Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

Darłowo 31.08.2017 r.


Wszystko co w słowach powstało jest prawdziwe, Nadziejo ma dziękuję!

Mojej najlepszej przyjaciółce Iwonie za wsparcie, Rodzicom za ciepło,

Moim wspaniałym córkom Tosi, Misi i Lili za tornado,

natchnienie i za to, że jestem ich najcudowniejszą mamą,

A Tobie Panie za to, że jesteś i pojawiłeś się gdy nadeszła zima.

Wstęp

Wstęp jest zbędny,

Wstępem nie podaruje emocji, przemyśleń

Wstępem być może popsuje wstęp,

Czytaj,

Daj się ponieść,

Myśl…

Trwaj w czytaniu, opiniuj — krytykuj masz prawo.

Tak po prostu

Dla mnie,

Dla Ciebie,

Życiowo z doświadczeniami!

Za życie!

Za doświadczenia…

TRZY ZŁOTE WDECHY…

I wypuść powietrze stabilniej z biciem serca.

Rozdział pierwszy

Spoglądam przez duże balkonowe okno- nie ma na co patrzeć „szarówka” jakich mało. Lato w tym roku powiało chłodem, w życiu i w sercu, ale patrzę bo to mnie jakoś uspokaja. Blaszane dachy, trawnik przerośnięty, podwórka- takie małe, ale pełne miłości bo przecież obserwuje. Drzewa takie milczące, spokojne, wiatr im dzisiaj nie dokucza za to mi dokucza samotność jak jasna cholera! I spadła pierwsza kropla deszczu-nie to łza ociekająca z moich oczu, czyżby emocje w pisaniu? W końcu na deszcz się jeszcze nie zapowiadało.

***

dzisiaj wspólnie mamy oglądać mecz- moje wierne „kibicolki” mają coś po mamuni. Rozpiera mnie duma gdy na nie patrzę, przytulam, całuję są takie nienaruszone jeszcze przez to podłe życie i pomyśleć, że niedługo będę ocierała każdą ich łzę, a każdą radością, doświadczeniem, przeżyciem będą dzieliły się ze mną. W końcu tak trzeba brać życie, bardziej na wesoło człowiek by się odwodnił tylko płacząc-wysechłby na płaszczkę.

***

Pies grzecznie leży w kojcu, skuliła się niczym kot w kłębuszek tylko uszy nastroszyła co by nie było, że swoich domowników nie strzeże. A ja myślę czy rozpada się zaraz, czy może przejdą chmury gdzieś sobie daleko w otchłań. W siwej donicy już dawno uschnięte do korzeni drzewko „szczęścia”, tak zwana Pachira-cudowne liściaste drzewko, które w momencie uschnięcia naszej małżeńskiej miłości umarło. Uwielbiałam je pielęgnować choć przyznam się, że na początku nie potrafiłam, dostałam je na imieniny od męża w tamtym roku. W sumie to wyglądało jakby zrobił mi na złość bo dobrze wiedział, że nienawidzę „doniczkowców” bo nie mam ręki do pielęgnacji, jednak z czasem nauczyłam się je bardzo kochać. Dostał nawet imię-Leon i tylko dlatego bo ktoś mi powiedział, że do kwiatów się mówi, a mi weszło to w nawyk dość szybko dzięki moim dzieciom właściwie to one wykazały się bardziej twórcze i uczyły mnie, a ja brałam od nich lekcje. Może nie jedną osobę z was tym rozśmieszę, ale to było piękne widzieć jak kwitnie nowymi liśćmi, starałyśmy się nawet by urodził owoc w postaci przecudnego nocnego kwiatu, są cudowne i kwitną tylko nocą do księżyca, a zamykają się za dnia jednak nie dane nam było-„Projekt Nocny Kwiat” bez efektów i skutków pomimo starań. Dziewczynki troszeczkę się zawiodły zresztą ja też nakręciłyśmy się wzajemnie jak pozytywki. Teraz przyszło mi patrzeć na badyl taki uschnięty w sumie to trzy badyle bo splecione w warkocz, a jednak mam do niego ogromny sentyment bo nie wyrzuca się nikogo i niczego od tak mimo braku użyteczności. Chwila pisania i nieuwagi, a moja najmniejsza stokrotka zerwała całą firanę standardowo jak co wieczór.

Chaos,

Chaos….

Zaraz mecz się zaczyna, babcia zakupiła paczkę chipsów cebulowych i przyniosła nie dawno, mecz bez chipsów, popcornu to nie mecz u nas w domu gdybyśmy nie miały czym zapychać buzi w euforii krzycząc i plując resztkami przy głośnym okrzyku: ”GOL…” W tym jesteśmy najlepsze, dzielimy wspólne zainteresowania chociaż nie wszystkie, a jednak staramy się trzymać razem i dopełniać. Cztery kobiety w domu to wyzwanie plus perełka bo to suczka, nie raz się zdarza, że jedna od drugiej chce być lepsza ale potrafimy umiejętnie się kłócić. Kłótnie- z 9-latką, 5-latką i 2-latką to pewnej formie kabaret, najmądrzejsza przekrzykuje zwykle tą neutralną średnią, a i najmniejsza pomimo małego zasobu słownictwa góruje nad najmądrzejszą. Zazwyczaj kończy się to tak, że siadamy później na dywanie i chichotamy się tak jakby ktoś nas gilgotał nie miłosiernie-nasza forma ugody.

***

Pościeliłam łóżko bo czym by był mecz oglądany bez wbijających się resztek w plecy i pośladki, ale to później tak do snu co by się nie wyspać za bardzo.

O nieeee!!!

Właśnie poleciał na podłogę kubek wypełniony po brzegi sokiem na panele, mama skupiła się na czymś dziwnym jak pisanie trzeba sprowadzić ją na ziemię, w końcu one też tu są prawda?! Oj tak potrafią na siebie zwrócić całą uwagę dość szybko. Biorę ścierę i jadę jak daleko nie wiem, ale podłoga sama się nie wytrze, a szkoda w takich momentach sięgnęłabym po czarodziejski ołówek.

I znowu…

Mój najmniejszy kangurek biegnie z płaczem, zamykając drzwi od pokoju przytrzasnęła sobie paluszek-całuję i dmucham, a z oczu jej lecą łzy niczym grochy można by było grochówkę ugotować. Ratunek na czas, sytuacja opanowana, obok na łóżku usiadła średnia po raz setny zadając pytanie:

— Mama, a mecz się za chwilę zacznie? Mama… — milczę bo chcę dokończyć pisać zdanie.

Nie daje się nie zauważyć, trzyma w rękach ulubioną lalkę, która po naciśnięciu na brzuszek kaszle i skup się tu na moment człowieku, a dzieci me niczym tornado jedno przez drugie chce zostać zauważone.

Matko patrz na nas w końcu!

Zaczynamy poszukiwanie uspokajacza bo przecież te smoczki dziecięce gorsze jak uzależnienia innych rodzajów.

Jest i on!

Bingo!

W końcu się znalazł, niczym zbawienie w ostatnim momencie ogromnej histerii mojego dziecka, całe szczęście uff…. Co za radość niczym wygrana na loterii ważne, że maleństwo w swoim żywiole i nałogu, muszę nad nią popracować zastępując smoczka lizakiem czy coś. Tak wiem co sobie myślicie smoczek to złoooo…

Całkiem możliwe jednakże to zło w wielu momentach ratuje nas matki od wybuchu wojny. Ze starszymi córkami nie powiem poszło mi dość sprawnie być może dlatego, że miałam dodatkowe wsparci, oparcie nie ważne teraz muszę ogarniać wszystko sama.

My matki mamy jakiś silniejszy instynkt wychowywania i miłości do własnych dzieci, mężczyźni do pewnego momentu są nieskazitelnie pomocni, później jakby zapominali o obowiązkach ciążących na obydwojga rodziców. Czy tylko my kobiety mamy odgórnie narzucone bycie „wielofunkcyjną maszyną”?

Nie chcę nikogo oczerniać bo istnieją faktycznie mężczyźni, którzy nie widzą świata poza swoimi dziećmi, żoną — rodziną!

Biorą na siebie całą odpowiedzialność i wcale ich to nie męczy, a Ci „pseudo” tatusiowie?

Tak to my mamy godne nadania im tego tytułu, bo równie dobrze na niego zasłużyli. To Ci którzy nie wiedzą nagle jak wiele czasu wymaga wychowanie i poświęcenie czasu dla dziecka, jak dość finansowo obciążony zostaje budżet domowy. W momencie gdy na świat przychodzi to słodkie maleństwo dajemy mu wszystko w miarę możliwości, kształcimy, karmimy, ubieramy, wozimy na dodatkowe zajęcia. I nagle słyszymy jak biedny jest portfel takiego ojca jak ciężko mu finansowo i co najważniejsze: -„Jestem przecież bezrobotny skąd mam wziąć co miesiąc 400 zł, w końcu jest fundusz alimentacyjny jesteś wygrana mnie co najwyżej komornik będzie ścigał”.

Brawo!

No brawo Panowie!

Do czasu gdy wszystko jest dobrze jakoś się układa jest po prostu jak w bajce, od czasu do czasu zostanie sam ze swoją latoroślą, gdzieś zabierze na spacer co kupi jednakże luki są dość spore.

***

Często unoszą się honorem i nie stosują się do najprostszych próśb zapisanych na kartce przez partnerkę, żonę, konkubinę. Jeżeli masz napisane: — „Daj serek o 16:00” — to daj i choćby dziecko się wykręcało, uciekało bo nie chce nie jest głodne bla, bla, bla…

Ale daj!

Niech zje choćby łyżeczkę, niech nawet tylko otworzy, ale jak taka mama wróci do domu po pracy, zakupach, czasie wolnym — zobaczysz ten magiczny uśmiech zaufania, ten ogromny „banan” na twarzy czy ty wiesz chłopie jaka to radość?!

Nie unoś się, nie bulwersuj, nie powtarzaj, że nie jesteś dzieckiem, najważniejsze trwaj w pomocy. Zapominanie to wróg wszystkich kobiet, jesteśmy cholernie pamiętliwe wy również potraficie tacy być. Jeżeli kobieta mówi:

— „Poszedłbyś na plac zabaw o 12:00 bo na 13:30 mały/mała niech zje zupę”. - zrób tak. Zapamiętaj, że jeśli dziecko ma ustalony harmonogram dnia to nie zmieniaj tego tylko dlatego, że po drodze spotkałeś kolegę bądź zbuntowane dziecko nie chciało opuścić placu zabaw, wiadomo zawsze zdarzy się jakiś mały poślizg nic nigdy nie jest perfekcyjnie, ale sam fakt, że starasz się dostosować ty sam daje dużo do wychowania dziecka choćby dla tej pomocy i wsparcia każdej mamy bo i ona musi mieć czas odpocząć wdrążając jakieś reguły zawsze go znajdzie. To my dorośli sterujemy życiem tych małych, średnich istot i nawet tych dużych wspierając ich później choćby w dorosłym życiu i wyborach. Nie pozostawiajcie trudu wychowania tylko matką mówiąc:

— „Ty wiesz lepiej jesteś na co dzień.”

Prawdą jest to, że matka powie całą historię choroby swojego dziecka u lekarza, przy zapisywaniu do przedszkola podaje dokładnie godziny kiedy dziecko chce siusiu kiedy kupkę. To zabawne, ale wy też to wszystko wiecie będąc na co dzień ze swoim dzieckiem, kładąc je do łóżka całując w czółko i wyrzucając potwory z dziecięcych szafek, podnosząc gdy się przewróci przecierając ręką zdarte kolanko mówiąc: -„Do wesela się zagoi, jesteś silny/a”. Nawet gdy musicie rozczesać swojej księżniczce włosy i wysztukować z nich kitkę to niczym arcydzieło dla was, a jaka radość dla niech, że ten tatuś to potrafi jednak!

To tak wiele?

Chcieć.

Wiecie nie raz więcej niż nie jedna matka. Dramat powstaje wtedy gdy nudzi was życie rodzinne, zwalając winę na tą drugą połówkę, że to ona się wypaliła. Wina zazwyczaj leży po środku możliwe, że nie we wszystkich przypadkach jednak w większości.

Kobieto!

Nie daj sobie wmówić, że to twoja wina — zdradził Cię bo co?

Bo ciepła w domu nie miał? Widocznie on sam słabiutko napalił w kominku! A jak kominka nie ma to mógł sobie grzejnik podkręcić chyba, że taka sknera na rachunki za gaz żałował. Kocem tyłek przykryć, otworzyć piweczko i grzać się do bólu, do rana.

***

Zdrada zakrada się w nasze życie nie proszona i bardzo po cichu przeważnie wtedy gdy jesteśmy osobami skłonnymi do słodkich słów, bądź trzepotania rzęsami. W teorii wychodzi tak, że ta osoba która pokusi się błąka w sercu i w sumieniu własnym — efektem tego są kłamstwa, rozstania, coraz więcej rozwodów, ludzie gdzie te czasy kiedy w miłości trwało się do ostatnich dni życia?!

Mężczyzno!

Wyprowadzając się z domu nie ważne czy to twoja wina czy też nie — nie ZAPOMINAJ O WŁASNYM DZIECKU/DZIECIACH!!!

Boże….

W domu cudowny kochający tata, a w rzeczywistości z czasem zapominasz o obowiązkach w stosunku do własnych dzieci, deklaracji jakie składałeś w swoim sercu trzymając tą maleńką istotę stworzoną z Ciebie i z niej!

Oboje jesteście rodzicami!

Nawiązujcie chociażby ze sobą nić porozumienia dla dziecka! Rozmawiajcie w potrzebie lub kiedy musicie.

Nie rozpamiętujcie-rozpamiętywanie jest złe! Co by się nie działo nie działajcie na szkodę własnych dzieci. Mi też nie jest łatwo, nie mam prawa mierzyć wszystkich jednakową miarką bo każde z nas jest w innej sytuacji życiowej, każde z nas miało lepiej lub gorzej, ale nie manipulujmy dziećmi, nie buntujmy ich, nie uczmy ich nienawidzić- one stworzone są przez nas dla nas by KOCHAĆ i później uczyć tego dalej przez pokolenia.

***

Moje córki również przeżywają moje rozstanie z ich tatą jest ciężko zresztą nigdy nie miałam łatwo. Moja najstarsza córka jest z innego taty jest tego świadoma jednakże nie zagłębiałyśmy się w ten temat bo nie chce o tym rozmawiać, dla niej tatą jest ten co był kiedy się urodziła i który poniekąd starał się jakoś przyczynić do jej wychowania. Byłam młodziutka zaledwie 20 lat, nie świadoma próżni życia ścigałam się z czasem szaleńczo nie żałując, bo po co wszystko jest po coś. Nie przewidziałam, że tak szybko zostanę mamą dość ciężko było mi zrozumieć jaki ogrom odpowiedzialności spłynie na mnie samą.

Gdzie tatuś?

Dość szybko się zmył i ułożył własne życie, nie widział jej na oczy i wyparł się jej. A teraz ta cudowna dziewczynka która zapoczątkowała moją matczyną karierę jest moim wielkim oparciem i motywacją zresztą jak każda z moich córek! Jednak ją wyróżnia ta wyjątkowość odnalezienia siły dla mnie i wsparcia w trudnych chwilach mojego życia.

***

Sytuację rozwodu najgorzej przeżywa moja średnia córka, była oczkiem w głowie swojego taty, który z dnia na dzień zniknął z jej życia i którego nie widzi już ponad miesiąc- TĘSKNI! Bo to normalne, że tęsknota wkrada się w życie dużo rzeczy i sytuacji nie rozumie jednak staram się jej tłumaczyć na tyle ile zrozumie i pozwoli-dość mozolnie nam to idzie, ale każdego dnia robimy krok w przód.

Ciągle zadaje pytanie:

— Mamo, a tata wyprowadził się bo mnie nie kocha prawda?

Pytania zabijają moje matczyne serce każdego dnia. Dość często zdarza się, że to MATKI-KUKUŁKI podrzucają swoje dzieci facetom, dziadkom i po prostu znikają uzasadniając to tym, że już wystarczy teraz muszą odpocząć, dopełnić się i realizować po czym znikają…

Brak serca?

Gdzie ta miłość matczyna?

Jaka matka porzuca własne dzieło???

I to nie koniecznie z mężczyznami jest coś nie tak, bo zdarza się, że i kobietką odbija na szczęście rzadziej niż panom jednakże wstyd moje Panie! Wstyd! No i jak nazwać matki które świadomie blokują ojcom widywanie się z dziećmi? Nie rozumiem czasami tego postępowania. Wiem, wiem są sytuacje i sytuacje ale myślę warto dać szansę to, że nie wyszło w związku, małżeństwie nie obliguje nas do mszczenia się lub działań na tle uczuciowym, no bo jak wbić inaczej szpilę temu co zranił, odszedł. W takich sytuacjach gdy nachodzi nas chęć mszczenia się chwyćcie za szpachlę i zacznijcie kłaść gładź taką na ścianę wiecie, albo pomalujcie ściany POLECAM terapia gwarantowana nawet podbije wam certyfikat. Po co działać na swoją szkodę dzieci w końcu dorosną i obiorom swój tok przemyśleń.

***

Nie tak dawno jeszcze było mi cholernie ciężko, wstawanie z łóżka było jak praca na budowie albo w kamieniołomach, wstawałam niczym załadowana ciężarówka. Każdego dnia starałam się zrzucać chociaż po jednym pustaku ale moje prace okazały się bardzo leniwe tak jakbym przyzwyczajała się do życia w niepowodzeniach miłosnych.

Nie! No nie!

Do jasnej cholery mam dzieci!

Jestem cudowną mamą!

Może w życiu małżeńskim po wielu przykrych i bolesnych przeżyciach dno, kaplica, cmentarz, ale życie toczy się dalej i to tak okrutnie szybko, że nie nadążam śledzić wskazówek zegara. Dalej jestem młodą kobietą niskiej i szczupłej postury o ciemnych długich do łopatek włosach zmieszanych z jasnymi końcówkami w stylu sombre i piwnych oczach, mamą i w chwili obecnej też tatą, silną fizycznie i psychicznie bo taka być muszę czy moje dzieci muszą patrzeć na mój upadek?

NIE!!!

Zmotywowały całe moje życie w jednej chwili, dały bagaż doświadczeń, którego nikt mnie nie nauczył bo tego nie da się nauczyć, wszystko trzeba przeżyć i wszystko przetrzymać-psychika ludzka jest zagadką, ale według mnie to maszyna silniejsza od stali miażdżąca wszystko, a my jesteśmy odpornością nawet na „nicość”.

Czy podziwiam siebie?

Bardziej toleruje swoje decyzje…

Znalazłam sposób na tolerancję w głębi siebie która promienieje ogromem spokoju.

TRZY ZŁOTE WDECHY

***

Zapuszczam muzyczkę, wsłuchuję się tak namiętnie, że po chwili słyszę swój oddech i bicie serca. Przez chwilę ja jestem Tobą, a Ty jesteś mną.

***

Coś mecz chłopakom nie idzie, ciężka sprawa… Dziewczynki już śpią w swoich łóżkach zawsze jest tak, że padają jak „kawki” gdy pozwalam im siedzieć dłużej przy weekendzie. Mają swój harmonogram w tygodniu śpią już o 20:30 bo rano trzeba wstać, a tu już 22:00. Jak śpiące królewny niczym domino jedno spadające na następne, słodki widok napawam się widokiem i ciszą.

Cisza…

Hmm…

Najbardziej do niej staram się przywyknąć, przeważnie był tu on, zdarzało się że nawet rozmawialiśmy jednak częściej były to dość bolesne kłótnie, a nie raz złowieszcze spojrzenia przeszywające na wylot, tego wzroku bałam się najbardziej, walczę z koszmarami, a później z bezsennością.

Jaki był?

Jaki jest! Pomimo, że nie ze mną ale jest!

Ciężki, skryty i niebezpiecznie tajemniczy, dość trudny do zrozumienia. To taki typ faceta któremu ciężko dogodzić-zawsze mało, zawsze źle i te jego labirynty życia dla mnie jakby nie ten LEVEL w grze. Pomimo moich starań nie potrafiłam dotrzeć do METY, bardzo się starałam, a jeszcze bardziej mi zależało. Myślę, że te siedem lat to była nieustająca walka o miłość, o nas za nas dwoje, o rodzinę…

***

Dość często się kłóciliśmy praktycznie nasze życie małżeńskie to był monolog kłótni tych najmniejszych tworzących burze huraganów. Miał swoje nałogi i nawyki-mój brak akceptacji, nieumiejętność życia z nimi i godzenia się z tymi wadami, każdy ratunek zawiódł.

Dlaczego?

Brak chęci przyjęcia mojej stabilnej pomocnej dłoni-nie akceptował pomocy. Nie chciałam by był idealny bo ideałów nie ma pragnęłam by mnie doceniał i walczył, był. Nie chciałam KSIĘCIA który kocha tylko swoją „Różę”, chciałam GLADIATORA-mężnego i chroniącego mnie, a przede wszystkim chciałam by był mi:

PRZYJACIELEM,

MĘŻEM,

KOCHANKIEM!

Czy to tak wiele?

Bardziej myślę, że całkiem normalne. Sama jestem wadliwa, a co najgorsze wad się nie wymienia są one jednorazowe do końca, do zużycia i nie posiadają gwarancji, a certyfikat! Nigdy ich nie ukrywałam bo przecież miłość nie polega tylko na całowaniu, a na dawaniu siebie tej drugiej osobie najważniejsze by zaakceptować wady, pokochać je nie reklamując w przyszłości-żyć z nimi do śmierci aż po grób, pielęgnować by się nie pogłębiały.

***

Auuu…

Boli 2—0 dla Polski, tragedia żal patrzeć, zerkam w międzyczasie na telewizor.

To nadal są świeże rany małżeńskie i nadal gdzieś na swój sposób krwawią.

Czy kocham?

Tego nie można nazwać miłością, to było miłością na początku później nastąpiło przyzwyczajenie i pozwalanie na komplikowanie życia. Z biegiem czasu wiem, że bardziej bałam się samotności niż jego odejścia bo w końcu to on się spakował i wyprowadził przelało się piwo, wino czy co tam się jeszcze mogło by przelać i wylać-ja ciągle trzymałam krzywdę za rękę.

Po co?

Dopiero zaczynam sobie odpowiadać na to pytanie…

Dla dzieci by miały tatę, tylko nie liczyłam się ze sobą z tymi wszystkimi krzywdami wyrządzonymi z cierpieniem, bezsennymi nocami gdy nie wracał-wszystko dla córek, a dla siebie nic jedynie ochłapy z których cieszyłam się jak dziecko z Kinder jajka. Tata z niego dobry, dziewczynki nawet za nim były, piszę w czasie przeszłym bo na chwilę obecną nie widuje się z nimi, czasami zadzwoni raz na dwa tygodnie, na tydzień, ale rozmowy nie należą do tych długich-tęsknota dzieci robi swoje i dzieciaki szybko kończą tatową rozmowę. Zdarza się, że nie chcą nawet rozmawiać bo strasznie później tęsknią więc ich nie zmuszam nie naciskam do rozmów, same decydują i same wybierają czas. To dość duże dziewczynki, dużo też rozumieją i wiedzą, że obietnice to daleka droga, nie raz miały okazję doświadczyć już wśród swoich rówieśników bo dzieci teraz szybko dorastają dla mnie aż za szybko-czas nie ma litości, nie jest łaskawy bo wie, że każdą podjętą decyzję musimy realizować.

Mamy jedno życie zróbmy wszystko by przeżyć je jak najlepiej nie żałując, że czegoś nie zrobiliśmy, kogoś nie przeprosiliśmy szkoda czasu na zgrzyty, złości i rozpamiętywanie nie dajmy się zwariować.

***

Patrzę na swój własny cień odbijający się na podłodze, widzę dziewczynę o smukłej sylwetce z długimi włosami i ręką wyciągniętą by podrapać się po plecach, zamyślona postać, ciekawa i tajemnicza z mapą do serca. Życie jest zbyt krótkie by rozpamiętywać nie wolno nam żałować niczego bo wszystko było po coś! Łatwiej nam żałować słownie ale tak naprawdę w niczym nam to nie pomaga i niczego nie załatwia, a warto sobie wtedy zadać pytanie:

„Dlaczego żałuję?”

„Co to zmienia?”

Z jednej strony wszystko, żałując poznania partnera, męża żałujemy też życia z nim spędzonego czyli zaręczyn, ślubu i co najważniejsze dzieci urodzone owocem tej miłości, nadal żałujesz?

Wszystko nas uczy życia daje nowe doświadczenia i bagaże my sami podejmujemy decyzje w końcu pełnoletność nas zobowiązuje-MASZ TERAZ SWOJĄ PEŁNOLETNOŚĆ, WYPROWADZKI Z DOMU I ŻYCIA NA PEŁNYM GAZIE!

Mamy gaz na pełnej!

Full.

Nie żałuję niczego w swoim życiu! NICZEGO! Wszystko miało swój cel i miejsce w moim życiu. Dzięki temu jest Antosia najstarsza moja niezawodna niczym zegarek i notatnik, idąca moimi śladami, gadająca bez przerwy, bez chwili wdechu i wydechu bo tyle ma do powiedzenia. Jest również Michalinka środkowy promyczek słońca, buntownik nad buntownikami, myśli szybciej niż my trzy razem wzięte, zadziorna panienka z klasą niczym „damessa”. No i Lilianka mały skrzat biegająca za starszymi siostrami papugująca po nich wszystko to co nie powinna, wygadany bąbel, i chociaż słownictwo ma jeszcze ubogie nadrabia za wszystkie żywiołowością.

Jak mogłabym żałować?!

Cudownego dnia ślubu-byłam niczym księżniczka z bajki, wspaniałych gości i prezentów, rodziców w tym dniu wspierających i błogosławiących to małżeństwo, taty prowadzącego mnie do ołtarza jako pierwszą z dwóch córek swoich, oddającego w ręce wybranka wybranego przeze mnie i dla mnie. Więc jak żałować?

To tak jakby przebić bańkę mydlaną!

Chcę pamiętać to co dobre, najpiękniejsze reszty nie liczyć nie rozliczać się z niej, co złe zostawiam za sobą bo na tym życie polega aby brać je najlepszym nie najgorszym…

CO DAJEMY TO DOSTAJEMY!!!

Nie jestem piromanką, spaliłam sporo mostów za sobą do tej pory nie chciałam pamiętać one były złe ze złej konstrukcji, spróchniałe i niestabilne z moich rąk spłonęły po to bym mogła żyć dalej i toczyć beczkę swoją drogą nie ważne którą z kolei ważne jest to, że nie podejmowałam prób, a zrealizowałam.

Pora by z czasem postawić stabilny i żelazny most taki który zawładnie mną i moim życiem pozytywnie no i oczywiście moich córeczek.

W trudnych momentach pojawia się nadzieja u mnie to ja tę nadzieję zaczepiłam…

Nauczyła mnie cierpliwości!

No niecierpliwość to strasznie brzydka wada ja osoba wadliwa dochodząca do siebie po upadku dostałam w prezencie cierpliwość! Cud nad cudami od dziecka jej nie posiadałam wręcz nienawidziłam ją była taka długa, a tu proszę. Nadzieja która nie wykorzystała bo nie chciała wykorzystać, a podniosła moją osobowość słownie w duchu, sercu i na umyśle. Prostymi słowami takimi których nigdy nie słyszałam zostałam doceniona i nauczona. Nie można mieć wszystkiego ani też wszystkiego wymagać są granice, a je nazywamy ROZSĄDKIEM.

Moja nadzieja taka maleńka, a wprowadziła tyle radości, tyle działań w moim życiu i tyle decyzji z którymi bym zwlekała.

***

Tą melodię którą mi nuci ciągle mam w głowie gdy jest mi źle odtwarzam ją niczym stary gramofon, a ona mi przypomina o sile wewnątrz mnie to, że jestem kobietą nie oznacza tylko klęskę i łzy wystarczy wziąć te magiczne wdechy, które uleczą w każdej trudnej sytuacji bo nie sztuką jest brać wdechy sztuką jest mieć te ZŁOTE, a je można tylko dostać w prezencie by CIERPLIWOŚĆ mogła się narodzić i być przy nas w każdej sekundzie, minucie, godzinie, dniu, tygodniu, miesiącu i tak dalej, i dalej…

Musisz wiedzieć, że nie żałuję bo nie ma czego, czuję jedynie smutek bo czas zamienił się w sekundę. To czas uczy nas i pokazuje kto przy nas został komu najbardziej zależało by być przy nas, wtedy widzimy jak niewielu tych za których moglibyśmy stracić ręce.

Czy nie potrafię już płakać?

Myślę, że to chwilowa awaria nawadniania po deszczach powinno wszystko się naprawić.

Czy chcę płakać?

TAK!

Muszę gdy moja córka jedna, druga czy trzecia nieszczęśliwie się zakocha kto z nią będzie wypłakiwał wtedy tony chusteczek lub gdy będę oglądała świetny film romantyczny, gdy będą chowali kogoś mi bliskiego czy dalekiego, na ślubie gdy młodzi włożą sobie obrączki na palec, ze śmiechu, z głupoty, ze smutku po to są łzy i w sumie nie chce ich tracić bo będę niczym suchy głaz.

A teraz kładę swą ciężką głowę na poduchę i pójdę spać, pora wypocząć by rano móc wstać z nowymi możliwościami. To co dziś nie wyszło wyjdzie jutro, a jak nie to potrzeba czasu później się okaże czy było warte czasu.

Celem jest ostatni most z konstrukcją stalową!

Rozdział drugi

Pogodo szukam Cię!

I znowu nic nie obiecując wygląda po czym zaraz się chowa, mam na myśli oczywiście psotne słońce, które tego roku naprawdę leci sobie w „kulki” choć nie powiem powietrze przyjemne i zachęcające do długich spacerów. A jednak mi dzisiaj bardzo brakuje słońca… Dziewczynki dają się we znaki swoimi humorami coś nie bardzo mogą się dogadać, głowa mi pulsuje z bólu ale staram się skupiać na pisaniu-szukam pozytywnych stron swoich myśli i obowiązków dzisiejszego dnia.

Co na obiad?

Myślę, że naleśniki to dobry pomysł i to jeszcze z czekoladą mmm…. Albo z dżemem truskawkowym oczywiście nie własnej roboty jakoś w tym roku opuściła mnie wena na swoje produkty do domowej spiżarni.

***

Oooo… Chyba złapały wspólny rytm.

Zabawa w chowanego!

Mimo, że nie ma gdzie się chować widzę radość niesamowitą na tych nędznych 49 metrach kwadratowych wynajmowanego przez nas mieszkania. Dzieci są cudownie beztroskie coś pięknego nie do opisania, nie jeden dorosły usiadł by na kanapie zabijając nudę w tak nieciekawą pogodę i przełączając kanały telewizyjne szukał by programu który być może zaciekawi, a czas popłynie szybciej.

Dzieci zaś cieszą się każdą sprzyjającą chwilą w zabawie- UWIELBIAM JE OBSERWOWAĆ!

Ta miłość taka STABILNA, nieskończona i za nic, czasami zastanawiam się w którym momencie to się kończy bo przecież kończy się jak wszystko, znika:

Szacunek,

Miłość,

Ciepło,

Troskliwość…

Wychowujemy je najlepiej jak potrafimy, pielęgnujemy uczucia i uczymy tak wiele nie raz przesadzamy i nazbyt wymagamy chcąc zaprogramować te małe istoty na poziom HARD. To my dorośli gubimy wątki i zatracamy uczucia własnych dzieci, za dużo wymagamy i chcemy STOP IDEAŁOM!

Czy idealizm jest tak fascynujący?

Wypalamy własne dzieci…

To prawda te piski, krzyki doprowadzają do furii, ale cofnijmy czas, cofnijmy się do naszych narodzin, dzieciństwa, dojrzewania-mama o 19:00 bez jakiegokolwiek wstydu dla nas wołała nas na kolacje i krzyczała: „Zaraz wieczorynka”, pamiętam jak nie raz byłam wściekła bo tak świetnie bawiliśmy się w podchody czy klasy, obiecałam sobie, że kiedy będę miała dzieci na pewno nie będę zgarniała ich tak szybko do domu, że same będą decydowały o tym kiedy zjedzą kolację i czy chcą oglądać wieczorynkę-bez rozkazów, nakazów i szkoleń jak w wojsku. Jako dziecko czułam się gorsza, że mama i tata mają takie twarde zasady w stosunku do nas, a było nas troje: najstarsza siostra, ja środkowa i młodszy brat.

Teraz z upływem lat mam podobny harmonogram do tego matczynego sprzed lat, a przecież tak się zarzekałam.

Może w niektórych kwestiach wychowania mam inne poglądy jednakże myśleniem upodabniam się do swojej mamusi.

Czy to źle?

Myślę, że nie.

Wychowanie wynosimy z domu nie szukamy pomysłów to wypływa od nas, a my działamy świadomie, czasami może mniej ale działamy.

Gdyby każdy z nas usiadł na moment i zrobił REMANENT swojego życia dostrzeglibyśmy jak bardzo upodobniliśmy się do swoich rodziców, dziadków, rodzeństwa.

Myślicie, że to powód do wstydu?

Niekoniecznie i nie zawsze, każde z nas miało inne wychowanie warunki w domu i w życiu, inne sytuacje, musimy się różnić od siebie po to by na skrzyżowaniu dróg spotkać się i wzajemnie uczyć.

Jesteśmy najlepszymi nauczycielami doświadczonymi w różne historie naszego życia potrafimy wzajemnie się wspierać i milczeć gdy trzeba…

***

Mówią, że milczenie jest ZŁOTEM…

Ja osobiście od pewnego czasu uwielbiam milczeć, wolę słuchać bo słowa mają moc przy tym patrząc rozmówcy głęboko w te skryte oczy. Ludzie mają tak wiele do powiedzenia można wyczuć niekontrolowaną frustracje w słowach to prawie jak obcinanie włosów-idziemy zdecydowani na podcięcie do fryzjera (bo to co złe musimy odcinać), a za chwilę żal ściska nam serce, nie tyle miało zostać podcięte tylko połowę mniej!

Nie, nie, nie…

Ucięcie połowy więcej nie jest tragedią jest sensem w dalszym życiu no i zdecydowaniem bo kim by był BOHATER bez zdecydowania?!

Zabawne?

Troszeczkę bo od czegoś trzeba zacząć, uśmiechać się płakać będziemy później.

***

„Bo kiedyś wyjdzie słońce,

I spali promieniami zachwiane mosty…

Będę przyglądać się

— Z żalem?

Może uronię jedną łzę,

Albo nie!

— Dlaczego?

Bo świadomie ugaszę wtedy Ogień.”

***

Zaglądam w paczkę i widzę przeciąg ruszam więc do sklepu po dotleniacze, to jak astmatyk bez wziewów niczym paliwo do samochodu, nałogiem jest mego życia przecież jestem wadliwa, uwielbiam kawę taką niezwykłą mega mocarną oooo tak! Zapach kawy z rana zrobionej z przytupem nie po to by miała kopa, a po to bo ubóstwiam jej gorzki smak, zabarwiam lekko mleczkiem pierwszy łyk „niebiański” później już czuję tylko fusy między zębami nawet nie wiem kiedy ją wypiłam-staram się pić jedną dziennie by była wyjątkowa i nie uzależniała choć nie raz ciężko mi oprzeć się tej pokusie.

***

Nadziejo ma nauczycielko!

Jestem Ci wdzięczna!

Za odklejanie mnie od kanapy, radość, śmiech i spokój, pytania i odpowiedzi, wskazówki i rady, humory jak cztery pory roku tak niewiele, a zarazem taki ogrom… I pojawiaj się częściej nie chowaj pokątnie, nie obieraj samotności do określonego wieku, żyj tyle ile Ci dane nie wykańczaj się na moje życzenie!

Palcami trzymam papierosa i spoglądam jak chwiejny jest dym, raz w jedną raz w drugą stronę, taki niezdecydowany i nie przyjemny w zapachu, a tak przyciąga podobnie jak z ludźmi.

***

Powinnam wnieść sprawę o zadośćuczynienie za moje krzywdy!

Padłam-to takie zabawne!

Ja? Zadośćuczynienie?!

Przecież sama krzywdziłam!

Świadomie czy też nie, ale nie byłam bez skazy, szukałam, błądziłam i gubiłam się niejednokrotnie. Gdybym miała cofnąć czas nie pomieściłabym na kartce A4 wyrządzonych przeze mnie przykrości, krzywd. Nawet to co było głupotą, błahostką mniej ważną było i pozostawiło swój ślad nie we mnie, a w kimś, nie w kimś to we mnie, lub pośrodku czy to była mama, tata, brat, siostra, chłopak, narzeczony, mąż, córka, syn wydarzyło się i czasu nie cofnę.

Wiecie czemu tak szybko się poddajemy?

Bo nie potrafimy rozmawiać!

Łatwiej jest odejść bez prawa do powrotu niż walczyć o coś, o kogoś, o całokształt jesteśmy upierdliwi jak ta mucha co bzyczy mi nad głową. Początki są takie cudowne, fascynujące mamy niekończące się pomysły jesteśmy wręcz nachalni, aby jak najwięcej, jak najdłużej no i masz…

Cisza…

Gdzie nasz zasób słów?

Ej mamy język!

Weź w ręce książkę i czytaj na głos, urywkami, całą, cokolwiek i jakkolwiek tylko po to by nawiązać wspólny język, a mówię wam, że nawiążecie-zaczynając od wyrażania własnych opinii czytanego tekstu, pojawią się emocje, pytania i nić porozumienia jakie to proste!

Cholera!

Oddychajmy!

Potrafimy liczyć 1…2…3…

Sami się realizujemy, sami w sobie i pomiędzy, musimy znaleźć tylko chęci i nie wracać do początków, oddzielić grubą kreską coś i zacząć to coś nie od nowa, a dalej bez możliwości cofania czy restartu. Nie pojawiać się i nie znikać, nie uzależniać się od humorów jesteśmy skłonni do uzależnień dlatego musimy działać rozsądnie stworzyć swój plan i stosować się do niego z czasem wejdzie nam on w nawyk. Początkowo będzie zapał każdego dnia codziennie, później wkradnie się cichuteńko rutyna, przemilczymy dość sporo dni może nawet miesięcy, które wyciągniemy z życiorysu takie zmarnowane, nie powiem później będzie nam ich żal na koniec weźmiemy się w garść-jedni zrobią to po trzydziestce inni po pięćdziesiątce, a jeszcze inni chwilę przed swoją śmiercią…

***

REALIZACJE DZIAŁAŃ:

— Bądź sobą-nie zmieniaj się bo to już nie będziesz Ty!

— Cierpliwość-bo niecierpliwość to bardzo brzydka wada!

— Słuchaj-nie zawsze wolno mówić nam jako pierwszym!

— Emocje-zostaw je na koniec nie wplątuj je w początek!

— Uśmiech-uśmiechaj się to nie boli!

Najważniejsze realizacje działań w końcu od czegoś trzeba zacząć, przepisać na kartkę i przyczepić w miejscu najbardziej przyciągającym nasz wzrok nie wstydzić się, że wisi niech ten każdy realizuje się z nami po części. Mimo, że początkowo wyda się to śmieszne z czasem wryje się w serce i pamięć. Jesteśmy „człowiekami” jak to mówi moja średnia latorośl potrzebujemy słów bo słowa dają wsparcie i ciepło, podnoszą z tego, na duchu. Co z tego, że dostajemy je jednorazowo w prezencie one są ważne, a my niczym kolekcjonerzy sztuki kolekcjonujmy je nawet jeśli się powtarzają wymieniajmy się jak kartami żeby było sprawiedliwie byśmy mogli być równi w czynach i słowach.

Czas…

Nie macie go?

Jesteście zabiegani?

Nie ładnie tak kłamać!

Wszyscy mamy czas sami wybieramy kiedy bo to tylko od nas zależy, a jeśli nie to po prostu mówmy nie wymigujmy się głupio.

Praca-pracą!

Życie-życiem!!!

Postawiłam trzy wykrzykniki aby pokazać wam, a wręcz zwrócić uwagę na słowa tak ważne. Nikt za nas go nie przeżyje i nikt nie obierze za nas odpowiedniej drogi to my współdziałamy ze swoim wnętrzem znając je na wylot choć czasami płata figle.

Znajdujmy dla siebie więcej czasu!

Nie uciekajmy od życia, pielęgnujmy je! Upiększajmy dzień co możemy zrobić jutro to zróbmy jutro nie dzisiaj, nie naciskajmy na siebie oczywiście są rzeczy ważne i ważniejsze ale czy aż na tyle by marnować kontakt z kimś kogo chcemy poznać? Nie zastanawiajmy się czy zmarnujemy czas czy spożytkujemy pozytywnie, realizujmy i decydujmy. Co ma wisieć nie utonie, a co utonie kiedyś wypłynie, zaczynajmy i kończmy ale z rozsądkiem czy chcemy kończyć coś co jeszcze się nie rozwinęło, nie zaczęło. Z myśleniem: „Szkoda czasu” zmarnujemy czas niespożytkowany i z domysłami co by było gdyby? Na własne życzenie podajemy na tacy sobie „nicość życia”. Pustoszymy swoje życie przeważnie na własne życzenie i prezentujemy sobie samotność. Unikamy niby błędów, a w rzeczywistości przyklepujemy błąd-błędem i tak do setki by pośmiertnie mógł ktoś nas rozgrzeszyć i gdzieś tam na zielonej trawie spotkać się w ciszy, spokoju podając sobie ręce nie pamiętając kim byliśmy i czy kiedyś już się spotkaliśmy.

Kochajmy się i tarmośmy.

Kłóćmy i godźmy.

Uzupełniajmy się!

Tak jak wymagamy przeprosin od własnych dzieci, wymagajmy od siebie, dogadujmy się wtedy nawet gdy warunki nam nie sprzyjają, rozstańmy się zgodnie nie żałując, nie kłujmy się bo pomimo doświadczeń nie przywykliśmy do ran kłutych…

— Auuuu… krzyknęło serce po czym ustało w ciszy.

***

Dziewczynki przy stole grzecznie jedzą zupę zaraz zaczną „kłapać” buziami kto ma więcej i kto więcej zjadł, która pierwsza wyjdzie na podwórko. Lili swoimi malutkimi rączkami zbiera makaron z krzesła, który przy każdym wiosłowaniu łyżką nieszczęśliwie jej spada, ogarnia mnie śmiech nawet z kolan makaron smakuje równie dobrze. Z pomocą nadchodzi Misia, jedną ręką wiosłuje łyżką w talerzy drugą pomaga siostrze zbierać makaron na który czatuje perełka i patrzy tylko gdzie spadnie, za to Tosia już prawie przy drzwiach nie może się doczekać kiedy pozwolę śmignąć jej na podwórko bo w końcu słonko wyjrzało i przeprosiło grzecznie. Kończymy obiad.

A miały być dzisiaj naleśniki.

Czy ja je dzisiaj obiecywałam?

Faktycznie-matko ogarnij się!

Ogarnął mnie śmiech gratis z bólem brzucha od chichotania darmowa siłownia z mega zakwasami na jutro. Plan realizacji naleśników melduję na wieczór na kolację bez odwołania!

***

„Przyjdź do mnie nocą

Gdy gwiazdy będą już spały

Szepnij do ucha,

Niewiele mi trzeba

Przyjdź-nakryj kołdrą bym nie zmarzła.”

***

Przed domem jak zawsze wesoło człowiek ma chwilę dla siebie mimo, że wokoło biegają piszczące dzieciaki, śmiejące się w niebogłosy bo przecież są kałuże zabawa w najlepsze. Gorzej z późniejszym praniem do którego trzeba wyczynów na plamy z kałuży, w ruch wchodzą zazwyczaj proszek do pieczenia, ocet lub sodka jakimś cudem zwykle się udaje. Jestem ich super bohaterką jak to powtarzają moje córeczki.-Mamo oczy Ci się popsuły.

— Michasia trzyma dwoma rączkami moja twarz uważnie się mi przyglądając, a raczej moim oczom.

— Czyżby sfermentowały? -pytam

— Nie, bardziej się błyszczą.-po czym padł ogromny buziak z jej strony, taki słodziutki dzióbkowaty bo dziubki są teraz ponoć w modzie, a nie w stylu bycia.

Zabawa w chowanego to jedna z najlepszych przed domem, każdego dnia dzieciaki zaczynają właśnie od niej zgrywają się lepiej niż nie jeden dorosły ten błysk w oku i po chwili: „Znalazłem”. Pomimo, że zmienili zasady tej zabawy nadal jest na topie. Wspominam, jakbym widziała siebie biegającą dookoła i szukającą kryjówki, którą za chwilę ktoś podpatrzy i będzie wciskał swoje cztery litery by zmieścić się ze mną. Co to była za szamotanina, a ile płaczu tylko po to by za chwilę dać sobie po cukierku i pogodzić się ależ to było beztroskie życie.

Oooo…

Coś się dzieje…

— Antosia ma focha? -rzuciłam w jej stronę ale nie uzyskałam odpowiedzi, skrzywiona mina i lekkie fuknięcie.

— Weź mamo… Zosia mówi, że tam nie mogę się chować- chlipie pod nosem moje zbulwersowane dziecko.

— To powód do złości? Schowaj się gdzie uważasz tak by mogli Cię znaleźć, bo przecież nikt nie będzie szukał do wieczora zabawa by się znudziła.-odpowiedziałam

— Ale ja tak nie chcę jak ona chce.-łzy spływają jak grochy, jakby co najmniej tragedia się stała, tragedia może i jest bo dwie kobietki nie mogą się porozumieć nie dziwne.

— Korona Ci nie spadnie, a jeśli już to schyl się podnieś i nałóż z powrotem, dwóch koron na głowie nie da się nosić.-nie wiem skąd naszedł mi ten zasób słów w każdym bądź razie zdziałał cuda, moje dziecko wstało udało, że podnosi koronę i wróciło z wielkim bananem na twarzy do zabawy. Jestem dumną mamą mój banan na twarzy większy niż jej niby niewiele ale w słowach możemy dać aż „nad”, dlatego tak ważne jest by rozmawiać, rozumieć, starać się.

Z daleka słyszę…

— Zosia, nie chce dwóch koron to ty masz jedną i ja drugą.

— Ale o co chodzi? -pyta zdziwiona koleżanka.

— No co księżniczki nie widziałaś? -pobiegła się chować. Moja nie okiełznana latorośl, padłam ze śmiechu razem z koleżanką siedzącą obok mnie.

Nie chodzi o dogryzanie, a o umiejętne podejście do sprawy by zabawa stała się lepsza i zgodna.

Sms za SMS-em przychodzi, mało osób ma mój numer bo przecież go zmieniłam chciałabym spodziewać się, że to ta osoba od której chciałabym go otrzymać w stylu: „Dzień dobry”, ale nie łudzę się bo wiem, że sytuacja spalona i zaprzepaszczona, ciekawość zżera więc zerkam-to tylko mama…

Od mamy też fajnie dostać SMS-a milej na sercu się robi, a jednak nie odpisuję robię to później ona wie, że odpisze bo strasznie ją kocham. Lubię spędzać czas przed domem ze znajomymi, przyjaciółką mą najlepszą co zbłądzić mi nie pozwala buduje mnie w siłę i jest na wyciągnięcie ręki w potrzebie, w każdej złej czy dobrej chwili nie muszę nic mówić, pisać ona wie i jest! Jej słowa rosną w siłę wierzy we mnie i nigdy nie wątpi, w końcu od tego ma się prawdziwych przyjaciół. Kiedy nie chcę rozmawiać, a dość często mi się to zdarza ona milczy bo wie, że i ja chcę milczeć jednak po chwili strasznie jej potrzebuje i ona jest mam ją obok bo tak naprawdę nigdy mnie nie opuściła na krok w potrzebie.

Kiedy widzi, że jestem szczęśliwa mówi:

— Bierz tego więcej!

Dość często się gubiłam wyciągałam rękę po wiele za wiele i traciłam większość teraz wiem i zdaję sobie sprawę, że branie więcej nie oznacza za dużo. To tak jak z kasą im więcej jej mamy tym większe stają się nasze potrzeby, a to nie o to chodzi by więcej wydawać tylko umiejętnie rozdysponować gotówką, nawet jeśli jeżeli jest więcej wystarczy odkładać by móc się zabezpieczyć na przyszłość…

***

Naleśniki wyszły boskie aż palce lizać zjadłyśmy 23 sztuki i jesteśmy zapełnione po brzegi. Dziewczynki grzecznie się kapią, a ja wracam do swoich zapisków siedząc na podłodze koło wanny od czasu do czasu chlapnięta wodą co by mama nie zapomniała o syrenach w wannie. obyło się bez krzyków, pisków i płaczu-czuję pulsowanie mózgu, a już bałam się, że gdzieś czort uciekł bo tak jakoś ostatnio mało się wyróżniał. A tu proszę jest! Pulsuje równo z biciem serca…

Ból odstawiam na bok…

Jest nie ważny.

***

Każdy człowiek już przy porodzie powinien zostać wyposażony w nadmiar szczęścia, bla, bla, bla…

Marzy się to co nierealne, tyle ile weźmiemy i damy tyle dostaniemy, każdy z nas pracuje czasami przez długie lata, a niektórym w ogóle jest nie dane to. Morał taki, że musimy nauczyć się zadowalać osiągnięciami własnego życia, nie tylko chcieć i brać bo to każdy potrafi. Po prostu dajmy upust na wszystko, a nie jakieś drętwe promocje na zachętę, bądźmy oryginalni. Na promocje poleci każdy jednak one są niestabilne, są chwilą i nie smakują wcale… Wyjątkowość w całej okazałości, cierpliwość wypełniona spokojem-potrafimy wiele tylko musimy to z siebie czasami wypchnąć bo często się zaklejamy, zamurowujemy, wystarczy odpowiedni fachowiec każdą budowlę można zburzyć i zacząć stawiać na nowo.

Ciepło rąk…

Uśmiech…

Zapach…

Czekam na znak…

Każde drzwi można otworzyć wystarczy odpowiedni klucz, a jeżeli nie posiadamy takiego możemy wywarzyć je w razie błędu, odrzucenia ponieśmy odpowiedzialność i wstawmy nowe.

Nie ma rzeczy nierealnych!

Możemy wszystko!

Nie bójmy się, że miłość później boli, nie tym torem, nie ten tok myślenia, ona boli tylko wtedy gdy sami sobie obiecujemy zbyt wiele, my kobiety czasem nie potrzebnie dodajemy. Pamiętajmy poluje myśliwy, nie polujmy! Zostawmy ten zawód zawodowcom w lesie. Rozglądajmy się umiejętnie tak jakbyśmy poprawiały rozwiewane przez wiatr włosy, nie patrzmy wygłodniale-jak jesteś głodna zjedz obiad, albo najedz się czekolady nie zasładzaj kogoś tylko siebie.

***

PAMIĘTAJ!

1.On nie jest twój-może być ale to również zależy od niego!

2.On nie będzie z Tobą do końca życia-może być jeżeli oboje pracujecie na związkiem i pielęgnowaniem uczuć, nawet tych intymnych.

3.On nie będzie obiecywał-może jeśli sam chce i potrafi ich dotrzymywać, zazwyczaj nie obiecuje to my kobiety wymuszamy, a później beczymy w poduchy no bo przecież obiecał co nie!


Takie trzy złote zasady, nie trzymając się ich faktycznie miłość rani i boli, ale starając się ich przestrzegać ułatwia wszystko. Nie łatwo wprowadzić w życie bo widzę sama po sobie, ale warto… Warto się starać przynajmniej, warto myśleć, że może nam to dużo pomóc bądź ustrzec przed rozczarowaniami.

To samo tyczy się KOBIET, a ty MĘŻCZYZNO trwaj nie tylko bądź! Oddychaj po swojemu nie równo z nią bo nie na tym to polega by robić tak samo, musicie się uzupełniać jak kafelka z fugą bez której nie jest w stanie równo się utrzymać. Kochaj ją za dnia i w nocy, kochaj w każdej chwili wolnej wykorzystuj ją delikatnie, spełniaj siebie i ją!

NIE JESTEM CHWILĄ JESTEM WIECZNOŚCIĄ!!!

Narzekacie na brak zrozumienia, a czy wy staracie się zrozumieć? Nie pytaj po co te nowe ciuchy, po co jej tyle par butów i tak tego nie zrozumiesz nawet gdy weźmiesz wykład na ten temat to zbyt skomplikowane pomiń to i zaakceptuj. Skup się czasami poczuj jej nowe perfumy które zapewne wypsikała już do połowy abyś je tylko poczuł, spójrz na usta tak jakbyś każdego dnia widział je po raz pierwszy, a może akurat są pomalowane nie czerwoną tylko różową pomadką. Nie drwij z paznokci, że mają parę kolorów-nie, nie zabrakło lakieru u kosmetyczki.

Czyż nie są to błahostki?

Spójrz jak cieszą, jak twoje spotkanie z kumplami na wspólny mecz, jak wędkowanie w ciszy.

Pssst…

Piweczko otwarte-chillout!

Dostrzegasz?

Dopełniajmy się, unośmy w miłości, życiu w seksie gdy przyjdzie nam się godzić i gdy wcale tego godzenia nie potrzebujemy. Współżyjmy tak jakbyśmy robili to pierwszy raz!

W kuchni,

W pokoju,

W łazience,

Na plaży,

W lesie…

Poznajmy się namiętnie nie ustając w tym, bądźmy dzicy gdy tego potrzebujemy, zaciekawmy się sobą nawzajem i pragnijmy więcej aż po życia kres, siły i możliwości…

Rozdział trzeci

***

„Takie niewinne…

Dopełniające wzajemnie

Pomocne, a zarazem kłótliwe,

Miłość bez końca,

Bezpieczna przystań-stabilne!

Bez prawa do zaprzestania…”


Bo jaka miłość jest stabilniejsza? Za okruszek jesteśmy obdarowani upieczonym chlebem, za kroplę szklanką wody i ciągle tego więcej, każdego dnia dopełniają nas nie skażoną miłością!

***

— Mamo chce jajo na miękko.-budzi mnie słowami moja księżniczka.

— Ok czeka mnie wyzwanie.-uśmiecham się i wstaje.

W gotowaniu jajek na miękko jestem cienias zazwyczaj albo je ugotuję na twardo albo zupełnie wręcz lejąco, jednak z pełną motywacją biorę się za wyzwanie dzisiejszego dnia.

— Tatuś zawsze robił, uda ci się? -Misia patrzy mi na ręce.

Oj, jakby trochę zabolało…

Skoro „tatuś” dawał radę to nie mogę dać plamy. Skupiam się na durnowatych jajkach jakbym co najmniej stała nad przepaścią i utrzymywała równowagę, a ta mała istota stoi i obserwuje patrzy skupiona na moje ręce.

Przecież to tylko jajka!

Ogarnij się!

Może i tata był najlepszy ale czy ja muszę? Wystarczy jak się postaram w końcu starania są bardzo cenione prawda?

Minuta ciszy…

Chwila prawdy…

— Brawo mamuś, kocham cię.-wykrzykuje szczęśliwa Michasia.

To tylko jajko, nie to aż jajko. To ważność ważniejsza od czegokolwiek. Udało mi się nie zawieść oczekiwań własnego dziecka jaram się tym razem z nią jakbym wygrała miliony-bo tak naprawdę wygrałam. Zostałam doceniona za coś co tak naprawdę warte śmiechu, nie zawiodłam córki i to myślę ogromna wygrana.

Myślicie, że motywacją było bo tatuś jest lepszy? Nie wiem nie skupiam się na tym grunt, że teraz i ja potrafię gotować jajko na miękko i ogarnia mnie śmiech, że tyle lat nie potrafiłam zawsze się wymigiwałam. Myślę, że teraz będzie to nasze najulubieńsze śniadanie i długo pamiętliwe.

Cieszyliście się kiedyś z czegoś co tak naprawdę same w sobie jest zabawne i śmieszne? Czuliście tą satysfakcje? Euforię?

Mega!

Otwieram szerzej oczy na oczekiwania swoich córek one uczą mnie każdego dnia poczynając od błahostek. To moje nauczycielki każda daje osobny wykład bez możliwości opuszczenia zajęć, bo czym by było opuszczaniem zacofaniem w teorii. Uczą życia w samotności ale nie do końca samotnej, takiej dopełnianej trzykrotnie nie pozwalają upaść, potrafią mnie podnieść i zatamować krwawienie, tak małe a w poczynaniach tak wielkie. Opatrzą każdą moją ranę, zakleją ją by nie piekło i nie bolało nawet podmuchają gdy zachodzi potrzeba, pocałują tak jak robię to ja w ich przypadku. Często są jak wiatr nie do ogarnięcia, który rozwiewa moje włosy po to by za chwilę mógł rozczesać je z tej potarmoszonej fryzury.

Bycie matki to najcudowniejszy zawód jaki mogłam sobie wymarzyć i pomyśleć, że kiedyś tak strasznie się bałam.

To jak łódka na morzu w czasie sztormu albo zatonie albo wyjdzie z tego cało, a kiedy ucichnie złość morza wyjdzie słoneczko jako nadzieja i szczęście.

***

Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę