E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
20.07
Odrzucony 2

Bezpłatny fragment - Odrzucony 2

Wendeta Borysa


5
Objętość:
142 str.
ISBN:
978-83-8155-500-5
E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
za 20.07

Pobierz bezpłatnie

Książkę dedykuję wszystkim policjantom, którzy musieli podjąć trudną decyzję.

Rozdział 1

Czarny Volkswagen Golf model III mknął po asfaltowej drodze pośród lasów i łąk w akompaniamencie basowego pomruku tuningowanej rury wydechowej.

Pogoda była idealna. Ciepłe, wrześniowe, słoneczne przedpołudnie wręcz zachęcało osoby starsze do spacerów, a młodzież do przejażdżek ulubionymi pojazdami.

Przystojny, młody kierowca golfa głęboko zaciągnął się papierosem i wydmuchnął dym w kierunku uchylonego okna kierowcy. Słońce przedzierające się przez konary mijanych drzew padało na zmierzwione wiatrem, czarne i lśniące młodością włosy kierowcy. Okolona trzydniowym zarostem twarz młodego mężczyzny wyrażała zadowolenie.

Wyjeżdżając z kolejnego odcinka lasu kierowca kątem oka dostrzegł na skraju łąki zaparkowany radiowóz i policjanta, który machał w jego stronę lizakiem.

— Kurwa, co za pech! — mężczyzna zaklął pod nosem. Zastanawiał się, dlaczego go zatrzymują. Jako młody kierowca ze świeżym prawem jazdy starał się nie przekraczać prędkości i zawsze zapinał pasy bezpieczeństwa. Na szczęście nie miał w samochodzie żadnego zioła, był więc gotowy na kontrolę drogową. Zjechał z ulicy na żwirowe pobocze, wyłączył silnik i czekał nie wysiadając z pojazdu.

— Dzień dobry, panie kierowco, kontrola drogowa, proszę przygotować dokumenty — powiedział policjant po podejściu do drzwi samochodu.

Mężczyzna wyjął z kieszeni prawo jazdy i dokumenty wozu, a policjant w tym czasie obchodził jego pojazd dookoła spoglądając na stan opon. Policjant był młody, w stopniu sierżanta, jego biała czapka uświadamiała kierowcy, iż ma do czynienia z wydziałem ruchu drogowego. Pomyślał więc, że jego stary pojazd może zostać szczegółowo sprawdzony.

Policjant po ponownym podejściu do kierowcy zabrał dokumenty i powiedział:

— Proszę zaczekać w pojeździe, zaraz wrócę.

— Czy coś się stało, panie sierżancie? — zapytał kierowca.

— Nie, to rutynowa kontrola.

Kierowca widział, jak policjant wsiada do radiowozu i przekazuje dokumenty swojemu koledze, a sam zaraz wyszedł z radiowozu i zbliżał się w kierunku golfa z niewielkim alkomatem w ręku. Po podejściu do kierowcy Golfa policjant zapytał:

— Panie kierowco, alkohol jakiś dzisiaj był? Lub wczoraj?

— Nie, na pewno jestem trzeźwy.

— Proszę dmuchać długo i mocno, dopóki nie powiem dość — rzekł policjant przysuwając do ust kierowcy podłużne urządzenie z żółtym lejkiem na końcu. Kierowca dmuchał, aż urządzenie wydało krótki pisk, a policjant powiedział „dość”. Po kilku sekundach stróż prawa ogłosił, że wszystko w porządku. Nagle obok niego pojawił się drugi policjant i coś powiedział temu pierwszemu szeptem na ucho.

— Panie kierowco, poproszę pana, aby na chwilę przeszedł pan z nami do radiowozu — oświadczył pierwszy policjant, a drugi z nich stał tuż obok niego. Kierowca się zaniepokoił i zapytał:

— Czy coś się stało, panowie?

— Nie, ale będzie pan musiał coś nam podpisać.

— Mandat? A czy mógłbym prosić o pouczenie?

— Nie chodzi o mandat, zaraz panu wszystko wyjaśnimy, proszę z nami — policjant otworzył drzwi kierowcy i czekał, aż ten opuści pojazd. Kierowca szedł pomiędzy policjantami i zajął miejsce na tylnym siedzeniu radiowozu, obydwaj policjanci usiedli na siedzeniach z przodu pojazdu.

„Mam nadzieję, że mnie nie zamkną” — pomyślał kierowca spoglądając na wyświetlacz przenośnego urządzenia, z którego policjant odczytywał dane.

— Proszę podać swoje dane, panie kierowco — poprosił policjant.

— Borys Grot, syn Edwarda, urodzony 19 kwietnia 2000r. w Krakowie.

— Gdzie pan mieszka?

— Wynajmuję mieszkanie w Katowicach na Hutniczej 24.

— A adres w Liszkach?

— To adres zameldowania, gdzie mieszkałem z matką, ale już tam nie przebywam.

— Samochód nie jest zarejestrowany na pana, dlaczego? — zapytał policjant.

— Kupiłem go dwa tygodnie temu, w zakładce dowodu rejestracyjnego jest złożona umowa zakupu, przerejestruję go w przyszłym tygodniu po wypłacie.

Policjant zapoznał się z umową i sprawdził ubezpieczenie pojazdu, a następnie odwrócił się w stronę kontrolowanego kierowcy i rzekł:

— Panie Borysie, nie wiem, czy pan wie, ale jest pan osobą poszukiwaną.

— Co? To niemożliwe! Nie mam nigdzie żadnej sprawy ani wyroku, to pomyłka!

— Spokojnie panie Grot, poszukiwanie dotyczy pana zaginięcia.

— Co? Ja zaginiony? Nigdy w życiu! Kto zgłosił zaginięcie?

— Z systemu wynika, że chyba pana matka, gdyż ją trzeba powiadomić o pana odnalezieniu.

— Nie wierzę — powiedział Borys — jestem dorosły, panowie i mogę żyć jak i gdzie chcę, a matce nic do tego.

— Ma pan rację — odrzekł policjant — lecz niech pan weźmie pod uwagę, iż matka z pewnością się martwi o pana.

— Matka dobrze wie, że nie będę z nią mieszkał, ani utrzymywał kontaktów. Proszę, nie mówcie jej, gdzie mieszkam, bo mi znowu życie zatruje.

— Oczywiście, jeżeli ma pan takie życzenie, to zachowamy pana adres do wiadomości Policji, matce go nie podamy.

— Dziękuję bardzo — z ulgą odrzekł Borys.

— Musimy natomiast ją poinformować o samym fakcie pana odnalezienia.

— Trudno, powiadomcie ją i zaznaczcie w komputerze, aby więcej nie przyjmować od niej takich głupich zgłoszeń, szkoda waszej pracy i czasu.

— Proszę wypisać druk oświadczenia, panie Borysie — policjant podał mężczyźnie długopis i druk. Borys po wypisaniu oświadczenia z ulgą przyjął informację od policjantów, że to już wszystko i odebrał swoje dokumenty.

— Do widzenia! — krzyknął Borys w stronę radiowozu i oddalił się do swojego Golfa. Radiowóz odjechał, a Borys dłuższą chwilę siedział w samochodzie i zastanawiał się nad tym, co się przed chwilą wydarzyło.

„Głupia pinda” — pomyślał o swojej matce Borys, czy naprawdę myślała, że go namierzy i zmusi do powrotu do domu? Nigdy! Nie miał najmniejszej ochoty oglądać jej zakłamanej mordy i brać udziału w jej fałszywym życiu. Przez pięć miesięcy doskonale dawał sobie radę bez niej, miał mieszkanie, samochód, pracę, a nawet dziewczynę. Matki do niczego już nie potrzebował. Może postąpiłby inaczej, gdyby nie ukrywała przed nim prawdy o ojcu. Matka jednak nie uznała za stosowne dzielić się z nim informacjami o ojcu, dlatego też nie ma z nią o czym rozmawiać.

Borys odetchnął głęboko, uruchomił silnik w samochodzie i powoli włączył się do ruchu. Jechał powoli, ciesząc się słońcem i jesiennymi kolorami przyrody. W myślach wracał pamięcią do przeszłości, zaledwie sprzed kilku miesięcy, a jednak tak odległej. Odtwarzał w pamięci twarz i głos ojca, gdy przemawiał do niego z ekranu laptopa. Tylko do niego. Specjalnie dla niego. To było coś. Czasami żałował, że zniszczył pendrive z nagraniem od ojca. Z uwagi na informacje, jakie ojciec mu tam przekazał, zniszczenie nośnika było jednak konieczne.

Przypomniał sobie, jak otwierał skrytkę nr 19 na poczcie w Katowicach kluczem podarowanym przez ojca. Szare pudełko pełne tajemnic kusiło go, by zajrzeć do wnętrza od razu na poczcie. Powstrzymał się jednak i zrobił to w ustronnym miejscu na skraju lasu. Paczka od ojca zawierała pokaźny plik pieniędzy, a także zdjęcia, zapiski, mapki i szkice, które miały mu pomóc w namierzeniu oprawców ojca. W wymierzeniu sprawiedliwości tym, przez których ojciec zginął. W pudełku znajdowało się też zawiniątko — foliowy worek, w którym spoczywał owinięty naoliwioną szmatą pistolet. Broń była piękna — czarna, błyszcząca i ciężka. Borys nie znał się na broni palnej i nie był jej zwolennikiem, ale przezornie zakopał pistolet w lesie i oznaczył to miejsce na mapie. Kto wie, czy podczas realizacji jego planu broń ta nie będzie mu potrzebna.

Pieniądze od ojca pomogły mu w rozpoczęciu samodzielnego życia, a w szczególności w pokryciu kaucji za wynajęcie mieszkania oraz na zakup samochodu. Stary Peugeot 206, którego kupił, okazał się złomem. Ciągłe problemy z elektryką nie dawały mu spokoju, więc szybko się pozbył tego samochodu. Kupiony niedawno Golf, choć nieco droższy od francuza, był o niebo lepszy.

Pracę znalazł bez problemu — średniej wielkości warsztat samochodowy na obrzeżu Katowic w pełni spełniał jego oczekiwania. Przyuczał się podczas trudniejszych napraw samochodów, najczęściej jednak samodzielnie zajmował się wymianą opon i naprawami wulkanizacyjnymi. To była prosta robota i opanował ją w mig. Liczył na to, że z czasem zostanie jednym z najlepszych mechaników w tym warsztacie.

Podczas tych rozmyślań i wspomnień nagle zauważył, że jest już przy parkingu pod swoim mieszkaniem. Zaparkował golfa tyłem pod blokiem i wbiegł po schodach do mieszkania.

Rozdział 2

— Roksana! Kończ natychmiast tą grę, wyłącz komputer i biegiem do łazienki wykąpać się! — krzyknęła po raz kolejny Anita w stronę pokoju swojej córki.

— Już idę, mamusiu, sekunda! — odpowiedziała piskliwym głosem dziewczynka.

— Co chcesz na kolację?

— Bułkę z nutellą. Grubo posmaruj.

— A może jakieś warzywo, ogórek, pomidor? Czy zdrowe rzeczy w zęby kolą królewnę, co? — zagadnęła Anita.

— Nie, proszę, ja chcę z nutellą. Ogórka zjem na śniadanie.

— Trzymam cię za słowo — pogroziła palcem Anita.

Z westchnieniem Anita udała się do kuchni przygotować córce kolację. Pomimo, iż Roksana miała już 14 lat, nadal traktowała ją jak małą dziewczynkę. Tak bardzo wraz z Dawidem chcieli mieć swoje dziecko, że mimo jej wieku i szeregu ostrzeżeń lekarzy, zdecydowali się na zajście w ciążę i to zaraz po dramatycznych wydarzeniach, które spotkały jej rodzinę oraz Dawida.

Przekroiła bułkę, zanurzyła nóż w nutelli i nałożyła ją na bułkę. Podczas rozsmarowywania ulubionego przez dzieci czekoladowego kremu na bułce, po raz kolejny wróciła pamięcią do wydarzeń sprzed 15 lat, kiedy to w jej życie wtargnął nieznany jej do tamtej pory brat Edward. Serce się jej ścisnęło na wspomnienie tego, jaką traumę przeżyli jej bliscy. Widziała w pamięci wykrzywioną z bólu twarz ojca, który uratował jej życie i osłonił ją przed kulą. Widziała wystraszoną twarz swojego pięcioletniego synka Adasia, który nie rozumiał, co się dzieje i został zamknięty przez psychopatę w łazience. Pamiętała dokładnie ulgę, którą poczuła na widok postrzelonego „brata Edwarda”. Nic w życiu bardziej jej nie ucieszyło, niż widok tego świra leżącego na podłodze w domu rodziców bez oznak życia. Modliła się wtedy, aby już nigdy ten mężczyzna się nie podniósł i nigdy nie pojawił się ponownie w jej życiu.

Los sprawił, że jej modlitwy zostały wysłuchane. Edward zginął wskutek obrażeń zadanych przez kule wystrzelone przez policjanta w domu jej rodziców. Nigdy nie interesowała się losem zwłok Edwarda, nie była na jego pogrzebie. Jej rodzice, mając wyrzuty sumienia związane z oddaniem Edwarda do adopcji, prawdopodobnie w tajemnicy przed nią zajęli się jego pochówkiem. Anita nigdy z nimi o tym nie rozmawiała, ani też nie była na cmentarzu. Nie wiedziała, gdzie jest jego grób. Nie chciała wiedzieć.

Rok po tych wydarzeniach urodziła Roksanę, która była ich wspólnym szczęściem. Anita zdawała sobie sprawę z tego, że za bardzo „skakała” wokół Roksany — jak określał to Dawid, ale chciała ją uchronić przed wszelkim złem tego świata.

Po urodzeniu Roksany Anita wzięła ślub cywilny z Dawidem, co również było jednym z ważniejszych i najszczęśliwszych wydarzeń w jej życiu. Nie chciała jednak teraz myśleć o ślubie ze względu na to, co się później wydarzyło. Z przykrością powracała pamięcią do faktu, iż zdradziła męża. Nawet nie zdradziła, lecz zdradzała. Sama nie wierzyła, jak to się stało, ale nagle pojawił się w jej życiu mężczyzna znajomy jej z widzenia i zaczął jej prawić komplementy na temat jej urody, ciała itp. Bardzo jej to schlebiało, choć tak naprawdę to samo bez przerwy słyszała od męża. Tak już jednak jest z kobietami, iż mężom nie wierzą zakładając, że mówią to, bo im wypada. A obcemu się wierzy, że to prawda.

Wymiany spojrzeń, wymiany numerów telefonów doprowadziły wkrótce do spotkań, które w efekcie zakończyły się seksem. Dała mu się uwieść jak małolata. Oddała mu się całkowicie. Prawda, jak to zwykle bywa, po czasie wyszła na jaw. Dawid się dowiedział i był zdruzgotany. Oczywiście, nie dowiedział się od niej. Nie miała na tyle odwagi, aby mu to powiedzieć. Zamiast tego kłamała mu w żywe oczy, wypierała się nawet, gdy miał już dowody i przyparł ją do muru.

Dawid jej wybaczył i dał jej szansę. Wiedziała ze stuprocentową pewnością, iż ona nigdy w życiu nie wybaczyłaby żadnej zdrady Dawidowi, nawet jednorazowej i przypadkowej. Nigdy.

— Mamo, co robisz? — usłyszała głos córki Anita. Roksana stała obok niej w kuchni i patrzyła, jak matka smaruje bułkę nutellą w tę i z powrotem.

— Przepraszam, zamyśliłam się — powiedziała Anita i podała Roksanie gotową kanapkę. Dziewczynka odebrała bułkę i usiadła z nią na sofie przed telewizorem. Gryząc kanapkę śmiała się pod nosem z filmowego kanału dla młodzieży, który włączyła.

Anita od pewnego czasu z przerażeniem stwierdziła, że zarówno Dawid, jaki i Roksana działali jej na nerwy. Wszystko, co robili, potrafiło ją w mig wyprowadzić z równowagi.

— Już zjadłam — Anita usłyszała głos Roksany z pokoju.

— Wypij herbatę.

— Już dawno wypiłam.

— To myj zęby i spać.

— Już idę — odparła smutnym głosem Roksana. — A nie mogę poczekać na tatusia?

— A kto wstanie rano do szkoły, moja droga?

— Ok, powiedz tacie, że go kocham i żeby przyszedł mnie ucałować.

— Powiem. — odparła Anita wiedząc, że Dawid w życiu nie zapomni wejść do pokoju córki i ucałować ją w czoło bez względu na porę, o jakiej wróci do domu. Często nawet to działało jej na nerwy…

Rozdział 3

Dawid mył swoją ciężarówkę po zakończonej długiej trasie. Gąbka z pianą przesuwała się po czerwonym lakierze pojazdu, a jego umysł jak zawsze automatycznie cofał się w przeszłość. Nie mógł się już doczekać spotkania z córeczką Roksaną. Kiedyś tak samo bardzo tęsknił za żoną, ale sytuacja się zmieniła.

Dawid teraz po prostu czekał. Oby tylko nie było za późno dla ich małżeństwa. Był zadowolony ze swojego życia i uważał je za szczęśliwe. Gdyby nie zdrady Anity, oczywiście. Uważał to za swoją największą życiową porażkę. Myślał, że jest inna.

Jak mówi znane powiedzonko, że gdyby suka nie dała, to pies by nie wziął. Taka właśnie była prawda. Gdyby Anita miała klasę, honor, godność, szacunek do siebie i męża, to wtedy zaloty jakiegokolwiek dupka zakończyłyby się porażką. Pogadałby, pouśmiechał się i tyle. Nic więcej by nie osiągnął. Anita jednak nie wykazała się żadną z tych cech. To bolało go najbardziej i wiedział, że tego nie wybaczy jej nigdy. Sam nie wiedział, co ma z tym wszystkim zrobić.

Dawid spostrzegł, że ciężarówka przestała się pienić, a gąbka trze o suchy czerwony lakier. Natychmiast odsunął gąbkę od pojazdu i zaczął spłukiwać maszynę wodą z węża. Po piętnastu minutach wsiadł do swojego starego Seata Ibizy i udał się do domu mając nadzieję, że Anita będzie w humorze i nie zbluzga go „na dzień dobry” za cokolwiek.

Rozdział 4

Borys przekręcił klucz w zamku drzwi swojego mieszkania, wszedł do środka i zamknął drzwi na klucz. Zsunął z nóg sportowe czarne buty New Ballance i udał się wprost do kuchni, gdzie z lodówki wyjął zimne piwo Desperados. Otworzył kapsel i z przyjemnością przełknął kilka łyków chłodnego napoju. Z piwem w ręku wszedł do dużego pokoju, usiadł na rogówce i złożył długi, zniewalający pocałunek na ustach siedzącej tam dziewczyny.

— Witaj mój Bo! — powiedziała dziewczyna, gdy chłopak odessał się już od jej ust.

— Witaj moja piękna Nino! — odrzekł Borys i otulił ją ramieniem patrząc na włączony telewizor. — Co tam leci ciekawego, kochanie?

— Same pierdoły. Musimy sobie sprawić pakiet Canal Plus lub HBO.

— Na razie nie damy rady, skarbie, ale z czasem wszystko dla Ciebie. Tylko tam podobno też same powtórki, nic nowego i ciekawego nie ma.

— W takim pakiecie na pewno coś fajnego sobie znajdę — odrzekła Nina.

— Wiesz, że dziś miałem kontrolę policyjną i byłem poszukiwany?

— Co? Niemożliwe, za co?

— Za nic, ta debilka moja stara zgłosiła moje zaginięcie.

— Nie wierzę, kiedy to zgłosiła?

— Widzisz, nawet nie wiem, nie zapytałem o to. Najważniejsze dla mnie było, żeby jej nie podali naszego adresu. Powiedzieli, że jej go nie podadzą, jeśli sobie tego nie życzę.

— Super, oby to była prawda — powiedziała Nina.

Nagle rozmowę przerwał dźwięk telefonu komórkowego Borysa. Chłopak odebrał połączenie.

— Cześć Leo, masz coś?

Nina nie słyszała co odpowiada rozmówca, więc mogła się tylko domyślać, czego dotyczy rozmowa.

— Super, adres się zgadza? — powiedział Borys. — OK, to zapisz numery samochodów na posesji i obok na ulicy. Wyślij mi je poprzez sms lub messenger. Dzięki i nara.

— Coś się stało? — zapytała Nina.

— Nic takiego, kochanie. Po prostu powoli zbliżam się do celu.

— Znowu ten temat z zemstą za twojego ojca?

— Dobrze wiesz, że muszę załatwić tą sprawę. Potem, tak jak obiecałem, zaczniemy nowe, inne i lepsze życie. Bez demonów przeszłości. Obiecuję.

— Wiem. Ale boję się, jak to się wszystko zakończy. Mówiłeś, że twojemu ojcu się nie udało — powiedziała Nina.

— Tak, dlatego teraz ja, jego syn, bogatszy o doświadczenia, załatwię sprawę raz na zawsze. Mam wobec nich taki plan, że będą w szoku, gdy przeznaczenie ich dopadnie.

— Nie chcę cię stracić — wyznała Nina.

— Ja ciebie również. Jesteśmy jednością na zawsze. Nikt tego nie zmieni. — odparł z uśmiechem Borys. Po tych słowach wstał i przeszedł z piwem w ręku do małego pokoju, gdzie stał laptop. Włączył urządzenie i poczekał chwilę na zalogowanie do systemu. Następnie po raz setny wybrał w wyszukiwarce wiadomości i wypadki sprzed 15 lat. Od razu rozpoznał artykuł, który znał już na pamięć. Mimo to otworzył go ponownie i zaczął czytać:

„W sobotę w naszym mieście doszło do dramatycznych wydarzeń. W prywatnym domu jednych z mieszkańców naszego miasta pojawił się psychopata, przebrany w strój listonosza. Napastnik sterroryzował mieszkańców bronią palną i groził wszystkim domownikom. Postrzelił jednego z domowników. Wskutek sprawnej interwencji policjantów sprawca został obezwładniony i rozbrojony, policjanci użyli broni palnej. Policja dla dobra śledztwa nie podaje na razie motywów działania sprawcy, ani też jego stanu zdrowia po użyciu broni.”

I kolejny artykuł:

„Sprawca sobotniego napadu na dom w Katowicach nie żyje. Policja użyła broni wobec uzbrojonego w broń palną sprawcy napadu, mężczyzna zginął na miejscu. Pokrzywdzona rodzina została objęta opieką psychologa. Policja nadal nie podaje motywów działania sprawcy. Napastnikiem był Edward G. Według nieoficjalnych źródeł powodem napadu nie były motywy rabunkowe. Mogło chodzić o jakieś nieporozumienia bądź rozliczenia. Policja tego nie potwierdza.”

Borys czytając tekst zaciskał zęby ze złości. Banda kłamców. Gliniarze i pismaki. Jedni drugich warci. Chętnie napisałby do nich prawdę. Działanie takie jednak niepotrzebnie zwróciłoby na niego ich uwagę. A tego nie potrzebował. Nagle poczuł na swych ramionach dotyk dłoni. Szybko zamknął ekran laptopa i usłyszał głos Niny:

— Znowu skarbie drążysz w przeszłości… Czytałeś to już setki razy.

— Wiem, ale to mi na pewno pomoże. Nie mogę sobie pozwolić na żaden błąd.

— Jasne, kochanie. Nie zrób tylko niczego głupiego.

Borys przemilczał to, co powiedziała właśnie Nina. Miał nadzieję, że wszystko pójdzie po jego myśli. Już wkrótce.

Rozdział 5

Padający deszcz w ciągu chwili pokrył mokrą warstwą chodniki i ulicę Ogrodową. Tam właśnie po raz kolejny stał teraz Borys, obserwował posesję numer 9. Stał w ukryciu za drzewami, aby nie rzucać się w oczy. Łatwiej by mu było prowadzić obserwację z samochodu, wolał jednak nie pokazywać się tam samochodem. Na głowę nasunięty miał kaptur, w ustach trzymał papierosa i nienawistnym spojrzeniem wypatrywał jakiegokolwiek ruchu wokół interesującego go domu. Po jakimś czasie zauważył, że drzwi domu się otworzyły i na zewnątrz wyszedł mężczyzna w podeszłym wieku, miał ponad 70 lat. Siwe włosy, szczupła budowa ciała — wszystko się zgadzało z jego ustaleniami. Mężczyzna wsiadł do zaparkowanego na terenie posesji Fiata Pandy koloru niebieskiego. Po chwili z domu wyszła kobieta w podeszłym wieku i wsiadła do Pandy na siedzenie pasażera. Brama zaczęła powoli odsuwać się na bok, była automatyczna.

Borys porównał numer rejestracyjny Pandy z numerem zapisanym w swoim telefonie — wszystko się zgadzało.

Samochód odjechał, a Borys wolnym krokiem ruszył w stronę innej części miasta.

Rozdział 6

W telewizji jak zwykle nic ciekawego nie było. Nina zmieniała kanały jeden za drugim, ciągle trafiając na idiotyczne reklamy lub znienawidzone przez nią seriale o zdradach i innych problemach. Kiedyś tych seriali było niewiele. Teraz kręcą je bez opamiętania — o szkole, o szpitalach, o policjantach, a nawet o lombardach. Nienawidziła tego. Przełączyła telewizor na kanał muzyczny i poszła do kuchni zrobić sobie kawę. Zanim woda się zagotuje, postanowiła zajrzeć do drugiego pokoju i sprawdzić, co porabia Borys. Chłopak siedział przed laptopem i uważnie wpatrywał się w ekran. Nina zauważyła, że na ekranie laptopa wyświetlony jest jakiś schemat. Napis na górze strony informował, że jest to układ hamulcowy Fiata Panda. Nina nie była zaskoczona tym, co przegląda Borys, pracował w końcu jako mechanik samochodowy. Położyła dłonie na ramionach Borysa, ten odwrócił głowę w jej stronę, a ona ucałowała go w usta.

— Chcesz kawy, skarbie? Bo właśnie robię — zapytała Nina.

— Poproszę z mleczkiem.

— Bez cukru?

— Oczywiście, znasz mnie już jak swoją kieszeń — odparł Borys.

Nina uśmiechnęła się do niego i poszła do kuchni. Chwilami zazdrościła Borysowi jego determinacji w sprawie ojca. Też chciałaby móc myśleć tak dobrze o swoim ojcu. Nie mogła jednak tego zrobić. Jej ojciec był podłym tyranem, który już od jej dzieciństwa ciągle ją krytykował, wyzywał i dojeżdżał złośliwymi pracami domowymi. Matka nie miała nic do powiedzenia i nie potrafiła jej pomóc, gdyż sama musiała się pilnować, by nie zdenerwować pana i władcy tego domu. Nina dziwiła się, że matka pozwala się tak traktować i z czasem straciła do niej szacunek. Dotrwała do swoich osiemnastych urodzin i wyprowadziła się z domu. Na początku nie było jej łatwo. Nocowanie u koleżanek sprawdzało się na kilka dni, potem była już niezbyt mile widziana. Od czasu, gdy spotkała Borysa, wszystko w jej życiu zmieniło się na lepsze. Co jakiś czas kontaktowała się telefonicznie z matką, ojca nie chciała widzieć już nigdy w życiu.

Zaniosła kubki z kawą na stół w dużym pokoju i usiadła na rogówce. Po chwili dołączył do niej Borys.

— Zobacz co mam — z uśmiechem powiedział Borys trzymając na dłoni papierosa o nieregularnym kształcie.

— Co to? Znowu kupiłeś trawę? — zapytała.

— Spokojnie, to tylko mały lolek, rozluźnimy się troszeczkę.

Nina nie była zwolenniczką narkotyków, lecz będąc z Borysem kilka razy miała okazję spróbować skręta i nie uważała tego za coś bardzo złego. Nigdy nie dałaby się namówić na inne narkotyki, jak amfetamina czy heroina. Za bardzo się bała uzależnienia.

Borys zapalił skręta i podał go Ninie. Dziewczyna zaciągnęła się dymem i przez chwilę przetrzymała go w płucach, a następnie powoli wypuściła. Czuła, jak narkotyk rozchodzi się po jej ciele, które stawało się lekkie i rozluźnione.

Rozdział 7

Borys po ponownym przejrzeniu notatek ojca wsiadł do samochodu i udał się w okolice ulicy Kolberga. Zaparkował dwie ulice dalej i wyłączył silnik. Do dzisiejszego rekonesansu musiał się odpowiednio przygotować. Nałożył czapkę z daszkiem, wysiadł z samochodu i z tylnego siedzenia wyjął dwie wytłaczanki pełne jajek. Niosąc jajka udał się pomiędzy bloki na ul. Kolberga, gdzie odnalazł blok numer 8. Wszedł na klatkę schodową, gdzie dalszą drogę zablokował mu domofon. Wcisnął numer 1 i czekał na połączenie.

— Kto tam? — usłyszał damski głos.

— Świeże jajeczka wiejskie w dobrej cenie dla szanownej pani — powiedział do głośnika Borys.

— Dziękuję, nie chcę jajek.

— A może mi pani otworzyć, żebym po sąsiadach jeszcze przeleciał?

W domofonie przez chwilę panowała cisza, lecz wkrótce Borys usłyszał brzęczenie otwieranego zamka w drzwiach. Szybko pchnął drzwi i wszedł schodami w stronę mieszkań. Drzwi mieszkania numer 1 otworzyły się, gdzie w szparze pomiędzy murem a drzwiami Borys dostrzegł głowę kobiety.

— Może jednak skusi się pani na jajeczka?

— Nie, dziękuję. Przepraszam, ale chciałam sprawdzić kogo wpuściłam. Wie pan, teraz tyle się słyszy o tych złodziejach i ćpunach, że włos się na głowie jeży.

— I słusznie, proszę pani, ja tylko jajeczka rozprowadzam.

— W porządku, do widzenia.

— Do widzenia — odparł Borys.

Źle się stało, że był widziany przez tą kobietę. Na tym etapie planu musiał się jednak pokazać. Wkrótce nie będzie to miało znaczenia. Przeszedł obok drzwi numer 2 i 3 bez pukania i skierował się pod drzwi numer 4. Na drzwiach oprócz numeru wisiała tabliczka z napisem A. KALETA-BARON. Borys się uśmiechnął. Brał pod uwagę fakt, iż jego cel Anita Kaleta mogła się wyprowadzić. Tabliczka jednak wskazywała na to, iż mieszka tu nadal, lub wynajmuje komuś mieszkanie. Borys przez chwilę nasłuchiwał pod drzwiami. Usłyszał, że ktoś ewidentnie jest w mieszkaniu. Słyszał damski głos.

OK, działamy — pomyślał Borys i zastukał do drzwi.

— Kto tam? — Borys usłyszał dziewczęcy głos.

— Jajka oferuję prosto ze wsi.

Usłyszał dźwięk otwieranego zamka i drzwi uchyliły się. Borys ze zdziwieniem dostrzegł w drzwiach kilkunastoletnią dziewczynkę o ładnej buzi i długich ciemnych włosach. Dziewczynka miała na nosie okulary w czerwonych oprawkach.

— Jest ktoś dorosły? Chciałbym sprzedać jajka, jeśli to możliwe — powiedział dziewczynce Borys.

— Mamusiu! Chcemy jajka? — krzyknęła dziewczynka w głąb mieszkania. Po kilku sekundach w drzwiach pojawiła się kobieta w wieku około 50 lat, szczupła i atrakcyjna jak na swój wiek. Poprawiła ona swoje ciemne włosy, a Borys natychmiast zapytał:

— Może skusi się szanowna pani na świeże jajeczka ze wsi w dobrej cenie?

— Dziękuję bardzo, ale nie potrzebuję jajek — z uśmiechem odparła kobieta.

— W takim razie przepraszam i życzę miłego dnia.

— Wzajemnie, do widzenia — odrzekła kobieta i zamknęła drzwi.

Borys przez tą krótką chwilę starał się zapamiętać każdy rys twarzy kobiety oraz młodej dziewczyny. Był przekonany, że kobieta, którą przed chwilą widział, była siostrą jego ojca. Była starsza i trochę zmieniona, ale pasowała idealnie do opisu i zdjęć, które miał od ojca.

Borys odszedł od drzwi i sprawdził, czy długopis, który miał włożony do kieszeni na piersi spełnił swoje zadanie. Mała dioda mrugała, co oznaczało, iż kamera działała i powinna była zarejestrować wizerunek kobiety. Borys zszedł schodami w dół i wyszedł z bloku kierując się do samochodu. Niedobrze, że Anita go widziała, ale to było w planach. Musiał z nią stanąć twarzą w twarz i ją rozpoznać. Równie dobrze mogła już tam nie mieszkać. Miał nadzieję, że w czapeczce część twarzy zasłaniał daszek i że nie zapamiętała go zbytnio. Był tylko przeciętnym sprzedawcą jajek, do którego nikt nie przywiązuje uwagi. Był bardzo zaskoczony widokiem młodej dziewczyny w mieszkaniu. Tego nie było w planach. Ojciec też o niej nie wiedział, była za młoda. Siostra ojca musiała sobie zrobić bachora po jego śmierci. W tej sytuacji w głowie Borysa powoli zaczął się układać nowy plan. Będzie musiał jeszcze wszystko na spokojnie przemyśleć i przygotować.

Uderzenie w córeczkę z pewnością zabolałoby cioteczkę o wiele bardziej, niż krzywda wyrządzona jej samej…

Rozdział 8

Laptop wyświetlił informację o zakończeniu kopiowania plików z urządzenia zewnętrznego. Borys odpiął długopis od laptopa i zaczął przeglądać film. Przewinął moment z sąsiadką spod nr 1. Gdy dotarł do momentu otwarcia drzwi numer 4 zwolnił prędkość odtwarzania i studiował rysy twarzy dziewczynki i kobiety. Obraz nie był bardzo jasny, ale jak na kamerkę tak małych rozmiarów, spisała się znakomicie. Bez problemu widział ich twarze. Zatrzymywał obraz na pauzie i tworzył zdjęcia z obrazu filmu. Wszystko lokował w odrębnym folderze. Porównał zdjęcia kobiety ze zdjęciami które zostawił mu ojciec. Bez wątpienia dobrze trafił. Te same rysy twarzy, tak samo zarysowana szczęka, ten sam nos i brwi — nie mogło być mowy o pomyłce.

Po zakończeniu pracy na laptopie Borys wyszedł z domu i wsiadł do samochodu. Udał się do innej dzielnicy Katowic i zaparkował pojazd na parkingu przy cmentarzu. W budce ze zniczami kupił średniej wielkości znicz i udał się pomiędzy groby. Pamiętał, jak trudno było mu pierwszy raz ustalić, gdzie pochowano jego ojca oraz odnaleźć grób. Wystarczyło jednak, że skontaktował się z facetem, który na cmentarzu kopał dziury. Gość za litra wódki zobowiązał mu się wszystko ustalić — nawet, gdyby zmarły leżał na innym cmentarzu.

Borys stanął przed skromnym grobem ojca. Zapalił znicz i myślał o ojcu. Nie modlił się. Po prostu z nim rozmawiał w myślach. Dzielił się z nim swoimi planami dotyczącymi zemsty na podłej rodzinie ojca. Zapewnił ojca, że go pomści. Zacznie swoje działania lada dzień.

Rozdział 9

Elektroniczny zegar na półce przy telewizorze wskazywał godzinę 2.30. Borys był ubrany na czarno, w bocznej kieszeni jego spodni bojówek tkwiła czarna kominiarka. W szarej papierowej torbie umieścił małą zgrabną piłkę do metalu. Tak przygotowany wyszedł z domu i pojechał samochodem do swojego pierwszego celu. Nie mógł podjechać za blisko, zostawił więc samochód wśród innych pojazdów zaparkowanych pół kilometra dalej, na ulicy pomiędzy słabo oświetlonymi kamienicami.

Po kilku minutach szybkiego marszu znalazł się na ulicy Ogrodowej. Stanął pod drzewem, skąd wcześniej obserwował dom numer 9. W domu było ciemno. Nigdzie na ulicy nie dostrzegł żadnych osób, ani pojazdów w ruchu.

Spokojnym krokiem przeszedł na drugą stronę ulicy i szedł wzdłuż chodnikiem, jak robiłby to każdy normalny przechodzień. Gdy był na wysokości automatycznej bramy posesji numer 9, obejrzał się dla pewności przez ramię, nikogo nie dostrzegł. Jednym zwinnym susem pokonał bramę i w pochylonej pozycji podbiegł do zaparkowanego na podjeździe Fiata Panda.

Rozdział 10

Katarzyna Nowak zaraz po wyjściu z pracy pojechała do centrum handlowego na zakupy. Po przebrnięciu przez część katowickich korków ulicznych, zaparkowała swojego wysłużonego passata na parkingu przy markecie. Po zakupieniu produktów niezbędnych do przygotowania obiadu, wróciła do pojazdu i wyjechała z parkingu. Pojazdy wlokły się w korku.

Katarzyna z ulgą odetchnęła, gdy udało jej się zjechać z zatłoczonych ulic na jezdnię prowadzącą przez las, do innej dzielnicy Katowic. Droga ta była długa i prosta, często pojawiały się na niej wzniesienia i doliny, wywołane szkodami górniczymi. Droga ta posiadała kilka ostrych zakrętów, gdzie zawsze wszyscy zwalniali. Katarzyna rozpędziła passata do prędkości prawie 100 km/h. Ruch nie był tu tak nasilony, jak w centrum. Passat powoli zbliżał się do jednego z ostrych zakrętów w lewo, więc Katarzyna zwolniła do 50 km/h. Nagle przed jej oczami wyrósł mały niebieski samochód, który zdecydowanie jechał z naprzeciwka zbyt szybko i nie miał szans pokonać tak ostrego zakrętu. Samochód był przechylony siłą odśrodkową i wyjechał ze swojego pasa ruchu pędząc wprost na passata Katarzyny.

Kobieta w panice nie wiedziała, jak się zachować. Czuła, że za chwilę zderzy się z niebieskim autem. W ułamku sekundy zarejestrowała fakt, iż pędzący wprost na nią pojazd mruga światłami. Katarzyna widziała, że auto coraz bardziej ścina zakręt, dlatego podjęła szybką decyzję i odbiła kierownicą w lewo na przeciwny pas ruchu. Niebieskie auto minęło o centymetry jej passata. Katarzyna kątem oka dostrzegła przerażoną twarz siwego mężczyzny w podeszłym wieku, siedzącego za kierownicą. Niebieskie auto wypadło z pasa ruchu i z ogromnym hukiem wbiło się w drzewo.

Co za wariat — pomyślała Katarzyna — i dlaczego nie hamował?

Szybko powróciła na swój pas ruchu, zjechała na pobocze i włączyła światła awaryjne. Wysiadła z samochodu i szybko podbiegła do rozbitego samochodu. Pojazd był wbity w drzewo aż po przednią szybę, dach był pogięty, wokół pełno było dymu z gorącego płynu chłodniczego. Kierowca był zakrwawiony i nie dawał oznak życia.

Katarzyna próbowała otworzyć drzwi pojazdu, bezskutecznie. Drzwi również musiały się zgnieść podczas uderzenia i zakleszczyć. Katarzyna szybko wyjęła z kieszeni telefon komórkowy, drżącymi rękami wybrała numer alarmowy i zgłosiła wypadek. Odpowiadała na pytania dyspozytora:

— Tak, wypadek… 73 Pułku Piechoty… jeden pojazd, Fiat, chyba Panda… Jedna osoba, kierowca… brak oznak życia… zakleszczony w samochodzie…

W tym czasie kilku innych kierowców również zatrzymało na poboczu swoje pojazdy, jeden z nich rozstawił trójkąt ostrzegawczy na drodze. Mężczyźni próbowali otworzyć pojazd i wynieść kierowcę na zewnątrz, aby udzielić mu pomocy. Żadne drzwi nie dały się jednak otworzyć.

Po kilku minutach słychać było w oddali syreny służb, które pędziły na miejsce wypadku. Pierwsi na miejscu byli strażacy, którzy przy pomocy specjalistycznego sprzętu obcięli dach samochodu i próbowali uwolnić kierowcę. Po chwili na miejsce przybyło Pogotowie Ratunkowe oraz radiowóz Policji. Lekarz po sprawdzeniu funkcji życiowych zakleszczonego mężczyzny pokręcił głową w stronę policjantów i strażaków.

Katarzyna zrozumiała, że mężczyzna nie żyje. Strażacy nadal obcinali elementy pojazdu, aby uwolnić nogi mężczyzny,

Policjanci mieli do niej mnóstwo pytań, na wszystkie starała się dokładnie odpowiadać. Na koniec dodała jeszcze, że kierowca mrugał światłami. Po chwili na miejsce przyjechali jeszcze inni policjanci po cywilnemu, jeden z nich robił zdjęcia, inni krzątali się wokół pojazdu. Jeden z policjantów powiedział Katarzynie, że może już jechać, zostanie jednak wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka wypadku.

Kobieta odjechała dziękując w myślach Bogu, że pozwolił jej cało wyjść z tej sytuacji i że nie zderzyła się z tamtym samochodem.

Rozdział 11

Policjanci patrolu nr 84 Wydziału Ruchu Drogowego w Katowicach mieli dzisiaj prawdziwego pecha.

Całą służbę spędzili na samych dziwnych zdarzeniach, które jak na złość rozgrywały się jedno po drugim. Nie pozwalało im to skorzystać z przerwy i napić się chociaż kawy.

Od rana kolejno obsługiwali kolizję autobusu z kombajnem, potrącenie sarny w lesie, zablokowanie się tira pod wiaduktem, którego kierowca był obywatelem Mongolii i ani słowa nie potrafił powiedzieć po polsku.

O godzinie 13.20, jadąc w kierunku komendy celem sporządzenia reszty dokumentacji i zakończenia służby, dostali wezwanie do wypadku na ulicy 73 Pułku Piechoty. Rozpędzony samochód miał wbić się w drzewo, kierowca bez oznak życia. Poważna sprawa. Nie mogli z takim zdarzeniem czekać na drugą zmianę, zatem oczywiste było dla nich, że dziś po raz kolejny nie skończą służby o czasie.

Po przybyciu na miejsce wypadku zabrali się sprawnie do swoich czynności. Z niebieskiej Pandy niewiele zostało. Policjanci wcale się nie zdziwili, gdy lekarz stwierdził zgon kierowcy. Podczas wykonywania szkicu miejsca zdarzenia oraz pomiarów drogi hamowania ze zdziwieniem stwierdzili, że nie widać było w ogóle śladów hamowania tego pojazdu.

Jeden z policjantów spisał dane świadka zdarzenia — młoda kobieta Katarzyna Nowak widziała całą sytuację i opisała dokładnie, jak to wyglądało.

— Pędził jak wariat wprost na mnie i w ogóle nie zwalniał, nie hamował. Byłam pewna, że uderzy w mój samochód. I tak by się stało, gdybym nie odbiła na lewo na jego pas, on jechał moim pasem i coraz bardziej zbliżał się do krawędzi lasu- relacjonowała kobieta.

— Czy coś jeszcze pani zapamiętała? — zapytał policjant Katarzynę.

— Podczas mijania się z tym samochodem kątem oka dostrzegłam, że kierowca był wystraszony, może nawet krzyczał. Aha, i jeszcze jedna rzecz, gdy jechał na mnie, to mrugał mi światłami.

— Mrugał światłami w takim momencie? — zapytał policjant.

— Tak, jestem tego pewna. Miał włączone światła, ale mrugał nimi, przełączał je na światła długie, drogowe.

Policjant zapisał wszystkie szczegóły podane przez świadka. Połączył się z dyżurnym i poprosił o przyjazd technika kryminalistyki i powiadomienie karawanu. Przekazał też dyżurnemu dane zmarłego z dokumentów, które denat posiadał przy sobie:

— Jan Kaleta wiek 76 lat, zameldowany w Katowicach ul. Ogrodowa 9. Postaraj się wysłać jakiś patrol, aby powiadomili rodzinę — poprosił policjant dyżurnego.

Dalsze czynności zajęły im kilka godzin, służbę zakończyli po godzinie siedemnastej.

Rozdział 12

Policjanci Wydziału Kryminalnego w Katowicach przygotowywali się do odprawy do służby.

Mariusz — naczelnik tego wydziału, doświadczony policjant z dwudziestosiedmioletnim stażem służby, wpadł na salę odpraw z plikiem dokumentów i nerwowo rozejrzał się wśród swoich ludzi.

— Jacek i Adam, macie tu kopię notatki z wypadku drogowego i zasuwajcie pilnie bez odprawy ustalać rodzinę zmarłego, trzeba ich powiadomić o wypadku, drogówka nie wyrabia z ludźmi — polecił Mariusz.

— Naczelniku, to moje drugie powiadomienie o zgonie w tym tygodniu, nie może pojechać ktoś inny? — zapytał Jacek.

— Nie dyskutuj, Jacek, jak nie chcesz jechać, to zamień się z Młodym. On ma zabezpieczyć i przejrzeć monitoring z całego miasta w sprawie pobicia psa — odparł naczelnik.

— Ok, wolę jednak wypadek — odrzekł Jacek.

— Lećcie już, to pilna sprawa. Jak to załatwicie, to napiszcie notatkę z ustaleń. Aha, niech ktoś z rodziny wypisze oświadczenie, czy zajmą się pochówkiem — dodał Mariusz.

— Idealny moment na pytanie o pochówek — szepnął pod nosem do Adama Jacek, po czym obaj opuścili salę odpraw.

Adam przygotował pojazd do wyjazdu, a Jacek sprawdził w bazach danych zmarłego Jana Kaleta. Komputer wskazał, iż mężczyzna ma żonę Halinę zameldowaną pod tym samym adresem na Ogrodowej 9. Więc tam muszą uderzyć w pierwszej kolejności. Jeżeli tam nic nie ustalą, będą musieli poszukać innej rodziny, na przykład ich dzieci.

Jacek wsiadł do starego Fiata Bravo, którym podjechał Adam i ruszyli w stronę miasta. Jacek czytał notatkę z wypadku.

— Ty, patrz, ciekawe — powiedział po chwili Jacek do Adama. — Tu pisze, że z relacji świadka wynika, iż samochód na łuku drogi wypadł z jezdni prosto w drzewo i w ogóle nie hamował. Do tego prawdopodobnie mrugał światłami.

— No, ciekawe. Ty, a ile gościu miał lat? — zaciekawił się Adam.

— Ponad 70. Może zasłabł, kto wie. Ale raczej nie, bo świadek widział, że był przytomny i przerażony — dodał Jacek.

— A może to był samobój? Nie pomyślałeś o tym? — zapytał Adam.

— Co? Niemożliwe, nikt w tym wieku raczej nie strzela sobie gola.

— Nie byłbym taki pewny. Może dowiedział się, że jest nieuleczalnie chory na raka i nie chciał się męczyć i być ciężarem dla rodziny, więc wsiadł w samochód, rozpędził się na prostej i dawaj w drzewo. Bez hamowania. Moment i po wszystkim, podejrzewam, że niewiele nawet poczuł.

— Daj spokój, nawet tak nie gadaj przy rodzinie — oburzył się Jacek.

— Trzeba ich o to zapytać — nalegał Adam.

— Okej, to o choroby pytaj, ale nie o samobójstwo, bez jaj.

Po chwili skręcili w ulicę Ogrodową i odnaleźli dom numer 9. Posesja była ogrodzona i zamknięta, nigdzie nie zauważyli psa. Adam dla pewności gwizdnął dwa razy, lecz żaden pies się nie pojawił. Policjanci weszli przez furtkę i zapukali do drzwi. Po chwili drzwi się otworzyły i w progu stanęła starsza kobieta.

— Dzień dobry, Policja Katowice, Wydział Kryminalny — powiedział Adam okazując legitymacje służbową.- Czy mam przyjemność z panią Haliną?

— Tak, to ja. A co to się stało, że Policja przyjeżdża? — zapytała zdezorientowana kobieta.

— Musimy z panią zamienić kilka słów. Możemy wejść do środka, nie zajmiemy pani dużo czasu.

— Proszę wejść i usiąść. Może kawy, albo herbaty?

— Nie, dziękujemy. Proszę, niech pani również usiądzie — poprosił Adam.

— Dobrze, już siadam. W czym mogę wam pomóc?

— Ma pani męża Jana?

— Tak, pojechał niedawno coś załatwić. Boże, czy coś mu się stało? — przeraziła się kobieta.

— Bardzo nam przykro przekazywać pani takie wieści, ale pani mąż miał wypadek samochodem — powiedział Adam.

— Co? O Boże, to niemożliwe, on zawsze tak ostrożnie jeździł. Niemożliwe. Niemożliwe…

— Pani Halino, spokojnie, proszę głęboko oddychać — powiedział Jacek widząc, iż kobieta zaczyna opadać z sił i wywracać oczami. A jeszcze nie powiedzieli najgorszego. — Pani Halino, macie państwo dzieci?

— Dzieci? Tak, mamy Anitę.

— Czy możemy się z nią skontaktować? — pytał Jacek.

— Proszę podać mi telefon z przedpokoju — ciężko dysząc poprosiła kobieta — co z Jankiem? Nic mu nie jest?

Jacek przechodząc obok Adama po telefon nachylił się do niego i szepnął:

— Dzwoń lepiej po karetkę, ona zaraz nam tu zjedzie.

— Pani Halino, mąż doznał poważnych obrażeń w tym wypadku. Może nam pani podać numer do córki? — kontynuował rozmowę Adam.

— Jakich obrażeń, co mu się stało, wyjdzie z tego? Czy jest w szpitalu? — kobieta wyraźnie pobladła i zaczęła wachlować się gazetą.

— Zaraz pani wszystko powiemy, proszę tylko dać nam telefon do córki — Jacek podał jej telefon, lecz kobieta nie potrafiła wyszukać numeru córki.

— Niech pan poszuka, jest pod A, Anita na początku listy. Co z moim mężem, powiedzcie mi, proszę — błagała kobieta.

— Obrażenia pani męża były bardzo poważne. Niestety, zmarł on przed przybyciem pogotowia. Bardzo nam przykro — wyznał Adam.

— Co? Boże, Boże, nie! — krzyknęła kobieta, po czym bezwładnie osunęła się na fotel.

— Kurwa, wiedziałem, że tak będzie! Zawsze na mnie coś takiego trafia! — krzyczał Jacek wybierając numer pogotowia ratunkowego.

Adam w tym czasie próbował ocucić kobietę. Wyczuwał jej oddech i puls, było więc w miarę bezpiecznie. Pobiegł po szklankę wody do kuchni i skropił twarz kobiety niewielką ilością wody.

— Proszę pilnie pogotowie na ul. Ogrodową 9. Zasłabnięcie kobiety w wieku ponad 70 lat podczas interwencji policji. Tak, ja jestem policjantem. Oddycha i ma puls, ale omdlała. Pospieszcie się, proszę — mówił Jacek.

Pani Halina powoli zaczęła obracać głową na boki, dochodziła do siebie.

— Może zechcesz odebrać pisemne oświadczenie od pani Haliny odnośnie zajęcia się pochówkiem męża? — ironicznym głosem zażartował Jacek.

— Nawet mnie nie wkurwiaj — odparł Adam — szukaj tego telefonu do córki.

Jacek przejrzał telefon i znalazł numer do Anity. Przepisał go do swojego telefonu i połączył się z numerem.

— Słucham? — Jacek usłyszał damski głos po drugiej stronie słuchawki.

— Dzień dobry, aspirant Jacek Kowalik Policja Katowice, czy mam przyjemność z panią Anitą? — zapytał Jacek.

— Tak, Policja? Do mnie?

— Tak, mam do pani gorącą prośbę, jesteśmy właśnie w domu pani matki Haliny, źle się poczuła i zasłabła. Może tu pani pilnie podjechać?

— O Boże, zasłabła? Czy to coś poważnego? — pytała Anita.

— To nie jest rozmowa na telefon. Już wezwaliśmy pogotowie na wszelki wypadek, ale musimy pilnie z panią porozmawiać. Bardzo proszę tu przyjechać. Wyjaśnię wszystko na miejscu.

— Dobrze, będę za 15 minut. Do zobaczenia.

— Do zobaczenia.

Jacek po zakończeniu rozmowy zauważył, że Halina Kaleta siedziała już prosto w fotelu, ale kontakt z nią był raczej niemożliwy. Bez przerwy powtarzała w kółko, że to niemożliwe, to nie był on, on tu zaraz przyjedzie i tak przez cały czas. Adam kucał przy niej przy fotelu i pokręcił głową do Jacka mówiąc:

— Nic z tego nie będzie. Jest w jakimś szoku lub wstrząsie, nic do niej nie dociera. Zobaczymy co powie lekarz, ale na moje oko to tylko psychiatryk.

— Byle ta córka dojechała, bo jak babcię zabiorą, to zostaniemy w czarnej dupie w czyimś domu. Nie widzę nigdzie nawet kluczy, by go zamknąć. Będziemy tu mieszkać.

W tym momencie pod dom podjechała karetka na sygnałach. Przybyły na miejsce lekarz potwierdził obawy policjantów. Kobieta doznała szoku wskutek stresu, konieczna będzie konsultacja psychiatryczna i hospitalizacja. Ekipa pogotowia wyniosła kobietę na noszach, a Adam i Jacek stali na ganku domu i czekali na córkę. Po chwili pod dom podjechał czarny mercedes A140, z którego wysiadła zadbana, atrakcyjna kobieta w wieku około 50 lat. Na jej widok Jacek szepnął do Adama:

— I co, znowu powtórka z rozrywki? Mam już dzwonić po kolejną karetkę dla niej?

— Daj spokój. W dupę z taką robotą — odparł Adam — trzeba było wziąć jednak monitoring i śledzić losy psa na kamerach.

— Dzień dobry, pani Anita? — zapytał Jacek, gdy kobieta podeszła do nich na ganek i okazał jej legitymację służbową.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
Bezpłatnie
drukowana A5
za 20.07

Pobierz bezpłatnie