Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

PROLOG

Marta Konsek

Nikt z nas, nigdy nie pomyślałby — istnieje inny świat. Taki, w którym rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej, gdzie żaden z nas nie chciałby się tam znaleźć. Olivia i Dean też nie chcieli, po prostu znaleźli się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiednim czasie. A cała historia zaczęła się tak…

ROZDZIAŁ 1

Jak zwykle w Delis rozpoczynał się nowy dzień. Było to niewielkie miasteczko o liczbie mieszkańców nieprzekraczającej piętnaście tysięcy. Mówi się, że jest ono wyjątkowe, ze względu na jego nieznaną historię. Jedni twierdzą, że miasto powstało w osiemnastym wieku podczas wojny domowej w państwie Avanti. Inni twierdzą, że miasto zostało stworzone po ucieczce ludzi przed plagą śmiertelnej choroby.

Nasi bohaterowie znają się od początku liceum. Olivia, która mieszkała tu od dzieciństwa, była ciemną brunetką o jasnoniebieskich oczach oraz drobnej posturze. Z kolei Dean to wysoki blondyn o ciemnobrązowych oczach. Od pierwszego spotkania połączyła ich prawdziwa przyjaźń, lecz w głębi serca Olivia czuła do niego coś więcej.

ROZDZIAŁ 2

Zbliżał się koniec roku szkolnego. Wszyscy przygotowywali się do egzaminów. Olivia, szczególnie w ostatnim tygodniu była bardzo zajęta, i nie miała czasu dla Deana.

***

Tego dnia Dean złapał Olivię po lekcjach, ponieważ chciał jej powiedzieć coś ważnego.

— Widzę, że całkowicie pochłonęły Cię testy.

— Tak, przepraszam Cię bardzo, ale w tym roku chcę je jak najlepiej napisać — powiedziała Olivia zmęczonym tonem.

Dean kontynuował rozmowę:

— Chciałbym Ci coś ważnego powiedzieć. — wyszeptał.

— Więc… O co chodzi? — również wyszeptała.

— Chodźmy w bardziej spokojne miejsce.

Olivia przytaknęła.

***

Przez całą drogę nie zaczynał tego tematu, lecz Olivia czuła, że Dean ma do niej złe wiadomości.

— Dokąd idziemy? — zapytała niepewnie Olivia.

ROZDZIAŁ 3

Szli tak długo, aż Olivia zauważyła wysokie drzewa, więc już wiedziała: ciche miejsce — las.

— To tu chciałeś przyjść? — zapytała.

— Tak, ale wejdźmy w głąb.

Po przejściu paru kroków zaczęły zbierać się ciemne chmury.

— Co chciałeś mi powiedzieć? — zapytała idąc blisko niego, ale zauważyła, że strasznie się denerwuje. — Dean?

W końcu chłopak zebrał się na odwagę i powiedział:

— Wyjeżdżam.

W tej chwili w Olivii coś pękło. W jej oczach pojawiły się łzy, ale nie mogła się rozpłakać, nie mogła ukazać swojej słabości, oraz tego, co czuje. Zebrała się w siebie i zapytała:

— Dlaczego?! Czemu?!

— Ojciec dostał pracę. Musimy wyjechać do…

W tym momencie telefon Deana niespodziewanie zaczął dzwonić.

— Co się dzieje? Kto dzwoni? — zapytała zdziwiona Olivia.

— Nie wiem, spójrz na ekran — jest cały biały.

Nagle zerwał się porywisty wiatr, który sprawił, że włosy Olivii rozwiały się na wszystkie strony.

— Co się dzieje?! — wykrzyczała wystraszona.

Dean chciał uspokoić przerażoną przyjaciółkę, jednak nieoczekiwanie obok miejsca w którym stała dziewczyna, piorun uderzył w stare drzewo, które natychmiast się przewróciło.

ROZDZIAŁ 4

— Dean?! Gdzie jesteś?! — wołała zrozpaczona dziewczyna.

— Dean?! Powtarzała nieustannie, lecz słyszała tylko echo swojego głosu.

Nagle zauważyła cień osoby, który był podejrzany i zarówno tajemniczy.

— Dean…? — zapytała niepewnie — To ty?

Nieznajoma postać podeszła bliżej, a wtedy dziewczynie mocniej zaczęło bić serce.

— Olivia, to ja- powiedział spokojnym głosem.

Odetchnęła z ulgą.

— Gdzie my w ogóle jesteśmy? — zapytała.

— Nie mam pojęcia, ale to na pewno nie Delis- odpowiedział rozglądając się po pustej polanie.

— Ale co się właściwie stało?!

— Nie wiem. Pamiętam tylko ten piorun, trzask i drzewo, które mało co w ciebie nie uderzyło- odpowiedział, przypominając sobie grozę tamtego wydarzenia.

W tym momencie chciała go mocno przytulić, poczuć się bezpiecznie. Zbliżyła się powoli, jednak nieoczekiwanie spostrzegła coś przypominającego ptaki. Po paru sekundach zauważyła, że są one nienaturalnie duże.

ROZDZIAŁ 5

— Co to jest?! — krzyknął zdezorientowany Dean.

— Nigdy nie widziałem czegoś podobnego, ale to leci prosto na nas! Uciekajmy! — zdążyła tylko wykrzyknąć.

Zaczęli uciekać ile sił w nogach. Biegli już parę minut, ale dziwne stworzenia dalej leciały za nimi. Olivia była już zmęczona, powoli zaczęła odpuszczać, Zauważywszy to, Dean chwycił ją mocno za rękę.

— Musimy biec dalej… — powiedział stanowczo.

— Nie mam już sił — odpowiedziała łapiąc oddech.

— Proszę cię, zrób to dla mnie.

Dziewczyna mimo braku sił, słysząc te słowa próbowała nadal biec.

Po jakimś czasie, kiedy oboje byli już blisko zrezygnowania, zauważyli znajome im miejsce- las, taki jak w Delis. Zaczęli myśleć, że to przez zmęczenie mają zwidy. Jednak Dean przecierając oczy wykrzyknął:

— Tam jest las! Nie możemy się teraz poddać, to zaledwie 400 metrów.

Zebrali się w sobie i zresztą sił ruszyli szybko. Byli już coraz bliżej.. Ale w głowie Olivii pojawiło się pytanie na które nie znała odpowiedzi. Bo co jeśli te stworzenia razem z nami wlecą do lasu?! Gdzie się ukryją?! Co zrobią?!

ROZDZIAŁ 6

Kiedy byli już w środku, dziwne stworzenia zaczęły się oddalać. Przyjaciele uspokoili się, lecz wiedzieli, że to nie potrwa długo. Nagle jeden ze stworów usiadł na koronie najwyższego drzewa. Teraz nasi bohaterzy już wiedzieli przed czym uciekali. Był to ptak wielkości nieco większej niż człowiek. Miał zakrzywiony duży dziób, ostre pazury i olbrzymie ciemne skrzydła, które przysłaniały tułów. Po dłuższej chwili Dean zapytał:

— To dziwne. Całą drogę gnały za nami, a teraz krążą po niebie, nie próbując nawet podlecieć

— Sama nie wiem co się stało. W sumie dobrze, przynajmniej jesteśmy bezpieczni, ale co dalej?

Chłopak nie wiedział, co odpowiedzieć przyjaciółce. Sam się nad tym zastanawiał. Oboje dłuższy czas trwali milczeniu. Żadne z nich nadal nie miało pojęcia co się stało i gdzie tak naprawdę się znajdują. Zastanawiali się szukając odpowiedzi, aż… usłyszeli męski głos:

— Myśleliście, że to już jest koniec? Że już nie musicie się martwić? Heh to dopiero początek!

ROZDZIAŁ 7

Oboje nawet nie drgnęli, bali się spojrzeć zza siebie, z obawy przed tym, co zaraz może się wydarzyć. Olivia była już całkowicie załamana, Dean tracił głowę. Najlepiej usiadłby pod drzewem i zamknął się w sobie, ale musiał zachować się jak mężczyzna.

— Choć idziemy dalej, musimy znaleźć bezpieczne miejsce.

— Boję się Dean, że tu wcale nie jest bezpiecznie — powiedziała z rezygnacją.

— Dobrze. Ufam Ci.

Chcąc dodać Olivii otuchy Dean chwycił ją za rękę, Szli tak przed siebie, aż do dziewczyny w końcu dotarło.. trzymał ją za rękę i to już drugi raz, tak on, którego skrycie kochała, był teraz obok i miał w ręce jej dłoń. Przestała już się martwić, nic nie było już ważne tylko ona i on. Pomyśleć, że ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale w tej krainie nie ma miejsca na szczęście.

Szli tak i szli. W pewnym momencie zobaczyli coś, czego ich oczy nigdy nie widziały.

ROZDZIAŁ 8

Natalia Groborz

To były wisielce. Mało to… na każdym drzewie wisiał jeden i tak przez parę set metrów. Dziewczynie od razu słynęły łzy po policzkach, doznała szoku. Deana także wstrząsnęło to, co zobaczył. Domyślił się jednego, to był cmentarz. W jednej chwili zaczął się panicznie rozglądać szukając innej drogi.

Wtem, ten sam głos odezwał się ponownie:

— Z wami też tak będzie…

Dziewczyna rozpłakała się jeszcze mocniej, chłopak chciał jej pomóc, chciał ją jakoś pocieszyć, ale sam nie wiedział co robić, a widok jej łez jeszcze bardziej go przybił.

Nagle usłyszeli świst zza drzew. Na tej samej drodze, pojawiła się szatynka o jasnej cerze i ciemnych wręcz czarnych oczach. Szepnęła:

— Chodźcie za mną. Szybko!

ROZDZIAŁ 9

Bez zastanowienia, podążyli za nieznajomą. Olivia otarła łzy czując wstyd. Czarnowłosa cały czas zerkała do tyłu, by, jak zauważyła nasza bohaterka, posłać za każdym razem lekki uśmiech w stronę Deana.

***

Znajdowali się teraz w dolinie gdzieś w środku lasu, po której płynęła wąska rzeczka.

— Kim właściwie jesteś? — zapytał chłopak.

— Jestem Kayle, a wy?

— Ja jestem Dean. To Olivia — odpowiedział spokojnie. Spojrzał na przyjaciółkę, a ona lekko się uśmiechnęła.

— Jak się tu dostaliście? — zapytała nowo poznana dziewczyna.

— Właściwie… to nie wiemy. — powiedział.

Olivia nic nie mówiła, bacznie obserwowała Kayle i to w jaki sposób patrzyła na Deana. Czuła się zazdrosna.

— Spotkaliście ikerosy?

Oboje zrobili dziwne miny.

A co to jest? — zapytali równocześnie.

— Są to olbrzymie ptaki, które jednym ruchem wyszarpią Ci serce.

— Uciekaliśmy przed nimi, ale zatrzymały się przed wejściem do lasu. Właściwie dlaczego?

— Nie mogą.

— Jak to? — wtrąciła się Olivia.

— Mówi się, ze one czują tu coś złego, coś czego my nie czujemy.

— A są tu jeszcze inne stwory?

— Są jeszcze frottony, które służą Antoniowi.

— Antonio? Kto to? — zapytali równocześnie.

ROZDZIAŁ 10

— Jak to, nie wiecie kto to Antonio?

Potrząsnęli głowami.

— To pan tej krainy, czyli Shangaru. Nie słyszeliście go jeszcze? W obojga coś drgnęło.

— To ten głos? Ten znikąd? — zapytała w końcu Olivia.

— Tak, ale spokojnie. Tu jesteśmy bezpieczni.

— A co to właściwie są te… te frottony? — zapytała ponownie.

— To zwierzęta przypominające gepardy o jasnobrązowej sierści, dużych łapach i instynkcie zabójcy.

Oboje poczuli w tym momencie, jak oblewa ich zimny pot i zaczęli rozglądać się dookoła.

— Na pewno jesteśmy tutaj bezpieczni? — zapytała ponownie wystraszona Olivia.

— Tak na pewno. Nie wejdą tu- dalej mówiła czarnowłosa ze spokojnym tonem.

Odetchnęła z ulgą. Popatrzyła kątem oka na Deana. Nie patrzył na nią, był zainteresowany Kayle. Dłużej nie mogła już tam z nimi, to znaczy przy niej być. Przeszła przez rzeczkę i położyła się na miękkiej, świeżej trawie.

***

Minęło już dość sporo czasu. Powoli zaczęło się ściemniać, a tamci nadal rozmawiali. W pewnej chwili Olivia zauważyła jak Kayle zbliża się powoli do Deana. Domyśliła się.

— Ona po prostu chce go uwieść — powiedziała w myślach.

ROZDZIAŁ 11

Pełna złości patrzyła na nich z tysiącami myśli:,,Ona i on?”,, Dlaczego?”. Przez dość długi czas bacznie ich obserwowała, lecz po pewnym czasie zasnęła.

***

— Dzień dobry. Wyspana? — zapytał z uśmiechem Dean.

Ta jednak, dopiero co obudzona, obróciła się na drugi bok i znowu zaprzątała sobie myśli wczorajszym wieczorem. Nie chciała mu nic odpowiadać, jednak zmusiła się do wypowiedzenia jednego słowa:

— Hej- na tym zakończyła całą poranną rozmowę.

Zdziwiony zachowaniem przyjaciółki, potrząsnął lekko jej ramię.

— Co się stało?

Natomiast ona nic nie mówiąc, udawała, że śpi.

***

Przestała udawać, kiedy Kayle rzuciła obok nich szary worek.

— Macie śniadanie- powiedziała lekko się uśmiechając.

Dean pierwszy chwycił worek i zerknął do środka. Były tam bardzo duże orzechy, maliny i pełno zielonych liści.

— No już jedzcie, bo nic innego tutaj nie dostaniecie.

— Gdzie Ty tutaj znalazłaś takie orzechy?

— Tutaj tylko w jednym miejscu je znajdziesz. Niedaleko od tego miejsca, rośnie stary orzechowiec. Co roku wydaje o tej porze orzechy. Więc trzeba z tego korzystać. A Ty Olivia? Czemu nie jesz?

— Nie jestem głodna — odpowiedziała chłodno.

— Jedz. Bo obiadu i kolacji raczej nie będzie.

Olivia wzięła parę malin i dwa orzechy. Zjadła je i postanowiła się przejść, zostawiając ich samych.

ROZDZIAŁ 12

Dziewczyna przechadzała się po lesie, lecz jednak nie była w stu procentach spokojna, ponieważ jej myśli cały czas krążyły wokół Kayle i Deana. Nagle, na widok czarnoskórego o białych włosach mężczyzny, wszystkie jej myśli odeszły. Olivia wręcz podskoczyła.

— Witam Cię — odezwał się mężczyzna.

— Kim pan jest?! — wykrzyknęła z przerażenia.

— Spokojnie. Jestem Henry.

— Ja jestem Olivia. Jak się pan tu dostał? — powiedziała nieufnie.

— Więc opowiem Ci całą moją historię..

Dawno, dawno temu było sobie drzewo, które zasadzili trzej mężczyźni. Dbali o nie i pielęgnowali je. Kiedy drzewo wydało pierwsze owoce, które zapewniło ich rodzinom i przyjaciołom pożywienie, postanowili założyć tam wioskę. Drzewo wydawało wciąż nowe i coraz smaczniejsze plony. Mała wioska stała się więc wtedy głównym miejscem osiedlenia wielu ludzi.

Więc postanowiono nadać jej nazwę. Tutaj pojawił się problem. Bowiem każdy z trzech pierwszych osadników, chciał aby to od jego nazwiska wzięła się nazwa. Założycielami byli dwaj bracia Averdelis i ich przyjaciel Shangar. Kiedy ludność postanowiła, że ich miasto będzie nazwane od nazwiska braci, to ten trzeci, którym jestem ja, został wygnany. Moja dusza nie zaznała spokoju i wylądowałem tutaj.

— Tak mi przykro, to okropne — powiedziała ze współczuciem, po wysłuchaniu całej historii.

Henry nic nie powiedział, rzucił tylko chytry uśmiech w jej stronę.

— Na pewno musi być Panu ciężko.

— Nic nie poradzę, stało się tak, a nie inaczej — powiedział nieco innym tonem.

Wtedy Olivia zaczęła się głęboko zastanawiać. Wyczuła kłamstwo w odpowiedzi mężczyzny, a jednocześnie wydawało jej się, że gdzieś słyszała już ten głos. Jednak jak to możliwe?! Przecież widziała go pierwszy raz na oczy.

Nagle usłyszała z oddali szelest liści i niespodziewanie zza jej pleców wyłoniły się dwa duże zwierzęta, wyglądające jak gepardy. Przypominając sobie to co mówiła Kayle, domyśliła się, że to były frottony. Mało to, chwilę później do miejsca, w którym teraz stała przybyły kolejne dwa, ale te trzymały w pyskach za nogawkę Kayle i Deana. Widząc przyjaciela Oliv znieruchomiała. Teraz już wszystko zaczęło się jej w głowie układać.

ROZDZIAŁ 13

Jak powiedział Antonio, tak też się stało. Więc frottony zabrały także Olivię. Cała trójka była już dość poobijana od wszystkich kamieni, gałęzi i wielu innych rzeczy, które leżały na ziemi podczas ciągnięcia ich przez drapieżne zwierzęta. Kayle kilkakrotnie próbowała się uwolnić, jednak z każdą jej próbą, stworzenie zanurzało kły w jej nodze. Więc wyczerpana przestała się łudzić.

— Kayle jak się czujesz? — zapytał zmartwiony Dean, którego bestia także nie szczędziła.

— Bywało lepiej- odpowiedziała z odrobią irytacji w głosie.

— Straciłaś dużo krwi, na pewno dasz radę?

— Myślę, że da. Przecież to urodzona „wojowniczka” — wtrąciła z ironią Olivia.

Czarnowłosa przejrzała ją tylko wzrokiem, a chłopak wolał udawać, że nic nie słyszał.

***

Znajdowali się teraz nad jakimś jeziorem. Każdy myślał, że to już koniec, choć mieli także odrobinę nadziei na to, że uciekną. Największą szansę miała Olivia, ponieważ jako jedyna nie została zaatakowana. Wiedziała jednak, że frottony zapewne szybko by ją dogoniły, a nie mogła tak zostawić Deana i Kayle, mimo, że za nią nie przepadała.

Wtem po jakimś czasie przy jeziorze ukazał im się Antonio. Spojrzał na wszystkich a jego wzrok zatrzymał się na Olivii. Po chwili odezwał się:

— Nie jesteście pierwszymi gośćmi w tej krainie. Było ich tu paręnastu, ale tylko tobie Kayle udało się przeżyć.

— Gdybym wiedziała, że będę musiała całe życie szukać bezpiecznego miejsca przed tobą, wolałabym umrzeć.

— Och dziecko, przecież ty tak ja i ja, już nie żyjesz. Trafiłaś tu, bo byłaś pełna gniewu. Tamta Kayle z tamtego świata nie żyje już ponad sto lat.
Ta rozmowa przykuła uwagę Oliv.

— Kayle to prawda? — zapytała z niedowierzaniem.

— Tak to prawa… — kiwnęła głową. Ale Antonio nie powiedział ci całej prawdy. Nie tak zakończyła się jego historia.

ROZDZIAŁ 14

— Dostał się tu z własnej winy. Prawdą jest, że kłótnie i spory doprowadziły do wojny między nimi. Kiedy ludność postanowiła, że ich miasto będzie nazwane od nazwiska braci, Antonio popadł w szał. Jego złość doprowadziła do tego, że ściął największy tamtejszy skarb, czyli urodzajne drzewo. Zaślepiony gniewem nie zauważył nawet, że ścina drzewo w złą stronę i jak się już później stało, spadło na niego. Zmarł, a jego ciało pozostawione w tamtym miejscu, zaczęły wyjadać ptaki, które najpierw rozpoczęły od pełnego nienawiści serca.

— Nie wiecie ile krzywdy mi wyrządzili! To ja znalazłem nasiona! To ja je wpierw zasiałem! Później nawet nie wspomnieli o mnie, kiedy miasto zostało nazwane od ich nazwiska. Jeszcze raz przeklinam Delis! To ja je założyłem! Oni tylko osiadli tam razem ze mną — krzyczał oburzony.
Na słowo „Delis” Olivia i Dean spojrzeli na siebie. Dopiero teraz dotarło do nich, że poznali prawdziwą historię powstania ich miasteczka.

— Jak to?! To ty założyłeś Delis? — zapytała w końcu dziewczyna.

— Tak to ja, a w zamian za to nie dostałem nic. Więc po śmierci, kiedy moja dusza pałętała się między teraźniejszością, w jakiej żyłem, a przyszłością, stworzyłem tą krainę- Shangar.

— Ale po co nas tu sprowadziłeś? — zapytał zdenerwowany Dean.

— Nie sprowadzałem Was, sami się tu znaleźliście.

— Jak to?! — zapytali równocześnie.

— Właściwie to pojawiliście się tu znikąd- oznajmił.

— Jak to znikąd? — zapytał zdziwiony chłopak.

— Skąd mam wiedzieć?! Wiem wszystko o moim świecie, ale wy dostaliście się tu całkiem przypadkiem.

— Skoro wiesz wszystko, to na pewno potwierdzisz teorię, że stary orzechowiec przy końcu lasu, to właśnie to drzewo, które ściąłeś? — zapytała z nienawiścią Kayle.

— Tak to właśnie to drzewo zdrady, jakiej dokonali się moi przyjaciele — odpowiedział z nienawiścią w głosie.
Dean słuchał uważnie tego co mówi Antonio, ale zauważył też, że frottony zaczęły się powoli oddalać z miejsca nad jeziorem, w którym byli. Spojrzał na nogę Kayle, która wydawała się być już w miarę dobra. Jego już go nie bolała. Stwierdził, że to ich jedyna szansa. Dał dyskretnie znak Kayle i Olivii.

ROZDZIAŁ 15

Aleksandra Wojaczek

Dziewczyny zrozumiały o co chodzi. Teraz czekali tylko na chwilę nieuwagi Antoniego.

— W końcu mogę zrobić z wami to co z pozostałymi- powiedział z uśmiechem.

— Czyli? Co masz namyśli? — zapytała z niepokojem Olivia.

— Dołączycie do mojej kolekcji wisielców. Ale najpierw moje kochane zwierzaki się z wami rozprawią- odpowiedział z zadowoleniem. Tylko gdzie one znowu poszły?

W tej chwili Antonio przeszedł parę kroków i odwrócił się. Nie pomyślał nawet, że nasi bohaterzy wykorzystają tą chwilę. Cała trójka zerwała się szybko z ziemi i ruszyła ile sił mieli w nogach. Antonio, który domyślił się dopiero po jakimś czasie, wpadł w szał i od razu krzyknął:

— Frottony za nimi!

Na szczęście nasza trójka, była już parę set metrów dalej od tamtego miejsca.

***

Prowadziła ich Kayle, bo jako jedyna znała przecież ten las. Biegli wciąż na przód, żadne z nich, nie przejmowało się zmęczeniem, mieli przecież do stracenia własne życie.

— Teraz już wiem, czemu są tu ikerosy- powiedziała biegnąc Kayle.

— Czemu? — zapytał Dean, który jak zwykle chętnie rozmawiał z dziewczyną.

— To te ptaki, które wyjadły ciało Antoniego, kiedy zmarł. Są tu jednak znacznie większe i zmieniły się w bestie.

— Ale skoro to jego świat to czemu chciałby, aby one tu były? — wtrąciła Oliv.

— Nie chciał zapewne, ale dostały się tu tak samo jak on.

— A co z frottonami? — zapytał z ciekawością chłopak.

— To już jego sprawka. Po prostu oswoił ten dziwny gatunek, zapewne po to by odstraszyć ikerosy, tak jak zwykłe ptaszki odstrasza kot.

— No tak ale po co? Czyżby się ich bał? — drążył rozmowę Dean.

— Zapewne tak. One zostały tu zesłane razem z nim, więc pewnie czują sporą nienawiść do niego, i tak jak wtedy, chcą go ponownie zabić.

Po chwili czarnowłosa upadła z krzykiem bólu.

— Kayle co ci jest?! — zapytał od razu zmartwiony chłopak.

— Noga, już nie mogę dalej- mówiła ze łzami.

— Wskakuj na plecy, nie zostawimy cię.

— A co z twoją nogą?

— Już nie boli, damy radę.

Kayle weszła na plecy Deana. Tym razem Olivia poczuła, jakby wbijał jej sztylet w serce. Nie rozpłakała się jednak. Nie było na to czasu.

ROZDZIAŁ 16

Po chwili usłyszeli z oddali ryk frottonów. Doganiały ich. Na dodatek, rozpętała się burza, padał deszcz i wiał porywisty wiatr. Po raz kolejny włosy Olivi rozwiały się na wszystkie strony. Zauważywszy to Dean rzekł:

— Tak samo jak wtedy. Olivia tak samo jak wtedy- mówił podwyższonym głosem.

— O czym ty mówisz? — zapytała Kayle.

— Kiedy się tu dostaliśmy, było tak samo. Wiał wiatr, te ciemne chmury, deszcz i burza, a potem ten piorun, który trafił w drzewo.

— Zaraz, zaraz! — przerwała mu czarnowłosa. Dostaliście się tu jak piorun trafił w drzewo?

— Tak, a później się przewróciło- mówiąc to spojrzał na przyjaciółkę, ale ta biegła ze spuszczoną głową.

— No jasne! — wykrzyknęła.

— Co no jasne? O co ci chodzi Kayle? — zapytała ją Olivia.

— Musimy się szybko dostać do starego orzechowca. To, to drzewo, przez które się tu dostaliście.

Po tych słowach przyjaciele odzyskali nadzieję na powrót do domu, ale nie na długo. Na ich nieszczęście, frottony już ich doganiały.

— Kayle daleko jeszcze?! One się zbliżają! — krzyknęła Oliv.

— Teraz musimy skręcić w prawo i już blisko!
Skręcając w prawo czarnowłosa szarpnęła za spróchniałą gałąź, która spadając na ziemie, choć na chwile zatrzymała drapieżniki. W tym czasie nasi bohaterowie zdążyli dobiegnąć do drzewa.

— Jesteśmy. To tutaj- powiedziała Kayle, schodząc z pleców Deana.

— Tak ale co my mamy zrobić? — zapytała Olivia.

— Musicie czekać na piorun..

— Co?! Oszalałaś?! Przecież zaraz zjawią się tu frottony! — krzyknęła.

— Spokojnie. Musicie zdążyć! On na pewno uderzy w to drzewo, ja to wiem!

— Ale Kayle skąd masz pewność? — zapytał zrezygnowany chłopak.

— Bo ja też miałam szansę. Ale nie skorzystałam z niej.

ROZDZIAŁ 17

— Jak to nie skorzystałaś? — zapytała zdziwiona Olivia.

— Bo wiedziałam, że nawet jeśli wrócę to nic nie będzie takie samo. Znienawidziłam rodziców. Chcieli wyjechać, a ja miałam zostawić to wszystko, co kochałam. Dowiedziałam się jak wrócić, bo z początku byłam przepełniona nienawiścią jak sam Antonio i wtedy to on opowiedział mi historię wisielców. Ci ludzie też mieli tak wrócić ja wy teraz, ale on kazał ich zabić i nadzwyczajnie nie zdążyli.

W chwili kiedy piorun uderzył w drzewo zawahałam się i tym sposobem straciłam swoją szansę. Bowiem każde uderzenie jest przypisane do danej osoby. Antonio dowiedział się o mojej próbie ucieczki i chciał mnie dołączyć do swojej kolekcji, ale ja postanowiłam się ukrywać w tamtej dolinie. Byłam pewna, że mnie tam nie znajdzie, ale frottony was wyczuły i tak znaleźli moją kryjówkę.

Dean przygnębił się strasznie. Przecież jak wróci, też będzie musiał wszystko zostawić. Sam zaczął się zastanawiać.

— Dean co się stało? — zapytała Olivia.

— Oliv przecież jak wrócimy, to ja też wyjadę- powiedział z żalem.

— To zostań ze mną — zaproponowała natychmiast Kayle.

— Co?! Dlaczego by miał tu z tobą zostać?! — zapytała oburzona Olivia.

— Nie wiem jak i kiedy, ale Dean ja się w tobie zakochałam- powiedziała Kayle. Naprawdę, kocham cię jak nigdy nikogo- odpowiedziała na nieme pytanie, patrząc w oczy chłopakowi.

— Ja nie wiem co powiedzieć…

Nasza bohaterka tego nie wytrzymała, już nie mogła...rozpłakała się.

— Kochasz go i chcesz, żeby został w tym okropnym miejscu?! Jakbyś go kochała, to chciałabyś dla niego jak najlepiej! — szlochała.

Chłopak spojrzał na przyjaciółkę, a później na Kayle, czuł się bezradny.

W tej chwili frottony dotarły na miejsce. Zbliżały się do nich.

Nagle zwierzęta spłoszyło uderzenie. Pioruny. Najpierw uderzył w miejsce obok drapieżników, a potem w drzewo. Minęło zaledwie parę sekund. Olivia choć cała zapłakana, błyskawicznie chwyciła za pień drzewa. Mimo piorunów, które uderzały jedne po drugim usłyszała tylko:

— Kayle choć… — a dalej nie usłyszała.

ROZDZIAŁ 18

Olivia otworzyła oczy. Nadal chciało jej się płakać. Ona wróciła, a Dean? Został? Nie widziała przecież, żeby on także chwycił za pień. Słyszała tylko jak rozmawia z Kayle. Wstała i rozejrzała się. Nie było go. Zaczęła płakać. Nie mogła się uspokoić. Z chwili, na chwile szlochała bardziej. Czuła jak jej serce rozsypuje się na drobne kawałki. Siedziała tam jeszcze kwadrans, po czym poszła po torbę z książkami, która leżała na ziemi obok przewróconego drzewa. Nagle zauważyła leżącą obok osobę. To był Dean. Od razu rzuciła się ku niemu.

— Dean! Dean! Wróciłeś!

— Nie mogłem cie zostawić.

— Ale jak to się stało? A co z Kayle, czy ona też wróciła?

— W ostatniej chwili chwyciłem się pnia. Kayle nie chciała, wolała tam zostać. Przecież tu i tak by już nie żyła. Widocznie wolała się tam męczyć.

— Możesz wstać? — zapytała.

— Myślę, że tak- powiedział spoglądając na nogę, która była całkowicie zdrowa, nie było nawet śladu ugryzienia.

— To niesamowite. Twoja noga.

Dean uśmiechnął się tylko i powiedział:

— Olivia wracajmy do domu.

***

Wchodząc do domu Olivia liczyła, że rodzice rzucą jej się do stóp, dlatego, że się odnalazła. Przecież nie było jej już trzy dni.

— Wróciłam! — oznajmiła gdy tylko przekroczyła próg drzwi.

— To dobrze, choć obiad już czeka- opowiedziała nadzwyczajnie jej matka.

— Jak to? Nie pytasz, gdzie byłam?

— Olivia daj spokój. Spóźniłaś się raptem dwadzieścia minut. Pewnie znowu coś przerabiałaś przed teksami z nauczycielką historii.

— Co?! Mamo, nie było mnie przecież trzy dni!

— Córeczko chyba coś ci się przewidziało. Dziś rano wychodziłaś do szkoły o 7.00 a wróciłaś teraz o 16.40. Gdzie ty masz tu te trzy dni?

ROZDZIAŁ 19

Minął tydzień. Dziewczyna nadal nie wiedziała jakim cudem trzy dni, przez które przebywała wraz z Deanem w Shangarze, stały się niezauważone tu w teraźniejszości. Musiała jednak myśli te odłożyć na bok, ponieważ testy końcowe były tuż, tuż.

***

Nadszedł dzień testów. Olivia była strasznie zestresowana. Przed wejściem na salę podszedł do niej Dean:

— Nie martw się. Dasz sobie radę. Kto jak nie ty?

— Nie wiem, ostatnio nadal myśli uciekają mi do wydarzeń w Shangarze.

— Olivia, liczy się tu i teraz, tak?

— Tak, ale..

— Nie ma ale- wtrącił. Masz wszystkie odpowiedzi w małym palcu, więc nie ma opcji, żebyś źle napisała- powiedział i przytulił ją mocno.

To dodało jej sił. Weszli razem na salę, usiedli do ławek i rozdano im teksty. Olivia jeszcze przed rozpoczęciem, spojrzała na Deana, a ten rzucił jej szeroki uśmiech i pokazał, że trzyma kciuki.

W ciągu 120 minut pisania, żadne z nich, nawet na chwilę nie pomyślało już o Shangarze. Skupili się tylko na testach.


***

Wychodząc z sali, dziewczyna chciała jeszcze na chwilę porozmawiać z przyjacielem i mu podziękować. Jednak nigdzie nie mogła go spostrzec. Wróciła więc do domu, ciesząc się wakacjami. Była z siebie dumna i pewna, że napisała niemal na sto procent. Nie myślała już o Antoniu, Kayle, ikerosach, frottonach i tym, że mogła zginąć.

ROZDZIAŁ 20

Tego dnia miały przyjść wyniki testów. Olivia od razu czekała na pismo ze szkoły. Gdy tylko zauważyła listonosza od razu podbiegła do furtki i nawet nie czekając, aż doręczyciel włoży kopertę do skrzynki, wyrwała mu ją z rąk.

— Przepraszam ale to bardzo ważne — powiedziała z wyrzutami sumienia.

— Rozumiem, nie jesteś dziś pierwszą taką osobą- powiedział listonosz z uśmiechem. Ale mam tu jeszcze jeden list.

— Jak to? — zapytała ze zdziwieniem.

— List do Olivii Janette. Czy to pani?

— Tak, to ja.

— Więc proszę uprzejmie — powiedział i wręczył dziewczynie list.

Olivia weszła do domu. Bardziej od wyników interesował ją już niespodziewany list. Jednak od razu podeszła do niej matka wraz z ojcem i zapytali:

— I jak wyniki? Możemy być z ciebie dumni?

Rozkojarzona dziewczyna nic nie odpowiedziała.

— Hallo? Skarbie coś się stało? — zapytała zmartwiona mama.

— Nie, nie… wszystko gra. Nie otworzyłam jej jeszcze po prostu.

— Więc na co czekasz? — zapytał ojciec.

— Już otwieram- powiedziała rozdzierając u góry kopertę, tak aby nie uszkodzić dokumentu.

— Olivia Janette, lat 16, urodzona 17 maja w Delis. Rodzice Max i Caroline Janette.

Wynik testów końcoworocznych: 98,6 %- przeczytała.

— Brawo! Jesteśmy z ciebie dumni! — krzyknęła z radością matka.

— Wiedzieliśmy, że dasz radę! Moja córcia! — powiedział uradowany ojciec.

Od razu zabrali Olivie do salonu, gdzie czekał na nią tort gratulacyjny oraz wiele innych smakołyków. Dziewczyna postanowiła także zadzwonić do Deana i pochwalić się swoim sukcesem, a jednocześnie zapytać jak mu poszło. Niestety chłopak nie odbierał, a za dziesiątym już razem, Oliv postanowiła odpuścić i świętować dalej z rodzicami.

ROZDZIAŁ 21

Dopiero gdy Olivia kładła się do łóżka, przypomniała sobie o tajemniczym liście. Zeszła po cichu po schodach, ponieważ jej rodzice już dawno spali. Zabrała z komody list i znowu jak szara myszka po schodach, wróciła do swojego pokoju. Usiadła na łóżku i otworzyła białą kopertę. Wyciągnęła list i zaczęła czytać:

Droga Olivio!

Nie chciałem, ale musiałem. Wyjechałem trzy dni temu, od razu po testach. Chciałem się pożegnać, ale nie było czasu… Właściwie to sam nie wiedziałem, jak powiedzieć „żegnaj”. Tamtego dnia kiedy byliśmy w lesie nie zdążyłem powiedzieć Ci wszystkiego… Wiem, że na pewno gdzieś tam w środku, nadal jesteś roztrzęsiona tamtymi wydarzeniami. Ja sam nigdy tego nie zapomnę. Wiem, że zapewne gdy Kayle powiedziała, że została dlatego, że w rzeczywistości miała wyjechać, myślałaś, że skoro wróciłem z tobą- to zostanę. Ja też tak myślałem...Kiedy wróciłem do domu od razu postawiłem się ojcu. Powiedziałem mu, że nigdy nie wyjadę! Ale wtedy on spojrzał na mnie i powiedział tylko, że gdyby mógł, zrobiłby wszystko, żebyśmy zostali. Przyznał mi się, że to nie tak, że dostał nową pracę. Po prostu stracił poprzednią. Dlatego zapewne, że w nowym miejscu ja także pójdę do pracy. Pewnie się zastanawiasz co ze szkołą? Więc egzaminy nie poszły mi najgorzej. Złożyłem już papiery i otrzymałem odpowiedź, że z takim wynikami to oczywiste, że jestem przyjęty. Nie chcę się też tu teraz chwalić, bo wiem, że na pewno napisałaś o wiele lepiej ode mnie. Wierzę, że zapewne poradzisz sobie w nowej szkole. Jednak mimo wszystko będzie mi Cię bardzo brakowało.

Chcę, żebyś wiedziała, że widziałem wszystkie twoje spojrzenia na Kayle. Spojrzenia zazdrości, kiedy ze mną rozmawiała i się do mnie uśmiechała. Dla mnie Olivio były one niczym. Nie były nawet w połowie tak ważne jak twoje. Tak, teraz już się domyślasz...nie powiedziałem tego najważniejszego wtedy.


Tego, że Cię kocham, kochałem i będę kochać. Wiem, że ja też nie jestem Tobie obojętny. Więc wierzę głęboko, że będziesz na mnie czekać w Delis, a Twoje uczucia w stosunku do mnie się nie zmienią

Na zawsze twój

Dean Edervson

Olivia czytając list bardzo płakała. Najpierw ze smutku, potem ze szczęścia wracają z powrotem do łez smutku. Po przeczytaniu całego powiedziała tylko, ze spływającą łzą:

— Kocham Cię Dean i będę na ciebie czekać.

EPILOG

Parę lat później… Olivia nadal czekała na Deana. W głębi serca wiedziała, że on kiedyś do niej wróci.

Przez te lata rozłąki, nadal wymieniali się listami, ale od dnia testów już się nie zobaczyli. Oboje mieli już po dwadzieścia dwa lata, ale nadal pamiętali tamten dzień, kiedy znaleźli się w Shangarze i już znali wszystkie jego tajemnice. Olivia ze względów na to, że była już dorosła i teraz, jak ludzie twierdzą, była wiarygodna, opowiedziała prawdziwą historię miasta, która została potwierdzona przez badaczy. Wzbogaciła się na tym, ale pieniądze szczęścia nie dają. Do pełni szczęścia brakowało jej jednego. Pewnego dnia odebrała telefon:

— Olivia to ja Dean, wracam do Delis…


KONIEC

Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę