E-book
27.3
drukowana A5
73.57
Zbiór kryminałów o przygodach Adriana i Kacpra

Bezpłatny fragment - Zbiór kryminałów o przygodach Adriana i Kacpra


5
Objętość:
643 str.
ISBN:
978-83-8104-969-6
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 73.57

Adrian Ciepał

Wadowice

21.06.2017r

Tajemniczy list

Przedmowa autora

Historia, która pragnę podzielić się z wami wszystkimi. Jest to pełna przygód i zagadek opowieść o losach dwóch przyjaciół Adriana i Kacpra, których życie zmienia się nie do poznania na skutek pewnego przypadku. Adrian to młody wysoki pewny siebie dwudziestosiedmioletni brunet o ciemnobrązowych oczach. Pełen werwy i potrzeby korzystania z życia. Natomiast Kacper jest młodym dwudziestopięcioletnim blondynem średniego wzrostu o niebieskich oczach również lubiącym przygody, lecz czasem odrobinę mniej rozgarniętym. Mam nadzieję, że historia, którą wam pragnę przedstawić. Zaciekawi was i zachęci do przeczytania następnych książek, które będę miał zamiar wydać w najbliższym czasie. Życzę przyjemnego czytania.

Pomyłka

Pewnego ciepłego wiosennego poranka zadzwonił budzik. Słysząc to Kacper zerwał się gwałtownie z łóżka. Troszkę otumaniony na początku nie wiedząc co się dzieje. Po chwili czując w głowie skutki spędzonego, może zbyt odrobinkę za miło wczorajszego wieczoru.

— Kurczę, gdzie jestem i co takiego robiłem, że nic nie pamiętam co się wczoraj działo? — pomyślał odrobinę jeszcze zaspany Kacper. Po chwili przypomniał sobie, że leży we własnym pokoju. Schludnie zadbanym bez żadnego śladu wcześniejszej libacji alkoholowej. Troszkę tym faktem zdziwiony w pełnym skupieniu próbował sobie przypomnieć co zaszło poprzedniego dnia, lecz nic nie pamiętał. Dając za wygraną i nie próbując dalej przypominać sobie wszystkiego co działo się dzień wcześniej. Wstał ubrał się poszedł do łazienki. Wracając z niej usłyszał dzwonek telefonu, po czym podszedł do niego.

— Słucham kto mówi? — zapytał Kacper odbierając telefon.

— Jak tam gotowy? Byliśmy dziś umówieni jak zapewne pamiętasz? — zapytał Adrian upewniając się, czy spotkanie planowane wspólnie z Kacprem dzień wcześniej jest aktualne.

— Niestety nic nie pamiętam co wczoraj wyprawiałem, gdzie byłem i w jaki sposób udało mi się wrócić do mieszkania. — rzekł szczerze Kacper próbując jakoś wyjść z sytuacji.

— No to nieźle się imprezowało, że aż dopadła cię amnezja. — stwierdził Adrian. Uśmiechając się przy tym złośliwie do telefonu.

— Nie byłem wczoraj z tobą na tej imprezie? — zapytał Kacper chcąc się upewnić, czy przyjaciel rzeczywiście nie wie co się z nim dzień wcześniej działo i gdzie przebywał.

— Ja sam nie wiem gdzie przebywałeś. Umówiliśmy się na spotkanie zanim gdzieś wyszedłeś. — wyjaśnił zdziwiony utratą pamięci przyjaciela Adrian.

Następnie po chwili przemyślenia przyjaciel wpadł na pewien pomysł, by jakoś to niefortunne nieporozumienie zakończyć.

— To może przełożymy to nasze spotkanie na inny dzień? Jak nie jesteś w pełnej dyspozycji. — starając się dyskretnie wyjść z sytuacji zaproponował Adrian.

— Dzięki za wyrozumiałość. Odezwę się innym razem to wtedy to nadrobimy. — odparł z ulgą Kacper ciesząc, się że udało mu się bezboleśnie wyjść z sytuacji, po czym odłożył słuchawkę.

Odłożywszy telefon postanowił jednak troszkę oprzytomnieć po wczorajszym dniu kierując się w stronę łazienki. Niestety nie robiąc nawet paru kroków Kacper usłyszał znowu dzwonek, tym razem dobiegający nie z telefonu, lecz domofonu. Podszedł do niego odebrał, jednak nikt się nie odezwał.

Zdenerwowany i poirytowany zaszłą sytuacją otworzył drzwi i ujrzał z nich schodzącego już korytarzem listonosza udającego się w stronę drugiego budynku. Był to średniego wieku szczupły brunet.

— Szkoda czasu na barana. Ciekawe czy w ogóle coś raczył mi zostawić w skrytce? Czy jedynie zażyczył sobie hrabia otwarcia drzwi? — pomyślał pobudzony Kacper. Obserwując listonosza.

Po chwili troszkę bardziej uspokojony zajrzał do skrzynki pocztowej i widząc zawartość jaką listonosz zostawił nieco się zdziwił.

— Ciekawe kto go do mnie przysłał? — pomyślał Kacper wyciągając list zostawiony przez listonosza w skrzynce pocztowej.

Gdy dokładniej go sprawdził zauważył, że ten list nie jest wcale do niego adresowany, ponieważ listonosz pomylił adres i zamiast na ulicę Gawią cztery dostarczył na ulicę Pawią cztery.

— Otworzyć list czy szukać osoby mieszkającej na ulicy Gawiej cztery? — była to pierwsza myśl jaka nasunęła się Kacprowi zaraz po dostrzeżeniu pomyłki.

Jednak obawiając się zawartości listu Kacper postanowił go nie otwierać. Zwłaszcza, że jeszcze nie wiedział do kogo ten list miał trafić. Tak też Kacper na razie postanowił zaczekać z jego otwarciem. Mimo, że bardzo był ciekawy jego zawartości. Ostatecznie postanowił poczekać z tym do jutra.

Zaraz następnego dnia go otworzył. W środku ujrzał coś o czym za wszelką cenę chciał się podzielić ze swoim przyjacielem. Nie zastanawiając się zbyt długo wybrał numer telefonu i zadzwonił.

— Cześć Adrian mam wiadomość dla ciebie! — oznajmił zwycięsko Kacper szeroko się przy tym uśmiechając do telefonu.

— Cześć co się takiego stało, że mnie tak z rana budzisz? — zapytał Adrian. Zdenerwowany faktem, że przyjaciel z nie wiadomo jakiego powodu budzi go już o bardzo wczesnej porze.

— Mam coś ważnego, co na pewno ciebie zainteresuję, lecz to nie jest rozmowa na telefon. Więc przyjdź do mnie jak najszybciej, a o wszystkim się dowiesz. — odpowiedział Kacper czekając na przyjaciela w swoim mieszkaniu.

Odrobinę poirytowany Adrian usłyszawszy wiadomość od przyjaciela postanowił jednak przyjść do niego jak najszybciej, ponieważ również jak i u Kacpra zwykle ciekawość brała w nim górę nad rozsądkiem, gdyż oboje byli jeszcze młodymi pragnącymi przygód facetami. Gdy już dotarł do domu przyjaciela zniecierpliwiony Adrian zadzwonił do mieszkania Kacpra, który po chwili otworzył mu drzwi.

— Co tam masz takiego niezwykłego, co każe ci dzwonić do mnie zraz z rana i wymusza nagłą wizytę? — zapytał jednakowo bardzo poirytowany jak i zaciekawiony całą sytuacją prosto w progu Adrian.

— Sam zobacz tylko co dostałem wczoraj od listonosza. — odpowiedział Kacper zapraszając przyjaciela do środka. Po czym następnie pokazał przyjacielowi otrzymany list.

— I to ma być ta sensacja, że dostajesz pocztę od listonosza.

— odparł z ironią Adrian jeszcze będąc troszkę zaspany z powodu wczesnej pory jaką narzucił Kacper na spotkanie.

— Jak sam zobaczysz co dostałem, to zaraz zaczniesz inaczej gadać. — z pewnym siebie podziwem i pewnością siebie Kacper wręczył Adrianowi tajemniczy list, po czym go otworzył pokazując przyjacielowi co zawierał. Jego treść brzmiała następująco:


„Panie Zenonie przez wzgląd na specyficzny rodzaj naszej umowy pragnę pozostać anonimowy. Jeżeli pan jest dalej zainteresowany zrobieniem wspólnie interesu wymagam, aby się przystosować do wyznaczonych przeze mnie reguł, i żeby zachować jak największą ostrożność. A zatem pierwszą rzeczą, którą wymagam jest, aby zjawić się o dwudziestej w parku przy ławce koło fontanny. Tam będzie znajdowała się dalsza instrukcja życzę powodzenia. Mnie również zależy na tym, by dana transakcja się powiodła”.


— I co z tym teraz zrobimy? — zapytał zaskoczony Kacper przyglądając się przyjacielowi jednocześnie będąc ciekawy jego zdania w tej sprawie.

— No co ty jeszcze pytasz? Lecimy o tej dwudziestej do tego parku. Czuję, że z tego może wyjść jedyna w swoim rodzaju przygoda. — powiedział Adrian szeroko się przy tym uśmiechając i gestykulując palcem wskazującym w kierunku przyjaciela.

— Może rzeczywiście masz rację. Nie ma co przesiedzieć całego życia z tyłkiem na kanapie. — oznajmił z przekonaniem Kacper, któremu pomysł coraz bardziej się podobał. Wstając z fotela pożegnał się z Adrianem i wrócił do swojego mieszkania.

Następnego dnia była niezbyt ciekawa pogoda. Chłód i deszcz troszkę zniechęcał do wyprawy, lecz i nawet to nie przeszkodziło przyjaciołom ostatecznie w podjęciu decyzji, że jednak wybiorą podróż za przygodą swojego życia.

Umówieni przed domem Kacpra spotkali się rozmyślając nad planem drogi. Nie zastanawiając się zbyt długo zamówili taksówkę. Gdy taksówka przyjechała wyłoniła się z niej postać starszego łysego mężczyzny.

— Proszę wsiadać, gdzie panów zawieść? — zapytał z pewnym spokojem taksówkarz.

— Prosimy zawieść nas niedaleko parku. — oznajmili przyjaciele.

Po pewnym czasie Adrian uświadomił sobie, że mogą nie zdążyć na dwudziestą i zaczął się troszkę martwić.

— Mógłby pan przyśpieszyć? Zależy nam, by się tam dostać na czas. — zapytał zdenerwowany Adrian pośpieszając kierowcę.

Kierowca nie zbyt tym przejęty jechał dalej, aż w końcu dotarli na miejsce. Piętnaście minut przed wyznaczoną godziną.

Wysiedli dokładnie koło parku i oboje udali się w miejsce gdzie stała fontanna w parku.

Na początku nie zobaczyli nic co mogłoby przykuć ich uwagę. Troszkę zniecierpliwieni postanowili jeszcze chwilkę poczekać, aż po pewnej chwili dostrzegli ławeczkę oddaloną około dwadzieścia metrów od fontanny.

— Widzisz? Coś tam leży na niej jasnego. — odrzekł Kacper pokazując palcem w stronę fontanny.

— No to chodźmy zobaczymy co to takiego jest. — stwierdził Adrian kierując się w miejsce, o którym przed momentem rozmawiali z Kacprem.

Ku ich zdziwieniu na odkrytej przez nich ławce leżał identyczny list jak za pierwszym razem adresowany na ten sam adres.

— Co u licha jaja sobie z nas robią czy co? Ile takich listów jeszcze dostaniemy ciekaw jestem? — zapytał zdezorientowany Kacper gwałtownie wymachując listem przed głową Adriana.

— To otwieraj go tylko może delikatniej, bo go upuścisz albo zgubisz i nie dowiemy się co w nim jest. Akurat może tam być coś ciekawego, a przynajmniej zbliżającego nas do rozwiązania tej zagadki. — powiedział Adrian stanowczo uspokajając Kacpra i odbierając od niego list. Po czym otwarli go i zaczęli czytać jego treść, a brzmiała ona następująco:


„Jeśli pan czyta ten list znaczy to, że na serio oboje traktujemy wcześniej zawartą miedzy nami umowę i możemy przejść do następnego etapu transakcji.

Tym razem zadanie będzie troszkę trudniejsze, ale myślę, że warte odrobiny wysiłku. Kolejnym krokiem będzie spotkanie się z jednym z moich ludzi w klubie Wenecja następnego dnia również, o godzinie dwudziestej. Zapewne ciekaw jest pan w jaki sposób będzie można go rozpoznać wśród ludzi przebywających w klubie.

Ta osoba będzie ubrana w czarny garnitur i białą koszulę, na której wypisana będzie sentencja: „kto nie ryzykuje ten nie wygrywa”. To właśnie ten człowiek zobowiązany będzie, by przekazać panu bardzo ważną przesyłkę”.


Po przeczytaniu tego listu oboje jedno głośnie postanowili wrócić jak najszybciej do mieszkania i zrobić burzę mózgów, by przemyśleć w jaki sposób mieliby w dwójkę przechytrzyć tego faceta i otrzymać przesyłkę.

Na miejscu oboje udali się w stronę kanapy, gdyż to było najlepsze miejsce na poważne przemyślenie bardzo trudnej sprawy. Oczywiście nie mogło przy tym zabraknąć lampki wina i paru puszeczek piwa na lepszą koncentrację i myślenie, aby każdy miał to co lubi.

Adrian bardziej preferował mocniejsze trunki jak winko, zaś kolega Kacper pospolite dla każdego faceta piwko. Każdy poczęstował się swoim ulubionym trunkiem siedząc na wygodnej kanapie przy wielkiej okrągłej ławie i zaczęli rozmyślać.

Przyszedł już tobie jakiś pomysł do głowy? — zapytał Kacper spoglądając na przemian, to na list, to na przyjaciela. — Mam pewien pomysł. Po pierwsze musimy tam pójść w pojedynkę, a druga osoba będzie asekurowała pierwszą. Wtedy na pewno łatwiej nam uda się osiągnąć zamierzony cel. — odpowiedział pewnie Adrian, patrząc przy tym wprost w oczy Kacpra.

— Tylko co zrobić, by on się nie zorientował, że nie jesteśmy tą osobą, z którą się dogadywał. Przecież skoro chcą dobić wspólnie interesu, to muszą się zapewne znać? — zapytał Kacper, nerwowo potrząsając kieliszek piwa.

— Nie pamiętasz, jak w pierwszym liście oznajmił ten gość niech zacytuję, „przez wzgląd na specyficzny rodzaj naszej umowy pragnę pozostać anonimowy”? — po chwili przemyślenia odpowiedział pytająco Adrian biorąc łyk wina do ust.

— No i co z tego? — zapytał Kacper nie nadążając za tokiem myślenia przyjaciela.

— No pomyśl ciemnoto chwilkę. Z tego listu wynika, że skoro chce pozostać dalej anonimowy, to nigdy się nie widzieli, i że to nie będzie wielki problem podszyć się pod tą osobę. — oznajmił z dumą Adrian szeroko się przy tym uśmiechając i będąc pewnym swej racji.

— No zobaczymy, choć ja mimo wszystko sądzę, że będą z tego kłopoty. — stwierdził Kacper, czując pewne obawy wynikające z podszywania się za kogoś kim w rzeczywistości nie byli oraz tym jakie negatywne skutki może to za sobą przynieść.

— Trzeba iść na żywioł. Ja tam lubię być spontaniczny i tobie, też to polecam. — odpowiedział Adrian podnosząc na duchu przyjaciela. W odróżnieniu do niego nie czując strachu, lecz wielką chęć przeżycia czegoś nowego oraz tego jak wspaniałych ludzi mogą poznać.

Znowu i tym razem zrobili tak jak postanowili. Wybrali się dokładnie w to miejsce i o tej godzinie, gdzie byli umówieni na przekazanie ważnej przesyłki od wysłannika. Będąc przed klubem na chwile się zatrzymali.

— Poczekaj tu na mnie, a ja spróbuję tam wejść i go jakoś przechytrzyć. Jak byś widział, że coś jest nie tak to wkraczaj i obserwuj co się dzieję. Liczę na ciebie. — powiedział Adrian idąc powoli w stronę klubu. Mimo wszystko co jakiś czas spoglądając za siebie w stronę Kacpra.

— Nie ma sprawy na pewno ciebie nie zawiodę i postaram się zrobić wszystko, żeby się nam udało. — odpowiedział Kacper czekając na zewnątrz i obserwując co się wydarzy.

Tajemnicza przesyłka

Będąc już w klubie Adrian podszedł do pierwszego lepszego stołu usiadł przy nim i zaczął rozglądać się dookoła i obserwować, czy gdzieś w pobliżu nie znajduje się mężczyzna, który przypominałby z opisu faceta, z którym mięli się spotkać.

Po kwadransie rozglądania się na boki w końcu Adrian zauważył człowieka mogącego być tym kogo właśnie poszukiwał. Z wyglądu sprawiał wrażenie przeciętnego mężczyzny o szczupłej budowie ciała. Wysoki prawie całkiem łysy facet mający dokładnie na sobie czarny garnitur oraz ledwo widoczną pod nim koszulę, z napisem kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. Właśnie z takim samym napisem jaki wcześniej został opisany w liście. Wtedy Adrian postanowił zaryzykować, po czym podszedł do niego, po chwili pytając.

— Przepraszam pana moglibyśmy porozmawiać? — zapytał pewnym siebie głosem Adrian, patrząc prosto w oczy facetowi będąc prawie pewnym, że to właśnie on jest tą osobą, której szuka gdyż poznał go po napisie na koszuli.

— Przepraszam znamy się może? — zapytał facet w międzyczasie grzebiąc w torbie.

— Może usiądźmy to wyjaśnię spokojnie w jakiej sprawię tu jestem. — powiedział Adrian mimo drobnych wątpliwości proponując jednak, żeby najpierw usiedli i porozmawiali spokojnie.

— Posiada pan pewną przesyłkę, którą miałem dzisiaj odebrać.

— wyjaśnił Adrian, po czym zamówił alkohol, aby jakoś móc gościa przechytrzyć oraz stał się bardziej wyrywny do rozmowy.

No więc usiedli powoli, po czym następnie facet powiedział.

— Przekaże panu paczkę, ale pierwsze proszę podać hasło.

— niespodziewanie oznajmił mężczyzna patrząc Adrianowi w oczy.

— Kurczę jakie hasło. — pomyślał naglę Adrian nie mając zielonego pojęcia, o jakimkolwiek haśle.

— To hasło, które pan otrzymał na samym początku, gdy umawiał się z moim szefem przed otrzymaniem listu. — odparł mężczyzna odrobinę zdziwiony taką reakcją Adriana, lecz nie przeczuwając w pierwszej chwili, że on może być inną osobą, niż tą która miała odebrać przesyłkę.

— Kurcze trzeba szybko coś wymyślić, bo zaraz się kapnie, że nie jestem tym za kogo się podaję. — pomyślał Adrian odrobinę przestraszony mimo wszystko próbując nie dać tego po sobie poznać również starał się nie odrywać wzroku z oczu gangstera.

Lecz dzięki temu, że zwykle w głowie ma wiele pomysłów, to i jeden przyszedł mu dość szybko do głowy zwłaszcza gdy jego organizm troszkę się rozluźnił po spożyciu alkoholu.

Postanowił improwizować w obecnej sytuacji, po chwili znajdował się na ziemi. Na nic innego nie zdążył w tak krótkim czasie wpaść jak udawać, że zemdlał. Okazało się później, że przyniosło to dość zaskakujący, a zarazem pozytywny efekt.

Doręczyciel złapał haczyk. Zostawił przesyłkę na krześle, po drugiej stronie stołu. Wstał i postanowił podejść w Adriana kierunku i sprawdzić co się dzieję.

Gdy już się zaczął pochylać nad nim i sprawdzać mu puls. Wtedy do stołu podleciał Kacper chwycił teczkę, która leżała na krześle przy stole. Niestety doręczyciel szybko zauważył, że coś się dzieje, za jego plecami. W momencie gdy wstawał i skierował się w stronę Kacpra Adrian szybko powstał i od tyłu zręcznym i zgrabnym ruchem uderzył go w głowę, a że był pod wpływem upojenia alkoholowego nie trudno było go położyć na łopatki. W tym samym czasie Adrian szybko poleciał za Kacprem trzymającym paczkę.

Na szczęście ten numer się im udał. Przechwycili przesyłkę i udali się do mieszkania zostawiając oszołomionego po uderzeniu oraz pijanego doręczyciela w klubie.

— Kurcze, ale żeśmy go załatwili. Nie wiem jak się to nam udało tak łatwo go przechytrzyć? — zapytał ucieszony z wykiwania bandziora Adrian siedząc przy stole.

— No przechytrzyć się udało, ale co teraz będzie jak nas zechcą szukać i się zemścić.? — stwierdził z żalem Kacper mając drobne obawy na samą myśl o bandytach chcących odszukać straconą przesyłkę.

— Nie ma się co przejmować. Ważniejsze na razie jest sprawdzić, co w ogóle jest w tej paczce i czy to coś jest na tyle warte, aby się tak poświęcać. — odpowiedział Adrian chcąc uspokoić przyjaciela oraz biorąc paczkę do rąk, o której w obecnej chwili była mowa.

Następnie co przyjaciele postanowili zrobić, to wrócić jak najszybciej do mieszkania i otworzyć na spokojnie paczkę, której byli w posiadaniu. Otwarli ją dopiero po dotarciu do mieszkania. Oboje rozsiedli się przy stole, a resztę można już łatwo przewidzieć co się w mieszkaniu wydarzyło.

— Jesteśmy już na miejscu. Proszę otwórz już tą paczkę, bo ciekaw jestem, co jest w środku. — poprosił Kacper wpatrując się w nią, jakby znajdowały się w niej co najmniej jakieś wielkie skarby,

po chwili otworzył ją Adrian. W środku znajdowały się klucze i kartka z wypisanym szyfrem i mapa, a na niej punkt z dokładnym adresem gdzie znajduje się sejf, który zapewne można otworzyć tym kluczem przy pomocy szyfru.

— No to co jedziemy tam? — zapytał Kacper zerkając na przemian, to na paczkę, to w stronę Adriana.

— Dobrze tylko muszę wyskoczyć jeszcze gdzieś na chwilkę. To bardzo ważne. — powiedział Adrian zostawiając Kacpra i wychodząc z budynku, za jakieś piętnaście minut był już w progu przed Kacpra mieszkaniem.

— Gdzie byłeś? Szkoda czasu skoro mamy taką ważną sprawę do załatwienia. — zapytał Kacper będąc przygotowanym już do wyjścia.

— Nie interesuj się. Jak będzie trzeba, to tobie wszystko wyjaśnię. — odpowiedział Adrian prosząc przyjaciela o cierpliwość.

— W końcu ktoś z nas musi być ostrożny. Robiąc wszystko, by ratować nam obydwu tyłki z opresji. — dodał po chwili znowu Adrian.

— No dobrze. Już się nie czepiam, ale chodźmy to sprawdzić.

— powiedział Kacper. Poddając się i więcej nie wypytując Adriana o tą sprawę, którą był załatwić przed odjazdem.

Po chwili przyjaciele znowu postanowili zamówić taksówkę i jak najszybciej dotrzeć w miejsce, które było podane na mapie.

Jadąc taksówką troszkę wypytali kierowcę o okolicę, w którą ich wiezie. Czy ją zna i kojarzy miejsce, gdzie chcą zajechać.

— Najciekawsza okolica to nie jest, ale jeśli panowie tam potrzebują jechać to nie ma sprawy. — rzekł kierowca ciągle pilnując dokładnie drogi i starając się jechać zgodnie z przepisami ruchu.

Z dalszych opowiadań taksówkarza wynikało również, że miejsce do którego się wybierają przyjaciele nie jest zbyt bezpieczne, następnie kierowca stwierdził, że szczerze nie zna tam nikogo i nie miałby nawet najmniejszej ochoty kogokolwiek stamtąd znać, gdyż nie przyjemni faceci się kręcą w tej okolicy.

Niestety był dość przekonujący w tym co mówił. Przyjaciele zaczynali powoli mieć jednak obawy, czy potrzebnie zadarli z tymi ludźmi. Wyłącznie dla tego, żeby móc przeżyć jakąś ciekawą w życiu historię, ale jeżeli powiedziało się a, to już trzeba powiedzieć i b. Zwłaszcza, że właśnie dojechali na miejsce.

Wysiedli z samochodu i naprzeciwko drogi stał wielki budynek.

Postanowili do niego wejść. Następnie chcieli się podzielić, aby jedna osoba trzymała klucz, a druga szyfr.

Nie mogli się zdecydować, która osoba zostanie czego właścicielem. Dlatego też postanowili rzucać monetą. Rzucał nią Adrian. Wyrzucenie przez niego reszki oznaczało, że będzie właścicielem klucza. Zaś wyrzucenie przez niego orła oznaczało przyjęcie tajnego szyfru, lecz z jego decyzją nie zgodził się Kacper. Postanowił, że jeśli to orzeł, czy reszka decyduje o tym co ma zabrać Adrian. To on będzie rzucał monetą i tak też uczynił. Okazało się, że wypadł orzeł z czego jak wcześniej ustalili wynikało, że posiadaczem szyfru zostanie Adrian, a Kacper posiadaczem klucza.

Będąc już przed samym budynkiem, coś zwróciło ich uwagę. A dokładnie to, że z jednej strony było troszkę za cicho. Jak na wielką willę, w której miał być ukryty wielki skarb. Zamknięty w sejfie i zabezpieczony specjalnym szyfrem.

Niestety intuicja ich nie zawiodła i czuć było w powietrzu, że się coś święci nie zbyt przyjemnego.

Zasadzka

Otwierając bramę przy drzwiach przyjaciele zobaczyli trzech zamaskowanych wielkich facetów, więc się nie zastanawiając pobiegli oboje jak najszybciej każdy w innym kierunku, żeby im było ich łatwiej zgubić. Kacper uciekał przez jakieś piętnaście minut, po czym postanowił, że wskoczy na najbliższe drzewo i jakoś im ucieknie. Niestety to nie był zbyt mądry pomysł, ponieważ wystarczyło, że minęło piętnaście minut wiszenia na drzewie, a Kacper się zmęczył, po czym spuścił się z drzewa i wpadł prosto w ramiona dwóch bandytów. Adrian miał odrobinę więcej szczęścia i lepszy pomysł, gdyż był goniony tylko przez jednego z trzech gangsterów, aby uniknąć złapania pobiegł przed siebie zauważając naprzeciwko szyny kolejowe, na które miał zaraz wjechać pociąg. Co zapowiadały zaczynające się spuszczać barierki. Mimo obawy przed rozjechaniem Adrian postanowił jednak zaryzykować i przelecieć przed pędzącym pociągiem. Na szczęście prawie przeleciał na drugą stronę, a pociąg przysłonił drogę intruzowi co dało mu troszkę czasu na dalszą ucieczkę i zgubienie oprawcy. Ostatecznie udało mu się go w końcu zgubić, lecz mimo wszystko Adrian zaczął martwić się o los przyjaciela oraz co miałby w takiej sytuacji zrobić, czy sam działać, czy zadzwonić na policję. To była bardzo poważna sprawa nie cierpiąca zwłoki, lecz na szybkiego nie zdążył nic wymyślić. Postanowił pójść odpocząć, a następnie wymyślić co zrobi jutro w tej sytuacji.

Następnego dnia Adrian wypoczął i od razu przyszło mu do głowy pewne bardzo mądre powiedzenie.

— „Gdy mamy silnego wroga należy poszukać silniejszego sprzymierzeńca”, ale kim mogłaby być taka osoba, która pomogłaby mi uwolnić przyjaciela. — pomyślał Adrian.

Niestety nikogo takiego nie znał, lecz kto wie może jeszcze uda mu się kogoś poznać. Kto pomógłby mu uwolnić przyjaciela i uporać się z tymi gangsterami.

I właśnie w chwili gdy zastanawiał się nad tym, odezwał się telefon. Spojrzał na niego i nie dowierzając zobaczył, że dzwoni do niego Kacper. Odebrał go i powiedział.

— To ty Kacper co się stało? Udało się tobie uwolnić? — zapytał Adrian.

— Nie łudź się nawet. Mamy twojego przyjaciela i tak szybko go nie wypuścimy. Póki nie odzyskamy szyfru, który posiadasz, więc jak oddajesz nam szyfr? Jeśli tak, to my obiecujemy zwrócić tobie przyjaciela w całości. Tylko bez żadnych numerów, bo pogadamy inaczej. — odpowiedział dzwoniący do Adriana gangster. Ostrzegając przed konsekwencjami związanymi z nie oddaniem szyfru.

— Nie ma sprawy. Dogadamy się. Gdzie i kiedy mam przekazać ten szyfr? — zapytał Adrian.

— Niech będzie jutro o ósmej. Najlepiej przed budynkiem gdzie porwaliśmy twojego przyjaciela. — odpowiedział gangster.

— Dobrze niech tak się stanie. Na pewno zrobię wszystko co sobie życzycie. — odparł zasmucony Adrian zamartwiając się o los porwanego przyjaciela.

Odbicie przyjaciela

Wieczorem przed pójściem spać Adrianowi wróciła myśl, o poszukaniu trzeciego sprzymierzeńca w walce z wrogiem. Znowu niestety nic nie wymyślił, gdyż wspólnie z Kacprem mieli ograniczoną liczbę przydatnych w tym celu znajomych.

Wierząc w to, że wszystko dobrze się skończy postanowił odpocząć od problemów i pójść spać. Zaraz następnego dnia Adrian wstał i wyszedł z domu, by zrobić duplikat szyfru, który posiadał.

— W razie czego może się on przyda, a oryginał dostaną za Kacpra. — pomyślał Adrian.

Po wyjściu z domu za drzwiami zaczepiła Adriana sąsiadka.

— Dzień dobry śpieszy się pan gdzieś może? — Odezwała się młoda dwudziestoletnia niska drobna blondynka.

— Niestety nie mogę pani na razie tego powiedzieć, ale coś bardzo ważnego muszę załatwić. — odpowiedział Adrian ciągle martwiąc się o los przyjaciela. Jednak nie chcąc wtajemniczać w tą sprawę obce mu osoby.

— No to trudno. Mam na imię Zofia i jestem tu nowa. Chciałam poznać sąsiadów, ale skoro pan zajęty to trudno może wpadnę innym razem. — odpowiedziała Zofia mimo wszystko licząc na poznanie sąsiada.

No i w tej chwili wróciła do Adriana myśl dotycząca sprzymierzeńca.

— Kurczę ona taka drobna młoda kobieta. Nie wydaje się być jakimś wystarczająco potężnym sojusznikiem w walce z takim silnym wrogiem, ale co tam najważniejsze, żeby pomóc przyjacielowi. — pomyślał Adrian przyglądając się jeszcze raz dobrze nowo poznanej dziewczynie.

— Lubi pani przygody? — zapytał śmiało Adrian spoglądając na Zofię.

— Oczywiście cały dzień siedzenia w domu nie przynosi jakiś zbyt spektakularnych wrażeń. Chętnie coś zrobię, żeby tylko coś się działo w moim życiu. — odparła Zofia.

— To miło chciałbym, aby pani pomogła mi w jednej sprawie. Na pewno się odwdzięczę. — stwierdził Adrian.

— Jaka tam pani. Mówiłam Zofia mam na imię i proszę się tak do mnie zwracać. Nie czuje się zbyt dobrze rozmawiając tak urzędowo. — powiedziała Zofia poprawiając Adriana mimo wszystko chcąc przejść z nim od razu na ty.

— Dobrze Zofio masz może chwilkę wolnego czasu?

— przytakując zapytał Adrian.

— A co to miało być zaproszenie na randkę? — zapytała Zofia troszkę zdziwiona propozycją. Źle ją interpretując.

— Nic w tym rodzaju. Choć nie ukrywam, że kiedyś moglibyśmy się umówić i porozmawiać. Jednak na razie mam coś ważniejszego na głowie. — powiedział Adrian okazując drobne zainteresowania nowo poznanej dziewczynie.

— Więc słucham co takiego się stało? — zapytała Zofia starając się nie patrzeć prosto w oczy Adrianowi oraz chcąc dowiedzieć się o co dokładnie chodzi.

— Muszę iść uwolnić przyjaciela z rąk bandytów. — stwierdził Adrian. Okazując przy tym smutny wyraz twarzy.

— Słyszałam w życiu ciekawsze wymówki. To oczywiście żart? — zapytała oburzona Zofia. Myśląc, że zmienił temat wymigując się jedynie od randki, ponieważ mogła się mu nie spodobać.

— Nie to całkowita prawda. Dlatego pytałem, czy lubisz przygody, i czy nie pomogłabyś mi pomóc w odbiciu przyjaciela.

— poprosił Adrian starając się być przy tym bardzo wiarygodnym.

— Wiesz to brzmi tak bezsensownie, że aż jestem w stanie tobie w to uwierzyć. Więc proszę prowadź. Postaram się pomóc jak tylko mogę. — odparła z nutką ironii Zofia. Jednak ciągle w pełni nie dowierzając i starając się odkryć prawdziwe intencję nowo poznanego sąsiada.

— Mam samochód to mogę nas podwieźć. Tylko powiedz pod jaki adres? — zaproponowała Zofia uśmiechając się do nowo poznanego sąsiada.

Ucieszony tym faktem Adrian, że w końcu nie będzie musiał snuć się po mieście jeżdżąc taksówkami. Podał Zofii adres gdzie mieli razem się zjawić.

Jechali około trzydziestu minut starając się wszystko

spokojnie przemyśleć. Doszli jednak do wniosku, że nie warto ryzykować i trzeba to spokojnie rozwiązać. Mając już pewien plan, którym wcześniej podzielił się już z sąsiadką Adrian. Następnie wyszedł z samochodu, a Zofia została w aucie.

Podszedł do drzwi otworzył je, a z nich wyszło trzech wielkich facetów obok których stał związany Kacper.

— Dawaj szyfr to wypuścimy kolegę jeśli nie to oboje stąd nie wyjdziecie żywi. — stwierdził jeden z gangsterów.

Nie dyskutując z nimi Adrian postanowił, że pokaże im go żeby się uspokoili troszkę i od razu go wyciągnął.

— Proszę to jest wasz szyfr, a teraz dajcie nam odejść.

— powiedział Adrian patrząc na związanego przyjaciela oraz bacznie oczekując reakcji gangstera.

— Proszę jesteś wolny, ale tylko na chwilkę byście mogli pożegnać się ze sobą. — powiedział bandzior w między czasie rozwiązując Kacpra.

Przerażony Kacper zdrętwiał i stał sztywno nie mogąc się ruszyć. Również Adrian zaskoczony sytuacją starając się zachować resztki spokoju zamilkł na chwile.

— Teraz oboje zginiecie macie jeszcze jakieś życzenie przed śmiercią? — zapytał gangster wyciągając broń i kierując ją w stronę przyjaciół.

Adrian Postanowił szybciutko coś wymyślić. Będąc troszkę spokojniejszy od Kacpra, gdyż wiedział, że z każdej sytuacji zawsze jest jakieś wyjście. Trzeba tylko być bardzo przewidywalnym. Zwykle w życiu na szczęście to mu się udawało, ale czy akurat teraz pomoże to uratować im życie?

Mam jedno życzenie. Chciałbym zadzwonić tylko do kogoś i się pożegnać. — powiedział Adrian wyciągając telefon komórkowy z kieszeni.

— Zgłupiałeś chyba żebyśmy na takie życzenie przystali. Zadzwonisz zaraz po policję. Nie myślisz, że masz do czynienia z idiotami. Chowaj ten telefon. — odpowiedział jeden z gangsterów celując pistoletem w rękę Adriana, w której trzymał telefon.

— To może pójdźmy na jakiś kompromis? Ja z kolegą podejdziemy sobie pod tamto drzewko, a ty będziesz stał obok mnie, a reszta kolegów przed budynkiem. Jak coś z mojej rozmowy się tobie nie spodoba od razu możesz do mnie strzelać.

W porządku? — zaproponował Adrian starając się nie denerwować oraz mając nadzieję, że jednak bandyci się zgodzą, gdyż od tej decyzji zależało ich życie.

— No dobrze i tak nie macie już wiele możliwości, ale pamiętaj coś mi się nie spodoba tobie kulka w głowę, a potem twojemu przyjacielowi. — odparł bandyta spoglądając na telefon.

— Dobrze. — odpowiedział Adrian. Czując mnóstwo adrenaliny po czym nawet chwilowo przeszedł mu strach, a poczuł coś co trudno jest opisać.

Jednocześnie Kacper cały czas stał jak zamurowany i nie mógł wydusić z siebie ani słówka.

Po zawarciu porozumienia z gangsterem. Adrian zaczął wykręcać numer telefonu.

Niestety nie mógł się nigdzie dodzwonić.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 27.3
drukowana A5
za 73.57