E-book
20.48
drukowana A5
25.6
Wiersze

Bezpłatny fragment - Wiersze

W krainie płaczącej wierzby


Objętość:
97 str.
ISBN:
978-83-8245-570-0
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.6

Biografia

Małgorzata Maria Sempka ur w 1980r w Dęblinie. Dzieciństwo swoje spędziła w malowniczej wiosce Potok obecnie mieszka i pracuje w Rykach. Uczęszczała do Medyczne Studium Medyczne im St. Liebharta w Lublinie, następnie ukończyła studia Pedagogiczne. Swój talent odkryłam nie dawno gdyż w 2018 r zapisałam się do Koła Kwadratu Artystycznego w Rykach z którym współpracuje do dzisiaj. Wydana została antologia wszystkich naszych poetów Koła wśród, których znalazły się moje wiersze, następnie wiersze swoje zamieściłam w antologii „Zanim zabierze nas wiatr”, Kolejną książką która wydałam to „Ślady życia” w grudniu 2019r. kolejna „Na słonecznym szlaku”

Moimi inspiracjami w wierszach jest głębia ludzkiej duszy, uczuć, miłość, wiara, marzenia, cierpienia, tęsknota, dobro, piękno przyrody, ludzka bieda, codzienność.

Wiersze, które tworzę są są tajemnicą Bożej łaski oraz efektem wsłuchiwania się w natchnienia Ducha Św

Wszystkim moim czytelnikom życzę pozytywnych duchowych doznań

Z pozdrowieniami w stronę czytelnika Małgorzata Sempka

W krainie płaczącej wierzby

Siedziałam wśród

Wierzb wiosennych

Każda historie swą miała

Dumałam siedząc na ławce

W ich głos się wsłuchiwałam

Mówiły o marzeniach

I o losie zwykłego człowieka

Mówiły o miłości

I, o tym, że ktoś

Sędziwych lat doczekał

Mówiły o przyjaźni

I zwykłych ludzkich więzach

Mówiły, co widziały

I o ludzkich nędzach

Szanuje ja te wierzby

Bo wiem, co chcą powiedzieć

I chociaż już są stare

Pozwalają mi w swym

Zaciszu siedzieć

Jej portret wspomnień

W myślach rysowałam

Jedną ręką łzę otarłam

A drugą wiersz pisałam

Wspomnienia przypomniały

Jej spracowane ręce

Delikatne słowa

I pełne dobroci serce

Jak przez mgłę

Ją widzę

Twarz i oczy jasne

Lecz troski sprawiły

Że ten blask przygasną

Uśmiech twój serdeczny

Przybrany w gest słowo

Biją się w pamięci

I kochasz na nowo

Wspomnienia jak żywe

Co rano się tłuką

fotografie na półce

Twe słowa są dla mnie nauką

Mamo moja mamo

Zmagam dziś się z życiem

Nie jedną łzę uroniłam

Na jawie i skrycie

Twe słowa pamiętam

Pewnie jesteś święta

Bóg ci aureole

Włożył na twą głowę

bo zycie miałaś trudne

I nie kolorowe

Choroba przygniotła

I niemoc złożyła

Ale pamięc o tobie

W sercach będzie żyła

Miłość matczyna

Nigdy nie zagasnie

Choć rześ w poza światach

Widzisz wszystko jaśniej

Wstawiaj się za nami

Gdy trud życia przygniecie

Proś za nami Boga

Dbaj o swoje dzieci…

Dla mamy Heleny córka Małgosia

Słowa prawdy

Aleją bukową szłam

W ciszy

Kroki swoje liczyłam

Uśmiechałam się do słońca

Marzeniami się raczyłam

Nikt marzeń mi nie odbierze

Jedynie wicher — psotnik

Szeleści w kominie zdradliwie

Pod płotem

Marzenia bywają

Czasami złote!

Lecz cóż mi po tym

Gdy szarość codzienności

Tworzenia losu

Trwa bez końca…

Lecz los okazał się łaskawy

Gwiazda prawdy nie zgasła

Lecz była szczęśliwa

Kajdany opadły

I ta nonszalancja

Pachnąca obłudą

Bezduszna, cicha, podstępna

Bez początku i końca

Szalona gra życia

Się toczy

Pod niebem

Miłość rodzi się w ciszy

Milkną flesze, bo po co…

Przygasa ich blask bezsensowny

Tłumnik gazu skwierczy jeszcze

Przez chwilę i gaśnie

Gdy nastaje znów

Nowy dzień

Kotara złudzeń opada

Rodzę się ze zgliszczy

Od nowa

Znów sensu nadają

Prawdy ludzkie SŁOWA!

Szaruga życia

Pusta szara rzeczywistość

Wierzba smutna

W polu stoi

Wiatr ją głaszcze

Słońce cieszy

Tylko zając

Miny stroi

Pusta szara rzeczywistość

Las zielenią ubogaca

Czasem siądzie

Ktoś na ławce

W ciszy wierzby

Cicho płacze…

Zrozumieć poezję

Gdzieś cicho melodia

w dali cicho grała

Ja kwiaty w wazonie wąchałam

Siedząc przy kominku

Ciepłem się ogrzałam

Książkę wzięłam w ręce

Czytam wiersze, strofy

I tak w duchowym wzlocie

Mam ciagły treści niedosyt

Sączę wiedze ciurkiem

I chłonę całym ciałem

Wyobraźnią wielką

Co w wierszach  czytałem

Szumią drzewa w dali

Melodje mi znaną

Nalewam herbatę

Dużym ciężkim dzbanem

Węgielki w kominie

Czerwienią sie i parzą

A ja czytam wiersze

Z uśmiechnięta twarzą

Wnet iskra rozbłysła

Płęta w wierszu stała

I w pięknej poezji

Ja sie zakochałam

Szklanka prawie pełna

Dolać miodu pragnę

Strofy będą dla mnie

Jak ramiona nagłe

Włosy otulone

Szalem przezroczystym

Czytam, sączę wino

Gdy na dworze mglisto

Tak strona za stroną

Rozumie to wszystko…

Tajemnica tworzenia

Moim natchnieniem

Muzą, lampasem

Niebiańskim echem

Tęsknot westchnieniem

Kierunkiem myśli, pegazem

Złotym motylem

O zmierzchu nocy

Tęczą po burzy

I szczytem góry

Przystanią pewną

Gwiazdą zaranną

I babim latem

Tajemnicą zakrytą

O każdej porze

Które dla ciebie — odbiorco

W mych wierszach tworzę

Twórczość

Bo ja tworzę, to co czuję

To co serce mi dyktuje

To, co myśląc się urodzi

Co z nadziei się wywodzi

Kłębkiem marzeń

Nie przebranych

Wielu słów

Nie wypowiedzianych

Tajemnicą i zagadką

Myśli twórcą

Myśli matką

Wszak duchowe słowo rodzę

Gdy po ziemi myśląc chodzę

Wiersz kolejny,

Pauza, strofa

Wszak ja robię to, co kocham!

Wena

Wiersz napisać

Dzisiaj chciałam

Więc natchnienia

Się spytałam

Jak daleko

Jest odemnie

Czy mnie dzisiaj zauroczy

Swoją weną mnie zaskoczy

I eureka

Cód się stał

Bo wiersz piękny

Się napisał

Zwrotki, wersy

Kropki, rymy

Popłynęły

w środku zimy

I tak tworzę

Swoje wiersze

By bogatsze

Było serce

Pamięć poety

Po co piszesz wiersze

Nikt tego nie czyta

Po  co piszesz głupia

W zażółkłych  zeszytach

Umrzesz i zostaną

Gdzieś na lata długie

Odejdziesz zostawisz

Dla innych zasługę…

W ogrodzie wiary

W ogrodzie wiary

Ma myśl przewodnia

Znikną senne mary

Skruszy się ściana chłodna

Myśl myślą się zaraża

I wiruje wysoko

W ciepło słów zamienia

Jak w toń wód głęboką

Wiatr fale kołysze

Duża łódź się słania

Na jego pokładzie

Bóg prawdę odsłania

On burze ucisza

Po wodzie uczy chodzić

Lecz wiara prawdziwa

Musi się w sercu narodzić

Pielęgnuj swa wiarę

Nadzieję swą wzniecaj

Nie bądź niedowiarkiem

Prawdzie nie zaprzeczaj

W mieście Aniołów

Się urodziłam

Trzepotu twych skrzydeł

Białych doświadczyłam

Widziałam siedział jeden

Na oknie

I patrzył w szybę

Jak kwiatek moknie

Drugi za rękę

Dziecko prowadził

A trzeci babci

Rozsądnie radził

A mój Aniołek

Jest wyjątkowy

Zawsze obecny

Jest obok głowy

Myśli me karmi

Te ku dobremu

A złe przegania

Ku szczęściu memu

Co ja zrobiła

Bym bez Anioła

Sama ogarnąć

Tego nie zdołam

To On pracuje

Za mnie i myśli

czasami nawet

W nocy się przyśni

Dzięki Aniele

Za Twoją troskę

Niech w mojej głowie

Będą myśli Boskie

Twoja łaska

Miłość Twoja

Mnie wypełnia

Jak kokosu słodki smak

W Twoich słowach

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 20.48
drukowana A5
za 25.6