E-book
12.29
drukowana A5
25.08
drukowana A5
kolorowa
53.34
Przygody oneironautów

Bezpłatny fragment - Przygody oneironautów

i inne teksty z bloga Aplana


Objętość:
174 str.
ISBN:
978-83-8189-342-8
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 25.08
drukowana A5
kolorowa
za 53.34

Przygody oneironautów

I. Turniej LD Master

MORFEUSZ — maszyna, której nazwa pochodzi od imienia bożka snu z greckiej mitologii. Jest to narzędzie do obrazowania snu, udoskonalone przez opcję dwubiegunowości (można nie tylko widzieć przebieg snu na monitorze, ale również wpływać na jego treść w czasie rzeczywistym). Dzięki temu wizje projektowane są wedle własnych pragnień. Jakiekolwiek obrazy czy symbole można dosłownie wgrać do systemu, a maszyna wygeneruje odpowiednie impulsy w trakcie snu.

Przez kilkadziesiąt lat ta przyjemność ograniczona była dla wąskiego grona naukowców i wybranych ochotników.

W roku 2087, po wielu badaniach, uznano za bezpieczne korzystanie z urządzenia przez obywateli. Kilku miliarderów zdecydowało się pójść o krok dalej i stworzyć maszynę, pod którą można podpiąć jednocześnie nawet dwadzieścia osób. To pozwoliło na tworzenie scenografii snów, dostarczając — wedle opinii użytkowników — przyjemność korzystania z tak bogatej w realne bodźce „wirtualnej rzeczywistości”.


— Ministerstwo zasięgnęło rady lekarzy. Na chwilę obecną nie możemy stwierdzić, że tego rodzaju używka, jak to niektórzy nazywają, może mieć negatywny wpływ na zdrowie psychiczne użytkowników.

Artek, Mateusz i Paweł — trzej dobrzy koledzy, których znajomość rozpoczęła się podczas kursu świadomego śnienia — oglądali w barze wiadomości. Jedna z reporterek naciskała ministra zdrowia, Sebastiana Robackiego, by dowiedzieć się, jakie działania planuje w temacie rozszerzającej się mody na świadome śnienie.

Morfeusz znajdował się w rękach ludzi, którzy w błyskawicznym tempie doprowadzili do jego ewolucji i podali już przybliżoną datę pierwszego turnieju. Szacują, że już za rok udoskonalą urządzenie tak, by można było zorganizować oficjalne rozgrywki oneironautów (choć wielu z nich twierdziło, że to zwykła reklama i nic nie zastąpi naturalnego stanu świadomości we śnie).

Podano nawet roboczą nazwę: „Turniej LD Master”. Skrót LD oczywiście odnosi się do słynnego Lucid dream (co po polsku oznacza „jasny sen”), czyli stanu, gdy śpiący uświadamia to sobie i zaczyna snem sterować i zmieniać wedle własnych upodobań (co sceptycy uważają za stan niemożliwy do uzyskania).

Testy do wersji beta planowano rozpocząć za dwa tygodnie. Choć wszystko miało przebiegać tak, jak w planowanym Turnieju, to trzeba było uwzględnić wciąż pojawiający się problem. Nie można w stu procentach zagwarantować, że indywidualne wizje poszczególnych umysłów nie będą wpływać na bieg wydarzeń i obraz rzeczywistości. Jeszcze w pierwszej fazie testów urządzenia dochodziło czasem do czegoś, co można było nazwać buntem umysłu. Osoba śniła dalej, ale obraz był mieszaniną tego co narzucił program i tego, co „zaplanował” mózg uczestnika.

Naukowcy uspakajali jednak, że użytkownicy doświadczali już takich przeżyć nawet w warunkach domowych. Odgłosy syreny z zewnątrz, budzik czy głosy za ścianą często były modyfikowane przez mózg i dołączane do scenerii we śnie. Nikt nie robił z tego problemu. Wielu praktyków śnienia zgadzało się z tą całkiem logiczną odpowiedzią.

Mimo tego powstało mnóstwo teorii, przede wszystkim na temat samych snów i prób wpływania na niego. Niektórzy zaczęli węszyć spisek. Śnienie gwarantuje pewien wgląd w siebie. Można pracować nad sobą, swoim charakterem czy też spojrzeniem na świat. Oczywiście przy założeniu, że osoba pragnąca zmiany ma trzeźwe spojrzenie na naturę snów (i nie popada zbyt łatwo w magiczne myślenie).

Świadome sny dają znacznie więcej możliwości: można odwiedzić wszystkie egzotyczne miejsca na Ziemi, można siedzieć za kierownicą najdroższych samochodów świata, można uprawiać seks z aktorkami lub aktorami Hollywood. Wszystko to w sposób dyskretny i bezpieczny.

Niektórzy właśnie to uważają za poważny problem. Byli przekonani, że nie trzeba zatrudniać specjalistów, by ocenić wpływ na światową gospodarkę, gdyby ta moda opanowała cały świat. Kwestią czasu jest, gdy potomek Morfeusza, nazywany przez inwestorów już mniej symbolicznie: DreamingCore, będzie sprzedawany zwykłym obywatelom za przystępną cenę i wszelkiego rodzaju rozrywkę będzie można zagwarantować sobie w domu.

Chłopaki, również sympatycy świadomych snów, byli żywo zainteresowani tymi wiadomościami. Patrzyli w skupieniu — wszyscy w jednej pozie, z zadartymi głowami.

Ktoś kiedyś powiedział, że wyglądają jak trzy pory roku.

Artek — gorące lato. Miał nienaturalnie szkliste oczy, pełne pragnienia życia i przygody. Chodził nienaturalnie wyprostowany. Solidna postura oraz pewny, szybki krok mogły być błędnie odczytywane jako cechy „kozaka”, który chce pokazać innym, gdzie jest ich miejsce w stadzie. Nie, on po prostu cenił swoją egzystencję i czasy, w jakich przyszło mu żyć.

Paweł — sroga zima. Był o wiele starszy od pozostałych. Jego siwe już włosy, gdzieniegdzie jeszcze poprzecinane czarnymi nitkami, z daleka sprawiały wrażenie grafitowych.

Mateusz — deszczowa jesień. Właściciel włosów w kolorze brunatniejącego listowia lubił ubrania w odcieniach brązu i głębokiej pomarańczy. Podobnie jak Artek miał dwadzieścia pięć lat, ale w przeciwieństwie do kolegi wolał spędzać czas samotnie, często robiąc długie spacery.

W tym momencie był również nieco zaniepokojony wiadomościami, bowiem chciał być jednym z betatesterów Turnieju. Nie sądził, by politycy mogli zabronić tego niecodziennego wydarzenia, ale wiedział, że jeśli zaczęli się temu przyglądać, mogą węszyć w tym zyski. Sam fakt powołania specjalistów i debatowania był skuteczną zasłoną dymną, by odwrócić oczy społeczeństwa od prawdziwych problemów, jak nepotyzm, rozdawanie pieniędzy, niewydolna biurokracja i tym podobne.

— Nie do końca rozumiem, czemu nie skierować spojrzeń na oneironautów — odezwał się Artek. — Przecież gdyby to była prawda, to działo by się z nimi coś złego.

— Tym bardziej, że niektórzy przy pomocy LD poradzili sobie z fobiami czy nałogami, a jeszcze inni pozbyli się nawracających koszmarów — dodał Paweł.

Ze względu na wspomniane plusy świadomego śnienia pojawiły się też tezy, że DreamingCore zadziałałoby na odwrót, nie czyniąc z ludzi wiecznych domatorów tylko czekających na sen. Mogliby lepiej rozwiązywać swoje problemy i pokonywać ograniczenia. Mieliby więcej pomysłów, energii do życia, chęci zwiedzenia egzotycznych zakątków. I to nie tylko w tym czasie, gdy śnią.

Gdzie leży prawda? To zależy, czego szuka człowiek. Jeśli obiektywnych informacji, to jest jednym z nielicznych, ale ma szczęście. Sny bowiem– nie tylko świadome — mogą być pewną formą pomocy. Wiele z nich potrafi np. pokazać — na swój oniryczny sposób –gdzie leży problem niepożądanych nałogów czy zachowań. Można czerpać korzyści też z samego bycia świadomym we śnie, jak i pozwolić wykorzystać czas jeszcze efektywniej.

Oczywiście nietrudno popaść w pusty zachwyt i nieświadome sny traktować tylko jako ciekawe formy filmów (odrzucając te, które posiadają — wedle przeżywającego — nudną fabułę, jak i oczywiście koszmary), świadome natomiast jako formę przyjemnych rozrywek i ciekawych przeżyć (jak orgie, lewitowanie, stany narkotyczne czy widzenie całego obrazu wokół siebie).

Jak zwykle więc, prawda leży pośrodku, a Internet gwarantuje wszystko dla wszystkich: spiskowcy uważają świadome sny i ciche przyzwolenie rządów na rozprzestrzenianie się tej mody za model „Orwell 2.0”. Ci od pozytywnego myślenia sądzą, że w ten sposób będzie można uwolnić się od własnych blokad i wykorzystywać lepiej prawo przyciągania. Są też tacy, którzy marzą o prostym życiu bez martwienia się o opinię innych i liczą, że dosłownie wgrają sobie nowe przekonania, które im na to pozwolą.

Gdy informacje o świadomym śnieniu skończyły się i pojawiły się kolejne, tym razem dotyczące kiełkujących relacji między Koreą Północną i Południową, panowie rozpoczęli dyskusję.

— Sądzę, że rząd chce się wpakować — zaczął Artek. — Zbliża się turniej LD. Wiecie, ile to narobi zamieszania. Jeśli ludziom po tym nie odwali, a wszyscy wiemy, że nie, to oni chcieliby wiedzieć, co obywatele tam robią. Poza tym, panowie, wszyscy wiemy, że można wpływać na siebie podczas snów. Mi wystarczy zwykły sen z konkretnymi osobami, bym potem w realu zwracał na nie uwagę, jeśli mijam je na ulicy.

Mateusz się skrzywił. Spojrzał na półki z alkoholem, jakby tam mógł znaleźć najlepszą odpowiedź, która przy okazji nie będzie drażnić Artka, zwolennika siły sugestii.

— Myślę, że z tym jest jak z siłą hipnozy. I tu, i w temacie LD możliwości nie są mrzonką, ale przez wielu są przeceniane do granic absurdu. Tym bardziej, że jeśli ludzie są inteligentni, to rządowi nie uda się nimi manipulować. To tak nie działa. A jeśli ludzie są głupi, to rząd tym bardziej nie potrzebuje zaglądać im do umysłów. Wystarczy stara, dobra, medialna propaganda.

Paweł — który odzywał się najrzadziej — westchnął. On już wiedział, że rozpoczyna się niekończąca dyskusja o psychice, zdolnościach umysłu, sile sugestii czy placebo. I oni sami to zauważyli, dlatego się zamknęli. Byli świadomi, że poruszanie takich tematów na obu towarzyszy działa jak płachta na byka. Mieli inne światopoglądy, ale mimo wszystko się lubili, no i lubili świadomie śnić, a także czasem sobie o tym opowiadać.

Nagle ktoś rzucił się na nich obu i czule objął, głośno witając:

— Witam Czerń i Biel! — Tak ich nazywał, bo zauważył, że w dyskusjach często stoją po przeciwnych stronach. — O czym dziś dyskutujemy?

— Akurat skończyliśmy, ale tym razem nie szliśmy na noże, więc nie przegapiłeś bogatej w emocje debaty. A coś ty taki szczęśliwy? — zapytał Artek.

— Bo sprzedałem wiele fantazji — odparł, po czym odszedł roztańczonym krokiem, by zamówić butelkę ginu.

Fantazje to pigułki zwiększające ludzkie możliwości podczas snów, więc siłą rzeczy mogły wpływać na zachowanie, a nawet wygląd na jawie… przynajmniej według reklam. Głównie miały powodować zmianę wyglądu — przyciemnienie skóry, zmianę koloru tęczówek. Oczywiście najlepiej sprzedające się pigułki to te wspomagające powiększanie muskulatury, penisa i biustu. W praktyce działało to podobno najczęściej tylko na tych, którzy chcieli powiększyć muskulaturę, ale chodzili już na siłownię.

Fantazja — tak nazywano też człowieka, który handlował pigułkami. Nie robił sobie wiele z tego, że ma opinię naciągacza. I tak był tylko dystrybutorem, który chwycił kontakt z indyjską firmą farmaceutyczną. A gdy zauważył, że rozpoczyna się boom na świadome sny, zaczął kręcić całkiem dobry biznes.

Ponadto uważał, co bardzo pasowało Artkowi, że w niektórych drzemie ukryty potencjał. Łykanie pigułek rzeczywiście pomagało, tyle że nie wszystkim i nie zawsze. On uważał, że przez swoją działalność jedynie popycha ludzi do uwolnienia potencjału, by w końcu wyglądali tak, jak pragną; by byli, kim chcą. Nawet gdyby tabletki okazały się zwykłym placebo, on powiedziałby: nieważne, jaka technika — ważne, że skuteczna.

Właśnie wracał z ginem.

— Panowie, mam nowe tabletki do przygotowań pod Turniej. Skusicie się?

Artek od razu sięgnął po portfel.

Przed Turniejem — choć cały czas chodziło o jego wersję testową, dlatego też zamiennie używano określenia „Beta” — testerzy są podłączani do DreamingCore, jednak sny nie będą skrępowane żadnymi regułami. Właśnie wtedy muszą pokazać swoje umiejętności, by móc z nich korzystać podczas spotkania w Ensenii — krainie już wygenerowanej przez system.

Czasy, w jakich będzie się dziać przygoda w Ensenii, mają odpowiadać okresowi średniowiecza, w szczególności późnych Wikingów. W finałowym starciu ma dojść do walk między grupami uczestników, którzy poznają się i połączą w te grupy wcześniej, już podczas wędrówek. Chyba, że ktoś chce zaryzykować samotną wędrówkę, samotną walkę i ostatecznie samotną próbę przejęcia Loco Torre.

Nazwa sugerowała, że chodzi o szaloną wieżę. Jednak jak ona będzie wyglądała, jakiego poświęcenia od uczestników wymagała, by ją przejąć — tego nie wiedział nikt.


Mateusz wybudził się nad ranem. Wielu oneironautów tak czyniło, bowiem zwiększało to potem szanse na utrzymanie świadomości po ponownym zaśnięciu. Niestety w jego wypadku, mimo szczerych starań i chęci, świadome sny miewał rzadko. Odnalazł za to radość z nieświadomego śnienia. Próbował też zrozumieć swoje sny, bo zdarzało się, że sugerowały całkiem sporo.

Nadal nie tracił zapału i starał się robić to, co sympatycy LD robić powinni.

Pochodził trochę po pokoju, poczytał o snach i znów położył się spać.

początki często wyglądały podobnie — miał hipnagogi (najczęściej krótkotrwałe, wzrokowe — choć nie tylko — halucynacje podczas zasypiania). Dziś zapamiętał jeden.

Widział siebie. Przed nim stała grupa facetów. Wiedział, że są groźni i będą chcieli go pobić, ale wiedział też, że nie ma odwrotu. Mimo lęku ruszył na tego, który wyglądał jak ich lider. Zaczął z nim walczyć i choć tamten raczej nie oddawał, to zadawane ciosy niespecjalnie go ruszały. Mateusz pomyślał, że jest naprawdę bezradny, a jego ciosy są jak podmuch wiatru. Ale wtedy zwrócił uwagę na resztę grupy i zauważył, że za każdym razem, gdy zadawał cios liderowi, upadał ktoś inny. Sam lider natomiast stał wciąż niewzruszony.

Innych snów nie pamiętał, ale i tak nie spał długo. Musiał być trochę niewyspany, bowiem wieczorem miał się pojawić na testach do Turnieju. Gdy sobie to uświadomił, poczuł się ożywiony. Oczywiście denerwował się — było sporo osób, które starały się tam dostać. Chociaż nie będzie to jeszcze oficjalne wydarzenie, to wizja uczestnictwa i tak była niezwykle pociągająca. Oczywiście ich zmagania mogą okazać się na tyle ciekawe, że zainteresują producentów pod kątem wysokiej oglądalności.

Gdy dotarł do Instytutu Oneironautyki w Krakowie, polecono mu wypić ziołowy napar, po którym już dość szybko poczuł senność.

Kobieta w kitlu poprowadziła go przez korytarz z paroma drzwiami po jednej stronie. Wiedział, że za nimi są pokoje, do których niedługo będą przychodzić wybrańcy. W końcu się zatrzymali i weszli do pomieszczenia, gdzie miał przeżyć swój pierwszy świadomy i nagrany sen. Zobaczył leżankę, a na niej hełm z całkiem sporą ilością kabli. Położył się, założył urządzenie i już powolizaczął zasypiać.

Pojawił się w czymś, co przypominało ogromną kamienną halę. W środku nie było żadnych pomieszczeń czy korytarzy. Wszędzie widział tylko zewnętrzne ściany i otwory na okna, choć te były ułożone chaotycznie. Przy każdej z naprawdę wysokich świan w trzech rzędach ułożone były kamienne kładki które gdzieniegdzie przecinały otwory okien. Pod kładkami i wokół okien, choć też w wielu innych miejscach, znajdowały się niewielkie symbole z narysowanymi twarzami

Budynek nie miał podłogi, Mateusz stał na ubitej ziemi, która tylko miejscami była rozkopana. Wszędzie leżały mniejsze lub większe stosy kamieni i skrzynie zbite z wysłużonych desek. Te skrzynie były bardzo wąskie, choć wysokie i większość wyglądała dziwnie: jedne wygięte w łuk, inne odznaczały się rysami i bruzdami. Jeszcze inne najwyraźniej prowizorycznie załatano. Były też takie, na których nie było rys i obić, dało się natomiast zauważyć wzór.

Zaczął się rozglądać. Zobaczył lidera z poprzedniego snu. Mężczyzna zachowywał się dziwnie. Chodził wokół, wyglądał jakby się zastanawiał, skąd się tu wziął. W końcu odszedł w kierunku grupki ludzi, którzy stali i gawędzili przy suto zastawionych stołach. Coś do nich mówił, ale kompletnie go ignorowali.

Wedle oficjalnych informacji to właśnie był problem, który mógł się pojawiać, a który –między innymi będzie zadaniem dla programistów. Otóż nie da się całkiem kontrolować mózgu. Każdy może nieco zmodyfikować obraz i choćby była to naprawdę subtelna zmiana, to wciąż wmiesza się w scenografię. Jeśli wszystkim uczestnikom będzie się przydarzać coś takiego, może to zniszczyć cały scenariusz rozgrywki.

Nie przejmował się tym za bardzo. Chciał podejść do skrzyń, ale gdy mijał rozkopane poletko, zauważył małe, fioletowe kulki. Podniósł kilka. Nie wiedział czemu, był jednak pewien, że są one istotne. Nagle pojawiła się kobieta z instytutu, choć ubrana była jak mieszczanka z wczesnego średniowiecza. Nie owijając w bawełnę, powiedziała:

— Te kulki są wygenerowane przez system jako forma twojego talentu. Pomyśl szybko, w czym mogą ci pomóc.

Pierwsze co przyszło mu na myśl to umiejętność, którą zapewne każdy chciał zdobyć. Odczytywanie ukrytych emocji, a szczególnie rozpoznawanie kłamstw (miał pecha do ludzi, którzy potrafili go omamić słodkimi słówkami i w rezultacie oszukać). Chciał kreować się na faceta z silnym charakterem, by ludzie się z nim liczyli.

Zbliżył się do biesiadujących — teraz nie widział nigdzie lidera — by wrzucić im kulki do naczyń. Potem przyglądał się jedzącym. Czuł, że to pomoże mu dowiedzieć się, kto jest kłamcą. Podchodził do ludzi, przyglądał im się i po zadaniu kilku pytań widział, jak z ich ust wydobywa się fioletowa para.

No dobrze, tylko skąd mam wiedzieć, czy mówicie prawdę, czy kłamiecie?

— Dzieci pomogą ci znaleźć odpowiedź. -Nagle usłyszał zza pleców.Mateusz nie widział tutaj żadnego dziecka, tylko dorosłych. Popatrzył na stoły, pamiętając o ludziach, którzy zjedli kulki i w końcu zauważył wzorzec. Były osoby, które nie dotykały kielichów z alkoholem. Były też takie, które robiły to co chwilę.

Mateusz powtórzył test z kulkami. Niestety wszystkim dalej leciała para z ust. Albo coś nie grało, albo kulki nie działały.

Mam! — krzyknął w myślach. Rzucił kulkę Badaczce.

— Nie jestem uczestnikiem testu — powiedziała nieco zdezorientowana.

— Ale jesteś tutaj. Wskaż mi zapis w regulaminie, że nie mogę cię wciągnąć do rozgrywki.

Kiwnęła z uznaniem głową i połknęła kulkę.

— Kim jesteś tutaj dla mnie?

Uśmiechnęła się.

— Mam cię monitorować w trakcie odnajdywania swoich talentów, a w razie komplikacji lub braku pomysłów zasugerować coś, co pomoże ci popchnąć proces do przodu.

Niestety gdy mówiła, z jej ust wydobywała się para. Rozzłościł się. Połknął jedną z kulek i zaczął mówić, dlaczego chce wystartować w turnieju. By przeżyć niecodzienną przygodę, by dołączyć do grona pionierów turnieju… I para leciała również z jego ust.

— Wiem, że inaczej to sobie wyobrażałeś — powiedziała smutnym głosem. –To, co tu się pojawiło, będzie na turnieju. W razie gdybyś się dostał będzie lepiej, jeśli dowiesz się, czemu kładki idą przez światło okien, czym są skrzynie i twarze na symbolach pod kładkami oraz — skinęła głową w stronę kulek — czemu one nie działają.

Podszedł pod kulki leżące na ziemi, znów się im przyglądnął. Choć czuł, że sen dobiega końca, obracał je w rękach, po czym rzucił nimi w ścianę. Rozprysnęły się dość efektownie — niektóre jak fajerwerki, z innych wyleciały kłęby fioletowej chmury. Spojrzał jeszcze raz na twarze. Wyglądały, jakby się poruszały i przedstawiały różne emocje (choć każda przedstawiała tylko jedną emocję, potrafił dojrzeć, że większość przedstawiała strach lub wrogość).

Po chwili obraz się rozmazał, a Mateusz znów leżał w pokoju z hełmem na głowie. Ktoś zapukał. Zrobił test (sympatycy LD nieraz mieli takie dziwne fałszywe przebudzenia). Zatkał nos i spróbował zrobić wydech. Nie udało się.

Wstał i otworzył drzwi.


— I nie mogłeś polecieć do góry?! — naciskał Artek po usłyszeniu relacji. Siedzieli na bulwarach wiślanych i robili grilla. — Przecież wiesz, że z lotu ptaka możesz zobaczyć i ocenić o wiele więcej!

— Tak, wiem. O ile nie chodzi o sen erotyczny, to ty zawsze tak załatwiałbyś sprawy — odparł nieco rozzłoszczony. Nie lubił takiego mędrkowania, szczególnie że w teście oglądanie sytuacji z lotu ptaka mogłoby rozmyć rozwiązania.

Z ciężkim westchnieniem położył się na trawie. Musiał teraz czekać niecały tydzień na wyniki. Choć miał obawy, że poszło kiepsko, starał się nie rozpoczynać maratonu pretensji do samego siebie.

Paweł właśnie podchodził do nich z gotowymi szaszłykami z grilla.

I on, i Artek zdecydowali, że nie będą podchodzić do wersji Beta. Może i mogli przyczynić się do rozwoju tej technologii, ale możliwe że przygoda z Turniejem skończy się na gratyfikacji pieniężnej dla zwycięzcy. Oni chcieli show, które będzie jeszcze transmitowane w telewizji.

Niedługo później przyszedł Fantazja. Jego biznes nabierał tempa, dlatego zaproponował, by wraz z nim wybrali się pooglądać magazyny do wynajęcia.

Był późny wieczór, gdy Mateusz wszedł do mieszkania. Siadł przed komputerem, poczytał trochę wiadomości o tym, czy rząd planuje coś wobec mody na LD i Turnieju. Potem sprawdził skrzynkę. Oczy mu się rozszerzyły — dostał mail z Centrum!

Zawierał między innymi informacje o fuzji z zagranicznymi instytutami zajmującymi się badaniami nad śnieniem — wszyscy zainteresowani słyszeli te doniesienia już wcześniej. Oficjalna nazwa została zmieniona na Międzynarodowy Instytut Snu. Nadeszły też wyniki testu. Niestety nie dostał się.


Jeszcze tego samego wieczoru wyszedł do baru. Czuł się beznadziejnie i chciał alkoholowego znieczulenia.

Był w tej samej knajpce, gdzie lubili przesiadywać z kolegami. Nazywała się „Reset”. Zobaczył Pawła z Fantazją. Gdy im wszystko opowiedział, został obdarowany standardowymi tekstami: „Nie przejmuj się, jakoś to będzie” i „Tylko się tym za bardzo nie przejmuj, przecież to nie koniec świata”.

— Przesłali ci nagranie ze snu? To się kiedyś umówimy, siądziemy i przyglądniemy temu. Może przynajmniej znajdziemy jakąś odpowiedź — powiedział Fantazja.

— I zawsze możesz to później wykorzystać — dodał Paweł. — Tym razem pod oficjalną wersję Turnieju.

Kiwnął głową bez przekonania. W sumie to liczył raczej na to, że będzie tu sam, zatopi się w smutnych analizach i wróci do domu, być może o własnych siłach.


Mimo wszystko nie stracił zainteresowania zbliżającym się wydarzeniem. Nawet w serwisach informacyjnych poruszano często te tematy. Udostępniono też kilka snów aspirujących do udziału w turnieju. Dla tych, którzy lubią śnić, oczywiście były okropnie zwyczajne, choć mnóstwo internautów uznało je za fantastyczne, pełne niezwykłej symboliki, a także ciekawie zmontowanego kolażu różnych epok.

Mateusz oglądał dalej, aż trafił na film, który go zaciekawił. Bohaterem był chłopak około dwudziestki, ubrany w lniane ubrania — podczas testu w dżungli jego sen miał obfitować w… cierpliwość.

W dżungli była rzeka. W pewnym momencie zatrzymywała się i tworzyła małe jeziorko, które potem wylewało i budowało kolejne koryto. Bohater chciał utworzyć ujście, bowiem koryto czasem zakręcało w niewłaściwą — wedle jego opinii — stronę. Zdarzało się, że podchodziło w gąszcz drzew i część z nich topiło, choć omijało zawsze te najmniej przyjemne, między innymi drzewa pełne uli.

Chłopak, który podpisał się jako Latarnik, próbował wykopać koryto w stronę tych właśnie drzew. I choć szło mu to niezwykle szybko, rzeka zdawała się mieć własną inteligencję i ostatecznie wylewała w tę stronę, w którą to ona chciała. Rzadko, ale zdarzało się, że wpadała w wykopane przez Latarnika koryto.

W końcu chłopak się poddał. Zrozumiał, że musi podejść do tego inaczej. Obserwować, w którą stronę zaczyna wylewać rzeka. Zaczął jej pomagać i w ten sposób przyspieszał jej ruch w konkretnym kierunku. Wtedy też zauważył, że chociaż znajduje się coraz dalej od punktu początkowego, drzewa z osami wciąż są w pobliżu.

Ponadto w paru miejscach rzeka się rozdwoiła, tworząc niemal idealny okrąg, by następnie połączyć się i płynąć dalej. Gdy Mateusz przyjrzał się temu bliżej, zauważył, że rzeka obrysowała coś, co wyglądało jak wciśnięty w ziemię stalowy pierścień, którego wierzch podobny był do zębatego koła.

Nagle obraz zaczął się zamazywać. Wkrótce zapadła ciemność i dało się słyszeć jedynie głos Latarnika.

— Początkowo spodziewałem się, że doprowadzę rzekę do ujścia, do morza, a nawet do oceanu! Okazało się jednak, że pole tej krainy było ograniczone. Cały czas chodziłem po szlakach, na których byłem już wcześniej, lecz zafrapowany wykonaniem zadania, cierpliwie wykopywałem koryto. Dopiero gdy dostałem nagranie, mogłem zobaczyć, że teren snu to ogromna połać, a rzeka miała swój koniec, ale była za długa bym mógł to dojrzeć. Koryta, które opuszczała, zaczynały się zasypywać, a na ich miejscu szybko wyrastały inne rośliny i drzewa. Jednak te, na których były osy, pozostawały nietknięte.

Zapiski Kaptura

Zdecydowałem, że będę spisywał moje senne przygody, bowiem finalnie okazało się, że dostałem się do turnieju, do wersji Beta. Ten piękny dzień zaczął się od inauguracji, na którą zaproszeni zostali wszyscy kandydaci– również ci, którzy się nie dostali.

Znajdowaliśmy się w ładnie urządzonej sali, zaaranżowanej na styl średniowieczny. Wokół chodziło sporo osób odpowiednio na takie okazje ubranych. Miejsce stworzone było przez Dreaming Core.

Wszystkie filie MIS miały pokoje do indukowania LD (dokładnie takie, w jakim byłem podczas testu). Ci, którzy odpadli, otrzymali nagrodę pocieszenia. I choć w sali podczas inauguracji znajdowało się około stu osób, to większość była wygenerowana przez system. Uczestników zakwalifikowanych do Bety miało być ośmiu. Reszta — trzydzieści dwie osoby to takie, które nie przeszły.

Na podwyższenie wyszedł mężczyzna. Twarz i sylwetkę miał dość pociągłe. Czekając, aż wszyscy zwrócą na niego uwagę, zawijał wokół palca swoją kozią bródkę.

— Witam was wszystkich. — Jego głos niósł się po całej Sali. — Jak może niektórzy z was wiedzą, nazywam się Jakub Dmolewski. Jestem jednym z twórców oprogramowania urządzenia, które nadal nazywa się Morfeuszem. DreamingCore. Jest mi niezwykle…

Dalsza wypowiedź składała się głównie z opowieści o powstawaniu technologii, uspokajania, że taka rozrywka jest bezpieczna, a także podziękowań dla tych, którzy pomagali — wiedzą lub finansami — rozwijać tę gałąź nauki. Dodał, że grono sympatyków świadomego śnienia staje się oficjalnie Zakonem Oneironautów i ma swój herb, którego obraz pojawił się na ścianie, za plecami Jakuba.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 25.08
drukowana A5
kolorowa
za 53.34