E-book
13.65
drukowana A5
25.91
Wyzwanie na pisanie

Bezpłatny fragment - Wyzwanie na pisanie

od pomysłu, aż po wydanie


Objętość:
100 str.
ISBN:
978-83-8155-393-3
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 25.91

Oddając swoją wiedzę, doświadczenie, czas i inspirację, a nawet myślę, że całkiem sporo pozytywnej energii. Książkę tę, dedykuję Tobie drogi czytelniku. Niech będzie Ci światłem rozjaśniającym drogę, podczas tworzenia czegoś dla Ciebie osobistego. Wykorzystaj wszystko, co ocenisz za wartościowe, a następnie obróć to w prawdziwe dzieło, z którego będziesz naprawdę dumny.

Wstęp

Ile razy przez głowę przeleciał Ci pomysł o książce, o tym by pisać, tworzyć, przelewać swoje myśli na papier, aż w końcu stać się, tym o kim marzysz — po prostu, być prawdziwym artystą? Ani razu?! Hm, no dalej, może już czas przestać być skromnym, siedzieć w ukryciu, udawać szarą myszkę. Nie wierzę… Przecież trzymasz w rękach moje dzieło, a to dla mnie znak, że coś w Tobie siedzi. Ba, to coś, zaczyna pragnąć, by się w końcu z Ciebie wydostać. Nie będę przedłużać, nie lubię tych wszystkich wprowadzeń, wstępów, całej ceremonii. Szkoda mi czasu na bzdety, na jakieś zbędne rozpraszanie. Przecież talentu nie można marnować. Tak, tak, o Tobie teraz mowa, nadchodzi nowa, znana osoba. Podśmiechuj się, przecież nie będę Ci tego żałował. Dobry humor to podstawa, to zdrowie, a w nim energia, którą trzeba w całości wyłapać i do ostatniej kropli wykorzystać. Mam tutaj takie jedno małe zadanie, pokazać Tobie, że można, a nawet trzeba ślad na tym świecie po sobie zostawić. Przepraszam Cię z góry, że książka, którą właśnie czytasz, nie będzie zwykłym, standardowym, oklepanym poradnikiem, których wszędzie dookoła pełno. Od takich, to i ja, trzymam się z daleka. Obiecuję Ci, że złamię wszystkie możliwe piśmiennicze reguły i zasady, by zmotywować Cię do stworzenia swojego prawdziwego dzieła. Co więcej, pokaże Ci, że nie wiedząc jak, można książkę napisać. Jeśli jesteś gotów, na tę szaloną podróż, to zapraszam. Wsiadaj do mojego pociągu, rozgość się, ale w całości, skup się na tym, co chcę Ci w dalszej części tej wyprawy przekazać. Możliwe, że nigdy dotąd czegoś takiego nie robiłeś. W takim razie czas zacząć kreślić, notować i wyciągać wszystkie wnioski, jakie zaczną same nasuwać się do głowy. W późniejszym czasie zaczniesz samemu z nich korzystać. Zapytam tak profilaktycznie: jedziesz, czy zostajesz? Wykrzyknij głośno podjętą decyzję, niech każdy usłyszy, jakie masz w sobie ogromne ambicję i plany. Czekaj! Poczekaj, żartowałem. Mam nadzieje, że udało mi się Ciebie zatrzymać. Uff… może siedzisz gdzieś, gdzie właśnie nie wypada. Jak masz to zrobić, to lepiej powiedz to szeptem, byś nie wyszedł na wariata. Choć, to wcale nic złego, bo dziś świat należy do ludzi zdecydowanych, którzy mają w sobie ogrom tej pozytywnej energii. A ja, jak widzisz, trochę jestem jednym z nich. Będę również kierownikiem tego pociągu, tak więc życzę Ci szalonej przygody w odkrywaniu czegoś nowego. A teraz, ruszamy, bo to już naprawdę ostatni gwizdek.

Życzę wspaniałej podróży moja prywatną koleją.

Patryk Raźniewski

Wprowadzenie

Zanim ruszymy na dobre w nieznane, musze podzielić się z Tobą jedną tajemnicą. I myślę, że należą się Tobie wyjaśnienia, bo to z pewnością pomoże Ci lepiej zrozumieć całą tą podróż. Zapewne będzie ona wyjątkowa zarówno dla Ciebie jak i dla mnie. Ty odkrywasz coś na czym Ci zależy, a z mojej strony, to coś bardzo niezwykłego. Właśnie jesteś świadkiem rozpoczęcia nowego etapu, który dokonuje się w moim życiu. W chwili kiedy pisze tę książkę znajduję się w Holandii. Co tutaj robię i wiele innych, być może nie jasnych dla Ciebie pytań, na pewno zostanie wyjaśnione wkrótce. Ale teraz po kolei. Chcę przekazać Ci ważną, jak i nie najważniejszą dla mnie informację. Wracam do Polski, do mojej ukochanej Ojczyzny, kraju, w którym znajdują się moje korzenie, dom, rodzina i wiele innych magnetycznych przyciągaczy. Spodziewam się, że chyba nie zdajesz sobie sprawy co to dla mnie znaczy. No cóż, to trzeba po prostu przeżyć. Kończę mocno ponad pięcioletni rozdział mojej emigracji. Może zabrzmi to bardzo optymistycznie, jednak wierzę w to, że zamykam ten rozdział całkowicie i na zawsze. Swoją życiową podróż i całe zadanie, po które tu przyjechałem, uważam za wykonane! Zostałem jednak na koniec zmuszony, by być tu jeszcze przez miesiąc ze względów czysto technicznych. Tak wiec muszę ten czas mocno i ostro wykorzystać. Stawiam przed sobą kolejne spore wyzwanie, które będzie kosztować mnie co nie miara zawzięcia, wytrwałości i konsekwentnego dążenia do celu. O co chodzi?! Mam miesiąc, by stworzyć dla Ciebie tą książkę. Jeśli ją czytasz, trzymasz w dłoniach, lub patrzysz na nią na jakimś nośniku to znaczy, że się udało, że naprawdę można i ma sens to, co chce Ci przekazać. Chcę również sobie poniekąd udowodnić, że moja pierwsza książka to nie przypadek. Wierzę w siebie i w swoje możliwości. A Tobie, drogi czytelniku, dzięki tej całej mojej misji, sięgnął się ten oto poradnik ukazujący, że każdy, naprawdę może pisać. No dobra, może troszkę przeginam, jednak jeśli uwzględnisz kilka pewnych zasad, których ja się trzymałem, to spokojnie napiszesz książkę i Ty.

Uwaga! Ruszamy! Nasza lokomotywa wjechała na właściwy tor, obrała swój kierunek, a ja wyjaśniłem, co chciałem, więc najwyższy czas przejść do pierwszego rozdziału.

Pomysł

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy pragniemy zmian, chcemy odmienić całkowicie swoje życie. Nagle widzimy, że droga, którą zmierzamy, nie do końca jest taka, jaką byśmy chcieli iść. Zauważamy, że gdzieś w tej całej codzienności trochę się pogubiliśmy. To oczywiście jeden z życiowych schematów, który osobiście wydaje mi się być tym najczęstszym. Obserwując swoje otoczenie dostrzegam, że ludzie których spotykam nie do końca wiedzą, czego chcą, do czego dążą, po co żyją, a gdy zostaną zapytani o swój życiowy cel, powstaje głęboka cisza. To przykre!

Tak było i ze mną, aż w końcu przyszedł dzień, w którym zapragnąłem całkowicie wszystko odmienić. Usiadłem z lekkim zdenerwowaniem mówiąc sobie głośno — Dość!

Takie zwykłe bycie, istnienie i marnowanie swego ziemskiego czasu to totalna porażka. Tego dnia poczułem ogromny niedosyt. Wiedziałem, że nie wykorzystuję nawet okruszka swojego życiowego potencjału. Długo myślałem nad swoją cała egzystencją dochodząc do wniosku, że porzucam siebie, tak jakbym po prostu zerwał starą skórę. Postawiłem grubą krechę i obraziłem się na dawnego siebie. Tamten ja donikąd nie zmierzał, przestał dla mnie istnieć, był bezwartościowy. Zrozumiałem, że chcę być kimś, nie do końca ostatecznie wiedząc kim. To zabawne, lecz zadziałało.

Dojrzałem do tak drastycznej przemiany, która absolutnie nie była dla mnie łatwa. Tu nie było wyjścia, poczułem pragnienie potężnej zmiany. Byłem głodny nowego życia. Jedyne co wtedy wiedziałem to, że już nikt nie jest w stanie mnie zatrzymać. Przecież to ja jestem maszynistą swojego życiowego pociągu, którym pędzę. To ja wydaję rozkazy, ja obieram kierunki, a podążam drogą, którą osobiście wybrałem.

Tego dnia działy się w mojej głowie prawdziwe cuda. Zmiana osobowości to jedno, ale było jeszcze więcej olśnień, które mnie samego naprawdę zadziwiały. Zapragnąłem podzielić się czymś ze światem i to akurat wyszło tak samo z siebie.

Pamiętam jak siedziałem w pracy pijąc gorącą czekoladę, delektując się pysznym chrupiącym pieczywem. Całkowicie wyłączony na otoczenie, w którym się znajduję. Rozmyślałem patrząc gdzieś daleko w okno. Pytałem sam siebie — czy jest coś, co mogę dać światu?! Czy mam coś w sobie, czym mógłbym się podzielić z innymi? Siedziałem, a przerwa uciekała. Drapiąc się po głowie, starałem się opanować krążące w niej myśli. Nagle, jak grom z jasnego nieba, coś mnie napadło. Napisz książkę! Krzyknąłem sam do siebie. Ta myśl była genialna, niesamowita, wspaniała, podniosło mnie aż z krzesła. Zerwałem się, bo zbliżał się koniec mojej przerwy. Wstałem natchniony i pełen energii. Dosłownie jakbym robił to od zawsze. Pobiegłem do pracy, a tam czas leciał już zupełnie inaczej. Będę pisał książkę! Sam siebie w tym wszystkim utwierdzałem. I tu muszę przyznać, że normalnie na co dzień mam w sobie mnóstwo energii. Ale tego dnia, dopadło mnie coś, czego nie umiem opisać. Prawdziwe potężne flow. Choć nie miałem jeszcze pojęcia, o czym będzie to dzieło, wcale nie przeszkadzało mi to w dalszym marzeniu. Tak więc bujałem w obłokach. Po powrocie do domu, kiedy emocje lekko opadły, zacząłem myśleć nad treścią i konkretnym przekazem. Przecież o czymś ta książka być musi. I tu znowu umysłowa burza. Pytań w głowie milion, ale tylko jedno z nich zatrzymało mnie, bym się nad tym głębiej zastanowił. Co mam w sobie, czego inni nie mają? Och, to było straszne, nagle pojawiła się pustka, jak ta o życiowych celach. Zacząłem trochę kombinować, jak tu zmienić to pytanie, jak je inaczej ułożyć, by coś w głowie zabłysło. Co ja wiem, czego inni nie wiedzą? Pytania były przeróżne. Naprawdę dziwne i trochę męczące, bo kiedy zacząłem szperać w swoim wnętrzu, widziałem ciemność. Och… Jak mnie to irytowało. To niemożliwe, tak być nie może! Krzyczałem w sobie. Sam siebie dołowałem, a za chwilę wspierałem. Następnie padło pytanie Czy jest coś, w czym mogę pomóc innym?! Im bardziej chciałem, tym gorzej mi to szło. To trwało i trwało. Jestem strasznie uparty i wiedziałem, że nie odpuszczę, dopóki czegoś nie wymyślę. Musiałem odpowiedzieć sobie na te wszystkie pytania. Byłem pewny, że coś przecież w sobie mam. Dwadzieścia osiem lat życia i nic? To niemożliwe!

Czy Ty też tak masz? Potrafisz odpowiedzieć na takie pytania? To fajne ćwiczenie na wyszukanie pomysłu, kiedy naprawdę go nie masz. Pytaj siebie i szukaj w tym czegoś oryginalnego. Moje pytania cały czas mnie zaskakiwały, aż trafiłem na coś, czego, tak bardzo szukałem. Tym razem, zapytałem siebie inaczej. Jak mógłbym rozwiązać jakiś ludzki problem? To było zdecydowanie najlepsze pytanie, jakie przyszło mi tego dnia do głowy. Dotarłem tym do swoich pasji, zajęć i tego co, robię na co dzień. Uwierz, że to było odkrycie! Dziś wiem, że to nic specjalnego. Jednak wtedy było to ogromne olśnienie. Aż śmiać mi się chce kiedy sobie to przypominam. Proste i banalne, jednak wtedy dotarcie do tego zajęło mi to sporo czasu, głowienia się i medytacji.

Pomyślałem o tym, że przecież jestem od kilku lat zagranicą i mógłbym wykorzystać to, co robię. Mam w tym ogromne doświadczenie. Dla mnie to codzienność, ale dla kogoś, kto nigdy tam nie był, jest z to zupełnie obce. To było to! Od razu poczułem, że naprawdę mogę bardzo dużo na ten temat powiedzieć, a dodatkowo ogromnie komuś pomóc. Przecież codziennie ktoś z naszego kraju wyjeżdża, ktoś szuka na ten temat wiedzy. Wiem, bo sam miesiącami poszukiwałem tej wiedzy, a to z czym się spotkałem, totalnie mnie rozczarowało.

Tak naprawdę, to ja tym od pięciu lat żyję. Czułem, że to może być genialny pomysł na książkę. Treść sama wysypywała się z głowy. Motywowałem siebie na każdym kroku. Wiedziałem, że szkoda czasu i tych genialnych myśli. Dalej Patryk, dalej! Czas zacząć realizować swoje marzenie. Gotowy do działania otworzyłem program do pisania na moim komputerze i nagle pytanie… a tytuł?

Tytuł

Tytuł… no właśnie. Najlepiej łatwy, prosty, szybko zapadający w pamięć, ale też taki, który przyciąga wzrok. To musi być magnez, często coś takiego jest wykorzystywane na różnych portalach. Na pewno nie raz tytuł, czy nagłówek jakiegoś artykułu, po prostu skusił Cię, by w niego kliknąć. Był tak mocno kuszący, że nie mogłeś się mu oprzeć. Takimi tekstami musisz się zainteresować, to bardzo ciekawa sprawa. Polecam różne książki, artykuły w sieci, jak tworzyć tego rodzaju teksty, co powinny w sobie mieć, dlaczego tak działają i jakie zadania mają do wykonania. Postaraj się by i Twój czytelnik po prostu pragnął dowiedzieć się, co kryje się pod tytułem, który stworzysz.

Czasem trzeba sprawić, by był on zadziorny, dwuznaczny, czy uderzający. Niech od samego początku, pobudza wyobraźnię czytelnika. Niekoniecznie musi on być jakoś mega wyszukany, skomplikowany, a nawet pozwolę sobie użyć takiego stwierdzenia — przekombinowany. Bardzo często najlepsza i najfajniejsza jest właśnie prostota. To ona według mnie uderza najmocniej.

Kiedy ja szukałem pomysłu na tytuł, przejrzałem mnóstwo książek w księgarniach internetowych, a także stacjonarnych. Dodam tutaj, że nie czytałem tych książek. Skupiałem się jedynie na tytułach. Chodziłem miedzy regałami i po prostu brałem w dłoń coś, co mnie zaciekawiło. Szukałem w nim sekretów. Pytałem siebie — co mi się w nim podoba? Dlaczego zwróciłem uwagę na ten tytuł? Jaki on jest? Co go wyróżnia? itd. To była naprawdę świetna zabawa.

Tak naprawdę pisanie książki to przyjemność, radość tworzenia, wydobywanie i odkrywanie samego siebie. Kiedy Ty zasiądziesz do pisania swojego dzieła, a ono zacznie składać się w całość, na pewno szybko poczujesz to, co teraz chcę Ci przekazać, bo tym się po prostu żyje.

W tej książce, jak sam zauważysz, jest sporo wskazówek. Niektóre będą od razu rzucać się w oczy, inne są gdzieś poukrywane. Pragnę pobudzić Twoją wyobraźnię, skłonić do myślenia. Bo przecież to, o czym ja piszę, to moja osobista historia powstawania książki. Ty czytelniku, masz swoje doświadczenie, pomysły i wizję na to, czego Ci trzeba. Inspiruj się, podglądaj moje myślenie, wyciągnij z tego wszystko, co może być dla Ciebie przydatne. Kiedy trochę nad tym wszystkim się zastanowisz, z łatwością stwierdzisz, że pisać można o wszystkim. Nie musisz od razu tworzyć poezji, dramatu, fantasy, kryminału i innych treści. Jeśli będziesz mieć smykałkę, to przyjdzie pewnie czas i na taką twórczość. Wszystkiego będziesz uczyć się w trakcie. Nabierzesz wprawy, zacznie to wychodzić, będzie się podobać, jak również zachwycać. Tak zaczynał chyba każdy i stopień po stopniu, wspinał się na drabinę swoich osiągnięć.

Ja również się uczę, dlatego piszę, ćwiczę, sprawdzam sam siebie. To właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Nie zrażaj się gdy nie wychodzi. Pierwszy raz nie wyjdzie, drugi, trzeci, a może będzie trzeba naście razy coś tworzyć. Uwierz na słowo, w końcu zaskoczy.

Pragnienie tworzenia

Po napisaniu i wydaniu mojej pierwszej książki zauważyłem, że wiele osób w swoim wnętrzu czuje pragnienie, by coś stworzyć. Chcieliby oni podzielić się czymś ze światem, jednak nie mają odwagi lub pojęcia jak to wszystko uczynić. Ba, niektórzy o tym naprawdę mocno marzą.

Zacząłem otrzymywać gratulacje z przeróżnych stron. Począwszy od samej rodziny, przyjaciół, ludzi z którymi pracuję, aż po grono moich pierwszych czytelników. Pomimo, że aż tak wiele w moim życiu się nie zmieniło i nadal jestem tą samą osobą, w oczach innych powstał obraz kogoś wyjątkowego. Jest to wspaniałe doświadczenie, które wiele mnie nauczyło. I nie myśl sobie nawet, że obrosłem w piórka, co to, to nie.

Oczywiste było to, że czułem wewnętrzną dumę, a pozytywna energia rozpierała mnie w każdą stronę, to przecież ogromne osiągnięcie. Jednak wiedziałem, że to dopiero początek tej całej przygody, tak naprawdę wydając książkę postawiłem pierwszy krok, a może nawet lepiej by to zabrzmiało, gdybym powiedział, że zacząłem raczkować. Tak to zdecydowanie lepsze określenie. Nie ma co rzucać słów na papier. Wyzwanie dopiero się zaczęło. Troszkę zabawne jest to, że sporo osób kompletnie nie wierzyło w to, co robię. Ktoś z tego kpił, śmiał się, mówił, że jestem szaleńcem, ponieważ chcę napisać książkę. Dostawałem też przeróżne porady od tych ludzi, którzy nigdy wcześniej sami nic nie napisali. Ale oni wiedzieli przecież najlepiej! Jasne, że przyjmowałem te wszystkie wspaniałe rady. Robiłem to tylko z grzeczności, nie przyjmowałem do siebie tych wszystkich bzdur. Wręcz nie zawracałem sobie głowy rzeczami, które nic poza zniechęcaniem mnie nie wnosiły do mojego życia. Kierowałem się tym, co podpowiadało mi serce. To naprawdę jedyny rozsądny doradca, którego z pełną pewnością polecam i Tobie. Dziwiono się też, że piszę książkę, bo podobno nikt teraz ich już nie czyta. Tak twierdziło oczywiście środowisko, w którym się znalazłem. Co prawda, to prawda. W naszym kraju mało ludzi czyta książki, ale nie jest tak, że nikt ich nie czyta. Może przyjdą kiedyś takie piękne czasy, gdzie ludzie zaczną sięgać po książki częściej. Sam się przekonałem, że książki pomagają nam w naszym życiu. Potrafią naprawdę zdziałać cuda. Zmieniają nasze myślenie, przenoszą nas w inny świat, a czasem pokazują coś, czego nigdy wcześniej sobie nie potrafiliśmy wyobrazić. One budują naszą wyobraźnie, a przede wszystkim pomagają nam się rozwijać. Dodać też trzeba, że dzięki niektórym książkom możemy oszczędzić sporo naszego czasu, wykorzystując czyjeś doświadczenie. Oszczędzamy nawet lata odkrywania drogi, którą chcemy iść lub już podążamy.

To właśnie Ci niedowiarkowie, osoby które twierdziły, że nie czytają niczego, bo po co… byli pierwsi w kolejce po moją książkę. A musisz tu uwierzyć mi na słowo, że było tych osób bardzo dużo. Zadziwiające, prawda?

Ludzie, gratulując mi mojego sukcesu, często mówili, że podziwiają moje ambicje, chęci i wytrwałość, oraz dodawali, że oni też by tak chcieli, ale nie do końca wiedzą jak to zrobić. Z góry twierdzili, że się nie nadają, że brak im na to czasu, że nie maja talentu, że to nie dla nich, nie dadzą rady, albo po prostu im się nie chce. Sami zadawali sobie pytanie, o czym mogli by napisać i tu zazwyczaj pojawiało się stwierdzenie, że ich życie jest bezsensu. Nie mają w sobie nic, o czym można by napisać książkę. Całkowita desperacja i brak wiary w siebie. Wszyscy, myśląc o książce, dawali sobie ten sam sygnał, stawiając przed sobą ogromny mur. Wielki, czerwony, który nie miał cegieł, tylko te wypowiadane słowa. Spróbuj teraz sobie to wyobrazić! Każde słowo było tak wielkie, rażące, blokujące, że wypowiadając je, można było układać jedno na drugim, aż powstawała z nich barykada. Na początku mała, ale im bardziej chcieli, tym więcej było tych wszystkich złych cegieł. Do tego stopnia, że ustawili przed sobą ogromną, nie do przejścia ścianę. Przykro o tym mówić, ale takiego dziwnego myślenia jesteśmy właśnie nauczeni. Chcąc coś zrobić, podjąć wyzwanie, czy cokolwiek by to nie było, zawsze jest to samo. Pierwsze czym się zajmujemy, to blokowaniem naszego pomysłu, marzeń i tego co chcemy osiągnąć. Pozwalamy, by nasz umysł podsuwał nam same  najczarniejsze scenariusze, zatrzymując to, co moglibyśmy osiągnąć. Zamiast pozytywnej energii, motywacji, myślenia, wizji sukcesu, ściągamy na siebie czarne chmury, które przykrywają wszystko. A to dopiero jest katastrofa.

Jeśli naprawdę bardzo czegoś pragniesz, a też tak masz, musisz to natychmiast zmienić. Nad tym trzeba pracować, starać się zmienić nasz schemat myślenia. I mieć świadomość tego, że z takim podejściem w życiu daleko nie zajdziemy. Dlatego warto się nad tym wszystkim zastanowić, pomyśleć chwilę, poszukać takich rzeczy w sobie i mieć je pod kontrolą. Różnie to wszystko wygląda, ale może to właśnie jest ten moment, ten właściwy czas, by powiedzieć sobie wprost: nie chcę tego, stać mnie na więcej, chcę być lepszym, chce być zupełnie inną osobą. Osiągnę swoje cele, marzenia, a żadne moje stare przyzwyczajenia i ograniczenia nie będą mnie już powstrzymywać!

Tu nie chodzi tylko o pisanie książki, ale całe nasze życie. Przecież każdy z nas pragnie szczęścia. A wydaje mi się, że bardzo często mamy je na wyciągnięcie ręki, tylko sami je sobie zabieramy. Nie ma na świecie ściany, muru, którego nie jesteśmy w stanie zburzyć. Tak więc zbierz siły i jeśli coś Cię zatrzymuje, to po prostu wkurz się, zdenerwuj na swoje lenistwo, słabości, marne chęci. Marzenia czekają! Świat czeka na Ciebie! Obudź w sobie tą ospałą energię, która jest w Tobie. Wybuchnij niczym wulkan i zacznij zdobywać to, czego tylko zapragniesz. To naprawdę proste, powiem więcej, jeśli zaczniesz pracować nad swoją osobą, szybko pojawią się sukcesy, których nigdy wcześniej byś się nie spodziewał. To pewne!

Czas pisania

Czas jaki spędzisz na pisanie swojej książki, zależy tylko i wyłącznie od Ciebie. Myślę, że jest to kwestia bardzo indywidualna, jeśli oczywiście, nie robisz tego na zamówienie i nikt Cię do tego nie zmusza. Wtedy zajmie Ci to tyle czasu, ile naprawdę będzie do tego potrzeba. Szybko ocenisz swoje umiejętności. I nie chodzi tu o pomysł, jak i treść jaką będzie miało Twoje dzieło. Biorę też pod uwagę sprawność Twojego pisania. Zakładam, że będziesz robić to na komputerze. Podpowiem, że w sieci znajdziesz mnóstwo kursów szybkiego pisania, gdyby ta strona też gdzieś kulała. Warto też zwrócić uwagę na to, jak wyglądają Twoje chęci, bo tak naprawdę jest to paliwo, które będzie to wszystko napędzać.

Uważam, że sposobów na pisanie jest tyle, ilu ludzi pisze. Bo tak naprawdę, każdy z nas wyszukuje własny rytm i metodę najbardziej nam odpowiadającą. Ja na początku tworzyłem gdzie popadło, spisując wszystkie swoje myśli na kartkach i robiłem to naprawdę wszędzie. Kiedy pojawiała się jakaś myśl, ja nie pozwalałem jej zniknąć. Następnie przepisywałem wszystko i uzupełniałem na komputerze. Z czasem okazało się, że powstał z tego całkiem świetny rękopis, co dziś jest dla mnie oczywiście ogromną pamiątką.

Wracając jeszcze do Twojego pisania: jedni piszą szybciej, drudzy wolniej. Możesz tworzyć jedną stronę dziennie, dwie, trzy lub więcej. Nie wiem ile uda Ci się wygospodarować na to wolnego czasu. Bo to również trzeba wziąć pod uwagę. Masz też swoje codzienne obowiązki, które mogą utrudniać Ci pracę. Jeśli mogę coś Ci podpowiedzieć, to pisz najczęściej, jak tylko jesteś w stanie. Ważna jest systematyka, będziesz dzięki temu na bieżąco ze swoimi przemyśleniami. Łatwiej jest nieustanie kontynuować, niż pisać co jakiś czas i na nowo się do tego nastrajać. Dzięki temu, nie trzeba też przypominać sobie, co wcześniej zostało już stworzone.

Z doświadczenia wiem, że nie zawsze jest na to czas. Na początku masz niesamowity zapał, moc i energię. Pewnie pomysły będą się przeskakiwać. Kiedy jednak pracujesz, zajmujesz się całą górą innych spraw, a pisanie traktujesz jako dodatkową przyjemność, tu może dosłownie brakować sił na tworzenie. Pewnie każdy tak ma i ja również się z tym spotykam. Pracując codziennie po osiem, a czasem nawet dwanaście godzin, można być strasznie zmęczonym. Bywa tak, że po pracy człowiek nie ma ochoty już na nic. Często wracałem do domu i byłem pewny, że zaraz siadam i zaczynam tworzyć. Zjadłem obiad, chwila relaksu i coś odbierało mi siły. Jednak mimo wszystko, starałem się robić to prawie codziennie.

Skoro już o czasie mowa, warto wspomnieć, że pisanie na komputerze ma też pewne wady. Sam osobiście z tym dość długo walczyłem. Tworząc treść mojej książki, co chwila czytałem to, co powstawało. Wiecznie coś poprawiałem, zmieniałem, zmazywałem, dodawałem, a to strasznie mnie spowalniało. Byłem jak żółw, który myśli, że pędzi, a tak naprawdę stawiał tylko dwa kroki. Teraz wiem, że trzeba pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Na wszystkie korekty przyjdzie jeszcze pora. Na pewno pojawią się nowe pomysły, coś będzie trzeba odjąć, a gdzie indziej dodać, tak więc treść ulegnie jeszcze zmianie. Pisząc i czytając to w kółko, nie zwracasz uwagi na pewne rzeczy, jak również na błędy, których komputer mógł nie podkreślić. Może Ci się wydawać, że wszystko jest w porządku, jednak kiedy po jakimś czasie do tego wrócisz, na pewno coś dostrzeżesz.

W tym miejscu podzielę się jeszcze poradą, której udzieliła mi poetka, redaktorka pewnego wydawnictwa. Kiedy moja książka zaczęła wyglądać jak książka, byłem bardzo podekscytowany. Czułem, że to wszystko może się udać, ma to jakiś sens, a ja zrozumiałem, że potrafię napisać książkę. Pragnąłem ją tylko jak najszybciej wydać, w sumie to o niczym innym wtedy nie mówiłem i nie myślałem. Właśnie ta kobieta, widząc i słysząc moje ogromne podniecenie w sposób bardzo delikatny, sprowadziła mnie na ziemię. Usłyszałem coś takiego: Prawdziwe dzieło, potrzebuje czasu, by dojrzeć. Tak więc zrób przerwę, odłóż pisanie, zapomnij o nim na chwilę, nie zaglądaj do niego i po prostu ochłoń.

To był duży kubeł zimnej wody. I rzeczywiście mnie ostudziło. Zrobiłem sobie przerwę, następnie przeczytałem wszystko jeszcze raz. Dopiero wtedy zobaczyłem swoje słabe jak i dobre strony, błędy i braki, których wcześniej nie zauważałem. Wniosłem nowe pomysły, usunąłem to co zbędne i książka tak naprawdę była gotowa. Jeśli nie masz ciśnienia na wydanie swojej książki, to może warto coś takiego zrobić. W moim przypadku zadziałało i faktycznie dopiąłem swego.

Podpisz kontrakt

To co teraz przeczytasz, może zabrzmieć dla Ciebie jak istne szaleństwo. Jednak jeśli nie masz żadnych zobowiązań z pisaniem swojej książki, a termin jej ukończenia jest Ci obcy, stwórz kontrakt z samym sobą. Dlaczego? To bardzo proste.

Kontrakt ten wyznaczy datę, kiedy książka powinna zostać skończona. I nie chodzi tu o umowę stworzoną w myślach, bo to akurat nic nie da. Potrzebujesz czegoś mocniejszego, musisz sporządzić ją na piśmie! To prawdziwie magiczny przepis, by dotrzymać słowa i ukończyć Twoją książkę na czas. Tak widoczna i namacalna umowa, działa w niesamowity sposób. Twój umysł i całe ciało zobowiązuje się do wykonania zadania. By dotrzymać słowa, będziesz musiał ostro się spiąć i porządnie zabrać do pracy. Na pewno szybko zauważysz jak to działa, jaka jest presja umowy z samym sobą. W czasie kryzysu, lenistwa, czy jakichkolwiek przerw od pisania, Twój osobisty układ, będzie napełniał Cię pozytywną energią i dawał pewnego rodzaju wsparcie. Wystarczy, że na niego spojrzysz, a moc, której w danej chwili nie masz, sama w Tobie zagości. Przecież umowa, to umowa, a nawalić i oszukać samego siebie, to najgorsze co możesz zrobić. W prosty sposób będziesz uczyć się wytrwałości, słowności, szanowania siebie, dyscypliny i wielu innych rzeczy, których wymieniał już nie będę, bo zapewne samemu je zauważysz.

Przejdźmy do treści takiego kontraktu i spójrz jakie to proste. Weź kartkę papieru, długopis i odręcznie napisz, ale tutaj uwaga — forma Twojej umowy musi być osobista i brzmieć w czasie teraźniejszym.

Data: 01.04.2018

Ja Patryk Raźniewski, podpisuję kontrakt z sobą samym, w którym zobowiązuje się do napisania książki. Jestem wytrwały, słowny, a przede wszystkim uczciwy wobec siebie. Przysięgam, że sumiennie wykonam podjęte zadanie i nawet gdy będzie bardzo ciężko, nie zawiodę! Datę ukończenia mojego dzieła wyznaczam na 30.04.2018r. Moja książka ukaże się w księgarniach w drugiej połowie 2018 roku.

Wykonawca:

Patryk Raźniewski

Gdyby jednak brakowało Ci motywacji, pokaż komuś swój kontrakt. A najlepiej by była to również osoba, której nie będziesz chciał zawieść. Na której zaufaniu bardzo Ci zależy. Bywa, że nie do końca jesteśmy dla siebie uczciwi i mimo podjętego wyzwania, wyznaczenia czasu realizacji naszej umowy, staramy się kombinować. Niech taka osoba przeczyta Twój kontrakt, a nawet podpisze się pod nim jako Twój motywator. Im więcej osób go pozna, tym większe ciśnienie swojej pracy stworzysz. Myślę, że ma to ogromną moc. Podejmując takie wyzwanie, zrobisz to, co sobie wyznaczysz. Uwierz, że nie da się z tego tak prosto wywinąć, a przecież o to właśnie chodzi. Jeśli marzysz o tym, by napisać i wydać swoją książkę, to dzięki temu, na pewno to zrobisz.

Klucz to koncentracja

Siadam wygodnie. Dookoła cisza, może nie tak do końca. Moim towarzyszem jest muzyka klasyczna, delikatna, spokojna, relaksacyjna, która pływa i przemieszcza się miedzy zakątkami biblioteki. Polecam tu Bacha, Straussa, Mozarta, w tempie 65 BPM. Ten rodzaj muzyki odpręża, uspokaja, spowalnia bicie Twojego serca i powoduje, że umysł bardziej się skupia, jest wydajniejszy, a Ty dzięki temu szybciej przyswajasz wiedzę. Nie myśl tutaj, że to byle jaka recepta, zostało to udowodnione naukowo. Jeśli Cię to zainteresowało to poszukaj o tym więcej informacji. Jedno jest pewne nic nie stracisz, sprawdzając jak działa takie coś na ciebie.

Na stoliku obok mnie, stoi aromatyczna pyszna kawa, a w powietrzu unosi się zapach starych książek, które specyficznie, pobudzają mój umysł. Możliwe, że Ty będziesz pisać w domu. Więc jeśli lubisz, odpal delikatne kadzidełka. Tak, tak kadzidło, to właśnie ono, potrafi pięknie otwierać nasz umysł, a także relaksuje i odpręża swym zapachem. Oczywiście z umiarem, nie za dużo, by nie skończyło się bólem głowy. Najlepiej odpalić, dać mu dwie, trzy minuty, wedle uznania, zgasić i przewietrzyć lekko pomieszczenie, wpuszczając świeże powietrze. Zobaczysz, że to całkowicie orzeźwi Twoje otoczenie. Takiej sztuczki nauczyłem się w SPA, pilnie podglądając kobietę, która przygotowywała nas do medytacyjnego rejsu z dźwiękiem mis tybetańskich.

Dla mnie te wszystkie klimaty, to coś naprawdę wspaniałego. W taki właśnie sposób pisałem moją pierwszą książkę. Tak tworzyłem moją prawdziwą oazę spokoju, która nie tylko pozwalała mi na odprężenie, ale też była miejscem w którym pracowałem. Och, zapomniałbym, przecież była jeszcze miseczka pełna orzeszków, która wciągała mnie i nakręcała, a dodatkowo wspomaga pamięć. Wszystko co opisałem powyżej, to mój osobisty klimat, który bardzo lubię. Chcesz, to wypróbuj lub poszukaj swojego. Zauważ, co Cię napędza, kręci, daje przyjemność, ale też z czym będzie Ci się wspaniale pracować. Pisanie to rozkosz, satysfakcja, uciecha, nikt nas do tego przecież nie zmusza.

Ważną sprawą jest też, to by pozbyć się wszystkich rozpraszaczy, a mogą być nimi telefon, telewizor i wiele różnych dziwnych rzeczy. Łatwo dostrzeżesz, co odrywa Cię od skupienia, pisania, tworzenia swojej treści.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 25.91