E-book
27.71
drukowana A5
81.51
Zbiór kryminałów o przygodach Adriana i Kacpra oraz Magdy i Agnieszki

Bezpłatny fragment - Zbiór kryminałów o przygodach Adriana i Kacpra oraz Magdy i Agnieszki


5
Objętość:
783 str.
ISBN:
978-83-8189-982-6
E-book
za 27.71
drukowana A5
za 81.51

Adrian Ciepał

Wadowice

06.04.2020r

Wstęp

Książka zawiera zbiór kryminałów o przygodach dwójki przyjaciół Adriana i Kacpra pod tytułem:

1. Tajemniczy list.

2. Uknuta wendetta.

3. Biznes pełen zagadek.


Oraz dwie części kryminałów o przygodach koleżanek Magdy i Agnieszki pod tytułem:

1. Tajemnice życia nastolatek.

2. Wakacyjna przygoda.


Książki są zbiorem wszystkich cześć opowiadań gdzie bohaterowie przeżywają wspólnie wiele przygód. Każda kolejna książka jest kontynuacją przygód poprzedniej.

Tajemniczy list

Przedmowa autora

Historia, która pragnę podzielić się z wami wszystkimi. Jest to pełna przygód i zagadek opowieść o losach dwóch przyjaciół Adriana i Kacpra, których życie zmienia się nie do poznania na skutek pewnego przypadku. Adrian to młody wysoki pewny siebie dwudziestosiedmioletni brunet o ciemnobrązowych oczach. Pełen werwy i potrzeby korzystania z życia. Natomiast Kacper jest młodym dwudziestopięcioletnim blondynem średniego wzrostu o niebieskich oczach również lubiącym przygody, lecz czasem odrobinę mniej rozgarniętym.

Pomyłka

Pewnego ciepłego wiosennego poranka zadzwonił budzik. Słysząc to Kacper zerwał się gwałtownie z łóżka. Troszkę otumaniony na początku nie wiedząc co się dzieje. Po chwili czując w głowie skutki spędzonego, może zbyt odrobinkę za miło wczorajszego wieczoru.

— Kurczę, gdzie jestem i co takiego robiłem, że nic nie pamiętam co się wczoraj działo? — pomyślał odrobinę jeszcze zaspany Kacper. Po chwili przypomniał sobie, że leży we własnym pokoju. Schludnie zadbanym bez żadnego śladu wcześniejszej libacji alkoholowej. Troszkę tym faktem zdziwiony w pełnym skupieniu próbował sobie przypomnieć co zaszło poprzedniego dnia, lecz nic nie pamiętał. Dając za wygraną i nie próbując dalej przypominać sobie wszystkiego co działo się dzień wcześniej. Wstał ubrał się poszedł do łazienki. Wracając z niej usłyszał dzwonek telefonu, po czym podszedł do niego.

— Słucham kto mówi? — zapytał Kacper odbierając telefon.

— Jak tam gotowy? Byliśmy dziś umówieni jak zapewne pamiętasz? — zapytał Adrian upewniając się, czy spotkanie planowane wspólnie z Kacprem dzień wcześniej jest aktualne.

— Niestety nic nie pamiętam co wczoraj wyprawiałem, gdzie byłem i w jaki sposób udało mi się wrócić do mieszkania. — rzekł szczerze Kacper próbując jakoś wyjść z sytuacji.

— No to nieźle się imprezowało, że aż dopadła cię amnezja. — stwierdził Adrian. Uśmiechając się przy tym złośliwie do telefonu.

— Nie byłem wczoraj z tobą na tej imprezie? — zapytał Kacper chcąc się upewnić, czy przyjaciel rzeczywiście nie wie co się z nim dzień wcześniej działo i gdzie przebywał.

— Ja sam nie wiem gdzie przebywałeś. Umówiliśmy się na spotkanie zanim gdzieś wyszedłeś. — wyjaśnił zdziwiony utratą pamięci przyjaciela Adrian.

Następnie po chwili przemyślenia przyjaciel wpadł na pewien pomysł, by jakoś to niefortunne nieporozumienie zakończyć.

— To może przełożymy to nasze spotkanie na inny dzień? Jak nie jesteś w pełnej dyspozycji. — starając się dyskretnie wyjść z sytuacji zaproponował Adrian.

— Dzięki za wyrozumiałość. Odezwę się innym razem to wtedy to nadrobimy. — odparł z ulgą Kacper ciesząc, się że udało mu się bezboleśnie wyjść z sytuacji, po czym odłożył słuchawkę.

Odłożywszy telefon postanowił jednak troszkę oprzytomnieć po wczorajszym dniu kierując się w stronę łazienki. Niestety nie robiąc nawet paru kroków Kacper usłyszał znowu dzwonek, tym razem dobiegający nie z telefonu, lecz domofonu. Podszedł do niego odebrał, jednak nikt się nie odezwał.

Zdenerwowany i poirytowany zaszłą sytuacją otworzył drzwi i ujrzał z nich schodzącego już korytarzem listonosza udającego się w stronę drugiego budynku. Był to średniego wieku szczupły brunet.

— Szkoda czasu na barana. Ciekawe czy w ogóle coś raczył mi zostawić w skrytce? Czy jedynie zażyczył sobie hrabia otwarcia drzwi? — pomyślał pobudzony Kacper. Obserwując listonosza.

Po chwili troszkę bardziej uspokojony zajrzał do skrzynki pocztowej i widząc zawartość jaką listonosz zostawił nieco się zdziwił.

— Ciekawe kto go do mnie przysłał? — pomyślał Kacper wyciągając list zostawiony przez listonosza w skrzynce pocztowej.

Gdy dokładniej go sprawdził zauważył, że ten list nie jest wcale do niego adresowany, ponieważ listonosz pomylił adres i zamiast na ulicę Gawią cztery dostarczył na ulicę Pawią cztery.

— Otworzyć list czy szukać osoby mieszkającej na ulicy Gawiej cztery? — była to pierwsza myśl jaka nasunęła się Kacprowi zaraz po dostrzeżeniu pomyłki.

Jednak obawiając się zawartości listu Kacper postanowił go nie otwierać. Zwłaszcza, że jeszcze nie wiedział do kogo ten list miał trafić. Tak też Kacper na razie postanowił zaczekać z jego otwarciem. Mimo, że bardzo był ciekawy jego zawartości. Ostatecznie postanowił poczekać z tym do jutra.

Zaraz następnego dnia go otworzył. W środku ujrzał coś o czym za wszelką cenę chciał się podzielić ze swoim przyjacielem. Nie zastanawiając się zbyt długo wybrał numer telefonu i zadzwonił.

— Cześć Adrian mam wiadomość dla ciebie! — oznajmił zwycięsko Kacper szeroko się przy tym uśmiechając do telefonu.

— Cześć co się takiego stało, że mnie tak z rana budzisz? — zapytał Adrian. Zdenerwowany faktem, że przyjaciel z nie wiadomo jakiego powodu budzi go już o bardzo wczesnej porze.

— Mam coś ważnego, co na pewno ciebie zainteresuję, lecz to nie jest rozmowa na telefon. Więc przyjdź do mnie jak najszybciej, a o wszystkim się dowiesz. — odpowiedział Kacper czekając na przyjaciela w swoim mieszkaniu.

Odrobinę poirytowany Adrian usłyszawszy wiadomość od przyjaciela postanowił jednak przyjść do niego jak najszybciej, ponieważ również jak i u Kacpra zwykle ciekawość brała w nim górę nad rozsądkiem, gdyż oboje byli jeszcze młodymi pragnącymi przygód facetami. Gdy już dotarł do domu przyjaciela zniecierpliwiony Adrian zadzwonił do mieszkania Kacpra, który po chwili otworzył mu drzwi.

— Co tam masz takiego niezwykłego, co każe ci dzwonić do mnie zraz z rana i wymusza nagłą wizytę? — zapytał jednakowo bardzo poirytowany jak i zaciekawiony całą sytuacją prosto w progu Adrian.

— Sam zobacz tylko co dostałem wczoraj od listonosza. — odpowiedział Kacper zapraszając przyjaciela do środka. Po czym następnie pokazał przyjacielowi otrzymany list.

— I to ma być ta sensacja, że dostajesz pocztę od listonosza.

— odparł z ironią Adrian jeszcze będąc troszkę zaspany z powodu wczesnej pory jaką narzucił Kacper na spotkanie.

— Jak sam zobaczysz co dostałem, to zaraz zaczniesz inaczej gadać. — z pewnym siebie podziwem i pewnością siebie Kacper wręczył Adrianowi tajemniczy list, po czym go otworzył pokazując przyjacielowi co zawierał. Jego treść brzmiała następująco:

„Panie Zenonie przez wzgląd na specyficzny rodzaj naszej umowy pragnę pozostać anonimowy. Jeżeli pan jest dalej zainteresowany zrobieniem wspólnie interesu wymagam, aby się przystosować do wyznaczonych przeze mnie reguł, i żeby zachować jak największą ostrożność. A zatem pierwszą rzeczą, którą wymagam jest, aby zjawić się o dwudziestej w parku przy ławce koło fontanny. Tam będzie znajdowała się dalsza instrukcja życzę powodzenia. Mnie również zależy na tym, by dana transakcja się powiodła”.

— I co z tym teraz zrobimy? — zapytał zaskoczony Kacper przyglądając się przyjacielowi jednocześnie będąc ciekawy jego zdania w tej sprawie.

— No co ty jeszcze pytasz? Lecimy o tej dwudziestej do tego parku. Czuję, że z tego może wyjść jedyna w swoim rodzaju przygoda. — powiedział Adrian szeroko się przy tym uśmiechając i gestykulując palcem wskazującym w kierunku przyjaciela.

— Może rzeczywiście masz rację. Nie ma co przesiedzieć całego życia z tyłkiem na kanapie. — oznajmił z przekonaniem Kacper, któremu pomysł coraz bardziej się podobał. Wstając z fotela pożegnał się z Adrianem i wrócił do swojego mieszkania.

Następnego dnia była niezbyt ciekawa pogoda. Chłód i deszcz troszkę zniechęcał do wyprawy, lecz i nawet to nie przeszkodziło przyjaciołom ostatecznie w podjęciu decyzji, że jednak wybiorą podróż za przygodą swojego życia.

Umówieni przed domem Kacpra spotkali się rozmyślając nad planem drogi. Nie zastanawiając się zbyt długo zamówili taksówkę. Gdy taksówka przyjechała wyłoniła się z niej postać starszego łysego mężczyzny.

— Proszę wsiadać, gdzie panów zawieść? — zapytał z pewnym spokojem taksówkarz.

— Prosimy zawieść nas niedaleko parku. — oznajmili przyjaciele.

Po pewnym czasie Adrian uświadomił sobie, że mogą nie zdążyć na dwudziestą i zaczął się troszkę martwić.

— Mógłby pan przyśpieszyć? Zależy nam, by się tam dostać na czas. — zapytał zdenerwowany Adrian pośpieszając kierowcę.

Kierowca nie zbyt tym przejęty jechał dalej, aż w końcu dotarli na miejsce. Piętnaście minut przed wyznaczoną godziną.

Wysiedli dokładnie koło parku i oboje udali się w miejsce gdzie stała fontanna w parku.

Na początku nie zobaczyli nic co mogłoby przykuć ich uwagę. Troszkę zniecierpliwieni postanowili jeszcze chwilkę poczekać, aż po pewnej chwili dostrzegli ławeczkę oddaloną około dwadzieścia metrów od fontanny.

— Widzisz? Coś tam leży na niej jasnego. — odrzekł Kacper pokazując palcem w stronę fontanny.

— No to chodźmy zobaczymy co to takiego jest. — stwierdził Adrian kierując się w miejsce, o którym przed momentem rozmawiali z Kacprem.

Ku ich zdziwieniu na odkrytej przez nich ławce leżał identyczny list jak za pierwszym razem adresowany na ten sam adres.

— Co u licha jaja sobie z nas robią czy co? Ile takich listów jeszcze dostaniemy ciekaw jestem? — zapytał zdezorientowany Kacper gwałtownie wymachując listem przed głową Adriana.

— To otwieraj go tylko może delikatniej, bo go upuścisz albo zgubisz i nie dowiemy się co w nim jest. Akurat może tam być coś ciekawego, a przynajmniej zbliżającego nas do rozwiązania tej zagadki. — powiedział Adrian stanowczo uspokajając Kacpra i odbierając od niego list. Po czym otwarli go i zaczęli czytać jego treść, a brzmiała ona następująco:

„Jeśli pan czyta ten list znaczy to, że na serio oboje traktujemy wcześniej zawartą miedzy nami umowę i możemy przejść do następnego etapu transakcji.

Tym razem zadanie będzie troszkę trudniejsze, ale myślę, że warte odrobiny wysiłku. Kolejnym krokiem będzie spotkanie się z jednym z moich ludzi w klubie Wenecja następnego dnia również, o godzinie dwudziestej. Zapewne ciekaw jest pan w jaki sposób będzie można go rozpoznać wśród ludzi przebywających w klubie.

Ta osoba będzie ubrana w czarny garnitur i białą koszulę, na której wypisana będzie sentencja: „kto nie ryzykuje ten nie wygrywa”. To właśnie ten człowiek zobowiązany będzie, by przekazać panu bardzo ważną przesyłkę”.

Po przeczytaniu tego listu oboje jedno głośnie postanowili wrócić jak najszybciej do mieszkania i zrobić burzę mózgów, by przemyśleć w jaki sposób mieliby w dwójkę przechytrzyć tego faceta i otrzymać przesyłkę.

Na miejscu oboje udali się w stronę kanapy, gdyż to było najlepsze miejsce na poważne przemyślenie bardzo trudnej sprawy. Oczywiście nie mogło przy tym zabraknąć lampki wina i paru puszeczek piwa na lepszą koncentrację i myślenie, aby każdy miał to co lubi.

Adrian bardziej preferował mocniejsze trunki jak winko, zaś kolega Kacper pospolite dla każdego faceta piwko. Każdy poczęstował się swoim ulubionym trunkiem siedząc na wygodnej kanapie przy wielkiej okrągłej ławie i zaczęli rozmyślać.

Przyszedł już tobie jakiś pomysł do głowy? — zapytał Kacper spoglądając na przemian, to na list, to na przyjaciela. — Mam pewien pomysł. Po pierwsze musimy tam pójść w pojedynkę, a druga osoba będzie asekurowała pierwszą. Wtedy na pewno łatwiej nam uda się osiągnąć zamierzony cel. — odpowiedział pewnie Adrian, patrząc przy tym wprost w oczy Kacpra.

— Tylko co zrobić, by on się nie zorientował, że nie jesteśmy tą osobą, z którą się dogadywał. Przecież skoro chcą dobić wspólnie interesu, to muszą się zapewne znać? — zapytał Kacper, nerwowo potrząsając kieliszek piwa.

— Nie pamiętasz, jak w pierwszym liście oznajmił ten gość niech zacytuję, „przez wzgląd na specyficzny rodzaj naszej umowy pragnę pozostać anonimowy”? — po chwili przemyślenia odpowiedział pytająco Adrian biorąc łyk wina do ust.

— No i co z tego? — zapytał Kacper nie nadążając za tokiem myślenia przyjaciela.

— No pomyśl ciemnoto chwilkę. Z tego listu wynika, że skoro chce pozostać dalej anonimowy, to nigdy się nie widzieli, i że to nie będzie wielki problem podszyć się pod tą osobę. — oznajmił z dumą Adrian szeroko się przy tym uśmiechając i będąc pewnym swej racji.

— No zobaczymy, choć ja mimo wszystko sądzę, że będą z tego kłopoty. — stwierdził Kacper, czując pewne obawy wynikające z podszywania się za kogoś kim w rzeczywistości nie byli oraz tym jakie negatywne skutki może to za sobą przynieść.

— Trzeba iść na żywioł. Ja tam lubię być spontaniczny i tobie, też to polecam. — odpowiedział Adrian podnosząc na duchu przyjaciela. W odróżnieniu do niego nie czując strachu, lecz wielką chęć przeżycia czegoś nowego oraz tego jak wspaniałych ludzi mogą poznać.

Znowu i tym razem zrobili tak jak postanowili. Wybrali się dokładnie w to miejsce i o tej godzinie, gdzie byli umówieni na przekazanie ważnej przesyłki od wysłannika. Będąc przed klubem na chwile się zatrzymali.

— Poczekaj tu na mnie, a ja spróbuję tam wejść i go jakoś przechytrzyć. Jak byś widział, że coś jest nie tak to wkraczaj i obserwuj co się dzieję. Liczę na ciebie. — powiedział Adrian idąc powoli w stronę klubu. Mimo wszystko co jakiś czas spoglądając za siebie w stronę Kacpra.

— Nie ma sprawy na pewno ciebie nie zawiodę i postaram się zrobić wszystko, żeby się nam udało. — odpowiedział Kacper czekając na zewnątrz i obserwując co się wydarzy.

Tajemnicza przesyłka

Będąc już w klubie Adrian podszedł do pierwszego lepszego stołu usiadł przy nim i zaczął rozglądać się dookoła i obserwować, czy gdzieś w pobliżu nie znajduje się mężczyzna, który przypominałby z opisu faceta, z którym mięli się spotkać.

Po kwadransie rozglądania się na boki w końcu Adrian zauważył człowieka mogącego być tym kogo właśnie poszukiwał. Z wyglądu sprawiał wrażenie przeciętnego mężczyzny o szczupłej budowie ciała. Wysoki prawie całkiem łysy facet mający dokładnie na sobie czarny garnitur oraz ledwo widoczną pod nim koszulę, z napisem kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. Właśnie z takim samym napisem jaki wcześniej został opisany w liście. Wtedy Adrian postanowił zaryzykować, po czym podszedł do niego, po chwili pytając.

— Przepraszam pana moglibyśmy porozmawiać? — zapytał pewnym siebie głosem Adrian, patrząc prosto w oczy facetowi będąc prawie pewnym, że to właśnie on jest tą osobą, której szuka gdyż poznał go po napisie na koszuli.

— Przepraszam znamy się może? — zapytał facet w międzyczasie grzebiąc w torbie.

— Może usiądźmy to wyjaśnię spokojnie w jakiej sprawię tu jestem. — powiedział Adrian mimo drobnych wątpliwości proponując jednak, żeby najpierw usiedli i porozmawiali spokojnie.

— Posiada pan pewną przesyłkę, którą miałem dzisiaj odebrać.

— wyjaśnił Adrian, po czym zamówił alkohol, aby jakoś móc gościa przechytrzyć oraz stał się bardziej wyrywny do rozmowy.

No więc usiedli powoli, po czym następnie facet powiedział.

— Przekaże panu paczkę, ale pierwsze proszę podać hasło.

— niespodziewanie oznajmił mężczyzna patrząc Adrianowi w oczy.

— Kurczę jakie hasło. — pomyślał naglę Adrian nie mając zielonego pojęcia, o jakimkolwiek haśle.

— To hasło, które pan otrzymał na samym początku, gdy umawiał się z moim szefem przed otrzymaniem listu. — odparł mężczyzna odrobinę zdziwiony taką reakcją Adriana, lecz nie przeczuwając w pierwszej chwili, że on może być inną osobą, niż tą która miała odebrać przesyłkę.

— Kurcze trzeba szybko coś wymyślić, bo zaraz się kapnie, że nie jestem tym za kogo się podaję. — pomyślał Adrian odrobinę przestraszony mimo wszystko próbując nie dać tego po sobie poznać również starał się nie odrywać wzroku z oczu gangstera.

Lecz dzięki temu, że zwykle w głowie ma wiele pomysłów, to i jeden przyszedł mu dość szybko do głowy zwłaszcza gdy jego organizm troszkę się rozluźnił po spożyciu alkoholu.

Postanowił improwizować w obecnej sytuacji, po chwili znajdował się na ziemi. Na nic innego nie zdążył w tak krótkim czasie wpaść jak udawać, że zemdlał. Okazało się później, że przyniosło to dość zaskakujący, a zarazem pozytywny efekt.

Doręczyciel złapał haczyk. Zostawił przesyłkę na krześle, po drugiej stronie stołu. Wstał i postanowił podejść w Adriana kierunku i sprawdzić co się dzieję.

Gdy już się zaczął pochylać nad nim i sprawdzać mu puls. Wtedy do stołu podleciał Kacper chwycił teczkę, która leżała na krześle przy stole. Niestety doręczyciel szybko zauważył, że coś się dzieje, za jego plecami. W momencie gdy wstawał i skierował się w stronę Kacpra Adrian szybko powstał i od tyłu zręcznym i zgrabnym ruchem uderzył go w głowę, a że był pod wpływem upojenia alkoholowego nie trudno było go położyć na łopatki. W tym samym czasie Adrian szybko poleciał za Kacprem trzymającym paczkę.

Na szczęście ten numer się im udał. Przechwycili przesyłkę i udali się do mieszkania zostawiając oszołomionego po uderzeniu oraz pijanego doręczyciela w klubie.

— Kurcze, ale żeśmy go załatwili. Nie wiem jak się to nam udało tak łatwo go przechytrzyć? — zapytał ucieszony z wykiwania bandziora Adrian siedząc przy stole.

— No przechytrzyć się udało, ale co teraz będzie jak nas zechcą szukać i się zemścić.? — stwierdził z żalem Kacper mając drobne obawy na samą myśl o bandytach chcących odszukać straconą przesyłkę.

— Nie ma się co przejmować. Ważniejsze na razie jest sprawdzić, co w ogóle jest w tej paczce i czy to coś jest na tyle warte, aby się tak poświęcać. — odpowiedział Adrian chcąc uspokoić przyjaciela oraz biorąc paczkę do rąk, o której w obecnej chwili była mowa.

Następnie co przyjaciele postanowili zrobić, to wrócić jak najszybciej do mieszkania i otworzyć na spokojnie paczkę, której byli w posiadaniu. Otwarli ją dopiero po dotarciu do mieszkania. Oboje rozsiedli się przy stole, a resztę można już łatwo przewidzieć co się w mieszkaniu wydarzyło.

— Jesteśmy już na miejscu. Proszę otwórz już tą paczkę, bo ciekaw jestem, co jest w środku. — poprosił Kacper wpatrując się w nią, jakby znajdowały się w niej co najmniej jakieś wielkie skarby,

po chwili otworzył ją Adrian. W środku znajdowały się klucze i kartka z wypisanym szyfrem i mapa, a na niej punkt z dokładnym adresem gdzie znajduje się sejf, który zapewne można otworzyć tym kluczem przy pomocy szyfru.

— No to co jedziemy tam? — zapytał Kacper zerkając na przemian, to na paczkę, to w stronę Adriana.

— Dobrze tylko muszę wyskoczyć jeszcze gdzieś na chwilkę. To bardzo ważne. — powiedział Adrian zostawiając Kacpra i wychodząc z budynku, za jakieś piętnaście minut był już w progu przed Kacpra mieszkaniem.

— Gdzie byłeś? Szkoda czasu skoro mamy taką ważną sprawę do załatwienia. — zapytał Kacper będąc przygotowanym już do wyjścia.

— Nie interesuj się. Jak będzie trzeba, to tobie wszystko wyjaśnię. — odpowiedział Adrian prosząc przyjaciela o cierpliwość.

— W końcu ktoś z nas musi być ostrożny. Robiąc wszystko, by ratować nam obydwu tyłki z opresji. — dodał po chwili znowu Adrian.

— No dobrze. Już się nie czepiam, ale chodźmy to sprawdzić.

— powiedział Kacper. Poddając się i więcej nie wypytując Adriana o tą sprawę, którą był załatwić przed odjazdem.

Po chwili przyjaciele znowu postanowili zamówić taksówkę i jak najszybciej dotrzeć w miejsce, które było podane na mapie.

Jadąc taksówką troszkę wypytali kierowcę o okolicę, w którą ich wiezie. Czy ją zna i kojarzy miejsce, gdzie chcą zajechać.

— Najciekawsza okolica to nie jest, ale jeśli panowie tam potrzebują jechać to nie ma sprawy. — rzekł kierowca ciągle pilnując dokładnie drogi i starając się jechać zgodnie z przepisami ruchu.

Z dalszych opowiadań taksówkarza wynikało również, że miejsce do którego się wybierają przyjaciele nie jest zbyt bezpieczne, następnie kierowca stwierdził, że szczerze nie zna tam nikogo i nie miałby nawet najmniejszej ochoty kogokolwiek stamtąd znać, gdyż nie przyjemni faceci się kręcą w tej okolicy.

Niestety był dość przekonujący w tym co mówił. Przyjaciele zaczynali powoli mieć jednak obawy, czy potrzebnie zadarli z tymi ludźmi. Wyłącznie dla tego, żeby móc przeżyć jakąś ciekawą w życiu historię, ale jeżeli powiedziało się a, to już trzeba powiedzieć i b. Zwłaszcza, że właśnie dojechali na miejsce.

Wysiedli z samochodu i naprzeciwko drogi stał wielki budynek.

Postanowili do niego wejść. Następnie chcieli się podzielić, aby jedna osoba trzymała klucz, a druga szyfr.

Nie mogli się zdecydować, która osoba zostanie czego właścicielem. Dlatego też postanowili rzucać monetą. Rzucał nią Adrian. Wyrzucenie przez niego reszki oznaczało, że będzie właścicielem klucza. Zaś wyrzucenie przez niego orła oznaczało przyjęcie tajnego szyfru, lecz z jego decyzją nie zgodził się Kacper. Postanowił, że jeśli to orzeł, czy reszka decyduje o tym co ma zabrać Adrian. To on będzie rzucał monetą i tak też uczynił. Okazało się, że wypadł orzeł z czego jak wcześniej ustalili wynikało, że posiadaczem szyfru zostanie Adrian, a Kacper posiadaczem klucza.

Będąc już przed samym budynkiem, coś zwróciło ich uwagę. A dokładnie to, że z jednej strony było troszkę za cicho. Jak na wielką willę, w której miał być ukryty wielki skarb. Zamknięty w sejfie i zabezpieczony specjalnym szyfrem.

Niestety intuicja ich nie zawiodła i czuć było w powietrzu, że się coś święci nie zbyt przyjemnego.

Zasadzka

Otwierając bramę przy drzwiach przyjaciele zobaczyli trzech zamaskowanych wielkich facetów, więc się nie zastanawiając pobiegli oboje jak najszybciej każdy w innym kierunku, żeby im było ich łatwiej zgubić. Kacper uciekał przez jakieś piętnaście minut, po czym postanowił, że wskoczy na najbliższe drzewo i jakoś im ucieknie. Niestety to nie był zbyt mądry pomysł, ponieważ wystarczyło, że minęło piętnaście minut wiszenia na drzewie, a Kacper się zmęczył, po czym spuścił się z drzewa i wpadł prosto w ramiona dwóch bandytów. Adrian miał odrobinę więcej szczęścia i lepszy pomysł, gdyż był goniony tylko przez jednego z trzech gangsterów, aby uniknąć złapania pobiegł przed siebie zauważając naprzeciwko szyny kolejowe, na które miał zaraz wjechać pociąg. Co zapowiadały zaczynające się spuszczać barierki. Mimo obawy przed rozjechaniem Adrian postanowił jednak zaryzykować i przelecieć przed pędzącym pociągiem. Na szczęście prawie przeleciał na drugą stronę, a pociąg przysłonił drogę intruzowi co dało mu troszkę czasu na dalszą ucieczkę i zgubienie oprawcy. Ostatecznie udało mu się go w końcu zgubić, lecz mimo wszystko Adrian zaczął martwić się o los przyjaciela oraz co miałby w takiej sytuacji zrobić, czy sam działać, czy zadzwonić na policję. To była bardzo poważna sprawa nie cierpiąca zwłoki, lecz na szybkiego nie zdążył nic wymyślić. Postanowił pójść odpocząć, a następnie wymyślić co zrobi jutro w tej sytuacji.

Następnego dnia Adrian wypoczął i od razu przyszło mu do głowy pewne bardzo mądre powiedzenie.

— „Gdy mamy silnego wroga należy poszukać silniejszego sprzymierzeńca”, ale kim mogłaby być taka osoba, która pomogłaby mi uwolnić przyjaciela. — pomyślał Adrian.

Niestety nikogo takiego nie znał, lecz kto wie może jeszcze uda mu się kogoś poznać. Kto pomógłby mu uwolnić przyjaciela i uporać się z tymi gangsterami.

I właśnie w chwili gdy zastanawiał się nad tym, odezwał się telefon. Spojrzał na niego i nie dowierzając zobaczył, że dzwoni do niego Kacper. Odebrał go i powiedział.

— To ty Kacper co się stało? Udało się tobie uwolnić? — zapytał Adrian.

— Nie łudź się nawet. Mamy twojego przyjaciela i tak szybko go nie wypuścimy. Póki nie odzyskamy szyfru, który posiadasz, więc jak oddajesz nam szyfr? Jeśli tak, to my obiecujemy zwrócić tobie przyjaciela w całości. Tylko bez żadnych numerów, bo pogadamy inaczej. — odpowiedział dzwoniący do Adriana gangster. Ostrzegając przed konsekwencjami związanymi z nie oddaniem szyfru.

— Nie ma sprawy. Dogadamy się. Gdzie i kiedy mam przekazać ten szyfr? — zapytał Adrian.

— Niech będzie jutro o ósmej. Najlepiej przed budynkiem gdzie porwaliśmy twojego przyjaciela. — odpowiedział gangster.

— Dobrze niech tak się stanie. Na pewno zrobię wszystko co sobie życzycie. — odparł zasmucony Adrian zamartwiając się o los porwanego przyjaciela.

Odbicie przyjaciela

Wieczorem przed pójściem spać Adrianowi wróciła myśl, o poszukaniu trzeciego sprzymierzeńca w walce z wrogiem. Znowu niestety nic nie wymyślił, gdyż wspólnie z Kacprem mieli ograniczoną liczbę przydatnych w tym celu znajomych.

Wierząc w to, że wszystko dobrze się skończy postanowił odpocząć od problemów i pójść spać. Zaraz następnego dnia Adrian wstał i wyszedł z domu, by zrobić duplikat szyfru, który posiadał.

— W razie czego może się on przyda, a oryginał dostaną za Kacpra. — pomyślał Adrian.

Po wyjściu z domu za drzwiami zaczepiła Adriana sąsiadka.

— Dzień dobry śpieszy się pan gdzieś może? — Odezwała się młoda dwudziestoletnia niska drobna blondynka.

— Niestety nie mogę pani na razie tego powiedzieć, ale coś bardzo ważnego muszę załatwić. — odpowiedział Adrian ciągle martwiąc się o los przyjaciela. Jednak nie chcąc wtajemniczać w tą sprawę obce mu osoby.

— No to trudno. Mam na imię Zofia i jestem tu nowa. Chciałam poznać sąsiadów, ale skoro pan zajęty to trudno może wpadnę innym razem. — odpowiedziała Zofia mimo wszystko licząc na poznanie sąsiada.

No i w tej chwili wróciła do Adriana myśl dotycząca sprzymierzeńca.

— Kurczę ona taka drobna młoda kobieta. Nie wydaje się być jakimś wystarczająco potężnym sojusznikiem w walce z takim silnym wrogiem, ale co tam najważniejsze, żeby pomóc przyjacielowi. — pomyślał Adrian przyglądając się jeszcze raz dobrze nowo poznanej dziewczynie.

— Lubi pani przygody? — zapytał śmiało Adrian spoglądając na Zofię.

— Oczywiście cały dzień siedzenia w domu nie przynosi jakiś zbyt spektakularnych wrażeń. Chętnie coś zrobię, żeby tylko coś się działo w moim życiu. — odparła Zofia.

— To miło chciałbym, aby pani pomogła mi w jednej sprawie. Na pewno się odwdzięczę. — stwierdził Adrian.

— Jaka tam pani. Mówiłam Zofia mam na imię i proszę się tak do mnie zwracać. Nie czuje się zbyt dobrze rozmawiając tak urzędowo. — powiedziała Zofia poprawiając Adriana mimo wszystko chcąc przejść z nim od razu na ty.

— Dobrze Zofio masz może chwilkę wolnego czasu?

— przytakując zapytał Adrian.

— A co to miało być zaproszenie na randkę? — zapytała Zofia troszkę zdziwiona propozycją. Źle ją interpretując.

— Nic w tym rodzaju. Choć nie ukrywam, że kiedyś moglibyśmy się umówić i porozmawiać. Jednak na razie mam coś ważniejszego na głowie. — powiedział Adrian okazując drobne zainteresowania nowo poznanej dziewczynie.

— Więc słucham co takiego się stało? — zapytała Zofia starając się nie patrzeć prosto w oczy Adrianowi oraz chcąc dowiedzieć się o co dokładnie chodzi.

— Muszę iść uwolnić przyjaciela z rąk bandytów. — stwierdził Adrian. Okazując przy tym smutny wyraz twarzy.

— Słyszałam w życiu ciekawsze wymówki. To oczywiście żart? — zapytała oburzona Zofia. Myśląc, że zmienił temat wymigując się jedynie od randki, ponieważ mogła się mu nie spodobać.

— Nie to całkowita prawda. Dlatego pytałem, czy lubisz przygody, i czy nie pomogłabyś mi pomóc w odbiciu przyjaciela.

— poprosił Adrian starając się być przy tym bardzo wiarygodnym.

— Wiesz to brzmi tak bezsensownie, że aż jestem w stanie tobie w to uwierzyć. Więc proszę prowadź. Postaram się pomóc jak tylko mogę. — odparła z nutką ironii Zofia. Jednak ciągle w pełni nie dowierzając i starając się odkryć prawdziwe intencję nowo poznanego sąsiada.

— Mam samochód to mogę nas podwieźć. Tylko powiedz pod jaki adres? — zaproponowała Zofia uśmiechając się do nowo poznanego sąsiada.

Ucieszony tym faktem Adrian, że w końcu nie będzie musiał snuć się po mieście jeżdżąc taksówkami. Podał Zofii adres gdzie mieli razem się zjawić.

Jechali około trzydziestu minut starając się wszystko

spokojnie przemyśleć. Doszli jednak do wniosku, że nie warto ryzykować i trzeba to spokojnie rozwiązać. Mając już pewien plan, którym wcześniej podzielił się już z sąsiadką Adrian. Następnie wyszedł z samochodu, a Zofia została w aucie.

Podszedł do drzwi otworzył je, a z nich wyszło trzech wielkich facetów obok których stał związany Kacper.

— Dawaj szyfr to wypuścimy kolegę jeśli nie to oboje stąd nie wyjdziecie żywi. — stwierdził jeden z gangsterów.

Nie dyskutując z nimi Adrian postanowił, że pokaże im go żeby się uspokoili troszkę i od razu go wyciągnął.

— Proszę to jest wasz szyfr, a teraz dajcie nam odejść.

— powiedział Adrian patrząc na związanego przyjaciela oraz bacznie oczekując reakcji gangstera.

— Proszę jesteś wolny, ale tylko na chwilkę byście mogli pożegnać się ze sobą. — powiedział bandzior w między czasie rozwiązując Kacpra.

Przerażony Kacper zdrętwiał i stał sztywno nie mogąc się ruszyć. Również Adrian zaskoczony sytuacją starając się zachować resztki spokoju zamilkł na chwile.

— Teraz oboje zginiecie macie jeszcze jakieś życzenie przed śmiercią? — zapytał gangster wyciągając broń i kierując ją w stronę przyjaciół.

Adrian Postanowił szybciutko coś wymyślić. Będąc troszkę spokojniejszy od Kacpra, gdyż wiedział, że z każdej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście. Trzeba tylko być bardzo przewidywalnym. Zwykle w życiu na szczęście to mu się udawało, ale czy akurat teraz pomoże to uratować im życie?

Mam jedno życzenie. Chciałbym zadzwonić tylko do kogoś i się pożegnać. — powiedział Adrian wyciągając telefon komórkowy z kieszeni.

— Zgłupiałeś chyba żebyśmy na takie życzenie przystali. Zadzwonisz zaraz po policję. Nie myślisz, że masz do czynienia z idiotami. Chowaj ten telefon. — odpowiedział jeden z gangsterów celując pistoletem w rękę Adriana, w której trzymał telefon.

— To może pójdźmy na jakiś kompromis? Ja z kolegą podejdziemy sobie pod tamto drzewko, a ty będziesz stał obok mnie, a reszta kolegów przed budynkiem. Jak coś z mojej rozmowy się tobie nie spodoba od razu możesz do mnie strzelać.

W porządku? — zaproponował Adrian starając się nie denerwować oraz mając nadzieję, że jednak bandyci się zgodzą, gdyż od tej decyzji zależało ich życie.

— No dobrze i tak nie macie już wiele możliwości, ale pamiętaj coś mi się nie spodoba tobie kulka w głowę, a potem twojemu przyjacielowi. — odparł bandyta spoglądając na telefon.

— Dobrze. — odpowiedział Adrian. Czując mnóstwo adrenaliny po czym nawet chwilowo przeszedł mu strach, a poczuł coś co trudno jest opisać.

Jednocześnie Kacper cały czas stał jak zamurowany i nie mógł wydusić z siebie ani słówka.

Po zawarciu porozumienia z gangsterem. Adrian zaczął wykręcać numer telefonu.

Niestety nie mógł się nigdzie dodzwonić.

— No i co to kombinujesz? Dzwoń w końcu, bo tracę cierpliwość. — odparł gangster grożąc Adrianowi pistoletem.

— Kurcze no nie moja wina, że ktoś telefonu nie odbiera.

— z żalem stwierdził Adrian nerwowo trzęsąc telefonem.

Tak stali jeszcze prę minut, po czym bezwiednie Kacper zemdlał. Tak samo jak wcześniej Adrian w klubie kiedy doszło do udanej sytuacji przechwycenia szyfru, lecz tym razem było to naturalne i wcale nie udawane.

— Mogę zobaczyć co się stało koledze? — zapytał Adrian pokazując palcem w kierunku przyjaciela.

— Sprawdzaj jak musisz tylko szybko, bo się niecierpliwię.

— odpowiedział gangster. Wymachując spluwą na boki.

Następnie Adrian pochylił się nad przyjacielem zaczynając go cucić, po chwili odzyskał już przytomność, lecz Adrian zaczął szeptać mu na ucho, żeby dalej udawał omdlenie i dał mu parę wskazówek, po czym wstał, a Kacper dalej leżał.

— Potrzebuje zadzwonić po karetkę, bo coś się mu stało.

— powiedział Adrian.

— Chyba sobie żartujesz? Wy oboje i tak trupami jesteście. To czy zejdzie wcześniej, czy później, od kulki, czy z innego powodu. Mnie, to w ogóle nie obchodzi. — oznajmił gangster. Grożąc pistoletem i nie pozwalając mu nigdzie dzwonić w żadnym wypadku.

I właśnie w tym momencie zadzwonił do Adriana bardzo głośno telefon.

Troszkę rozkojarzony gangster mimowolnie się przestraszył i upuścił broń.

Kacper szybko zareagował. Leżąc na podłodze chwycił pistolet.

Gdy to zauważyła pozostała dwójka gangsterów stojących jakieś dwadzieścia metrów od nich również zareagowała. Po chwili ruszyli w ich kierunku, lecz było już za późno, gdyż z bardzo dużą prędkością z naprzeciwka jechał samochód.

I tak się po chwili stało, że dwójka gangsterów leżała potrąconych samochodem przez Zofie.

— Padnij i nie waż się ruszyć. — rzekł Adrian celując w ostatniego stojącego na nogach gangstera. Po odebraniu pistoletu od Kacpra.

— Część mam Zofia na imię jestem waszą nową sąsiadką.

— powiedziała Zofia wysiadając z samochodu następnie witając się z Kacprem.

Bardzo mi miło. — rzekł Kacper. Przyglądając się dokładnie nowo poznanej dziewczynie.

— Możesz mi to wszystko wyjaśnić co się tu stało? — zapytał Kacper będąc bardzo ciekaw zaistniałej sytuacji jak i niespodziewanego obrotu sytuacji na ich korzyść.

— Oczywiście. — powiedział Adrian pełen dumy w związku z tym, że jego plan wypalił w stu procentach.

— Na początku dość spontanicznie poznałem Zofie, którą już zdążyłem wcześniej poznać. Zanim wysiadłem z samochodu dogadaliśmy się, że gdy puszcze do niej sygnał ona zadzwoni po policję, następnie zacznie jechać w kierunku, którym się wybrałem i jak zobaczy jakiś facetów przy mnie, to ma za wszelką cenę ich powstrzymać nawet ich potrącając. Na szczęście widać odważna z niej dziewczyna i spełniła moją zachciankę, no a potem resztę już znasz. Poza tym sam też dobrze się spisałeś. Zabierając w odpowiednim momencie szybko broń z ziemi. — wyjaśnił dokładnie Adrian całą zaistniałą sytuację. Jak i nagłe przybycie Zofii nie zapominając przy tym, by pochwalić przyjaciela oraz szeroko się uśmiechając na zmianę do Kacpra jak i do Zofii.

Po krótkich wyjaśnieniach szybko nadszedł koniec, gdyż nagle na miejscu znalazła się policja. Podeszli do przyjaciół i ich zapytali.

— Co się tutaj stało? — rzekł policjant.

— Broniliśmy się przed gangsterami, którzy próbowali nas zabić. — wydusił z siebie Adrian. Pokazując palcem w kierunku leżących bandytów potrąconych wcześniej przez Zofię.

Udało mi się ich wszystkich powstrzymać panie władzo. — zaczął się przechwalać Kacper uśmiechając się przy tym szeroko.

Reszta wyjaśnień potoczyła się bardzo szybko. Po wszystkim Policjant podziękował przyjaciołom za obywatelską postawę i pomoc w ujęciu groźnych bandytów.

Ze względu na to, że mimo potrącenia przez samochód faceci nie doznali wielkich obrażeń, gdyż Zofia nie jechała bardzo szybko. Nie wniesiono przeciwko nim żadnych roszczeń, a reszta czynności została zakwalifikowana jako obrona konieczna.

— Choć mimo wszystko czuję jednak, że to jeszcze nie koniec naszych problemów związanych z tymi gangsterami. — powiedział Kacper patrząc na odjeżdżający radiowóz.

Odrobinkę się uspokoili i postanowili, że po tych wszystkich wrażeniach wrócą razem w trójkę do domu.

W podróży za przygodą

Zaraz następnego dnia cała trójka spotkała się w mieszkaniu Adriana. Postanowili przedyskutować wszystko co się wydarzyło w ostatnim czasie.

Widzicie w końcu coś się dzieje w naszym życiu. To jak idziemy po ten skarb? — zapytał Adrian. Przyglądając się reakcji Zofii i Kacpra na jego pytanie.

Co ty nie masz jeszcze dość, po tym co się wcześniej wydarzyło? — zapytała Zofia. Patrząc Adrianowi prosto w oczy.

— Mam ochotę jednak zaryzykować i sprawdzić do czego nas to doprowadzi. — powiedział Adrian będąc przekonany o tym, że nie odpuści. Tym bardziej skoro udało im się już zajść tak daleko.

— Poza tym jak ty chcesz iść po ten skarb? Jak i tak nie mamy, ani szyfru, ani kluczy? –zapytał trafnie Kacper. Myśląc, że tym choć na chwilę uspokoi u Adriana chęć pogoni za przygodą. Sam popierając bardziej zdanie Zofii oraz obawiając się co jeszcze może złego im się przytrafić ze strony nie dawno poznanych gangsterów, do których mimo wszystko należy poszukiwany skarb.

— O to się nie martw. Zanim pojechałem do ciebie zrobiłem kopie szyfru. Może pamiętasz jak zanim razem pojechaliśmy w ten dzień kiedy ciebie porwali. Wyszedłem na piętnaście minut coś ważnego załatwić. Byłem wtedy dorobić zapasowe klucze. I w taki oto sposób twój zapobiegliwy przyjaciel zadbał, że mamy klucze i szyfr do Skrytki. — odparł z pewnością i satysfakcją Adrian. Spoglądając na widocznie zdziwioną twarz Kacpra, gdy to od niego usłyszał.

— Może jutro się wybierzemy odszukać ten skarb? — zapytał Adrian.

— Daj odpocząć chwilkę. — zaproponował zestresowany wcześniejszymi wydarzeniami Kacper.

— Nie ma czasu do stracenia. Poza tym jak uważasz Zofio dołączasz do nas? Byłoby miło gdybyś nam towarzyszyła.

— zapytał Adrian spoglądając na Zofie uśmiechając się do niej szeroko. Mając jednak nadzieję, że miłymi słówkami nakłoni ją do tego, aby jednak pojechała razem z nimi.

— Wiecie chłopaki jak na razie mam dość wrażeń na dzisiaj.

Jakbyście mnie potrzebowali jestem pod telefonem.

— zaproponowała Zofia żegnając się z przyjaciółmi i opuszczając ich mieszkanie.

— Dziękujemy życzymy miłego dnia. — pożegnali się wspólnie przyjaciele z Zofią.

Ostatecznie Kacprowi udało się przekonać Adriana, że jednak też dla nich na dzisiaj tych wrażeń jest za dużo.

Wrócili do swoich mieszkań i postanowili odpocząć, by rano zastanowić się co dalej będą robić.

Kacper dokładnie o szóstej rano zapukał do przyjaciela. Słysząc to Adrian po pewnej chwili otworzył mu drzwi. Odrobinę zaskoczony tak wczesną jego wizytą

— Jak tam nie obudziłem cię? — zapytał Kacper patrząc na zegarek. Dzięki temu uświadamiając sobie o jak wczesnej porze wpadł z wizytą do Adriana.

— No co ty przecież jest szósta rano. Ludzie o tej porze zwykle już nie śpią i czekają na przyjaciół, żeby już z rana spróbować ukraść forsę kryminalistą. — odparł podniesionym głosem Adrian. Odrobinę przy tym ironizując oraz spoglądając na swój zegarek, gdyż znany jest z tego, że lubi długo sobie pospać, dlatego tak też zareagował porywczo na wczesną pobudkę narzuconą przez Kacpra.

— Przepraszam Adrian, że tak przychodzę z rana, ale myślałem, że o takiej porze będzie najbezpieczniej. Jak już mamy zamiar jechać po ten skarb. — oznajmił Kacper przepraszając Adriana za zbyt wczesne przybycie. Chcąc również się usprawiedliwić.

No to dobrze skoro już jesteś to choć zbieramy się i jedziemy. — ogłosił Adrian prowadząc kolegę do wyjścia z mieszkania.

Następnie Adrian z Kacprem wyruszyli w drogę. Chcąc się dostać pod ten sam adres, gdzie ostatnio tyle się wydarzyło. Będąc mądrzejsi o wcześniejsze wydarzenia. Postanowili jednak w pewien sposób się zabezpieczyć i na wypadek, gdyby wchodząc do bramy budynku znowu przywitała ich trójka bandziorów. Zdecydowali się zabrać ze sobą paralizator. Przy ich broni to nic takiego, ale zawsze dobre i to. Niestety mieli tylko jeden. Co zdecydowało o tym, że przyjaciele jak zwykłe pokłócili się kto będzie mógł zostać jego posiadaczem. Dla obydwu przyjaciół bardzo ważną sprawą było to kto na czas przeszukania budynku będzie mógł nim dysponować.

Postanowili rzucać monetą. Orzeł oznaczał, że paralizator jest Adriana. Reszka oznaczała, że Kacper staje się posiadaczem paralizatora. Po losowaniu okazało się, że ostatecznie wygrał Kacper. Ponieważ wypadła reszka.

Następnie co zrobili to po losowaniu zebrali się na odwagę i otworzyli drzwi budynku, a tam w środku o dziwo nikogo nie zastali.

— Zobacz nikogo nie ma. — powiedział Adrian. Zdziwiony zaobserwowaną sytuacją.

— Widocznie nie przypuszczali, że ich odwiedzimy o tak wczesnej porze. — zasugerował Kacper. Mimo wszystko zadowolony z faktu, że oboje bezpiecznie trafili na miejsce oraz nikt nie czekał na nich z wrogim zamiarem.

— Trochę to dziwne, ale mimo wszystko musimy to sprawdzić. — odpowiedział Adrian nie dowierzając w to, żeby budynek, w którym teoretycznie znajdował się skarbiec był niepilnowany.

Weszli więc do środka rozejrzeli się i zastanowili, gdzie może być ukryty sejf. Była to nie lada zagadka, gdyż ten gigantyczny budynek liczył chyba dwadzieścia pięter. Na pierwszy rzut oka można było z łatwością stwierdzić, że odnalezienie sejfu w tak wielkim budynku będzie nie lada wyzwaniem.

— To co? Losujemy znowu monetą, na którym piętrze szukamy? — zapytał odrobinę przy tym ironizując Kacper.

— No co ty? To nie są żarty. Po pierwsze jak sobie to wyobrażasz, a po drugie za dużo jest tu pięter na jedną monetę. — odparł Adrian. Rozglądając się po budynku.

— Więc co proponujesz w takiej sytuacji? — zapytał Kacper mając nadzieję na to, że przyjaciel udzieli mu jakiejś konkretnej odpowiedzi.

— No dobra mam pewien pomysł. — po chwili oznajmił Adrian.

— Wiesz chyba jakiś głupek w takim gigantycznym budynku chowałby sejf na którymś piętrze. Skoro jest ich tu tak wiele. — stwierdził Adrian. Będąc przekonanym o swojej racji.

— To jak jesteś taki mądry, to gdzie może on się znajdować Jak nie w budynku? — zapytał Kacper wpatrując się w przyjaciela. Nie do końca będąc przekonanym o jego racji.

— Nie powiedziałem, że nie w budynku, lecz nie na żadnym z pięter. Dlatego ja bym zaproponował, żeby poszukiwania zacząć od przeszukania piwnicy. — zasugerował Adrian również uważając, że jego sugestia może być w tym przypadku trafna.

Tak więc udali się razem do piwnicy zgodnie ze wcześniejszą propozycją Adriana.

Był to wielki ciemny pokój. Na szczęście można było bez problemu wejść i zaświecić w nim światło. Tak też Kacper uczynił podchodząc do kontaktu i zaświecając światło. Gdy zrobiło się jasno przyjaciele na korytarzu ujrzeli wielki Sejf.

— Popatrz Adrian jaki gigantyczny. — wydobył z siebie Kacper rozglądając się dookoła i podziwiając ogrom wnętrza, do którego wszedł. Jak i również sam sejf.

— No wielki pokój, a ten sejf też imponujący. Teraz musimy sprawdzić czy ten klucz i szyfr pasuję do niego. No i co może w sobie on kryć. — powiedział Adrian będąc pod wrażeniem widoku i samego wnętrza jakie krył budynek, gdyż wcześniej nigdy nie był w takim dużym pomieszczeniu.

Adrian wyciągnął klucz, po czym przekręcił zamek. Następnie przy sejfie zaświeciło się coś w rodzaju klawiatury.

— Gdzie masz ten szyfr? — zapytał Kacper spoglądając nerwowo na sejf.

— No już wyciągam. Masz spróbuj wpisać. — poprosił Adrian przekazując szyfr prosto w dłoń Kacpra.

To był długi szyfr złożony z około dwudziestu cyfr i liter pomieszanych w taki sposób, że mało kto wpadłby na ułożenie ich w takiej kolejności.

Skupiony Kacper bardzo powoli zaczął wpisywać szyfr.

Na końcu przy wpisaniu ostatniej cyfry szyfru sejf się otworzył.

— Ale jazda popatrz Adrian otworzył się. — rzekł uśmiechnięty Kacper będąc zadowolonym, że ich wysiłek nie poszedł na marne. Nie dowierzając mimo wszystko w to, że udało się jednak otworzyć ten sejf.

Chwilę zamilkli no i doszli do wniosku, że jak zaszli aż tutaj to wypadało by zobaczyć co jest schowane w środku.

Podeszli wspólnie bliżej, po czym zajrzeli razem do środka.

Tam ku ich wielkiemu zdziwieniu znajdowało się mnóstwo pieniędzy. Około dwieście tysięcy złotych i co zaskoczyło ich najbardziej jakieś pudełka, w których coś się znajdowało możliwe, że narkotyki lub coś w tym rodzaju.

Nie wnikając w szczegóły postanowili zabrać jedynie pieniądze oraz jedno pudełko, które było inaczej opisane niż wszystkie. Po czym zbierać się z stamtąd jak najszybciej. Póki ktokolwiek się nie zorientuję, że byli tu przed chwilką.

Posiadając już pieniądze przyjaciele biegli ile sił w nogach, gdyż postanowili oddalić się od budynku tak daleko jak to tylko możliwe.

Po drodze zamówili taksówkę, którą udali się do domu. Zadowoleni, że tak łatwo im poszło obrabowanie sejfu oraz ciesząc się wspólnie odniesionym sukcesem. Postanowili się nim podzielić z ich nowo poznaną koleżanką. Tak też zrobili, po czym udali się do jej mieszkania. Gdy dojechali już na miejsce pod własny blok zapukali do sąsiadki, gdy to usłyszała szybko otworzyła im drzwi.

— Cześć chłopaki proszę wejdźcie. — powiedziała Zofia troszkę zdziwiona wizytą przyjaciół. Jednak postanowiła ich zaprosić i dowiedzieć się jaki jest powód ich nagłych odwiedzin.

Posłuchali ją i weszli wspólnie do środka. Ku ich zdziwieniu zobaczyli czterech facetów stojących u niej w mieszkaniu.

— Co to Zofio masz gości? — zapytał Kacper wpatrując się na zmianę to na Zofię to na facetów będących w jej mieszkaniu.

— Niestety chłopaki to nie są moi goście. Właśnie czekaliśmy na was, ponieważ przypuszczaliśmy, że się pojawicie u mnie. — odparła Zofia kierując się w stronę facetów.

— Kim ty właściwie jesteś? — zapytał Adrian w stronę wchodzącej już do swojego mieszkania Zofii.

— Koniec tych pytań. Idziecie z nami. — wykrzyczał jeden z bandziorów kierując się w stronę przyjaciół wspólnie z dwoma towarzyszącymi mu facetami.

Zaciągnęli Kacpra i Adriana do samochodu. Następnie wywożąc ich w pewne nieznane miejsce. Realizując własny plan, który niestety nie był optymistyczny dla przyjaciół.

— Czego wy od nas chcecie? — zapytał Kacper jednego z bandziorów. Będąc przestraszony całą sytuacją.

— Więcej wam jedynie Zofia wytłumaczy. Teraz mordy w kubeł, bo nie zamierzam z wami dyskutować. — poinformował wrogo jeden z gangsterów uśmiechając się przy tym szyderczo.

Następnie Zamknęli Adriana i Kacpra w pokoju.

— Kurcze co oni od nas chcą? — zapytał Kacper. Oczekując jakiejś błyskotliwej i pocieszającej odpowiedzi od przyjaciela.

— Nie wiem. Może wiedzą o pieniądzach, co je wczoraj wybraliśmy z sejfu? — stwierdził zdziwiony Adrian nie mając zielonego pojęcia co jest grane.

Po chwili w pokoju zjawiła się Zofia. Zamykając szybko za sobą drzwi.

— I co nam masz teraz do powiedzenia zdrajczyni. Kim ty w ogóle jesteś? Pracujesz dla tych gangsterów? — gniewnie zapytał Adrian. Mając żal do Zofii, że ich zdradziła i to zaraz po nawiązaniu z nimi znajomości.

— Nie. Ja pracuję dla kogoś innego. — odparła Zofia po części starając się tłumaczyć swoją i ich obecna sytuację.

— Ale dla kogo? — zapytał Adrian będąc bardzo ciekawym odpowiedzi Zofii.

— Dla pana Zenona. — powiedziała krótko Zofia. Wyjaśniając swoje gangsterskie powiązania.

— Kim u licha jest ten Zenon? — zapytał Adrian. Niezadowolony w pełni z udzielonej odpowiedzi. Spoglądając cały czas na Zofię.

— No właśnie? — również zaciekawiony zapytał Kacper.

— Pan Zenon jest to mężczyzna zamieszkały na ulicy Pawiej4, który miał otrzymać pieniądze, a dzięki wam do tej pory ich nie zobaczył. — Odparła Zofia.

— To co u licha robisz w ich towarzystwie. Skoro dla nich nie pracujesz? — zapytał coraz bardziej poirytowany całą sytuacją Adrian.

— ponieważ oni obiecali mi pomóc odzyskać pieniądze co ukradliście, a mój szef powiedział.

Niech zacytuję: „nie ma pieniędzy nie ma dostawy”.

Tak więc im też zależy, by do transakcji jednak doszło.

— I to wszystko było zaplanowane? — zapytał Adrian wciąż wpatrując się w oczy Zofii. Jakby chciał z nich wyczytać czy to co mówi to prawda.

— Tak już po jakimś czasie zdziwiło to pana Zenona, że nie dostał listu, który miał otrzymać. — Stwierdziła Zofia co jakiś czas odwracając wzrok w innym kierunku.

— Przypadek sprawił, że kiedyś podpatrzono was w knajpie jak załatwiliście jednego z gangsterów odbierając mu przesyłkę. Wtedy pan Zenon nakazał mi żebym was śledziła i jak tylko mogę was lepiej poznała i się z wami za kumplowała.

Dlatego też spotkaliśmy się na schodach i postanowiłam wprowadzić się do bloku, w którym mieszkacie. — stwierdziła Zofia uśmiechając się przy tym do Adriana. Wyjaśniając doszczętnie całą zaplanowaną intrygę.

— No i co zamierzacie teraz z nami zrobić? — zapytał Kacper. Nie do końca zdający sobie sprawę z tego czy rzeczywiście chce znać odpowiedź na to pytanie.

— W pierwszej kolejności mamy zamiar odzyskać nasze pieniądze. Co zrobimy potem z wami jest dla nas mniej istotne. — stwierdziła Zofia patrząc na przyjaciół jak na kretynów, gdyż dla niej odpowiedź wydaje się być oczywista

— No, ale dla nas mimo wszystko jest ważne. Poza tym to wszystko nie nasza wina. Co my na to poradzimy, że to listonosz spieszył sprawę i przysłał ten list do nas, a nie Zenonowi? — stwierdził Kacper próbując usprawiedliwić siebie i przyjaciela.

— Na razie wychodzę. Zastanowimy się co z wami zrobimy i jutro wam damy znać. Pa chłopaki. — Pożegnała się ozięble Zofia wychodząc z pokoju.

— No co za suka, a taka się wydawała z niej fajna dziewczyna. — powiedział poirytowany całą sytuacją Kacper.

— rzeczywiście myślałem, że nam pomoże i w trójkę damy ze wszystkim radę, ale teraz w tej sytuacji sami musimy pomyśleć jak się stąd wydostać. — powiedział chwilowo pozbawiony optymizmu Adrian.

Ucieczka

Pokój, w którym przebywali był wyjątkowo skromny. Wewnątrz znajdowały się jedynie dwa krzesła, a na ścianach widniały niebieskie tapety. Posiadał tylko jedno okno na zewnątrz, lecz to, że znajdował się on na czwartym piętrze w pewny sposób utrudniało możliwość wydostania się z niego.

Jednak po dłuższym zastanowieniu Adrian doszedł do wniosku, że to ich jedyna możliwość, by uratować swoje życie jak i przyjaciela.

— Raz się żyje. — pomyślał wtedy Adrian czując resztki optymizmu w nim tkwiące. Mając nadzieję, że może jednak się udać.

Otworzyli wspólnie okno i postanowili jakimś sposobem zejść piętro niżej. Wyglądając przez nie zauważyli pod nim balkon.

— Może uda nam się razem jakoś zejść na ten balkon.

— zaproponował Kacper. Nie do końca przekonany co do słów jakie w obecnej chwili wypowiedział, ponieważ posiadał lęk wysokości i nie na rękę były mu takie akrobacje.

— Musimy spróbować. Chodź idziemy. — odpowiedział Adrian zachęcając do zejścia przyjaciela.

Musieli uciekać jak najszybciej póki nie zorientują się, że ich nie ma. Jednak z pewnym trudem udało się obydwu przyjaciołom zeskoczyć na balkon, następnie zeszli znowu w podobny sposób na niższe piętro, lecz pozostały jeszcze dwa, a tu lada moment mogą zauważyć, że ich niema.

— Choć dalej Kacper nie guzdraj się, bo nas złapią. — pośpieszył Adrian mając w głowie świadomość, że w każdej chwili bandyci mogą dostrzec, że nie ma ich już w pokoju.

— Już idę nie pośpieszaj mnie. — odparł przestraszony Kacper. Starając się dzielnie dotrzymywać kroku przyjacielowi.

I jak się okazało jednak pośpiech nie był zbyt dobrym doradcą, ponieważ schodząc Kacper zawadził nogą o parapet i lewą nogą zaklinował się wisząc nad pierwszym piętrem.

— Adrian ratuj mnie nie chce umierać. — krzyczał Kacper przerażony obecną sytuacją.

— Nie wrzeszcz tak głośno, bo nas usłyszą. Uspokój się i nie panikuj. To już prawie parter najwyżej sobie coś połamiesz. Żeby umrzeć musiałbyś mieć wyjątkowe szczęście przy spadaniu z tak niskiego piętra. Nie marudź już cie trzymam. — stwierdził Adrian uciszając przyjaciela oraz próbując podtrzymać go na duchu. W między czasie ratując go z opresji.

Na szczęście dość szybko udało się Adrianowi wyciągnąć jego nogę, która utkwiła pomiędzy kratami chroniącymi dzieci przed wypadnięciem z balkonu.

— Dzięki za pomoc teraz musimy dalej pędzić na duł. — podziękował Kacper uśmiechając się do przyjaciela. Będąc wdzięcznym za wyciągnięcie go z tarapatów.

Popędzili znowu jak najszybciej na pierwsze piętro, a potem od razu na parter. Na szczęście już bez żadnych ekscesów, lecz po chwili będąc na parterze usłyszeli pewien hałas dochodzący z góry.

— Kurcze wiejmy. Pewnie już zauważyli, że czmychnęliśmy z tego pokoju. — stwierdził przestraszony Kacper zerkając to w górę to w stronę przyjaciela.

— Ten hałas z góry nie wróży nic dobrego. Więc skup się i uciekaj jak najszybciej. — powiedział Adrian przyznając rację przyjacielowi, równocześnie go pośpieszając.

— No teraz to już pestka z parteru zwiać. Lećmy ile sił w nogach. — powiedział pewny swego Adrian.

Zejście z parteru nie sprawiło im najmniejszych trudności. Dokładnie tak jak przypuszczał wcześniej Adrian.

Następnie postanowili lecieć nie w stronę ulicy, lecz w stronę lasu, żeby łatwiej móc się w nim skryć.

To rozwiązanie uważali za najlepszy i najszybszy sposób na pozbycie się intruzów, którzy zapewne będą ich gonić.

— No i widzisz zachciało ci się przygód, a teraz mamy na głowie dwie szajki gangsterów. — stwierdził z ironią Adrian w głębi duszy się ciesząc, że w końcu coś zaczyna się dziać w ich nudnym dotychczasowym życiu. Jednocześnie uśmiechając się do przyjaciela.

— Mi się zachciało? A kto mnie wyciągnął po przeczytaniu listu mówiąc choć sprawdzimy ten sejf przecież może być to przygoda życia? — z pretensjami zapytał retorycznie Kacper okazując to ponurym wyrazem twarzy. Chcąc mimo wszystko sprostować to komu tak naprawdę pierwsze się śpieszyło do tego, by wpakować ich w tak wielkie tarapaty.

— Przecież dokładnie o tym wiem. Żartowałem ośle.

Nie ma teraz czasu, by się nad tym rozczulać. — odparł Adrian próbując mimo wszystko cały czas się przemieszczać.

— Ty chyba nie jesteś zbyt normalny? Jak możesz w takiej trudnej sytuacji jeszcze żartować? — zapytał poirytowany zachowaniem przyjaciela Kacper również cały czas dotrzymując kroku Adrianowi.

— Nie znasz się na żartach? Poza tym chcę żebyś się troszkę odprężył, a nie cały czas bardzo stresował obecną sytuacją, ale się nie rozpraszaj zbytnio tylko biegnij. — wyjaśnił Adrian swoje dobre intencje w stosunku do Kacpra.

— No dobrze. — odpowiedział krótko Kacper dalej wspólnie z przyjacielem biegnąc przed siebie.

Jednak na moment przystanęli po czym postanowili uciekać przez las jak najdalej przed siebie, lecz niestety okazało się, że również dwa gangi potrafią nie być jedynym napotkanym na ich drodze problemem, gdyż tak biegnąc w końcu skręcili gdzieś w głąb lasu, aż tu nagle za krzaków dobiegł ich pewien przeraźliwy głos.

— Adrian co to u licha jest? — zapytał Kacper w pełni nie dowierzając w to, co w obecnej chwili zauważył.

— Nie pytaj tylko uciekaj ile masz sił. To stado dzików.

— rozkazał stanowczo Adrian popędzając przyjaciela.

I tak w parę króciutkich minut wskoczyli na pierwsze lepsze drzewo.

— I co my teraz zrobimy? Będziemy tak wisieć, aż ci bandyci bądź dziki nas nie załatwią? — zapytał Kacper będąc nie zadowolonym z obecnej nie komfortowej sytuacji jaka ich spotkała.

— Proszę zamilcz. Daj mi się skupić i pomyśleć nad naszą nie najlepszą sytuacją. — oświadczył oburzony Adrian. Uciszając przyjaciela, gdyż nie mógł się w obecnej chwili skupić nad tym jaki wymyślić sposób na to, by móc ich wspólnie wyciągnąć z tej opresji.

Tak siedzieli razem na tym drzewie jakieś pół godziny, po czym Adrian wpadł na pewien pomysł.

— Widzisz jaka ta gałąź jest duża i giętka? — zapytał Adrian zwracając uwagę Kacprowi na pewien szczegół.

— I co w związku z tym? — zapytał nie rozumiejąc przesłania Kacper.

— Może spróbujemy się z niej wybić jak z procy, żeby wystrzeliła nas jak najdalej. — zaproponował przekonany o swojej racji Adrian.

— Co ty chcesz nas obu pozabijać? — zapytał Kacper patrząc z niedowierzaniem na przyjaciela.

— Nie panikuj tak. Po pierwsze uważam, że warto w obecnej sytuacji zaryzykować, a po drugie wierzę w to, że może się nam udać. — powiedział Adrian chcący mimo wszystko zaryzykować.

— Weź wyciągnij sznurówki z butów. Ja również je wyciągnę. Następnie je zwiążemy, po czym rzucimy w stronę byków i spróbujemy je czymś przestraszyć. — zaproponował Adrian.

Po chwili Adrian odebrał sznurki od przyjaciela związał je, a następnie rzucił swoim wynalazkiem w kierunku dzików. Rzut okazał się być idealny, gdyż trafił prosto w róg dzika, do którego się przymocował.

— I co teraz? — zapytał Kacper rozglądając się nerwowo dokoła.

— Ty to nigdy nic nie wiesz. No wrzeszcz przeraźliwie. — rozkazał Adrian krytykując przyjaciela jednocześnie grożąc przy tym palcem.

I ta metoda przyniosła efekty. Całe stado tak ruszyło do ucieczki, że aż ich przeciągnęły na tej gałęzi.

— Kacper puszczaj już je! — krzyknął Adrian obserwując zaistniałą sytuacje.

Posłuchał, po czym puścił gałąź czego skutek był następujący. Tak wywróciło mocno gałąź, że polecieli razem w odwrotnym kierunku jak uciekały byki oraz w przeciwnym gdzie grasowali bandyci.

Niestety ich lądowanie nie było zbyt miękkie. Troszkę się potłukli, ale czego się nie robi, by uniknąć śmierci z ręki stada dzików lub groźnej mafii.

Na szczęście bandziorom nie udało się ich dogonić, gdyż trafili prosto na spłoszone przez przyjaciół stado dzików.Co skutecznie utrudniło im na jakiś czas pościg.

Następnie Adrian wspólnie z Kacprem Wydostali się z lasu i udali na najbliższą ławkę, by przedyskutować co w obecnej sytuacji należałoby zrobić, gdyż powrót do domu nie był zbyt bezpieczny, ponieważ mogli tam na nich czekać bandyci. Natomiast z drugiej strony powrót do domu prędzej czy później musiał się zdarzyć, ponieważ przy sobie posiadali ograniczony budżet, który niedługo im się skończy.

Po krótkiej naradzie przyjaciele postanowili, jednak zaryzykować i skierowali się jak najszybszą drogą w stronę mieszkania.

Na ratunek córce finansisty

Będąc już na miejscu nikogo nie zastali. Pomyśleli, że to może cisza przed burzą, lecz ciesząc się obecną sytuacją postanowili jeszcze obejrzeć łupy jakie zgarnęli w ostatniej akcji. Były tam brylanty wszystkie oraz pieniądze.

— Adrian pamiętasz mamy jeszcze to pudełko, które jeszcze było inaczej opisane niż reszta. Może otworzymy je i sprawdzimy co jest w środku? — zapytał Kacper przypominając sobie o paczce, którą wcześniej udało im się zabrać, a do obecnej chwili nie poznali jej zawartości.

Było to nie duże czarne pudełko zapięte czerwoną taśmą klejącą.

— Mam nadzieję, że będzie tam w końcu coś mniej ryzykownego niż do tej pory. Zaczynam tęsknić za spokojem. — stwierdził Kacper jednak ciągle wpatrując się z ciekawością na nie otwarte do tej pory pudełko.

— Choć po tym co już widzieliśmy nie powinno nas nic dziwić. — odpowiedział Adrian uśmiechając się do przyjaciela.

Okazało się, że w nim znajdował się następny list.

— No tego to już chyba za dużo. — pomyślał Kacper krzywiąc się, gdy zobaczył to co znajdowało się w pudełku.

— No to otwieramy ciekawe co w nim teraz jest napisane. — stwierdził Adrian czując już, że może on kryć w sobie następne bezcenne wrażenia.

Treść tego listu brzmiała następująco:

„mamy twoją córkę. Masz przygotować milion złotych albo już jej więcej nie zobaczysz i bez żadnych sztuczek”.

— No kurczę to wygląda, jakby dopiero miało zostać wysłane, ale nie zdążyli. — stwierdził Adrian wpatrując się w treść listu.

— Na pewno nie było do nas. My córki ani kasy nie posiadamy

— stwierdził Kacper.

— Naprawdę logiczne rozumowanie. — odpowiedział Adrian.

— To ciekawe do kogo miał ten list być wysłany? — zapytał Kacper.

— Nie wiem, ale widzisz nie tylko my mamy problem z tymi bandytami. Rzeczywiście ciekawe od kogo oni tej kasy żądają.

— powiedział Adrian mile zaskoczony nową informacją.

— Na pewno nie żądali jej od jakiegoś biedaka. — stwierdził zgryźliwie Kacper.

— No na pewno. Patrz ta koperta jest już zaadresowana.

— stwierdził Adrian chcąc dowiedzieć się do kogo adresowany jest list.

— Popatrz jest to na jakiejś ulicy Sobieskiego dwanaście.

— odpowiedział Kacper pokazując palcem na kopercie.

— Ale czy to nie dziwne, że do gościa planują wysłać list z żądaniem okupu? — stwierdził Adrian przeczuwając jakiś kant.

— No troszkę tak, bo przecież każdy normalny gangster dzwoni do osoby z żądaniem okupu. — podsumował Kacper. Pewny swej oczywistej odpowiedzi.

— No brawo widzisz czasem potrafisz na coś sensownego wpaść jak pomyślisz. Rzeczywiście to troszkę wygląda jakby to nie był list z żądaniem okupu, a jakaś zapiska planu do zrealizowania.

— stwierdził Adrian potwierdzając trafne przypuszczenie, zarazem chwaląc przyjaciela za chwilowy przypływ bystrości.

— No faktycznie, bo nikt normalny nie wysyła listów z żądaniem okupu. Za to spisać adres i zaplanować na kartce już prędzej można. Widocznie mieli go już na oku od dłuższego czasu. — znów trafnie stwierdził Kacper.

— Ciekawe kim w ogóle jest ten człowiek? — zapytał retorycznie Adrian.

— To może wybierzmy się tam do niego. W końcu posiadamy adres jest zapisany na kopercie. Nie, że to dobry pomysł? — zapytał Kacper.

— Myślę, że dobry. W końcu może znaleźlibyśmy jakiegoś godnego sprzymierzeńca w walce z tymi bandytami. — oznajmił z entuzjazmem Adrian pewny tego, że poznanie tego faceta może być pożyteczne dla nich obydwu.

— A skąd wiesz, że nam pomoże i akurat godnym byłby sprzymierzeńcem? — zapytał Kacper mając odrobinę odmienne zdanie jak Adrian. Nie będąc w pełni przekonany, czy ten facet może w ogóle zechcieć z nimi rozmawiać.

— Pomyśl chwilkę gościowi porwali córkę to już ma powód, by chcieć też im się dobrać do skóry. Po drugie na pewno po tym fakcie ich nie polubi. No i po trzecie skoro żądają od niego miliona to znaczy, że musi być nadzianym facetem lub jakaś ważną szychą.

— stwierdził pewny swojej racji Adrian.

— No rzeczywiście logiczne rozumowanie. — odpowiedział zaskoczony bystrym rozumowaniem Adriana Kacper.

— Ciekawe kim w ogóle jest ten człowiek. — zapytał retorycznie Adrian nie oczekując żadnej konkretnej odpowiedzi z ust przyjaciela.

— Więc myślę, że przydałoby się tam wybrać do niego jak najszybciej i to sprawdzić. — odparł Kacper obserwując reakcje przyjaciela na jego propozycję.

Adrian od razu bez większego wahania się zgodził. Po czym wykręcił numer telefonu i jak zwykle zamówił taksówkę, gdyż sami w obecnym czasie nie posiadali żadnego innego środka transportu. Następnie kierując się pod podany adres.

Znowu spotkali tego samego starszego taksówkarza, którego poprosili o zawiezienie pod podany adres. Na szczęście bez problemu postanowił ich razem podrzucić znając dobrze adres, który mu podali. Nie myśląc o problemach związanych z gangsterami czyhającymi na ich życie. Postanowili skupić się na odnalezieniu faceta, z którym wiążą spore nadzieje.

I tak jadąc przez około czterdzieści minut w końcu dojechali pod podany adres. Widać było, że facet nadziany, gdyż przyjaciołom ukazała się wielka piękna willa i ogród z basenem. Postanowili zadzwonić do drzwi, po czym otworzył je starszy siwy pan pytając.

— W czym mogę służyć? — zapytał grzecznie mężczyzna.

— Pan jest właścicielem tego mieszkania? — zapytał Adrian dokładnie przyglądając się facetowi, który otworzył drzwi.

— Nie skąd nazywam się Jan jeśli panowie zechcą zaraz poproszę właściciela. — odparł zapraszając do środka Jan.

— Bylibyśmy wdzięczni. — odparli wspólnie przyjaciele z radością mimo iż facet, który otworzył drzwi raczej nie przypadł

im do gustu i nie robił wrażenia osoby mogącej być jakaś grubą rybą, a tym bardziej kimś kto mógłby im pomóc w walce z gangsterami.

Po chwili w drzwiach ujrzeli przystojnego wysokiego faceta około trzydziestki. Ubrany był w czarny garnitur i krawat.

— W czym mogę pomóc? Państwo byli ze mną umówieni? — zapytał mężczyzna uśmiechając się do obydwu przyjaciół.

— Mamy pewną bardzo ważną sprawę, która zapewne pana zainteresuje. — stwierdził Adrian przyglądając się dokładnie nowo poznanemu mężczyźnie. Rzeczywiście sprawiającego na pierwszy rzut oka wrażenie jakby był naprawdę grubą rybą.

— W porządku proszę wejść porozmawiamy spokojnie w środku. — zaproponował mężczyzna.

Weszli do środka rozgościli się w salonie i postanowili przejść powoli do sedna sprawy.

— A tak w ogóle to mam na imię Artur proszę zwracać się do mnie po imieniu. — kulturalnie przedstawił się Artur.

— Dobrze, a my Adrian i Kacper. Ja jestem Adrian a on Kacper.

— pokazując palcem Adrian wskazał na siebie i kolegę.

Wiec przejdźmy do konkretów z jaką sprawą panowie do mnie przyszli? — zapytał Artur będąc bardzo ciekawy o co chodzi i kim są osoby, które nawiedziły jego posesje.

— To może dość nie typowa sprawa, ale przez przypadek udało nam się wejść w posiadanie pewnego zapisku, który pana dotyczy.

— oświadczył Adrian troszkę zdenerwowany nie wiedząc jak zareaguje na nią właściciel.

— Więc proszę zamieniam się w słuch. — oznajmił Artur.

— Przechwyciliśmy zapiski pewnej grupy ludzi, po tym jak sami nas przetrzymywali, ale udało nam się im uciec, lecz mimo wszystko ciągle nie dają nam spokoju. — wyjaśnił dość chaotycznie Kacper.

— Dobrze może ja powiem, bo od Kacpra chyba się nie dowiesz niczego konkretnego.

Znaleźliśmy je u pewnych gangsterów i na nim wypisany był pański adres oraz ewidentna próba wyłudzenia od pana okupu. Proszę tu jest cała zawartość tych zapisków może przeczytam:

„mamy twoją córkę masz przygotować milion złotych albo już jej więcej nie zobaczysz i bez żadnych sztuczek”. — wyjaśnił Adrian recytując tekst, który był zapisany w znalezionej kartce.

— Co mam przez to rozumieć? — zapytał Artur troszkę zaskoczony informacją jaką właśnie otrzymał.

— Tylko to, że chcemy dobrze, a tamci ludzie też zaszli nam za skórę. No i wiemy, że planują tobie córkę porwać, dlatego przyjechaliśmy, żeby temu zapobiec i ciebie przed tym ostrzec. — powiedział Adrian szczegółowo wyjaśniając swoje i kolegi zamiary w stosunku do Artura.

— Słońce proszę przyjdź tu do mnie. — zawołał córkę Artur.

— Janie mógłbyś mi podać komórkę. Chciałbym zadzwonić, by poprosić o jak najlepszą ochronę dla mojej córki. — oznajmił Artur prosząc służącego o telefon.

— Już się robi. Proszę tu jest telefon. — powiedział Jan podając telefon Arturowi.

Artur zastanowił się chwilkę. Po czym odłożył telefon i przemówił do Adriana i do Kacpra. — Przepraszam was, że tak na początku niezbyt grzecznie zareagowałem, ale to wszystko ze względu o troskę o moją córkę. — przemówił Artur do Adriana i do Kacpra wyrażając skruchę i to, że był wobec przyjaciół na początku negatywnie nastawiony. Myśląc, że mają złe intencje wobec jego dziecka.

— Nic nie szkodzi możliwe, że my zareagowalibyśmy podobnie w takiej sytuacji. — odparł grzecznie Adrian uśmiechając się do Artura i przyjmując przeprosiny.

— Ja również się nie gniewam. — krótko potwierdził to, że przyjmuje przeprosiny Kacper.

— Janie mógłbyś pójść sprawdzić czemu Asia jeszcze nie schodzi jak ją wołałem. — poprosił Artur martwiąc się o córkę.

— Oczywiście proszę pana już idę. — odparł Jan po czym poszedł na górę sprawdzić, czy wszystko w porządku u córki szefa.

— Więc teraz przepraszam, ale muszę gdzieś zadzwonić.

— stwierdził Artur następnie podniósł telefon i zadzwonił w niewiadomym celu.

— Rozumiemy my tu razem sobie poczekamy spokojnie.

— odpowiedział grzecznie Adrian.

— No oczywiście proszę dzwonić. –rzekł Kacper dodając swoje ostatnie słowo.

Zanim Artur zdążył zadzwonić z góry dobiegł głos służącego.

— Panie Arturze Asi nigdzie niema. — zawołał wystraszony Jan schodząc po schodach.

— Jak to niema? Przecież się nie rozpłynęła? — zapytał zdenerwowany Artur przerażony sytuacją.

Po chwili zadzwonił telefon. Niczego dobrego on nie wróżył, lecz mimo wszystko odebrał go Artur.

— Tak słucham? — zapytał Artur podnosząc słuchawkę.

— Mamy twoją córkę szykuj milion, tylko bez żadnych sztuczek, bo nie będziesz miał okazji już nigdy córeczki całej zobaczyć. Czy się wyrażam jasno? — stwierdził jeden z gangsterów.

— Oczywiście, ale gdzie mam wam dostarczyć okup? — zapytał Artur.

— Jutro w Parku o godzinie dziewiętnastej, tylko się nie spóźnij

i zabierz ze sobą komórkę, ponieważ jeszcze zadzwonimy, by poinformować o dalszym przebiegu transakcji. — odparł gangster natychmiast się rozłączając.

— Znacie tych ludzi? Pomożecie mi uratować moją córkę? — zapytał zmartwiony Artur.

— Tak oczywiście. Chętnie się odwdzięczymy i spróbujemy tych ludzi posłać tam gdzie ich miejsce. — odparli wspólnie przyjaciele pełni nadziei na to, że wspólnie zwiększą szanse, by móc ocalić dziewczynkę. Jak i na to, by móc pozbyć się gangsterów oraz problemów z nimi związanych.

— No to na razie musimy poczekać do jutra. Potem zastanowimy się co robić. W trójkę uważam, że coś wymyślimy. — z pełnym optymizmem stwierdził Kacper.

Następnego dnia wspólnie Adrian, Kacper oraz podenerwowany Artur usiedli przy stole i postanowili zastanowić się nad obecną sytuacją.

— Ja to już bym dzwonił zaraz na policje, by dorwali tych draniów. — odparł zdenerwowany Artur. Mający cały czas na względzie wyłącznie dobro swojej córki.

— Zalecałbym zachować odrobinę ostrożności, żeby ci gangsterzy nie zrobili czegoś złego twojej córce. — zaproponował Adrian w trosce o córkę Artura.

— Myślę, że Adrian ma rację, gdyż my też ledwo im z życiem uszliśmy, a i tak zapewne dalej nam nie odpuszczą, póki im się nie uda nas dorwać. — stwierdził Kacper, przy okazji wpatrując się w Artura i czekając na jego reakcje. Mimo wszystko w pewien dla siebie sposób chcąc go uspokoić.

— A coście im takiego zrobili, że chcieli was zabić? — zapytał ciekawy Artur. Chcąc poznać lepiej pozornie niegroźnie wyglądających przyjaciół oraz tego w jaki sposób mogli się narazić gangsterom.

— No to długa historia, ale może ją streszczę. — zaczął Adrian popijając w międzyczasie herbatę.

— Najkrócej mówiąc ukradliśmy im przypadkowo klucz z szyfrem do sejfu, w którym znajdowało się pięćdziesiąt tysięcy złotych, a do tego jeszcze załatwiliśmy jednego z ich ludzi.

— odpowiedział dumny z siebie Adrian.

— Zabiliście kogoś? — zapytał Artur dalej ciągnąc temat.

— Nie źle nas zrozumiałeś, ale po tym zajściu ten gangster mógł poczuć się troszkę urażony. — oświadczył Kacper.

— No to rzeczywiście ukraść kasę gangsterom nie było zbyt mądre, lecz teraz mamy coś ważniejszego. Musicie mi pomóc uratować moją córkę. — oświadczył Artur patrząc na przyjaciół. Mając na uwadze mimo wszystko w pierwszej kolejności dobro swojej ukochanej córeczki.

— Oczywiście więc jedźmy na miejsce. — zaproponował Adrian wstając od stołu.

— Dobrze Jan nas podwiezie na miejsce. — stwierdził Artur wołając Jana i wyjaśniając mu cały plan jak i miejsce do, którego ma ich zabrać.

Następnie wszyscy weszli do pięknej czarnej limuzyny Artura i ruszyli w drogę do parku dokonując pierwszej transakcji.

— Mam pewien pomysł. — oświadczył Adrian przy okazji obserwując drogę przez szybę samochodu.

— Jaki? — spytał Kacper będąc ciekaw co takiego zdążył wymyślić Adrian podczas drogi.

— Ale to jest bezpieczne o czym pomyślałeś? — zapytał Artur mając ciągle nadzieję, że uda się im uratować jego córkę.

— Tak nie martw się na razie chciałem wam przytoczyć moje przemyślenie, które zapewne pomoże nam w uwolnieniu Asi. — wyjaśnił Adrian.

— No to mów. — zapytał bardzo ciekawy jak i również zniecierpliwiony Kacper.

— Dobrze w takim razie już nie przeszkadzamy mów na co takiego wpadłeś. — powiedział Artur mimo wszystko prawie jednakowo bardzo zaciekawiony tym jak Kacper.

— Bo im nawet zapewne przez myśl nie przejdzie, że będziemy tobie towarzyszyć. Uważam, że ostatnią myślą jaką przyjdzie im do głowy to właśnie, to że mogliśmy się zjawić podczas przekazania okupu w trójkę. Myślę, że przydałoby się to jakoś wykorzystać. — stwierdził Adrian podsuwając bardzo trafną uwagę.

— Co w takim wypadku proponujecie? — zapytał Artur mimo wszystko ciągle poddenerwowany i martwiący się o córkę.

— Może zaskoczmy ich jakoś podczas transakcji? — powiedział Kacper proponując swój pomysł.

— Mam coś lepszego. Proszę nas wysadzić jakieś dwadzieścia metrów przed parkiem. My się powoli zakradniemy i będziemy z daleka obserwować całą transakcję oraz mieć oko na wszystko. A ty Arturze co o tym myślisz? — przedstawił swój plan Adrian pytając przy tym Artura o zdanie jednocześnie będąc ciekawym co on o tym myśli.

Myślę, że to całkiem niezły pomysł. Liczę na was chłopaki i wieżę, że na pewno to co wymyślicie będzie trafne. — stwierdził Artur wyrażając całkowite zaufanie do pomysłów jakie proponują przyjaciele.

Dojeżdżając na miejsce zostali wypuszczeni paręnaście metrów wcześniej niedaleko parku przez Artura z samochodu tak jak zaplanowali i obserwowali całą akcję z daleka.

Po chwili na miejsce dotarł Artur wspólnie z Janem. Zauważyli z daleka kierujący się w ich kierunku samochód ciężarowy marki żuk. Wysiedli z niego trzej faceci. Następnie podeszli bliżej Artura.

— Dawaj forsę albo nie zobaczysz dziecka. — zagroził jeden z bandziorów. Poprawiając umieszczoną w kieszeni broń.

— Najpierw pokażcie mi córkę. Chce wiedzieć, że żyje.

— odpowiedział zachowując spokój Artur.

— Nie ma mowy pierwsze kasa. — odpowiedział bandzior upierając się przy swoim.

W międzyczasie Adrian z Kacprem postanowili zaczaić się od strony lasu. Przecisnąć niezauważeni i podejść bandytów od tyłu.

— Mam nadzieje, że będzie próbował grać na czas. Tak jak jeszcze w samochodzie mu proponowałem, żebyśmy mieli więcej czasu do działania. — stwierdził Adrian. Wypatrując z daleka bandziorów.

— No oby tak było, bo musimy mieć troszkę czasu, by mu pomóc. — powiedział Kacper kierując się wspólnie z Adrianem w miejsce gdzie miało dojść do przekazania okupu.

Po chwili Artur wyciągnął paczkę i pokazał jej zawartość gangsterom. Dokładnie tak jak wcześniej sobie tego życzyli.

— Proszę jest kasa, a teraz wy pokażcie mi córkę. — powiedział Artur żądając od bandziorów, by zrobili co im każe.

— W porządku, ale nie ruszaj się. — odparł bandzior postanawiając zrobić, to co chciał Artur.

I w tej chwili Adrian razem z Kacprem w krzakach ukryli się za samochodem bandytów.

I wtedy z samochodu wyszła młodziutka dwunastoletnia dziewczynka ubrana w śliczną czerwoną sukieneczkę. asekurowana przez jednego z bandytów.

— Asiu to ty skarbie jak się czujesz? — zapytał martwiąc się o córkę Artur.

— Dobrze tatusiu. Nie martw się wszystko będzie dobrze.

— odpowiedziała Asia pełna nadziei, że tatuś ją uratuje i niedługo będzie wolna.

I wtedy gdy Adrian razem z Kacprem zauważyli dziewczynkę postanowili szybko działać. Adrian chwycił jakąś wielką gałąź w rękę i popędził w jej kierunku. Długo się nie zastanawiając Adrian poleciał w kierunku bandyty i wymierzył mu mocne uderzenie gałęzią w twarz.

Facet padł na ziemię, po czym Kacper wykorzystując tą sytuację szybciutko chwycił dziewczynkę. Biegnąc przed siebie, by zgubić to całe towarzystwo, gdy Asia była już bezpieczna zadzwonili od razu na policję i ukryli się w gęstych zaroślach obok Parku. Za to Artur i Jan pozostali naprzeciwko pozostałych dwóch bandziorów.

— Dawaj tą kasę albo cie zastrzelę. — zagroził bandzior celując pistoletem w kierunku Artura.

— Masz tylko nie strzelaj. — odpowiedział Artur przekazując forsę bandycie.

Na szczęście po chwili z daleka już było słychać odgłos syreny policyjnej. Policjanci zareagowali bardzo szybko przybywając na miejsce w około piętnaście minut.

— Ręce do góry i tak nie macie szans jesteście otoczeni.

— wykrzyczał jeden z policjantów celując bronią w kierunku bandziorów.

I w tej chwili padł strzał, a potem drugi. Pocisk poleciał w stronę Artura na szczęście zdołał paść na ziemię i pocisk go minął.

Za to drugi pocisk wystrzelił z pistoletu policjanta i trafił gangstera.

Jak się okazało bandzior zmarł na miejscu, a pozostała dwójka została szybko zakuta w kajdanki i przewieziona na policję.

Wtedy Adrian wspólnie z Kacprem i Asią skierowali się w stronę Artura.

— Tatusiu! — zawołała Asia lecąc w kierunku swojego ojca, po czym mocno się do niego przytuliła.

— Już wszystko w porządku skarbie. — z ulgą stwierdził Artur łapiąc w swe ramiona ukochaną córeczkę. Ciesząc się, że nic się jej nie stało i cała i zdrowa będzie mogła wrócić do domu.

Przez chwilę cieszyli się wspólnie, że już po wszystkim. Adrian i Kacper obserwowali tą uroczą chwilę i byli z siebie dumni, że udało im się uratować dziewczynkę oraz pomóc Arturowi.

— Bardzo wam chłopaki dziękuje za pomoc. Jak ja mógłbym się wam odwdzięczyć? — zapytał Artur podchodząc w kierunku przyjaciół.

— Nie trzeba cała przyjemność po naszej stronie. Dla nas to już jest plus, że pozbyliśmy się przynajmniej niektórych tych bandziorów. — powiedział Adrian ciesząc się, że znowu udało im się wyjść cało z opresji.

— No teraz to już zapewne będziemy na ich czarnej liście i w pierwszej kolejności będą chcieli nas sprzątnąć. — stwierdził pesymistycznie Kacper spoglądając jeszcze na widziany z daleka odjeżdżający samochód policyjny.

— Mimo wszystko chciałbym się wam odwdzięczyć, dlatego przyjmijcie ode mnie tą paczkę, którą miałem przekazać tym bandytą. Zdrowie mojej ukochanej córki jest wiele ważniejsze niż te pieniądze, dlatego będę zadowolony mogąc przekazać taką sumę dobrym ludziom, którzy pomogli mi uratować moją córeczkę niż jakimś bandziorom. — stwierdził Artur wręczając przyjaciołom paczkę, w której znajdowała się okrągła sumka miliona polskich złotych.

— Hej Kacper w porządku wszystko? — zapytał Adrian widząc padającego z wrażenia na ziemie Kacpra.

— Tak to tylko momencik już mi lepiej, ale wiesz nie każdy dowiaduje się, że jest milionerem. — powiedział Kacper jeszcze w pełni nie dowierzając, że w tak krótkim czasie stał się bardzo bogaty.

— Jak już coś to pół milionerem. Dzielimy się w końcu równo po połowie również i tą kasą, którą mamy w domu. — oświadczył Adrian uświadamiając przyjaciela o ich stanie majątkowym.

— Dobrze dobrze, ale co my z taką kasą zrobimy? — zapytał Kacper wpatrując się w paczkę pełną forsy.

— Już o to się nie martw na pewno się coś wymyśli. — powiedział Adrian następnie kierując się w stronę Artura.

— Dziękujemy bardzo, ale musimy już powoli się rozstać. Wracamy do domu i bardzo dziękujemy za łaskawość.

— z uśmiechem na twarzy oznajmił Adrian dziękując Arturowi za jego dobroduszność.

— Cała przyjemność po mojej stronie chłopaki. Jeśli będziecie mieli kłopoty zawsze możecie się do mnie zwrócić w razie problemów. Wtedy to ja postaram się wam zrewanżować macie moje słowo. — powiedział Artur oferując na przyszłość swoją pomoc.

— Na pewno skorzystamy w razie kłopotów, które czuję, że z czasem nas nie ominą. — powiedział Kacper uśmiechając się do Artura.

— To do zobaczenia Arturze Janie i ty Asiu wszystkiego dobrego i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. — pożegnali się wspólnie Adrian z Kacprem opuszczając rezydencie Artura.

Żegnając się ze wszystkimi przyjaciele udali się w kierunku bloku, w którym mieszkali. Tym razem idąc do mieszkania Kacpra, by omówić całą sytuację.

— No to się dorobiliśmy na pomocy innym. — zagadał żartobliwie Kacper. Cały czas spoglądając na teczkę, którą trzymał w ręce Adrian. Zawierającą ich wspólny majątek.

— Widzisz, a podobno pomaganie się nie opłaca. — z ironią stwierdził Adrian. Cały czas wspólnie z przyjacielem kierując się do bloku, w którym mieszkali.

— Ja tam codziennie bym mógł pomagać jak miałbym z tego taki zysk. — żartobliwie stwierdził Kacper.

— Zobaczysz twoja pazerność kiedyś cie zgubi. Poczekaj tu chwilkę, bo muszę wyjść, ale zaraz wrócę dobrze. Potem jak wrócę policzymy całą forsę jaką posiadamy. — powiedział Adrian trzymając paczkę od Artura. Następnie otworzył drzwi i poszedł w kierunku swojego mieszkania, by przynieść te dwieście tysięcy, które udało się im wspólnie wykraść ze skarbca. Po pięciu minutach był z powrotem u Kacpra.

— To dawaj i liczymy wszyściutko. — podniecony zaproponował Kacper pierwszy raz w życiu widząc na oko taką górę pieniędzy.

— Dobrze tylko może najpierw policzmy to co przyniosłem ile tam jest dokładnie, bo tego miliona chyba nie ma co liczyć.

Więżę w uczciwość Artura. — stwierdził Adrian nie chcąc tracić zbytnio czasu, by poświecić go na liczenie pozostałej forsy. Zwłaszcza, że policzenie sumy miliona złotych było, by dla nich wyjątkowo czasochłonną czynnością.

— Dobry pomysł, ponieważ jakbyśmy ten milion zaczęli liczyć to nawet tygodnia, by nam zabrakło, a i tak byśmy go nie policzyli. Ciężka ta teczka, jakby z tonę ważyła. — powiedział Kacper zgadzając się z przyjacielem co do liczenia pieniędzy od Artura.

Po paru minutach zaczęli liczyć pierwszą teczkę. Zajęło im to około dwadzieścia minut, po czym z obliczeń wyszło im, że jest tam troszkę większa suma niż jak się im wcześniej wydawało. Była tam sumka równa dwustu pięćdziesięciu tysięcy złotych. Łącznie ćwierć miliona złotych.

— Masakra mieć wspólnie milion dwieście pięćdziesiąt tysięcy, to nawet po połowie łącznie z milionem Artura wypada sześćset pięćdziesiąt tysięcy na głowę. Ładna sumka i co my z taką kasą zrobimy? — zapytał Kacper martwiąc się o przyszłe przeznaczenie posiadanych pieniędzy.

— Chyba nie mówisz szczerze? — zapytał Adrian nie wierząc, że przy Kacprze długo utrzymają się jakiekolwiek pieniądze. Choćby to i było mnóstwo kasy.

A co do przeznaczenia to jeszcze nie wiem, ale najlepiej taką sprawę zostawić do jutra i się z tym przespać. — powiedział już troszkę zmęczony tym całym liczeniem Adrian. W pełni nie dowierzając, że po pierwsze przyjaciel nie wiedziałby jak przeznaczy swoją część majątku, po drugie, że jakakolwiek kwota mogłaby być dla niego zbyt wielka.

— Zgadzam się. — potwierdził Kacper również odrobinę przemęczony.

I tak oboje zgodni postanowili się z tym przespać do jutra. Adrian wrócił do swojego mieszkania a Kacper został u siebie.

Kłopotliwy majątek

Następnego dnia przyjaciele wyszli wspólnie z domu i postanowili pójść uczcić ich sukces oraz nacieszyć się posiadanym stanem majątkowym idąc do baru.

Najbliższym miejscem jakie znaleźli była knajpka nie daleko baru gdzie udało im się załatwić mężczyznę, któremu wykradli klucz i hasło, gdy weszli do środka swobodnie postanowili się rozsiąść oraz poczekać na kelnerkę.

— W czym mogę panom pomóc? — zapytała po chwili kelnerka zauważając dopiero co przybyłych do knajpy przyjaciół. Pochylając się nad nimi i proponując swoją pomoc.

— Proszę winko i dwa hamburgery. — odpowiedział Adrian wpatrując w menu.

— Poproszę trzy piwka i filet z indyka. — powiedział z śliną na ustach Kacper będąc odrobinę już głodny od samego czytania menu.

— Oczywiście już przynoszę. — miło zapewniła kelnerka oddalając się od przyjaciół.

Po chwili przyniosła to co sobie panowie zażyczyli. Już zabierali się do jedzenia, aż tu nagle rozglądając się na boki Adrian zauważył coś ciekawego co przykuło na chwilę jego uwagę. Popatrzył jeszcze przez jakiś czas, po czym postanowił podzielić się swym odkryciem z przyjacielem.

— Kacper popatrz tam, czy to nie znajoma twarz? -zapytał Adrian dokładniej przyglądając się osobie, którą zauważył. Wpatrując się cały czas w postać z niedowierzaniem. Jednocześnie pokazując ją dyskretnie ręką przyjacielowi.

— No rzeczywiście, czy to nie siedzi tam nasza znajoma sąsiadeczka zdrajczyni. — stwierdził oburzony Kacper dokładnie rozpoznając w tej osobie Zofie, którą niedawno poznali.

— No musimy ją pośledzić. Może uda nam się czegoś więcej dowiedzieć co planuje. — zaproponował Adrian przeczuwając mimo wszystko, że jednak warto będzie ją jakiś czas pośledzić.

— Dobry pomysł musimy się jej odwdzięczyć za to jak nas potraktowała. — powiedział Kacper pragnący zemścić się na nielubianej sąsiadce.

— No może doprowadzi nas do miejsc gdzie przebywają gangsterzy. Ten Zenon i tajemniczy facet, którego imienia nie poznaliśmy jeszcze. — stwierdził Adrian dalej z daleka przypatrując się Zofii.

— Tak, bo jakbyśmy ich obydwu zapuszkowali może w końcu moglibyśmy spać spokojnie, a tak ciągle mogą nas śledzić i chcieć zabić. — powiedział Kacper pełen nadziei, że kiedyś uda im się w końcu odczepić od gangsterów, którzy pragną się na nich zemścić.

— Popatrz ona tam nie siedzi sama jest z nią jakiś facet.

— oznajmił Adrian zauważając jakiegoś gościa obok Zofii.

— Oni chyba też niedawno przyszli, bo dopiero zaczynają zamawiać coś do jedzenia. — stwierdził Kacper obserwując z daleka dokładnie Zofię i faceta, z którym jest.

— No wiesz może lepiej, by się przydało podejść bliżej i podsłuchać co mówią. Tylko tak, aby nas nie rozpoznali. — zaproponował Adrian. Mimo wszystko mając nadzieję, że nic złego się nie wydarzy, a ich plan się powiedzie.

— Oczywiście może znowu uda się nam coś ciekawego dowiedzieć, tylko że i tak nie za dobrze ich widać oraz nie słychać co mówią. — powiedział zmartwiony Kacper obawiając się, że i tak nic nie uda im się podsłuchać.

— Proszę poczekaj momencik ja za chwilkę wrócę to zrobimy tak jak ustalaliśmy wcześniej. — odparł Adrian oddalając się od Kacpra i zmierzając w niewiadomym kierunku.

— Tylko wracaj szybko, bo nie chce stać tu sam jak kołek! — oświadczył Kacper w międzyczasie będąc ciekaw gdzie i po co akurat teraz Adrian poszedł.

Po około dwudziestu minutach Adrian wrócił. Na szczęście Zofia i będący z nią mężczyzna jeszcze siedzieli tam gdzie wcześniej.

— Choć za mną tylko szybko. — rozkazał Adrian trzymając walizkę w dłoni.

— To jak ty masz zamiar ich śledzić? — zapytał zdziwiony Kacper nie zwracając nawet uwagi na walizkę, z którą wrócił Adrian.

— Ty się już o to nie martw zaraz zobaczysz. — powiedział Adrian poprawiając walizkę.

— Co ty tam trzymasz? — zapytał Kacper zauważając walizkę, którą wcześniej przyniósł Adrian.

— Na pewno dowiesz się w swoim czasie. — odpowiedział Adrian odmawiając odpowiedzi na zadane pytanie.

Wspólnie z przyjacielem wyszli razem na zewnątrz i przeszli na drugą stronę baru. Wtedy Adrian wyciągnął z walizki nowo zakupiony sprzęt śledczy. Był to podsłuch, który umieścili na oknie oraz malutka kamerka, dzięki której widać i słychać było ich całą rozmowę. Na szczęście zdążyli w odpowiednim momencie ich podsłuchiwać, bo prawie zaczynali podejmować najciekawsze tematy, a ich rozmowa brzmiała następująco.

— Nasz szef już się niecierpliwi. Jest wściekły na tych frajerów, że tylu wpakował naszych do ciupy. Jeszcze taką kasę sprzątnęli nam z przed nosa. Musimy się dogadać i wspólnie ich załatwić.

— powiedział gangster utrzymując kontakt wzrokowy z Zofią.

— Myślę, że dojdziemy do porozumienia. Zenon też ma ich serdecznie dość, a co pan proponuje? — zapytała Zofia również nie spuszczając faceta z oka.

Na pewno prędzej, czy później ich dopadniemy, gdy będą wracać do swoich mieszkań, a na razie mam coś ważniejszego dla ciebie.

— powiedział gangster okazując poważny wyraz twarzy.

— A co takiego masz dla mnie? — zapytała Zofia zaciekawiona, co dla niej szykuje mężczyzna.

— Następną transakcję. Myślę, że już dla nas udaną. — powiedział tajemniczo facet. Nie zdradzając sedna swej wypowiedzi.

— Mógłbyś jaśniej. — poprosiła Zofia odrobinę się niecierpliwiąc.

— Mam tu dla ciebie list, a w nim jest wszystko wyjaśnione co i jak, żeby nikt go nie zauważył, to przykleję go pod stół, gdy ludzi będzie mniej to wrócimy i go stamtąd go zabierzemy.

— powiedział gangster przyklejając list pod stołem, przy którym właśnie oboje siedzieli.

— Dobrze niech tak będzie ja postaram się go tu przypilnować. — powiedziała zaciekawiona Zofia.

— Kurczę Adrian musimy coś wykombinować, by ich odciągnąć na chwilkę od tego stołu i przejąć ten list. — powiedział Kacper rozglądając się na boki.

— No tylko co? Pomyślmy chwilkę mamy troszkę czasu, bo na pewno nie wyjdą stąd tak szybko. — stwierdził Adrian, po czym zamilkł i zaczął myśleć intensywnie.

— Mam pewien pomysł. — powiedział Adrian.

— Jaki? — zapytał zaciekawiony Kacper.

— Wiesz w takim dużym klubie na pewno gdzieś musi być alarm przeciwpożarowy. — stwierdził po namyśle Adrian.

— No to chodźmy poszukajmy go. — pełen zapału ogłosił Kacper rozglądając się dokoła.

I tak już po chwili znaleźli się wspólnie w środku budynku poszukując alarmu przeciwpożarowego.

Na szczęście jego szukanie nie zajęło im zbyt wiele czasu, gdyż znajdował się niedaleko schodów na wyższe piętro budynku. Postanowili go szybko nacisnąć. Wywołało to efekt jaki zamierzali, gdyż wszyscy ludzie wybiegli z budynku po włączeniu się alarmu. Oczywiście nasza dwójka bohaterów została na miejscu nie przejmując się nim. Bandzior z Zofią razem z tłumem wybiegli zostawiając kopertę pod stołem. Przekonani o tym, że i tak wszyscy ludzie wybiegną z budynku, a jak się wszystko wyjaśni wrócą szybciutko i zabiorą go z stamtąd.

Przyjaciele na to czekali i widząc, że owa dwójka opuszcza pomieszczenie również udali, że się z budynku wynoszą. Jednak przystanęli na chwilę przy stole, pod którym pozostawiona została koperta i zgrabnym ruchem ręki Adrian wyciągnął ją z pod stołu.

Po czym następnie ją schował do kieszeni. Uciekli skutecznie z miejsca nie rozróżniając się zbytnio od otoczenia i pozostałych ludzi opuszczających budynek.

Oczywiście ich następnym zadaniem było dostać się z powrotem do mieszkania i otworzyć kopertę, gdyż oboje z Kacprem byli bardzo ciekawi jaką niespodziankę kryje dla nich kolejna koperta. Nie zawracając sobie już głowy tym gdzie podziali się Zofia z mężczyzną oraz czy w ogóle wrócili po kopertę.

Przyjaciele jak zwykle zamówili taksówkę mając szczęście do tego samego starszego pana taksówkarza. Więc nie mówiąc zbyt wiele taksówkarz już ich dobrze znając wiedział sam pod jaki adres ma jechać.

Do Ich wspólnego bloku dojechali tak gdzieś po dwudziestu minutach podróży.

Wysiedli i poszli prosto do mieszkania Kacpra. Otworzyli drzwi, po czym następnie rozsiedli się i oczywiście pierwsze postanowili otworzyć list.

Otwarli go, a w środku były schowane klucze i mapka z dokładnym planem ukrycia czegoś. Okazało się, że ta kryjówka znajdowała się również w parku tam gdzie doszło do odbicia Asi córki Artura.

— No to co powtórka z rozrywki? Jedziemy to sprawdzić?

— zapytał Adrian czując już podniecenie na samą myśl o następnej przygodzie, która ich może spotkać.

— No oczywiście mamy sporo kasy, ale to może przysporzyć nam kolejnych przeżyć i wpędzić w następne tarapaty. — powiedział Kacper również ciekawy co nowego zapewne przyniesie im ich zdobycz oraz odrobinę ostrożny i obawiający się tego co jeszcze może się z czasem im złego jeszcze przytrafić.

Poszli otworzyć drzwi, aby móc od razu sprawdzić co tam jest ukryte.

Otwarli drzwi, po czym weszli na klatkę schodową, a tam niestety czekała na nich już niemiła niespodzianka. Przed drzwiami stało czterech zamaskowanych bandytów.

— Ręce do góry. Myśleliście frajerzy, że uda się wam nas oszukać i nam uciekniecie. Nic z tego idziecie z nami. — nie będąc zbyt wylewnym oznajmił jeden z bandytów. Grożąc bronią przyjaciołom.

Nie sprzeciwiali się im, gdyż przyjaciele i tak nie mieli zbyt wielkiego wyboru, ponieważ było ich mniej i nie posiadali żadnej broni. Tak też Adrian wspólnie z Kacprem poszli z nimi będąc przygotowani na pewną śmierć. Zapakowali ich do samochodu i zaczęli oddalać się w niewiadomym kierunku.

Myśląc, że i tak nie mają nic do stracenia, gdyż mogą w każdej chwili umrzeć poddali się i robili wszystko czego od nich oczekiwali bandyci.

— Gdzie nas wieziecie? — zapytał przestraszony Kacper mając jednak złudną nadzieję, że coś uda mu się dowiedzieć.

— Nie interesuj się i tak już wam to się do niczego nie przyda. — stwierdził bandzior prowadząc dalej przyjaciół.

W końcu dotarli na miejsce i okazało się, że znowu zabrali ich w ten sam pamiętny las, ale nie wiedzieli o tym, że przyjaciele są w posiadaniu listu, który udało się im sprytnie ukraść z knajpy.

Czyżby to był przypadek? — pomyślał Adrian.

Nie wierząc jednak w przypadki czekał wspólnie z Kacprem na to jak się cała sytuacja z czasem potoczy.

Podszedł do nich jeden z gangsterów ten sam co za pierwszym razem i powiedział.

— Teraz frajerzy to już jest wasz koniec. Zaczynajcie sobie kopać groby. — odpowiedział gangster, który grożąc bronią chciał wymusić od przyjaciół, to co przed chwilą zażądał.

Przerażeni tą sytuacją zamilkli i postanowili razem jak najszybciej coś wymyślić.

Odeszli od bandytów na odległość około dwudziestu metrów grając na czas oraz udając, że zaczęli kopać groby zanim coś im nie przyjdzie do głowy, by jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Po chwili zauważyli z daleka wyłaniającą się znajomą twarz. Oczywiście była to twarz Artura.

— Tylko co on tu robi o tej godzinie? — pomyślał Adrian sprawdzając, czy gangsterzy są wystarczająco daleko, żeby nie mogli dostrzec Artura.

— No i teraz najważniejsze, jakby go zawiadomić, że potrzebujemy pomocy. — zastanawiał się przez chwilkę Adrian jednocześnie pragnąc, by bandyci nie dostrzegli istnienia nieznajomej im osoby w pobliżu, którą bardzo dobrze znali przyjaciele.

Po około dziesięciu minutach rozmyślania Adrianowi przyszedł niespodziewanie pewien genialny pomysł.

— „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona Ty między niewiastami, i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus. Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen”. — zaczął się bardzo głośno modlić Adrian.

Skutek było tego taki, że usłyszeli ich bandyci i na szczęście zauważył również Artur.

— Czego tak drzesz ryja. — upomniał chamsko bandyta. Uciszając przy tym Adriana.

— Co każdy ma prawo się pomodlić przed śmiercią. Czyż nie?

— zapytał retorycznie Adrian spławiając bandziora oraz dalej

starając się grać na czas.

Artur podszedł troszkę bliżej orientując się w sytuacji, gdyż zauważył z daleka stojących bandziorów. Przez chwilkę jeszcze się przyglądał co tam takiego się dzieję, ale gdy dostrzegł w oddali dwójkę znajomych kopiących w ziemi doły, a za nimi stojących dobrze zbudowanych bandziorów trzymających broń wtedy wszystko stało się dla niego jasne oraz to, że musi szybko działać. Nie wahając się ani minuty postanowił zadzwonić na policję.

— No i jak wykopaliście sobie już te groby? — zapytał bandyta sprawdzając mizerne efekty pracy przyjaciół.

Chwycił Adriana za ramię bandyta i przyłożył mu broń do głowy, a Kacpra przytrzymał drugi kryminalista. Pozostała dwójka się przyglądała całej sytuacji, po chwili słychać było nadjeżdżającą policję na sygnale.

Nie myśląc za długo Adrian postanowił coś z tym zrobić, by uratować im obydwu życie. Choć było to bardzo ryzykowne, gdyż zdawał sobie sprawę, że nawet przyjazd policji może nie uchronić ich przed tym, że bandyci będą chcieli ich obydwu zabić póki ich policja nie złapie i zabierze ze sobą.

— No cóż zrobić. Raz kozie śmierć. — pomyślał Adrian już mając pewien plan w głowie, który zamierzał zrealizować.

— Padnij. — wykrzyczał bardzo głośno Adrian w kierunku Kacpra.

Prawie w tym samym momencie padły strzały, które przeleciały nad głowami przyjaciół, gdyż oboje już upadali na ziemię, w tej samej chwili wyszli policjanci i wszystkim się zajęli. Wyciągnęli broń i zabrali ze sobą bandytów. Pozostawiając Adriana i Kacpra na miejscu.

Na szczęście jak zwykle udało się im wyjść z trudnej sytuacji, ale i tak byli pewni, że to jeszcze nie jest koniec ich porachunków z bandytami.

Na razie ważniejsze dla nich było zobaczyć co jest w tym następnym sejfie. Tym bardziej, że zostali już tutaj na miejscu będąc w posiadaniu mapy i kluczy.

Szybko odnaleźli punkt widniejący na mapie. Okazało się, że była to oznaczona ławeczka, a pod nią coś przyczepione. Było to pudełko, a w pudle natomiast znajdowała się na szczęście już nie jakaś tam koperta z listem, lecz znowu niebanalna suma gotówki.

— Choć Adrian przeliczymy to. — zaproponował Kacper wpatrując się pudełko z forsą.

— W porządku. Dwaj ten szmal. — powiedział Adrian zabierający się szybciutko do liczenia pieniędzy.

Licząc około piętnaście minut doliczyli się kwoty siedmiuset pięćdziesięciu tysięcy złotych.

— Masakra to już razem równe dwa miliony gotówki posiadamy po jednym na głowę. — z pełnym optymizmem wyraził się Kacper.

Zaszokowani następnym znaleziskiem oraz uświadomieniem sobie, że każdy z nich został milionerem podeszli po całym szoku do stojącego niedaleko jeszcze Artura, po czym oboje bardzo mu podziękowali.

— Nie ma za co, to ja w końcu się mogłem wam odwdzięczyć za uratowanie mojej córeczki. — powiedział ciągle bardzo wdzięczny Artur.

— Może chcecie, żeby was gdzieś zawieść? — zapytał po chwili Artur.

— Jeśli nie byłby to problem, to prosimy zawieść nas pod nasz blok. Przydałoby się gdzieś te nasze pieniądze ulokować, bo niebezpiecznie jest ja trzymać w domu. — poprosił Adrian o podwiezienie oraz o poradę Artura dotyczącą ulokowania pieniędzy.

Na szczęście Artur pozytywnie przyjął Adriana luźną sugestię i podwiózł ich pod blok, w którym mieszkali jak i przemyślał pomoc nad przechowaniem gdzieś tych pieniędzy.

Zabrali resztę gotówki i pojechali ją już ulokować w poleconym przez Artura banku.

— W końcu kto jak nie poważny biznesmen lepiej doradzi gdzie trzymać własne pieniądze. — pomyślał Adrian wciąż nie dowierzając, że z każdą nową rozwiązaną zagadką staje się wraz z przyjacielem coraz bogatszy.

— I co teraz zamierzacie zrobić? — zapytał Artur podchodząc do samochodu, w którym czekał Jan, po czym do niego wszedł.

Następnie dwójka przyjaciół wsiadła do samochodu i pojechali w stronę bloku gdzie mieszkali.

— Sami jeszcze nie wiemy na razie zobaczymy co czas przyniesie i czy znowu nie zżuci na nas jakąś przygodę. — odpowiedział po chwili Adrian siedząc tuż obok Kacpra w samochodzie mimo wszystko ciągle głodny wrażeń.

— No rozumiem, ale jakby co macie mój numer i możecie na mnie liczyć trzymajcie się do zobaczenia. — oznajmił Artur.

Będąc pod własnym blokiem jednocześnie siedząc jeszcze w aucie postanowili już powoli rozstać się i pójść do własnych mieszkań. Przespać się i rano zastanowić nad tym co dalej zamierzają zrobić.

— Dziękujemy. Do zobaczenia. — oznajmili razem przyjaciele idąc powoli w kierunku bloku oraz wracając do swoich mieszkań.

— Do zobaczenia uważajcie na siebie chłopaki. — powiedział uśmiechając się z samochodu Artur życząc przyjaciołom powodzenia oraz, by mieli oczy szeroko otwarte na zagrożenia, na które mogą się natknąć.

Następnie każdy z przyjaciół udał się do swojego mieszkania z zamiarem wypoczęcia.

Przypadkowe spotkanie

Następnego dnia była piękna słoneczna pogoda. Idealna do rozmyślania nad tym jak można własne ciężko zarobione miliony wydać, choć Adrian sam nie miał potrzeby, by ten cały milion od razu przepuścić. Kacper za to posiadał całkiem inne zdanie w tym temacie i gdyby nie Adrian, i to że w jakikolwiek sposób próbował przyjaciela odciągnąć od swoich zamiarów.To już za parę godzin nic nie zostałoby z miliona jaki posiadał Kacper.

Jednym z jego nie za mądrych pomysłów było wykupienie wszystkich udziałów PKN Orlen SA. Mimo iż nawet zapewne nie był świadomy tego, że i ten milion co posiada mógłby do tego nie wystarczyć.

Następnie wspólnie udali się na spacer i każdy z przyjaciół zaczął dawać własne luźne sugestie dotyczące najefektywniejszego rozdysponowania własnego majątku.

— Może by tak jakąś super imprezkę urządzić? — zaproponował Kacper mając wizję miło spędzonego wieczoru w towarzystwie kolegi jak i zapewne nowo poznanych dziewczyn.

— A może lepiej byłoby wybrać się w jakąś ciekawą podróż za granicę? — zapytał Adrian marząc, jakby było pięknie choć raz wybrać się poza terytorium kraju. Tym bardziej, że nigdy wcześniej nie miał możliwości wyjechać po za granice Polski.

— No no fajny pomysł. To może przejdźmy się do biura podróży popatrzeć na jakieś ciekawe oferty? — zapytał Kacper, któremu pomysł Adriana się również spodobał.

No i jak postanowili tak zrobili. Wybrali się w stronę najbliższego biura podróży.

— Wiesz co mimo wszystko coś nie daje mi spokoju. — powiedział zamyślony Adrian chcąc podzielić się swoimi przemyśleniami z przyjacielem.

— Za co oni zapłacili tym gangsterom tyle forsy. Ciebie to nie interesuje? -zapytał Adrian. Chcąc zainteresować przyjaciela.

Idąc obok i spoglądając w prawą stronę w kierunku Kacpra.

— I po co mnie o to pytasz? Teraz będę umierał z ciekawości, bo rzeczywiście to interesujące za co ci gangsterzy zapłacili taką kupę pieniędzy. — powiedział Kacper przyznając przyjacielowi rację. Sam teraz będąc bardzo ciekawym co to może być. Cały czas idąc prosto przed siebie.

Będąc już prawie przy samych drzwiach coś zwróciło ich uwagę.

— Popatrz Kacper kto tam siedzi w środku. — powiedział Adrian pokazując palcem.

— To jest niemożliwe przecież to znowu ta Zofia, ale jakim cudem. — stwierdził zdziwiony Kacper dokładniej się jej przyglądając i nie wierząc własnym oczom.

— No właśnie ja również sam widziałem jak policja ją zakuła w kajdanki i do ciupy zawiozła. — zdziwiony stwierdził Adrian podchodząc bliżej w kierunku Kacpra.

— To pójdźmy ją śledzić. Może znowu coś ciekawego usłyszymy.

— zaproponował Kacper ciągle nie dowierzając w to co razem zobaczyli, lecz powoli się już do tego przekonując, że nie mogliby wspólnie z Adrianem paść ofiarą zbiorowej halucynacji.

Po chwili zastanowienia podeszli bliżej i ukryli się niedaleko miejsca gdzie przebywała Zofia podsłuchując następującą rozmowę, z której wynikało, że Zofia zamierza się wybrać do Niemiec odebrać jakiś następny towar.

— Nie możemy tego przegapić. Musimy jechać za nią.

— stwierdził Kacper zaciekawiony tym co się będzie działo dalej podczas rozmowy.

— Tylko musimy pójść wykupić ten sam bilet, żeby czasem ich nie zgubić. — powiedział Adrian namawiając Kacpra, aby dalej śledzić Zofię w drodze do Niemiec.

Podsłuchując kobietę przyjaciele zapamiętali ten sam kurs, którym miała lecieć, a gdy ona się oddaliła pojechali wykupić te same linie, którymi zamierzała podróżować ich znajoma, gdy już im się to udało postanowili wrócić do domu przespać się z tym oraz troszkę odpocząć.

Zaraz następnego dnia wspólnie z Kacprem udali się na lotnisko gdzie czekał już na nich samolot, którym mieli polecieć do Berlina. Na lotnisku również zauważyli znajomą obserwowaną przez nich kobietę za którą postanowili iść, aż do środka samolotu.

Wewnątrz było dość dużo ludzi pogoda idealna do podróżowania. Bezchmurne czyste niebo z drobnym wiatrem, który co jakiś czas dawał o sobie znać nie utrudniając zbytnio podróży.

Przyjaciele usiedli sobie obok siebie w tym samolocie około cztery miejsca od śledzonej przez nich Zofii, żeby ich czasem tylko nie zauważyła i nie rozpoznała. Adrian i Kacper zabrali ze sobą dobry sprzęt tropiący mający zamiar niebawem użyć. Podobny jak wcześniej przy nagrywaniu Zofii będącej z mężczyzną umawiającym się z nią na przekazanie listu przyklejonego pod stołem w klubie. Po chwili udało się Adrianowi umieścić go w miejscu, by wystarczająco dobrze móc słyszeć wszystko co działo się w obszarze gdzie przebywała Zofia. Tuż po chwili dzięki niemu zdołali się dowiedzieć, że Zofie wypuszczono za kaucją, która została opłacona przez samego Zenona ukrywającego się w Niemczech przed policją oraz, że pierwszym miejscem gdzie ma się zjawić po wylądowaniu w Niemczech jest Bayerischer Platz gdzie aktualnie przebywał.

— To co ona poleciała z podziękowaniami i odwiedzinami do szefa? — retorycznie zapytał Kacper zaciekawionym wizytą Zofii w Niemczech.

— No ciekawe, ale zapewne niedługo się dowiemy choć sam myślę, że tu nie tylko o to w tym chodzi. — powiedział Adrian wyczuwając drugie dno w zaistniałej sytuacji.

— Pewnie tak, ale chciałbym się już przekonać co oni knują.

— potwierdził zniecierpliwiony Kacper. Pragnąc jak najszybciej wylądować w Niemczech oraz dowiedzieć się co kryje przed nimi Zofia.

Porwanie

Było troszkę tłoczno, lecz na szczęście nie udało im się Zofii zgubić. Podążali za nią dzielnie nie spuszczając jej z oczu będąc w bezpiecznej od niej odległości, żeby ich nie zauważyła. Na lotnisku przyjechał po nią jakiś samochód i zabrał do środka.

— Kurcze i co tu teraz w obcym mieście zrobić, by tylko jej nie zgubić. — pomyślał Adrian kombinując jak tu się odnaleźć w Niemczech. Zwłaszcza, że sam imponująco biegle nie władał językiem niemieckim.

I wtedy przypomniał sobie, że mieli wspólnie z Kacprem wybrać się do Bayerischer Platz.

Więc postanowili znaleźć jakiś środek transportu i się tam wybrać.

Na szczęście również w Berlinie jak i Polsce pod dostatkiem było taksówek, którymi wspólnie z Kacprem mogli pojechać prosto w kierunku miejsca wspomnianego przez Zofie podczas rozmowy telefonicznej. W końcu spostrzegli taksówkę, która się im zatrzymała niedaleko miejsca gdzie obecnie przebywali. Więc postanowili, że z niej skorzystają podchodząc do bliżej, a następnie wsiadając do środka. W taksówce kierowcą był młody pełny życia facet w niebieskiej koszuli i jeansach.

— Womit kann ich Ihnen weiterhelfen. — powiedział kierowca.

— Kurcze, co on do nas gada? -zapytał zdziwiony Kacper, tym że kierowca chce z nimi po niemiecku rozmawiać, co wydawałoby się być logiczne będąc w Niemczech.

— Nie wiem, może po angielsku zapytamy? — zaproponował Adrian oferując jakieś wyjście z sytuacji, gdyż oboje za bardzo nie umieli po niemiecku rozmawiać.

— Do you speak english? -zapytał Adrian mając nadzieję na jakąkolwiek odpowiedź ze strony kierowcy.

— Wo gehst du hin. — wydusił z siebie kierowca.

Nie było sensu dalej z nim próbować dyskutować, ponieważ oboje dalej nic nie rozumieli co miał im do przekazania kierowca. Adrian powiedział mu tylko adres tego miejsca po niemiecku gdzie mieli się wybrać.

— Ich weiß, wo es ist schon da wir gehen — odpowiedział kierowca słysząc nazwę adresu podanego przez Adriana.

— On chyba wie gdzie to jest, bo gdzieś nas wiezie. — powiedział Kacper czując, że jednak na niegłupiego kierowcę trafili.

— No poczekamy zobaczymy warto spróbować. — odparł Adrian pełen nadziei, że uda im się dotrzeć tam gdzie zamierzali.

Po jakimś czasie, w końcu przejechali koło miejsca, które rzeczywiście zwało się Bayerischer Platz.

— No widzisz dojechaliśmy na miejsce. Daliśmy radę nawet rozmawiając z gościem, nie znając przy tym dobrze niemieckiego. — powiedział zadowolony ze swoich umiejętności komunikowania się Kacper, po czym zapłacili taksówkarzowi za przejazd, a następnie wyszli z taksówki.

— No jak zwykle nam się udało tylko teraz spokojnie musimy wybadać sytuację. — stwierdził Adrian apelując o odrobinę rozsądku, który mógł zostać stłumiony obecnym pasmem sukcesów osiągniętym dotychczas przez przyjaciół.

Rozejrzeli się po placu, aż w końcu zobaczyli znajomą twarz Zofii, która wchodziła do pewnego imponującego swym wyglądem budynku, który od razu rzucał się w oczy. Był to wielki piękny budynek wybudowany na podobieństwo białego domu w Waszyngtonie. Widać było, że należał on do pewnej grubej ryby lub jakiegoś gangstera, gdyż od razu zauważyć można było, że żaden pospolity Kowalski nie miałby nigdy możliwości, by pozwolić sobie na taki luksus.

Biały Dom w Waszyngtonie

Aby sprawdzić kto rzeczywiście zamieszkiwał ten budynek przyjaciele zdecydowali się, by tam pójść, następnie ukryli się za oknem i postanowili nagrywać wszystko co się tam dzieje w środku. Okazało się, że wewnątrz Zofia wspólnie z gangsterem Zenonem swoim szefem prowadzą bardzo ciekawą dyskusję na temat przyjaciół, która brzmiała następująco.

— Po dziurki w nosie mam tych dwóch cwaniaczków. Musimy zrobić wszystko, by się ich pozbyć raz na zawsze. Mam nadzieję że wyrażam się jasno. — stwierdził wrogo gangster.

— Oczywiście szefie mam już pewien plan, który mam zamiar zrealizować, ale potrzebuję troszkę czasu — odpowiedziała Zofia przytakując przy tym szefowi.

— Mam nadzieję, że wiele go nie potrzebujesz, gdyż pragnę dorwać ich nawet dziś. Poza tym mam dla ciebie jedno zadanie.

— odparł pewnym siebie tonem głosu gangster.

— Jakie jest twoje życzenie szefie? — zapytała posłusznie Zofia.

— Skontaktuj się jeszcze z moim wspólnikiem w interesach, bo myślę, że on również ma powód do tego, żeby się chcieć ich pozbyć.

— stwierdził gangster zlecając konkretne zadanie swojej podwładnej.

— No to super się zaczyna już dwie mafie polują na nasze życie.

— Adrian potwierdził niezbyt dogodną sytuację w jakiej obecnie się znajdowali wspólnie z Kacprem. Cały czas podsłuchując rozmowę wspólnie z przyjacielem.

— Musimy coś z tym zrobić jak najszybciej. — powiedział zdeterminowany Kacper pragnąc jakoś uwolnić się od tych bandytów oraz coraz bardziej obawiając się o swój los i przyjaciela.

Po chwili Adrian poczuł silne uderzenie w plecy, a następnie w głowę, po którym stracił przytomność.

Po pewnym czasie obudzili się wspólnie z Kacprem będąc już w jakimś pomieszczeniu. Był to mały pokoik z jednym oknem.

— Kurczę gdzie my jesteśmy? –zapytał zdezorientowany Kacper. Leżąc na ziemi i spoglądając w stronę towarzysza.

— Nie wiem, a skąd ja mam to niby wiedzieć jesteśmy tu sami razem zamknięci. — odpowiedział Adrian również nie zdając sobie sprawy z obecnej sytuacji w jakiej się znajdują.

Po chwili drzwi się otworzyły i weszła do nich Zofia.

— Czego od nas chcesz wiedźmo? — zapytał przestraszony, a zarazem zdenerwowany Kacper, chcąc się czegokolwiek dowiedzieć. Nie zastanawiając się nawet nad tym, że czasem lepiej nie zadawać pytań na, które nie chciałoby się usłyszeć odpowiedzi.

— Ja do was nic nie mam, ale mój szef i jego niedoszły partner biznesowy mają was serdecznie dość za to co do tej pory zrobiliście i najchętniej, by was zabili. — odpowiedziała na pytanie Zofia nieskutecznie próbując odrobinę uspokoić przyjaciół.

— To czemu nas tutaj zamknęliście i nie zabijecie nas od razu? — zapytał zdenerwowany Adrian bojąc się o życie swoje i Kacpra.

— A co wy myślicie, że Zenon trzyma was przy życiu od tak. Najpierw oboje chcą odzyskać całą forsę, którą stracili przez was. I wierzcie mi, że nie spoczną puki jej nie odzyskają. — powiedziała Zofia wyjaśniając całą sytuację oraz to czego mogą się obecnie spodziewać przyjaciele.

— Dobrze, że nie wiedzą o drugim milionie jaki dostaliśmy od Artura, ponieważ i jego, by zażądali w ramach zadość uczynienia. — szepnął Kacper do Adriana ciesząc się, że jednak jakąś forsę uda im się zachować.

— Gdyby nie to już was, by tu nie było i leżelibyście zakopani gdzieś, albo spuszczeni na dnie Wisły. — bezpośrednio oznajmiła Zofia sposoby działania oprawców, na których łaskę skazani zostali przyjaciele.

Następnie do pokoju weszło dwóch kolesi i siłą zabrali ze sobą dwójkę przyjaciół.

— Gdzie nas zabieracie? — zapytał Kacper rozglądając się dokoła.

— No, a jak wy sobie wyobrażacie, że nam tą kasę oddacie? Wieziemy was do banku. — oznajmił jeden z bandytów kierując przyjaciół do samochodu.

No i tak okazało się, że zawieźli ich znowu na lotnisko i postanowili zabrać z powrotem do Polski. Wsiedli wszyscy dobrowolnie do samolotu i postanowili czekać na rozwój wydarzeń. Na lotnisku w Polsce przyjechała po nich wielka czarna limuzyna, do której zdołali się wszyscy zabrać.

Wszystkich osób w limuzynie było sześć Adrian, Kacper, Zofia, i trzech bandziorów, gdyż cały ich szef Zenon został w Niemczech i nie przyleciał tutaj z nimi.

Ku zdziwieniu przyjaciół okazało się, że oni ich ciągną w stronę bloku, w którym mieszkają.

— Co to oni nie wiedzą, że pieniądze w banku się trzyma, czy co? — pomyślał Adrian. Modląc się w głębi, żeby tylko nie odkryli posiadanego przez nich drugiego miliona. Wtedy Adrian postanowił zaryzykować.

— Po co nas tu wieziecie? Przecież my w domu nie trzymamy pieniędzy tylko w banku. — powiedział Adrian próbując załagodzić sytuację i starając się grać na czas oraz zniechęcić gangsterów, aby nie weszli do jego mieszkania.

— Dobrze to mamy taką propozycje. Ciebie wypuścimy, ale twój kolega zostanie z nami, a jak do jutra do godziny osiemnastej nie zjawisz się na miejsce przekazania z równą sumką okupu twój kolega pójdzie wąchać kwiatki od spodu. Co do miejsca przekazania okupu dogadamy się telefonicznie jasne. — zażądał bandyta zabierając Kacpra ze sobą.

— Oczywiście zrozumiałem. — potwierdził Adrian robiąc wszystko co zażyczyli sobie bandyci.

— Kurcze trzeba coś wymyślić, żeby zaś ich jakoś przechytrzyć, aby nic się nie stało Kacprowi. — Pomyślał Adrian kierując się do swojego mieszkania. W międzyczasie bandyci razem z Zofią zabrali w niewiadome miejsce Kacpra.

Niestety, z każdą minutą było coraz bliżej do godziny osiemnastej, a tu nawet ciągle brak było telefonu, który miał wskazać dokładne miejsce przekazania pieniędzy.

Aż tu nagle rozległ się dźwięk telefonu.

— No na reszcie. Pewnie dzwonią w sprawie Kacpra. — pomyślał Adrian. Podchodząc do dzwoniącego telefonu i go odbierając.

— Słucham. — odpowiedział Adrian trzymając słuchawkę. Cierpliwie czekając, aż ktoś się odezwie.

— Przepraszam, czy tu zakład fryzjerski modny loczek? — zapytał się głos z telefonu.

— Nie to pomyłka. — odpowiedział poirytowany Adrian odkładając słuchawkę. Dalej oczekując telefonu od gangsterów i zamartwiając się o życie przyjaciela.

Po chwili znowu odezwał się dźwięk telefonu.

— No w końcu. — pomyślał zdenerwowany Adrian, po czym podniósł słuchawkę telefonu.

— Przepraszam czy tu zakład fryzjerski modny loczek? — zapytał znowu głos z telefonu.

— Ja ci dam modny loczek. Jeszcze raz spróbuj mi się pomylić, a obiecuję, że znajdę cię i już nigdy żaden fryzjer nie będzie tobie potrzebny, tam gdzie cię pośle. — wykrzyczał mocno zdenerwowany Adrian. Ciągle denerwując się o los Kacpra.

— Matko kochana przepraszam już więcej się to nie powtórzy żegnam. — wydusił z siebie mocno przestraszony głos z telefonu następnie się rozłączając.

Adrian odłożył słuchawkę następnie, po chwili odrobinę się uspokoił i dalej rozmyślał, co by tu zrobić, żeby móc jakoś skutecznie odbić przyjaciela, lecz w obecnej chwili najważniejsze dla niego było czekać na telefon i nie miał zamiaru się nawet na krok ruszyć z mieszkania. Niestety minęło jeszcze około dwadzieścia minut i dalej nic, już dochodziła prawie siedemnasta.

— To jak ja zdążę się przygotować i odnaleźć to miejsce jak wcześniej mi nie zadzwonią. — pomyślał Adrian ciągle się bardzo denerwując obecną sytuacją i losem przyjaciela.

Nagle usłyszał dźwięk telefonu, który znowu zadzwonił.

— Jak tym razem znowu jakaś pomyłka, to tak gościa

załatwię, że nauczy się poprawnie wybierać numery telefonów i odechce mu się gdziekolwiek dzwonić. — pomyślał zdenerwowany Adrian, następnie odebrał telefon, po czym w słuchawce odezwał się głos.

— Jak tam masz przygotowaną już dla nas forsę, jeśli tak to widzimy się jak planowaliśmy o osiemnastej w parku, tam gdzie ostatnio doszło do oddania córki nadzianego faceta. Tylko tym razem bez numerów, bo kolegę dostaniesz w kawałkach. — powiedział jeden z gangsterów grożąc zabójstwem przyjaciela. W zamian za niedostosowanie się do ich zaleceń lub nieoddania pieniędzy.

— W porządku będę punktualnie o osiemnastej z pieniędzmi.

— odpowiedział zdenerwowany Adrian, ciągle myśląc o przyjacielu.

— Myślę, że nie zawiedziesz przyjaciela. — odpowiedział gangster, po czym szybko się rozłączył.

Adrianowi zostało około czterdzieści minut, by coś wykombinować.

Postanowił szybko się spakować podskoczyć przed jazdą coś załatwić, a następnie szybko taksówką dojechać na miejsce przekazania okupu. Na szczęście udało mu się wszystko załatwić co potrzebował przed wyjazdem, potem zamówił szybciutko taksówkę.

Na szczęście nie kazała na siebie długo czekać i po piętnastu minutach była na miejscu. Jak zwykle szczęśliwie, czy też nie jego kierowcą był znajomy starszy łysy pan. Wszedł do środka, po czym skierował wzrok w stronę Kacpra.

— Gdzie tym razem jedziemy? -zapytał kierowca.

— Poproszę znowu w okolicę parku. — odpowiedział nie kryjąc smutku Adrian.

— A gdzie pański przyjaciel? — zapytał z ciekawości kierowca.

— Właśnie jedziemy po niego czeka tam na mnie. Proszę jechać jak najszybciej. — wyjaśnił Adrian pośpieszając kierowcę.

— W porządku już się robi. — odparł kierowca starając się jechać szybko, lecz ostrożnie.

— Nie chciałbym być wścibski, ale co pan tam tak często podróżuję. Mógłbym wiedzieć? — zapytał ciekawy kierowca.

— Niestety nie mogę pana wtajemniczać, to zbyt ryzykowne. Chyba, że pan się nam przyda. Mógłby poczekać pan tak z trzydzieści minut pod parkiem. Mam nadzieję, że szybko mi się uda załatwić sprawę, to wtedy wrócimy z powrotem z kolegą.

— wyjaśnił Adrian proponując postój kierowcy.

— Oczywiście za dodatkową opłatą nie ma sprawy. — odparł kierowca zgadzając się, lecz odrobinkę się przy tym targując.

Adrian poszedł szybciutko na miejsce przekazania okupu trzymając w ręku dwie paczki. Na miejscu zauważył trzech facetów, którzy stali przy Kacprze, po chwili jeden z nich podszedł do Adriana.

— Jak tam masz dla nas tą forsę? — zapytał jeden z bandziorów domagając się okupu.

— Oczywiście. Co Zofia nie raczyła się osobiście pofatygować, po odbiór pieniędzy? — ironicznie zapytał Adrian stając się zachować resztki spokoju. Będąc w głębi duszy bardzo zdenerwowanym, a jednocześnie potwierdzając posiadanie pieniędzy.

— Nie twój zakichany interes. Dawaj szmal, bo sprzątniemy twojego kolegę. — odparł bandzior wyciągając rękę po forsę.

— Patrzcie tu jest wasz szmal. — powiedział Adrian pokazując im jedną z teczek, które trzymał, po czym otworzył jedną paczkę i wyjął górę pieniędzy, by pokazać, że serio posiada cały szmal, a potem włożył ją do niej z powrotem.

— To teraz puśćcie Kacpra, to ją dostaniecie. — odpowiedział pewnym siebie głosem Adrian.

— Kpisz z nas chyba. Pierwsze szmal, a potem się zastanowimy, czy puścić was obydwu wolno. — odparł gangster grożąc przyjaciołom i starając się utrzymać nad nimi przewagę.

Adrian przekazał jedną teczkę z kasą, tą którą chcieli. Prosto do rąk gangstera.

— A teraz oboje jesteście zatrzymani. Idziecie z nami. — odparł gangster wyciągając broń i mierząc nią w stronę przyjaciół. Raz w Kacpra, który stał obok, a raz Adriana stojącego naprzeciwko.

Wtedy Adrian postanowił zrealizować plan b. Jaki przygotował przed przyjazdem, gdy oboje stali z Kacprem naprzeciwko gangsterów przyszła mu pewna myśl do głowy, byleby troszkę grać na czas.

— A mogę prosić o ostatnie życzenie przed śmiercią? — zapytał Adrian mając nadzieje, że bandyci złapią haczyk i nie będąc tego świadomi pozwolą mu zrealizować swój plan.

— No dobrze tylko szybko, bo się nam śpieszy z dostarczeniem forsy szefowi. — odpowiedział zniecierpliwiony gangster przystając jednak na prośbę Adriana.

Po chwili Adrian wyciągnął z kieszeni papierosa. Zamyślił się przez chwilkę i po krótkim czasie już był pewny co zamierza zrobić.

— Mogę dostać ogień? — poprosił Adrian wyciągając rękę w kierunku bandyty.

— Bierz tylko się streszczaj. — powiedział gangster wyciągając, a następnie podając mu zapalniczkę.

I wtedy z drugiej paczki Adrian wyciągnął lont trzymając w reku zapalniczkę.

— A teraz oddawajcie forsę. — powiedział przekonująco Adrian wymachując teczką.

— Zwariowałeś? My was zastrzelimy zaraz jak nie przestaniesz żartować. — powiedział zdziwiony, a zarazem zdenerwowany gangster nie przejmując się tym co mówił Adrian.

— Nie to ja tu teraz wydaję polecenia i nie żartuję. — powiedział głośnym pewnym siebie tonem Adrian, po chwili dodając.

— Widzisz? Tu w tej drugiej paczce jest bardzo silny ładunek wybuchowy wystarczy, że go podpalę, a wylecimy wszyscy razem z połową tego ślicznego parku, więc jak? Ja nie żartuję jestem zdeterminowany i tak już parę razy miałem nie żyć, to już wole sam zginąć od swojej broni, niż być zastrzelonym przez jakiegoś drugoligowego gangstera. — odparł zdeterminowany Adrian pokazując paczkę oraz przyglądając się z zaciekawieniem i czekając na reakcję bandziorów.

— Przegiąłeś koleś liczę do trzech i rozwalę was obydwu.

— powiedział jeden z bandziorów.

— Powoli uspokój się jeśli on mówi prawdę, to wszyscy możemy tutaj zginąć. — powiedział drugi gangster przyhamowując nerwowe zapędy kolegi.

— Dobrze, ale udowodnijcie nam, że to bomba tacy głupi nie jesteśmy. — po chwili dodał gangster nie wierząc w to co mówi Adrian, mimo wszystko oczekując twardych dowodów.

— Proszę bardzo. — powiedział Adrian, po chwili wyjął garstkę proszku, wrzucił pod drzewo, wyciągnął zapalniczkę, podpalił ją i rzucił w kierunku prochu.

Skutek był widowiskowy, gdyż proch wybuchł tak mocno, że przekręcił na bok drzewo, które prawie się nie wywróciło.

— I co dalej nie wierzycie, to była garstka, a w tej paczce mam dwadzieścia kilo czarnego prochu. Chyba nie chcecie się przekonać o tym na własnej skórze? — zapytał Adrian uśmiechając się szyderczo do bandziorów.

— Prędzej nas szlak trafi, niż wy zaznacie spokoju. — stwierdził jeden z gangsterów zostawiając paczkę z forsą i szybkim krokiem oddalając się od przyjaciół.

— Wygraliście bitwę ale wojna się jeszcze nie skończyła więc miejcie oczy szeroko otwarte, bo tak łatwo się nie poddamy.

— krzycząc zagroził bandzior niemal nie wybuchając ze wściekłości, że nie udało się mu przejąć forsy i dostarczyć jej szefowi, następnie cała trójka ulotniła się do samochodu i odjechała gdzie pieprz rośnie.

— Genialny jesteś znowu uratowałeś nam życie. — powiedział Kacper dziękując Adrianowi.

— Nie ma za co, w końcu przyjaciół się nie zostawia w potrzebie. — stwierdził Adrian uśmiechając się do Kacpra.

— Musimy powoli coś wymyślić, by pozbyć się ich wszystkich na dobre, żeby móc w końcu spać spokojnie. — powiedział Adrian będąc jednak pełen nadziei na dalsze ich powodzenia w walce z gangsterami.

— Gdy oni wszyscy są na wolności nie dadzą nam żyć, a przynajmniej póki mają wolną rękę dwaj baronowie.

Zenon i drugi, którego imienia nie znamy jeszcze. — stwierdził Kacper odrobinę zamartwiając się ich obecną sytuacją.

— Oj nie myśl teraz o tym na razie choć ze mną, bo czeka na nas nasz znajomy taksówkarz. — stwierdził z uśmiechem na twarzy Adrian prowadząc Kacpra w stronę czekającego kierowcy.

— Dobrze już lecę w końcu mażę tylko, by odpocząć od tych bandytów, a następnie pragnę położyć się we własnym łóżeczku i przestać myśleć przez chwilkę, o tej całej forsie jak i tych naszych problemach. — oznajmił Kacper swoje najbliższe plany Adrianowi, po czym oboje skierowali się w stronę czekającego na nich taksówkarza, który z uśmiechem na ustach nie wnikając w szczegóły postanowił zabrać przyjaciół z powrotem do ich bloku, w którym oboje mieszkali.

Będąc na miejscu z ulgą zauważyli, że nikt nie oczekuje na ich przybycie.

Więc spokojnie Adrian i Kacper podążyli do własnych mieszkań zostawiając wybuchowy bagaż w domu.

— Kto wie możliwe, że jeszcze kiedyś się przyda. — pomyślał Adrian. Następnie calutką noc przesypiając spokojnie.

Propozycja nie do odrzucenia

Następnego dnia Adriana zbudził dzwonek.

— Kto tam? — zapytał zdziwiony Adrian odbierając domofon.

— Przychodzę z przesyłka do pana. — odpowiedział listonosz.

— Co to znowu jakaś pomyłka? Niech tak się tylko okaże, to jak dorwę jakąś siekierę w swoje ręce, to tak pogonie dziada, że nigdy już nie pomyli żadnego adresu. — pomyślał Adrian otwierając drzwi na klatce. Po paru minutach na górę w stronę mieszkania Adriana dotarł listonosz, po czym zapukał.

— proszę wejść. — odpowiedział Adrian słysząc pukanie listonosza, po chwili widząc jak listonosz wchodzi do środka mieszkania.

— proszę tu jest pańska przesyłka. — powiedział listonosz pokazując list Adrianowi, następnie go odebrał i ku jego zdziwieniu zobaczył, że jednak rzeczywiście adresowany był właściwie i zanim zdążył przeczytać list postanowił wstąpić z nim do Kacpra.

Po tym jak listonosz opuścił mieszkanie Adrian wyszedł i zapukał do drzwi przyjaciela, po czym mu je otworzył.

— Cześć Kacper był może u ciebie też listonosz? — zapytał Adrian pokazując list jaki otrzymał.

— Tak był dostałem też jakiś list, ale nie zdążyłem go jeszcze przeczytać. — stwierdził Kacper pokazując Adrianowi list, który sam również otrzymał.

— Czy to nie troszkę dziwne, że oboje dostaliśmy listy.

— zapytał retorycznie Adrian.

— No ciekawe od kogo one są. Musimy to zaraz sprawdzić.

— powiedział Kacper.

I jak postanowili tak też zrobili. Sprawdzili od kogo dostali listy. Ku ich zdziwieniu oba te listy do nich były wysłane przez tą samą nieznaną im obydwu osobę.

— Ciekawe co od nas chce? — zapytał zdziwiony Kacper trzymając ciągle przesyłkę w ręce.

— Otwórz to się przekonamy. — stwierdził Adrian będąc bardzo ciekaw treści listów, które otrzymali.

Treść obydwu listów brzmiała praktycznie jednakowo a brzmiała ona następująco.

„Gratulujemy przejścia do następnego etapu konkursu. Prosimy pana o stawienie się jutrzejszego dnia o godzinie piętnastej pod podany adres: Kraków ul. Kwiatowa sześć.

W celu wylosowania nagrody z pośród obecnych kandydatów, finalistów konkursu, którego główną wygraną jest atrakcyjna wycieczka na wyspy Kanaryjskie dla dwóch osób”.

— O kurcze mamy szanse wygrać wycieczkę. Nie, że super? — powiedział ucieszony Kacper, gdyż nigdy w życiu jeszcze nic nie wygrał.

— A ty w ogóle coś wysyłałeś na jakiś konkurs? — zapytał zdziwiony Adrian. Nie będąc pewny autentyczności treści otrzymanych listów.

— Ja myślałem, że to ty wysłałeś. — odpowiedział Kacper tłumacząc swoją nagłą euforię i radość z wygranej.

— I nie wydaje się tobie to troszkę podejrzane? — zapytał Adrian będąc przekonanym o zaistniałym oszustwie.

— Może troszkę tak, ale myślę, że warto to sprawdzić zwłaszcza dlatego, że ktoś znał nasze adresy. — odparł Kacper będąc bardzo zainteresowany jaki cel ktoś miał w tym, by wysyłać do nich listy świadczące o fałszywej wygranej.

Przyjaciele wspólnie postanowili jednak wybrać się następnego dnia pod adres, który otrzymali zachowując przy tym wszelką możliwą ostrożność.

Wiedząc, że dwie mafie czają się na ich życie i zapewne nie cofną się przed niczym, by ich dopaść.

Obecny dzień potoczył się bardzo spokojnie, przyjaciele jednak wciąż myśleli co przyniesie im ten niby wygrany przez nich konkurs. pragnęli jedynie, aby móc pójść jak najszybciej spać i obudzić się następnego dnia rozwiązując kolejną niewiadomą, która na nich spadła. Spędzając dzień nie zbyt aktywnie postanowili w końcu pójść się położyć myśląc ciągle tylko o jednym od czasu otrzymania przez nich wiadomości. Następnego dnia Adrian z Kacprem spotkali się przed blokiem. Zadzwonili po znajomego taksówkarza, który przyjechał w niespełna dwadzieścia minut.

— Dzień dobry gdzie mam panów zabrać? — zapytał taksówkarz spodziewając się pewnej konkretnej odpowiedzi. Jednak wolał poczekać co zaproponują przyjaciele.

— Prosimy na ulicę Kwiatową sześć. — powiedział Adrian chcąc jak najszybciej się tam dostać wspólnie z Kacprem.

— O jakaś niespodzianka myślałem, że znowu do parku, ale nie chce być wścibski więc już jedziemy. — żartobliwie stwierdził taksówkarz niczemu się już nie dziwiąc.

Droga okropnie się dłużyła, lecz na szczęście dwójce przyjaciół udało się dotrzeć na podany adres przed godziną piętnastą. Na miejscu pod tym adresem stał zwykły budynek.

Zdziwieni tym troszkę, że to nie adres jakiejś firmy tylko prywatne mieszkanie postanowili jednak podejść i zadzwonić domofonem. Zadzwonili, po czym po chwili z klatki wyszło trzech facetów.

— Proszę idziecie z nami. — odparł jeden z nich chwytając za rękę Adriana. Następnie drugi chwycił za rękę Kacpra.

— Co to znowu jakaś zasadzka na nas? Można było się domyślić. — powiedział zaskoczony przez gangsterów Adrian.

Kacper milczał i przyglądał się sytuacji. Trzech facetów zaprowadziło przyjaciół do mieszkania, w którym miało się niby odbyć losowanie zwycięzców nagrody. Drzwi się otworzyły i wyszedł z nich rudowłosy średniego wzrostu otyły mężczyzna około czterdziestki.

— Proszę zostawcie nas samych, a panów zapraszam do siebie do mieszkania. — zażądał Facet.

Będąc już w środku tajemniczy mężczyzna ugościł przyjaciół powoli wyjaśniając powód, dla którego postanowił się z nimi spotkać.

— Czyli wygranej jednak nie będzie? — zapytał zniesmaczony Kacper. Mający do końca cały czas nadzieję, że jednak coś wygrał wspólnie z przyjacielem.

— Matko głupku to była tylko przynęta, by nas tu zwabić.

— Adrian wytłumaczył przyjacielowi sytuację, będąc odrobinę zniesmaczony jego łagodnie ujmując ciężkim rozumowaniem.

— Na szczęście daliście się bardzo łatwo zwabić, ale dzięki temu mogę realizować dalej swój plan.- powiedział tajemniczy facet.

— Przepraszam możemy wiedzieć kim pan jest? — zapytał zaciekawiony całą sytuacją Adrian.

— Proszę mam na imię Adolf i jestem z zawodu kolekcjonerem dzieł sztuki jeśli panów to interesuje. — wyjaśnił krótko i konkretnie Adolf.

— I co my mamy wspólnego z dziełami sztuki? — zapytał zdziwiony Kacper.

— I co to za plan miał pan na myśli? — zapytał Adrian chcąc wiedzieć w jakiej znajduje się sytuacji razem z przyjacielem. Zwłaszcza, że jak na razie nie wiedział czego może się spodziewać po nowo poznanym człowieku.

— Dobrze, że pytasz. Więc w takim przypadku nie będę owijał w bawełnę i od razu powiem, że mam dla panów pewną propozycję nie do odrzucenia. — powiedział Adolf w taki sposób, że owa propozycja zabrzmiała bardzo groźnie.

Po tym zadaniu odrobinę tracąc pewność siebie przyjaciele postanowili jednak dalej kontynuować rozmowę. Będąc jak zwykle bardziej ciekawi tego, co to ma być za propozycja niż jakie może ona nieść za sobą konsekwencję.

— Tak proszę jakie ma pan żądania? -zapytał Adrian ciekawy jego reakcji.

— Nie nazwał bym tego żądaniem. Ja jestem biznesmenem i bardziej zależy mi, by ubić pewien interes, w którym możecie mi pomóc.

A niestety wcześniej oboje bardzo przyczyniliście się do tego, że nie udało mi się dobić transakcji z pewnym człowiekiem. Dlatego teraz uważam, że będziecie mi pomocni, by jednak ta transakcja ostatecznie doszła do skutku. — wyjaśnił tajemniczo Adolf.

— Może się pan wyrażać jaśniej? — zapytał zdziwiony Kacper nie wiedząc, o co facetowi chodzi i czego akurat ich się czepia.

— Oczywiście już przechodzę do sedna sprawy. Mam wyjaśnić krótko, czy dłużej? — zapytał Adolf chcąc ocenić proporcjonalnie ile będzie musiał poświęcić swojego cennego czasu na wytłumaczenie istoty sprawy.

— Bylibyśmy wdzięczni za krótkie wyjaśnienie. — oznajmił Adrian myśląc, że szkoda czasu. Tym bardziej, że z konkretnej wypowiedzi wystarczająco dużo wywnioskują, żeby móc reszty się domyślić. Przynajmniej tak wcześniej oboje przyjaciele myśleli.

— Dobrze w takim razie, chcę odzyskać pewien obraz, który do tej pory nie otrzymałem. — powiedział krótko i konkretnie Adolf.

— No to jednak proszę jakoś dokładniej od początku nam to opisać, bo dalej nic nie rozumiem co mamy z tym wspólnego? — zapytał Adrian jednak nie potrafiąc nic konkretnego wywnioskować z tak krótkiej wypowiedzi.

— To już dokładniej tłumaczę od początku. Potrzebuję odzyskać pewien obraz, za który zapłaciłem mnóstwo forsy, a jeszcze do tej pory go nie otrzymałem i wy mi w tym pomożecie. — powiedział Adolf starając się bardziej rozszerzyć swoją wypowiedź niż za pierwszym razem.

— A może nam pan jeszcze coś wyjaśnić? Czemu akurat my

— mamy go dostarczyć i co mamy z tym wszystkim wspólnego i kim pan właściwie jest moglibyśmy się dowiedzieć? — zapytał Adrian pragnący w końcu dowiedzieć się czegoś konkretnego, a najbardziej tego co oni mają z tym wszystkim wspólnego.

— Jestem facetem, któremu utrudniliście pierwszą transakcję przekazania pieniędzy Zenonowi, w zamian za ten obraz. Ja nie mam nic do tego, że pieniądze ukradliście Zenonowi, to już bardziej jest jego problem, a nie mój. Ja chcę tylko odzyskać obraz, za który zapłaciłem i albo mi pomożecie go odzyskać albo już się postaram, żeby wasz żywot dobiegł końca jak najszybciej, gdy się nie postaracie. Jeśli się wam uda to zostawię was w spokoju i będziecie musieli martwić się tylko Zenonem. — wyjaśnił Adolf bardzo dokładnie opisując już przyjaciołom całą sytuację.

— Dziękuję za bardziej konkretne wyjaśnienie. — podziękował Adrian, po czym wtrącił się Kacper.

— No niby racjonalna propozycja, ale w jaki sposób mamy zdobyć ten obraz i od kogo? — zapytał Kaper będąc ciekaw szczegółów, jak i tego w jaki sposób mieliby dla niego odzyskać ten obraz i gdzie on się w ogóle znajduje.

— No właśnie Zenon posiada ten obraz, na którym mi zależy. Miał dostać forsę ode mnie, ale do tej pory nie doszło do transakcji przekazania obrazu. Miało do niej dojść po przekazaniu pieniędzy, a że pieniędzy nie udało mi się przekazać, bo w tym skutecznie mi przeszkodziliście, to samoistnie również nie otrzymałem tego obrazu. — stwierdził Adolf wciąż wypominając przyjaciołom, że to dzięki nim cięgle nie jest właścicielem obrazu, o który zabiegał u Zenona.

— Więc teraz musicie naprawić swój błąd. Mam nadzieję, że się rozumiemy? — zapytał Adolf chcąc wzbudzić winę w przyjaciołach i zmusić ich do jego odzyskania.

— Oczywiście rozumiemy, możemy tylko się dowiedzieć, czego dokładnie poszukujemy i gdzie ten obraz miałby się znajdować? — zapytał Adrian pragnąc wiedzieć więcej szczegółów dotyczących przedmiotu.

— Tym obrazem, który chcę odzyskać jest „Żydówka z pomarańczami” Aleksandra Gierymskiego. Obraz ten został wykradziony z Polski podczas drugiej wojny światowej przez Niemców. Zapewne Zenon wcześniej zamieszkały na ulicy Pawia cztery obecnie przetrzymuję go w Berlinie w swojej posiadłości, więcej wy sami musicie sprawdzić gdzie dokładnie zamieszkuje.

— wyjaśnił szczegółowo Adolf.

— Kurczę, ale ten obraz z tego co mi wiadomo wart jest około dwóch milionów złotych, a my zgarnęliśmy za niego tylko milion? — zapytał zdziwiony Adrian co nieco orientując się w wartościach dzieł sztuki.

— A skąd ty to wiesz ile ten obraz jest wart? — zapytał zdziwiony, a zarazem zaciekawiony wiedzą posiadaną przez Adriana Kacper.

— Wiesz w przeciwieństwie do ciebie to dużo czytam i kiedyś zdarzyło mi się właśnie o tym poczytać w jakiejś książce popularnonaukowej. — wyjaśnił krótko Adrian sposób zdobycia informacji o tym obrazie, która dotyczyła jego wartości.

— Tak i to się zgadza, gdyż podczas transakcji miałem przekazać Zenonowi pozostały drugi milion, a ta kwota była jedynie zaliczką. — wyjaśnił Adolf przyczynę przekazania wcześniej mniejszej sumy od wartości całkowitej obrazu.

— W porządku no to teoretycznie już wiemy gdzie możemy zacząć szukać tego obrazu. Musimy znowu wybrać się w podróż do Berlina pod Bayerischer Platz. — oznajmił błyskotliwie Adrian. Wiążąc ze sobą wcześniejsze fakty.

— Daje wam góra tydzień na odzyskanie obrazu, im wcześniej się za to zabierzecie i go odzyskacie tym lepiej dla was, więc ruszajcie najlepiej tam od razu. — oznajmił odrobinę srogo Adolf będąc zdeterminowanym, by go odzyskać za wszelka cenę.

— Uważam, że po pierwsze najlepiej wybrać troszkę forsy z banku, żeby mieć za co podróżować. — zaproponował Adrian.

— Myślę, że to bardzo dobry pomysł. — powiedział Kacper przyznając rację przyjacielowi.

Po jakiś trzydziestu minutach Adrian wspólnie z Kacprem wybrali się do najbliższego banku wypłacając odrobinę pieniędzy na pokrycie podstawowych kosztów i pojechali na najbliższe lotnisko swoją ulubioną taksówką, a że los im sprzyjał okazało się, że następny lot do Berlina był przewidywany za około półtorej godziny.

Dokładnie po tym właśnie czasie samolot z Adrianem i Kacprem na pokładzie ruszył w stronę Berlina. Pogoda była ładna i nie zapowiadała żadnych niespodzianek. Lot z jak największym spokojem odbywał się poprawnie bez żadnych ekscesów. Po szczęśliwym lądowaniu przyjaciół na lotnisku postanowili jak najszybciej znowu poszukać jakiegoś kierowcy, który dałby rade ich podrzucić do Bayerischer Platz. Po jakimś czasie przyjaciele wypatrzyli samochód podeszli do niego, a w nim siedział młody przystojny taksówkarz z kręconymi blond włosami.

— Sie konnten mit uns zu fallen Bayerischer Platz? — zapytał kierowcę Kacper.

— Skąd ty znasz niemiecki? — zdziwiony Adrian zapytał przyjaciela. Zaciekawiony jego nagłym zafascynowaniem i umiejętnością porozumiewania się językiem Niemieckim.

— Wziąłem nauczkę po ostatnim razie jak nie wiedzieliśmy jak się dogadać z kierowcą i w domu parę słówek się wyuczyłem. — wyjaśnił zadowolony ze swojej zaradności Kacper.

— Co proszę? — zapytał kierowca nie wiedząc, o co może chodzić przyjaciołom.

— To pan jest Polakiem? — zdziwiony zapytał Kacper?

— Tak od niedawna pracuję w Niemczech i jeszcze nie zdążyłem się dobrze oswoić z ich językiem, a gdzie życzą sobie panowie, aby ich zawieść? — zapytał Kierowca chcąc dowiedzieć się dokładnie gdzie zamierzają przyjaciele się wybrać.

— Prosimy nas zawieść na Bayerischer Platz. — powiedział Adrian odpowiadając na pytanie kierowcy.

Po czym ruszyli prosto, w to miejsce gdzie nie jaki Zenon

mógł przechowywać obraz.

— Proszę właśnie dotarliśmy. — odezwał się kierowca pokazując im miejsce gdzie zamierzali się wybrać.

Po dotarciu na miejsce Adrian z Kacprem zapłacili mu za przejazd, a następnie postanowili się rozejrzeć będąc już w znajomej im okolicy.

— Kurczę, jakby tam wejść do tego budynku, żeby nikt nas nie poznał. — pomyślał Adrian, gdyż po wcześniejszej akcji byli znani bandziorom.

— Mam pewien pomysł. — powiedział Adrian, chcąc jak najszybciej się nim podzielić z przyjacielem.

— Jaki? — zapytał bardzo zaciekawiony Kacper wiedząc, że Adrian zwykle miewa dużo ciekawych i trafnych pomysłów na wyjście z każdej sytuacji.

— Wiesz mamy trzy wyjścia albo się jakoś efektownie przebierzemy, żeby nikt nas nie poznał albo zaczaimy się do późna lub poczekamy, aż wszyscy wyjdą i się tam włamiemy.

— stwierdził Adrian, proponując pewne trzy rozwiązania jakie mu przyszły w obecnym czasie na myśl.

— Najlepszym sposobem będzie jednak poczekać, aż wszyscy wyjdą z budynku.

— stwierdził Kacper wybierając jedno z rozwiązań zaproponowanych przez przyjaciela.

— W porządku, więc niech tak będzie. — powiedział Adrian godząc się na to co wybrał przyjaciel.

I tak mijały minuty potem godziny już troszkę zniecierpliwieni Adrian i Kacper pewni, że nic się nie wydarzy i będą tak jak głupki do rana czatować przed tym budynkiem. W końcu, po jakiś pięciu godzinach oczekiwania z budynku wyszli dwaj mężczyźni i podążyli w kierunku samochodu, następnie wchodząc do niego ruszyli w niewiadomym dla przyjaciół kierunku.

— No to już mamy idealną sytuację musimy działać. — rzekł Adrian podchodząc do Kacpra i klepiąc go w ramię.

— Dobrze chodź sprawdzimy, czy rzeczywiście nikogo więcej tam w środku niema, lecz raczej wątpię w to, aby taki budynek był całkiem zostawiony bez żadnej obstawy lub alarmu. Zwłaszcza, że w środku ma się znajdować taki cenny obraz. — odpowiedział Kacper sugerując ostrożność ze względu na pewne przeszkody jakie ich mogą spotkać.

— No to idziemy. — stwierdził energicznie Adrian kierując się bliżej w stronę budynku zachęcając przyjaciela, by również to zrobił.

— Wydaje mi się, że jest pusto. — stwierdził Adrian zaglądając przez okno, czy czasem jeszcze kogoś w środku niema.

— No to wchodzimy raz kozie śmierć. — odparł Kacper chcąc jak najszybciej się przekonać, czy w środku nikogo nie ma, i czy znajduje się tam obraz, po który przyjechali.

Po czym przyjaciele wybili okno budynku i wtargnęli na teren posesji. Na szczęście nie włączył się ani alarm, ani nic co mogłoby ich zaniepokoić.

W środku budynek był dość duży, więc znalezienie konkretnej rzeczy zapewne byłoby bardzo trudnym zadaniem, ale kim by byli nasi śmiałkowie, gdyby się takich wyzwań nie podejmowali.

— Może pójdźmy tropem ostatniego naszego myślenia i sprawdźmy pierwsze piwnicę. — zaproponował Adrian przekonując Kacpra do swojego pomysłu.

— Dobrze więc chodźmy. — odparł Kacper dając się szybko namówić oraz kierując się wspólnie z przyjacielem, żeby sprawdzić piwnicę.

Gdy doszli już na miejsce zauważyli niestety, że piwnica była zamknięta, a więc trudno byłoby się do niej dostać.

— Wiesz trzeba znaleźć go jak najszybciej, bo nie wiadomo kiedy mogą wrócić. — powiedział zaniepokojony odrobinę Adrian wiedząc, że mają ograniczony czas na poszukiwania, gdyż w każdej chwili mogą przybyć i zastać ich w mieszkaniu.

— O popatrz może sprawdzimy co jest w tej szafce i innych miejscach tutaj? — zaproponował Kacper rozglądając się jeszcze dookoła za potencjalnym miejscem ukrycia obrazu.

— Dobrze to już zabieram się za otwieranie tej szafy.

— odpowiedział Adrian jednocześnie realizując to co przed chwilą powiedział. Angażując w to również Kacpra, lecz ku ich zdziwieniu szafka była otwarta, więc nie było problemu z dostaniem się do niej.

— Ale tu są jakieś same szmaty nic ciekawego.

— odpowiedział Adrian zniesmaczony tym co udało mu się odkryć w środku szafki.

Po paru godzinnych bez efektownych poszukiwaniach Adrian z Kacprem powoli tracili nadzieję na odnalezienie obrazu, aż tu naglę z oddala zaczął dobiegać dźwięk otwierających się drzwi.

— Kurcze nie zdążyliśmy. Już wrócili. — pomyślał przerażony Kacper w myślach widząc jak gangsterzy nakrywają ich na wtargnięciu do mieszkania.

— Choć Kacper lecimy się gdzieś ukryć pod łóżko, lub obok do szafy. — zaproponował zdenerwowany jak i również zaskoczony sytuacją Adrian.

Tak też uczynili. Kacper ukrył się w szafie, a Adrian pod łóżkiem i postanowili nasłuchiwać co się w środku wydarzy. Na szczęście zrobili to dość sprawnie, tak że nikt nie zdążył ich wcześniej zauważyć.

Po chwili było słychać w środku głos Zenona i bandziora, który mu towarzyszył, a z ich rozmowy wynikał brak zadowolenia z całej zaistniałej sytuacji oraz tego, że nie udało się im sprzedać obrazu dostać pieniędzy i dopaść Adriana i Kacpra.

— Kurczę coś tu ciasno. — po chwili leżenia pod łóżkiem pomyślał Adrian, chcąc jakoś wyjść z niekomfortowej sytuacji.

— Coś tu kurcze jest wciśnięte. Matko święta tu leży ten obraz. — szepnął do siebie zdziwiony Adrian, by nie zostać usłyszanym przez kogokolwiek innego.

— Jakby się tu teraz wydostać z tym obrazem niezauważonym. — pomyślał Adrian leżąc pod łóżkiem koło obrazu „Żydówki z pomarańczami” — Aleksandra Gierymskiego.

W tym samym czasie bandzior wychodząc powoli z budynku pożegnał się z Zenonem, który następnie udał się do łazienki,

po chwili widząc całą sytuację Adrian wyszedł z pod łóżka i poleciał w stronę Kacpra do szafy.

— Musimy szybko zabrać ten obraz z pod łóżka i uciekać, żeby tylko nas nie zdążył zauważyć póki jest w łazience. — stwierdził Adrian chcąc szybko zareagować w obecnie sprzyjającej im sytuacji.

— Skubany żeby obraz pod łóżkiem ukrywać, ale jakbyśmy nie musieli się schować, to zapewne do tej pory byśmy go nie znaleźli. — stwierdził fakt Kacper, po troszku zadziwiony pomysłowością ukrycia obrazu przez Zenona.

Następnie oboje szybko pobiegli w stronę łóżka. Adrian wyciągnął z pod niego obraz i w tej samej chwili Zenon wyszedłszy z łazienki dostrzegł całą sytuację.

— Co tu się do diabła dzieje? Nawet się nie waż i odłóż ten obraz. — rzekł zdenerwowany Zenon. Zauważając całą sytuację, po czym wyjął pistolet z kieszeni i zaczął nim grozić w kierunku Adriana i Kacpra.

— I kim wy do licha jesteście? — kontynuował zdenerwowany Zenon żądając wyjaśnień od przyjaciół.

Adrian odłożył spokojnie obraz na łóżko, po czym starając się zachować zimną krew obserwował co się dalej wydarzy.

— Już chyba kojarzę, to wy te dwa cwaniaczki co przez was straciłem mnóstwo kasy za ten obraz, który miałem zamiar sprzedać. Na szczęście jednak sami zjawiliście się na terenie mojej posiadłości. — odparł zadowolony Zenon przeczuwając możliwość odzyskania całej forsy jak i zemsty na przyjaciołach, którzy utrudnili mu wcześniej sprzedaż obrazu.

— Widzi pan jakie szczęście pana spotkało, że się zjawiliśmy? — automatycznie zapytał Kacper raczej nie zastanawiając się nad jej treścią, jak i tym że w obecnej sytuacji ono nie jest zbyt mądre.

— A takie, że teraz mam was i nie puszczę póki nie odzyskam forsy, a w gorszym wypadku skończycie na cmentarzu wąchając kwiatki od spodu. — stanowczo zagroził Zenon. Przedstawiając im szczegółowo ich obecną sytuację, w której się znaleźli.

Po wypowiedzi Zenona natychmiast Kacpra tak zamurowało, że zapomniał co miał dalej powiedzieć.

— Dobrze zrobimy co pan każe. — zaproponował rozsądnie Adrian przekonany, że jak na razie najlepszym wyjściem będzie spełnianie wszystkich poleceń Zenona.

— Po pierwsze oddawać mi telefony i wszelkie możliwe źródła łączności, żebyście mi czasem po policje nie zadzwonili.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.71
drukowana A5
za 81.51