Całość z butnym na czele bohaterem — jest mocna, bo obfita wprost w szarą rzeczywistość. Ostrość sytuacji obdziera Rojbera z szat, bez których bezwstydnie szepcząc pod nosem: „a chuj, idę na golasa!”, przemierza kolejne miesiące, przyjmując na swoje ciało wszystko, co możliwe, pozwalając przemielić to sercu, jakby ono w nim biło starą maszynką do mięsa, której często używały przy stolnicach nasze babki i matki.