E-book
1.37
drukowana A5
10.71
Śniadanie na jednej nodze

Bezpłatny fragment - Śniadanie na jednej nodze


Objętość:
30 str.
ISBN:
978-83-8189-325-1
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 10.71

Bajka o grajkach

Była kraina

A w krainie bajka

Tak się zaczyna

Opowieść o grajkach


Grajki te grały

Na instrumentach

Każdego dzionka

I także w święta


Był grajek stary

Co znał się na nutach

Zimą czy latem

Chodził w półbutach


Był też dorosły

Grajek brodaty

Nosił na sobie

Znoszone szaty


Był też młodzieniec

Młodzian z natchnieniem

Grywał dla dziewcząt

Na liczku z rumieniem


No i najmłodszy

Wśród grajków był Kamil

Chłopiec co ćwiczył

Całymi dniami


Wiedział on dobrze

Że jego kolej

Nadejdzie szybciej

Niż obsieją pole


Ćwiczył więc z rana

Na swojej trąbce

Na polu dziadka

Gdzie słuchały owce


Już nad strumieniem

Ćwiczył w południe

Rybkom pogrywał

Cudniej niż cudnie


Wieczorem siadał

I uczył się nutek

Dziadek pomagał

By lepszy był skutek


Lecz razu pewnego

Mały Kamilek

Wziął swoją trąbę

I poszedł na rynek


Tam ludziom pogrywał

Skoczne huksańce

To już nie rybka

Nie owce na polance


Lecz ta muzyczka

Nie szła mu dobrze

Zdenerwowany

Był mały chłopiec


Nasz mały chłopiec

Choć mocno trenował

Nie był gotowy

By występować


Ludzie się śmiali

Z politowaniem

Śmiali się chłopcy

I starsze panie


Wtedy nasz grajek

Uciekł do domu

Nigdy nie zagra

Już nigdy nikomu


Na to przyszli

Do niego grajkowie

Dziadek co skrzypce

Miał już gotowe


Dorosły grajek

Na tamburynie

Grywał, że złość

Chłopcu przeminie


Grywał młodzieniec

Na swoim flecie

Że wszyscy razem

Są tu w komplecie


Brakuje tylko

Do trąby grajka

Taka to była

Rodzinna szajka


Zagrali wszyscy

Wespół wesoło

Kamilek wiedział

Że trening jest szkołą

Zuch ponad zuchy

Był sobie zuch

Nad wszystkie zuchy

Bardzo był śmiały

I miał kocie ruchy


Nie bał się za dnia

Ani wieczorem

Potwory zganiał

Dobrym humorem


Lecz razu pewnego

Do śmiałego zucha

Przyszła ogromna

Zła zawierucha


Przyszła i duje

Duje i dmucha

Za kołnierz łapie

Śmiałego zucha


Chucha i ciągnie

Ciągnie i chucha

W nieznane ciągnie

Zła zawierucha


Lecz zuch się nie bał

Złej zawieruchy

Bo był to zuch

Nad wszystkie zuchy


Wskoczył jej na grzbiet

Fikołki kołował

Co rusz się wznosił

I szybko nurkował


Robił też salta

I kręcił bączki

Złej zawieruchy

Nie puszczał z rączki


Wstrzymywał ją, pędził

I zwrotu próbował

Trącał ją nogą

I w chmurach szybował


Głową do góry

I ku dole głowa

Najbardziej z wszystkiego

Uwielbiał pikować


Leciał w przestworza

Na silnym wietrze

Przegonił orła

Ciął ciałem powietrze


No i przeleciał

Tak kilka chwil

Nim zawierucha

Opadła z sił


Gdy już nie miała

Na hulanki chęci

Zuch ją do drzwi

Swego domku przytwierdził


I tak wisiała

Zła zawierucha

Co już wogóle

Nie ma sił dmuchać


Była przestrogą

Dla każdej potwory

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 10.71