E-book
5.46
drukowana A5
13.2
Uroczysty dzień

Bezpłatny fragment - Uroczysty dzień


Objętość:
39 str.
ISBN:
978-83-8155-414-5
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 13.2

Uroczysty dzień

Jesień przyszła wyjątkowo szybko. Zaledwie w ciągu jednej nocy słoneczne dni ustąpiły wietrznej i deszczowej pogodzie. Przez szary dzień pełzła powoli czarna limuzyna. Sprawiała wrażenie, jakby nawet ona nie miała ochoty moczyć opon w błotnistych kałużach.

— Ale zimno, co? — odezwał się kierowca do siedzącej z tyłu ośmiolatki.

Dziewczynka jednak milczała i wpatrywała się w krople spływające po szybie. Lubiła kierowcę, który woził ją do szkoły i z powrotem, ale jakoś nie miała pomysłu, co miałaby mu odpowiedzieć, więc milczała w nadziei, że spokojnie dotrze do domu.

— Zimno, leje i na dodatek stoimy w korku — nie odpuszczał kierowca, spoglądając na dziewczynkę przez lusterko.

— W nocy, kiedy spałam — odezwała się w końcu dziewczynka — Persefona zeszła do podziemi.

— I jak widać, Demeter bardzo się rozpłakała — podjął kierowca.

Dziewczynka aż podskoczyła, a jej oczy nagle rozbłysnęły.

— To pan zna jej historię?

— Oczywiście — odparł kierowca z dumą. — Ale skąd ty ją znasz? Dziewczynki w twoim wieku raczej nie mają pojęcia o takich rzeczach.

— Wszystko wiem od mamy. I o Hadesie też wiem.

— O ile pamiętam, to miły on chyba nie był.

— To był podstępny wstręciuch. Dał Persefonie owoc granatu, ona go zjadła i musiała być jego żoną. Gdyby wiedziała, że to podstęp, to by niczego nie zjadła. Teraz przez część roku musi z nim mieszkać i dlatego jest jesień. I na dodatek zima.

— Kiedy jednak wróci do matki, to będzie wiosna. I tym się pocieszajmy. A na dodatek będzie jeszcze lato.

Historię Persefony dziewczynka znała od swojej mamy, tak jak wiele innych opowieści, ale najbardziej ekscytowały ją te, w których aniołowie pomagali ludziom. Była zafascynowana tym, że każdy ma swojego anioła, a na dodatek może poprosić go o pomoc. Swojego jeszcze o nic nie prosiła, bo tak naprawdę nie do końca wiedziała, czy aby na pewno ona też ma jakiegoś przydzielonego, takiego tylko dla niej. Co prawda mama zapewniała ją, że tak jest, ale jakoś nie widziała jego obecności i trochę ją to martwiło. Bała się, że może nie zasługuje na niego. Poza tym mama przestrzegała, aby nie prosić go o żadne bzdury, więc uznała, że na razie nie ma odpowiednio poważnej sprawy, aby zawracać głowę komuś tak ważnemu jak anioł. Dowiedziała się też, że jej imię Aniela tak naprawdę oznacza anioła. Wszyscy jednak, zamiast zwracać się do niej „Anielka”, używali zdrobnienia „Nilka”. Wzięło się to stąd, że sama Anielka, kiedy zaczynała mówić, tak właśnie nazwała samą siebie.

Gdy limuzyna wjechała na teren strzeżonego osiedla, Nilka od razu zauważyła, że pod ich wielkim domem stoi samochód lekarza mamy. Od jakiegoś czasu mama Nilki chorowała i lekarz był coraz częstszym gościem w ich domu. Mama zapewniała, że nic poważnego się nie dzieje, ale Nilka przestawała wierzyć w jej zapewnienia, bo nawet tata, który w domu był tylko gościem, teraz coraz częściej przychodził wcześniej z pracy albo w ogóle do niej nie szedł. Wyjeżdżał wtedy samochodem, zabierając mamę, niby na zakupy, ale Nilka dobrze wiedziała, że z zakupów nie wraca się tylko z torebką.


Wieczorem do pokoju Nilki weszła mama i usiadła na jej łóżku. Pogłaskała jej głowę i jakoś dziwnie się uśmiechnęła.

— Wszystko dobrze w szkole? Żadnych kłopotów? — zapytała.

— Wszystko w porządku, tylko nudno. A u ciebie, mamusiu?

— Jak najlepiej.

— Nieprawda! — powiedziała i rozpłakała się Nilka. — Znowu pan doktor był u ciebie.

— Ale to nic takiego — zapewniała mama. — To prawda, trochę choruję, ale nie ma się czym przejmować.

Nilka nagle zakryła się całkiem kołdrą i wybuchnęła płaczem. Mama z trudem ją wyciągnęła i przytuliła.

— Co ci się nagle stało?

— Dzisiaj w szkole — mówiła, szlochając Nilka — koleżanka mi powiedziała, że jej tata powiedział, że jak nie wyzdrowiejesz, to zostanę sama jak ten chłopczyk z innej klasy, co mu mama… umarła.

Mama powstrzymywała emocje, ale i tak łza potoczyła się jej po policzku. Wzięła Nilkę na kolana i długo kołysała.

— Pamiętaj — mówiła powoli — nie bierz poważnie wszystkiego, co usłyszysz od ludzi, bo mówią, co im ślina na język przyniesie, ale… gdyby kiedykolwiek z jakiegoś powodu zabrakło mnie i taty, a to będzie pewnie dopiero, jak będziesz miała swoje dzieci, a nawet wnuki, to zapamiętaj, zawsze przy tobie jest twój anioł. A to twój największy przyjaciel. Na pewno cię nie opuści. Jest z tobą nawet wtedy, kiedy śpisz.

Nilka wtuliła się w mamę jeszcze bardziej.

— Mamusiu, muszę ci coś powiedzieć. Ja tego mojego anioła jeszcze nie widziałam i boję się, że poszedł sobie albo go nawet nigdy nie było.

Głos Nilki był coraz cichszy, aż w końcu zamilkł w płaczu.

— Jest przy tobie na pewno — pocieszała Nilkę mama — tyle tylko, że anioły, mimo że to piękne i dobre duchy, są bardzo tajemnicze. Pozostają w ukryciu i pozwalają działać nam samym. Pomagają najczęściej tak, że tego nie widzimy, i tylko wtedy, gdy o to prosimy.

— Skoro są takie dobre, to dlaczego pozwoliły, żeby ten chłopiec został sam?

— Anioły, jak widać, tak jak i my nie mogą wszystkiego. A ten chłopiec, zapewniam cię, nie został sam. Ktoś na pewno się nim opiekuje.

— Nic z tego nie rozumiem.

— Nikt tego nie rozumie, ale każdy próbuje — powiedziała z uśmiechem mama. — Tak to już jest, że skoro się rodzimy, to również umieramy. Pamiętasz mit o Demeter i Persefonie? Ludzie go wymyślili, bo nie wiedzieli, skąd się biorą pory roku. My dzisiaj wiemy, więc Persefona jest dla nas tylko wymyśloną postacią z mitu. Gdyby ludzie wszystko rozumieli, świat byłby nudny i nieciekawy. I pewnie nikomu do niczego niepotrzebny.

— Nie rozumiem, dlaczego ludzie umierają. Wszyscy są wtedy smutni i płaczą.

— Płaczemy, bo umierają ci, których kochamy. Być może umierają po to, byśmy się dowiedzieli, jak bardzo ich kochaliśmy. Ten chłopczyk, któremu umarła mama, właśnie się tego dowiedział.

— Ale ty nie umrzesz, prawda?

— Tak jak wszyscy, kiedyś pewnie tak, ale nie musisz się tym teraz martwić. Skoro już jednak chcesz koniecznie się czymś zamartwiać, to rzeczywiście masz czym.

Nilka aż zamarła, ale tajemniczy uśmiech mamy zdradził, że zmartwienie wcale nie jest takie straszne, jak by się mogło wydawać.

— Otóż postanowiliśmy z tatą, że na wiosnę sprzedamy dom i wyprowadzimy się na wieś. Co ty na to?

Nilka była tak zaskoczona, że nie wiedziała, co ma powiedzieć.

— I nie będę musiała chodzić do szkoły?

— Aż tak dobrze to nie będzie, ale rzeczywiście do szkoły nie będziesz chodzić. Nauczycielka będzie przychodziła do ciebie.

— No a tata? Nie pójdzie do pracy? Przecież nigdy go nie ma w domu, bo jest w pracy.

— I tej pracy z tego powodu nie lubi. Zarobił już dla nas dużo pieniędzy i będzie mógł wreszcie robić to, co naprawdę lubi.

— Co takiego?

— Tatuś otworzy warsztat rzemieślniczy. Zawsze lubił majsterkować, więc teraz nareszcie będzie w swoim żywiole. Ale przede wszystkim będzie z nami.


Tej nocy Nilka nie zmrużyła oka. Nie potrafiła wyobrazić sobie nawet, jak miałby wyglądać ich nowy dom. A kiedy nastała zima, chociaż wiedziała, że to tylko mit, codziennie wypatrywała, czy już stopniał śnieg i czy Demeter usiała już ziemię kwiatami na powitanie córki. Martwiły ją coraz częstsze wizyty lekarza u mamy, ale obawiała się też, czy po przeprowadzce anioł będzie znał jej nowy adres. Wszystkie zmartwienia odeszły jednak na drugi plan, gdy okazało się, że tata już nie pracuje i Nilka wreszcie mogła z nim przebywać, ile tylko chciała. Podobno wybrał już nowy dom, ale nic nie chciał powiedzieć. To miała być niespodzianka. Zdradził tylko, że jest tam przestronna szopa, w której już urządził swój warsztat. Nilka była zawiedziona, że tata mówi tylko o warsztacie, ale z drugiej strony potęgowało to tylko jej ciekawość.

Aż pewnego, długo wyczekiwanego dnia tata obudził Nilkę i wniósł kartonowe pudła.

— No, pora się pakować. Dzisiaj się przeprowadzamy. Tylko o niczym nie zapomnij.

Mimo iż od dawna było wiadomo, że ten dzień przyjdzie, Nilka z podniecenia pakowała się chaotycznie, upychając wszystko bez ładu i składu. Stwierdziła, że to nie ma znaczenia, bo i tak rozpakuje pudła jeszcze tego samego dnia. Skończyło się na tym, że Nilka, obwożona przez tatę, żegnała się z koleżankami z klasy w kapciach.


Po dwóch godzinach jazdy tata Nilki zjechał z szerokiej, asfaltowej drogi na leśny dukt i samochód powoli brnął w las, kołysząc się i poskrzypując. Znużenie Nilki ustąpiło, tym bardziej że i mama, i tata co chwilę spoglądali na nią, tajemniczo się uśmiechając. Gdy z jednej strony las się skończył, Nilka zobaczyła cudowne, porośnięte trawą pagórki. Widok ją tak zachwycił, że dom zauważyła dopiero, gdy tata koło niego zatrzymał samochód. Drewniana furtka w białym drewnianym płocie była otwarta. Za nią brukowa ścieżka prowadziła wprost na schody drewnianej werandy okalającej piętrowy dom. Z tyłu weranda była największa i roztaczał się z niej widok na całą pagórkowatą okolicę przeciętą wąskim strumieniem. W oddali widać było małe jezioro.

— Dlaczego nic nie mówicie? — zapytał tata, gdy wszyscy już stali przed furtką. Nie podoba wam się?

— Jest zachwycający — powiedziała mama. — Nie spodziewałam się…

— To ty, mamusiu, jeszcze go nie widziałaś?

— Nie. To dla mnie taka sama niespodzianka, jak dla ciebie.

— Chodźmy do środka — zachęcał tata. — Co prawda jest jeszcze pusto, ale do wieczora meble już powinny być na miejscu i zrobi się przytulniej. Jest tylko łóżko Nilki. Nowe, sam zrobiłem.

— Zrobiłeś mi nowe łóżko? Naprawdę?

— Chodź, to zobaczysz.

Na parterze był duży salon z kominkiem, którym natychmiast zachwyciła się mama. Ponadto była jeszcze sypialnia, kuchnia z węglowym piecem i łazienka. Na piętrze była druga łazienka i trzy niewielkie pokoje. W jednym z nich stało pięknie rzeźbione łóżko.

— To twój pokój — powiedział tata. — I twoje nowe łóżko.

— Jest cudowne! — krzyknęła Nilka i rzuciła się na nowy materac.

— W pokoju obok — ciągnął tata — urządzimy dla ciebie salę lekcyjną. Na razie będzie przychodziła do ciebie nauczycielka, a później będę cię pewnie woził do szkoły. A w tym trzecim… to jeszcze zobaczymy. Może będzie dla gościa, jeśli zostanie na noc.

Nilka jeszcze o tym nie wiedziała, ale mama była coraz bardziej chora i chciała z nią spędzać jak najwięcej czasu i taki był prawdziwy powód zatrudnienia prywatnej nauczycielki. Tata chciał Nilce o tym powiedzieć, ale oboje z mamą odłożyli tę trudną rozmowę na później, by ich córka mogła się nacieszyć nowym domem.

— A teraz największa niespodzianka.

Tata wziął za rękę Nilkę i poprowadził po schodach na poddasze.

— Całe poddasze jest do twojej dyspozycji. Tutaj możesz stworzyć swoje własne królestwo.

Nilka z otwartymi ustami spoglądała to na rodziców, to na pustą przestrzeń z piękną drewnianą podłogą i grubymi belkami.

— I co ty na to? — nagabywał Nilkę tata.

— Podoba ci się? — wtórowała mu mama.

— Ja myślałam — wykrztusiła w końcu dziewczynka — że tak jest tylko w bajkach.

Puściła rękę taty i podbiegła do skrzynki stojącej w najdalszym kącie.

— A to? Co to takiego?

Tata wyraźnie zaciekawiony obejrzał dokładnie skrzynkę, a potem ją otwarł.

— Przecież to stary gramofon — stwierdził zdziwiony. — Ale jak mogłem tego nie widzieć? Przecież sprzątałem tutaj przed waszym przyjazdem.

— Może ktoś tu był? — wykrzyknęła podekscytowana Nilka.

— Niemożliwe. Klucze przecież mam tylko ja.

— Patrzcie — wtrąciła mama — tam w rogu jest do niego tuba i jakieś płyty.

Nilka natychmiast pobiegła po niezwykłe przedmioty, a tata aż usiadł z wrażenia na podłodze.

— A więc ten dom jest naprawdę z bajki — zawyrokowała Nilka.

— Trzeba przyznać, że zaczyna się magicznie — potwierdziła mama.

— Wygląda na sprawny — orzekł ciągle zadziwiony tata, przypatrując się znalezisku. Trzeba go tylko wyczyścić… ale jak ja mogłem go przeoczyć…


Całe popołudnie i wieczór upłynęły na urządzaniu nowego domu i Nilka trafiła do łóżka już po północy. Mama usiadłszy obok niej, chwyciła ją za rękę i spojrzała głęboko w oczy.

— A teraz powiedz mi szczerze. Nie jest ci smutno, że nie będziesz widywać codziennie swoich koleżanek?

— Wcale a wcale.

— Myślałam, że je lubisz.

— Ostatnio już nie.

— A to dlaczego? — zapytała zaskoczona mama.

— Bo one powiedziały, że teraz wyglądasz jak straszydło.

Głos Nilki zaczął się łamać, ale dzielnie nie rozpłakała się.

— Ty też uważasz, że wyglądam teraz jak strach na wróble? — próbowała żartować mama.

— Teraz wyglądasz jak królewna śnieżka.

Mama wyraźnie się wzruszyła i uściskała Nilkę. Uznała, że nie będzie lepszej okazji, by powiedzieć jej prawdę o swoim zdrowiu.

— Widzisz, tak naprawdę nie ja tak wyglądam, tylko choroba. Pan doktor boi się, że może być silniejsza ode mnie, ale obiecał, że pomoże mi z nią wygrać, więc nie bój się na zapas. Musisz być jednak gotowa na to, że będę musiała cały czas leżeć w łóżku i mogę rzeczywiście wyglądać jak czarownica albo jeszcze gorzej. Wtedy ty będziesz mi pudrować nos.

— Ale ja nie umiem — zasmuciła się Nilka.

— No dobra. To w zamian będziesz mi opowiadać o tym, co będzie się tu działo. A będę chciała wiedzieć wszystko: które kwiaty zakwitły, a które jeszcze nie, co to za ptak wyśpiewuje arie, no i oczywiście czy wprowadziła się do nas mysz na zimę.

— Będę prowadzić specjalny notatnik, obiecuję.

— No ja myślę. Aha, i musisz wiedzieć, dlaczego tata w swojej szopie stuka i co z tego będzie.

— Będę wszystko wiedzieć, obiecuję.

Mama ucałowała Nilkę i kiedy miała już wyjść, Nilka nagle poderwała się i uklęknęła na łóżku.

— Mamusiu — wyszeptała — a czy anioł… no, wiesz… ten mój… to on przyszedł tu razem ze mną?

— Na pewno — również wyszeptała mama. — A dlaczego pytasz?

— Bo go chciałam o coś poprosić.

— To poproś, tylko pamiętaj, żeby to nie było coś błahego.

— To będzie coś bardzo ważnego — szeptała ciągle Nilka. — Ale nie mogę ci powiedzieć.

Mamę te słowa trochę zaniepokoiły. Przytuliła Nilkę i zaczęła jej szeptać do ucha:

— Chyba się domyślam, ale pamiętaj, że jeśli poprosisz go o zdrowie dla mnie, a ja nie wyzdrowieję, to będziesz mieć do niego pretensje, że cię nie posłuchał, a co gorsza, będziesz siebie zadręczać, że prosiłaś niewystarczająco mocno, by cię wysłuchał. A to tak nie działa.

— A jak?

— Nie wiem i nikt nie wie, ale zdarzają się rzeczy, na które ani my nie mamy wpływu, ani nawet anioły, jak widać. Większość chorób nie jest groźna, ale są takie, z którymi trudno wygrać. I musimy się z tym pogodzić. A teraz zamiast się martwić, pomyśl, jak będziesz rozmawiać ze swoim aniołem.

— Trochę się boję.

— Nie ma czego. To twój najlepszy przyjaciel.

— Mamusiu, a czy jeśli go poproszę, żeby mi się pokazał… to nie będzie to głupie?

— Głupie nie, ale o ile wiem, to anioły raczej rzadko pokazują się ludziom. Mam jednak pomysł. Poproś go, żeby ci dał jakiś znak, to może wtedy coś się wydarzy.

— Myślisz, że mnie posłucha?

— Myślę, że tak, ale problem w tym, że ten znak będzie bardzo subtelny i na dodatek tylko ty będziesz go widzieć. Musisz być zatem bardzo uważna, żeby tego znaku nie przegapić.

— A jeśli przegapię?

— Nie bój się, nie przegapisz.


Nilka, pogrążona w ciemnościach, coraz bardziej zatapiała się w strachu. Nie bała się jednak ciemności, tylko tego, że nie wie, jak i czy w ogóle zwracać się do anioła. Ciągle miała obawy, że jej anioła nie ma, a jeśli jest, to po przeprowadzce nie będzie mógł jej znaleźć. W końcu zmęczona zmaganiami z myślami wstała z łóżka i zakradła się do łazienki rodziców. Z wielką ulgą odnalazła kilka włosów mamy na jej grzebieniu i z ogromnym mozołem zawiązała je tuż nad lewą dłonią. Wróciła do swojego pokoju i uklęknęła na łóżku z mocno bijącym sercem. Spojrzała przez okno na rozgwieżdżone niebo i głęboko odetchnęła.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 5.46
drukowana A5
za 13.2