E-book
10.92
drukowana A5
15.92
Tchu mi brak

Bezpłatny fragment - Tchu mi brak


5
Objętość:
50 str.
ISBN:
978-83-8189-218-6
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 15.92

Nierozsądna

Podwójnie nierozsądna

brodzę myślami

w takt melodii

własnych uczuć

zeszłych zranień.

Nierozsądna podwójnie

znów buduję na piasku

ciepłą przyszłość, chleb powszedni

i nocy jasność.

Podwójnie nierozsądna

na przekór logice, układom ludzkim

wbrew pamięci —

Przywołuje Ciebie, szukam siebie

i….jestem.

Bez sensu

Po niebie księżyc snuje myśli blade

bez wyrazu rachunku dokładnego

przykładu.

Daleko gdzieś wysoko już to zapisano

co wczoraj jutro i za tysiąc lat.

Bez sensu wciąż marzyć, szukać siebie

przyszłych zdarzeń

i tak odkrywa się prawdę raz na jakiś czas…


Pozostaje błądzić wbrew logice i pamięci

nie wystarczy logarytm

rachunek prawdopodobieństwa i chęci.

Bez sensu wyliczać, obliczać

zaufać fizyce —

Tam w oddali czas płynie inaczej

tam życie niechybnie odrywa się

od codzienności


a my zmartwieni wciąż patrzymy

w kierunku wieczności.

Chaos

Pogubiłam się trochę

już nie wiem nic.

Nie umiem

oddzielić światła od mroku

ulotnych chwil

od trwających momentów.


Pustka kłębiąca się wokół

przeszywa mnie w całości.

Dobre i złe godziny

na przemian

zmieniają wyraz mojej twarzy,

a porywy szczęścia i namiętności

górujące nad banalnym grymasem rozsądku

zamieniają moje życie

w przepaść.

Coraz niżej, głębiej, ciemniej…

nie mogę już wstać.


Jedyne, co mi pozostało,

to ta nieustająca iskierka nadziei.

To malutkie,

ledwo tlące się światełko wiary,

że przyjdziesz po mnie

i słowem

uwolnisz

od tych destrukcyjnych czeluści

zamieniając

moje życie


w raj.

Tylko czy aż?

Nie wiem

Zbyt dużo chcę

a może zbyt mało.

Nie wiem.


Czy

jedna chmura wystarczy,

żeby przesłonić

całe niebo?

Dekadencki niedoczas

Po niebie sunie wielobarwna jesień

odliczam dni, miesiące

od początku do końca i wspak

no bo wrzesień

choć piękny w swej odsłonie

osobliwy, czuły

tak bardzo mąci w głowie, plącze myśli

dręczy umysł…

Choć wyzwania piętrzą się w zanadrzu

i terminów stos

obowiązków aż nadto-

to jakby świat się zatrzymał

wyłączono zasilanie, zabrano powietrze

i głęboki oddech.

Reset myśli zapełnia, stop klatka i smutek

w rozmowie

niewybredny papieros, miałkie minuty

i pustka.

Pędzą chwile, świat pędzi i telefon dzwoni

do czerwoności.

A ja obok.

Rozgrywająca pasjans ze wszechświatem

blefuję i zaklinam codzienność…

Czy można tak bardzo mieć (i nie mieć)

czas?

Nie obiecywał

Nie obiecywał Pan podróży

tak obcej i dalekiej

Nie obiecywał Pan uśmiechu

co pięknieje z wiekiem

Nie mówił Pan o przyszłości

o jutrzejszych planach

Nie zabierał Pan na spacer

gdy słońce świeciło od rana

Nie wspominał Pan przeżyć

tych wspólnych, najpiękniejszych

Nie zabronił mi Pan wierzyć

że tak już będzie wiecznie

Nie obiecywał Pan lata

gdy zima za oknem

Nie obiecywał Pan szczęścia

gdy wszystko przeszło bokiem

Nie obiecywał Pan żalu

gdy z ust płynęły słowa

Nie obiecywał Pan tęsknoty

gdy cichła rozmowa

Nie mówił Pan o przyjaźni

tak śmiesznej i płytkiej

Nie obiecywał Pan niczego


A mi serce niknie.

Kapryśnie

Kapryśnie igram z losem

własnym sercem

duchem

słowem…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 10.92
drukowana A5
za 15.92