E-book
6.95
drukowana A5
23.27
Skrawki

Bezpłatny fragment - Skrawki


5
Objętość:
103 str.
ISBN:
978-83-8104-427-1
E-book
za 6.95
drukowana A5
za 23.27

wszystkim tym, którzy nigdy nie przestali we mnie wierzyć

haiku na początek

jestem teraz, tu

utrwalając na kliszy

metafory chwil

ważny skrawek

Nie obawiaj się kochać. Kimkolwiek jesteś. Jakikolwiek/jakakolwiek nie jesteś. Z kimkolwiek nie spacerujesz pod rękę. Nie obawiaj się kochać. W ostatecznym rozrachunku ważne jest tylko to, czy masz dobre serce. Gdy runą katedry wszelkiej nienawiści, pozostanie tylko to, co ma sens. Miłość, przyjaźń, jazz.

Nie wypełniona Tobą przestrzeń jest uboższa o te kilka słów, emocji, feerii barw. Nie obawiaj się kochać.

przerywając

nad nami czyste

niebo nieobecności

czy wiesz co czuję

skrawki myśli

Patrzyłam na słowa wyłaniające się spod moich myśli. Surowe kanty ich brzmienia, rozumienia. Wieloznaczności, którymi się stają. Metafory, które je sobie wybierają na współtowarzysza podróży. Patrzyłam długo i cierpliwie. Leśne dukty, zamglone miasto, dziwny niepokój, gdy czuję cię blisko. To, jak jesteś, gdy nie ma mnie daleko. Kształty, znaczenia, interpretacje. Przestrzenie moich dni, znikające gwiazdy naszych nocy. Twoja niepewność i podróże do odległych zakątków samotności. Jesteśmy jak płatki śniegu wirujące na wietrze w rytm ulotnych melodii serca.

mapa mojego świata w kilku prostych kreskach (14)

Jest wczesny wieczór. Głębię wyznacza rytm ataktyczny. Wsiadasz do żółtego tramwaju numer 28 i wtedy widzę cię ostatni raz. Emanujesz spokojem i tym wyrazistym przekonaniem, że należy oczekiwać nieoczekiwanego. Oddalasz się coraz bardziej, ku wzniesieniom, na których zaległo to miasto. Zawsze było w twoich snach. Każda wąska uliczka i każdy cień dający schronienie w upalny dzień. Rzeczywistość przerastająca wyobrażenie. Pozostał tylko jeden niedokonany aspekt tego marzenia. Wspólny spacer po Alfamie, gdzie fado wiruje rozgrzanymi cząstkami saudade.

Wyobrażam sobie, że siedzisz przy jednym z tych maciupkich stolików, gdzieś w zagubionych zakamarkach stromych ulic miasta. Popijasz kawę, zapisujesz olśnienia. Jak uśmiechasz się i mrużysz oczy. Jak bardzo szczęśliwa ta chwila zapisuje się w rytmie twojego serca. Kiedy się budzę jest kilka minut po czwartej. Czuję, że też nie śpisz. Nie czekasz na mój telefon.

wiadomość

Rozmazałam się wzdłuż linii horyzontu odcieniem chabru. Znajdź mnie tuż przed świtem.

wspominając

Lekko przypalony karmel, zapach cytryny i cynamonu rozpełza się po kątach. Ślizgam się wspomnieniem po gładkich falach, którymi wybrukowano plac Rossio. Wpadam wprost do ulubionej kawiarni, gdzie zdarzało mi się przesiadywać rozgrzanymi popołudniami. A potem znów na przełaj, pośród aromatów Alfamy, rozpisując się prostymi liniami po falach uśmiechu.

ludzie, których pochłania płomień lęku

Niepokój. Rozpala się powoli, płomieniem prześlizgując się łagodnie. Drżenie rąk. Pająk. Ciemność. Dorosłość. Związek. Odpowiedzialność wypalona jak piętno. Miłość i bliskość. Samotność dnia, oziębłość nocy. Strach. Przed nie byciem. Matką. Ojcem. Siostrą. Dziadkiem. Przed nie istnieniem. Tu, teraz, za tydzień. Przed sobą. Tym znakiem zapytania po każdym: kiedy, dlaczego, jak, gdzie, z kim. Przed byle jak i byle gdzie, z byle kim. I po każdym wykrzyczanym: odejdź. Nieskończoność możliwości udawania, że jest jakieś kiedyś, jakieś lepsze ja, nieznane my.

Ludzie, których pochłania płomień lęku, wykwitają z uporczywą nadzieją, że to ostatni już raz.

mapa mojego świata w kilku prostych kreskach (15)

Śniłam o tobie. Dość niedokładnie i enigmatycznie. Pamiętam jedynie kolor nieba i splendor gwiazd rozlany aż po horyzont. I twoje wiersze unoszące się przenikliwie. Trafiające w serce, celnie. Chyba już nie rozpoznałabym Cię wśród tylu innych twarzy. Jedyne, co doskonale pamiętam to kształt twoich ust i rytm słów wypełniających przestrzeń. Uwierz mi, nie chciałam się obudzić, nie w tych ramionach. Nie o czwartej nad ranem. Nie chciałam.

Marznę. Tęsknię bardziej niż przyznaję. Brak mi nas, mnie wobec ciebie… mogę zapomnieć wszystko, jednak nie tę miłość.

wtorkowe powroty

zamykałam oczy

wynurzałaś się ze mnie

łaski pełna i z gracją

obojętności

żegnałaś mnie znakami diakrytycznymi

kreślonymi nie twoją ręką w stęchłym powietrzu

gdy tylko

płytkie miejsca naszych spotkań

utrudniały ucieczkę

śmiałaś się

znad morza

gdy ciebie nie ma

pulsuje bez wytchnienia

uparte serce

Bon voyage, panie W…

Jeśli chcesz zapamiętać uśmiech, żółte tulipany będą najlepsze. Przekonywałeś mnie, a ja wybierałam białe róże. Uśmiechałeś się zawsze łagodnie. Rozpisuję tamtych nas wciąż na tysiące sposobów zaledwie kilkoma słowami. Wydaje mi się, że za chwilę zadzwonisz albo przyjedziesz, nakrzyczysz na mnie za tyle straconych szans na szczęście. Nieskazitelnie czyste niebo ponad moją głową, tym razem usprawiedliwia twoją obecność wśród wspomnień. Odszedłeś nazbyt daleko. Echo twoich kroków zagłusza deszcz, a ja kupiłam dziś bukiet żółtych tulipanów. Twoich ulubionych.

I ten uśmiech, doprawdy miałeś rację, nie-do-zapomnienia.

skrawek chwili, co przynosi deszcz

Przypływasz do mnie kształtem chmur. Zgrabne haiku myśli. Pożałowania niegodne kąciki ust, gdzie czai się uśmiech. Roziskrzone w światłach latarni krople deszczu. Moje oczy nieutkwione w martwym punkcie tej chwili. Rozsiadam się wraz z nocą, przemykasz niespiesznie tuż obok. Serce moje słysząc. W rytmie deszczu niknąc. Jednak.

mapa mojego świata w kilku prostych kreskach (16)

Próbuję zmieścić wszystkie nasze słowa i każdy ich brak na 9 milimetrach, pomiędzy liniami demarkacyjnymi, nad którymi nie mamy już kontroli. Zbywam tamtą miłość. Miasta dzielące nas od siebie, drogi prowadzące nie do ciebie. Nocne powroty do nieoczekiwanych ramion. Chwil względnego zauroczenia. Spokój, co okazał się pozorny. Bo jesteś, bo jednak jesteś wciąż w moim rytmie serca! Nieoczekiwane spotkanie naszych spojrzeń. W tym przedziwnym miejscu miasta, które nigdy nie było moje. Nawet nie dziwi mnie, że tak się stało. Czuję, jak znów pulsujesz we mnie. Twoja obecność właśnie wtedy, gdy wydawało się, że koniec. Że już nic. Że już nigdy. A jednak jesteś.

Rozsypane gwiazdy po wezbranym morzu. Przypominam sobie to zdanie. Zapisuję na marginesie. Właściwie nie wiem po co. Właściwie nie wiem dlaczego. Ten wiersz… “My” wymawiane z trudem. Z bólem gardła.

znane melodie

oślepiona dniem

rozpisuję samotne

melodie serca

nie zawsze jest tak, jak się wydaje

oznaczam ścieżki

delikatnością ciszy

przechodząc przez noc

mimochodeM

Na szczęście. Jazz. Na złamane serce. Jazz. Na ból nieustępliwie czający się we wnętrzu. Jazz. Na czwartki. Samotne wieczory. Roześmiane poranki. Na dobre. Jazz. Na roześmiane wtorki. Czułość. Cuda codzienności. Jazz.

Popołudniowa kawa stygnie. Rytm tej chwili mimochodem przedostaje się do krwiobiegu. Całym ciałem wtapiam się w dźwięczne nuty improwizacji. Nie uspokajam serca. Nawet jeśli otacza mnie przepaść, przechadzam się pewnie po jej krawędziach.

bez tytułu właściwie

może to wpływ księżyca, może to sama ja

twój świat, mój świat

odległe planety mijające się nieustannie

może to księżyc, może to sama ja

nieodgadniona jak pierwszy letni deszcz

rozpisuję nasze niespotkanie na pożółkłych kartkach

może to tylko księżyc, może to sama ja

poruszam się po powierzchni snów

opadam w twoje ramiona bezpiecznie

może to wpływ księżyca, może to sama ja

nie dowierzam ścieżkom

którymi poruszają się inni

może to wpływ księżyca, może to sama ja

rozbijam się każdą kroplą  o szybę

słyszysz? melodie

nieuciszające serca

może to wpływ księżyca, może to sama ja

może to nie ty mnie jednak wołasz

lecz wiatr

może to wpływ księżyca, może to sama ja

istnieć we współbrzmieniu, zrozumieć

że tak to miało być

może to wpływ księżyca, może to sama ja

nawet nie wiem gdzie jesteś

do kogo się uśmiechasz i w kim ten uśmiech rośnie

może to wpływ księżyca, może to sama ja

spaceruję pośród świateł latarni

przez miasto szczęśliwie przemoknięte wierszami

bezsenność

Rozkłada się czwarta godzina. Wzdłuż ulic nie gasną jeszcze latarnie. Rzeka niespiesznie umyka melancholią przemijania. Spoglądam na ulubione konstelacje, roziskrzone czułością lgną do wspomnień. Naturalnie cichną wraz z rytmem serca.

W powietrzu unosi się zapach nadchodzącego deszczu. Zadziwia mnie, że śpisz tak spokojnie.

daleko od miejsc, gdzie czyhało na nas szczęście

Spotkała nas szczęśliwie. Miłość. Uczyniła z nas powierników największej z tajemnic wszechświata. Rytmu serca. Mogłam go czuć, niemal dotknąć. Nawet dziś, gdy jesteśmy tak daleko od miejsc, gdzie czyhało na nas szczęście, potrafię bezbłędnie nakreślić jego linię melodyczną. Rozpisać we frazach każdego wiersza. Metafizyka porannych rytuałów, rozświetlone drobiny twojego uśmiechu. Od dawna nie ma już w nas tamtego współbrzmienia. Jednak echa dźwięcznych taktów wciąż rozbrzmiewają właśnie tam, gdzie zdarzało nam się być. Cztery centymetry nad ziemią.

Cokolwiek nie zdarzy ci się jeszcze. Gdziekolwiek nie zdarzy ci się jeszcze być. Jakkolwiek nie będziesz, z kimkolwiek spacerując pod rękę. Niech nie omija cię szczęście, radość, pomyślność. Niech ci pięknie i przestrzennie będzie.

skrawek czułości

puste arterie

miasta polepionego

z tkliwości serca

skrawki przydrożne

Kołysze mnie fala, wraz z którą rozbijam się o każde niewypowiedziane. Tysiące rozsypanych słów, towarzyszących w tej podróży. Pojedyncze dźwięki fado, kilka naprędce napisanych wierszy, kasztan z ostatniej jesieni. Zatrzymałam się tylko na chwilę. W koronach przydrożnych drzew ukrywający się zimny wiatr drwił sobie z przeznaczenia. Mojej dłoni wciąż trzyma się kamień, skrawek żywego niegdyś serca. Łagodnieję patrząc na misterium zachodzącego dnia.

Zmierzch mnie dogonił na ostatnim kilometrze. Uśmiechem zbywam noc, a gwiazdy i tak odbijają się w moich źrenicach.

zaledwie na szerokość ramion, oddalenie

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.95
drukowana A5
za 23.27