E-book
13.65
drukowana A5
53.34
Sekret Demona

Bezpłatny fragment - Sekret Demona


5
Objętość:
379 str.
ISBN:
978-83-8155-368-1
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 53.34

Rozdział 1 -Początek

Mroczne czeluści jaskini… znał je… ten okropny sen powtarzał się co noc… Lecz zawsze był sam a w ręce dzierżył miecz, którego blask tonął w ciemności. Wiele razy zastanawiał się, dlaczego ciągle znajduje się w tym samym miejscu. Jedynie szedł przed siebie stawiając każdy ostrożny krok. Lecz tym razem sen kończył się zupełnie inaczej, ujrzał blask i kobietę. Spojrzała ona na niego trzymając w swej dłoni koronę i milczała. Nie mógł już nawet się ruszyć, bo nogi odmawiały mu posłuszeństwa a kobieta zmierzyła go wzrokiem po czym na jej twarzy ujrzał uśmiech i zniknęła a ciemność otoczyła młodego chłopaka.

*

Erevan obudził się i rozejrzał się odruchowo, odetchnął ciężko ciągłe sny sprawiły, że doszedł do wniosku że to nie może być przypadek. Usiadł na łóżku i spojrzał na ziemię próbując przypomnieć sobie cokolwiek co powiedziała kobieta lecz bez skutku.

— No cóż… nie ma co siedzieć tak bezczynnie- odrzekł sam do siebie wstając po chwili i wyszedł

z pokoju. Nie mieszkał sam matka już siedziała w ogrodzie zajmując się kwiatami zostawiła mu śniadanie, lecz nie miał ochoty cokolwiek jeść, wyszedł z domu i szedł przed siebie bijąc się z myślami po chwili poczuł rękę na swym ramieniu. Odwrócił się i spojrzał na młodzieńca którego znał to był jego przyjaciel Aerin jedyny z którym spędzał czas i rozmawiał przebywając poza domem.

— Hej Erevan stój! -krzyknął ucieszony Aerin widokiem swego przyjaciela, który jednak nie udzielał tego entuzjazmu.

— Czego chcesz? -spoglądał na niego zamyślony i niezbyt zadowolony z jego wizyty. Chciał być sam, by na spokojnie przemyśleć sobie wszystko co dotyczyło snu lecz nie było mu to możliwe.

— Czyżbyś zapomniał? Mamy dzisiaj najważniejszy trening! Ostatni który sprawi, że będziemy mogli stać prawdziwymi żołnierzami!

— podekscytowany patrzył się na przyjaciela nie mogąc ustać w miejscu i po chwili zaczął okrążać Erevana który ciężko westchnął.

— Trening? No tak, to będzie ten trening, w którym znów Cię mam upokorzyć? -odparł

z niezaprzeczalną ironią, w głosie która nie spodobała się towarzyszowi który zatrzymał się stając przed nim i spojrzał mu w oczy.

— Mnie upokorzysz? Uważaj żebym ciebie nie upokorzył! Trenowałem wiele godzin, gdy ty siedziałeś i zajmowałeś się sobą i domem! Pokonam cię bez problemu!

— krzyknął dumnie, Erevana nie ruszyło to tylko cicho się roześmiał.

— Dobra wojowniku chcesz sprawdzić to dobrze chodźmy na trening! Tylko później nie płacz gdy znów spuszczę ci manto -ruszył przed siebie a Aerin wzruszył ramionami i poszedł za nim.

Szli wspólnie jednak nie rozmawiali, Erevan nie miał chęci do rozmowy myślał tylko o śnie a Aerin milczał przez złość do przyjaciela. Dotarli na pole treningowe lecz jedna rzecz się nie zgadzała, nie byli tam sami. Na miejsce ich treningu przybyło tysiące mężczyzn oraz wiele kobiet którym wielu z nich obiecywało zwycięstwo. Nie wiedzieli o co chodzi, lecz w oddali ujrzeli królową Lilith która wraz z służbą siedziała na przygotowanych trybunach rozmawiając z towarzyszkami. Nie zdążył się jej wiele przyjrzeć gdyż Aerin pociągnął go na bok wskazując na list przyczepiony do tablicy.

— Patrz tutaj! -krzyknął chwytając list i podając go towarzyszowi- Czytaj no! Nie ma co czekać! -Poganiał go lecz tamten wzruszył rękoma spoglądając na list.

— „Nasza królewska mość organizuje turniej w którym poszukuje wielu cnych i potężnych wojowników gotowych służby w jej imieniu. Jeśli chcesz wystąpić i zaprezentować swe umiejętności kieruj swe kroki do organizatora pojedynków” -przeczytał akcentując każde z bardziej dworskich słów które niezbyt rozśmieszyły jego towarzysza który jedynie spoważniał nagle i chwycił dwa drewniane miecze.

— Masz może ochotę na zakład? -spytał poważnym tonem Aerin podając mu jeden z mieczy.

— Nie potrafisz się zakładać bo zawsze przegrywasz ale dobra o co chodzi? -odpowiedział chłopak spoglądając na miecz a przyjaciel zrobił szybki zamach w jego stronę nie chcąc go mimo wszystko trafić.

— Jeżeli pokonam cię w pojedynku to jedynie ja wezmę udział w tym turnieju! Ale jeżeli przegram to tobie dam zaszczyt wziąć w tym udział -ukłonił się niedbale przed Erevanem który zaśmiał się z jego propozycji.

— Nie mam zamiaru się zakładać o to bo nie będę brał udziału w tej zabawie, jeżeli królowa szuka wojowników to ja nim nie zamierzam być.

— Czyli się boisz tak? Tchórzysz zwyczajnie? Wielki wojownik a jednak tchórz a może po prostu się mnie boisz że cię pokonam co? Nie zamierzam słuchać odmowy no już chodź za płotek i zaczynamy walkę!

— krzyknął i wskoczył za płotek prawie nie zaczepiając się nogą o jeden z drewnianych pali wbitych przy płotku jednak z pośpiechem poradził sobie i czekał na przyjaciela.

— Dobra no, jeżeli chcesz przegrać to proszę cię bardzo -wskoczył za płotek i stanął naprzeciw Aerina dobywając treningowy miecz i skierował go w jego stronę. Uśmiechnęli się do siebie i ruszyli na siebie, Aerin pierwszy atakował lecz niecelnie przez co Erevan trafił go w bok zmuszając go do cofnięcia w tył. Chcąc to wykorzystać zaatakował Aerina blokując jego cios i uderzając go w drugi bok i odskoczył w obawie przed kontrą. Spojrzeli znów na siebie biorąc powolne oddechy i znów ruszyli na siebie. -Nie masz jeszcze dość!? Już przegrałeś! -krzyknął z zadowoleniem Erevan krzyżując swe ostrze z przeciwnikiem który mu spojrzał w oczy.

— Nigdy się nie poddam a na pewno nie teraz! -odepchnął przeciwnika cofając się do tyłu i oddychając ciężko. Jednak Erevan nie dał mu długo wytchnąć znów atakując go i unikając jego wyprowadzonego cięcia w jego stronę. Był szybki za szybki dla niego i pomimo wielkich starań i długiej walki nie mógł sobie z nim poradzić. Rozsądek dał mu już znać że to koniec że pora się poddać i odsunął się w tył rzucając miecz na ziemie. Dla niego walka trwała za długo ale i tak była już dla niego przesądzona.

— A niech to.. jednak jesteś coraz lepszy szlag by cię wygrałeś musiałeś się chyba urodzić z takim talentem bo nigdy nie widziałem takiego zaangażowania. -splunął na ziemie klnąc po cichu by nikt nie usłyszał.

— Trenuję już dłużej od ciebie Aerin i uczę się samodzielnie niż słuchając lekcji naszego byłego trenera który jak pamiętasz to mnie nazywał beztalenciem. -spojrzał odkładając miecz Erevan i usiadł na ziemie przełykając powolnie ślinę a Aerin usiadł przy nim i uśmiechnął się do niego.

— Pamiętam to doskonale, ciągle wrzeszczał że w walce zachowujesz się jak jakaś żmija która zamiast atakować według jego zaleceń wykorzystywałeś jedynie podstęp i swoje wymyślne szybkie cięcia.

— Tak, piękne wspomnienia jeszcze wtedy chcąc dać mi nauczkę to zaatakował mnie a gdy nie dał mi rady to poszedł do skargi do mojej matki ogłaszając że mnie nigdy więcej nie będzie uczył, żadna strata mi wystarczy to co sam się nauczyłem. -westchnął patrząc się na chmury przepływające powolnie po niebu.

— Cały ty, zawsze zbuntowany zawsze na swoim co? Mi wystarczy już na dziś ale ty masz jeszcze sporo rzeczy na głowie, wygrałeś zakład więc bierz udział w turnieju. -spojrzał na ziemie smutny z tego faktu, Erevan poczuł się źle i spojrzał na niego.

— Nie chcę brać w tym udziału, to twoje marzenie ja chcę być wolny bronić tylko swojego imienia a nie ratować tyłek w imię jakiejś królowej.

— Nie chcę bo i tak przegrałbym pierwsze lepsze starcie, ale przynajmniej byłbym szczęśliwy gdybyś chociaż spróbował bo każdy kto miał w dłoni miecz może spróbować. -uśmiechnął się myśląc o tym jak Erevan wygrałby cały turniej zdobywając laury i chwałę od królowej. Zaczynał być dumny z tego że jest jego przyjacielem. Myśl naglę zniknęła gdy Erevan podniósł się i podał mu rękę.

— No jeśli chcesz to mogę spróbować nie ma problemu przynajmniej będzie zabawnie. -uśmiechnął się a Aerin podekscytowany chwycił jego dłoń podnosząc się.

— To chodźmy! -Erevan przytaknął i ruszyli wspólnie w stronę namiotu organizatora, kolejka była spora wielu mężczyzn dość sporej postury czekało na swoją kolej do zapisu na widok Erevana niektórzy prawie parsknęli śmiechem lecz nie komentowali chcąc zachować uprzejmość dla niego, irytowała go ich postawa, niby wielcy wojownicy a jednak myślą tylko o honorze i o wielkiej sławie która przyszła by po stronie królowej. Nie chcę taki być pomyślał i czekał cierpliwie w kolejce spoglądając na przyjaciela który czekał przy bramce aż skończy się kolej.

Organizator przebierając się w księgach spojrzał na chłopaka poprawiając monokl.

— A ty chłopcze czego tu szukasz? -Erevan wyczuwając lekką drwinę w głosie mężczyzny ścisnął dłoń

i wysłał mu poważne spojrzenie chcąc by traktowano go z powagą. W tych czasach jeśli byłeś młodszy i mniej zamożny od byle rycerza to można było cię wyśmiewać za to, że jesteś nic nieznaczącym śmieciem.

— Chcę wziąć udział w turnieju -odpowiedział spokojnie a mężczyzna chwycił za pergamin i pióro.

— Proszę tu wpisać swe imię nazwisko i wiek oraz miejsce zamieszkania by nadać ci odpowiedni tytuł. -podał mu pergamin a on chwycił go po czym wpisał swoje dane a organizator przyjrzał im się poprawiając swój dziwaczny monokli przytaknął.

— A więc jesteś Erevan z Rinth? Myślałem, że ta wieś nie posiada żadnych mężów gotowych do walki, małe zdziwienie no cóż dobra to powodzenia w turnieju. -nie zapomniał o swym szyderczym uśmieszku, który zauważył, lecz nie zareagował i jedynie przytaknął wskazał mu miejsce by mógł odebrać swoje ostrze do walki i wyszedł z namiotu. Aerin spojrzał na niego i podszedł do niego i złapał go za ramię.

— I jak zapisany? -uśmiechnął się delikatnie i zauważył jak organizator wywiesza zapis Erevana który za niedługo miał mieć walkę.

— Sam widzisz, jestem i chyba za niedługo mam pierwszą walkę obym tylko się nie ośmieszył bo widzę że wszyscy wokół mają dość sporo śmiechu ze mnie bo jestem całkiem inny od nich.

— Nie przejmuj się nimi jeszcze się zdziwią jak zobaczą co potrafisz naprawdę -ciągle miał na twarzy uśmiech który powoli zaczął go irytować lecz jedynie westchnął ciężko i przytaknął.

— Możliwe dobra muszę iść się przygotować -udał się do namiotu i czekał na walkę, nie musiał długo czekać gdyż królewska trąbka niedługo zagrała wzywając dwóch wojowników na główną arenę.

Na całej arenie było tysiące ludzi a na samym środku na honorowym miejscu siedziała królowa która spojrzała zainteresowana na Erevana który odwzajemnił spojrzenie i ukłonił się nisko

a Lilith ruszyła delikatnie wargę biorąc znów do usta wino. Wojownik spojrzał na niego i chwycił za miecz i zaśmiał się cicho pod nosem.

— Czy to jakiś żart? Mam się bić z takim dzieciakiem? Przecież to nie jest żadne wyzwanie -Erevana nie wzruszyło to tylko chwycił za miecz.

— Nie gadaj tylko walcz nie mam czasu na pogaduchy z takimi cwaniakami jak ty dziadku -uśmiechnął się lekko.

Mężczyzna słysząc jego słowa spoważniał i czekał na rozpoczęcie pojedynku. Erevan nie czekając chwili dłużej rzucił się na niego a mężczyzna odbił jego atak swą tarczą, uderzenie sprawiło, że musiał się cofnąć. Niewzruszony ścisnął w dłoni miecz i spojrzał mu w oczy. Przeciwnik z uśmiechem na twarzy ruszył w jego stronę wyciągając przed siebie swe ostrze kierując je w stronę chłopaka, który zdążył zrobić unik i dzięki nieuwadze wroga trafił go w bok. Następnie rzucił się na przeciwnika i atakował go próbując złamać jego obronę tarczą co było prawie niemożliwe, gdyż każdy jego atak był trafiony w tarczę. Aerin oglądał tą walkę nie podobało mu się to że Erevan walczy tylko jedną bronią a przeciwnik ma do pomocy tarczę, na której się skupiał przyjaciel, ale miał nadzieję, że ma jakiś plan. Erevan wreszcie zrezygnował z ataku na tarczę i chwilę ustał bez ataku co chciał wykorzystać przeciwnik atakując prawie go trafiając, lecz chłopak zrobił unik i trafił w plecy go wbijając się wprost w jego zbroję. Ból, którego doznał zmusił mężczyznę do rzucenia pod nosem cichego wulgaryzmu pod nosem i spojrzeniu na chłopaka, który wytarł swoje ostrze i lekko się uśmiechnął.

— Kąsasz nieźle chłopcze ale walczysz jak tchórz, potrafisz jedynie unikać moje ataki to nie uczyni cię prawdziwym rycerzem. -uśmiechnął się i zacisnął zęby ignorując ból. Erevan nie odpowiedział tylko trzymając miecz w dłoni rzucił się ponownie na niego udał, że niecelnie atakuje czekając na kontratak, którego dokonał znów przeciwnik, lecz i tym razem znów go przechytrzył. Sparował uderzenie i uderzył prosto w brzuch a mieczem tnął delikatnie wzdłuż kolan by jedynie zmusić przeciwnika do upadku. Wojownik spojrzał na niego chwytając się za kolano a chłopak doskoczył do niego przykładając mu miecz do szyi.

— Koniec walki, przegrałeś i jak tam twój honor? Ucierpiał? -uśmiechnął się lekko i odszedł chowając miecz.

Lilith zaskoczona rozwiązaniem walki podniosła się odkładając lampkę wina i spojrzała ponownie na chłopaka.

— Ten pojedynek zwycięży młody nieznany wcześniej Erevan z Rinth! Chwała zwycięzcy! -okrzyknął głośno dość postarzały sędzia i spojrzał w stronę nieświadomego jeszcze zwycięzcy.

Nie zdążył nawet odpowiedzieć a jego przyjaciel pociągnął go w stronę namiotu. Erevan z ciekawością oglądał się do tyłu widząc dalej królową, lecz po chwili zniknęła mu z oczu i otoczony był przez mnóstwo namiotów. Weszli do jednego z nich na środku było wielkie łoże a przed nim stolik z przygotowanymi posiłkami. Aerin widząc jedzenie od razu siadł i zaczął je bez pytania konsumować. Erevan uśmiechnął się na ten widok i położył się na łóżku kładąc miecz przy sobie.

— Gratuluję wygrany młody rycerzu-zadrwił kompan zajadając kurczaka -Rycerz królowej Lilith… różne przepiękne bale i uroczystości wielka sława…

— Odłóż te drwiny na bok przecież każdy widział że ledwo sobie dałem radę, udało mi się jedynie wykorzystać jego słabości i pokonać go w pojedynku. Reszta na pewno nie będzie tak prosta, pamiętaj o tym i nawet nie waż się mnie nazwać rycerzem bo nigdy nim nie zamierzam być.

— Zmienisz zdanie jak zobaczysz jakie są luksusy z bycia rycerzem królowej! -odparł Aerin uśmiechnięty wciąż zajmując się kawałkiem kurczaka a Erevan spojrzał na niego zimnym wzrokiem i wzruszył ramionami.

— To twoje marzenie nie moje, pamiętasz? Ja chciałem tylko być najemnikiem do wynajęcia i wyruszyć w świat a nie zostać szurniętym rycerzem. Nie mam zamiaru stracić życie za jakiś wymyślony kodeks lub jakiś pieprzony honor.

— Dobrze już spokojnie nie unoś się. Pamiętam doskonale ale mimo wszystko chciałem spróbować ci pokazać niezłe korzyści.

Erevan nie odpowiedział spojrzał jedynie na miecz przypominając sobie o swoim pierwszym na prawdziwym pojedynku na prawdziwej arenie. Docierało do niego w jakim zagrożeniu się znalazł, wątpił w to, że rycerze „królowej” mogli walczyć choć trochę honorowo czy prędzej wykorzystają wszystko by pozbyć się rywala. Jego zadumę przerwała służka, która nadeszła i spojrzała na młodzieńca podając mu wodę.

— Jak tam po pierwszej walce?

— Walka? Jak każda, jedyne co mogę powiedzieć że to było moje pierwsze starcie. Obawiam się kolejnych walk które mnie czekają. Skąd ta troska?

— Można powiedzieć że moja pani była zainteresowana twoim stylem i posłała mnie tutaj by z tobą porozmawiać. Chyba masz wielkie szanse by stać się wielkim i szanowanym wojownikiem panie.

— Powiem ci coś ja nigdy nie zamierzałem nikomu służyć.

— To po co tu przybyłeś? Jak nie chciałeś być rycerzem to dlaczego odbierasz szansę innym?

— Mój przyjaciel przekonał mnie żebym spróbował, pomyślałem że to może być niezła zabawa. -spojrzał na kobietę która spoważniała i spojrzała na tacę którą trzymała.

— Muszę iść dalej mam nadzieję, że jeszcze sobie wszystko przemyślisz chłopcze bo tracisz sporą szansę na zaistnienie. -odeszła zdziwiona rozmową z chłopakiem, który ponownie przykuł wzrok ku ziemi.

— Ja tu próbuję podbijać do dziewczyn a tylko mnie wyśmiewają a ty udajesz takiego poważnego i już skupiasz na sobie uwagę ciekawe jak to robisz? -zachichotał biorąc kolejne udko z kurczaka przysiadając bliżej do swego towarzysza.

Erevan nie odpowiedział wypił całą wodę i położył się na łóżku a po chwili w całym obozie rozniósł się doniosły krzyk kobiety. Podniósł się naglę spoglądając na towarzysza który spojrzał na niego zaskoczony odkładając jedzenie na bok.

— Trzeba sprawdzić co się dzieje. Idziesz ze mną? -patrzył się na Aerina który wzruszył ramionami i patrzył się na niego z obojętnością.

— Jak chcesz to idź, założę się że na służkę napadły szczury i jak to kobiety drze się ile może kto je zrozumie… -zaśmiał się znów biorąc się za jedzenie.

— Oczywiście ty i te twoje teorie… -wybiegł z pokoju chwytając miecz i pobiegł do namiotu do którego schodziło się spore zbiorowisko. Wbiegł do środka i spojrzał na kobietę próbującą ratować mężczyznę, spojrzała na niego i zaskoczona.

— On uciekł w tamtą stronę! Trzeba jak najszybciej go złapać! -drżała i starała się pomóc rannemu mężczyźnie. a Erevan przytaknął chwytając za miecz po czym pobiegł we wskazanym kierunku zauważając w oddali uciekającą osobę. Próbował go dogonić, lecz tamten był szybszy i doskoczył do pobliskiego płotu i przeskoczył przez niego i zauważając pościg zatrzymał się wiedząc, że młodzi ludzie w tych czasach są uparci a Erevan przeskoczył płot i stanął przed nim.

— Nie możesz pozwolić mi działać młokosie? Chcesz naprawdę do niego dołączyć? -powiedział zimno. Erevan nie mógł określić kim jest ta osoba, twarz była zakryta tajemniczą maską ścisnął jedynie miecz.

— Nie patrzę dobrowolnie na to jak ktoś zabija niewinne osoby.

— A mnie pierdoli to na co patrzysz a co nie, wszedłeś nieodpowiedniej osobie w drogę i musisz ponieść tego konsekwencje -zaatakował go szybko dobierając ostrze, był szybszy od niego i bez problemu powalił go na ziemię, a gdy ten chciał się podnieść to złapał Erevana za szyję i cisnął nim o ziemię i wbił mu ostrze prosto w żebra i przyjrzał się mu.

— To nie za ciebie mi zapłacą, jesteś jeszcze strasznie młody i masz życie przed sobą. -spojrzał mu w oczy z uśmiechem którą ukrywała ponura maska.

— To jeszcze nie koniec! Jeśli nie ja cię dorwę to pozostali wpadną na twój trop.-odpowiedział z bólem w oczach chłopak trzymając rękę na ranie.

— To będzie bardzo interesujące, ale wątpię, żeby komukolwiek udało się mnie odnaleźć. Ale życzę powodzenia. -odszedł znikając niczym jak we mgle, Erevan oszołomiony bólem spoglądał na gwiaździste niebo. Jego uwagę przykuł księżyc, który oświetlał całe mury areny a nawet było widać piękne tereny w oddali. Nie mógł się wiele nimi nacieszyć, gdyż ciemność okryła jego wzrok. To było za dużo.

*

— Jak z nim?

— Na szczęście ostrze nie uszkodziło żeber, żyje ale w turnieju nie da rady wziąć udziału pani.

— odpowiedział znajomy głos.

— O turnieju można zapomnieć! To co się wydarzyło było skandaliczne i moja straż poniesie z tego konsekwencje. Zajmij się nim a gdy odzyska przytomność to przekaż mu że chce się z nim widzieć.

— Dobrze -ukłoniła się.

Erevan powoli otworzył oczy widząc nad sobą służkę, która przyglądała mu się z ciekawością. Zaskoczona tym, że odzyskał już przytomność odskoczyła i zachichotała cicho pod nosem.

— Znów się spotykamy? -rzekł słabo chłopak biorąc oddech i odczuł ulgę, to jeszcze nie był mój ostatni dzień pomyślał. Służka uśmiechnęła się i pomogła mu usiąść na łóżku.

— Widzisz nawet nie możemy się na długo rozstać. Ale nie ma czasu na takie pogaduszki, pani kazała mi przekazać że jak poczujesz się lepiej to masz się do niej udać. Podobno ma ważną sprawę do ciebie która nie może czekać.

— Lilith mnie oczekuje? To brzmi jak sen.. Czy ja na pewno się już obudziłem? Coś za piękne to wszystko. -zadrwił a służka spoważniała i zacisnęła mu mocniej bandaż na żebrach aż chłopak zacisnął zęby z bólu. Czyli tu nie można nawet aż trochę przesadzić? No cóż szkoda.

— Nie można aż tak żartować. Ale w ogóle powiedz mi jak do tego doszło? Znaleźliśmy cię bez ducha leżącego na murach areny. Ten tajemniczy drań tak cię poharatał?

— Tak, głupio myślałem, że dam sobie z nim radę. Miał dosyć dziwne ostrze nawet nie poznałem rodzaju tego uzbrojenia.

— To ostrze musiało być dosyć długie, bo przebiło twoje żebra powodując dość spore krwawienie. Ale nie mówmy już o tym, bo najważniejsze, że udało się ciebie uratować. -odpowiedziała uśmiechając się lekko.

— A co z tamtym mężczyzną? -spoglądał wciąż na dziewczynę której uśmiech zniknął z twarzy.

— Dalej jest nieprzytomny, nie wiem czy nawet przeżyje, bo ten dupek dosyć dokładnie go załatwił, ale nie możemy być złej myśli, bo znaleźliśmy go w dobrym momencie. Nie stracił aż nadto tyle krwi i miał tylko jedną ranę kłutą wokół szyi.

— To zostaje tylko czekać, a co z moim towarzyszem? Nie widzę go jakoś a wątpię by pobiegł po choćby kufel wody dla mnie lub czekał na to aż się obudzę?

Służka zachichotała i usiadła przy nim spoglądając na niego a on spokojnie oparł się o łóżko.

— Weź mi nawet o nim nie mów. Żeby on w ogóle się o kogoś martwił! Gorzej! On jeszcze zalecał się do mnie, nie wiem co on sobie wyobrażał. Ale mam nadzieję, że on nigdy się tutaj nie pojawi.

— wyczuł jej w głosie pełną irytację i niepowstrzymaną złość rozbawiło go to, bo doskonale znał możliwości swego przyjaciela.

— Czemu mnie to nie dziwi? On zawsze był taki a on nigdy się o nikogo nie martwił chyba że jedynie o swoją matkę gdy choć raz się rozchorowała.

Służka wysłuchała go po czym cicho zachichotała i rozciągnęła się ziewając. Cały czas musiała biegać by pomagać a to rannym wojownikom a to służyć swej królowej. Chłopak nie zamierzał więcej jej wypytywać a ona nie naciskała nawet więcej na rozmowę. Do namiotu nagle wbiegł wojownik zniecierpliwiony brakiem obecności młodzieńca u swej ukochanej pani.

— Nasza czcigodna pani oczekuje cię chłopcze! Proszę za mną -Erevan przyjrzał mu się i dziwił się jego postawie, miał zimną i kamienną twarz jakby próbował być całkiem poważny co nie pasowało do jego dość młodego wieku. Ale no cóż przecież to takie życie jest by służyć wiernie niczym pies swojej pani.

— Oho już chwila! -Złapała za ubrania pomagając ubrać się chłopakowi który wstał poprawiając dość obcisłe buty i ukłonił się po czym spojrzał ponownie na zniecierpliwionego rycerza.

— Prowadź do swojej pani… — Rycerz nic nie odrzekł a służka uśmiechnięta wróciła do reszty swoich zajęć. Wyszli z namiotu, nie rozmawiali Erevan nawet nie chciał rozmawiać z wielkim rycerzem a ów rycerz musiał się wstydzić lub po prostu jego honor nie pozwalał mu na rozmowy z kimś takim jak on. Królowa rozmawiała z służbą nie zauważając młodzieńca po chwili jednak spojrzała na niego i odgoniła swoją służbę i tego dziwnego wstydliwego rycerza

— Trochę ci to zajęło. Ale wreszcie jesteś i możemy wreszcie zająć się ważną sprawą. -zacisnęła dłoń i spoglądała raz na niego a raz przyglądała się listom, które leżały na biurku.

Chłopak spojrzał na Lilith nie wiedząc nawet jak zareagować, przypomniał sobie nagle o etykiecie i ukłonił się nisko, ale królowej niezbyt było w smak teraz na takie sprawy i szarpnęła go delikatnie by się wyprostować i szybciej dość do rzeczy.

— Nie wydurniaj się w tej chwili, pieprzyć etykietę. Uratowałeś jednego z moich żołnierzy który znalazł się w złym miejscu i w nieodpowiedniej chwili.

— W nieodpowiedniej chwili? Czyli to nie on miał paść ofiarą tego ataku? -odważył się odpowiedzieć a ona przytaknęła milcząc przez moment.

— Dokładnie, ten zabójca pragnął dopaść mnie. -spojrzał na jej dłoń, która już nie była zaciśnięta i trzymała w ręku tajemniczy list.

— To co robił tam twój żołnierz? Przecież nie mógł być przypadkiem w twoim namiocie prawda?

— Nie jesteś taki głupi, przynajmniej ta rozmowa pójdzie szybko. Ten wspomniany żołnierz miał zanieść ten oto list do mojego męża prosto do zamku. Czekał na mnie, bo zmuszona byłam do oglądania tych komicznych występów byle idiotów w blaszanych zbrojach. Może jedynie przy twoim pojedynku byłam zaciekawiona kto wygra. Reszta była powtarzalna sam rozumiesz ukłony wielkie wyznanie miłości królowej. Właśnie, przykro mi że twoja kariera skończyła się tak szybko na tym turnieju.

— Nie ten turniej to inny, ale nie chcę cię pani urazić, ale nigdy nie zamierzałem zostawać wielkim wojownikiem by walczyć w twoim imieniu. Moim celem było być najemnikiem prostym do wynajęcia bo gardzę nieco honorem i męstwem którym się wyróżniają rycerze. Mam nadzieję że nie urażę tym pani i wszystkich rycerzy.

— Myślisz że mnie to urazi? Wreszcie znalazłam kogoś kto ma podobne poglądy do mnie. To jest takie nużące, gdy słyszysz, jak rycerze klną się na honor lub walczą w moim imieniu a potem i tak giną. Ale to mój mąż wymyślił, że mam znaleźć nowych samobójców, więc musiałam tu przybyć.

Erevan patrzył się na królową która uśmiechnęła się nieco po czym spoważniała czekając na jego odpowiedź a on odetchnął po czym spojrzał na nią.

— Wróćmy może pani do głównego tematu bo powątpiewam żeby ta rozmowa skończyła się na podziękowaniach. Mylę się?

— To było doskonałe posunięcie by posłać jednego z moich ludzi po ciebie. Nie mylisz się jesteś tutaj bo chciałam cię prosić o to byś zbadał tą sprawę i odkrył kto pragnął mojej śmierci.

— Masz tysiące żołnierzy którzy skoczą za tobą w ogień dlaczego żadnego z nich nie wybierzesz a dobierasz byle chłopaka który przypadkiem znalazł się na turnieju i przypadkiem był świadkiem próby zabójstwa.

— Właśnie sam sobie odpowiedziałeś, jesteś byle chłopakiem z turnieju nikt Cię nie zna. Jesteś dosłownie nikim, łatwiej będzie ci podsłuchać lub przystać do kogoś kto może coś wiedzieć.

Zamyślił się, nigdy jeszcze nie ryzykował na tyle by wtopić się w tłum niebezpiecznych lwów, którzy przy wykryciu jego planów mogli by się go bez problemu pozbyć. Ta myśl nie dawała mu spokoju, lecz odetchnął głęboko i spojrzał na królową czekającą na jego odpowiedź. W co ja się wpakowałem? Pomyślał.

— Wiesz pani że to jest ryzykowne? Jeśli ktoś wyczuje że za bardzo węszę i może nabrać podejrzeń a potem wraz z swoimi towarzyszami może mnie zwyczajnie zabić.

— To jest ryzykowne, ale do cholery to już nie był pierwszy raz, kiedy próbowali mnie zabić pora zacząć działać! Moi ludzie są bezużyteczni teraz bo każdy ich rozpozna przez ich uzbrojenie po zęby i cholerny honor a do tego potrafią szybko coś spieprzyć. Nie ma czasu na rozmowę mów szybko podejmiesz się tego czy jednak stchórzysz?

— Spokojnie pomogę ale musze wiedzieć więcej. Mówisz że to nie był pierwszy raz gdy próbowano się pani pozbyć. Pamięta pani może jakieś szczegóły z poprzednich sytuacji? Może jakieś znaki lub dziwne zachowanie straży?

— Pomyślmy… Pamiętam jedynie, że grupa strażników zmieniła termin swojej warty przez problemy w szeregach cywili. Nie wiem dlaczego tak się zadziało, ale wiem że wtedy gdy próbowano mnie zabić ktoś doskonale wiedział że będę znajdowała się w ogrodzie. Wybacz że tak mało szczegółów ale mimo wszystko mało pamiętam bo to już było dawno temu.

— Za twoim pozwoleniem królowo oddalę się, zajmę się tym i jak najszybciej postaram się donieść wartościowe informacje. -Królowa przytaknęła a chłopak wyszedł z namiotu opuszczając całkowicie turniej. Pozwolono nawet mu wziąć ze sobą miecz jako rekompensatę za turniej. Do najlepszych nie należał, ale można już było się nim obronić. Szedł po dość kamienistej drodze, która uwierała go w stopy, ale przez to, że myślami był gdzie indziej to całkiem zapomniał o bólu. Przez swoje myśli wpadł też przypadkiem na grupkę mężczyzn rozmawiającą przy polu jednego z rolników.

— Patrz jak chodzisz darmozjadzie! -warknął jeden z nich a Erevan podniósł głowę i spojrzał na niego znudzonym wzrokiem.

— Darmozjadzie?

— Patrzcie jaki głupi! A co przydałeś się kiedyś komuś? Przez takich pieprzonych nierobów jak ty to my musimy pracować byście mieli co żreć.

— Nie mam chęci na tematy politycznie wieśniaku, odsuń się, bo marnujesz mój czas. -odparł zimnym tonem chłopak a oni nie wzruszeni popchnęli go prowokując go dalej.

— Patrzcie na niego panowie! Wielki panicz się znalazł! A my wiemy co z takimi się robi.

— Kłaniacie się nisko i przepraszacie? -odparł sarkastycznie chłopak spoglądając mu w oczy a on zaczerwienił się ze złości a jego kumpel zacisnął dłonie unosząc je w górę.

— Nie, spuszczamy wpierdol.

— Wpierdol to możecie spuścić swoim babom gdy zupa będzie za słona. Myślicie że jak uniesiecie pięści to mnie przerazicie? Prędzej zląkłbym się kobiety goniącej mnie z wałkiem niż bandy zapijaczonych rolników którzy szukają byle powodu do zwady.

— Jak nas nazwałeś? O ty skur-.! -rzucił się jeden na chłopaka a ten jedynie złapał go za rękę uniósł ją wysoko i uderzył go z pełną siłą w brzuch. Chłop tak zsiniał na twarzy aż nie mógł złapać tchu. Reszta nie czekając na okazję rzuciła się do walki lecz w ostatniej chwili cofnęli się gdy usłyszeli odgłos wyciąganego miecza.

— Ten miecz otrzymałem na turnieju, i nie zawaham się go użyć na was. Nie jestem jakimś pieprzonym rycerzem by chronić prostaków i baczyć na swój honor. Nie, jestem zwykłym zabijaką i jak ktoś z was wejdzie mi w drogę to wyląduje głęboko pod własną ziemią. Zrozumieliście przekaz czy jednak wolicie dalej ryzykować? -spoglądał na każdego z mężczyzn, którzy patrzyli po sobie po czym wzięli swojego kamrata i oddalili się a chłopak schował swój miecz i udał się w dalszą drogę. Ciekawy to był widok, czwórka chłopów spieprzająca przed młodszym od nich młodzieńcem, który ledwo dobył ostrza. Przynajmniej ciekawszy powrót

a nie ciągłe rozmyślanie nad tą misją królowej. Szlag by z nią.

Szedł dalej po kamienistej drodze przy dość sporym lesie, który wyglądał upiornie wieczorem. O tej porze nic nie można było tam zobaczyć a nawet nikt nie wchodził do niego ostatnio, przez durne, opowieści okolicznych biesiadników, którzy rozpowiadali o swych bliskich utraconych w tym lesie. Gawiedź wierzy w to, że spowodowane jest agresywność okolicznej watahy wilków. Nie przejmując się tymi plotkami szedł przed siebie aż dotarł do Rinth. Była to niewielka wioska otoczona wieloma łąkami i polami. Znajdowało się tam kilkanaście domów a każdy żył z każdym prawie w zgodzie.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 53.34