E-book
12.29
drukowana A5
33.88
Striptizerka

Bezpłatny fragment - Striptizerka


Objętość:
104 str.
ISBN:
978-83-8245-045-3
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.88

Angel

Show

Gdzie jesteś kochanie? Gdzie jesteś?

Znów nie ma cię cały dzień.

Pojechałaś do mamy na kawę?

Zadzwoń, czekam na twój telefon…


— Cześć, to ty jesteś Angelica? To ty jesteś na tym zdjęciu?

— Oczywiście, że ja, a kto inny? — zaśmiała się uroczo dziewczyna na oko lat dwadzieścia dwa, wysoka brunetka, o dziewczęcej urodzie.

Wszyscy ruszyli w stronę windy.

— No, ok. Chodźcie za mną, pokaże wam co i jak.

— Daj, wezmę tą walizkę.

— Dobra, poradzę sobie, jestem już dużą dziewczynką.

— Jak tam chcesz, musimy się sprężyć, mamy jeszcze dwa występy dzisiaj i trochę drogi.

— Wiem, postaram się szybko uwinąć.


— Tu możesz się przebrać Angela.

— Super, dziękuję.

— To z tobą będę się rozliczać?

— Mam taką zasadę, zawsze biorę pieniądze z góry.

— Dobrze, nie ma problemu.

— Trzymaj.

Pięć stów, zgadza się?

— Tak, wszystko się zgadza.

— Mogę popatrzeć?

— To jest extra płatne! -odpowiedziała Angela ironicznie.

— Za ile będziesz gotowa?

— Daj mi pięć minut.

— Chcecie się poczęstować?

W pokoju, na stole kuchennym widać było kilka ścieżek.

— Nie, dzięki

— Na pewno nie?

— Nie, może potem

Ubrana w kusą spódniczkę i stanik Angela weszła do pokoju obok.


— Zajmij się kawalerem tak, by był zadowolony.

Dorzucimy ci coś jak się postarasz.


Dziewczyna zaczęła poruszać się powoli, idąc w stronę mężczyzny siedzącego na krześle.

Miał obrzydliwy wyraz twarzy, jakby ślina miała mu zaraz polecieć z pyska i miał się rzucić na dziewczynę, która ocierała się o niego swoimi pośladkami.

Wokoło kilku mężczyzn z głupimi wyrazami twarzy, wyraźnie podnieconych.

— Rozbierz mu koszulkę!

— Spokojnie, wiem co mam robić.

— Postaraj się bardziej.

Jeden z mężczyzn wymachiwał w stronę dziewczyny banknotem.

Tancerka na kolanach pełzała w stronę mężczyzny.

Wzięła banknot i schowała do stanika.

Ruszyła w stronę kawaler, usiadła na nim, chwytając jego kark i przyciągając do siebie, nieoczekiwanie mężczyzna wstał razem z tancerką, mocno obejmując jej plecy i pośladki.

— Opuść mnie!

— Rozluźnij się dziewczynko!

— Nie! Puść mnie!

— Ściągnij mu spodnie!

— Puść mnie!

— Dobra, już…

Tancerka odskoczyła na ziemię i odepchnęła lekko mężczyznę


— Jeszcze ostatnie wyjście, idę się przebrać.-powiedziała Angela w pośpiechu, zbierając z ziemi część garderoby.


Ostatni taniec trwał krótko. Angela chciała jak najszybciej wyjść z apartamentu.

Po pokazie, jeden z mężczyzn szarpnął ją w swoją stronę, trzymając w ręku plik banknotów zapytał:

— Co byś mogła jeszcze zrobić, tak maksymalnie?

Dopłacimy, ile chcesz?

— Nie chodzi o pieniądze, nie mamy czasu, musimy jechać na kolejne pokazy.

Angelica weszła do pokoju, w którym się przebierała.


— Zbieramy się!

— Co jest? Wszystko w porządku?

— Powiedzmy, lepiej się stąd szybko zawińmy, robi się gorąco …


Angela otrzymała kolejnego sms-a:


Gdzie jesteś kochanie?

Wracasz już do domu?

Zrobiłem kolację.


Mąż czekał na nią w domu, a ona z oczami pełnymi łez. Schowała telefon do torby i pomyślała, że nigdy mu nie wybaczy tego, że musiała wrócić do tego koszmarnego zajęcia.

Wspomnienia

Angelica przypominała sobie, jak zaczynała karierę striptizerki, gdy miała siedemnaście lat.

Aspiracje ku zawodzie modelki legły w gruzach, gdy po wielu castingach i konkursach piękności okazało się, że świat mody jest zupełnie inny niż jej cukierkowe wizje.

Propozycje od wiekowych sponsorów są częstsze niż jakiekolwiek propozycje udziału w kampaniach reklamowych.

Angelica musiała posiłkować się foto- modelingiem, który był równie ciężki do zdobycia i przynosił same rozczarowania.

Razem z przyjaciółką postanowiły, że trochę sobie dorobią, by starczyło na ciuchy, kosmetyki i jakieś profesjonalne foty na początek.

To będzie tymczasowe, to tylko na chwilę by od czegoś zacząć.

Angela znalazła w gazecie ogłoszenie:

„Szukamy tancerki, taniec w klubie nocnym.”

Zadzwoniła…

— Dzień dobry. Ja w sprawie pracy tancerki. Nadal aktualne?

— Tak, tak oczywiście, praca jest od godziny 21.00 do godziny 5.00 nad ranem.

— Ale nie trzeba się rozbierać?

— Nie. U nas tancerki tylko tańczą w seksownych strojach, nic więcej. Proszę przyjechać i spróbować. Będzie pani zadowolona.

— Dziękuję. Można prosić adres?

I tak się zaczęła przygoda z nocnymi klubami, Angelica obiecała sobie, że nigdy się nie rozbierze.

Pierwszy dzień w klubie.

Pierwszy dzień pamiętam jak dziś:

Przyjechałyśmy z Sabi do klubu o nazwie „Piekło”

Mały klubik w centrum miasta, schodziło się do niego po schodkach, wąski korytarz, przed wejściem kotara, jak w teatrze. Bar po lewej stronie, kilka stolików po prawej, sofy, rurka i potem druga sala, zaplecze dla tancerek było na dole, tam znajdowały się pokoje vip, gdzie odbywały się prywatne pokazy.

Na bramce stało paru typów, jeden wielki” Bestia” i dwóch lekko przypakowanych.

Za barem stał młody przystojny chłopak.

Właścicielka- była prostytutka po fachu Meggi.

W tym dniu nie było jej w klubie.


Menedżerka klubu- Ila, miała około czterdziestki. Była lekko przy tuszy, włosy jasny blond, spięte w kucyk.

— Tu możecie się przebrać- powiedziała z wymuszonym uśmiechem menadżerka, po tym jak powitała nas w klubie i zaprowadziła na dół do pokoju tancerek.

Nie było źle, spodobało nam się. Mogłyśmy robić to co kochamy. Nie musiałyśmy się rozbierać i jeszcze nam za to płacili!

Jest idealnie.

Podstawy dostawałyśmy pięćdziesiąt, reszta to prowizja z drinków. Za striptiz płacą extra, ale się nie zgodziłyśmy się na rozbieranie.

Już pierwszego dnia Ila wzięła sprawy w swoje ręce, by nas trochę rozruszać. Do klubu przyszedł stały klient ze swoją dziewczyną, która najwyraźniej go nakręcała. Prawdopodobnie miała jakąś prowizję od klubu, w każdym razie facet się dobrze bawił.

— Mamy nowe dziewczyny!

Chodźcie tu do stolika! Angela!, Sabi! — powiedziała chytra Ila

— Śliczne są!

— To co butelka bąbelków?

— Tak.

— Angelica, jest dziś pierwszy dzień i ma opory z rozebraniem się

— No coś ty dziewczyno! Z takim ciałem — powiedziała dziewczyna, która przyszła do klubu z mężczyzną.

Byłam już trochę pijana, ale nadal onieśmielona całym tym biznesem, nie chciałam, by ktokolwiek mnie dotykał i przerażało mnie to wszystko zwłaszcza, że byłam jeszcze dziewicą.

Dziewczyna i jej sponsor zaproponowali, że zapłacą za mój taniec prywatny pięćset, a ona mi pokaże co i jak, bo sama kiedyś tańczyła.

Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do private room, a Sabi była na mnie zła, dlatego, że to nie ją wypatrzyli.

Szarpnęła mnie za rękę i wysyczała:

— Nie idź!

Nawet nie zwróciłam na nią uwagi, zaślepiona sumą jaką mi zaproponowała dziewczyna i lekko podniecona udałam się na dół.


Pokaz trwał jakieś 10 minut, były to tyko trzy piosenki, jedna po drugiej. Za kotarą, tylko ona dzieliła pokój z korytarzem stał ochroniarz, on pilnował by wszystko było jak trzeba.

Dziewczyna ściągnęła ze mnie sukienkę, mężczyzna tylko patrzał.

Tańczyłyśmy razem chwilę i po strachu, gdy pokaz dobiegł końca wypiliśmy jeszcze drinki. Po jakimś czasie sponsor i jego towarzyszka opuścili klub, potem było już tylko kilku klientów.

Nie żałowałam tego, że się zdecydowałam, wszystko działo się szybko to było jak jazda bez trzymanki.

Dopiero jak upadniesz na ziemie zaczynają się wyrzuty sumienia.

Ja nie zamierzałam spadać na dół tylko wspinać się w górę.

Fascynujące życie nocne było przyjemne. Miesiąc potem zorientowałyśmy się, że system, który obrałyśmy- szybka, łatwa kasa jest nieco wadliwy.

Siedzenie w klubie do rana, powroty do domu autobusem przez 7 dni w tygodniu, kilka godzin snu, ciągły stres dawały się we znaki.

Czasami klub był pusty i nie było ani jednego klienta więc pieniądze z tego były małe.

Po dwóch miesiącach zrezygnowałyśmy z pracy i postanowiłyśmy, że jedziemy dalej na podbój świata!

To nie miejsce dla nas …

Postanowiłyśmy sobie, że będziemy oszczędzać więc nie jadłyśmy praktycznie nic.

Pojechałyśmy do większego miasta by zakosztować jeszcze większych pieniędzy i wrażeń. Ten mały nikomu nieznany klubik tłamsił nasze ambicje.

Tatuaż

Sabi, która zawsze miała kompleksy i nie nienawidziła swojego ciała marzyła o zrobieniu sobie tatuaży by się za nimi ukryć. Mnie to nigdy nie interesowało, bo kochałam siebie i nie potrzebowałam jakiś idiotycznych malunków na swojej skórze.

Ciągle namawiała mnie na zrobienie sobie dziary. Praca w klubie całkowicie mnie odmieniła, niekoniecznie na gorsze.

Stałam się bardziej odważna, pewna siebie.

Dałam się więc namówić na tatuaż.

Człowiek, który miał nam wykonać dzieło sztuki był bardzo dziwny

Dziary zrobił nam za darmo. Chciał tylko je sfotografować. Miał profesjonalne studio i wszystko przebiegło higienicznie, profesjonalnie.

Koleś pochwytał nawet znieczulenie.

Nie miałam kompletnie pojęcia, co bym w zasadzie mogła sobie wytatuować. Nie chciałam żadnych idiotycznych kwiatków, gwiazdeczek, czy nic nie znaczących motylków, które miliony dziewczyn tatuowały na sobie. Jak już robię tatuaż to musi być to coś konkretnego, coś wyjątkowego.

Zawsze ciekawiły mnie tematy religijne, powiedziałam, że chcę anioła albo diabła na plecach.

No i stało się- na moich plecach znalazł się lucyfer.

Tak dobiegł koniec wspomnień z tamtego głupiego, młodzieńczego okresu.

Nie żałowałam tego wszystkiego.

Ta branża nauczyła mnie więcej niż 5 lat w biurze.

Byłam silna, pewna siebie i wiedziałam czego chcę.

Spełniałam swoje marzenia. Mogłam pozwolić sobie na wszystko czego pragnęłam.

Zawsze robiłam to co chciałam, nikt nie był w stanie mnie ograniczyć.

Sen

Znów miałam ten przerażający sen.

Siedzimy z dziewczynami na werandzie, za szybą uzbrojeni zamaskowani mężczyźni, dobijają się i chcą żebym ich wpuściła.

Ignoruje ich i nie otwieram drzwi, sami wchodzą.

Kładę się na ziemi, bardzo spokojnie z założonymi rękoma na karku. Jeden z nich patrzy na mnie ze współczuciem, jakby przepraszał, że musi zrobić mi krzywdę, wbija mi strzykawkę wypełnioną jakąś substancją w wewnętrzną stronę uda prawej nogi. Wtedy się budzę…

Jestem zmęczona.

Od kilku lat czuje jak ktoś narusza moją intymność, czuje się obserwowana na każdym kroku.

Idioci, myślą, że o niczym nie wiem.

Bo cóż może wiedzieć głupia striptizerka?

Mam niewiele czasu.

Zastanawiam mnie tylko jedno, czemu zainteresowali się zwykła dziewczyną z małej miejscowości, do czego jestem im potrzebna?

Mieszkam w małym mieszkaniu ze swoim mężem. On nie wie czym się zajmuje. Jest tak zapatrzony w siebie, że w ogóle mnie nie zauważa…

Mark jest wysokim brunetem o zielono-brązowym odcieniu tęczówki.

Jest dużo większy niż ja, czasem gdy się szarpiemy w kłótni rzuca mnie na łóżko, a ja nie mogę się ruszyć, jest zbyt silny.

Nie potrafię się bronić.

Pewnego dnia coś we mnie pękło, moja granica wytrzymałości została złamana w kolejnej już szarpaninie i kłótni uderzyłam Marka w twarz zaciśniętą pięścią.

Polała się krew. Zdębiałam po zobaczeniu jego twarzy, którą na brodzie pokryła jasno-czerwona barwa. Mark wybiegł do łazienki.

— Patrz co mi zrobiłaś idiotko! -wymamrotał, trzymając się prawą ręką za podbródek.

W pierwszej kolejności wystraszyłam się i cofnęłam do tyłu.

Byłam przekonana, że mi odda.

Nie zrobił tego. Następnie poczułam coś dziwnego, nie był to strach, ale ulga.

Nawet uśmiechnęłam się ironicznie. Z jednej strony było mi go żal, więc powiedziałam mimochodem :

— Nie maż się jak dziecko, zaraz pójdę kupić plastry ze szwami.

— To będzie do szycia! -odpowiedział przerażony Mark

— Przestań to tylko draśnięcie.

No trochę go załatwiłam tym ciosem, nie wiedziałam, że mam w sobie tyle siły, zawsze mnie to przerażało, tym bardziej, że nie lubiłam przemocy, nigdy nikogo nie uderzyłam i nie skrzywdziłam.

Było mi więc jednocześnie przykro i wstyd, że musiałam posunąć się do czegoś takiego, a z innej perspektywy to wreszcie zrobiłam to co powinnam zrobić już dawno!

No to Marka na razie mam z głowy. Nie będzie mnie więcej szarpać.

Mark wyszedł obrażony z domu grożąc, że nie zostawi tak tego.

Chciało mi się śmiać, byłam przeraźliwie spokojna.

Zadzwonił telefon.

To Endre -mój manager od śmiesznych pokazików. Każdy występ to jakiś cyrk.

Endre nie ma normalnych zleceń. Jego klienci to:

Psychole, narkomani, zboczeńcy, albo przygłupy.

Może parę razy trafili się normalni faceci.

Ach, cyrk musi trwać. Jakoś trzeba przetrwać. Raz wysłał mnie do chatki w lesie zupełnie samą, gdzie grupka zjaranych małolatów chciała się zabawić. Na szczęście czuwał nade mną mój anioł, jak zresztą zawsze. Chłopaki się poszarpali, zaczęli rzucać butelkami w siebie kłócąc się o to kto prześpi się z tancerką.

Uciekłam w pośpiechu. Dobrze, że kasa była z góry, no i takich akcji było więcej.

Innego razu zabrał mnie i koleżankę do klubu swingersów.

Myślałam, że zwymiotuje, gdy weszłam do tego obskurnego chlewu.

Wystrój miał być sexy, zamiast tego był odrzucający, a może w moim odczuci bo ja gardziłam takimi miejscami i tymi ludźmi, którzy korzystają z uroków takich miejsc.

Nie można nikogo potępiać, ani osądzać bo nigdy nie zna się historii czyjegoś życia, to samo dotyczy preferencji seksualnych, ale mimo to ludzie przebywający w takich miejscach mnie odrzucali.

Na wejściu stał bramkarz i wręczał róże każdej wchodzącej kobiecie, tak jakby najpiękniejszym z kwiatów chcieli przyćmić swoją wewnętrzną brzydotę.

Jak można korzystać z takich miejsc, gdzie każdy z każdym?

W powietrzu unosił się zapach jakiś tandetnych olejków eterycznych, znów nieudana próba ukrycia swądu unoszącego się z ich niewiernych ciał.

Byłam wściekła!

Czemu ten kretyn przyprowadził mnie w takie miejsce!

To miało być otwarcie klubu, a nie burdelu!

Było kilka ładnych twarzy wokół, np. piękna blondynka z karkiem, również niczego sobie, co oni robią w takim miejscu?

Ludzie naprawdę muszą szukać sobie wrażeń? Ich życie jest takie puste?!

Mnie wystarczy jak osoba, którą kocha spojrzy na mnie tak jakby chciała mnie natychmiast mieć za wszelką cenę i już mam mokro, a tu takie sporty się uprawia. Cha, cha. Nawet zaczął nas bawić ten klub i ci ludzie. Koleżanka, która była ze mną również tancerka nie była tak zniesmaczona jak ja, może dla niej też to była norma?

Co za świat!

Zeszliśmy na dół do piwnicy, tam się przebierałyśmy. Endre poczęstował nas białą, generalnie nie korzystam z takich specyfików, nie bawią mnie efekty działania tych śmiesznych proszków, najczęściej mam po nich jakieś schizy zamiast dobrej jazdy, dlatego nie biorę często tego szitu.

Okazjonalnie i to w małych dawkach, jeśli już korzystać to z dobrego staffu, no ale czasem człowiek po prostu chce się wmieszać w tłum świrów by nie odstawać, albo chce pokazać, że nie jest przysłowiową pizdą.

Wypiłyśmy z koleżanką parę drinów i zaczęłyśmy show na podestach.

Po jakiś kilku godzinach Endrew zaproponował byśmy skorzystały z sauny u góry. Ten idiota chyba nie sądził, że mnie przeleci w jakimś burdlu dla chory psychicznie ludzi z kompleksami i problemami z kępą.

Nie skorzystałam z propozycji.

Przy rozliczaniu pod koniec zlecenia Endrew zaczął kombinować coś z hajsem i dał nie tyle na ile się umówiliśmy. Byłam zniesmaczona.

Może odliczył sobie za ten śnieg? Cha, cha — żałosny typ.

Czasem miał cholernie dosyć wyskoków tego gościa i przypałów w jakie mnie zawsze ładował no ale parę groszy z niego było, więc zaciskałam zęby i przymykałam oko na jego zagrywki.

Wyjazd sponsorowany

Endrew wpadł na kolejny genialny pomysł. Tym razem trzeba poszerzyć zakres naszych działań. Trzeba więcej zarabiać. Wiele pomysłów roiło się w jego małym móżdżku, zaślepionym jedynie chęcią zysku i łatwej kasy.

— Hej mała, mam do ciebie propozycję nie do odrzucenia- oznajmił widocznie podjarany Endre

— Za dużo ćpasz, co znów wymyśliłeś?

— Cha, cha, nie no tym razem będziesz w niebo wzięta.

— Yhym, już to widzę. Dobra dawaj ten twój niesamowity plan!

— Załapałem kontakt do jednego typa. Załatwi ci fuchę w ciepłych krajach.

— Jaką znowu fuchę? Kim jest ten cudowny zbawca? -odpowiedziałam z ironią.

— Słuchaj, mamy parę miejsc wolnych do pracy. Duża kasa do zarobienia, nic nie trzeba robić tylko błyszczeć, czyli to co zawsze.

— Ech, mam wątpliwości. Ilekroć godzę się na twoje zajebiste pomysły, to zawsze spotyka mnie coś równie niezwykle powalonego!

— Cha, cha. Mała, ty jesteś dobra dziewczyna zawsze sobie poradzisz, co ty panikujesz?

— No ok. Niech będzie, że chce znać szczegóły.

— Słuchaj, to naprawdę okazja. Nie pakowałbym cię w nic ten teges…

— No, no, zamieniam się w słuch.

— To tylko naciąganie na driny bogatych, osamotnionych, jakże smutnych kolesi w pięknych widokach przy tym za sporą fasolę, co ty na to?

— Dobra, ale przysięgasz, że to nie mam nic wspólnego z prostytucją?

— Tak.

— Wiesz, że się tym nie zajmuje!

— Wiem, wiem, nie wpakowałby cię w takie szambo, za dużo mogę na tobie zarobić he, he nie chciałbym żebyś się zmarnowała, wiesz co mam na myśli?

— Super porównanie, dzięki, że tak o mnie dbasz -odpowiedziałam z pogardą.

— No to super, jesteśmy umówieni, będziemy w kontakcie.

Ogól nogi.

— Cha, cha, osioł, dobra na razie.

— Acha mała, jeszcze jedno, zapomniałem, że mam jeszcze klienta z większego miasta, chce się spotkać tylko z tobą.

Chodzi o taniec. To jeszcze przed wielkim wyjazdem, co ty na to? Kobel gotówką? Zainteresowana?

— No niech będzie.

— No i ten entuzjazm mi się podoba.


Co ja wymyślę żeby Mark zgodził się na mój wyjazd? Przecież on mnie nigdy nie puści na coś takiego.

Mimo wszystko myślę, że mnie kocha, po prostu nie radzi sobie z moją siłą. On nie może mnie ogarnąć, dlatego nie mam do niego pretensji.

Kochałam go nad życie i planowałam normalny dom, rodzinę, dzieci. Gdy brałam z nim ślub byłam najszczęśliwszą kobietą na ziemi.

No cóż, nie jesteśmy sobie pisani. On nie ma tej samej energii i siły życiowej co ja, nie pasujemy do siebie.

Dobra najpierw muszę ogarnąć zleconko od jakiejś szychy z dużego miasta, a potem pomyślimy o tym większym wyzwaniu.


— Hej Endrew! Zawieziesz mnie na to zlecenie, czy jak?

— Zapisz sobie jego numer, wyślę ci sms-em

i adres, dojedziesz sobie pociągiem. Ja nie mogę cię zawieźć, nie mam czasu.

— No, ok.

Słuchaj, ale to na pewno sprawdzony typ?

— Jasne, to mój stary klient, spoko gość. Lubi pończochy i popatrzeć na fajne dupy, takie jak ty.

— W porządku.


Wsiadłam do pociągu i czekałam z niecierpliwością na finalną stację. Wyobrażałam sobie kim jest ten tajemniczy facet.

Mam nadzieje, że będzie miał klasę.

Zasnęłam marząc, że tajemniczy facet będzie moim wybawcom i nie pozwoli mi wracać do tego strasznego zajęcia. Nigdy mnie nie poniży.

Zadzwonił telefon.

— Halo?

— Halo, Angie?

— Angel. Kto mówi?

— Tu … jestem znajomym Endre, mamy się dziś spotkać, odbiorę cię z dworca.

— Tak, tak super. Będę na pana czekać. Planowo za godzinę jestem na miejscu.

— Dobrze, wiem jak wyglądasz to się znajdziemy.

— Do zobaczenia

Ta godzina strasznie się dłużyła, zaczęłam odczuwać coraz większy niepokój, miałam przeczucie, że coś jest nie tak.


Wyszłam z pociągu, było zimno na dworze padał śnieg.

Ubrana w kusą spódniczkę, kozaczki i mini futerko miałam dłonie z lodu.

Na dworcu było szczególnie zimno, wiatr opętany uderzał mnie w twarz świeżym powiewem rzeczywistości.

Nie miałam przy sobie dużej ilości gotówki, liczyłam na pieniądze ze zlecenia, nie wiem czy uzbierałabym nawet na bilet powrotny.

Biłam się z myślami przez następne pięć minut, gdy komórka zaczęła wibrować — dzwoni, uff, już się bałam, że mnie wystawi …

— Jestem na dworcu, wyjdź przed, będę tam czekać. Czarny samochód, sportowy.

— Ok, już idę.

Ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych dworca.

Stał przed nim czarny samochód, a w środku był młody chłopak ok lat 30, napakowany, który wyszedł z auta i ruszył w moją stronę.

— No cześć, mam cię odebrać, jestem Pepe.

— Ale przed chwilą rozmawiałam z …

— Dobra nie mam czasu, Idziesz? Czy nie? Mam cię odebrać i tyle.

— Ok.

Ruszyliśmy w stronę auta.

W samochodzie siedział jeszcze jeden kark, ale nie było tajemniczego gościa.

Przed chwilą rozmawiał ze mną i mówił, że już czeka, o co chodzi?

Jezu, mam przeczucie, że to wszystko jest ustawione.

Sparaliżowało mnie. Szłam za nim jak w amoku. Nie wiedziałam, co się dzieje. Wsiadłam do auta.

Obok kierowcy siedział masywny facet, nieco starszy.

Wygląd agenta służb specjalnych.

Głupio się uśmiechał i patrzał na mnie w lusterku.

Kierowca odpalił auto. Zablokował zamki i chciał ruszyć.

W tym momencie poczułam, jakby ktoś mnie uderzył w głowę.

Jakaś niesamowita siła wypychała mnie z samochodu.

Zaczęłam krzyczeć:

— Wypuście mnie!

— Cha, cha -zaśmiał się kierowca.

— Zaraz będzie po wszystkim, twardzielko. Nie bój się — powiedział ironicznie ten drugi.

Odjechaliśmy.

Zaczęłam płakać.

— Proszę, ja nie chce. Wypuśćcie mnie i będzie po sprawie.

— Masz, zażyj to. -powiedział ten większy.

— Co to jest? Ja nie biorę takich rzeczy.

— To tylko na uspokojenie. Zaufaj mi.

Wzięłam pastylkę i połknęłam na prędce, nawet nie myśląc.

— Uspokój się, nie zrobimy ci krzywdy.

— Ja nic nie zrobiłam, miałam się tu spotkać z klientem. Jestm tancerką, proszę…

— Wiemy.


Znów zasnęłam


Obudziłam się. Na oko spałam kilka godzin.

Byłam w przyjemnym miejscu. Było ciepło. Na stole obok łóżka na którym leżałam były owoce i jakiś talerz z jedzeniem, to chyba był makaron z jakimś sosem, nie widziałam dokładnie, bo oczy miałam jak za mgłą.

Nie byłam skrępowana żadnym wiązaniem, a drzwi pokoju były otwarte. Jakby ktoś mi chciał przekazać: Chcesz to uciekaj!

Po chwili weszła jakaś kobieta. Zbliżyła się do mnie i zapytała, czy potrzebuje czegoś, czy chce skorzystać z łazienki.

— Nie dziękuje- odpowiedziałam, zaspana.

Wyszła z pokoju.

Podeszłam do stołu. Czułam wilczy głód.

— Nie jedz tak szybko, bo cię brzuch rozboli.

Wszedł do pokoju mężczyzna. Wyczułam, że to ten który rozmawiał ze mną przez telefon.

— Jestem …

— Nie obchodzi mnie to — przerwałam mu.

— No tak, mogłem się spodziewać, że będzie z tobą ciężko.

— No tak, a ja nie spodziewałam się, że banda oszołomów mnie uprowadzi! — wysyczałam.

— Cha, cha. Mówili mi, że jesteś zabawna. W porządku, masz prawo się gniewać.

— Gniewać? Wie pan co, nie próbuje być zabawna i mam w dupie kim właściwie jesteście. Proszę mnie natychmiast stąd wypuścić, bo nie zamierzam spędzić ani chwili dłużej z takim aroganckim dupkiem jak pan.

— Dobrze. Przepraszam. Nie chciałem pani rozzłościć to nasza wina. Nie powinniśmy w taki sposób działać, ale sama pani rozumie …

— Nie, nic nie rozumiem. Jestem tylko głupią tancerką!

— Odpowie pani na kilka pytań i kierowca panią odwiezie, obiecuje.

— Nie będę odpowiadać na żadne z pytań, bo nie wiem kim pan jest i…

— Dobrze. Spokojnie ujmę to tak, może pani wyjść i dostać się jakimś cudem na dworzec, który jest oddalony od tego miejsca jakieś 40 km.

Drzwi są otwarte. Nikt pani siłą tu nie trzyma.

Nie mniej jednak pani życie jest zagrożone, a my chcemy pomóc w zamian za małą współpracę.

— Cha, cha. Przepraszam rozbawił mnie pan.

— To dobrze, że zaczyna się pani rozluźniać, to pomaga w …

— Kpię sobie z pana i brzydzę się takimi zagrywkami. Nie potrzebuję pańskiej troski, opieki, czy jak wy to nazywacie ochrony. Jest pan żałosnym …

— Ok. Przejdę do sedna sprawy. Nie doceniłem pani. Nie ja kieruję tą sprawą, wykonuje tylko polecenia. Chciałem pani pomóc, no cóż …

— Zamieniam się w słuch.

— Zna pani tego mężczyznę?

Pokazał mi fotografię jakiegoś oprycha.

— Nie, nie kojarzę go, o co chodzi?

— To groźny przestępca. Dostaliśmy informacje, że się z panią kontaktował.

— Wie pan co? Obraża pan w tym momencie mój intelekt. Niech mi pan nie wciska tutaj kitu, bo żadne służby nie zastosowałyby takich obrzydliwych praktyk do wyciągnięcia informacji o jakimś gówno znaczącym Mietku.

— Jakie czynności ma pani na myśli? Przecież tylko panią przywieźliśmy w konkretne miejsce, zadaliśmy pytanie i wystarczy, że pani wyrazi chociaż odrobinę chęci i pojedzie pani do domu.

— No dobrze. Źle zaczęliśmy. Panie jakiś tam, mam to gdzieś.

Odpowiadam na pana pytanie: Nie, nie znam tego człowieka. Nic mnie z nim nie łączy. Jest pan zadowolony?

— Tak, ta odpowiedź mnie satysfakcjonuje. Przepraszam jeśli panią uraziłem.

— Nie, to ja przepraszam. Była niemiła. Pewnie jest pan Bogu ducha winny, wykonuje pan tylko …

— Dobrze już wystarczy. Zaraz przyjdzie ktoś kto panią odwiezie, przepraszam jeszcze raz w imieniu wszystkich.

— Naprawdę, nie musi pan…

Mężczyzna wyszedł z pokoju. Był niepocieszony.

Byłam dla niego okropna. Może on naprawdę chciał mi pomóc? Po prostu stałam się cyniczna, wredna i oschła. Przez te wszystkie wydarzenia, przez te afery, akcje i inne popieprzone rzeczy, które mnie w życiu spotkały nikomu nie potrafię zaufać.

Po dłuższej chwili pojawił się ten sam kierowca, co wcześniej.

— No i jak poszło? — zaśmiał się.

Milczałam przez tą chwilę i całą drogę do dworca. Mężczyzna wręczył mi pieniądze na bilet, jakby dokładnie wiedział ile znajduje się w moim portfelu i, że nie starczy to nawet na powrót. On lub jego wykonawcy, nie wiem, miałam to gdzieś.

Wzięłam pieniądze i czym prędzej oddaliłam się od niego i jego samochodu, a raczej firmy do której on należał.

Wróciłam do domu. Byłam zmęczona.

Położyłam się spać. Marka nie było w domu.

Zasnęłam.

Gdy tylko się obudziłam postanowiłam zadzwonić do Endrew i opieprzyć go za wczorajszy powalony dzień i rzekome zlecenie. Zrobił to świadomie,? Zapłacili mu? Nasuwały się pytania.

Może o niczym nie wiedział. Ten kolega go wystawił?

Napisałam mu pretensjonalną wiadomość:

Mężczyzna nie dojechał, że mnie wystawił i jestem wkurzona.

Na co on mi odpowiedział, że przecież wysłał mi wiadomość, że zlecenie nieaktualne, że facet się rozmyśliły i, że dzwonił ze sto razy, ale nie odebrałam.

Olałam temat, coś mi tu śmierdzi, albo Endrew w tym siedzi, albo oni przekierowali wiadomości i zablokowali połączenia.

Nie jestem specjalistą od spraw technicznych, ale myślę, że to możliwe.

Dobra zapomnę o tej całej sprawie, pojadę dorobić.

Nie ufam Endrew bardziej niż zwykle, ale nie mam wyboru, nie zostanę tutaj z Markiem na miejscu. Męczy mnie ten człowiek.

Poza tym kij wie, co to byli za ludzie i czego tak naprawdę chcieli.

Dzisiaj miałam dziwne sny. Różne popaprane wizję w głowie.

Śniły mi się karetki, które jeździły po całym mieście. Popisane mury sprayem pod moim blokiem.

Dobra, dzwonie do Endrew, może da się przyśpieszyć ten wyjazd.

Dłużej tu nie wytrzymam.

Już chciałam zadzwonić, ale ktoś mnie ubiegł.

Zastrzeżony numer.

— Witam, mieliśmy przyjemność odbyć dziwną rozmowę, była pani wtedy tak bardzo przerażona. Chciałbym się spotkać i porozmawiać, na neutralnym gruncie. Obiecuje, że nie ma w tym żadnego spisku.

— Co? Ja, nie wiem, ale …

— To jak? Dzisiaj? Za godzinę? W pani ulubionej knajpce?

— Słucham? Skąd pan …

— Trochę o pani wiem, to jak?

— Dobrze. Będę. Do widzenia.

Rozłączyłam się. Totalnie mnie zamurowało. Co ten człowiek chce? Kim jest i skąd wie gdzie pijam kawę?

To jakiś absurd. Koszmar. To jakieś posrane.

Nie wiem po jaką cholerę się na to zgodziłam, no ale chce się dowiedzieć kim są ci ludzie i czego chcą, a ten człowiek to mój jedyny trop.

Ubrałam się w czerwoną sukienkę, która wisiała w szafie na specjalne okazje.

Oczekiwałam spotkania.

Wyszłam z domu półgodziny wcześniej, by nie zastać mojego męża.

Kafejka była w prawdzie za rogiem.

Czekałam w aucie półgodziny i wypatrywałam tajemniczego mężczyznę.

Ktoś zapukał w moją szybę.

Zdziwiona wyszłam i powiedziałam:

— No nie, pan to jest niczym duch.

— Lata wprawy, idziemy?

— Tak, pan przodem, pójdę za panem.

Uśmiechnął się i ruszył w kierunku knajpki.

Weszliśmy do środka.

— Czego się pani napije? Na koszt firmy oczywiście.

— Tak, oczywiście, może być biała kawa.

— Dobry wybór, chyba najlepsza w mieście, co?

Wie pani co dobre, gratuluje gustu.

— Taa, czasem mam przebłyski, no to panie …

— Może mi pani mówić 7

— Siedem?

— Tak, bo taki ze mnie farciarz, z pani też, co?

— Wyczuwam tu jakąś chorą gierkę z pana strony. To była pomyłka, że się na to zgodziłam, mam już dosyć jakiś popapranych sytuacji, dziwnych ludzi, życzę wszystkiego dobrego. Do widzenia.

— Proszę poczekać! To nie tak.

— A jak?

— To nie tak miało wyglądać, ja chciałem tylko pani zaimponować.

— Niepotrzebnie, dosyć mam pozerów.

— Niby tak, ale wie pani, nie mogę się równać z tymi karkami z pani otoczenia. Jestem zwykłym facetem, chyba nie w pani typie.

— Teraz jest pan w moim typie, gdy jest pan szczery.

— Ja chciałem tylko… Nie mogłem o pani zapomnieć, było mi strasznie głupio.

— Rozumiem.

— Nie na co dzień spotyka się kogoś takiego …

— Jakiego?

— Niezwykłego.

— Wie pan co? Zmieniłam zdanie.

Poproszę coś mocniejszego, na lodzie i wodę mineralną.

— I to mi się podoba. Dla mnie to samo.

Nadchodząca kelnerka przyjęła zamówienie.

— Możemy zacząć od początku?

— Tak, jak najbardziej. Jestem Angelica.

— No tyle to ja już wiem. Ja jestem Greg.

— Super, miło poznać.

— Słuchaj, Angel.

— Wolałabym Angela.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.88