E-book
13.65
drukowana A5
20.57
Wspomnienia Oazowe

Bezpłatny fragment - Wspomnienia Oazowe

Notatnik Oazy Rekolekcyjnej III stopnia


Objętość:
133 str.
ISBN:
978-83-8221-753-7
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 20.57

Mój notatnik oazy rekolekcyjnej III stopnia (powołaniowej) — rok 1999 (z hakiem)

Wstęp

Zadaniem rekolekcji oazowych III stopnia jest pomoc w miłości. Stąd wszystko co tu jest zawarte — odniesione jest do moich uczuć.

2 Tes 2,13—17 Duchowieństwo powinno zawsze dziękować Bogu za mnie i za Mirka, że poznaliśmy się na Pieszej Pielgrzymce do Częstochowy dzięki łasce Bożej. Za to, że drogę do tej miłości wybraliśmy właśnie w Kościele — jako dzieci Boże ujawniając siebie razem. Poza wspólnotą też mogłoby być ok ale powyższy cytat dotyczy dziękowania za te okresy czasu, które przeszliśmy ze sobą we wspólnocie chrześcijańskiej. Również za „życie chrześcijańskie” poza wspólnotą. A więc: ks. Jarek Olejnik, ks. rapper, Oblaci, Orzechowski i inni — bardziej ogólni księża i biskupi, którzy sprawowali nad nimi „władzę”. — Może warto ich odszukać, „uczynić swymi przyjaciółmi” — poprzez modlitwę za nich lub „wykupienie” u nich pierwocin tejże miłości przez akt ofiarowania np. w święto ofiarowania Pańskiego. Wybrał nas Bóg jako pierwociny — oznacza to, że miłość jest „najlepszą cząstką” jaką mogliśmy wybrać spośród innych powołań — powołania zawodowego, czy do służby ludziom. Jest nawet lepszym „zakonem” niż powołanie do zakonu. Aby naszej miłości nie złożono na ofiarę ( w ramach oddawania wszystkiego, co I-e Bogu) — może warto dbać o święto ofiarowania, pomyśleć o wykupie u Pana. W przypadku braku pieniędzy — uczynić to sensem przy ewentualnym karmieniu gołębii. Celem wybrania jest możliwość przedłużenia tej miłości na życie wieczne — uczynienie tej miłości miłością oblubieńczą poprzez utworzenie już tu na ziemi tzw. „węzła duchowego” prowadzącego nasze dusze do zbawienia przez uświęcenie w Duchu Św. gdyż wspólnoty mogą prowadzić do śmierci a nie do życia ( a mi zmarła babcia w wyniku rekolekcji odnowowych). Jesteśmy wybrani też przez głoszoną nam Ewangelię — w celu odstąpienia chwały Pana naszego Jezusa Chrystusa — chodzi o to, abyśmy nie przypisywali sobie cudu tej miłości ale Jezusowi, Bogu, uznając ją za cud przed ludźmi. Mamy przeto trwać nie wzruszenie, trzymać się tradycji — zaś Bóg Ojciec i Syn Boży niech pocieszyć nasze serca, i niech utwierdził w każdym działaniu i w dobrej mowie.
1 J 1,1—4 Celem głoszenia ewangelii ma być współuczestnictwo mojej miłości w życiu Kościoła czyli z Bogiem Ojcem i Jego Synem.

Dzień I: Zwiastowanie

Wspominam lata przyjaźni, kiedy „wszyscy” chcieli mi pomóc w miłości. Wspominam więc wszystkie moje koleżanki i innych, którzy wyciągali do mnie dłoń, gdy jeszcze nie wiedziałam jak pozyskiwać czyjąś miłość. A więc tych wszystkich, którzy tak jak Archanioł Gabriel do Maryi — przychodzili do mnie z realną pomocą i próbowali na wszelkie możliwe dla nich sposoby sprawić, by ta miłość między mną a Mirkiem mogła się zaistnieć.

Dzień II: Nawiedzenie

Wspominam lata miłości oraz wszystkie te osoby, które chciały mi pomóc we wszelkich gestach miłości do Mirka w tym, aby tej miłości w nas nie zabić. Czasy, w których znajomi byli jeszcze „za” nawet wtedy, gdy ja już z tej miłości sama rezygnowałam. A oni mimo to próbowali iść pod prąd aby mimo wszystko tę miłość w nas rozwijać a nie zakańczać. Podziwiam też wszystkie mniej lub bardziej akceptowalne przeze mnie próby i sposoby podtrzymywania mojej miłości przez osoby, z którymi żyłam wtedy jeszcze w przyjaźni — kuzynki.

Dzień III: Narodzenie

Wspominam czasy przychylności świata na miłość między mną a Murkiem. Czasy, w których ta miłość zaczęła się pojawiać, iskrzyć i była uznawana za dzieło Boże. Być może cud od Maryi. Są to wszelkie te czasy, w których mogłam publicznie przyznać się do tej miłości przed ludźmi i dziękować za nią publicznie jako za początek wielkiego dzieła Bożego w naszym życiu, za dar, którego nie można zakopać do ziemi jak talent z przypowieści — lecz jak dar, który potrzebuje rozwinięcia.

Dzień IV: Ofiarowanie

Wspominam czasy modlitw o powołania, tzn. najpierw wszelkich rekolekcji powołaniowych, być może dzięki którym poznałam Mirka. Wszystkie czasy, w których osoby z tych rekolekcji były solidarne ze mną we wspólnych modlitwach o rozeznanie powołania, z którymi dobrze się bawiłam szukając tego powołania, a potem, gdy znałam już Mirka — wszystkie te osoby, które zawierzały tę miłość Bogu wierząc i mając nadzieję, że wszystko między nami będzie ok.

Dzień V: Znalezienie

Tu wspominam czasy, w których można było mnie i Mirka razem spotkać w Kościele, zwłaszcza we wspólnotach, w których nikomu nie przeszkadzaliśmy swoją obecnością osobom samotnym, które jako starsze mogłyby się źle czuć w naszej obecności. A więc czasy, w których nie chcąc takim osobom zrobić krzywdy nie musieliśmy chodzić do wspólnot „z babciami”, czy z chorymi ale mogliśmy skoncentrować się na wspólnotach, które były „po prostu dla nas”. Wspominam czasy, gdy ludzie z Maciejówki i innych Duszpasterstw Akademickich Wrocławia byli wobec „nas” lojalni mimo, że nas w ogóle nie znali. Czasy, w których mimo, iż się nie ujawniliśmy dla zachowania tajemnicy o nas ludzie z tamtych wspólnot jeszcze dobrze nam w tym wszystkim życzyli, chcąc jakby doprowadzić naszym wspólnym pobytem do naszego szczęścia.

Chrzest w Jordanie

Wspominam lata życzliwości, w których byliśmy dla siebie najważniejsi i ważniejsi od reszty. Nasze zdania, decyzje, wybory, gdy priorytet miłości przewyższał wszelki racjonalizm, rozsądek i zdania innych na jakikolwiek temat. Chrzest jako kasacja dotychczasowych ułomności, „darowanie win” z dotychczasowego samotnego mniej lub bardziej życia. W jednej chwili przestało być bowiem ważne dla mnie np. Jego dotychczasowe życie zawodowe. Byłam zdecydowana na miłość mimo to, że nic szczególnego nie widziałam w Jego zawodzie, a Jego kierunku, który wtedy studiował — historia — wręcz nienawidziłam (w szkole był to dla mnie „krzyż”). Nie było to dla mnie ważne. Wspominam czas, w którym przestałam na poczet” miłości” czekać, aż się ustabilizuję (ja, może i On) ale „chrzest w rzece Jordan” był jakby anulatą tego wyboru miłości mogącego być na podstawie racjonalnych decyzji czy rozsądku — na poczet wyboru siebie — po prostu z miłości.

Przemienienie wody w wino

Wspominam czasy otwartości innych na pomoc w moich sprawach uczuciowych. Czasy, w których w mojej rodzinie starano się zachować hierarchię wiekową pod względem „spraw sercowych” i czasy, w których spotykałam się z „wynagradzaniem za dobre” — czyli czasy: — sprawiedliwości — uznawania zasług, — równego traktowania wszystkich i wszelkiej równości, — solidarności w sprawach uczuciowych od tych, którzy byli już „dalej” w miłości. Wspominam, jak nikt nie czytał w moich myślach o miłości by prześcigać się ze mną, gdy inni nie byli chciwi na miłość moją, gdy próbowałam coś z nią zrobić. Ale właśnie odwrotnie — pamiętam jak ludzie potrafili ostro krytykować osoby, które niesprawiedliwie ze mną próbowali przechwycać to, co miałam na myśli w związku z miłością. Gdy grzeszyli w ten sposób chciwością na treść moich myśli, próbując przewidzieć, co mogłabym pomyśleć dalej, aby odebrać mi cel moich planów i sprawić tym samym, abym nie mogła się z nich cieszyć. Oby nie było pośród mnie takich osób, które czychając na moje plany/nadzieje uczuciowe próbują wyczytywać ich ciąg dalszy i przewidywać moje myśli aby prześcignąć się ze mną w celach, których sama sobie jeszcze nie zdążyłam / lub zdążę wyznaczyć. Oby nie było chciwców na moje uczucia — abym nie musiała się na nich wkurzać jak Jezus używając słów „Czy to moja, lub Twoja sprawą, Niewiasto?”

Głoszenie Ewangelii i wzywanie do nawrócenia

Wspominam czasy, gdy wszyscy otaczający mnie ludzie byli mi na tyle życzliwi, że otaczali mnie taką Wiarą, Nadzieją i Miłością w sprawach moich uczuć do Mirka, że będąc dzięki Nim wręcz pewna tej miłości — chciałam rozprzestrzenić ten sukces na cały świat. Chciałam podzielić się prawdą o Kościele, o tym, że jest sprawiedliwość na świecie — bo warto w Bogu pokładać nadzieję i liczyć na Jego pomoc w tych sercowych sprawach. Nie chodziło mi o przechwalanie się, wywyższające, ale odwrotnie — o pokazanie ludziom, że życie według wskazówek oazy III stopnia mającej na celu przecież dopomóc w miłości uczuciowej ma sens i jest skuteczne. Jako, że niemalże wszyscy wierzyli, że mi się powiedzie z Mirkiem, a Bóg jako Obrońca nie dopuści przecież do konkurencji — ewangelizowałam innych swoją pasją do życia chrześcijańskiego.

Przemienienie na górze „Tabor”

Wspominam te czasy, gdy ludzie się na mnie nie obrażali. Nie mówię tu o cofaniu się niektórych (?) na przystankach z racji spędzenia sytuacją, ale czasy, w których odchodzenie z jakiejś grupy społecznej np. z klasy — emanowało tęsknotą, piosenkami pełnymi żalu typu: „Żegnam Was” czy też organizowanymi imprezami na zakończenie: a to wszystko było pełne nadziei, że może jeszcze kiedyś się spotkamy — w innych okolicznościach. Do głowy wtedy nikomu nie przychodziło, że ta następna grupa, do której ktoś pójdzie będzie przecież konkurencyjna do „mojej” — więc może nie warto z odchodzącą osobą utrzymywać znajomości. Byliśmy po prostu pełni uczuć do siebie, a zarazem pomocniczości w rozwiązywaniu problemów „sercowych”. Pamiętam, jak wszyscy widzieli we mnie” to coś”, piękno wewnętrzne, gdy patrzyli mi w oczy (a także „za plecami”) i naturalną rzeczą było, że” to coś” co mam w sobie wynika z braku problemów duszy (i zasługuje na miłość). Piękno to odzwierciedlało piękno mojej duszy i każdy, nie tylko to coś we mnie widział, ale też to podkreślał — mówiono mi komplementy a także wiele osób chciało realnie pomóc mi w znalezieniu miłości mojego życia / mojego serca ( i realnie do tego dążyli). Pamiętam, jak ludzie wokół nie oceniali mnie więc na podstawie tego, czy tego dnia byłam u Komunii — wiedzieli, że tym faktem zaprzeczali by temu, że to ja jestem piękna — bo raczej Bóg we mnie. A Jezus przecież wiadomo, że zawsze jest najprzystojniejszy. Pamiętam więc czasy, w których nie byłam oceniana na podstawie tego, czy jestem / lub muszę odejść od jakiejś grupy i mimo mojej decyzji i tak widzieli we mnie piękno. Pamiętam, jak byli wobec mnie życzliwi wiedząc, że to piękno jest wynikiem mojego chrześcijańskiego życia — tzn. bez problemów ze stanem łaski uświęcającej, piękno kobiece — bo moje — a nie męskie Jezusowe pochodzące z Komunii Świętej.

Ustanowienie Eucharystii

Wspominam czasy troski o wytrwałość w uczuciach. Troski o to, aby uczucia, którymi darzę Mirka mogły przenieść się na ten II świat, a nie pozostały tylko chwilą doczesności. Aby tak mogło się stać, potrzebny był tzw. „węzeł duchowy”, który musiałby nas łączyć w życiu doczesnym poprzez wspólne modlitwy i życie duchowe, bo tylko wtedy byłaby możliwość spotkania się ze sobą w niebie jako Oblubieniec i Oblubienica (a nie tylko jako ja i Mirek). Wspominam więc wszelką troskę o ten węzeł duchowy, który mógł być utrzymany między mną a Mirkiem od wszelkich znajomych, którzy jeszcze wtedy życzyli mi w kwestiach sercowych tego co sobie… Pamiętam więc czasy, w których ksiądz mnie jeszcze nie wypraszał z Kościoła, do którego chodził Mirek, a z Jego duszpasterstwem akademickim” Maciejówka” (i innymi Jego duszpasterstwami akademickimi) świetnie się bawiłam. Rozwalali mnie swoim śmiechem a to sprawiało, że rozwiązywały się wszystkie moje sprawy dotyczące studiów zarządzania, które podjęłam oprócz celów zawodowych — przede wszystkim dla moich spraw sercowych (dotyczących oczywiście Mirka) jako ewangeliczna „chwila walki” o Jego serce. Św. Piotr, gdy coś mu się nie udaje, to płynie na II-gi połów i łowi tyle ryb, że sieci się urywają. Tak się składa, że bardzo lubię ryby. Ryby w konserwacji mogłabym jeść codziennie. Zawsze napełnia mnie nadzieja, że może jak Św. Piotr się pomodlił i miał ten II-gi połów, to jak potem łowił ludzi to i ułowi mi kiedyś miłość mojego serca. Wspominam więc te wszystkie kolacje organizowane w namiocie i w Duszpasterstwach Akademickich w sytuacjach, gdy liczyłam, że nadejdzie ten II-gi połów. I wspominam czasy, gdy faktycznie Mirek dał się ułowić, mimo, że tego już nie pamiętam.

Dzień VI: Modlitwa w Ogrójcu

Modlitwa w Ogrójcu to wszelka modlitwa nasza i o naszą miłość (lub jej rozwój) w sytuacjach oskarżeń i w sytuacjach, gdy musi ona iść pod prąd. Lepiej nie wspominać żadnych oskarżeń, w których osądzony został zamiast innych, Mirek np. poprzez oszczerstwo, że pod jego wpływem się nie nawróciłam w Maciejówce na odnowie, lub np. za brak miłości do mnie. W najgorszym przypadku, nawet gdyby On okazał się „jednak winny” — i tak nie byłby winny, gdyż jak już — zostałby do tego „doprowadzony” przez świat, który w ten sposób wpłynąłby na Jego zachowanie. Wszak faceci raczej nigdy nie są winni wobec kobiet. Oni nas kochają i prędzej są zdolni do poświęceń dla nas, a nie do robienia krzywd. Skutkiem tych oskarżeń jest zupełny zanik wiary, nadziei i miłości w naszą miłość ze strony społeczeństwa. A więc wszelkie modlitwy za naszá miłość — jej ciąg dalszy/rozwój od tej pory muszą iść pod prąd… bez wiary, miłości i nadziei od innych na ich wysłuchanie i spełnienie.

Dzień VII: Biczowanie

Biczowanie z reguły zaczyna się od tzw. III-go języka, czyli od osób, które na wszelkie możliwe sposoby próbują wyciągać na światło dzienne tzw. wg nich „brudy” drugiej osoby, a nie wiedzą, że w ten sposób biczują Jezusa, który jest w tej osobie. Tak jak zabójcy, którzy dla poczucia chwilowego „szczęścia” — zamiast być „policjantem” w sprawie mojej miłości — stają się „psem” — polując, czepiając się, pokazując mi Mirka w złym świetle. Robią to wszystko prawdopodobnie po to aby przypodobać się mojej konkurencji — a mnie natomiast skłonić do odejścia od Mirka pod wpływem tego, co mi o Nim przedstawią.

Dzień VIII: Cierniem ukoronowanie

Ukoronowania też lepiej nie wspominać, gdyż dotyczy sytuacji, w których cały świat wyśmiewa się z naszego „królowania” — czyli zarządzania, do którego każdy jednak, kto jest powołany do miłości — jest powołany. Królowanie (zarządzanie) jest zadaniem dla takiej osób, jest jakby wpisane w schemat ich życia. Ukoronowanie miłości między mną a Mirkiem cierniem przejawia się we wszelkim wyśmiewaniu moich studiów zarządzania robionych przecież dla „chwili walki” o jego miłość oraz w podanym powyżej celu możliwości zarządzania, jeśli nasza miłość by się rozwinęła. Przejawia się w eyśmiewaniu wszystkich moich działań na podstawie wiedzy i umiejętności zdobytych na tychże studiach w kierunku tej miłości. Ukoronowanie cierniem to też pomniejszanie — poniżanie w oczach innych tychże moich zdobytych tam umiejętności i uznawanie ich jako nieważne w oczach innych, którzy przygotowują się do małżeństwa tylko poprzez kurs przedmałżeński.

Dzień IX: Niesienie krzyża

Droga z bronią symbolizuje grzech przewrotności. Każdy nożyk, każda broń noszona przy sobie dla bezpieczeństwa może nagle stać się bronią wymierzoną do nas — w stronę naszej miłości — jakby strzałą przebijającą serce. Ta broń, która miała chronić tę miłość, wszak sam Jezus mówił tuż przed swą męką uczniom, aby zaopatrzył się wcześniej w miecz… Lepiej więc nie wspominać tych wszystkich grzechów przewrotności ludzkiej wymierzającej cios w miłość między mną a Mirkiem. Wszelkie prawdy, działania, modlitwy wykonywane latami dla ratowania tej miłości zostają obracane przeciwko tej miłości i na jej szkodę…

Dzień X: Ukrzyżowanie

Ukrzyżowanie to symbol zupełnego osamotnienia od ludzi, którzy mogliby pomóc. Niby przyjaciół poznaje się w biedzie, a jednak są sytuacje, w których zachodzi potrzeba tej pomocy (ratowania miłości) i … no właśnie. Ludzie, którzy wydawałoby się, że są najbardziej pełni miłości i gotowi do „podania pomocnej dłoni” — niesienia miłości w tych sytuacjach wolą „pozamiatać wszystko za sobą” aby zwalić wszystko na wolę Bożą. Zamiast w takich sytuacjach okazać honor lub braterstwo chrześcijańskie a tym samym robić wszystko, aby wola Boża była po stronie mojej miłości — a więc zadbać o usunięcie wszystkich przeszkód stojących na drodze mojego szczęścia z Mirkem ( i Jego szczęścia ze mną) — oni jednak wolą pogodzić się z tymi wszystkimi przeszkodami wręcz się z nich ciesząc, a robiąc z naszej miłości OFIARĘ — gdy po prostu zwalają winę — całą zaistniałą sytuację na wolę Bożą.

Dzień XI: Zmartwychwstanie

Jest jeszcze wroga atmosfera. „Wszyscy” znajomi są zamknięci w wieczerniku — poza Kościołem i grupami wspólnotowymi prawie nikt z nich nie ma odwagi, by wyjść „na zewnątrz”. Nagła” amnezja” przygwożdżona zupełnym brakiem wiary w to, że moja miłość może zmartwychwstać… Przecież wszyscy wierzyli, gdy jeszcze moje uczucia nie napotykały przeszkód, że Pan wysłuchuje KAŻDĄ modlitwę. To dlaczego teraz o tym zapomnieli? Zapomnieli, że Pan odnawiał wszystko w Starym Testamencie, co było Mu powierzone, a rozwiązuje każdy problem, który jest nie do rozwiązania w ludzkim sposobie myślenia? To czym żyją, jeśli nie ewangelią nawet w tym swoim wieczerniku? Wieczernik pozamykany i przepełniony beznadzieją, a poza nim nie sposób przyznać się do tego w co wierzę tym samym ludziom spotykanym poza Wieczernikiem — na ulicy, w świecie. Wszyscy bowiem udają, że mnie nie znają, ale w taki sposób, że jakby nigdy do tej pory mnie nie znali. Wychodzi na to, że z nadzieją, wiarą na zmartwychwstanie uczuć, miłości między mną a Mirkiem jestem zupełnie sama. W ewangelii Jezus wielokrotnie odchodził od nie wierzącego ludu „o twardym karku”, gdyż pośród nich nie można było zdziałać żadnego cudu. Prawdopodobnie i po Zmartwychwstaniu odszedł od tak niewierzących swoich przyjaciół — wszak potrzebował przecież dokonać największego cudu — cudu zmartwychwstania. Do zmartwychwstania miłości potrzebuję więc ludzi pełnych wiary w to zmartwychwstanie, a nie tych zamkniętych w Wieczerniku. O ile ciągle mam jeszcze nadzieję na zmartwychwstanie — z przykrością muszę pożegnać się na jakiś czas z tymi niewierzącymi ludźmi zamkniętymi w swoich wieczernikach, aby cud zmartwychwstania mojej miłości był możliwy.

Część I: Radosna

Dzień I: Zwiastowanie

Moje przeżycie tajemnicy Kościoła

1. w znaku Maryi, Matki Kościoła

Mam takie marzenia, aby Maryja rozwiązała wszystkie węzły przeciw spełnieniu się obietnicy na Miłość (i jej pierwszeństwo) danej mi na oczepinach. Powziętym planom na Zakopane, w którym jest podpisana umowa z Brazylią, w której mieszkają naziści niech Maryja króluje tak, by ani Niemcy, ani naziści nie przeszkodzili nigdy mojej miłości do Mirka M.

2. w znaku świątyni

Wspominam wspólne modlitwy z Mirkiem M. dla utworzenia węzła duchowego miłości podczas odprawiania/odmawiania różańca na pielgrzymce. Wspominam wspólne z Mirkiem tworzenie węzła duchowego poprzez wszelkie praktykowanie religijności latami w parafii katedralnej, chodząc do studium organistowskiego (w Kościele pw. Piotra i Pawła itp.), w Duszpasterstwach Akademickich i na pielgrzymkach podczas przeżywania tajemnicy Zwiastowania NMP, w okresie adwentu i 8 III.

3. w znaku Piotra — Opoki

Słowa Piotra „naszych czasów”: Jana Pawła II” Nie bój się, wypłyń na głębię” w odniesieniu do głębii uczuć przypisuję do czasu, w którym swoje uczucia do Mirka M. mogłam traktować na głębokim poziomie. Wspominam więc czas, w którym nie musiałam się w kwestiach miłości damsko-męskiej śpieszyć. Pośpiech bowiem w tych kwestiach wiązałby się bowiem z powierzchownością a nie z głębią: byle szybko, z byle kim, byle kogoś mieć: to nie było dla mnie. Ja wolałam czekać na tę miłość, która miała wynikać z głębokości moich i Jego uczuć, która potrafiłaby na siebie czekać. Wierzyłam zarówno w tę miłość, jak i w to, że słowa Papieża o głębii znajdą odzwierciedlenie i w moich uczuciach. W tajemnicy zwiastowania Papież jest symbolem Archanioła Gabriela zwiastującego tę nowinę, że wypełnienie tej obietnicy nastanie — a ja mam prawo wierzyć, że jeśli przyjmę Jego słowa: „Nie bój się, wypłyń na głębię” i je zaakceptuję, to te najgłębsze uczucia, które w sobie będę nosić — w końcu się wypełnią.

4. w znaku eklezjoli (małej wspólnoty)

16.VII.1999; Temat: POWOŁANIE Podstawą dialogu z miłością mego serca jest wiara w tę miłość. A ta wiara jest łaską, odpowiedzią na Boże wezwanie, kierowane przez Boga w Jego Słowie. Bóg zatem oczekuje od naszego otoczenia (w różnorakim rozumieniu tego słowa), aby kierując się Słowem Bożym spełniało Jego Wolę w Nim zawartą. Chce, by wszyscy oni odpowiedzieli na Jego Słowo do nich kierowane wiarą w to, że ja i Mirek możemy być razem, mogliśmy, a może jesteśmy. Można to odnieść nie tylko do Boga, albowiem Bóg jest w ludziach. Miłość może nastąpić ( i może Bóg oczekuje) — o ile ktoś komuś coś powie i tamten ktoś na to coś odpowie WIARĄ w naszą miłość — tj. Archanioł Gabriel, który mówił do Maryi a Ona odpowiedziała z WIARĄ na Jego wezwanie. Wniosek — - dobrze posłać Anioła np. Stróża do kogoś z otoczenia i oczekiwać, że ten ktoś odpowie z WIARĄ. Podstawą dialogu z Bogiem jest / ma być wiara w naszą miłość oraz wiara w wysłuchiwanie przez Boga wszystkich intencji dotyczących tej miłości, jednak taka wiara jest łaską. Bóg powołuje moją miłość, by pełniła Jego Wolę. Chodzi o to, że miłość ma wypełniać Słowa Pisma Świętego, ale zgodnie ze swoim powołaniem do miłości a nie z powołaniem do zbawienia ludzi jak Jezus. W tym celu należy unikać śmierci miłości — gdyż miłowanie jak Jezus nie oznacza zbawienia świata czy rodziny lecz życie w miłości zgodne z powołaniem do miłości innej niż kapłańska. Bóg nigdy nie powołuje nas do cierpienia a przeciwnie — nie życzy nikomu cierpienia i życzy szczęścia (branie na siebie krzyża oznacza tylko branie na siebie ciężaru swego życia, zaś ofiarowanie cierpienia Jezusowi jest tylko dobrowolnym darem cierpiących, zmniejszającym ich kary w czyśćcu). Na wszystko, co moja miłość przyjmie z Pisma Świętego ma odpowiedzieć wiarą, ale wiarą także prowadzącą do naszej miłości. Wiara w miłość mego serca jest odpowiedzią na Boże wezwanie. Przez wypełnianie Pisma Świętego można rozumieć przestrzeganie całej objawionej nam nauki na temat miłości damsko-męskiej przez usta Duszpasterzy Akademickich, księży, gości, osób głoszących „prelekcje” o miłości w środowiskach kościelnych i wspólnotowych a także na tematy dotyczące sensu, celów konieczności przestrzegania przykazań Bożych: VI i IX wobec siebie i innych.

5. w spotkaniu z żywym Kościołem

Wspominam lata, w których moje problemy „sercowe” były rozwiązywane na drodze sumienności: gdy było nie do pomyślenia dopuszczenie, żeby ktokolwiek robił mi krzywdę. Tu wspominam kuzynkę Jolę, która potwierdziła, że na drodze sumienności można uzyskać założony plan, i mogę spełnić swoje nadzieje związane z Mirkiem Musiał. To były czasy, gdy jeszcze można było stwierdzić, że skoro ja nie rozrywam nikomu jego miłości, nie tworzę małżeństwa i z nikim „czyimś” nie biorę ślubu to tym chrześcijańskim sposobem życia mogę osiągnąć cel, gdyż można było wtedy liczyć na to, że i społeczeństwo mi w tych aspektach nie zrobi krzywdy. Zwycięstwa leżących w Katedrze na Wawelu królów polskich namaszczonych przez Boga niech będą przykładem dla chrześcijan, którzy tj. Maryja dbająca o swe piękno duchowe — również nie chcą mnie skrzywdzić w sprawach miłości mojej do Mirka M. Oby uwierzyli w moje zwycięstwo.

Inne przeżycia pierwszego dnia oazy

Jestem Gabriela, co oznacza: MOC BOŻA — jestem mocna, a nie słaba. Tak jak Maryja po sytuacji zwiastowania była traktowana jak osoba „słaba” — (w przypadku Maryi — bo w ciąży z kimś) tak ja jestem wielokrotnie atakowana „tym samym” — że jestem słaba a nie mocna w sumieniu — że niby nie jestem mocna, że nie mam patronki Gabrieli. I świat z tego powodu narzuca mi na siłę konieczność chodzenia codziennie do Kościoła, „bo chociaż może Bóg mnie umocni.” Zamiast docenić mnie za moją MOC, która owszem, może wynika z życia chrześcijańskiego — ale JEST — to tj. Maryja, którą oskarżono o ciążę będącą zdradą — i mnie oskarżają — tyle, że o brak MOCY, że niby jestem grzesznicą — a z siłą tak wielką i agresywną, jakbym była w nieślubnej ciąży przynajmniej — mimo, że niczym nie zasłużyłam sobie na takie traktowanie. Warto więc przy tej tajemnicy wspomnieć ludzi, którzy tacy nie byli. Wspominam więc tych, którzy tj. Św. Józef, w wyniku choćby snu — uwierzył w Maryję i Jezusa, tak oni też uwierzyli w każdorazowe okresy mojego życia, gdy żyłam w łasce uświęcającej lub po prostu pełna MOCY (mocnego życia chrześcijańskiego) oczekiwałam wysłuchania moich modlitw o pozyskanie miłości Mirka Musiał. I pamiętam, jak naprawdę chcieli mi z tej racji pomóc, próbując ułożyć okoliczności do tego, by modlitwa moja mogła dzięki nim być wysłuchana.

Dzień II: Nawiedzenie

Moje przeżycie tajemnicy Kościoła

1. w znaku Maryi, Matki Kościoła

Przydałoby się, aby Maryja rozwiązała węzły przeszkadzające przychylności na moją miłość do Mirka w relacjach i spotkaniach z ludźmi oraz węzły przeszkadzające upublicznienie się tej miłości.

2. w znaku Świątyni

Wspominam wspólne modlitwy z Mirkiem M. mające na celu utworzenie węzła duchowego różańcem. Wspominam wspólne z Mirkiem tworzenie węzła duchowego mającego przedłużyć naszą miłość na całą wieczność poprzez praktykowanie religijności w Studium Organistowskim, w Duszpasterstwach Akademickich latami i na pielgrzymkach podczas przeżywania tajemnicy Nawiedzenia NMP i w okresie adwentu

3. w znaku Piotra — Opoki

Po zdecydowaniu się na papieskie „wypłynięcie na głębię” swych uczuć a więc po odrzuceniu powierzchowności — zrezygnowaniu z wchodzenia w związki na poziomie powierzchownym na konto naiwnego czekania na wypełnienie się obietnicy wspominam czas, gdy napotykałam przyjaciół, którzy nie wiadomo do dzisiaj — dlaczego — byli dla mnie w tym wszystkim bardzo przychylni. Byli to głównie ludzie z Maciejówki, którzy byli zawsze otwarci i chętni, by mi pomóc realizować te właśnie cele. W dodatku wiedzieli, że przecież mogli być konkurencyjni, ale jakoś nigdy konkurowanie im nie przychodziło do głowy. Święci ludzie… W tajemnicy nawiedzenia oczywiście czekam na rozwiązanie kwestii możliwości zrealizowania moich uczuć na poziomie głębii. Jest to czas, w którym poprzez modlitwę oraz czytanie Pisma Świętego i szukanie w nim na to odpowiedzi poszukuję możliwości rozwiązania mojej kwestii uczuciowej, gdyż jak dla ludzi to niemożliwe, to Pan Bóg i tak rozwiąże każdą sprawę

4. w znaku eklezjoli (małej wspólnoty)

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 20.57