E-book
13.49
drukowana A5
34.88
Taki Ktoś… Czyli Ja…

Bezpłatny fragment - Taki Ktoś… Czyli Ja…


5
Objętość:
216 str.
ISBN:
978-83-8189-876-8
E-book
za 13.49
drukowana A5
za 34.88

Parę słów od autora

Przede wszystkim chciałbym podziękować osobie, dzięki której zdecydowałem się na publikację mojej książki. Czaruś o Tobie mowa, ale Ty o tym dobrze wiesz. Dodatkowo opinie osób, które czytały moje wypociny w wersji roboczej sprawiły, że uwierzyłem w siebie i postanowiłem spełnić swoje marzenia.

Szczególne podziękowania należą się Luzie, która wykonała korektę i redakcję teksu. Bardzo Ci dziękuję, bez Twojej pomocy prawdopodobnie książka nie ujrzałaby światła dziennego. Oczywiście podziękowanie należą się też Karolowi, który wykonał projekt okładki. Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi i jestem Wam bardzo wdzięczny.

Na koniec wyjątkowe podziękowania należą się mojej mamie za to, że wspiera mnie i zawszę mogą na nią liczyć.

Życzę Ci drogi czytelniku

miłej lektur

i niezapomnianych wrażeń

Łukasz Kaźmierczak

Wstęp

Patrząc na moje życie z perspektywy lat, mogę powiedzieć, że było udane. Nie, nie myślcie, że miałem lekko, bo tak nie było. W sumie od samego początku miałem pod górkę. Wszystko co osiągnąłem zawdzięczam praktycznie sobie oraz kilku osobom, które spotkałem po drodze.

Zacznijmy od początku. Mam na imię Mikołaj, pochodzę z małej wioski w centralnej Polsce. Co mogę powiedzieć o swojej rodzinie to jedynie, że w domu nigdy się nie przelewało. Szczerze — panowała skrajna bieda. Matka zawsze kombinowała co zrobić, aby włożyć coś do garnka. Głodny nigdy nie chodziłem, brudny i w podartych ubraniach też nie. Rodzice pracowali zawodowo, ale jakichś kokosów nigdy nie zarabiali. Duża część budżetu szła na rachunki i utrzymanie nas — nie jestem jedynakiem, mam trójkę rodzeństwa — dwie siostry i brata, jestem najmłodszy.
Sytuacja bardzo się zmieniła, kiedy ojciec stracił pracę, jak możecie się domyśleć sięgnął do kieliszka. Wtedy chodziłem do podstawówki. W domu zaczęło się piekło. Alkohol zaczął rządzić… Co dużo będę pisał, matka nie wytrzymała napięcia, popadła w depresję, bała się postawić ojcu. A on robił to, co chciał — bił ją, starszego brata też, kiedy ten mu się postawił. W sumie brat jak to się działo miał najwięcej szczęścia, bo skończył już 18 lat i niedługo po tym wyprowadził się z domu. Trafiła mu się okazja wyjazdu za granicę, więc z niej skorzystał. Zerwał kontakt z rodziną zupełnie, do pewnego momentu nie wiedziałem nawet czy nadal żyje. Siostry — bliźniaczki — są tylko o rok ode mnie starsze, Na szczęście mnie ani sióstr ojciec nie tykał, bał się, chyba że w szkole mogą coś zauważyć, choć… i tak cała wieś wiedziała, co się u nas w domu dzieje, w szkole też.… Niestety nasze kochane prawo jest ograniczone, dyrektor szkoły zgłaszał, gdzie trzeba, że nie jest wesoło w naszym domu. Rezultat był taki, że wszystkie organy państwowe miały związane ręce, bo matka zaprzeczała wszystkiemu.

Mimo sytuacji w domu starałem się uczyć dobrze, ba nawet mi to wychodziło, byłem jednym z najlepszych uczniów w podstawówce, nauczyciele mnie chwalili, matka była dumna ze mnie, czasami nawet w nagrodę coś mi kupowała w tajemnicy przed ojcem.

W tamtych czasach byłem drobnym chłopcem. Blond włosy, niebieskie oczy, dużo osób mówiło mi, że wyglądam jak dziewczyna. Fakt, miałem wątłą sylwetkę, byłem bardzo szczuły, aby nie powiedzieć, że chudy. Na szczęście później to się zmieniło, ale na chwilę obecną zostawię ten temat.

Przyszła ostatnia, ósma klasa podstawówki i było kilka pytań i kwestii do przemyślenia. Po pierwsze wybór szkoły średniej. Oczywiście rodzice a szczególnie ojciec chciał abym poszedł do jakiejś zawodówki, matka nie mając swojego zdania popierała ojca. Co innego mój wychowawca, to on zachęcał mnie bym poszedł do liceum z rozszerzonym programem nauczania biologii i chemii, był biologiem z wykształcenia i uczył mnie tych przedmiotów. Twierdził, że mam talent w tych dziedzinach, no fakt, szóstki u niego miałem zawsze. Co ważniejsze, ja też w tych przedmiotach czułem się jak ryba w wodzie. Problem był tylko taki, że trudno było wytłumaczyć to rodzicom, że chcę iść do ogólniaka. Podczas jednej takiej rozmowy ojciec wpadł w szał i tak mnie pobił, że wylądowałem w szpitalu ze złamaną ręką oraz dwoma żebrami. Szkoła oczywiście powiadomiła odpowiednie służby, ale matka milczała — sama wtedy oberwała. Nie chciałem wracać do domu — postawiłem sprawę jasno, że nie wrócę i już. Prosiłem dziadków, abym mógł u nich zamieszkać, ale się nie zgodzili. Nie wiedziałem, co mam robić. Było jeszcze jedno wyjście, czyli mój chrzestny. Niestety nie miałem z nim kontaktu, bo odciął się od rodziny a raczej rodzina od niego — teraz wiem, dlaczego, ale to nie jest w tym momencie ważne. Zwróciłem się do swojego wychowawcy pana Pawła o pomoc, bo kiedyś coś wspominał, że zna mojego wuja. Obiecał mi, że z nim pogada, bo utrzymują kontakt.
Jeszcze jak leżałem w szpitalu pojawił się Kuba — mój wujek. Opowiedziałem mu co się stało i że nie chcę wracać do domu. Wysłuchał mnie i stwierdził, że mi pomoże.
Wujek miał wtedy 34 lata, ułożył sobie życie, zainwestował w swoje wykształcenie, był iberystą. Uczył hiszpańskiego w swojej szkole językowej i pracował jako tłumacz. Był i ba nadal jest bardzo przystojny. Brunet, oliwkowe oczy, szczupły, 190 wzrostu — dziwiło mnie wtedy, że nie ma żony ani nawet dziewczyny.
Tego samego dnia, kiedy odwiedził mnie w szpitalu, zadzwonił do mojej matki i zapowiedział, że zabiera mnie do siebie. Pół godziny później w szpitalu pojawili się rodzice i stwierdzili, że nie ma takiej opcji. Postawiłem się im otwarcie, że nie wrócę do domu i prędzej pójdę do domu dziecka, niż do nich wrócę. Zagroziłem, że pójdę nawet do sądu i opowiem o wszystkim, co się u nas w domu wyprawia. Ojciec próbował mnie przestraszyć, ale wiedziałem, że w szpitalu nie zrobi nic głupiego. Miałem rację. Kuba postawił ultimatum: rodzice mają przywieźć moje rzeczy do szpitala. Oznajmił, że stać go, aby mnie utrzymać i jeżeli będzie taka potrzeba załatwi wszystko prawnie, żeby mieć nade mną opiekę. Matka oczywiście tylko płakała, ale się zgodziła, powiedziała, że wyraża zgodę bym zamieszkał z wujem. Nie wiem, czy widziała szansę dla mnie wyrwania się z piekła czy też bała się konsekwencji prawnych. Nie wiem tego do dziś i chyba się nigdy nie dowiem.

Kuba zabrał mnie do siebie, postanowiliśmy wspólnie, że dokończę podstawówkę tam, gdzie chodziłem, pan Paweł na to nalegał i w sumie ja też nie chciałem zmieniać szkoły w ostatniej klasie. Wujek mieszkał w mieście oddalonym około 10 km od mojego miejsca teraz już tylko edukacji. Dowoził mnie codziennie do szkoły i z niej zabierał, czasami jeździłem z panem Pawłem. Tak czy inaczej udało się to wszystko zorganizować tak by było dobrze.
Generalnie jak po raz pierwszy zobaczyłem mieszkanie Kuby, wujek chciał abym mówił mu po imieniu, to mi szczęka opadła. Mieszkał w nowym bloku na 3 piętrze, miał dwupokojowe mieszkanie. Pełno książek do hiszpańskiego, racja pracy i wykształcenia. Ogromny telewizor, sprzęt audio. Najbardziej jednak podobała mi się kuchnia a raczej aneks kuchenny i łazienka. Dość duża jak na blok, z wanną i prysznicem. Tego samego dnia, kiedy się wprowadziłem do Kuby, zabrał mnie na zakupy. Stwierdził, że coś mi się od życia należy, więc postanowił, że kupi mi trochę ubrań i co najważniejsze musieliśmy kupić łóżko dla mnie, bo w mieszkaniu było tylko jedno. Co prawda wujek zapowiedział, że i tak jedną czy dwie noce musimy się przemęczyć i spać razem, bo musi trochę przemeblować pokój dla mnie ze względu na to, że ten pokój, który ja miałem zająć był urządzony jako gabinet.

W ósmej klasie odkrywałem dopiero swoją seksualność. Masturbację odkryłem już wcześniej, ale zauważyłem, że jak mówiąc delikatnie się zabawiam to myślę o facetach, a nie o dziewczynach. Wtedy byłem tym trochę zestresowany, sądziłem, że to taki okres czy coś, teraz już wiem, że jestem gejem. Bałem się, że jak będę spał z wujkiem, to mi stanie, a stawał mi zawsze wieczorem i rano. Był to dla mnie stres. Jednak wyjścia nie było, gdzieś musiałem spać.

Tak jak pisałem wcześniej Kuba był bardzo przystojny. Tego dnia, kiedy przyszedł do mnie do szpitala strasznie mi się spodobał, zarówno zachowanie w stosunku do mnie jak i fizycznie jako mężczyzna. Tym bardziej mój stres był większy, skoro mieliśmy spać razem.

Po zakupach pierwszego dnia, gdy zamieszkałem u niego, wujek zrobił obiad. Gadaliśmy dużo, w końcu nie widzieliśmy się kupę lat. Wypytywał mnie o moje życie i opowiadał o swoim. Miałem ochotę zapytać, dlaczego odciął się od rodziny, ale stwierdziłem, że nie będę wścibski. Przyjdzie czas na taką rozmowę. Miło się rozmawiało i nadszedł wieczór. Wujek stwierdził, że już pora na spanie. Wygonił mnie do łazienki, wziąłem prysznic, przebrałem się w spodenki do spania i koszulkę. W tym czasie Kubuś przegotował mi kołdrę i poduszki, które kupił dla mnie. Kuba poszedł do łazienki się myć, ja w tym czasie się położyłem. Swoim zwyczajem wziąłem książkę, aby trochę poczytać przed snem. Za moment Kuba wszedł do sypialni w samych bokserkach… o ja, jaki widok: jego klata ładnie owłosiona, brzuch tak samo — sam nie wiem co mi się stało, ale mi stanął, dobrze, że byłem pod kołdrą. Generalnie Kuba był cały owłosiony, nogi i ręce też pokrywały czarne włosy.

— No Młody z reguły śpię jak mnie bozia stworzyła — zaczął mówić wujek, śmiejąc się przy tym — ale w obecnej sytuacji bokserek nie zdejmę, choć pewnie mamy to samo….

Ja się cały zaczerwieniłem a Kuba się tylko śmiał. Nie wiedziałem co powiedzieć, wzrok poleciał mi mimowolnie na jego bokserki, wyobraźnia zaczęła działać.

— Spokojnie młody, ja się prześpię na kanapie jednak, aby cię nie krępować — stwierdził Kuba. Powiedz, czy rozmawiałeś z matką o bezpiecznym seksie? Głupie pytanie oczywiście, że nie. Jesteś w takim wieku, że to musimy nadrobić. Masturbację już pewnie odkryłeś?

— Kuba … — zacząłem się jąkać -… eeee… no odkryłem …

— Spoko ja byłem mniej więcej w twoim wieku jak zacząłem, no wiesz. Jak cię krępuję to powiedz.

— Nie spoko…, ale wiesz… no bo nie wiem jak mam … podobasz mi się … — palnąłem.

— Spoko, ale powiedz mi czy dziewczyny też ci się podobają fizycznie?

— O co pytasz?

— No czy już może uprawiałeś seks? Czy jak się masturbujesz to myślisz o facetach czy dziewczynach? Wybacz pytania, ale jak powiedziałeś, że ci się podobam — taka czysta moja ciekawość.

— Ostatnio to raczej o facetach… — odpowiedziałem i spaliłem buraka.

— Rozumiem… — opowiedział Kuba — wiesz czemu rodzina zerwała ze mną kontakt, powiedział ci ktoś coś na ten temat?

— Nie — odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

— Wypieli się na mnie, gdy im powiedziałem, że jestem gejem — wyznanie wuja zbiło mnie z nóg, Kuba to chyba zauważył — spokojnie Młody…

— Nie spoko — przewałem Kubie — wiesz nie myślałem o tym nigdy, ale ja chyba też wolę facetów, te fantazje… — muszę powiedzieć, że kutas mi pękał z bólu.

— Mikołaju jak jesteś gejem to spoko, ale o tym będziesz wiedział dokładnie za jakieś dwa lata, teraz to może być tylko fascynacja męskim ciałem, w twoim wieku jest to całkiem normalne i nie świadczy o orientacji.

Praktycznie nie spałem tej nocy, myślałem o tym co powiedział mi Kuba, że jest gejem, i że cała rodzina się na niego wypięła. Następnego ranka jakby nigdy nic wstaliśmy, zjedliśmy śniadanie Kuba odwiózł mnie do szkoły. Przez dłuższy czas nie wracaliśmy do tego tematu.

Do końca roku szkolnego było co raz bliżej. Rozmawiałem klika razy z moim wychowawcą na temat wyboru kierunku szkoły, jak pisałem wcześniej namawiał mnie na kierunek biologiczno-chemiczny. Kuba stwierdził natomiast, że powinienem iść do takiej szkoły do jakiej naprawdę chcę iść i posłuchać w tym temacie samego siebie. Tak naprawdę nie wiedziałem, co będę chciał robić w przyszłości, lubiłem nauki przyrodnicze, matematykę — postanowiłem, że posłucham rady pana Pawła. Jak się okazało to był wybór idealny.

I Szkoła średnia. Pierwsze spotkanie Marka

Wakacje przed rozpoczęciem nauki w liceum spędziłem z wujem w Hiszpanii. Poduczyłem się trochę języka, poznałem fajnych ludzi, obcą kulturę i styl życia. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy i w połowie sierpnia wróciliśmy do Polski.

Do szkoły średniej dostałem się bez problemu oczywiście pan Paweł napisał jeszcze list polecający. To plus moje oceny na świadectwie zapewniły mi dobry start. Okazało się, że moją wychowawczynią jest siostra pana Pawła i będzie uczyć mnie biologii. Oczywiście jak to w nowej szkole bywa, nowi znajomi, nowi nauczyciele, wszystko nowe. Nie powiem, że nie odnalazłem się szybko w nowym otoczeniu, kierunek okazał się trafiony. Nie chwaląc się pod koniec pierwszego semestru w pierwszej klasie miałem ogarnięty już materiał z początku klasy drugiej, dokładnie chodzi tu o cztery przedmioty oczywiście biologia, chemia, fizyka i matematyka. Złapałem takiego bakcyla na to, że sami nauczyciele byli pod wrażeniem. Kuba oczywiście też mnie chwalił i zachęcał do nauki.

Po feriach zimowych na początku drugiego semestru pan Paweł zadzwonił do mojego wujka, że chciałby ze mną pogadać, ale nie znał mojego obecnego numeru telefonu. Byłem zmuszony go zmienić ze względu na częste telefony ojca z groźbami co on mi nie zrobi, jak wrócę do domu. Bez najmniejszego zastanowienia zgodziłem się na to spotkanie. Parę słów o panu Pawle. Nie dość, że sympatyczny, to jeszcze bardzo przystojny mężczyzna, na moje oko około 180 cm wzrostu, ciemny blondyn o niebieskich oczach. Bardzo zawsze go lubiłem jako człowieka i jako nauczyciela. Kuba zaprosił go do nas w sobotę abyśmy mogli spokojnie porozmawiać.

Pan Paweł zaczął rozmowę prosto z mostu:

— Słuchaj Mikołaj, Justyna (siostra Pawła) zauważyła, że jesteś bardzo zdolny i poprosiła mnie abym z tobą porozmawiał na pewien temat, bo jak stwierdziła ja lepiej do ciebie trafię.

— Chyba zaczynam się bać — zażartowałem od niechcenia, ponieważ mina Pawła była bardzo poważna.

— Nie masz czego się bać. Chodzi o ty, że jesteś bardzo zdolnym uczniem. Podczas ferii rozmawialiśmy z siostrą na twój temat. Justyna powiedziała, że wybiegasz znacznie z materiałem z kilku przedmiotów.

— Zgadza się — wtrącił Kuba — na zebraniu Justyna chwaliła tego kujonka i to bardzo.

— Panie Pawle o co chodzi? — zapytałem.

— Już cię nie uczę więc jak chcesz, mów mi po imieniu, nie czuję się na Pana. Dobra, przechodzę do sedna, Justyna chce cię zgłosić do olimpiady z biologii a twój pan od chemii myśli o tym samym.

— Jak to — zdębiałem — przecież ja aż taki dobry nie jestem.

— Jesteś i to cholernie dobry. Posłuchaj, start w takiej olimpiadzie to droga do dalszej kariery. Justyna nalegała abym pogadał z tobą, bo eliminacje na poziomie powiatowym zaczynają się niedługo i praktycznie trzeba by było cię zgłosić, czasu jest niewiele.

— Panie… Paweł nie wiem, nie poradzę sobie z takim wyzwaniem. — Poradzisz — jednocześnie Kuba i Paweł to powiedzieli. — Widziałem nie raz jak czytasz jakieś artykuły w necie, które wybiegają poza program w szkole — kontynuował Kuba — fakt, nie moja bajka, ale pewnie takie coś wybiega poza program nauczania.

Kuba wyciągnął nagle jakiś wydruk i dał Pawłowi. Po chwili Paweł stwierdził, że to materiał ze studiów wyższych.

— Widzisz Mikołaj — ciągnął Paweł — mówisz, że nie dasz rady a my myślimy, że dasz i to z dużą dozą podobieństwa, że nawet na szczeblu państwowym.

— Chyba żart — skwitowałem.

— Nie, to nie jest żart, ja tak myślę, Justyna i pan Darek (mój chemik z liceum) też. Faktem jest, że nie podołasz dwóm olimpiadom na raz, ale spróbuj w jednej, a jak się uda, to za rok druga.

— Mikołaj — zaczął Kuba — cholera przecież nic nie stracisz a możesz zyskać, miej jaja chłopie, weź w tym udział… to jest twoja szansa na przyszłość.

— Nie wiem, a jak się ośmieszę? — zapytałem raczej sam siebie, ale na głos.

— Nie ośmieszysz się — ciągnął Kuba — widzę, jak się uczysz. Powiedz mi po co to robisz?

— Bo lubię i mnie ciągnie do tego — odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

— No widzisz, a taka olimpiada daje takie możliwości, o jakich sobie nie śniłeś: start na studia, stypendia, możesz być kimś. Pokaż im wszystkim (w domyśle mojej rodzinie), że cię stać na coś więcej, niech im szczęki opadną.

— Mikołaj — odezwał się Paweł — Kuba ma rację. Tu są informacje na temat tych olimpiad. Justyna miała nadzieję, że cię przekonam. Ja myślę, że sobie spokojnie poradzisz na jednej i na drugiej. Jednak rozsądnie byłby się skupić na jednym przedmiocie na początek. Paweł podał mi dwie broszury na temat olimpiad.

— Nie wiem co ….

— Przeczytaj na spokojnie i przemyśl sprawę przez weekend. W poniedziałek daj znać Justynie jaka jest twoja decyzja, do piątku musisz być zgłoszony jako uczestnik. Pamiętaj masz szansę wygrać, nie zmarnuj tego.

Na tym rozmowa się skończyła, Kuba i Paweł wyszli sobie do miasta i mnie zostawili samego z burzą w głowie. Przeczytałem broszury, faktem było to, co mówili chłopaki. Mogę tylko wygrać a jednak się bałem, nie wiem sam czego: tego czy nie podołam czy raczej tego, że moje życie może potoczyć się tak jakbym chciał — czyli udowodnić rodzinie, że ciężka praca się opłacała i to, że wyprowadzka do Kuby to była jak do tej pory najlepsza decyzja w moim życiu.

Tej nocy długo nie mogłem zasnąć, było grubo po północy zanim poszedłem spać. Kuby jeszcze nie było w domu. Nad ranem obudził mnie jakiś hałas dobiegający z kuchni, jakieś śmiechy i dziwne odgłosy. Wstałem nieprzytomny. Założyłem koszulkę i wyszedłem, aby zobaczyć co się dzieję.

— Cicho, bo młodego obudzisz — usłyszałem głos wuja. Wszedłem do kuchni i zapaliłem światło.

— Za późno — powiedziałem. Zamurowało mnie na widok tego, co zobaczyłem. Mój wujek i Paweł w miłosnym uścisku, prawie nago w samych bokserkach z namiotami, całujących się.

Nie wiem sam komu bardziej zrobiło się głupio im czy mnie, wujka widziałem prawie nago, ale mojego ex nauczyciela nie. Nawet nie podejrzewałem, że jest gejem a tu taka niespodzianka. W sumie to stałem tam jak wryty i na nich patrzyłem, nawet nie wiem, kiedy i mi namiot się w gatkach zrobił. Pytanie tylko czy na ich widok czy na widok wuja czy Pawła. Ciacho zajebiste tyle mogę rzec. Mogłem go podziwiać w prawie całej okazałości. Fajnie wyrzeźbiona klata, małe jasne sutki, klata bez żadnego włoska tylko na brzuchu wąska ścieżka miłości do samych bokserek, w których odznaczał się sporej wielkości penis. Jasne włosy na nogach.

— Yyyyy młody sorry, obudziliśmy cię — powiedział Kuba.

— No tak jakby…

— No wiesz, my z Pawłem od jakiegoś czasu…

— Trzech lat Kubuś, trzech lat… — wtrącił Paweł — jesteśmy parą z twoim wujkiem.

— Aha… — powiedziałem i poszedłem do swojego pokoju.

Położyłem się na łóżku, zamknąłem oczy i widziałem ich jak się całują. Kutas myślałem, że mi pęknie. Musiałem sobie ulżyć, ściągnąłem majtki, zsunąłem skórkę z główki, wystarczyły dwa ruchy ręką i eksplodowałem. Dosłownie tyle spermy na oczy jeszcze nie widziałem. Nie wiem, czy krzyknąłem z podniecenia czy nie, jednym słowem odleciałem, a sperma ze mnie tryskała i tryskała, salwa za salwą chyba z 10 razy. Cały byłem we własnym nasieniu, twarz, klatka piersiowa brzuch, pościel też była cała mokra. Po chwili chyba odzyskałem świadomość co się ze mną dzieje. Głupio było mi wyjść do łazienki się umyć, bo nie wiedziałem czy zakochani są nadal w kuchni czy nie i co robią. Wytarłem się w koszulkę, stwierdziłem, że rano wezmę prysznic.

Rankiem była dość luźna, ale zarazem napięta atmosfera, Paweł został do rana u nas, chłopaki próbowali mi tłumaczyć co i jak, przepraszać, ja sam nie wiedziałem co mam o tym myśleć. Powiem tak, ta sytuacja była dla mnie dziwna, ale też przełomowa, bo ostatecznie otworzyła mi oczy na to, że jestem homoseksualny… Idylla by ktoś rzekł, sytuacja niecodzienna, że wujek gej, ja gej i mój były nauczyciel też.

Tak odbiegając od tematu mała dygresja, w naszym społeczeństwie czy to małe miasto czy wielka metropolia homoseksualiści są i to dużo, nie zauważamy ich na co dzień, ale w każdej rodzinie jest ktoś homoseksualny, w kręgu naszych znajomych, przyjaciół. Tak kochani, nie każdy się z tym obnosi, że kocha „inaczej”.

Wracając do mojej osoby, przeszedłem nad tym do porządku codziennego, że Paweł i Kuba są parą. Widywałem ich co raz częściej razem, po jakimś czasie Kuba mi się zapytał czy nie będę miał nic przeciwko jak Paweł zamieszka z nami. Odpowiedziałem, że nie. W sumie ja też byłem tylko gościem u swojego wujka. Nadmienię tylko, że chłopaki są nadal ze sobą, żyją szczęśliwie i nawet wzięli ślub, ale to już inna bajka.

Zastanawiacie się co ze mną dalej? Ten pamiętny weekend był pełen wrażeń, myślałem o tym co mogę zyskać i co bym chciał robić w przyszłości, chodź byłem dopiero w pierwszej klasie liceum. Pytanie pozostawało bez odpowiedzi na tamtą chwilę, wiedziałem tylko, że kocham biologię i chemię i na pewno w przyszłości zwiążę się z tymi dziedzinami życia, zawodowo oczywiście. Postanowiłem, że spróbuję swoich sił na olimpiadzie z biologii — ta dziedzina była mi bliższa. Pani Justyna bardzo się ucieszyła, stwierdziła, że miała nadzieję, że tak wybiorę. Zaznaczyła też, że może za rok powinienem spróbować z chemią. Jakby się wszyscy zgadali … może tak było nie wiem, wtedy wiedziałem tylko, że czeka mnie ciężka praca. Musiałem sobie znaleźć jakiś temat do opracowania. Paweł i pani Justyna podsunęli mi kilka propozycji, które mógłbym opracować i opisać. „Mikroorganizmy w życiu człowieka” to był mój temat. Pracy cholernie dużo, pracownia biologiczna w szkole była dla mnie otwarta praktycznie cały czas. Nad całymi przygotowaniami czuwała pani Justyna jako mój opiekun i nauczyciel. Pracę napisałem i wysłaliśmy ją do oceny… oczywiście jak łatwo się domyśleć przeszedłem dalej, ba nie będąc skromnym na szczeblu powiatowym zająłem pierwsze miejsce.

Przyszedł czas na etap drugi, czyli wojewódzki. Tutaj było trochę może łatwiej- nie wiem, ja miałem mniej stresu. Na tym etapie musiałem obronić swoją pracę przed jury i udowodnić raz jeszcze hipotezy z mojej pracy. Jednak to nie jest w tym momencie ważne. Duże znaczenie dla mojego życia miało inne zdarzenie, które miało miejsce tuż przed etapem krajowym olimpiady, w dużym skrócie — etap wojewódzki zakończyłem na pierwszym miejscu.

Przechodzę do sedna sprawy, czasami jak chciałem być sam to „uciekałem” do swojej samotni. Wsiadałem na rower i po prostu jechałem do lasu nad pobliskie jezioro, tam właśnie zbierałem myśli i się restartowałem. Zdradzę wam tajemnicę nadal tak mam. Pewnego razu, gdy wracałem dość późnym popołudniem do domu byłem świadkiem wypadku. Jakiś samochód chciał mnie wyprzedzić, idiota, zrobił to na ostrym zakręcie, nie zauważył, że z naprzeciwka jedzie drugie auto. Tamten kierowca odbił do rowu, a wyprzedzający mnie samochód nawet się nie zatrzymał i pojechał dalej. Niewiele myśląc podjechałem do tego samochodu w rowie. Działałem impulsywnie, nie myślałem wtedy co robię, po prostu robiłem. W samochodzie był mężczyzna w średnim roku. Pierwsze co, to sprawdziłem, czy jestem bezpieczny i wyciągnąłem kluczyki ze stacyjki. Nagle zauważyłem, że mężczyzna ten ma pękniętą tętnicę na szyi, tak jak pisałem, nie myślałem co robię. Kiedyś na szkoleniu z pierwszej pomocy ktoś powiedział, że w takiej sytuacji najlepiej jest wsadzić palec do rany, aby człowiek się nie wykrwawił. Tak zrobiłem. Jakieś auto się zatrzymało, podbiegła do mnie jakaś pani, zaczęła panikować i nie wiedziała co robić.

— Dzwoni pani na pogotowie, bo mi zaraz się facet wykrwawi — krzyknąłem.

Zadziałało, pani wykręciła numer alarmowy, wkoło, nie wiem skąd się wzięło pełno gapiów. Nadjechała straż i karetka, podbiegł do mnie jakiś facet z napisem na kurtce LEKARZ.

— Co się stało — zapytał. — Nie ma czasu na opowiadanie co się stało. Facet ma pękniętą tętnicę, zaraz się wykrwawi — odpowiedziałem. — Uciskaj mocno — powiedział lekarz — Jak masz na imię? — Mikołaj — odpowiedziałem — Trzymam mu palec w szyi.

— Bardzo dobrze, proszę wykonuj moje wszystkie polecenia a uratujemy temu panu życie.

Wykonywałem wszystkie polecenia lekarza. Bałem się jak cholera, ale działała adrenalina i chęć uratowania tego gościa. Byłem cały we krwi, ale to mi nie przeszkadzało. Wszystko działo się tak szybko. Po chwili jechałem już z lekarzem i ratownikami w karetce.

— Słuchaj Mikołaju — powiedział pan doktor — uciskaj jak tylko mocno zdołasz, musimy dojechać do szpitala. Powiedz mi jak ty się czujesz? 
— Dobrze dziękuję. Nic mi nie jest. — Powiedz mi jak doszło do wypadku? — Jakiś kretyn mnie wyprzedzał na tym zakręcie i żeby nie było czołowego ten pan wjechał do rowu z dość dużą prędkością. — Ty jechałeś na tym rowerze? — Tak — odpowiedziałem — uratuje pan tego mężczyznę. — Jasne, ale tylko dzięki twojej odwadze. Powiedz mi, ile masz lat? — Prawie 17 — odpowiedziałem. — Będziemy musieli powiadomić twoich rodziców… — Mieszkam z wujkiem, on sprawuje nade mną opiekę. — Okej. Później dasz mi do niego numer.

Do szpitala dotarliśmy w kilka minut. Ranę uciskałem aż do samej sali operacyjnej. Tam lekarze kazali mi wyjąć palec z rany i przestać uciskać. Na korytarz wyprowadziła mnie pielęgniarka. Na zewnątrz był ten lekarz z pogotowia. Pokazał mi łazienkę dla personelu, dał mi jakiś kilt lekarski i kazał wziąć prysznic i się przebrać. Wziął ode mnie numer do Kuby i w tym czasie, kiedy ja się myłem, on zadzwonił do wujka. Pan doktor czekał na mnie w szatni, wziął ode mnie moje brudne ubranie i stwierdził, że raczej już nic z niego nie będzie.

— Twój wujek przywiezie ci czyste ubrania — powiedział. — Jestem Marek — przedstawił się. Zachowałeś się jak prawdziwy bohater. Nie czułem się tak, po prostu wiedziałem, że trzeba uratować tego faceta.

Marek wziął mnie na izbę przyjęć, zrobił wszystkie badania, aby upewnić się czy nic mi nie jest. Wszystko było ze mną w jaki najlepszym porządku. Po jakiejś godzinie w szpitalu zjawili się Kuba i Paweł. Przywieźli mi ubrania. Kuba porozmawiał z lekarzem, ten mu opowiedział co się stało.

— No młody, zasługujesz na mega nagrodę — powiedział Kuba. Zauważyłem, że zakręciła mu się łza w oku.
W szpitalu spędziliśmy jeszcze kilka godzin. Uparłem się, że chcę się dowiedzieć co z tym panem. W międzyczasie zjawiła się policja, opowiedziałem co się stało i jak doszło do wypadku. Policjanci uparli się, że jeszcze będę musiał przyjechać na komisariat z rodzicami, ale Kuba miał asa w rękawie i stwierdził, że prawnie on do 18 roku życia sprawuje nade mną opiekę. Jak się dowiedziałem, załatwił co trzeba i miał odpowiednie papiery. Byłem w szoku, no ale fakt, starzy mieli jedną mordę mniej do wyżywienia, więc pewnie nie robili problemu.
Po kilku godzinach operacja się skończyła i dzięki Bogu udało się ocalić tego faceta. Byłem niewyobrażalnie szczęśliwy, zmęczony, ale szczęśliwy. Czułem się niesamowicie dobrze, popłakałem się. Trudno opisać uczucie, jak się komuś uratuje życie. Byłe pijany ze szczęścia.

Całe to wydarzenie pociągnęło za sobą szereg innych. Kuba obiecał mi coś ekstra i dotrzymał słowa, zafundował mi znowu wycieczkę do Hiszpanii. Pan Marek przyjechał do mojej szkoły, otrzymałem nagrodę od dyrektora, od szpitala. Jednak największą nagrodę jaką otrzymałem to od tego faceta, któremu uratowałem życie. Jak się okazało był to jakiś biznesmen z Warszawy, dowiedział się jakoś kto i w jakich okolicznościach uratował mu życie. Podarował mi bagatela sto tysięcy złotych, dokładnie wpłacił tyle na lokatę na moje nazwisko z zastrzeżeniem, że nie mogę tego ruszyć, póki nie zacznę studiować. Pisała o tym lokalna prasa, więc te wiadomości doszły szybko do moich rodziców. Chcieli położyć łapę na tych pieniądzach, ale nie mieli takiego prawa, bo konto nie było ich. Fakt, lokata była na mnie, ale właścicielem konta został mój wujek. Taki mały zabieg prawny przed sępami a raczej sępem, jakim był mój ojciec.

Zatrzymam się chwilę przy Marku, lekarzu z pogotowia, który przyjechał do wypadku. Wtedy było to nasze pierwsze, ale nie jedyne spotkanie. Pomijając fakt, że bardzo spodobało mi się to co zrobiłem i chyba już wiedziałem, kim chcę być. To w tej decyzji wspierał mnie właśnie pan Marek. Kilka razy się widzieliśmy po tym zdarzeniu, opowiadał mi o studiach medycznych i jak on został lekarzem. Marzenia nic nie kosztują. Myślałem wtedy, że aby iść na medycynę trzeba mieć plecy albo lekarza w rodzinie albo… Wróćmy na chwilę do olimpiady z biologii. Powiem to tak: nie wiem kto, nie wiem jak czy to przeznaczenie czy jakaś opaczność chciała, ale wygrałem tę olimpiadę. Zająłem pierwsze miejsce. Nie miałem matury a miałem indeks w ręku, ba mogłem iść nawet na medycynę.

Z Markiem czasami się widywałem jeszcze przez okres do końca liceum. Wiedziałem, gdzie chcę studiować i co. Oczywiście medycynę w Warszawie. W drugiej klasie wygrałem też olimpiadę z chemii. Matura była wtedy już tylko formalnością, aby iść na studia i spełnić swoje największe marzenie.

II Dojrzewanie — nie tylko płciowe

Odskoczmy na chwilę od tego co było po maturze. Skupię się trochę na sobie a raczej na swoim dojrzewaniu i poznawaniu kim jestem — w sensie orientacji seksualnej. Jak pisałem, jestem blondynem o niebieskich oczach. W podstawówce byłem bardzo szczupły a nawet można powiedzieć, że flakowaty. W liceum się to zmieniło. Miałem fajnego pana od wychowania fizycznego, miał na imię Kostek. Nie wiem coś mnie do niego ciągnęło, fajnie podchodził do uczniów, do każdego praktycznie indywidualnie. Zupełnie łamał stereotyp nauczyciela wychowania fizycznego. Zaszczepił we mnie chęć pracy nad samym sobą. Wyrzeźbiłem sobie ciało, ładna klatka, którą zaczęły porastać jasne włoski, dużo włosków. Podobało mi się to. Nadal byłem szczupły, ale miałem już fajny wyrzeźbiony sześciopak. Zmieniłem się. Na twarzy zacząłem nosić lekki zarost. Byłem też dość wysoki: prawie 185 cm wzrostu. Normalne w naszej rodzinie. Mogłem się podobać. Nie będąc skromnym byłem fajnym ciachem, jak się patrzyłem w lustro.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.49
drukowana A5
za 34.88