E-book
13.65
drukowana A5
50.4
Wspomnienia gracza giełdowego

Bezpłatny fragment - Wspomnienia gracza giełdowego


Objętość:
281 str.
ISBN:
978-83-8245-645-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 50.4

Wprowadzenie

Z ośmiu książek napisanych przez Edwina Lefevre’a to ta książka jest uważana za klasykę spekulacji. Napisana prostym językiem z wieloma przykładami z życia bohatera. Pomimo upływu lat, historia ta nie straciła nic na aktualności. Te same zasady mają zastosowanie na giełdzie co wcześniej. Warto podkreślić, że jest to książka o spekulacji, nie zaś o inwestowaniu.

Rozdział I Pierwsza praca i doświadczenie

Poszedłem do pracy zaraz po skończeniu liceum. Dostałem pracę w domu maklerskim jako zapisywanie notowań akcji na tablicy. Byłem szybki w liczbach. W szkole zrobiłem trzy lata arytmetyki w ciągu jednego roku. W pracy umieszczałem notowania na dużej tablicy w pokoju klientów. Jeden z klientów zwykle siedział przy telegrafie i podawał ceny. Niezależnie od tempa w jakim notowania przychodziły to szybkie zapisywania dla mnie nie stanowiły problemu. Liczby pamiętałem zawsze. W tym domu maklerskim pracowało wielu innych ludzi. Oczywiście zaprzyjaźniłem się z innymi ale praca, którą wykonywałem, jeśli rynek był aktywny, sprawiała, że byłem zbyt zajęty od dziesiątej rano do trzeciej po południu, abym mógł z nimi dłużej porozmawiać. W każdym razie mi to nie przeszkadzało w godzinach pracy. Ale ruchliwy rynek nie powstrzymał mnie od myślenia o pracy. Te notowania nie reprezentowały dla mnie cen akcji, czyli tyle a tyle dolarów za akcję. To były liczby, zawsze się zmieniały. To było wszystko, czym musiałem się interesować — zmiany. Dlaczego się zmieniały te liczby? Nie wiedziałem. Nie obchodziło mnie to. Nie myślałem o tym. Po prostu zobaczyłem, że się zmieniają. Tylko tyle musiałem wiedzieć przez pięć godzin w dni powszechne i dwie godziny w soboty.


W ten sposób po raz pierwszy zainteresowałem się zachowaniem cen. Do liczb miałem bardzo dobrą pamięć. Dokładnie pamiętałem, jak ceny zachowywały się w stosunku do poprzedniego dnia, tuż przed tym, jak poszły w górę lub w dół. Moje zamiłowanie do matematyki bardzo się przydawało. Zauważyłem, że zarówno w przypadku wzrostów jak i spadków to ceny akcji wykazywały, że tak powiem pewne nawyki. Nie było końca równoległych spraw i te stanowiły precedens, który mnie prowadził. Miałem zaledwie czternaście lat, ale po zebraniu w głowie setek obserwacji stwierdziłem, że sprawdzam ich dokładność, porównując zachowanie dzisiejszych cen w danym dniu z innymi dniami. Nie minęło dużo czasu, zanim zacząłem przewidywać zmiany cen. Jak wspominam, moim jedynym przewodnikiem były ich wcześniejsze ruchy. Nosiłem w głowie „raporty o systemie”. Szukałem cen akcji, aby działały zgodnie z jakąś zasadą. Sprawdzałem je, wiecie co mam na myśli. Możesz na przykład zauważyć, że kupowanie jest tylko odrobinę lepsze niż ich sprzedawanie. Na giełdzie trwa bitwa, a telegraf to Twoja lornetka do obserwacji. Możesz na niej polegać w siedmiu na dziesięć przypadków.


Inną lekcją, której nauczyłem się wcześnie, jest to, że na Wall Street nie ma nic nowego. Nie może być, ponieważ spekulacje są tak stare jak świat. Cokolwiek dzieje się dziś na giełdzie to wydarzyło się to już wcześniej i wydarzy się ponownie. Nigdy tego nie zapomniałem. Chyba naprawdę pamiętam, kiedy i jak to się stało. Fakt, że tak pamiętam, jest moim sposobem na kapitalizację doświadczenia. Tak bardzo zainteresowałem się moją grą i tak bardzo chciałem przewidywać wzrosty i spadki wszystkich aktywnych akcji, że zrobiłem z zeszytu małą książeczkę. Zapisałem w niej swoje obserwacje. Nie był to zapis wyimaginowanych transakcji, które tak wielu ludzi zapisuje tylko po to, by zarobić lub stracić miliony dolarów bez zawrotów głowy i ryzykowania starości w przytułku dla bezdomnych. Był to raczej rodzaj zapisu moich trafień i chybień, a obok określenia prawdopodobnych ruchów najbardziej interesowało mnie sprawdzenie, czy moje obserwacje się sprawdzają. Powiedzmy, że po przestudiowaniu wszystkich dziennych wahań cen akcji doszedłem do wniosku, że zachowywał się tak, jak zawsze przed wzrostem lub spadkiem zanim przekroczył osiem lub dziesięć punktów. Wtedy pisałem w swojej książeczce nazwę spółki, kurs jej akcji w danym dniu, pamiętając poprzednie wyniki i tego co powinno się wydarzyć z kursem w ciągu kolejnych dwóch dni. Później sprawdzałem czy moje przewidywania sprawdzają się.


W ten sposób po raz pierwszy zainteresowałem się przesłaniem taśmy z telegrafu. Wahania były od pierwszych chwil kojarzonych w mojej głowie z ruchami w górę lub w dół. Oczywiście zawsze istnieje powód do wahań, ale telegraf nic o tym nie wspomina. Nie pytałem telegrafu dlaczego, kiedy miałem czternaście lat i nie pytam o to dzisiaj, gdy mam czterdzieści lat. Powód, dla którego dane akcje rosną dzisiaj, może nie być znany przez dwa lub trzy dni, tygodnie lub miesiące. Ale jakie to ma znaczenie? Decyzję musisz podjąć teraz — nie jutro ani nie za tydzień. Powód może poczekać. Ale musisz działać natychmiast lub zostać z tyłu. Wielokrotnie widzę, jak to się dzieje. Pamiętasz, że Hollow Tube stracił trzy punkty poprzedniego dnia, podczas gdy reszta rynku gwałtownie wzrosła. To był fakt. W następny poniedziałek dyrektorzy zawiesili przekazanie dywidend. To była przyczyna. Oni wiedzieli, co zamierzają zrobić, a nawet jeśli sami nie sprzedawali swoich akcji to przynajmniej ich nie kupowali. Nie było ofert kupna ze strony najważniejszych osób tej spółki — co jest zazwyczaj najlepszym znakiem nadchodzącego kryzysu. Cóż, trzymałem moją małą książeczkę może przez sześć miesięcy. Zamiast wychodzić do domu w momencie, gdy kończyłem pracę to zapisywałem wybrane kursy cen i analizowałem zmiany, zawsze szukając powtórzeń i podobieństw zachowania — ucząc analizy technicznej, której nie byłem świadomy w tamtym czasie.


Pewnego dnia jeden z chłopaków z domu maklerskiego, który był starszy ode mnie — przyszedł do mnie, gdzie jadłem lunch i zapytał mnie po cichu, czy mam jakieś pieniądze.

— Dlaczego chcesz wiedzieć? — Zapytałem

— Cóż — powiedział — mam cenną wskazówkę dotyczącą Burlington. Kupię ich, jeśli uda mi się znaleźć kogoś, kto ze mną również to zrobi.

— Jak to kupić? — Zapytałem. Dla mnie jedynymi klientami, którzy mogli kupować i sprzedawać akcje — to byli staruszkowie z „chudym” portfelem. Myślałem, że wejście do gry kosztowało setki, a nawet tysiące dolarów.

— To miałem na myśli, graj! — powiedział — Ile masz pieniędzy?

— A ile potrzebujesz?

— Cóż, mogę kupić 5 akcji za każde 5 dolarów depozytu.

— Jak zamierzasz to rozegrać?

— Zamierzam kupić tyle akcji Burlington na ile może pozwolić mi zakład bukmacherski — powiedział — Na pewno pójdą w górę. To jak zbieranie pieniędzy. W mgnieniu oka podwoimy nasze pieniądze!

— Czekaj! — Powiedziałem mu i wyciągnąłem moją małą książeczkę.

Nie byłem zainteresowany podwojeniem moich pieniędzy, ale jego stwierdzeniem, że Burlington idzie w górę. Jeśli tak to moja książeczka powinna to pokazać. Popatrzyłem i rzeczywiście, Burlington, zgodnie z moimi przypuszczeniami, zachowywał się tak, jak zwykle, zanim wzrósł. Nigdy w życiu niczego nie kupowałem ani nie sprzedawałem i nigdy nie zakładałem się z innymi chłopcami. Ale wiedziałem, że była to wielka szansa na sprawdzenie dokładności mojej pracy, mojego hobby. Wiedziałem, że jeśli moja teoria nie zadziała w praktyce to w teorii nikt się tym nie zainteresuje. Więc dałem mu wszystko, co miałem, a dzięki naszym połączonym zasobom udał się do jednego z pobliskich zakładów bukmacherskich i kupił akcje Burlington. Dwa dni później sprzedaliśmy je z zyskiem, a ja zarobiłem 3 dolary i 12 centów.


Po tej pierwszej transakcji zacząłem spekulować na własną rękę w okolicznych zakładach bukmacherskich. Chodziłem w porze lunchu i kupowałem lub sprzedawałem — to nigdy nie miało dla mnie znaczenia. Grałem systemem, a nie ulubionymi akcjami ani opiniami na ich temat. Wiedziałem tylko, że to arytmetyka. Właściwie mój system był idealnym sposobem na działanie w zakładach bukmacherskich, w którym wszystko co robi trader (spekulant) polega na obstawianiu wahań, ponieważ są one drukowane na taśmie przez telegraf. Nie trwało długo, zanim zarobiłem znacznie więcej pieniędzy z zakładów bukmacherskich niż z mojej pracy w domu maklerskim. Więc zrezygnowałem z tej pracy. Moi rodzice sprzeciwiali się, ale nie mogli wiele powiedzieć, kiedy zobaczyli, co robię. Byłem tylko dzieckiem, a zarobki chłopca który nanosi notowania na tablicę, nie są zbyt wysokie. Świetnie spisałem się na własną rękę.


Miałem piętnaście lat, kiedy miałem swój pierwszy tysiąc i położyłem pieniądze przed matką — wszystko dzięki spekulacjom w zakładach bukmacherskich. Moja matka chciała, żebym odłożył te pieniądze do kasy oszczędnościowej, żeby mnie nie kusiły. Powiedziała, że to więcej pieniędzy, niż kiedykolwiek słyszała o jakikolwiek piętnastoletnim chłopcu, zaczynając od niczego. Nie bardzo wierzyła, że to prawdziwe pieniądze. Martwiła się o to. Ale nie myślałem o niczym poza tym, że mogłem dalej udowadniać, że moje obserwacje były słuszne. To cały urok tej gry — postępować właściwie. Gdybym miał rację, testując swoje przekonania dziesięcioma akcjami to miałbym dziesięć razy więcej racji, gdybym handlował setką akcji. To wszystko, co znaczyło dla mnie posiadanie większej ilości pieniędzy. Nie potrzebowałem więcej odwagi i nawet o to nie chodziło. Jeśli zainwestuję 10 dolarów to wymaga to znacznie więcej odwagi niż inwestycja jednego miliona, gdy ten jest na rachunku terminowym.


W każdym razie w wieku piętnastu lat dobrze zarabiałem na giełdzie. Zacząłem w mniejszych zakładach bukmacherskich, gdzie mężczyzna, który wymienił dwadzieścia akcji w jednym klipie, był podejrzany o to, że był w przebraniu Johna W. Gatesem lub J. P. Morgana (obaj to znani biznesmeni tamtych czasów) podróżującym incognito. W tamtych czasach zakłady bukmacherskie rzadko znały swoich klientów. Nie miałem wspólników. Zatrzymałem swój biznes dla siebie. W każdym razie był to biznes jednoosobowy. To była moja głowa, prawda? Ceny albo szły w stronę w którą sądziłem — i zarabiałem, bez pomocy przyjaciół lub partnerów, albo ceny szły w drugą stronę i nikt nie mógł ich powstrzymać. Nie czułem potrzeby by powiedzieć o moim systemie komukolwiek. Oczywiście mam przyjaciół, ale zawsze grałem samotnie.


I tak nie minęło dużo czasu, zanim zakłady bukmacherskie zaczęły orientować się, że przynoszę im straty. Wchodziłem i kładłem pieniądze przed nimi, ale oni patrzyli na to bez żadnego ruchu i mówili mi, żebym sobie poszedł. To był czas, kiedy nazywali mnie Małym Nurkiem. Musiałem cały czas zmieniać brokerów, przechodząc od jednego zakładu bukmacherskiego do drugiego. Doszło do tego, że musiałem podać fikcyjne nazwisko. Zaczynałem tylko od kupa piętnastu lub dwudziestu akcji. Czasami, kiedy stawali się podejrzliwi to najpierw celowo przegrywałem, a potem zarabiałem więcej. Oczywiście po jakimś czasie uznaliby mnie za zbyt drogiego i powiedzieliby mi, żebym zabrał siebie i mój biznes gdzie indziej i nie ingerował w dywidendy właścicieli.


Pewnego razu, gdy wielki zakład bukmacherski, z którym handlowałem od miesięcy, zaczął się domyślać to postanowiłem zagrać o większą ilość pieniędzy. Ten zakład bukmacherski miał oddziały w całym mieście i w pobliskich miastach. Poszedłem do jednego z oddziałów w hotelu i zadałem kierownikowi kilka pytań, aż w końcu zająłem się akcjami. Ale gdy tylko zacząłem grać na aktywnych akcjach w mój szczególny sposób to kierownik zaczął otrzymywać wiadomości z centrali z pytaniem, kto tak intensywnie zajmuje się akcjami w tej chwili. Kierownik powiedział mi, o co go pytali, a ja powiedziałem mu, że nazywam się Edward Robinson z Cambridge. Zadzwonił do centrali, ale chcieli wiedzieć, jak wyglądam. Kierownikowi powiedziałem: „Powiedz im, że jestem niskim grubasem z ciemnymi włosami i krzaczastą brodą!”, ale zamiast tego kierownik opisał mnie, a potem słuchał długo, a jego twarz poczerwieniała, rozłączył się i powiedział, żebym się wynosił i nie wracał.

— Co panu powiedzieli? — Zapytałem go grzecznie.

— Powiedzieli: „Ty tępy głupcze, czy nie powiedzieliśmy Ci, żebyś nie robił interesów z Larry’emu Livingstonem? A ty celowo pozwoliłeś mu okraść nas z 700 dolarów!”


Nie powiedział, co jeszcze mu powiedzieli. Próbowałem po kolei z innymi oddziałami, ale wszyscy mnie poznali. Nie mogłem nawet wejść, żeby spojrzeć na notowania. Próbowałem nakłonić ich, aby pozwolili mi handlować w długich odstępach czasu, dzieląc moje wizyty między nich wszystkich, ale nawet na to nie chcieli się zgodzić. W końcu został mi tylko jeden zakład bukmacherski i był to największy i najbogatszy ze wszystkich — Cosmopolitan Stock Brokerage Company. Cosmopolitan cieszył się ogromną opinią. Miał filie w każdym mieście produkcyjnym w Nowej Anglii. Dobrze przyjęli mój handel, a ja kupowałem i sprzedawałem akcje oraz zarabiałem i traciłem pieniądze przez wiele miesięcy, ale w końcu stało się z nimi jak zwykle. Nie odmówili mi tego wprost, jak to miało miejsce w przypadku innych. Och, nie dlatego, że nie chodziło o sportową rywalizację, ale dlatego, że wiedzieli, że opublikowanie wiadomości, w której facet zarobił trochę pieniędzy mogłoby im poważnie zaszkodzić. Ale zrobili gorszą rzecz — to znaczy narzucili mi ciężkie warunki, zmusili mnie do postawienia trzypunktowej marży i zmusili mnie do zapłacenia premii najpierw w wysokości pół punktu, potem punktu, a na końcu półtora punktu. Co za utrudnienie! Objaśnię to w ten sposób: Załóżmy, że stal sprzedawała się po 90 dolarów a Ty ją kupiłeś. Klient otrzymywał zlecenie, że kupił po 90⅛ — ponieważ dochodziły koszty transakcji. Przy jednopunktowym depozycie zabezpieczający każdy spadek ceny poniżej 89¼ to oznaczano, że nie ma go już na rynku. Na moim bilecie miałem 91⅛. Przecież te akcje mogą wzrosnąć o punkt i ćwierć po tym, jak je kupiłem, a nadal traciłbym pieniądze, gdybym zamknął transakcję. Nalegając również, żebym postawił trzypunktową marżę na samym początku, zmniejszyli moją zdolność handlową o dwie trzecie. Mimo to był to jedyny zakład bukmacherski, który w ogóle mogłem kupować i sprzedawać więc musiałem zaakceptować ich warunki lub zrezygnować z handlu.


Oczywiście miałem swoje wzloty i upadki, ale w sumie byłem zwycięzcą. Jednak ludzie z Cosmopolitan nie byli usatysfakcjonowani okropną ułomnością, którą na mnie zarzucili, która powinna wystarczyć, by pokonać każdego. Próbowali mnie podpuścić. Nie udało im się. Ominąłem zasadzkę dzięki jednego z moich przeczuć. Cosmopolitan, jak powiedziałem, był moją ostatnią deską ratunku. Był to najbogatszy zakład bukmacherski w Nowej Anglii i z reguły nie ograniczali handlu. Myślę, że byłem najcięższym indywidualnym spekulantem, jakiego mieli — to znaczy spośród stałych, codziennych klientów. Mieli ładne biuro i największą i najbardziej kompletną tablicę notowań, jaką kiedykolwiek widziałem. Chodziłem wzdłuż całej długości dużego pokoju i obserwowałem każdą możliwą do wyobrażenia rzecz na której można było handlować Mam na myśli akcje sprzedawane na giełdach w Nowym Jorku i Bostonie, bawełnę, pszenicę, prowiant, metale — wszystko, co było kupowane i sprzedawane w Nowym Jorku, Chicago, Bostonie i Liverpoolu.


Wiesz, jak się handlowało w zakładach bukmacherskich. Dałeś pieniądze urzędnikowi i powiedziałeś mu, co chcesz kupić lub sprzedać. Spojrzał na taśmę lub tablicę ofertową i wziął stamtąd cenę — oczywiście ostatnią. Zapisał też czas na bilecie tak, aby brzmiał prawie jak zwykły raport maklera — to znaczy, że kupili lub sprzedali dla ciebie tyle akcji, takiej akcji po takiej cenie w taki czas w taki dzień i ile pieniędzy otrzymali od ciebie. Kiedy chciałeś zamknąć transakcję, szedłeś do sprzedawcy — tak czy inaczej, zależało to od zakładu bukmacherskiego — i mówiłeś mu. Wziął ostatnią cenę lub jeśli akcje nie były aktywne, czekał na następny kurs, który ukazał się na taśmie. Zapisał cenę i godzinę na Twoim bilecie, stemplował i oddał Ci go, a potem szedłeś do kasjera i dostałeś gotówkę, o którą prosił. Oczywiście, gdy rynek szedł przeciwko tobie, a cena przekroczyła limit ustalony przez Twoją marżę to twoja transakcja automatycznie się zamknęła, a bilet stał się tylko zwykłym papierkiem nic nie znaczącym. W skromnych zakładach bukmacherskich, w których ludzie mogli handlować zaledwie pięcioma akcjami, bilety były małymi kuponami — w różnych kolorach do kupowania i sprzedawania — i czasami, jak na przykład na „wrzących” rynkach wzrostowych (tak zwany rynek byków = kupowanie akcji, które mogą wzrosnąć) zakłady traciły dużo pieniędzy, ponieważ wszyscy klienci byli bykami (obstawiali na wzrost akcji) i tak się złożyło, że mieli rację. Wtedy zakłady bukmacherskie odliczyłby prowizje od kupna i sprzedaży, a jeśli kupiłeś akcje po 20, bilet wskazywałby 20¼. W ten sposób miałeś tylko ¾ punktu na swoje pieniądze. Ale Cosmopolitan był najlepszy w Nowej Anglii. Miał tysiące klientów i naprawdę myślę, że byłem jedynym człowiekiem, którego się bali. Ani premia za zabójstwo, ani trzypunktowa marża, którą podniosłem nie zmniejszyły znacznie mojego handlu. Kupowałem i sprzedawałem tyle, ile mi pozwolili. Czasami miałem linię 5000 akcji.


Cóż, w dniu w którym wydarzyło się to o czym wam powiem brakowało mi trzydziestu pięciuset akcji Sugar. Miałem siedem dużych różowych biletów (kwitów) po pięćset udziałów każdy. Cosmopolitan używał dużych kartek z pustym miejscem, na którym można było zapisać dodatkowy depozyt. Oczywiście zakłady bukmacherskie nigdy nie proszą o większą wpłatę. Im mniejszy depozyt (bądź wpłata) tym lepiej dla nich, bo ich korzyść polega na tym, że stracisz to. W mniejszych zakładach bukmacherskich, jeśli chciałbyś jeszcze bardziej zabezpieczyć swój handel to wystawiano nowy kwit, więc oni mogli obciążyć Cię prowizją od kupna i dać Ci tylko ¾ punktu (0,75 dolara na pierwszym dolarze wzrostu) za każdy spadek punktu, ponieważ obliczyli prowizję od sprzedaży dokładnie tak, jakby była to nowa transakcja. Cóż, dziś pamiętam, że miałem ponad 10 000 dolarów marży (zysku). Miałem zaledwie dwadzieścia lat, kiedy po raz pierwszy zgromadziłem dziesięć tysięcy dolarów w gotówce. Powinniście byli usłyszeć moją matkę. Można by pomyśleć, że dziesięć tysięcy dolarów w gotówce to więcej niż ktokolwiek, kto ma przy sobie oprócz starego Johna D. Rockefellera, a ona zwykła mówić mi, żebym był zadowolony i zajął się jakimś zwykłym biznesem. Trudno mi było ją przekonać, że nie uprawiam hazardu, ale zarabiam na myśleniu. Ale widziała tylko, że dziesięć tysięcy dolarów to dużo pieniędzy, a jedyne co ja widziałem to jeszcze większe zyski.


Wykupiłem 3500 akcji Sugar po cenie 105¼ dolara. W pokoju był jeszcze jeden gość, Henry Williams, któremu brakowało 2500 akcji. Siadałem przy telegrafie i wykrzykiwałem notowania dla chłopca z zarządu, aby mógł je zapisać na tablicy. Cena zachowywała się tak, jak myślałem, szybko spadła o kilka punktów i zatrzymała się na chwilę, aby nabrać oddechu, zanim spadła jeszcze niżej (mowa o cenie akcji). Ogólny rynek był dość słaby i wszystko wyglądało obiecująco. Nagle nie spodobał mi się sposób w jaki Sugar się wahała. Zacząłem czuć się nieswojo. Pomyślałem, że powinienem wyjść z rynku. Potem notowanie było po 103 — to był najniższa cena w tym dniu — ale zamiast czuć się pewniej, poczułem się bardziej niepewnie. Wiedziałem, że gdzieś coś jest nie tak, ale nie mogłem tego dokładnie nazwać. Ale jeśli coś się zbliżało, a ja nie wiedziałem skąd to lepiej byłoby opuścić rynek. Wiesz, nie robię rzeczy na ślepo. Nie lubię. Nigdy nie zrobiłem. Już jako dziecko musiałem wiedzieć, dlaczego powinienem robić pewne rzeczy. Ale tym razem nie miałam żadnego konkretnego powodu do niepokoju a mimo to czułam się tak nieswojo, że nie mogłem tego znieść. Zadzwoniłem do znajomego, którego znałem Dave’a Wymana, i powiedziałem do niego:

— Dave, zajmij moje miejsce tutaj. Chcę, żebyś coś zrobił dla mnie. Poczekaj chwilę, zanim podasz następną cenę akcji Sugar, dobrze?


Powiedział, że to zrobi, a ja wstałem i podałem mu swoje miejsce, żeby mógł sprawdzić ceny dla chłopca. Wyjąłem z kieszeni siedem kwitów Sugar i podszedłem do lady, gdzie był urzędnik, który oznaczał kwity przy zamykaniu transakcji. Ale tak naprawdę nie wiedziałem, dlaczego powinienem wyjść z rynku, więc po prostu stałem opierając się o ladę z kwitami w dłoni tak że makler ich nie widział. Wkrótce usłyszałem stukanie instrumentu telegraficznego i zobaczyłem, że sprzedawca Tom Burnham szybko odwraca głowę i nasłuchuje. Wtedy poczułem, że wykluwa się coś krzywego i postanowiłem nie czekać dłużej. W tej samej chwili Dave Wyman przy zaczął kwotować: „Su…” i szybko, jak błyskawica, rzuciłem swoje kwity na ladę przed maklerem i krzyknąłem: „Zamykam Sugar!”, zanim Dave skończył określać cenę. Więc, oczywiście dom musiał zamknąć mój Sugar po ostatniej wycenie, choć nazwał Dave podał kurs ponownie 103. Według mojego przekonania Sugar powinien był już złamać kurs 103 dolarów. System nie działał prawidłowo. Miałem wrażenie, że zastawiona jest pułapka. W każdym razie instrument telegraficzny szalał teraz jak szalony i zauważyłem, że sprzedawca Tom Burnham zostawił moje kwity nieoznakowane w miejscu, gdzie je położyłem i słuchał klikania, jakby na coś czekał. Więc krzyknąłem na niego:

— Hej, Tom, na co do diabła czekasz? Zaznacz cenę na tych biletach — 103! Nie czekaj!


Wszyscy w pokoju usłyszeli mnie i zaczęli patrzeć w naszą stronę i pytać w czym tkwi problem, bo widzicie, podczas gdy Cosmopolitan był wiarygodną firmą i nic nie dawało podstaw do jego wypłacalności. Jeśli jeden klient jest podejrzliwy to inni idą w jego ślady. Tom wyglądał na nadąsanego, ale podszedł i oznaczył moje kwity „Zamknięte po 103” i popchnął całą siódemkę kwitów w moją stronę.


Powiedzmy, odległość od miejsca Toma do klatki kasjera nie przekraczała ośmiu stóp. Ale nie dotarłem do kasjera, żeby odebrać pieniądze, kiedy Dave Wyman przy telegrafie krzyknął podekscytowany:

— O rany! Sugar po 108!

Ale było za późno, więc po prostu się roześmiałem i zawołałem do Toma:

— Tym razem to nie zadziałało, prawda, staruszku?

Oczywiście to było ustawione. Henry Williams i ja razem mieliśmy sześć tysięcy akcji Sugar. Ten zakład bukmacherski miał moją i Henry’ego marżę, a w biurze mogło być wiele innych inwestorów akcji Sugar, w sumie osiem lub dziesięć tysięcy akcji. To oznacza, że 20 000 dolarów marży musieli zapłacić inwestorzy krótko sprzedający akcje Sugar. To wystarczyło, by zapłacić „ekspertom” na Wall Street — giełdzie nowojorskiej i zlikwidować nas z rynku. W dawnych czasach, gdy w zakładach bukmacherskich znajdowało się zbyt wiele byków (stawiają na wzrost) na pewnym składzie, powszechną praktyką było nakłanianie jakiegoś maklera do zbijania ceny tego konkretnego towaru na tyle daleko w pozycji, aby zlikwidować wszystkich klientów, którzy byli długimi klientami z rynku. Rzadko kosztuje to zakład bukmacherski więcej niż kilka punktów na kilkaset akcji, a zarobili tysiące dolarów.


To właśnie zrobił Cosmopolitan, aby dostać mnie, Henry’ego Williamsa i innych, którzy krótko sprzedali Sugar. Ich brokerzy w Nowym Jorku podnieśli cenę do 108. Oczywiście od razu spadła, ale Henry i wielu innych zostało zniszczonych. Ilekroć nastąpił niewyjaśniony gwałtowny spadek, po którym następował natychmiastowy powrót do normalnej ceny, gazety w tamtych czasach nazywały to jazdą po zakładach bukmacherskich. A najzabawniejsze było to, że nie później niż dziesięć dni po tym, jak ludzie z Cosmopolitan próbowali mnie wykiwać. Nowojorski trader (spekulant) zgarnął ponad siedemdziesiąt tysięcy dolarów!! Ten człowiek w swoich czasach był członkiem nowojorskiej giełdy, zasłynął jako niedźwiedź (przeciwieństwo byka, czyli sprzedaje w najlepszym okresie, bo przewiduje, że cena gwałtownie spadnie) podczas paniki Bryana w 1896 roku. Zawsze działał na granicy prawa z dobrymi zasadami handlu. Pewnego dnia pomyślał, że tam nie byłoby skarg ani ze strony giełdy, ani ze strony policji, gdyby zabrał z zakładów bukmacherskich część ich nieuczciwie zdobytych pieniędzy. W przypadku, o którym mówię, wysłał trzydziestu pięciu mężczyzn, aby działali jako klienci. Poszli do biura głównego i do większych oddziałów. Pewnego dnia o ustalonej godzinie wszyscy jego koledzy kupowali tyle określonych akcji ile pozwolili im menedżerowie zakładów bukmacherskich. Mieli instrukcje, aby wymknąć się po osiągnięciu pewnego zysku. Oczywiście rozdał swoim kumplom wskazówki dotyczące byka, a potem wszedł na parkiet giełdy i sam podbił cenę, z pomocą obecnych spekulantów, którzy uważali że robią dobry biznes. Wybierając odpowiednią spółkę, nie było problemu z podniesieniem ceny o trzy lub cztery punkty. Jego agenci w zakładach buk macherskich dokonywali sprzedaży zgodnie z ustaleniami.


Pewien facet powiedział mi, że pomysłodawca zarobił 70 000 dolarów netto, a jego koledzy pokryli koszty i sami dużo zyskali. Grał w ten system kilka razy w całym kraju, karając większe zakłady bukmacherskie w Nowym Jorku, Bostonie, Filadelfii, Chicago, Cincinnati i St. Louis. Jedną z jego ulubionych akcji była Western Union, ponieważ tak łatwo było przesunąć notowania o kilka punktów w górę lub w dół. Jego koledzy kupili go za określoną kwotę, sprzedali z zyskiem dwóch punktów, stracili pozycję (sprzedali krótko) i zdobyli trzy punkty więcej. Nawiasem mówiąc, przeczytałem niedawno, że ten człowiek umarł, biedny i zapomniany. Gdyby umarł w 1896 roku, miałby przynajmniej jedną kolumnę na pierwszej stronie każdej gazety nowojorskiej. W tej chwili otrzymał jedynie dwie linijki w gazecie na stronie piątek.

Rozdział II Zakłady bukmacherskie

Pomiędzy odkryciem, że Cosmopolitan Stock Brokerage Company była gotowa pokonać mnie w niecny sposób, jeśli utrudnione zabijanie w postaci trzypunktowej marży i półtora punktu premii tego nie zrobiło zdecydowałem się pojechać do Nowego Jorku, gdzie mógłbym handlować w biurze jakiegoś członka giełdy nowojorskiej. Nie chciałem już handlować Bostonie, ponieważ tam notowania przesyłane były telegraficznie. Chciałem być blisko oryginalnego źródła. Przyjechałem do Nowego Jorku w wieku 21 lat, zabierając ze sobą wszystko, co miałem — 2500 dolarów.


Wspominałem, że mam 10 000 dolarów, kiedy miałem 20 lat, a moja marża na tej transakcji z Sugar wynosiła ponad 10 000. Ale nie zawsze wygrywałem. Mój plan handlu był wystarczająco rozsądny i częściej wygrywał niż przegrywał. Gdybym się tego trzymał, miałbym rację może siedem na dziesięć razy. W rzeczywistości zawsze zarabiałem pieniądze, kiedy byłem pewien, że miałem rację, zanim zacząłem. To, co mnie pokonało, to brak rozumu, aby trzymać się własnej gry — to znaczy grać na rynku tylko wtedy, gdy byłem przekonany, że precedensy sprzyjały mojej grze. Na wszystko jest czas, ale nie wiedziałem o tym. I właśnie to bije tak wielu ludzi na Wall Street, którzy są bardzo daleko od bycia w głównej klasie frajerów. Jest zwykły głupiec, który zawsze i wszędzie robi coś złego, ale jest też głupiec z Wall Street, który myśli, że musi cały czas handlować. Żaden człowiek nie zawsze ma wystarczające powody do zakupu i sprzedaży codziennie, ani nawet takiej wiedzy.


Doświadczyłem tego. Ilekroć czytałem notowania w świetle doświadczenia, zarabiałem pieniądze, ale kiedy grałem po prostu głupio, musiałem przegrać. Nie byłem wyjątkiem, prawda? Była tam olbrzymia tablica z notowaniami, która patrzyła mi prosto w twarz, a także działał telegraf, a ludzie handlowali i obserwowali, jak ich kwity zamieniają się w gotówkę lub makulaturę. Oczywiście pozwoliłem, by pragnienie podniecenia wzięło górę nad moim osądem. W zakładzie bukmacherskim, gdzie Twoja marża jest niewielka, nie grasz zbyt długo. Zostajesz wyczyszczony zbyt łatwo i szybko. Chęć ciągłego działania, niezależnie od leżących u podstaw warunków, jest przyczyną wielu strat na Wall Street, nawet wśród profesjonalistów, którzy czują, że muszą codziennie zabierać do domu trochę pieniędzy, jakby pracowali za regularne pensje. Pamiętaj, że byłem tylko dzieckiem. Nie wiedziałem wtedy, czego się później dowiedziałem, co sprawiło, że piętnaście lat później czekałem dwa długie tygodnie i widziałem jak akcje, na których byłem bardzo uparty, wzrosły o trzydzieści punktów, zanim uznałem że można je bezpiecznie kupić. Byłem spłukany i próbowałem wrócić, a nie mogłem sobie pozwolić na lekkomyślną grę. Musiałem mieć rację, więc czekałem. To było w 1915 roku. To długa historia. Opowiem to później na właściwym miejscu. A teraz przejdźmy od tego, gdzie po latach praktyki w ich pokonywaniu pozwoliłem zakładom bukmacherskim odebrać większość moich wygranych.


A do tego z szeroko otwartymi oczami! I to nie był jedyny okres w moim życiu, kiedy to robiłem. Gracz giełdowy musi w sobie walczyć z wieloma drogimi wrogami. W każdym razie przyjechałem do Nowego Jorku z 2500 dolarów. Nie było tutaj zakładów bukmacherskich, którym człowiek mógłby zaufać. Giełdzie i policji między nimi udało się dość mocno ich zamknąć. Poza tym chciałem znaleźć miejsce, w którym jedynym ograniczeniem mojego handlu byłby stan mojego konta. Nie miałem go dużo, ale nie spodziewałem się, że pozostanie mały na zawsze. Najważniejsze na początku było znalezienie miejsca, w którym nie musiałbym się martwić o poczynania maklera — jego wiarygodności. Poszedłem więc do nowojorskiej giełdy papierów wartościowych, która miała filię w domu, gdzie znałem kilku osób. Już dawno wypadli z interesu. Nie byłem tam długo, nie lubiłem jednego z partnerów, a potem poszedłem do AR Fullerton & Company. Ktoś musiał im opowiedzieć o moich wczesnych doświadczeniach, ponieważ nie minęło wiele czasu, zanim wszyscy zaczęli nazywać mnie Małym Spekulantem. Zawsze wyglądałem młodo. W pewnym sensie była to ułomność, ale zmusiła mnie do walki o swoje, ponieważ tak wielu próbowało wykorzystać moją młodość — naiwność. Właściciele zakładów bukmacherskich, widząc jakim jestem dzieckiem, zawsze myśleli, że jestem głupcem i to był jedyny powód, dla którego tak często ich pokonałem.


Cóż, nie minęło sześć miesięcy, zanim byłem spłukany. Byłem dość aktywnym spekulantem i miałem reputację zwycięzcy. Wydaje mi się, że moje prowizje coś wyniosły. Naładowałem swoje konto całkiem nieźle, ale oczywiście w końcu przegrałem. Grałem ostrożnie, ale musiałem przegrać. Podam powód: to był mój niezwykły sukces w zakładach bukmacherskich! Grę mogłem wygrać tylko w zakładach bukmacherskich, gdzie obstawiałem wahania. Moje czytanie z telegrafu dotyczyło wyłącznie tego, kiedy kupiłem, a cena była na tablicy ofertowej, tuż przede mną. Jeszcze zanim kupiłem, wiedziałem dokładnie, jaką cenę będę musiał zapłacić za swoje akcje. I zawsze mogłem sprzedawać w jednej chwili. Mogłem skutecznie skalpować, bo mogłem się poruszać jak błyskawica. Mógłbym nadążyć za szczęściem lub odciąć stratę w ciągu sekundy. Czasami na przykład byłem pewien, że akcje przesuną się co najmniej o punkt. Praktyczny problem z tym systemem polegał oczywiście na tym, że nawet gdyby zakład bukmacherski miał środki, aby znieść dużą, stałą stratę to nie zrobiłby tego.


W każdym razie idealny system do handlu w zakładach bukmacherskich nie działał w biurze Fullertona, a tam kupowałem i sprzedawałem akcje. Cena Sugar na tablicy mogła wynosić 105 i widziałem zbliżający się trzypunktowy spadek. Prawdę mówiąc, w tym samym momencie, gdy makler drukował 105 na tablicy, realna cena na parkiecie giełdy mogła wynosić 104 lub 103. Zanim moje zlecenie sprzedaży tysiąca akcji dotrze do pracownika Fullertona w celu wykonania to cena może być jeszcze niższa. Nie mogłem powiedzieć, za jaką cenę wykupiłem swoje tysiąc akcji, dopóki nie otrzymałem raportu od maklera. Gdybym z pewnością zarobił 3000 dolarów na tej samej transakcji w zakładzie bukmacherskim to tutaj mógłbym nie zarobić ani centa w domu na giełdzie. Oczywiście jest to skrajny przypadek, ale faktem jest, że tablica notowań w biurze Fullertona zawsze pokazywała historię, a ja wtedy tego nie rozumiałem.


A potem, jeśli moje zamówienie było dość duże to moja własna sprzedaż miałaby tendencję do dalszego obniżania ceny. W zakładzie bukmacherskim nie musiałem myśleć o wpływie własnego handlu. Przegrałem w Nowym Jorku, ponieważ gra była zupełnie inna. To nie to, że teraz grałem w to legalnie sprawiło, że przegrałem, ale to, że grałem nieświadomie. Powiedziano mi, że dobrze czytam przebieg notowań. Ale nie uratowało mnie to. Mógłbym sobie poradzić o wiele lepiej, gdybym sam był na parkiecie giełdy, jako spekulant. Być może w jakimś szczególnym tłumie dostosowałbym swój system do warunków bezpośrednio przede mną. Ale, oczywiście, gdybym miał na przykład działać na taką skalę, jak teraz to system również by mnie zawiódł ze względu na wpływ mojego własnego handlu na ceny.


Krótko mówiąc, nie znałem wystarczająco gry w spekulacje akcjami. Znałem jego część, dość ważną część, która zawsze była dla mnie bardzo cenna. Ale jeśli mimo wszystko, co miałem, nadal przegrałem to jaką szansę ma świeży spekulant na wygraną, a raczej na spieniężenie? Nie zajęło mi dużo czasu, zanim zdałem sobie sprawę, że coś jest źle z moim systemem, ale nie mogłem znaleźć dokładnego problemu. Były chwile, kiedy mój system działał pięknie, a potem nagle nic oprócz jednego uderzenia po drugim. Pamiętaj, że miałem dopiero 22 lata. Nie łatwo było przyznać, że zawiniłem. W takim wieku człowiekowi wydaje się, że jest najinteligentniejszy na całym świecie podczas, gdy tak naprawdę nic o nim nie wie. Ludzie w biurze byli dla mnie bardzo mili. Nie mogłem spekulować tak jak chciałem, ze względu na ich wymagania dotyczące depozytu zabezpieczającego, ale AR Fullerton i reszta firmy byli dla mnie tak mili, że po 6 miesiącach aktywnego handlu nie tylko straciłem wszystko co miałem i wszystko, co zarobiłem tam, ale byłem nawet winien firmie kilkaset dolarów.


Byłem tam prawie jeszcze dzieckiem, które nigdy wcześniej nie było poza domem i zostałem spłukany, ale wiedziałem, że nie ma ze mną nic złego, tylko z moją grą. Nie wiem, czy wyrażam się otwarcie, ale nigdy nie tracę panowania nad osobą z powodu giełdy. Nigdy nie kłócę się z notowaniami. Ból na rynku nigdzie Cię nie zaprowadzi. Tak bardzo chciałem wznowić handel, że nie straciłem ani minuty i od razu poszedłem do starego Fullertona i powiedziałem mu:

— Powiedz, A. R., pożyczysz mi 500 dolarów? — zapytałem

— Po co? — odpowiedział

— Muszę mieć trochę pieniędzy

— Po co? — zapytał ponownie

— Oczywiście ze względu na depozyt — powiedziałem.

— 500 dolarów? Wiesz, depozyt wynosi 10%, a to oznacza 1000 dolarów na 100 akcjach. O wiele lepiej, jeśli przyznam ci kredyt…

— Nie chcę tutaj kredytu. Jestem już coś winien firmie. Chcę, żebyś pożyczył mi pięćset dolarów, abym mógł wyjść, odegrać się i wrócić.

— Jak zamierzasz to zrobić? zapytał stary A. R.

— Sprzedam w zakładach bukmacherskich — powiedziałem.

— Handluj tutaj — powiedział.

— Nie, nie jestem jeszcze pewien, czy uda mi się pokonać grę w tym biurze, ale jestem pewien, że mogę wyciągnąć pieniądze zakładów bukmacherskich. Znam tę grę. Mam wrażenie, że wiem, gdzie popełniłem błąd


Pożyczył mi 500 dolarów i wyszedłem z biura, w którym Mały Trader z Zakładów Bukmacherskich jak mnie wówczas nazywali — zbankrutował. Nie mogłem wrócić do domu, bo tamtejsze zakłady bukmacherskie nie chciały mi sprzedać akcji. Nowy Jork był wykluczony, ponieważ w tamtym czasie hazard był wytępiony. Mówiono mi, że w latach 90-tych na Broad Street i New Street było ich pełno. Ale nie było takich, kiedy potrzebowałem. Więc po pewnym namyśle zdecydowałem się pojechać do St. Louis. Słyszałem o dwóch firmach, które zrobiły ogromne interesy na całym Środkowym Zachodzie. Ich zyski musiały być ogromne. Mieli filie w kilkudziesięciu miastach. W rzeczywistości powiedziano mi, że na Wschodzie nie ma obaw, aby porównać z nimi wielkość transakcji. Prowadzili otwarcie, a najlepsi ludzie handlowali tam bez skrupułów. Pewien facet powiedział mi nawet, że właściciel jednego z koncernów był wiceprezesem Izby Handlowej, ale to nie mogło być w St. Louis. W każdym razie właśnie tam poszedłem z moimi 500 dolarami, aby przywrócić udział jako depozyt zabezpieczający w biurze A. R. Fullerton & Company, członka giełdy nowojorskiej.


Kiedy dotarłem do St. Louis, poszedłem do hotelu, umyłem się i poszedłem poszukać zakładów bukmacherskich. Jednym był J. G. Dolan Company, a drugim H. S. Teller & Company. Wiedziałem, że mogę ich pokonać. Zamierzałem grać śmiertelnie bezpiecznie — ostrożnie i konserwatywnie. Obawiałem się tylko, że ktoś może mnie rozpoznać i wydać, ponieważ zakłady bukmacherskie w całym kraju słyszały o Małym Traderze. Są jak domy hazardu i słyszą wszystkie plotki o profesji. Dolan był bliżej niż Teller, więc poszedłem najpierw do Dolan. Miałem nadzieję, że pozwolą mi obstawiać zakłady na kilka dni, zanim powiedzą mi, żebym zabrał swój handel gdzie indziej. Wszedłem. To było ogromne miejsce i musiało tam być co najmniej kilkaset osób, wszyscy zapatrzeni w gazety na notowania. Cieszyłem się, bo w takim tłumie miałem większe szanse na bycie niezauważonym. Stałem, obserwowałem notowania i uważnie im się przyglądałem, aż wybrałem moje pierwsze akcje.

Rozejrzałem się i zobaczyłem maklera w oknie, w którym dajesz pieniądze i odbierasz kwity. Patrzył na mnie, więc podszedłem do niego i zapytałem:

— Czy tutaj handlujecie bawełną i pszenicą?

— Tak, synu — odpowiedział

— Czy mogę też kupić akcje?

— Możesz, jeśli masz pieniądze

— Och, rozumiem, dobrze, dobrze — powiedziałem jak chełpliwy chłopak.

— Masz, prawda? — mówi z uśmiechem.

— Ile akcji mogę kupić za sto dolarów? — Zapytałem, jak poirytowany.

— 100 jeśli masz 100 dolarów

— Mam 100. Tak i 200 też!

— Ooo…

— Kup mi tylko 200 udziałów — powiedziałem ostro

— Co 200? — zapytał, teraz poważnie.

Spojrzałem ponownie na tablicę, jakbym chciał mądrze odgadnąć, i powiedziałem mu:

— 200 akcji Omaha

— W porządku! — powiedział. Wziął moje pieniądze, przeliczył je i wypisał kwit.

— Jak się nazywasz? — zapytał mnie, a ja odpowiedziałem:

— Horacjusz Kent


Dał mi kwit, a ja odszedłem i usiadłem między klientami, czekając i obserwując. Zarobiłem na tych akcjach i dokonałem transakcji kilka razy tego dnia. Następnego dnia też. W ciągu dwóch dni zarobiłem 2800 dolarów i miałem nadzieję, że pozwolą mi grać do końca tygodnia. Przy tempie, w jakim zarabiałem to nie byłoby to takie złe. Wtedy zająłbym się drugim zakładem bukmacherskim, a gdybym miał tam podobne szczęście to wróciłbym do Nowego Jorku z niezłą gotówką, w którym mógłbym zaistnieć. Rankiem trzeciego dnia, kiedy nieśmiało podszedłem do okna maklera, żeby kupić 500 akcji BRT, sprzedawca powiedział do mnie:

— Panie Kent, szef chce się z panem widzieć.

Wiedziałem, że gra się skończyła. Ale zapytałem go:

— O czym on chce się ze mną widzieć?

— Nie wiem

— Gdzie on jest?

— W swoim prywatnym gabinecie. Idź w tamtą stronę. — Wskazał mi drogę

Wszedłem. Pan Dolan siedział przy biurku. Odwrócił się i powiedział:

— Usiądź Livingston

Wskazał na krzesło. Moja ostatnia nadzieja zniknęła. Nie wiem, jak odkrył, kim jestem, być może z rejestru hotelowego.

— Czemu chciał się Pan ze mną widzieć?

— Posłuchaj, dzieciaku. Nie mam nic przeciwko Tobie, rozumiesz? Zupełnie nic.

— Nie, nie rozumiem — powiedziałem.

Wstał z obrotowego krzesła. Był niesamowicie dużym facetem. Powiedział do mnie:

— Po prostu podejdź tutaj, Livingston, dobrze? — i podszedł do drzwi. Otworzy je, a następnie wskazał na klientów w dużym pokoju.

— Widzisz ich? — zapytał mnie.

— To znaczy kogo dokładnie?

— Oni. Spójrz na nich, dzieciaku. Jest ich 300! Trzysta frajerów! Karmią mnie i moją rodzinę. Rozumiesz? 300 frajerów! Potem pojawiasz się Ty i za dwa dni zarabiasz więcej niż ja w ciągu dwóch tygodni z tych 300 frajerów. To nie biznes dla mnie dzieciaku. Nie mam nic przeciwko Tobie. Weź to co już zarobiłeś i nie wracaj tutaj, nie ma dla Ciebie tutaj już miejsca!

— Ale ja……

— To wszystko. Widziałem Cię przedwczoraj i wczoraj. Nie podobał mi się twój wygląd. Od razu widać, że udasz kogoś innego. Wezwałem więc tego osiołka — wskazał na winnego maklera — i zapytałem jakie akcje kupiłeś, a kiedy mi powiedział to od razu wiedziałem, że coś jest nie tak. Odpowiedziałem mu: „Nie podoba mi się wygląd tego faceta.” A ten głupi maklera mówi: „On nikogo nie udaje, szefie! Nazywa się Horacjusz Kent i jest jeszcze chłopcem. Sytuacja jest pod kontrolą!” Przez tego osła straciłem 2800 dolarów, ale kasa już jest dla Ciebie zamknięta!!


— Niech Pan mnie posłucha… — zacząłem.

— To Ty mnie posłuchaj, Livingston — powiedział. — Słyszałem o tobie wszystko. Zarabiam pieniądze na zakładach frajerów, a ty tu nie pasujesz. Staram się mieć zasady i to co zarobiłeś jest Twoje, ale to koniec. Więcej nie chce Cię tu widzieć! Odejdź.


Opuściłem zakład bukmacherski Dolana z zyskiem w wysokości 2800 dolarów. Zakład bukmacherski Tellera znajdował się niedaleko. Dowiedziałem się, że Teller był bardzo bogatym człowiekiem, który również grał po wielu salach bilardowych. Postanowiłem pójść do jego zakładu bukmacherskiego. Zastanawiałem się, czy rozsądnie byłoby zacząć z umiarem i kupić do 1000 akcji, czy też zacząć od skoku, opierając się na teorii, że mogę nie być w stanie handlować dłużej niż jeden dzień. Właściciele są bardzo mądrzy, kiedy przegrywają, a ja chciałem kupić 1000 akcji BRT. Byłem pewien, że mógłbym z tego wyciągnąć 4 lub 5 punktów. Ale jeśli staną się podejrzliwi lub jeśli zbyt wielu klientów będzie miało zbyt dużo tych akcji to mogą w ogóle nie pozwolić mi na handel. Pomyślałem, że może lepiej najpierw rozproszę swoje akcje i zacznę małych transakcji.


Nie było to tak duże miejsce jak Dolan, ale wygląd i atmosfera były ładniejsze i najwyraźniej tłum był lepszej klasy. To pasowało mi do i zdecydowałem się kupić mój 1000 akcji BRT. Podszedłem do odpowiedniego okna i powiedziałem do sprzedawcy:

— Chciałbym kupić akcje BRT. Jaki jest limit?

— Nie ma ograniczeń. Możesz kupić tyle, ile masz pieniędzy.

— Kupuję 1500 akcji — mówię i wyjąłem z kieszeni rolkę pieniędzy, podczas gdy makler zaczyna pisać kwit i wtedy jakiś rudowłosy mężczyzna odepchnął tego maklera od lady i powiedział do mnie:

— Słuchaj Livingston, wracaj do Dolana. Nie dostaniesz tutaj żadnych akcji.

— Poczekaj, aż dostanę kwit. Właśnie kupiłem trochę akcji BRT.

— Nie dostaniesz żadnego pokwitowania — powiedział. W tym czasie inni maklerzy stanęli za nim i patrzyli na mnie.

— Nigdy nie przychodź tu handlować. Nie sprzedamy Ci żadnych akcji. Rozumiesz?


Nie było sensu się wściekać ani kłócić z nimi, więc wróciłem do hotelu, zapłaciłem rachunek i wróciłem pierwszym pociągiem do Nowego Jorku. To było trudne. Chciałem odzyskać trochę pieniędzy, a Teller nie pozwolił mi na dokonanie choćby jednej transakcji. Wróciłem do Nowego Jorku, zapłaciłem Fullertonowi jego 500 dolarów i ponownie zacząłem handlować za pieniądze z St. Louis. Miałem dobre i złe okresy ale szło mi lepiej niż wychodzenie na zero. W końcu nie musiałem się wiele oduczyć, tylko po to, by pojąć jeden fakt, że w spekulacji akcjami chodziło o coś więcej, niż myślałem, zanim poszedłem do biura Fullertona, aby handlować. Byłem jak jeden z tych fanów puzzli, rozwiązując krzyżówki w niedzielnym dodatku. Nie jest usatysfakcjonowany, dopóki nie rozwiąże ostatniego hasła. Cóż, na pewno chciałem znaleźć rozwiązanie mojej zagadki. Myślałem, że skończyłem z handlem w zakładach bukmacherskich ale się myliłem.


Jakieś kilka miesięcy po tym, jak wróciłem do Nowego Jorku do biura Fullertona wszedł stary włóczęga. Znał AR Fullertona. Ktoś powiedział mi, że kiedyś posiadali razem szereg koni wyścigowych. Było jasne, że miał za sobą te lepsze dni. Przedstawiono mi starego McDevitta. Opowiadał nam o bandzie oszustów z zachodnich torów wyścigowych w jaki sposób oszukiwali w St. Louis. Głównym szefem tej bandy oszustów był właściciel domu bilardowego imieniem Teller.

— Jaki Teller? — Zapytałem go.

— H. S. Teller.

— Znam tego ptaszka — powiedziałem.

— Jest naprawdę cwany — powiedział McDevitt.

— Jest gorszy — powiedziałem — i mam małą sprawę do załatwienia z nim.

— To znaczy jaką?

— Jedynym sposobem, w jaki mogę się odegrać to był jego portfel. Nie mogę go teraz dopaść w St. Louis, ale pewnego dnia to zrobię — I powiedziałem McDevittowi o sytuacji jaka miała miejsce w Tellera zakładzie bukmacherskim.

— Cóż, mówi stary Mac — Teller próbował założyć tutaj w Nowym Jorku i nie mógł tego zrobić, więc otworzył oddział w Hoboken. Rozeszła się wieść, że nie ma ograniczeń co do tej gry.

— Jakiej gry? — Myślałem, że miał na myśli wyścigi konne

— Zakład bukmacherski — powiedział McDevitt.

— Czy na pewno jest Pan pewien, że ma zakład bukmacherski w Hoboken?

— Tak. Kilku kolegów mi powiedziało o tym.

— To tylko pogłoski — powiedziałem. — Czy mógłby Pan to sprawdzić i czy są jakieś ograniczenia tam?

— Jasne, synu — powiedział McDevitt. — Pójdę jutro rano, wrócę i Ci powiem.


Tak też zrobił. Wygląda na to, że Teller już robił duży interes i chciał zarobić ile się da więc nie było tam żadnych limitów. To było w piątek. Rynek szedł w górę przez cały ten tydzień — pamiętajcie, to było 20 lat temu — i szybko okazało się, że wyciąg z banku w sobotę wykaże duży spadek rezerwy nadwyżkowej. To dałoby wymówkę dla dużych spekulantów z dużymi zakładami, aby wskoczyć na rynek i spróbować pozbyć się niektórych słabych graczy. Głównie traciły spółki, które były najczęściej kupowane wśród publiczności — dokładnie takie jakie mieli klienci u Tellera. Jego zakłady bukmacherskie wykorzystywały zarówno spadki cen akcji jak i wzrosty, a jednopunktowy depozyt zabezpieczający tylko bogacił Tellera. Nie ma nic bardziej przyjemnego niż łapanie frajerów w obie strony (wzrosty i spadki cen).


Tamtego sobotniego poranka pojechałem do Hoboken do kasy. Wyposażyli duży pokój dla klientów w elegancką tablicę z notowaniami, pełną grupę maklerów i specjalnego szarego policjanta. Było około 25 klientów. Rozmawiałem z kierownikiem i zapytał mnie, co może dla mnie zrobić, a ja mu powiedziałem, że nic. Przecież można zarobić znacznie więcej pieniędzy na wyścigach konnych ze względu na szanse i swobodę postawienia dużej gotówki i wygrania tysięcy w ciągu kilku minut, zamiast zarabiać jakieś grosze z giełdy przy tym niecierpliwiąc się nawet dniami. Kierownik zaczął mi mówić, o ile bezpieczniejsza jest gra giełdowa i ile zarabiali niektórzy z ich klientów — można by przysiąc, że to zwykły makler faktycznie kupował i sprzedawał twoje akcje na giełdzie — i jak gdyby człowiek tylko ciężko handlował, mógł zarobić na tyle, by zadowolić każdego. Musiał pomyśleć, że jadę na wyścigi konne i chciał mnie zatrzymać, zanim tam stracę pieniądze, bo powiedział, że powinienem się spieszyć, ponieważ rynek zamykany jest o 12 w soboty. To pozwoliłoby mi poświęcić całe popołudnie na inne zajęcia. Mogę mieć większą gotówkę do zabrania ze sobą na wyścigi konne — jeśli wybiorę odpowiednie akcje.


Wyglądałem, jakbym mu nie wierzył, a on wciąż mnie namawiał. Patrzyłem na zegar. O 11:15 powiedziałem:

— W porządku, spróbuję — i zacząłem wydawać mu zamówienia na sprzedaż w różnych akcjach. Włożyłem 2000 dolarów w gotówce, a on był bardzo zadowolony. Powiedział mi, że myśli, że zarobię dużo pieniędzy i ma nadzieję, że będę często do nich przychodził. Stało się tak, jak się spodziewałem. Spekulanci wbijali w akcje, w przypadku których, ich zdaniem, złamią poziomy zabezpieczenia, a to wywołało podaż i oczywiście ceny spadły. Zamknąłem swoje transakcje tuż przed wzrostem ostatnich pięciu minut jak spekulanci zaczęli zamykać swoje krótkie pozycje. Zarobiłem już 5100 dolarów i poszedłem do kasy, aby je odebrać.

— Cieszę się, że wpadłem — powiedziałem do kierownika i dałem mu swoje kwity.

— Przykro mi, ale nie mamy na tą chwilę tylu pieniędzy w kasie — mówi do mnie — Nie oczekiwaliśmy, że może tak się stać. Rano w poniedziałek powinienem mieć tyle pieniędzy i będzie mógł je Pan odebrać.

— W porządku. Ale dzisiaj wezmę wszystko, co macie w kasie — powiedziałem.

— Musisz pozwolić mi spłacić tych mniejszych graczy — powiedział — Zwrócę ci to co zostanie w kasie. Poczekaj, aż zrealizuję inne kwity

Czekałem więc, aż spłaci innym zwycięzcom. Och, wiedziałem, że moje pieniądze są bezpieczne. Teller nie zgodziłby się, gdyby biuro robiło tak dobry interes. A jeśli to zrobił, co innego mogłem zrobić lepiej niż zabrać wszystko, co miał wtedy i tam? Dostałem własne 2000 dolarów, a oprócz tego około 800 dolarów z wygranych, czyli wszystko, co miał w kasie wtedy. Powiedziałem mu, że będę tam w poniedziałek rano. Przysiągł, że pieniądze będą na mnie czekać.


Dotarłem do Hoboken w poniedziałek przed dwunastą. Widziałem faceta rozmawiającego z kierownikiem, którego widziałem w biurze w St. Louis w dniu, w którym Teller kazał mi wracać do Dolan. Od razu wiedziałem, że kierownik wysłał telegraf do biura domowego i wysłali jednego ze swoich ludzi, aby zbadał sprawę. Oszuści nikomu nie ufają.

— Przyszedłem po resztę moich pieniędzy — powiedziałem do kierownika.

— Czy to ten mężczyzna? — zapytał facet z St. Louis.

— Tak — powiedział kierownik i wyjął z kieszeni kilka żółtych rewersów.

— Czekaj! — powiedział do niego facet z St. Louis, a potem zwrócił się do mnie:

— Powiedz, Livingston, czy nie mówiliśmy Ci, że nie chcemy Cię widzieć w naszych zakładach?!

— Najpierw daj mi moje pieniądze — powiedziałem do kierownika i on wypłacił mi 2300 dolarów

— Co mówiłeś? — Powiedziałem do faceta z St. Louis.

— Mówiliśmy Ci, że nie chcemy, żebyś handlował u nas!

— Tak — powiedziałem — Dlatego przyjechałem

— Więc nie przychodź więcej. Trzymaj się z daleka! — warknął na mnie. Podszedł do mnie ich policjant ubrany po cywilnemu. Facet St. Louis potrząsnął pięścią w kierunku kierownika i krzyknął:

— Powinieneś był wiedzieć lepiej, ty biedny głupku, żeby go nie wpuszczać tutaj. To jest Livingston. Miałeś wyraźne rozkazy!


— Posłuchaj, ty mnie. To nie jest St. Louis. Nie możesz tutaj zrobić żadnej sztuczki, tak jak robi to twój szef. — powiedziałem

— Trzymaj się z dala od tego biura! Nie możesz tu handlować! — krzyczał na mnie

— Jeśli nie mogę tu handlować, to nikt inny też nie będzie. — powiedziałem mu. — Nie ujdzie ci to na sucho tutaj.

— Posłuchaj — powiedział, zdenerwowany — zrób nam przysługę. Bądź rozsądny! Wiesz, że nie możemy tego wytrzymać każdego dnia. Nasz szef załamie się kiedy o wszystkim się dowie. Miej serce, Livingston!

— Postaram się

— Posłuchaj rozsądku, prawda? Trzymaj się z daleka! Daj nam szansę na dobry start. Jesteśmy tu nowi.

— Kiedy następnym razem przyjdę to nie chcę mieć żadnych problemów — powiedziałem i zostawiłem go rozmawiającego z kierownikiem w tempie miliona słów na minutę.


Wyciągnąłem od nich trochę pieniędzy za sposób, w jaki traktowali mnie w St. Louis. Nie było sensu rozgrzewać się ani próbować ich zamknąć. Wróciłem do biura Fullertona i opowiedziałem McDevittowi, co się wydarzyło. Potem powiedziałem mu, że jeśli będzie to dla niego przyjemne to chciałbym, żeby pojechał do Tellera i zaczął handlować 20 lub 30 partiami akcji, żeby się do niego przyzwyczaili. Następnie w chwili, gdy zobaczę dobrą okazję, żeby się wzbogacić to zadzwonię do niego. Dałem McDevittowi 1000 dolarów, a on poszedł do Hoboken i zrobił to co mu powiedziałem. Musiał być jednym z stałych bywalców. Pewnego dnia, kiedy pomyślałem, że widzę zbliżającą się panikę to podałem McDevittowi słowo i sprzedał tyle akcji, na ile mu pozwolili. Tego dnia zarobiłem 2800 dolarów po tym, jak zapłaciłem McDevittowi prowizję i zapłaciłem pozostałe wydatki. Sam McDevitt też nieźle zarobił. Niecały miesiąc później Teller zamknął swój oddział w Hoboken. Policja się nimi zajęła.. W każdym razie to się im nie opłaciło, chociaż skosiłem ich tylko dwa razy. Wpadliśmy na szaloną hossę, kiedy akcje nie zareagowały wystarczająco, by zniwelować nawet jednopunktowe marże i oczywiście, wszyscy klienci byli bykami, wygrywali i obstawiali dalej. W całym kraju zakłady bukmacherskie zaczęły bankrutować.


Zasady zakładów bukmacherskich się zmieniły. Handel w staromodnym zakładzie miał pewne zdecydowane zalety w stosunku do spekulacji w renomowanym biurze maklerskim. Po pierwsze, automatyczne zamknięcie transakcji, gdy marża osiągnęła punkt wyczerpania, było najlepszym rodzajem zlecenia stop-loss (zlecenie, które zapobiega poważnej stracie inwestora, spekulant zakłada maksymalną stratę akcji w wyniku czego gdy kurs osiągnie dany poziom lub go przebije to zlecenie jest realizowane przez co spekulant nie traci więcej pieniędzy). Nie można było stracić więcej niż się wpłaciło, nie było też niebezpieczeństwa dużego. W Nowym Jorku zakłady bukmacherskie nigdy nie były tak liberalne w stosunku do swoich klientów, jak słyszałem na Zachodzie. Tutaj ograniczali możliwy zysk z niektórych akcji do dwóch punktów. Wśród nich był Sugar, Tennessee Coal and Iron. Bez względu na to, czy przeniosły dziesięć punktów w dziesięć minut, na jednym kwicie można było zarobić tylko 2 punkty. Doszli do wniosku, że w przeciwnym razie klient miałby zbyt duże szanse na duży zarobek, klient mógł stracić 1 dolara i zarobić później 10 dolarów. A potem były chwile, kiedy wszystkie zakłady bukmacherskie, w tym największe, odmawiały przyjmowania zamówień na niektóre akcje. W 1900 roku, w przeddzień wyborów, kiedy przesądzono, że McKinley wygra to żaden zakład bukmacherski nie pozwolił swoim klientom kupować akcji. Szanse na wybory na McKinleya wynosiły 3 punkty do 1 punktu. Kupując akcje na w poniedziałek zdobyłoby się od 3 do 6 punktów lub więcej. Klient mógłby postawić na Bryana, kupić akcje i mieć pewność, że zarobi dobre pieniądze. Przez cały dzień zakładu bukmacherskie odmawiały przyjmowania zakładów. Gdyby nie odmowa przejęcia moich zakładów to nigdy nie przestałbym z nimi handlować. A potem nigdy bym się nie nauczył, że spekulacje na akcjach to coś więcej niż obstawianie o kilka punktów wahań cen.

Rozdział III Wall Street

Człowiek potrzebuje dużo czasu, zanim wyciągnie wnioski ze wszystkich swoich błędów. Mówią, że wszystko ma dwie strony. Ale giełda ma tylko jedną stronę i nie jest to strona byka czy niedźwiedzia, ale właściwa. Utrwalenie tej ogólnej zasady zajęło mi więcej czasu niż w przypadku większości bardziej technicznych faz gry w spekulacje na akcjach. Słyszałem o ludziach, którzy bawią się, przeprowadzając papierowe transakcje na giełdzie, aby za pomocą papierowych transakcji udowodnić, że mają rację. Czasami ci hazardziści-duchy zarabiają miliony. W ten sposób bardzo łatwo jest być znanym spekulantem. To jak stara historia o człowieku, który następnego dnia miał stoczyć pojedynek.

Jego pośrednik rywala w walce zapytał go:

— Czy jest Pan dobrym strzelcem?

— Cóż — powiedział pojedynkujący się — Mogę strzelić w nóżkę kieliszka z dwudziestu kroków

— To nieźle. Ale czy potrafi Pan trafić w nóżkę kieliszka, gdyby kieliszek miał również naładowany pistolet wycelowany prosto w Pana serce?


Moje straty nauczyły mnie, że nie mogę zacząć posuwać się naprzód, dopóki nie upewnię się, że nie będę musiał się wycofywać. Ale jeśli nie mogę iść dalej, w ogóle się nie ruszam. Nie chcę przez to powiedzieć, że człowiek nie powinien ograniczać swoich strat, kiedy się myli, on powinien. Ale to nie powinno wywołać niezdecydowania. Całe życie popełniałem błędy, ale tracąc pieniądze zdobywałem doświadczenie i gromadziłem wiele cennych przestrog. Kilka razy byłem spłukany, ale moja strata nigdy nie była całkowitą stratą. W przeciwnym razie nie byłoby mnie tutaj teraz. Zawsze wiedziałem, że będę miał jeszcze jedną szansę i że drugi raz nie popełnię tego samego błędu. Wierzyłem w siebie. Człowiek musi wierzyć w siebie i swój osąd, jeśli oczekuje, że będzie zarabiał na życie z tej gry. Dlatego nie wierzę w plotki. Jeśli kupuję akcje za poradą Smitha, muszę sprzedać te same akcje za poradę Smitha. Liczę na niego. Załóżmy, że Smith wyjeżdża na wakacje, gdy zbliża się czas sprzedaży. Nie, proszę pana, nikt nie może zarobić dużych pieniędzy na tym, co ktoś mu doradza. Z doświadczenia wiem, że nikt nie może dać mi rady ani serii wskazówek, które przyniosą mi więcej pieniędzy niż mój własny osąd. Pięć lat zajęło mi nauczenie się gry na tyle inteligentnie, aby zarobić duże pieniądze, kiedy miałem rację.


Nie miałem tylu ciekawych doświadczeń, jak sobie możesz wyobrażać. Chodzi mi o to, że proces uczenia się spekulacji nie wydaje się zbyt dramatyczny z tej odległości. Kilka razy zbankrutowałem i to nigdy nie jest przyjemne, ale sposób w jaki straciłem pieniądze, jest sposobem w jaki wszyscy tracą pieniądze, którzy tracą pieniądze na Wall Street. Spekulacje to trudna i wymagająca praca, a spekulant musi być cały czas w pracy, inaczej wkrótce nie będzie miał pracy. Moje zadanie, o czym powinienem był wiedzieć po moich wczesnych odwrotach u Fullertona, było bardzo proste: spojrzeć na spekulacje z innej strony. Ale nie wiedziałem, że w tej grze jest o wiele więcej, niż mógłbym się nauczyć w zakładach bukmacherskich. Tam myślałem, że wygrywam grę, podczas gdy w rzeczywistości pokonałem tylko zakład bukmacherski. Jednocześnie umiejętność czytania z telegrafu, którą rozwinąłem we mnie podczas handlu oraz trening mojej pamięci były niezwykle cenne. Obie te rzeczy przyszły mi łatwo. Swój wczesny sukces jako spekulanta zawdzięczam im, a nie mózgowi czy wiedzy, ponieważ mój umysł był niewyszkolony, a moja ignorancja była kolosalna. Gdy uczyłem się praktykując to nauka nie oszczędziła mi błędów.


Pamiętam mój pierwszy dzień w Nowym Jorku. Opowiedziałem ci, jak zakładu bukmacherskie odmawiając przyjęcia moich zakładów skłoniły mnie do poszukiwania renomowanego biura maklerskiego. Jeden z chłopców w biurze, w którym dostałem pierwszą pracę, pracował dla Harding Brothers, członków nowojorskiej giełdy papierów wartościowych. Przyjechałem do tego miasta rano, a przed godziną pierwszą tego samego dnia otworzyłem konto w owej firmie i byłem gotowy do handlu. Nie wyjaśniłem Ci, jak naturalne było dla mnie handlowanie w sposób dokładnie taki, jak robiłem to w zakładach bukmacherskich, gdzie wszystko, co robiłem to stawiałem na wahania zmiany cen akcji. Nikt nie zaproponował, że wskaże istotne różnice lub mnie poprawi. Gdyby ktoś powiedział mi, że moja metoda nie zadziała, mimo to wypróbowałbym ją, aby się upewnić, bo gdy się mylę to przekonuje mnie tylko jedna rzecz, a mianowicie utrata pieniędzy. I mam rację tylko wtedy, gdy zarabiam pieniądze. Właśnie na tym polegają spekulacje.


W tamtych czasie na rynku był trend wzrostowy, a rynek był bardzo aktywny. To zawsze wprowadza w dobry humor. Od razu poczułem się jak w domu. Przede mną znajdowała się stara, znajoma tablica z notowaniami, mówiąca w języku, którego nauczyłem się, zanim skończyłem 15 lat. Był tam chłopiec, który robił dokładnie to samo, co robiłem w pierwszym biurze, w którym kiedykolwiek pracowałem. Byli klienci — ta sama stara gromada — patrząca na tablicę lub stojąca przy tablicy i rozmawiając o rynku. Maszyna była na pozór tą samą maszyną, do której byłem przyzwyczajony. Atmosfera była atmosferą, którą oddychałem, odkąd zarobiłem pierwsze pieniądze na giełdzie — 3,12 dolara w Burlington. Ten sam rodzaj telegrafu i ten sam rodzaj spekulantów, a więc ten sam rodzaj gry. I pamiętaj, że miałem dopiero 22 lata. Patrzyłem na tablicę i zobaczyłem coś, co wyglądało obiecująco. Kurs zachowywał się dobrze. Kupiłem 100 akcji po 84 dolary. Po pół godziny sprzedałem je po 85 dolarów. Potem zobaczyłem coś, co mi się spodobało i zrobiłem to samo. W krótkim czasie byłem trzy czwarte punktu netto do przodu. Zacząłem dobrze, prawda?


Pierwszego dnia, gdy byłem klientem renomowanej giełdy papierów wartościowych, ale po dwóch godzinach, handlowałem 1100 akcji. A wynik netto transakcji dnia był taki, że straciłem dokładnie 1100 dolarów. Oznacza to, że przy mojej pierwszej próbie prawie połowa moich pieniędzy przepadła. I pamiętaj, niektóre transakcje przyniosły mi zysk, ale dzień zakończyłem ze stratą 1100 dolarów. Nie martwiło mnie to, bo nie mogłem zobaczyć, gdzie popełniłem błąd. Moje posunięcia były słuszne, a gdybym handlował w zakładzie bukmacherskim Cosmopolitan to na pewno byłbym coś zarobił. O tym, że maszyna nie była taka, jaka powinna być przekonała mnie utrata moich 1100 dolarów. Niewiedza w wieku 22 lat nie jest niczym niezwykłym. Po kilku dniach powiedziałem sobie: „Coś tu nie gra.” Ale na tej tezie się skończyło. Grałem dalej mając dobre i złe dni, dopóki nie zostałem wyczyszczony z pieniędzy. Poszedłem do starego Fullertona i pożyczyłem 500 dolarów. Następnie wróciłem do St. Louis, aby się odkuć z pieniędzy w tamtych zakładach bukmacherskich na zakładach, których zawsze mogłem wygrać.


Grałem ostrożniej i przez chwilę radziłem sobie nawet nieźle. Zaprzyjaźniłem się z nowymi osobami i dobrze się bawiłem. Pamiętaj, że miałem niecałe 23 lata. Byłem zupełnie sam w Nowym Jorku z łatwymi pieniędzmi w kieszeniach i wiarą w sercu, że zaczynam rozumieć nową system. Uwzględniałem faktyczną realizację moich zleceń na giełdzie i poruszałem się ostrożniej. Ale nadal trzymałem się telegrafu — to znaczy nadal ignorowałem ogólne zasady i tak długo, jak to robiłem, nie mogłem dostrzec dokładnych problemów z moją grą.


Doszliśmy do wielkiego boomu 1901 roku i zarobiłem dużo pieniędzy — to znaczy jak na chłopca. Pamiętacie te czasy? Dobrobyt kraju był bezprecedensowy. Nie tylko napotkaliśmy erę konsolidacji przemysłu i kombinacji kapitału, które pokonały wszystko, co mieliśmy do tej pory, ale społeczeństwo oszalało na punkcie akcji. Słyszałem, że w poprzednich czasach Wall Street chwalił się 250 000 akcji, kiedy to papiery wartościowe o wartości nominalnej 25 000 000 dolarów zmieniły właściciela. Ale w 1901 roku mieliśmy dzień 3 000 000 akcji. Wszyscy zarabiali pieniądze. Do miasta przybył nowi bogacze z przemysłu, horda milionerów, którzy nie cenią pieniędzy bardziej niż pijani żeglarze. Jedyną grą, która ich satysfakcjonowała, była giełda. Mieliśmy jednych z największych graczy na wysokie stawki, jakie kiedykolwiek widział Wall Street: Johna W. Gatesa i jego przyjaciele jak John A. Drake, Loyal Smith i reszta, którzy sprzedali część swoich zasobów stali i za dochód kupili na wolnym rynku rzeczywistą większość akcji wielkiego koncernu Rock Island, Schwab, Frick i Phipps z grupy z Pittsburga, nie wspominając o dziesiątkach ludzi, którzy zgubili się w tłumie, ale w innym czasach zostali oni by uważani za wielkich graczy. Keene stworzył rynek dla akcji US Steel — sprzedał 100 000 akcji w kilka minut. Wspaniałe czaszy! Były też wspaniałe wygrane. I żadnych podatków od sprzedaży akcji! Nie było widać ograniczeń!


Oczywiście po jakimś czasie usłyszałem wiele zawodzenia nieszczęścia, a starzy weterani powiedzieli, że wszyscy — oprócz nich samych — oszaleli. Ale wszyscy oprócz nich zarabiali pieniądze. Wiedziałem oczywiście, że muszą istnieć być też koniec wzrostów, ponieważ ludzie kupują co się da. Ale za każdym razem, gdy sprzedawałem krótko to traciłem pieniądze, a gdyby nie to, że szybko zamykałem pozycje to straciłbym o wiele, wiele więcej. Czekałem na kryzys, ale grałem ostrożnie — zarabiałem pieniądze, kiedy kupowałem akcje wzrostowe i traciłem je, gdy obstawiałem spadki — tak, że nie zarabiałem na boomie tak bardzo jak myślisz, biorąc pod uwagę, jak dużo kupowałem i sprzedawałem jeszcze jako chłopiec.


Była jedna spółka, której nie chciałem sprzedać krótko — Northern Pacyfic. Przydała się moja umiejętność czytania z taśmy telegrafu. Myślałem, że większość akcji została kupiona do maksimum, ale Little Nipper zwany również Northern Pacyfic zachowywał się jakby miał trend wzrostowy. Wiemy teraz, że te akcje (zarówno zwykłe jak i uprzywilejowane) były kupowane przez Kuhna, Loeba, Harrimana. Cóż, miałem 1000 akcji na długą pozycję Northern Pacyfic i trzymałem to wbrew radom wszystkich klientów biura. Kiedy doszły do około 110 dolarów, miałem 30 punktów zysku i chciałem sprzedać. Moje saldo znalazło się na prawie 50 000 tysiącach dolarów moich brokerów, największej ilości pieniędzy, jaką udało mi się zgromadzić do tego czasu. Nie było tak źle dla faceta, który kilka miesięcy wcześniej stracił wszystkie pieniądze handlując w tym samym biurze.


Jeśli pamiętacie, grupa Harriman powiadomiła Morgana i Hilla o zamiarze bycia reprezentowanym w kombinacji Burlington-Great-Northern — Northern Pacyfic, a następnie ludzie Morgan najpierw poinstruowali Keene’a, aby kupił 50 000 akcji NP. (Northern Pacyfic), aby zachować kontrolę nad ich posiadaniem. Słyszałem, że Keene kazał Robertowi Baconowi złożyć zamówienie na 150 000 akcji, a on to zrobił. W każdym razie Keene wysłał w tłum NP jednego ze swoich brokerów, Eddiego Nortona, który kupił 100 000 akcji. Po tym nastąpiło, jak sądzę, kolejne zamówienie na dodatkowe 50 000 akcji i rozpoczęło się słynne zapędzanie z kozi róg (sztuczne wywoływanie cen na giełdzie — obecnie zakazana strategia giełdowa). Po zamknięciu rynku 8 maja 1901 roku cały świat wiedział, że toczy się bitwa gigantów finansowych. Nigdy wcześniej w historii USA nie było takiego starcia dwóch grup kapitałowo-przemysłowych, Harriman przeciwko Morganowi.


Byłem tam rankiem 9 maja z prawie 50 000 dolarów w gotówce i bez żadnych akcji. Przez kilka dni wiedziałem, że akcje spadną i w końcu nadeszła moja szansa. Ostra panika (załamanie) i okazje na zysk. Rynek szybko odrobi straty i będzie okazja do zarobienia pieniędzy, jeśli kupi się w odpowiedniej porze. Nie trzeba było Sherlocka Holmesa, żeby to rozgryźć. Mieliśmy okazję złapać ich zarówno w pozycji długiej i krótkiej, ale również szybkich i dużych pieniędzy. Wszystko stało się tak, jak przewidziałem. Miałem całkowitą rację i… straciłem każdy cent, jaki miałem! Zostałem zniszczony przez coś niezwykłego. Gdyby coś niezwykłego nigdy się nie wydarzyło, nie byłoby różnicy w ludziach i nie byłoby żadnej zabawy w życiu. Gra stałaby się jedynie kwestią dodawania i odejmowania. To uczyniłoby z nas rasę księgowych z trzęsącymi się umysłami. To zgadywanie rozwija mózg ludzki. Zastanów się, co musisz zrobić, aby zgadnąć.


Rynek całkiem się zagotował, tak jak się spodziewałem. Transakcje były ogromne, a wahania w zakresie bezprecedensowym. Składam dużo zleceń sprzedaży na rynku. Kiedy zobaczyłem ceny otwarcia, wpadłem w szał, spadki były straszne. Moi brokerzy (maklerzy) pracowali. Byli równie kompetentni i sumienni jak wszyscy, ale zanim zrealizowali moje zamówienia, akcje spadły o 20 punktów i więcej. Notowania napływały powoli z powodu aktywnego ruchu na giełdzie. Kiedy dowiedziałem się, że akcje, które poleciłem sprzedać, gdy ceny na tablicy wskazywały, że cena wynosi powiedzmy 100, a w rzeczywistości cena spadła do 80, co łącznie spadło o 30 lub 40 punktów w porównaniu z poprzednim dniem. Wydawało mi się, że sprzedaję krótko po cenach po których miałem właśnie kupić te akcji!! Od razu zacząłem kupować te krótkie pozycje a moi maklerzy wykonywali zamówienia, ale po cenach, które były w czasie kiedy zlecenia dotarły na parkiet Nowego Jorku. Płaciłem za nie 15 punktów więcej niż sobie myślałem. Całkowita strata to 35 punktów w ciągu jednego dnia!! Nie mogłem tego znieść!


Wskaźnik pokonał mnie, pozostając tak daleko w tyle za rynkiem. Byłem przyzwyczajony do uważania taśmy za najlepszego małego przyjaciela, jakiego miałem, ponieważ stawiałem na tą strategię. Ale tym razem różnice pomiędzy tym co na tablicy a tym co było w rzeczywistości było dla mnie zabójcze. To była sublimacja mojego poprzedniego niepowodzenia, ta sama rzecz, która mnie wcześniej pokonała. Wydaje się teraz tak oczywiste, że czytanie z taśmy nie wystarczy, niezależnie od egzekucji brokerów, że zastanawiam się, dlaczego wtedy nie widziałem zarówno moich problemów jak i rozwiązania. Zrobiłem rzecz złą zamiast usunąć tamten system z mojej głowy, po prostu kontynuowałem handel w starym systemie. Nadal spekulowałem w oparciu o błędne przesłanki, kupując i sprzedając po cenach nie wiedząc jakie są one w rzeczywistości. Nigdy nie mógłbym handlować z limitem ceny. Musiałem ciągle ryzykować. Kiedy myślałem, że akcje pójdą w górę to kupowałem, kiedy myślałem, że pójdą w dół to sprzedawałem. Uratowało mnie to od ogólnej zasady spekulacji. Handel po ograniczonych cenach byłoby po prostu moją starą metodą kupowania w zakładach bukmacherskich, która byłaby nieefektywnie dostosowana do użytku w renomowanym biurze maklera prowizyjnego. Nigdy nie nauczyłbym się wiedzieć, czym są spekulacje, gdybym tylko obstawiał drobne zmiany, które były pewną rzeczą. Ilekroć próbowałem ograniczyć ceny, aby zminimalizować wady handlu na rynku, gdy wskaźnik był opóźniony, po prostu stwierdzałem, że rynek mi się wymknął. Działo się to tak często, że przestałem próbować. Nie potrafię ci powiedzieć, jak to się stało, że tyle lat zajęło mi nauczenie się, że zamiast pomyśleć o szerszym kontekście i skupić się na trendach wyższego rzędu to zbierałem okruchy z parkietu. Po mojej niefortunnej stracie z 9 maja podłączyłem zmodyfikowałem swoją strategię. Gdyby nie zarabiała pieniędzy to może i bym szybciej zmądrzał, ale zarabiałem wystarczająco dużo, żeby dobrze żyć. Lubiłem swoich przyjaciół i miło spędzony czas. Mieszkałem tamtego lata na wybrzeżu Jersey, jak setki zamożnych ludzi z Wall Street. Jednak moje wygrane nie były wystarczające, aby pokryć moje straty i wydatki na życie.


Nie kontynuowałem handlu tak, jak robiłem to przez upór. Po prostu nie byłem w stanie sam sobie powiedzieć o swoim problemie i oczywiście próba jego rozwiązania była kompletnie beznadziejna. Tak bardzo zanudzam was na ten temat, aby pokazać, przez co musiałem przejść zanim doszedłem do miejsca, w którym naprawdę mogłem zarobić. Moja stara strzelba i śrut BB nie wystarczyła już tam, gdzie potrzebny był szybkostrzelny karabin maszynowy. Na początku jesieni nie tylko zostałem ponownie wyczyszczony z kasy, ale byłem tak zmęczony grą, że nie mogłem już dłużej pokonać giełdy, że postanowiłem opuścić Nowy Jork i spróbować czegoś innego w innym miejscu. Handlowałem od 14 roku życia. Pierwszy 1000 dolarów zarobiłem, gdy miałem 15 lat, a pierwsze 10 000 dolarów, zanim skończyłem 21 lat. Zrobiłem i przegrałem kilkanaście tysięcy udziałów. W Nowym Jorku zarobiłem tysiące i straciłem je. Dostałem do 50 000 dolarów i dwa dni później je straciłem. Nie miałem innego interesu i nie znałem innej gry. Po kilku latach wróciłem do miejsca, w którym zaczynałem. Naprawdę było jednak gorzej, gdyż nabrałem nawyków i stylu życia, które wymagały pieniędzy. Chociaż ta część nie przeszkadzała mi tak bardzo jak fakt, że tyle razy byłem w błędzie.

Rozdział IV Strategia

Cóż, wróciłem do domu. Ale w chwili, gdy wróciłem, wiedziałem, że mam tylko jedną misję w życiu, a mianowicie zdobyć pieniądze i wrócić na Wall Street. To było jedyne miejsce w kraju, w którym mogłem rozwijać skrzydła. Któregoś dnia, kiedy moja strategia stanie się doskonała to będę potrzebowałbym takiego miejsca. Kiedy człowiek ma rację to chce otrzymać wszystko co przychodzi do niego, aby wyciągnąć możliwe korzyści. Nie miałem zbytniej nadziei, ale oczywiście ponownie próbowałem dostać się do zakładów bukmacherskich. Było ich mniej, a niektóre z nich były prowadzone przez obcych. Ci, którzy mnie pamiętali, nie dawali mi szansy, aby pokazać im nadal umiem spekulować. Powiedziałem im prawdę, że straciłem w Nowym Jorku wszystko, co zarobiłem i że nie wiedziałem tak dużo, jak sądziłem, że wiedziałem. Nie ma powodu, dla którego nie byłoby teraz dla nich dobrym interesem, pozwalając mi z nimi handlować. Ale nie zrobili tego. A nowe miejsca nie były zbyt wiarygodne. Ich właściciele uważali, że 20 akcji to tyle, ile dżentelmen powinien kupić, jeśli miał jakiekolwiek powody, by podejrzewać, że zgadnie dobrze.


Potrzebowałem pieniędzy, a większe zakłady przyjmowały ich mnóstwo od swoich stałych klientów. Poprosiłem znajomego, który poszedł do pewnego biura i handlował. Po prostu wszedłem, żeby je obejrzeć. Ponownie próbowałem nakłonić księgowego do przyjęcia małego zamówienia, nawet jeśli było to tylko 50 akcji. Oczywiście powiedział, że nie. Sfałszowałem kod z tym przyjacielem, aby mógł kupować lub sprzedawać, kiedy i co mu powiem. Ale pewnego ranka biuro zaczęło narzekać na przyjmowanie zakładów mojego przyjaciela. W końcu pewnego dnia próbował sprzedać 100 akcji St. Louis i go wyprosili. Dowiedzieliśmy się później, że jeden z klientów zobaczył jak rozmawiamy na zewnątrz, wszedł i powiedział o tym do biura, a kiedy mój przyjaciel podszedł do sprzedawcy, żeby sprzedać akcje to makler powiedział:

— Nie przyjmujemy żadnych zamówień sprzedaży St. Paul, na pewno już nie od ciebie.

— Dlaczego, o co chodzi, Joe? — zapytał mój przyjaciel.

— Nic się nie dzieje, to wszystko co mam Ci do powiedzenia — odpowiedział Joe.

— Czy to nie są dobre pieniądze? Sprawdź je. — A mój przyjaciel podał mu te 100 dolarów- moją setkę — w dziesiątkach. Próbował wyglądać na oburzonego, a ja wyglądałem na obojętnego, ale większość pozostałych klientów zbliżała się do walczących, jak zawsze, gdy dochodziło do głośnych rozmów lub gdy między zakładem bukmacherskim a jakimkolwiek klientem choćby chodziło o najmniejszy ślad złomu. Chcieli uzyskać odpowiedź na temat meritum sprawy, aby uzyskać informacje na temat wypłacalności zakładu bukmacherskiego. Urzędnik, Joe, który był czymś w rodzaju zastępcy kierownika, wyszedł zza swojej klatki, podszedł do mojego przyjaciela, spojrzał na niego, a potem na mnie i powiedział:

— To zabawne — powiedział powoli — to cholernie zabawne, że nigdy nie robisz tu ani jednej rzeczy, kiedy twojego przyjaciela Livingstona nie ma w pobliżu. Po prostu siedzisz i patrzysz na tablicę przez godzinę. Nigdy nie reagujesz, ale kiedy on wchodzi, nagle stajesz się zajęty. Może działasz dla siebie, ale już nie w tym zakładzie bukmacherskim. Nie damy się zwieść Livingstonowi.


Cóż, to zatrzymało moje pieniądze na pokładzie. Ale zarobiłem kilkaset więcej, niż wydałem i zastanawiałem się jak mogę je wykorzystać, ponieważ potrzeba zarobienia pieniędzy na powrót do Nowego Jorku była pilniejsza niż kiedykolwiek. Czułem, że następnym razem pójdzie lepiej. Miałem czas, aby spokojnie przemyśleć niektóre z moich głupich sztuczek i wtedy całość zobaczyć w lepszym świetle. Natychmiastowym problemem było zgromadzenie pieniędzy. Pewnego dnia byłem w hotelowym lobby (korytarz), rozmawiałem z kilkoma znajomymi, których znałem, którzy byli dość stałymi handlowcami. Wszyscy rozmawiali o giełdzie. Zwróciłem uwagę, że nikt nie może pokonać gry z powodu opóźnionej realizacji zleceń, którą dostawali od swoich brokerów, zwłaszcza gdy tak jak ja, sprzedawał zlecenia po cenie rynkowej.


Jakiś facet poderwał się i zapytał, jakich konkretnych brokerów mam na myśli. Powiedziałem:

— Najlepszych w kraju — a on zapytał o jakim dokładnie biurze mówię. Widziałem, że nie uwierzy, że kiedykolwiek miałem do czynienia z domami giełdowymi pierwszej klasy. Ale powiedziałem:

— Mam na myśli każdy dowolny dom maklerski, który jest członkiem Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych. Nie chodzi o to, że są nieuczciwi lub nieostrożni, ale kiedy klient wydaje polecenie kupna na rynku, nigdy nie wie, ile będą go kosztować te akcje, dopóki nie otrzyma raportu od maklerów. Na rynku jest więcej ruchów o jedno lub dwupunktowych niż o dziesięcio czy piętnastopunktowych. Ale zewnętrzny inwestor nie może złapać niewielkich wzrostów lub spadków z powodu opóźnienia. Wolałbym raczej handlować w zakładzie bukmacherskim każdego dnia w tygodniu, gdyby tylko któryś zgodził się na transakcję na większą skalę.


Mężczyzna, który do mnie przemówił, którego nigdy wcześniej nie widziałem, nazywał się Roberts. Wydawał się bardzo przyjazny. Wziął mnie na stronę i zapytał, czy kiedykolwiek handlowałem na którejkolwiek z innych giełd, na co odpowiedziałem, że nie. Powiedział, że znał kilka domów należących do Cotton Exchange, Produce Exchange oraz pare mniejszych giełd. Domy maklerskie te dbały o klientów i zwracały szczególną uwagę na szybkość realizacji zleceń. Powiedział, że mają poufne kontakty z największymi i najmądrzejszymi domami na giełdzie nowojorskiej, a dzięki ich osobistemu wpływowi i gwarantowaniu firmie setek tysięcy akcji miesięcznie to uzyskali znacznie lepszą obsługę a ich brokerzy oferują warunki współpracy o jakich indywidualny klient może tylko pomarzyć.


— Naprawdę zaspokajają potrzeby małych klientów — powiedział — Robią specjalność w biznesie poza miastem i po prostu tak samo dbają o klienta przy zamówieniu na 10 udziałów, jak przy zamówieniu na 10 000. Są bardzo kompetentni i uczciwi.

— Tak. Ale jeśli płacą giełdzie zwykłą ⅛ punktu, to gdzie ich zysk?

— Cóż, powinni płacić taką prowizję, ale sam wiesz jak to jest — Mrugnął do mnie.

— Coś mi tutaj nie pasuje, skoro rzeczą, której firma afiliowana przy giełdzie nowojorskiej nigdy nie zrobi jest podzielenie się własną prowizją. Członkowie zarządu prędzej popełnili by morderstwo, podpalili i bigamię, niż robili interesy dla obcych bez potrącenia dla siebie ⅛ punktu. Właśnie cały Wall Street istnieje dzięki tej zasadzie.


Musiał widzieć, że rozmawiałem z ludźmi z giełdy i byłem zaznajomiony w temacie ponieważ powiedział:

— Słuchaj! Od czasu do czasu jeden z tych pobożnych domów giełdowych jest zawieszany na rok za naruszenie tej zasady, prawda? Sam wiesz, ręka rękę myje…

Prawdopodobnie dostrzegł na mojej twarzy niedowierzanie, ponieważ ciągnął dalej:

— poza tym za pewne rodzaje transakcji doliczają dodatkowo ⅟32 punktu oprócz zwyczajowego ⅛ punktu. Ale nie ma z tym kłopotu. Dotyczy to tylko nietypowych przypadków i tylko wtedy, gdy klient ma nieaktywne konto. W przeciwnym razie to by im się nie opłaciło. Dom maklerski to nie fundacja dobroczynna.


W tym czasie zorientowałem, że reklamuje jakichś fałszywych brokerów.

— Czy zna Pan tego typu dom maklerski?

— Znam największą firmę maklerską w Stanach Zjednoczonych. Sam tam handluję. Mają oddziały w 78 miastach w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Robią ogromny biznes i nie mogliby tego robić rok po roku, gdyby nie poziom ich usług, prawda?

— Oczywiście — zgodziłem się — Czy handlują tymi samymi akcjami, które są notowane na giełdzie nowojorskiej?

— Pewnie i co więcej handlują także akcjami notowanymi w USA czy w Europie. Handlują pszenicą, bawełną, metalami. Cokolwiek chcesz. Mają korespondentów wszędzie i członkostwo we wszystkich giełdach — oficjalnych przedstawicieli lub nieformalnych współpracowników.

— Tak, ale to nie zmienia faktu, że zlecenia muszą być wykonywane przez kogoś, a nikt żyjący nie może mi zagwarantować, jak będzie wyglądał rynek ani jak blisko są ceny giełdowe do rzeczywistych cen na tablicy notowań. Zanim klient otrzyma wycenę i wręczy zamówienie, które zostanie przesłane telegraficznie do Nowego Jorku miną minuty cennego czasu. Lepiej będzie, jeśli wrócę do Nowego Jorku i tam stracę pieniądze.

— Nic mi nie wiadomo o stratach pieniędzy przez naszych klientów. Oni zarabiają pieniądze na giełdzie a my dbamy o to.

— Twoi klienci?

— Tak, mam trochę udziałów w tej firmie i jestem zadowolony z ich usług. Zawsze taktowali mnie sprawiedliwie i zarobiłem zresztą dzięki nim sporo pieniędzy. Jeśli Pan chce to mogę przedstawić Pana dyrektorowi.

— Jak nazywa się ta firma? — Zapytałem go.


Powiedział mi. Słyszałem o nich. Umieszczali reklamy we wszystkich gazetach, zwracając uwagę na wielkie zyski tych klientów, którzy śledzili ich wewnętrzne informacje o aktywnych akcjach. To była wielka specjalność firmy. Nie był to zwykły zakład bukmacherski, ale coś pomiędzy jaskinią hazardu a domem maklerskim. Domniemani brokerzy, którzy zebrali swoje zamówienia, ale mimo to przeszli przez skomplikowany kamuflaż, aby przekonać świat, że są zwykłymi brokerami zaangażowanymi w legalny biznes. Były to jedne z najstarszych firm tej klasy, które niedawno bankrutowały jedne za drugim. Ogólne zasady i metody były takie same, chociaż poszczególne urządzenia służące do „skubania” publiczności różniły się nieco, a niektóre szczegóły uległy zmianie, gdy stare sztuczki stały się zbyt znane.


Ludzie ci np. wysyłali w jednym dni setki telegramów z rekomendacjami dotyczącymi wybranego waloru. Sztuczka ta polegała na tym, że część klientów otrzymywała rekomendację, aby natychmiast kupić, a cześć klientów otrzymywała informację, aby natychmiast sprzedać. Chodzi o te same akcje. Firma kupiłaby i sprzedała, powiedzmy 1000 tych akcji za pośrednictwem renomowanej firmy giełdowej i otrzymywała regularne raporty na ten temat, aby pokazać „niewiernym Tomaszom”, który był na tyle niegrzeczny, by zapytać czy sama korzysta ze swoich wspaniałych analiz.


Tworzyli również grupę spekulantów, którzy manipulowali kursem akcji, która zapewnia kontrolę nad popytem i podażą (tzw. spółdzielnia). Zazwyczaj była w obrębie biura maklerskiego. „Wybranych klientów” informowano, że mogą im powierzyć swoje pieniądze, którymi będą zarządzać. Klienci musieli tylko podpisać pełnomocnictwo do dyspozycji rachunkiem. Podbijali kurs wybranego papieru — dzięki uprzejmości zarządzających — po czym klient nabywał akcje w trendzie wzrostowym, jednak ten trend szybko się załamywał i kurs spadł poniżej poziomu zabezpieczonego depozytami. Nie oszczędzili nikogo, kobiet, nauczycieli i starców — stanowili oni ich najlepszy cel do wyczyszczenia z pieniędzy.


— Mam uraz do maklerów. Będę musiał to przemyśleć — i zostawiłam go, żeby więcej ze mną nie rozmawiał.

Zrobiłem rozeznanie tej firmy. Dowiedziałem się, że mają setki klientów i chociaż były to zwykłe historie to do tej pory zawsze wypłacali wygranym pieniądze. Trudno było znaleźć taką osobę (która zarobiła u nich), ale w końcu się udało. Oczywiście większość firm tego rodzaju ostatecznie bankrutuje. Są chwile, kiedy regularnie dochodzi do epidemii bankructw, gdy upadek jednego biura był sygnałem dla pozostałych klientów, aby zabrać jak najszybciej pieniądze od nich. Cóż, nie słyszałem nic niepokojącego o firmie naganiacza poza tym, że cały czas trzeba było im patrzeć na ręce. Ich specjalnością było „przycinanie” frajerów, którzy chcieli szybko się wzbogacić. Zawsze jednak prosili klientów o zgodę na piśmie na pozbawienie ich tego co przynosili.


Pewien facet, którego spotkałem opowiedział mi historię o tym, jak pewnego dnia zostało wysłanych 600 telegramów, w których doradzano klientom, aby szybko kupili dany walor oraz 600 telegramów do innych klientów, w których usilnie zachęcano ich do natychmiastowej sprzedaży tych samych akcji.

— Tak, znam sztuczkę — powiedziałem do faceta

— Wszystko ładnie. Ale następnego dnia wysłali telegramy do tych samych osób, w których doradzili im, aby zaprzestali zainteresowania wszystkim i kupili — lub sprzedali — kolejne akcje. Zapytałem jednego z zarządzających firmą, który był w biurze: „Dlaczego to robicie? Pierwsza część rozumiem. Niektórzy z Twoich klientów będą musieli przez jakiś czas zarabiać na papierze, nawet jeśli inni stracą, a w końcu tamci też stracą. Ale wysyłając takie telegramy, po prostu zabijasz ich wszystkich. Jaki jest sens?

— Cóż, klienci i tak stracą pieniądze, bez względu na to, co kupią jak, gdzie i kiedy kupią. Kiedy tracą pieniądze to ja tracę klientów. Cóż, równie dobrze mógłbym zdobyć tyle ich pieniędzy, ile tylko zdołam, a potem poszukać nowych klientów.


Cóż, przyznaję szczerze, że nie przejmowałem się etyką biznesową tej firmy. Mówiłem Ci, że kiedyś miałem pretensje do zakładu bukmacherskiego Tellera i jak bardzo pragnąłem wyrównania rachunków. Ale do tej firmy nie miałem żadnej urazy. Mogą być oszustami lub nie są tak źli jak są malowani. Nie miałem zamiaru oddawać im pieniędzy w ich zarządzanie. Martwiłem się tylko zebraniem odpowiedniej gotówki i powrotem do Nowego Jorku w celu handlu tylko na większą skalę w takim biurze, w którym nie będę musiał odzyskiwać swoich zarobionych pieniędzy poprzez urząd skarbowy (po półtora roku jeśli będę miał szczęście to odzyskam 8 centów z 1 dolara). W każdym razie zdecydowałem, że zobaczę, jakie zalety handlowe tej firmy oferują w porównaniu z tym, co możesz nazwać legalnymi brokerami. Nie miałem dużo pieniędzy, które mógłbym wyłożyć jako depozyt zabezpieczający, a firmy zajmujące się grupowaniem zamówień były naturalnie znacznie bardziej liberalne pod tym względem, tak że kilkaset dolarów mogłem zdziałać więcej niż gdzie indziej.


Poszedłem do nich i porozmawiałem z samym prezesem. Kiedy dowiedział się, że byłem doświadczonym spekulantem i miałem wcześniej konta w Nowym Jorku w domach giełdowych i że straciłem wszystko, co ze sobą zabrałem, przestał obiecywać, że zarobi dla mnie milion za minutę, jeśli pozwolę im zainwestować moje oszczędności. Doszedł do wniosku, że jestem wiecznym frajerem, typem nałogowego gracza, który zawsze gra i zawsze przegrywa. Myślał, że zapewniam stały dochód dla brokerów, bez względu na to, czy byli oni tymi, którzy gromadzą Twoje zamówienia, czy też skromnie zadowalają się prowizjami. Właśnie powiedziałem mu wprost, że szukam przyzwoitej realizacji, ponieważ zawsze handlowałem na rynku i nie chciałem otrzymywać raportów (tablicy notowań), które pokazywałyby różnicę o pół lub cały punkt od ceny na giełdzie.


Zapewnił mnie swoim słowem honoru, że zrobią wszystko, co tylko sobie będę życzył. Chcieli, abym założył u nich rachunek, ponieważ chcieli mi pokazać, czym jest wysokiej klasy pośrednictwo. Zatrudniali najlepszych talentów w branży. W rzeczywistości słynęli z egzekucji. Jeśli była jakakolwiek różnica między ceną giełdową rzeczywistą a raportem to zawsze była to korzyść dla klienta, chociaż oczywiście nie gwarantował tego. Gdybym otworzył u nich konto, mógłbym kupować i sprzedawać po cenie, którą otrzymali dalekopisie — byli tak pewni szybkości swoich brokerów. Oczywiście oznaczało to, że mogłem tam zakupić transakcję po pierwszej cenie, która pojawi się na dalekopisie, gdy wyrażę chęć zakupu bądź sprzedaży — tak jak to było w zakładach bukmacherskich. Nie chciałem wyglądać na zbyt napalonego więc pokręciłem głową i powiedziałem mu, że dzisiaj nie otworzę konta ale wkrótce dam mu znać. Usilnie nalegał, abym zaczął już tego dnia, ponieważ był to dobry rynek do zarabiania pieniędzy. Tak było… dla nich! Rynek z cenami lekko huśtającymi się, po prostu taki, który przyciąga klientów, a następnie usuwa ich z depozytów wywołując ostry wzrost lub spadek na wybranych akcjach. Miałem kłopoty z opuszczeniem z ich lokalu, ale jak podałem mu swoje imię i nazwisko oraz adres to udało się to. Tego samego dnia zacząłem otrzymywać opłacone z góry telegramy i listy nalegające mnie do kupna w którym powiedzieli, że wiedzą, że jego kurs wzrośnie o 50 punktów.


Byłem zajęty chodzeniem po okolicy i szukaniem wszystkiego, co mogłem, o kilku innych domach brokerskich tego samego rodzaju. Wydawało mi się, że gdybym był pewien, że uda mi się wyrwać moje wygrane z ich szponów to te miejsca były dla mnie. Kiedy dowiedziałem się wszystkiego, otworzyłem rachunki w trzech firmach. Wynająłem małe biuro i zainstalowałem bezpośrednie połączenie z wszystkimi trzema. Handlowałem na małą skalę, żeby nie przestraszyli się na samym początku. Zarobiłem na saldzie i nie zwlekali z powiedzeniem mi, że oczekują prawdziwego biznesu od klientów, którzy mieli bezpośrednie przelewy do swoich biur. Nie tęsknili za pikami. Doszli do wniosku, że im więcej zrobię, tym więcej stracę, a im szybciej zostanę zniszczony, tym więcej zarobią. To była wystarczająco solidna teoria, jeśli weźmie się pod uwagę, że ci ludzie koniecznie mieli do czynienia ze średnimi graczami, a przeciętny klient nigdy nie był długowieczny, mówiąc finansowo. Złamany klient nie może handlować. Na wpół okaleczony klient może jęczeć i insynuować rzeczy oraz robić kłopoty różnego rodzaju, które szkodzą biznesowi. Nawiązałem również kontakt z lokalną firmą, która miała bezpośredni kontakt z korespondentem w Nowym Jorku, który również był członków nowojorskiej giełdy papierów wartościowych. Wstawiłem indeks giełdowy i zacząłem handlować ostrożnie. Jak ci mówiłem, było to prawie jak handel w zakładach bukmacherskich, tylko trochę wolniej. To była gra, którą mogłem pokonać i systematycznie to zrobiłem. Nigdy nie udało mi się tak, że mógłbym wygrać dziesięć razy na dziesięć, ale wygrałem na równi, biorąc to tydzień w tygodniu. Znowu żyłem całkiem dobrze, ale zawsze coś oszczędzałem, aby zwiększyć stawkę, którą miałem zabrać z powrotem na Wall Street. Nawiązałem jeszcze współpracę z dwoma ala-podobnymi domami maklerskimi. W sumie miałem bezpośrednie połączenie z 5 ala-podobnymi domami maklerskimi i jednym domem maklerskim z prawdziwego zdarzenia.


Były chwile, kiedy moje plany się nie powiodły, a moje akcje nie spełniły się, ale zrobiły coś odwrotnego do tego, co powinni były zrobić, gdyby nie straciły precedensu. Tzn. depozyty zabezpieczające były bardzo małe więc pozycje przynoszące straty były natychmiast zamykane. Moje stosunki z moimi brokerami były dość przyjazne. Ich relacje i zapisy nie zawsze zgadzały się z moimi, a różnice zawsze były przeciwko mnie — ciekawy zbieg okoliczności — nieprawdaż?! Ale ja walczyłem o swoje i zazwyczaj w końcu miałem swoją drogę. Zawsze mieli nadzieję, że uda im się wyrwać mi to, co im odebrałem. Myślę, że uważali moje wygrane za tymczasowe pożyczki. Okazało się, że wcale nie byli dżentelmenami pracując w tej branży — ciągle próbowali jakiś sztuczek. Ponieważ frajerzy zawsze tracą pieniądze, kiedy grają w akcje — tak naprawdę nigdy nie spekulują. Oni chyba nie słyszeli o starej i mądrej zasadzie „Duży obrót — mały zysk”. Kilka razy próbowali mnie wykiwać za pomocą starych sztuczek. Złapali mnie kilka razy, ponieważ nie zorientowałem się w porę. W żadnej sytuacji moje pozycje nie były większe niż zwykłe. Oskarżyłem ich, że są oszukują, ale zaprzeczyli i skończyło się tym, że wróciłem dalej korzystałem z ich usług. Piękno robienia interesów ze oszustami polega na tym, że zawsze Ci wybaczają, że ich złapałeś na gorącym uczynku. Jeśli tylko nadal chcesz z nimi współpracować to są gotowi wyjść nawet niż do „połowy drogi”. Co za wielkoduszne dusze!


Cóż, zdecydowałem, że nie mogę sobie pozwolić na to, aby sztuczki oszustów osłabiły normalną stopę wzrostu mojej stawki, więc postanowiłem dać im nauczkę. Wybrałem akcje, które po tym, jak byłem spekulacyjnym faworytem, stały się nieaktywne. Nasiąknięty wodą. Gdybym wziął taki, który nigdy nie był aktywny, podejrzewaliby moją grę. Wydałem zlecenia kupna tych akcji moim pięciu brokerom. Kiedy zamówienia zostały przyjęte i czekały na pojawienie się kolejnego notowania na taśmie, wysłałem za pośrednictwem mojego domu giełdowego zlecenie sprzedaży na giełdzie 100 akcji tej po kursie rynkowym. Pilnie poprosiłem o szybkie wykonanie tego zlecenia. Moich brokerów zainteresowało to od razu. Powiedziałem im, że czegoś się dowiedziałem, ale nie mogę im o tym powiedzieć. Tuż przed zamknięciem rynku przekazałem zlecenie do nowojorskiego biura aby szybko odkupili te akcje, które sprzedałem. Pospieszałem ich — nie mogę mieć w nich krótkiej pozycji i cena nie gra tutaj najważniejszej roli. Przekazali te zlecenie do Nowego Jorku co spowodowało gwałtowny wzrost. Wcześniej natomiast złożyłem zlecenia sprzedaży posiadanych 500 akcji moich. Zarobiłem całkiem niezłe pieniądze. Mimo to nie naprawili swoich sposobów, więc kilka razy zrobiłem na nich tę sztuczkę. Nie odważyłem się ich tak ukarać tak surowo, jak na to zasłużyli, rzadko więcej niż 1 punkt lub 2 na 100 akcji. Ale pomogło to zwiększyć mój zasób gotówki który odkładałem na następne przedsięwzięcie na Wall Street. Czasami urozmaicałem ten proces, sprzedając po stronie krótkiej, ale bez przesady. Byłem zadowolony z moich 600 lub 800 na każdej takie transakcji.


Pewnego dnia wyczyn zadziałał tak dobrze, że wykraczał daleko poza wszelkie obliczenia dla 10 punktowego zamachu. Nie szukałem tego. W rzeczywistości tak się złożyło, że u jednego maklera miałem 200 akcji zamiast 100, jak zwykle, w pozostałych czterech tylko 100. Zaczęli się domyślać telegraficznie. Poszedłem więc i zobaczyłem prezesa, tego samego człowieka, który tak bardzo chciał dostać moje konto i tak wybaczał za każdym razem, gdy przyłapałem go, jak próbował coś na mnie przełożyć. Mówił dość głośno jak na człowieka na jego stanowisku.

— To był zmanipulowany rynek dla tych akcji i nie zapłacimy Ci ani grosza!

— To nie był zmanipulowany rynek, kiedy przyjąłeś moje zamówienie. Wtedy mnie wpuściłeś, w porządku, a teraz musisz mnie wypuścić. Twierdzi Pan że to nieczysta zagrywka?

— Tak, mogę udowodnić, że ktoś maczał w tym palce!

— Niby kto taki?

— Ktoś brał w tym udział!

— No dobrze, ale kto to taki?

— Jacyś Twoim przyjaciele brali w tym udział jak amen w pacierzu!

— Wiesz bardzo dobrze, że gram samotnie. Wiedzą o tym wszyscy w tym mieście. Wiedzieli o tym, odkąd zacząłem handlować akcjami. Teraz chcę ci udzielić przyjacielskiej rady: po prostu wyślij kogoś, aby dostarczył mi pieniądze. Nie chcę być niemiły. Po prostu zrób to.

— Nie zapłacę tego. To była sfałszowana transakcja — wrzasnął.

Zmęczyło mnie jego gadanie. Powiedziałem mu więc:

— Zapłacisz mi to teraz i tutaj


No cóż, zachichotał trochę bardziej i stanowczo oskarżył mnie o to, że jestem winnym naparstkiem; ale w końcu rozwidlił gotówkę. Inni nie byli tak hałaśliwi. W jednym biurze kierownik obserwował moje poczynania, a kiedy dostał moje zamówienie, faktycznie kupił je dla mnie, a potem trochę dla siebie w Little Board i zarobił trochę pieniędzy. Ci faceci nie mieli nic przeciwko temu, by klienci byli pozywani pod zarzutem oszustwa, ponieważ generalnie mieli przygotowaną dobrą techniczną obronę prawną. Ale obawiali się, że plotki o niewypłacalności pieniędzy byłyby dla nich zabójcze! Strata pieniędzy przez klienta u swojego brokera nie jest rzadkim wydarzeniem, ale zarobienie i brak możliwości wyegzekwowania od biura maklerskiego to najcięższe przestępstwo w oczach każdego spekulanta.


Dostałem pieniądze od wszystkich biur, ale ten 10 punktowy skok położył kres przyjemnej rozrywce skórowania skór. Szukali małej sztuczki, której sami używali do oszukiwania setek biednych klientów. Zaczęli być uważni. Wróciłem do mojego zwykłego handlu, ale rynek nie zawsze był odpowiedni dla mojego systemu — to znaczy, ponieważ byłem ograniczony wielkością zamówień, które przyjmowali więc nie mogłem w krótkim czasie zarobić większej ilości gotówki. Zajmowałem się tym ponad rok, podczas którego korzystałem z każdego możliwego sposobu, o którym mogłem pomyśleć do zarabiania pieniędzy na handlu. Żyłem bardzo wygodnie, kupiłem samochód i nie ograniczałem się do wydatków. Jeśli się myliłem, nie zarabiałem żadnych pieniędzy i dlatego nie mogłem wydawać. Jak powiedziałem, zaoszczędziłem sporą gotówkę a w pięciu drucianych domach maklerskich nie było tak dużo pieniędzy do zarobienia; więc zdecydowałem się wrócić do Nowego Jorku.


Miałem własny samochód i zaprosiłem przyjaciela, który również był handlarzem, aby pojechał ze mną do Nowego Jorku. Zgodził się i rozpoczęliśmy podróż. Zatrzymaliśmy się w New Haven na obiad. W hotelu spotkałem starego znajomego handlowca, który między innymi powiedział mi, że w mieście jest zakład bukmacherski, w którym można zarobić całkiem niezłe pieniądze. Wyszliśmy z hotelu w drodze do Nowego Jorku, ale pojechałem ulicą, na której znajdował się zakład bukmacherski, żeby zobaczyć, jak wygląda na zewnątrz. Znaleźliśmy go i nie mogliśmy oprzeć się pokusie zatrzymania się i zajrzenia do środka. Nie było zbyt okazale, ale była tam stara tablica, klienci i gra.


Prezes był facetem, który wyglądał, jakby był aktorem lub mówcą kikutów. Był bardzo imponujący. Mówił dzień dobry, jakby odkrył dobroć poranka po 10 latach poszukiwań pod mikroskopem i wręczył Ci w prezencie odkrycie, a także niebo, słońce i banknoty firmy. Zobaczył, jak podjeżdżamy sportowym samochodem, a ponieważ oboje byliśmy młodzi i nieostrożni — nie sądzę, żebym wyglądał na 20 lat — naturalnie doszedł do wniosku, że jesteśmy parą chłopców z Yale. Nie powiedziałem mu, że nie. Nie dał mi szansy, ale zaczął wygłaszać przemówienie. Bardzo się ucieszył, że nas widzi. Czy mielibyśmy wygodne miejsce? Jak się okazało, rynek był tego ranka nastawiony filantropijnie, w rzeczywistości domagając się zwiększenia podaży, których żaden inteligentny student nigdy nie miał wystarczającej ilości od zarania dziejów. Ale tu i teraz, dzięki dobrodziejstwu paska, niewielka początkowa inwestycja zwróciłaby tysiące. Giełda chciała zarobić więcej kieszonkowego, niż ktokolwiek mógł wydać. Cóż, pomyślałem, że szkoda byłoby tego nie robić, ponieważ miły człowiek z zakładu bukmacherskiego tak bardzo chciał, abyśmy to zrobili, więc powiedziałem mu, że zrobię, co zechce, ponieważ słyszałem, że wiele osób robi dużo pieniądze na giełdzie. Zacząłem handlować, bardzo konserwatywnie, ale zwiększając linię, gdy wygrywałem. Mój przyjaciel podążał za mną.


Zatrzymaliśmy się na noc w New Haven i następnego ranka poszliśmy znów do zakładu bukmacherskiego o 9:55. Prezes ucieszył się, że nas widzi, myśląc, że tego dnia nadejdzie jego kolej, ale wyskubałem. Następnego ranka, kiedy wpadliśmy do wielkiego mówcy i wręczyliśmy mu zamówienie na sprzedaż 500 akcji Sugar, zawahał się, ale w końcu przyjął to — w milczeniu! Akcje złamały się ponad punkt, a ja zamknąłem i dałem mu kwit. Dochodziło do mnie dokładnie 500 dolarów zysków i moja marża w wysokości 500 dolarów. Wziął z sejfu 1000 dolarów, policzył je trzy razy, bardzo powoli, a potem policzył je jeszcze raz przede mną. Wyglądało na to, że jego palce pocą się śluzem, tak jak notatki zdawały się do niego przyklejać, ale w końcu podał mi pieniądze. Założył ramiona, przygryzł dolną wargę i wpatrywał się w górną część okna za mną.


Powiedziałem mu, że chciałbym sprzedać 200 sztuk Steel. Ale on nawet się nie poruszył. On mnie nie słyszał. Powtórzyłem swoje życzenie, tylko zmieniłem to na 300 akcji. Odwrócił głowę. Czekałem na przemówienie. Ale on tylko na mnie spojrzał. Potem mlasnął wargami i przełknął ślinę — jakby miał rozpocząć atak na 50 lat politycznego niegodziwego rządzenia przez niewypowiedzianych łotrów opozycji. W końcu machnął ręką w kierunku żółtych grzbietów mojej dłoni i powiedział:

— Zabierz tę bombkę!

— Co zabrać? — Powiedziałem. Nie do końca rozumiałem, do czego zmierza.

— Dokąd się wybierasz, studencie? — Mówił bardzo imponująco.

— Do Nowego Jorku — powiedziałem mu.

— Zgadza się — powiedział, kiwając głową około 20 razy — To słuszna decyzja. W porządku, wyjeżdżacie stąd jak najszybciej, bo teraz wiem dwie rzeczy o was! Wiem kim jesteście i kim nie jesteście! Tak! Tak! Tak!

— Naprawdę? — Powiedziałem bardzo grzecznie.

— Tak. Wy dwoje… Jesteście największymi rekinami w Stanach Zjednoczonych! Studenci? Ye-eh! Musicie być nowicjuszami! Ye-eh!


Zostawiliśmy go mówiącego do siebie. Prawdopodobnie nie przejmował się tak bardzo pieniędzmi. Żaden zawodowy hazardzista tego nie robi. Pieniądze to część gry, a szczęście kołem się toczy. Najbardziej nas bolało, że zrobiliśmy z niego durnia. W ten sposób wróciłem na Wall Street po trzecią próbę. Oczywiście uczyłem się, próbując zlokalizować dokładny problem z moim systemem, który był odpowiedzialny za moje porażki w biurze A. R. Fullerton & Company. Miałem 20 lat, kiedy zarobiłem pierwsze 10 000 i straciłem je. Ale wiedziałem, jak i dlaczego — ponieważ cały czas handlowałem cały czas. Kiedy nie mogłem grać według mojego systemu, który opierał się na nauce i doświadczeniu, wtedy grałem jako hazardzista. Kierowałem się pewnością wygranej, pozwoliłem, żeby kierowała mną nadzieja. Kiedy miałem około 22 lat, podniosłem swój udział do 50 000 dolarów — straciłem je 9 maja. Ale wiedziałem dokładnie, dlaczego i jak. To była powolna taśma (opóźniony napływ notowań) i bezprecedensowa gwałtowność ruchów tego okropnego dnia. Ale nie wiedziałem, dlaczego przegrałem po powrocie z St. Louis lub po panice 9 maja. Miałem teorie — to znaczy środki zaradcze na niektóre błędy, które jak sądziłem, znalazłem w swojej sztuce. Ale potrzebowałem rzeczywistej praktyki. Nie ma to jak stracić wszystko, co masz na świecie, aby nauczyć cię, czego nie robić. A kiedy wiesz, czego nie robić, aby nie stracić pieniędzy, zaczynasz się uczyć, co zrobić, aby wygrać. Czy zrozumiałeś? Zaczynasz się uczyć!

Rozdział V Sekrety wygranych

Podejrzewam, że przeciętny gracz giełdowy — lub, jak go zwykli nazywać, robak taśmowy — błądzi z powodu nadmiernej sztywności zasad. Oznacza to bardzo kosztowną nieelastyczność. W końcu gra spekulacji to nie tylko matematyka czy ustalone reguły, jakkolwiek sztywne mogą być główne prawa. Nawet na mojej taśmie czytam coś, co jest czymś więcej niż zwykłą arytmetyką. Jest coś, co nazywam zachowaniem stada, działań, które pozwalają ci ocenić, czy będzie on postępował zgodnie z precedensami, które zauważyła Twoja obserwacja. Jeśli akcje nie działają prawidłowo, nie dotykaj ich, ponieważ nie będąc w stanie powiedzieć dokładnie, co jest nie tak, nie możesz powiedzieć, w którą stronę to zmierza. Bez diagnozy — bez rokowań. Bez prognoz — bez zysku.


To bardzo stara rzecz, polegająca na odnotowywaniu zachowania akcji i studiowaniu jej wcześniejszych wyników. Kiedy po raz pierwszy przyjechałem do Nowego Jorku, było biuro maklerskie, w którym Francuz opowiadał o swoim wykresie. Na początku myślałem, że to rodzaj zwierzaka, którego trzyma firma, ponieważ byli dobroduszni. Wtedy dowiedziałem się, że był przekonującym i imponującym mówcą. Powiedział, że jedyną rzeczą, która nie kłamie, bo po prostu nie może, jest matematyka. Za pomocą swoich krzywych mógł prognozować ruchy na rynku. Mógł także je przeanalizować i powiedzieć na przykład, dlaczego Keene postąpił właściwie w swoim słynnym Atchisonie, który wolał manipulację bykiem, a później, dlaczego popełnił błąd w spekulacji akcjami Southern Pacyfic. W różnych sytuacjach jeden lub drugi z profesjonalnych handlowców próbował system Francuza — a potem wrócili do swoich starych nienaukowych metod zarabiania na życie. Twierdzili, że ich system „chybił / trafił” był tańszy i prostszy. Słyszałem, że Francuz powiedział, że Keene przyznał, że wykres jest w 100% poprawny, ale stwierdził, że metoda jest zbyt powolna, aby można ją było zastosować w praktyce na aktywnym rynku.


Potem było jedno biuro, w którym przechowywany był wykres dziennego ruchu cen. Na pierwszy rzut oka można było zobaczyć, co poszczególne akcje robiły od miesięcy. Porównując poszczególne krzywe z ogólną krzywą rynkową i pamiętając o pewnych zasadach, klienci mogli stwierdzić, czy akcje, dla których otrzymali nienaukową wskazówkę do kupienia, są uprawnione do wzrostu. Wykorzystali tę tabelę jako rodzaj uzupełniającego typera. Obecnie istnieje wiele domów prowizyjnych, w których można znaleźć wykresy handlowe. Są gotowe z biur ekspertów statystycznych i obejmują nie tylko indeksy, ale i towary.


Zauważyć można, że wykres pomaga tym, którzy potrafią go przeczytać, a raczej przyswoić sobie to, co czytają. Przeciętny czytelnik wykresów ma jednak skłonność do obsesji na punkcie spekulacji giełdowych, że spadki i szczyty oraz ruchy pierwotne i wtórne to wszystko. Jeśli przekroczy logiczną granicę swojej pewności siebie, na pewno zbankrutuje. Pewien zdolny człowiek, były wspólnik znanego domu giełdowego, który jest naprawdę wyszkolonym matematykiem. Jest absolwentem znanej szkoły technicznej. Opracował wykresy oparte na bardzo dokładnych i drobiazgowych badaniach zachowania cen na wielu rynkach — akcji, obligacji, zbóż, bawełny, pieniędzy i tak dalej. Cofnął się o wiele lat wstecz i prześledził korelacje i ruchy sezonowe — och, wszystko. Przez lata wykorzystywał swoje wykresy w handlu akcjami. To, co naprawdę zrobił to skorzystanie z bardzo inteligentnego uśredniania. Mówią mi, że regularnie wygrywał — do czasu, gdy wojna światowa zrzuciła wszystkie precedensy do góry nogami. Słyszałem, że on i jego liczni zwolennicy stracili miliony, zanim zrezygnowali. Ale nawet wojna światowa nie może utrzymać rynku akcji od hossy, gdy warunki są sprzyjające lub bessy, gdy warunki są niekorzystne. A wszystko, co człowiek musi wiedzieć, aby zarabiać pieniądze, to ocenić warunki czy te warunki są korzystne czy też nie. Teraz wiem to czego wtedy nie wiedziałem i myślę o błędach mojej ignorancji, ponieważ są to te same błędy, które przeciętny spekulant giełdowy popełnia rok po roku.


Po powrocie do Nowego Jorku, aby po raz trzeci spróbować pokonać rynek w domu giełdowym, handlowałem dość aktywnie. Nie spodziewałem się, że poradzę sobie tak dobrze, jak w zakładach bukmacherskich, ale pomyślałem, że po jakimś czasie poradzę sobie znacznie lepiej, ponieważ będę w stanie otwierać większe pozycje. Jednak teraz widzę, że moim głównym problemem był brak zrozumienia istotnej różnicy między hazardem na akcjach a spekulacją na akcjach. Mimo to, ze względu na moje siedmioletnie doświadczenie w czytaniu taśmy i pewne naturalne predyspozycje do gry, moja stawka nie była w istocie fortuną, ale na bardzo wysokim odsetku. Wygrałem i przegrałem jak poprzednio, ale wygrywałem na bilansie. Im więcej zarobiłem, tym więcej wydałem. To jest typowe doświadczenie z większością ludzi. Nie, niekoniecznie w przypadku łatwych do zbierania pieniędzy, ale z każdym człowiekiem, który nie jest niewolnikiem instynktu gromadzenia. Niektórzy mężczyźni, jak stary Russell Sage, mają równie dobrze rozwinięty instynkt zarabiania i gromadzenia pieniędzy i oczywiście umierają obrzydliwie bogaci.


Gra w której celem było przechytrzenie rynku interesowała mnie wyłącznie od 10 rano do 15, a później „grałem” we własne życie. Nie zrozum mnie źle. Nigdy nie pozwalałem przyjemności ingerować w interesy. Kiedy przegrałem, było to spowodowane tym, że się myliłem, a nie dlatego, że cierpiałem z powodu dyssypacji lub ekscesów. Nigdy nie miałem zrujnowanych nerwów ani kończyn potrząśniętych rumem, które mogłyby zepsuć mi grę. Nie mogłem sobie pozwolić na nic, co powstrzymywałoby mnie od czucia się fizycznie i psychicznie w dobrej formie. Nawet teraz zwykle leżę w łóżku przed dziesiątą. Jako młody człowiek nigdy nie spóźniałem się, ponieważ nie mogłem dobrze robić interesów z powodu niewystarczającego snu. Radziłem sobie lepiej niż wychodzenie na zero i dlatego nie sądziłem, że jest jakakolwiek potrzeba pozbawiania się dobrych rzeczy w życiu. Rynek zawsze je dostarczał. Zaufanie, które przychodzi do człowieka, zdobywałem dzięki beznamiętnej postawie zawodowej wobec własnej metody zarabiania na Wall Street.


Pierwsza zmiana w mojej grze była kwestią czasu. Nie mogłem się doczekać, aż nadejdzie pewna rzecz, a potem wyciągnąć z tego kilka punktów, tak jak to mogłem w zakładach bukmacherskich. Musiałem zacząć dużo wcześniej, jeśli chciałem złapać „ruch” w biurze Fullertona. Innymi słowy, musiałem przestudiować, co się wydarzy, przewidywać ruchy. Brzmi to jak banał, ale wiesz, co mam na myśli. To zmiana mojego własnego stosunku do gry miała dla mnie największe znaczenie. Stopniowo nauczyłem się zasadniczej różnicy między obstawianiem na fluktuacje a przewidywaniem nieuniknionych postępów i spadków, między hazardem a spekulacją. W swoich badaniach rynku musiałem cofnąć się o ponad godzinę — czego nigdy bym się nie nauczył w największym zakładzie bukmacherskim na świecie. Interesowałem się raportami handlowymi i zyskami kolejowymi oraz statystyką finansową i handlową. Oczywiście uwielbiałem ostro handlować, a oni nazywali mnie Mały Nurek, a coraz bardziej lubiłem też studiować trendów długoterminowych. Nigdy nie myślałem, że cokolwiek jest uciążliwe, jeśli pomaga mi w bardziej inteligentnym handlu. Zanim będę mógł rozwiązać problem, muszę to sobie powiedzieć. Kiedy myślę, że znalazłem rozwiązanie, muszę udowodnić, że mam rację. Znam tylko jeden sposób, aby to udowodnić; czyli za własne pieniądze.


Chociaż moje postępy wydają się teraz powolne to przypuszczam, że nauczyłem się tak szybko, jak tylko mogłem, biorąc pod uwagę, że zarabiałem na równowadze. Gdybym częściej przegrywał, być może pobudziłoby mnie to do dalszych badań. Z pewnością miałbym więcej błędów do wykrycia. Ale nie jestem pewien dokładnej wartości straty, bo gdybym stracił więcej to zabrakło mi pieniędzy na przetestowanie ulepszeń w moich metodach handlu. Studiując moje zwycięskie zagrania w biurze Fullertona, odkryłem, że chociaż często moja diagnoza była prawidłowa w 100% to nie zarabiałem tyle pieniędzy, do czego upoważniała mnie moja rynkowa „słuszność”. Dlaczego?


Z częściowego zwycięstwa można się nauczyć tyle samo, co z porażki. Na przykład byłem optymistyczny od samego początku hossy i poparłem swoją opinię kupując akcje. Nastąpił postęp, tak jak wyraźnie przewidziałem. Jak dotąd wszystko bardzo dobrze. Ale co jeszcze zrobiłem? Słuchałem starszych „mężów stanu” i stłumiłem swoją młodzieńczą porywczość. Postanowiłem być mądry i grać ostrożnie, zachowawczo. Wszyscy wiedzieli, że sposobem na to jest czerpanie zysków i odkupienie akcji na podstawie reakcji (w czasie korekty technicznej). I to jest dokładnie to, co zrobiłem, a raczej to, co próbowałem zrobić, bo często czerpałem zyski i czekałem na korektę, która nigdy nie nadeszła. I widziałem, jak moje akcje wzrosły o 10 punktów i więcej, a ja siedziałem tam z moim 4 punktowym zyskiem bezpiecznym w mojej konserwatywnej kieszeni. Mówią, że nigdy nie zbłądzisz, biorąc zyski. To prawda, ale również prawdę jest, że nie staniesz się bogaty osiągając 4 punktowy zysk podczas hossy. Tam, gdzie powinienem był zarobić 20 000 dolarów, zarobiłem 2 000 dolarów. To właśnie zrobił dla mnie mój konserwatyzm. Mniej więcej wtedy, gdy odkryłem, jaki mały procent tego, co powinienem zarobić ląduje na moim koncie, odkryłem coś innego a mianowicie, że frajerzy różnią się między sobą w zależności od stopnia doświadczenia.


Nowicjusz nic nie wie i wszyscy, łącznie z nim, wiedzą o tym. Ale w następnej lub drugiej klasie myśli, że wie dużo i sprawia, że inni też się tak czują. Jest doświadczonym frajerem, który studiował — nie sam rynek, ale kilka uwag na temat rynku wygłoszonych przez wyższej klasy frajerów. Frajer drugiej klasy wie, jak nie stracić pieniędzy na niektóre sposoby, które są przydatne dla początkującego. To właśnie ten półprzepływ, a nie artykuł stuprocentowy, jest prawdziwym całorocznym wsparciem komisji. Trwa średnio około 3,5 roku, w porównaniu z pojedynczym sezonem trwającym od 3 do 30 tygodni, co jest typowym życiem pierwszego nowicjuszem na Wall Street. Naturalnie to średniak zawsze cytuje słynne aforyzmy handlowe i różne zasady gry. Zna wszystkie nakazy, które kiedykolwiek wypłynęły z ust wyroczni starych gapiów — z wyjątkiem tego głównego, którym jest: Nie bądź frajerem!


Ten średniak jest typem, który myśli, że przeciął sobie zęby mądrości, ponieważ uwielbia kupować na spadkach. Czeka na nie. Swoje okazje mierzy liczbą punktów, które sprzedał od góry. Na wielkich rynkach byków (wzrostów) zwykły nieskalany frajer, całkowicie ignorujący zasady i precedensy, kupuje na ślepo, ponieważ ślepo ma nadzieję. Zarabia większość pieniędzy — dopóki jedna ze zdrowych reakcji nie odbierze mu ich za jednym zamachem. A wtedy robi to samo co ja, kiedy myślałem, że gram w tę grę inteligentnie — zgodnie z inteligencją innych. Wiedziałem, że muszę zmienić moje metody sprzedaży i myślałem, że rozwiązuję swój problem z każdą zmianą, szczególnie taką, która oceniała wysokie wartości złota według doświadczonych handlowców wśród klientów (bywalców).


Większość — nazwijmy ich klientami — jest podobna. Bardzo niewielu może powiedzieć, że Wall Street nie jest im winna pieniędzy. W Fullerton był zwykły tłum. Wszystkie typy klientów! Cóż, był jeden stary facet, który nie był taki jak inni. Przede wszystkim był znacznie starszym mężczyzną. Inną rzeczą było to, że nigdy nie udzielał porad i nigdy nie chwalił się swoimi wygranymi. Był wspaniałą ręką do uważnego słuchania innych. Nie wyglądał na bardzo chętnego do otrzymywania plotek (informacji, czasami nazwane również napiwkami) — to znaczy, nigdy nie pytał rozmówców, co słyszeli lub co wiedzieli. Ale kiedy ktoś mu ją dał (informację) to zawsze dziękował bardzo uprzejmie. Czasami jeszcze raz dziękował — kiedy plotka okazała się prawdą. Ale jeśli coś poszło nie tak, nigdy nie jęczał, więc nikt nie mógł stwierdzić czy podążać za nim czy zlekceważyć go. Legenda w biurze głosiła, że stary mężczyzna był bogaty i potrafił otwierać pokaźne pozycje. Ale nie przekazywał biura poważnych poważnymi prowizjami wynikającymi z częstej żonglerki akcjami, przynajmniej nic o tym nie było wiadomo. Nazywał się Partridge, ale za plecami nadawano mu przydomek „Indyk”, ponieważ miał tak grubą klatkę piersiową i miał zwyczaj przechadzać się po różnych pokojach, z czubkiem brody spoczywającym na piersi. Klienci, którzy słuchali innych rad, aby zrzucić winę za niepowodzenie na innych, zwykli chodzić do starego Partridge i opowiadali mu, co radził im jakiś przyjaciel znajomego zrobić z danym papierem. Powiedzieliby mu, czego nie zrobili z plotkami, aby powiedział im co powinni zrobić. Ale niezależnie od tego, czy mieli informacje żeby kupić czy sprzedać, odpowiedź starego zawsze była taka sama. Klient kończył opowieść o swoim zakłopotaniu, a następnie pytał:

— Jak myślisz, co powinienem zrobić?

Indyk patrzył na ta osobę ojcowskim uśmiechem i na koniec mówił bardzo imponująco:

— No wiesz, mamy przecież hossę!

Wielokrotnie słyszałem, jak mówił: „przecież mamy hossę” jakby dawał ci bezcenny talizman owinięty w milion dolarów polisę ubezpieczeniową od wypadków. I oczywiście nie zrozumiałem jego znaczenia.


Pewnego dnia do biura wpadł Elmer Harwood. Napisał zamówienie i przekazał je maklerowi. Potem rzucił się do miejsca, gdzie pan Partridge grzecznie słuchał opowieści Johna Fanninga o tym, jak podsłuchał, jak Keene wydaje rozkaz jednemu ze swoich brokerów i wszystko, co zrobił, to marne 3 punkty ze 100 akcji i oczywiście akcje miały podnieść się o 24 punkty w 3 dni po tym, jak John się wyprzedał. To był co najmniej 4 raz, kiedy John opowiedział mu tę historię o nieszczęściu, ale Indyk uśmiechał się tak życzliwie, jakby usłyszał ją po raz pierwszy. Cóż, Elmer skierował się do starca (Indyka) i bez słowa przeprosin dla Johna Fanninga powiedział Indykowi:

— Panie Partridge, właśnie sprzedałem Climax Motors. Moi ludzie mówią, że rynek ma prawo do reakcji i że będę mógł go taniej odkupić. Więc niech Pan lepiej zrobi podobnie. To znaczy jeśli ciągle je pan ma.

Elmer spojrzał podejrzliwie na mężczyznę, któremu dał oryginalną plotkę do kupienia. Amator lub nieuzasadniony typer zawsze myśli, że odbiorca ma wobec niego wielki dług wdzięczności z powodu plotki, chociaż jeszcze nie wiadomo, czy cokolwiek z tego wyjdzie.

— Tak, panie Harwood, wciąż je mam. — powiedział z wdzięcznością Indyk. Dobrze, że Elmer pomyślał o staruszku.

— No cóż, teraz jest czas, aby zdobyć zysk i znów zając długą pozycję przy okazji korekty — powiedział Elmer, jakby właśnie sporządził kwit wpłaty dla starca. Nie widząc entuzjastycznej wdzięczności na twarzy beneficjenta, Elmer kontynuował:

— Właśnie sprzedałem każdą posiadaną akcję!

Na podstawie jego głosu i zachowania można by ostrożnie oszacować, że to przynajmniej 10 000 akcji. Ale pan Partridge z żalem pokręcił głową i jęknął:

— Nie! Nie! Nie mogę tego zrobić!

— Co? — wrzasnął Elmer.

— Po prostu nie mogę! — powiedział pan Partridge. Najwyraźniej był w kłopocie.

— Czy nie dałem Panu informacji kiedy kupować?

— Tak, panie Harwood i jestem panu bardzo wdzięczny. Rzeczywiście, jestem, sir. Ale…

— Czekaj! Pozwól mi mówić! I czy te akcje nie wzrosły o 7 punktów w ciągu 20 dni? Nieprawdaż?

— Tak się stało i jestem CI bardzo zobowiązany, mój drogi chłopcze. Ale nie mogę sprzedać tych akcji

— Nie może Pan? — zapytał Elmer, sam zaczynając wyglądać na wątpliwego. Większość dawców plotek sama chce ich słuchać od innych. Elmer zaczął chyba wątpić w słuszność swej decyzji.

— Nie, nie mogę.

— Dlaczego nie? — Elmer zbliżył się.

— Bo to hossa! — Starzec powiedział to tak, jakby udzielił długiego i szczegółowego wyjaśnienia.

— W porządku — powiedział Elmer, wyglądając na rozgniewanego z powodu swojego rozczarowania.

— Wiem, że to hossa, tak samo jak ty i inni, ale mądrze jest sprzedać akcje i odkupić je po korekcie.

— Mój drogi chłopcze — powiedział stary Partridge z bólem — mój drogi chłopcze, gdybym teraz sprzedał te akcje, straciłbym swoją pozycję; a potem gdzie bym był?

Elmer Harwood rozłożył ręce, potrząsnął głową i podszedł do mnie, aby uzyskać współczucie:

— Czy dasz wiarę? — zapytał mnie scenicznym szeptem. — Rozumiesz o co mu chodzi?

Nic nie powiedziałem. Więc kontynuował:

— Daję mu wskazówkę na temat Climax Motors. Kupuje 500 udziałów. Ma 7 punktów zysku i radzę mu skrócić pozycje i odkupić je po korekcie, która jest nieunikniona. Na co on mówi, że nie może sprzedać, bo straci swoją „reputację” Rozumiesz coś z tego?

— Przepraszam, panie Harwood. Nie powiedziałem, że stracę „reputację” — przerywał Indyk — Powiedziałem, że stracę swoją pozycję. A kiedy będziesz tak stary jak ja i przeżyjesz tyle boomów i panik ile ja to będziesz wiedział, że na utratę pozycji nikt nie może sobie pozwolić, nawet sam John D. Rockefeller. Mam nadzieję, że akcje przejdą korektę i że będzie pan w stanie odkupić swoją pozycję po niższej cenie. Ale ja sam mogę handlować tylko zgodnie z wieloletnim doświadczeniem. Zapłaciłem za to wysoką cenę i nie mam ochoty drugi raz popełniać ten sam błąd. Ale jestem Ci tak zobowiązany, jakbym miał pieniądze w banku. „Mamy hossę!” — Odszedł dumnie, pozostawiając oszołomionego Elmera.


To, co powiedział stary pan Partridge, nie miało dla mnie większego znaczenia, dopóki nie zacząłem myśleć o swoich licznych niepowodzeniach w stosunku do tego co powinienem zarabiać kiedy miałem 100% rację na rynku ogólnym. Im więcej się uczyłem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, jak mądry był ten stary facet. Najwyraźniej cierpiał z powodu tej samej wady w młodości i znał swoje własne ludzkie słabości. Nie poddawał się pokusie, której doświadczenie nauczyło go, że trudno mu się oprzeć i zawsze było dla niego kosztowne tak jak dla mnie. Myślę, że był to duży krok naprzód w mojej edukacji, kiedy w końcu zdałem sobie sprawę, że kiedy stary pan Partridge ciągle powtarzał innym klientom: „Przecież jest hossa!” naprawdę chciał im powiedzieć, że wielkie pieniądze nie wynikały z indywidualnych fluktuacji, ale z głównych ruchów — to znaczy nie z czytania taśmy, ale z oceny całego rynku i jego trendów. To znaczy nie grając z dnia na dzień tylko długoterminowo.


I w tym miejscu powiem jedno: po spędzeniu wielu lat na Wall Street i po zarobieniu i utracie milionów dolarów, chcę wam powiedzieć: to nigdy nie wynikało z mojego myślenia i inteligencji, ale z cierpliwego siedzenia na dupie!! Zrozumiałeś? Właśnie tak! To żadna sztuczka, aby być na rynku. Zawsze można znaleźć wiele wczesnych byków na rynkach byków i wczesnych niedźwiedzi na rynkach niedźwiedzi. Znałem wielu ludzi, którzy mieli rację we właściwym czasie i zaczęli kupować lub sprzedawać akcje, gdy ceny były na poziomie, który powinien przynosić największe zyski. A ich doświadczenie niezmiennie pasowało do mojego — to znaczy nie zarobili na tym prawdziwych pieniędzy. Mężczyźni, którzy mogą mieć zarówno rację, jak i siedzieć spokojnie są rzadkością (spokojnie utrzymywać pozycje). Uważam, że jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy do nauczenia się. Ale dopiero po tym, jak spekulant mocno to zrozumie, może zarobić duże pieniądze. Dosłownie prawdą jest, że miliony przychodzą łatwiej spekulantowi kiedy wie, jak handlować, niż setki w dniach jego ignorancji.


Powodem jest to, że człowiek może patrzeć prosto i wyraźnie, a mimo to stać się niecierpliwy lub wątpiący, gdy rynek nie spieszy się z robieniem tego, co sobie wyobrażał. Dlatego tak wielu mężczyzn na Wall Street, którzy wcale nie należą do klasy frajerów, nawet w trzeciej klasie, mimo wszystko tracą pieniądze. Rynek ich nie pokonał. Biją się, bo choć mają mózg, nie potrafią siedzieć sztywno. Stary „Indyk” miał 100% racji mówić to co powiedział i tak samo postępując. Miał nie tylko odwagę mówić o swoich przekonaniach, ale także inteligentną cierpliwość, by siedzieć twardo.


Lekceważenie długoterminowych trendów i próby wskakiwania i wyskakiwania z rynku były dla mnie śmiertelne. Nikt nie może złapać wszystkich wahań. Podczas hossy Twoja gra polega na kupowaniu i utrzymywaniu, dopóki nie uwierzysz, że hossa zbliża się do końca. Aby to zrobić, musisz zapoznać się z warunkami ogólnymi, a nie wskazówkami lub szczególnymi czynnikami wpływającymi na poszczególne akcje. Poczekaj, aż zobaczysz — lub jeśli wolisz, aż pomyślisz, że zobaczysz — zwrot rynku. Początek odwrócenia ogólnych trendów. Aby to zrobić, musisz użyć swojego mózgu i wizji, w przeciwnym razie moja rada byłaby równie idiotyczna, jak kazanie ci kupować tanio i sprzedawać drogo. Jedną z najbardziej pomocnych rzeczy, których każdy może się nauczyć to jest rezygnacja z prób złapania ostatniego wzrostu lub łapania dołków. Te dwie próby są najbardziej kosztownymi na świecie. Łącznie kosztowały inwestorów giełdowych wystarczającą ilość milionów dolarów, aby rozwiązać problem głodu na świecie i to na kilka dekad!!


Inną rzeczą, którą zauważyłem, studiując swoje sztuki w biurze Fullertona, po tym, jak zacząłem inteligentniej grać było to, że moje początkowe operacje (transakcje) rzadko przynosiły mi straty. To naturalnie sprawiło, że zdecydowałem się zacząć od czegoś wielkiego. Dało mi to pewność co do własnego osądu zanim pozwoliłem, aby został on osłabiony radami innych lub nawet czasami moją własną niecierpliwością. Bez wiary we własny osąd żaden człowiek nie zajdzie zbyt daleko w tej grze. To wszystko, czego się nauczyłem — analiza warunków technicznych, zajęcie pozycji i trzymanie się jej. Mogę czekać bez cienia zniecierpliwienia. Widzę niepowodzenie bez wstrząsu, wiedząc, że jest to tylko chwilowe. Brakowało mi 100 000 tysięcy akcji i widziałem nadchodzący wielki rajd wzrostu. Doszedłem do wniosku — i wyliczyłem poprawnie — że taki wzrost, jaki uważałem za nieunikniony, a nawet zdrowy, przyniósłby mi milion dolarów różnicy w moich papierowych zyskach. A mimo to nie mogłem się doczekać i zobaczyłem, jak połowa mojego zysku z papieru jest tracona, ani razu nie zastanawiając się, czy warto. Wiedziałem, że jeśli to zrobię to stracę swoją pozycję, a wraz z nią pewność wielkich pieniędzy. Duże pieniądze robi się na długich ruchach rynku.


Uczyłem się tego wszystkiego powoli, a to dlatego, że uczyłem się na własnych błędach, a od popełnienia błędu do jego zrozumienia zawsze mija trochę czasu, a od jego uświadomienia do dokładnego określenia. Ale jednocześnie szło mi całkiem nieźle i byłem bardzo młody, więc nadrobiłem zaległości w inny sposób. Większość moich wygranych nadal pochodziła częściowo z odczytu kaset, ponieważ rynki, na których korzystaliśmy dość dobrze wykorzystywały moją metodę. Nie przegrywałem ani tak często, ani tak irytująco, jak na początku moich nowojorskich doświadczeń. Nie było czym być dumnym, kiedy myślisz, że byłem spłukany 3 razy w ciągu niecałych 2 lat. Jak już mówiłem, nic tak człowieka nie motywuje do nauki jak bankructwo.


Stan mojego konta nie rósł w szybkim tempie, ponieważ wydawałem też pieniądze w różnych sposób — przyjemności, samochód itd. Nie widziałem sensu skąpić na życie, kiedy skoro rynek był na swoim miejscu i mogłem na nim zarabiać. Notowania był zawieszone tylko w niedziele i święta — czyli tak jak być powinno. Za każdym razem, gdy znajdowałem przyczynę przegranej lub powód i jak innego błędu, dodawałem zupełnie nową przestrogę do mojej listy. A najmilszym sposobem na kapitalizację rosnących aktywów było nie ograniczanie wydatków na życie. Oczywiście miałem kilka zabawnych doświadczeń, a niektóre nie były aż tak zabawne, ale gdybym opowiedział je wszystkie szczegółowo to nigdy bym nie skończył. Właściwie jedyne zdarzenia, które pamiętam bez specjalnego wysiłku to te, które nauczyły mnie czegoś o określonej wartości o rynku i o mnie samym.

Rozdział VI Przeczucie?

Wiosną 1906 roku byłem w Atlantic City na krótkich wakacjach. Pozbyłem się wszystkich akcji i myślałem tylko o zmianie powietrza i przyjemnym odpoczynku. Nawiasem mówiąc, wróciłem do moich pierwszych brokerów Harding Brothers i moje konto stawało się być całkiem aktywne. Mógłbym otwierać pozycje na 3 000 lub 4 000 akcji. To niewiele więcej niż zrobiłem w Cosmopolitan, kiedy miałem zaledwie 20 lat. Ale była pewna różnica między moją jednopunktową marżą w zakładzie bukmacherskim a marżą wymaganą przez brokerów, którzy faktycznie kupowali lub sprzedawali akcje dla mojego konta na giełdzie nowojorskiej.


Może pamiętasz historię, którą opowiedziałem ci o tym czasie, gdy miałem pozycję 3500 akcji Sugar w Cosmopolitan i miałem przeczucie, że coś jest nie tak i lepiej sfinalizuję transakcję? Cóż, często miałem takie dziwne uczucie. Z reguły mu ulegam. Ale czasami odrzucałem ten pomysł i mówiłem sobie, że podążanie za którymkolwiek z tych nagłych ślepych impulsów, aby zmienić moje stanowisko, jest po prostu głupie. Swoje przeczucie przypisałem stanowi nerwowemu wynikającemu ze zbyt dużej ilości cygar, niewystarczającego snu, odrętwienia wątroby czy czegoś w tym rodzaju. Kiedy przekonywałem się, że nieracjonalne zachowanie powoduje stratę to później gorzko tego żałowałem. Następnego dnia szedłem do biura i niby było wszystko w porządku, rynek się trzymał, ale następnego dnia wydarzała się katastrofa. Coś gdzieś się zepsuło — gdybym nie był taki mądry i logiczny to zarobiłbym pieniądze. Powód najwyraźniej nie był fizjologiczny, ale psychologiczny.


Chcę wam opowiedzieć tylko o jednym z takich przypadków, ponieważ zdarzyło się to, kiedy wiosną 1906 roku spędzałem wakacje w Atlantic City. Miałem ze mną przyjaciela, który również był klientem Harding Brothers. W ten czy inny sposób nie interesowałem się rynkiem i cieszyłem się wypoczynkiem. Zawsze potrafię wyłączyć się z rynku, chyba, że jest to wyjątkowo aktywny rynek, na którym moje zobowiązania są dość duże. To była hossa, o ile pamiętam. Perspektywy były korzystne dla biznesu, a giełda zwolniła i wszystko wskazywało na wzrost cen. Pewnego ranka po śniadaniu i przeczytaniu wszystkich porannych gazet w Nowym Jorku zmęczyło nas patrzenie, jak mewy morskie zbierają małże i lecą z nimi dwadzieścia stóp w powietrze i rzucają je na twardy, mokry piasek, aby je otworzyć. Na śniadanie ruszyliśmy z przyjacielem promenadą do braci Harding. To była najbardziej ekscytująca rzecz, jaką zrobiliśmy w ciągu dnia. Nie było jeszcze południa i powoli podeszliśmy, żeby zabić czas i zaczerpnąć słonego powietrza. Bracia Harding mieli oddział przy promenadzie i przychodziliśmy tam każdego ranka, żeby zobaczyć, jak się mają notowania. To była większa siła przyzwyczajenia niż cokolwiek innego, ponieważ nie byłem zaangażowany na rynku.


Okazało się, że rynek był silny i aktywny. Mój przyjaciel, który był dość uparty, miał pakiety kilku spółek zakupionych poniżej aktualnych notowań. Zaczął mi mówić, jak mądrze jest kupienie akcji i cierpliwe oczekiwanie na ich pewny wzrost. Nie zwracałem na niego uwagi, ponieważ przyglądałem się notowaniom zauważając zmiany — były to głównie postępy — aż do Union Pacyfic. Czułem, że należy ją szybko sprzedać. Nie wiedziałem czemu. Po prostu miałem ochotę to sprzedać. Zadałem sobie pytanie, dlaczego powinienem się tak czuć i nie mogłem znaleźć żadnego powodu, dla którego miałbym to zrobić. Wpatrywałem się w ostatnią cenę na tablicy, aż nie mogłem zobaczyć żadnych liczb, żadnej tablicy ani niczego innego, jeśli o to chodzi. Wiedziałem tylko, że chcę sprzedać Union Pacyfic i nie mogłem się dowiedzieć, dlaczego chcę. Musiałem wyglądać dziwnie, ponieważ mój przyjaciel, który stał obok mnie, nagle szturchnął mnie i zapytał:

— Hej, co się stało?

— Nie wiem

— Co Ty śpisz?

— Nie, nie. Mam zamiar sprzedać akcje Union Pacyfic.


Zawsze zarabiałem pieniądze, kierując się swoimi przeczuciami. Podszedłem do stolika, na którym leżały puste blankiety zleceń. Mój przyjaciel poszedł za mną. Napisałem zlecenie na 1000 akcji Union Pacyfic i przekazałem je dyrektorowi biura. Uśmiechał się, kiedy to pisałem i kiedy to brał. Ale kiedy przeczytał to przestał się uśmiechać i spojrzał na mnie.

— Czy jest Pan pewien? — zapytał mnie.

Ale ja tylko na niego spojrzałem, a on rzucił to maklerowi.

— Co Ty robisz? — zapytał mój przyjaciel.

— Sprzedaję

— Co sprzedajesz? — krzyczał na mnie. Jeśli wierzył we wzrosty to jak ja mogłem obstawiać spadki?? Coś było nie tak.

— 1000 akcji Union Pacyfic — powiedziałem.

— Dlaczego? — zapytał mnie z wielkim podnieceniem.

Pokręciłem głową, co znaczyło, że nie miałem powodu, aby tak postąpić. Ale musiał pomyśleć, że dostałem plotkę, ponieważ wziął mnie za ramię i wyprowadził na zewnątrz do holu, gdzie mogliśmy być poza zasięgiem wzroku i słuchu innych klientów.

— Czego się dowiedziałeś? — zapytał. Był bardzo podekscytowany. Akcje Union Pacyfic były jednym z jego ulubionych i był przekonany, że pójdą w górę (wskazywały na to perspektywy). Ale był gotów przyjąć z drugiej ręki informację, czy aby nic dzieje się coś o czym o nie wie.

— Nic się nie dzieje — odpowiedziałem

— Nic???

— Nic nie słyszałem nowego

— Więc dlaczego, u licha, sprzedajesz?

— Nie wiem — powiedziałem mu. Mówiłem prawdę

— Och, proszę Cię Larry — powiedział.

Wiedział, że miałem w zwyczaju wiedzieć, dlaczego handlowałem. Sprzedałem 1000 akcji Union Pacyfic. Muszę mieć bardzo dobry powód, aby sprzedać tak dużo akcji w obliczu silnego rynku.

— Nie wiem. Po prostu czuję, że coś się wydarzy.

— Co się stanie?

— Nie wiem. Nie mogę podać żadnego powodu. Wiem tylko, że chcę sprzedać te akcje. I właśnie chcę im rzucić kolejny tysiąc….


Wróciłem do biura i wypisałem sprzedaż drugiego tysiąca. Gdybym miał rację sprzedając pierwszy tysiąc to powinienem zająć większą pozycję.

— No, ale co może się niby wydarzyć? — nalegał mój przyjaciel, który nie mógł zdecydować się czy pójść za moim przykładem. Gdybym mu powiedział, że słyszałem Union Pacyfic ma spaść to on sprzedałby, bez pytania, od kogo to słyszałem ani dlaczego miałoby się tak stać.

— Co mogłoby się stać? — zapytał znów

— Może się zdarzyć milion rzeczy. Ale nie mogę ci obiecać, że którykolwiek z nich się wydarzy. Nie mogę podać żadnych powodów i nie mogę przepowiadać przyszłości — powiedziałem mu.

— W takim razie zwariowałeś. Żeby sprzedać ot tak, bez żadnej przyczyny. Nadal twierdzisz, że nie wiesz czemu sprzedajesz?

— Nie wiem, dlaczego chcę to sprzedać. Wiem tylko, że chcę. Taką mam potrzebę

To było za wiele dla mojego przyjaciela. Złapał mnie za ramię i powiedział:

— Dość! Wynośmy się z tego miejsca, zanim sprzedasz wszystko!


Sprzedałem tyle, ile potrzebowałem, aby zaspokoić swoje uczucia, więc poszedłem za nim, nie czekając na raport o ostatnich 2 000 akcji. To był dla mnie całkiem spory pakiet. Wydawało się więcej niż wystarczające, aby brakować mu bez żadnego powodu, zwłaszcza gdy cały rynek był tak silny i nie było w zasięgu wzroku niczego, co mogłoby skłonić kogoś do myślenia o spadkach. Ale przypomniałem sobie, że przy poprzednich okazjach, kiedy miałem taką samą potrzebę sprzedaży i tego nie robiłem, zawsze miałem powody, by tego żałować.


Niektóre z tych historii opowiedziałem przyjaciołom, a niektórzy z nich mówią mi, że to nie przeczucie, ale podświadomy umysł, czyli twórczy umysł. To jest umysł, który sprawia, że artyści robią rzeczy bez wiedzy, w jaki sposób do tego doszli. Być może ze mną był to kumulatywny efekt wielu małych rzeczy indywidualnie nieistotnych, ale zbiorowo potężnych. Możliwe, że uprzejmość moich znajomych wzbudziła we mnie ducha przekory, który wskazał mi te akcje, gdyż były mocno reklamowane. Nie mogę ci powiedzieć, jaka może być przyczyna lub motyw przeczuć. Wiem tylko, że wyszedłem z biura oddziału Harding Brothers w Atlantic City, skracając 3000 akcji Union Pacyfic na rosnącym rynku i nie martwiłem się ani trochę. Chciałem wiedzieć, jaką cenę dostali za moje ostatnie 2000 akcji. Więc po obiedzie poszliśmy do biura. Miałem przyjemność zobaczyć, że ogólny rynek był mocny, a Union Pacyfic rósł.

— Widzę twój koniec — powiedział mój przyjaciel. Widać było, że cieszył się, że nie postąpił tak jak ja.


Następnego dnia rynek ogólny znów nieco się podniósł i nie usłyszałem nic poza radosnymi uwagami mojego przyjaciela. Ale byłem pewien, że dobrze zrobiłem, sprzedając. I nigdy nie tracę cierpliwości, kiedy czuję, że mam rację. Jaki to ma sens? Tego popołudnia Union Pacyfic przestał rosnąć, a pod koniec dnia zaczął się spadek. Dość szybko spadł do punktu poniżej średniej z moich 3 000 akcji. Czułem się bardziej pozytywnie niż kiedykolwiek, że jestem po właściwej stronie, a skoro tak czułem to naturalnie musiałem sprzedać trochę więcej. Tak więc sprzedałem dodatkowe 2 000 akcji. Podsumowując, zająłem krótką pozycję na 5000 akcji Union Pacyfic To było tyle, ile mogłem sprzedać w biurze Hardinga z marżą, jaką miałem. Było to dla mnie zbyt duże jak na urlop, więc zrezygnowałem z wakacji i wróciłem do Nowego Jorku jeszcze tej samej nocy. Nie było wiadomo co się stanie, więc pomyślałem, że lepiej być na miejscu. Tam mogłem działać błyskawicznie w razie potrzeby.


Następnego dnia otrzymaliśmy wiadomość o trzęsieniu ziemi w San Francisco. To była straszna katastrofa. Ale rynek otworzył się tylko o kilka punktów poniżej ostatniego zamknięcia. Siły byków działały, a opinia publiczna nigdy nie reaguje samodzielnie na wiadomości. Widzisz to cały czas. Jeśli na przykład istnieje solidna podstawa byka, niezależnie od tego, czy to co gazety nazywają manipulacją bykami, dzieje się w tym samym czasie, niektóre wiadomości nie odniosą takiego skutku jaki wywarłby, gdyby była spadkowa. W tym przypadku giełda nie oszacowała rozmiarów katastrofy, ponieważ sobie tego „nie życzyła”. Przed końcem dnia ceny wróciły w okolicę maksimów.


Nastąpił spadek a moje akcje nie odczuły tego. Moje przeczucie było takie jak pierwsza woda, ale moje konto bankowe nie rosło, nawet na papierze. Przyjaciel, który był ze mną w Atlantic City, kiedy wystawiałem krótką pozycję, był zarówno zadowolony jak i smutny.

— To było jakieś przeczucie, ale powiedzmy, kiedy talent i pieniądze są po stronie byka, jaki jest pożytek z walki przeciwko nim? Są zobowiązani do zwycięstwa, nie należy z nimi walczyć.

— Daj im czas — powiedziałem. Miałem na myśli ceny. Nie cofałbym się, bo wiedziałem, że szkody są ogromne i Union Pacyfic byłby jednym z najbardziej cierpiących. Ale widok był przerażający zaślepiania giełdy.

— Daj im czas, a twoja skóra będzie tam, gdzie wszystkie inne niedźwiedzie skóry zostaną rozciągnięte na słońcu i wyschnięte — zapewnił mnie owy przyjaciel.

— Co byś zrobił? Kupiłbyś teraz te akcje w obliczu idących setki milionów strat South Pacyfic i innych? Skąd będą pochodzić zarobki na dywidendy po zapłaceniu za wszystko, co stracili? Najlepsze, co możesz powiedzieć to, że problem może nie być tak zły, jak jest malowany. Ale czy to jest główny powód do kupowania tych akcji?

Ale mój przyjaciel powiedział tylko:

— Tak, brzmisz przekonująco. Ale mówię ci, rynek się z Tobą nie zgadza. Indeks giełdy nie kłamie, prawda?

— Jednak też nie mówi prawdę od razu — powiedziałem.


— Słuchać. Pewien mężczyzna rozmawiał z Jimem Fiskem na chwilę przed Czarnym Piątkiem, podając 10 dobrych powodów, dla których złoto powinno ostro spaść. Jego własne słowa tak go zachęciły, że zakończył mówiąc Fiskowi, że zamierza sprzedać kilka milionów. Jim Fisk tylko spojrzał na niego i powiedział:

— No dalej! Zrób to! Sprzedaj to krótko i zaproś mnie na swój pogrzeb.

— A gdyby ten facet sprzedał krótko i słuchał własnych rad to zarobiły fortunę! Pomyśl i sam sprzedaj UP (Union Pacyfic).

— Nie ja! Jestem osobą, która najlepiej radzi sobie z nie wiosłowaniem pod wiatr i przypływ.


Następnego dnia, gdy nadeszły pełniejsze doniesienia, rynek zaczął się osłabiać, ale nawet wtedy nie tak gwałtownie, jak powinien. Wiedząc, że nic pod słońcem nie może powstrzymać znaczącego załamania, podwoiłem pozycję i sprzedałem 5 000 akcji. Och, do tego czasu było to oczywiste dla większości ludzi, a moi brokerzy byli wystarczająco chętni. To nie było lekkomyślne z ich strony ani ze mnie, nie sposób w jaki oceniłem rynek. Następnego dnia zaczęło się. Oczywiście, że zrobiłem wszystko, co było warte i ponownie sprzedałem 10 000 akcji. To była jedyna możliwa strategia.


Nie myślałem o niczym poza tym, że miałem rację — w 100% — i że była to okazja zesłana z nieba. Skorzystanie z tego należało do mnie. Sprzedałem więcej. Czy myślałem, że przy takiej ekspozycji wystarczyłaby stosunkowo niewielka zwyżka, aby zlikwidować moje zyski z papieru i prawdopodobnie z kapitałem wejściowym? Nie wiem, czy o tym myślałem, czy nie, ale jeśli to zrobiłem, nie miało to dla mnie większego znaczenia. Nie pogrążałem się lekkomyślnie. Naprawdę grałem konserwatywnie. Nikt nie mógł nic zrobić, aby cofnąć trzęsienie ziemi, prawda? Nie mogli odrestaurować zniszczonych budynków z dnia na dzień, bezpłatnie, za darmo, za darmo, prawda? Wszystkie pieniądze na świecie nie mogły wiele pomóc w ciągu najbliższych kilku godzin, prawda?


Nie obstawiałem na ślepo. Nie byłem szalonym niedźwiedziem. Nie byłem pijany sukcesem ani nie myślałem, że ponieważ San Francisco zostało całkiem dobrze wymazane z mapy, cały kraj zmierzał na złom. Nie, rzeczywiście! Nie szukałem paniki. Cóż, następnego dnia zamknąłem pozycje. Zarobiłem 250 000 dolarów. To była moja największa wygrana do tego czasu. Wszystko w kilka dni. Ulica nie zwróciła uwagi na trzęsienie ziemi pierwszego lub drugiego dnia. Powiedzą ci, że to dlatego, że pierwsze depesze nie były tak alarmujące, ale myślę, że to dlatego, że zmiana punktu widzenia opinii publicznej na rynki papierów wartościowych zajęła tak dużo czasu. Nawet zawodowi spekulanci w większości byli powolni i krótkowzroczni. Nie mam żadnego wyjaśnienia, ani naukowego, ani dziecinnego. Mówię ci, co zrobiłem, dlaczego i co z tego wynikło. Znacznie mniej przejmowałem się tajemnicą przeczucia niż faktem, że wyciągnąłem z niego ćwierć miliona. Oznaczało to, że mogłem teraz zając pozycje przekraczające wszystko niż kiedykolwiek, jeśli lub kiedy nadejdzie na to czas.


Tego lata pojechałem do Saratoga Springs. To miał być dla mnie urlop, ale pilnowałem rynku. Poza tym wszyscy, których tam znałem, interesowali się giełdą. Oczywiście rozmawialiśmy o tym. Zauważyłem, że istnieje spora różnica między rzeczywistą giełdą a tym co ludzie o niej opowiadają. Niektórzy z tych facetów przypominają ci odważnego pracownika, który rozmawia ze swoim zrzędliwym pracodawcą jak o żółtym psie — ale tylko wtedy opowiada o tym, kiedy pije trzeciego drinka i szefa nie ma w pobliżu. Bracia Harding mieli oddział w Saratodze. Było tam wielu ich klientów. Ale prawdziwym powodem, jak przypuszczam, była wartość reklamy. Posiadanie filii w kurorcie to po prostu wysokiej klasy reklama billboardowa. Wpadałem i siedziałem z resztą tłumu. Dyrektor był bardzo miłym facetem z nowojorskiego biura, który był tam, aby podać radosną rękę przyjaciołom i nieznajomym oraz, jeśli to możliwe, załatwić interesy. Było to wspaniałe miejsce na plotki — wszelkiego rodzaju informacje o wyścigach konnych, giełdzie i podobnych. Wszyscy wiedzieli, że nie jestem chętny aby wysłuchiwać plotek więc dyrektor nie podchodził do mnie. Po prostu podawał telegramy i mówił:

— O tym się teraz rozmawia — lub coś w tym rodzaju.


Oczywiście obserwowałem rynek. Patrzenie na tablicę z notowaniami i odczytywanie interpretacji to jeden proces dla mnie. Zauważyłem, że mój dobry przyjaciel Union Pacyfic wyglądał, jakby się wspinał. Cena była wysoka, ale akcje zachowywały się tak, jakby się akumulowały. Oglądałem go kilka dni, a im dłużej go oglądałem, tym bardziej byłem przekonany, że kupuje go na równowagę ktoś, kto nie był frajerem lecz, ktoś kto nie tylko miał dużą gotówkę, ale wiedział o co chodzi w tej grze. Pomyślałem, że to bardzo sprytna kumulacja. Jak tylko byłbym tego pewien, naturalnie zacząłem go kupować. Im więcej miałem akcji tym mocniejsze się stawały, wszystko przebiegało prawidłowo. Nie widziałem żadnego powodu, dla którego te akcje nie powinny podnosić się jeszcze wyżej — przynajmniej tak wskazywały znaki jakie odczytywałem na notowaniach.


Nagle dyrektor przyszedł do mnie i powiedział, że dostali wiadomość z Nowego Jorku — oczywiście mieli bezpośrednie połączenie — z pytaniem czy jestem u nich w biurze, a kiedy odpowiedzieli twierdząco, przyszedł inny i powiedział: „Zatrzymaj go tam. Powiedz mu, że pan Harding chce z nim porozmawiać.”

Powiedziałem, że zaczekam i kupiłem jeszcze 500 udziałów UP. Nie mogłem sobie wyobrazić, co mógłby mi powiedzieć Harding. Nie sądziłem, że chodzi o biznes. Mój depozyt był więcej niż wystarczając na to, co kupowałem. Wkrótce przyszedł dyrektor i powiedział mi, że pan Harding chce, abym porozmawiał z nim przez telefon:

— Cześć, Ed — powiedziałem.

Ale on powiedział:

— Co się z Tobą dzieje, do diabła? Oszalałeś?

— Co się stało?

— Co Ty wyprawiasz?

— Co masz na myśli?

— Kupowanie wszystkich tych akcji Union Pacyfic!

— Dlaczego, czy mój depozyt nie jest w porządku?

— To nie jest kwestia depozytu, ale bycia zwykłym frajerem.

— Nie rozumiem Cię Ed

— Dlaczego kupujesz cały ten Union Pacyfic?

— Idzie w górę!

— Idą w górę, do diabła! Czy nie wiesz, że karmią cię tym? Będziesz miał więcej frajdy tracąc pieniądze na wyścigach konnych. Nie pozwól im się oszukiwać.

— Nikt mnie nie oszukuje. Nie rozmawiałem z nikim na temat Union Pacyfic

— Nie możesz oczekiwać, że cud cię uratuje za każdym razem, gdy zanurzysz się w te akcje. Wynoś się, póki jeszcze masz szansę. Kupowanie to tych cenach co widać, że dranie pozbywają się ich na potęgę to czysta głupota!!

— Notowania na tablicy mówią mi, że oni to kupują!

— Larry, dostałem choroby serca, kiedy zaczęły napływać twoje rozkazy. Na miłość boską, nie bądź frajerem. Wyjść! Od razu. Ta spółka za chwilę się przekręci. W każdym razie ja spełniłem swój obowiązek. Do widzenia! — odłożył słuchawkę


Ed Harding był bardzo mądrym facetem, niezwykle dobrze poinformowanym i prawdziwym przyjacielem, bezinteresownym i życzliwym. A co więcej, wiedziałem, że jest w stanie usłyszeć różne rzeczy. Kupując Union Pacyfic musiałem tylko przejść przez lata doświadczeń i studiowania ruchów akcji oraz postrzegania pewnych symptomów, zwykle towarzyszyły znacznemu wzrostowi. Nie wiem, co mi się przydarzyło, ale przypuszczam, że musiałem dojść do wniosku, że odczyt z notowań powiedział mi o wzroście UP spowodowanym działaniami manipulatorów, którzy sprawili, że notowania nie mówiły prawdy. Być może byłem pod wrażeniem bólu, z jakim Ed Harding powstrzymał mnie przed zrobieniem tego, co, jak był pewien, byłoby kolosalnym błędem z mojej strony. Ani jego mózg, ani motywy nie były kwestionowane. Nie mogę dokładnie powiedzieć co spowodowało moją decyzję, ale sprzedałem wszystkie akcje Union Pacyfic krótko. Potem znów krótko 4000 akcji. Większość po 162 dolary


Następnego dnia dyrektorzy Union Pacyfic Company zadeklarowali 10% dywidendę z akcji. Na początku nikt na Wall Street w to nie wierzył. Za bardzo przypominało to desperackie manewry osaczonych hazardzistów. Wszystkie gazety rzuciły się na dyrektorów spółki. Ale podczas gdy inteligentni gracze z Wall Street wahali się przed podjęciem działań, rynek kipiał. Union Pacyfic prowadził, a dzięki ogromnym transakcjom osiągnął nową rekordową cenę. Niektórzy spekulanci zbili fortunę w ciągu godziny i pamiętam, że później słyszałem o raczej tępym maklerze, który popełnił błąd, w wyniku którego zarobił 350 000 dolarów do kieszeni. W ciągu tygodnia ów tępy makler sprzedał swoje miejsce na giełdzie i został bogatym rolnikiem — kupił kilkaset akrów ziemi.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 50.4