E-book
12.29
drukowana A5
33.13
drukowana A5
Kolorowa
57.17
Pamiętnik

Bezpłatny fragment - Pamiętnik


Objętość:
138 str.
ISBN:
978-83-8245-161-0
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.13
drukowana A5
Kolorowa
za 57.17

Dziś

Jestem tuż przed czterdziestką. Moja cierpiąca Dusza powiedziała do mnie, że mogę być szczęśliwa. Powiedziała mi, co dokładnie mam zrobić. Nie kazała, ale dała możliwość. Słyszałam już ten głos wcześniej, ale myślałam, że to umysł. Od razu poczułam radość. Ogarnął mnie taki spokój. Uczepiłam się tej radości i nie widząc jeszcze rozwiązań, podjęłam decyzję. Rozwodzę się. Krótko potem przyszła wiadomość

— Co u Ciebie? Nie piszesz, nie dzwonisz…

Minęło tyle lat, a on mi pisze jakbyśmy gadali co tydzień… Ja już nie pamiętam kiedy się odzywał. Teraz mówię już prawdę.

— Mam problemy.

— Mogę zadzwonić?

— Nie da się.

— Jesteś w pracy albo straciłaś słuch?

— Skąd Ty się wziąłeś, z nieba?

— No przecież jestem Aniołem, zapomniałaś? Ok, odezwę się później bo prowadzę samochód.

— Kuźwa, jak się prowadzi, to się nie pisze!

— Jezus mi kazał… Tacy jak ja, nie giną w wypadkach.

— Nie chcę gadać.

— Napisz spokojnie co się dzieje. Czekam.

— Mam wylewać swoje żale… Nie.

— Nie martw się nie będę panikował razem z Tobą. Zapewniam, będzie Ci lepiej.

— Znowu odzywasz się… w takim momencie…

— A Ty znowu chcesz mnie spławić…

Historie moich związków od początku

Moja data urodzenia to 12.12.1977. Kiedy mama zaszła ze mną w ciążę i była w trzecim miesiącu ciąży, tata odmówił jej ślubu. Przeżyłam pierwsze w życiu „odrzucenie”.

Emocje kobiety, która jest w ciąży, zapisują się w pamięci komórkowej dziecka. Dziecko potem może (choć nie musi tak być) Odczuwać to samo. Przyjdą więc odpowiedni ludzie i sytuacje, które będą odgrywać ten teatr. Wszystko po to, aby uzdrowić te rany.

Marcin

Moje pierwsze zakochanie… Marcin. Czarne włosy. Miałam wtedy jakoś z 14 lat… Szkolna dyskoteka. Ktoś mi powiedział, że mu się podobam. Poprosił mnie do tańca. Odmówiłam… Nawet mu się nie przyjrzałam. Czułam niechęć do poznania go. Minęło kilka miesięcy i spotkałam go znowu.

Tym razem przyjrzałam mu się. Błyskawicznie zarejestrowałam jaki on jest przystojny. Zawsze uśmiechał się do mnie. Zawsze mówił „cześć”. Często mrugnął okiem. Nie był jednak już mną zainteresowany! Miał tam inne dziewczyny. Rozpoczął związek, który trwał 7 miesięcy. Po tym czasie moje emocje do niego nadal były takie silne. Tym razem poprosił mnie o taniec. Było uroczo. Niestety na tym się skończyło. Widywałam go bardzo często. Zawsze zamienił ze mną słowo. Mówił do mnie „Szer” bo miałam takie włosy jak ona. Czarne loki, długie. Podobały mu się. Podchodził, zdejmował mi gumkę z włosów i już nie oddawał. Po roku, spotkałam go na wsi i zauważyłam, że na kierownicy od roweru ma założone moje wszystkie gumki! Pytam, co to? A on na to: zbieram.

Działał na mnie silnie, ale nie był mną zainteresowany w taki sposób jak bym chciała. Ludzie mówili mi, że on jest we mnie na maksa zakochany. Nie było tego widać po jego czynach. Pewnego razu coś się jednak wydarzyło. Byliśmy na dyskotece. Poprosił mnie do tańca. Tańczyliśmy przytuleni. Potem wyszliśmy na dwór. On wziął mnie za rękę i poszliśmy się przejść. Było miło. Rozmawialiśmy… I nagle on zatrzymał się i spojrzał mi w oczy. Chwilę patrzyliśmy na siebie i on zbliżył się do mnie jakby chciał mnie pocałować. Ciarki mnie przeszły. Cofnęłam się… On powiedział:

— No i tak to jest z Tobą

— Czyli jak!

— Tak, właśnie…

— Nie jesteśmy razem, więc nie mogę tego zrobić…

— A jak mamy być, skoro nie dasz się nawet pocałować…

Kurczę, mieliśmy wtedy po 16 lat, a on nawet był rok młodszy… Takie to było…

Po tej akcji z parę tygodni nie miałam z nim kontaktu. Pewnego dnia spotkaliśmy się znowu gdzieś na rowerach. Postanowił mnie odprowadzić do domu, bo było już ciemno. Szliśmy pieszo i blisko siebie. I wtedy to się stało. On się zatrzymał i po prostu mnie pocałował, a ja się już nie opierałam. To było dla mnie wielkie przeszywające przeżycie. Rower mój, przewrócił się, on szybko go podniósł… Wolałam żeby dalej mnie całował! Miał miękkie usta…

Potem trochę przebywaliśmy razem, ale coś jakby nas zawsze dzieliło. Tańczyliśmy razem, chodzeniem nie można tego nazwać. Zawsze zwracał na mnie uwagę. Uśmiechał się… Znajomi widzieli to. Była jakaś tam chemia lat młodzieńczych i tyle. Były też przerwy w dyskotekach z powodu Postów kościelnych i wtedy w moim życiu nic się nie działo. Pewnego razu młodszy brat mojego kolegi powiedział mi, że Marcin wyznał swoim kumplom, że kiedyś ja będę jego, ale jeszcze nie teraz.

Lubił patrzeć mi w oczy, lubił obok mnie potańczyć, nic więcej.

Cały czas kleił się do mnie ktoś inny niż Marcin. Hubert za mną szalał. Miał kolegę i ten z kolei za Jolą. Spotykaliśmy się dość długi czas. Wybraliśmy się raz na dyskotekę oddaloną o 5km na rowerach. My, we czwórkę. Całą drogę chłopaki się kłócili. Nie wiedziałam o co chodzi. Jola mi potem powiedziała, że pokłócili się bo jeden z nich nie otworzył mi furtki. Kłócili się o mnie, ale tak żebym się nie zorientowała. Pewnego razu, przywieźli żyletkę. Podzielili na cztery części i każdy dostał kawałek. To miało nam przypominać o naszej więzi. Tylko, że mnie ten drugi się spodobał, a ja jemu. I trochę flirtowaliśmy, ale potem wycofałam się. Hubert na dyskotece wyrwał mnie z sali. Trzymał mnie za rękę na dworze i nie chciał puścić. Chciał porozmawiać. A ja byłam zła, że mnie trzyma. Szarpałam się. Ktoś ze znajomych powiedział, że Marcin już o tym wie. Po chwili przyszedł Marcin, spojrzał na mnie i powiedział:

— Myślałem, że to ja jestem tym…

I poszedł. Nie rozumiałam tej sytuacji. Huberta nie chciałam znać. Za to moja kuzynka się cieszyła, bo szalała za nim. Każdy ma swoje ideały… Po jakimś dłuższym czasie z Marcinem tańczyłam na dyskotece. Przytulał mnie wtedy mocno. To był taki jeden tylko dzień, cały wieczór. Wtedy nie był z kolegami, jak zawsze. Kręcili się koło nas i pokazywali mi gratulacje za jego plecami. Wiedzieli, że szaleję za nim… Wprosił się do mnie, ale ja nie chciałam, nikogo do domu nie chciałam zaprosić. Taka byłam.

Z Marcinem zawsze był uśmiech, oczko ale nic więcej. Minęło kilka lat i znowu spotkaliśmy się w jakimś klubie. Byłam z dziewczynami. Jedna z koleżanek planowała wyjazd za granicę Powiedziałam jej, że też chcę jechać. To był wyjazd związany z pracą. Zebrało się kilka osób którzy już tam byli i zaczęliśmy to omawiać. Podeszli do nas Marcin i jego ukochana paczka. I słyszeli o czym rozmawiamy. Nagle Marcin powiedział głośno

— Szer nie pojedzie

Ja — Jak to, nie

— Nie

— Chcę jechać

— Nie pojedziesz tam. Nawet jej nic nie załatwiajcie. To nie jest praca dla Ciebie, nie jedziesz.

Po powrocie do domu jeszcze o tym myślałam. Czy on mnie chroni? Wiele mieliśmy różnych spotkań ale nigdy nie byliśmy razem. Jego kolega Szogun, szalał za mną. Ja nic do niego nie czułam. Wyglądał dobrze, całkiem spoko ale żadnej chemii, nic, zero, nul.

Zbyszek

Już wtedy na horyzoncie pojawił się Darek. W nim zakochałam się od pierwszego wejrzenia. On oczywiście miał dziewczynę. Był cholernie przystojny. Dziewczynę miał brzydką. Szalałam za nim. Niestety on nie zwracał na mnie uwagi. Nikt mnie w tym czasie nie porwał. Dyskoteki mnie nudziły. Co jakiś czas ktoś się pojawiał, ale nawet nie patrzyłam na nich. Raz jeden zgodziłam się na taniec ze Zbyszkiem. Był znany, przystojny, pomyślałam, a czemu nie, w końcu Darek nie interesuje się mną, nie mam szans.

Kiedy tańczyłam ze Zbyszkiem, dziewczyny rzucały mi spojrzenia. Były w szoku, że zgodziłam się na ten taniec. Tańczyło się fajnie, potem poszliśmy na dwór. On zaproponował dłuższy spacer. Poszliśmy, wziął mnie za rękę, nie przeszkadzało mi to. Rozmawialiśmy ale zupełnie nie wiem o czym. Wracając, zatrzymał się i tak delikatnie jakby mnie pocałował! Ale już sama nie wiem jak to było… Może to było tylko przytulenie… Tak czy siak, miłe. Wróciliśmy znowu na parkiet i wtedy rozegrał się dramat. On mówi:

— Wiem gdzie mieszkasz

Ciśnienie mi skoczyło, nikomu nigdy nie mówiłam, gdzie mieszkam.

— Skąd?

— Byłem raz u Ciebie

Jezu

— Co?

— Znam twojego tatę bardzo dobrze

Kurwa, gdzie jest wyjście ewakuacyjne, kto to w ogóle jest!

— Znasz mojego tatę?

— Tak, znam Krzyśka. Jestem właściwie Twoim kuzynem.

No żesz szlag!

Koniec, nigdy już z nim nie zatańczyłam. W rodzinie afera. Powiedział to swojej mamie, ona powiedziała mojemu tacie. Jego mama się darła, że jestem jego kuzynką. Pożaliła się mojemu tacie, że Zbyszek powiedział: „Ale dlaczego taką ładną!”. Matko, niech zapomnę o tym.

Po wielu, wielu latach, mieliśmy ponowne spotkanie. Byłam u naszej wspólnej cioci. Ktoś zadzwonił do drzwi, więc poszłam otworzyć. Przed drzwiami on… Nie widziałam go parę lat. Przywitał się:

— O, cześć!

— Cześć, a ty do kogo?

— Do ciebie!

I wszedł sobie do kuchni… Znał to mieszkanie, a ja prawie byłam sama. Zrobiłam mu kawę i pogadaliśmy sobie. Fajnego mam kuzyna. Dalszego kuzyna, jego ojciec i moja mama to kuzynostwo.

Kolejna afera była przede mną. Idąc z przystanku do domu po szkole, miałam dosyć daleko. Około 2 km. Czasem znajomy kolega mnie podwiózł na skuterze. Niestety ktoś mu tego zabronił. Powiedział mi to. Nie wiem kto, prawdopodobnie Marcin i jego spółka. Druga sprawa, związana jest z moim tatą. Pewnego wieczoru, latem, przyjechali do mnie chłopaki syrenką. Duże stare auto. Zatrąbili pod domem. Tata się lekko wkurwił. Zapytał mnie kto to jest. Ze strachu powiedziałam, że nie znam ich. Tata wyskoczył na balkon i zawołał do nich: " Czego trąbicie?!”. Oni na to powskakiwali do auta i chcieli odjechać. Na to mój tata krzyknął: „Ja was kur… dogonię”. Wybiegł z domu do garażu, wskoczył do auta i ruszył w pościg za nimi. Ja pomyślałam, że nie pokażę się już nigdy na wsi. Może wyjechać gdzieś? Taki wstyd. Tata wrócił dopiero po dwóch godzinach. Nic nie powiedział. Nie wiedziałam co zaszło. Wstyd mi było kogokolwiek zapytać. Dopiero za parę tygodni się dowiedziałam, że tata ich dogonił. Zepsuło im się to auto, zostawili je i uciekli w żyto. Powiedzieli, że tata wyskoczył za nimi i krzyknął głośno: " Poczekam sobie tutaj na właściciela tego auta…” Chłopaków było 5. Kierowca przekonał jednego, żeby z nim wrócił po auto. Kierowcą był ten kolega co mnie czasem podwiózł na skuterku. Powiedział mu: „Choć ze mną ja znam tego gościa, to spoko koleś, dogadamy się…”. I podobno poszli w kierunku auta, a kolega wołał z daleka do mojego taty po imieniu i przepraszał. Tata im powiedział, że dzwoni się do drzwi, dzwonkiem, a nie trąbi.

Leszek

Leszek to było słodkie, urocze dla mnie przeżycie. Znałam go długo i wiele razy prosił mnie do tańca. Nigdy się nie zgodziłam. Był wysoki, dobrze tańczył. Nie wiem jaką miał twarz, bo nie raczyłam spojrzeć. W głowie miałam tylko takiego Darka. To wszystko do czasu. Pewnego razu poprosił do tańca moją koleżankę. Wtedy pierwszy raz spojrzałam na niego. Akurat spotkaliśmy się wzrokiem i uśmiechnął się. Pomyślałam: Boże, stwórco, on jest boski! Po tym incydencie poprosił mnie do tańca znowu! Zgodziłam się. Do ucha mi szepnął liczbę ile razy mu odmówiłam. Był wesoły, wygłupiał się, szalał na parkiecie. Dyskoteka się skończyła. Moja koleżanka powiedziała mi, że jedna musi się tutaj usunąć. Powiedziała, że niech usunie się ta, której nie poprosi do tańca na kolejnej dyskotece. Umowa stoi. Od razu wiedziałam, że ja będę tą pierwszą poproszoną do tańca. Poczułam to w sobie. I na kolejnej dyskotece wszyscy tańczyliśmy razem w kółeczku. Muzyka zaczęła zwalniać, a on już patrzył w moją stronę. Kiedy usłyszałam:

— Zatańczysz ze mną?

To oszalałam. On do końca tej dyskoteki już tańczył ze mną w parze… Na koniec pocałował mnie w usta. Przeżywałam to długo. Cały ten wieczór był uroczy. Niestety dyskoteki się skończyły bo nastał Post. Nie było telefonów. Spotkałam go raz w autobusie. Dosiadł się do mnie. Powiedział

— Taka księżniczka jedzie sama? A co jak cię ktoś porwie?

To była chwilowa przejażdżka, a potem już go nie widziałam. Po wielu latach, może dwudziestu, trafiłam na kurs języka angielskiego. Moją nauczycielką była pewna sympatyczna kobieta w moim wieku. Bardzo śliczna. Okazało się, że to jego żona. Pochwaliłam się, że pamiętam jej męża z młodości… Ona na to, że wcale nie jest zazdrosna i nie będzie mnie teraz w kółko brać do odpowiedzi. I zaczęła mnie brać w kółko do odpowiedzi. Gdybym wiedziała, nic bym nie powiedziała. W tym samym czasie spotkałam Leszka na mieście. Poznał mnie, bo powiedział cześć. Minęło tyle lat. Jezu Chryste, on się nie zmienił, jedynie zmężniał.

Darek

Cały czas wzdychałam do Darka. Niestety nic z tego nie wychodziło. Już minęły dwa lata… I jakoś tak wyszło, że pojawił się przede mną chłopak, którego pierwszy raz na oczy widzę. Przystojny. To było w dyskotece, tej co zawsze. Chciał ze mną zatańczyć, zgodziłam się. Potem się rozeszliśmy. Za jakiś czas przyjechał tam znowu. Koleżanka do mnie przyszła i zapytała gdzie takiego szałowego mena znalazłam. Ja jej mówię, że nie znam go wcale. A ona, że cholernie ciekawy. Poprosił mnie do tańca znowu. Tym razem już uważniej się mu przyjrzałam. Powiedział, że nie jest stąd i nie lubi dyskotek. Jeździ raczej na koncerty. Ale zainteresował się mną i przyjechał znowu. Był bezpośredni. Poprosił o spotkanie. Nie czułam chemii i powiedziałam to dziewczynom. Jezu, jakie było poruszenie. Usłyszałam, że jestem stuknięta, taki fajny facet, daj mu szansę. Pomyślałam, a może rzeczywiście… Spróbuję… Darek na mnie nie zwraca uwagi…

Umówiłam się z nim. Był bardzo miły, poznałam jego znajomych. Fajni, inni ludzie. Spotkałam się z nim parę razy i w końcu pocałował mnie. Nic nie czułam. Więcej nie dopuściłam już do pocałunku. Nie zdążyłam nawet w mojej głowie ustalić co robić z tym a on już zaprosił mnie na ognisko i powiedział, że podjedzie po mnie wieczorem. Kurde, tak bardzo nie chciałam jechać. Nie wiedziałam co robić. Nie miałam jeszcze telefonu wtedy. Miałam 16 lat. Ubrałam się i pojechałam z nim. Po dwóch kilometrach przebiliśmy koło w samochodzie. On powiedział:

— Niedobrze, nie mam zapasówki

— To chyba nici z ogniska, to ja mam blisko do domu, więc przejdę się pieszo i spotkamy się innym razem.

— Och jaka szkoda, w takim razie idź a ja załatwię sobie pomoc.

Ja w wielkiej radości i bez strachu, że ciemno, pobiegłam do domu w podskokach.

Przyszła sobota i znowu byliśmy razem w tej dyskotece. Tak jakby chodziliśmy razem od dwóch tygodni. Dziewczyny myślały, że jestem zakochana. Ja raczej planowałam z nim porozmawiać i odejść. Tylko jakoś nie umiałam się zebrać, bo naprawdę był gentelmanem.

W dyskotece muzyka zaczęła zwalniać i grać tak romantycznie… Mojego chłopaka akurat nie było obok mnie. I w tej właśnie chwili zobaczyłam naprzeciwko Darka. Patrzy na mnie, idzie w moją stronę. Pytam się a gdzie jest jego dziewczyna, ta lafirynda? Nie widać jej nigdzie. I nagle stoi przede mną ON i pyta:

— Zatańczysz ze mną?

Dech mi zaparło, muszę zerwać z chłopakiem!

— A poczekasz na mnie chwilę?

— Dobra

Dziewczyny widziały tą akcję. Ja ich nie widziałam, ja biegłam przez całą salę i szukałam mojego chłopaka, dziewczyny zaczęły biec za mną i pytać co ja odpierdalam. Krzyknęłam do nich, że zrywam i biegnę na dwór. Usłyszałam, że robię błąd, że Darek nie jest tego warty. Zlokalizowałam mojego chłopaka, podeszłam i powiedziałam:

— Chcę się rozstać, moje serce skradł ktoś inny, przepraszam.

— Oj, skoro tak, nie będę już tu przyjeżdżał… Bardzo Cię lubiłem, powodzenia.

Pożegnałam się i pędem pobiegłam na salę. Kawałek znowu dziewczyny były obok mnie z tymi komentarzami. Dobiegłam do Darka z nadzieją, że jest jeszcze sam i czeka na mnie. Jest. Pytam czy taniec jest jeszcze aktualny. Był. Przytulił mnie. Wziął mnie za rękę i objął nią mnie. Jego zapach, dotyk, przyprawiał mnie o motyle w brzuchu. Wiedział, że zerwałam z chłopakiem dla tego tańca. Tańczyliśmy razem do samego końca. Zaprosił mnie na wesele swojej siostry. Dreszcze miałam w całym ciele. Nie lubię wesel, ale to nie ma znaczenia. Od tej chili już byliśmy razem. Jak on całuje… Tylko z nim takie były pocałunki… On to potrafił. Zakochałam się. Cholernie mi się podobał. Szalałam za nim, była chemia, było wszystko. Świetnie grał w piłkę, strzelał gole… W moje 17 urodziny przyjechał w białej koszuli… z różami, 17 róż. W drzwiach już całowaliśmy się namiętnie. W brzuchu motyle, zima, śnieg…

Na weselu było bombowo, przetańczyliśmy całe dwa dni. Szaleliśmy. Byliśmy zakochani. Poznałam wszystkich, rodzinę, przyjaciół… Fajni wszyscy. Cały czas się przytulaliśmy. Tak nam było dobrze. Patrzyłam mu w oczy i pociągał mnie cały czas. To był związek nieskonsumowany. Czekał. Nie naciskał.

Na moje 18 urodziny zrobił mi niespodziankę. W nocy o 24 wszedł ze znajomymi (on i nasze koleżanki) balkonem do mojego pokoju z tortem… Weszli jak spałam! To było miłe…

Byliśmy parą, i spotykaliśmy się codziennie. W końcu mi wyznał, że marzy o ślubie. Ja nie do końca. Właściwie to u mnie coś się zaczęło zmieniać. Zaczęło być tak zwyczajnie. Nadal bosko było jak mnie całował, to fakt, ale więcej już nic nie czułam. Już tematy nie były ciekawe. Zrobiło się zwyczajnie. Ciągnęło mnie znowu do koleżanek. One dalej jeździły po dyskotekach i spotykały się razem. Chciałam być bardziej z nimi. Czułam, że zerwę z nim niebawem. Zrobię to, bo nie chcę już tego ciągnąć.

Wyjechałam do internatu do Prudnika i napisałam do niego list, w którym zerwałam. Cierpiał. Ja też cierpiałam, płakałam. Było mi ciężko, czułam pustkę. Brakowało mi pocałunków. Ale to musiał być koniec. Powiedział mi, że świat mu się zawalił. Dziewczyny były złe na mnie. Nie miałam za bardzo wsparcia. Poznał kogoś innego, związał się. Po czasie wyznał dziewczynom, że kocha mnie nadal. Ożenił się, mają dwoje dzieci.

Rozmawiałam z nim nie dawno, jego starszy syn ma już 18 lat, jest cholernie podobny do niego, kiedy był młody… Jego małżeństwo rozpadło się.

Adam, Adam P.

Miałam historię z dwoma Adamami. Jeden bardzo mi się podobał i pewnego razu po dyskotece, na której tańczyliśmy, zostaliśmy na boisku na ławce. Rozmawialiśmy. Pocałował mnie raz delikatnie w usta, tak słodko. Nic więcej, tylko rozmowa na ławeczce. lekko przytuleni. Adam był bardzo przystojny, mówiono, że ma jakąś dziewczynę w Niemczech, ale nic oficjalnie nie wiedziałam. Był dla mnie niedostępny. Coś jak z Marcinem… Tak nam się rozmawiało, że przyszliśmy do domu rano o 7.00. Było lato. Jola mnie szukała. Byłyśmy razem w dyskotece, a ja zniknęłam. W niedzielę przyszła i darła się gdzie byłam. A ja cała w skowronkach. Ale Adam mnie nie chciał. Jola mi powiedziała, że zamieniła z nim słowo i on raczej nie myśli o mnie w kategoriach związku a jedynie… Dała do zrozumienia co.

W pracy miałam fajową koleżankę. Zaprzyjaźniłyśmy się. Powiedziała raz, wpadnij dziś do mnie… Wpadłam. Kiedy przyszłam to wychodził od niej jej stary przyjaciel. Lubili razem rozmawiać, on robił jej czasem masaż szyi. Kiedy go zobaczyłam, coś poczułam. Zresztą jakby znajomy. On był już na korytarzu i nie widziałam go, a Ilona dziwnie się uśmiechała w ten korytarz właśnie. Potem mi powiedziała, że złapał się rury na ścianie i ustami jej pokazał „Yes”.

Na drugi dzień zadzwonił do niej:

— Kim ona jest?! Poznaj mnie z nią! Please! Znam ją z autobusu, ma piękne włosy, styl ubierania unikatowy, ona mi się podoba!

Kiedy mi to powiedziała, znowu to poczułam… Zaczęłam myśleć o tym spotkaniu na korytarzu. Ona mi o nim trochę opowiadała.

Zadzwonił kuzyn. Zaprosił mnie na wesele. Mówię to Ilonie. Ona mi mówi:

— Adam chodził na kurs tańca…

— Jezu, chcę iść z nim! Choć go nie znam…

— Ja czuję, że on chciałby z tobą pójść, zaproś go…

— Ale jak zaproś…

— Ja z nim pogadam. Kochana on będzie marzył o tym!

Czekałam na wieści. To trwało i trwało. W pracy z samego rana, ona biegnie do mnie i mówi:

— Livia, jak on się ucieszył… Ale nie może iść z Tobą, bo w ten sam dzień idzie na wesele do swojego bardzo dobrego kolegi z pracy. Obiecał mu i nie chce go zawieźć. Idzie z delegacją.

Adam był na koncercie Michaela Jacksona w Warszawie. Też miałam wtedy jechać, ale moja mama jechała z moim bratem i zrezygnowałam. Jechała za to Ania i Jola, siedziały obok Adama… Jechalibyśmy jednym autobusem.

Byłam zdruzgotana. Nie cierpię wesel i nie mam z km iść na dodatek. Chciałabym z Marcinem… Ale nie mam odwagi go poprosić. Zaproszę Szoguna. Tak zrobiłam. Szogun zgodził się. Okazało się, że nie umie tańczyć. Umówiłam się z nim na naukę tańca u mnie. Średnio nam to szło i w dodatku Marcin z Krzyśkiem przyjechali nas szpiegować. W końcu wpuściłam ich do środka. Niczego się nie nauczyliśmy. Ja dobrze tańczę, a on! Chryste.

Wesele się zbliża. W pracy Ilona pyta:

— Liv, a powiedz mi, ten twój kuzyn gdzie pracuje?

— Chyba w firmie KK nie wiem dokładnie

— What?!

— Co?

— Adam też tam pracuje!!!

— Jezu

— Jezu

— Jezu!

— Dziś do niego pójdę, dowiem się wszystkiego!

— Błagam, zrób to!

Na drugi dzień

— Spotkacie się tam! Liv, on jest w siódmym niebie…

— Nie mogę w to uwierzyć

— Tylko, że… Jest jeszcze coś

— Co?

— Coś go martwi, powiedział, że z delegacji idzie jeszcze jeden Adam i ty go podobno znasz…

— Adam?! Jak to wszystko możliwe…

— pokłócili się o ciebie, liv

— Co?! Nie…

— Tak

Tego dnia nie mogłam zasnąć.

Dzień wesela. Jesteśmy już tam. Ja z Szogunem… Miny mamy średnie. W dali zobaczyłam Adama. Wyglądał oszałamiająco. Znowu to poczułam. Zaczęliśmy tańczyć. Ja z Szogunem oczywiście. Kłóciliśmy się w tym tańcu jak stare małżeństwo.

Pojawili się obaj Adamowie. Przywitali się ze mną. Porozmawialiśmy. Czułam się jak na scenie w filmie. Szogun miał mnie dosyć. Powiedział, że jeśli mogę, to mam go odwieź albo idzie pieszo do domu. Byłam kierowcą. Był obok mnie drugi Adam, więc go poprosiłam aby mi towarzyszył w tej podróży bo już noc, a to daleko. Zgodził się chętnie. Kiedy wróciliśmy, ten główny Adam już był na mnie obrażony… To on chciał ze mną jechać. Ależ to było urocze. W tym całym obrażeniu, wyrwał mnie do tańca. Szatan nie tancerz! Woow. Uważałam się za świetną tancerkę, a on mi dawał instrukcje… Wyszkolił sobie mnie…

Zafascynował mnie rozmową. Tak to jeszcze z nikim nie rozmawiałam… Słuchał uważnie tego co mówię. Był wyraźnie zainteresowany. Rozciągał te wątki. Wgłębiał się we mnie. To była dla mnie nowość. Zazwyczaj to ja interesowałam się kimś. Nikt mnie tak nigdy o nic nie pytał, a już zwłaszcza o emocje. I ten jego dotyk, mocny.

Impreza dobiegała do końca. Zapytał mnie:

— Będziesz jutro?

— Nie wiem, chyba

— Chciałbym to wiedzieć na pewno

— A mam być?

— Tylko jeśli chcesz, nie dlatego, że ja chcę, to ma być twoja decyzja…

— To się zastanowię.

— Ok, to miło było dzisiaj. I do ponownego zobaczenia, gdzieś kiedyś…

— Potwierdzam, było bardzo miło. Pa

Powoli wyszedł i ruszył w stronę młodej pary. Pożegnał się. Wychodząc trochę zboczył z kursu. Ruszył w moją stronę. Szybkim krokiem podszedł i wprost do mojego ucha powiedział:

— Masz tu być jutro.

Byłam. Zaliczyliśmy ten dzień tak jakbyśmy byli już parą. Już iskrzyło między nami. Już był nawet ogień. Na koniec mi powiedział:

— Szaleję za tobą…

W pracy zdałam Ilonie relację z wesela. Byłam cała w skowronkach. Było to po mnie widać zanim zaczęłam opowiadać. To ona mi mówi, że Adam ma dziewczynę i są razem 5 lat. Kurwa, 5 lat? Dziewczyna?! Ilona szybkim tempem zaczęła wytwarzać zdania. Bo on jest z nią nieszczęśliwy, nie pasują do siebie. I jeśli on się zakocha to on odejdzie od niej, on tylko czeka na taką, dla której głowę straci.

Jezu, co za sytuacja. To koniec. Nie chcę go widzieć. Ilona powiedziała jeszcze, że aktualnie zerwali ze sobą. Nie wiedziałam co o tym myśleć. Ilonie ufałam, dużo razem przeszłyśmy.

On zaproponował mi RANDKĘ. Zgodziłam się. Nie miałam oczekiwań, nie chciałam z nim być. Po prostu pojechaliśmy razem na dyskotekę. Założyłam krótką, żółtą sukienkę, było lato. Bardzo mnie pociągał, odpiął ten jeden guzik przy koszuli o jeden za dużo… Na parkiet mnie zaniósł. Rzucał mną jak szmatą. Od razu mieliśmy sporo miejsca, ludzie się rozsunęli. Potem usiedliśmy. Jakoś moja ręka wsunęła się między te guziki z koszuli. Dostał drgawek. Zabronił mi tak robić. Ja nie słuchałam. Wciągnął mnie na kolana. Pocałowaliśmy się. „Zaraz cię porwę stąd” — Powiedział. Wszystko widział ten drugi Adam. Doszło między nimi do kłótni tego wieczoru, ale nie wiem o co. Nigdy się nie dowiedziałam.

Zaczęły się spotkania. To było silniejsze. Do momentu, kiedy mi się przypomniało, że on ma dziewczynę. Wtedy odsuwałam się. Milczałam. Pewnego dnia zadzwonił dzwonek do drzwi. Wyszłam, to on. Pytam służbowo:

— Byliśmy umówieni?

Nie byliśmy.

— Chciałem tylko Cię przytulić…

Skubany. Tu miał mnie w garści… Wciągnął mnie w te silne ramiona. Chodzi na siłownię. Dostaję szału kiedy dotykam jego mięśni. Wciągnęłam go do pokoju. Była chemia między nami i cała fizyka i biologia. Jednak nie doszło nigdy do niczego więcej. Tego progu nie umiałam przekroczyć. Zresztą, czułam, że nie mam go na wyłączność. Nie wiedziałam czy jest z tą dziewczyną czy nie. Nie mówił o tym. Więcej mówił Ilonie.

— Opowiedz mi o swojej dziewczynie- odpaliłam działa

— Liv… Jest tak przyjemnie teraz, tu…

— Co ona teraz może robić, hmm…

— Dlaczego tak mówisz i pytasz, jeśli chcesz, to oczywiście porozmawiamy szczerze…

Pocałował moje usta… I znowu…

— Najlepiej już ubierz się i wyjdź

— Tak? Chcesz żebym teraz wyszedł?

— Tak

— Bo za chwilę już mnie nie powstrzymasz

— Nie mam zamiaru

Zaczął się energicznie ubierać. Sweterek, bluza. Szuka tej apaszki… Zerknął na mnie. Ja — poker-face. Zerknął znowu, prosto w oczy, przytrzymałam jego wzrok… Nagle zerwał z siebie te swetry, rzucił się na mnie, wziął mnie z fotela, zaniósł na kanapę, pocałował namiętnie…

— Rozkochasz i zostawisz…

— Pięknie to powiedziałaś

— Jestem zła

— Kochana…

— Jestem dziewicą

— CO?!

— To

— Koniec z tego typu zbliżeniami

— Dlaczego niby?

— Bo cię szanuję!

— Wspaniale, to zapomnij o następnym spotkaniu. Koniec

— O następne spotkanie to ty się postarasz

— Never.

Te spotkania wlokły się miesiące. Powoli docierało do mnie, że on jednak ma tą dziewczynę. Jest nie wierny. Nie stały. Nie zostawi jej nigdy. Pociąga mnie do szpiku kości. Zostawia mi listy pod wycieraczką w aucie kiedy jestem w szkole. Jak mam o nim zapomnieć.

A tymczasem w pracy zauważyłam, że mam przystojnego kolegę. Krzysiek. Raz zagadał o jakimś piwku. Przyjrzałam mu się i byłam zdziwiona, że wcześniej go nie dostrzegałam.

Adam powiedział, że prosi o spotkanie. Chce mi pokazać miasto nocą. Umówiliśmy się na wzgórzu pod laskiem. To nie był dobry dzień. Było dosyć romantycznie. Byliśmy sami. Rozmawialiśmy, spacerowaliśmy, było ciemno. Nadjechał jakiś samochód i oślepił nas. Wyszło z niego dwóch mężczyzn. Gruby i chudy. Adam nagle złapał mnie mocna za rękę, aż siłowo i cofnął mnie do tyłu. Gruby mnie wyrwał a chudy przywalił Adamowi. Zniknęli w lesie. To byli gwałciciele recydywiści, Adam znał ich, zeznawał kiedyś przeciw nim w sądzie i wtedy oni zostali skazani. Gruby mnie trzymał a Adam wyrwał się i biegł krzycząc, że zaraz mnie uratuje. Uspokoiłam serce, modliłam się i próbowałam rozmawiać z grubym, zagadywać go, bo ciągnął mnie do auta. Uznałam, że nic nie mogę zrobić. Będzie co ma być. Nie wiem ile to trwało, może 15 minut, Adam powiedział, że bardzo długo, aż policja przyjechała. Wyskoczyli z bronią, taką długą mierząc w nas i on mnie puścił. Nagle znalazłam się w objęciach Adama. Tylko już nic do niego nie czułam. On się trząsł cały. Dotykał mnie wszędzie i pytał, czy na pewno nic mi nie jest. Bał się o mnie. Myślał, że nie przeżyje tego. Zeznawaliśmy do rana. Osobno. Po wyjściu z tego przesłuchania, policjant który prowadził mnie do Adama, podziękował i odeszłam. Kiedy byłam na schodach zawołał:

— Nie chce pani zmienić zeznań?

Odwróciłam się

— Nie

Zszedł do nas i powiedział do Adama:

— Niech pan się nią zajmie…

Chyba myśleli, że coś mi tam zrobili. Byłam cała. Tylko psychika ucierpiała. Adam objął mnie i wyszliśmy. Na pożegnanie powiedział mi:

— Zadzwoń, proszę

Nie zadzwoniłam już nigdy. Wszystko między nami umarło. Miałam potem koszmary, lęki. Do dziś jestem czujna. Nie ulega jednak wątpliwości, że Adam mnie uratował. I za to mu dziękuję. Z serca.

Ciekawostka, parę lat później byłam na weselu z kolei z tym drugim Adamem. I na weselu było szałowo, nawet on zainteresował się mną… Wyglądał oszałamiająco, zresztą był bardzo przystojny. Ja jednak, przestałam czuć do niego to coś. Już nie byłam zainteresowana. Role się odwróciły.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 12.29
drukowana A5
za 33.13
drukowana A5
Kolorowa
za 57.17