E-book
6.83
drukowana A5
21.5
drukowana A5
Kolorowa
43.91
Wyspiański świadkiem

Bezpłatny fragment - Wyspiański świadkiem

"Wesele" w obrazach


Objętość:
87 str.
ISBN:
978-83-8245-325-6
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 21.5
drukowana A5
Kolorowa
za 43.91

Michał Michalczyk

To pierwsze wydanie 'Wyspiański świadkiem" zastąpione zostało wydaniem drugim o zmienionym tytule: „Było całkiem inaczej” Wesele- Wyspiański świadkiem.

Wstęp

Książka ta nie jest kolejną rozprawką o „Weselu” Wyspiańskiego, nie jest też kolejną interpretacją przesłania zawartego w dramacie. Jeżeli zawiera opisy, cytaty to tylko dla pokazania tła wydarzeń i motywu utworzenia nowego przekazu w poprzednim kontekście. Wielość interpretacji scenicznych, wydawać się może, wyczerpała pomysłowość reżyserów na „Wesele”, skoro na 100-lecie nikt nie podjął się próby rocznicowej inscenizacji. Były już takie interpretacje w każdym niemal, nieraz rozbieżnym aspekcie, w pokaźniej liczbie przedstawień teatralnych, w odbiorze od euforii do skandalu. Była też interpretacja filmowa oceniona pobłażliwie przez krytyków i samych zainteresowanych, w tym też opiekunów Rydlówki, surowo skomentowana przez samego reżysera, Andrzeja Wajdę. Celem tej publikacji książkowej jest pokazanie „Wesela”, a w zasadzie ważnych na użytek dramatu weselników czterodniowej biesiady weselnej w Bronowicach z listopada 1900 roku, zastygłych na płótnach obrazów. Książki o „Weselu” będą leżały zżółkłe w bibliotekach, film Andrzeja Wajdy też trafi na archiwalne półki, natomiast obrazy pozostaną na ścianach przypominając postaci i sceny z tego wydarzenia. Zastygną w bezruchu na wieki tak jakby porażone złośliwymi psotami mitycznego chochoła. Nie człowiek to, nie ptak, nie krzak, a doczekał się traktowania go jako symbol młodopolski. W domu weselnym, w Rydlówce nie ma tradycji świętowania żadnego wątku z dramatu, choćby inscenizacji tamtych oczepin, jest obyczaj stawiania chochoła pod muzeum, snopka otulającego różę jesienią, chociaż w dramacie takiej sceny nie było. Pojawił się ostatnio nowy opis przywracający rzeczywisty wizerunek głównej postaci z tamtego roku, Pannie Młodej — Jadwidze Mikołajczykównie. Przez 120 lat uchodziła za wiejską dziewuszkę z okrągłą buzią i ciemnymi włosami. Można odnieść wrażenie oglądając publikowane fotografie datowane na rok 1900, że taki powinna mieć konterfekt w dniu swoich zaślubin z Lucjanem Rydlem. Te sugestie tak mocno utrwaliły się w świadomości, że w spektaklach teatralnych, w filmie Wajdy, zawsze jest o wiele starsza, nigdy niepodobna do opisu. Tymczasem już ze wcześniejszego, studenckiego szkicu Wojciecha Wejssa, z publikowanych opisów, również opiekunki Muzeum Marii Rydlowej, wyłania się nieśmiała, ładna, krucha blondynka, która będzie najładniejszą i najsławniejszą Panną Młodą nie tylko w Bronowicach, ale w Krakowie i całej Rzeczpospolitej. Ten opisowy wizerunek przywracamy jej na obrazach kolekcji „Wesele” w wersji malarskiej. Nie staramy się ugruntować autentyczności wizerunku, być może pojawią się archiwalne fotografie, zamiarem było jedynie oddanie jej uroku jaki musiała mieć, skoro tak matrymonialnie zakochał się Lucjan Rydel, ten który będzie pisał poematy miłosne o jej urodzie. Pomimo braku oczekiwanego do pozycji męża wykształcenia, wierząc słuchowi Wyspiańskiego, była bystra w ripostach i inteligentna: — trza być w butach na wesele”, a kaz tyz ta Polska, a kaz ta”. Ostatecznie wizerunek uroczej blondynki potwierdził prof. Jan Lucjan Rydel, prawnuk Lucjana Rydla.

Tradycja weselna

Wesele w tradycji ogólnoświatowej jest formą zabawy, biesiadowania, świętowania, w której uczestniczą zaproszeni goście. Uczestnikiem wesela bywa osoba specjalnie na tę uroczystość zaproszona, zawsze uczestniczy rodzina pary młodej, a najważniejszych postaci, małżonków, uczestnictwo jest obowiązkowe. W zwykłych okolicznościach wesele odbywa się uroczyście i kończy w rodzinnych albumach, coraz częściej rejestrowane jest w formie zapisu filmowego. Stanowi niecodzienną pamiątkę zakładania nowej rodziny. Takie miało być wesele w Bronowicach 20 listopada 1900 roku. Za sprawą jednego, niepozornego i mało docenianego wówczas gościa, przybrało nieoczekiwanie dla uczestników formę dramatu scenicznego i to wyróżniło je z nieskończonej liczby takich uroczystych przyjęć. Pierwszy dzień, a był to wtorek 20 listopada, zaślubiny, zgromadził na krakowskim rynku barwną gromadę ludzi odzianych w stroje ludowe, we fraki i mieszczańskie cylindry. Zapanował zgiełk zaprzęgów konnych i drużbów wierzchem w czapkach z osadzonymi pawimi piórami. Wszystko jak przystało na wesele chłopsko — mieszczańskie schyłku dziewiętnastego wieku. Ten pierwszy weselny dzień w karczmie z całą pewnością zakończył się na tyle tradycyjnie, że nikt nie zechciał zachować wspomnień, a już na pewno nie relacjonować publicznie przyjęcia weselnego z tego dnia i nocy. Jedno. Co się przebiło w relacjach to powitanie nowożeńców, którzy zjechali tego samego dnia do Bronowic z Krakowa. Przebieg drugiego dnia weselnego zrelacjonował po swojemu jeden z dwóch świadków na ślubie Lucjana Rydla z Jadwigą Mikołajczyk, Stanisław Wyspiański. Sam przebieg zaślubin on również pominął w swoim dramacie, przemilczał też przyjęcie weselne w karczmie, gdzie biesiadowała niemal cała wieś Bronowice, bowiem do Bronowic przyjechał dopiero następnego dnia, w środę. Pisząc swoje Wesele skupił się na tym drugim dniu, kiedy przyjęcie weselne wraz z oczepinami przeniosło się do dworku Tetmajera, obecnie noszącego nazwę Rydlówka, tam gdzie sproszono gości z miasta. Po latach wydarzenia zapisane przez Wyspiańskiego w formie dialogów, na podstawie strzępów podsłuchanych rozmów, urosną do rangi fenomenu literackiego, proroctwa ciągłej niemożności, która ma nas trapić przez wieki, do czasu, aż „uda nam się odnaleźć zagubiony złoty róg — będzie to oznaczało wyrok na Wesele, odejdzie ono z wolna do lamusa narodowych, literackich pamiątek. Jeśli stanie się inaczej geniusz Wyspiańskiego będzie nadal triumfował” — przepowiadał Krzysztof Orzechowski organizujący obchody na stulecie. Pomijając ton pompatyczny należy Wesele odczytywać w konwencji czysto literackiej jako jedną wielką plotkę, jak się okazało dramatyczną dla bohaterów tego weselnego spektaklu. Plotkę do tej weselnej plotki Wyspiańskiego dodał Boy — Żeleński i namieszało się w recenzjach mających zdiagnozować to nawarstwienie się plotek. Gdyby Wyspiański rejestrował rozmowy i je potem spisał byłaby historia jednego wesela, ale tak nie było. Cała fabuła została zbudowana w głowie poety, a weselnicy byli tylko kanwą, na której zręcznie wyhaftował swoje dzieło. Z całą pewnością każdy uczestnik zapamiętał ten dzień, a potem senną już noc inaczej, na szczęście nikt nie snuł własnych wspomnień pozostawiając pole do interpretacji Wyspiańskiemu. Napisał jak chciał, by to weselisko miało przebieg i wymowę teatralną. Wpadła mu bowiem szalona myśl utworzenia szopki weselnej, a poniesiony fantazją stworzył dramat poetycki, jedyny taki oparty na realiach, chociaż zmiksowany z fantazją poety. Będzie interpretowany latami, aż rozrośnie się do narodowych rozmiarów, będzie krytykowany i chwalony na przemian, aż w końcu stanie się dziełem doskonałym na miarę wieszcza, tak jak dzieło Mickiewicza — Pan Tadeusz, chociaż Soplicowo było tylko wymysłem poety. Porównania dokona nawet Boy-Żeleński w swojej głośniej przez lata i dekady, a teraz już wiekowej satyry pisanej z przymrużeniem oka, lecz dla wielu przykrej. O fantazyjnej plotce w tekście Wesela najtrafniej zaświadczył jego uczestnik — Jan Mikołajczyk — pytany po spektaklu o wrażenia, odpowiedział: „Iii tam, takie wesele. Przecież to było całkiem inaczej…". Trzeba zadać sobie kolejny raz pytanie jakie więc mogło być to wesele, skoro było całkiem inaczej. Z całą pewnością, co wiemy, odbyło się na trzech różnych „scenach”, na każdej inaczej. Była też czwarta –kawalerka Rydla, gdzie zaraz po ślubie zaszło towarzystwo przyjaciół na poczęstunek, lecz to państwo młodzi opuścili za niedługo i udali się w asyście drużbów do Bronowic. Pierwszy i trzeci dzień powinny mieć przebieg tradycyjnie biesiadny. W karczmie, gdzie bawiła się wieś i w domu ojca Panny Młodej, tam biesiadowała wiejska starszyzna. Ten, kto choć raz był weselnikiem z łatwością może odtworzyć sobie to wydarzenie w swojej wyobraźni, a jeśli jej nie posiada wystarczająco rozwiniętej może poczytać opisy wesel wiejskich. Drugi dzień w domu Tetmajera musiał być inny za sprawą sproszonych gości z miasta. „Był to widok jedyny w swoim rodzaju i zupełnie niezwykły, kiedy u Tetmajera zasiedli przy stole panowie we frakach, a między nimi wiejskie kobiety w naszywanych gorsetach i w koralach u szyi, panie w sukniach wizytowych i chłopi w sukmanach(L.R.). Z całą pewnością same oczepiny miały charakter tradycyjny, krakowski z obyczajem wiejskim i były pysznym widowiskiem dla „wypięknionych” towarzysko mieszczuchów. Natomiast całokształt tego drugiego dnia weselnego musiał wychodzić z przyjętych ram, był ani miejski, ani wiejski. Zgaduję, że pompatyczność mieszczańska musiała powodować ponury, teatralny nastrój, a tym samym zachowania cechujące się dystansem salonowym zakłóconym skocznością skorych do tradycyjnego biesiadowania gości wiejskich. Doświadczy tego dystansu już po weselu Panna Młoda napotykając na opór hermetycznego obyczajowo Krakowa, tak przykrego, że z mężem wyprowadzą się do Bronowic. Nie ona jedna, dotknie to nawet Sienkiewicza i wielu przybyłych tu wielkich nazwisk z prowincji. W tamtych realiach wykrochmalone stroje gości z miasta, noszone z francuska, pachnące naftaliną na pewno nie ocierały się o barwne stroje ludowe, odświętne, narodowe, polskie. Tylko Pan Młody, mieszczuch bez gatek, wesele spędził w stroju ludowym w geście bratania się tych nieodległych kultur i obyczajów. Mogło to wyglądać tak, jakby barwne papużki ktoś zamknął w gołębniku razem z gołębiami, a w drugim akcie z wronami i krukami zza świata. To wszystko musiał złączyć w jedno widowisko Wyspiański, ptak jakże ponury na Weselu, niemy — nawet w dramacie nie przypisał sobie swojej roli, blady, zasmucony, bo chory już bardzo, owinięty w szal, by zakryć ślady wstydliwej choroby. Autor jak reporter na delegacji nie uczestniczy w biesiadzie ani w zabawie, jest biernym obserwatorem. Nie było też wodzireja, który te trzy światy zlepiłby w jedno grono odizolowane obyczajowością kultywowaną inaczej w mieście, inaczej na wsi, a jeszcze inaczej wśród cyganerii artystycznej i twórczej. Można tę barierę dostrzec też w dramacie, gdzie dialogi są drętwe, sztuczne, kurtuazyjne pozbawione tonu spontaniczności jaki powstaje po tradycyjnym przełamaniu barier weselną gorzałką. Jak było na weselu? — odpowiedź Jana Mikołajczyka po przedstawieniu w teatrze trafia w sedno — było inaczej. To stwierdzenie otworzyło wrota dla licznych reżyserów kreujących inscenizacje teatralne, tam każdy gra inaczej, a końca tej inności nie widać i to jest kluczem do nieśmiertelności „Wesela”.

Wydaje się być zasadnym stwierdzenie, że trudno jest przyznawać rację innym, gdy ma się swoje zdanie odmienne. Ta cecha jest o tyle pozytywna, że rodzi coraz to nowe prawdy w odniesieniu do rzeczywistych historii, które kiedyś się zdarzyły, lecz ludzie zapamiętali je inaczej, każdy po swojemu. Podobnie jest z historią wesela w Bronowicach. Przez kilka miesięcy po zaślubinach trwała względna cisza w Krakowie, mało kto wiedział, że Wyspiański nie gada jak Rydel, a pisze. Zrobiło się natomiast głośno, gdy w miasto wyciekła wieść o prapremierze w teatrze tego rzeczywistego widowiska, zwłaszcza, że aktorzy mieli wcielić się w konkretne postaci powszechnie znane z imienia i nazwiska. Były to wtedy, w marcu 1901 roku, gorące towarzysko dni rozbudzające ciekawość i złość jednocześnie. Nie mniej emocji, a często też zdziwienia przyniósł sam spektakl teatralny. Relacje dla nas współczesnych ukazały się na stulecie prapremiery, w programie obchodów, w Teatrze Juliusza Słowackiego. Klimat po marcowej inscenizacji w 1901 roku przybliżą cytowane relacje Lucyny i Józefa Kotarbińskich, Włodzimierza Tetmajera, Rudolfa Starzewskiego, Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Zabraknie słów Sienkiewicza, Boya-Żeleńskiego, pozostałych ważnych weselników, jak chociażby Axentowicza, ale też tych, którzy są bohaterami dramatu, lub uczestniczyli w weselisku, a była tam podobno cała wieś. Jest potencjał i pole do napisania kolejnych książek o kulisach i uczestnikach uroczystości weselnych. Przez kolejnych dwadzieścia lat po tym wydarzeniu rodziły się plotki i legendy, nawet wtedy, gdy uczestnicy tego weseliska zajęci troskami życia codziennego zdążyli już zapomnieć o tym, co tam miało się wydarzyć, wielu nawet pomarło bez świadomości, że ich legenda będzie nadal żyła i rodziła coraz to nowe relacje, dociekania i plotki. Jak wiele w takich ciągle mutujących legendach musiało zasiać się fantazji, przeinaczeń, a nawet oczywistych błędów trudno będzie zdiagnozować, bo pamięć zaciera się wraz z upływem czasu. Z tego konglomeratu można wysunąć tradycyjne trzy góralskie prawdy, dwie nadają się zawsze do publikacji. Z plotkami spróbował się zmierzyć, jak wspomniałem powyżej, Boy — Żeleński pisząc swoją „Plotkę o Weselu”. Czerpiąc z niej tylko ogólny przekaz odsyłam zaciekawionych do oryginału — cytuję go na końcu niemal w całości, by czytelnik lubiący zapach papieru nie musiał myszkować w internecie. Jest tam cała niezbędna wiedza zapamiętana przez ważnego weselnika i potwierdzenie przewidywań autora o mnogości przyszłych opracowań na temat dwóch, może trzech dni weselnych, być może nawet czterech jak później dopowie Maria Rydlowa. Składając wszystkie relacje w jeden plik, albo układając wszystkie napisane książki o Wyspiańskim i jego Weselu, powstałaby interesująca biblioteka, jakże ciekawa i zajmująca. Gdyby też wszystkie opisy i relacje były scenariuszem, to bronowickie wesele trwałoby przez kolejne tygodnie. Nawet teraz, gdy wydawało się, że wszystko zostało już wyświetlone piszą się dobrze dopracowane książki, wyświetlają okoliczności i zdarzenia, których o sobie nie napisaliby bohaterowie tych plotek. W ten sposób tworzy się i utrwala legenda, której już nikomu nie zechce się zdementować, chyba, że rewelacje wejdą w konflikt w mnożących się opisach, tak jak kłóci się opis wizerunku Panny Młodej. Pomijając całą opublikowaną wiedzę, w odmiennym kontekście — to problem do rozstrzygnięcia przez muzealnych etnografów, skupię się na wykreowaniu Wesela w nowej formule, gdy poprzednia, teatralna być może wyczerpała się jak dowodzili organizatorzy obchodów rocznicowych. Sto lat po wydarzeniach w Bronowicach o Wyspiańskim i jego Weselu zrobiło się głośno w Krakowie, chociaż obchody „obyły” się koncertem w kompozycji „Serce moje gram” oraz sesją naukową. Inscenizacji teatralnej dramatu nie było, „bo kto dzisiaj tańczy taniec chochoła” usprawiedliwiał Andrzej Wajda odmowę reżyserów na przygotowanie rocznicowego spektaklu. Chcąc wpleść się w wiekową rocznicę wybrałem się z rodziną i „prywatnym” malarzem w konną przejażdżkę na wiejskiej furze przez Bronowice, by poszukać klimatu do zaplanowanej koncepcji przeniesienia Wesela na płótna obrazów. Powoził Waldemar Kuźbiński ( 1957—2009), który wcześniej namalował dla mojej galerii setkę obrazów z postaciami i scenami literatury polskiej przeniesionej na ekrany kinowe. Na koniec „bronowickiej gościny” zawitaliśmy do Muzeum Młodej Polski, Rydlówki. Opiekunka sprzedała nam bilety, oprowadziła, lecz niczego nie pozwoliła dotykać, fotografować. Początkowo zawiedzeni szybko opanowaliśmy własne nieufności, bowiem zbiory okazały się skromne jak na rozbudowaną nazwę muzeum. Było to typowe muzeum Rydla i jednego chochoła, nazywanego przez opiekunkę „chochółem”. Kilka zdjęć weselników w gablocie, wcześniej nam znanych z publikacji, zamknięty kufer, tak samo gablota z ludowymi strojami pary młodej, biurko, biała broń na ścianie, parę innych drobiazgów i portretów już z okresu późniejszego. Największe wrażenie na naszym malarzu wywarło wnętrze dworku, chociaż wiedział że został przebudowany po pożarze w 1968 roku. Weselne aranżacje miał w pamięci po lekturze książki prof. Stanisława Waltosia „Krajobraz Wesela”. Gdy na koniec wizyty w muzeum wyjawiliśmy cel, Pani Maria Rydlowa zaprosiła nas ponownie do obejrzenia gablot i rekwizytów. Rozgadała się jak Lucjan Rydel. Opowiadała historię Rydlówki, swoje nostalgie i wspomnienia, a opowiadała pięknie, z pasją. Takiej opowieści w żadnej książce nie sposób przeczytać. Po wizycie w muzeum do zmroku kręciliśmy się po Bronowicach, lecz poza starą kapliczką nie spotkaliśmy tam niczego, co przypominałoby tamte weselne czasy z listopada 1900 roku. Cel podróży był wcześniej sprecyzowany, miało powstać Wesele w wersji malarskiej. Nowy przebudowany dworek Rydlówki nie wpisywał się w koncepcję, ale na okładce książki prof. Waltosia była reprodukcja starej fotografii, w ogrodzie stało kilka róż owiniętych w słomę przed zimą, podobnie jak wtedy w 1900 roku. Potwierdziły się wizerunki weselników wiszące w gablocie alkierza. Problemem do rozstrzygnięcia pozostał sam autor. Był gościem na weselu, a także świadkiem na ślubie lecz w dramacie, a potem w kolejnych inscenizacjach teatralnych, nawet w filmie Andrzeja Wajdy nie był obecny. Zdecydowaliśmy, że na obrazach musi być weselnikiem obserwującym te wydarzenia, inaczej być nie mogło. Nie pasował do koncepcji oświetlenia lampowego jego weselny, czarny surdut, więc został przebrany w cieplejsze barwy. Z relacji opisowych wiadomo było, że gościem na weselu był Axentowicz, autor obrazu Kołomyjka, chociaż Wyspiański tego zacnego gościa pominął w dramacie. W naszej koncepcji na płótnie weselnicy musieli symbolicznie zatańczyć Axentowiczowi jego Kołomyjkę z obrazu, bo całe to weselisko w wersji literackiej to była imitacja bronowickiej kołomyjki, szermierki na słowa i tańca gubiącego się w potoku słów. Po latach obraz „Kołomyjka” pojawi się na okładkach książki „Wesele”. Problemem było też wiszące w gablocie dobre zdjęcie Jana Mikołajczyka w późnym wieku, nie sposób było go pominąć. Ostatecznie został wstawiony do orkiestry weselnej, a to jako kara za zgubienie w dramacie złotego rogu i czapki, — ”czapkę wicher niesie, róg huka po lesie”-, a w życiu za to, że korzystając ze sklerozy nie dość dokładnie opisał zdjęcia uczestników wesela. Prawdopodobnie za jego sprawką własna matka Jadwiga Katarzyna Mikołajczyk stała się Jadwisią, chociaż nie były wcale podobne do siebie. Sugestię taką zdecydowanie odrzucają opiekunki Rydlówki i mają z całą pewnością rację, są etnografami. Z późniejszego opisu wiemy, że Lucjan Rydel poznał u Tetmajerów pannę, 17-nasto letnią Jadwisię o jasnych włosach, podczas gdy na przypisanej jej fotografii wiszącej w muzealnej gablocie widzimy kobietę zamężną w chuście, brunetkę o chłopskich rysach Czepcowych. Po namyśle i po wielu przymiarkach w wersji końcowej wmalowaliśmy Pannę Młodą z portretu autorstwa Iwony Dzierżewicz — Wikarek, który namalowała na nasze zlecenie według wizerunku na szkicu Wojciecha Wejssa z 1897 roku. By nie naruszać praw autorskich postać Jadwisi wmalowała osobiście Iwona jako współtwórca trzech obrazów w kolekcji. Portret Jadwigi jako odrębne dzieło opatrzone certyfikatem oryginalności, tak jak wszystkie obrazy Kuźbińskiego, stał się częścią tej weselnej kolekcji. Korekta konterfektu Jadwigi była konieczna, gdyż opiekunka Muzeum, Maria Rydlowa za poprzednie portrety namalowane ze zdjęć muzealnych nie zostawiła na nas w liście suchej nitki. Krytyka była szeroka i pomocna, zmusiła nas do głębszej analizy postaci przeniesionych na płótno. Były też zarzuty, że Panna Młoda na obrazie pokazała się już w chuście, a nie w wieńcu, że bronowicki chłop z portretu Wodzinowskiego ma w ręce kieliszek wina, że Kasia ma na głowie czerwoną kokardę, taką jak w filmie Wajdy. Była to zamierzona wstawka dla symbolicznego złączenia filmu z obrazem. Na szczęście nie rozpoznała Jana Mikołajczyka w orkiestrze oraz prof. Stanisława Waltosia w orszaku weselnym na rynku, też wmalowanego tam symbolicznie jako autora książki „Krajobraz Wesela”, służącej naszemu malarzowi za wzór do naśladowania klimatu uroczystości weselnej. Krytykę złagodzi w liście do nas sam prof. Stanisław Waltoś, lecz to nie naprawi relacji i nasze Wesele nie zagości w Muzeum Młodej Polski, aż do jego zamknięcia i przejęcia przez Muzeum Krakowa. Wtedy odżyje spór o wizerunek Jadwigi, a Rydlówka stanie się na dobre muzeum Rydla i jednego chochoła czczonego corocznie jesienią jakby był motywem przewodnim dramatu, głównym jego bohaterem.

Pomijając słuszność przyjętej formuły po wielu dekadach historyczna Rydlówka prowadzona przez profesjonalnych muzealników, etnografów weszła w nowy etap rozwoju. Kontynuując myśl Andrzeja Wajdy usprawiedliwiającą brak chęci wznowienia inscenizacji teatralnych dramatu należy zadać pytanie kto dzisiaj czyta Wesele. Jest trudne w czytaniu i zrozumieniu bez znajomości realiów historycznych, dla licealisty mało interesujące, za to pełne cytatów przydatnych w życiu. Pomostem pomiędzy słowami, a wizualną pamięcią mogą być obrazy z naszej kolekcji, nasycone autentycznymi postaciami weselników tkwiących w zastygłych pozach, tak jak zastygło Wesele, gdzie już nikt nie tańczy tańca chochoła, jak zauważył Wajda.

Panna Młoda — Jadwiga Rydel z d. Mikołajczyk
Pan Młody — Lucjan Rydel
Jadwiga- pastel 1897 Wojciech Wejss

Jak wyglądała Panna Młoda

Publikowane przez Muzeum Krakowa — oddział Rydlówka, a za nią przez autorkę książki Panny z „Wesela” zdjęcia przypisywane Jadwidze, żonie Rydla, mające odzwierciedlać jej wizerunek z okresu po weselu w 1900 r. są uznane za rzeczywisty jej wygląd. Na wszystkich tych fotografiach Jadwiga ma okrągłą buzię i wyzierające spod chusty ciemne włosy, co musi sugerować, że były robione nieco później, albo być może stara fotografia przyciemnia jej karnację i blond włosy. Gdyby nie etnograficzne dowody i opisy tych fotografii można by przypuszczać, że wizerunek przypomina matkę Jadwisi z okresu wcześniejszego, czyli Jadwigę Katarzynę Mikołajczyk (z d. Czepiec) — ta urodziła się dnia 13 październik 1850, tak więc na weselu miała pięćdziesiąt lat, a fotografie wskazują na młodszy wiek. Jej córka, Jadwiga Mikołajczykówna urodziła się dnia 1 marca 1883, rodzice: Jacek (Jacenty) Mikołajczyk i Jadwiga Katarzyna Mikołajczyk (z domu Czepiec). Utrwalony wizerunek Jadwigi Mikołajczykówny — (po ślubie Rydel) w szkicu Wojciecha Wejssa z 1897 r. pokazuje dziewczynę nastoletnią, blondynkę o pociągłej twarzy, taki wizerunek potwierdzi na końcu prof. Jan Rydel. Ten szkic pastelowy pasuje też, jak wspomniałem wcześniej, do opisu zamieszczonego w opracowaniu Marii Rydlowej –cyt. „Lucjan Rydel w domu Tetmajerów poznał trzecią z córek Jacentego Mikołajczyka — 17-letnią, pełną prostoty i czaru, trochę nieśmiałą, jasnowłosą Jadwisię”. Niemało zamieszania przy projektowaniu Wesela w naszej malarskiej wersji sprawił wieniec Panny Młodej. W opisie prof.. Stanisława Waltosie (Krajobraz Wesela) „Panna Młoda miała na głowie wianek ze sztucznych kwiatów z kunsztownie wykonaną koroną szklanych baniek, świecidełek, perełek i wstążek, które spływały aż na plecy. Zamieniała go w czasie wesela na białą chustę czepcową, nakrycie głowy mężatek”. Jest to ogólny opis stroju kobiecego. Jaki wieniec miała na głowie Jadwiga trudno zgadnąć, skoro nie zachował się żaden ślad, nawet jej konterfekt nie został dotąd bezspornie stwierdzony. W muzealnej gablocie wieńcem jest sporych rozmiarów stroik kwiatowy, w Weselu Andrzeja Wajdy rozbudowany na snopek z polnych kwiatów. Nie chcąc robić krzywdy Pannie Młodej, Iwona Dzierżewicz — Wikarek, autorka portretu Jadwisi zaproponowała wieniec stylizowany na inscenizacji Wesela w Teatrze Polskim we Lwowie, w 1901. Rozbudowany wieniec na głowie Panny Młodej w spektaklu prapremiery krakowskiej w 1901 r. musiał nie przypaść do gustu też Wyspiańskiemu, bowiem malując portret Panny Młodej, do którego pozowała mu w 1901 r. Wanda Siemaszkowa stworzył wzorzec oszczędniejszy.

„Wesele” w obrazach

(autorzy — Waldemar Kuźbiński & Iwona Dzierżewicz-Wikarek)


Decyzja o utworzeniu kolekcji Wesele zapadła jesienią 2000 r., w przeddzień setnej rocznicy bronowickiego wesela, kiedy to Lucjan Rydel brał ślub z Jadwigą Mikołajczykówną. W tym czasie malarz Waldemar Kuźbiński namalował już prawie sto obrazów przedstawiających postaci i sceny z literatury polskiej. Wówczas istniały już kadry z filmu Andrzeja Wajdy, nakręconego w 1972 r., lecz reżyser nie zgodził się na ich wykorzystanie, nie był bowiem zadowolony z ekranizacji dramatu. W wydaniu oscarowym „Wajda Filmy” sam reżyser zrecenzuje swoje dzieło; cyt. „Ja jednak nie byłem szczęśliwy. Dręczyło mnie, że film nie jest dość piękny, spoisty artystycznie, ma tyle słabizn aktorskich i fabularnych potknięć… Oglądałem gotową już kopię Wesela w laboratorium. Okropne.” Odbiór przez znawców był jednak grzecznościowo niezły, magia reżysera nie pozwalała na krytykę. To co może dopiec i poruszyć, to zlekceważenie tradycji, wiejskiego obyczaju weselnego. Aktorka grająca w filmie Kasię, dziewczynę wiejską, zażartowała ze stanu chłopskiego — w jednej ręce wódka, kiełbasa, ogórek. Nie doceniła, że proste wiejskie dziewczyny uroczystości traktowały odświętnie, z gracją, której zabrakło spoconym, brudnym i rozpitym aktorom w kadrze. Zamachem na godność były też sceny ukazujące zapijaczonego gospodarza, przecież Włodzimierza Tetmajera, malarza, posła, intelektualistę. Wiemy, że prywatnie wiódł wesołe życie. Faktem jest, że mógł przysnąć zmęczony weselem, lecz nie był tak mocno zamroczony. Wydaje się, że jedynym prawdziwym i godnym uwagi rekwizytem był złoty róg, żydowski shofar jakim mógł posługiwać się Wernyhora, róg antylopy kudu, długi, kręty jak wąż boa. Zdarzeniem w kategorii błędu i niewiedzy jest dar dla Papieża Jana Pawła II — Bronowiczanie podarowali pomalowany złotą farbą róg byczy, jakiego Żyd nie wziąłby do ręki, a wiemy, że Wernyhora był lirnikiem ukraińskim o korzeniach żydowskich — był Żydem sefardyjskim, a ci instrumenty wykonywali z poroża antylopy kudu. Żydzi aszkenazyjscy używali poroża baraniego, lecz to obrażałoby legendę). Cyt. Wiki: — jego prawdopodobne imię to Mosij, czyli Mojżesz) — wędrowny starzec, legendarny wieszcz kozacki, lirnik kozacki z XVIII wieku. W jednym z polskich mitów narodowych występuje jako postać przepowiadająca losy Rzeczypospolitej. Wśród badaczy brak pewności co do tego, czy była to postać autentyczna. Być może Wernyhora był postacią, którą stworzyła ludowa legenda. Okoliczności przekazania fikcyjnego „Złotego Rogu” Papieżowi:- (cyt. Podczas Mszy Świętej odprawianej przez Ojca Świętego Jana Pawła II na krakowskich Błoniach w trakcie ostatniej pielgrzymki do Ojczyzny, grupa krakowian związanych z Parafią św. Antoniego w krakowskich Bronowicach, przekazała Papieżowi w darze „Złoty Róg”. Głównym fundatorem daru dla Ojca Świętego było Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Zgodnie z intencją ofiarodawców „Złotego Rogu” nawiązującego do słynnego „Wesela” ma on być znakiem głosu pobudki dla uśpionego Narodu Polskiego. Dar jest również symbolem oddania i wierności Papieżowi oraz nauce Kościoła, której winniśmy słuchać i wypełniać ją w życiu osobistym, rodzinnym i społecznym. Inicjatorką daru była m.in. pani Zofia Czepiec, spokrewniona ze słynnym Czepcem — bohaterem „Wesela”). Gdyby fundatorzy zajrzeli do historii… teatru. Na plakacie z 1908 r. widnieje rekwizyt — „Złoty Róg” jako shofar — róg antylopy kudu, podobnie wyglądał rekwizyt w filmie Andrzeja Wajdy „Wesele”.

Jak już wspomniałem, przy projektowaniu malarskiej wersji „Wesela” zdjęcia weselników zostały skonfrontowane u źródła w Rydlówce. Stanowiły wówczas element ekspozycji muzealnej. Kuźbiński idąc za przykładem Wajdy starał się stworzyć obraz bronowickiego wesela wg własnej koncepcji używając zapożyczonych detali. Wprowadził motyw Kołomyjki, Fanfary, zjawy, portret bronowickiego chłopa. (Wajda w filmie zapożyczył motyw trumny chłopskiej wg Gierymskiego, chochoła wg Wyspiańskiego).

Realia wesela wydają się być oczywiste, lecz takie nie były. Należy pamiętać, że weselnicy pochodzili z dwóch oddzielonych światów, wsi Bronowice i miasta Krakowa. Wyspiański, Krakus z krwi i kości, opisał wesele po krakowsku. Były to wydarzenia drugiego dnia połączonego z oczepinami w domu Pana Młodego, w dworku Tetmajera użyczonym Rydlowi na tę uroczystość. Tymczasem główne przyjęcie weselne zgodnie z tradycją miało miejsce pierwszego dnia w gospodzie, a potem drugiego dnia i kolejne poprawiny w domu Panny Młodej, w chacie Mikołajczyka. Tam Wyspiański zaprowadzony przez drużbę Jana Mikołajczyka, brata Panny Młodej, spędził około pół godziny, lecz wydarzenia te pominął w dramacie.

Kuźbiński, jakby w proteście do przypisanych plotkami o weselu realiach wyprowadził tańczących weselników przed izbę taneczną domu weselnego, bo tam w izbie panował, w słowach Czepca, ścisk. Weselnicy tańczą Kołomyjkę, scena z obrazu Axentowicza — 1895, to taniec ludowy Europy południowo-wschodniej. Orkiestrę przeniósł z obrazu Fanfara — Serenada (Stanisław Lenz-1910) — motyw na trąbkę lub róg … zainspirowany legendą o Złotym Rogu.

Na weselu Wyspiański był z żoną i córeczką Helenką. Te postaci pominął w dramacie. Kuźbiński postanowił Helenkę wmalować w obraz „Kiedy północ zacznie bić”. Dziewczynka bawi się lampą przykręcając jej światło przed mającymi przyjść na wesele duchami i mrocznymi zjawami. Aby nie straszyć nimi dzieci, Kuźbiński wmalował w obraz postać łagodną, jakby mickiewiczowską Świteziankę. Sceny drugiego aktu z duchami to już mary senne pijanych umysłów, zmyślone przez autora dramatu. Ten akt został pominięty w scenografii malarskiej, jest jak wspomniana trzecia góralska prawda.


Wesele — uczestnicy. Dramat w trzech aktach — realistyczny- symboliczny — narodowy. Ślub w Kościele Mariackim 20.11.1900, premiera teatralna 16.03.1901.

Pan Młody- Lucjan Rydel ( 1870—1918 ) + żył 48 lat, na weselu miał 30 lat

Panna Młoda- Jadwiga Mikołajczyk ( 1883—1936) + żyła 53 lata, na weselu miała 17 lat

Jan Mikołajczyk — brat panny młodej, drużba — dożył starości, na obrazie gra w orkiestrze.

Gospodarz- Włodzimierz Tetmajer ( 1862—1923), + żył 61 lat, na weselu miał 38 lat

Czepiec — świadek na ślubie ( 1857—1934) + żył 77 lat, na weselu miał 43 lata

Rachela- Pepa Singer (1885 — 1955) + żyła 70 lat na weselu miała 15 lat

Radczyni — Anna Domańska, ciotka Rydla ( 1853—1917), + żyła 64 lata, na weselu miała 43 lata

Haneczka — Anna Rydel, siostra Rydla ( 1884 — 1969), + żyła 85 lat, na weselu miała 16 lat

Stanisław Wyspiański ( 1869 — 1907), + żył 38 lat, na weselu miał 31 lat.

Napisanie „Wesela” było możliwe dzięki stypendium, jakie Wyspiańskiemu ofiarował Henryk Sienkiewicz — ten malarz tak utalentowany, a tak chory, spać mi nie daje- pisał.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 21.5
drukowana A5
Kolorowa
za 43.91