Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

Nie z tej Ziemi

Izabela Ciemnicka

Finan w zamyśleniu wpatrywał się w wyświetlony przed nim hologram, przedstawiający powoli obracającą się planetę. Kolonizacją kosmosu zajmował się od nieco ponad dwóch stuleci, ale tego dnia po raz pierwszy w swojej karierze zawodowej odczuwał coś na kształt wyrzutów sumienia. Upił z trzymanego w dłoni kubka łyk zimnej już kawy. Co tu dużo mówić, planeta była idealna do jego celów. Wiedział o niej od dawna, jednak do tej pory miał na uwadze od groma lepszych, większych i w pełni nadających się do użytku okazów. Teraz jednak, po ich wykorzystaniu, była ona najlepszą potencjalną kandydatką. Był jeden problem, który odróżniał ją od poprzedniczek — była zamieszkana.


Pół biedy, gdyby jej mieszkańcami były istoty na ich poziomie. O tak, takim Finan z przyjemnością i czystym sumieniem wypowiedziałby wojnę i bezwstydnie zagarnął ich terytoria. Oni jednak nie dysponowali technologią wystarczająco zaawansowaną, by choćby błagać o litość. Nie byli w stanie zaginać czasoprzestrzeni, nie umieli poruszać się z prędkością nadświetlną, a co najzabawniejsze- nadal używali fal radiowych, łudząc się, że namierzą nimi jakąkolwiek cywilizację. Na samą myśl mężczyzna uśmiechnął się z politowaniem, po czym odstawił pusty kubek na piętrzącą się od tygodnia stertę, obiecując sobie w duchu, że w końcu się za nią zabierze.

Izabela Ciemnicka

Ziemia- tak nazywali ją miejscowi. Leżąca na peryferiach Drogi Mlecznej, odcięta od reszty galaktycznej społeczności planeta. Psychiki jej mieszkańców nie udało mu się zrozumieć do dziś. Jedni na wszelką cenę usiłują doszkukać się w kosmosie życia, a innych za głoszenie teorii o istnieniu przedstawicieli takowego, w ich mniemaniu kosmitów, zamyka się w zakładach z pokojami bez klamek. Finan ze wzruszeniem sięgnął pamięcią do czasów studenckich, kiedy to w ramach jednego z zaliczeń naprędce skonstruował generator fal radiowych długiego zasięgu, którym wysłał kilka sygnałów w stronę Ziemi. Wśród tubylców wywołał spore zamiesznie, zostając okrzyknięty Sygnałem Wow, jednak wkrótce potem, na potrzeby zatuszowania sprawy, całą winę zrzucono na chmury wodoru pobliskich komet. Kilkadziesiąt lat póżniej, już jako świeżo upieczony absolwent, wraz z innymi naukowcami opatentował i posłał na Ziemię próbkę swojej nanotechnologii, pod postacią silnie uzależniających substancji, pozwalających na obserwację Ziemi oczami narkotyzujących się nimi ludzi. Rzecz niezwykle przydatna, zwłaszcza po pracy, kiedy to z braku lepszych seriali, obejrzenie transmisji na żywo z drugiej wojny światowej staje się atrakcyjną alternatywą.


Finan podszedł do stojącego obok pulpitu i kliknięciem uruchomił sekwenję niezrozumiałych dla przeciętnego obserwatora znaków. Po chwili nad pulpitem pojawił się hologram przedstawiający wąską, usłaną żwirem i gruzem uliczkę, bo bokach której wznosiły się zaniedbane kamienne budynki. Człowiek, którego oczami mężczyzna obserwował scenę, szedł sennym krokiem w stronę niewielkiej grupy ludzi, stojącej pod ścianą jednego z nich. W oknach dało się dostrzec pojedyncze osoby, z ciekawością przyglądające się niecodziennmu zgromadzeniu. Ziemianin podszedł bliżej. W centrum stojących w półokręgu zebranych, przed barczystym, śniadym mężczyzną w wojskowych bojówkach i czarnej kominiarce klęczała młoda, czarnowłosa kobieta. Nie miała na głowie chusty, co rażąco wyróżniało ją spośród otaczającego ją tłumu. Mężczyna patrzył na nią z nieskrywaną nienawiścią, krzycząc coś w jednym z ziemskich języków i żywo gestykulując. Za jej plecami stał… Finan przysunął się bliżej hologramu, wpatrując się z niedowierzaniem w niepozorną sylwetkę małego, czarnowłosego chłopca. W przeliczeniu na ziemskie lata mógł mieć ich góra sześć. Niewzruszony mierzył karabinem maszynowym w plecy klęczącej kobiety, najwyrażniej czekając na rozkazy. Zgromadzeni ludzie przypatrywali się całej sytuacji dość obojętnie, jakby podobne zdarzenia miały już miejsce wcześniej. Ot, mała, poobiednia przerwa od codziennej rutyny. Mężczyzna oschłym tonem zapytał kobietę o coś w niezrozumiałym dla Finana języku, na co ta wolno sięgnęła po wiszący na jej szyi łańcuszek, z przyczepionym do niego małym, metalowym krzyżykiem i zacisnąłwszy na nim palce zaczęła bezgłośnie poruszać wargami, błagalnym wzrokiem spoglądając w niebo. Wyraźnie starała się powstrzymać napływające do oczu łzy, nie chcąc okazać słabości. Obcy chwycił ją za włosy, po czym otwartą dłonią z całej siły uderzył ją w twarz, ponawiając pytanie. Kobieta zawahała się. Po chwili zacisnęła zęby, a następnie patrząc mu w oczy, prawą dłonią nakreśliła na swoim ciele znak krzyża. Przez zgromadzenie przebiegł szmer oburzenia. Ktoś z tłumu rzucił kamieniem. Mężczyzna przez dłuższą chwilę patrzył na swoją ofiarę w milczeniu, z mieszaniną nienawiści i pogardy, po czym skinieniem głowy dał znak posłusznie czekającemu chłopcu. Panującą do tej pory ciszę przeszył huk serii strzałów, który rozbrzmiewał jeszcze przez dłuższą chwilę, odbijając się echem od kojenych budynków.


Finan ze wstrętem zakończył transmisję. Po raz kolejny utwierdził się w przekonaniu, że Ziemianie to podłe istoty. Prymitywy ograniczone do własnych przekonań, zabijające przedstawicieli własnej rasy. Aż dziw, że były zdolne do wynalezienia czegoś tak wspaniałego jak kawa. Nie zmieniało to faktu, że zasłużyli na zagładę, a kolonizacja była do tego sprzyjającą okolicznością. Postanowił, że zniszczy ich jeszcze przed kolacją, po czym przeciągnął się z satysfakcją i wziął się za pisanie raportów.

Magdalena Bożuk

Zaufaj mi

Magdalena Maria Piszczatowska

— Skazuję więc oskarżoną na karę dożywotniego wygnania w Zapomnianej Puszczy — powiedział sędzia. — Panie Ross, czy ma pan coś jeszcze do powiedzenia?

Wiedział, że mógł teraz obrócić losy całej sprawy. Ale czy na pewno chciał?

**********

Izabela Ciemnicka

Otworzył oczy i przeciągnął się. Spojrzał na zegar — była 8 rano. Radosny skierował się do kuchni. Nalał sobie do szklanki soku z czarnej porzeczki. Przypomniał sobie wtedy, że gdy wstawał z łóżka, nie było w nim jego żony. Pomyślał, że może wstała wcześniej i jest gdzieś w domu. Skorzystał więc z umiejętności swojej rasy i wyostrzył zmysły do zasięgu całego domu, ale nie wyczuł jej. Słyszał brzęczenie muchy na drugim piętrze i czuł zapach kwiatów, które stały w salonie na pierwszym piętrze, ale swojej małżonki nie. Nic nie wskazywało na to, że planuje jedną z tych swoich porannych niespodzianek. „Dlaczego może jej nie być? O tej porze zawsze śpi. Pewnie ma jakieś bardzo ważne spotkanie. Szkoda tylko, że mi nie powiedziała. No cóż, na pewno nic jej się nie stanie” — pomyślał. Kierując się z powrotem do kuchni, zauważył leżącą pod drzwiami wejściowymi kopertę. Zaniepokoił się odrobinę. Taki sposób wiadomości zostawiała policja lub urzędnicy, tylko w bardzo ważnych sprawach. Schylił się po list i skrzywił się, widząc symbol policji na papierze. Rozerwał kopertę, przeleciał wzrokiem pierwsze linijki tekstu. Opuścił zwroty grzecznościowe, tytuły i daty i miejsca. Od razu rzuciło mu się w oczy jedno ze zdań, które brzmiało: „W związku z tym, pańska żona została tymczasowo zatrzymana za włamanie i kradzież…” Przeczytawszy to zdanie, zakrztusił się sokiem, a szklanka wyślizgnęła mu się z dłoni i roztrzaskała na podłodze. Wpatrywał się w kartkę z niedowierzaniem. „Moja żona? Nie… dlaczego miałaby to zrobić? Nie, to nie może być prawda.” Wciąż jeszcze oszołomiony zostawił rozbitą szklankę w kałuży soku porzeczkowego, przebrał się i wyszedł z domu. Przez całą drogę rozmyślał o tym, co mogło się zdarzyć. Nie mógł znaleźć powodu, dla którego faktycznie mogłaby to zrobić.

Izabela Ciemnicka

**********

— Jak w ogóle się o tym dowiedzieliście? Byli jacyś świadkowie? — zapytał Ross.

Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę