E-book
13.65
drukowana A5
56.58
Sekret Demona

Bezpłatny fragment - Sekret Demona


5
Objętość:
379 str.
ISBN:
978-83-8155-368-1
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 56.58

Rozdział 1 -Początek

Mroczne czeluści jaskini… znał je… ten okropny sen powtarzał się co noc… Lecz zawsze był sam a w ręce dzierżył miecz, którego blask tonął w ciemności. Wiele razy zastanawiał się, dlaczego ciągle znajduje się w tym samym miejscu. Jedynie szedł przed siebie stawiając każdy ostrożny krok. Lecz tym razem sen kończył się zupełnie inaczej, ujrzał blask i kobietę. Spojrzała ona na niego trzymając w swej dłoni koronę i milczała. Nie mógł już nawet się ruszyć, bo nogi odmawiały mu posłuszeństwa a kobieta zmierzyła go wzrokiem po czym na jej twarzy ujrzał uśmiech i zniknęła a ciemność otoczyła młodego chłopaka.

*

Erevan obudził się i rozejrzał się odruchowo, odetchnął ciężko ciągłe sny sprawiły, że doszedł do wniosku że to nie może być przypadek. Usiadł na łóżku i spojrzał na ziemię próbując przypomnieć sobie cokolwiek co powiedziała kobieta lecz bez skutku.

— No cóż… nie ma co siedzieć tak bezczynnie- odrzekł sam do siebie wstając po chwili i wyszedł

z pokoju. Nie mieszkał sam matka już siedziała w ogrodzie zajmując się kwiatami zostawiła mu śniadanie, lecz nie miał ochoty cokolwiek jeść, wyszedł z domu i szedł przed siebie bijąc się z myślami po chwili poczuł rękę na swym ramieniu. Odwrócił się i spojrzał na młodzieńca którego znał to był jego przyjaciel Aerin jedyny z którym spędzał czas i rozmawiał przebywając poza domem.

— Hej Erevan stój! -krzyknął ucieszony Aerin widokiem swego przyjaciela, który jednak nie udzielał tego entuzjazmu.

— Czego chcesz? -spoglądał na niego zamyślony i niezbyt zadowolony z jego wizyty. Chciał być sam, by na spokojnie przemyśleć sobie wszystko co dotyczyło snu lecz nie było mu to możliwe.

— Czyżbyś zapomniał? Mamy dzisiaj najważniejszy trening! Ostatni który sprawi, że będziemy mogli stać prawdziwymi żołnierzami!

— podekscytowany patrzył się na przyjaciela nie mogąc ustać w miejscu i po chwili zaczął okrążać Erevana który ciężko westchnął.

— Trening? No tak, to będzie ten trening, w którym znów Cię mam upokorzyć? -odparł

z niezaprzeczalną ironią, w głosie która nie spodobała się towarzyszowi który zatrzymał się stając przed nim i spojrzał mu w oczy.

— Mnie upokorzysz? Uważaj żebym ciebie nie upokorzył! Trenowałem wiele godzin, gdy ty siedziałeś i zajmowałeś się sobą i domem! Pokonam cię bez problemu!

— krzyknął dumnie, Erevana nie ruszyło to tylko cicho się roześmiał.

— Dobra wojowniku chcesz sprawdzić to dobrze chodźmy na trening! Tylko później nie płacz gdy znów spuszczę ci manto -ruszył przed siebie a Aerin wzruszył ramionami i poszedł za nim.

Szli wspólnie jednak nie rozmawiali, Erevan nie miał chęci do rozmowy myślał tylko o śnie a Aerin milczał przez złość do przyjaciela. Dotarli na pole treningowe lecz jedna rzecz się nie zgadzała, nie byli tam sami. Na miejsce ich treningu przybyło tysiące mężczyzn oraz wiele kobiet którym wielu z nich obiecywało zwycięstwo. Nie wiedzieli o co chodzi, lecz w oddali ujrzeli królową Lilith która wraz z służbą siedziała na przygotowanych trybunach rozmawiając z towarzyszkami. Nie zdążył się jej wiele przyjrzeć gdyż Aerin pociągnął go na bok wskazując na list przyczepiony do tablicy.

— Patrz tutaj! -krzyknął chwytając list i podając go towarzyszowi- Czytaj no! Nie ma co czekać! -Poganiał go lecz tamten wzruszył rękoma spoglądając na list.

— „Nasza królewska mość organizuje turniej w którym poszukuje wielu cnych i potężnych wojowników gotowych służby w jej imieniu. Jeśli chcesz wystąpić i zaprezentować swe umiejętności kieruj swe kroki do organizatora pojedynków” -przeczytał akcentując każde z bardziej dworskich słów które niezbyt rozśmieszyły jego towarzysza który jedynie spoważniał nagle i chwycił dwa drewniane miecze.

— Masz może ochotę na zakład? -spytał poważnym tonem Aerin podając mu jeden z mieczy.

— Nie potrafisz się zakładać bo zawsze przegrywasz ale dobra o co chodzi? -odpowiedział chłopak spoglądając na miecz a przyjaciel zrobił szybki zamach w jego stronę nie chcąc go mimo wszystko trafić.

— Jeżeli pokonam cię w pojedynku to jedynie ja wezmę udział w tym turnieju! Ale jeżeli przegram to tobie dam zaszczyt wziąć w tym udział -ukłonił się niedbale przed Erevanem który zaśmiał się z jego propozycji.

— Nie mam zamiaru się zakładać o to bo nie będę brał udziału w tej zabawie, jeżeli królowa szuka wojowników to ja nim nie zamierzam być.

— Czyli się boisz tak? Tchórzysz zwyczajnie? Wielki wojownik a jednak tchórz a może po prostu się mnie boisz że cię pokonam co? Nie zamierzam słuchać odmowy no już chodź za płotek i zaczynamy walkę!

— krzyknął i wskoczył za płotek prawie nie zaczepiając się nogą o jeden z drewnianych pali wbitych przy płotku jednak z pośpiechem poradził sobie i czekał na przyjaciela.

— Dobra no, jeżeli chcesz przegrać to proszę cię bardzo -wskoczył za płotek i stanął naprzeciw Aerina dobywając treningowy miecz i skierował go w jego stronę. Uśmiechnęli się do siebie i ruszyli na siebie, Aerin pierwszy atakował lecz niecelnie przez co Erevan trafił go w bok zmuszając go do cofnięcia w tył. Chcąc to wykorzystać zaatakował Aerina blokując jego cios i uderzając go w drugi bok i odskoczył w obawie przed kontrą. Spojrzeli znów na siebie biorąc powolne oddechy i znów ruszyli na siebie. -Nie masz jeszcze dość!? Już przegrałeś! -krzyknął z zadowoleniem Erevan krzyżując swe ostrze z przeciwnikiem który mu spojrzał w oczy.

— Nigdy się nie poddam a na pewno nie teraz! -odepchnął przeciwnika cofając się do tyłu i oddychając ciężko. Jednak Erevan nie dał mu długo wytchnąć znów atakując go i unikając jego wyprowadzonego cięcia w jego stronę. Był szybki za szybki dla niego i pomimo wielkich starań i długiej walki nie mógł sobie z nim poradzić. Rozsądek dał mu już znać że to koniec że pora się poddać i odsunął się w tył rzucając miecz na ziemie. Dla niego walka trwała za długo ale i tak była już dla niego przesądzona.

— A niech to.. jednak jesteś coraz lepszy szlag by cię wygrałeś musiałeś się chyba urodzić z takim talentem bo nigdy nie widziałem takiego zaangażowania. -splunął na ziemie klnąc po cichu by nikt nie usłyszał.

— Trenuję już dłużej od ciebie Aerin i uczę się samodzielnie niż słuchając lekcji naszego byłego trenera który jak pamiętasz to mnie nazywał beztalenciem. -spojrzał odkładając miecz Erevan i usiadł na ziemie przełykając powolnie ślinę a Aerin usiadł przy nim i uśmiechnął się do niego.

— Pamiętam to doskonale, ciągle wrzeszczał że w walce zachowujesz się jak jakaś żmija która zamiast atakować według jego zaleceń wykorzystywałeś jedynie podstęp i swoje wymyślne szybkie cięcia.

— Tak, piękne wspomnienia jeszcze wtedy chcąc dać mi nauczkę to zaatakował mnie a gdy nie dał mi rady to poszedł do skargi do mojej matki ogłaszając że mnie nigdy więcej nie będzie uczył, żadna strata mi wystarczy to co sam się nauczyłem. -westchnął patrząc się na chmury przepływające powolnie po niebu.

— Cały ty, zawsze zbuntowany zawsze na swoim co? Mi wystarczy już na dziś ale ty masz jeszcze sporo rzeczy na głowie, wygrałeś zakład więc bierz udział w turnieju. -spojrzał na ziemie smutny z tego faktu, Erevan poczuł się źle i spojrzał na niego.

— Nie chcę brać w tym udziału, to twoje marzenie ja chcę być wolny bronić tylko swojego imienia a nie ratować tyłek w imię jakiejś królowej.

— Nie chcę bo i tak przegrałbym pierwsze lepsze starcie, ale przynajmniej byłbym szczęśliwy gdybyś chociaż spróbował bo każdy kto miał w dłoni miecz może spróbować. -uśmiechnął się myśląc o tym jak Erevan wygrałby cały turniej zdobywając laury i chwałę od królowej. Zaczynał być dumny z tego że jest jego przyjacielem. Myśl naglę zniknęła gdy Erevan podniósł się i podał mu rękę.

— No jeśli chcesz to mogę spróbować nie ma problemu przynajmniej będzie zabawnie. -uśmiechnął się a Aerin podekscytowany chwycił jego dłoń podnosząc się.

— To chodźmy! -Erevan przytaknął i ruszyli wspólnie w stronę namiotu organizatora, kolejka była spora wielu mężczyzn dość sporej postury czekało na swoją kolej do zapisu na widok Erevana niektórzy prawie parsknęli śmiechem lecz nie komentowali chcąc zachować uprzejmość dla niego, irytowała go ich postawa, niby wielcy wojownicy a jednak myślą tylko o honorze i o wielkiej sławie która przyszła by po stronie królowej. Nie chcę taki być pomyślał i czekał cierpliwie w kolejce spoglądając na przyjaciela który czekał przy bramce aż skończy się kolej.

Organizator przebierając się w księgach spojrzał na chłopaka poprawiając monokl.

— A ty chłopcze czego tu szukasz? -Erevan wyczuwając lekką drwinę w głosie mężczyzny ścisnął dłoń

i wysłał mu poważne spojrzenie chcąc by traktowano go z powagą. W tych czasach jeśli byłeś młodszy i mniej zamożny od byle rycerza to można było cię wyśmiewać za to, że jesteś nic nieznaczącym śmieciem.

— Chcę wziąć udział w turnieju -odpowiedział spokojnie a mężczyzna chwycił za pergamin i pióro.

— Proszę tu wpisać swe imię nazwisko i wiek oraz miejsce zamieszkania by nadać ci odpowiedni tytuł. -podał mu pergamin a on chwycił go po czym wpisał swoje dane a organizator przyjrzał im się poprawiając swój dziwaczny monokli przytaknął.

— A więc jesteś Erevan z Rinth? Myślałem, że ta wieś nie posiada żadnych mężów gotowych do walki, małe zdziwienie no cóż dobra to powodzenia w turnieju. -nie zapomniał o swym szyderczym uśmieszku, który zauważył, lecz nie zareagował i jedynie przytaknął wskazał mu miejsce by mógł odebrać swoje ostrze do walki i wyszedł z namiotu. Aerin spojrzał na niego i podszedł do niego i złapał go za ramię.

— I jak zapisany? -uśmiechnął się delikatnie i zauważył jak organizator wywiesza zapis Erevana który za niedługo miał mieć walkę.

— Sam widzisz, jestem i chyba za niedługo mam pierwszą walkę obym tylko się nie ośmieszył bo widzę że wszyscy wokół mają dość sporo śmiechu ze mnie bo jestem całkiem inny od nich.

— Nie przejmuj się nimi jeszcze się zdziwią jak zobaczą co potrafisz naprawdę -ciągle miał na twarzy uśmiech który powoli zaczął go irytować lecz jedynie westchnął ciężko i przytaknął.

— Możliwe dobra muszę iść się przygotować -udał się do namiotu i czekał na walkę, nie musiał długo czekać gdyż królewska trąbka niedługo zagrała wzywając dwóch wojowników na główną arenę.

Na całej arenie było tysiące ludzi a na samym środku na honorowym miejscu siedziała królowa która spojrzała zainteresowana na Erevana który odwzajemnił spojrzenie i ukłonił się nisko

a Lilith ruszyła delikatnie wargę biorąc znów do usta wino. Wojownik spojrzał na niego i chwycił za miecz i zaśmiał się cicho pod nosem.

— Czy to jakiś żart? Mam się bić z takim dzieciakiem? Przecież to nie jest żadne wyzwanie -Erevana nie wzruszyło to tylko chwycił za miecz.

— Nie gadaj tylko walcz nie mam czasu na pogaduchy z takimi cwaniakami jak ty dziadku -uśmiechnął się lekko.

Mężczyzna słysząc jego słowa spoważniał i czekał na rozpoczęcie pojedynku. Erevan nie czekając chwili dłużej rzucił się na niego a mężczyzna odbił jego atak swą tarczą, uderzenie sprawiło, że musiał się cofnąć. Niewzruszony ścisnął w dłoni miecz i spojrzał mu w oczy. Przeciwnik z uśmiechem na twarzy ruszył w jego stronę wyciągając przed siebie swe ostrze kierując je w stronę chłopaka, który zdążył zrobić unik i dzięki nieuwadze wroga trafił go w bok. Następnie rzucił się na przeciwnika i atakował go próbując złamać jego obronę tarczą co było prawie niemożliwe, gdyż każdy jego atak był trafiony w tarczę. Aerin oglądał tą walkę nie podobało mu się to że Erevan walczy tylko jedną bronią a przeciwnik ma do pomocy tarczę, na której się skupiał przyjaciel, ale miał nadzieję, że ma jakiś plan. Erevan wreszcie zrezygnował z ataku na tarczę i chwilę ustał bez ataku co chciał wykorzystać przeciwnik atakując prawie go trafiając, lecz chłopak zrobił unik i trafił w plecy go wbijając się wprost w jego zbroję. Ból, którego doznał zmusił mężczyznę do rzucenia pod nosem cichego wulgaryzmu pod nosem i spojrzeniu na chłopaka, który wytarł swoje ostrze i lekko się uśmiechnął.

— Kąsasz nieźle chłopcze ale walczysz jak tchórz, potrafisz jedynie unikać moje ataki to nie uczyni cię prawdziwym rycerzem. -uśmiechnął się i zacisnął zęby ignorując ból. Erevan nie odpowiedział tylko trzymając miecz w dłoni rzucił się ponownie na niego udał, że niecelnie atakuje czekając na kontratak, którego dokonał znów przeciwnik, lecz i tym razem znów go przechytrzył. Sparował uderzenie i uderzył prosto w brzuch a mieczem tnął delikatnie wzdłuż kolan by jedynie zmusić przeciwnika do upadku. Wojownik spojrzał na niego chwytając się za kolano a chłopak doskoczył do niego przykładając mu miecz do szyi.

— Koniec walki, przegrałeś i jak tam twój honor? Ucierpiał? -uśmiechnął się lekko i odszedł chowając miecz.

Lilith zaskoczona rozwiązaniem walki podniosła się odkładając lampkę wina i spojrzała ponownie na chłopaka.

— Ten pojedynek zwycięży młody nieznany wcześniej Erevan z Rinth! Chwała zwycięzcy! -okrzyknął głośno dość postarzały sędzia i spojrzał w stronę nieświadomego jeszcze zwycięzcy.

Nie zdążył nawet odpowiedzieć a jego przyjaciel pociągnął go w stronę namiotu. Erevan z ciekawością oglądał się do tyłu widząc dalej królową, lecz po chwili zniknęła mu z oczu i otoczony był przez mnóstwo namiotów. Weszli do jednego z nich na środku było wielkie łoże a przed nim stolik z przygotowanymi posiłkami. Aerin widząc jedzenie od razu siadł i zaczął je bez pytania konsumować. Erevan uśmiechnął się na ten widok i położył się na łóżku kładąc miecz przy sobie.

— Gratuluję wygrany młody rycerzu-zadrwił kompan zajadając kurczaka -Rycerz królowej Lilith… różne przepiękne bale i uroczystości wielka sława…

— Odłóż te drwiny na bok przecież każdy widział że ledwo sobie dałem radę, udało mi się jedynie wykorzystać jego słabości i pokonać go w pojedynku. Reszta na pewno nie będzie tak prosta, pamiętaj o tym i nawet nie waż się mnie nazwać rycerzem bo nigdy nim nie zamierzam być.

— Zmienisz zdanie jak zobaczysz jakie są luksusy z bycia rycerzem królowej! -odparł Aerin uśmiechnięty wciąż zajmując się kawałkiem kurczaka a Erevan spojrzał na niego zimnym wzrokiem i wzruszył ramionami.

— To twoje marzenie nie moje, pamiętasz? Ja chciałem tylko być najemnikiem do wynajęcia i wyruszyć w świat a nie zostać szurniętym rycerzem. Nie mam zamiaru stracić życie za jakiś wymyślony kodeks lub jakiś pieprzony honor.

— Dobrze już spokojnie nie unoś się. Pamiętam doskonale ale mimo wszystko chciałem spróbować ci pokazać niezłe korzyści.

Erevan nie odpowiedział spojrzał jedynie na miecz przypominając sobie o swoim pierwszym na prawdziwym pojedynku na prawdziwej arenie. Docierało do niego w jakim zagrożeniu się znalazł, wątpił w to, że rycerze „królowej” mogli walczyć choć trochę honorowo czy prędzej wykorzystają wszystko by pozbyć się rywala. Jego zadumę przerwała służka, która nadeszła i spojrzała na młodzieńca podając mu wodę.

— Jak tam po pierwszej walce?

— Walka? Jak każda, jedyne co mogę powiedzieć że to było moje pierwsze starcie. Obawiam się kolejnych walk które mnie czekają. Skąd ta troska?

— Można powiedzieć że moja pani była zainteresowana twoim stylem i posłała mnie tutaj by z tobą porozmawiać. Chyba masz wielkie szanse by stać się wielkim i szanowanym wojownikiem panie.

— Powiem ci coś ja nigdy nie zamierzałem nikomu służyć.

— To po co tu przybyłeś? Jak nie chciałeś być rycerzem to dlaczego odbierasz szansę innym?

— Mój przyjaciel przekonał mnie żebym spróbował, pomyślałem że to może być niezła zabawa. -spojrzał na kobietę która spoważniała i spojrzała na tacę którą trzymała.

— Muszę iść dalej mam nadzieję, że jeszcze sobie wszystko przemyślisz chłopcze bo tracisz sporą szansę na zaistnienie. -odeszła zdziwiona rozmową z chłopakiem, który ponownie przykuł wzrok ku ziemi.

— Ja tu próbuję podbijać do dziewczyn a tylko mnie wyśmiewają a ty udajesz takiego poważnego i już skupiasz na sobie uwagę ciekawe jak to robisz? -zachichotał biorąc kolejne udko z kurczaka przysiadając bliżej do swego towarzysza.

Erevan nie odpowiedział wypił całą wodę i położył się na łóżku a po chwili w całym obozie rozniósł się doniosły krzyk kobiety. Podniósł się naglę spoglądając na towarzysza który spojrzał na niego zaskoczony odkładając jedzenie na bok.

— Trzeba sprawdzić co się dzieje. Idziesz ze mną? -patrzył się na Aerina który wzruszył ramionami i patrzył się na niego z obojętnością.

— Jak chcesz to idź, założę się że na służkę napadły szczury i jak to kobiety drze się ile może kto je zrozumie… -zaśmiał się znów biorąc się za jedzenie.

— Oczywiście ty i te twoje teorie… -wybiegł z pokoju chwytając miecz i pobiegł do namiotu do którego schodziło się spore zbiorowisko. Wbiegł do środka i spojrzał na kobietę próbującą ratować mężczyznę, spojrzała na niego i zaskoczona.

— On uciekł w tamtą stronę! Trzeba jak najszybciej go złapać! -drżała i starała się pomóc rannemu mężczyźnie. a Erevan przytaknął chwytając za miecz po czym pobiegł we wskazanym kierunku zauważając w oddali uciekającą osobę. Próbował go dogonić, lecz tamten był szybszy i doskoczył do pobliskiego płotu i przeskoczył przez niego i zauważając pościg zatrzymał się wiedząc, że młodzi ludzie w tych czasach są uparci a Erevan przeskoczył płot i stanął przed nim.

— Nie możesz pozwolić mi działać młokosie? Chcesz naprawdę do niego dołączyć? -powiedział zimno. Erevan nie mógł określić kim jest ta osoba, twarz była zakryta tajemniczą maską ścisnął jedynie miecz.

— Nie patrzę dobrowolnie na to jak ktoś zabija niewinne osoby.

— A mnie pierdoli to na co patrzysz a co nie, wszedłeś nieodpowiedniej osobie w drogę i musisz ponieść tego konsekwencje -zaatakował go szybko dobierając ostrze, był szybszy od niego i bez problemu powalił go na ziemię, a gdy ten chciał się podnieść to złapał Erevana za szyję i cisnął nim o ziemię i wbił mu ostrze prosto w żebra i przyjrzał się mu.

— To nie za ciebie mi zapłacą, jesteś jeszcze strasznie młody i masz życie przed sobą. -spojrzał mu w oczy z uśmiechem którą ukrywała ponura maska.

— To jeszcze nie koniec! Jeśli nie ja cię dorwę to pozostali wpadną na twój trop.-odpowiedział z bólem w oczach chłopak trzymając rękę na ranie.

— To będzie bardzo interesujące, ale wątpię, żeby komukolwiek udało się mnie odnaleźć. Ale życzę powodzenia. -odszedł znikając niczym jak we mgle, Erevan oszołomiony bólem spoglądał na gwiaździste niebo. Jego uwagę przykuł księżyc, który oświetlał całe mury areny a nawet było widać piękne tereny w oddali. Nie mógł się wiele nimi nacieszyć, gdyż ciemność okryła jego wzrok. To było za dużo.

*

— Jak z nim?

— Na szczęście ostrze nie uszkodziło żeber, żyje ale w turnieju nie da rady wziąć udziału pani.

— odpowiedział znajomy głos.

— O turnieju można zapomnieć! To co się wydarzyło było skandaliczne i moja straż poniesie z tego konsekwencje. Zajmij się nim a gdy odzyska przytomność to przekaż mu że chce się z nim widzieć.

— Dobrze -ukłoniła się.

Erevan powoli otworzył oczy widząc nad sobą służkę, która przyglądała mu się z ciekawością. Zaskoczona tym, że odzyskał już przytomność odskoczyła i zachichotała cicho pod nosem.

— Znów się spotykamy? -rzekł słabo chłopak biorąc oddech i odczuł ulgę, to jeszcze nie był mój ostatni dzień pomyślał. Służka uśmiechnęła się i pomogła mu usiąść na łóżku.

— Widzisz nawet nie możemy się na długo rozstać. Ale nie ma czasu na takie pogaduszki, pani kazała mi przekazać że jak poczujesz się lepiej to masz się do niej udać. Podobno ma ważną sprawę do ciebie która nie może czekać.

— Lilith mnie oczekuje? To brzmi jak sen.. Czy ja na pewno się już obudziłem? Coś za piękne to wszystko. -zadrwił a służka spoważniała i zacisnęła mu mocniej bandaż na żebrach aż chłopak zacisnął zęby z bólu. Czyli tu nie można nawet aż trochę przesadzić? No cóż szkoda.

— Nie można aż tak żartować. Ale w ogóle powiedz mi jak do tego doszło? Znaleźliśmy cię bez ducha leżącego na murach areny. Ten tajemniczy drań tak cię poharatał?

— Tak, głupio myślałem, że dam sobie z nim radę. Miał dosyć dziwne ostrze nawet nie poznałem rodzaju tego uzbrojenia.

— To ostrze musiało być dosyć długie, bo przebiło twoje żebra powodując dość spore krwawienie. Ale nie mówmy już o tym, bo najważniejsze, że udało się ciebie uratować. -odpowiedziała uśmiechając się lekko.

— A co z tamtym mężczyzną? -spoglądał wciąż na dziewczynę której uśmiech zniknął z twarzy.

— Dalej jest nieprzytomny, nie wiem czy nawet przeżyje, bo ten dupek dosyć dokładnie go załatwił, ale nie możemy być złej myśli, bo znaleźliśmy go w dobrym momencie. Nie stracił aż nadto tyle krwi i miał tylko jedną ranę kłutą wokół szyi.

— To zostaje tylko czekać, a co z moim towarzyszem? Nie widzę go jakoś a wątpię by pobiegł po choćby kufel wody dla mnie lub czekał na to aż się obudzę?

Służka zachichotała i usiadła przy nim spoglądając na niego a on spokojnie oparł się o łóżko.

— Weź mi nawet o nim nie mów. Żeby on w ogóle się o kogoś martwił! Gorzej! On jeszcze zalecał się do mnie, nie wiem co on sobie wyobrażał. Ale mam nadzieję, że on nigdy się tutaj nie pojawi.

— wyczuł jej w głosie pełną irytację i niepowstrzymaną złość rozbawiło go to, bo doskonale znał możliwości swego przyjaciela.

— Czemu mnie to nie dziwi? On zawsze był taki a on nigdy się o nikogo nie martwił chyba że jedynie o swoją matkę gdy choć raz się rozchorowała.

Służka wysłuchała go po czym cicho zachichotała i rozciągnęła się ziewając. Cały czas musiała biegać by pomagać a to rannym wojownikom a to służyć swej królowej. Chłopak nie zamierzał więcej jej wypytywać a ona nie naciskała nawet więcej na rozmowę. Do namiotu nagle wbiegł wojownik zniecierpliwiony brakiem obecności młodzieńca u swej ukochanej pani.

— Nasza czcigodna pani oczekuje cię chłopcze! Proszę za mną -Erevan przyjrzał mu się i dziwił się jego postawie, miał zimną i kamienną twarz jakby próbował być całkiem poważny co nie pasowało do jego dość młodego wieku. Ale no cóż przecież to takie życie jest by służyć wiernie niczym pies swojej pani.

— Oho już chwila! -Złapała za ubrania pomagając ubrać się chłopakowi który wstał poprawiając dość obcisłe buty i ukłonił się po czym spojrzał ponownie na zniecierpliwionego rycerza.

— Prowadź do swojej pani… — Rycerz nic nie odrzekł a służka uśmiechnięta wróciła do reszty swoich zajęć. Wyszli z namiotu, nie rozmawiali Erevan nawet nie chciał rozmawiać z wielkim rycerzem a ów rycerz musiał się wstydzić lub po prostu jego honor nie pozwalał mu na rozmowy z kimś takim jak on. Królowa rozmawiała z służbą nie zauważając młodzieńca po chwili jednak spojrzała na niego i odgoniła swoją służbę i tego dziwnego wstydliwego rycerza

— Trochę ci to zajęło. Ale wreszcie jesteś i możemy wreszcie zająć się ważną sprawą. -zacisnęła dłoń i spoglądała raz na niego a raz przyglądała się listom, które leżały na biurku.

Chłopak spojrzał na Lilith nie wiedząc nawet jak zareagować, przypomniał sobie nagle o etykiecie i ukłonił się nisko, ale królowej niezbyt było w smak teraz na takie sprawy i szarpnęła go delikatnie by się wyprostować i szybciej dość do rzeczy.

— Nie wydurniaj się w tej chwili, pieprzyć etykietę. Uratowałeś jednego z moich żołnierzy który znalazł się w złym miejscu i w nieodpowiedniej chwili.

— W nieodpowiedniej chwili? Czyli to nie on miał paść ofiarą tego ataku? -odważył się odpowiedzieć a ona przytaknęła milcząc przez moment.

— Dokładnie, ten zabójca pragnął dopaść mnie. -spojrzał na jej dłoń, która już nie była zaciśnięta i trzymała w ręku tajemniczy list.

— To co robił tam twój żołnierz? Przecież nie mógł być przypadkiem w twoim namiocie prawda?

— Nie jesteś taki głupi, przynajmniej ta rozmowa pójdzie szybko. Ten wspomniany żołnierz miał zanieść ten oto list do mojego męża prosto do zamku. Czekał na mnie, bo zmuszona byłam do oglądania tych komicznych występów byle idiotów w blaszanych zbrojach. Może jedynie przy twoim pojedynku byłam zaciekawiona kto wygra. Reszta była powtarzalna sam rozumiesz ukłony wielkie wyznanie miłości królowej. Właśnie, przykro mi że twoja kariera skończyła się tak szybko na tym turnieju.

— Nie ten turniej to inny, ale nie chcę cię pani urazić, ale nigdy nie zamierzałem zostawać wielkim wojownikiem by walczyć w twoim imieniu. Moim celem było być najemnikiem prostym do wynajęcia bo gardzę nieco honorem i męstwem którym się wyróżniają rycerze. Mam nadzieję że nie urażę tym pani i wszystkich rycerzy.

— Myślisz że mnie to urazi? Wreszcie znalazłam kogoś kto ma podobne poglądy do mnie. To jest takie nużące, gdy słyszysz, jak rycerze klną się na honor lub walczą w moim imieniu a potem i tak giną. Ale to mój mąż wymyślił, że mam znaleźć nowych samobójców, więc musiałam tu przybyć.

Erevan patrzył się na królową która uśmiechnęła się nieco po czym spoważniała czekając na jego odpowiedź a on odetchnął po czym spojrzał na nią.

— Wróćmy może pani do głównego tematu bo powątpiewam żeby ta rozmowa skończyła się na podziękowaniach. Mylę się?

— To było doskonałe posunięcie by posłać jednego z moich ludzi po ciebie. Nie mylisz się jesteś tutaj bo chciałam cię prosić o to byś zbadał tą sprawę i odkrył kto pragnął mojej śmierci.

— Masz tysiące żołnierzy którzy skoczą za tobą w ogień dlaczego żadnego z nich nie wybierzesz a dobierasz byle chłopaka który przypadkiem znalazł się na turnieju i przypadkiem był świadkiem próby zabójstwa.

— Właśnie sam sobie odpowiedziałeś, jesteś byle chłopakiem z turnieju nikt Cię nie zna. Jesteś dosłownie nikim, łatwiej będzie ci podsłuchać lub przystać do kogoś kto może coś wiedzieć.

Zamyślił się, nigdy jeszcze nie ryzykował na tyle by wtopić się w tłum niebezpiecznych lwów, którzy przy wykryciu jego planów mogli by się go bez problemu pozbyć. Ta myśl nie dawała mu spokoju, lecz odetchnął głęboko i spojrzał na królową czekającą na jego odpowiedź. W co ja się wpakowałem? Pomyślał.

— Wiesz pani że to jest ryzykowne? Jeśli ktoś wyczuje że za bardzo węszę i może nabrać podejrzeń a potem wraz z swoimi towarzyszami może mnie zwyczajnie zabić.

— To jest ryzykowne, ale do cholery to już nie był pierwszy raz, kiedy próbowali mnie zabić pora zacząć działać! Moi ludzie są bezużyteczni teraz bo każdy ich rozpozna przez ich uzbrojenie po zęby i cholerny honor a do tego potrafią szybko coś spieprzyć. Nie ma czasu na rozmowę mów szybko podejmiesz się tego czy jednak stchórzysz?

— Spokojnie pomogę ale musze wiedzieć więcej. Mówisz że to nie był pierwszy raz gdy próbowano się pani pozbyć. Pamięta pani może jakieś szczegóły z poprzednich sytuacji? Może jakieś znaki lub dziwne zachowanie straży?

— Pomyślmy… Pamiętam jedynie, że grupa strażników zmieniła termin swojej warty przez problemy w szeregach cywili. Nie wiem dlaczego tak się zadziało, ale wiem że wtedy gdy próbowano mnie zabić ktoś doskonale wiedział że będę znajdowała się w ogrodzie. Wybacz że tak mało szczegółów ale mimo wszystko mało pamiętam bo to już było dawno temu.

— Za twoim pozwoleniem królowo oddalę się, zajmę się tym i jak najszybciej postaram się donieść wartościowe informacje. -Królowa przytaknęła a chłopak wyszedł z namiotu opuszczając całkowicie turniej. Pozwolono nawet mu wziąć ze sobą miecz jako rekompensatę za turniej. Do najlepszych nie należał, ale można już było się nim obronić. Szedł po dość kamienistej drodze, która uwierała go w stopy, ale przez to, że myślami był gdzie indziej to całkiem zapomniał o bólu. Przez swoje myśli wpadł też przypadkiem na grupkę mężczyzn rozmawiającą przy polu jednego z rolników.

— Patrz jak chodzisz darmozjadzie! -warknął jeden z nich a Erevan podniósł głowę i spojrzał na niego znudzonym wzrokiem.

— Darmozjadzie?

— Patrzcie jaki głupi! A co przydałeś się kiedyś komuś? Przez takich pieprzonych nierobów jak ty to my musimy pracować byście mieli co żreć.

— Nie mam chęci na tematy politycznie wieśniaku, odsuń się, bo marnujesz mój czas. -odparł zimnym tonem chłopak a oni nie wzruszeni popchnęli go prowokując go dalej.

— Patrzcie na niego panowie! Wielki panicz się znalazł! A my wiemy co z takimi się robi.

— Kłaniacie się nisko i przepraszacie? -odparł sarkastycznie chłopak spoglądając mu w oczy a on zaczerwienił się ze złości a jego kumpel zacisnął dłonie unosząc je w górę.

— Nie, spuszczamy wpierdol.

— Wpierdol to możecie spuścić swoim babom gdy zupa będzie za słona. Myślicie że jak uniesiecie pięści to mnie przerazicie? Prędzej zląkłbym się kobiety goniącej mnie z wałkiem niż bandy zapijaczonych rolników którzy szukają byle powodu do zwady.

— Jak nas nazwałeś? O ty skur-.! -rzucił się jeden na chłopaka a ten jedynie złapał go za rękę uniósł ją wysoko i uderzył go z pełną siłą w brzuch. Chłop tak zsiniał na twarzy aż nie mógł złapać tchu. Reszta nie czekając na okazję rzuciła się do walki lecz w ostatniej chwili cofnęli się gdy usłyszeli odgłos wyciąganego miecza.

— Ten miecz otrzymałem na turnieju, i nie zawaham się go użyć na was. Nie jestem jakimś pieprzonym rycerzem by chronić prostaków i baczyć na swój honor. Nie, jestem zwykłym zabijaką i jak ktoś z was wejdzie mi w drogę to wyląduje głęboko pod własną ziemią. Zrozumieliście przekaz czy jednak wolicie dalej ryzykować? -spoglądał na każdego z mężczyzn, którzy patrzyli po sobie po czym wzięli swojego kamrata i oddalili się a chłopak schował swój miecz i udał się w dalszą drogę. Ciekawy to był widok, czwórka chłopów spieprzająca przed młodszym od nich młodzieńcem, który ledwo dobył ostrza. Przynajmniej ciekawszy powrót

a nie ciągłe rozmyślanie nad tą misją królowej. Szlag by z nią.

Szedł dalej po kamienistej drodze przy dość sporym lesie, który wyglądał upiornie wieczorem. O tej porze nic nie można było tam zobaczyć a nawet nikt nie wchodził do niego ostatnio, przez durne, opowieści okolicznych biesiadników, którzy rozpowiadali o swych bliskich utraconych w tym lesie. Gawiedź wierzy w to, że spowodowane jest agresywność okolicznej watahy wilków. Nie przejmując się tymi plotkami szedł przed siebie aż dotarł do Rinth. Była to niewielka wioska otoczona wieloma łąkami i polami. Znajdowało się tam kilkanaście domów a każdy żył z każdym prawie w zgodzie.

W tych czasach najlepiej było mieć do kogo się odezwać, bo pomoc nie raz była komuś potrzebna. Dom, do którego dotarł nie wyróżniał się wśród reszty. Była to mała chatka z kilkoma oknami i dość poważnie uszkodzonymi drzwiami. Powinienem już je od tygodnia naprawić pomyślał chłopak po czym wszedł do środka udając się prosto do swego pokoju. Odłożył swoje ostrze na mały drewniany stolik po czym położył się na łóżku spoglądając na małe okienko. Przyglądał się pięknemu gwiaździstemu niebu rozmyślając nad tym co się wydarzyło. Rozmyślenia nie trwały zbyt długo bo szybko go sen zmorzył. Obudził się nad ranem słysząc krzyki, szybko chwycił za miecz i udał się do głównego holu gdzie ujrzał swoją matkę kłócącą się zażarcie z mężczyzną który mając dość słuchania jej próśb chwycił za swój sztylet. Nie zauważył chłopaka który od razu zareagował kierując ostrze w stronę przeciwnika. Mężczyzna odskoczył na jego widok wciąż trzymając przed sobą swój krótki srebrny sztylet.

— Erevan!? -krzyknęła matka zaskoczona widokiem swojego syna szczególnie z bronią w ręku. Nie odpowiedział i jedynie spoglądał na mężczyznę który wycofał się z progu ale dalej nie zamierzał odejść

— Wpierdalasz się w nie swoje sprawy dzieciaku! -krzyknął donośnie do Erevana który splunął na ziemię.

— W nie swoje sprawy? Od kiedy grożenie kobietom bronią jest sprawą w którą mam się nie mieszać?

— To nie z tobą mam rozmawiać tylko z twoją cholerną matką, która wciąż zalega z pierdolonym czynszem! Jeżeli zaraz nie odsuniesz się to załatwię ciebie pierwszego a potem ją! -odparł dość rwącym głosem mężczyzna widząc długość ostrza, które było w skierowane w jego kierunku

— Popełniłeś dwa zasadnicze błędy, po pierwsze groziłeś bronią bliskiej mi osobie a po drugie grozisz teraz i mi. Nie jest to zbyt mądre grozić komuś kto ma dłuższe ostrze nie sądzisz? -bez chwili czekania wybił mu ostrze po czym doskoczył do niego przykładając mu miecz do gardła. Matka pisnęła stojąc w bezruchu przyglądając się tej okropnej sytuacji.

— A teraz sobie porozmawiamy. Mam do ciebie konkretne pytanko, dla kogo pracujesz?

— Gareth mnie tutaj przysłał powiedział, że jak nie odda pieniędzy to mam wziąć siłą! -spojrzał mu w oczy ledwo przełykając ślinę. Czuł stal przy swojej szyi która prawie wcinała mu się w skórę. Erevan uśmiechnął się lekko po czym spojrzał mu w oczy.

— Słuchaj uważnie, biegnij pozdrowić tego całego Garetha ode mnie. Przekaż mu, że jeśli znów jeden z jego ludzi przybędzie do niej to wyślę mu w odpowiedzi głowę jego posłańca. Pojąłeś wszystko?

— Próbujesz mi grozić? Nie radzę! Mój szef ma dobre kontakty ze strażą wystarczy jedna przelana krew i będziesz gnił w więzieniu a twoja matka i tak będzie musiała zapłacić!

— Przestań skamleć i radzę ci zabierać dupę w troki, bo mogę szybko zmienić zdanie.

Mężczyzna spojrzał na ziemię i odetchnął powoli po czym spojrzał chłopakowi, w oczy który wciąż trzymał swój miecz przy jego szyi.

— Powiem mu o całym zdarzeniu i jeszcze tu wrócę. -Erevan puścił go i uśmiechnął się.

— Czekam z mieczem w dłoni a teraz zjeżdżaj.

Mężczyzna odszedł a chłopak podszedł do swoje przerażonej matki po czym przytulił ją a ona objęła go nawet nie wiedząc co powiedzieć. Słowa które usłyszała z jego ust były przerażające i nie mogła poznać w nim dawnego swojego dzieciaka. Wyrósł jej bezczelny obrońca który za wielką cenę mógł chronić jej. Czy można być z tego dumnym?

— Skąd się nagle tu wziąłeś!? Gdzie byłeś zeszłej nocy? Do cholery wiesz jak bardzo się martwiłam?

— To jest bardzo długa historia -odparł odkładając miecz a ona spojrzała na ostrze i pisnęła cicho odskakując od niego.

— Skąd masz ten miecz? Ukradłeś!? Przecież nie tak cię uczyłam.

— Nie jestem złodziejem.

— Skąd mam mieć pewność synku? Przecież ty często lubiłeś kłamać. Opowiadaj mi wszystko co się działo dlaczego nie widziałam cię cały wczorajszy dzień!

— Skoro aż tak cię to interesuje… Może tym ci udowodnię, że nie kłamię -opowiedział jej o wszystkich wczorajszych wydarzeniach, o treningu z przyjacielem i o turnieju. Nie zapomniał wspomnieć nawet o walce z tajemniczym zabójcą która skończyła się porażką. Na koniec jeszcze wspomniał o misji którą otrzymał od Lilith. Kobieta zdziwiona opowieścią z niedowierzaniem patrzyła się na syna a on skończył czekając na jakąkolwiek jej reakcje.

— Myślałam że nigdy nie dorośniesz a tu takie nagłe zaskoczenie, zawsze byłeś taki dziecinny bujałeś w chmurach i jedynie mogłeś się wyżyć na tych treningach razem z swoim kolegą najważniejsze, że tutaj jesteś i nic ci się nie stało. Nie wiem co bym zrobiła bez ciebie, ale chodź pora na śniadanie, bo z pewnością nic nie jadłeś! -przytuliła chłopaka i udała się z nim do domu. Erevan uśmiechnął się i po chwili zjadł śniadanie, które przygotowała dość w szybkim czasie jego matka. Po skończonym śniadaniu usiadła przy nim i spoglądała na kwiaty stojące przy oknie i westchnęła ciężko.

— Nie dawno co wstał świt a ty już na nogach? Przecież zawsze lubiłaś trochę dłużej pospać co nawet mam po tobie -uśmiechnął się a ona zachichotała cicho po czym spoważniała.

— Gdyby nie ten mężczyzna to bym spała na pewno do południa. Cholerny Gareth i jego siepacze.

— Wybacz że tak poprowadziłem tą sprawę ale nie mogłem patrzeć jak on próbował ci grozić.

— To nic, dobrze że byłeś przy mnie bo on na pewno nie zatrzymałby się przed niczym. Gdybym miała te pieniądze na czas to nie miałabym teraz takich kłopotów.

Chłopak spojrzał na ziemię po czym chwycił szklankę wody i wypił ją całą. Wytarł usta po czym spojrzał na kobietę która smutna wciąż spoglądała na kwiaty.

— Pojadę załatwić z nim tą sprawę.

— To jest mój problem nie mieszaj się w to! -odparła zaskoczona kobieta spoglądając na niego –Jeszcze by coś tobie zrobił i wtedy bym nie przeżyła tego.

— Więcej wiary we mnie mamo, nie zamierzam go nawet zabijać w tych czasach wystarczą pieniądze czyż nie? Szkoda że sam ich nie posiadam ale może akurat coś uda się wskórać…

— Ale nie powinieneś tego robić, przecież królowa dała ci już rozkaz to powinien być twój priorytet.

— Królowa czy nie to może poczekać a kto wie może Gareth coś mi powie ciekawego o tym co sądzą ludzie, w Ergoth.

Kobieta zamyśliła się po czym spojrzała znów na swojego syna i uśmiechnęła się lekko. Zdziwił go jej uśmiech który pojawił się nagle na jej twarzy.

— On wie praktycznie wszystko o naszym królestwie przecież to prawie jej szpieg, tylko jedynie pastwi się nad wioskami by uzbierać haracz na własne pieprzone interesy.

— Mówisz szpieg? A co jeśli to on? Zna ludzi, mógłby to wszystko wykorzystać przeciwko królowej i bez problemu mógłby uciec.

— On by miał podnieść dłoń na królową? Gdzie tam… jest posłusznym pieskiem u jej nóg wątpiłabym w to. On przy niej zawsze odgrywał teatrzyki takie że w głowie się nie myśli. Pewnie przez to że to dzięki niej jego cała rodzina nie utonęła w długach w jednym z banków.

— Ale przecież nie można go mimo wszystko wykluczyć, trzeba brać pod uwagę wszystkie opcje. -wstał od stołu po czym podszedł do drzwi i poczuł czyjąś dłoń. Kobieta chwyciła go za dłoń i spojrzała mu prosto w oczy.

— Wiem że musisz już iść i pewno się spieszysz ale poczekaj przez chwilę dobrze? -odeszła a on w bezruchu stanął spoglądając, jak odchodzi. Posłusznie poczekał a ona wróciła z piwnicy trzymając jakiś spory przedmiot dokładnie owinięty. Spojrzała mu w oczy po czym wręczyła mu go i wytarła łzy.

— Co to jest? -odkrył zakrycie i ujrzał dość bogato zdobione ostrze z dziwnym wizerunkiem przy rękojeści. Całe ostrze było dość ciężkie i nie można było się dziwić przy jego rozmiarze. Czuć można było że zostało wykonane z lepszej stali niż dotychczasowe jego ostrze treningowe.

— To był miecz twego ojca… on jak ty był wojownikiem marzył o tym...chciał by to ostrze trafiło do ciebie… głupiec… zginął podczas wojny zostawiając mnie samą z tobą.. Chciałam sprzedać ten miecz zapomnieć o tym, wszystkim co się wydarzyło ale nie mogłam. Ze względu na ciebie postanowiłam go zatrzymać. Wiedziałam że pójdziesz w jego ślady, jaki ojciec taki syn.

— Miecz mego ojca … -zrobił zamach po czym znów przyjrzał się doskonale wykonanej stali zauważając dziwne znaki w nieznanym mu języku.

— Widziałaś te znaki? Wiesz może co one oznaczają? -rzekł spoglądając na kobietę a ona przyjrzała się ostrzu i spojrzała na chłopaka.

— Nie znam tego języka, wybacz że ci w tym nie pomogę ale obiecaj mi jedno. Nie idź w ślady ojca nie próbuj być pieprzonym bohaterem gdy tego nie trzeba rozumiesz? Nawet jeśli od tego zależałby twój honor to masz wrócić do mnie!

— O to się nie martw mamo, obiecuję. Jedyne co cenię w życiu to samą jego wartość a nie wymyślony przez rycerzy honor czy ludzkie męstwo.

Kobieta rozpłakała się obejmując go i spoglądając mu prosto w oczy. Ucałowała go w czoło próbując już opanować swoje emocje.

— Moje dziecko jest już dorosłe.. czas minął szybko… zbyt szybko..

— Tego się nie da zatrzymać niestety, -dodała- nie będę cię już dłużej zatrzymywać, idź a ja znów zajmę się swoim małym ogródkiem i będę czekać na ciebie.

— Wrócę niedługo -uśmiechnął się i wyszedł z domu a ona wyszła za nim spoglądając jak odchodzi coraz dalej aż zniknął jej z oczu. Tak samo zniknął jak jej mąż gdy wyjechał na wojnę, nie powrócił ale trzymała się nadziei że jej syn powróci.

Nie idź w ślady ojca bo to cię zgubi.

*

Chłopak szedł przed siebie opuszczając swoją rodzinną wieś, udał się do pobliskiego miasta Seathgard. Miał nadzieję że tam odnajdzie ślad Garetha, rozglądając się po targu zauważył podejrzaną osobę która rozmawiała z kupcem sprawnie odwracając jego uwagę i bezszelestnie wyciągając mu sakiewkę.

— Złodziej! Brać go! –wskazała na odchodząca osobę w kapturze która słysząc jego krzyk zaczęła uciekać. Erevan zaczął biec za tajemniczą osobą próbując ją dogonić, tajemnicza osoba widząc pościg za nią próbowała za wszelką cenę go zgubić. A to raz zwaliła mu pod nogi dosyć sporą ławę a innym razem rzucała przed nim wiklinowymi koszami które świeżo wystawione były na sprzedaż. Mimo to nie zatrzymał się i gonił ją aż opuścili targ.

Kondycja złodzieja nie pozwoliła mu wiele dłużej biec i zaczął powoli zwalniać próbując ukryć się w jednej z uliczek. Ale on sprawnie dogonił ją po czym złapał ją za szyję i przycisnął do ściany. Pisnęłaz bólu próbując go odepchnąć. Jednak jak odepchnąć kogoś kto jest o wiele od ciebie silniejszy.

— Myślałaś że uda ci się uciec?

— A co jesteś strażnikiem? Puść mnie do cholery! -rzekła kąśliwie kobieta a on słysząc jej kobiecy ton kopnął ją w nogę powalając na ziemię. Usiadł na niej zdejmując kaptur z jej twarzy była młoda może nawet młodsza od niego. Wściekła spojrzała niego próbując wciąż uwolnić się z jego rąk. Jednak widząc że jest to bezcelowe ustała i spojrzała mu w oczy.

— Widzisz? Po co się tak szarpiesz, nie zamierzam cię wsypać do strażników potrzebuję jednej informacji a widząc po tobie to znasz całe to miasto.

— Bo co? Bo jestem złodziejką? Gdybym miała choć trochę takie życie jak ty to nie musiałabym kraść!

— Nie znasz mnie nawet a gadasz jakbyś wiedziała ja/k żyję. Nie ważne to jak pomożesz mi czy jednak odprowadzić cię grzecznie prosto do straży?

— Dobra tylko mnie puść! -odpowiedziała zagryzając wargi a on pokręcił przecząco.

— Masz mnie za idiotę? Pogadamy w taki sposób i uwolnię cię dopiero jak się dowiem. A więc mów czy wiesz gdzie szukać Garetha?

— Hola hola! Żadnego „nazywam się..” A ni nawet chuj ci w dupę? Może byś grzecznie zaczął rozmowę a nie zaczynał od pieprzonych rozmów.

— Odezwała się ta miła ale chcesz wiedzieć to proszę mam na imię Erevan a ty jak się zwiesz?

— Mam na imię „Odpierdol się” wystarczy? -burknęła ze złością a on uderzył ją w brzuch aż pisnęła cicho z bólu.

— Możesz powtórzyć bo nie usłyszałem?

— Rill nazywam się Rill. Kurwa ależ boli ty nawet do kobiet nie masz poszanowania? Gdzie jakaś etykieta?

— Złodziejka chce mnie uczyć etykiety? Coraz ciekawiej mi się z tobą rozmawia. Dobra wróćmy może już łaskawie do tematu. Gdzie mogę znaleźć Garetha?

— Ależ przypadek znajdujesz się w jego mieście i nie wiesz gdzie go znaleźć? Dobre sobie. Czy ty naprawdę nie masz mózgu czy po prostu go nie używasz?

— Zaczynasz mnie irytować Rill, przecież jedyne co się w tym miastu dowiedziałem, że ten cały Gareth rządzi miastem, ale z podziemia. O którym wiedzą tylko jego ludzie, a kto może pracować dla złodzieja? Inni mniejsi złodzieje z ulicy. Widzisz jaki przypadek, że na ciebie wpadłem?

— Chyba sobie żartujesz –zaśmiała się

— Nie mam ochoty na żarty… albo zaprowadzisz mnie po dobroci albo zrobisz to z przymusu…

— Ty chyba bardzo tęsknisz za grobem? Gareth nienawidzi obcych, każdy kto mu się nie spodoba dostaje strzałę prosto w kark.

Chłopak roześmiał się i podniósł ją siłą a ona splunęła mu prosto na twarz coraz bardziej wściekła. Wytarł twarz po czym uśmiechnął się do niej, zagryzła wargi chcąc zwyzywać go od największych skurwieli świata ale powstrzymała się.

— Jesteś tak cholernie delikatny. Każdą kobietę tak traktowałeś?

— Nie po prostu ty jesteś wyjątkiem Rill. -uśmiechnął się a ona spojrzała na ziemię znudzona, ucichła nie mając już chęci z nim rozmawiać. Irytował ją tak mocno że myślała tylko nad tym jak się go pozbyć.

— Jak mnie zaprowadzisz do niego to cię puszczę. Mała jedna prośba i będziesz całkiem wolna. Pasuje ci ten układ? Jedna rzecz i jesteś w pełni wolna ode mnie.

— Niech ci będzie.

Rill szła z przodu prowadząc chłopaka do kryjówki Garetha droga była długa i nużąca, lecz nie odpoczywali a po dotarciu dziewczyna spojrzała na Erevana który rozejrzał się po miejscu. Obawiał się pułapki na którą mogła go nadziać ta złodziejka. W tych czasach trzeba być ostrożnym bo jeden mały błąd i jest już po tobie.

— Jesteśmy już na miejscu. Spełniłam twoją prośbę a teraz mnie puść. Jeżeli on dowie się że sprowadziłam obcego to mnie rozszarpie.

— Zwolnij, skąd mam wiedzieć czy przypadkiem to już nie jest pułapka? Jesteś strasznie cwana i wątpię żebyś nie była tutaj znana.

— Ależ kurwa kombinujesz, chciałeś być u Garetha i jesteś a teraz mnie wypuść! — spojrzała mu w oczy i zauważył łzy płynące po chwili po jej policzkach.

— Idziemy do środka, bez gadania! -odparł a ona westchnęła i udała się do środka razem z nim.

Dom był ogromny jednak było w nim coś dziwnego, po samym przekroczeniu progu chłopak usłyszał dźwięk wyciągniętych mieczy i czuł jakby strażnicy celowali do niego z łuku. Nie mylił się, rozejrzał się po czym zauważył straż uzbrojoną po zęby a na środku pomieszczenia stał sam Gareth szef całej bandy. Chłopak puścił Rill która upadła na ziemie zmęczona szef zbliżył się do niej i spojrzał na niego

— Miałaś wrócić z pieniędzmi a przyprowadziłaś jakiegoś przybłędę? Powiedziałem ci że jeszcze jeden błąd i jest całkowicie po tobie! Jesteś całkowicie bezużyteczna! -Chłopak stanął przed nią a on zwrócił ponownie na niego uwagę.

— Wybacz on ...szukał cię dopadł mnie na jednej z ulic groził i musiałam go tu sprowadzić! -odparła po czym spojrzała na mężczyzn stojących nad nimi i szarpnęła lekko Erevana ale on niewzruszony patrzył się na Garetha.

— Może zamiast rozmawiać z nią to wysłuchasz mnie?

— Jesteś w nieciekawej pozycji chłopcze, właśnie moi ludzie namierzają ciebie z łuku

a wystarczy jedno moje słowo i już będzie po tobie i po tej kurwie.

— Jeszcze nie pozwoliłeś im strzelać więc założę się że mnie wysłuchasz -odparł a Gareth oparł się

o ścianę i uśmiechnął się lekko.

— Nie jesteś głupi mimo wszystko że przybyłeś tutaj prosto w paszczę lwa. W sumie mogę trochę zmarnować czasu na ciebie dzieciaku. Więc co chcesz?

— Twój człowiek był u mojej matki, gdybym nie zareagował to by nie skończyło się na szantażu ani na groźbach sztyletem. Myślisz że masz prawo tak grozić ludziom których chronisz?

— To ty jesteś tym denerwującym dzieciakiem? Już wrócił i opowiedział mi o wszystkim, miałem już wysłać większą grupę by was po prostu zajebali ale skoro już tu jesteś to mogę cię osobiście zabić a potem twoją matkę. -Erevan chwycił za miecz a Gareth cofnął się w tył a strażnicy naciągnęli cięciwę. Rill przerażona podniosła ciągnąc chłopaka za rękę.

— Jeżeli myślisz, że się ciebie boję to się mylisz. Zdążę ci poderżnąć gardło i wielki twój czar pryśnie o wielkiej władzy. Poza tym mam immunitet ze strony królowej i nie próbuj zatem żadnych sztuczek.

— Myślałem że da się ciebie zastraszyć ale kurwa jesteś twardy jak skała. Jak żyję nie widziałem takiego surowego chuja jak ty. Akurat potrzebowałem kogoś takiego, bo w tych czasach nawet tej młodej dziwce nie można ufać.

— Jesteś dziwny, najpierw mi grozisz a teraz proponujesz pracę? A co potem? Po cichu poderżniesz gardło mojej matce?

— Jeżeli zrobisz coś dla mnie specjalnego to twoja matka będzie miała darmową ochronę. Prostsze niż ci się wydaję i nie musisz martwić się o nią. Masz moje słowo, że nic ci się nie stanie.

— To co miałbym dla ciebie zrobić?

— Poczekaj bo muszę wyrzucić śmieci -klasnął w dłonie a strażnik podszedł do nich i złapał Rill za ubranie po czym szedł w kierunku drzwi.

— Traktujesz ludzi przedmiotowo? Zostaw ją. -odparł młody chłopak a Gareth zdziwiony zachowaniem jego rozmówcy rozkazał rzucić dziewczynę prosto mu pod nogi.

— Zabieraj ją sobie w takim razie, bo jeżeli ona znów spróbuje się tutaj zjawić to zabijemy ją bez większego zachowania. A twoje zadanie jest dosyć proste -chwycił za pewną kartkę i wręczył mu ją.

— Tu masz listę osób którzy wciąż wiszą mi dość potężne sumy pieniędzy.

— Nie wiem co mogę z nią zrobić a co do tego zadania. Mówisz, że mam wyjątkowy charakter a dajesz mi takie zlecenie?

— Jak mówiłem trzeba tym dupkom zabrać pieniądze ale nie jest to proste. Przeczytaj sobie te nazwiska.

Lirth, Waren, Dorn te imiona brzmią dziwnie pasują jak do szlachty lub bogato urodzonych margrabiów. Brzmi jak sama śmietanka towarzyska owinięta wokół palca królowej.

— Czy to są jacyś nadziani ludzie? Te imiona nie pasują do byle chłopów, mylę się?

— To jest praktycznie sama śmietanka handlowa, od nich jest zależna gospodarka tego miasta, a mimo wszystko potrzebowali mojej ochrony. Ale od dłuższego czasu nie spłacają się i muszę niestety podjąć radykalne kroki i tu wchodzisz ty.

— Mam niby sporo rzeczy na głowie ale dobra załatwię to. Postaram się szybko wrócić żebyś się aż taka niecierpliwił -nie czekając nawet na odpowiedź wyszedł z domu razem z Rill która załamana powolnie szła po czym rzuciła prosto w niego kamieniem.

— Odbiło ci? -odwrócił się a ona zapłakana rzuciła się na niego a on odepchnął ją po czym spojrzał jej w oczy.

— Jesteś największym pierdolonym dupkiem! Zniszczyłeś mi całe moje życie!

— A myślałem, że cię uratowałem przed tymi siepaczami. Przecież możesz ze mną podróżować, bo ja nie mam nic przeciwko.

— Na jak długo? Spełnisz swoją przysługę potem porzucisz mnie czyż nie? Stracę znów to wszystko co przez ten czas miałam! -krzyknęła a on westchnął po czym uklęknął biorąc oddech i spojrzał na ziemię.

— Aż za takiego dupka mnie masz? Przecież gdybym nie interesował się tobą to bym nawet w tedy nie zareagował i po prostu spoglądał na to jak cię wyrzucają. Czy mi uwierzysz w to że cię nie porzucę czy jednak wolisz wbić sobie do głowy własną prawdę?

— Po co do cholery ci niby jestem? Przecież znamy się zaledwie może z godzinę a ty odwalasz takie dziwne numery?

— Po pierwsze pomożesz mi z tą listą a potem pojedziesz ze mną do rodziny. Sam się trochę dziwię temu że tak zrobiłem ale prawdopodobnie nie chciałem być sam. Wiesz, ciężko jest być twardym dupkiem przez cały pieprzony czas. Każdy potrzebuje kogoś z kim mógłby zamienić dwa słowa lub nawet powygłupiać się.

— To od czego masz swoich przyjaciół? Zaufałbyś ledwo poznanej złodziejce która jest praktycznie nikim? -spojrzała na niego a on przytaknął.

— Przyjaciela mam, ale można go jedynie nazwać wtedy, gdy coś potrzebuję, bo tak to nigdy się

nie zjawi. Taka jest już definicja przyjaźni w tych czasach chyba pojmujesz sama?

Rill przytaknęła, sama wielokrotnie próbowała zawiązać przyjaźnie lecz kończyło się zawsze

w podobny sposób. Zacisnęła pięść po czym spojrzała na ziemię a on w milczeniu wyciągnął kartkę i wręczył ją dziewczynie.

— Wiesz gdzie można ich znaleźć? Zależy mi na szybkim wykonaniu zadania. — Dziewczyna przyjrzała się kartce czytając dokładnie każde z imion.

— Imiona są znajome … wiem jedynie, gdzie jest połowa z nich.. niestety jestem nowa w tej robocie a już wyleciałam przez ciebie. -uśmiechnęła się a on zachował poważną minę przez co spoważniała.

— Nie dramatyzuj… będzie dobrze to mów gdzie są niektórzy?

— Chodź za mną- spojrzała na Erevana idąc przed siebie prowadząc go do jednej z osób na liście. Po dłuższej drodze dotarli pod dość spory bogaty dom. Nie czekając nawet zapukał do drzwi gdzie otworzył mu mężczyzna zaskoczony ich wizytą. Został im jedynie ten dom, od reszty udało się już zebrać „Datki” od jednych wyciągnął siłą a reszta dała mu grzecznie a na pożegnanie słyszał od nich jedynie groźby śmierci. Ale przywykł do tego, przecież to jest arystokracja ludzie wyżsi gdzie tacy jak on nie maja z nimi szans.

— Czego tu chcecie? -odpowiedział mężczyzna stojący przy drzwiach. Erevan przyjrzał mu się, zauważył bogaty strój który mienił się czerwienią. Facet musiał być miłośnikiem czerwonego koloru bo nawet przed domem rosło mnóstwo pięknych czerwonych róż.

— Mamy pozdrowienia od Garetha, powinieneś się domyślić czego chcę. -odparł zimnym tonem chłopak a Rill stała przy nim wsłuchując się w tą ciekawą konwersację.

— Wiem doskonale, nie widziałem cię jeszcze a poznałem już mnóstwo jego pieprzonych siepaczy? Zatrudnił cię niedawno? Wybacz te środki ostrożności ale w tych czasach jest tyle oszustów a Gareth surowo karze za każdy popełniony błąd.

— Wykonuję dla niego jedynie przysługę, więc przejdźmy już może do rzeczy dobrze?

— Dobra czyli jest jednak nawet lepiej bo potrzebowałbym twojej pomocy. Bo widzisz nie mam tych pieniędzy dla szefa ale nie unoś się. Jeżeli mi pomożesz to nawet dostaniesz ode mnie coś w gratisie.

— Nie masz pieniędzy.. a jak chcesz je zdobyć? I nie oczekuję niczego w ekstra po prostu chcę już mieć to za sobą.

— Jeżeli się zgodzisz to wyjawię ci wszystko? No więc jak?

— Dobra ale musisz się zgodzić na moje warunki a więc. Po pierwsze nie jestem chłopcem na posyłki jeżeli myślisz że będę kradł to się grubo mylisz. Po drugie nie zabijam bogatych ludzi by odebrać im złoto. Wersję z zemstą na kimś możesz również wsadzić sobie prosto w tyłek. Zrozumiałeś?

— Oczywiście ale wejdźcie do środka bo nie ma co tak stać na zewnątrz.

Weszli do środka rozglądając się bo bogatym mieszkaniu Rill nie ufała mężczyźnie i podeszła do niego zaciekawiona.

— Czy ty aby nie blefujesz? Masz taki ozdobiony dom to czemu nie stać cię by zapłacić za byle ochronę?

— Głupia dziewucha… dom nie oznacza majątku jeśli chcesz wiedzieć. A pieniędzy miałem mnóstwo ale wszystkie straciłem.

— Ale mi przykro, coś ściemniasz mów lepiej prawdę..-Erevan spojrzał na nią ale nie odzywał się.

— Jesteś strasznie wścibska wiesz? -odparł mężczyzna

— Nie zbaczaj z tematu tylko mów, mój towarzysz ma broń i jeżeli dalej będziesz coś kręcić to zwyczajnie cię zabije. Nie należy on do zbyt cierpliwych -wystarczył jeden blef zauważyła jak mężczyzna przerażony spoglądał raz na nią a raz niego i jego ostrze. Odetchnął po chwili po czym skierował wzrok na ziemię.

— Dobra, zajmuję się handlem i zostałem niestety okradziony.. i moje pieniądze chcę odzyskać.

— Skąd mamy pewność że to prawda i będą to twoje pieniądze? -rzekł chłopak zaciekawiony tonem swej towarzyszki. Postanowił udawać groźnego zabijakę bo podobała mu się ta gra.

— Zaufaj mi, mam całą rodzinę do wykarmienia nie jest mi zbyt wesoło na żarty chłopcze

Erevan nie wiedząc co myśleć zamilkł i spojrzał na dziewczynę która nie dawała za wygraną. Co ona taka w dupę ugryziona? Może właśnie miała okres? Albo próbowała mi zaimponować? Ciekawe.

— Wiesz człowieku ile razy słyszałam tą bajeczkę jeśli kłamiesz to cię załatwimy w taki sposób że ochrona Garetha ci już nic nie da! -krzyknęła poirytowana.

— Sama się przekonasz dziewczyno że nie kłamię-rzekł wzdychając- Wróćmy do tematu

— Mów co wiesz..-rzekł młodzieniec po dość krótkiej ciszy.

— No dobra… okradła mnie grupka rzezimieszków poza miastem.. -spojrzał na ziemię

— Ależ to typowe, zawsze pierdolonego handlarza napadają a potem trzeba ratować ich mienia? Czy was do reszty nie pojebało? Kiedy wreszcie wynajmiecie strażników? -rzekł Erevan -Dobra wróćmy do tematu, mówisz, że cię okradziono. Wiesz może co to była za banda?

— Cholera wie ciągle wykrzykiwali „Orzeł” i mieli czerwone opaski na ramionach. Nie znam żadnego Orła więc tym bardziej nie pomogę

— Orzeł? Co to za pojebane nazwy?

— Ja słyszałam o nich… -spojrzała na Erevana który zdziwiony oparł się o stół i spojrzał jej w oczy. Wzięła głęboki oddech i usiadła na krześle.

— No to mów, bo mamy mało czasu mogą już być nawet poza naszym zasięgiem.

— Urodziłeś się wczoraj czy jak? Nie mów że nie słyszałeś o Krwawej Brygadzie?

— Kolejna głupia nazwa? No kim jest ta niby „Krwawa Brygada”?

— Są to najbardziej nieustraszeni złodzieje i zarazem zabójcy w Ergoth. Napadają na różne kupieckie trakty szukając to coraz lepszego towaru. Nie dziwię się panu że akurat wpadłeś na nich. Ale niestety z nimi to nie możemy pomóc.

— Jak to nie możecie pomóc? Słucha się pan tej dziewuchy czy może wreszcie wyrazi pan swoje zdanie?

— Nie mam zamiaru polować na morderców. szlag by was trafił. Rill musimy mu pomóc -odparł do dziewczyny która uderzyła go prosto w ramię a on obejrzał się w jej stronę.

— Na głowę upadłeś? Oni cię rozszarpią jeżeli cię zobaczą!

— Nie unoś się, powiedz mi lepiej gdzie oni się znajdują. -Mężczyzna spoglądał na nich wciąż licząc na to by mu pomogli. Ale kto normalny ryzykowałby życiem dla pieprzonych pieniędzy? Widocznie Erevan mógł.

— Ja jedynie słyszałem że podobno ich szef planuje najazd na Wrzosowe Pole to mała wieś niedaleko stąd..-wtrącił się w rozmowę mężczyzna.

— Po co miałby napadać na wieś? -odpowiedział niewzruszony chłopak a Rill wzruszyła ramionami i klepnęła go w ramię.

— Żeby zyskać nowych ludzi do szeregów… -rzekła dziewczyna-on robi tak co rok… przyjeżdża i zmusza młodych mężczyzn by się do niego dołączyli..

— Niech zgadnę, twój plan polega na tym że mam do nich dołączyć tak?

— D-dokładnie mistrzu.

— Analizując te wszystkie fakty stwierdzam że prędzej posłałbym ciebie tam niż sam miałbym tam ryzykować.

— Ja jestem tylko kupcem a po tobie widzę że miecz w ręku ci służy… no twojej towarzyszki tam nie wyślemy…

— A czemu nie ja bym ją chętnie tam wysłał..-Rill słysząc to kopnęła go w kostkę i zaklęła cicho.

— Nigdy w życiu nie ryzykowałabym coś takiego! Po za tym on przyjmuje tylko mężczyzn! Więc moja rola w tej bajce odpada!

— Czyli co mam sam nadstawiać karku? Myślisz że ten plan zadziała?

— Tak to proste… znajdziesz moje pieniądze i spróbujesz je odebrać po czym wrócisz i spłacę długi. Po prostu musisz odzyskać dużą złotą szkatułkę która zawiera wszystkie moje pieniądze!

— Wiesz? Chyba zaraz zrezygnuję z tego planu. Nie klei się on już całkiem. Jak mam niby do cholery odzyskać twoje pieniądze? Przecież oni tam na pewno pilnują każdego skrawka ziemi. To nie uda się jak nic.

— Skoro aż takie masz problemy to zjeżdżajcie stąd proste! Wy macie problem z tym? To moje życie wisi na włosku nie wasze!

— Doskonały pomysł, nie zamierzam nawet ryzykować dla twoich chorych pieniędzy. Chodźmy stąd Rill bo ta rozmowa nie ma najmniejszego sensu. -Dziewczyna pociągnęła go za rękę.

— A co z nim? Mieliśmy odebrać jego pieniądze, Gareth ci urwie łeb jak nie wrócisz z jego wszystkimi pieniędzmi.

— O niego się nie martw po prostu chodź, mam dość całkiem już tego dnia.

Mężczyzna próbował ich zatrzymać lecz jednak bez skutku. Erevan pewnym krokiem oddalał się od domu a Rill szła za nim nie pojmując jego decyzji. Sama nie widziała w tym sensu, ale pomyślała o jego matce, przez którą tutaj się znalazł.

— Powinieneś się martwić do cholery! Gareth dorwie twoją matkę gdy nie wrócisz z pieniędzmi. Musisz niestety to zrobić chyba że wolisz poświęcić swoją matkę?

— Cholera zapomniałem o niej prawie. Czyli muszę jednak zaryzykować? -spojrzał na nią ściskając pięść za którą go chwyciła i spojrzała na niego.

— Spokojnie, dasz radę nie znam cię długo ale po twoim zachowaniu widzę że sobie poradzisz. Jesteś dupkiem nie uraź się ale to właśnie sprawia że dajesz radę w tym pieprzonym świecie. Ale też jesteś szalony bo kto normalny pyskowałby Garethowi gdy na około straż celuje prosto do ciebie z łuku.

— Masz rację, zrobię to szlag by to. Wróć do niego i przekaż mu dobre wieści a ja ruszam do tej cholernej wsi. W co ja się wpakowałem. -wzruszył ramionami po czym wyruszył w drogę do pobliskiej wsi. Rill udała się do domu by przekazać nowe wieści, mężczyzna z radości ugościł ją by nie musiała przebywać poza miastem.

*

Droga nie była długa a wieś była podobnej wielkości do jego rodzinnej wsi, małe przytulne domki a przy nich małe ogrodzone poletka ze zwierzętami. A na środku wsi stała dosyć spora karczma przed którą stał sołtys rozmawiający zażarcie z rycerzami którzy zamierzali pomóc w obronie ale za odpowiednią cenę która nie odpowiadała sołtysowi i odgonił ich. Rycerze widząc że nie ma sensu dłużej marnować tego czasu oddalili się mijając chłopaka.

— Co tu robisz dzieciaku? Życie ci całkiem niemiłe? Niedługo znów nadjedzie banda Orła i będzie po wszystkich!

— Czego oni chcieli? –spojrzał na odchodzących rycerzy a sołtys oparł się o drewnianą belkę coraz bardziej podirytowany.

— To ludzie naszej pani… wysłała ich myśląc że obronią nas przed najeźdźcami ale oczywiście nie potrafią chronić za darmo tylko za ogromną sumę broniąc się że to są podatki na rzecz królowej!

Z oddali słychać było tupot koni ludzie słysząc to zaczęli uciekać rycerze stanęli w miejscu a Erevan podszedł do nich sołtys zwiał do domu wystraszony.

— Uciekaj stąd chłopcze to męska robota -odparli rycerze zatrzymując się i dobywając swoje przedziwne ostrza.

— Męska robota? Odezwali się ci którzy na rozkaz królowej patrolują tereny i biorą pieniądze za ochronę. Królowa coraz mniej wam płaci? -odpowiedział bez większego przemyślenia a jeden z nich splunął na ziemię.

— Patrzcie jaki bezczelny! Darmozjad obraża nas czcigodnych rycerzy! Honor nie pozwala nam coś takiego puścić płazem.

— Wiecie co? Jesteście żałośni wy i cały wasz stan rycerski, ile jeszcze razy będziecie chronić się honorem? Może wam się on znudzi gdy wreszcie wyginiecie do końca? No co? Przywalicie mi? Nie zdążycie bo zaraz nadjadą najeźdźcy którzy wam pokażą co to znaczy prawdziwa walka.

Rycerze roześmiali się próbując zakryć swoją wściekłość, urażenie honoru to dla nich była rzecz karygodna. Zawsze pamiętali by kierować się honorem nawet za cenę swojego nudnego życia, właśnie tego Erevan nie pojmował. Jak można oddać życie za coś co nazywają honorem? Lub jak można przedstawić ich męstwo? Bo ochronią raz wieśniaka i są bohaterami? Są żałosną grupą błaznów która aż dziwne że przeżyła do tych czasów.

— Jeszcze jedno słowo i dostaniesz taki wpierdol że popamiętasz słyszysz? — Erevan nie odpowiedział i jedynie wskazał na nadjeżdżającą grupę. Szef nadjeżdżał z przodu i zdziwiony opustoszałą wioską zeskoczył z konia i rozejrzał się.

— Nikt nie chce przywitać mnie!? Swego wybawiciela!? Niewdzięczne suki! -krzyknął wściekle przywódca całej bandy a jeden z ludzi zbliżył się do niego i wskazał w kierunku rycerzy i Erevana.

— Szefie.. tam są jacyś ludzie pewnie nasza kochana królowa zajęła się wreszcie ochroną wiosek

— wskazał mu na rycerzy i Erevana który niechętnie odsunął się od rycerzy.

— To mają być rycerze? Przecież wyglądają jak grupa błaznów. Może przynajmniej nas czymś zabawią przed odjazdem.-zszedł z konia idąc w stroną chłopaka i wojowników.

— Grzeszni bandyci z rozkazu królowej macie zejść z ścieżki występku a królowa da wam litość! -rzekł jeden z rycerzy a Erevan stojący z boku mało nie wybuchnął śmiechem tak samo jak szef całej tej szaleńczej bandy.

— Patrzcie jaki błazen! Ej wojaku! Może byście nam coś zaśpiewali jeszcze? Bo nie powiem umiecie rozbawić nas do łez. -odparł opierając się o swój ogromny topór. Rycerze pochwycili za miecze i skierowali je w stronę bandytów.

— Czyli jednak chcecie walczyć? Kiedy wy się nauczycie że broń was pokaleczy? -spojrzał na Erevana który nie odzywał się. Zbliżył się do niego poprawiając swoje długie włosy.

— A ty co tak milczysz? Straciłeś głos?

— Po co miałem się wtrącać? Próbowałem ich przekonać ale jak pewnie wiesz dla takich rycerzyków ważniejszy jest honor i pieniądze niż zdrowy rozsądek.

— Dobrze czynisz nie ma co się wtrącać w tą błazenadę. -spojrzał ponownie na rycerzy i poprawił swój hełm, na głowie który całkowicie ukrywał jego twarz.

Rycerze spojrzeli na Erevana który odsunął się od nich i skrzyżował ręce przyglądając się całej sytuacji. Szykował się cudny teatrzyk a rycerze mieli brać główną rolę w nim.

— Zdrajca pieprzony zwykły zdrajca! Gdy skończymy z nimi –złapali za miecze a bandyci rzucili się na nich. Rycerze nawet nie mieli żadnych szans polegli po krótkiej lecz zawziętej walce. Ludzie „Orła” zmasakrowali ich po czym wybuchli śmiechem a chłopak spojrzał milcząc na szefa, który podszedł do niego.

— Widzisz? Jako jedyny przeżyłeś, grzeczny chłopiec. Powiesz mi może dlaczego oni tak się przed nami ukrywają? -rozejrzał się po wszystkich domach gdzie wszystko było szczelnie pozamykany.

— Boją się was, rycerze przybyli tutaj by ich niby chronić ale za swoją ochronę chcieli mnóstwo pieniędzy dlatego pewnie się ukryli.

— Do czego to doszło, że królewscy rycerze biorą pieniądze od cywili za byle ochronę. A przydałby nam się nowy członek, bo nasza brygada coraz bardziej się pomniejsza. Cóż jeśli nikt nie chce się dołączyć to wiecie co zrobić. -Brygada chwyciła za pochodnie podpalając je a Erevan spojrzał na nich w szoku po czym ścisnął pięść.

— Ja się do was przyłączę tylko zostawcie tą wioskę w spokoju.

— Przyłączyć? A to ciekawe? Potrafisz coś w ogóle? -machnął dłonią dając znak a bandyci wstrzymali się.

— Dałbym radę pokonać każdego twojego człowieka -blefował mając nadzieję że zrobi to wrażenie. Nie mylił się, Krwawy Orzeł uniósł brwi z niedowierzania po czym uśmiechnął się.

— Odważne słowa, nie wiem czy blefujesz czy mówisz prawdę. Ale można to łatwo sprawdzić. Egan chodź tu! -klasnął w dłonie a wspomniany Egan wyłonił się z tłumu uzbrojony w potężny młot i zbroję zbliżył się do nich i uderzył młotem w swoją tarczę i ukłonił się nisko.

— Panie… -odparł a jego ton głosu zagłuszał ciężki hełm na głowie.

— Ten młodziak chce do nas dołączyć sprawdź go. Jesteś prawie na równi ze mną w sile więc zobaczymy co ten smarkacz potrafi.

— Przecież on nawet nie ma pancerza. Zabiłbym go zwykłym jednym uderzeniem młota.

Erevan uśmiechnął się lekko wyciągając miecz milczał bo nie miał nawet chęci komentować uzbrojenia swojego przeciwnika. Egan uśmiechnął się dobywając młot ruszył w stronę młodzieńca atakując go, lecz tamten wykorzystując jego powolne ataki robił uniki atakując od boku trafiając go w brzuch i odpychając w tył. Przeciwnik wściekł się szarżował w stronę Erevana łapiąc go za szyję i ciskając go o ziemię po czym młotem zamachnął się by uderzyć go prosto w czaszkę, lecz chłopak obronił się w ostatniej chwili swym ostrzem próbując odepchnąć jego młot od siebie.

Z wielkim trudem odepchnął młot podnosząc się z ziemi, Egan nie dał mu wytchnąć i ruszył znów na niego atakując go silnie, lecz powolnie młotem. Erevan unikał uderzeń po chwili widząc małe zmęczenie u Egana wykorzystał to i ruszył wprost na niego atakując go gradem szybkich ciosów które ocierały się o jego zbroję nie przestawał po chwili wbił miecz prosto w przeciwnika. Egan czując okropny ból próbował odepchnąć Erevana który nie odpuszczał i powalił go na ziemię przyciskając miecz w ręku. Wygrana? Cóż to za problem pokonać opancerzonego giganta który był wolniejszy od niego.

— Niebywałe.. nikt prócz mnie go nie pokonał… a teraz skoro go pokonałeś.. to zabij go.. nie potrzeba mi słabeuszy..

— C-co!? Szefie przecież to miała być walka ale nie było wspomniane że na śmierć i życie. -zakaszlał słabo Egan ściskając swoją ranę.

— Pokonał cię, a nie potrzebuję takich ludzi którzy przegrywają z młodszym od siebie i mniej opancerzonym przeciwnikiem. Dobij go i skończmy już ten temat

Erevan spojrzał bezradnie na chłopaka ściskając miecz w dłoni spojrzał na ziemię. Egan spoglądał na swojego przeciwnika bezradnie, nie miał nawet sił się cofnąć. Zamknął oczy czekając na swój koniec

— Nie zrobię tego… -Egan otworzył oczy słysząc jego słowa, oszołomiony spojrzał na chłopaka który odłożył swój miecz.

— To nie była prośba do cholery to był rozkaz!! -krzyknął szef a Erevan nie wzruszony zbliżył się do niego.

— Mówiłeś że masz coraz mniej ludzi a jeszcze każesz mi zabijać jednego ze swoich? Czy to nie mija się z twoim celem?

— Przeciwstawiasz się moim rozkazom!? –złapał za ogromny topór i kierując go w jego stronę. Erevan spojrzał na topór lecz zacisnął zęby stojąc twardo, nie wiedział co zrobić ale na pewno nie miał zamiaru zabijać Egana.

— Nie boisz się mnie? Każdy kto widział ten topór przy sobie grzecznie wykonywał każdy mój rozkaz. Jesteś kompletnym szaleńcem a takich nam potrzeba. Oszczędź go niech zna twoją łaskę.-Egan podniósł się z bólem i spojrzał na nich.

— Szukałem wreszcie jakichś wilków -kontynuował- a nie do cholery owiec które w obawie przede mną ciągle tylko by grzecznie i posłusznie zabijały każdego. Nikt nigdy nie chce choć raz powiedzieć co naprawdę myśli.. robią ze mnie aż takiego potwora. Masz charakter, przydasz nam się. Cholera ale zaschło mi w gardle, chodźmy coś przekąsić w tej karczmie bo czeka nas długa droga. Wracamy kamraci niedługo do domu!

W co ja się wpakowałem? Pomyślał Erevan udając się z nimi do karczmy.

*

Karczma była opustoszała, nikt nie przebywał w środku i bez problemu można było wybierać jak najlepsze miejsca. Karczmarz przerażony ich obecnością zbliżył się do nich a szef zmierzył go wzrokiem.

— Karczmarzu dawaj tu to co masz najlepsze i to szybko pókim cierpliwy!! -krzyknął pogardliwie

Karczmarz szybko zajął się alkoholem oraz jedzeniem a szef spojrzał na chłopaka który spoglądał na jego towarzyszy oraz na odchodzącego karczmarza. Nie zauważył spojrzenia Orła który uśmiechnął się lekko.

— Widzisz młody.. życie nigdy proste nie będzie póki się nie zajmiemy nim sami.. Jak to gadają szaleńcy każdy ma swoje przeznaczenie… głupota…

— A co jeśli jednak jest choćby ziarnko prawdy w tym?

— Wierzyłbyś w takie gaworzenie? Dla mnie to strata czasu…

— Każdy ma swoje poglądy-rzekł chłopak spoglądając na kobiety, które roznosiły piwo. Niejeden z ludzi Orła klepał dziewki po tyłkach a one przerażone uciekały obawiając się tego do czego oni mogą być zdolni szczególnie po alkoholu. Orzeł uniósł lekko przednią część hełmu i napił się piwa po czym odstawił kufel i spojrzał na resztę.

— Ano.. i nic tego nie zmieni. Powiedz mi skąd tak umiesz walczyć nigdy żem nie widział takiego stylu.. poruszałeś się tak szybko, że ciężko było cię znaleźć w walce.

— Nauczyłem się tego sam… od małego interesuję się walką inni mają inne zainteresowania.. nauka lub cokolwiek innego a ja po prostu chciałem walczyć. -odparł biorąc piwo do ręki pijąc powoli.

— Brzmisz jak człowiek czynu i dlaczego właściwie do nas chcesz dołączyć nie lepiej było iść na służbę do królowej?

— Dla mnie rycerstwo to jedna wielka bujda, są zwyczajną bandą która w imieniu królowej lub własnego honoru zdycha w bezsensownej walce. Nie zamierzałem przechodzić podobnego prania mózgu i wolałem działać na własną rękę.

— W sumie nie głupie słowa… sam bym tam nie chciał iść… szczególnie jak całe królestwo mnie szuka-zaśmiał się głośno aż hełm zatrząsł mu się na głowie.

— A właśnie.. jak masz na imię młody? -wytarł wąsy z piany piwa, karczmarz zbliżył się podając im dość dobrze upieczonego dzika. Kamraci prędko chwycili za mięso a karczmarz odszedł w milczeniu.

— Erevan..

— Ciekawe imię… nie powiem ci niestety mego imienia.. za dużo byś wiedział ale wiec że nazywają mnie Bestią z północy…,a okoliczni chłopi nadali mi przydomek Krwawy Orzeł… są bardzo mili

— Ciekawy przydomek nie powiem… -odrzekł chłopak spoglądając na Krawego Orła.

Towarzysze bardzo weseli po kilku litrach alkoholu zaczęli wnet hałasować, pić jeszcze więcej niż normalny człowiek zdoła i awanturować się między sobą. Odchodzili od stołu i łapali również kelnerki obmacując je, jedynie Krwawy Orzeł zachowywał umiar we wszystkim co zastanawiało Erevana który również nie zamierzał przesadzać. Aż tak nie był pijany, żeby robić z siebie świnię.

*

Rozdział 2 -Krwawy Orzeł

Nadchodził poranek Erevan wraz z Krwawym Orłem i towarzyszami był w połowie drogi do ich kryjówki. Jedna rzecz nie dawała mu spokoju dziwne zachowanie szefa który jechał na przodzie milcząc chłopak podjechał do niego.

— Coś się dzieje?

— Nic.. a co ma się dziać? –odparł szef zbywając go ledwo garstką słów.

— Zachowujesz się dziwnie.. od momentu gdy wyjechaliśmy milczysz…

— Nie mam ochoty rozmawiać zajmij się sobą- Erevan przyjrzał się hełmowi Orła, który ten nigdy nie zdejmował.

Erevan odjechał do reszty a jeden z towarzyszy który przyglądał się ich rozmowie zaczepił go.

— Lepiej odczep się od niego na jakiś czas.. pierwszy raz widzę go w takim stanie a znam go od dawna..

— Od dawna? Jaki on niby był wcześniej?

— Szalony.. a zarazem odważny jak coś postanowił to zawsze to spełniał nikt nie zamordował więcej ludzi od niego

— A nie przypomina teraz takiego, może mu wczorajsze jedzenie zaszkodziło?

— Nie dworuj sobie tak, nie znasz go tyle co my jedynie co się nie zmieniło to ten hełm.. nie zdjął go ani razu odkąd go znamy.. nie dziwię mu się..

— Gdyby pokazał twarz -dodał kamrat wciąż spoglądając na Erevana- łatwiej było by go znaleźć a tak na listach gończych nikt nie wie jak go szkicować. -Chłopak przytaknął po czym spojrzał na drogę, koń na którym jechał byś dość nieposłuszny. Często ignorował rozkazy swojego jeźdźca ale nie zamierzał teraz nawet składać pretensji bo po co? Jeszcze by mu kazali podróżować pieszo, dobre sobie.

Krwawy Orzeł milcząc spojrzał na Erevana ciężko wzdychając po czym spojrzał na ziemię i popędził cwałem wprost przed siebie towarzysze za nim zaskoczeni a z nieznanego kierunku zaczęły wyskakiwać potwory różnej postury wyczuły żywe osoby i zaatakowały z ukrycia całą hordą Erevan zaskoczony spojrzał w tył a jeden z nich rzucił się wprost na chłopaka zrzucając go z konia. Nie wiedząc jak się walczy z nimi pośpiesznie złapał za miecz i przebił potwora odpychając go w tył, kilku stworów widząc go rzuciła się w jego stronę. Krwawy Orzeł obserwując całą sytuację jedyny zawrócił gdzie reszta tchórząc ruszyła przed siebie. Zeskoczył osłaniając chłopaka z tyłu odpierał atak, podczas gdy Erevan zajmował się bestiami z przodu które łapczywie atakowały go. Nie zamierzały odpuścić w ich oczach widać było niepohamowaną chęć mordu i wściekłości nie pasowało to do żadnych z stworzeń żyjących w krainie.

Chłopak sprawnie wykonując kolejne wymachy mieczem kładł wraz z liderem na ziemię kolejne potwory które rzucały się w ich stronę walczyli ramię w ramie broniąc swojego życia. Po chwili garść stworów wycofała się niepewnie znikając w lesie. Chłopak spojrzał na szefa który schował miecz.

— Nienawidzę tych bestii… -rzekł Krwawy Orzeł spoglądając na niego.-Nic ci nie jest?

— Wszystko dobrze, tylko co to są za bestie? Zachowywały się jak wilki, zaatakowały całą hordą ale wycofały się. Nawet ich uzębienie nie pasuje. Jakiś nowy gatunek?

— Sam chciałbym cholera wiedzieć… polują w tych krainach na każdego kogo spotkają. Spójrz tam

— wskazał mu na mały rów, w którym leżały rozszarpane gnijące zwłoki.-Dorwą każdego i za każdą cenę… nie ważne co im stanie na drodze…

— Twoi ludzie są bardzo odważni panie -rozejrzał się widząc że zostali sami w lesie.

— To normalne do cholery kto by się nie bał tych paskudztw?

— Jakoś ty mi pomogłeś mogłeś jak oni uciec..

— Ja swoich nigdy nie zostawiam nie ważne za jaką cenę-rzekł wsiadając na konia

— Stałeś się teraz bardziej rozmowny niż wcześniej nie wiem czy mam się cieszyć czy raczej obawiać.

— Nie ma czasu na rozmowę już jesteśmy blisko domu wsiadaj do mnie na koń będzie szybciej.

Erevan wsiadł na koń Orła trzymając się mocno by nie spaść i ruszyli cwałem przed siebie bez zastanowienia szef milcząc rozglądał się.

Dotarli pod samą siedzibę umiejscowiona była w dość gęstym mrocznym lesie, nikt tędy nie chodził co było korzyścią dla nowych towarzyszy młodzieńca.

— Jesteśmy na miejscu –rzekł Krwawy Orzeł zsiadając z konia Erevan zszedł również rozglądając się.

— Ciekawe miejsce na dom…

— Przynajmniej nikt nam tu nie przeszkadza a nawet i lepiej szybciej możemy uciec gdy zrobi się zbyt gorąco. Wejdźmy do środka reszta już powinna być wewnątrz.

Dom nie był zbyt ogromny jednak schludny i posiadał co potrzebne do przeżycia każdy miał swój kąt by odpocząć szef nie miał wielkiego pokoju nie chciał się wyróżniać od swych ludzi. Erevan rozejrzał się i spojrzał na jedno z dzieci, które skryte leżało przy ścianie i patrzyło się na niego. Nie podobało mu się to spojrzenie było dość dziwne i puste.

— Skąd się tu wziął..? -spojrzał na Orła zaciekawiony

— Przypałętał się z lasu nikt nie zna go pozwoliłem mu zostać nie jestem aż takim potworem jak mówią tylko cholera on nic się nie odzywa nie możemy wiele się od niego dowiedzieć. Moi kamraci ochrzcili go mianem Dziwaka.

— Dobra nazwa, przynajmniej pasuje. To co teraz? -spojrzał na szefa który odłożył swój ogromny topór przy ściany i zasiadł na krześle spoglądając na kominek.

— Na razie masz wolne, moja służąca zaprowadzi cię do pokoju. Mam parę spraw na głowie jak będę cię potrzebować to poślę po ciebie kogoś z moich ludzi.

Erevan przytaknął a służka zbliżyła się do niego i chwyciła go za rękę pewnie prowadząc go prosto do jego pokoju.

— O to twój pokój panie -rzekła kłaniając się nisko i spoglądając na niego.

— Nie jestem żadnym panem mów po prostu do mnie Erevan dobrze?

— Gdy będziesz czegoś potrzebować Erevan wezwij mnie -odeszła w stronę drzwi po chwili zakręciło się jej w głowie o mało nie tracąc równowagi, młodzieniec pochwycił ją spoglądając na nią.

— Co się dzieje? -patrzył się na nią zaskoczony a ona lekko się zarumieniła i stanęła znów na nogi.

— To nic takiego, muszę wracać do pracy -odparła idąc słabo przed siebie.

— W takim stanie to prędzej padniesz na ziemię niż zajmiesz się pracą? Spałaś coś w ogóle? Wyglądasz na kompletnie wyczerpaną.

Służąca spojrzała na ziemię po czym spojrzała na chłopaka.- Gdybym ja jeszcze miała czas na sen?

— To zaśnij u mnie, nic się nie stanie jak trochę odpoczniesz.

— Szef mnie zabije jak zobaczy że śpię. Nie mogę tak po prostu zasnąć bo zawsze gdzieś jestem potrzebna. -odparła ziewając wciąż nie opuszczając pokoju.

— Nalegam, wiesz że nie odpuszczę.

— Aleś ty uparty, no dobrze z godzinka przerwy powinna dobrze mi zrobić -usiadła na łóżku chłopaka a Erevan usiadł na krześle.

— A co do twojego imienia to masz bardzo dziwne imię, nigdy tego nie słyszałam możesz być jedynym

z tym imieniem.. ja jestem Anelin -położyła się spoglądając wciąż na niego.

— Anelin? To imię też nie jest typowe. Pochodzisz z innego kraju?

— Aż tak łatwo to odkryć? Tak… pochodzę z innego królestwa, lecz przybyłam do tego wraz z rodzin w poszukiwaniu lepszych warunków. W moim kraju dochodziło do zbyt wielu bratobójczych walk przez co strach było już tam żyć.

— Może… powiesz mi co ty tu robisz? Pierwszy raz widzę kogoś w moim wieku… -dodała spoglądając na niego zainteresowana choć jej oczy powoli się zamykały.

— Ja? Jestem zwykłym zawadiaką. który szukał jakiegokolwiek zarobku a na plotki o tej bandzie wyruszyłem do jednej z wsi i postanowiłem do nich dołączyć -wyczuła blef i rozszerzyła źrenice, zauważył to i spojrzał na ziemię. Słowa, które wymyślił na poczekaniu były zbyt łatwe do odgadnięcia.

— Czemu kłamiesz?

— To czemu ty tu jesteś? Przecież widać jak cię tutaj traktują, nie przeszkadza ci to?

— To jest inna historia może kiedyś nawet ci ją opowiem, ale teraz nie rozmawiamy o mnie ale o tobie no więc? Gadaj prawdę, bo ci nie odpuszczę -uśmiechnęła się a on odetchnął ciężko. Cholerne baby zawsze muszą wiedzieć wszystko pomyślał.

— Nie powinienem. To moja prywatna sprawa muszę stąd coś odzyskać i dlatego dołączyłem do nich. Jeżeli nie odzyskam tej rzeczy, moja matka wpadnie w gorsze kłopoty ode mnie.

— Jesteś samobójcą. Dla własnej matki aż tak ryzykujesz? To słodkie ale też szalone wiesz o tym?

Nie odpowiedział, jedynie spoglądał na nią mając nadzieje, że ona nie rozgada się wszystkim dookoła i zachowa to w sekrecie.

— Nie patrz tak na mnie, nie musisz się bać nikomu nie powiem. Masz moje słowo -uśmiechnęła się po czym zasnęła. Erevan uśmiechnął się niepewnie po czym zasnął na krześle

*

Kilka godzin później Erevan obudził się nagle słysząc wewnątrz domu krzyki wstał nagle i spojrzał na Anelin która leżała martwa zaskoczony wybiegł z pokoju rozglądając się wszystko wokół płonęło a na końcu sali stał chłopiec ten sam którego spotkał po wejściu do domu. Zaskoczony zbliżał się do niego nie rozumiejąc o co chodzi jednak chłopiec zaczął przeraźliwie krzyczeć co sprawiło że Erevan nagle z okrzykiem się obudził i rozejrzał się dookoła widząc nad sobą Anelin i Orła.

— Co się z tobą dzieje Erevan!? –krzyknął szef- darłeś się jakby cię rozrywali!

— Cholera, wybacz szefie miałem zwykły sen a raczej koszmar- odparł po chwili chłopak wycierając pot z twarzy Anelin przyglądała mu się zmartwiona. Zignorował jej wzrok i spoglądał na swojego tymczasowego szefa.

— Nigdy nie widziałem żeby ktoś tak się darł podczas snu –odparł Orzeł nagle widząc Dziwaka który stał przy drzwiach i przypatrywał się Erevanowi.

— Co widziałeś we śnie? –rzekła dziewczyna patrząc na młodzieńca a on spojrzał na nią oddychając bardzo szybko.

— Szkoda gadać. -spojrzał na dziecko które uśmiechnęło się a Erevan miał ochotę krzyknąć ale powstrzymał się. Nie zamierzał pokazać po sobie że się boi byle jakiegoś malca.

— Dobra nie chcesz mówić nie mów chodź na śniadanie Anelin zaprowadź go do jadalni –odrzekł szef odchodząc a dziewczyna ochoczo złapała chłopaka za rękę i ruszyła z nim w stronę jadalni. Chłopiec spoglądał na niego z wrogością czego on nie rozumiał. Wbiegli wspólnie do jadalni gdzie cała kompania zajadała się w milczeniu wraz z szefem który milcząc popijał jedzenie winem. Chłopak usiadł na wolnym miejscu a Anelin podała mu jedzenie i usiadła przy nim oglądając go uważnie. Nie spodobało się to Orłowi ale zignorował to, Erevan niechętnie zjadł popijając powolnie winem.

— Muszę się przejść ten sen był tak męczący że muszę zażyć trochę świeżego powietrza-spojrzał na dziewczynę która westchnęła i odeszła od stołu. Spojrzał na niego zmartwiona sprzątając po śniadaniu.

— Poszłabym z tobą ale mam parę obowiązków spotkamy się później? -Reszta kampanii wróciła do swoich codziennych zabaw a Orzeł poszedł do swojego biura. Dziwak wciąż przyglądał się chłopakowi.

— W sumie czemu nie.. bardzo chętnie. -wyszedł na zewnątrz zamyślony a dziewczyna chętnie udała się zajmując się pracą. Chłopiec udał się za nim stając przed nim spoglądając prosto w niego.

— Witaj Erevanie, podobał ci się sen? -rzekł wesoło chłopiec a Erevan spojrzał na niego.

— Czyli jednak masz język w gębie i potrafisz się odezwać. Jesteś jakiś dziwny, od samego początku przyglądałeś mi się i nie zdziwię się jakby ten sen był twoją sprawką.

— Ten sen był jedynie ostrzeżeniem, sprzymierzając się z królową będziesz prowadził na kraj same zagrożenia. Wielki Pan cię obserwuje.

— O czym ty pieprzysz dzieciaku? –zaskoczony patrzył się na chłopca, którego oczy zrobiły się ciemne niczym noc.

— Upiorna armia demonów przybędzie na ten świat i zatopi go w krwi, przez ciebie Erevanie demoniczny psie. Będziesz gotowy poświęcić całą ludzkość za swoje błędy!?

— Kim ty jesteś!? -odparł chłopak wyciągając po chwili ostrze nie wiedząc co o tym wszystkim już myśleć. Sama postawa tego dziwaka sprawiała dyskomfort a jeszcze ten jego wzrok to potęgował.

— Jestem tylko ostrzeżeniem, schowaj miecz bo i tak nic nie zrobisz a możesz jedynie pogorszyć swoją sprawę -zaśmiał się gdy Erevan uniósł miecz wyżej.

— Czy to jakaś zabawa? Jakiś pieprzony dziecinny żart?

— Gdybym żartował nie miałbyś koszmarów nieprawdaż.. tak słodko krzyczałeś przez sen aż szkoda że sam cię nie zabiłem — zaśmiał się po czym odszedł wesoło podskakując a Erevan uspokoił się próbując zrozumieć że to jest jedynie żart. To niezła poprawa humoru, pomyślał rozglądając się po mrocznym lesie.

Po powrocie do domu zauważył Anelin kłócącą się z jednym z ludzi Orła. Bezczelny dobierał się do niej a ona krzyczała o pomoc. Lecz nikt nie zamierzał jej pomóc, mijali ich ludzie śmiejąc się z niej. To było dobrze widocznie że traktowano ją jako przedmiot. Nic więcej dla nikogo nie znaczyła, ale Erevan był inny. Odepchnął zboczeńca który spojrzał na niego wyciągając pięści do góry, był narwany gotowy do byle bójki. Skoro tego chcesz?

Erevan posłał silny cios prosto w szczękę i kolejny cios wymierzył mu prosto w brzuch. Przeciwnik bezradny upadł na ziemię a Erevan wyciągnął miecz kierując w jego stronę.

— Przeproś grzecznie Anelin i wypieprzaj stąd w podskokach.

— Spierdalaj! -wypluł zęba po czym Erevan przejechał mu ostrzem po policzku.

— Nie dosłyszałem możesz powtórzyć?

— P-przepraszam! Zostaw mnie już w spokoju! -Erevan odłożył miecz po czym spojrzał na Anelin która szybko ubrała się i schowała się za nim. Zboczeniec odszedł trzymając się za bolącą szczękę, chłopięce popędy seksualne zakończone bójką. Żałosne że w tych czasach większość mężczyzn kieruje się swoim przyrodzeniem a nie mózgiem.

— Chodźmy na powietrze Anelin musimy porozmawiać, -Dziewczyna przytaknęła i wspólnie udali się na zewnątrz. Spędzili tam sporo czasu spacerując po obrzeżach lasu, wyjaśnił jej wszystko co się wydarzyło. Opowiedział w pełnych szczegółach sen oraz o spotkaniu z tym dzieciakiem i o tym co mu powiedział. Anelin słuchała uważnie nie wiedząc nawet co powiedzieć, ich cudny spacer został przerwany przez szefa który wezwał ich do siebie.

*

— Potrzebuję pewnych wyjaśnień, jesteś dopiero jeden dzień Erevan a już spuszczasz wpierdol moim ludziom. Jest jakiś powód czy po prostu traktujesz ich jak worki treningowe?

— Broniłem jedynie Anelin, w twoich szeregach są same chłopy, którzy myślą kutasem a nie głową. Miałem patrzeć bezczynnie stając się jednym z nich?

— To musiałeś aż złamać mu szczękę? Teraz ledwo co mówi i nawet nie wiadomo jak się z nim dogadać. -odpowiedział szef a Anelin stała cicho za Erevanem który wzruszył ramionami nie odpowiadając nawet.

— Dobra, ale niech to będzie ostatni raz. Rozumiem, że ją broniłeś, ale czasami są lepsze argumenty niz zwykły wpierdol.

— Czyli jeżeli następnym razem będę ją bronić to mnie zabijesz? -odparł na szybko chłopak a Orzeł podniósł się i spojrzał mu w oczy.

— Nie bój się o to, wszyscy dowiedzą się jakiego ta służka ma obrońcę i będą uważać. Jest ona jedyną służką i sam zadbam by jej krzywda się nie stała. Idźcie już bo mam zaraz spotkanie z ważnym handlarzem a wasza obecność może jedynie przeszkadzać.

Erevan przytaknął i udał się z Anelin do pokoju, usiadł na łóżku i spojrzał na dziewczynę która stała nad nim.

— Nie musiałeś mnie chronić, dałabym radę a tak to masz problemy. -odparła smutno a on spojrzał na ziemię.

— Przynajmniej teraz jesteś bezpieczna. -odparł szybko.

*

Dzięki wsparciu Anelin zapomniał praktycznie o groźbach tego dziwnego dzieciaka. Spędził razem

z kompanią parę tygodni. Dzieciak nie zamierzał mu odpuszczać zsyłając coraz to gorsze sny którymi już nawet się nie przejmował. Anelin zawsze po pracy spędzała czas z chłopakiem o ile on nie miał jakiegoś zajęcia. A często był on w robocie, a to przypilnować jakąś dostawę by dotarła na miejsce.

A to razem z kompanią raz nawet zaatakował jedną karawanę, przyzwyczaił się do warunków które już panowały. Ale nie zapomniał o swojej misji, i gdy miał tylko wolną rękę udawał się z Anelin do miast by kontynuować swoją misję od królowej. Niewiele się dowiedział, bo nawet nie wiedział dobrze skąd zacząć.

Ostatni tydzień jednak był najgorszym, Dziwak postanowił ostatni raz zadziałać by całkowicie pozbyć się chłopaka. Ten koszmar który mu zesłał różnił się od wszystkich innych. Erevan w nim przebywał

w zamkowym pałacu razem ze swoją matką i królową, która uhonorowała go za pomyślnie ukończone zadanie. Niby nic specjalnego, ale najgorsze nadeszło potem, wszyscy którzy podziwiali chłopaka obrócili się przeciwko niemu. Wyśmiewali go i wygwizdywali, nawet własna jego matka była przeciwko niemu. Potem zrobiło się zimno, cały pałac zapełnił się mrokiem i było jedynie słychać opętańcze krzyki. Mrok zniknął po chwili a Erevan ujrzał siebie samego tylko nie przypominał już człowieka. Jego pusty wzrok przeszywał chłopaka i ściskał w dłoni miecz pełen krwi. Jego skóra nawet nie przypominała ludzkiej. Trzymał w ręku głowę ostatniej ofiary, głowę Lilith która martwym spojrzeniem wpatrywała się w chłopaka. Ryknął wściekle spoglądając na Erevana z uśmiechem na twarzy.

*

Obudził się po czym spojrzał na leżąca przy nim Anelin która wciąż spała wtulona w niego. Rozejrzał się niepewnie wycierając całą swoją twarz. To już było za dużo, ten dzieciak nie żartował i na poważnie próbował się pozbyć go. Teraz był już tego pewien, wstał z łóżka a Anelin czując ruch otworzyła słabo oczy i spojrzała na niego.

— Coś się stało?

— Potrzebuję twojej pomocy. -odparł szybkim tonem spoglądając na dziewczynę, która przetarła oczy i usiadła na łóżku

— Mojej? W czym? Jak mogę ci pomóc?

— Muszę się stąd wynosić. Ten mały skurwiel nie żartował i ciągle próbuje się mnie pozbyć!

— Znów miałeś sen? -odparła podnosząc się z łóżka i ubierając się w swoje dawne stroje i złapała go za rękę uspokoił się lekko a ona uśmiechnęła się.

Przytaknął po czym opowiedział jej cały sen a ona przerażona przytuliła go obejmując go. Spojrzał na nią załamany, bał się już cokolwiek zrobić. Był pewny że tamten opętany dzieciak nie cofnie się już przed niczym.

— A nie możemy go po prostu zabić?

— To raczej nic nie da on jest tylko marionetką i wykonuje najpewniej czyjeś rozkazy. Ktoś wyższy każe mu się mnie pozbyć i stosuje swoje sztuczki by to spełnić. -odparł ubierając się i przypinając swoje ostrze do pasa.

— Czyli musisz dostać się do skarbca szefa tak?

— Tak, tam znajduje się złota szkatułka którą miałem odzyskać i miałem wrócić do właściciela. Nic trudniejszego prawda?

— Za dużo chcesz kombinować nie lepiej będzie jakbyś powiedział wszystko szefowi? Powinien jako jedyny cię tutaj zrozumieć.

— Myślisz, że uwierzy, że tamten dzieciak mnie prześladuje? Prędzej mnie wyśmieje i jeszcze ukarze za to że działałem jako oszust. Muszę to zrobić niestety bez jego wiedzy!.

— Wiesz gdzie jest ten skarbiec? -dodał nie czekając nawet na jej reakcję a ona spojrzała na ziemię roztrzęsiona.

— Jest w pokoju szefa za ukrytą biblioteczką są drzwi… ale mówię ci to samobójstwo on Cię zabije!

— Jeżeli mi wejdzie w drogę to sam go zabiję, muszę stąd uciekać i ciebie zabiorę razem z sobą -ścisnął jej dłoń a ona przytaknęła i bez słów razem z nim wyszła z pokoju kierując się do komnaty Orła. Na ich korzyść była noc i wszyscy dookoła spali więc nikt nie mógł ich zauważyć. Weszli po cichu do pokoju nic nie widzieli dookoła co było największą przeszkodą. Poruszali się po omacku ale nagle cały pokój rozświetlił się i usłyszeli kroki zbliżające się w ich kierunku. Pułapka?

Krwawy Orzeł spojrzał na nich i uśmiechnął się lekko. Erevan zaskoczony spojrzał na niego mając zamiar chwycić za miecz ale Anelin go powstrzymała.

— Co wy tu wyrabiacie o tej porze? -powiedział pewny siebie Orzeł a chłopak zacisnął zęby i spojrzał na ziemię.

— Muszę dostać się do skarbca to pilne -odparł mu chłopak wciąż spoglądając na ziemię. Anelin przerażona milczała.

— Do skarbca? A to ciekawe, po co dokładniej?

— Muszę odzyskać pewną szkatułkę która należy do pewnego kupca.

— Na cholerę ci szkatułka? Niech zgadnę, ta cała historyjka że chcesz do nas przyłączyć się to była jedna wielka gra? Jesteś nie tylko wojownikiem ale też aktorem. Gratuluję.

— Daj mi tą szkatułkę i rozejdźmy się w pokoju.

— A ty dalej o tym? -wziął szkatułkę i spojrzał na nią po czym uśmiechnął się do chłopaka. -Jest aż tak dla ciebie ważna?

— Tak, jeżeli mi jej nie oddasz to odbiorę ci ją siłą choćbym miał cię zabić -wyjął miecz a Anelin próbowała go odciągnąć lecz on stał niewzruszony. Krwawy Orzeł roześmiał się po czym wziął swój topór i spojrzał na chłopaka.

— Dałem ci ostatnią szansę, byłeś grzeczny ale teraz nas zdradzasz? Wiesz jaka jest tego kara. Posłałeś właśnie siebie i tą dziewkę na śmierć.

— Zobaczymy kto z nas tutaj umrze Orle! -krzyknął po czym rzucił się na Orła atakując szaleńczo

i bezmyślnie przez co przeciwnik musiał cofać się w tył. Chłopak nie dał mu wytchnąć atakował ciągle aż tamten odepchnął jego ostrze i zdzielił go uderzeniem prosto w brzuch pchając silnie w tył. Nie myślał już racjonalnie, gdyż wszystkie koszmary niszczyły go w pełni od środka.

— Nie musisz tu umierać chłopcze! –krzyknął Orzeł spoglądając na niego

— Nie zrozumiesz! Muszę odebrać tą szkatułkę i uciekać stąd, bo inaczej wydarzy się coś strasznego tutaj! -odparł chłopak próbując odepchnąć od siebie rękojeść topora.

— Inaczej co się wydarzy? Zachowujesz się jak szaleniec! Spójrz na siebie i wytłumacz się już teraz!

— Nie mam czasu rozmawiać.

— Wytłumacz się w tej chwili -odsunął się od przeciwnika odkładając swój topór przez co Erevan niepewnie również schował broń.

— Moja obecność sprowadzi wielkie kłopoty, ten dzieciak który udaje milczka jest całkiem inny niż ci się wydaje.

— Dlaczego wciągasz w to Dziwaka? Zrobił ci coś, ten brzdąc?

— Erevan opowiedz mu o koszmarach proszę cię albo sama wszystko opowiem. -wtrąciła się

w rozmowę dziewczyna a Orzeł spojrzał na nią.

— Cóż znowu za sny?

— W każdym ze snów widziałem jego oraz śmierć. Wszystkich ludzi którzy mnie otaczali w tym waszą.

Z początku postanowiłem to ignorować, ale ten dzisiejsze koszmar przelał czarę goryczy i musiałem działać. Do tego jeszcze dzieciak ten bezwstydnie na osobności porozmawiał ze mną wspominając o jakimś Wielkim Panie i orszaku upiornych demonów, którzy przeze mnie mają zesłać śmierć na świat.

— Czy ty czujesz się dobrze? I skąd wiesz o Wielkim Panie? On ci niby to wszystko powiedział? Jak mam ci niby w to uwierzyć?

Nagle wokół słyszalne były okropne krzyki, a za oknem można było zobaczyć płonący fragment lasu. Krwawy Orzeł na widok ognia minął ich i wybiegł na zewnątrz. Anelin chwyciła chłopaka za rękę

i razem z nim wybiegła na zewnątrz. Poza domem dział się koszmar, nieznane istoty wdzierały się do domu porywając ludzi i mordując większość z nich. Zwierzyna którą spotkali przy drodze bez strachu atakowały konie mordując większość z nich. Wszystko ze sobą współgrało jakby było specjalnie zaaranżowane. Orzeł spojrzał na Erevana i wziął szybko miecz od jednego z ciał i skierował je w stronę chłopaka.

— Jeżeli mi tu nie pomożesz w tej chwili to cię zabiję! -Erevan odsunął miecz chwytając za swój własny a Anelin stanęła między nimi.

— Nie możecie z tym walczyć! Ich jest za dużo! Musimy stąd uciekać! -Jeden z upiornych stworów skoczył wprost na Erevana który uniknął jego paszczy i odciął mu głowę. Orzeł spojrzał na ziemię i osłonił się przed kolejnym atakiem przedziwnych stworów.

— Twoja dziewczyna ma niestety rację! Musimy stąd uciekać! Jest ich za dużo, do tego są przerażający ja pierdole! Szybko łapcie za konie które żyją już! -Erevan przytaknął i pobiegł z Anelin i Orłem do stajni zabijając obecne tam potworne stwory i łapiąc szybko za dwa konie które przeżyły natarcie

i przerażone próbowały uciec. Próby uspokojenia nie pomogły na wiele, ale udało się je chociaż poskromić. Dosiedli je i ruszyli szybko przed siebie, pierwszy raz Orzeł musiał opuścić swoich ludzi choć wiele razy zarzekał się, że nigdy ich nie opuści. Czuł jednak coś innego, cieszył się, że przeżyje, że to nie on zginie. Przerażało go to uczucie, ale nie wiedział się jak jego pozbyć, Erevan uciekał nie patrząc się tył. Trzymał mocno Anelin która przerażona rozpłakała się cicho i przytulała się mocno do niego. Straciła dom i znajomych, mimo że większość z nich zachowała się jak świnie to mimo wszystko mogła czasem z nimi porozmawiać.

*

Po dość długiej podróży zatrzymali się w jednej z karczm gdzie wynajęli pokój. Mimo że chłopi mieli zamiar naskarżyć straży na obecność groźnego Krwawego Orła. Ale o dziwo żaden strażnik jeszcze się nie zjawił. Erevan spojrzał na milczącego Orła który wciąż nosił swój okropny hełm.

— Czy ty jeszcze długo wasz zamiar nosić ten hełm? — powiedział zdenerwowany chłopak a Orzeł spojrzał na niego.

— Aż tak chcesz wszystko wiedzieć?

— Uspokójcie się wszyscy! -powiedziała załamana Anelin — ledwo przeżyliśmy a wy już się kłócicie! Musimy wszyscy się uspokoić.

— Uspokoję się gdy wreszcie zobaczę jego twarz! -odparł na to zły Erevan a Orzeł odetchnął ściągając hełm.

Nie tego się spodziewali.

*

Ukazała im się twarz znajoma przynajmniej Erevanowi. Była to królowa która zła spoglądała na niego, on w szoku nie wiedział nawet co powiedzieć. Anelin widząc Lilith ukłoniła się nisko milcząc, a królowa uśmiechnęła się lekko.

— Aż tacy zdziwieni?

— Co pani tu robi? -jego głos rwał się, przecież obiecał wykonać misję a zajął się innymi sprawami.

— Pamiętasz naszą rozmowę? Byliśmy podobni do siebie, ty i ja nienawidzimy tych rycerzy. Ja do tego nienawidziłam życia jako królowa. Postanowiłam to zmienić, jak widzisz mogę mieć dwa oblicza ale przynajmniej byłeś posłuszny -zachichotała -a jak tam twoja misja? -wręczyła mu szkatułkę a on spojrzał na ziemię.

— Próbowałem o-odnaleźć sprawcę ale moja matka miała problemy i chciałem szybko to załatwić wybacz pani że to tak zeszło długo. Obiecuję że szybko się zajmę się tą sprawą -spoglądał na ziemię a ona rozbawiona poklepała go po ramieniu. Anelin już nic całkiem nie rozumiała podniosła się i spojrzała na królową.

— Wybacz pani, ale o co w tym chodzi?

— Nie wiesz? No tak za długo trzymałam cię w tamtej dziurze. W skrócie ten chłopak w którym skrycie się podkochujesz został wynajęty przeze mnie by mógł zbadać sprawę próby zabójstwa.

— A-a co z Krwawym Orłem? On przez ten cały czas nie istniał?

— Istniał dzięki mnie, mówię ci gdybyś żyła tyle lat w zamku to też miałabyś dosyć. Ciągłe bale, wysłuchiwanie poddanych! To wszystko jest takie wkurwiające, że musiałam się stamtąd wyrwać i gdy tylko nie byłam potrzebna na zamku to bawiłam się w Krwawego Orła. Zeszło na to już parę lat

— Erevan zamyślił się a ona uśmiechnęła się do niego.

— Po tamtej próbie zabójstwa dowiedziałam się o co dokładniej chodzi… zrozumiałam w jakie niebezpieczeństwo ciebie wysłałam próbowałam się nawet z tobą skontaktować ale nie miałam wielkich możliwości więc skryłam się pod postacią tego Orła licząc że zmylę ich trop..-złapała ciężko oddech.

— Na moje szczęście spotkaliśmy się wtedy w tamtej wsi, miałam ochotę ukazać ci swoją twarz, ale przebywali ze mną moi ludzie i nie mogłam tak łatwo się wydać. Przynajmniej dzięki temu lepiej cię poznałam. I jesteś naprawdę ciekawą osobowością.

— Ale co z tym atakiem co nastąpił wczoraj? I tym wszystkim co ci opowiedziałem?

— Muszę powiedzieć, że trochę zniszczyłeś moją przykrywkę, ale rozumiem, że miałeś własne cele i nie winię cię za to. Przynajmniej możemy teraz na swobodnie porozmawiać..

— To co mam zrobić teraz? -rzekł chłopak a Anelin poszła po jedzenie. Lilith zmierzyła go wzrokiem i spoważniała.

— Musimy wracać do zamku najszybszą drogą jak się da. Trzeba przygotować się na najgorsze, bo skoro ten dzieciak wykrył cię to Wielki Pan zaatakować cały nasz kraj a wtedy musimy się bronić.

— Może spotkamy się w zamku? Ja muszę oddać tą szkatułkę i załatwić sprawę z moją matką. Gareth inaczej dorwie moją matkę.

— Nie powinnam się na to zgadzać, ale dobrze, załatw to szybko żebyś mógł powrócić jak najszybciej do zamku.

— Zaraz, ale dlaczego oni mnie atakują? Ten dzieciak mówił, że przeze mnie zginą ludzie. Do cholery przecież, jestem tylko zwykłym chłopakiem.

— Zwykłym? Wątpliwe wystarczył fakt, że mi pomagasz i to już jest dla nich powodem by powstrzymać cię. Ale nie zabiją cię, po prostu chcą żebyś zrezygnował, a jeśli dalej byś mi pomagał to mogą przystąpić do ataku. Ale dobrze skończmy tą rozmowę muszę udać się do zamku by wszystko przygotować. Przyjedź jak najszybciej będziesz mógł -uśmiechnęła się po czym pstryknęła palcami i zniknęła. Zszokowany rozejrzał się i spojrzał na wchodzącą Anelin która postawiła jajecznicę na stole rozglądając się za Lilith.

— A gdzie królowa?

— Zniknęła właśnie przed chwilą, nie wiem jak nie pytaj po prostu dzisiaj musimy ruszać.

— P-przyjmijmy, że rozumiem zjedzmy na szybko śniadanko i możemy ruszać bo robi się tutaj nieciekawie. -podała mu talerz a on spojrzał na nią zaciekawiony.

— Co się dzieje? -zaczął jeść pogryzając chlebem i popijając wodą.

— Chłopi robią bunt i chcą dorwać tego całego Krwawego Orła zjedzmy to prędko i ruszajmy w drogę.

A właśnie, gdzie teraz ruszamy?

— Najpierw do Garetha i mojej przyjaciółki Rill, później szybko do zamku bo królowa nas oczekuje.

— No dobrze to szybko skończmy jeść i ruszamy nie?

Erevan podniósł rękę by skończyć rozmowę usłyszał nagłe kroki oraz krzyki, wstał od stołu po czym chwycił za miecz i spojrzał przez okno.

— Mamy gości Anelin tak myślałem że tamci nie odpuszczą!

— Co się dzieje!? -zaskoczona złapała za rękę chłopaka który spojrzał na nią.

— Odnaleźli nas, na szczęście nie jest tak ich dużo i to raczej jest pokazówka zobacz przez okno mordują chłopów by nas wypłoszyć.

— Musimy coś zrobić! Przecież giną niewinni! -krzyknęła spoglądając przez okno a on przytaknął trzymając miecz w ręku.

— Chodźmy po prostu do nich. Trzymaj się za mną a nic ci nie zrobią bo oni jedynie chcą mnie. Znajdujemy się niedaleko tego miasta gdzie miałem spotkać się z Rill uciekniesz tam z tą szkatułką. Tam się wtedy spotkamy jasne!?

— Nie zostawię cię!

— Nie przyjmuje odmowy!

— D-dobrze! Ale przybądź jak najszybciej, bo nie zniosę tego jak zginiesz!

Erevan przytaknął po czym wyszedł na zewnątrz razem z nią, na zewnątrz przy martwych ciałach stał tajemniczy rycerz który spoglądał na ciała.

— On nam pomoże spójrz przecież to rycerz! –krzyknęła wprost do rycerza który złapał za miecz i szedł w ich stronę.

— Głupia, uciekaj! –Erevan krzyknął do swoje towarzyszki a ona przerażona pobiegła przed siebie uciekając z miasta. Na jego szczęście nikt nie ruszył za nią w pogoń, na jego mniejsze szczęście tajemniczy rycerz był już blisko niego i zaatakował go. Chłopak w ostatniej chwili sparował atak i ich miecze skrzyżowały się przez co mógł zobaczyć twarz swego przeciwnika.

— Pamiętasz mnie?..- rzekł tajemniczy mężczyzna a Erevan wsłuchując się w jego głos otworzył szeroko oczy ze zdziwienia po czym zacisnął mocniej miecz w dłoni i odepchnął go.

— Spotykamy się ponownie!

— Obiecałeś, że mnie zabijesz.. spotykamy się tutaj ciekawe czy teraz miałbyś ze mną jakieś szanse!

— Przekonamy się! -rzucił się na przeciwnika zasypując go atakami, jeden za drugim blok atak furia która otaczała chłopaka nie ustępowała i wypełniała go w pełni. Teraz nie przegram z tobą, nie tym razem! Rycerz odepchnął go i powtórzyła się ta sama rzecz co kiedyś, poruszał się szybciej od Erevana i próbował znów go zranić. Lecz tym razem chłopak gotowy uchylił się przed ciosem i trafił miecz prosto w kark rycerza wbijając go coraz głębiej. Wyciągnął po chwili ostrze i z krzykiem odciął mu głowę. Rycerz zaklaskał w dłonie po czym padł martwy na ziemię. To było za łatwe, to nie mógł być on przecież jego wróg nie przypominał rycerza. Może zostałem oszukany? Pomyślał zdziwiony chłopak po czym rozejrzał się po miejscu.

Był już sam.

*

Koszmary które przeżył nagle powróciły, gdy już miał odjeżdżać poczuł nagły ból w głowie. Upadł na kolana chwytając się za głowę. Ból był nie do zniesienia.

— Cały świat zmieni się w pył i nikt tego nie zatrzyma- rzekł chłopiec pojawiając się przy nim roześmiał się widząc jaką pozę przyjął. Chłopak wściekły widząc go podniósł się i mieczem próbował rozciąć go na pół ale jedynie, dziecko zmieniło się w cień i po chwili znów przybrało ludzką formę.

— Czy do teraz nie pojmujesz że mnie nie da się zabić!? Przejrzyj na oczy, wplątałeś się w nić przeznaczenia która powinna cię uniknąć. Popełniasz błąd za błędem, ale gdy będziesz już chciał się z tego wyplątać to będzie dla ciebie za późno. Zapamiętaj te słowa.

— Wynoś się zostaw mnie w spokoju — rzekł zmęczony Erevan spoglądając na niego, chłopiec miał dobry ubaw z niego.

— Do zobaczenia w przyszłości..-powiedział uśmiechnięty chłopiec znikając.

— D-dorwę cię.

Ból ustał a on podniósł się z kolan i skierował swe kroki do miasta, nienawidził tego dzieciaka tak bardzo jak mógł. Zniszczył mu jego plany i jeszcze grozi zniszczeniem świata, to wszystko nie jest normalne.

Po dotarciu do miasta myślał tylko o Anelin czy jest bezpieczna i czy już dotarła do miasta. Czy może oni ją dorwali? Przerażony tą myślą szedł przed siebie wycierając łzy które płynęły wbrew jego woli. Udał się do domu w którym ostatni raz widział Rill, była tam nadal zauważył ją w oddali ale też zauważył inną towarzyszkę.

— A-Anelin? -szedł słabo spoglądając na kobietę która przebywała wewnątrz domu i trzymała coś

w dłoniach. To musiała być ona.

Odwróciła wzrok i spojrzała na niego. Otworzyła usta i wręczyła na szybko Rill szkatułkę i podbiegła do niego przytulając się do niego mocno.

— Nareszcie jesteś tyle godzin szłam tutaj bojąc się o ciebie! Co z tobą jesteś ranny? Mów coś błagam!

— rozkoszował się jej głosem czując wreszcie ulgę. Wtulił się jedynie i spojrzał na ziemię.

— Dobrze cię znów widzieć…

*

— Dość długo to ci zajęło chłopcze, czyżby wyniknęły jakieś problemy? -odparł szlachcic spoglądając na swoją szkatułkę. Erevan zacisnął zęby, cisnęły mu się do ust wszystkie niecenzuralne słowa pragnące wyjść na wierzch. Ale powstrzymał się i jedynie odetchnął cicho.

— Nie twoja sprawa, zmarnowałem prawie zdrowie by to odzyskać i mam już dość wszystkiego wokół.

— Widzę, po twoim wyglądzie już można poznać żeś nieźle się upracował. Weź szybką kąpiel a ja przygotuję odpowiednie pieniądze dla Garetha.

Erevan przytaknął po czym udał się do łazienki, nie mając wielkich sił umył się na tyle by nie było widać żadnego kurzu po nim. Oraz żeby żaden nieprzyjemny zapach się nie unosił, po trzydziestu minutach wrócił do reszty która już czekała na niego.

— Oto pieniądze dla was i dla waszego Garetha, bywajcie w zdrowiu i jeszcze raz dzięki za pomoc chłopcze.

— Chodźmy już pora się zbierać.

Wyszli z domu i zobaczyli na wschodzące słońce, rozpoczynał się kolejny dzień. Rill zaciekawiona spoglądała na Anelin i rozmawiała z nią częściej przez całą drogę niż z nim. On nawet nie miał ochoty jakkolwiek rozmawiać, pragnął jedynie by już to wszystko się skończyło.

*

Aidan obudził się i zauważył swą małżonkę u boku, zaskoczony usiadł i dotknął jej policzka niedowierzając. Obudziła się spoglądając na niego na jej twarzy rysował się uśmiech.

— Hej skarbie –rzekła Lilith rozciągając się.

— No witaj kochanie co to za cud że śpisz wreszcie ze mną? –rzekł mąż z lekką obawą w głosie

— To taka niespodzianka, chciałam ci sprawić przyjemność- zachichotała obejmując swego ukochanego spoglądając mu w oczy.

— Nigdy taka wesoła aż tak nie byłaś, zawsze wpadałaś w kłopoty niech zgadnę tym razem jest tak samo? — odparł patrząc się w jej czerwone oczy

Lilith westchnęła ciężko i usiadła na łóżko — Nic wielkiego, -rzekła już zmieniając ton głosu królowa.

— Nie zrobisz ze mnie głupca moja żono, przecież widzę to w twoich oczach –odparł

z zainteresowaniem król dalej przyglądając się swej małżonce, która wstała i ubrała się powolnie

z zrezygnowaniem spojrzała na niego.

— Nic się przed tobą nie skryje… żadne kłamstwo.. żadne słówka ubrane w słodką formę- zaczęła Lilith- ale masz rację znasz mnie tylu już czasu- urwała po chwili

— Znam, ale widać nie całkowicie co się dzieję powiedz- spojrzał na jej dłonie oschłe nie miały swej gładkiej oprawy jak wcześniej.

— Wiesz kto mnie szuka, udało mu się odkryć moją kryjówkę- spojrzała mu w oczy mówiąc poważnym tonem a jej głos drgał przez strach.

— Jak to udało mu się nie rozumiem? — otworzył usta z niedowierzania

Lilith zamilkła podeszła do okna i spojrzała na unoszące się ku górze słońce, łza spłynęła jej po policzku wytarła ją natychmiastowo by nie zauważył tego.

— Sama nie wiem –zaczęła spoglądając wciąż przez okno- ale nie wszystko jest stracone… Narodziła się nowa nadzieja naszego królestwa, jest pewien młodzieniec który musi pomóc!

— Nadzieja? mówisz o tej legendzie ale przecież legenda mówiła że — przerwała mu mówiąc czystym a zarazem pełnym złości tonem– Wiem co mówiła, nie wspominaj mi słów tej cholernej legendy!

— Skąd masz pewność, że ta legenda to nie bajka? Skąd wiesz, że to na pewno On? –rzekł nieprzekonany jej słowami.

— To już jest moja sprawa — warknęła złośliwie.

— Nie jest twoja Lilith otwórz oczy.. Wiem doskonale jaka jesteś manipulujesz każdym tylko dlatego by sama przeżyć! –krzyknął podnosząc się, podszedł do niej, małżonka spojrzała na ziemię.

— Muszę manipulować… ja muszę żyć rozumiesz? Ja chce zrobić wszystko by przeżyć..-odrzekła po chwili

— Wszystko? Nawet mnie poświęcisz dla własnych celów? Zamiast ułożyć plan wolisz po prostu robić z nas żywe tarcze?

Nie odpowiedziała, zacisnęła zęby i spojrzała mu prosto w oczy przeszywając go wzrokiem.

— Nie mam żadnego wyboru

*

Podróż do Garetha do przyjemnych nie należała, ale przynajmniej rozmowa nie była długa. Chłopak oddał mu wszystkie pieniądze a ten w zamian spełnił swoją obietnicę. Rozstali się w milczeniu, nawet Rill nic nie komentowała po prostu odchodząc z domu. Postanowili za słowami Erevana udać się do jego rodzinnej wioski. Chciał przynajmniej przez moment porozmawiać ze swoją matką, Anelin przez cała podróż do jego wsi zagadywała go pytając o różne szczegóły ze świata. Nawet nie było to jej winą, spędziła wiele lat w mrocznym lesie i nic nie wiedziała o wielkim świecie. Erevan nie był zbytnio chętny w udzielaniu informacji ale zamiast niego to Rill opowiadała jej wszystko o krainie i aktualnych informacjach. No przecież złodziejka dużo musi wiedzieć o otaczającym ją świecie bo przecież jest jego częścią.

Po dotarciu do Rinth na nieszczęście chłopaka trafili akurat na najgorszy dla niego dzień w roku. Mianowicie tego dnia osadnicy zbierali się przy okolicznym cmentarzu i z pomocą dawnych spisanych przez przodków sposobów przyzywały duchy by mieć możliwą choć krótką rozmowę ze zmarłym. A to dzięki temu skłócone siostry rozdzielone śmiercią mogły się dogadać a to syn dowiedział się dzięki swej krwi kim był jego prawdziwy ojciec.

Anelin bardzo chciała zobaczyć jak to święto się obchodzi i udało nawet się jej go przekonać do tego. Dziewczyny czekały na ceremonię a chłopak udał się do swojego rodzinnego domu by porozmawiać ze swoją matką. Po dość długiej rozmowie został wołany przez swoje towarzyszki które razem z nim pobiegły na cmentarz by przyjrzeć się ceremonii.

Chłopak ze znudzeniem spoglądał jak chłopi wiernie spoglądali w okolicznego pastora który wzywał duchy ich zmarłych. Cudne wydarzenie, porozmawiać z umarłym szczególnie gdy się go wzywa do swojego świata wbrew jego woli. Na szczęście nie zdarzyło się jeszcze coś takiego by duch ze złości za przerwany spoczynek skrzywdził śmiertelnika. Ale przecież zawsze to kiedyś nadejść może.

Pastor zbliżył się do Erevana który spoglądał markotnie na grób swego ojca a jego towarzyszki oddaliły się spoglądając na cudny wiejski wystrój cmentarza.

— Tęsknisz za swoim ojcem chłopcze? -rzekł starzec spoglądając na grób. Erevan przytaknął lekko a pastor chwycił go za rękę.

— Jeżeli chcesz, mogę ci w ten dzień podarować choć krótką rozmowę z twym ojcem ale wiedz że jeśli nad tobą krążą złe moce. To prócz twego ojca mogę przyzwać omylnie i upiory nieczyste.

— Nie wiem co mógłby mi powiedzieć mój własny ojciec tego dnia ale skoro już tu jestem to proszę cię starcze o pomoc. -spojrzał na pastora który wziął swój nóż ofiarny i rozciął delikatnie dłoń chłopaka po czym jego krwią pokropił grób jego ojca.

— Caise erhne, ty którego krew płynęła w żyłach twego ciała ukaż się swemu potomkowi jako on cię prosi. -Erevan poczuł nagły chłód który go otaczał a pastor wyczuwając go również postanowił się oddalić. Nie chciał wnikać w sprawy rodzinne, a jeszcze sporo biesiadników oczekiwało swych przodków do ujrzenia.

Nad grobem ukazał się duch mężczyzny który spojrzał na Erevana nawet niedowierzając swym oczom. Chłopak widząc ducha cofnął się nieco ale wciąż przyglądał się z ciekawością temu zjawisku.

— Nigdy nie pomyślałbym że wziąłbyś udział w tym zabobonnym święcie synu -odparł ojciec wciąż spoglądając na swojego syna.

— Ludzie jak widzisz się zmieniają ojcze. -odparł z lekkim zawahaniem chłopak a duch uśmiechnął się.

— To też jest prawda, mam nadzieję że twoja matka nie naopowiadała o mnie bzdur?

— Wspominała jedynie o twojej głupiej śmierci na wojnie a tak to nawet wiele nie wspominała. Wręczyła mi jedynie to ostrze które należało do ciebie -wyjął miecz prezentując je w całej okazałości. Duch przyjrzał się dawnemu swemu ostrzu i zadowolony przytaknął.

— Wreszcie miecz trafił w twoje ręce. Dobrze że się go jeszcze nie pozbyła, ale mamy jeszcze tylko krótką chwilę. Moce nie są wieczne jak wiesz więc muszę ci coś powiedzieć.

— Co takiego?

— Wiem że poznałeś już królową, to było nie do uniknięcia twoja linia przeznaczenia właśnie się rozpoczęła i jesteś na takiej drodze z której zboczyć się nie da. Jednakże musisz uważać na królową, nie jest ona tym kim ci się wydaje. Skrywa przed tobą tajemnicę, jest w posiadaniu tajemnej mocy którą skrywa w świątyni. Lecz na jej szczęście nikt jeszcze nie wie o jej położeniu. Musisz być ostrożny bo pewnego dnia, będziesz wystawiony na próbę. Ta moc sprawi tobie i całemu królestwu wiele kłopotów.

— Jak to? Jaka moc? Świątynia? Możesz podać więcej szczegółów? -odparł zaskoczony chłopak próbując wszystko to sobie ułożyć w głowie jednak dla niego żaden fragment nie łączył się z drugim.

— Wybacz że nie mogę ci pomóc więcej, mój czas się kończy pastor ma w jednym rację jeśli otaczają cię złe mocy to przybędą upiory by dorwać tego kto otworzył im tymczasową bramę. Muszę więc odejść za nim one się zjawią. Przykro mi, że zostawiam cię z samymi pytaniami, ale musisz działać wspólnie z królową, bo dzięki niej uzyskasz więcej odpowiedzi.

Zniknął a Erevan wciąż czuł dziwny chłód, coś było nie tak rozejrzał się dookoła i zauważył że wszystkie światła świec pogasły. Nagle cały cmentarz pokryła mgła, zimno wciąż nie ustępowało. Lecz mimo to nic nie pokazało się. Pastor musiał nad wszystkim czuwać pomyślał Erevan widząc jak mgła która pojawiła się nagle rzedła.

Anelin i Rill zdziwione sytuacją podeszły do zdezorientowanego chłopaka i spojrzeli na miecz który trzymał w dłoni.

— Porozmawiałeś już z ojcem? -odparła Anelin a Erevan przytaknął chłopak milcząc dalej.

— To co teraz? -dodała Rill a on spojrzał na nie po czym odszedł z cmentarza a one poszły za nim. Wciąż nic nie mówił jedynie szedł do wierzchowców które zostawili w stajni u jednego z chłopów. Rill zezłoszczona chwyciła go za ramię i pociągnęła mocniej.

— Hej gadaj co jest!

— Musimy jechać do królowej, jest parę spraw do załatwienia.

— Już teraz? -dodała Anelin — święto się co dopiero zaczęło podobno miały być jeszcze jakieś atrakcje. Biesiadna uczta była przygotowana by można było się posilić.

— Jeżeli aż tak wam się tutaj podoba to zostańcie, bo ja muszę ruszać dalej. -spojrzał na Anelin a ona zszokowana spojrzała na ziemię

— Rozumiem, jedźmy już, może.

— Ten Erevan… terapia szokowa nie zawsze zadziała wiesz? -odparła Rill.

*

Zadaniem posłańca zawsze jest dostarczyć pełną wiadomość, często musi przypłacić głową w sprawach królów. Musi mieć mocną pamięć by nie zapomnieć żadnego dekretu, tacy posłańcy są bardzo opłacani, ale coraz ciężej takiego znaleźć, młodzież woli zająć się nauką lub wojaczką.

Lilith posłała jednego z posłańców by odnalazł Erevana, gdyż ten długi czas się nie odzywał co niepokoiło ją dzieliła się tymi obawami z mężem, który nie wiedział, jak jej pomóc tylko przytakiwał jakby rozumiał o co chodzi wokół lecz nie pojmował naprawdę. Działo się za dużo jak na mózg śmiertelnika. Aidan gdy ona tłumaczyła mu coś nienormalnego, udając że słucha wpatrywał się w obraz wiszący od pokoleń podobał mu się co nieraz mówił. Lilith wiedziała doskonale, że on udaje, ale nie miała mu za złe sama nie wiele rozumiała z tego przytulała go tylko mówiąc, że będzie dobrze.

*

Erevan był w połowie drogi do zamku wraz z Anelin która trzymała się blisko jego, ciągle rozglądając się niepewnie po terenie obawiała się zasadzki okolicznej zgrai bandytów znanej w szczególnie tej części lasu w której oboje przebywali, nie mogli jechać normalną dróżką zajęło by mi im dotarcie kilka godzin dłużej musieli więc zaryzykować i pojechać niebezpiecznym skrótem. Rill trzymała się jako jedyna na przodzie, cieszyła się z myśli że odwiedzi swoje rodzinne miasto. Po drodze napotkali ciało wysłanego przez królową posłańca, niestety martwego, lecz nie mógł to zrobić bandyta cięcia były zbyt dokładne i rozległe. Erevan zauważył również królewski sygnet na jego palcu zabrał mu go w razie, gdy ktoś chciał go zabrać i podszyć się pod posłańca, rozejrzał się niepewnie i wsiadł na konia i ruszył pośpiesznie z Anelin dalej w drogę.

Dotarli wspólnie do miasteczka, ponownie do Seathgard by uzupełnić zapasy i ruszyć w dalszą drogę. Rill zauważyła, że dawniej pełne ludzi targowisko było całkowicie opustoszałe. Jakby już całe miasto zostało wyludnione.

— Coś tu jest nie tak, przecież to małe miasteczko zawsze tętniło życiem -zdziwiona zeskoczyła z konia. i rozejrzała się po mieście.

— To miasto jest bardzo dziwne.. -odparł Erevan

— Hej spójrz! -krzyknęła Rill pokazując na jedną z tablic gdzie na jednym z listów gończych widniała twarz Erevana.

Chłopak zeskoczył z konia razem ze swoją dziewczyną po czym zbliżyli się do tablicy i przyjrzeli się tablicy przykuwając szczególnie uwagę listowi nawet nie mogąc pojąć, dlaczego i kto mógłby chcieć nagrodę za niego. Chłopak nagle usłyszał kroki za sobą.

— No patrzcie kto wrócił, wybawiciel! — rzekł chłopak z zauważalną złością w słowach.

— Czego chcesz Aerin? — rzekł ściskając dłoń Erevan odwracając się powoli co tamten zauważył uśmiechając się w dosyć przerażający sposób.

— Twojej głowy, nie wiem czy wiesz ale całe to miasto cię szuka i jeżeli ktoś nie dostarczy twojej głowy to miasto zostanie zrównane z ziemią. Postanowiłem temu zapobiec -rzekł sięgając po miecz który otrzymał od jednego z tych ludzi, było to niezwykłe ostrze o mrocznej barwie. Rill cofnęła się w tył razem z Anelin na jego widok a Erevan niewzruszony spoglądał na dawnego swego przyjaciela nie poznając jego zachowania.

— Zabić mnie? Swojego przyjaciela? Nawet nie wiesz o co w tym chodzi prawda? Jesteś pieprzonym łowcą nagród myślisz tylko o sobie nie pomyślisz nawet o kimś innym! -Powiedział powoli i spokojnym tonem chłopak wyjmując miecz.

— Mam dość twego pieprzenia! Przyjaźń już nie jest ważna, gdy chodzi o uratowanie całego miasta, wolę już poświęcić przyjaciela niż pozwolić zniszczyć całe miasto -krzyknął zezłoszczony do Erevana który nie przejął się jego mową.

— Słyszysz siebie? Aż tak wyprali ci mózg? Od zawsze byłeś takim materialistą? Dobrze, że poznałem twoje prawdziwe oblicze stawaj do walki może przez ten czas nauczyłeś się czegokolwiek.

— Przekonamy się! -rzucił się na Erevana, klingi starły się w równym pojedynku Erevan jednak miał przewagę, trafiał celnie Aerina w bok odpychając go w tył. Aerin zaklął cicho, lecz nie zamierzał się cofać znów zaatakował zrobił błąd Erevan wybił mu miecz z ręki i z wściekłości przeciął go na pół, dziewczyny w przerażeniu krzyknęły i zaczęły się cofać, Erevan spojrzał na ziemię a ofiara resztką sił spojrzał mu w oczy.

— Jesteś demonem Erevan, bestią która potrafi tylko mordować! Nie zatrzymasz się przed niczym! Nie spoczniesz dopóki nie zamordujesz wszystkich na świecie. I ja uważałem cię za przyjaciela! -zakrztusił się krwią Aerin.

— Nie wiesz co mówisz, nie wiesz co zrobiłeś jest już za późno oślepiła cię chęć walki, myślałeś, że uratujesz miasto a zgubiłeś się. Byliśmy przyjaciółmi! Czy mimo wszystko wolałeś zapomnieć o tym i próbować sławy jako nędzny bohater?

Aerin miał łzy w oczach nie odpowiedział słabo zamknął oczy, widział przez ciemności swoją matkę siostrę zapłakane nie mógł nic zrobić po chwili jego oddech ustał oczy nie otworzyły się więcej. Nie wzruszyło to Erevana który wziął jego miecz do ręki przyglądając się ostrzu, po czym spojrzał na Rill i Anelin które przerażone spoglądały na niego.

— Zajebałeś swojego przyjaciela? Czy ty dalej jesteś normalny? -krzyknęła wystraszona Rilla on przytaknął.

— Widziałaś sama! Próbowałem się z nim dogadać, ale on nie zamierzał mnie nawet słuchać najpewniej to ostrze, otrzymał od moich wrogów by mógł zawalczyć ze mną. Głupiec.-schował miecze na plecach odchodząc

Rill niepewnie poszła za nim Anelin również, bały się zostać same w mieście pełnym grozy, nie odzywały się jednak do niego były zbyt przerażone by wydusić z siebie choć jedno słowo. Gdy odchodzili z miasta Erevan ostatni raz obejrzał się w stronę zwłok Aerina zauważył przy nim dwie kobiety, to była jego jedyna rodzina opłakiwała jego śmierć. Westchnął ciężko, nie czuł jednak wyrzutów sumienia tak miało być ta myśl dawała mu wytłumaczenie. Odszedł po chwili wraz z dziewczynami poza miasto by zapomnieć o tym co się zdarzyło ruszyli wspólnie w dalszą drogę nie odzywali się do siebie.

*

Cały Seathgard płonął niedługo później, przepowiednie sprawdziły się, tam, gdzie zjawiał się młodzieniec tam działa się mordercza tragedia, Mroczni Jeźdźcy spalili całe miasto mordując ludzi wracających do tego miasteczka, którzy weszli im w drogę, tym którym udało się uciec lub nawet nie powrócili do miasta udali się do okolicznych wiosek. Po dawnym dość popularnym mieście zostały jedynie zgliszcza trupy przykrywały całą ziemię, nikt nie zdążył przygotować im godnego pochówku każdy uciekł ratując swe życie.

Roth przechadzał się po zgliszczach dawnego miasta, przyglądał się trupom zniszczonym budowlom niewzruszenie idąc dalej. Miecz trzymał w ręce w obawie ataku, był gotowy na obronę, lecz nikogo nie było. Nie znalazł nic interesującego i udał się do przydrożnej karczmy słuchając nędznego gaworzenia pospólstwa i zażaleń okolicznych kobiet bił się z myślami szukając Erevana, który małym wydarzeniem wywołał wielkie zniszczenia. Chłopak trafił na groźnego wroga, Roth był znanym na całym świecie łowcą głów zabił wielu groźnych ludzi a Erevan był kolejnym na jego liście. Nie znalazł wielu śladów chłopaka, jednak słyszał plotki, że był w Seathgard tak opowiadała matka Aerina skarżąca się, że to on zabił jej syna.

*

Droga nie była długa już po kilku godzinach znaleźli się w stolicy Ergoth, Harith było pięknym malowniczym miastem a zarazem potężna budowlą obronną. Stolica przeżyła wiele potężnych bitew co widać było po ciągłych napraw murów oraz mieszkań. Ludzie wewnątrz miasta byli zadowoleni mimo wszystko, cieszyli się z władzy Lilith i Aidana. Zakochani spotykali się przy romantycznej fontannie zwanej Fontanną Miłości. Rill słyszała o tej fontannie spojrzała na Erevana lecz przypominając sobie tamto zdarzenie spojrzała na ziemię, czuła coś do niego lecz jeszcze nie wiedziała co wolała nie wchodzić mu w drogę. Anelin czuła to podobnie, odrazę strach, ale mimo wszystko nie chciała go stracić. On szedł w milczeniu przed siebie zostawiając konia w stajni nie czekał na dziewczyny szedł przed siebie chcąc szybko dotrzeć do zamku minął fontannę, która zatrzymała ciekawskie dziewczyny i zgubiły z oczu Erevana.

*

Erevan wszedł do zamku rozglądając się za królową, która już czekała na niego w sali tronowej, dziewczyny przerażone nie widząc go zaczęły go szukać. Strażnik zaprowadził chłopaka do Lilith która na jego widok uśmiechnęła się lekko i uniosła do góry rękę.

— Wreszcie dotarłeś, trochę czasu minęło od naszej ostatniej wizyty co tak cię zatrzymało!? -rzekła poważnym głosem co nie wzruszyło go.

— Miałem ważne sprawy na głowie, czy coś mnie ominęło? — Lilith rozejrzała się po czym spojrzała ponownie na niego.

— Widziano cię w Seathgard zanim ono spłonęło, mogę wiedzieć co tam robiłeś? — rzekła wreszcie nie spoglądając mu w oczy.

— Potrzebowałem zrobić zapasy na drogę jednak nie było tam żadnej żywej duszy ukrywali się przed czymś.

— Pieprzysz nasze plany! — krzyknęła zezłoszczona spoglądając mu wreszcie w twarz — miałeś załatwić sprawę z tym pieprzonym Garethem i udać się do mnie! To już nie przelewki, za tobą wysłano potężną pogoń nie tylko upiory chcą cię dorwać.

— Jaki do cholery plan? Nie znam żadnego planu, miałem dostać się tutaj, nawet nie wiesz co mnie po drodze spotkało- odparł lekko podniesionym głosem.

— Nie ważne skupmy się na tym co ma teraz być -odparła zniesmaczona ścisnęła pięść i znów spojrzała przez okno

— Musimy obronić to miasto Erevan, skoro tu jesteś to oni tu przybędą za tobą. — dodała unikając jego wzroku.

— Zaczekaj, duch mego ojca powiedział mi o pewnej świątyni zwała się bodajże. O co z nią chodzi?

— powiedział zaciekawiony.

— Duch? Aż tak wierzysz w duchy? — odparła Lilith oczy zabłysnęły jej na moment — cóż słyszałam że nie dawno odbyło się to popularne święto wzywania duchów i spotkałeś tam ducha swego ojca tak? Nie odpowiadaj, a więc świątynia miała być zapomniana na całe wieki, gdyż nikt nigdy nie sforsował jej bram.

— Nikt? Jak to? Tyle lat i nikt nie był wewnątrz świątyni? -powiedział spoglądając na królową

— Tak, z inskrypcji udało nam się jedynie ustalić, że ta cała świątynia to jedna wielka baśń. Znasz takie opowieści, że wielki bohater o dobrym sercu może uratować tą mocą świat a wielkie zło może dzięki niej zniszczyć świat? To tu jest podobnie, ale nie ma co się przejmować pieprzonymi bujdami!

— Bujdami? Przecież ta świątynia istnieje to czemu nie możemy wykorzystać jej?

— Zapomnij, nie zajmujmy się tą bujdą zajmijmy się realnymi sprawami! To miasto może ulec zniszczeniu a ty chcesz zająć się legendą? — oparła się o ścianę spoglądając w jego oczy.

— Powinniśmy to i tak sprawdzić, to może być nasza ostatnia nadzieja

— Powiedziałam coś, nie ma mowy! -krzyknęła głośno co nie zlękło Erevana który dalej patrzył się na królową.

— Nie zamierzam porzucać tej nadziei, to już moja decyzja nie zmienisz jej! — powiedział poważnym głosem

— Rób co chcesz, ale najpierw pomóż tutaj! To twój obowiązek chłopcze! Masz chronić mnie! — krzyknęła po chwili zamilkła, powiedziała za dużo.

— Chronić ciebie? Zaczynam się gubić w tym wszystkim co się tu dzieje. Wyjaśnij mi lepiej wszystko, nie kłam już. -odpowiedział pełen złości a Lilith zmierzyła go wzrokiem. Za dużo, ma zbyt długi jęzor.

— To nie ma teraz znaczenia, kiedyś się dowiesz prawdy a teraz koniec tematu. — odeszła a do zamku wszedł generał wojenny wezwany przez Aidana który podszedł do Erevana.

— Generale i Erevanie chodźcie za mną, musimy jedną rzecz ustalić- poszedł do pokoju a Generał poszedł za nim, Erevan nie chętnie poszedł, ciągle był zły że nie zna żadnego planu a musi działać bo tak królowa mu każe.

— To że zaatakuje jest pewne więc musimy się przygotować na jego atak! -zaczął Aidan spoglądając na nich. — Generale jak tam wojsko gotowe do starcia?

— Nasze wojsko jest gotowe do każdego starcia panie. -odrzekł generał kłaniając się królowi.

— Mylisz się generale nie widzieliście wroga i nie wiecie nawet na co się porywacie -wtrącił się Erevan a generał spojrzał na niego.

— Milcz, bo z tobą aktualnie nie rozmawiam! Nawet nie wiem po co tu jesteś!

— Erevan dobrze mówi, nie wiemy kim jest nasz wróg, więc żołnierze muszą być przygotowani na wszystko. -spojrzał na Generała, który uderzył się w pierś. Znak odwagi? Cholera go wie.

— A więc Erevan dołączysz do wojsk Generała i razem z nim i jego wojskiem będziecie odpierać natarcie wroga. Nie mogą przebić się przez pierwszą z bram inaczej nasz plan obronny trafi szlag. Do tego nie mogą dotrzeć do królowej! — Erevan przytaknął i spojrzał na Lilith która zbulwersowana dołączyła do nich i uderzyła męża w ramię.

— Nie będę siedziała bezczynnie mężu, gdy wy będziecie walczyć! -odparła uniesionym głosem

— Ale to dla twojego bezpieczeństwa nie mogą cię zdobyć, pamiętaj, że- położyła mu palec na ustach i spojrzała na ziemię.

— Wiem nie wspominaj mi o tym, ale i tak nie będę siedzieć nie zmusisz mnie. Po prostu działajmy razem a będzie dobrze.

— Erevan walczyłeś z nimi jak wygląda ich styl czym się posługują? -rzekł generał spoglądając na niego.

— Są ciężko opancerzeni, walczą długimi ostrzami takimi jak ten -wyjął mroczne ostrze pokazując im je w całej okazałości.

— Skąd masz ten miecz? -spojrzała na niego Lilith przyglądając się mrocznej klindze.

— Zdobyłem go z rąk mojego byłego przyjaciela Aerina zanim go zabiłem. Należał na pewno do jednego z tych rycerzy, lecz jest teraz w moich rękach. -odparł bez większej skruchy chłopak przyglądając się ostrzu.

— To ostrze jest spaczone należało do starożytnej rasy demonów musisz być ostrożny on może próbować przejąć władzę nad tobą. Demony zawsze próbowały górować nad ludzkością. Więc musisz być przy tym ostrożny.

— Wróćmy do tematu i zajmijmy się planem — wyciągnęła sporą mapę kładąc ją na stole -na początek trzeba wyprowadzić mieszkańców do podziemnych części miasta by w spokoju poprowadzić obronę.

— Pójdę zorganizować schron pani.. -odparł generał a ona uśmiechnęła się.

— Ruszaj więc bo do reszty planu nie jesteś już potrzebny. Wybacz jak cię tym urażę ale po prostu wiesz co masz zrobić z wojskiem.

Generał ukłonił się po czym odszedł a Lilith spojrzała na obecnych.

— Jest jeszcze jeden szczegół.

— Szczegół? Robi się ciekawie -rzekł zainteresowany król drapiąc się po sprężystej brodzie.

— Zgadłeś, mam plan to może być strasznie ryzykowne, ale broń Erevana podsunęła mi pomysł. -Aidan słysząc to przerwał jej. -Znam cię do cholery ty zawsze wykorzystasz kogoś do swojego planu, i niech zgadnę tym razem coś się stanie chłopakowi?

— Daj mi dokończyć drogi mężu, jak mówiłam ostrze które zdobył Erevan jest potężne, jak wiesz nasi wrogowie używają tego ostrza jak każdą bronią bezproblemowo. Powinniśmy wykorzystać ten fakt

i zbadać tajniki tego miecza by zdobyć jakąkolwiek szansę. -dokończyła poprawiając swe czerwone włosy które przykrywały jej twarz.

— No i kto miałby poznawać te tajniki ostrza? -rzekł Erevan wtrącając się w ich rozmowę, Lilith zmierzyła go wzrokiem i ścisnęła jego rękę.

— Ty będziesz poznawać tą broń, należy teraz do ciebie więc tobie przysługuje to zadanie. -powiedziała puszczając jego dłoń.

— No dobrze tylko ile mam czasu by to zrobić pani? -spojrzał na miecz nie wiedząc co myśleć o tej sytuacji.

— Zanim oni odkryją twą obecność tutaj to minie jeden dzień. Używają mocy swych magów by namierzać twoje położenie, ale tym razem zakłócę im to i dam ci jeden dzień. Musisz działać, jeśli nie uda ci się zrozumieć to będziemy musieli radzić sobie bez tej broni. Więc nie bój się, jeśli zawiedziesz. Po prostu obędziemy się wtedy bez tego. -powiedziała spoglądając dalej na mapę zmyślona.

— Więc dam z siebie wszystko -ukłonił się i spojrzał na Aidana który był przeciwny temu, lecz nie komentował tego milczał tajemniczo.

— Czy mogę już odejść? -dodał a Lilith słysząc to uśmiechnęła się tajemniczo i podeszła do niego. -Tak, już możesz odejść do zobaczenia wkrótce wojowniku a i w przygotowanym dla ciebie pokoju jest pewna jakby to powiedzieć niespodzianka. -Erevan zdziwiony jej uśmiechem nie odpowiedział tylko poszedł do pokoju do którego zaprowadził go jeden z służących, gdzie ujrzał zapłakaną matkę, która na jego widok rzuciła mu się w ramiona. Nie spodziewał się nawet jej obecności

— Dlaczego, my tu jesteśmy? Co tu się w ogóle wyprawia? -spojrzała mu w oczy zapłakana, wzruszył ramionami i przytulił ją nie odpowiadając, nie wiedział co powiedzieć każde słowo by mocniej ją zmartwiło. Zrozumiała to i wtuliła się do niego.

— Musisz odpocząć, ciągle byłeś w drodze to za dużo dla ciebie — uśmiechnęła się lekko wycierając łzy.

*

Erevan kilka godzin spędził na badaniu nowej zdobyczy, broń jednak wciąż była za ciężka choć takiej nie przypominała. Najpewniej nie zamierzała się go słuchać co go irytowało, królowa odwiedzała go słysząc o porażkach próbowała go przekonać by dał spokój, ale on mówił wciąż, że da radę, ale sam

w to już nie wierzył i próbował wciąż. Wpadł na jeden pomysł nie był jego pewien, musiał przelać swą krew tym mieczem, ale nie wiedział czy i to zadziała. Przyłożył miecz do ręki i zamierzał ulać krew nie zdążył do pokoju weszła Lilith i na widok tej czynności złapała go za miecz i spojrzała mu ze złością

w oczy.

— Co ty wyczyniasz!? — odepchnęła miecz od jego dłoni, on spojrzał na nią z małą irytacją i odetchnął.

— Miałem sprawdzić co trzeba zrobić by miecz uległ mej władzy, i właśnie zamierzałem spróbować nowy sposób. -odparł zimnym tonem i spoglądał wciąż na ostrze

— Ta broń jest stworzona przez mrok i twoja krew może tylko pogorszyć sprawę Erevan odpuść sobie nie dasz rady, nikt zresztą z nas by nie dał rady. — położyła rękę na jego ramieniu.

— Wolę zaryzykować — mimo zakazu rozciął sobie dłoń, miecz wypełniła krwista aura Lilith nie zdążyła zareagować spojrzała bezradnie na miecz, który po chwili przybrał swą dawną mroczną barwę jednak na ostrzu pojawił się czerwony klejnot oznaczający posłuszeństwo. Lilith przez długą chwilę przyglądała się blasku klejnotu potem spojrzała na niego.

— Jesteś cholernie głupi a co gdyby coś ci się stało myślałeś nad tym!? -patrzyła mu się w oczy on wzruszył ramionami.

— Ale nic mi nie jest dobra co dalej, miecz już jest pewnie mój? -powiedział chowając miecz i spojrzał na Lilith.

Lilith milcząc spojrzała na ostrze wciąż przyglądając się blasku krwistego klejnotu, intrygowało ją to nie mogła oderwać od tego wzroku po chwili jednak spojrzała znów na Erevana.

— Bardzo możliwe, ale nie ma pewności czy nie wyrwie ci się spod władzy przecież to ostrze demona

a ty nim nie jesteś, chyba że coś o tobie nie wiem? -odpowiedziała zimnym tonem pełnym obaw a zarazem troski.

— Było by źle jakby to się stało a demonem nie jestem- zrobił mocny zamach mieczem, i uśmiechnął się lekko.

— Tylko szkoda że masz już jedną broń. I którą bronią zamierzasz walczyć?

— A czemu nie dwoma na raz? -wyjął swoje dawne ostrze i spojrzał na Lilith która roześmiała się.

— Walka dwoma ostrzami? Poważny jesteś?

— I to nawet nie wiesz jak!

*

Rill i Anelin siedziały w pokoju Erevana i rozmawiały z jego matką by zabić czas, dowiedziały się sporo o jego dzieciństwie samodzielnym wychowaniu, zaczęły mu współczuć. Rill nie wiedząc co powiedzieć to milczała i jedynie przytakiwała tylko gdy trzeba i czekała dalej aż Erevan wrócił, nie tylko ona chciała by on wrócił do nich wyjaśnił cokolwiek, ale to nie było zależne od nich.

Rozdział 3 -Pierwsze starcie

Mroczne chmury zbierały się nad Ergoth, zwierzęta chowały się przerażone czuły to co nadchodziło. Ludzie to wydarzenie nazwali Ithiil koniec świata, lecz mylili się to nie była pora. Upiory hordami zaczęły schodzić się do świata ludzi. Porywali każdego napotkanego śmiertelnika, który nie zdążył się na czas skryć. Lilith wyczuła ich obecność, udała się natychmiast do swego męża przerywając mu naradę.

— To się zaczyna mężu nie ma czasu już na chwilę zwłoki musimy działać być gotowi zanim tu dotrą

— spojrzała na Aidana który spojrzał na nią i przytaknął. Wezwał generałów oraz samego Erevana który rozstał się z bliskimi, których zabrano siłą do małego pokoju, w którym były bezpieczne. Rozmowa wojenna długo nie trwała zamienili parę słów generał próbował zażartować, lecz nikogo to nie bawiło. Erevan pierwszy wyszedł z pokoju Lilith udała się za nim i złapała go za rękę.

— Musisz uważać na siebie, czuję, że gdy ty polegniesz… reszta obrony naszej padnie. Noc temu miałam sen, byłeś w nim byłeś jak ostatnia nadzieja Ergoth. Jeśli chcesz coś powiedzieć to teraz później nie będzie czasu -spojrzała na niego.

— Miałem wcześniej ci powiedzieć, ale brakowało mi odwagi, ja też widziałem cię we śnie, ale to wtedy, gdy jeszcze się nie znaliśmy… uśmiechałaś się, ale milczałaś to chore, ale musiałem w końcu powiedzieć.

— Rozumiem to normalne, to było nasze przeznaczenie musieliśmy się spotkać pamiętaj nic nie dzieje się z przypadku. Uważaj na siebie i wybacz, że mogłam tym wszystkim zniszczyć ci życie, na pewno nie chciałbyś teraz narażać swojego życia ale tak musiało być-przytuliła go lekko i odeszła, poprawiło mu to humor, lecz nie na długo przypomniał sobie o wojnie i spoważniał po chwili.

Lilith w głowie słyszała głosy, głosy ludzi porywanych przez upiory czuła ich ból, ale nie mogła nic

z tym zrobić była bezradna musiała bronić siebie. Nikt nie był bezpieczny inne królestwa odwróciły się przeciwko Ergoth nie wierząc nawet w te opowieści o upiornych demonach.

*

Rozglądał się król przez maszynę zwaną teleskopem, urządzenie to nie było idealne miało wiele wad, ale tym razem przydało się, ujrzał w oddali wielką chmarę nieznanych mu przedtem istot zląkł się lekko miał chęć modlić się do bogiń, ale było już za późno trzeba było działać. Udał się do generała

i Erevana którzy dyskutowali żarliwie na temat taktyki. Jeden nie zgadzał się z opinią drugiego wyrażając swą dezaprobatę. Erevan widząc króla zamilkł nie kontynuując swej mowy tylko odszedł znając swe powinności, generał zrobił podobnie i rozstali się w milczeniu. Lilith siedziała w pokoju

z małą grupką straży, bała się nie ochroniliby jej nawet przed jednym z upiorów a co mówić o całej armii. Aidan udał się do niej, Lilith widząc go rzuciła mu się w ramiona ściskając mocno.

— Mężu, boję się to się nie uda jestem tego pewna musimy. Musi-położył palec na jej wardze

i uśmiechnął się.

— Nic nie cofniemy, to co się stanie tutaj zależne jest już od bogini a nie od nas — powiedział spoglądając w jej pobłyskujące pomarańczą oczy.

Nie odpowiedziała.

*

Erevan stał wraz z Aidanem przy Lilith nie podobało mu się to, obawiał się luk w planie generała czuł, że oblężenie miasta potrwa za krótko i upiory dotrą do środka szybciej niż się wydaje. Nie mówił

o tych podejrzeniach parze królewskiej wolał to zachować dla siebie.

Mroczne istoty przemierzyły długą drogę docierając pod same lasy Harith znajdujące się niedaleko miasta, były gotowe czekały na sygnał swego mistrza by zaatakować. Wyszkoleni ciężkozbrojni żołnierze królowej Lilith stały przed miastem by spowolnić natarcie, Łucznicy i okoliczni magowie wspierali żołnierzy na murach, reszta silnego wojska znajdowała się wewnątrz miasta. Królowa wiedziała o krótkim zdobyciu miasta i wolała spowolnić natarcie niż całkowicie rujnować swe wojsko.

Wojsko generała Argith’e ruszyły po chwili nie czekając ani momentu dłużej, potężna grupa upiorów wraz z wielkimi psami zwanymi gerlonami ruszyła wprost w wojska śmiertelników które były wystawione jak przystawka dla obcego nie mogli by wiele zrobić w starciu z nimi. Walczyli zażarcie każda ze stron szanowała stronę przeciwną znając jej dogłębną siłę, lecz wojska Argith’e miały przewagę w swej prastarej magii którą szybko wykorzystały by ugiąć silne wojsko króla. Generał spojrzał na Erevana opadł na kolana wiedząc o swym przeznaczeniu, nikt według niego nie przeżyje wrogowie byli zbyt potężni. Chłopak nie zwracając na niego uwagę dobył swych mieczy i ruszył w stronę małej garstki ludzi która stawiała opór. Pierwszy raz użył dwa ostrza i dobrze sobie nimi radził.

i wspierał ich odpierając każdy atak wroga zabijał sprawnie każdego wroga, który podsunął mu się pod ostrze, ale nie cieszyło go to wrogów i tak było zbyt wielu.

— Musicie się wycofać! — krzyknął Erevan parując przed chwilą ostrze upiora spojrzał na ludzi byli zmęczeni i ranni, ale wierni królowej, pieprzony honor.

— Nie możemy musimy chronić królową za cenę życia! — odkrzyknął jeden z rannych łapiąc się za ranę.

— Bardziej przydacie się jej żywi do cholery odwrót! -Generał słysząc te słowa wściekł się i łapiąc za ostrze podbiegł do niego.

— Nie wycofamy się nie ty tu dowodzisz! -Erevan zrobił unik i szybkie cięcie powalając kolejnego nieprzyjaciela nie zastanawiając się uderzył generała w brzuch i spojrzał mu w oczy.

— Wynocha pod zamek, bo nie ręczę za siebie wysyłasz swych ludzi na śmierć wynoście się stąd.-krzyknął i nie słuchając dalej bronił się ostrzami. Generał zezłoszczony przystał na jego warunek

i wycofywali się powoli, ludzie ginęli łucznicy strzelając z swych mrocznych kusz trafiali dogłębnie żołnierzy zabijając ich bez problemu. Jedną z ich strzał oberwał generał upadając na ziemię nie miał sił wstać, Erevan zignorował go zezłoszczony i wycofał się z ludźmi do miasta zostawiając go na śmierć. Nie żałował tego dzięki jego śmierci uratował wiele istnień. Dotarli za mury miasta łucznicy wraz

z okolicznymi magami ostrzeliwali z murów demony próbujące dorwać się do miasta. Mury wytrzymywały ostrzał z katapult, jednak nie wycofali się mieli swój as w rękawie, lecz szykowali się do tego. Erevan wbiegając za mury wskoczył szybko do łuczników by sprawdzić sytuację. Okoliczny teren obiegł donośny głos, który zatrząsnął ziemią chłopak zaskoczony rozejrzał się szukając źródła dźwięku. Zza ogromnego lasu ukazała się wielka postura nieznanego dotąd stwora był wielki jak wieża ludzkiego miasta. Erevan zauważył to bydlę nigdy nie słysząc o czymś takim inni zaś upadli na kolana i wykrzykiwali,,Troth!”” Troth był potężnym mitycznym demonem o potężnej posturze władał on dwoma toporami. Zbliżał się pewnym krokiem do murów miasta. Nie było tego w planach nikt nie spodziewał się takiego zwrotu akcji, Argith’e rozplanował wszystko był gotów pokazać na co go stać.

Troth zbliżył się do murów uderzając wprost w mur łamiąc pomału całą strukturę, Erevan czując utratę gruntu pod nogami zeskakiwał czym prędzej z murów rozkazując ludziom wycofać się

i przygotować do obrony. Jednak wielu nie zdążyło uciec zostali przygnieceni odłamami murów lub trafieni ciosem potężnego topora bestii. Troth załatwił dość wielką wyrwę w murze na tyle dużą by upiory i demony Argith’e dotarły do środka mordując żołnierzy i paląc wszystko wokół. Erevan musiał działać, zebrał sporą grupę żołnierzy i odpierali atak najeźdźców, walczyli zawzięcie chłopak tnął swymi dwoma ostrzami demony które dostały mu się pod ostrze był szybki jak nigdy dotąd nikt nie zdążył go nawet trafić, atakował zwięźle z wielką gracją i niepowtarzalną precyzją. Troth również brał udział w bitwie masakrując żołnierzy królowej dziesiątkując wojsko. Nie mógł dłużej walczyć musiał pozbyć się bestii, ale miał całkowitą pustkę, demoniczni czarodzieje bez przerwy wypowiadali swe zaklęcia by jak najbardziej wspierać swych towarzyszy. Erevan złapał za ramię jednego z dowódców

i cofnął się z nim w tył by uniknąć walki.

— Czego chcesz? -spojrzał na Erevana nie zdejmując swego hełmu

— Zajmijcie się armią ja wezmę na siebie tego potwora -rzekł krótko chłopak trzymając dwa miecze

w rękach.

— Chyba oszalałeś to bydle jest tak wielkie, że nie dasz rady sam, jesteś szaleńcem! -odparł łapiąc go za ramię i potrząsając a Erevan spojrzał mu w oczy.

— Dam wam czas na pozbycie się upiorów nie ma czasu na gadanie pora działać już! — nie czekając na odpowiedź ruszył do przodu mordując jednego z upiorów złapał za jego miecz i rzucił prosto w nogę Trotha który obrócił się i spojrzał w dół prosto na niego ścisnął swe topory i zrobił potężny zamach,

w chłopaka, który zwinnie uniknął go biegnąc przed siebie wyciągając miecz z jego wielkiej nogi. Dowódca zaklął cicho i zwołał swych ludzi uderzając wprost w wojsko wroga. Erevan wciąż odwracał uwagę bestii jednak wielokrotnie ryzykował utratą życia. Nie miał, jak uciekać dalej musiał wreszcie zaatakować spróbować, bał się śmierci, ale nie miał wyboru. Wskoczył na poniszczone mury szukając najlepszego punktu do wyskoku wprost na potwora, który dalej próbował go trafić niszcząc jedynie mury. Chłopak zachwiał się, lecz po chwili zyskując równowagę złapał rozbieg i wyskoczył wprost na ramię bestii. By nie spaść wbił dwa miecze prosto w jedno ogromne ramię potwora. Troth zawył głośno próbując pozbyć się chłopaka, który powolnie wspinał się ku górze atakując potwora. Argith’e zauważył go i wykrzyczał potężne zaklęcie które zmusiło potwora do wycofania się, Erevan nie przestawał atakować zdziwiła go głupota bestii, która nie myślała wiele o sobie atakując siebie pięściami. Postanowił to wykorzystać, atakował go by go zirytować aż ten złapał się za topór i wbił wprost w swoją rękę, gdzie przed chwilą był chłopak, zawył jeszcze głośniej i wściekle atakował dalej siebie toporami by go trafić, ale on ciągle zmieniał miejsce aż dotarł na jego głowę, Troth głupio zrobił zamach i wbił topór sobie w głowę. Erevan wyskoczył szybko wbijając ostrze w nogę bestii zjeżdżając powoli aż do ziemi. Argith’e nie spodziewał się takiej sytuacji próbował uleczyć potwora, lecz bezskutecznie. Chłopak po dotarciu na ziemię biegł w stronę swoich mordując upiory które blokowały mu przejście. Zauważył jednak coś podejrzanego, sam dowódca biegł w stronę zamku znikając z oczu Erevanowi stosując mroczne zaklęcie. Zamierzał zamordować osobiście królową, chłopak nie zamierzał na to pozwolić biegł samodzielnie w stronę zamku, docierając do środka zauważył zamordowanych strażników, przez moment przeszła mu myśl, że jest za późno, lecz ścisnął broń i biegł przed siebie wprost do pokoju Lilith. Wewnątrz siedziała Lilith z mężem i zdziwieni spojrzeli na Erevana.

— Co się dzieje chłopcze? -rzekła zaskoczona królowa spoglądając na chłopaka.

— Widziałem ciała strażników ich generał chyba zamierza samodzielnie tu dotrzeć! -krzyknął rozglądając się po chwili poczuł ból, za nim pojawił się Argith’e który wbijając mu miecz w plecy pchnął go na ziemię po czym stanął na nim i spojrzał na Lilith.

— Żałosny człowiek, taki waleczny a zdychać będzie na ziemi -spojrzał na leżącego chłopaka po chwili szedł w stronę Lilith, Aidan zablokował mu drogę wyciągając swój miecz i tarczę. Rozpoczęła się walka, Aidan walczył dzielnie, odpierał silnie każdy atak dowódcy, który atakował go wciąż. Erevan słabo podniósł się łapiąc za miecze nie zamierzał się poddać.

*

Dowódca królowej śmiało po upadku bestii atakował upiorne wojska, coraz więcej demonów

i upiorów ginęło z rąk żołnierzy. Potwory nie mogły przyjąć faktu, że tak legendarna bestia padła trupem.

*

Argith’e wycofywał się widząc że nie ma wielkich szans, spojrzał na podnoszącego się chłopaka który uniósł słabo swoje miecze. Wyczuł w zamku czyjąś jeszcze obecność, zniknął nagle biegnąc po zamku a Erevan trzymając się za brzuch pobiegł za nim. Lilith ignorując swojego męża pobiegła również.

Demon dobrze wiedział gdzie się udać by zabolało mocniej, przedarł się do pokoju gdzie była skryta matka chłopaka która modliła się do bogini o ochronę dla swego syna i za nim zdążyła pisnąć choćby słowo złapał ją i porwał. Erevan szukając go napotkał go przed jednym z pokoi i spojrzał na swoją matkę przerażony.

— Jeszcze jeden krok Erevanie, a twoja bliska osoba zginie! -krzyknął doniosłym głosem, rozglądając się. Erevan spojrzał na niego wściekle, uniósł miecze do góry.

— S-synku, b-boję się p-pomóż mi! -Argith’e krzyknął, ona zamilkła wystraszona.

— Cisza! Mam dla ciebie chłopcze układ, królowa za twoją matkę, jeśli tego nie spełnisz to ona zginie

i będziesz miał ją na sumieniu.

Erevan słysząc to cofnął się niepewnie ściskając miecze w rękach, nie chciał jej tracić, ale również obiecał obronę królowej. Matka słysząc słowa demona rzekła do syna.

— Ja nie chcę umierać! Pomocy! -przerażona próbowała się wyrwać lecz demon uderzył ją a Erevan zbliżył się wściekły.

— Za dużo gadasz dziwko! — rzekł Argith’e spoglądając znów na Erevana. — jeszcze jeden krok i ona zdechnie więc decyduj albo ona albo królowa.

— Nie zamknę się, jeśli taki dajesz mu wybór to… Wybacz synu ale tak musi już być -z łzami w oczach sięgnęła po sztylet z pasa Argithe’a i wbiła mu w bok a on wściekły złapał za swoje ostrze i poderżnął jej gardło rzucając na ziemię, Erevan nie zdążył zareagować, demon spoglądał na umierająca kobietę śmiejąc się głośno pozwalając jej się wykrwawić i cofnął się wyjmując sztylet z szyi.

— Odwaga gubi śmiertelnika taki los, cóż przynajmniej kogoś zabiłem -uleczył się i spojrzał na Erevana który rzucił się na pomoc swej matce, która słabo spoglądała na niego wytarła mu łzy z policzka uśmiechnęła się słabo i zamknęła oczy.

Chłopaka ogarnęła wściekłość, ścisnął ostrza w dłonie i rzucił się na demona, atakując z wielką wściekłością, ignorował precyzję styl i piękno pragnął jedynie jego śmierci. Coraz mniej przypominał człowieka, gdyż za każdym atakiem ryczał wściekle jak demon próbując trafić go by jak najszybciej zabić. Argith’e bronił się kontratakując i tnął Erevana prosto w bok pchając w tył. Erevan nie zamierzał cofać się, rzucił się znów na niego trafiając go po chwili, lecz Argith’e zmęczony jego wściekłością wbił ostrze w brzuch chłopaka spoglądając mu w oczy. Ten mimo bólu chwycił demona za szyję słabnąc powoli Lilith nie wiedząc jak zareagować spoglądała na cały spektakl.

— Jesteś żałosny, tracisz bliskich przez swą głupotę będziesz jak w przepowiedni prowadził za sobą nieuniknioną śmierć nigdy ciebie to nie uniknie! -Chłopak nie odpowiedział zacisnął zęby czując się coraz gorzej Argith’e zamierzał go dobić, lecz dobiegł do nich Aidan który odepchnął go. Zezłoszczony demon używając zaklęcia zniknął wynosząc się poza zamek docierając do swego wojska.

— Zostaw mnie! Wolę już umrzeć, przez ciebie straciłem ją… chciałem ją chronić! Jestem potworem, dajcie mi umrzeć… -spojrzał jej w oczy odpychając królową, która mimo wszystko tamowała jego krwawienie. Nie widziała dla niego tym razem wielu szans, za dużo ran zbyt dużo straconej krwi.

— To jest wojna! Każdy kiedyś umiera po to by ktoś mógł żyć dalej i my tego nie zmienimy! Takie jest pieprzone przeznaczenie -ścisnęła jego dłoń a on zamykając oczy spoglądał wciąż na nią.

— Mam gdzieś takie przeznaczenie, gdzie giną moi bliscy, nie wiem, jak możesz być taka spokojna nie masz żadnych uczuć!? — rzekł zimnym głosem ręka zdrętwiała od nieustającego bólu.

— To już moja tajemnica -użyła zaklęcia w nieznanym mu języku i leczyła jego rany. Rill i Anelin podbiegły do nich, Erevan poczuł się za słabo zamknął oczy stracił przytomność.

*

Wojna, krew czuję ją jej zapach drażni moje zmysły. Generał daje rozkaz do ataku żołnierze ruszyli na pewną śmierć czeka ich zguba. Ja pragnę… Wolności, demony zapłacą jestem ich zgubą i cierpieniem.

*

Erevan obudził się i rozejrzał się po tajemniczym miejscu, dzwony donośnie brzmiały przez co mógł ułatwić sobie odkrycie miejsca w którym był. To klasztor myślał sobie siadając na drewnianym niewygodnym łóżku które pamiętało dziesiątki lat wstecz. Dotknął swojego brzucha obawiając się najgorszego, lecz nic nie poczuł. Ślady po ranie zniknęły szybciej niż się pojawiły, nie wiedząc co myśleć nasłuchiwał otaczającego go dźwięku kroków. Było mu obojętne już wszystko, ciągle myślał

o swojej matce, którą stracił. Ta myśl mu nie daje spokoju ciągle miał dość życia, lecz do głowy weszła mu Lilith i ostatnie ich spotkanie, czuł do niej nienawiść.

Do pokoju weszła kapłanka, która widząc, że się obudził zajęła się swymi obowiązkami.

— To cud, że jeszcze żyjesz uratowaliśmy Cię w ostatniej chwili… -podeszła do niego kładąc na jego czole chustę namaczaną octem który wydzielał charakterystyczny ostry zapach.

— Dlaczego mi pomogliście? Nie chciałem waszej pomocy zrobiliście jedynie głupotę i nie oszczędziliście mi cierpień. Jesteście potworami -odparł z pogardą chłopak patrząc w sufit.

— Boginie uznały że jesteś jeszcze na tym świecie potrzebny i my nie zmienimy ich decyzji.

— Nie interesuje mnie to czy komuś jestem potrzebny czy nie, przez tą głupią wojnę straciłem najbliższą mi osobę i nic tego nie cofnie.

— Przeszłości nie zmienimy… Ale możemy wpłynąć na nasza przyszłość… -spojrzała mu prosto w oczy, jej spojrzenie kojarzyło mu się z spojrzeniem swojej matki takie czułe pełne współczucia to wrażenie zezłościło go to i spojrzał na ziemie.

— Może to i racja ale co jeśli ktoś stracił chęci do życia i jest mu obojętna przyszłość? -odparł niechętnie ignorując wzrok kapłanki.

— Na to nie ma rady, ale pomyśl o tym że jesteś dla kogoś innego bardzo ważny ale nie zdajesz sobie

z tego sprawy chłopcze..

Erevan zdumiony słowami kobiety zamyślił się, nie wiedział o kim mówiła próbował sobie to przypomnieć po chwili usłyszał głos… Znajomy głos zacisnął zęby próbując sobie przypomnieć.

-A-Anelin...to dla niej jestem...istotny cholera...gdzie moje bronie? -spojrzał na kapłankę.

— Te przedmioty? Z polecenia naszej matki opiekunki, nie wolno nam wnieść tutaj przedmiotów niosących śmierć- usiadła przy nim przyglądając się jemu.

— Głupi pomysł, co jeśli bandyci albo królowi nie spodoba się wasza obecność? Pomyślała ta wasza opiekunka o tym rozwiązaniu? — rzekł ukazując jej swój głupi uśmiech.

— Ten uśmieszek wiele ci nie pomoże, ale co do twoich słów to nie boimy się tego nasza bogini nas chroni więc nic nam nie jest strasznego a wasze ludzkie rozwiązania niszczą tylko społeczeństwo wojny, napady, morderstwa, niszczycie tylko zamiast naprawiać bogini nie podobają się wasze czyny.

— odparła niewzruszona spoglądając na niego.

— Każdy próbuje naprawiać świat na swój sposób i nie można wnikać w kogoś poglądy -Kapłanka słysząc to podniosła się i uderzyła w stół.

— Chyba nie słyszysz tego co mówisz, jeżeli nie zatrzymamy tego to całkowicie pogrążymy świat

w zagładzie, nie tylko demony przyjdą do naszego świata, ale też inne stwory musimy nawrócić się przejść na drogę pokoju działać wspólnie inaczej będzie po nas… rozumiesz?

— Zachowujesz się jak fanatyczka, ale zaraz… Jak to inne stwory co przez to masz na myśli? -wstał za nią ubierając się powoli.

— Za dużo mówię oj za dużo mówię — spojrzała za okno, słońce wznosiło się powolnie ku górze

a promienie przenikały przez okno westchnęła ciężko.

— Powiedziałaś już sporo więc już lepiej dokończ -powiedział chwytając ją za rękę, zezłoszczona wyrwała rękę i spojrzała na ziemie.

— Nie mogę, nie ja… Nie teraz nie jestem właściwą osobą do przekazywania takich informacji.

— A niby dlaczego? Co ci przeszkadza przecież nikt nas nie podsłucha… -rozejrzał się dla pewności.

— Nie o to mi chodzi -spojrzała mu w oczy z niepewnością zadrżała jej dłoń bała się, lecz on nie wiedział, dlaczego.

— Szukaj Bractwa Węży… oni wiedzą więcej a ja już sobie pójdę nie powinnam mieszać się w to

— spojrzała na ziemię i odeszła, Erevan nie zdążył powiedzieć słowa i już został sam w pokoju, zdezorientowany usiadł na łóżku i złapał się za głowę.

— O jakie bractwo jej chodzi? Nie rozumiem nic z tego -bił się z tą myślą do głowy znów weszła mu Anelin, bez zastanowienia ruszył w stronę drzwi i wyszedł z pokoju rozglądając się. Wewnątrz budynku było strasznie duszno okna były szczelnie zamknięte a za oknem ciągle biło promieniste słońce. Erevan szedł przed siebie wycierając pot. Gorąco dobijało go, lecz nie miał wyboru i szedł dalej, dotarł po dłuższej chwili do ogromnej komnaty, gdzie świeże powietrze uderzyło go po twarzy. Odetchnął ciężko i rozejrzał się, wokół było ciemno i ledwo słyszalne były szmery które zainteresowały go. Po chwili usłyszał kroki za nim i obrócił się i ujrzał tajemniczą postać przy kominku po drugiej stronie pokoju.

— Nie zgubiłeś się chłopcze? -spojrzał mężczyzna na niego i złamał kawałek drobnej gałęzi w dłoni który wydał charakterystyczny odgłos, który odbił się po całym pomieszczeniu.

— Szukam wyjścia -odparł bez większego zamysłu chłopak spoglądając na mężczyznę, który uśmiechnął się lekko.

— Mylisz się, widzę to w twoich oczach -odparł chwytając kubek w rękę wypijając z niego resztę napoju uśmiech z jego twarzy nie znikał.

— Skoro się mylę to co według ciebie szukam? -trzymał się z tyłu nieufnie przyglądając się nieznajomemu.

— Nie jestem jasnowidzem, ale słyszałem trochę o tobie ściga cię przeznaczenie, którego chcesz uniknąć powodując tylko coraz większe szkody na świecie a mimo to się nie zatrzymujesz tylko brniesz w bagnie, w które sam się wpakowałeś- spojrzał na kominek wrzucając do niego kawałki gałązek.

— Zanim coś powiesz… — nie czekał na jego odpowiedź tylko kontynuował. -zastanów się czy dalej warto walczyć, czy nie lepiej już się poddać przeznaczeniu? -spojrzał znów na Erevana jego oczy zabłysnęły podobnym żarem co ogień w kominku.

— To co dokonałem to moja sprawa, nie wiem kim jesteś każdy jest kowalem swojego losu i decyduje

o tym co zrobi więc nie praw mi morałów co powinienem zrobić. -odparł z lekką obawą chłopak patrząc się wciąż w niego.

— Tu masz rację, miałem nie wtrącać się w twoje sprawy, ale przez twoje decyzje byłem zmuszony sam chyba rozumiesz…

— Nie interesuje mnie to szukam pewnej organizacji a nie jakiegoś gościa, który będzie mi opowiadał

o przeznaczeniu -przerwał mu z pewnością w głosie.

— Jesteś strasznie irytujący taki arogancki bezinteresowny mówiąc szczerze nie pakuj się w większe kłopoty odpuść sobie tego co szukasz, nie lepiej dla ciebie ratować bliskich niż znów ich narażać? Straciłeś matkę, czy dopiero jak stracisz kolejne osoby to zrozumiesz? -Chłopak ścisnął pięść, nieznajomy wiedział, że go to zaboli i zbliżył się do niego rzucając kubek, na ziemie który roztrzaskał się na wiele kawałków.

— Kim… jesteś? -rzekł ze złością spoglądając na ziemię i kawałki kubka.

— To już moja tajemnica, ale skoro już chcesz coś wiedzieć to można powiedzieć, że… jestem osobą, która cię ostrzega. Za bardzo zbliżyłeś się do królowej by mogli ci zaufać więc już sobie ich odpuść,

a gdy pojawisz się na ich terenie no cóż bez problemu cię zabiją zanim cokolwiek powiesz. Bractwo Węży nienawidzi tej przeklętej królowej która pragnie tylko wojen. Zapomnij najlepiej o nas bo my nie pomagamy maszynom do zabijania.

— Za dużo o mnie wiesz tylko nie wiem skąd -rzekł spoglądając znów mu w oczy chłopak a nieznajomy klasnął w dłonie i kawałki kubka zniknęły nagle.

— Bractwo i ja obserwowaliśmy ciebie i każdy twój krok, stałeś się dla nas zagrożeniem po sprzymierzeniu się z królową, dlatego wkraczam tu by odwieść cię od pomysłu udania się do Bractwa

— uśmiech zniknął jego twarz spoważniała tak nagle, że Erevan nie zdążył tego zauważyć.

— Nie sprzymierzyłem się z królową po prostu jej pomagam to chyba nic nie znaczy -wzruszył ramionami

— Dla ciebie nic, ale dla nas to wiele znaczy musisz jeszcze wiele się nauczyć, lecz ja niczego cię nie nauczę muszę już wracać do mych braci bywaj więc… obyśmy więcej się nie spotkali -zniknął tworząc dość wielki błysk w pokoju Erevan zaskoczony chciał zadać mu parę pytań, ale nie zdążył, pełen szoku rozejrzał się myśląc, że to sztuczka jednak był już sam odetchnął ciężko i wyszedł szybko na zewnątrz widząc przed budynkiem pełno kapłanek zajętych swymi zajęciami na jego widok spojrzały na niego podejrzliwie i lekko się uśmiechnęły na powitanie i wróciły do swoich zajęć. Odwzajemnił ich uśmiech i poczuł nagły ból w okolicy żeber i złapał się za brzuch i cofnął się lekko w tył. Ból nie pozwalał mu odetchnąć, jedna z kapłanek zauważyła to i podbiegła do niego łapiąc go patrząc mu w oczy.

— Nie powinieneś jeszcze wychodzić to za wcześnie -rzekła przejęta i pomogła mu usiąść na pobliskich schodach.

— Muszę już stąd iść mam bliskich do uratowania -spojrzał na nią zauważając na jej szyi piękny medalion o dziwnym kształcie nigdy mu nie znanym kapłanka to zauważyła i uśmiechnęła się lekko.

— Aż tak skupiasz uwagę na tym medalionie? Jeśli cię interesuje co on przedstawia to bez problemu wyjaśnię, to nasza bogini, która chroni nas i broni to miejsce przed złem. — zachichotała, gdy spojrzała na resztę kapłanek które zainteresowane przyglądały im się.

— Wasza bogini aż tak dobrze o was dba? Nigdy nie byłem jakiś wierzący, ale nic nie mam do was, ale już nie ważne muszę naprawdę stąd iść Anelin...jest mi bardzo bliska. -Przerwała mu kładąc rękę na ustach i spojrzała na ziemię.

— Tak wiem, zdaję sobie sprawę z tego… opiekowałam się tobą, gdy spałeś przez sen potrafiłeś wspominać o Anelin.

— To musiało być naprawdę głupie tak mówić przez sen -zachichotał spoglądając na kapłankę, która wytarła pot z czoła i usiadła przy nim.

— Dla niektórych tak, ale są osoby które potrafią wyśnić przyszłość przez sen -zauważyła dziwny grymas na jego twarzy. -coś się stało?

— Tak jakby, potrzebuję mojego sprzętu broń, którą straciłem nie wiesz, gdzie ona jest?

— Nie mam wielkiej pewności, ale chyba każde ostre narzędzie wiesz bronie i tym podobne to trzyma gdzieś nasza matka opiekunka bardzo miła kobieta i wyrozumiała tylko jest jedna rzecz, która może ci to utrudnić -patrzyła się na niego spoglądając co chwila na drzewa i gałęzie poruszane powolnie przez wiatr.

— Jaka to rzecz? — spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem

— Nienawidzi ona mężczyzn przez … ciężką przeszłość wiesz, dlatego jesteś jedynym mężczyzną tutaj to też jej się nie podobało no ale innego wyboru nie było.

— Rozumiem, gdzie ją mogę znaleźć naprawdę muszę już ruszać… -wspomnienia z wojny wciąż odciskały na nim piętno

— Niedawno co świeżo dzień wstał to pewnie modli się jak codziennie w kaplicy -wskazała mu na dość już starą kapliczkę, która wiele już przeżyła nie jedną z wojen pamiętała, ale mimo wszystko była odnawiana.

— Dzięki za pomoc -uśmiechnął się i podniósł się z lekkim problemem po czym udał się do kaplicy tak jak przewidziała kapłanka, Opiekunka przebywała wewnątrz modląc się żarliwie usłyszała jego kroki, lecz nawet nie drgnęła wciągnięta w swą modlitwę.

— Nie chciałbym przeszkadzać, ale chciałbym odzyskać- podniosła się od razu i spojrzała mu w oczy przerywając.

— Wiem co chcesz odzyskać wiesz… czym lepiej odejdziesz tym lepiej dla nas i dla naszej bogini nie uraź się, ale naprawdę sprowadzasz wszędzie kłopoty. Chodź za mną oddam ci twoje rzeczy i możesz odchodzić a czym szybciej to zrobisz to tym lepiej uwierz mi. -poszła do magazynu a Erevan zaskoczony jej słowami poszedł za nią w milczeniu.

Opiekunka nie odezwała się podczas drogi ani razu zadumana szła nucąc pod nosem jedną z ludowych pieśni nie znanych chłopakowi, gdy dotarli pod drzwi zatrzymała się i spojrzała na drzwi.

— Zaczekaj nie chcę byś tam wchodził, za dużo tam mamy rzeczy nie chcę by coś stąd zniknęło chyba pojmujesz? -spojrzała na niego poważnym wzrokiem.

— Jasne nie ma sprawy, poczekam tutaj -przytaknął twierdząco i rozejrzał się wokół, Opiekunka weszła do środka przebywając tam trochę czasu co zniecierpliwiło go, ale obiecał jej więc nie mógł tak po prostu wejść. Podczas braku jej obecności przyglądał się tajemniczym malowidłom na ścianach które przedstawiały wielkiego wojownika walczącego z ogromną bestią, szczególnie bestia przykuła jego uwagę. Ostre zębiska wyszczerzała w stronę wojownika, który niezruszenie stał w pozycji gotowej do ataku. To musi być naprawdę ciekawa sytuacja, stać sam na sam z taką bestią -pomyślał, lecz po chwili poczuł rękę na ramieniu i odwrócił się i spojrzał znów na kobietę, która trzymała jego bronie w rękach mając z nimi małe problemy.

— Tylko tyle mamy, twojej zbroi nie było pewnie była całkowicie uszkodzona. — zauważyła jego błysk w oczach i uśmiechnęła się niechętnie.

— Spodobały ci się te malowidła widzę? -przytaknął w milczeniu odbierając od niej miecze — No cóż nie dziwię ci się to jest jedna z legend o wojowniku, który pokonał bestię, która zamieszkiwała te tereny

i tutaj założono klasztor, ale nie zapomniano o nim i jeden z wielkich artystów Coreih namalował to arcydzieło, które teraz upiększa nasz dobytek.

— Ile z tej legendy jest prawdy? -patrzył się na kobietę zakładając bronie na plecy do skórzanych pochw.

— Musiałbyś wiele przeczytać ksiąg chłopcze, nie każda legenda jest bujdą a przynajmniej ta, są osoby które podobno widziały tego bohatera ba! Nawet z nim rozmawiały wiem, że to brzmi niedorzecznie, ale faktów nie ominiemy.

— Może i racja, cóż to chyba wszystko będę ruszać w drogę -głos zadrżał mu nie wiedząc co mówić do opiekunki, która odwróciła się od niego i ukryła uśmiech i odpowiedziała odwrócona.

— Ruszaj… nikt nie będzie cię tu zatrzymywać -odeszła zostawiając go samego, Erevan znów spojrzał na malowidło, dalej przyglądał się bestii poczuł się jak ona, poczuł jej wściekłość jej furię oraz determinację i spojrzał na ziemię a wspomnienia znów powróciły bolały dalej tak samo jak wcześniej westchnął ociężale po czym wyszedł i rozejrzał się na zewnątrz nie rozpoznając okolicy. Cały teren był otoczony ogromnym las a w przeciwnym kierunku zauważył Góry Kirneth legendarne szczyty na które jeszcze nikt nie wszedł, nazywane współcześnie Górami Diabła.

*

Nie wiedząc, gdzie się udać szedł bezmyślnie przez las wsłuchując się w ogarniającą go cisze, nie miał przyjemnej podróży, gdyż odzwyczajony od noszenia mieczy uwierały go na plecach i co chwilę musiał je poprawiać. Irytowało go to, ale nie mógł wiele zrobić zignorował to i po dłuższej podróży dotarł do karczmy, gdzie wrzało od przekleństw i gier hazardowych o potężne pieniądze. Erevan usiadł przy jednym z wolnych stołów, lecz nie był tu mile widziany, jeden z stałych klientów złapał go za ramię

i odciągnął go od stołu.

— Nie znam cię dzieciaku, ale masz stąd wypierdalać, bo nie mam zamiaru patrzeć na ciebie spokojnie pijąc piwo — wytarł ściekająca mu ślinę po brodzie i patrzył się na chłopaka, który wzruszył ramionami.

— Jeśli myślisz, że się ciebie zlęknę...to jesteś w błędzie spójrz na to co mam na plecach a potem przemyśl czy naprawdę chcesz ze mną zaczynać więc lepiej wycieraj swą ślinę i odczep się.

— Patrzcie jaki hardy! -zwołaj swych kompanów, którzy ich otoczyli łapiąc za maczugi i inne bronie które mieli przy sobie. — nie pójdziemy, ale ty też zostajesz… obraziłeś naszego towarzysza i będziesz musiał zapamiętać by tego nie robić więcej.

— Skoro tego chcecie no cóż...chętnie się rozciągnę -karczmarz schował się za ladą a inni klienci przyglądali im się a chłopak dobył dwóch długich ostrzy i rozejrzał się wokół widząc wściekłe twarzy nieświadomych pijaków, którzy rzucili się w jego stronę. Zrobił szybki unik przed jedną z maczug

i szybkim cięciem tnął wzdłuż jednego z nich i sparował atak kolejnego robiąc wślizg między nimi szukając miejsca. Jednak nie dawali mu wielkich szans rzucali się bez przerwy na niego czując przewagę, lecz popełnili błąd, chłopak ścisnął ostrza i tnął każdego z nich kładąc ich trupem na ziemię aż w końcu ostatni z nich padł na ziemię tracąc w mgnieniu oka swe wnętrzności. Erevan minął trupy

i wnętrzności jednego z pijaków i podszedł do lady a karczmarz złapał za butelkę i rzucił niecelnie

w niego a zdziwiony chłopak spojrzał na niego.

— Co się dzieję, zaatakowali mnie to była samoobrona -wytarł pot z czoła i przyglądał się klientom, którzy drżeli na jego widok i skrywali się pod stołami.

— Jesteś zwykłym mordercą, nie potrafisz czegoś załatwić bez walki!? Wynoś się z mojego zajazdu inaczej wezwę straż! -spojrzał przerażony mężczyzna na niego.

— Pójdę, ale najpierw powiedz mi do cholery, gdzie jesteśmy… -rozejrzał się i chwycił jednego z ludzi który zamierzał zaatakować go od tyłu i pchnął go do lady. -mów albo on też ucierpi…

— Do cholery to mój syn! — próbował odepchnąć Erevana lecz bez skutku i spojrzał na ziemię — powiem ci ale puścisz go bo jeśli spadnie mu włos z głowy to sam cię zabiję.

— Nic mu by nie groziło, gdyby nie chciał mi wbić noża od tyłu, ale dobra puszczę go, ale mów, bo się niecierpliwię… -przeszył karczmarza zimnym wzrokiem.

— Jesteś na terenach jednego z sierżantów który nie lubi obcych więc jakby wiedział, że jesteś tu to by jego chłopcy cię zabili zanim byś wyjął ostrza –Erevan puścił chłopaka i spojrzał na drzwi.

— Sierżanta? Myślałem, że tu rządzi Lilith -spojrzał ponownie na mężczyznę.

— Nie wymawiaj jej imienia… jedno imię wystarczy by cię zabić… chłopcze dotarłeś w złe tereny, jeśli jesteś jej pupilkiem to uciekaj do niej czym prędzej. To już nie są jej ziemię sprzeciwiliśmy się jej władzy i żyje się nam lepiej. Ta królowa to zwykła kurwa, chciałeś wiedzieć to już wiesz i wynoś się stąd!

— Dobra już się nie gorączkuj idę, żegnam -burknął cicho i wyszedł z karczmy i zauważył dziwnego chłopaka który stał przy płocie i bawił się sztyletem a na widok Erevana schował ostrze i zbliżył się do niego.

— Witaj kolego, widzę że jesteś tu nowy przyda ci się moja pomoc? -uśmiechnął się przyjacielsko.

— Nie potrzebuje twojej pomocy wynoś się z drogi, -odpowiedział srogo Erevan przyglądając mu się, ale chłopak nie zląkł się.

— Ale jesteś sztywny jak cholera, jak cię zwą?

— Erevan i nie jestem sztywny po prostu mam sprawy na głowie.

— Ten Erevan? Cholera na twoim miejscu nie mówiłbym tutaj swojego imienia spójrz -wskazał na list gończy a on zbliżył się do niego i przyjrzał mu się.

— Świetnie, ile czasu już mnie szukają? -spojrzał znów na chłopaka

— Od końca wojny minęło może z pół roku, i już tutejsi ludzie chcą twojej śmierci boś królewski pupilek czy coś takiego, ale masz szczęście trafiłeś na mnie ja cię nie wydam.

— Ale szczęście… Gdybyś spróbował to bym cię zabił a tak właściwie to kim jesteś?

— Grin, handlarz obieżyświat do usług -ukłonił się i uśmiechał się dalej.

— Obieżyświat to jakiś nowy zawód? -zadrwił Erevan.

— Można tak powiedzieć… po prostu podróżuję po świecie bez celu a ty? Czym się zajmujesz? -przyglądał się mu Grin zaciekawiony.

— Rozwiązuje problemy tak jakby, a teraz szukam bliskich którzy mam nadzieje jeszcze żyją.

— Doprawdy? Może dołączę do ciebie? Wspólnie jest raźniej co nie?

— A nie miałeś dalej podróżować po świecie panie handlarz? -patrzył się na niego poprawiając bronie na plecach i wycierając krew z policzka.

— Świat nie zając nie ucieknie, ale twoi bliscy mogą, więc wątpię byś miał czas na decyzję więc idę

z tobą tak?

— Dobra chodź nie gadaj koniec rozmowy, jeśli usłyszę jeszcze jedno pytanie to dostaniesz w mordę.

— poszedł przed siebie a Grin poszedł za nim dalej ucieszony.

Podróżowali wiele godzin mijając wiele wsi, Grin próbował wiele razy zagadać, lecz bez większego sensu, Erevan odpowiadał tylko „tak” „odwal się” lub nawet nic nie mówił i po prostu przytakiwał. Raz miał nawet ochotę mu przywalić, ale powstrzymał się i szedł przed nim. Mimo wszystko jego obecność sprawiała mu małą przyjemność nie był przynajmniej sam, ale nie ufał jeszcze Grinowi. Erevan szukał jakichkolwiek śladów by odnaleźć Anelin, usłyszał jedynie że ona po wojnie ukryła się poza terenami królestwa ale nikt nie słyszał o niej ani jej nie widział co utrudniało mu zadanie.

*

Rill załamana usiadła przy stole, ukrywała się w małym domku i rozmyślała o Erevanie szukała go od czasu ostatniego spotkania, lecz Lilith nie chciała jej wyznać, gdzie on jest i działała na własną rękę. Razem z Anelin szukały śladów obecności Erevana w królestwie, lecz było tam cicho. Myśl o jego śmierci przychodziła im do głowy, lecz szybko się jej pozbywały.

— Dziwi mnie jedna rzecz –Anelin usiadła przy swej towarzyszce, która bawiła się ołówkiem i patrzyła się na stół, lecz po chwili spojrzała na nią.

— Co cię dziwi?

— Zauważyłaś, że Lilith mogła zatrzymać go tutaj, ale wysłała go gdzieś chyba poza królestwo co jest podejrzane, nienawidzą jej poza królestwem i jej ludzi.

— Może nie miała medyków przy sobie albo tam mu mogli szybciej pomóc? -zrezygnowana znów spojrzała na stół.

— Wątpię, co jeśli chciała się go pozbyć? Ona coś ukrywa, ale nie jestem pewna co dokładniej…

— Anelin ty zawsze masz jakieś swoje domysły, musimy się pogodzić z myślą, że go nie odnajdziemy, jest poza naszym zasięgiem. Lub już nawet nie żyje.

— Nie ma mowy, musimy dostać się poza królestwo, i tam szukać on na pewno żyję czuję to! -złapała ją za ramię i ścisnęła delikatnie.

— Zgłupiałaś? Nikt nie może aktualnie przejść poza granicę, bo jest niebezpiecznie!

Anelin stuknęła nogą w stół i puściła ją po czym spojrzała na ziemię.

— Nie mam zamiaru go zostawić do cholery, jeśli nie chcesz mi pomóc to sama go odnajdę nawet jakbym miała się wydostać z tego zawszonego kraju! Mamy tylko jego pamiętasz? Czy już go nienawidzisz? — krzyknęła załamana i uderzyła nogą w stół.

— Nie szantażuj mnie wiesz, że chcę go znaleźć, ale to nie jest proste, ale dobra można spróbować, ale co jeśli straż nas dorwie? -spojrzała znów na Anelin i wstała załamana.

— Nie dorwą nas, musi nam się udać nie ważne czy królowa chce jego powrotu czy nie, musimy znaleźć go dla siebie. -patrzyła jej w oczy.

— Masz rację nie potrzebnie się tu rozklejamy musimy działać, ale potrzebujemy planu ucieczki.

— To prawda trzeba będzie przyjrzeć się granicy i może odnajdziemy jakiś słaby punkt. -zamyśliła się szukając jakiegokolwiek sposób, ale nic nie przychodziło jej do głowy -trzeba znaleźć jakiś plan jakąś mapę, gdzie widać wszystkie punkty graniczne wiesz, gdzie można by to zdobyć?

— Jasne, mapa to nie żaden problem mam znajomego pracowaliśmy dla tego samego człowieka chodź ze mną! -złapała ją za rękę i wybiegła z nią z domu idąc z nią przez długą krętą uliczkę po której Anelin szła pierwszy raz w życiu i trzymała się jej blisko. Dotarli do małego domku a Rill podeszła do drzwi

i zapukała trzykrotnie jakby w rytm. Drzwi otworzył wysoki mężczyzna, który wpuścił je i szybko zamknął za nimi drzwi obawiając się straży.

— Malutka Rill dalej w swoim żywiole? -uśmiechnął się do niej a ona odwzajemniła ten uśmiech.

— Tak jakby, miło cię znów widzieć i tym razem masz szansę się odwdzięczyć- Anelin przysłuchiwała się w milczeniu.

— Doprawdy? A ona to kto to? -spojrzał na Anelin która stała opierając się o ścianę.

— To… Anelin moja przyjaciółka, ale wróćmy do mojej sprawy potrzebuje mapy całego królestwa wraz

z wszystkimi ukrytymi przejściami.

— Powoli kotku.. Czyżbyś chciała uciec z kraju? Za dobrze cię znam, ale dobra… nie naciskam zrobię to

z przyjemnością w końcu będę mógł ci się odwdzięczyć, jutro mapa będzie gotowa przyjdź wtedy kocie.

Rill przytaknęła i złapała Anelin za rękę i wybiegła szybko z nią z domu i poszła z nią do domu jeszcze inną uliczką którą również jej towarzyszka nie znała.

— Do cholery, możesz mi wyjaśnić cokolwiek? -spojrzała na Rill która zdyszana usiadła na łóżku

i uśmiechnęła się lekko.

— Wolisz długą czy krótką wersję? -zagryzła wargi i patrzyła się na Anelin.

— Krótką do sedna nie mamy czasu, więc mów… -oparła się o ścianę i przyglądała się dziewczynie.

Rill zaczęła jej opowiadać o swoim dawnym życiu jako złodziejka bez domu, jak poznała swoją szajkę w tym tego człowieka wspomniała również o poznaniu Erevana który szukał jej szefa i jako jedyny ją złapał. Starała się jak najwięcej powiedzieć szczegółów wspomniała szczególnie o przysłudze, którą był jej winien uratowała go kiedyś z opresji i obiecał się jej odwdzięczyć. Anelin słuchała zainteresowana

a Rill po dłuższej chwili skończyła i wzięła kromkę chleba i zaczęła powolnie ją gryźć.

— Teraz już się nie dziwię, czasem dobrze jest mieć znajomych prawda?

Rill wgryziona w chleb nie odpowiedziała jej a jedynie przytaknęła i jadła dalej.

*

Anelin uśmiechnęła się lekko i położyła się na łóżku rozmyślając o Erevanie nie zajęło jej długo

i zasnęła a przy niej Rill której widok śpiącej dziewczyny zmorzył również. Obudził je głośny stukot

w drzwi, Rill od razu skoczyła na nogi i poszła otworzyć drzwi i spojrzała na swojego przyjaciela

i odebrała mapę i po krótkiej rozmowie zamknęła drzwi i odłożyła mapę na stole i złapała Anelin za policzek i pociągnęła ją.

— Hej wstawaj był „kurier” mamy całą mapę -uśmiechnęła się do niej, a ona przetarła oczy siadając na łóżku.

— Mogłaś delikatnie teraz policzki mnie bolą, ale nie ważne zjedzmy najpierw śniadanko a potem zajmijmy się tą mapą.

— To ja coś przygotuję a ty się mi tu dobudź byś nie zasnęła przy mapce -odeszła chichocząc i poszła zająć się śniadaniem a ona usiadła przy stole i przyglądała się całej mapie zaciekawiona.

Rill zadowolona przygotowywała jajecznicę nucąc pod nosem co sprawiało jej uśmiech, gdy przygotowała jedzenie podeszła do Anelin z talerzami i odsunęła lekko mapę i położyła je kładąc również chleb.

— Nie wpatruj się tak w tą mapę proszę bardzo smacznego -uśmiechnęła się i usiadła przy stole a Anelin usiadła przy niej i wspólnie zajadały się śniadaniem. Po dość długim zajadaniu Rill odniosła talerze

i chwyciła za mapę kładąc ją na całej mapie i zaczęła wskazywać różne punkty którym ona się przyglądała.

— Te tutaj miejsca -zaczęła wskazując kolejne- to są skrytki, straże o nich nie wiedzą prowadzą pod samym miastem połączone są z kanałami i starymi ruinami. -spojrzała na niepewną koleżanką która spojrzała w jej oczy.

— Ruiny? Słyszałam coś o nich, podobno jest tam niebezpiecznie, jest może jakaś inna droga? -mówiła

z pełną obawą w głosie.

— Nie ma innej drogi, musimy sobie tam poradzić udamy się do jednej z odnóg do kanałów a ta mapa poprowadzi nas dalej. -rzekła odważnie Rill przyglądając się znów mapie.

— No dobra miejmy nadzieję że wszystko się uda.

— O to się nie martw, -zachichotała i schowała mapę — dobra szykuj się to już dzisiaj, ja bym jeszcze przed południem chciała trochę dowiedzieć się o planach naszej królowej bo to co wyczynia jest podejrzane a może jak spotkamy go to każda informacja może mu się przydać.

— To prawda, służyłam u niej przez parę dni po zniknięciu Erevana i słyszałam jak wzywała czarodziei

w sprawie jakiejś klątwy, wspominała o jakiejś księdze niewiele więcej wiem, gdy chciałam się dowiedzieć od kogokolwiek z jej ludzi to grozili mnie że mnie stamtąd wyrzucą. -spojrzała na ziemię.

— To czemu już tam nie pracujesz? -spojrzała na Anelin zaciekawiona chwytając widelec i zaczynając nim się bawić w ręce.

— Królowa… postanowiła się mnie pozbyć byłam za blisko Erevana co irytowało ją, jakby chciała się go pozbyć raz na zawsze, sama nie wiem ona coś ukrywa po jego zniknięciu nie jest tą samą kobietą słyszałaś że podobno rozpoczęła przymusowy pobór do wojska nawet dla młodzieży? Ona coś szykuje, coś na pewno okropnego.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 56.58