprowadzał dziewczynę pod same drzwi. Przez pierwsze kilka dni, sprawdzał otoczenie, gdy był pewien, że ojca nie ma w domu rozluźniał się i odchodził. Jednak, gdy tego wieczoru wrócili, światło w kuchni się już świeciło. Ella się spięła na ten widok i chociaż nie chciała po sobie dać poznać Paweł od razu zauważył jej strach.

— Może dziś mnie w końcu zaprosił? — zapytał jakby to już kilka razy odmawiała.

— No nie wiem — powiedziała szybko. To też od dało mu do myślenia. Nie powiedziała <nie>.

— No proszę, napiłbym się kawy — uśmiechnął się zniewalająco słodko. Ella odetchnęła głęboko nie wiedząc czy to nie jest błąd. Prawda było, że chciałaby z nią wejść.

— No to chodź — powiedziała z bladym uśmiechem.

Weszli do domu, dziewczyna wyglądała bardziej jakby się skradała. Gdy ojciec wyszedł z kuchni sprężystym krokiem zastygła. Spojrzała na niego był lekko wstawiony, zadrżała na ten widok i zrobiła krok w tył depcząc Pawłowi po butach. Objął ja w pasie całując w kark.

— Jestem tu — powiedział dodając jej otuchy. Poczuł, jak stres opuszcza jej ciało. To go jeszcze bardziej umocniło w przeczuciu, że musi być czujny.

— Kto to? — zapytał Karol ze złością.

— To mój znajomy — wydukała, — Paweł.

— Wyrzuć go, nie będziesz mi tu sprowadzała jakiś gachów. — warknął.

— Jestem Elli chłopakiem — powiedział z nutka irytacji.

— Że niby kim — wrzasnął.

— Chłopakiem — powtórzył wyraźnie, jakby rozmawiał z przygłucha osoba.

— Od kiedy? — skierował się do córki.

— Od niedawna — prawie wyszeptała.

— Nie pozwalam — powiedział do Elli a potem spojrzał na Pawła — nie podobasz mi się.

— Też nie jesteś w moim typie. — odszczeknął chłopak.

Black nabrał powietrza i już miał coś powiedzieć, gdy Paweł warknął.

— Uważaj co szczekniesz. — zacisnął pieści i wbił wzrok w ojca dziewczyny.

Ella zaczęła oddychać ciężko sytuacja ja przerastała. Wtedy nagle ojciec się wycofał. Wszedł do swojego pokoju i już z niego nie wyszedł.

Ella i Paweł weszli do dziewczyny do pokoju. Zamknęli drzwi i położyli się oglądając film. Gdy dochodziła północ dziewczyna zaczęła się kręcić niespokojnie. Paweł przytulił ją i powiedział spokojnie.

— Nigdzie się nie wybieram.

Spojrzała na niego ze zdziwieniem, ale po chwili odetchnęła głęboko.

— Dziękuje — wtuliła się w niego.

— Nawet jakbyś chciała to bym nie wyszedł — powiedział z uśmiechem. Potem przycisnął ją do siebie — nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić.

Ella poczuła się tak bezpiecznie i dobrze. Wszystkie nerwy puściły i rozpłakała się.

— El kochanie, nie płacz, proszę cię. Już dobrze, obiecuje, że cię już nigdy nie dotknie.

To zachowanie było jej obce, tyle czasu trzymała to wszystko w sobie. Chciała być twarda. Nie chciała siebie płaczącej, bo wtedy nie umiałaby sobie radzić z tym na co dzien. Nawet naszła ja myśl, by mu się wygadać opowiedzieć o wszystkim. Jak długo to trwa i jak jest tym zmęczona. Jednak coś ja powstrzymywało. To był strach, przed prawda na glos wypowiedziana. Sama nawet nie była na nią gotowa.

Nie wiedziała, kiedy zasnęli. Obudził ich budzik. Ella zerwała się przestraszona kto leży koło niej.

— Dzień dobry — powiedział Paweł uśmiechając się na jej potargane włosy i strach w oczach.

— Dzień dobry — odpowiedziała podchodząc do drzwi i uchylając je. Zobaczywszy, że ojca rzeczy nie ma odetchnęła i uśmiechnęła się.

Paweł posmutniał widząc jak dziewczyna reaguje na swego rodziciela. Od tego czasu często bywał w jej domu i zostawał do późna, jakby czekał aż przyjdzie ojciec. A gdy wracał pijany chłopak zostawał aż ten zasnął. Albo wcale nie wychodził. Karol Black nie chciał chłopaka go w domu, ale też nie umiał go się pozbyć. Sytuacja była coraz trudniejsza. Wyrostek wyglądał jakby zachowanie ojca na niego w żaden sposób nie wpływało a wręcz przeciwnie śmieszyło. Cierpliwość z jaką, słuchał wszystkich tych złośliwości, docinków i zniewag sprawiały, że ojciec coraz bardziej tracił kontrole nad swoim gniewem.

Przyszedł w końcu dzień, w którym obaj nie wytrzymali. Wywołała się okropna kłótnia. Dziewczyna postawiła się jednak ojcu. Paweł bardzo się kontrolował, ale powiedział wszystko, co miał do powiedzenia. Gdy Karol był bliski utraty kontroli i pchnął chłopaka sprawiło, że pomyślał zanim zrobił następny ruch.

Stali obaj przy drzwiach i wpatrując sobie nawzajem w oczy. Jakby chcieli tym sposobem zmusić się nawzajem do odwrotu. Spokój jaki bil od Pawła był przerażający. Chłopak się uśmiechnął i powiedział.

— Nawet nie wiesz, jak czekam na twój kolejny ruch. — Rodziciel zamarł.

Pawła wzrok przeszywał go intensywnie, jego ciało było rozluźnione, ale stało się jakoś dziwnie większe. Ojciec zrobił krok w tył. Ella wybiegła z pokoju przerażona ciszą. Wpadła w ramiona ukochanego, który pocałował ją w czubek głowy nie odrywając wzroku od Blacka. i wtuliła się szybko w Pawła, patrząc z niepokojem na sytuacje. Opiekun patrzył na nią z wyrzutem jakby go zdradziła a po chwili się odwrócił i wszedł z mieszkania trzaskając za sobą drzwiami.

— Co się stało? — spytała.

— Wydaje mi się, że zmienił zdanie — odpowiedział spokojnie uśmiechając się do niej — będę już uciekał do jutra Żabko — pocałował ją i wyszedł. Ella spojrzała na drzwi, smutna, że nie został. Gdy rano wstała znalazła tylko kartkę w kuchni i pieniądze.

„Wyjeżdżam na tydzień może dwa”.

Była do tego przyzwyczajona i nawet się cieszyła, że ma to już za sobą i spokój, na jakiś czas. Zdała sobie sprawę, że to już drugi miesiąc mija. Były drobne awantury, ale z tym są się żyć. Byle do urodzin dotrwać. Doskonale zdawała sobie sprawę, że, Karol Black bal się Pawła. Dawało to nadzieje, że uda się utrzymać ten stan aż w końcu będzie mogła odejść.

Te dwa tygodnie były niczym święta bożego narodzenia. Zycie bez strachu, niepewności. Pod koniec drugiego tygodnia stała się znowu nerwowa, co wszyscy zauważyli, szybko traciła cierpliwość i zaczynała kłótnie z byle, jakiego powodu. Viola znała to zachowanie, zawsze tak było, gdy spodziewała się znowu pijanego ojca. Pozwalała jej się wyżyć, nie obrażała się czasami specjalnie się podkładała, aby przyjaciółka mogła wyrzucić z siebie strach. Potem ją mocno przytulała.

Paweł chciał rozluźnić dziewczynę i wpadł na pomysł by poznać ja ze swoja mamą. Ella była zdziwiona i oczywiście jej umysł od razu pomyślał o jego, niezdrożnych myślach. Co, jeśli nie będzie tam mamy i to wszystko tylko by zaciągnąć ją do lóżka. Nadal nie umiała sobie wytłumaczyć, czemu właśnie ona. Po chwili odrzuciła złe myśli, bo może problemem nie był on a ona i to jej myśli ją tak przerażały.

— Chciałem cię już dawno zaprosić, ale bałem się, że opacznie to zrozumiesz.

— A teraz już się nie boisz? — spytała z rozbawienie. Nadal ją rozbrajało, jaki stawał się przy niej nieśmiały i mało pewny siebie. Przecież był bardziej doświadczony i to na każdej płaszczyźnie.

Przez cały czas, od kiedy się spotykali ani razu nie był na żadnym spotkaniu z chłopakami z „klubu”. Co, prawda spotkali ich kila razy na ulicy, rozmawiali, nigdy ich nie unikał ani nie udawał, że ich nie znał. Wiedziała, że jest typem, który nie ukrywa się i mogła to zrozumieć. Jednak kilka razy też został zaproszony by porozmawiać z szefem, Ella zamarła czekając na jego odpowiedz.

— Nie jestem już w klubie, nie mam szefa — był bardzo spokojny, ale jego słowa bardzo dosadne. Widziała jak reszta na niego reaguje. Byli pełni szacunku a niektórzy i strachu.

Teraz, gdy wchodziła do klatki schodowej, która prowadziła do jego mieszkania. Ella trochę straciła swoją pewność siebie. Gdy przystanęła podszedł do niej i spojrzał głęboko w oczy.

— Boisz się? — spytał.

— A mam, czego? — spytała, chciała wyglądać dziarsko, ale głos ją zdradzał.

— Może — powiedział zadziornie i pocałował ją przyciskając do ściany. Potem złapał za rękę i pociągnął po schodach otworzył drzwi do mieszkania i wskazał ręką.

— Zapraszam — ukłonił się i czekał aż wejdzie do środka. Rozejrzała się. Mieszkanie było przestronne, ładnie urządzone. Wyczuła zapach jedzenia, wypieków. Spojrzała na Pawła z pytaniem.

— Nie patrz na mnie, to nie ja — powiedział szybko jakby to było coś złego — mamo, jesteśmy — krzyknął a Ella zamarła i poczuła, że się czerwieni.

Z korytarza po prawej wyszła kobieta Elli wydawała się znajoma. Kobieta miała taki sam kolor włosów jak Paweł, jej jednak były długie i spięte luźno. Miała ładną delikatną twarz. Duże oczy i uśmiech pełen ciepła. Kobieta niosła talerzyk z ciasteczkami, gdy zobaczyła Elle zamarła, zmrużyła oczy. Dziewczyna nagle wciągnęła głośno powietrze i zrobiła krok w tył spojrzała na Pawła jakby dopiero do niej podszedł i zaskoczył ją tym.

— Panna Łamliwa? — zapytała matka a Paweł spojrzał na nią z przerażeniem. Ella nadal się cofała.

— Co? — zapytał jakby nagle wszedł nie wiedząc o czym się rozmawia.

Kobieta nagle skoczyła do dziewczyny i spiorunowała syna spojrzeniem.

— Czy to przez Pawła — Ella zapowietrzyła się tak mocno, że aż zaczęła kaszleć. Matka widząc, że od niej nic nie wyciągnie odwróciła się do syna.

— Tyle razy ci opowiadałam o niej, czy ty mnie w ogóle kiedykolwiek słuchałeś, ani razu nie powiedziałeś, że ją znasz. Że chodzicie ze sobą. Mam nadzieje, że to nie przez ciebie lądowała na moim oddziale przez ostatni rok…

— To nie on — powiedziała szybko Ella — nie Paweł przysięgam — kręciła głową stając przed chłopakiem, jakby chciała go ochronić. Rodzicielka patrzyła na nią a potem warknęła na syna.

— Jak mogłeś pozwalać, żeby ktoś ją tak krzywdził.

— Rok? — spytał Paweł, był zupełnie zagubiony, stał spokojnie próbując zrozumieć coś z tych krzyków. Obrócił Elle przodem do siebie i wbił w nią wzrok. Złapał ją za ramiona i zapytał z mrożącym krew w żyłach jadem. — On to robi od roku?

— Wiesz, kto się nad nią znęca? — spytał matka i wiedziała, że jej powie.

— To jej ojciec — wycedził nadal patrząc na Elle — To, to miesiąc temu było nic prawda? — zapytał z bólem i żalem.

— Miesiąc temu? — zapytała matka.

— Tak, co się odważyłem w końcu do niej podejść, pamiętasz. I kto tu, kogo nie słucha? — odszczeknął Paweł.

— Słucham, słucham, tylko nie pamiętam jej w szpitalu. — zamyśliła się matka.

— Bo nie była — powiedział smutno.

— Przepraszam, ale ja tu stoję — obruszyła się Ella. Rozmawiali jakby wcale nie stała obok nich, jak by to nie była rozmowa o niej.

Wiedziała już, że Paweł wiedział wszystko, widziała to w jego spojrzeniu. Poczuła się taka mała i taka przytłoczona sytuacją.

— Jak mogłaś mi nie powiedzieć? — powiedział obrażony Paweł.

— Nie pytałeś? — Odpowiedziała głupio. Paweł cmoknął ze złością.

— Zabije go i będzie czuł, że umiera — wycedził przez zęby. Ella poczuła, że byłby w stanie to zrobić

— Paweł! — Powiedziała odważnie — To jest moja sprawa i to jest mój problem. To jest mój ojciec…

Matka Pawła parsknęła głośno.

— Może nie jest idealny, może i ma kłopoty, ale to jedyna rodzina jaką mam. Dowiedzenia. — Złapała torebkę i wybiegła a Paweł za nią.

— Hej, Ella no, co ty — dogonił ją dopiero na dworze — wracaj.

— Nie dzięki, sam idź. Ja idę do domu. Nie dzwoń do mnie.

— Hej — zawołał złowrogo — chyba nie zrywasz ze mną, bo nie chce pozwolić by ojciec się nad tobą pastwił.

— Dobrze wiesz, że życie to nie bajka. W co drugiej rodzinie jest przemoc, ty akurat chyba to wiesz bardzo dobrze.

— Nigdy nie skrzywdziłbym swojej rodziny — warknął a Ella popatrzyła na niego smutno.

— Ale inne i owszem. — powiedziała i uciekła.

Stał przez chwile patrząc jak biegnie dalej i dalej od niego.

Całą drogę płakała, powodów było wiele, miłość, nienawiść, strach, ból, brak zgody na przyjęcie prawdy do siebie. Czemu to jej się przytrafiło, czemu ona czuje się tak źle, czemu nie może znaleźć miejsca na ziemi. Najbardziej bolało to, że przez ostatnie tygodnie było tak cudownie. Zapomniała o złych chwilach, poczuła szczęście, radość. Dała się wciągnąć w to, co teraz zostało jej brutalnie zabrane. Rzeczywistość ją przytłoczyła bardziej niż normalnie.

Złość wypełniła jej umysł, złość na Pawła i na tę jego matkę, dobroduszną i cudowną. Ella parsknęła tak samo jak ona wtedy. Nie miała prawa. Oboje go nie mieli. Ciekawe czy wiedziała, co mówiono o jej synie, o jego dokonaniach. Widziała kilka osób, którymi się „zajął” w przeszłości. Wyglądali o wiele gorzej niż ona. Jak mógł być tak niesprawiedliwy? Jak mógł ją bronić i nienawidzić jej ojca, kiedy w gruncie rzeczy był taki sam, może nie do niej, jak to powiedział — on by nigdy nie skrzywdził swojej rodziny, chociaż przecież ona nie była rodziną. Ale ile tak naprawdę rodzin cierpiało przez niego, palców u obu rąk by zabrakło. Był zupełnym ignorantem i egoistą. Jak mogła pomyśleć, że im wyjdzie? Jak mogła być taka głupia? Tyle razy dawała sobie rady. Rady, których nigdy nie słuchała. To też było głupie.

Weszła do domu jej oddech był szybki i nadal jej ciałem rzucał histeryczny szloch. Czuła się jak skończona idiotka. Była pusta i zdradzona. Usiadła przy stole kuchennym i nie mogła zrozumieć czemu to ona musi przechodzić przez to wszystko. Przypomniała sobie chwile, jedną z tak niewielu z jej matką. Jak była młodsza matka zawsze brała ją na spacer do parku. Kiedyś, gdy się bawiła w piaskownicy pchnął ją chłopiec, był w jej wieku, ale był sam. Mieli z pięć może siedem lat. Chłopiec zabrał jej zabawki i pchnął mocno, upadając rozcięła sobie rękę. Matka przytulała ją całą drogę uspakajając, a gdy wróciły do domu zrobiła jej olbrzymie lody. Była taka opiekuńcza i kochająca. Elli znowu poleciały łzy na myśl, że pewnie już nigdy jej nie zobaczy. A potem przyszła następna, myśl Dlaczego? Dlaczego jej nie zobaczy, dlaczego nic jej nie powiedziała po prostu ją zostawiła i odeszła. Gdzie w tym miłość i opiekuńczość? Nie chciała jej, nie kochała. Poczucie odepchnięcia zablokowały jej oddech. Matka jej nie chciała.

Natomiast ojciec został, nie odepchnął jej i to było to. Jak mogła go winić za to, że nie radzi sobie z uczuciami. Że zachowuje się w ten sposób. Został z nią, miał mało czasu, ale przecież zapewniał jej wszystko. Złapała powietrze. Chronił ją i chciał dla niej jak najlepiej. Chciała poczuć się lepiej i wróciła do wspomnień z dzieciństwa. Minuta… druga… trzecia. Jedna miła chwila z ojcem. Może urodziny… Nie nigdy go nie było. Wspomnienia… musi coś znaleźć. Ma! Dostała od niego królika, Tak — uśmiechnęła się do siebie — Pamiętała ten dzień, gdy przyniósł ślicznego brązowego królika. Po chwile jednak jej uśmiech zamarł przypominając sobie wieczorną rozmowę rodziców, gdy myśleli ze śpi.

— To jest prezent dla ciebie a nie… dla niej — wyszeptał ojciec.

— Uspokój się, co ci szkodzi widziałeś jaka była szczęśliwa? — powiedziała delikatnie matka.

— Co mnie to obchodzi — odpowiedział z goryczą i złością.

Tak, tego właśnie potrzebowała, poczuć się jeszcze gorzej. To nie było normalne, że nikt jej nie kocha nikt jej nie chce i nikt się nią nie przejmuje. Jakby dziś zniknęła to nikogo by to nieobeszło. Spojrzała na olbrzymi nóż kuchenny. Mały pomysł zaświtał jej w głowie. A gdyby tak uciszyć ból, smutek i cierpienie raz na zawsze. Prawie widziała uśmiechniętego ojca stojącego nad jej ciałem i oddychającego wreszcie spokojnie. Może to by i był dobry pomyśl.

Podniosła nóż, ręka jej drżała, ale głowa trzymała się planu. Nagle mimowolnie wspomniała Viole. Najlepsza przyjaciółka. Jedyna osoba, która jej nigdy nie zawiodła, nie opuściła. Tak w niej jest nadzieja. Zadzwoni porozmawia chwile. Pomoże jej ostudzić emocje, pomoże jej przez to przejść jak zawsze. Wyjęła telefon i z delikatnym uśmiechem nacisnęła przycisk. Sygnał, uśmiechnęła się

— Halo? — usłyszał przyjaciółkę i muzykę w tle.

— Viola musze…

— Ella daj dziś spokój mam romantyczny wieczór — zaczęła szeptem.

— Ale.

— Dziś mnie nie ma nawet dla ciebie na razie — rozmowa została przerwana.

Siedziała chwile z otwartą buzią jej serce biło tak mocno, że aż całe ciało ruszało się w jego rytm. Wszystko stało się jasne. Siedziała sama w ciemności, bez nadziei, bez miłości, bez przyszłości, bez nikogo. Spojrzała na nóż i uśmiechnęła się do niego czule. Zimna stal wydawała się teraz taka dobra taka szybka i bezbolesna. Podniosła ostrzę światło księżyca odbiło się od niego. Zaśmiała się poczuła słony smak w ustach i pomyślała, że to ostatnie co czuje.

Komórka zawibrowała, dając znać, że sms przyszedł. Nie chciała sprawdzać. Przycisnęła ostrze do nadgarstka a jej oczy spojrzały na wyświetlacz z ciekawością, kto jest ostatnią osobą, która się z nią kontaktuje.

Przeczytała.

Nie pozwolę ci mnie tak odepchnąć. Masz racje krzywdziłem ludzi, ale to dzięki tobie przestałem. Zawdzięczam ci życie, dlatego ja chcę zadbać o twoje”.

Ella parsknęła — za późno.

Rozdział 4

— Czemu nie odbierasz? — warknęła Viola do telefonu. Stała na przystanku, co prawda przyszła dzisiaj trochę wcześniej niż normalnie, ale to, dlatego, że chciała się dowiedzieć, o co chodziło wczoraj. Wysłała do Elli trzy smsy, żadnej odpowiedzi, więc zaczęła wydzwaniać, ale przyjaciółka nie odbierała. Rozumiała, że mogła być obrażona, ale zawsze odbierała telefony. Miała już dzwonić do Pawła spytać się czy coś wie, gdy nagle zobaczyła go pędzącego w jej kierunku. Przepychał ludzi jak plastikowe pachołki. Zamarła na chwile zdziwiona jego zachowaniem.

— Jeszcze nie ma Elli — Viola tylko pokiwał głowa — Dzwoniłaś do niej? — spytał jego oddech był spokojny, ale oczy skupione — Bo moich telefonów nie odbiera.

— Pisałam smsy, dzwoniłam nie odbiera. Co się stało?

— Pokłóciliśmy się — powiedział patrząc w stronę, z której powinna przyjść — Nie rozmawiała z tobą?

— Dzwoniła do mnie w nocy, ale ją spławiłam — powiedziała patrząc w te samą stronę, co Paweł, ale kontem oka widziała, że spojrzał na nią, cieszyła się, że ona nie patrzyła na niego.

— Która jest? — Spytał.

— 7.30

— O która najpóźniej tu jest?

— O 7.20 — odpowiedziała.

Paweł przeklął pod nosem i rzucił się biegiem w kierunku domu dziewczyny. Viola ruszyła w ślad za nim, ale jej o wiele trudniej było przecisnąć się przez tłum ludzi. Pawłowi wszyscy schodzili z drogi nawet auta na ulicy stanęły, ją prawie potrącono. Gdy w końcu stanęła po drugiej stronie ulicy Pawła już nawet nie było widać.

— Ella, Ella!! — Darł się chłopak pod klatka, kiedy Viola w końcu doszła. Podeszła i nacisnęła przycisk domofonu.

— Już próbowałem, nie odbiera — powiedział Paweł, był dziwnie podekscytowany albo wystraszony. Viola jednak starała mu się nie przyglądać, bała się nawet na niego spojrzeć. Wyjęła coś z kieszeni i podeszła do drzwi.

— Kurwa masz klucze i nic nie mówisz! — wrzasnął i wyrwał jej je. Otworzył klatkę i wskoczył na górę. Otworzył drzwi jakby wiedział dokładnie, który klucz pasował do którego zamka. Viola sama miała czasami problemy z dopasowaniem. Nawet nie chciała myśleć, po co i gdzie się tego nauczył.

Wpadli do domu, w kuchni był bałagan, na blacie krew, leżał na nim nóż też był w niej umazany. Obok stała butelka z whisky ledwo zaczęta. Viola zbladła, stała jak wmurowana. Paweł skoczył do Elli pokoju i po sekundzie Viola usłyszała jego głos.

— Ella, Ella, kochanie nie rób mi tego, błagam, proszę. — Viola spojrzała w tamtą stronę, ale jej nogi nie mogły się zmusić by zrobić choć krok.

— Violka! — wrzasnął, to ją wybiło z letargu, wpadła do pokoju.

Dziewczyna leżała na łóżku, zupełnie nieprzytomna. Jej lewa ręka była obwiniętym ręcznikiem, jego kolor miejscami był zamazany szkarłatem. Paweł podniósł ją, ale jej głowa leciała do tyłu.

— Przynieś mi mokry ręcznik i kubek wody. — Viola od razu zrobiła, o co ją prosił. Cieszyła się, że jest z nią, bo ona nie miała pojęcia, co robić. Była przerażona i chciało jej się płakać.

— Nawet nie waż mi się tu ryczeć — wrzasnął Paweł posyłając jej mordercze spojrzenie. Podała mu wodę a on chlusnął nią w Elli twarz. Violka krzyknęła zaskoczona jego zachowaniem. Ella podskoczyła na łóżku ze strachem. Paweł położył ją, a mokry ręcznik zawędrował na jej głowę.

— Ale się przestraszyłam — powiedziała koleżanka łapiąc się za serce. Paweł zsunął się po łóżku usiadł na podłodze i oddychał głęboko. Schował twarz w dłoniach.

Ella leżała z zamkniętymi oczami, nie ruszała się.

— Ella, co się dzieje? — zapytała siadając po drugiej stronie łóżka. Jej wzrok zatrzymał się na ręczniku wokół jej dłoni. — Co ty chciałaś zrobić?

— Wyjdźcie z stąd, co was to obchodzi? — Powiedziała nadal się nie ruszając. Paweł się podniósł i wyprowadził Viole. Przy drzwiach powiedział jej tylko.

— Odezwiemy się do ciebie, dzięki za pomoc — i wypchnął ją z domu. Dziewczyna stała chwile na klatce schodowej, nie wiedząc czy powinna się dobijać czy iść do szkoły. Po najdłuższych pięciu minutach w jej życiu napisała mu sms, aby nie zapomniał zadzwonić i ruszyła do szkoły.

W pokoju panowała cisza, Paweł wszedł i usiadł obok niej na łóżku. Nie ruszała się, leżała tak, jej twarz była spokojna, nie było na niej widać żadnych emocji, jakby został wyrzeźbiona.

— Dlaczego to zrobiłaś? — spytał, nadal była cicho — Dlaczego!?!! — wrzasnął tak głośno, że nie dało się tego zignorować.

Otworzyła oczy. Poczuła ból przeszywający jej głowę. Zobaczyła, że płacze, nie zanosił się szlochem, ale jego oczy i policzki były mokre, jego twarz wygięta w smutku i bólu. Z cynizmem powiedziała.

— Wielki, niezniszczalny Igor płacze. — czekała na jego reakcję, nie była pewna czy sama chciała się rozpłakać, czy chciała sprawić mu ból. Po prostu poczuła jak jad z jej ust sam się wyzwala.

Paweł zesztywniał, nie miał pojęcia, że ona zna jego drugie imię. Teraz zrozumiał jej obawy, strach a także jak bardzo mimo tego mu zaufała. Dobrze wiedział, co ludzie o nim mówią, jak się go boją. Był ciekawy od jak dawna wiedziała, czy to był powód, tak długiego opierania się mu.

— Nie mów tak do mnie. Mam na imię Paweł. Od dawna wiesz o tym? Powiedz mi co się stało?

— Można powiedzieć, że od samego początku. — Odpowiedziała szybko — Nic się nie stało — dodała zamykając znowu oczy

— Jak to nic — powiedział smutno — a to? — Złapał ją z wyczuciem za dłoń, rozwiązał ręcznik i zobaczył kilka nacięć, żadne jednak nie było wystarczające by odebrać sobie życie. — Co ty próbowałaś właściwie zrobić?

— To przez ciebie — zabrała rękę i spojrzała na niego ze złością — Wszystko by mi wyszło, gdyby nie ten przeklęty sms od ciebie — nadal wyglądała na złą. A Paweł patrzył na nią i nie wiedział, czy ma się cieszyć czy być złym, zacząć się śmiać czy krzyczeć.

— A alkohol? — spytał wiec, by utrzymać powagę.

— Myślałam, że doda mi odwagi, ale mam za słaba głowę. — Teraz Paweł się już roześmiał

— To najgorsza próba samobójcza o jakiej słyszałem — powiedział śmiejąc się przez łzy — Wiesz, jak mnie przestraszyłaś.

— Przepraszam — nagle rozpłakała się — ale powiedz jaki ja mam powód by żyć?

Chłopak przestał się śmiać a wręcz stał się niesamowicie poważny i ostrożny.

— Masz wiele powodów — wyjaśnił a jego twarz spoważniała. Ella pokiwała głową na boki i powiedziała.

— Nic mi nie wychodzi. Nawet rodzice mnie nie chcą. Matka wyszła nawet nic nie powiedziała, jaka matka tak robi? — spojrzała na niego jakby szukała odpowiedzi — Nie można powiedzieć, żeby ojciec też pałał jakimś ciepłym uczuciem do mnie, prawda — odetchnęła i spojrzała na swą ręka — Zobacz nawet zabić się nie umiem porządnie — Rozpłakała się z własnej nie mocy.

Paweł podniósł ją delikatnie i przytulił.

— Masz mnie. Ja cię chce — tulił ją delikatnie bojąc się, że może za chwile zniknąć. Głos mu drżał, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie umiał dobrać słów. — Ja ciebie potrzebuje. Jesteś taka dobra, cierpliwa, ufna. Jak możesz nie widzieć jak cudowną osobą jesteś? To ci, którzy tego nie widza powinni się wstydzić.

Popatrzyła na niego, uśmiechnęła się delikatnie, ale zauważył coś, co sprawiło, że nie był spokojny.

— Co? — spytał.

— Wybacz, ale po prostu ci nie wierze — powiedziała spokojnie.

— Nie będę ci teraz niczego wmawiał. Po prostu pokaże ci to, ale musisz mi dać szanse. — spojrzał na nią podnosząc brwi. — Jesteś w stanie to zrobić?

— W gruncie rzeczy nie za bardzo mam wybór. — powiedziała spoglądając na zdjęcia swoje z matką na żadnym z nich nie było ojca, znowu poczuła się źle.

— Ubieraj się moja mama czeka — powiedział całując ją w ramie.

— Po co? — zapytała podejrzliwie.

— Bardzo jej przykro za wczoraj kazała mi cię przyprowadzić. — wyjaśnił.

— To i tak bez sensu. Ja wiem, że mięliście racje to ja powinnam ją przeprosić…

— No to ubieraj się idziemy.

Ella się wygramoliła, wzięła prysznic ubrała się, poczłapała do kuchni posprzątać. Ruszyli do Pawła domu. Już w drzwiach matka rzuciła się na nią ze łzami w oczach.

— Ella przepraszam cię bardzo to było naprawdę niestosowne z mojej strony, wybacz mi.

— To ja przepraszam, tyle razy pani mi pomogła…

— Och mów mi Marta — machnęła kobieta ręką.

— Dobra Marta, dasz nam wejść — zaśmiał się Paweł nadal stojąc na klatce. Wpuściła ich do środka.

— Ty nadal masz mówić mi mamo — zagroziła.

— Dlaczego? — obruszył się

— Bo nie masz zarostu — warknęła.

— Ona też nie ma — wycedził zawstydzony Paweł.

— I właśnie, dlatego ona może — powiedziała z irytacją Marta.

Paweł spojrzał na Elle i wydawało mu się, że przez chwile jej twarz chciała się uśmiechnąć. Siadając na kanapie.

— Czemu jesteś taka blada? — spytała Elle, ta machinalnie schowała rękę i szybko powiedziała.

— Słabo spałam — spojrzała błagalnie na chłopaka, ten usiadł obok niej i pocałował ja w głowę tuląc do siebie. Przymknęła oczy a łza jej poleciał na myśl, że mogłaby go stracić.

— Paweł idź zrób nam herbaty — poprosiła kobieta. Chłopak się ruszył niechętnie. Gdy zostały same Marta spojrzała na Elle. Tyle razy widziała ją w tak złym stanie fizycznym, ale nigdy nie wyglądała na tak przygnębioną, co teraz. Przeraziło ją to.

— Kochanie, rozumiem, że ci ciężko, ale nie możesz się teraz poddawać. Tyle już przeszłaś, wiem, że pewnie czujesz się źle z tym, co się wczoraj stało i jeszcze raz cię za to przepraszam, ale myślę, że to dobrze, że on wie. W ogóle to chciałam ci podziękować.

Ella spojrzała na nią bez zrozumienia. Jej oczy były matowe a twarz jakaś nie obecna.

— Dzięki tobie odzyskałam mojego syna — spojrzała w stronę kuchni sprawdzając czy nie idzie — wiem, co robił — powiedziała smutno a po chwili się rozweseliła przykrywając dłonie dziewczyny swoimi — ale dzięki tobie to już przeszłość. Dlatego — wyprostowała się — Ja zrobię wszystko, aby ci pomóc.

Ella spojrzała na nią, jej oczy otworzyły się odrobinę.

— Mamo, gdzie jest herbata — nagle usłyszeli, matka spojrzała na głowę Pawła wychylającą się zza drzwi kuchennych.

— Druga szafka na prawo — powiedziała a potem odwróciła się do Elli — ale nie to, żeby on tu mieszkał — powiedziała z lekkim sarkazmem.

— A kubki? — głowa Pawła znowu była w drzwiach.

Matka wywróciła oczami i warknęła — szafka nad czajnikiem. — Pawła głowa schowała się Marta chciała coś powiedzieć, ale znowu głos Pawła — Ma…

— Na miłość boską Paweł, ile tu mieszkasz — Matka wstała i wyrzuciła chłopaka z kuchni, ten z uśmiechem podszedł i usiadł obok Elli

— Zawsze działa — wyszeptał jej do ucha całując w szyje. Posadził ją sobie na kolanach. Wtuliła się w niego jakby cala chciała zniknąć. Gdy matka przyniosła herbatę Ella już spała. Uśmiechnęła do syna — chcesz ją położyć? — zapytała.

— I stracić całą przyjemność. Nie ma mowy. — Dotykał jej plecy szyje, rozkoszował się jej spokojnym oddechem. Powiedział sobie, że da jej tyle miłości, ile tylko wstanie jest dać człowiek.

Rozdział 5

Zanim otworzyła oczy poczuła ciepło jego ciała, tak blisko. Czyżby przespała cały dzień, unieruchamiając go w tej pozycji. Jego oddech był spokojny musiał spać. Czy mogła sobie odpuścić tę chwile rozkoszy? Tę chwilę, kiedy mogła być tak blisko, mogła go dotykać a on nie zawstydzał jej swoim spojrzeniem.

Wtuliła policzek w jego pierś, uśmiechnęła się do siebie. Jego klatka piersiowa była twarda, solidna, to sprawiało, że czuła się przy nim taka mała i taka bezpieczna. Jej dłonie powędrowały pod jego koszulkę, nie wiedziała, czemu, ale poczuła potrzebę dotknięcia go. By mieć dowód, że on naprawdę istnieje.

Przywarła do niego jakby ktoś właśnie próbował go jej zabrać. Przesunęła głowę wyżej. Wtuliła się w jego szyję. Pocałowała go w nią, raz, drugi. Ocierała nosem wzdłuż aż do ucha, lekki jęk wymsknął się z jej ust. Pocałowała jego policzek. Jej lewa ręka objęła jego drugi policzek. Pocałowała go w usta, delikatnie i nieśmiało. Popatrzyła mu w twarz, nadal była spokojna, pocałowała go znowu, tym razem odwzajemnił pocałunek. Ella zawstydziła się, ale gdy spojrzała na niego on nadal wyglądał jakby spał, zmarszczyła brwi i uśmiechnęła się. Podobało jej się jak się z nią obchodził.

Zaczynało ją zupełnie nie obchodzić, co było w przeszłości. Był jedyną osobą, która o nią dbała, która się martwiła i powiedziała, że ją chce. Pocałowała go znowu obejmując jego twarz. Odwzajemnił pocałunek a jego ręka pomału zaczęła gładzić jej plecy. Druga dłoń powędrowała do jej policzka. Ich pocałunek stał się bardziej intymny, namiętny. Ella jęknęła, wczuła się w chwile i postanowiła go zaznaczyć w pamięci, jako niezapomniany, wyjątkowy. Gdy w końcu oderwali się od siebie uśmiech nie schodził z ich twarzy, złączyli się czołami.

— Przepraszam — wyszeptała.

— Za co? — spytał pamiętając jej poprzednie przeprosiny zaraz po chwili zapomnienia.

— No, że cię tak unieruchomiłam — wyjaśniła — mam nadzieje, że będziesz mógł się ruszyć. — Paweł odetchnął spokojniej. Przesunęła się siadając obok niego.

— Och kochanie, To była sama przyjemność — zaśmiał się rozciągając się, usłyszeli kilka kliknięć w jego kościach — mieć cię tak blisko — dokończył obejmując ją ramieniem — Powiedz, jak się czujesz?

— Dobrze — powiedziała. Siedzieli chwile wtuleni, gdy drzwi otworzyły się a w nich pojawiła się Marta, starała się być cicho, wróciła z zakupów. Ella doskoczyła do niej szybko pomagając z pakunkami.

— O obudziliście się — powiedziała uśmiechając się. Spojrzała na Elle i złapała ją za brodę delikatnie przyjrzała się jej oczom, świeciły radośnie, jej policzki były zaróżowione.

— Lepiej wyglądasz — powiedziała mrużąc oczy — Głodni?

— Pewnie! — krzyknął Paweł i prawie jej wyrwał torby z chińszczyzną. Wyglądał jakby nie jadł kilka dni. Wyjmując pudełka większość ich zawartości od razu wkładał do ust, Ella zaśmiała się radośnie na ten widok.

— Ella łap coś, póki jeszcze jest, — powiedziała mama patrząc jednoznacznie na syna.

— Nie dziękuje — powiedziała dziewczyna, ale Paweł już ją posadził przy stole i podał jedno pudełko wkładając widelec w dłoń.

— Nie ma mowy, będziesz jadła — powiedział stanowczo, jego miną nie zaakceptowałaby jej odmowy, nawet nie chciała się kłócić.

Nabiła kawałek kurczaka i wsadziła sobie do ust. Paweł uśmiechnął się i usiadł obok niej i podsuwał sobie trzeci kartonik noodle.

Po objedzie Ella usiadła z Martą przy stole i zaczęło się oglądanie albumu. Ella chciała płakać ze śmiechu, gdy oglądała Pawła jako małego golasa w wannie. Potem starszego w przedszkolu i podstawówce. Każde zdjęcie miało podpis sytuacji. Ella nie mogła przestać się śmiać. Chociaż Paweł był wściekły na matkę, gdy patrzył na Elle uśmiechał się delikatnie. Stał oparty o drzwi. Jednak po dwunastym roku życia zdjęć już prawie nie było, te co się trafiły były przedstawiające zupełnie kogoś innego. Wiedziała, że matka to bardzo przeżyła jej twarz patrzyła na puste strony.

Dźwięk komórki Pawła wyrwał wszystkich z ich własnych myśli. Chłopak wyszedł zostawiając dziewczyny same. Kobieta szybko spojrzała na Elle.

— Bardzo się cieszę, że jesteście razem — Ella opanowała śmiech ocierając policzki z łez szczęścia — Dużo o tobie mówił, już dużo wcześniej niż zaczęliście chodzić ze sobą. — Nagle matka zaczęła płakać

— Dziękuje ci, że wyciągnęłaś go z tego bagna. Traciłam już nadzieje — złapała dziewczynę za ręce zamykając uścisk drugą. — Bardzo cię przepraszam za wczoraj, ale nie potrafię cofnąć tego, co już ci powiedziałam. Uważam, że twój ojciec powinien zostać zgłoszony — Ella popatrzyła na nią i pomyślała, że w końcu musi komuś zaufać, Pawłowi ufała a Paweł ufał jej.

— Ja wiem — zaczęła, — ale ja nie mam nikogo innego. Nie mam jeszcze osiemnastu lat — przybliżyła ramiona do twarzy jakby chciała się do nich przytulić — Ja nie chcę trafić do jakiegoś domu dziecka. Nie mam, gdzie iść. Skończę osiemnastkę za dziewięć miesięcy i wtedy się wyprowadzę. Odkładam na to — pokiwała głową jakby sama sobie właśnie zdała sprawę, że to jest słuszna decyzja.

Matka poczuła się źle i łzy trzymane ścisła w oczach spłynęły po policzkach.

— Kochanie nie miałam pojęcia, a twoja matka?

— Nie mam pojęcia — powiedziała z wymuszonym uśmiechem. Odeszła od nas tydzień przed naszym pierwszym spotkaniem w szpitalu.

— Boże, czy twój ojciec znęcał się nad nią? — zapytała matka ze szlochem

— Ja nie wiem, ale raczej nie, nigdy jej nie widziałam nawet z siniakiem. Nie byli specjalnie kochającymi rodzicami, ale też nie kłócili się — tak i to był problem, to było to, czego nie rozumiała — Nasza rodzina nie była i nie jest specjalnie zżyta — powiedziała smutno — nie tak jak wasza — dodała z uśmiechem.

— Bardzo mi przykro — powiedziała szczerze.

— Dlaczego, przecież to nie twoja wina. Tobie należą się podziękowania za opiekę i cierpliwość do mnie — zaśmiała się i poczuła, że też płacze. Siedziały wpatrując się w siebie płakały i śmiały się jednocześnie.

Paweł wszedł do kuchni i zatrzymał się patrząc to na jedną to na drugą.

— No dobra, co teraz? — Zapytał powoli i niepewnie. Marta wytarła szybko oczy śmiejąc się a Ella podeszła do niego i pocałowała go w usta.

— Właśnie mówiliśmy, jakim uroczym szkrabem byłeś — chłopak wywrócił oczami.

— Mamo dałabyś spokój…

— Ale to prawda — przerwała mu dziewczyna — i trochę tego uroku zostało — dodała patrząc na niego w sposób, którego wcześniej nie widział. Uśmiechnął się seksownie, zamruczał tuląc ja mocno do siebie.

— Będę się już zbierała — powiedziała Ella — bardzo dziękuje za wszystko, mam nadzieje, że jeszcze się zobaczymy.

— Byle by…. — Urwała nagle — wiesz, gdzie mieszkam — skończyła. Pawła wzrok przebił ją sztyletem aż Elle zabolało. Odetchnęła głęboko patrząc na pustą ścianę.

— Odprowadzę cię — zaproponował Paweł, uśmiechnęła się.

Szli pomału, trzymając się za ręce.

— Violka prosiła, byś zadzwoniła — zaczął.

— To ona dzwoniła? — spytała

— Robert — wyjaśnił, Ella pokiwała głową. Byli już blisko domu, gdy Paweł znowu się odezwał, patrząc na jej okna.

— Słyszałem twoja rozmowę z mamą. Mówiłaś poważnie? — zapytał, spojrzała na niego nie mając pewności, o czym mówi. — Że od niego uciekniesz — Elli oczy otworzyły się szerzej, ale po chwili widząc jego oczy takie kochane, zmartwione pełne nadziei.

— Tak, następnego dnia po moich urodzinach — uśmiechnęła się.

— On wie? — zapytał ciekawy.

— Nie, bo nie wiem, czy mi pozwoli — była szczera.

— Jak będzie cię próbował zatrzymać to ci pomogę — popatrzył na nią takim spojrzeniem, że przeszły ją ciarki.

— Paweł — zaczęła — obiecaj mi, że nigdy mu nic nie zrobisz — spojrzał na nią zaskoczony i Ella już wiedziała, że miał plan, patrzył na nią chwile nic nie mówiąc, więc dodała.

— Obiecaj, ja wszystko rozumiem, ale to człowiek, który mnie wychowywał…

— Mogę ci jedynie obiecać, że go nie zabije — powiedział złowrogo — cokolwiek innego powiem, skłamie.

Ella zamarła, usta jej drżały a o oddechu zapomniała zupełnie.

— Paweł … — nie wiedziała, co powiedzieć. Jego wyraz twarzy był zupełnie nieodgadniony taki mroczny, straszny, chciała się odsunąć, ale nie mogła, bo chwycił ja mocno.

— Zaopiekuje się tobą — jego głos stał się mocny — i nie pozwolę komukolwiek cię skrzywdzić, jeśli on jeszcze raz podniesie….

— Rozumiem — powiedziała. Wiedziała, że z nim nie wygra. — Zobaczymy się jutro?

Uśmiechnęła się smutno, nie chciała się kłócić, ale też nie mogła pozwolić na to by dokończył. Nie chciała pozwolić na to by przez nią zrobił coś głupiego. Musi przemyśleć sytuacje.

— Nie ma innej opcji, — wybił ją z zamyślenia — na pewno mam już iść? — Zapytał patrząc w czarne okna — poradzisz sobie? — poprawił się, aby nie miała żadnych problemów w zrozumieniu, o co mu chodzi.

— Tak, dziękuje, jest dobrze — powiedziała spoglądając w okna. Nie wyglądałoby ktoś był w środku. Pocałowali się i dziewczyna ruszyła do klatki poczekał, aż drzwi się za nią zamkną a w mieszkaniu zapali światło. Pomachał jej jeszcze i ruszył pomału do domu.

Stała chwile w oknie, gdy nagle usłyszała za plecami,

— A gdzie ten…. — nie dokończył. Serce skoczyło jej do samego gardła. Przełknęła i powiedziała

— Paweł już poszedł. — odpowiedziała i szybko zmieniła temat, nie chcąc psuć atmosfery — Jak było w pracy? — wzruszył ramionami.

Nastawiła wodę pytając

— Chcesz herbaty?

— Tak, poproszę — odpowiedział i oparł się czekając z Ella, aby się woda zagotowała. Była zaskoczona, dziwnie się czuła w takiej atmosferze.

— Tato? — zaczęła pomału korzystając z dobrego humoru.

— No

— Czemu mama nas zostawiła? — zapytała. Ojciec spiorunował ją spojrzeniem.

— Olać to. — Powiedział i poszedł do swojej sypialni trzaskając drzwiami. Ella została sama w kuchni łzy poleciały jej po policzkach, spojrzała w sufit i odetchnęła głęboko. Wyłączyła wodę ochota na herbatę też zniknęła poszła się umyć, wysłała Violi sms, że pogadają rano poszła spać.


Na przystanku rano przywitały się jakby nie widziały się tygodnie.

— Dziewczyno tak się o ciebie bałam. Paweł był super, żebyś ty go widziała wczoraj rano na przystanku — Viola się trząchnęła na samo wspomnienie a Elli całkiem łatwo było sobie to wyobrazić.

— Teraz mów, co się stało? — Powiedziała bardzo poważnie.

— Poznałaś Martę? — spytała wiedziała, że Robert mieszka już sam, ale może byli u niej.

— Kiedyś raz ją widziałam. Robert nieczęsto ją odwiedza, wiesz męska duma, poza tym myśli, że matka woli Pawła.

— OOo, w każdym razie, Marta to ta pielęgniarka, co zawsze mnie przyjmowała.

— Pieprzysz! — Wrzasnęła przyjaciółka — O kurde i co.

— Powiedziała Pawłowi wszystko — Viola walnęła się w czoło — No właśnie — dodała Ella.

— Przepraszam — powiedziała Viola — że nie było mnie przy tobie, w takiej sytuacji. Dziewczyny przytuliły się trwały tak aż do przyjazdu autobusu. W szkole spędziły czas na opowieści o albumie rodzinnym, Ella mówiła o każdym zdjęciu i historyjkach. Nie wiele wyniosły z jakiejkolwiek lekcji, ale dzień miały udany.

Po szkole chłopcy już czekali na nich. Zanim jednak zdążyły do nich dojść grupka chłopaków zaczęła robić zamieszanie wśród wychodzącej młodzieży Rafał, kolega dziewczyn został uderzony przez jednego, upadł jak długi, chłopcy podchodzili do grupki dziewczyn, gdzie stała Viola i Ella.

— Hej dziunie, macie ochotę na zabawę? — Zapytali.

Kilka bardziej odważnych dziewczyn wyszło im naprzeciw i zagadały. Jedna wycofała się szybko, Ella i Viola trzymały się z boku próbując wydostać się z tłumu. Jeden z chłopaków zwrócił na nie jednak uwagę i pociągnął kolegów w ich stronę. Gdy chciały ich wyminąć Viola została zatrzymana przez jednego a Ella przez drugiego.

— Dziewczyny, co wy. Chodźcie się zabawimy. — powiedział i uśmiechnął się do Elli.

— Puść ją — warknął Paweł podchodząc szybko do dwójki,

— Koleś nie interes… — ale nie dokończył, bo pieść Pawła właśnie wbiła się w jego twarz.

Jego kolega doskoczył do Pawła, ten szybkim ruchem złapał go za dłoń i połamał rękę. Chłopak trzymający Viole został powalony przez Roberta. Nikt inny już się nie wychylił. Paweł wyciągnął dłoń do Elli i uśmiechnął się do niej, podała mu ją przeskakując przez chłopaka, obok którego leżało kilka zębów. Wszyscy świadkowie patrzyli na dziewczynę, jednak żaden nic nie powiedział. Wszyscy odsunęli się od leżących ciał i zajęli się rozmowami.

Cała czwórka wsiadła do samochodu i odjechała. Spędzili wesoły dzień. Ella opowiedziała Pawłowi o rozmowie z ojcem. Paweł na początku spiął się na wiadomość, że był w domu, ale gdy Ella skończyła opowieść chłopak był zadowolony. Pomyślał, że może do ojca doszło przesłanie.

Nadal w dobrym humorze poszli do centrum handlowego. Małe zakupy, kino i kawa a wieczorem Ella postanowiła po powrocie usiąść przy komputerze i zrobić sobie listę i plany swojej ucieczki. Pierwszy raz w życiu poczuła, że życie może być piękne i dobre. Pożegnała się z przyjaciółmi i ruszyła do domu. Weszła do środka rzuciła klucze do koszyczka i odpaliła komputer, gdy nagle poczuła kogoś obecność za sobą. Obróciła się i zobaczyła ojca opartego o jej szafę. Był pijany, trzymał whisky w połowie opróżnioną. Przełknęła ślinę i próbowała odetchnąć, jednak zapomniała, jak się to robi, chciała się ruszyć, lecz jej nogi po prostu nie słuchały.

— Chcesz mnie zostawić — wybulgotał trochę niezrozumiale — jak tylko skończysz osiemnastkę, prawda!!? — wrzasnął — Słyszałem twoją rozmowę z tym gnojem. Ja cię utrzymuje, dbam o ciebie, to ja z tobą zostałem, daje ci pieniądz a ty wybrałaś jego!!! — Jego wściekłość rosła.

— Tato — wyszeptała.

— Nie mów do mnie tak — wrzasnął łapiąc się za głowę. Ella stała zamurowana, strach zupełnie ją unieruchomił, nawet nie płakała, tylko patrzyła na jego twarz i próbowała zrozumieć co chce powiedzieć.

— Nawet nie jestem twoim ojcem — powiedział z gorzkim uśmiechem pijąc następny łyk. Ella spojrzała na niego i nagle jakby wszystko stało się jasne.

— Nie jesteś — powiedziała, ale mężczyzna myślał, że to pytanie.

— Taka jest prawda. Nie mogłem mieć dzieci, więc Barbara wzięła ciebie. Ale teraz szmata znalazła sobie kogoś, kto może i spieprzyła — powiedział zataczając się jego ręka zrobił teatralny ruch ręką w nicość.

Elli zaczęło się kręcić w głowie zrobiła kilka kroków w kierunku korytarza ojciec podchodził do niej, gdy był już blisko krzyknął.

— Dlatego cię znienawidziłem — wycedził ze złością — przez ciebie to wszystko, jakbyś była lepszą córką, bardziej ją kochała, nie odeszłaby.

Ella nagle przestała się wycofywać, złość w niej zbierała się i paliła żywym ogniem, nie będzie się go bała, nawet nie był jej ojcem. Od roku karał ją za jego nieudany związek, za to, że jemu nie wyszło.

— A może jak ty byś był lepszym mężem — wrzasnęła a po chwili zbladła. Ręka ojca już wisiała nad jej głowa. Uderzenie pierwsze, drugie w głowę potem w brzuch i leżała. Zakryła się rękoma by ochronić twarz, ale buty były twarde i po chwili nie czuła już rąk, natomiast czuła jak jej głowa podskakuje i coś po niej spływa. Mężczyzna się zmęczył i stracił równowagę. Nie wiedziała, jak ale wstała i ruszyła do drzwi nim do nich dotarła poczuła jego rękę na włosach, jak na pijanego doskonale sobie radził. Rzucił nią o ścianę i znowu zaczął bić. Przez chwile czuła tylko jak jej głowa odbija się od ściany. Przestała czuć cokolwiek po bólu, który przeszedł jej ramie. Zsunęła się po ścianie ostatkiem przytomności sięgnęła po telefon i nacisnęła przycisk. Po pierwszym sygnale usłyszała.

— Część maleńka, stęskniłaś się? — spytał wesoły głos. Nie miała siły mówić wyszeptała „pomóż”, ale nie była pewna czy usłyszał, poczuła, jak komórka jest wykopana z jej dłoni. A potem zalała ją ciemność.

Rozdział 6

Paweł przeszedł właśnie przez ulice. Nie spieszył się. Był szczęśliwy i rozluźniony. Nawet spojrzał w niebo. Dawno już tego nie robił. Zalały go wspomnienia, pierwsze przyszło na myśl jak w ogóle trafił do „klubu”.

— Tato to nie fair — powiedział czternastoletni chłopiec — Roberta bierzesz ze sobą już któryś raz z kolei. — Naburmuszony stał przed ojcem i bratem z rękoma na piersi.

— Paweł przecież, wiesz, że robimy to za jej plecami — zaczął ojciec błagalnie. Przejechał dłonią po czarnych prostych włosach. Jego oczy były takiego samego dziwnego koloru jak Pawła. Klatkę piersiową miał szeroką, co się jeszcze bardziej rzucało w oczy przez obcisły szary golf. Jego twarz była miła i przystojna, ale zawsze spuchnięta od ciągłych walk na ringu. — Wiesz ze matka jest przeciwko zabieraniu was na hale. Już teraz się wkurza, a jak wezmę i ciebie to mnie chyba obedrze ze skóry.

— Obedrze cię tak czy siak, bo jej powiem — powiedział złośliwie dzieciak. Ojciec spojrzał na niego, o dziwo wcale nie był zły. Rozejrzał się dookoła i uśmiechając się łobuzersko w końcu powiedział.

— No to chodź.

Tak, Paweł uwielbiał swego ojca. Pamięta jakby to było wczoraj. Walka na ringu, był niezwyciężony a on syn Wincenta stał w jego narożniku z oczami pełnymi dumy i zachwytu. Podobało mu się wszystko w boksie. Poprosił ojca by zaczął go trenować. On tym był zachwycony, w przeciwieństwie do żony. Co prawda myślał bardziej o starszym synie, ale to Paweł o wiele bardziej poważnie i z większym entuzjazmem podchodził do tego sportu.

Po roku Paweł wyglądał jakby miał, co najmniej 17 lat. Ojciec zaczął popijać, przez co coraz częściej przegrywać walki. Zaciągał długi. Spotykał się z nieodpowiednimi ludźmi. Paweł i Robert często musieli się bić w jego obronie. Młodszemu synowi walka przychodziła łatwo, bardzo chętnie pokazywał, co potrafi. Młodszy zawsze starał się jej unikać i nie czuł się w niej pewnie. Sam często potrzebował pomocy młodszego brata, który z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy, pewniejszy siebie i co raz bardziej bezwzględny.

Gdy Paweł skończył 16 lat pewnego wieczoru, ojciec długo nie wracał do domu. Matka właśnie wróciła ze szpitala. Bardzo kochała Wincenta i starała się mu pomóc, lecz fakt, że wciągał w swoje machloje chłopców przerażało ją, a uczucie to potęgował tylko zachwyt i zachowanie Pawła na to wszystko co Marta uważała za złe. Stał się pyskaty, złośliwy, mroczny, na wszystko reagował agresją i znikał na długie godziny. Tego wieczoru jednak był w domu to Roberta nie było. Matka chodziła w tą i z powrotem z telefonem w ręku. Gdy w końcu zadzwonił prawie jej upadł. To był Robert i chciał rozmawiać tylko z Pawłem. Matka straszyła i starała się czegoś dowiedzieć krzycząc na syna on jedynie powtarzał, aby dała mu Pawła. Poddając się dała młodszemu synowi telefon. Paweł wysłuchał nic nie mówiąc a potem wybiegł z domu.

Biegł, co sił w nogach do starego budynku przy torach, w środku zastał ojca pijanego i pobitego. Stało przy nim czterech mężczyzn. Wyglądało jakby go pilnowali, chociaż nie był w stanie nawet usiąść. Z boku stał Robert, nie widział go dobrze, ale coś mówiło Chłopcu, żeby być ostrożnym.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 41.14