Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

Ta książka powstała przede wszystkim dzięki Bogu, w którym odnalazłem wsparcie, siłę i odwagę, również dzięki mojej najbliższej rodzinie, Żonie i trójce cudownych dzieci.

Chciałbym także dedykować ją swojej Mamie, która zawsze chciała dla mnie jak najlepiej…

Prolog

Niedoskonały

…pomimo rozwoju duchowo-intelektualnego jaki osiągnąłem, daleko mi do wymarzonego ideału. Wiem, ideał nie istnieje, jest tak samo wyimaginowany jak nasze strachy z dzieciństwa, wtedy bardzo realne, dziś śmieszne. Kiedy upadam, po raz kolejny, czuje się niczym karykaturalna podróbka Jezusa Chrystusa i tak jak On, tylko po stokroć mocniej odczuwam lęk i niemoc, której zaznał w Gaju Oliwnym przed lawiną cierpienia i poniżenia, którego nie byłbym w stanie znieść. Próbuje się zebrać i podnieść ale się chwieje, walczę jak ryba wyciągnięta z wody, o każdy łyk tlenu, wypieram się siebie niczym Judasz Chrystusa, chce zrzucić ten brud na innych...Kiedy po niewyobrażalnym dla mnie wysiłku, dałem radę tylko powstać, czuje gniew i lęk, szukam w sobie honoru, szukam wyciągniętej ręki, znów na chwilę tracąc wiarę tak mozolnie i skrzętnie budowaną, ale jedna myśl, jeden błysk składający się w mojej głowie w szept: „walcz, idź do przodu”…


Przez chwilę nienawidzę całego świata, czuje odrazę dla siebie samego i tylko duma nad którą nie panuje, pcha mnie do przodu....nie poddam się, wolę zginąć i tak już poniżony, ubrudzony tymi ludzkimi słabościami, o których myślałem, że mnie nie dotyczą, bo jestem lepszy, mądrzejszy, silniejszy, kolejny już raz myliłem się, czując teraz smak porażki w mych ustach.


…Wtedy kolejny błysk w mojej głowie i myśl, że to kolejna lekcja pokory, droga nauka, bym nie zatracił się we własnym uwielbieniu, by pycha nie zdobyła mego serca, bym poczuł najgorsze instynkty, które pozwolą mi zrozumieć własną naturę i pokochać siebie, słabego, grzesznego, upadłego i nie zapomnieć, iż zawsze mogę upaść, bo jestem tylko człowiekiem, prochem, źdźbłem trawy na wielkiej polanie. Powstałem, chwieję się, ale idę, bo czuję się silniejszy…

Wstęp

Nikt nie rodzi się doskonałym, ale to My, ostatecznie dokonujemy wyboru, na drodze życiowych zakrętów. Często je komplikujemy, a jeśli gubimy po drodze szlachetne wartości, nasze życie straci sens. Każdy popełnia błędy, jednak ważniejszym jest, by wyciągać wnioski i rozwijać się, szukać przyczyn, bo skutki już znamy.


Wszystkich Tych co poszukują, chciałbym zabrać w podróż, do własnego wnętrza, do sfery duchowej, by odnaleźć prawdziwe szczęście, prawdziwe wartości. Wytrawny „przewodnik”, chciałby oprowadzić Was, krok po kroku, do celu podróży tak samo i Ja, byście niczego nie przeoczyli i zrozumieli, dlaczego tu właśnie jesteście.


Chciałbym dać Wam „klucz” do drzwi, które prowadzą do szczęścia i harmonii. Wystarczy, że je otworzycie i przekroczycie próg… To od Was zależy, czy się odważycie spojrzeć dalej i głębiej, być może burząc dotychczasowy „porządek”, odnaleźć siebie i Boga, bo tylko z Nim u boku możemy wygrać i przestać się bać.


Nie jest to poradnik religijny, jednak nie będę ukrywał, że tylko dzięki Naszemu Stwórcy i wypływających z Jego nauk wskazówek, każdy odnajdzie, swój idealny Świat. W książce tej na pewno znajdzie się miejsce dla Naszego Boga, bo Ja, ale też, przede wszystkim On, mamy do tego prawo. Być może, będziesz musiał drogi Czytelniku, zburzyć swój stary i postawić nowy, lepszy, niezachwiany i piękny dom.


Sednem książki, będzie rozwój i praca nad zgłębianiem świadomości, jako głównego instrumentu, dzięki któremu odnajdziemy w sobie i otaczającym Świecie piękno. Nie bylibyśmy w stanie dostrzec błędów, bez tej wiedzy i wysiłku związanemu ze zrozumieniem, a następnie przeprojektowaniem swojego umysłu, do którego wpuścicie odrobinę świeżości i gram kreatywności.


Nie ma możliwości, by się nie udało, tylko zaufajcie mi, oraz otwórzcie na wiedzę i wskazówki. Powodzenia!

Tylko rozwój pozwala dostrzec błędy, tylko wiedza daje przetrwanie i nowe możliwości…


White Raven

1. Mój dom. Co najważniejsze jest w budowie domu?

— Fundament i filary.


Ludzie koncentrują się w większości na zmianie wizerunku, chcą być fit, mieć piękne ciało, śniadą cerę, piękny makijaż, modną fryzurę i oczywiście piękne i modne ciuchy.


— Czy to sprawia, że jesteś bardziej szczęśliwy? Jeśli tak, to na jak długo?


— Czy to sprawi, iż Twoje problemy znikną?


— Czy dzięki temu stworzysz szczęśliwą i kochającą się rodzinę?


— Odpowiedź jest jedna, NIE!


To tak jakbyśmy wybudowali piękny dom, ale na kruchym fundamencie, będzie błyszczał chwilę, a następnie się rozpadnie, zawali, ulegnie powolnej lub szybkiej destrukcji.


Co jeśli filary będą krzywe, ściany nośne będą nierówne bez odpowiednich kątów? Czy mądry gospodarz zacznie remontować dom, od wymiany dachówki, zmiany na piękną elewacje, cudne firanki?


Nie, chyba, że nie będzie widział błędu, nie będzie widział problemu i choć ściany będą pękać, on dalej skupiał będzie się na wyglądzie zewnętrznym, otoczce, trawniku i przez małą chwilkę będzie szczęśliwy, a dom dalej będzie ulegał powolnej destrukcji, ściany będą pękać coraz bardziej i mocniej.


Jeżeli chcesz się naprawdę zmienić, być szczęśliwy, żyć w harmonii i cieszyć się życiem, to nie idź do fryzjera, nie kupuj modniejszych ciuchów, nie zmieniaj na lepsze i szybsze swoje auto, nie szukaj lepszych przyjaciół, tylko zajrzyj w głąb swojej duszy, zajrzyj do swego środka i tak jak mądry gospodarz, zacznie od solidnych fundamentów i prostych filarów, Ty zmień się wewnętrznie, znajdź prawdziwe wartości w swoim życiu, skup się na przyczynie a nie problemie czy skutku, który już zaistniał, tego już nie wymażesz, ale możesz wykreślić przyczynę by później nie płakać nad skutkiem…

Znaczna część ludzi, zamiast koncentrować się nad przyczyną swoich problemów, ciągle przyglądają się skutkom, które pragną zręcznie tuszować, lub wmawiać sobie, iż więcej się nie powtórzy. Żyją iluzją, która pryska jak bańka mydlana, a oni znów udają zdziwionych. To usunięcie przyczyny, jest kluczem. Znajdź swój błędny schemat działań, przyjrzyj się mu i poszukaj źródła…

2. Rodzina

Czytałem kiedyś piękne opowiadanie dające do myślenia, brzmiało miej więcej tak:


"...pewne pisklę żyło wśród kur, biegało jak one, dziobało ziemię w poszukiwaniu ziarna, podskakiwało i wydawało podobne dźwięki, którymi charakteryzują się te zwierzęta.


Tak płynęły dni aż pisklę stało się dorosłe. Pewnego dnia kury spoglądając w niebo, zauważyły pięknego ptaka, szlachetnie szybującego po niebie orła. Kury z wielkim podziwem spoglądały w niebo, po czym zerkając na siebie powiedziały: „My nigdy takie nie będziemy, nie potrafimy latać, jesteśmy tylko kurami”, młody na to przytaknął i pobiegł dalej podskakując na podwórku, tymczasem nie wiedział, iż jest przygarniętym pisklakiem orła, przez kury, które go wychowały…”

Autor opowiadania miał na celu zwrócenie uwagi na naszą świadomość, na to jak bardzo potrafimy sami „podcinać sobie skrzydła”, na to jak bardzo sami niszczymy marzenia i ambicję. Ja w tym opowiadaniu widzę jeszcze jeden przekaz a mianowicie rolę rodziny.

Czym jest Rodzina?

Fundamentem naszej osobowości, to tu od naszych „bohaterów” zdobywamy najważniejszą, pierwszą wiedzę i wartości, których się uczymy, kształtujemy się i nasiąkamy wszystkim tym, co jest „promowane”, przez naszych rodziców. Stajemy się często ich odbiciem lustrzanym, a w dorosłym wieku nierzadko kopią, naszych nazwijmy to „mentorów”. W świetle tej jakże pospolitej wiedzy, zwróćmy uwagę jak wielki obowiązek i odpowiedzialność spoczywa na Nas rodzicach. Odpowiedzialność, która coraz częściej schodzi na drugi, a czasem i dalszy plan.


Żyjemy w czasach gdzie liczba rozwodów stale rośnie, zakładamy rodziny i z pełną premedytacją i świadomością je okaleczamy, kierując się własnym „ego”, przestajemy walczyć o „Nas” bo jak zawsze łatwiej się poddać, niż podjąć próbę naprawy siebie i związku.

Do czego to prowadzi?

Czy zdajemy sobie sprawę, iż nawet małe dzieci zapamiętają ten moment rozbicia rodziny, nierzadko w kłótniach i złej atmosferze? Czy aby na pewno jesteśmy świadomi konsekwencji takiego czynu w obliczu rozwijających się dzieci?


Jak zawsze wszystko zaczyna się od wartości, które mamy w sobie, to nimi kierujemy się w życiu, postrzegając je być może tylko jako pole do swojego popisu, zaspakajanie siebie i karmienia swojego ego a inni stają się tylko narzędziami w naszym marszu do celu.


Tak, zakładamy rodzinę, ale jeśli nie zrozumiemy, że wszystkim członkom tej wspólnoty, należą się równe prawa rozwoju, jeśli nie zrozumiemy, że w rodzinie jesteśmy zobowiązani do dbania w pierwszej kolejności o innych, żonę, męża, dzieci, bo to Oni będą naszym prawdziwym spełnieniem, Ich szczęście będzie nas uskrzydlać i motywować, dobro i troska będą zawsze procentować i tylko z takimi wartościami, możemy się prawdziwie spełniać, nigdy nie zapominając o reszcie rodziny.


Jak niewielu z Nas wie czym jest prawdziwa miłość, za to jak wielu powtarza to słowo bardzo często niczym wyuczoną regułkę jakiegoś szkolnego przedmiotu. Tak w skrócie, prawdziwa miłość nie oczekuje niczego w zamian, jest bezinteresowna i zawsze szczera. Tym uczuciem powinna charakteryzować się rodzina, zawsze na pierwszym miejscu inni członkowie, wtedy okazując takie wartości, takie dobro, możemy mieć pewność, że to samo do Nas wróci.


Mógłbym się jeszcze rozpisywać wiele o związkach, zdaję sobie sprawę jak wiele przykładów można podawać, ale chciałem zwrócić uwagę na fundamenty, wartości najwyższe i wielką odpowiedzialność, którą bierzemy na swoje barki, a z taką łatwością, coraz częściej próbujemy ją zrzucić. Chciałem Wam przekazać, że tylko kierując się prawdziwymi wartościami, o których nigdy nie zapomnimy, możemy zbudować piękną rodzinę, w której każdy będzie czuł się spełniony, a jednocześnie miał satysfakcję, że jest jednym z filarów tego domu, niezbędną częścią. Rodzinę trzeba zawsze pielęgnować, myśleć o niej i widzieć w niej swoje spełnienie, tak jak dbanie o kwiat, choćby nawet najpiękniejszy, jeśli przestaniemy go podlewać, zwiędnie i uschnie. Nie będę się już rozpisywał na temat wierności, szczerości i innych dla mnie oczywistych elementach rodziny, mam nadzieję, że i Waszych, bo jeśli zaniedbamy choć jeden z podstawowych elementów, nie ma mowy o stworzeniu satysfakcjonującej i spełnionej rodziny.


Prawdziwa miłość, rodzina to Ja, Ja to moja rodzina, na zawsze, a dzieci? Będą uczyły się od Nas…

Jeśli chodzi o Rodzinę, to wiąże się z nią prawo interakcji, jak w każdej wspólnocie, którą budujemy. Musimy budować na solidnych fundamentach, prawdziwej miłości, której sednem jest „dawanie” od siebie i kochanie wszystkich członków rodziny w pierwszej kolejności, wykluczając miłowanie swojego ego. Chcesz być kochany? kochaj ich najmocniej jak potrafisz, szukasz spełnienia? Dbaj o to, by i Oni się spełniali i byli szczęśliwi, a wtedy będziesz najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Rodzina to jedna ze Świętości, którą mamy obowiązek pielęgnować, a nie mamy prawa „podnieść na Nią ręki”, tylko takie przekonania, pozwolą Tobie na zbudowanie pięknej i trwałej rodziny, a Ty zawsze będziesz miał w niej oparcie…

3. Jak tracimy Cel z oczu i wpadamy w Obsesję
Co jest celem naszego życia?

Zastanówmy się wspólnie, spoglądając z perspektywy naszego życia i wybiegając w przyszłość. Tak najogólniej zapewne będzie to: piękny dom, szczęśliwa i zdrowa, a także spełniona rodzina, a później oczywiście bardziej banalne rzeczy jak, fajny samochód, jakieś egzotyczne wakacje, otwarcie swojej firmy lub jej rozwój itp.


Na większość z tych marzeń musimy zbierać środki pieniężne i nie ma w tym nic dziwnego ani złego, w końcu chcemy się spełniać.


Kiedyś czytając „Potęgę podświadomości” Josepha Murph’ego, poznałem jego spojrzenie i znaczenie pieniędzy. Autor pisał, iż są one wartością, którą zdobywamy na przestrzeni swojego życia jako formę zapłaty za naszą pracę etc. Teraz najpopularniejszy jest pieniądz, ale bywały czasy, że płaciło się złotem, srebrem, kamieniami szlachetnymi, bydłem, swoimi wyrobami, wymieniając się na inne interesujące nas wartości, czy rzeczy w kręgu naszego zainteresowania.


Tak, nie ma i nie było w tym nic dziwnego i sam w sobie pieniądz, nie jest ani dobry, ani zły, dopiero w naszych rękach staje się wartością lub narzędziem, które wykorzystujemy do dobrych lub złych rzeczy, a czasami po prostu je zbieramy, kolekcjonujemy, oślepieni jego błyskiem i przypisując do jego ilości, proporcjonalnie Naszą wartość.


Niestety ale pieniądz potrafi przysłaniać nam oczy, na jego podstawie często oceniamy innych, dla nas w tym wypadku bardziej lub mniej wartościowych ludzi, pieniądz i jego zdobywanie staje się obsesją. Niektórzy zbierają i odkładają, nie korzystając z nich nawet, ale czują się dowartościowani, mając ich coraz większą ilość, lub ewentualnie inwestując, by je cały czas pomnażać a działania te, stają się magicznym rytuałem, który jakby swą mocą, zaślepił Nasze serca. Otaczamy się podobnymi do siebie ludźmi i razem z nimi wspieramy się w wyznawaniu miłości dla „mamony”, rozkochując się coraz bardziej i bardziej w swoim bogactwie, które tylko Nam służy i niechętnie chcielibyśmy się nim dzielić.


Niektórzy z nas pracują coraz więcej i więcej by je zdobywać, popularnym jest powiedzenie: „Ten to cały czas biega za pieniędzmi, a nie będzie miał czasu, kiedy ich wydawać”. I w istocie, tak właśni się staje, coraz częściej popadamy w obsesję, tracimy w życiu prawdziwe wartości, jak rodzinę, miłość, prawdziwą przyjaźń, a koncentrujemy się na zdobywaniu „pieniędzy”.


Mamy coraz mniej czasu dla bliskich, zaniedbujemy rodzinę, zapominamy o Bogu ponieważ mamy nowego fałszywego bożka, „mamonę”.


Zaczynamy robić dla nich wszystko i często potrafimy zdradzić nasze wartości, czy jakiekolwiek zasady, by mieć ich więcej.


W każdym aspekcie naszego życia powinniśmy dbać o harmonię, zdrowy rozsądek, by nie dać się zaślepić, by nie stracić z oczu prawdziwych wartości i prawdziwego Boga, by w życiu starać się więcej dawać, niż brać dla siebie, zamykając się we własnym bunkrze, dbając tylko o swoje samopoczucie.


Uwierzcie mi ale pieniądz nigdy nie był i nie będzie prawdziwym synonimem szczęścia, nie jest w stanie nam tego zagwarantować, bo wiem z pewnością, iż nie po to Nas Bóg stworzył. Dla mnie jest on raczej doskonałym narzędziem szatana, który zaciera ręce, widząc jak bardzo tracimy dla niego głowę…


Pieniądz nie może być celem naszego życia, jeśli dążymy do prawdziwego szczęścia,

on ma nam jedynie towarzyszyć, być przyjacielem podróży, ma być w wystarczającej ilości, by się spełniać i z radością iść przez życie.

Pieniądz potrafi być doskonałym narzędziem szatana, jak wielu z Nas, traci dla niego głowę, opętani chorą obsesją, myślimy, iż od jego ilości, zależy Nasze poczucie szczęścia. Dla pieniędzy, potrafimy sprzedać i zniszczyć wszystkie najpiękniejsze wartości, by nigdy nie zaznać prawdziwego piękna życia i miłości, dla których ograniczenia nie istnieją, a prawdziwe szczęście, rodzi się w sercu, świadomości i duszy, jest niezachwiane oraz nieśmiertelne i nie posiada barier, by towarzyszyć Nam na zawsze…

4. Ciąg dalszy obsesji, Moda na bycie „fit”

Temat znam od podszewki, więc proszę nie myśleć, że piszę o czymś czego nie rozumiem. Rozumiem i to bardzo, zaczyna się niepozornie, czasami z chęci schudnięcia, zmiany wyglądu na bardziej atrakcyjny, no i na pewno jest pewna grupa, która chce leczyć kompleksy. Kiedy zaczynałem i ja tak myślałem, stanę się silniejszy, bardziej atrakcyjny etc. W końcu przecież dbam o zdrowie, lepsze to, niż nałogi jak palenie czy picie alkoholu. Pewnie, że tak, wtedy było Nas niewielu, sporty siłowe zaczynało się w piwnicach, strychach, lub latem na podwórkach i tak szybko mnie to wciągało, jak nałóg, ale zdrowy, zdrowy do pewnego momentu.

Tak jest i dziś, tyle tylko, że mamy mnóstwo klubów, wiele suplementów, niezliczoną ilość trenerów personalnych i wielu cichych doradców podpowiadających nam do ucha. Zaznaczam, nie chcę pisać o sporcie zawodowym, bo to inna bajka. Cóż, nic w tym dziwnego powiemy, każdy ma jakiegoś „konika”, hobby czy zainteresowania.


Oczywiście mass media zalewają nas pięknymi, błyszczącymi, zapewne naoliwionymi również ciałami, które przyciągają nasze zazdrosne spojrzenia i myśli: „też tak bym chciał/a”.


Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że wielu z łatwością popada w obsesję, którą najprościej można nazwać „kultem ciała”, „kultem Adonisa”. Naprawdę łatwo stracić zdrowy rozsądek w takim świecie, który z chęcią zalewa nas na każdym kroku promując piękno. Niestety piękno naszej „duszy” czy „intelektu” nie doczekało się bynajmniej takiej promocji.


W czym problem? Będąc zalewani mnóstwem diet, które mają z Nas zrobić „Herkulesów”, oraz suplementów, które mają ten efekt przyśpieszyć, łatwo popadamy w nałóg, fanatyzm, czy obłęd kształtowania naszych ciał. Nasz dzień podporządkowujemy odpowiedniej ilości posiłków, regularnie i wręcz ze stoperem w ręku spożywanych, następnie myśl o odpowiednim treningu, oczywiście suplementy przed i po a nawet w trakcie ćwiczeń. Tak mijają dni, a My coraz bardziej nakręceni, wytyczamy nowe cele, kilogramy czy procenty tkanki tłuszczowej.


Wielu rezygnuje z imprez rodzinnych, lub innych zaproszeń, ewentualnie pojawiają się na nich z pojemnikami własnego jedzenia, nawet nie zdając sobie sprawy jak bardzo wygląda to groteskowo. Dzień po dniu, godzina po godzinie opętani jedną wizją, doskonała muskulatura, doskonałe proporcje, jak najmniejsza ilość tkanki tłuszczowej.


I znowu wracamy do punktu wyjścia, czyli naszych wartości. Powiedzcie szczerze, jakie to wartości wynikają z tak obsesyjnego dbania o ciało? Zdrowie? Niekoniecznie, nie biorąc nawet pod uwagę nieszczęśliwych wypadków, czy licznych kontuzji, nie należy zapominać jak wielka już grupa amatorów posiłkuje się dopingiem, jest dostępny już wszędzie, obawiam się, iż gdyby nie to, że kioski „Ruchu” znikają z naszego krajobrazu, to za chwilę mielibyśmy i tam zagwarantowaną sprzedaż.


Nadmierne przywiązanie do fizyczności, grozi obsesją i fanatyzmem, a to raczej otępienie umysłu i błędne postawienie sobie priorytetów, ponieważ ten sport z założenia i u podstaw rozwija egoizm, oraz uwielbienie swojego ciała, wyniki dotyczą tylko Ciebie i nie wnoszą żadnych sensownych, czy istotnych wartości, nie ma tam raczej cech zespołowości, przynajmniej niewiele, ale raczej konkurencja i rywalizacja połączona z fobią odstawienia „suplementów”, tudzież innych „witamin”, by brak ten nie strącił Nas w otchłań przeciętności małych bicepsów i mniej widocznego ukrwienia kończyn, które doprowadzi Nas na skraj depresji i mocno uszczupli samoocenę.


Mnóstwo czasu i uwagi poświęcamy sobie, a już przygotowywanie posiłków i dodatków, rośnie do rangi ceremonii i rytuału, bez którego szczęście i pojęcie harmonii jest zagrożone, dlatego waga i stoper czekają zawsze w gotowości. Twoja ekscytacja i zadowolenie wyglądem, przeradza się w uzależnienie i wszelkie „spadki” formy grożą depresją, a przynajmniej zachwianiem wewnętrznego spokoju i wątpliwościami w sens życia.


Muskulatura nie ma żadnej wartości, no chyba, iż zakładamy sobie cofnięcie do czasów prehistorycznej walki, gdzie intelekt stanowił narzędzie dopiero się kształtujące i powoli używane.


Sport to zdrowie, ale tylko w zdrowych proporcjach, bo zawsze rozwój umysłu był ważniejszy, inaczej mieszkalibyśmy w jaskiniach i porozumiewali archaicznym bełkotem. Mam wrażenie, iż gdyby przełożyć wysiłek, w budowaniu nieprzydatnej muskulatury, w rozwój duchowy czy intelektualny, bylibyśmy dziś geniuszami i filantropami władającymi kilkunastoma językami, oraz tworzyli przełomowe twierdzenia i teorię, by w końcu zawitać w annałach historii, jako odkrywcy i wynalazcy.


Tak nawiasem mówiąc, cieszmy się, iż w czasach intensywnego rozwoju technicznego, nie było takiego „ciśnienia” i mody na „kratkę na brzuchu”, bo być może Pan Edison, byłby zafrapowany i opętany wizją jej wyrzeźbieniem, a czas stracony pozbawiłby go możliwości wynalezienia „żarówki”, wtedy Nas otoczyłaby ciemność, i siłą rzeczy musielibyśmy „świecić” jedynie napuchniętą golizną.


Zdaje sobie sprawę z ironii mojego przekazu, być może wielu poczuje się urażonych, być może wielu zaskoczonych, niestety to prawda, z której należy zdać sobie sprawę, a nie ma innej drogi na naprawę swojej rzeczywistości, czy swoich błędów, jak uświadomienie ich sobie.


Wszystko jest dobre i zdrowe, ale w umiarze, jeśli zaczyna się, od dbanie dla własnego zdrowia, czy figury, a kończy się na obsesji, fanatyzmie, dopingu, czy priorytetach opartych w większości na dbaniu i afirmacji własnego ciała, to na pewno zgodzicie się ze mną, nie tak powinno to wyglądać, a pytanie, które się nasuwa brzmi „Gdzie w tej obsesji, jest miejsce na rozwój świadomości, bez której nasze człowieczeństwo zostaje zachwiane?”

Obsesyjne przywiązywanie wagi, do piękna Naszego ciała i rozwoju muskulatury, niesie ze sobą poważne skutki otępienia świadomości i raczej jej destrukcji. Obsesja ta, karmi i wręcz tuczy, Nasze ego. Priorytety życia i prawdziwe wartości zostają zachwiane, co wyklucza harmonię i prawdziwe

szczęście. Nie ma możliwości na rozwój w takim stanie. Bez rozwoju świadomości, nie będziemy w stanie zapanować nad swoim życiem, a zachwianie praw harmonii i równowagi, będzie uderzać z podwójną siłą w Nas samych…

5. Idealne partnerstwo

Temat bardzo rozległ, na który napisano wiele teorii, oraz recept. Chciałbym jednak skoncentrować się na rzeczach najistotniejszych, fundamentach, bo przecież chcemy zbudować solidną więź, a nie ma nic ważniejszego jak „fundamenty”, które mają unieść i wytrzymać całą konstrukcję naszego związku.


Przeczytałem ostatnio teorię udanego związku, przez pryzmat wiedzy jaką powinny dysponować kobiety, na temat właśnie oczekiwań mężczyzny względem tej idealnej. Artykuł sprawnie napisany w bardzo luźnej formie, mnie jednak nie przekonał, a przecież jestem mężczyzną.


Nie przekonał dlatego, iż pokazuje jedynie oczekiwania i powody tych oczekiwań, jakimi ponoć kierują się mężczyźni w poszukiwaniu idealnej partnerki. Notabene podobne spostrzeżenia można by napisać odnośnie niezbędnej wiedzy dla mężczyzn, na temat kobiet i ich oczekiwań względem tego idealnego „samca”.


To nie może się udać. Dlaczego? Nie jesteśmy w stanie zbudować dojrzałego i udanego związku wychodząc na „dzień dobry”, przez pryzmat naszego „ego”, czyli oczekiwań względem partnera/ki.


By zbudować piękny związek na solidnych fundamentach, należy wyjść z założenia, co ja mogę dać od siebie, dla partnera/ki, wtedy odrzucamy „ego” i budujemy, na nazwijmy to „krystalicznych wartościach”, a przede wszystkim prawdziwych. Nasze Ego zawsze będzie wszystko niszczyć i podpowiadać Nam: „będziemy razem, ale Ty musisz mnie zrozumieć..”, „będziemy razem ale Ty musisz mi na to pozwolić…", „jak mogę Cię kochać, jeżeli Ty mnie nie rozumiesz…", „będzie między nami dobrze ale musisz mi na to pozwolić…", „kocham Cię, ale Ty musisz też coś dla mnie zrobić, udowodnić…", słyszycie to? Cóż za egoizm w czystej formie, przez Nas przemawia! To przykłady częstych relacji partnerskich, jednak tam, myślimy o sobie, a jeśli każda ze stron myśli o sobie, to Partnerstwo nie istnieje, a co dopiero myśleć o miłości.


Tak więc, taki relacje, nie mogą się udać i prędzej czy później doprowadzą, do coraz to nowych oczekiwań i w konsekwencji kłótni, oraz oddalania się od siebie. To bardzo ważne relacje, ponieważ od nich zaczyna się budowa rodziny, a rodzina jest świętością i wzajemną odpowiedzialnością, nie tylko za siebie, ale też piękne istotki, które rodzą się z tego partnerstwa, miłości i wzajemnych relacji. Musimy budować z założenia sprawną i wytrzymałą konstrukcję, która się nie rozsypie z powodu pierwszego lepszego problemu.


Wierzcie mi nasze „ego” z wiekiem potrafi się rozrastać, a jeśli jeszcze je karmimy, to będzie nami dominować i przysłaniać kompletnie oczy. Dlatego egoizm należy zadusić w zarodku, by się nagle nie wykluł i nie zaskoczył Nas, jak sprytny partyzant w lesie.


Jeszcze raz przypomnę, prawdziwa miłość i partnerstwo nie wysuwa żądań, nie oczekuje niczego w zamian, nie stawia oczekiwań na drodze swojego rozwoju, wyklucz egoizm w każdej formie, a zakłada wzajemne zainteresowanie parterem i w pierwszej kolejności jego szczęściem. Dbamy o swój rozwój i satysfakcję wzajemnie, odrzucając możliwość „promowania” się jednej ze stron, bo wtedy wieź się umacnia. Wiążecie wzajemnie ze sobą szczęście, wzajemnie czerpiąc satysfakcję i radość.


Gdy to zrozumiemy, będzie nam naprawdę łatwiej, nie będziemy się bać, czy nam wyjdzie, po prostu będziemy tego pewni, a cóż, wartościowego dla Nas partnera/kę zawsze możemy tego nauczyć.


Tak jak dobro ostatecznie zawsze wygrywa, tak prawdziwa miłość w konfrontacji z egoizmem również wygra, nie mam co do tego wątpliwości.


Jak nauczyć się prawdziwej miłości? Już wiecie czym się charakteryzuje, jeśli to dla Was nowość, to być może znak, iż w życiu kierujecie się fałszywymi wartościami. Zatrzymajcie się na chwilę, zamknijcie oczy i wsłuchajcie się w bicie własnego serca. Wyłączcie na chwilę świadomość i postarajcie się uruchomić inne zmysły, otwórzcie swoje serca i pomyślcie również o Bogu, bo to przy nim, jest wszystko to czego potrzebujemy. Zbliżcie się do Niego a wszystko stanie się prostsze. To przy Nim są najpiękniejsze i najtrwalsze wartości, które oferują spełnienie i prawdziwe szczęście.

Idealne partnerstwo wyklucza ego w każdej postaci, a budowane jest na silnym fundamencie prawdziwej miłości, która nie odrzuca wzajemnych wad i pomyłek, za to oferuje Empatię i lojalność. Nikt nie jest idealny, jednak budowanie związku, który akceptuje niedoskonałość i oferuje trwałą miłość, jest bliskie ideału…

6. Spojrzenie Dzieci na świat, idealnym rozwojem Świadomości

Dzieci… Spójrzmy na świat jak One, bez stereotypów, naleciałości, osądów czy wyroków. Uczmy się świata jak One, całym sobą, z ciekawością, fantazją i niczym nie skrępowanym polotem, poczujmy to życie jak gdyby przepływało przez nasze serca…


Mój 4 letni synek Gabriel, widząc, iż jego mama szykuję się by zrobić makijaż, powiedział: „Mamo nie musisz się malować i tak jesteś piękna..”. Jakie cudowne spojrzenie na otaczający świat, dzieci nie widzą w nas wad, one widzą po prostu zalety. Spójrzmy na świat jak One, nie szukajmy w drugim człowieku wad a ujrzyjmy jego dobro i zalety, w każdym z Nas jest dobro, postarajmy się je tylko dostrzec…


Świadomość wymaga rozwoju, bodźców, przez całe życie, inaczej zanika, słabnie, jak nieużywany mięsień. Świadomość najlepiej się rozwija, bez barier i ograniczeń, kiedy nic z góry nie przyjmujemy za pewnik, ale ją poruszamy, do analizowania i rozkładania na czynniki proste. Na świadomość należy wpływać swoją chęcią do codziennego poznawania życia. Spoglądajmy za każdym razem z innej perspektywy i z tą samą ciekawością każdego nowego dnia…

Patrzeć na Świat jak Dziecko, to w rzeczywistości komplement. Dzieci nie tworzą barier, ani ograniczeń w pojmowaniu rzeczywistości. Nie wiedzą co to stereotypy i potrafią zauważyć najdrobniejsze piękno w drugim człowieku, przy czy nie zauważają w nim wad, szukając podświadomie tylko dobra.

7. Chcesz zmienić Świat? Zacznij od Siebie

Jak wpłynąć na naszą rzeczywistość, by była dla mnie bardziej przyjazna?


Zawsze się nad tym zastanawiałem i pewnie Wy czasami również macie takie myśli. Próbowałem oczywiście od zmieniania wszystkich i wszystkiego dookoła, ale im więcej w to sił wkładałem, tym bardziej napotykałem na nieuzasadniony dla mnie opór. Myślałem sobie wtedy: „co jest z nimi wszystkimi nie tak?” Odpowiedzi jednak nie uzyskałem, co tylko powodowało moją większą frustracje.


Tak to właśnie jest, że jak chcemy polepszyć jakąś sferę naszego życia, to staramy się wpłynąć na wszystko i wszystkich wokół Nas.


To właśnie moi drodzy bardzo częsty błąd. Dlaczego? Jak zwykle przemawia cicho, do Nas, nasze “ego”, które sprytnie manipulując naszą świadomością, przysłania wartościowe odruchy, nie pozwalając dostrzec, że być może, problem leży w Nas. Zazwyczaj kiedy walczymy z otaczającą Nas rzeczywistością, po prostu wpadamy w wir konfliktów i coraz większej eskalacji nieporozumień, ponieważ najzwyczajniej zapominamy o prawie interakcji, której podlega wszystko.


Zacznijmy od początku żeby zrozumieć. Zawsze kiedy chcemy na kogoś, lub coś wpłynąć, musimy wychodzić ze świadomego, lub podświadomego przeświadczenia, iż sami jesteśmy idealni.


Ja jestem wzorowy, a problem wynika z tej drugiej strony. Na jakiej podstawie tak myślimy? Za kogo się uważamy? Czy aby na pewno, jesteśmy tacy nieskazitelni, idealni i poprawni?

Uwierzcie mi, tak nie jest, myślę, że całe życie musimy nad sobą pracować, tak samo rozwijać swoją wiedzę, talenty, swoją firmę czy umiejętności. Nie bez powodu istnieje powiedzenie: “człowiek uczy się całe życie..”.


Spróbujmy z drugiej strony np.: mamy konflikt z partnerem, przestańmy go pouczać, a sami zastanówmy się, co mogę zrobić, by było lepiej, lub postawmy się na jego miejscu, a może wtedy zrozumiemy, że na jego zachowanie mają wpływ moje działania, lub najzwyczajniej, ich brak. Odrzućmy swoje “ego” na chwilę i przeprośmy pierwsi, bez względu na to, co myślimy o racji konfliktu. Podejdźmy i przytulmy mówiąc “kocham Cię”. Zobaczymy nagle czary, a wszystko niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zacznie zmieniać się na lepsze. Partner na pewno prędzej czy później, doceni nasz gest i sam będąc pod wrażeniem, zacznie brać z nas przykład.


Kiedy zaczynamy z czymś, lub kimś walczyć, prawo interakcji oddaje nam tym samym. Jeśli pokazujesz wyrozumiałość, starasz się zrozumieć, przy tym dając dobro, możesz spodziewać się tego samego względem siebie.


Tak samo na każdym polu naszego współżycia międzyludzkiego, starajmy się zmienić swoje zachowanie, poprzez większą uprzejmość, czasem pomoc, czy najzwyklejszy uśmiech w miejscach publicznych, który zobaczycie, że zdziała cuda. Chcesz lepszego kontaktu, więcej zrozumienia, miłości, czy pomocy, sam musisz oferować to samo, nie czekając na innych. Nagle wszyscy dookoła staną się bardziej mili i uprzejmi, a problemy i konflikty zaczną znikać. Czary? Nie po prostu dobro, które będzie z Nas wychodzić, niczym bumerang będzie wracać.


Chcesz zmieniać świat? Zacznij od siebie a zobaczysz jak szybko on zmienia się dla Ciebie..

Prawo interakcji dotyczy wszystkich i wszystkiego. Oczekując dobra i życzliwości, sam musisz oferować to samo. Życie polega na tym, by dawać a następnie brać. To kolejne prawo równowagi, a dzięki niej panuje harmonia. Chcąc zmieniać świat, musisz sam oferować wartości, na których Tobie zależy, a nie żądać „czegoś” od innych, a samemu nic nie oferować. Co dajesz, to dostajesz, więc zacznij od siebie, a zobaczysz, jak świat zmienia się dla Ciebie…

8. Moje wartości, moją wizytówką

“Jak Nas widzą, tak nas Piszą..”, to stare powiedzenie najlepiej oddaje sedno tego co chciałbym Wam przekazać.


Bynajmniej nie zajmę się “modą”, mimo dużego przywiązania do wizerunku wielu osób, nie ma ono znaczenia na naszą kondycję duchową.


Na pewno nie jest dla Was żadną nowością, iż nasze maniery mówią o Nas, ale również, a może przede wszystkim wartości, którymi się kierujemy.


Wiem, pisanie, czy mówienie o Bogu nie jest w modzie i to widać. Na modnym portalu społecznościowym, który jest dla mnie osobiście, odbiciem lustrzanym tego co dzieje się w społeczeństwie, wśród mnóstwa wpisów i postów, trudno by szukać jakieś o naszym Bogu. Bardzo dziwne prawda? Tym bardziej w obliczu danych statystycznych, które mówią, iż ok. 80—90% Polaków deklaruje, że jest katolikami.


Jeszcze bardziej mnie dziwi, kiedy widzę przecież ciągle uroczystości, chrzcin, śluby itp. a do tego wszyscy z wielkim entuzjazmem obchodzimy święta kościelne i nierzadko oglądam tłumy w kościołach.


Co jest grane? Czyżbyśmy się wstydzili naszego Boga?


Już słyszę te pomrukiwania w stylu: “ale przecież portale społecznościowe nie są od tego..”. To gdzie jest miejsce dla Naszego wspólnego Boga? Chcemy go zamknąć tylko w kościele? Może w skrytce w domu albo piwnicy? Na strychu? Bo przecież nie jest nam potrzebny na co dzień, mamy ważniejsze sprawy?


Ktoś powie: “ale ważne jest, by było widać jego wartości i nauki w naszym zachowaniu”.


Owszem, zgadzam się, ale czy na pewno je widać? Zadajmy sobie szczerze to pytanie, czy widać Jego wartości w naszym codziennym życiu? Czy z taką łatwością przychodzi nam osądzanie innych, ciągła rywalizacja, a często i radość z potknięć kolegi, czy koleżanki, atakowanie się wzajemne, spory nawet z najbliższymi i setki innych złych przykładów, które mógłbym wymieniać.


Więc gdzie jest miejsce dla Naszego Boga??


Czy jeżeli Ty przyjdziesz do Niego z prośbą, a On się odwróci, będziesz zdziwiony? Czy jeżeli spotkasz się z Nim kiedyś, spojrzysz Mu prosto w oczy bez wstydu? Postaraj się o tym pomyśleć teraz, nim będzie za późno.

To jacy jesteśmy, zależy w ogromnej mierze, od Naszego zachowania i jest to reakcja wiążąca, a także wiele mówiąca o Nas samych. Czym się kierujemy, jakie wartości niesiemy, a najbardziej Nasze czyny, „…po owocach ich poznacie…” Niech Nasze „owoce”, mówią więcej niż słowa, bo słowa nic nie znaczą, kiedy nie ma „owoców”, lub są tylko te „zgniłe”. Nie da rady oszukać innych, a na pewno już nie swojego Boga, któremu każdy obiecał lojalność. Czy jeżeli nie potrafimy okazać Najwyższemu lojalności i szczerości, czy odwzajemnić uczucia miłości, jesteśmy w stanie komukolwiek, cokolwiek wartościowego zaoferować?

9. Dobro jak i zło, zawsze powraca

W życiu jest tak, od zarania dziejów, iż jeśli posadzimy dobre ziarno, to będziemy mieli pewność zbierania dobrych owoców, czy plonów naszych działań.


Pewnie o tym słyszeliście i wcale nie chce Was zaskoczyć, to prawda.


Znając tę zasadę naszego życia i Boga, który wielokrotnie w swych naukach o tym mówił, warto się na chwilę zatrzymać i zastanowić nad naszym życiem.


Czy dobro, które niewątpliwie wielu z Nas daje, nie ogranicza się czasami do wąskiego grona najbliższych czy przyjaciół? O nie, o tym w naukach Chrystusa, na pewno nie było.


Ważnym jest więc, byśmy byli dobrymi, do jak najszerszego grona ludzi. Powiem więcej, sztuką i prawdziwym dobrem, jest to dla nieznajomych, bezinteresownie, bo dla najbliższych to wszyscy, lub prawie wszyscy potrafimy.


Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę