E-book
1.37
drukowana A5
17.04
Sexpert w Mieście Singli

Bezpłatny fragment - Sexpert w Mieście Singli

Czyli jak pieścić kobietę


Objętość:
101 str.
ISBN:
978-83-8126-860-8
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 17.04

Dzień I

Po pozytywnym zaliczeniu kolejnego przedmiotu wybiegłem ze szkoły, by złapać autobus.

Oczywiście tłok niesamowity.


Spoglądając wokoło, zauważałem sporo atrakcyjnych dziewcząt. Zastanawiałem się, kiedy i mnie spotka przyjemność z którąś z nich…

Rozważania nad sensem bytu przerwał kolejny przystanek, na którym napór pasażerów rzucił mnie gdzieś w głąb rzężącego, przegubowego Ikarusa, uchwyciłem się jakiejś poręczy, lądując mimowolnie na jakiejś kobiecie dzielnie obejmującej ten sam uchwyt co ja…

Wydawała mi się ona dziwnie znajoma, ale od tyłu wiele z niewiast wygląda podobnie. Jej rude, kręcone włosy smyrając mnie po twarzy, powodowały coraz większe ciepło obejmujące kolejne partie mojego ciała…

Ileż zakrętów, bujań i zmian biegów można wytrzymać, gdy czujesz jak dojrzała, powabna kobieta co chwilę ociera się o ciebie w rytmie falowania autobusu po miejskich ulicach…

W końcu poddałem się chwili i moja współpasażerka też…

Przytuliłem usta do jej włosów, dotknąłem dłoni i poczułem jak jędrność jej pośladków, budzi moją męskość, zaczęło jej się to podobać, sądząc po tym, jak zaczęła kołysać biodrami, pobudzając mnie jeszcze bardziej, zupełnie tak jak by chciała go ugryźć tyłkiem, gdy próbował się przebić przez spodnie, wciskając jej krótką spódniczkę w przełęcz analną, którą miałem ogromną ochotę zwiedzić, jak wielkie było moje przyrodzenie w tym momencie…

Na szynach tramwajowych poczułem, że przestaję panować nad sytuacją i lont w mej armacie zaczyna się dopalać przed wystrzałem!


Nie wiadomo skąd właśnie to wspomnienie czasów sprzed nieomal dekady, dopadło mnie właśnie teraz, wsiadającego do autokaru jednej z krajowych firm przewozowych.

Być może był to głód kobiety spowodowany dłuższą posuchą w tej dziedzinie, być może czymś innym.

Urodziwa pilotka wskazała mi miejsce w ostatnim rzędzie. Nie lubię tam jeździć w choćby najkrótszą podróż, toteż wdałem się w wymianę zdań, która zdewastowała pierwotnie zauważony urok…

Ostatecznie pod naporem argumentów, że jako singiel jestem wyrzutkiem i na końcu autokaru spotkam swoje przeznaczenie na kilkanaście najbliższych godzin, skapitulowałem, lądując w ostatnim rzędzie.

Niespodziewanie moje początkowo beznadziejne położenie, postawiło w lepszym świetle pojawienie się współpasażerki o przeszywającym spojrzeniu i puszczonych luźno na ramiona blond włosach. Z kocią wręcz zręcznością przecisnęła się między mną a przedostatnim rzędem foteli, by usiąść koło okna, momentalnie pozazdrościłem fotelowi obejmującemu jej smukłe, aczkolwiek całkiem krąglutkie, gdzie potrzeba kształty…

Pojawienie to postawiło pod znakiem zapytania sens mojej samodzielnej egzystencji, jednocześnie stawiając coraz bardziej nabrzmiewający wykrzyknik!

Kontemplując jej nadzwyczaj ponętne łydki, usłyszałem nagle pytanie:

— czego szukasz pod tym siedzeniem?

Zdekonspirowany wykryciem przez nią faktu wlepiania wzroku w jej śliczne kończyny, odparłem:

— kontempluję napięcie powierzchniowe rajstop na twych łydkach…

Uśmiechnęła się zalotnie i mrużąc oczy, zapytała, czy mi odpowiada…

Odparłem, że nie wiem bez zastosowania techniki dotykowej…

Bez słowa obnażyła stópkę, zdejmując buta i wsunęła ją w moją nogawkę, czule pieszcząc piszczel.

A teraz? — zapytała

Teraz o wiele lepiej — odpowiedziałem, kładąc dłoń na jej kolanie, czując coraz bardziej ciepło bijące delikatnie od wewnątrz ud…

Zatapiając spojrzenie w brązie jej oczu wodziłem dłonią od paluszków po kolanko dłuższą chwilę do momentu aż odważyłem się wykorzystać możliwości, jakie dawała jej kwiecista, zwiewna sukienka, posuwając się kawałek po kawałeczku dalej, zdobywając nowe podsukienkowe obszary.

Gdy byłem w połowie drogi do jej rozkosznego trójkącika, złapała mnie za dłoń. Przytuliła usta do mojego ucha i zapytała:

— Kim ty właściwie jesteś zboczuszku…?

Wsuwając dłoń w blond włosy współtowarzyszki podróży, kierując uszko, ku moim ustom rzekłem czule:

— Jestem testerem zabezpieczeń antykoncepcyjnych.

Pocałowałem okolice kolczyka i zacząłem drobnymi, ale czułymi pocałunkami spacer po szyi aż dotarłem do drugiego uszka z pytaniem:

A ty kim jesteś?

— Dróżniczką, której robi się wilgotno pod spódniczką. — Odparła, kładąc dłoń na mym kroczu.

— Ty już nieźle podniosłeś „szlaban”. — wyszeptała…

I faktycznie nasz pociąg wjeżdżał właśnie na stację pożądanie!

Poczułem w końcu jej delikatne usta na moich, najpierw delikatne badawcze przytulenie, ciepło oddechu na policzku, coraz bardziej „spocone” spojrzenie i w końcu zjednoczenie w wilgotnym, gorącym pocałunku, nienachalnym, ale dogłębnym…

Czubeczkiem języczka „zapukałem” pytając o wejście do środka, zgodziła się, uchylając je najpierw jakby nieśmiało, nie wcisnąłem go od razu, a omiotłem nim lekko rozchylone wargi, po czym wsunąłem do środka gładko, spotykając z czubeczkiem jej języczka…

Spięły się razem niczym para w tańcu i zaczęły szaleć na parkiecie naszych ust…

Puściła moją dłoń, lekko rozchylając nogi, pozwoliła mi na zdobycie najczulszych okolic swej kobiecości, jednocześnie swymi zręcznymi paluszkami wypuściła na zewnątrz moją wyprężoną męskość, by się nią bawić, doprowadzając mnie do erotycznego szału, gdy ja eksplorowałem coraz głębiej i odważniej jej wilgotną, rozkoszną szparkę…

Guziki sukienki oraz stanik ustąpiły pod naporem pożądania, odsłaniając dwa całuśne cycusie z nastroszonymi bojowo podnieceniem suteczkami, które to zacząłem ochoczo obcałowywać, wodząc w koło wilgotnym i ruchliwym języczkiem, czując niezwykle podniecającą jędrność!

Dziewczyna wzięła się porządnie do dzieła, pieszcząc go, szarpiąc, drapiąc, miętosząc worek, aż nadszedł w końcu ten moment, by nałożyć gumowego przyjaciela.

Zrobiła to, pomagając sobie ustami, usiadła na mnie, nadziewając się, jak gdyby chciała swoją drapieżną cipką schrupać moja gorącą kiełbaskę, połyskującą w świetle okolicznych lamp!

Gdy zaczęła bujać się, kręcąc biodrami na wszystkie strony, byłem jej już całkowicie poddany, moje dłonie buszowały po całym ciele tej niesamowitej blondynki doprowadzającej mnie do ekstazy, całowałem, gdzie popadło każde miejsce, które dopadłem, szalejąc pod nią z rozkoszy!

W pewnym momencie złapała, mocno przyciskając mnie do siebie, łamiącym roztrzęsionym głosem wyłkała — twój wytrych przełamał wszelkie moje zabezpieczenia antykoncepcyjne, niech to będzie teraz…!

Po czym nie wytrzymałem, eksplodując w niej obficie, wzdychając, nie mogąc wykrztusić z siebie żadnego zrozumiałego słowa w ekstatycznym orgazmie…

Po pauzie w podróży, którą my wykorzystaliśmy na tak dogłębne poznanie siebie nawzajem, reszta pasażerów wróciła do autobusu, nie zauważając nic, z tego, co tutaj wydarzyło się przed chwilą…

Dzień II

Nad ranem dotarliśmy na miejsce. Bogatszy o nową znajomą-nieznajomą oraz kilka jej włosów na swetrze udałem się w swoją stronę a ona w swoją, jednak miałem wrażenie, iż nie było to nasze ostatnie spotkanie pomimo tego, że nie chciała wymienić się kontaktem.


Z wyglądu Miasto Singli nie różniło się zbytnio od innych kilkusettysięcznych miejscowości, robiąc pozytywne pierwsze wrażenie.

Jednak zagłębiając się w nim coraz bardziej, można było dostrzec pewne różnice. Objawiające się brakiem miejsc typowo rodzinnych rozrywek. W ogóle w zasadzie nie dało się spotkać niczego, co by było skierowane do par. Spowodowane to było w dużej mierze tym, że w momencie wejścia w oficjalny związek należało opuścić to miejsce. Aczkolwiek można nawiązywać niezobowiązujące relacje z innymi singlami i żyć w wolnych, otwartych związkach, przez co pojęcie zdrady nie istniało…

Idealne miejsce dla mnie, dlatego zdecydowałem się podjąć pracę właśnie tutaj. Bez terroryzowania przez codzienność wyimaginowaną potrzebą zakładania rodziny i płodzenia dzieci…

Nie to żebym miał coś przeciwko żonie i zmienianiu pieluch, ale co zrobić, gdy nie czuje się takiej potrzeby, być może jeszcze do tego nie dorosłem, a być może jestem po prostu kimś innym chcącym przeżyć życie w inny sposób niż większość ludzi…


Na razie rozstałem się z uroczą towarzyszką podróży, podążając do jednej z dzielnic, by poznać moje nowe mieszkanie. Miasto było podzielone na strefy ze względu na orientację seksualną.

Ciekawe, na jakiej zasadzie kwaterowano bitransseksualistów…


Moje mieszkanie mieściło się w kilkupiętrowym, długim, klimatycznym bloku położonym pośród parkowej zieleni. Taki oto widok urzekał z mojego balkonu na pierwszym piętrze. Z drugiej strony mogłem podziwiać ruch uliczny oraz jak okazało się już pierwszego wieczoru, wdzięki singielek z przeciwka.

W tym momencie postanowiłem jednak przyjrzeć się bliżej kuchni, ponieważ od momentu opuszczenia autokaru czułem głód, spowodowany po części wyczerpującą przygodą poprzedniej nocy…

Postanowiłem zatem odwiedzić najbliższy sklep. Zgodnie z przewidywaniami po przekroczeniu obrotowych drzwi wejściowych widok dziesiątek półek dźwigających tony różnych dupereli przytłaczał i wołał, weź mnie niczym wyuzdana niewiasta formatu XXL w pornosie.

Podchodząc do linii kas, zastanawiałem się, na jak urodziwą egzekutorkę opłat trafię. Osobiście wydaje mi się, że im droższy sklep, tym urodziwsze dziewczyny można na tej posadzie spotkać, by ich uroda działała znieczulająco na stan gotówki, której zastrzyk właśnie zasilił konto jednego z potentatów.

Sądząc po obsługującej mnie kasjerce, ten sklep musiał być naprawdę drogi…

Kari o bujnej fryzurze barwy wściekłego ognia przykuła moją uwagę.

Podczas odbierania produktów zadrapałem delikatnie niechcący jej dłoń, postanowiłem dzięki temu niewinnemu incydentowi zbliżyć się do niej trochę i zobaczyć co z tego wyniknie.

Na razie wracałem do domu wyposażony w naleśniki z serem do podgrzania i inne tego typu mało absorbujące uwagę produkty.

Postanowiłem zjeść z telewizorem, akuratnie miał zaczynać się teleturniej polegający na obracaniu figurą geometryczną dającą pieniądze i odgadywaniem haseł. Jednak oczywiście przed musi być reklama.

Gdy wtopiłem zęby w pierwszy kęs naleśnika, na ekranie pojawiła się jakaś babka w kuchni. Nagle wpada do niej jakiś koleś.

Mógłby ją tam wyruchać, to by znacząco podniosło oglądalność całego bloku reklamowego — pomyślałem.

Jednak gdzie tam…

Od progu drze się:

kochanie „szcze-kałem” — jak by to było jakieś romantyczne powitanie kobiety.

Na to ona odpowiada — zażyj gówno-scalacz mój ty pieseczku, spowoduje, że będziesz miał stolec jak bolec…

Myślę sobie, o co chodzi, czy ten świat kręci się już tylko wkoło srania?

Może niedługo będzie zamiast „jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby”, to jeśli nie chcesz mojej zguby, zgrabne kupy sadź mój luby, bo już nie obejrzysz mej dupy…

No nic, koleś pewno dostał zatwardzenia od tego cementu, a ja skończyłem właśnie pierwszego naleśnika i zadumałem się w rundzie startowej. Tak mocno, że nie pamiętam zbyt wiele oprócz nóg współprowadzącej program…

To chyba jest powód, że ludzie tam tracą rozum i wymyślają niesłychane farmazony, bo kto byłby w stanie nie postradać zmysłów w takich okolicznościach.

Ostatecznie finalista trafił na kategorie pisarz i jego dzieło. Literki nawet zgrabnie się otworzyły.

Jednak czas minął i nic z tego tym razem. A hasło było proste Jarosław Paszkiewicz — Ktoś Inny.

No któż nie czytał tej książki…? Przecież każdy ją zna…

Zastanawiam się w takich chwilach czy dalej oglądać ten program. Co za psychol dobiera te hasła?

Książka jakiegoś cymbała co pewno więcej zużył prądu na jej napisanie, niż zarobił na sprzedaży. Hasłem finałowym? — jaja nawet nie jak berety, ale jaja bez fiuta normalnie…

Ja tam bym się jednak cieszył nawet z przegranej, pewno by się dziwili, uznając mnie za wariata. Zauważyłem jednak, że jak się finalista cieszy, to jest większa szansa otrzymać uścisk od niej, rozpraszaczki nieprzeciętnej urody.

Po tych emocjach zająłem się tropieniem w internecie uroczo groźnej kasjerki. Udało mi się trafić na jej profil, jednak brak odpowiedzi pobudził moją kreatywność do tego stopnia, że postanowiłem wysłać list. Na adres sklepu, w którym pracowała. Nawet dobrze się składało, gdyż poczta była naprzeciwko rzeczonego marketu.

I tak ułożyłem zgrabną treść z przeprosinami za zadrapaną rękę podczas zakupów i poszedłem spać.

A następnego dnia z rana poszedłem go nadać. Poczta generalnie listy przyjęte do godziny 14 wysyła jeszcze tego samego dnia, jednak w tym przypadku nie tylko wysłała, ale także dostarczyła, czego efektem była pierwsza wieczorna wiadomość od niej.

Pamiętam dokładnie, jak podczas kolejnego kontemplowania urody „Pani rozpraszaczki” usłyszałem dźwięk komunikatora i ujrzałem taki tekst — „witam nieznajomy drapieżny kliencie, dziękuję za troskę, z moją ręką w porządku wyjdę z tego :)”.

Ucieszyłem się, czując rozchodzący po całym ciele przyjemny dreszcz…

Przejdźmy przez to razem — odparłem.

Odpisała — spróbuj i zniknęła tego wieczoru z eteru.

Dzień III

Następnego dnia postanowiłem oczywiście odwiedzić sklep.

Początkowo nie mogłem jej namierzyć w labiryncie alejek, aż w końcu zauważyłem, jak zmierza zwinnie w stronę kas, bujając w rytm kroków swym kształtnym tyłeczkiem, jej włosy lśniły w promieniach wczesnoletniego słońca wpadającego przez duże sklepowe okna i opadały na ramiona niczym wodospad. Delikatna, ale i wyrazista uroda mogła doprowadzić do szaleństwa…

Poczułem się trochę dziwnie i niepewnie. Jak zwykle, gdy człowiekowi zaczyna zależeć, żeby się udało.

Pytałem siebie w duchu. Co teraz zrobić? Jak ją zainteresować?

Zastanawiałem się, czy będzie chciała dać szansę poznania jakiemuś wariatowi.

Co, zamiast się odezwać, to wysyła jej listy, być może narażając na pośmiewisko. Tak to już jest, jak się najpierw coś robi, a potem myśli… Myśli i myśli, tworząc przeróżne scenariusze, zupełnie niepotrzebnie, bo życie i tak zadecyduje, co ma być dalej…

Tak też bez układania bardziej szczegółowego planu udałem się z jakąś zupełnie niepotrzebnie zakupioną rzeczą do jej kasy, aby tylko przy niej, choć chwilę pobyć, popatrzeć na te ciepłe usta zwiastujące gorące pocałunki, całować w myślach jej nosek i popatrzeć w te zjawiskowe niebieskie oczęta o ognistym spojrzeniu, pasującym do lekko zakręconych włosów…

Stałem tak ostatni w kolejce aż w końcu jako jedyny, mozolnie podchodząc do przodu, zatrzymałem się całkiem, chcąc zatrzymać tę chwilę jak najdłużej…

Mam cię skasować, czy może masz zamiar to ukraść — powiedziała z rozbrajającym uśmiechem…

Najchętniej skradłbym twoje serce — pomyślałem…

Najinteligentniejsze co wydukałem to — eee tak już podchodzę i stanąłem naprzeciw niej z dziecinnym uśmiechem, ciesząc się chwilą.


Przepraszam za rękę — dodałem, wracając trochę do przytomności.

W porządku, nic takiego się nie stało, ryzyko zawodowe — zażartowała i dodała — umiesz zwrócić na siebie uwagę.

Oj nie tak jak ty — dorzuciłem, czyniąc jej uśmiech jeszcze promienniejszym.


I tak po chwili wymiany uprzejmości i uśmiechów padły słowa, jakie daje się często słyszeć z ust kasjerki:


Mogę być winna grosika…?

Ona temu winna, pocałować go powinna — wypaliłem znowu bez namysłu, gryząc się w język i karcąc jednocześnie w myślach za to, że mówię głupoty mogące ją odstraszyć od jakiegokolwiek kontaktu ze mną…

To może jednak poszukam dokładniej — rzekła.

Nie trzeba, podam mój adres, to będzie mogła Pani przynieść przy okazji — odparłem, próbując uratować sytuację.

Nie trzeba, mam go na kopercie z wczorajszego listu…

Miło mi, że go zachowałaś, będę czekał — odparłem ucieszony.


Po czym pożegnaliśmy się spojrzeniem.

Tego dnia nie potrafiłem skoncentrować się na niczym poza Kari. Odtwarzałem nasze spotkanie w myślach wielokrotnie. Przechodziło ono w coraz śmielsze fantazje, których efekt był odczuwalny w spodniach.

Aby nieco ochłonąć, postanowiłem wieczorem gdzieś wyjść, jako pasjonat należało odwiedzić w końcu klub bilardowy.

Gdy byłem w łazience, rozległo się pukanie do drzwi. Chcąc szybko załatwić sprawę, wyskoczyłem szybko, otwarłem i… Powitałem Kari z moim groszem…

Mój częściowo roznegliżowany widok przypadł jej do gustu, dzięki czemu nie musiałem przepraszać gościa za niestosowny ubiór a właściwie jego szczątkowe elementy…

Pozwoliła mi się ubrać i ustaliliśmy, że pójdziemy razem pozwiedzać okolice.

Jako że miałem tak samo wielką ochotę na nią, jak i na bilarda zaprowadziłem ją do stołu, wręczyłem do ręki kij i rozstawiłem bile.

W sukience zakrywającej uda trochę poniżej podwiązek wyglądała zjawiskowo w blasku bilardowego światła oraz mdłej poświaty ściennych kinkietów, znajdujących się w jednym z prywatnych, klubowych pokojów z pojedynczymi stołami, który właśnie zajmowaliśmy.

Nagość ramion połączona z głębokością dekoltu odkrywała niesamowite widoki przy każdym pochyleniu typowej postawy bilardzistki przy stole…

Poprosiła, bym ją trochę nauczył tej gry…

Z przyjemnością przystąpiłem do dzieła, chwytając ją za dłoń i kładąc na przyjemnie delikatnym w dotyku suknie pokrywającym stół.

Rozsunąłem delikatnie jej palce jak najszerzej, przeplatając kciuk ze wskazującym, tworząc mostek, po którym kij przy uderzeniu ślizga się w tył i w przód wykonując kilka krótszych ruchów przymiarkowych zwanych piórkowaniem, by po odciągnięciu wykonać końcowe mocne pchnięcie, czyli uderzenie…

Gdy już dokładnie wypieściłem jej dłoń, zauważając w oczach, że lekcja zaczyna się podobać, stanąłem z tyłu, wsuwając kij w drugą dłoń, umieszczając we właściwym miejscu, żeby cały uchwyt i posunięcia były pewne…

Coraz trudniej było opanować emocje… Piękna kobieta w moich rękach robiąca wszystko, co jej powiem…

Przyszedł czas na ułożenie całego ciała w prawidłowej postawie. W tym celu należało zacząć od nóg. Jej leworęczność powodowała, że także lewa noga musiała zostać ustawiona prosto bez żadnego ugięcia w kolanie. Prawdopodobnie nasze wspólne rozmiękczenie nauką powodowało problem z tym elementem. Dlatego przyklęknąłem, chwytając za kolano, przesuwając dłonią od łydeczki po samą podwiązkę, wyznaczałem linię, jakiej musi się trzymać. Dotykając w czułe miejsce pod kolankiem prawej nogi, spowodowałem jej lekkie ugięcie niezbędne do prawidłowej postawy. Z każdym centymetrem zwiedzania cudnych kształtów jej nóg moje ciało ogarnia coraz większy żar…

Resztkami sił odsunąłem swoją twarz od jej bioder i przystąpiłem do ustawiania prawidłowego pochylenia. Jako że obydwie dłonie trzymałem na dłoniach Kari, a szyja była na wyciągnięcie pocałunku, postanowiłem właśnie w ten sposób nakłonić ją do właściwego wygięcia, a nastąpi ono wtedy, jak już nie będzie mogła uciec od moich pocałunków…

I tak buszowałem w jej bujnej fryzurze, aż nasze ciała dokładnie przylgnęły do siebie…

Jako że w kobiecej postawie występuje pewna niedoskonałość ze względu na doskonałość kobiecego biustu, musiałem pomóc skorygować i ten element, ustawiając kij tak, by nie pocierał zbyt natarczywie piersi, jej jędrność spowodowała, że Kari poczuła coś więcej niż tylko twardość kija w dłoniach…

Odwróciła się szybko, a ja widząc jej „lepkie” spojrzenie, wiedziałem, że nie możemy już dłużej czekać na to, na co mamy ogromną ochotę!

Nasze usta spięły się z siłą wagonów kolejowych, tworząc jedność…

Moje dłonie z nieprzewidywalnością ruchów Browna zaczęły błądzić po jej obłędnym ciele, jak gdyby chciały pomieścić ją całą naraz, pieściłem coraz intensywniej każdy zakamarek, do jakiego udało się dotrzeć w zwarciu naszych rozpalonych ciał…

Aż chwyciłem mocniej tyłeczek, podsadzając, by mogła wygodnie usiąść na bandzie, odwdzięczyła się, szybko rozchylając nogi i oplatając mocno, zakotwiczyła się piętami w moich naprężonych ekscytacją pośladkach…

Łapiąc za włosy, odchyliłem jej głowę do tyłu, by „wgryźć” się ustami w delikatność szyjki, niczym napalony wampir…

Miarowe ruchy bioder oraz naprzemiennie mocniejszy i lżejszy uścisk silnych ud Kari doprowadzał mnie do szału, tak bardzo pragnąłem już być w niej!

Moje wargi kontynuowały spacer po szyjce, co chwile w nieokreślonym momencie dołączał do nich języczek, badający w podobny sposób jak robią to węże, okolice od jednego uszka do drugiego, co w podniecający dla uszu sposób wprawiało Kari w erotyczny trans…

Jej dłonie szalały również po moim ciele, powodując kolejne fale dreszczy rozchodzących się we wszystkich kierunkach…

Całując centymetr po centymetrze nowe rejony, dotarłem do ramionek, ściągnąłem ustami szeleczki sukienki, która zsunęła się z gracją po jej gładkim, błyszczącym seksem, ciele na bioderka, a ja wykorzystując moment rozluźnienia razem z nią i moim oczom ukazał się śliczny widok przysłonięty majteczkami…

Czując na policzkach ciepło ud, zacząłem całować ich delikatną wewnętrzną stronę, zbliżając się coraz bardziej ku jej kobiecości… Aż dotarłem do celu, mogąc złożyć delikatny pocałunek, doprowadzając ją do jeszcze głębszych i głośniejszych westchnień!

Otuliła moją głowę znajdującą się pod jej sukienką czule udami, przez co mój rozporek nie wytrzymywał jeszcze bardziej powstającego napięcia…

Nagle zwolniła uścisk i zamiast ud poczułem na twarzy dłonie pociągające moją głowę nieco wyżej, całując czule brzuszek, dotarłem do pępuszka, którym od razu się zająłem, całując najpierw dokładnie wokoło, by następnie wniknąć koniuszkiem języka do wewnątrz, podobnie jak bym to robił w cipce, na co mieliśmy ogromną ochotę…

Z pępuszka powędrowałem ustami do granicy, wyznaczanej przez wciąż obecny staniczek, do momentu, gdy sięgnąłem dłonią do zapięcia, które szybko ustąpiło i odleciał energicznie gdzieś w dal…

Moim oczom ukazał się cudowny widok, jędrnie rozbujanych piersi…

Po błyskawicznej wymianie płomiennych spojrzeń dopadłem ustami jeden ze sterczących suteczków, drugim zacząłem bawić się palcami, jednocześnie pieszcząc dłońmi obydwa cycuszki.

Obcałowywałem je całe, co chwile badając języczkiem, którego czubeczek wprowadzał Kari w ekstazę, stykając się z twardymi szczycikami suteczków, chwytając je po chwili w całości, zawijając się na nich w trąbkę niczym naleśnik z nadzieniem suteczkowym…


Zerżnij mnie wreszcie — wyszeptała. Zsuwając się ze stołu

Pragnę cię — westchnąłem.


Zrzuciła resztki ubrania, rozpinając rozporek, zręcznym ruchem wypuściła go na zewnątrz, wyskoczył jak szalony, uwolniony ze spodni wpadł wprost do niewoli ust Kari…

Przywitała się z nim pocałunkiem, którym odsłoniła zręcznie jego lśniącą główkę, chwyciła w dłoń moje, twarde berło pieszcząc czule, drugą złapała jajeczka, bawiąc się coraz odważniej torebką, całowała go od jajeczek po sam czubeczek, zręcznie oplatając języczkiem i liżąc niczym szalona żmija…

Aż w końcu zaczęła ssać z taką z dzikością, że miałem wrażenie, jakby poprzez gardło dotarł do jej cipki…

Ledwo powstrzymując się przed wystrzałem, posuwałem nim tak, jak bym był w jej słodkiej szparce…

Gdy poczułem, że jestem bardzo blisko erupcji, chwyciłem z wyczuciem za zmierzwioną mocno fryzurę, odciągając jej usta od gorącej kiełbaski okraszonej sosikiem pierwszych kropel spermy buzującej wewnątrz…

Położyła się na sofie w zacienionym kącie pokoju, rozchylając nogi…

Odwdzięczyłem się, tuląc usta do wilgotnej szparki, czubeczkiem języczka, liżąc brzeżek, a potem głębiej, nie zapominając o poświęceniu szczególnej uwagi łechtaczce, wnikałem wirującym języczkiem coraz głębiej, całując gorącą, mokrą cipkę jak usta, gorąco, żarliwie i namiętnie, dłońmi ściskając tyłeczek i pieszcząc brzuszek oraz każde miejsce, które byłem w stanie dosięgnąć…

Ściskała mnie mocno udami, chwilami puszczała, wierzgała na wszystkie strony niczym rozszalała łania, zagarniała, wodząc po całym mym ciele, jak gdyby chciała mnie całego zagarnąć do wewnątrz, swej rozpalonej pożądaniem piczki, jej ciałem wstrząsały ekstatyczne torsje, aż odpłynęła na chwilę, kładąc się na mnie, uspokoiła się trochę…

Jednak widok mojej erekcji nie pozwolił się jej uspokoić…

Chwyciła go, podnosząc mnie w ten sposób z sofy, zaprowadziła do stołu, jedną ręką pieszcząc, a drugą chwytając mój tyłek, wyszeptała, gryząc moje ucho — to jest piórkowanie — po czym odciągnęła mnie za tyłek, zastygła i posunęła, zagrywając moim wyprężonym fiutem bilę na stole, ta trafiła w inną, która odbiła się od przeciwległej bandy, zaczęła wracać i wtedy Kari zatrzymała ją między piersiami, pochylając się nad stołem!

Wtedy nie wytrzymałem, łapiąc ją za tyłek, wpakowałem jej od tyłu całego mojego wyprężonego kutasa!

Wykrzyczałem, wzdychając — tak wygląda piórkowanie — chwyciłem za stojący obok kij, wsunąłem go pod brzuszek Kari, rękojeścią pieszcząc czułe miejsca, prowadząc go pomiędzy piersiami, oparłem na jej dłoni wygiętej w szpony wpijające się w mięciutkie sukno na stole, zacząłem posuwać ją delikatnie od tyłu w ramach piórkowania, po czym wysuwając go trochę, zastygałem w pauzie, by po chwili posunąć ją mocniej, zagrywając bilę, wsuwając się mocno w jej cipkę, pieszcząc brzuszek, posuwając kijem pomiędzy piersiami, mrucząc z rozkoszy na jej plecach, gdy potrzeba było przesunąć się w bok, dostawała klapsa wymierzonego z wyczuciem w jeden z pośladków, gdy została ostatnia czarna i ostatnie uderzenie posuwałem szparkę Kari, do momentu aż czarna ósemka zatopiła się w łuzie, a my w spełnieniu gryząc, drapiąc i całując się z szaleństwa ekstazy!


Ostatnie chwile w naszym pokoju uniesień spędziliśmy spleceni, obserwując z sofy stół — miejsce gry wstępnej oraz późniejszego ostrego rżnięcia bez hamulców…

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 1.37
drukowana A5
za 17.04