E-book
6.83
drukowana A5
24.37
Wspomnienia ludzi oraz wydarzeń

Bezpłatny fragment - Wspomnienia ludzi oraz wydarzeń

Autobiografia


Objętość:
113 str.
ISBN:
978-83-8245-576-2
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.37

Adnotacja

John Davison Rockefeller był amerykańskim magnatem przemysłu naftowego, przemysłowcem i filantropem. Jest powszechnie uważany za najbogatszego Amerykanina wszechczasów i najbogatszą osobę we współczesnej historii. Urodził się w dużej rodzinie w północnej części stanu Nowy Jork i został ukształtowany przez swojego ojca-oszusta i religijną matkę. Jego rodzina przeprowadzała się kilka razy, zanim ostatecznie osiedliła się w Cleveland w stanie Ohio. Rockefeller został asystentem księgowego w wieku 16 lat i rozpoczął współpracę biznesową z Maurice B. Clarkiem i jego braćmi w wieku 20 lat. Po ich wykupieniu wraz z bratem Williamem założył razem z Samuelem Andrewsem Rockefeller & Andrews. Zamiast wiercić ropę to skupili się na rafinacji ropy. W 1867 roku Henry Flagler wstąpił do spółki. Firma Rockefeller, Andrews & Flagler rozwijała się poprzez przejmowanie lokalnych rafinerii.


Rockefeller formalnie założył swoją najsłynniejszą firmę Standard Oil Company w 1870 roku jako partnerstwo w Ohio z Williamem, Flaglerem, Andrewsem, Jabezem A. Bostwickiem i cichym wspólnikiem Stephenem V. Harknessem. Prowadził ją do 1897 roku. Wraz ze wzrostem znaczenia nafty i benzyny. Bogactwo Rockefellera rosło w górę i stał się najbogatszym człowiekiem w kraju kontrolując 90% całej ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych w szczytowym okresie. Ropa była używana w całym kraju jako źródło światła aż do wprowadzenia elektryczności i jako paliwo po wynalezieniu samochodu. Ponadto Rockefeller zyskał ogromny wpływ na przemysł kolejowy, który transportował jego ropę po całym kraju.

Wprowadzenie autora

Prawdopodobnie w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, że jest on skłonny powtórzyć wydarzenia zarówno te wielkie jak i małe, które złożyły się na incydenty jego pracy i przyjemności. Kusi mnie by stać się gadatliwym starcem i opowiedzieć historie ludzi i rzeczy, które wydarzyły się podczas mojego aktywnego życia. W pewnym sensie kojarzono mnie z najciekawszymi ludźmi których nasz kraj stworzył, zwłaszcza w biznesie — z ludźmi, którzy w dużej mierze pomogli mi w budowaniu handlu w Stanach Zjednoczonych i którzy rozpowszechnili produkty tego kraju na całym świecie. Te wydarzenia, o których przyszło mi do głowy, aby o nich mówić wydały mi się niezwykle ważne, kiedy się wydarzyły i nadal pozostają wyraźnie w mojej pamięci.


To jak daleko ktoś jest usprawiedliwiony w ukrywaniu tego, co uważa za swoje prywatne sprawy przed opinią publiczną lub w obronie przed atakami, jest kwestią sporną. Jeśli mówi się o swoich doświadczeniach to pojawia się naturalna pokusa, by skazać go na podróż łatwą drogą do egoizmu. Jeśli się milczy to wnioskowanie, że zło jest czasami nawet trudniejsze do spełnienia, ponieważ wtedy można by powiedzieć, że nie ma żadnej ważnej obrony, którą można by zaoferować. Nie było w moim zwyczaju dzielić moich spraw z publicznego spojrzenia, ale doszedłem do wniosku, że jeśli moja rodzina i przyjaciele chcą jakiegoś zapisu rzeczy, które mogą rzucić światło na sprawy, które zostały nieco omówione to dobrze, że powinienem ulec ich radom i w ten nieformalny sposób powtórzyć niektóre z wydarzeń, które uczyniły mnie interesującym człowiekiem.


Jest jeszcze jeden powód, by mówić to teraz: jeśli jedna dziesiąta z tego co zostało powiedziane jest prawdą, to te dziesiątki zdolnych i wiernych ludzi, którzy byli ze mną związani, z których wielu zmarło, musiało mieć poważne czyny na swoim sumieniu. Sam postanowiłem nic nie mówić, mając nadzieję, że po mojej śmierci prawda stopniowo wyjdzie na jaw, a sprawiedliwości stanie się zadość. Dopóki jednak żyję to mogę opowiedzieć o pewnych rzeczach i wydaje się to rozsądne. Mam nadzieję, że pomogą one rozwikłać wszelkie wątpliwości wokół kilku wydarzeń. Jestem przekonany, że nie zostały one w pełni zrozumiane.


Wszystkie te rzeczy wpływają na ludzi, którzy nie żyją i na życie tych, którzy żyją. Rozsądne jest, aby opinia publiczna musiała mieć kilka faktów z pierwszej ręki, z których można dojść do ostatecznego wniosku. Kiedy zaczęły się te wspomnienia to nie było oczywiście myśli, że powinny one kiedykolwiek posunąć się tak daleko, by pojawić się w książce. Nie był przygotowany nawet na nieformalną autobiografię. Nie było pojęcia o porządku czy kolejności czy spójności. Byłoby miło mi i z satysfakcją zagłębić się w opowieściach o codziennym i osobistym towarzystwie, które istniało przez tyle lat z moimi bliskimi partnerami i współpracownikami, ale zdaję sobie sprawę, że chociaż te doświadczenia zawsze były dla mnie jednym z wielkich przyjemności mojego życia. Długa ich relacja nie zainteresowałaby czytelnika, dlatego zdarza się, że wymieniłem tylko nazwiska kilku z kilkudziesięciu partnerów, którzy byli aktywni w budowaniu interesów biznesowych z którymi byłem powiązany.

J.D.R. — Marzec 1909

Rozdział I Starzy przyjaciele

Te wspomnienia są naprawdę tym za co się podają, są losowe i nieformalne. Mam nadzieję na wybaczenie wielu drobnych niedoskonałości. Kiedy spoglądam wstecz na moje życie to wrażenia, które przychodzą mi do głowy to mentalne obrazy moich dawnych współpracowników. Mówiąc o tych przyjaciołach w tym rozdziale, nie pomyślałbym, że wielu innych o których nie wspomniałem, jest dla mnie mniej ważnych i mam nadzieję, że odniosę się do tematu moich pierwszych przyjaciół w następnym rozdziale.


Nie zawsze można sobie przypomnieć, jak po raz pierwszy spotkało się starego przyjaciela lub jakie były jego wrażenia, ale nigdy nie zapomnę mojego pierwszego spotkania z panem Johnem D. Archboldem, który jest obecnie wiceprezesem Standard Oil Company. W tamtym czasie powiedzmy trzydzieści pięć lub czterdzieści lat temu, podróżowałem po kraju odwiedzając miejsca, w którym coś się dzieje. Rozmowa z producentami, rafineriami, agentami, a właściwie to zapoznanie się z nimi. Pewnego dnia odbyło się zgromadzenie ludzi gdzieś w pobliżu regionów naftowych i kiedy przyszedłem do hotelu, który był pełen nafciarzy, zobaczyłem, że w rejestrze widnieje takie nazwisko:

John D. Archbold, 4,00 $ za baryłkę.

Był młodym i pełnym entuzjazmu człowiekiem, tak pewnym siebie, że po swoim podpisie w rejestrze dodał swoje hasło „4 dolary za baryłkę”, aby nikt nie mógł źle zrozumieć jego przekonań. Okrzyk bojowy 4 dolara za baryłkę był tym bardziej uderzający, że ropa naftowa sprzedawała się wtedy za znacznie mniej, a ta kampania za wyższą cenę z pewnością przyciągnęła uwagę — było to zbyt piękne, aby było prawdą. Ale jeśli pan Archbold musiał w końcu przyznać, że ropa nie jest warta „4 dolary za baryłkę”, to jego entuzjazm, energia i wspaniała charyzma nad ludźmi dawała mu przewagę. Zawsze miał dobre poczucie humoru i przy jednej poważnej okazji, gdy był na stanowisku świadka, adwokat przeciwny zapytał go:

— Panie Archbold, czy jest pan dyrektorem tej firmy?

— Tak. Jestem

— Jaki jest Twój zawód w tej firmie?

Szybko odpowiedział: „Natychmiast domagam się dywidendy”, co zbiło z tropu owego adwokata. Nie mogę nadziwić zdolnością jego do ciężkiej pracy. Nie widuję go teraz często, bo ma wiele spraw na głowie, a ja żyję jak rolnik z dala od aktywnych wydarzeń w biznesie grając w golfa i sadząc drzewa. Jednak jestem tak zajęty, że nie wystarcza mi dnia.


A propo pana Archbolda prowadzi mnie do stwierdzenia, że otrzymałem zbyt wiele zasług w związku ze Standard Oil Company. Miałem szczęście, że mogłem pomóc zebrać skutecznych ludzi, którzy są siłami kontrolnymi organizacji i współpracować z nimi przez wiele lat, ale to oni wykonali trudne zadania. Zdecydowana większość moich znajomości powstała wiele lat temu Doszedłem do wieku, w którym zaledwie nie mija nawet miesiąc a nawet tydzień, że nie jestem wezwany do wysyłania pocieszenia rodzinie w związku ze śmiercią osoby z którą byłem powiązany. Dopiero niedawno policzyłem nazwiska pierwszych współpracowników, którzy zmarli. Zanim skończyłem to znalazłem na liście jakieś sześćdziesiąt lub więcej. Byli wiernymi i gorliwymi przyjaciółmi. Przeszliśmy razem przez wiele trudności i wiele ciężkich prób. Dyskutowaliśmy, kłóciliśmy się i tłukliśmy się nad sprawami, aż doszliśmy do porozumienia. Zawsze czułem się szczęśliwy, że byliśmy wobec siebie szczerzy i otwarci. Bez tego partnerzy biznesowi nie mogą czerpać tego co najlepsze w swojej pracy.


Nie zawsze najłatwiejszym zadaniem jest skłonienie silnych, potężnych ludzi do zgody. Naszą zasadą zawsze było cierpliwe słuchanie i szczere dyskusje aż ostatni strzępek dowodów znajdzie się na stole, zanim spróbujemy wyciągnąć wnioski i ostatecznie zdecydować co zrobić. Współpracując z tak wieloma partnerami to większość stanowią konserwatyści, a to bez wątpienia jest pożądane, gdy sam rozmach dużego koncernu z pewnością przyczyni się do jego kontynuacji. Ludzie, którzy odnieśli duże sukcesy są odpowiednio konserwatywni, ponieważ mają wiele do stracenia w przypadku katastrofy. Ale na szczęście są też ci agresywni i odważniejsi i to zazwyczaj są najmłodsi w firmie. Może nieliczni, ale porywczy i przekonujący. Chcąc osiągać rzeczy i działać szybko to nie przeszkadza im żadna ilość pracy ani odpowiedzialności. Szczególnie pamiętam doświadczenie, kiedy konserwatywny wpływ spotkał się ze stroną postępową, inaczej mówiąc odważną. W każdym razie to była strona, którą reprezentowałem w tym przypadku.

Argumenty a kapitał

Jeden z moich partnerów, któremu udało się zbudować duży i dobrze prosperujący biznes z całych sił opierał się planowi, który niektórzy z nas preferowali do wprowadzenia znacznych ulepszeń. Koszt poszerzenia działalności tego przedsiębiorstwa oszacowano na całkiem niezłą sumę — chyba trzy miliony dolarów. Rozmawialiśmy o tym w kółko i z kilkoma innymi współpracownikami omawialiśmy wszystkie za i przeciw. Wykorzystaliśmy każdy argument jaki mogliśmy wymyślić, aby pokazać dlaczego plan byłby nie tylko opłacalny, ale rzeczywiście był konieczny, aby utrzymać przewagę, którą mieliśmy. Nasz stary partner był uparty. Zdecydował się nie poddawać i widzę go stojącego w swoim energicznym proteście z rękami w kieszeniach z odrzuconą głową, gdy krzyczał „Nie”.


Szkoda umieszczać człowieka w miejscu, w którym broni się zdania zamiast dowodów. Jego spokojny osąd może go opuścić, a jego umysł jest na razie zamknięty i pozostaje tylko upór. Teraz trzeba było wprowadzić te ulepszenia — jak powiedziałem wcześniej, było to niezbędne. Nie mogliśmy jednak pokłócić się z naszym starym partnerem, ale mniejszość z nas zdecydowała, że musimy spróbować zmusić go do ustąpienia i postanowiliśmy spróbować innej linii argumentacji i powiedzieliśmy mu:

„Mówisz, że nie musimy wydawać wszystkich tych pieniędzy?”

„Nie” — odpowiedział — prawdopodobnie minie wiele lat, zanim taka suma będzie musiała zostać wydana. Nie ma obecnie potrzeby tworzenia obiektów, które chcesz stworzyć, a prace idą dobrze tak przy obecnym stanie — to wystarczy.”


Teraz nasz partner był bardzo mądrym i doświadczonym człowiekiem, starszym i lepiej zaznajomionym z tematem niż niektórzy z nas, a wszystko to mu przyznaliśmy. Ale zdecydowaliśmy się jak powiedziałem zrealizować ten pomysł, jeśli tylko uda nam się uzyskać jego aprobatę. Byliśmy gotowi zaczekać do tego czasu. Gdy tylko kłótnia się uspokoiła, a gorączka naszej dyskusji minęła to wtedy temat powrócił. Pomyślałem o nowym sposobie podejścia do tego i powiedziałem:

„Wezmę to i sam dostarczę ten kapitał. Jeśli wydatek okaże się opłacalny to firma może mi zwrócić koszty, a jeśli pójdzie źle to tylko ja poniosę stratę.”


To był argument, który do niego przemówił. Cała jego wątpliwość zniknęła, a sprawa została załatwiona, gdy powiedział:

„Jeśli tak o tym myślisz to pójdziemy razem. Myślę, że mogę zaryzykować jeśli Ty możesz.”


Zakładam, że w każdym biznesie zawsze jest kwestią jak szybko warto iść. W tamtych czasach szliśmy dość szybko, budując i rozwijając się we wszystkich kierunkach. Ciągle mieliśmy do czynienia z nowymi sytuacjami kryzysowymi. Nowe pole naftowe zostało odkryte więc musieliśmy zbudować z dnia na dzień zbiorniki do przechowywania, a działo się to, gdy stare pola były wyczerpane i był tam nasz sprzęt, dlatego często byliśmy podwójnie obciążeni utratą obiektów w jednym miejscu w którym byliśmy. W pełni wyposażone musieliśmy zbudować zakład do magazynowania i transportu na nowym polu, na którym byliśmy zupełnie nieprzygotowani. To tylko niektóre z rzeczy, które sprawiają że cały handel ropą jest niebezpieczny, ale mieliśmy z nami grupę odważnych ludzi, którzy uznawali wielką zasadę, że biznes nie może być wielkim sukcesem, który nie jest w pełni wykorzystywany jeśli chodzi o możliwości. Jakże często omawialiśmy te trudne pytania! Niektórzy z nas chcieli od razu wskoczyć w duże wydatki, a inni na bardziej umiarkowanych. Zwykle był to kompromis, ale pojedynczo podejmowaliśmy te sprawy i rozstrzygaliśmy je. Nigdy nie szliśmy tak szybko jak chcieli tego najbardziej postępowi ani tak ostrożnie, jak chcieli tego konserwatyści, ale zawsze ostatecznie głosowaliśmy jednomyślnie.

Radość z osiągnięć

Rola jednego z moich pierwszych partnerów pana HM Flaglera, zawsze była dla mnie inspiracją. Niezmiennie chciał iść do przodu i realizować wielkie projekty wszelkiego rodzaju. Zawsze był aktywny w każdej sprawie, a jego wspaniałej energii zawdzięczamy w dużej mierze szybkie rozwój firmy na początku działalności. Po takim człowieku należało się spodziewać, że spełnił swoje przeznaczenie rozwiązując wielkie problemy w czasie, gdy większość ludzi chce przejść na emeryturę do wygodnego, łatwego życia. To nie przemówiłoby do mojego starego przyjaciela. Sam podjął się zadania budowy wschodniego wybrzeża Florydy. Nie był usatysfakcjonowany planowaniem linii kolejowej z St. Augustine do Key West — odległość ponad sześciuset mil, która byłaby uważana za przedsięwzięcie wystarczająco duże dla prawie każdego człowieka. Jednak on dodatkowo zbudował sieć wspaniałych hoteli, aby zachęcić turystów do udania się do tego nowo rozwiniętego kraju. Poza tym poprowadził je z wielką zręcznością i sukcesem.


Ten jeden człowiek własną energią i kapitałem otworzył rozległy zakres działania kraju, aby starzy mieszkańcy i nowi osadnicy mogli mieć rynek zbytu na swoje produkty. Dał pracę tysiącom z tych ludzi. Aby ukoronować to wszystko podjął się i prawie dokonał niezwykłego wyczynu inżynieryjnego kierując drogę przez Florida Keys do Oceanu Atlantyckiego i do Key West, do punktu wytyczonego wiele lat temu. Praktycznie wszystko to zostało zrobione po tym, co większość ludzi uważałaby za udane życie zawodowe, a człowiek innej narodowości znajdujący się w takim stanie w jakim był, odszedłby na emeryturę, aby cieszyć się owocami swojej pracy. Po raz pierwszy poznałem pana Flaglera jako młodego człowieka, który wysyłał produkty do firmy Clark & Rockefeller. Był bystrym i aktywnym młodym człowiekiem, pełnym wigoru i zacięcia. Mniej więcej w czasie, gdy weszliśmy do branży naftowej to Pan Flagler wyrobił sobie nazwisko jako zaopatrzeniowiec, w tym samym budynku co pan Clark który przejął i poprowadził firmę Clark & Rockefeller. Nieco później wykupił pana Clarka i połączył swój biznes z jego biznesem.


Naturalnie przyjeżdżałem, aby go widywać coraz częściej. Relacje biznesowe, które zapoczątkowały obchodzenie się z produktami, które wysyłał do naszej starej firmy, przerodziły się w przyjaźń biznesową. Ponieważ ludzie, którzy mieszkali w stosunkowo niewielkim miejscu jak wtedy Cleveland to spotykali ze sobą się znacznie częściej niż w miejscu takim jak Nowy Jork. Kiedy biznes naftowy się rozwijał i potrzebowaliśmy więcej rąk do pracy i od razu pomyślałem o panu Flaglerze jako o możliwym partnerze i zaproponowałem mu, żeby zaczął z nami współpracować, a swój biznes porzucić na rzecz tego. Przyjął tę ofertę i tak rozpoczęła się przyjaźń na całe życie, która nigdy nie została przerwana. To była przyjaźń oparta na biznesie, o której pan Flagler mawiał, że jest o wiele lepsza niż biznes oparty na przyjaźni, a moje doświadczenie skłania mnie do zgodzenia się z tym.


Przez wiele lat ten wczesny partner i ja pracowaliśmy ramię w ramię. Nasze biurka znajdowały się w tym samym pokoju. Oboje mieszkaliśmy przy Euclid Avenue, kilka słupków od siebie. Spotkaliśmy się i spacerowaliśmy razem do biura, wracaliśmy razem do domu na obiad, znowu po obiedzie i znowu do domu w nocy. Podczas tych spacerów, kiedy byliśmy z dala od przerw w biurze to wspólnie myśleliśmy, rozmawialiśmy i planowaliśmy. Pan Flagler stworzył praktycznie wszystkie nasze kontrakty. Zawsze potrafił jasno wyrazić zamiar i cel kontraktu tak dobrze i dokładnie, że nie mogło dojść do nieporozumień, a jego kontrakty były uczciwe dla obu stron. Pamiętam jak często mówił, że kiedy przystępuje się do porozumienia to trzeba mierzyć prawa i właściwości obydwu stron taką samą miarą i tak postępował Henry M. Flagler.

Pan Flagler został poproszony o przyjęcie jednego kontraktu, który ku mojemu zdziwieniu, zgodził się od razu i bez pytania. Podjęliśmy decyzję o zakupie gruntu, na którym powstała jedna z naszych rafinerii i która była dzierżawiona od Johna Irwina, którego oboje dobrze znaliśmy. Pan Irwin sporządził kontrakt na zakup tej ziemi na odwrocie dużej, brązowej koperty, którą zabrał z biura. Opis nieruchomości przebiegał tak, jak to zwykle bywa w takich umowach, aż doszło do sformułowania „linia biegnie na wschód do czarnoziemu”. Wydawało mi się to trochę nieokreślone, ale pan Flagler powiedział:

— W porządku, John. Przyjmę tę umowę, a kiedy nadejdzie dokument, zobaczysz, że czarnoziem zostanie zastąpiony odpowiednim słupkiem, a cały dokument będzie dokładny i uporządkowany. Oczywiście potoczyło się dokładnie tak jak powiedział. Kusi mnie, by powiedzieć, że niektórzy prawnicy mogą usiąść u jego stóp i dowiedzieć się rzeczy o tworzeniu kontraktów, które powinni wiedzieć, ale być może nasi prawnicy mogą pomyśleć, że jestem stronniczy więc nie będę naciskać.


Inną rzeczą dotyczącą pana Flaglera za którą, jak sądzę zasługuje na wielkie uznanie było to, że na początku nalegał, aby kiedy budowano rafinerię to różniła się ona od marnych szałasów, które wtedy budowano w zwyczaju. Wszyscy tak się obawiali, że ropa zniknie a pieniądze wydane w budynkach będą stratą, że najbrzydsze i najtańsze budynki zostały wzniesione na rafinerie. Właśnie temu sprzeciwiał się pan Flagler. Chociaż musiał przyznać, że możliwe jest, że dostawy ropy mogą się nie udać i że ryzyko związane z handlem jest duże to zawsze uważał, że jeśli w ogóle wejdziemy do branży naftowej to powinniśmy wykonać pracę tak dobrze jak umiemy. Powinniśmy mieć najlepsze zaplecze. Wszystko powinno być solidne i trwałe. Nic nie powinno zostać cofnięte, aby przynieść najlepsze rezultaty. I postępował zgodnie ze swoimi przekonaniami dotyczącymi budowania jakby handel miał trwać, a jego odwaga w działaniu zgodnie z jego przekonaniami położyła mocne fundamenty pod późniejsze lata.


Jest jeszcze wielu ludzi, którzy z satysfakcją wspominają pogodnego, prostolinijnego młodego Flaglera z tamtych dni. W czasie, gdy kupowaliśmy rafinerie w Cleveland był bardzo aktywny. Pewnego dnia spotkał na ulicy starego przyjaciela, niemieckiego piekarza, któremu w minionych latach sprzedawał mąkę. Jego przyjaciel powiedział mu, że zrezygnował z piekarni i zbudował małą rafinerię. Zaskoczyło to pana Flaglera i nie podobał mu się pomysł, by jego przyjaciel zainwestował swoją małą fortunę w „mały zakład”, która jak sądził nie odniesie sukcesu. Ale na początku wydawało się, że nic nie można na to poradzić. Miał to na myśli przez kilka dni. Najwyraźniej go to niepokoiło. W końcu przyszedł do mnie i powiedział:

„Ten mały piekarz wie więcej o pieczeniu niż rafinacji ropy naftowej, ale czułbym się lepiej, gdybyśmy go zaprosili do nas — mam go na sumieniu.”


Oczywiście zgodziłem się. Rozmawiał ze swoim przyjacielem, który nagle powiedział, że chętnie by sprzedał, gdybyśmy wysłali rzeczoznawcę, aby wycenił jego „zakład”, co zresztą zrobiliśmy, a potem pojawiła się nieoczekiwana trudność. Cena, za jaką zakład miał zostać zakupiony była zadowalająca, ale były piekarz nalegał, aby pan Flagler doradził mu, czy powinien wybrać wynagrodzenie w gotówce, czy też w formie certyfikatów Standard Oil na poziomie nominalnym. Powiedział panu Flaglerowi, że gdyby wziął to w gotówce to spłaciłby wszystkie swoje długi i zrzuci z siebie wszelkie zobowiązania. Natomiast gdyby pan Flagler powie mu, że certyfikaty przyniosą dobre dywidendy, to byłby nimi zainteresowany. Przedstawienie pana Flaglerowi było raczej trudną propozycją i początkowo odmówił on porady i wyrażenia opinii, ale Niemiec (dawny piekarz) trzymał się go uparcie i nie chciał by nie pozwolić mu uchylić się od odpowiedzialności, która w żaden sposób nie należała do niego. W końcu pan Flagler zasugerował, aby wziąć połowę kwoty w gotówce i zapłacił 50% swoich długów, a drugą połowę umieścić w certyfikatach i zobaczył co się stanie. Zrobił to i z biegiem czasu kupił kolejne certyfikaty, a pan Flagler nigdy nie musiał przepraszać za udzielone mu rady. Jestem przekonany, że mój stary partner poświęcił tej sprawie tyle samo czasu i przemyśleń, co on do każdego z jego własnych dużych problemów, a incydent może być traktowany jako tego człowieka.

Wartość przyjaźni

Ale te opowieści starych ludzi nie mogą być interesujące dla obecnego pokolenia, choć być może nie będą bezużyteczne, jeśli nawet męczące historie uświadomią młodym ludziom, że ponad wszystkie inne posiadłości przyjaźń jest najważniejszą rzeczą człowieka. Mamy wiele rodzajów przyjaciół! Wszyscy powinni być trzymani blisko siebie za wszelką cenę, bo chociaż niektórzy są lepsi od innych to każdy przyjaciel jest ważny. Uczymy się w miarę dorastania, że może przyjaźń to jedyny cel, który się liczy. Istnieje taki rodzaj przyjaciela, że gdy potrzebujesz pomocy to on zawsze znajdzie powód, żeby Ci nie pomóc.

„Nie mogę poprzeć twojej notatki” mówi, „ponieważ zawarłem umowę z moimi partnerami, aby tego nie robić. Chciałbym Ci powiedzieć dlaczego, ale to jest w tej chwili zabronione.”


Nie chcę krytykować tego rodzaju przyjaźni. Bo czasami jest to kwestia temperamentu. Czasami rzeczywiste potrzeby są takie, że przyjaciel nie może zrobić tego co chciałby zrobić. Kiedy spoglądam wstecz na moich przyjaciół to mogę sobie przypomnieć kilku takich przyjaciół skorych do pomocy. Miałem jednego specjalnego przyjaciela. Nazywał się SV Harkness i od pierwszego naszego znajomego wydawał się mieć do mnie pełne zaufanie. Pewnego dnia nasze magazyny ropy i rafineria spłonęły w ciągu kilku godzin — zostały całkowicie unicestwione. Chociaż były ubezpieczone na wiele setek tysięcy dolarów, oczywiście obawialiśmy się zebrania tak dużej sumy ubezpieczenia i obawialiśmy się, że jego załatwienie może zająć trochę czasu. Zakład ten trzeba było od razu odbudować i trzeba było stworzyć plany finansowe. Pan Harkness był zainteresowany naszą firmą i powiedziałem mu:

„Mogę poprosić cię o trochę pieniędzy w przyszłości. Nie wiem, czy będziemy ich potrzebować, ale wolę Ci to powiedzieć teraz niż później.”


Przyjął sytuację bez zbytniego wyjaśniania z mojej strony. Po prostu usłyszał, co miałem do powiedzenia i odpowiedział:

„W porządku JD (John Rockefeller), dam ci wszystko co mam. To wszystko co powiedział, a jak tej nocy wróciłem do domu uwolniony od niepokoju. Jak się okazało otrzymaliśmy w całości czek Towarzystwa Ubezpieczeniowego Liverpool, London & Globe pełną kwotę, zanim konstruktorzy zażądali zapłaty. Chociaż nie potrzebowaliśmy jego pieniędzy to nigdy nie zapomnę z całej duszy w jaki sposób je ofiarował.”


I tego rodzaju doświadczenie nie było rzadkie. We wczesnych latach zawsze byłem wielkim pożyczkobiorcą. Firma była aktywna i szybko się rozwijała, a banki wydawały się bardzo chętne do pożyczenia mi pieniędzy. Mniej więcej w tym czasie, kiedy nasz wielki pożar wywołał nowe warunki to analizowałem sytuację, aby zobaczyć jakie będą nasze potrzeby gotówkowe. Byliśmy przyzwyczajeni do przygotowań na kryzys finansowy na długo przed tym zanim potrzebowaliśmy funduszy.


W tym czasie wydarzył się inny incydent, który ponownie pokazał jakich prawdziwych przyjaciół mieliśmy w tamtych czasach, ale pełną historię o nim słyszałem dopiero wiele lat po tym wydarzeniu. Był jeden bank, w którym prowadziliśmy wiele interesów, a jednym z dyrektorów był mój przyjaciel pan Stillman Witt, który był bogatym człowiekiem. Na spotkaniu pojawiło się pytanie co zrobi bank jeśli będziemy potrzebowali więcej pieniędzy. Aby nikt nie wątpił w jego własne stanowisko w tej sprawie to pan Witt poprosił o swój sejf i powiedział:

„Tutaj panowie, wszyscy Ci młodzi mężczyźni są w porządku, a jeśli chcą pożyczyć więcej pieniędzy to chcę, aby ten bank bez wahania je wypłacił, a jeśli chcecie większego zabezpieczenia to będzie to ten sejf. Zatem bierzcie co tylko chcecie.”


Wówczas wysyłaliśmy duże ilości ropy przez rzekę oraz kanał, aby zaoszczędzić na transporcie, a przewożenie tych przesyłek wymagało dodatkowego kapitału. Musieliśmy pożyczyć dużą sumę pieniędzy. Udzieliliśmy już obszernych pożyczek w innym banku, którego prezes poinformował mnie, że jego rada dyrektorów prowadzi dochodzenie w sprawie naszej dużej sprawie rabatów i oświadczył, że prawdopodobnie będą chcieli ze mną porozmawiać na ten temat. Odpowiedziałem, że będę bardzo zadowolony z możliwości spotkania się z zarządem, ponieważ będziemy potrzebować dużo więcej pieniędzy od banku. Wystarczy powiedzieć, że dostaliśmy wszystko co chcieliśmy, ale nie proszono mnie o dalsze wyjaśnienia.


Ale obawiam się, że za dużo mówię o bankach, pieniądzach i biznesie. Nie znam nic bardziej nikczemnego i żałosnego niż człowiek, który wszystkie godziny dnia poświęca na zarabianie pieniędzy dla pieniędzy. Gdybym był o czterdzieści lat młodszy to chciałbym znowu zająć się biznesem, bo obcowanie z ciekawymi i bystrymi mężczyznami zawsze było wielką przyjemnością. Ale nie brakuje mi zainteresowań, by wypełniać moje dni i dopóki żyję, spodziewam się, że będę kontynuował i rozwijał plany, które były moją inspiracją na całe życie.


Podczas całego długiego okresu pracy, który trwał od szesnastego roku życia do przejścia na emeryturę z aktywnego biznesu w wieku pięćdziesięciu pięciu lat to muszę przyznać, że udało mi się zdobyć sporo takich czy innych wakacji. Wszystko to dzięki chęci moich najbardziej efektywnych współpracowników do wzięcia na siebie ciężaru biznesu, do prowadzenia którego byli znakomicie przygotowani. Wydaje mi się, że wykonałem swój pełny udział w szczegółowej pracy. Rozpoczynając swoje życie zawodowe jako księgowy to nauczyłem się szanować liczby i fakty nie patrząc jakie to były liczby. Kiedy istniała kwestia rozliczenia w związku z jakimkolwiek planem, z którym byłem związany we wcześniejszych latach to zwykle stwierdzałem, że zostałem wybrany do tego. Miałem zamiłowanie do szczegółów, które później zmuszony byłem zmodyfikować.


W Pocantico Hills w Nowym Jorku przez wiele lat spędzałem część swojego czasu w starym domu, gdzie piękne widoki zapraszają duszę i gdzie możemy spokojnie, prosto żyć to spędziłem wiele wspaniałych godzin. Obserwowałem piękne widoki, drzewa i wspaniałe efekty krajobrazowe tego bardzo interesującego odcinka rzeki Hudson. Działo się to w czasach, gdy wydawało mi się, że potrzebowałem każdej minuty na absorbujące potrzeby biznesowe. Dlatego obawiam się, że kiedy już dobrze zacząłem to nie byłem kimś, kogo można by nazwać sumiennym biznesmenem.


To zdanie, „pracowity w biznesie”, przypomina mi starego przyjaciela z Cleveland, który był oddany swojej pracy. Rozmawiałem z nim i niewątpliwie nudziłem go niewymownie o moim szczególnym hobby, które zawsze było tym co niektórzy nazywają ogrodnictwem krajobrazowym, ale które jest ze mną sztuką układania dróg i ścieżek oraz tego rodzaju prac. Ten przyjaciel sprzed trzydziestu pięciu lat wyraźnie nie pochwalał człowieka prowadzącego interesy, który marnował czas na to, co uważał za zwykłą głupotę. Pewnego wspaniałego wiosennego dnia zasugerowałem mu, aby spędził ze mną popołudnie (najbardziej niezwykła i lekkomyślna propozycja dla biznesmena w tamtych czasach) i zobaczył piękne ścieżki biegnące przez las w moim miejscu, które planowałem i już prawie zakończyłem. Posunąłem się nawet do tego, by mu powiedzieć, że dam mu prawdziwą przyjemność.

„Nie mogę tego zrobić, John” — powiedział — „Mam ważna sprawa do załatwienia dzisiejszego popołudnia”.

— To wszystko może być — nalegałem — ale nie sprawi ci to takiej przyjemności, jaką dostaniesz, gdy zobaczysz te ścieżki — wielkie drzewa po obu stronach i ….

— Mów dalej, John, mów o drzewach i ścieżkach. Mówię ci, że mam przypływający statek z rudą i czekają na nią nasze fabryki. Z satysfakcją zatarł ręce — „Nie przegapiłbym jej, gdy weszła na wszystkie leśne ścieżki chrześcijaństwa”. Otrzymywał wtedy od 120 do 130 dolarów za tonę za stalowe szyny Bessemer, a jeśli jego młyn zatrzymywał się na minutę, czekając na rudę, czuł, że traci szansę na życie. Być może był to ten sam człowiek, który często spoglądał na rzekę z naciągniętymi nerwami, próbując zobaczyć zbliżający się statek rudy. Pewnego dnia jeden z jego przyjaciół zapytał go czy widzi statek.

„Nie, nie, nie,” przyznał niechętnie, „ale jest w zasięgu mojego wzroku.”


Handel rudą cieszył się dużym i absorbującym zainteresowaniem w Cleveland. Mój stary pracodawca płacił 4 dolary za tonę za przewóz rudy z regionów Marquette pięćdziesiąt lat temu. Pomyśleć o niegodziwości tego twórcy leśnych ścieżek, który w późniejszych latach transportował rudę na wielkich statkach po osiemdziesiąt centów za tonę i zarabiał na tym fortunę.


Wszystko to przypomina mi moje doświadczenia w branży kruszcowej, ale do tego przejdę później. Chcę powiedzieć coś o ogrodnictwie krajobrazowym, któremu poświęciłem dużo czasu od ponad trzydziestu lat.

Przyjemności z planowania dróg

Podobnie jak mój stary przyjaciel inni mogą być zaskoczeni moim twierdzeniem, że jestem amatorskim architektem krajobrazu w niewielkim stopniu, a moja rodzina była znana z zatrudniania wspaniałego człowieka zajmującego się krajobrazem, aby upewnić się, że nie zrujnowałem tego miejsca. Problem polegał na tym, gdzie umieścić nowy dom na Pocantico Hills, który został niedawno wybudowany. Wydawało mi się, że mam tę przewagę, że znam każdą stopę ziemi, wszystkie stare, wielkie drzewa były moimi osobistymi przyjaciółmi. Widoki każdego punktu były mi doskonale znane — studiowałem je setki razy. Po tym, jak ten wielki architekt krajobrazu przedstawił swoje plany i pokierował odpowiednio liniami to zapytałem czy mógłbym zobaczyć to i zabronować inne rozwiązania.


W ciągu kilku dni opracowałem plan tak obmyślony, że drogi uchwyciły tylko najlepsze widoki tylko pod tymi kątami, w których wjeżdżało się na wzgórze, na które znajdowały się na początku imponujące widoki. Na końcu czekał ostatni zryw rzeki. Wzgórze, chmury i wielkiego potoku kraju stanowiły ukoronowanie tego projektu. Tutaj ustaliłem swoje poprawki, aby pokazać gdzie zasugerowałem, że drogi powinny przebiegać, a na koniec dokładne miejsce, w którym powinien być dom.


„Spójrz na to wszystko”, powiedziałem, „i zdecyduj, który plan jest najlepszy”. To był dumny moment, kiedy ten prawdziwy autorytet przyjął moje sugestie jako wskazujące na najbardziej ulubione miejsca widoków i zaakceptował lokalizację domu. Trudno mi obliczyć ile kilometrów dróg rozplanowałem w swoim życiu, ale robiłem to bardzo często. Podczas przeglądu dróg prowadziłem linie do czasu, gdy noc uniemożliwiła dostrzeżenie słupków i flag. Na próżno mówię o tych przedsięwzięciach krajobrazowych, ale być może zrównoważyłyby rozmowy biznesowe, które zajmują tak dużą część mojej historii.


Moje metody załatwiania spraw biznesowych różniły się od metod stosowanych przez większość dobrze prowadzonych kupców moich czasów i dawały mi więcej swobody. Nawet po przeniesieniu głównych spraw Standard Oil Company do Nowego Jorku to większość lata spędzałem w naszym domu w Cleveland co zresztą robię do dziś. Do Nowego Jorku przyjeżdżałem kiedy moja obecność wydawała się konieczna, ale przez większość czasu utrzymywałem kontakt z biznesem przez własne telegrafy i mogłem zająć się wieloma rzeczami, które mnie interesowały — między innymi budowaniem ścieżek, sadzeniem roślin, drzew i sadzeniem małych lasów oraz sadzonek.


Pomyślałem, że ze wszystkich dochodowych rzeczy, które szybko rozwijają się pod ręką to moja szkółka leśna przynosi największe plony. Prowadzimy zestaw ksiąg rachunkowych dla każdego miejsca i nie tak dawno byłem zdumiony wzrostem wartości, jaki przynosi kilka lat uprawiania roślin do czasu kiedy przybyliśmy, aby usunąć kilka młodych drzew z hrabstwa Westchester do Lakewood w stanie New Jersey. Sadzimy tysiące naszych młodych drzewek, zwłaszcza wiecznozielone — myślę, że zasadziliśmy ich aż dziesięć tysięcy naraz i pozwoliliśmy im się rozwinąć, aby później wykorzystać je w niektórych naszych planach sadzenia. Jeśli przenosimy młode drzewka z Pocantico do naszego domu w Lakewood, to pobieramy opłatę za jedno miejsce, a zwiększamy stan konta innej według stawki rynkowej. Jesteśmy naszymi najlepszymi klientami i zarabiamy na sobie niemałą fortunę, sprzedając do naszego domu w New Jersey po 1,50 USD lub 2,00 USD za sztukę podczas gdy pierwotna cena to 5 lub 10 centów.


W przypadku szkółek leśnych ujawnia się korzyść z robienia rzeczy na dużą skalę. Przyjemność i satysfakcja z ratowania i przenoszenia dużych drzew — na przykład drzew o średnicy od dziesięciu do dwudziestu cali, a w niektórych przypadkach nawet większych — od lat budzą ogromne zainteresowanie. Sami budujemy nasze przenośniki i pracujemy z naszymi własnymi ludźmi. To naprawdę zaskakujące jakie przyjemności możesz czerpać z drzew, jeśli nauczysz się radzić sobie z tymi hegemonami. Przenosiliśmy drzewa wysokie na dziewięćdziesiąt stóp i wiele na siedemdziesiąt lub osiemdziesiąt stóp. I oczywiście wcale nie są to drzewa młode. Kiedyś próbowaliśmy prawie wszystkich rodzajów drzew, w tym takich, które zdaniem władz nie mogły być z powodzeniem przeniesione. Być może najbardziej śmiałe eksperymenty dotyczyły kasztanowców. Podnosiliśmy duże drzewa, przenosiliśmy je na znaczne odległości, niektóre z nich po tym, jak faktycznie zakwitły, wszystkie kosztowały dwadzieścia dolarów za sztukę i straciły bardzo niewiele. Odnieśliśmy taki sukces, że staliśmy się raczej lekkomyślni, próbując eksperymentować poza sezonem, ale kiedy pracowaliśmy nad planami, które już wypróbowaliśmy to nasze wyniki były zadziwiająco satysfakcjonujące.


Wykorzystując nasze doświadczenia na setkach drzew różnego rodzaju w sezonie i poza nim, łącznie z czasem, gdy uczyliśmy się tej sztuki, nasza całkowita strata wyniosła mniej niż 10%, prawdopodobnie w okolicach 6% lub 7%. Cała kampania przesuwania drzew w jednym sezonie została zakończona ze stratą około 3%. Jestem skłonny przyznać, że w przypadku większych drzew wzrost jest opóźniony może o dwa lata, ale to drobna kwestia, bo ludzie niemłodzi chcą od razu uzyskać szybki efekt, a współczesny przenośnik drzew dostarcza taki wynik. Pogrupowaliśmy i ułożyliśmy kępy dużych świerków, aby pasowały do różnych celów, do których dążyliśmy, a czasami całkowicie pokryliśmy nimi zbocze wzgórza. Z dębami nie odnieśliśmy sukcesu, chyba że były stosunkowo młode. Nie próbujemy przenosić dębów i orzeszników, gdy zbliżają się do dojrzałości, ale przeprowadziliśmy kilka udanych eksperymentów z lipą amerykańską, gdyż transportowaliśmy 3 takie sztuki bez żadnych problemów. Brzozy generalnie wprawiały nas w zakłopotanie, ale rośliny wiecznie zielone z wyjątkiem cedrów to były prawie zawsze z powodzeniem transportowane.


To planowanie pięknych widoków musiało być dla mnie od początku pasją. Pamiętam, że kiedy byłem zaledwie chłopcem, chciałem wyciąć duże drzewo, które jak sądziłem przeszkadzało w widoku z okien jadalni w naszym domu. Byłem za wycięciem, ale niektórzy inni członkowie rodziny sprzeciwili się, chociaż moja droga mama jak sądzę, sympatyzowała ze mną, ponieważ jak powiedziała pewnego dnia do mnie: „Wiesz mój synu, jemy śniadanie o ósmej i myślę, że gdyby drzewo zostało ścięte zanim siądziemy do stołu to prawdopodobnie nie byłoby wielkiego narzekania, gdy rodzina zobaczyłaby widok, który odsłoni zwalone drzewo.”

I tak też się okazało.

Rozdział II Trudna sztuka zdobywania

Mojemu ojcu zawdzięczam wielki dług, ponieważ wyszkolił mnie na praktyka. Był zaangażowany w różne przedsięwzięcia. Opowiadał mi o tych rzeczach, wyjaśniając ich znaczenie. Nauczył mnie zasad i metod prowadzenia biznesu. Od wczesnego dzieciństwa prowadziłem małą książeczkę, którą pamiętam nazwałem Księgą A — i ta mała książeczka jest nadal zachowana — zawierała moje przychody i wydatki, a także zestawienie niewielkich sum, które uczono mnie regularnie oddawać. Nawet obecnie prowadzę takie zapiski.


Oczywiście ludzie o niższych dochodach prowadzą bliższe życie rodzinne niż ci, którzy mają wielu służących, którzy robią za nich wszystko. Uważam to za błogosławieństwo, że należałem do pierwszej grupy. Mając siedem lub osiem lat to z pomocą mamy założyłem swoje pierwsze przedsięwzięcie biznesowe. Miałem kilka indyków, a mama podawała mi twaróg z mleka, aby je nakarmić. Sam opiekowałem się ptakami i sprzedawałem je. Moje rachunki były zyskiem, ponieważ nie miałem nic wspólnego z rachunkiem wydatków, a moje rejestry były przechowywane tak starannie jak tylko umiałem.


Bardzo podobała nam się ten mały biznes i nadal gdy zamykam oczy to wyraźnie widzę łagodne i dostojne ptaki spacerujące spokojnie wzdłuż potoku i przez las, ostrożnie idąc drogą do swoich gniazd. Do dziś cieszę się widokiem stada indyków i nigdy nie przepuszczam okazji aby na nie popatrzeć. Moja mama była bardzo dyscyplinująca i podtrzymywała standard rodziny stosując brzozową gałązkę, gdy wykazywała tendencję do pogarszania się. Kiedyś, gdy zostałem ukarany za jakieś niefortunne czyny, które miały miejsce w wiejskiej szkole to poczułem się wezwany do wyjaśnienia po rozpoczęciu chłosty, że jestem niewinny w stosunku do oskarżenia.


„Nieważne”, powiedziała moja matka, „zaczęliśmy biczowanie i dokończymy ją na poczet następnego razu”. Ta postawa była podtrzymywana do ostatecznego zakończenia na wiele sposobów. Pamiętam, że pewnej nocy wraz z innymi chłopcami nie mogliśmy oprzeć się pokusie jazdy na łyżwach w świetle księżyca, mimo że wyraźnie zakazano jazdy na łyżwach w nocy. Niemal zanim wyruszyliśmy to usłyszeliśmy wołanie o pomoc i zastaliśmy sąsiada, który wpadł przez lód i groziło mu utonięcie. Pchając do niego tyczkę, udało nam się go wyłowić i zaprowadzić do jego wdzięcznej rodziny. Ponieważ generalnie nie oczekiwano od nas, że uratujemy życie człowieka za każdym razem, gdy będziemy jeździć na łyżwach to mój brat William i ja czuliśmy, że istnieją okoliczności łagodzące związane z tym konkretnym nieposłuszeństwem, które można wziąć pod uwagę w ostatecznym sądzie, ale jednak byliśmy w błędzie.

Początki pracy

Chociaż plan rodziców polegał na wysłaniu mnie na studia to w wieku szesnastu lat wydawało mi się najlepiej żebym opuścił liceum, w którym prawie ukończyłem już naukę i poszedł na kilka miesięcy do szkoły handlowej w Cleveland. Uczyli księgowości i niektórych podstawowych zasad obrotu gospodarczego. Szkolenie to choć trwało tylko kilka miesięcy, było dla mnie bardzo cenne. Ale jak znaleźć pracę — oto było pytanie. Wędrowałem po ulicach całymi dniami i nocami pytając kupców i sklepikarzy, czy nie chcą przyjąć chłopca, ale oferta moich usług spotkała się z niewielkim uznaniem. Nikt nie chciał chłopca, a bardzo niewielu okazywało zainteresowanie, aby porozmawiać ze mną na ten temat. W końcu jeden człowiek w dokach Cleveland powiedział mi, że mogę wrócić po południowym posiłku. Byłem podniecony. Teraz wydawało się, że to będzie dobry początek.


Byłem bardzo zestresowany, aby nie stracić tej szansy. Kiedy przyszedłem się przedstawić do mojego przyszłego pracodawcy, aby się przedstawić to usłyszałem:

— Damy ci szansę — powiedział, ale nie padło między nami ani jedno słowo na temat wynagrodzenia. To był 26 września 1855 roku. Z radością zabrałem się do pracy. Nazwa firmy brzmiała Hewitt & Tuttle. Na początku pracy miałem kilka zalet. Szkolenie mojego ojca było praktyczne, a kurs w college’u handlowym nauczył mnie podstaw biznesu, więc miałem podstawy, na których mogłem budować. Miałem też szczęście pracować pod nadzorem księgowego, który był dobrym zdyscyplinowanym księgowym i przyjaźnie do mnie nastawionym. Kiedy nadszedł styczeń 1856 roku to pan Tuttle podarował mi 50 dolarów za trzy miesiące pracy, która bez wątpienia była wszystkim, na co mnie było stać i ta kwota była całkowicie dla mnie satysfakcjonująca.


Przez następny rok mając 25 dolarów miesięcznie utrzymywałem swoje stanowisko, poznając szczegóły i pracę biurową. Był to hurtowy komis produkcyjny i koncern spedycyjny. Mój dział zajmował się głównie sprawami biurowymi. Tuż nade mną był księgowy spółki i otrzymywał 2000 dolarów rocznej pensji zamiast udziału w zyskach firmy, której był członkiem. Pod koniec pierwszego roku podatkowego, kiedy opuścił firmę to przejąłem jego pracę biurową i księgową za którą otrzymałem pensję w wysokości 500 dolarów rocznie. Kiedy spoglądam wstecz na ten okres praktyki biznesowej to stwierdzam, że jego wpływ był niezwykle ważny w stosunku do tego, co nastąpiło później.


Na początku moja praca była wykonywana w biurze samej firmy. Prawie zawsze byłem obecny kiedy rozmawiali na tematy różnych spraw, przedstawianiu planów i decydowaniu o sposobie działania. Miałem w ten sposób przewagę nad innymi chłopcami w moim wieku, którzy byli szybsi i potrafili liczyć i pisać lepiej niż ja. Firma prowadziła interesy w wielu branżach przez co zdobyłem dużo wiedzy. Spółka była właścicielem domów mieszkalnych, magazynów i budynków, które były wynajmowane na biura i do różnych celów, a ja musiałem pobierać czynsz. Przedsiębiorstwo wysyłało towary koleją, kanałem i rzeką. Toczyło się wiele różnych rodzajów negocjacji i transakcji z którymi miałem bliską styczność.


Tak się złożyło, że moje obowiązki były dziś o wiele ciekawsze niż obowiązki pracownika biura w obecnych czasach. Praca bardzo mi się podobała. Stopniowo przydzielano mi kontrolę kont. Wszystkie rachunki zostały najpierw przekazane mi i bardzo sumiennie wykonywałem ten obowiązek. Pamiętam, że pewnego dnia byłem w biurze sąsiada, gdy miejscowy hydraulik pokazał rachunek długi niemal na kilometr. Ten sąsiad był jednym z tych bardzo zajętych mężczyzn. Był związany z czymś, co wydawało mi się nieograniczoną liczbą przedsiębiorstw. Spojrzał tylko na ten męczący rachunek, zwrócił się do księgowego i powiedział:

— „Proszę zapłacić ten rachunek”.


Ponieważ studiowałem bardzo szczegółowo rachunki tego samego hydraulika, sprawdzając każdą pozycję choćby za kilka centów to stwierdziłem, że nie podoba mi się lekceważony sposób podejścia do biznesu. Wyszkoliłem się do punktu widzenia, w którym mój czek na rachunku był aktem wykonawczym, który zwalnia pieniądze mojego pracodawcy z kasy. Postanowiłem, że metody lekceważące nie kończą się dobrze w biznesie. Przyjmowanie rachunków, pobieranie czynszów, likwidacja szkód i tego rodzaju praca przyniosły mi kontakt z wieloma różnymi ludźmi. Musiałem się nauczyć jak radzić sobie z tymi wszystkimi różnymi sprawami i nadal utrzymywać przyjemne stosunki między nimi a firmą. Doszedłem do jednego szczególnego rodzaju negocjacji, które wymagały wszystkich umiejętności jakie mogłem tylko opanować, aby doprowadzić do pomyślnego zakończenia.


Otrzymalibyśmy na przykład dostawę marmuru z Vermont do Cleveland. Wymagało to obsługi koleją, kanałami i łodziami po rzece. Koszty strat lub szkód musiały zostać w jakiś sposób ustalone między tymi trzema różnymi przewoźnikami, a rozwiązanie tego problemu w sposób zadowalający wszystkich zainteresowanych w tym moich pracodawców zależało od siedemnastoletniego chłopca. Ale to zadanie nie było trudne i o ile dobrze pamiętam, nigdy nie miałem żadnych problemów choćby chwilowych w tych interesów transportowych. To doświadczenie w przeprowadzaniu wszelkiego rodzaju transakcji w tak młodym wieku z pomocą moich przełożonych z której mogłem się wycofać w sytuacji awaryjnej — była dla mnie bardzo interesująca. To był mój pierwszy krok w nauce zasady negocjacji o której wspomnę później. Szkolenie, które pochodzi z pracy u kogoś innego za kogo czujemy się odpowiedzialni, na pewno było dla mnie bardzo cenna.


Przypuszczam, że pensje w tamtym czasie stanowiły znacznie mniej niż połowę tego co obecnie płaci się na równoważnych stanowiskach. W następnym roku zaproponowano mi pensję w wysokości 700 dolarów, ale myślałem, że jestem wart 800 dolarów. Nie rozstrzygnęliśmy sprawy do kwietnia, a ponieważ nadarzyła się dogodna okazja do prowadzenia tej samej działalności na własną rękę to zrezygnowałem z zajmowanego stanowiska. W tamtych czasach w Cleveland wszyscy znali prawie wszystkich w mieście. Wśród kupców był młody Anglik MB Clark, być może dziesięć lat starszy ode mnie, który chciał założyć firmę i szukał partnera. Miał 2000 dolarów na wniesienie wkładu do firmy i chciał partnera, który mógłby wnieść taką samą kwotę. Wydawało mi się to dobrą okazją. Zaoszczędziłem 700 lub 800 dolarów, ale problem było jak zdobyć pozostałą kwotę.


Omówiłem tę sprawę z ojcem, który powiedział mi, że zawsze zamierzał dać każdemu ze swoich dzieci 1000 dolarów kiedy osiągną wiek dwudziestu jeden lat. Powiedział, że jeśli zechcę otrzymać swój udział od razu zamiast czekać, przekaże mi go, a ja będę mógł zapłacić odsetki od tej sumy do ukończenia dwudziestego pierwszego roku życia.

„Ale, John” — dodał ojciec- „stawka wynosi 10%”. W tym czasie 10% w przypadku takich pożyczek bardzo powszechną stopą procentową było roczne oprocentowanie. W bankach kurs mógł nie być tak wysoki, ale oczywiście instytucje finansowe nie były w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb, więc było wiele prywatnych pożyczek na wysoki procent. Ponieważ potrzebowałem tych pieniędzy na partnerstwo z radością przyjąłem ofertę mojego ojca i tak rozpocząłem działalność jako młodszy wspólnik nowej firmy, która nazywała się Clark & Rockefeller.


Bycie moim własnym pracodawcą było czymś wspaniałym. Psychicznie puchłem z dumy. Jestem partnerem w firmie z kapitałem 4000 dolarów! Pan Clark zajmował się kupnem i sprzedażą, a ja zająłem się finansami i księgami. Od razu zaczęliśmy robić duży interes handlując pełnymi partiami produktów. Oczywiście wkrótce potrzebowaliśmy więcej pieniędzy, aby to rozwinąć. Nie zostało nam nic innego jak pożyczyć pieniądze od banku. Ale czy bank pożyczy nam pieniądze na rozwój firmy?

Pierwsza pożyczka

Poszedłem do prezesa banku, którego znałem i który znał mnie. Pamiętam doskonale jak bardzo zależało mi na tym, aby dostać tę pożyczkę i nawiązać dobre stosunki z bankierem. Tym dżentelmenem był TP Handy, miły staruszek, znany jako wysokiej klasy człowiek. Znał mnie jako chłopca w szkołach w Cleveland. Podałem mu wszystkie szczegóły naszej sprawy, mówiąc szczerze o naszych planach — na co chcieliśmy przeznaczyć pieniądze. Czekałem na werdykt zestresowany. Rozmowa wyglądała tak:

— Jak dużo chcesz?

— Dwa tysiące dolarów.

— W porządku, panie Rockefeller, może pan to mieć — odparł. — Po prostu daj mi swoje własne paragony magazynowe i one w zupełności wystarczą. Kiedy wyszedłem z tego banku trudno sobie wyobrazić moje zadowolenie. Uniosłem głowę — pomyśl, bank pożyczy mi 2000 dolarów! Czułem, że jestem teraz ważnym człowiekiem w społeczności.


Przez długie lata szef tego banku był rzeczywiście przyjacielem. Pożyczał mi pieniądze, kiedy ich potrzebowałem, a potrzebowałem ich prawie przez cały czas. Wszystkie pieniądze, które miał. Moim wyrazem wdzięczności pójście w dalszym czasie i polecenie mu dokonanie pewnej inwestycji w akcje Standard Oil. Zgodził się i chciałby to zrobić, ale powiedział, że suma, o którą chodzi nie ma jej w tej chwili. Zgodnie z moją sugestią zostałem jego bankierem, a on ostatecznie otrzymał kapitał duży z dobrym zyskiem. Nawet w tak późnym czasie z przyjemnością mogę świadczyć o Jego wielkiej dobroci i wierze we mnie.

Przestrzeganie zasad biznesowych

Pan Handy ufał mi, ponieważ wierzył, że będziemy prowadzić nasz młody biznes na konserwatywnych i właściwych zasadach. Dobrze pamiętam z tamtego czasu przykład tego, jak ciężko jest czasem żyć zgodnie właściwymi zasadami biznesowymi. Niedługo po rozpoczęciu działalności nasz najlepszy klient — to znaczy człowiek, który realizował największe partie — poprosił, abyśmy pozwolili mu z wyprzedzeniem skorzystać z bieżących dostaw to znaczy zanim produkty lub list przewozowy zostaną faktycznie w jego rękach. Oczywiście chcieliśmy zrobić mu przysługę, ale ja jako członek finansowy firmy sprzeciwiłem się, chociaż bałem się, że stracimy go jako klienta.


Sytuacja wydawała się bardzo poważna, a mój partner niecierpliwił się tym, że odmówiłem ustąpienia i w związku z tym dylematem zdecydowałem się osobiście sprawdzić czy nie zdołam skłonić naszego klienta do ustąpienia. Miałem niezwykłe szczęście, gdy stanąłem twarzą w twarz z mężczyznami, aby zdobyć ich przyjaźń, a niezadowolenie mojego partnera zmusiło mnie do odwagi. Czułem, że kiedy nawiązałem kontakt z tym dżentelmenem to mogłem go przekonać, że jego propozycja może zakończyć się źle. Moje rozumowanie było logiczne i przekonujące. Poszedłem do niego i przedstawiłem wszystkie argumenty, które tak starannie przemyślałem. Ale on kręcił się wokół i rozgniewany opuścił spotkanie. Ze wstydem poinformowałem swojego wspólnika o swojej porażce.


Oczywiście był bardzo zaniepokojony możliwością utraty naszego najbardziej cennego kontaktu, ale nalegałem byśmy trzymaliśmy się naszych zasad i odmówiliśmy przyznania spedytorowi przysługi o które prosił. Jakie było nasze zdziwienie i satysfakcja, gdy okazało się, że kontynuował z nami stosunki jakby nic się nie stało. Dowiedziałem się później, że stary bankier wiejski imieniem John Gardener z Norwalk, który miał wiele wspólnego z naszym ważnym klientem to uważnie przyglądał się całej tej sytuacji i od tamtej pory wierzyłem, że podsunął sugestię, aby dokonać tego ustępstwa. Potraktował to jako test. Ta historia z twardymi zasadami przyniosła nam wiele dobrego.


Mniej więcej w tym czasie zacząłem wychodzić i zabiegać o klientów — gałąź, której nigdy wcześniej się nie podejmowałem. Podjąłem się odwiedzić każdą osobę w naszej części kraju, która była w jakikolwiek sposób związana z rodzajem działalności, którą się zajmowaliśmy. Udało mi się to w stanie Ohio i Indiana. Postanowiłem, że najlepiej zrobię to, przedstawiając naszą firmę i nie naciskając na natychmiastowe przesyłki. Powiedziałem im, że reprezentuję Clark & Rockefeller, kupców prowizyjnych i że nie mam ochoty ingerować w żadne relacje, które mają obecnie, ale jeśli nadarzy się okazja to z radością ich wyręczymy. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu biznes pojawił się tak szybko, że prawie nie wiedzieliśmy, jak to szybko zrealizować, a w pierwszym roku nasza sprzedaż wyniosła pół miliona dolarów. Potem, a nawet przez wiele lat później, wydawało się, że pieniądze potrzebne do kontynuowania i rozwijania biznesu nie mają końca. Gdy nasze sukcesy zaczęły nadchodzić to rzadko kładłem głowę na poduszce w nocy, nie mówiąc do siebie przed snem tych oto słów:

„Teraz odniosłeś mały sukces, wkrótce upadniesz, zostaniesz obalony. Ponieważ masz przewagę to myślisz, że jesteś niezłym kupcem. Uważaj, bo inaczej stracisz głowę — idź spokojnie”.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.37