E-book
2.73
drukowana A5
14.68
Szczęśliwy książę i inne opowieści

Bezpłatny fragment - Szczęśliwy książę i inne opowieści


Objętość:
66 str.
ISBN:
978-83-8245-491-8
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 14.68

Szczęśliwy książę

Wysoki nad miastem, na wysokiej kolumnie, stał posąg szczęśliwego księcia. Cały był pozłocony cienkimi liśćmi drobnego złota, a oczy miał dwa jasne szafiry, a na rękojeści miecza lśnił duży czerwony rubin.


Był rzeczywiście bardzo podziwiany. „Jest piękny jak wiatrowskaz” — zauważył jeden z radnych miasta, który chciał zyskać opinię mającego artystyczne upodobania; „Tylko niezbyt przydatny” — dodał, obawiając się, że ludzie nie uznają go za niepraktycznego, co w rzeczywistości nie był.


„Dlaczego nie możesz być jak Szczęśliwy Książę?” — zapytała rozsądna matka swojego małego chłopca, który płakał do księżyca. „Szczęśliwy Książę nigdy nie marzy o tym, żeby o coś płakać”.


„Cieszę się, że jest na świecie ktoś, kto jest całkiem szczęśliwy” — mruknął rozczarowany mężczyzna, patrząc na wspaniały posąg.


„Wygląda zupełnie jak anioł” — powiedziały Dzieci Miłosierdzia, wychodząc z katedry w jasnych szkarłatnych płaszczach i czystych, białych fartuchach.


„Skąd wiesz?” — powiedział Mistrz Matematyki — „nigdy go nie widzieliście”.


„Ach! ale mamy w naszych snach” — odpowiedziały dzieci; a mistrz matematyki zmarszczył brwi i wyglądał bardzo surowo, gdyż nie akceptował śnienia dzieci.


Pewnej nocy przeleciała nad miastem mała Jaskółka. Jego przyjaciele wyjechali do Egiptu sześć tygodni wcześniej, ale on został, bo był zakochany w najpiękniejszej Reed. Poznał ją wczesną wiosną, gdy leciał w dół rzeki po wielkiej żółtej ćmy i tak go pociągała jej smukła talia, że przestał z nią porozmawiać.


„Czy mam cię kochać?” — powiedziała Jaskółka, która lubiła od razu dojść do sedna, a Trzcina ukłoniła mu się nisko. Latał więc dookoła i wokół niej, dotykając wody swoimi skrzydłami i robiąc srebrne zmarszczki. To były jego zaloty i trwały przez całe lato.


„To śmieszne przywiązanie” — wykrzykiwały inne Jaskółki; „Ona nie ma pieniędzy i zbyt wielu krewnych”; i rzeczywiście rzeka była pełna trzcin. Potem, gdy nadeszła jesień, wszyscy odlecieli.


Po ich odejściu poczuł się samotny i zaczął męczyć się swoją ukochaną damą. „Ona nie rozmawia”, powiedział, „i obawiam się, że jest kokietką, bo zawsze flirtuje z wiatrem”. I oczywiście, ilekroć wiał wiatr, Reed wykonywał najbardziej wdzięczne ukłony. „Przyznaję, że jest domowa” — kontynuował — „ale ja uwielbiam podróżować, a moja żona, w związku z tym, powinna też kochać podróże”.


„Czy odejdziesz ze mną?” — powiedział w końcu do niej; ale Reed potrząsnęła głową, była tak przywiązana do swojego domu.


— Żartowałeś ze mną — zawołał. „Lecę do piramid. Do widzenia!” i odleciał.


Leciał przez cały dzień, a nocą docierał do miasta. „Gdzie mam się rozbić?” powiedział; „Mam nadzieję, że miasto poczyniło przygotowania”.


Potem zobaczył posąg na wysokiej kolumnie.


„Położę się tam” — zawołał; „To dobre miejsce, z dużą ilością świeżego powietrza”. Usiadł więc tuż między stopami Szczęśliwego Księcia.


„Mam złotą sypialnię”, powiedział cicho do siebie, rozglądając się i szykując się do snu; ale gdy chował głowę pod skrzydłami, spadła na niego duża kropla wody. „Co za ciekawa rzecz!” płakał; „Na niebie nie ma ani jednej chmury, gwiazdy są dość jasne i jasne, a mimo to pada deszcz. Klimat na północy Europy jest naprawdę okropny. Trzcina lubiła deszcz, ale to był tylko jej egoizm”.


Potem spadła kolejna kropla.


„Jaki jest pożytek z posągu, jeśli nie chroni przed deszczem?” powiedział; „Muszę poszukać dobrego nasadki kominowej” i postanowił odlecieć.


Ale zanim otworzył skrzydła, spadła trzecia kropla, spojrzał w górę i zobaczył… Ach! Co on zobaczył?


Oczy Szczęśliwego Księcia były pełne łez, a łzy spływały po jego złotych policzkach. Jego twarz była tak piękna w świetle księżyca, że mała Jaskółka była pełna litości.


„Kim jesteś?” powiedział.


„Jestem szczęśliwym księciem”.


„Dlaczego więc płaczesz?” zapytała Jaskółka; „Całkiem mnie zmoczyłeś”.


„Kiedy żyłem i miałem ludzkie serce”, odpowiedział posąg, „nie wiedziałem, co to są łzy, ponieważ mieszkałem w Pałacu Sans-Souci, do którego nie ma wstępu smutek. Za dnia bawiłem się z towarzyszami w ogrodzie, a wieczorem poprowadziłem taniec w Wielkiej Sali. Wokół ogrodu biegł bardzo wysoki mur, ale nigdy nie chciałem zapytać, co jest za nim, wszystko we mnie było takie piękne. Moi dworzanie nazywali mnie szczęśliwym księciem i rzeczywiście byłem szczęśliwy, jeśli przyjemność jest szczęściem. Więc żyłem i tak umarłem. A teraz, kiedy umarłem, umieścili mnie tutaj tak wysoko, że widzę całą brzydotę i całą nędzę mojego miasta, i chociaż moje serce jest z ołowiu, nie mogę wybrać, tylko płakać.”


„Co! czy on nie jest z litego złota?” — powiedział do siebie Jaskółka. Był zbyt uprzejmy, żeby głośno wypowiadać osobiste uwagi.


„Daleko stąd” — ciągnął pomnik niskim, melodyjnym głosem — „daleko, na małej uliczce jest biedny dom. Jedno z okien jest otwarte i przez nie widzę siedzącą przy stole kobietę. Jej twarz jest chuda i zmęczona, a ona ma szorstkie, czerwone dłonie, wszystkie ukłute igłą, ponieważ jest krawcową. Haftuje kwiaty męczennicy na satynowej sukni, aby najpiękniejsza z druhny królowej mogła ją założyć na najbliższym balu dworskim. W łóżku w rogu pokoju jej synek leży chory. Ma gorączkę i prosi o pomarańcze. Jego matka nie może mu nic dać oprócz wody z rzeki, więc płacze. Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko, czy nie wyciągniesz jej rubinu z mojej rękojeści miecza? Moje stopy są przymocowane do tego cokołu i nie mogę się ruszyć”.


„Czekano na mnie w Egipcie” — powiedziała Jaskółka. „Moi przyjaciele latają w górę iw dół Nilu i rozmawiają z dużymi kwiatami lotosu. Wkrótce zasną w grobie wielkiego króla. Król jest tam sam w swojej malowanej trumnie. Owinięty w żółty len i zabalsamowany przyprawami. Na szyi ma łańcuch z bladozielonego nefrytu, a jego ręce są jak uschnięte liście.


„Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko”, powiedział książę, „czy nie zostaniesz ze mną na jedną noc i nie będziesz moim posłańcem? Chłopiec jest bardzo spragniony, a matka taka smutna”.


„Chyba nie lubię chłopców” — odpowiedziała Jaskółka. „Ostatniego lata, kiedy przebywałem nad rzeką, było dwóch niegrzecznych chłopców, synów młynarza, którzy zawsze rzucali we mnie kamieniami. Oczywiście nigdy mnie nie uderzyli; jaskółki latamy na to o wiele za dobrze, a poza tym pochodzę z rodziny słynącej ze zwinności; ale mimo to był oznaką braku szacunku”.


Ale Szczęśliwy Książę wyglądał na tak smutnego, że małej Jaskółce było przykro. „Jest tu bardzo zimno” — powiedział; „Ale zostanę z wami na jedną noc i będę waszym posłańcem”.


— Dziękuję, mała Jaskółko — powiedział Książę.


Więc Jaskółka wyjęła wielki rubin z miecza księcia i poleciała z nim w dziobie nad dachami miasta.


Minął katedrę, na której wyrzeźbiono anioły z białego marmuru. Minął pałac i usłyszał taniec. Piękna dziewczyna wyszła na balkon ze swoim kochankiem. „Jak cudowne są gwiazdy” — powiedział do niej — „i jak cudowna jest moc miłości!”


„Mam nadzieję, że moja sukienka będzie gotowa na bal państwowy” — odpowiedziała; „Zamówiłem wyhaftowanie na nim kwiatów męczennicy; ale szwaczki są takie leniwe”.


Przeszedł przez rzekę i zobaczył latarnie wiszące na masztach statków. Minął getto i zobaczył starych Żydów, którzy targowali się ze sobą i odważali pieniądze na miedzianej wadze. W końcu dotarł do biednego domu i zajrzał do środka. Chłopiec rzucał się gorączkowo na łóżku, a matka zasnęła, była tak zmęczona. Wskoczył i położył wielki rubin na stole obok naparstka kobiety. Potem delikatnie okrążył łóżko, wachlując skrzydłami czoło chłopca. „Jak fajnie się czuję”, powiedział chłopiec, „muszę być coraz lepszy”; i zapadł w rozkoszny sen.


Potem Jaskółka poleciała z powrotem do Szczęśliwego Księcia i powiedziała mu, co zrobił. „To ciekawe” — zauważył — „ale teraz jest mi całkiem ciepło, chociaż jest tak zimno”.


„To dlatego, że wykonałeś dobry uczynek” — powiedział Książę. Mała Jaskółka zaczęła myśleć, a potem zasnął. Myślenie zawsze go usypiało.


Gdy nastał dzień, poleciał nad rzekę i wykąpał się. „Cóż za niezwykłe zjawisko” — powiedział profesor ornitologii, przechodząc przez most. „Jaskółka zimą!” Napisał o tym długi list do lokalnej gazety. Każdy ją cytował, był pełen tylu słów, których nie mogli zrozumieć.


„Dziś wieczorem jadę do Egiptu” — powiedziała Jaskółka i był w świetnym nastroju na tę perspektywę. Odwiedził wszystkie publiczne zabytki i długo siedział na szczycie wieży kościoła. Gdziekolwiek się udał, wróble ćwierkały i mówiły do siebie: „Co za dostojny nieznajomy!” więc bardzo się bawił.


Kiedy wzeszedł księżyc, poleciał z powrotem do Szczęśliwego Księcia. „Czy macie jakieś prowizje dla Egiptu?” płakał; „Dopiero zaczynam”.


„Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko” — powiedział książę — „czy nie zostaniesz ze mną na jedną noc dłużej?”


„Czekam na mnie w Egipcie” — odpowiedziała Jaskółka. — Jutro moi przyjaciele przylecą do Drugiej Katarakty. Tam wśród sitowia spoczywa koń rzeczny, a na wielkim granitowym tronie siedzi bóg Memnon. Całą noc obserwuje gwiazdy, a gdy świeci gwiazda poranna, wydaje jeden okrzyk radości, a potem milczy. W południe żółte lwy schodzą nad wodę, żeby się napić. Mają oczy jak zielone beryle, a ich ryk jest głośniejszy niż ryk katarakty”.


„Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko” — powiedział książę — „daleko po drugiej stronie miasta widzę młodego człowieka na strychu. Pochyla się nad biurkiem przykrytym papierami, aw kubku u jego boku leży wiązka uschniętych fiołków. Jego włosy są brązowe i chrupiące, usta czerwone jak granat, a oczy duże i rozmarzone. Próbuje dokończyć sztukę dla dyrektora teatru, ale jest mu za zimno, żeby dalej pisać. Na ruszcie nie ma ognia, a głód sprawił, że zemdlał”.


„Poczekam z tobą jeszcze jedną noc” — powiedziała Jaskółka, która miała naprawdę dobre serce. „Czy mam mu wziąć kolejny rubin?”


„Niestety! Nie mam teraz rubinu — powiedział Książę; „Moje oczy są wszystkim, co mi zostało. Wykonane są z rzadkich szafirów, które tysiące lat temu sprowadzono z Indii. Wyciągnij jedną z nich i zanieś mu. Sprzeda go jubilerowi, kupi żywność i drewno na opał i dokończy swoją sztukę.


„Drogi Książę”, powiedziała Jaskółka, „Nie mogę tego zrobić”; i zaczął płakać.


„Jaskółko, Jaskółko, mała Jaskółko” — powiedział Książę — „zrób, co ci rozkazuję”.


Więc Jaskółka wyrwała księciu oko i odleciała na poddasze ucznia. Wejście było dość łatwe, ponieważ w dachu była dziura. Rzucił się przez to i wszedł do pokoju. Młody człowiek schował głowę w dłoniach, więc nie słyszał trzepotania skrzydeł ptaka, a kiedy podniósł głowę, zobaczył piękny szafir leżący na uschniętych fiołkach.


„Zaczynam być doceniany” — zawołał; „To od jakiegoś wielkiego wielbiciela. Teraz mogę dokończyć grę ”i wyglądał na całkiem szczęśliwego.


Następnego dnia Jaskółka poleciała do portu. Siedział na maszcie dużego statku i patrzył, jak marynarze za pomocą lin wyciągają z ładowni duże skrzynie. „Hej a-hoy!” krzyczeli, gdy podnosili się każda skrzynia. „Jadę do Egiptu”! — zawołała Jaskółka, ale nikomu to nie przeszkadzało, a gdy wzeszedł księżyc, poleciał z powrotem do Szczęśliwego Księcia.


„Przyszedłem się pożegnać” — zawołał.


„Jaskółko, jaskółko, mała jaskółko” — powiedział książę — „czy nie zostaniesz ze mną na jedną noc dłużej?”


„Jest zima”, odpowiedziała Jaskółka, „a wkrótce nadejdzie mroźny śnieg. W Egipcie słońce jest ciepłe na zielonych palmach, a krokodyle leżą w błocie i leniwie się dookoła rozglądają. Moi towarzysze budują gniazdo w świątyni Baalbec, a różowe i białe gołębie obserwują ich i gruchają do siebie. Drogi Książę, muszę cię zostawić, ale nigdy o tobie nie zapomnę, a następnej wiosny przyniosę ci dwa piękne klejnoty w miejsce tych, które oddałeś. Rubin będzie bardziej czerwony niż czerwona róża, a szafir będzie tak niebieski jak wielkie morze.


„Na placu poniżej”, powiedział Szczęśliwy Książę, „stoi mała dziewczynka z zapałkami. Pozwoliła, by jej zapałki wpadły do rynsztoka i wszystkie są zepsute. Jej ojciec będzie ją bił, jeśli nie przyniesie do domu pieniędzy, a ona płacze. Nie ma butów ani pończoch, a jej mała głowa jest naga. Wyrwij mi drugie oko i daj jej, a jej ojciec jej nie pobije”.


„Zostanę z tobą jeszcze jedną noc”, powiedziała Jaskółka, „ale nie mogę wyłupić ci oka. Byłbyś wtedy całkiem ślepy”.


„Jaskółko, Jaskółko, mała Jaskółko” — powiedział Książę — „zrób, co ci rozkazuję”.


Więc wyrwał księciu drugie oko i rzucił się z nim w dół. Przeleciał obok dziewczyny z zapałkami i wsunął klejnot w jej dłoń. „Co za piękny kawałek szkła” — zawołała dziewczynka; Pobiegła do domu ze śmiechem.


Potem Jaskółka wróciła do księcia. „Jesteś teraz ślepy” — powiedział — „więc zostanę z tobą na zawsze”.


„Nie, mała jaskółko”, powiedział biedny książę, „musisz wyjechać do Egiptu”.


„Zostanę z tobą na zawsze” — powiedziała Jaskółka i zasnął u stóp księcia.


Cały następny dzień siedział na ramieniu księcia i opowiadał mu historie o tym, co widział w dziwnych krainach. Opowiedział mu o czerwonych ibisach, które stoją w długich rzędach nad brzegiem Nilu i łowią złote rybki w dzioby; Sfinksa, który jest stary jak świat, żyje na pustyni i wie wszystko; kupców, którzy idą powoli obok swoich wielbłądów i niosą w rękach bursztynowe koraliki; Króla Gór Księżyca, który jest czarny jak heban i wielbi wielki kryształ; wielkiego zielonego węża, który śpi na palmie i ma dwudziestu kapłanów, którzy karmią go plackami miodowymi; i Pigmejów, którzy pływają po wielkim jeziorze na dużych płaskich liściach i są zawsze w stanie wojny z motylami.


„Droga, mała jaskółko” — powiedział Książę — „mówisz mi o cudownych rzeczach, ale wspanialsze niż cokolwiek jest cierpienie mężczyzn i kobiet. Nie ma Tajemnicy tak wielkiej jak Niedola. Leć nad moim miastem, mała Jaskółko, i powiedz mi, co tam widzisz.


Tak więc Jaskółka przeleciała nad wielkim miastem i ujrzała bogatych weselących się w swoich pięknych domach, podczas gdy żebracy siedzieli u bram. Leciał na ciemne uliczki i zobaczył białe twarze wygłodniałych dzieci, patrzących apatycznie na czarne ulice. Pod łukiem mostu dwaj mali chłopcy leżeli sobie w ramionach, próbując się ogrzać. „Jak bardzo jesteśmy głodni!” oni powiedzieli. „Nie wolno ci tu leżeć”, krzyknął Strażnik i wyszli na deszcz.


Potem poleciał z powrotem i opowiedział księciu, co widział.


„Jestem pokryty szczerym złotem”, powiedział książę, „musisz go zdjąć liść po liściu i dać moim biednym; żyjący zawsze myślą, że złoto może ich uszczęśliwić”.


Liść za liściem szczerego złota, który jaskółka zbierała, aż Szczęśliwy Książę wyglądał dość matowo i szaro. Liść za liściem szczerego złota, który przynosił biednym, a twarze dzieci stawały się coraz bardziej różowe, śmiały się i grały na ulicy. „Mamy teraz chleb!” oni płakali.


Potem przyszedł śnieg, a po śniegu przyszedł mróz. Ulice wyglądały, jakby były ze srebra, były tak jasne i lśniące; z okapów domów zwisały długie sople niczym kryształowe sztylety, wszyscy chodzili w futrach, a mali chłopcy nosili szkarłatne czapki i jeździli na łyżwach po lodzie.


Biedna mała jaskółka stawała się coraz zimniejsza i zimniejsza, ale nie chciał opuścić księcia, kochał go zbyt mocno. Podnosił okruchy za drzwiami piekarza, kiedy piekarz nie patrzył, i próbował się ogrzać, trzepocząc skrzydłami.


Ale w końcu wiedział, że umrze. Miał tylko siłę, by jeszcze raz podlecieć do ramienia księcia. „Do widzenia, drogi książę!” mruknął: „Czy pozwolisz mi pocałować twoją rękę?”


„Cieszę się, że w końcu udajesz się do Egiptu, mała Jaskółko” — powiedział książę — „zostałaś tu zbyt długo; ale musisz pocałować mnie w usta, bo cię kocham”.


„Nie jadę do Egiptu” — powiedziała Jaskółka. „Idę do Domu Śmierci. Śmierć jest bratem Snu, prawda?


Pocałował szczęśliwego księcia w usta i padł martwy do jego stóp.


W tym momencie w posągu rozległo się dziwne pęknięcie, jakby coś pękło. Faktem jest, że ołowiane serce pękło na pół. Z pewnością był to strasznie silny mróz.


Następnego dnia wczesnym rankiem burmistrz szedł po placu w towarzystwie radnych miasta. Kiedy mijali kolumnę, spojrzał na posąg: „Drogi mnie! jak nędznie wygląda Szczęśliwy Książę!” powiedział.


„Naprawdę nędzny!” krzyczeli radni miejscy, którzy zawsze zgadzali się z burmistrzem; i podeszli, aby to obejrzeć.


„Rubin wypadł z jego miecza, oczy zniknęły i nie jest już złoty”, powiedział burmistrz, „jest trochę lepszy niż żebrak!”


„Trochę lepiej niż żebrak” — powiedzieli radni miejscy.


„A u jego stóp faktycznie leży martwy ptak!” kontynuował burmistrz. „Naprawdę musimy ogłosić, że nie wolno tu umierać ptakom”. Urzędnik miejski zanotował sugestię.


Zburzyli więc posąg szczęśliwego księcia. „Ponieważ nie jest już piękny, nie jest już przydatny” — powiedział profesor sztuki na Uniwersytecie.


Następnie stopili posąg w piecu, a burmistrz zwołał zebranie korporacji, aby zdecydować, co należy zrobić z metalem. — Oczywiście musimy mieć inny posąg — powiedział — i będzie to mój posąg.


„O mnie” — powiedział każdy z radnych miasta i pokłócił się. Kiedy ostatnio o nich słyszałem, nadal się kłócili.


„Co za dziwna rzecz!” — powiedział nadzorca robotników w odlewni. „To złamane ołowiane serce nie topi się w piecu. Musimy to wyrzucić”. Rzucili więc ją na kupkę kurzu, na której leżała też martwa jaskółka.


„Przynieś mi dwie najcenniejsze rzeczy w mieście” — powiedział Bóg do jednego ze swoich aniołów; Anioł przyniósł Mu ołowiane serce i martwego ptaka.


„Słusznie wybrałeś”, powiedział Bóg, „bo w moim rajskim ogrodzie ten ptaszek będzie śpiewał na wieki, aw moim mieście ze złota szczęśliwy Książę będzie mnie wychwalał”.

Słowik i róża

„Ona powiedziała, że będzie tańczyć ze mną, gdybym przyniósł jej czerwone róże”, krzyknął młody student; „Ale w całym moim ogrodzie nie ma czerwonej róży”.


Słowik usłyszał go z gniazda na dębie ostrokrzewu, wyjrzała przez liście i zastanawiała się.


„Żadnej czerwonej róży w całym moim ogrodzie!” płakał, a jego piękne oczy wypełniły się łzami. „Ach, od jakich drobiazgów zależy szczęście! Przeczytałem wszystko, co napisali mędrcy, i wszystkie sekrety filozofii są moje, ale z braku czerwonej róży moje życie stało się nieszczęśliwe”.


„Oto wreszcie prawdziwy kochanek” — powiedział Słowik. „Noc po nocy śpiewałem o nim, chociaż go nie znałem: noc po nocy opowiadałem jego historię gwiazdom, a teraz go widzę. Jego włosy są ciemne jak kwiat hiacyntu, a usta czerwone jak róża jego pożądania; ale namiętność uczyniła jego twarz jak bladą kość słoniową, a smutek opieczętował jego czoło”.


„Książę jutro wieczorem daje bal” — mruknął młody Student — „a moja miłość będzie z towarzystwa. Jeśli przyniosę jej czerwoną różę, będzie ze mną tańczyć do białego rana. Jeśli przyniosę jej czerwoną różę, trzymam ją w ramionach, a ona oprze głowę na moim ramieniu, a jej dłoń będzie trzymana w mojej. Ale w moim ogrodzie nie ma czerwonej róży, więc będę siedział samotny, a ona mnie ominie. Nie zważa na mnie, a moje serce pęknie”.


„Tutaj rzeczywiście jest prawdziwy kochanek” — powiedział Słowik. „To, o czym śpiewam, cierpi — co dla mnie jest radością, dla niego bólem. Z pewnością miłość to cudowna rzecz. Jest cenniejszy niż szmaragdy i droższy niż szlachetne opale. Nie można go kupić za perły i granaty, nie można go też wystawić na targu. Nie można go kupić od kupców ani zważyć go na saldzie za złoto”.


„Muzycy usiądą w swojej galerii” — powiedział młody Student — „i będą grać na swoich instrumentach strunowych, a moja miłość będzie tańczyć przy dźwiękach harfy i skrzypiec. Będzie tańczyć tak lekko, że jej stopy nie będą dotykać podłogi, a dworzanie w wesołych sukienkach będą ją tłoczyć. Ale ze mną nie zatańczy, bo nie mam jej czerwonej róży ”; rzucił się na trawę, ukrył twarz w dłoniach i zapłakał.


„Dlaczego on płacze?” — zapytał mały Zielony Jaszczur, gdy przebiegł obok niego z uniesionym ogonem.


„Rzeczywiście, dlaczego?” — powiedział motyl, który fruwał po słońcu.


„Rzeczywiście, dlaczego?” szepnął do sąsiada Stokrotka cichym, cichym głosem.


— Płacze za czerwoną różą — powiedział Słowik.


„Dla czerwonej róży?” oni płakali; „Jakie to śmieszne!” a mały Jaszczur, który był czymś w rodzaju cynika, roześmiał się otwarcie.


Ale Słowik zrozumiał sekret smutku Ucznia i siedziała cicho na dębie i rozmyślała o tajemnicy Miłości.


Nagle rozpostarła brązowe skrzydła do lotu i wzbiła się w powietrze. Przeszła przez gaj jak cień i jak cień przepłynęła przez ogród.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 2.73
drukowana A5
za 14.68