Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

Podziękowania

Rozpoczynając chciałbym z całego serca podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się pośrednio lub bezpośrednio do powstania tej książki.

Książka ta jest właściwie dziełem zbiorowym. Powstała dzięki doświadczeniu, którego dostarczyli mi wszyscy ludzie napotykani na mojej duchowej ścieżce. To właśnie dzięki Wam wszystkim — bez wyjątków — miałem okazję do obserwacji i wyciągania swoich wniosków — niezależnie czy nasze relacje były pozytywne czy odwrotnie, czy też nigdy fizycznie się nie spotkaliśmy.

W szczególności chciałbym podziękować kilku osobom, których wkład jest dla mnie bardzo ważny i cenny, za co szczerze dziękuję.

Dziękuję moim przyjaciołom, którzy w ciągu tych lat znajdowali czas by wspólnie ze mną dzielić się doświadczeniami i swoimi przeżyciami.

Dziękuję wszystkim, którzy we mnie wierzyli, dając mi w ten sposób siłę oraz zachęcając do twórczej pracy i poszukiwań. Wasze ciepłe słowa, a nawet myśli, są dla mnie zawsze cenne.

Dziękuję tym, którzy we mnie nigdy nie wierzyli za to, że dali mi okazję udowodnić, że to co myślę jest ważniejsze.

Dziękuję Ani Furmańskiej za wstępną korektę rękopisu i komentarze. Ta spontaniczna pomoc była bardzo miłą rzeczą podczas pracy nad książką.

Dziękuję mojemu byłemu redakcyjnemu koledze Ramirey’owi, z którym od lat nie nam kontaktu, ale jeśli to czytasz Rami — to dzięki Tobie dziś zawodowo zajmuję się realizowaniem mojej pasji pisarskiej. Dałeś mi kiedyś szansę na rozwój, gdy postanowiłem spróbować swoich sił i tak to się dla mnie zaczęło. Dziś wspominam ten moment jako przełomowy w moim życiu i zawsze za to będę Ci wdzięczny.

Dziękuję Bogusi Andrzejewskiej po prostu za to, że jest.

Joasi Mądrzak za ciepło i sympatię.

Kamili Radwan za uśmiech i wiarę.

Sofii, za pomoc, kiedy jej potrzebowałem.

Kvasirowi za alternatywne podejście i nieocenioną pomoc techniczną wiele, wiele razy.

Dziękuję wszystkim poszukiwaczom duchowych prawd sięgającym poza utarte ścieżki. Dziękuję wam za śmiałe, odważne poszukiwania, oraz poszanowanie przekonań innych duchowych wędrowców. To co robicie jest bezcenne. Nigdy nie traćcie wiary w siebie.

Dziękuję wszystkim niefizycznym przyjaciołom, których niewidzialnego wsparcia nieustannie doświadczam, nawet wtedy, kiedy sam tego nie umiem dostrzec. Wiem, że tam jesteście i dziękuję z całego serca.

Dziękuję samej książce, za to, że zechciała zostać napisana. Jest ona zapisem moich osobistych doświadczeń i przemyśleń będących efektem kilkunastu lat świadomych poszukiwań i przygód. Podczas jej pisania wielokrotnie przemawiało moje mądrzejsze Ja. Jako, że nie nadużywam go na co dzień, w końcu miało okazję się trochę wypowiedzieć.

Nie pretenduję tu do miana mistrza i nauczyciela duchowego, a po prostu pragnę przekazać to, co udało mi się odkryć, w nadziei, że przynajmniej paru osobom pomoże to w jakiś sposób odmienić życie na lepsze, odnajdując w sobie siłę i pozytywne aspekty duchowego wymiaru istnienia.

Wreszcie dziękuje samemu sobie, za cierpliwość i wytrwałość pomimo wielu wyzwań, jakie pojawiły się na przestrzeni tych lat. Nikt tak dobrze mnie nie zna jak Ty stary druhu, więc chcę Ci po prostu powiedzieć — dobra robota!

Wszystkim czytającym tę książkę dziękuje.

Wprowadzenie

„Zagłębianie się w zagadnienie budowy świata jest jednym z największych i najszlachetniejszych spośród wszystkich zajęć.”

— Galileusz


Przyszłość. Tajemnicza, fascynująca, zagadkowa, a czasem niepokojąca.

Wiele na temat przyszłości powstało publikacji, zarówno fantastyczno-naukowych jak i całkiem realnych przewidywań tego, co może stać się w czasie naszego obecnego życia oraz żywotów przyszłych pokoleń ludzi na Ziemi.

Większość z tych futurystycznych opracowań pomija jednak najistotniejszą moim zdaniem kwestię; kwestię rozwoju psychicznego, oraz duchowego istoty ludzkiej.

Tworzymy wiele przypuszczeń rozwoju technologicznego, związanych z tym możliwości oraz zagrożeń, ale rozwój duchowy przez większość autorów traktowany jest po macoszemu. To wielkie niedopatrzenie, ponieważ to rozwój duchowy oraz psychiczny zaważą na naszym być albo nie być, gdyż są one kluczem do prawdziwej ewolucji człowieka.

Ewolucji nie tylko jako cielesnego zwierzęcia posługującego się coraz bardziej zaawansowanymi sposobami budowy swoich siedlisk, czy zdobywania pożywienia, lecz prawdziwej ewolucji tego co w istotach ludzkich jest najcenniejsze.


Co jest istotną ewolucji i naszego rozwoju? Nasi naukowcy i filozofowie się o to spierają, ponieważ tak naprawdę dopiero poznajemy siebie jako gatunek i odkrywamy możliwości własnego umysłu. Możemy jednak ogólnie przyjąć, że umysłowa i psychiczna ewolucja człowieka wiąże się z poszerzaniem świadomości i samoświadomości oraz odkrywaniem swojego naturalnego stanu wewnętrznego, co prowadzi do coraz lepszego zrozumienia, a przez to również prosperowania w rzeczywistościach, których doświadczamy.


Poprzez doświadczanie uczymy się rzeczy, które nie dałyby się rozumieć, jeżeli by się o nich na przykład tylko przeczytało. Nie można wiedzieć jak smakuje ciasto, jeśli się go nie spróbuje, nie można też wiedzieć, co czuje druga osoba, jeżeli nie doświadczy się podobnych przeżyć i uczuć. To doświadczenia wzbogacają nas i naszą świadomość, czyniąc nasz umysł coraz bogatszym, a to z kolei pozwala nam spoglądać z wyższej perspektywy na dotyczące nas zjawiska.

Jednak nie tylko doświadczenie samo w sobie się liczy.

Wierzę, iż jesteśmy nieodłączną częścią istnienia, bytu, który tworzy tą i inne rzeczywistości, wewnątrz którego istnieje wszystko, co ogarniamy zmysłami i ludzką myślą (oraz znacznie więcej ponad to) — w tym my sami. Istnienie to, ów byt zwany jest potocznie Bogiem.

Człowiek na poziomie wewnętrznym (duchowym) posiada subtelne, acz kluczowe cechy, będące cechami Źródła, z którego pochodzi i którego jest nieodłączną częścią.

W praktyce przekłada się to na nasze głęboko ukryte połączenie z ideami i dążeniami owego super-umysłu.

Człowiek zgłębiając siebie na owym poziomie wewnętrznym — po odrzuceniu iluzji i przekonań ego (które są niczym więcej jak przekonaniami) oraz odrzuceniu zwierzęcych odruchów, które były potrzebne naszym cielesnym nośnikom, aby zapewnić im przetrwanie (i na tym ich wartość się kończy) — może odkrywać swoją „boską istotę”, co dzięki rozumieniu własnej natury zapewnia mu szereg korzyści w prosperowaniu gdziekolwiek by był.

Wynika to z tego, że człowiek — odkrywając ów Boski pierwiastek w sobie oraz wszędzie wokół siebie, ucząc się rozumieć swój z nim związek — zmierza w kierunku naturalnego i idealnego dla siebie stanu Bycia. Jest ono przeciwieństwem pozornego oddzielenia od całości i owego Boskiego pierwiastka — czyli złudzenia, które stało się skutkiem ubocznym niezbyt szczęśliwej, egoistycznej, zaślepionej i gloryfikującej „szkiełko i oko”, ścieżki rozwoju naszego społeczeństwa.

Błędnie wpojone przekonania o tym, że jesteśmy czymś osobnym od reszty otaczającego nas świata sprawiło, iż czujemy się w nim częstokroć wyizolowani, osamotnieni czy nawet zagrożeni.

Nauczono nas używania analitycznej półkuli mózgu, podczas gdy rola drugiej, odpowiadającej za abstrakcyjne myślenie została zepchnięta to ledwie akceptowalnego minimum. Jak można było wpaść na ten pomysł, by używać połowy siebie, połowy człowieka, a drugą część po prostu zignorować — ciężko sobie to wyobrazić, a jednak ludzie dali się na to skutecznie nabrać.

A przecież u podstawy stanowimy jedność z całą rzeczywistością. Nic nie jest mniej ważne albo zupełnie nieistotne, ponieważ jedno bez drugiego nie istnieje. Stanowimy całość złożonego systemu, chociaż patrzymy na niego z iluzorycznej pojedynczej perspektywy.


Celem powstania tej książki jest ułatwienie każdemu zainteresowanemu czytelnikowi osiągnięcia większego zrozumienia siebie i struktury swojego umysłu.

Zrozumienie, iż samemu można decydować o co ów umysł się wzbogaci, jak również decydować, czego nie chce się tam zasiewać, a w końcu zrozumienie własnej rzeczywistości, na której kształtowanie mamy znacznie większy wpływ, niż nam się to wydaje.


Książka ta zwiera podróż przez szereg zagadnień dotyczących poznawania otaczającego nas świata, naszego z nim związku oraz kształtowania własnej, osobistej rzeczywistości.

Postarałem się przy tym, aby pod koniec każdego rozdziału zrobić wypunktowanie najważniejszych informacji oraz zebrać przydatne praktyczne techniki pracy ze swoim wnętrzem, które mam nadzieję pomogą wam w odkrywaniu niezwykłych możliwości własnego istnienia, o które mogliście się wcześniej nawet nie podejrzewać.


Podsumowanie

— Rozwój wewnętrzny człowieka stanowi klucz do przyszłości Ludzkości.

— Jesteśmy częścią większej całości.

— Zrozumienie naszego związku z Wszechświatem jest kluczem do wzrostu jakości naszego świadomego życia.

Czym jest Rozwój Duchowy

„Wiedza daje pokorę wielkiemu, dziwi przeciętnego, nadyma

małego.”

— Lew Tołstoj


Rozpoczynając naszą podróż poprzez zagadnienia ludzkiego wnętrza i duchowości, warto zadać sobie proste pytanie; na czym właściwie polega rozwój duchowy?


Wbrew pozorom to dość proste:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Etycznym danej osoby.


Pierwsza część tego stwierdzenia, czyli rzecz o poszerzaniu świadomości, powinna być właściwie zrozumiana.

Poszerzanie Świadomości nie polega na intelektualnym procesie zdobywania wiedzy.

Czytanie dużej ilości książek, czy nawet uczestnictwo w wielu kursach rozwoju osobistego może wcale nie stymulować naszego rozwoju. Nie polega on bowiem na zwykłym przyswajaniu wiedzy teoretycznej, czy na rozwijaniu w sobie logiki bądź wiary. Nie polega też nawet na zdobywaniu praktycznych zdolności takich jak medytacja, podróżowanie poza ciałem czy inne techniki ezoteryczne.

Innymi słowy, kiedy rozwijamy swój intelekt i zdolności, nawet jeżeli do tego celu używamy przyswajania treści z zakresu tak zwanej duchowości to niekoniecznie rozwijamy się automatycznie duchowo.


Wysoka świadomość wynika z doświadczeń. I to doświadczeń, które zostały przez naszą istotę należycie zrozumiane. Innymi słowy można by powiedzieć — wysoka Świadomość wynika z właściwie odrobionych lekcji życia.


I znowu kwestia istotna. Jeśli ktoś się sparzy za pierwszym razem na czymś i od tej pory nazywa to coś samym złem, to wcale nie oznacza, że on już ten etap zaliczył. Pochopna interpretacja doświadczeń jest również oznaką zblokowanej i niskiej świadomości.


Świadomość jest niejako całokształtem, a zarazem czymś, co wychodzi poza granice intelektu. Dopełniana jest tak zwaną inteligencją emocjonalną, czyli postrzeganiem z poziomu serca, a nie tylko umysłu stricte logicznego. Wszystko to razem tworzy świadomość i określa stopień świadomości.


Drugim składnikiem rozwoju duchowego, jaki wymieniłem, to coś co nazywam rozwojem etycznym.

Etyka może się niektórym kojarzyć nieco staroświecko i archaicznie, lub w kontekście ateistycznych ideologii ale to tylko wynik szafowania tym pojęciem, zazwyczaj na styku tarć z systemami religijnymi, co niekoniecznie jest jakimś faktycznym jej wyznacznikiem.

Rozwój etyczny mogę chyba przyrównać do szlifowania diamentu, którym jest pierwszy składnik, czyli Świadomość. Etyka to po prostu skłonność do świadomego wybierania prawdziwego dobra w swoim postępowaniu, skłonność do realizowania szlachetności w życiu, bez względu na cenę.


Podwyższanie własnej świadomości oraz podnoszenie własnych standardów etycznych — oczywiście w trwającym naturalnie procesie naszego rozwoju — jest prawdziwym Rozwojem Duchowym. Natomiast na pewno nim nie jest rozwijanie zdolności ezoterycznych.

Wspominam o tym właściwie już po raz kolejny, ale widzę, że przypomnieć warto, gdyż zwłaszcza w Internecie w wyniku używania pojęć bez pełnego ich zrozumienia, wynikło niemałe pomieszanie. Dla wielu ludzi rozwój duchowy, zaczął oznaczać po prostu rozwijanie zdolności parapsychicznych, czy medytacyjnych.

Gdyby te rzeczy były faktycznie rozwojem duchowym, to mielibyśmy dziś zapewne bardzo uduchowione (czyli szlachetne i bardzo świadome) społeczeństwo, jako że techniki „ezoteryczne” zyskały w ostatnich latach bardzo na popularności. Ale wcale nie mamy bardzo uduchowionego społeczeństwa, zważywszy jak ludzie na forach ze sobą walczą, bawią się notorycznie w „kto jest największym mistrzem” i niemal zawodowo wypisują oszczerstwa na całą swoją „konkurencję”. Wielu z nich praktykuje jakieś ćwiczenia i rozwija zdolności parapsychiczne, ale zapewniam Cię drogi Czytelniku bądź Czytelniczko, iż ta błazenada nie ma nic wspólnego z faktyczną duchowością. Używanie „ezoteryki” do poczucia się kimś lepszym od innych nie jest rozwojem duchowym, a wręcz jest jego zaprzeczeniem.


Ludzie, którzy praktykują rozwój zdolności parapsychicznych, bez ich faktycznego zrozumienia i w oderwaniu od prawdziwego, a nie tego udawanego rozwoju duchowego, w zasadzie pchają się w nieuniknione kłopoty i zazwyczaj prędzej czy później je znajdują. Wielu z nich w takiej sytuacji wcale nie uświadamia sobie gdzie popełnili błąd, tylko jeszcze mocniej utwierdzają się w swoich przekonaniach. Tak też powstaje wielu pseudo „guru”, którzy proponują potem „rozwój duchowy” za odpowiednią kwotę.

Za pieniądze można kogoś nauczyć różnych technik, pokazać jak rozwijać pewne zdolności, czy przekazać pewien zasób wiedzy teoretycznej, ale nie można mu zapewnić faktycznego Rozwoju Duchowego. Nigdy. Bo rozwoju duchowego nie można sobie kupić. Nie można go dostać od kogoś w prezencie.

Można go jedynie samodzielnie wypracować.

Rozwój Duchowy ma to do siebie, że nie da się nim pochwalić, zabłysnąć, zaszpanować etc. Może zostać dostrzeżony przez osoby z zewnątrz, ale wcale nie musi i nie jest to takie częste. Rozwój Duchowy nie jest czymś, co może podnieść naszą samoocenę, czy nadmuchać ego pokazując go „w środowisku”. Gdyby tak właśnie było, oznaczałoby to, iż nie jest to wcale rozwój duchowy, a tylko jego imitacja kamuflująca braki w samoocenie.


Na koniec powtórzę:

Rozwój Duchowy polega na Poszerzaniu Świadomości, oraz Rozwoju Etycznym.

Rozwój Duchowy można wypracowywać sobie, jeśli pragniemy się właśnie w ten sposób świadomie rozwijać. Jest to proces stopniowy, który trudno w jakikolwiek sposób sztucznie wymusić. Prawdziwy Rozwój Duchowy następuje jako naturalna realizacja rozwoju naszej istoty, o ile taką ścieżkę sobie obieramy.

To, że czytasz tę książkę świadczy o twojej gotowości, czyli postępującym naturalnie procesie Rozwoju Duchowego.


Podsumowanie

— Twój Rozwój Duchowy to proces trwający nieustannie i niezależnie od okoliczności.

— Rozwój Duchowy można inspirować.

— Rozwój Duchowy poszerza Twoją Świadomość.

— Rozwój Duchowy podnosi Twoje Standardy Etyczne.

— Rozwój Duchowy buduje Twoją Szlachetność.

Duchowość dla nieśmiałych

„Życie jest podobne do lustra: jeśli się do niego uśmiechasz, jest piękne, gdy spozierasz na nie z ukosa, staje się nie do wytrzymania.”

— Pellegrino Pino


Bardzo często się zdarza, że osoby nieśmiałe, z kompleksami, a do tego ponadprzeciętnie wrażliwe, sięgają po różnego rodzaju formy duchowości.

Może mieć to różne następstwa, plusy i minusy.

Tym razem jednak nie będziemy mówić wyłącznie o negatywnych skutkach kompensowania sobie braków „duchowością”. Tym razem chcę Wam pokazać jak duchowość może pomóc w pokonywaniu własnych ograniczeń i osiąganiu większego szczęścia oraz swobody w życiu osobistym.


Nim jednak przejdziemy do sedna tego rozdziału, czyli do tego jak ułatwić sobie życie i otworzyć się na świat oraz otaczających ludzi, wspomnę o samej kwestii „ucieczki w duchowość” gdyż tak częste zjawisko nie może ujść tu naszej uwadze w owych rozważaniach.


Ok. Interesujesz się duchowością, ezoteryką, czy jakąś formą parapsychologii (Magia, PSI, cokolwiek). Fakt, że na tę drogę skierowały Cię życiowe niepowodzenia nie stanowi nic złego. Jeśli ktoś zarzuca Ci, że uciekasz w duchowość, bo nie radzisz sobie z życiem, może mieć rację, ale powtarzam — to jeszcze nic złego. To naturalne zjawisko, bo człowiek skonstruowany jest tak, że kiedy ponosi porażkę na jednym polu, stara się szukać możliwości gdzie indziej. Ty szukasz ich tutaj i to jest ok.

Ważne jednak, byś umiał te nowe możliwości wykorzystać by odzyskać swoją siłę i swobodę w życiu codziennym, bo tkwienie w kompleksach i problemach izolując się od świata, czy uzależniając od innych to żaden rozwój duchowy, to zastój na całej linii, niezależnie ile się medytuje.


Jako osoba poszukująca duchowej wiedzy i starająca się poszerzać swoją świadomość, musisz pamiętać, że nie tylko możesz wybierać, w co wierzysz — w istocie wybierasz to w każdej chwili, zarówno przychylając się do opinii, które wydają Ci się słuszne, jak i odrzucając to, co uważasz za nieprawdziwe, niepewne, chybione etc.

Pragnę zwrócić już na wstępnie Twoją uwagę na ten fakt, ponieważ w zasadzie determinuje on całą jakość Twojego życia.

Częstym argumentem za odrzucaniem wiary w niektóre rzeczy jest uznanie ich za mało prawdopodobne, zbyt proste (!), lub zbyt piękne, aby mogły być właśnie takie.

Ponadto argumentuje się swoje przekonania poszukiwaniem prawdy i faktów, skądinąd całkiem dobrym i konstruktywnym, w pewnych ramach.

Jednak nie zawsze.

Dla przykładu weźmy temat budzący wiele emocji i spekulacji. Istnienie Boga i to czy wpływa on na nasze życie czy nie, a także, jaki jest. Otóż nie sprawdzisz tego na pewno, możesz się kierować przypuszczeniami wysnutymi bardziej lub zazwyczaj mniej samodzielnie, na bazie opinii i przypuszczeń.

W tej materii jest naprawdę wiele pseudo naukowych i intelektualnie wypaczonych teorii. Dodać należy, że wierzeniem jest zarówno wierzenie w jego istnienie, jak i wierzenie w nieistnienie — bo przecież tego nie sprawdzisz więc nic wykluczyć nie możesz.

Mimo to dociekasz, główkujesz, kombinujesz.

A sprawa jest znacznie prostsza: możesz Wierzyć, że Bóg istnieje lub nie. Możesz też wierzyć, że jest taki i taki — jakimkolwiek chcesz go widzieć.

Wielu ludzi np. chce obwiniać Boga za różne sprawy. Mogą to robić i robią, a w cokolwiek ktokolwiek wierzy, z czasem może znaleźć sobie potwierdzenia dla własnych teorii i przekonań. Dlatego tak wielu ludziom dane kwestie wydają się pewne, ponieważ z czasem znaleźli sobie „dowody” na ich prawdziwość.

Zabawne jest jednak to, że na każdą rzecz z czasem możesz sobie znaleźć swoje „dowody”, lub zaprzeczyć „dowodom” — także praktycznie każdym.

Znowu sprowadza się to do tego, że wybierasz, w co wierzysz i to określa jakość twojego życia.

Twoje przekonania tworzą w Tobie poczucie bezpieczeństwa, lub brak poczucia bezpieczeństwa. Zależnie od tego, jakie przekonania sobie sam wybrałeś.


Rozwój Duchowy daje Ci szerokie możliwości wyboru przekonań i podsuwa różne idee, co ważne, niektóre naprawdę wzniosłe i warte poznania, choć są i takie, które tylko wzniosłość udają.

Pierwszym krokiem zatem jest — uzmysłowić sobie, że wybiera się swoje przekonania o rzeczywistości — i one kształtują jej jakość oraz Twoje doświadczenie.


Nie będę się zagłębiał w tym miejscu w kwestie podświadomości, podświadomych przekonań, wpływu na podświadomość itd. To są tematy bardzo ważne, ale wielokrotnie już w różnych miejscach omawiane.

Wróćmy do tematu — nieśmiały człowiek wybiera swoje przekonania, w tym wypadku prawdopodobnie też życiową filozofię. Filozofia i paradygmat świata stają się nasza nową rzeczywistością.


Prawdopodobnie w ramach rozwoju duchowego już uzmysławiasz sobie, że nie jesteś tylko fizycznym ciałem oraz, że żyłeś już kiedyś i zapewne żyć będziesz jeszcze w przyszłości. Czyli reinkarnacja. Ba, niektóre teorie mówią nawet, że istniejemy w tym samym czasie w nieskończonej lub prawie nieskończonej ilości alternatywnych rzeczywistości, na różne sposoby przeżywając i wybierając swoje doświadczenia. Do tego dojdziemy w kolejnych rozdziałach.

Jakiekolwiek z tych przekonań podejmiesz, spróbuj uzmysłowić sobie swoją ponadczasowość oraz fakt, że Twoja chwilowa forma nie określa Ciebie w pełni.

Skoro więc jesteś czymś więcej, spróbuj wykorzystać to by wyjść poza swoje ograniczenia.

Pamiętaj, że to czy stawiasz się w pozycji bezsilnej ofiary, jednostki, której los determinuje otaczająca rzeczywistość, czy też postawisz się w pozycji kreatora i podejmiesz wysiłek świadomego kształtowania swojego świata — zależy wyłącznie od Ciebie i tego, jakie przekonania sobie wybierasz.

Masz problem w kontakcie z innymi ludźmi? Spróbuj wybrać taką formę filozofii życiowej, która go będzie ułatwiać, która pozwoli Ci zrozumieć siebie i innych. Wykorzystaj też możliwość zdystansowania się do swojego ego, spojrzawszy na siebie z perspektywy istoty żyjącej w wielu różnych miejscach, czasach i wariantach.

Powinno Ci być łatwiej pozbyć się kompleksów, jeśli dostrzeżesz, że wynikają one z bezsensownego zablokowania myśli na jakimś malutkim odcinku chwili obecnej. Czym jest to w obliczu wieczności? Zapytaj siebie i uzmysłów sobie iluzoryczność własnych kompleksów i nieśmiałości.


Na początku mówiłem, że czasem najlepsze rozwiązanie to rozwiązanie najprostsze.

Nie przesadzaj z duchowością tam, gdzie to niepotrzebne. Duchowe metody może i ciekawe, ba, wartościowe, ale nie zawsze trzeba się do nich odwoływać. Przeciwnie, czasami tworzą one złudzenie rozwiązania problemu, podczas gdy są tylko próbą ominięcia tego, co naprawdę powinniśmy zrobić.

Jesteś osobą nieśmiałą, chcesz pogadać z dziewczyną czy z facetem i nie możesz się przełamać? Daj sobie spokój z czarami i nawet nie myśl o żadnych energetycznych manipulacjach. Zależy Ci na tej osobie, tak? To nie kręć tylko z nią pogadaj wprost. Że co? Że to problem? Że nie wiesz jak coś powiedzieć? Przypomnij sobie o swojej ponadczasowości i o fakcie, że w ten sposób zdobywasz cenne doświadczenie oraz, że nie możesz się zbłaźnić jako dusza, którą w istocie jesteś, bo przecież nie ma to żadnego sensu.

Zbłaźnić się możesz tylko w kategoriach swojej własnej samooceny na poziomie iluzorycznego ego.

Wyjdź poza swoje ego i niech to Ci ułatwi sprawę na tyle, że zrobisz rzecz prostą i pogadasz z kimś wprost, czy też dokonasz innej rzeczy do której wcześniej brakowało Ci śmiałości.


Rozwój polega na przełamywaniu wlanych ograniczeń i pielęgnowaniu szlachetności w codziennym postępowaniu.

Trzeba wziąć i się przełamać, czyli zrobić to, co do czego ma się opory.

Z czasem jest coraz łatwiej, choć może być tak, że zawsze bardziej lub mniej będzie to wciąż wymagało przełamania i oswojenia wewnętrznego oporu.

Jeśli ktoś szuka łatwiejszej drogi to niech sobie daruje — po prostu jej nie ma (choć trudność też jest rzeczą względną i formą iluzji więc nie zakładaj, że będzie trudno).

Można sobie pomóc różnymi afirmacjami wspomagającymi budowanie pewności siebie, ale nie można uzyskać pewności siebie, jeśli się danej rzeczy nie zrobi naprawdę. W tym kontekście, jeśli będziesz drążyć duchowość i ezoterykę, zamiast iść do ludzi, nawet jeśli to dla Ciebie trudne, to Twój rozwój będzie pozorny.


Co do przełamywania się mimo oporów, nie oznacza to, że powinno się to robić tak całkiem i zupełnie na siłę.

Może dla Ciebie jest lepiej jak będziesz tkwić w swoich kompleksach i obawach jeszcze parę lat, zamiast na siłę je teraz przełamywać. Nie uda się i co? Sparzysz się jeszcze, potem będziesz mówił, że ktoś Ci głupio doradził. Nie chodzi o to, by postępować jak inni kazali, ale by samemu dojrzeć do zmiany.

Zaletą tkwienia w swoich problemach jest to, że prędzej czy później Ci się znudzą. Ale tak naprawdę i definitywnie znudzą. Można być nieśmiałym, ale zawsze do czasu. No bo ile możną? W końcu dojdziesz do wniosku, że to jest po prostu bez sensu, bo nie może Cię spotkać nic gorszego, niż to czego właśnie doświadczasz z powodu swojej nieśmiałości. Gdy już do tego wniosku dojrzejesz — po prostu zaczniesz się otwierać.


Podsumowując, rozwój duchowy ma dać człowiekowi poczucie większej swobody i dodatkowych możliwości, które jednak nie mogą całkowicie zastąpić normalnych, prostych i jak najbardziej materialnych działań.


Podsumowanie

— Twoje przekonania tworzą jakość twojego życia.

— Pokonywanie własnych ograniczeń jest nieodłącznym, pasjonującym elementem Rozwoju Duchowego.

— Wykorzystaj Duchowość do budowania pewności siebie i swobody w swoim życiu.

Pewność Siebie

„Nie ma żadnego usprawiedliwienia, by nie stać się wielkim.”

— Tom Peters


Jako, że jedną z najważniejszych rzeczy w naszym świecie jest pewność siebie, postaramy się tutaj zbadać ów temat, aby uczynić krok ku większemu zrozumieniu własnego postępowania i rozterek.


Pewność Siebie to dosłownie nasz budulec. Tworzymy swoje Ja z pewności siebie.

Człowiek niepewny siebie jest niejako rozmyty, mało wyrazisty. Sam przecież nie do końca wie kim jest.

Na tym polega niepewność siebie, na „nie ustanowieniu” siebie w pełni, na pozostawieniu niedokończonej, otwartej budowli swojego Ja.


Osoba pewna siebie wie, kim jest.

Osoba pewna siebie jest stanowcza w tym przekonaniu.

Osoba pewna siebie jest stanowcza w swoich czynach i myślach.


Pewność siebie tworzy bardzo wyraźny, konkretny obraz osoby.


Oczywiście jako istoty wielowymiarowe, możemy ustanowić swoje Ja w określonych obszarach, podczas gdy inne nadal zostawiamy otwarte.

W jednym jesteśmy pewni kim jesteśmy, w innym niekoniecznie.

Możemy być pewni, że jesteśmy dobrzy w danej rzeczy i jako osoba, reprezentująca dany temat czujemy się bardzo pewni siebie, nasze Ja jest bardzo silne. W innym zaś niezbadanym dla siebie w pełni zagadnieniu niejako nas nie ma. Nasze Ja tam jeszcze siebie nie ustanowiło.


Człowiek pewny siebie w określonej sferze swojego istnienia powie: Tak jestem tym i tym. Kropka. Obraz siebie samego w określonym zagadnieniu jest wyrazisty. Wówczas staje się wyraźny również dla innych.

Albo i nie.

Inni mogą chcieć przecież czegoś innego.


Z pewnością zdarzyło się Wam nieraz, że ktoś zakwestionował wasze przekonania, wasze motywy — te rzeczy, które bezpośrednio należą do waszego zbioru przekonań o sobie, o waszym świecie.

Nie będziemy tutaj wnikać w sytuacje, kiedy zakwestionowane informacje dotyczą świata zewnętrznego — zajmiemy się natomiast zagadnieniem podważania tego, co dotyczy nas wewnętrznie.

Są to zazwyczaj kwestie dla nas kluczowe, elementy konstrukcji naszej psyche, które z takiego czy innego względu postanowiliśmy tam umieścić. Nasze przekonania o sobie i świecie, który chcemy tworzyć w obrębie swojej własnej rzeczywistości.


Każdy człowiek ma prawo do swojej rzeczywistości. Rozumiem przez to prawo do własnych przekonań o sobie, o świecie, prawo do postępowania zgodnie z nimi — oczywiście o ile nie wyrządza się tym nikomu krzywdy.

Nasz świat wewnętrzny jest rzeczywistością poza-fizyczną — reprezentowaną przez nasze przekonania, nawet jeśli do ich tworzenia i utrzymywania używamy często elementów tak zwanego świata zewnętrznego, świata materialnego.


To właśnie ze swoim światem wewnętrznym człowiek się identyfikuje — nazywa go „JA”.

Na przykład, ja-pisarz, ja-człowiek uczciwy, ja-prowokator, ja-człowiek kreatywny, ja- świadomość duchowa, etc.

Każdy z tych elementów składa się na nasze Ja, czyli to, z czym się identyfikujemy, co postrzegamy, jako bezpośrednie odzwierciedlenie tego, kim chcemy być (a to kim chcemy być oznacza to kim jesteśmy).


Pojawiają się w naszym życiu, w rozmowach i różnych sytuacjach elementy, które podważą nasze przekonania o sobie. Czujemy się wtedy albo zdenerwowani, ponieważ podważanie naszych przekonań traktujemy podświadomie jako atak na nasza własną osobowość, albo zgnębieni, ponieważ czujemy się męczeni próbą urabiania tak jak ktoś nas chce postrzegać. Możemy też czuć się zagubieni, gdyż nie wiemy już, co jest prawdą i kto właściwie ma rację.

No bo ktoś musi mieć przecież rację, prawda?

Albo ono/ona ma rację, albo ja mam rację. Skoro przeczy moim przekonaniom o sobie to mamy kryzys niemal na miarę kryzysu Kubańskiego. Przynajmniej tak to się może wydawać naszej osobowości.


OK. Zacznijmy od tego, że mamy prawo czuć się niepewnie.

Żadna z zasad wszechświata nie brzmi; „jeśli czujesz się niepewnie, to powinieneś czuć się z tego powodu winny”.

Żadna zasada wszechświata nie brzmi; „jeśli czujesz się niepewnie, to powinieneś czuć się z tym źle”.

Wszechświat nie ma dla nas takich zasad, więc sobie niepotrzebnie ich nie twórzmy.

Mamy prawo czuć się zdenerwowani, mamy prawo do każdej reakcji, jaka nam się pojawia. Mamy prawo i z tego prawa najpewniej korzystamy.

Dobrze byłoby jednak korzystać z niego świadomie, więc tym razem spróbujemy nowości — świadomego korzystania z prawa wyboru.


Co sobie pomyślisz, jeśli powiem Ci, że racja może być po obu stornach?

Nie połowiczna racja. Całkowita. Załóżmy, że obie strony maja całkowitą rację, mimo, że mówią o zupełnych przeciwieństwach. Jest Twoje przekonanie, które ktoś podważa i jest przekonanie tej osoby będące w zupełniej opozycji do twojego.


Czy dopuszczasz możliwość, że masz rację i ta osoba też ma rację?

Zaraz dojdziemy do tego dlaczego.


Podważanie i zaprzeczanie Twoim przekonaniom przez innych, przede wszystkim wtedy, kiedy mówią Ci to prosto w oczy, personalnie, do Ciebie, ma dwie właściwości.

Po pierwsze pokazuje Twoją własną wątpliwość.

Ludzie na pewnym podświadomym poziomie komunikują się ze sobą telepatycznie, niewerbalnie. W ten sposób napotkane osoby nieświadomie odzwierciedlają elementy naszej własnej podświadomości.

Negowanie nas jest niczym innym jak pokazaniem naszej — być może tylko chwilowej — niepewności, co do przekonania, które na świadomym poziomie wydaje się zupełnie silne i konkretne. Gdyby jednak tak było, prawdopodobnie nie wywoływałoby w nas emocji.


Powiedziałem, że obie osoby mogą mieć całkowitą rację.

Otóż w rzeczywistości tej osoby jesteś dla niej tym, co ona podświadomie chce widzieć.

Kropka.

Dal tej osoby niema innego Ciebie jak ten, którego chce widzieć i nie będzie.

Dla Ciebie inni ludzie też są tymi, jakimi Ty ich wybrałeś postrzegać.

Może trudno to zaakceptować, ale jak się chwilę spokojnie zastanowić, to tak jest, prawda?


W Swojej rzeczywistości jesteś tym, jakim sam/sama chcesz siebie widzieć.

Kropka.


Kiedy brakuje Ci zdecydowania pozostawiasz otwartą furtkę dla obu rzeczywistości — tej pozytywnej, oraz tej, która może ci się nie spodobać.

Na tym etapie jednak nie wiesz jeszcze, że Ci się nie spodoba, bo nie wiesz z góry, jakie przekonanie ktoś Ci będzie chciał narzucić. Nie wiesz nawet, że ktoś Ci będzie chciał cokolwiek narzucać.

Dopiero, gdy dana osoba to zrobi, nagle zyskujesz samoświadomość i upewniasz się, czego tak naprawdę chcesz, co wybierasz, jakim chcesz być.

Ale już wszedłeś w interakcję, ona już trwa. Już ktoś widzi Cię w określony sposób i chce Ci wmówić, że wie kim i jaki jesteś.

Uważa, że wie to lepiej od Ciebie samego. Co zresztą do pewnego stopnia jeszcze przed minutą mogło być to prawdą, gdy jeszcze nie byłeś zdecydowany.

I zgadnij co? Robi to, próbuje Cię przekonać, bo sam siebie chce o tym przekonać. Bo chce w to wierzyć, z takiego czy innego powodu. Nie wnikając już dlaczego — to nie ma nic wspólnego z Tobą!


Pamiętajmy, że rozmawiamy z osobą, w której rzeczywistości reprezentujemy aktualnie to z czym po chwili zastanowienia zdecydowanie się już nie zgadzamy, nie identyfikujemy.

Co z tym mamy zrobić?

Pamiętajcie, że w każdym momencie mamy prawo do decydowania o sobie i swoich przekonaniach. Także wtedy, kiedy ktoś nam je podważa.

Oczywiście dobrze jest się im przyjrzeć. Skoro ktoś nam coś wytyka, to może — powtarzam — może — ale nie musi — coś w tym być.

Ludzie jednak mają w nawyku reagować jakby na pewno coś w tym było, więc się przed tym zaczynają desperacko bronić. W ten sposób tracą balans, w tym balans własnych przekonań.


W istocie w chwilach tego rodzaju przechodzimy pewien sprawdzian. Jest to chwila weryfikacji — czy naprawdę wierzymy w to co wierzymy? Poprzez drugiego człowieka pytamy się niejako samych siebie. Jeśli tak — to mamy wszelkie prawo spokojnie pozostać przy tym przekonaniu.

Nie przekonywać rozmówcy na siłę, bo przekonywanie na siłę to przecież próba narzucenia swojej rzeczywistości drugiej osobie oparta na własnej niepewności i chęci samoutwierdzenia.

Skoro nie lubisz, gdy ktoś Ci tak robi, nie czyń bliźniemu co Tobie niemiłe.

Owszem, dobrze odpowiedzieć, krótko, zwięźle, na temat i starczy.

Jeśli zaś drugiej stornie nie starczy, to wiemy już, że jest to prowokacja i nasz rozmówca celowo chce nas wymanewrować.

Ludzie, którzy tak robią nie szukają żadnej prawdy, tylko możliwości manipulowania innymi. Może nie cały czas, ale w tym konkretnym momencie na pewno.

Kontynuowanie takiej rozmowy w niczym nam nie pomoże, nic takiej osobie nie wytłumaczymy. Jej to naprawdę nie interesuje. Chce ona posłużyć się tobą do znalezienia w twoich słowach znaczeń, które sama chce tam widzieć.


Posiadając prawo do wyboru własnego życia i rzeczywistości — mamy to prawo nie tylko od święta, ale w każdej sekundzie naszego życia.

Jeśli ktoś chce nas przekonywać, że jesteśmy inni niż sami chcemy być — mamy prawo się nie zgodzić.

Mamy prawo nie uczestniczyć. Mamy prawo powiedzieć — wiem kim jestem, wiem kim chcę być. Dziękuję za zwrócenie mi uwagi — do widzenia.

Nie mówimy tu o odrzucaniu dobrych rad opartych na szczerych intencjach, bo te bez wątpienia warto przyjąć. Mówimy tylko o sytuacji, gdy ktoś ekspansywnie próbuje narzucić nam swoją wizję nas samych.


Pamiętaj — nie musisz się tłumaczyć. Nie musisz się usprawiedliwiać, dlaczego jesteś, jaki jesteś.

Tłumaczysz się z braku pewności siebie, w istocie tłumacząc się innym tłumaczysz się sobie samemu. Ale jeśli to zrozumiesz i dokonasz samookreślenia, dalsze tłumaczenie się nie będzie już potrzebne, bo w końcu zrozumiesz kim jesteś, bo chcesz być i to wystarczy.


Ludzie charakteryzują się tym, że zawsze mają swoje cele. Te transparentne, dobrze widocznie, jak i te ukryte, a w tym wiele celów podświadomych, których bezwiednych prób realizacji nawet nie są świadomi.

Tak jak nasze własne, ich cele dotyczą również ich wyobrażenia na temat rzeczywistości i otaczającego ich świata.

Czasami, gdy na chwilę zabraknie nam pewności siebie i jasnej wizji tego co wybieramy — wietrzą oni w tym okazję by spróbować nam narzucić swoją rzeczywistość.

Robią to, ponieważ jest to ich sposób na przekonywanie — nie nas — a samych siebie — o tym w co chcą wierzyć.

Skoro wiec my mamy chwile zwątpienia — myślą sobie podświadomie; ok. świetnie, skoro on/ona nie jest pewna, to ja już wiem co zdecydować, wiec zdecyduję za nas wszystkich.


Poczucie pewności siebie nie ma więc żadnego związku z tym, kto ma rację, a kto jej niema.

Tworzymy osobne rzeczywistości. Każdy człowiek żyje w swoim własnym, prywatnym Matrixie, czyli świecie własnych iluzorycznych przekonań. Ma do nich prawo. Ma on całkowitą rację na tyle — na ile w nie wierzy — bo przekonanie jest rzeczywistością osobistą. Rozumiem przez to fakt, że przekonanie automatycznie jest rzeczywistością (doświadczeniem) danej osoby, niezależnie od tego na ile jest w danym czasie odzwierciedlone zewnętrznie i na ile jest sprzeczne z innymi przekonaniami.

Logikę układu indywidualnych przekonań możemy sobie odpuścić, bo oceniamy ją tylko z zewnątrz, przez swój pryzmat i będzie to nasza logika postrzegania, nie zaś osoby, która owe przekonania posiada.


W związku z tym człowiek poszukujący pewności siebie powinien zaakceptować w pierwszej kolejności fakt, że ma prawo do swojego „Matrixa”.

To, co inni pobroją nam narzucić to ich własny Matrix, czyli nic obiektywnie lepszego.


Poprzez swój Matrix uczymy się i poznajemy siebie, by z czasem uzyskiwać coraz lepszą perspektywę, która pozwala nam dostrzec iluzoryczność naszego Matrixa, ale dzięki temu właśnie żyć w nim Świadomie, sterując nim, zamiast będąc sterowanym.


Pewność Siebie nie musi się na czymś szczególnym opierać. Pewność Siebie wynika z prostego stwierdzenia; Ja jestem.

Jestem, czyli mam prawo do bycia tym — kim jestem, kim chce być. Ni mniej ni więcej.


Podsumowanie

— Pewność siebie jest budulcem z którego tworzysz swoje Ja.

— Brak pewności siebie jest niedokończeniem budowy swojego Ja.

— Każdy człowiek ma prawo do swojej osobistej rzeczywistości.

— Jesteś tym, kim wybierasz siebie widzieć.

Osobiste Źródło

„Wpatrz się głęboko, głęboko w przyrodę, a wtedy wszystko lepiej zrozumiesz.”

— Albert Einstein


Istnieje wiele religii, filozofii i przesłanek mówiących nam o budowie świata, oraz naszym w nim miejscu.

Kiedy tak poszukujemy swego miejsca w świecie, tego kim jesteśmy i dlaczego — możemy się pogubić, szczególnie jeżeli za bardzo skupimy się na drogach, które właśnie przemierzamy, a zapomnimy jaki cel przyświecał nam, kiedy w ową podróż wyruszyliśmy.


Idziemy sobie naszą drogą, podoba nam się otoczenie, jest pięknie, słoneczko świeci, ptaszki ćwierkają. Po pewnym czasie wkraczamy na odcinek wyjątkowo paskudny, deszcz, wiatr, zimno i gdzie by nie iść wydaje się, że wszędzie leje. Okolica ponura, mamy tego dosyć, szukamy innej ścieżki, gdzie warunki będą lepsze i w końcu nam się udaje, wychodzi słonce, a okolica znowu się poprawia. Nie jest idealnie, dookoła grząskie błoto, ale w porównaniu z tym ponurym krajobrazem, którym dopiero co kroczyliśmy jest o wiele lepiej. Jest zieleń, drzewa wyglądają okazale, a gdzieś w oddali słychać nawet śpiew ptaków. Idziemy wiec dalej drogą i wkraczamy na kolejne ścieżki. Raz jest dobrze, to znowu się pogarsza. Robi się ciemno, a wokół zapada przenikliwa, nieprzyjemna cisza, w której czujemy się bardzo samotni… Za jakiś czas znowu jest wesoło, słońce świeci. Dotarliśmy do pięknej wspaniale oświetlonej polany, otoczonej majestatycznymi drzewami, promienie słońca muskają naszą twarz, orzeźwiający wietrzyk dodaje wigoru, a nad głową śpiewa nam skowronek. — Ale moment, zaraz… — gdzie my właściwie idziemy??

Gdzie jesteśmy??

Czy tam, gdzie planowaliśmy wyruszając w tę wielką podróż? A jeśli nie, to czy to dobrze czy to źle?

Otóż zależy to od celu naszej podróży, a aby ten cel znać, trzeba umieć wrócić myślami do momentu, kiedy w nią wyruszaliśmy, lub przynajmniej dostatecznie blisko.

Lub alternatywnie — dotrzeć do własnego Źródła, a wtedy również sprawa powinna się rozjaśnić.

Tu małe wyjaśnienie. Kiedy mówię o Osobistym Źródle mam na myśli to, co niektórzy nazwą Duszą, inni Wyższą Jaźnią, jeszcze inni Duchem. Ja natomiast postrzegam te rzecz jako coś jeszcze innego. Chodzi tu o to, co pozostaje z nas, gdy odrzucamy nasze maski, stresy, lęki, sztuczne wymagania wyobrażenia oraz potrzeby. Chodzi o to, co widzimy, gdy postanowimy dokopać się do własnych podstaw, do swojego wewnętrznego rdzenia.


Dzięki dotarciu do swojego Osobistego Źródła, będziemy w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy nasze kluczenie to rozwijająca przygoda, jak najbardziej dla nas na ten moment właściwa, czy może jednak zabłądziliśmy, bo przestaliśmy pamiętać, po co tu jesteśmy i co równie ważne — kim jesteśmy.

Dostęp do Osobistego Źródła

Człowiek dysponuje niesamowitą mocą, która pozwala mu niemal natychmiast powrócić na właściwą drogę, bez konieczności mozolnego wracania po swoich śladach przez tyle samo czasu, co zajęło mu dojście w dane miejsce.

Ideowo przypomina to trochę teleportację.


Wędrując naszymi drogami zaszliśmy w jakieś miejsce, które nam się nie podoba, chcemy wrócić na właściwy tor — wszystko co musimy zrobić to wejrzeć w siebie, odszukać nasze Osobiste Źródło i dosłownie przeskoczyć do naszego właściwego, prawdziwego Ja. W ten sposób już po chwili możemy ponownie wkroczyć na właściwą drogę, bogatsi o dotychczasowe doświadczenia.

Oczywiście, jeżeli na danej drodze się „ubłociliśmy” i umęczyliśmy, chwilę nam może zająć powrót do formy. Ale o niebo łatwiej wracać do formy, wróciwszy do swojego prawdziwego Ja i korzystając z mocy Osobistego Źródła, niż robić to samo błądząc po omacku w mrocznym lesie własnego zagubienia.


Każdy może znaleźć swój własny sposób na docieranie do swojego Osobistego Źródła.

Aby to uczynić najlepiej spróbować jednej z dwóch rzeczy — która poskutkuje u was lepiej to zależy od waszej indywidualnej konstrukcji psychicznej oraz energetycznej:

Albo koncentrujemy się na czakrze serca (umiejscowionej na środku klatki piersiowej)

Albo poprzez czakrę korony (umiejscowioną na czubku głowy) próbujemy skoncentrować się na tym, co jest ponad nią i w ten sposób dotrzeć do Osobistego Źródła.


Tutaj nieco wyjaśnień, które mogą pomóc Wam w Waszej praktyce:


Ja czakry serca używam bardziej do kontaktu ze swoim Osobistym Źródłem (rdzeniem), a czakry korony do kontaktu ze Źródłem wszechrzeczy, czyli tym głównym i ostatecznym.


Z jednego do drugiego można się przemieszczać, ale łatwiej jest od razu skoncentrować się na tym, co jest naszym celem.


To, że dla mnie działa właśnie taki podział nie znaczy, że u Was będzie tak samo.


Tak naprawdę pomiędzy jednym, a drugim nie ma różnicy, bo wszystko jest jednym, ale na poziomie koncepcji, na których operujemy, takie założenie i obrazowe przedstawienie bywa podejściem najbardziej skutecznym.


Co ciekawe, dotrzeć do swojego prawdziwego Ja i Mocy stamtąd płynącej, można przez czakrę serca nawet wtedy, kiedy jest ona w bardzo kiepskim stanie (tzn., kiedy przepełnia nas smutek, wycierpieliśmy dużo, czujemy się osamotnieni, czy jest ona ogólnie poblokowana etc.).


Co więcej, o ile w wyniku pewnych działań możemy tymczasowo doświadczyć pozornego odcięcia od Źródła z poziomu czakry korony, o tyle nikt nie jest w stanie całkowicie odciąć nas od naszego Osobistego Źródła.

Powtarzam. Co by się nie działo i jakie siły by nie wyrządziły komuś krzywdy, ma on możliwość sięgnąć do swojego prawdziwego Ja, do Osobistego Źródła i stapiając się na powrót z tym prawdziwym Ja, ma on o wiele większe możliwości regeneracji i realizowania swojej właściwej drogi rozwoju.

Sięgnąwszy po tą technikę masz szanse uzmysłowić sobie, że nie istnieje żadne oddzielenie i zawsze, ale to zawsze mamy kontakt ze swoim wewnętrznym duchowym, ponadczasowym Źródłem, a jedynie forma tego kontaktu może się tymczasowo zmieniać. Niektóre formy tego kontaktu łatwiej rozpoznajemy inne mniej i wtedy wydawać się może, że go nie ma, jednak jest to nic innego jak iluzja.


Ćwiczenie praktyczne

Skoncentruj się na swoim punkcie dostępu do Osobistego Źródła.

Odrzuć wszystko to, co czujesz jako sztuczne lub szkodliwe dla siebie, wywołujące negatywne odczucia, etc.

Zagłęb się swoją świadomością w siebie w poszukiwaniu tego, co leży u twoich podstaw, co czyni cię Prawdziwym Tobą.

Jeżeli jesteś aktualnie zagubiony życiowo, spróbuj wrócić pamięcią lub, chociaż odczuciami do stanu swojego życia, gdy było w nim dobrze, gdy czułeś, że się realizujesz. Co Ci wtedy przyświecało, jaki cele, jakie ideały? W co wtedy wierzyłeś?

Jeżeli nie pamiętasz kiedy było dobrze, spróbuj wrócić do momentu w którym mimo trudności czułeś, że się realizujesz przynajmniej częściowo i posuwasz do przodu ku większej samorealizacji.

Teraz spróbuj dotrzeć jeszcze głębiej, do pierwiastka w głębi siebie, który jest esencją tego wszystkiego, tej części Ciebie, z której wynikasz. Możesz to postrzegać jako swoją pierwotną przyczynę.


W tym ćwiczeniu nie jest ważna sama wizualizacja, a przede wszystkim silna intencja dotarcia do swojego Osobistego Źródła.

Jeśli to wam się uda, nie będziecie mieli wątpliwości, czy to to. Oczywiście pod warunkiem, ze zaufacie sobie i nie będziecie siebie ciągle negować.


Podsumowanie

— Posiadasz stały dostęp do nieśmiertelnego Źródła samego siebie.

— Twoje Osobiste Źródło to ostoja i wsparcie cierpliwie czekające na Twoją uwagę.

— Dostęp do Osobistego Źródła to dostęp do wewnętrznego spokoju.

Wiara i Uwolnienie

„Uczeni wyliczyli, że jest tylko jedna szansa na bilion, by zaistniało coś tak całkowicie absurdalnego. Jednak magowie obliczyli, że szanse jedna na bilion sprawdzają się w dziewięciu przypadkach na dziesięć.”

— Terry Pratchett


Istota ludzka obdarzona jest niezwykłą mocą. Moc ta zwana jest Wiarą i całkowicie determinuje postrzeganą przez nas rzeczywistość, zarówno na poziomie jednostki jak i całego ludzkiego społeczeństwa.

W specyficznych warunkach ziemskiego życia, uczymy się posługiwać ową mocą, poznajemy jej możliwości, doświadczamy na każdym kroku jej efektów.

Często jednak spoglądając na owoce, nie umiemy uzmysłowić sobie, z jakich nasion one pochodzą.


Wiara towarzyszy nam na każdym kroku naszego życia. Wiara jest przy tym zjawiskiem dwubiegunowym. To znaczy, że wiara nie ma swojego przeciwieństwa — czyli nie-wiary.

Może to kogoś zaskoczy ale nie-wiara nie istnieje w ogóle.

Czasem ktoś mówi na przykład — ja nie wierze w to czy tamto. Na przykład ktoś powie „nie wierzę w Boga”. W rzeczywistości ta osoba mówi nam w ten sposób; „ja wierzę, że Bóg nie istnieje”. Komunikuje nam ona też; Ja tego wizerunku nie włączam do obrazu rzeczywistości z którym się utożsamiam.

Widzicie na czym to polega? Nie ma nie-wiary.


Jeśli zaprzeczamy, nie uznajemy jednego wariantu, to znaczy, że uznajemy jakiś jego przeciwny aspekt. Innymi słowy — zawsze w coś wierzymy.


Tak zwany racjonalizm i obiektywizm to piękne pojęcia, ale wszystko sprowadza się do przekonań, a przekonania zawsze jakieś SĄ.

A więc wiara zawsze jest jakaś.

W ten sposób łatwo zauważyć, że wiarą posługujemy się nawet wtedy kiedy… nie chcemy wierzyć.

Ktoś może powiedzieć — ja nie lubię przyjmować rzeczy na wiarę, ja je muszę najpierw sprawdzić.

OK. dobre podejście, przyjrzyjmy się zatem temu procesowi.


Rozpoczęcie badania czegoś oznacza, że tak naprawdę już uwierzyliśmy w to w pewnym stopniu — na tyle, że „sprawdzamy”.

Oczywiście nie oznacza to, że już w tym momencie jesteśmy na tak, albo na nie. Ale oznacza to, że uznaliśmy dane zjawisko w jakimś sensie za istniejące — inaczej nie moglibyśmy go weryfikować — bo gdybyśmy uznali zjawisko za nieistniejące w ogóle — to po prostu nie było by dla nas podmiotu weryfikacji.


Kiedy już mamy dość „sprawdzania” podejmujemy decyzję.

Albo zdobyte informacje sprawiają, że uznajemy „wierzę w dane zjawisko”, albo sprawiają, że uznajemy „wierzę w to, iż to zjawisko odbywa się inaczej, nie ma miejsca w takiej formie, której poszukiwałem poprzez weryfikację.


Podsumujmy sobie to w ten sposób: Zjawiska dla nas istnieją.

Zjawisko to coś, co niesie ze sobą jakąś formę doświadczenia.

Jeśli tylko możemy o czymś mówić, myśleć, wiąże się to z jakimś procesem poznawczym, chociażby tylko na poziomie wyobraźni, to znaczy, że dane zjawisko już dla nas istnieje.


Efekt postrzegania może jednak przyrównać obrazowo do widzenia zjawiska jako materii lub alternatywnie; antymaterii.

To co „nie istnieje” jest naszą „antymaterią”. To znaczy, że my nadajemy określenie nie-istnienia i tym samym daną formę przesuwamy w obszar „antymaterii”, czyli pozornego „nie-bytu”.

Ale skoro dane zagadnienie postrzegamy w jakiejkolwiek formie, to znaczy, że ono w jakimś sensie istnieje.


Jest to nic innego jak kwestia wyparcia. Nasze „nie-wierzę” jest wyparciem faktycznego „wierzę” i przesuniecie zagadnienia w obszar” anty-materii”, czyli naszej koncepcji „nie-istnienia”.


Wielką sztuką jest uzmysłowić sobie, że nie istnieje różnica pomiędzy naszymi wierzeniami i „nie-wierzeniami”.

Oczywiście na poziomie materii fizycznej, w obszarze tego, co nazywamy wspólnym postrzeganiem, gdzie posługujemy się pewnymi umownymi wspólnymi pojęciami i koncepcjami — pewne rzeczy można nazwać istniejącymi, albo nie istniejącymi. Jednak odnosi się to tylko do jednej płaszczyzny pojmowania — tej wspólnej — umownej — służącej naszej komunikacji.

W zakresie świata wewnętrznego sprawa ma się zupełnie inaczej.

W naszym wnętrzu nie możemy mówić o nie-istnieniu — bo postrzeganie zagadnienia automatycznie dowodzi istnienia jakiejś jego formy.

Nie możemy nie-wierzyć w Boga — możemy wierzyć w jego nie-istnienie — zagadnienie bowiem już w nas jest, już mówimy o podmiocie, a przecież obiektywnych dowodów na istnienie, bądź nie istnienie, nigdy nie zbierzemy.

Zatem wierzymy, bo nie możemy udowodnić ani istnienia, ani nie istnienia.


Skoro wszystko opiera się o przekonania — przekonanie działania pewnych zjawisk, lub przekonanie nie działania, przekonanie istnienia pewnych zjawisk, lub przekonanie nie istnienia tych zjawisk — to łatwo zauważyć, że obiektywnie ładunek samego przekonania jest zawsze ten sam — neutralny.

Jak to się jednak dzieje, że my ludzie, zazwyczaj jesteśmy dalecy od postrzegania w kategoriach tej samej wagi naszych przekonań pozytywnych czy negatywnych?


Kiedy już w coś uwierzymy, staje się to dla nas zazwyczaj coraz bardziej przyciągającym przekonaniem, z każdą chwilą coraz bardziej „realnym”.

Nasze przekonania o sobie i o otaczającym nas świecie prowadzą nas w naturalnym procesie do wynajdywania sobie coraz to większej ilości „dowodów” na ich poparcie. Bo każde przekonanie nawet zupełnie irracjonalne można sobie poprzeć subiektywnymi „dowodami”.

Umysł ludzki jest tak zbudowany, że jeśli przyjmie jakieś przekonanie to podświadomie stara się wywołać efekty, które uwiarygodnią to przekonanie.


To nie przekonanie jest efektem doświadczenia.

To doświadczenie jest efektem przekonania.


W efekcie, po pewnym czasie mamy jedno przekonanie — to, które przyjęliśmy i mamy drugie przekonanie — to które wyparliśmy. Na oba przyjęte zapatrywania mamy też swoje „uzasadnienie”.


Jeśli nasze przekonania dobrze nam służą to wszystko jest w porządku. Ale co jeśli jesteśmy właśnie w punkcie naszego życia, gdzie zaczynamy dostrzegać, że nasze przekonania władają nami, zamiast my nimi, a przy tym po prostu nam szkodzą, zamiast pomagać? Co wtedy, kiedy chcemy owe przekonania zmienić?


Okazuje się, iż pomimo, że ładunek przekonań jest bazowo neutralny — my sami potrafimy je „dociążać” lub „odciążać” — niejako przyciągając do swojego świata rzeczywistość danych wierzeń i czyniąc je „realnymi”.

Tymczasem jako duchowe istoty zawsze mamy jednakową możliwość swobodnego surfowania po systemach własnych przekonań i dowolną ich zmianę w każdej chwili, co powinno służyć naszej nawigacji wewnętrznego rozwoju.


Podstawowym zadaniem Wiary jest służyć człowiekowi.


Wiara jest naszym narzędziem. Tymczasem większość ludzi podporządkowuje się własnemu narzędziu. To tak jakby wiertarka dyktowała nam co mamy wiercić.


Kiedy już człowiek da się porwać nurtowi własnych przekonań, ten niejednokrotnie zaczyna spychać go niczym prąd rwącej rzeki, wpychając nieraz w kłopoty, a wszystko dlatego, że to wierzenia zaczynają nami rządzić, a nie my swoimi wierzeniami.

Nie wszyscy pamiętają, że o ile prądem rwącej wody trudno jest pokierować, to sterując strumieniem u źródła możemy nadać mu dowolny kierunek.

Nasz sukces zależy od tego, gdzie swoje „ja” umiejscowimy — czy w nurcie rwącej rzeki, czy też u źródła. Mamy w tym pełną swobodę.


Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę