E-book
13.65
drukowana A5
51.52
Oddana

Bezpłatny fragment - Oddana


3.5
Objętość:
264 str.
ISBN:
978-83-8245-674-5
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 51.52

Rozdział 1

Eliza Stone właśnie skończyła prace. Była kelnerką w małej restauracji o nazwie „Blondy”. Pracowała tam już pół roku. Brała tyle godzin, ile się dało. Powodem nie była specjalna miłość do bycia kelnerką, praca była ucieczką od rzeczywistości. Na początku miała po prostu dorobić na własne potrzeby. Nie byli z mamą bogate a Eliza nie chciała prosić mamę o pieniądze na jej, chociaż niewielkie, ale potrzebne drobiazgi. Nie była rozrzutna ani nie wydawała pieniędzy na głupoty. Wiedziała, że mama dałaby jej pieniądze bez pytania, po co, czy na co, ale skończyła już siedemnaście lat i chciała być samodzielna. Teraz jednak spędzała tam prawie wszystkie wolne od szkoły dni i większość czasu po szkole. Nie chodziło o pieniądze. Od jakiegoś czasu lubiła być zajęta, by nie myśleć. Gdy miała za dużo czasu zaczynała myśleć o sytuacji, w jakiej się znalazła a brak znalezienia wyjścia frustrował ją.

Czuła się tak jak sprzed paru lat, gdy to odkryła ze jej tata bił mamę a mama nie pozwalała jej z tym nic zrobić. Poświeciła się wtedy nauce i spędzała każdą sekundę na wertowaniu książek. Teraz było podobnie, kelnerka zawsze była zajęta, brak czasu na myślenie był tym, czego potrzebowała. Starała się jednak nie porównywać tych dwóch spraw. Nie chciała, żeby były do siebie, chociaż o detal podobne.

Miała siedemnaście lat a za kilka miesięcy będzie już pełnoletnia i całe życie stało przed nią otworem. Miała tyle marzeń i planów, nie chciała tego ani popsuć, ani zmienić.

Była piękną dziewczyną, może nie była specjalnie wysoka, ale miała bardzo ładną figurę. Ładne nogi wciętą talię i całkiem duży biust. Miała kasztanowe włosy sięgające pasa i twarz pociągłą z delikatnymi rysami, mięsiste usta i mały nosek. Jej zielone oczy przyciągały i hipnotyzowały mężczyzn. To wszystko sprawiało, że płeć męska bardzo często zwracała na nią uwagę. Jednak uroda nie była wszystkim, co sprawiało, że była niesamowita. Eliza była bardzo inteligentna, nie miała pamięci fotograficznej, ale umiała zapamiętać bardzo dużo i powtórzyć prawie słowo w słowo. Dwa lata temu zdała maturę z szóstkami a teraz kończyła zostało jej już niewiele by zakończyć studia. Nie chwaliła się ani swoim wiekiem ani swoimi umiejętnościami, była skromną dziewczyną, że zwykłej rodziny. Wychowywała ja matka, o ojcu nie mówiła w ogóle, wszyscy przyjaciele i znajomi z góry założyli, że nie żyje, bo tak w pewnym sensie było, przynajmniej dla niej.

Dzięki swojej urodzie zawsze była otoczona ludźmi a zwłaszcza mężczyznami, ona jednak nie była typem kokietki wiec wielu z nich szybko dało sobie spokój, widząc ze nic nie osiągną. Niektórzy bardziej cierpliwi nadal próbowali jednak wyniki były bardzo marne. Nie miała potrzeby bycia z kimś, lubiła być niezależna, była szczęśliwa.

Wszystko zmieniło się jakieś rok temu, gdy poszła na koncert noworoczny z przyjaciółkami. Gdy tylko go zobaczyła jej serce zamarło. Nie była jedyną, która zwróciła na niego uwagę, jej koleżanki również. Jedna bardziej odważna podeszła do mężczyzny i chwile zdążyła z nim porozmawiać. Okazało się, że jest od Elizy starszy prawie dziewięć lat. To ją nie zniechęciło, ale nie maiła śmiałości podejść. Gdy jednak zaczęły tańczyć, chłopak szybko znalazł się blisko niej. Koleżanka na początku miała nadzieje, że przystojniak próbuje dostać się bliżej niej, ale szybko jej nadzieja się ulotniła widząc jak mężczyzna patrzy na Elizę. Podeszła do dziewczyny i krzyknęła jej do ucha;

— Ale ty masz szczęście — i wskazała delikatnie na chłopaka. Eliza spojrzała prosto w jego oczy.

Był wysoki, szczupły, ale umięśniony, miał roztrzepane włosy co nadawało mu drapieżnego wyglądu. Umiał się ruszać, a teraz właśnie wbijając zaborcze spojrzenie w dziewczynę. Eliza poczuła jak motyle wirują jej w żołądku a w głowie zaczyna się kręcić. Nigdy czegoś takiego nie czuła. Było to przerażające, ale i niesamowicie podniecające. Podszedł wziął ją za rękę i poprowadził do baru.

— Czego się napijesz? — Zapytał.

— Soku mango — wydukała, czuła, że jest czerwona. Wtedy uśmiechnął się do niej a potem odwrócił do barmana.

— Sok mango i whisky z colą. — powiedział podając pieniądze. Stali chwile patrząc tylko na siebie czekając na drinki. Gdy w końcu dostali zamówienie, znowu złapał ja za rękę i poprowadził na taras. Było tam spokojniej, ciszej a nadal ciepło przez wiele kaloryfery ustawione po obu stronach.

— Mam na imię Robert — powiedział głosem, który Eliza wiedziała, że będzie odsłuchiwała w swojej głowie w kółko i kółko jak wróci do domu.

— Eliza — widząc jak wyciąga dłoń podała mu swoją.

— Miło mi cię poznać — dodał całując jej dłoń, a wtedy dziewczyna uśmiechnęła się przygryzając usta i kręcąc głową na boki.

— , co się stało? — Zapytał

— Nie widuje się takiego zachowania, na co dzień. — Wyjaśniła, zawsze była szczera. Zastanawiała się czy to jest na pokaz czy rzeczywiście jest taki naprawdę, rozumiała, że był starszy miał może wpojone to z rodziny, ale równie dobrze mógł być jak te tuziny innych chłystków, którzy podrywali ją na różne niektóre banalne sposoby inny wykazali się na początku, ale jak długo można udawać?

— Tak, to prawda — wybił ją z zamyślenia — i ja też tego nie robię, na co dzień, ale chciałem się pokazać z dobrej strony — wyjaśnił.

Eliza ucieszyła się w głębi, że jest szczery.

— Jak podoba ci się koncert? — Zapytała obracając się w kierunku drzwi i opierając o balustradę.

— , Od kiedy cię zobaczyłem, uznałem, że to najlepsza noc w moim życiu — dziewczyna spojrzała się na niego lekko rozczarowana banalną uwagą — a tobie? — Zapytał Robert

— Jest świetnie, ja uwielbiam tańczyć — odpowiedziała starając się nie patrzeć na niego. Miał w sobie coś, co sprawiało, że Eliza przestawała myśleć.

— To może zatańczysz ze mną? — zapytał a dziewczyna szybko pokiwała głową. Ruszyli w kierunku jej znajomych i przyłączyli się do nich. Po pewnym czasie muzyka zaczęła zwalniać a Robert przyciągnął ją do siebie przytulając. Eliza przełknęła ślinę, czuła się taka szczęśliwa i nie chciałaby ta noc się skończyła. Nie odsuwali się od siebie przez kilka piosenek, nagle muzyka znowu przyspieszyła Robert nachylił się i spytał

— Może coś do picia?

— Dziękuję, to samo — powiedziała wyjmując pieniądze, zatrzymał jej dłoń i powiedział dosadnie — nie obrażaj mnie.

— Nie chciałam — powiedziała trochę zaniepokojona jego reakcją

— To dobrze — powiedział uśmiechając się — zaraz wrócę — dodał. Eliza schowała pieniądze a jej koleżanki dopadły ją tysiącami pytań

— Nic się nie dzieje — wyjaśniła — tylko tańczymy — wyjaśniła. Po sekundzie poczuła ręce na biodrach zmrużyła oczy i odwróciła się. Stał przed nią szczerzący się nieznajomy

— Zatańczysz? — Spytał

— Dziękuję, ale czekam na kogoś — wyjaśniła próbując wyrwać rękę z jego uścisku. Był pijany i bardzo pewny siebie.

— No dalej chodź ze mną — natarczywie przybliżał się.

— Słuchaj, daj mi spokój — warknęła odpychając go od siebie. Chłopak zaśmiał się i znowu próbował ją przyciągnąć, ale wtedy Eliza poczuła, jak ją puszcza a w chwile później leżał już na ziemi. Spojrzała w bok zdziwiona. Obok niej stał Robert jego twarz była wygięta w złości a jego pięści nadal zaciśnięte. Napoje leżały rozlane na ziemi.

Po chwili pojawiła się ochrona

— Co się stało? — Zapytał jeden bezpośrednio Roberta.

— Ten chłopak mnie zaatakował a mój kolega obronił mnie. — Wytłumaczyła szybko. Ochroniarz spojrzał na Elizę a potem popatrzył na Roberta.

— Chłopie ja nie chcę tu kłopotów — powiedział szeptem, ale Eliza mogła usłyszeć.

— Nie będzie żadnych kłopotów — przejęła inicjatywę. Robert stał nadal z tym samym wyrazem twarzy, jak by go ktoś zaczarował — my już wychodzimy — dodała złapała swoje rzeczy i pociągnęła chłopaka do wyjścia, złapał je rękę i nie puszczał

— Masz kurtkę czy coś? — Spytała

— Nie — odpowiedział krótko

Nie odzywali się do samego wyjścia, gdy odeszli od klubu na pewna odległość i muzyka zupełnie zanikła Eliza spojrzała na chłopaka nadal miał złość w oczach i trzymał jej rękę tak mocno, że zaczynało ja to boleć

— Co się stało? — zapytała w końcu. Przez chwile Robert się nie odzywał a potem przyciągnął ją do siebie i pocałował. Nie miała pojęcia, co się stało. Odepchnęła go odruchowo, przestał i spojrzał na nią z miną, której nie rozumiała — nie, nie przestawaj — wysapała czując pustkę, gdy nie była blisko niego. Chłopakowi nie musiała powtarzać, złapał ja mocno i całował aż zabrakło im tchu.

Od tej nocy Robert nie odstępowałby dziewczyny na krok. Zaraz po pracy przyjeżdżał do niej, odbierał ja z pracy a wychodził dopiero, gdy kładła się spać. Eliza zakochała się w nim bez pamięci. Nigdy nie wrócili do rozmowy o tym, co się stało na koncercie. Czas miał cudownie i dziewczyna nigdy nie była szczęśliwsza. Po kilku tygodniach, gdy ich związek zaczął być oficjalny, zaczęli się pokazywać publicznie razem, Eliza zauważył, że tak samo bardzo jak uwielbiała Roberta on uwielbiał ja ciut za bardzo. Był szaleńczo zazdrosny o jakiegokolwiek mężczyznę znajomego czy zupełnie obcego. Zaczynał jej mówić, w co ma się ubierać. I wydzwaniał, co chwila pytając się, gdzie jest, co robi i kto jest w pobliżu. Gdy była z nim czuła się tak cudownie dobrze, ale te napady zazdrości były bardzo uciążliwe. Często musieli wracać do domu by uniknąć bijatyk lub wezwania policji.

Elizie podobały się jego piwne oczy, czarne włosy i dłonie, które jak ja dotykał sprawiały, że drżała dostając gęsiej skórki. Bo chociaż przerażał ja swoim czasem dla niej głupim zachowaniem nie potrafiła przestać o nim myśleć, nie potrafiła pogodzić się z faktem, że mogłaby go stracić.

Ponad trzy miesiące temu Robert doprowadził do sytuacji, przez którą Eliza przestała czuła się szczęśliwa w tym związku i tak samo jak go chciała tak samo bardzo myślałaby od niego odejść. Ten mętlik nie dawał jej spokoju. Stało to się na koniec roku szkolnego zostali zaproszeni nad morze do koleżanki. Plaża, morze, romantyczne miejsce, unikała kontaktu z innymi chłopakami i wszystko układało się jak najlepiej. Impreza była udana a nad ranem Eliza i Robert wybrali się na spacer po plaży zobaczyć wschód słońca. Zaczęli od delikatnych pieszczot i pocałunków, ale po kilku namiętnych minutach posunęli się dalej. Dla Elizy był to pierwszy raz, ale czuła, że tego właśnie chce. Robert może i nie był ideałem, ale kto jest. Była pewna, że go kochała i była pewna, że on kochał ją. Już od pewnego czasu o tym myślała. I teraz czuła, że to jest idealny moment. Robert pytał kilka razy czy jest pewna, gdy w końcu miał pewność wszedł w nią. W momencie, kiedy zdał sobie sprawę, że to jest jej naprawdę pierwszy raz stało się coś dziwnego spojrzał jej głęboko w oczy a ona była pewna, że zmieniły kolor na czarny jak smoła jego twarz się stała straszna a jego dłonie zaborczo złapały ją.

— Teraz jesteś cała i tylko — moja zawarczał, a gdy chciała coś powiedzieć uciszył ja pocałunkami. — tylko moja na zawsze, zabije każdego, kto cię dotknie, jesteś tylko moja, nigdy nie pozwolę ci odejść, nigdy.

Wbijał się w nią raz za razem mocno i szybko, powtarzając się w kółko i kółko. Dziewczynie kręciło się w głowie i brakło tchu. Doszli razem. Nie żałowała tego, co zrobiła. Dopiero podczas następnych kilku dni, gdy wrócili a jej umysł wrócił do rzeczywistości zaczynała wspominać zachowanie chłopaka. Zmartwiła się analizując chwile po chwili i każde jego słowo a co najbardziej ją przerażało to jego twarz i oczy mroczne i złowieszcze. To nie było zdrowe normalne zachowanie.

Postanowiła porozmawiać z nim i wyjaśnić jego zachowanie. Rozmowa skończyła się kłótnią;

— Robert zrywam z tobą? — krzyknęła. Podszedł do niej spokojnie i powiedział powoli

— Nie pozwolę ci nigdy odejść, rozumiesz?

— To nie jest normalne — powiedziała marszcząc czoło. Złapał ją za szyje i dodał

— Szybciej cię zabije. — Potem ją wypuścił i dodał — prześpij się wpadnę jutro po pracy.

Gdy w końcu wyszedł Eliza rozpłakała się. Czuła się zagubiona, zła. Chciała Roberta cała sobą, boskiego mężczyznę, ale delikatnego, który będzie ja kochał, troszczył się o nią a sex miał był wspaniały. W zamian był nieziemsko przystojny brutal, z którym sex owszem był boski, ale nie umiała wytłumaczyć jego zachowania. Przerażał ją a to, że nie chciał, albo nie umiał wytłumaczyć swojego zachowania denerwowały dziewczynę.

Następnego dnia Robert nie przyszedł, zdziwiło dziewczynę to, że naprawdę czekała na niego. Nie mogła spać całą noc zastanawiając się, co się stało, czyżby ją zostawił? Czy powinna czuć ulgę? Nie czuła jej w zamian obwiniała jego, potem siebie, co chwile płakała, a gdy przyszedł ranek była wykończona. Po szkole spotkała kilka osób z podstawówki, z którymi poszła na kawę. Wygłupiali się i wspominali stare czasy Elizy humor się trochę poprawił. W pewnej chwili za oknem kafeterii zobaczyła Roberta, jego oczy były pełne gniewu. Chłopak, który siedział obok Elizy został brutalnie wyciągnięty z lokalu i pobity. Dziewczyna skoczyła na Roberta krzycząc by zostawił biedaka, ale Robi tylko zamachnął się raz i gdy Eliza się obudziła leżała na łóżku w swoim pokoju. Policzek ją pali a ręka bolała nie miłosiernie. Obok siedział Robert z twarzą skryta w dłoniach. Nie była pewna czy powinna się odezwać.

— Jak się czujesz? — Zapytał nagle, odkręcając się w jej stronę.

— Co się stało? — Zapytała próbując usiąść.

— Straciłem kontrole, przepraszam — wyjaśnił. Chciała zapytać, dowiedzieć się więcej. ale tak właśnie zaczęła się poprzednia kłótnia.

Ta historia jednak sprawiła, że Eliza postanowiła coś z ty zrobić.

Minęło już dobre kilka tygodni a Eliza nadal nie mogła zebrać się na następną rozmowę, kłótnie czy cokolwiek miało się stać. Porozmawiała ze znajomymi i znalazła kogoś, kto sprzedawał tabletki. Potrzebowała ich tylko po to by zasnąć zaraz po powrocie do domu. Robert już po nią nie przyjeżdżał, ale czekał w domu. Wiedziała, że wiecznie nie będzie mogła tego ciągnąć, ale na razie musiało wystarczyć, póki nie zbierze sił na konfrontacje.

Dochodziła właśnie do klatki, wzięła tabletkę i człapała się po schodach. Gdy tylko zamknęła drzwi usłyszała krzyk mamy

— Gdzieś ty na miłość boską była? — Eliza zdziwiła się taką reakcją

— W pracy — odpowiedziała wzruszając ramionami.

— Oh, ta twoja praca, Po co ci ona? — Mama wywróciła oczami

— Dla zabicia czasu — wyszeptała bardziej do siebie, ale mama dziwnie na nią spojrzała, po czym nachyliła się do niej bliżej i powiedziała.

— Robert już prawie od godziny na ciebie czeka. — Eliza zaciągnęła głośno powietrze. Wzięła swoje rzeczy i pociągnęła nogami do swojego pokoju.

Mama Elizy polubiła Roberta, no cóż nie znała go z tej innej strony a Robert zawsze był bardzo szarmancki i niesamowicie uprzejmy dla matki Elizy.

Gdy weszła do pokoju Robert jak zwykle siedział przy komputerze, nigdy nie zastanawiała się, co tam robi od wypadku wykasowała wszystkie swoje pliki prywatne łącznie z pamiętnikiem, choć tego było jej żal. Usiadła na łóżku i przyciągnęła mały stolik, chłopak też wyglądał na przygotowany na ten rytuał. Ale dziś było coś inaczej on był spokojniejszy nawet na nią nie spojrzał, nie odezwał się. Eliza nie czuła jeszcze zmęczenia ani żadnego, najmniejszego działania tabletki. Pomyślała, że może się uodporniła, powinna wziąć dwie. Wyjęła książkę od prawa i zaczęła czytać i robić notatki. Po niedługiej chwili jej mama weszła do pokoju z kurtką na ramionach.

— Dobra dzieciaki, to ja się zbieram, bądźcie grzeczni — uśmiechnęła się do Elizy i spojrzała promieniście na Roberta.

— Do widzenia Pani Stone — powiedział grzecznie z uśmiechem Robert.

Eliza siedziała chwilkę nie wiedząc, co się dzieje, ale jak spojrzała na Roberta jej świadomość wróciła, Robert jakby zrozumiał bez słów i powiedział powoli

— Twojej mamy koleżanka jest w szpitalu. Ma mieć dziś jakiś zabieg. Mamy czas by porozmawiać — dodał z uśmiechem

Dziewczyna przełknęła głośno ślinę, bała się, że skończy się wszystko kłótnia, a jak Robert straci kontrole nad sobą, zaczynała się go bać.

— Co się z tobą dzieje? — zaczął — wytłumaczysz mi to?

Jej serce zaczęło bić szybciej. Może teraz będzie bardziej otwarty, ale w tym samym momencie poczuła jak jej ciało mięknie, a to znaczyło, że tabletki zaczynają działać. Właśnie teraz, kiedy tego nie chciała. Zanim odleciała opadając na sofę usłyszała tylko jeszcze;

— Kurwa nie, znowu, co ty do cholery bierzesz…

Rozdział 2

Gdy odzyskała znowu świadomość był już środek nocy. Właściwie to obudził ją natrętny dźwięk dzwoniącego telefonu. Podniosła się pomału czując nadal silna potrzebę snu. Podniosła słuchawkę

— Słucham. — Powiedziała nieco zachrypniętym głosem

— Córeczko, wszystko dobrze, długo nie odbierałaś. — usłyszała głos matki był zmęczony i zatroskany.

— Nie, wszystko ok. mocno przysnęłam. — Wyjaśniła mrugając oczami próbując się obudzić.

— Kochanie musze tu zostać na noc — wyjaśniła szybko matka

— A jak się czuje?… Kto w ogóle tam jest? — Zdała sobie sprawę, że nie wiedziała

— Pani Wiesława, — wytłumaczyła mama — jej wiek już daje o sobie znać lekarze nie dają wielkich nadziei, Mówi, że czuje się zmęczona, chyba sama wolałaby już odejść.

— Przykro mi. Daj znać jakbyś mnie potrzebowała, dobrze? — Miała to naprawdę na myśli i jej mama o tym wiedziała.

— Dziękuje córciu spij dobrze zadzwonię rano

— Dobrze dobranoc mamusiu. — powiedziała

— Pa skarbie. — odpowiedziała mama, po czym się rozłączyła

Eliza odłożyła słuchawkę i przeciągnęła się. Rozejrzała się dookoła, była sama. Poszła do łazienki i wzięła prysznic, który ja trochę rozbudził. Stała tak chwile czując jak woda pieści jej nagie ciało. Jej myśli jednak nie były przyjemne, rozmyślała nad tym co będzie dalej z nią i Robertem. Nie mogła przecież brać tabletek przez resztę życia. Takie życie to nie życie. Wiedziała, że musi stanąć twarzą w twarz z problemem. Będzie to trudne i pewnie bolesne, ale to jedyne wyjście. Wypuściła głośno powietrze starając dodać sobie tym odwagi. Nagle drzwi łazienki otworzyły się. Zakręciła szybko wodę i otworzyła drzwi od prysznica. Przed nią stał Robert jak zwykle nieskazitelnie boski. Wyszła z brodzika i okręciła się ręcznikiem próbując zebrać w sobie się na rozmowę. Teraz albo nigdy. Jednak to on zaczął

— Musimy porozmawiać. — jego głos był surowy i jakiś pusty. To sprawiło, że odwaga Elizy rozwiała się szybciej niż przejeżdżający pociąg expressowy.

— Wiem — wydusiła szybko — ale nie wiem, czy teraz jest na to dobry moment. — dodała tracąc wiarę w siebie.

— Zostawmy to, na kiedy indziej. — Wycierała się nie patrząc na niego, ale czuła jego spojrzenie na sobie.

Chciała trzymać się swojego planu, unikała jego spojrzeń myśląc, że to coś da.

— Mamy całą noc dla siebie i chce to wykorzystać — wyjaśnił Robert. Eliza poczuła gorąco zalewające jej całe ciało, przypominając sobie jak czuła się, gdy byli blisko. Uwielbiała, gdy ją całował i dotykał. Jakby to odgadł, bo nagle podszedł bliżej i przyciągnął ją do siebie. Podniósł jej twarz za brodę i spojrzał w jej szkliste oczy a potem pocałował. Poddała się pocałunkowi wydając z siebie delikatne westchnienie. Poczuła, że chłopak się uśmiecha, a po chwili ręcznik zsunął się z jej ciała. Spojrzała na niego pytająco

— Chce ciebie — wyszeptał w odpowiedz do jej ucha.

Dziewczyna zapomniała o swoim planie. Robert podniósł ją sadzając sobie w pasie i zaniósł do jej pokoju. Położył na łóżku a potem sam się rozebrał.

Gdy skończyli ona dyszała spocona i zagubiona, a po chwili zaczynała sobie przypominać o planie, który raczej nie polegał na zbliżeniu się bardziej. Spojrzała w bok na Roberta. Leżał spokojnie, nie wyglądał na zmęczonego, zdyszanego. Jakby wcale nie był po dopiero zakończonym szaleńczym seksie. Dziewczyna zmarszczyła brwi, poczuła się jeszcze gorzej.

— Musisz mi wytłumaczyć parę rzeczy — jego głos nadal był stanowczy, szorstki taki jak jakiś czas temu w łazience. Eliza poczuła lekki niepokój. Nie widziała go jeszcze takiego, nie rozumiała, co oznacza to zachowanie.

— , Co się z Tobą ostatnio dzieje. Co ty bierzesz? — Zapytał obracając się w jej kierunku. Wbił w nią wzrok bardzo intensywny i trochę mroczny. Nie mogła wyksztusić ani jednego słowa jego spojrzenie ją sparaliżowało. Próbowała odwrócić wzrok, ale nie mogła.

— Obserwowałem cię w pracy tryskasz energią w szkole też, a gdy wchodzisz do domu po chwili odlatujesz? — Ciągnął dalej czekając na jakąkolwiek reakcje.

Eliza starała się skoncentrować, próbując znaleźć jakąś sensowną odpowiedz, nie była gotowa na wyznanie prawdy. Ale jej tak nieprzeciętny mózg zupełnie odmówił współpracy. Po chwili jednak mimowolnie powiedziała

— Ja tak dalej nie mogę, to co jest między nami nie ma przyszłości. — Po wypowiedzeniu dopiero ostatniego słowa zdała sobie sprawę z sensu tego zdanie i przełknęła głośno ślinę. Podniosła się i podeszła do szafy zdążyła założyć majtki i koszulkę na ramiączka, gdy nagle została przyciśnięta do mebla. Krzyknęła wystraszona

— Nie waż się powiedzieć, że ze mną zrywasz — wysyczał do jej ucha. Usłyszała zgrzyt jego zębów i przełknięcie śliny. Jej ciało drżało a w gardle wyrosła wielka gula, którą nie mogła przełknąć.

— Robert porozmawiajmy — wyszeptała. Chłopak ja puścił. Dziewczyna odwróciła się. Siedział znowu na łóżku.

— Nie możesz mnie zostawić — powiedział patrząc w podłogę.

Eliza poczuła się okropnie, takiego Roberta też wcześniej nie widziała.

— To nie tak, że ja chcę od ciebie odejść, kocham cię Robi — wyznała a chłopak spojrzał na nią z nadzieją w oczach, rysy twarzy rozluźniły się i zagościł delikatny uśmiech, — ale przerażasz mnie — dodała a uśmiech z jego twarzy w tym samym momencie zniknął.

— Co mam zrobić by cię nie stracić? — zapytał

— Powiedz mi, czemu jesteś taki zły? — poprosiła

Spojrzał na nią z niechęcią, jak dziecko, któremu mama każe zjeść brokuły.

— Mam problem — zaczął powoli — z kontrolą gniewu.

Eliza odetchnęła cichutko, nadzieja w niej zakwitła. Usiadła na krześle naprzeciwko niego.

— Wiele lat się leczyłem — kontynuował — mój tata też to ma, ale radzi sobie lepiej niż ja. Od kiedy cię poznałem — przyspieszył i spojrzał na dziewczynę — zupełnie nad tym nie panuje — złapał się za głowę

— to znaczy, że to moja wina? — zapytała trochę niepewna co chce powiedzieć.

— Nie — warknął, zaciskając pięść — ja tylko… ja klęknął przed nią i spojrzał jej w oczy a Eliza zobaczyła jak szkliste i smutne są — cały czas w głowie mam, że ktoś mi cię zabierze, że cię stracę. Wszędzie widzę zagrożenie — machnął rękoma i pokręcił głową — jestem nienormalny — dodał kładąc głowę na jej kolanach.

Dotknęła dłonią jego czupryny i pogłaskała delikatnie. Teraz zrozumiała. Czytała o tym IED — zaburzenia eksplozywne przerywane. To była przyczyna nagłych wybuchów gniewu. Mogą być pobudzone czymkolwiek a czasem powodem może być tylko wspomnienie z przeszłości.

— nie jesteś nienormalny — powiedziała podnosząc jego głowę i uśmiechając się. — czemu wcześniej mi nie powiedziałeś?

— Bo byś uciekła, teraz też uciekasz, cokolwiek bierzesz to jest ucieczką a teraz sama mówisz, że chcesz odejść — mówił a z każdym słowem jego głos stawał się coraz groźniejszy.

— Powtarzam — zaczęła spokojnie — nie chce od ciebie odejść, a teraz rozumiem twoje zachowanie, tym bardziej nie odejdę. Musisz mi tylko powiedzieć, jak ci mogę pomóc

— Powiedz mi co bierzesz — rozkazał

— To już nie ważne… — zaczęła, ale nagle poczuła zaciskające się dłonie na jej udach, przymknęła oczy — dostałam takie tabletki od znajomej, ale już nie będę ich brała.

— Oddaj mi je, teraz — jego wzrok świdrował ją, co sprawiało, że wszystkie włoski na ciele jej się podniosły. Wstała i ruszyła do kurtki, wyjęła flakonik schowany w ukrytej kieszonce w kapturze.

— Sprytnie — warknął tuż za nią dziewczyna aż podskoczyła obróciła się do niego a on przycisnął ja do drzwi wyrywając flakonik z jej dłoni.

— To wszystkie?

Pokiwała tylko głową

— Nigdy więcej nie chce widzieć, że coś łykasz, rozumiesz? — pokiwała tylko głową. Musiała jakoś do niego dotrzeć, uspokoić, ale nie bardzo wiedziała co robić. Poczekała chwile i zauważyła, że jego oczy zmieniają się, robią się spokojniejsze a uścisk staje się słabszy. W końcu ją puścił, poszedł do łazienki otworzył flakonik i wyrzucił wszystkie tabletki do muszli spuszczając wodę.

Wrócił do jej pokoju i założył piżamę, po chwili weszła Eliza. Przez ułamek sekundy zastanowiło ją skąd ma piżamę, ale jego głos nie dał jej dokończyć myśli

— Przepraszam — powiedział — podejdź do mnie — poprosił. Podeszła a on posadził ją sobie na kolanach — Jesteś teraz moja, — powiedział ocierając głowę o jej ciało — i nie pozwolę ci odejść rozumiesz — powiedział spokojnie.

— Ja nigdzie nie odchodzę — powiedziała spokojnie, ale stanowczo, a po chwili dodała — Musimy ustalić zasady, jak ci pomóc?

— pomogłoby mi gdybym miał cię przy sobie cały czas? — Uśmiechnęła się

— Szybko bym ci się znudziła — zażartowała, a chłopak zastygł, podniósł pomału głowę i powiedział spokojni bardzo wyraźnie.

— Nigdy mi się nie znudzisz.

— Przepraszam nie to miałam na myśli — wyjaśniła szybko zdając sobie sprawę, że żarty nie wchodzą w grę podczas takich rozmów. Musi nauczyć się go na nowo wiedząc w końcu, jaki ma problem. Nie będzie to łatwe, ale ona da z siebie wszystko. Bo naprawdę kocha Roberta. — Co jeszcze by ci pomogło? — spytała

— Jak bym wiedział, co się z tobą dzieję. — zaczął pomału starając się być szczery — czasem w pracy, gdy nie mam kontaktu z tobą wariuję. Wiem, że wymagam od ciebie dużo — dodał zdając sobie sprawę jak to wszystko brzmi.

Eliza wstała z jego kolan i zaczęła chodzić po pokoju, potem przystanęła i zapatrzyła się w okno. Chwile się nie odzywała, myślała nad czymś intensywnie. Robert spojrzał na nią zaniepokojony.

— Daj mi chwile — poprosiła — a jak byśmy podłączyli bluetooth — zaczęła a po chwili dodała jakby do siebie, bardziej na głos myślała — ale wtedy musielibyśmy kupić telefony na kontrakt…

— to nie przeszkadza, ja zapłacę — wyskoczył szybko Robert — zrobiłabyś to dla mnie? — zapytał zdziwiony

— Pewnie — uśmiechnęła się.

Podszedł i przytulił ją mocno

— Zrobię wszystko byś była ze mną szczęśliwa — wyznał — a teraz chodź prześpimy się trochę.

Położyli się wtuleni. Pierwszy raz od tak dawna zasnęła z uśmiechem na ustach.

Rozdział 3

Elizę obudził nieznośny dzwonek telefonu. Zapomniała o Robercie śpiącym obok, uderzyła go łokciem w nos podnosząc słuchawkę

— Przepraszam — powiedziała ze skruchą

— Nic się nie stało — powiedział z uśmiechem, masując sobie twarz

— Słucham — powiedziała do słuchawki.

— Córeczko, co tam słychać? — Spytała mama

— Wszystko dobrze — powiedziała — Jak pani Wiesława się czuje?

— Nie najlepiej, zostanę dziś w szpitalu, możesz mi przywieźć ubranie na zmianę? Wiem ze to, blisko, ale nie chce jej zostawiać.

— Rozumiem, dobrze. Wpadnę przed pracą ok.?

— Dobra, wspaniale, do zobaczenia, pozdrów Roberta — Eliza się zmieszała — Kochanie jesteśmy dorośli a wy chodzicie od prawie roku. Nie jestem naiwna. — Robert przyglądał jej się z pytaniem na twarzy.

— Mama cię pozdrawia — powiedziała a on zaśmiał się głośno i tak serdecznie, że Eliza po prostu nie mogła się nie uśmiechnęła.

— Dziękuje pani Stone — powiedział chłopak a mama dziewczyny zaśmiała się do słuchawki.

Długo czekała na to. Lubiła Roberta a wiedziała, że ostatnio coś między nimi się popsuło. Spadł jej ciężar z serca, gdy wczorajszy wieczór dał im możliwość naprawienia wszystkiego. Miała pełne zaufanie do córki. Jak każda matka chciała dla niej jak najlepiej, by była szczęśliwa. Wydawało jej się, że przy Robercie była szczęśliwa. Chciała dla niej jak najlepiej. Na początku Eliza mówiła non stop o Robercie potem coraz mniej aż zupełnie przestała. Matki wiedza pochodził z gazet dowiedziała się o biznesie ojca z synem i śledziła ich poczynania z biznesowego załącznika w gazecie. Sprawdziła też stare gazety, w których znalazła kilka wiadomości o Robercie, które zaczęły martwić matkę, ale potem przestały pojawiać się złe wiadomości i Matylda Stone uznała, że to może były wybryki młodego milionera. Nigdy nie pokazała Elizie tych gazet, wydawało jej się nawet, że Eliza nie zdaje sobie sprawy, kim naprawdę jest jej chłopak. Ale póki była szczęśliwa to było najważniejsze

— Do zobaczenia dzieci — powiedziała trochę zamyślona

— Na razie mamo –powiedziała Eliza i odłożyła słuchawkę.

— , Co chcesz na śniadanie? — Skierowała się do Roberta

— To ja cię zabieram na śniadanie — zaczął a potem pochmurniał — o której zaczynasz prace?

— od 15.00 do 20.00

— A jutro, też pracujesz? — Gdy przytaknęła dodał — może byś wzięła trochę mniej godzin, albo po prostu się zwolnij.

Eliza zastygła i spojrzała na niego.

— Nie będziesz zły, gdy powiem ci, że ja chcę pracować? — patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami prawie nie oddychając

— , Choć do mnie — poprosił a dziewczyna podskoczyła do niego, posadził ją sobie na kolana — nie będę zły, ale byłbym szczęśliwszy jakbyś tam nie pracowała. Ja zadbam o ciebie

Eliza poczuła znowu to mrowienie jego słowa sprawiały, że czuła się wyjątkowa, kochana i ważna, pocałowała jego szyje wtulając się w niego.

Podczas ubierania się dziewczyna zauważyła, że w szafie jest torba Roberta z ubraniami, spojrzała na niego pytająco

— No, co wsadziłem sobie kilka rzeczy do twoje szafy miałem nadzieję, że kiedyś w końcu się przydadzą i przydały — powiedział z uśmiechem.

Zrobiła też pakunek dla mamy i wyszli. Ruszyli do kawiarni niedaleko jej bloku. Gdy usiedli i podszedł kelner Eliza poprosiła kawę

— Masz zjeść pełne śniadanie, schudłaś strasznie — powiedział Robert

— Nie jestem głodna — zaczęła

— Możesz się ze mną nie kłócić — poprosił delikatnie. Dziewczyna spojrzała na niego a potem na kelnera

— poproszę naleśniki — złożyła zamówienie a Robert uśmiechnął się w triumfie.

— Dla mnie to samo — dodał, a gdy kelner odszedł dodał — Mam dziś wolne to posiedzę i popatrzę, jak pracujesz. — Eliza spojrzała na niego z delikatnym uśmiechem, ale po chwili uśmiech stał się bardziej udawany.

— Coś nie tak? — zapytał mrużąc oczy

— Nie — zaczęła pomału — ale myślisz, że to dobry pomysł? — spojrzał na nią pytająco — No kelnerka musi być ZAWSZE uprzejma — zaczęła pomału, ale nie widząc zrozumienia dodała — nawet jak klient jest nie wychowanym dupkiem. — spojrzała na niego z nadzieją, że umie czytać między wierszami. Robert zrozumiał, bardzo dobrze zrozumiał i zmarszczył nos

— To bardzo dobry powód, żebyś rzuciła tę pracę.

— Ale Robi… — zaczęła, ale nie dał jej dokończyć

— Powiedziałaś, że chcesz mi pomóc, to mi nie pomaga — powiedział władczo.

Eliza spuściła wzrok. Wyglądało na to, że będzie musiała zmienić całe swoje życie, jeśli chce być z Robertem. Chłopak po chwili dodał

— Pójdziemy tam dziś razem i zobaczymy, dobrze?

Nie chciał widzieć jej nieszczęśliwej.

— Dobrze — odpowiedziała zmuszając się do uśmiechu.

Podczas śniadania Wyjaśnili sobie kilka spraw z przeszłości. Cieszyli się, że udało im się to wyjaśnić, chociaż Elizę nadal trapił fakt, że będzie musiała wiele poświęcić. Ale wierzyła, że Robert jest tego wart. Zauważyła jak dobrze on ja poznał rozumiał prawie każdą jej minę, każdy gest umiał wyjaśnić. Było to tak samo urocze jak przerażające. Nie umiała nic przed nim ukryć, a gdy próbowała albo chciała uniknąć tematu stawał się nerwowy i spięty.

Eliza o Robercie też wiedziała sporo, bo chociaż ostatnio mało czasu spędzali ze sobą wcześniej zdążyła odnotować, co jego twarz mówi, kiedy jest dobry, a kiedy zły moment na pewne sprawy, przydawało się to przy jego utracie kontroli nad sobą. Teraz rozumiała przynajmniej, dlaczego tak się zachowuje. Wiedziała, że pracuje w firmie ojca produkującej samochody, ale jakiej, nigdy się nie dopytywała wiedziała ze musi być bogaty, ale to też nie było dla niej ważne.

Rozmawiali o uczuciach i trzech ostatnich miesiącach potem wspominali czas, kiedy się poznali. Prawie zapomnieli, że mieli pojechać do szpitala. Wsiedli, więc do auta i ruszyli, byli już bardzo blisko, widzieli parking, gdy nagle komórka dziewczyny zaświergotała. Eliza wyciągnęła małe pudełeczko z torebki i odkręciła wyrzuciła na dłoń małą pigułkę a potem szybko ją połknęła.

— , Co ty kurwa robisz? — Wydarł się chłopak a dziewczyna upuściła komórkę, zahamował gwałtownie zatrzymując na przy chodniku

— Pytam się? — złapał ją za nadgarstek i ścisnął boleśnie wymuszając otwarcie dłoni. Gdy zobaczył pudełeczko z lekami zmarszczył nos i wygiął diabelsko usta — mówiłaś, że to już wszystkie! — Krzyczał

— To pigułki antykoncepcyjne — wyszeptała. Robert spojrzał na nią tak jak by nic nie powiedziała albo nie mógł zrozumieć, co mówiła. Zajęło mu kilka minut zanim w końcu spytał

— , Od kiedy je bierzesz? —

— Od 3 miesięcy — odpowiedziała jej oczy się zaszkliły

— Pokaż mi opakowanie — jego głos robił się spokojniejszy, ale nadal mocno ją trzymał.

Nagle ktoś zapukał w szybę. Oboje podskoczyli. Dziewczyna upuściła pudełeczko Za szybą stał chłopak był zdenerwowany. Robert opuścił szybę nadal trzymając dziewczynę za rękę. Eliza rozpoznała w nim kolegę z klasy Jarka. Wysoki szczupły blondyn o niebieskich oczach i słodkich dołeczkach, gdy się uśmiechał. Kolegował się z Elizą, ale nie byli zbyt blisko to raczej Jeremiasz trzymał się blisko dziewczyny.

— Eliza wszystko dobrze? — Spytał się jej a potem skierował się do chłopaka widząc jego uścisk na nadgarstku dziewczyny — Może byś ją puścił.

— Cześć Jeremiasz — powiedziała słabym głosem — wszystko dobrze — Uścisk Roberta nie zmienił się w żadnym stopniu.

— Znasz go? — Wycedził Robert

— Tak, to kolega ze szkoły. — Wyjaśniła

— Ale… — Zaczął Jeremiasz

Robert skierował się do chłopaka

— Wszystko dobrze, jak ci sama powiedziała a teraz spieprzaj i odwal się od mojej dziewczyny, rozumiesz? — Był wściekły złapał druga ręka mocniej kierownicę by nie złapać drzwi i nie wyskoczyć do chłopaka.

— Niech ona mi to powie. — Powiedział stanowczo Jeremiasz mordując spojrzeniem Roberta

— Już powiedziała… — Robert przestawał się kontrolować

— Eliza wyjdź z samochodu — poprosił przyjaciel.

— Ona nigdzie nie pójdzie. — Wycedził przez zęby i nie spuszczając wzroku z chłopaka powiedział do Elizy — Pożegnaj się Mała

— Jeremiasz wszystko jest Ok., daj spokój, do zobaczenia w szkole — Powiedziała szybko widząc, że Robertowi niewiele już trzeba. Gdy skończyła chłopak zamknął okno i ruszył.

— , Ale Liz… — Usłyszeli tylko za sobą.

— Dasz mi to pieprzone opakowanie — wycedził Robert próbując się opanować, był bliski furii, wypuścił ja z uchwytu. Ręce jej się trzęsły. Gdy znalazła opakowanie pod siedzeniem podała mu, zjechał na parking, przyciemnił szyby i uderzył dziewczynę w twarz. Eliza krzyknęła, rozpłakała się łapiąc za policzek, próbowała schować się w fotelu.

— , Co ty kurwa sobie wyobrażasz. Kto to w ogóle był? — Wpatrywał się w opakowanie, nie patrzył na nią, był tak wściekły, że nie mógł zrozumieć, co czyta. Czuła tą wściekłość siedząc przy nim, zaczęła drżeć. Widziała, jak próbuje skupić się na literach, ale nie może. Robert czytał po raz trzeci etykietę, ale nadal nie rozumiał co czyta. Uderzył w kierownice a dziewczyna podskoczyła na fotelu.

— Robi, to tylko kolega z klasy. — Wyszeptała, on odpiął pas i złapał ja za gardło, nie sprzeciwiła się tylko łzy jej leciały po policzkach. Odpiął jej pas a ona uklękła na fotelu, żeby mieć większą możliwość oddychania. Robert zaciskał rękę coraz mocniej. Eliza starała się to wytrzymać, ale odruchowo złapała jego dłoń. Wpatrywał się w jej twarz przez długie sekundy, gdy w końcu ją puścił zaniosła się kaszlem i opadła na fotel. Starała się nie płakać, ale łzy leciały jej ciurkiem. Robert wyjął pudełeczko chusteczek i jej podał, sam wrócił na swoje siedzenie i przeczytał jeszcze raz ulotkę.

— Czy te tabletki też masz od tych znajomych? — Spytał w końcu już spokojniej. Spojrzał na nią była nadal przerażona, ale pomału jej oddech się wyrównywał.

— Nie te są od mojego ginekologa — wytłumaczyła szybko szeptem.

— , Jeśli kiedykolwiek weźmiesz jakąkolwiek tabletkę bez mojej zgody to będzie bardzo źle z tobą i mówię to zupełnie poważnie, rozumiesz?

— Rozumiem — spojrzała się w jego piękne piwne oczy, jak miała mu pomóc. To ona była problemem. On dawał sobie radę, zanim ją poznał. To przez nią nie kontroluje się, ona mu to robi. Może byłoby mu lepiej bez niej.

Robert złapał ja za brodę jakby umiał czytać jej myśli. Pocałował ją delikatnie mówiąc

— Nie odejdziesz ode mnie — oczy jej się rozszerzyły na te słowa a usta otworzyły — jesteś moja — dodał i pocałował znowu. Gdy w końcu się od siebie oderwali Eliza zauważyła, że Robert jest spokojny.

Robert odsłonił okna i poprawili się. Po chwili wysiedli z auta i ruszyli do budynku. Mama przywitała ich już w korytarzu. Była smutna i zdecydowanie przemęczona. Eliza obawiała się, że matka zobaczy zaczerwieniony policzek, ale rodzicielka była za bardzo pochłonięta pacjentką. Eliza odetchnęła. Wzięła torbę od córki i poszła się przebrać, gdy wróciła podała Elizie torbę ze starymi ubraniami.

— Wrzucisz do prania? — poprosiła a Eliza uśmiechnęła się przytakując.

Porozmawiali jeszcze chwilę, mama oznajmiła, że dziś jeszcze zostanie na noc w szpitalu. Pożegnali się i ruszyli do auta.

— W porządku? — zapytał. Kiwnęła głową. Nachylił się do niej dotykając delikatnie jej szyji i policzka — przepraszam — powiedział szczerze załamany faktem, że podniósł na nią rękę. Uśmiechnęła się przytulając się do jego dłoni.

Weszli razem do Elizy pracy. Restauracja prezentowała się ładnie nie był to byle, jaki Fast food. Trzy gwiazdkowa restauracja. Wnętrze było wykończone ciemnym drewnem, ozdoba były paprocie i pejzaże. Stoliki były prostokątne z wygodnymi fotelami. Wszystko komponowało się ze przyciemnionym ciepłymi światłami zamontowanymi na ścianach.

Maria, koleżanka Elizy była już w środku szykowała swoją połowę. Była wysoką zgrabną blondynką. Eliza uważała ją za ładną dziewczynę a jej opinia była oparta na faktach, że wielu facetów zapraszało ja na randki. Maria wykorzystywała to, ale sama nie myślała o związku na stałe. Dziewczyna była ciekawa czy Robert zwróci na nią uwagę. Przedstawiła ich sobie, Maria zrobiła maślane oczy zagryzając wargę, co dało Elizie do zrozumienia, że uważa chłopaka za dobry kąsek. On jednak przywitał się z nią zwyczajnie nie podając nawet ręki i od razu spytał Elizy, gdzie ma usiąść. Ucieszyła się na jego zachowanie. Była naprawdę ciekawa czy jego obsesja na jej punkcie jest prawdziwa, a jak tak to jak głęboko zakorzeniona w nim. Poprowadziła go w drugi koniec restauracji i powiedziała;

— Możesz usiąść tutaj, dobry widok na całą salę i jest spokojnie. To moja część — wyjaśniła. Robert widział, że była nieswoja.

— Dobrze. Jesteś zdenerwowana. Dlaczego? — Powiedział znając tę minę i jej niespokojny ruch nogą, zawsze tak robiła jak się zdenerwowała. Usiadła mu na kolana i w tym momencie do restauracji wszedł Gromski. Gdy zobaczył Elizę z Robertem tak blisko, jego twarz wygięła się w gniewie i dezaprobacie. Robertowi nie uszło to uwadze. Widział go już wcześniej jak przychodził obserwować dziewczynę. Poczuł, jak Eliza zastyga, pomasował jej plecy wiedząc, że to nie dobre uczucie, którym darzy nowo przybyłego.

— , Kto to? — Spytał spokojnie

— To jest Gromisk — powiedziała szeptem odwracając wzrok z nowo przybyłego — pracuje na kuchni. Jest bardzo… — nie darzyła go miłym uczuciem był samolubny ignorancki a nawet złośliwy — Niewłaściwie się zachowuje — nie umiała znaleźć odpowiednich słów.

Roberta dłoń zastygła na jej plecach. Przyjrzał mu się, chłopak był wysoki blondyn z modnymi włosami i wysportowaną posturą, domyślał się ze jest pewny siebie i ma pełno dziewczyn, znał tego rodzaju gości przez pewien czas sam taki był.

Gromisk podszedł do Marii i owinął ją w pasie obydwoma rękami. Widział, że coś mówi do dziewczyny a potem oboje spojrzeli w stronę Elizy i Robert, ci też spojrzeli w ich stronę a Eliza przypomniała sobie jak Maria opowiedziała jej o rozmowie z Gromskim.

— Ciągle wypytuje o ciebie. Ostrzegłam go — dodała poważnie — powiedziałam „Mówię, daj sobie z nią spokój, ona na ciebie i tak nie poleci”, ale on tylko obraził się i przestał się do mnie odzywać na trochę.

Chłopak po chwili krótkiej rozmowy ruszył do kuchni. Robert odprowadził go wzrokiem do samej kuchni, gdy w końcu drzwi zamknęły się zapytał

— Czy on coś ci zrobił?

— Nie — powiedziała spokojnie, — ale denerwują mnie jego uwagi, robi dwuznaczne propozycje i jego sposób bycia jest denerwujący.

— Następny plus za rzuceniem tej pracy. — Powiedział. Eliza nic nie odpowiedziała, pocałowała go tylko i wstała, zawiązała sobie fartuszek, związała włosy.

— Będę cię miał na oku — powiedział puszczając do niej oczko. Eliza zajęła się swoimi obowiązkami, ale od czasu do czasu spoglądała na Roberta. Jego wzrok był skupiony tylko na niej. Miejsce, które mu dała rzeczywiście było idealne, wszystko widział łącznie z wejściem do kuchni. Eliza przyszykowała stoliki i poszła do kuchni. Zniknęła na chwilę, gdy pojawiła się wreszcie a drzwi od kuchni zostały otwarte Robert zobaczył Gromiskiego. Stał za nią i przyglądał się bacznie jej ciału. W Robercie zazdrość podniosła ciśnienie. Spojrzał na dziewczynę nie było z jej strony żadnego zainteresowania tym chłopakiem a wręcz starała się go unikać. Robert naprawdę nie lubił tego chłopaka i wiedział, że wcześniej czy później coś się stanie. Gdy już miała przygotowane wszystko podeszła do Roberta.

— Podać ci coś? — Spytała stawiając kawę.

— Chciałbym cię nagą na tym stoliku — powiedział bez skrępowania, dziewczyna zaczerwieniła się i przygryzła dolna wargę — Robi, bo ktoś usłyszy. Chłopak się zaśmiał — Niekochanie kawa wystarczy. Potem razem pójdziemy na kolacje.

— Może zamówimy pizzę i film, zostaniesz na noc, prawda? — Przez głowę przeleciało jej pełno pozycji, które z chęcią by wypróbowała.

— Oczywiście, nie przepuściłbym takiej okazji — dodał, zobaczył jej rozmarzone spojrzenie i uśmiechnął się do siebie.

Po kilku minutach ludzie zaczęli się schodzić. Dziewczyna była zajęta, Robert jej się przyglądał, była szybka, skrupulatna, doskonała, wiele lepsza od Marii, mógł stanowczo powiedzieć, że była lepsza od każdej kelnerki, jaką kiedykolwiek go obsługiwała. Jej zmienniczka przyszła w ostatniej chwili. Eliza powiesiła swój fartuszek wyjęła z niego napiwki a było ich więcej niż zarobiła tego wieczoru. Podeszła do Roberta, który już był gotowy i wyszli.

— Nie podoba mi się twoja praca — skomentował krótko. Wiedziała to doskonale, ale mimo wszystko zapytała

— , Dlaczego?

— Jesteś na to za dobra — powiedział krótko. Resztę drogi przebyli w ciszy. Eliza była nieco zmęczona. Chłopak to widział. Zamówił pizzę, kupił dobre wino i pojechali do domu. Usiedli w pokoju Elizy i włączyli film, przytulili się zjedli pizzę Elizie bardzo smakowało wino.

— Masz ochotę się dziś zabawić? — Spytał, gryząc ją w ucho.

— Pewnie — uśmiechnęła się. Wczorajszej nocy było cudownie a od jej pierwszego razu nie spędzili ze sobą czasu. Była podekscytowana i nie mogła się już doczekać.

— Wezmę teraz prysznic, dobrze? — Spytała

— Pewnie. –Eliza się nie spieszyła. Gdy wróciła do pokoju, Robert siedział w fotelu.

— , Czemu jesteś ubrana? — Spytał spokojnie

— Nie mówiłeś nic, że mam się nie ubierać. — Powiedziała szybko

— To rozbieraj się — zaczął, uśmiechając się szeroko — albo czekaj — rozkazał — Ja cię rozbiorę.

Robert rozebrał ją pomału. Pieszcząc ją językiem odprężał jej ciało. Była trochę spięta, więc się nie spieszył. Gdy zdjął ostatni element jej odzieży klęknął w jej nogach, mógł zobaczyć ją w pełni. Bardzo mu się podobało, co widział i nagle myśl, że ją może stracić zalała jego umysł. Zerwał z siebie ubranie i nakrył ją sobą. Trzymał ja mocno a jego język błądził po jej ciele. P długich minutach, gdy już nie mogła wytrzymać wysapała wijąc się pod nim

— Robi proszę — Miała łzy w oczach, myślała, że za chwile, jeśli on nic nie zrobi ona oszaleje — Błagam cię chcę cię, już dłużej nie wytrzymam. — Ciało jej drżało, widział jej ból i czuł jak jej ciało błaga o niego wyginając się.

Nie dał się długo prosić, zrobił, o co go prosiła. Odetchnęła z jękiem a on wtedy przestał. Spojrzała się na niego z gniewem w oczach. Prawie się roześmiał

— Robert …? — przyciągnęła go do siebie, ale nie pozwolił jej

— Obiecaj mi coś? — poprosił

— Teraz? — zapłakała

— Przyrzeknę ci co chcesz tylko proszę nie przestawaj — zażartowała

— Zwolnij się z pracy — powiedział wpatrując się w nią. Był poważny.

— To nie fair — powiedziała rozdrażniona

— Dam ci na wszystko, co będziesz potrzebowała. Nigdy ci niczego nie zabraknie. — Powiedział. — Ale błagam cię rzuć te pracę.

Eliza patrzyła na niego, poczuła, że on naprawdę tego potrzebuje. Była pewna, że i tak wcześniej czy później Robert z mamą zmuszą ją w jakiś sposób do zrezygnowania z tej pracy. Po co miała kłócić się o ś, co i tak było przegrane. Nie lubiła tracić czasu na rzeczy oczywiste. Poczuła jak jego palce ślizgają się po niej. Robert ugryzł ją w szyję i znowu sprawił, że czuła się tak dobrze, tak lekko jak nigdy wcześniej.

— No dobrze — powiedziała w końcu. Uśmiechnął się w triumfie i wyszeptał

— Dziękuje

Złapał ją za biodra i wbił się mocno, aż dziewczyna krzyknęła, jednak nie przestał, po chwili Eliza złapała go za szyje przyciągając go do siebie. Dochodziła tak mocno, że myślała, że jak go puści spadnie. Robert nie dał na siebie długo czekać i dokończył zaraz po niej. Przeturlał się z niej, dysząc ciężko. Oboje byli spoceni, ale żadne nie miało siły by coś z tym zrobić. Zasnęli w ułamku sekundy.

Rozdział 4

Następnego dnia, gdy Eliza obudziła się Robert jeszcze spał. Wysunęła się ostrożnie spod kołdry i wymknęła się z pokoju. Weszła do łazienki i podeszła do lustra.

Jej włosy były poczochrane a usta spuchnięte. Rozczesując włosy zdała sobie sprawę, że bolą ją ręce. Wspominała wczorajszą noc była szalona, ale nie mogła sobie przypomnieć powodu, dla którego teraz czuła ból. Robert był silny i jeśli mogła to tak nazwać był bardzo wymagający w łóżku. Podczas seksu nie myślała o tym, ale teraz wspominając wiele rzeczy by pewnie nie zrobiła nigdy z nikim. Chłopak miał momenty, gdy stawał się nieco za bardzo agresywny i sprawiał jej ból. Obejrzała ręce w lustrze miała sporo siniaków a niektóre były odbiciem palców Roberta. Zmarszczyła nos na ten widok. W nocy tego nie czuła, znaczy czuła tyle różnych doznań znanych jej i nieznanych do tej pory. Wtedy nie zastanawiała się nad konsekwencjami, bo uwielbiała z nim sex.

Ogarnęła się i ubrała w legginsy i bluzę i po cichutku poszła do kuchni. Zrobiła sobie herbatę i zaczęła się uczyć.

Po niecałej godzinie dziewczyna usłyszała łomot a po chwili Robert wyskoczył spokoju. Ledwo zatrzymał się w drzwiach kuchni. Eliza się roześmiała widząc go w bokserkach, potarganego z oczami przerażonego dziecka.

— Myślałem, że wyszłaś — wyjaśnił

— jak bym mogła coś takiego zrobić — zaświergoliła. Chłopak podszedł do niej podniósł ją i usiadł na miejscu sadzając Elizę na swoich kolanach. Wtulił się w nią i objął mocno.

— Dobrze, że jesteś — wyszeptał do jej szyi, przytuliła go biorąc głębszy oddech. Po chwili wyprostował się — ok puść mnie do łazienki ubiorę się zanim twoja mama wróci — zaśmiał się już spokojny i opanowany.

Eliza podniosła się i nastawiła wodę.

— , Co chcesz na śniadanie? — spytała

— Cokolwiek to samo, co robisz sobie — powiedział na odchodne.

Gdy wrócił śniadanie było właśnie stawiane na stole. Robert przyglądał się jej cały czas jakby nie mógł się napatrzeć. Po chwili zdał sobie sprawę, że dziewczyna krzywi się z bólu przy ruszaniu rękoma i to go zaniepokoiło

— , Co jest? — Spytał

— Nic, dlaczego? — zapytała nie rozumiejąc

— Rozbieraj się — rozkazał

— , Ale teraz? — Zrobiła krok do tyłu patrząc za okno czy nie ma na widoku matki

— No już, zdejmuj bluz. — Był bardzo poważny.

Eliza nadal nie rozumiała, o co chodzi, ale wiedziała, że te oczy nie wskazują na nic dobrego. Zdjęła więc bluzę i spojrzała na niego pytająco. Robert podszedł do niej i delikatnie dotknął jej siniaków

— Och mała, przepraszam — powiedział szczerze.

Wtedy zrozumiała, o co mu chodzi

— Zagoi, się, ale warto było — powiedziała całując go w usta.

Robert nie wyglądał na przekonanego. Czuł się z tym źle, próbował sobie przypomnieć, kiedy to zrobił i w jakich okolicznościach, o czym myślał, ale nic mu nie przychodziło do głowy. Wczorajsza noc była szalona nawet dla niego. Miał przecież tyle dziewczyn, wyuzdanych dziewczyn.

— Bardzo boli? — Spytał marszcząc oczy.

— Trochę, jak nie dotykam to nie jest źle, ale w pracy dziś będzie ciężko. — Przypomniała sobie wczorajszą rozmowę a raczej wymuszenie

— Musze dać wypowiedzenie. Nie mogę Filipa zostawić z dnia na dzień. Jest dobrym szefem…. — zaczęła, się tłumaczyć

— Dobrze — przerwał jej a, gdy umilkła dodał — Rozumiem, ile chcesz dać mu czasu? — Wiedziała, że to może być podchwytliwe, ale prawie szeptem podała przybliżony czas.

— Dwa tygodnie? — Przymknęła jedno oko i zagryzła dolną wargę. Robert zaśmiał się wesoło

— Daj mu do wiadomości i zobaczysz, co on powie. Ok.? –powiedział spokojnie

— Dobrze, mogę się już ubrać? — Spytała

— Wolałbym abyś cały dzień chodziła nago, ale możesz — powiedział jedząc, — Na którą masz dzisiaj?

— Tak jak wczoraj trzecia ósma — mówiła wkładając bluzę pomału

— Dziś też idę z tobą. — wyjaśnił szybko nie odrywając się od jajecznicy — pyszne to jest — dodał wskazując widelcem w jajka. Eliza uśmiechnęła się.

Nagle drzwi się otworzyły i weszła mama

— Witajcie dzieci — Eliza odetchnęła, że bluza zakrywa wszystko, czego mama nie powinna widzieć. Nie wiadomo jak by zareagowała na ten widok.

— Cześć mamo — zaszczebiotała

— Dzień dobry pani Stone — powiedział Robert odrywając się na chwile od talerza. Matka uśmiechnęła się na ich widok.

— , Co tam słychać? — Spytała

— A nic — zaczęła Eliza i wpadła na mały pomysł, może mama jej nieco pomoże — Robert nie bardzo lubi moją pracę — zaczęła patrząc mu w oczy przepraszająco — chce bym się zwolniła. — Robert uśmiechnął się doskonale rozumiał, co kombinuje. Oboje spojrzeli na matkę, która właśnie zdejmowała buty. Elizy spojrzenie było pełne nadziei Roberta spokojne wiedział, że i tak będzie po jego myśli. Jednak Eliza już po pierwszych słowach mamy straciła jakąkolwiek nadzieje a Roberta uśmiech rozpromieniał się z każda słabą wypowiadaną przez przyszłą teściową

— Ma racje. Jesteś za dobra, aby tam pracować –Eliza poddała się od razu, Robert do niej mrugnął. Mama zwróciła się do chłopaka głaszcząc go głowie — Dobrze, że przynajmniej ciebie słucha — Robert trochę się zakrztusił a Eliza potarła się po czole. Żadne z nich nie skomentowało tego stwierdzenia

— Widzę, że w końcu doszliście do porozumienia? — powiedziała bardziej pytając. Spoglądając to z jednego na drugie.

— Tak, chyba tak — powiedział Robert a Eliza uśmiechnęła się siadając mu na kolana i całując.

Matka odetchnęła i uśmiechnęła się. Nalała sobie herbaty i usiadła z nimi.

— , Jakie plany na dziś? — Spytała biorąc łyk herbaty.

— No dziś jeszcze pracuje, daje wypowiedzenie — wyjaśniła patrząc wymownie na chłopaka — A jak pani Wiesława?

— Tak. — zaczęła mama poprawiając sobie spodnie. Eliza wiedziała, że ma złe wieści — Musze z wami o tym porozmawiać, jest mały problem.

— , Co się stało? — Spytała zaniepokojona Eliza

— Pani Wiesława miała dwie operacje i teraz będzie potrzebowała opieki. Chciałam ją wziąć do nas. Jesteśmy dość blisko szpitala i pielęgniarka mogłaby codziennie przychodzić. Ale potrzebowałabym twój pokój do tego… — nagle mamie przerwał Robert

— Nie ma sprawy Eliza może wprowadzić się do mnie. I tak chciałem ją o to prosić. Miałem, co prawda jeszcze poczekać, ale w tej sytuacji, Elizo kochanie chciałabyś zamieszkać ze mną?

Eliza poczuła się jakby była w zupełnie obcym miejscu. Przez chwile nie rozumiała, co się stało. Przełknęła ślinę i przez ułamek chwili zastanawiała się jak on tak szybko wyszedł z tym planem. Robert wyczuł jej niepewność i jego oczy dały jej jednoznacznie do zrozumienia, co ma zrobić. Jednak zanim podejmie ostateczną decyzje chciała jeszcze spróbować ostatniej deski ratunku.

— Mamo, a nie chcesz abym ci pomogła? — poczuła zaciskającą się dłoń na swoim kolanie. Przełknęła ślinę, ale udała, że wcale nie czuje bólu.

— Kochanie jesteś młoda. Nie pozwolę byś swoje najlepsze lata spędziła z chorą kobietą, przy jej łóżku. Masz swoje życie, chłopaka, szkołę.

— , Ale jakbyś potrzebowała pomocy to dasz mi znać? — Spytała, jak miała walczyć z nimi. Musiałaby albo sprzeciwić się Robertowi, wtedy tłumaczyć się mamie a to co by usłyszała, Eliza nie była pewna czy w ogóle umiałaby o tym mówić, czy mama by zrozumiała.

To nie było to, że nie chciała z nim zamieszkać, wiele razy o tym mieszkała. Teraz jednak dopiero uczyła się jego zachowań, dopiero teraz zrozumiała, w czym jest problem. Chciała pomału wszystko zorganizować. Bała się, że coś wyjdzie nie tak

— Oczywiście kochanie jesteś wspaniałą córką. — Matki głos wyrwał ja z zadumy. Poczuła jak gorąca strachu zalewa jej ciało, ale powiedziała na głos

— , Więc dobrze, zamieszkam z Tobą — chłopak się uśmiechnął i pocałował ją w policzek. Wyczuł jednak jak bardzo jest spięta. Jego ręka pomasowała jej plecy próbując ja odprężyć.

— Będzie dobrze — wyszeptał jej do ucha a ona wymusiła uśmiech

Posiedzieli jeszcze z mamą Elizy, zjedli razem obiad, po czym wyszli. Gzy siedzieli w samochodzie Robert powiedział smutno

— Nie chcesz ze mną zamieszkać. — Eliza spojrzała na niego zdziwiona

— to nie tak –zaczęła. Od dawna o tym myślałam i układałam sobie jakby to było. — mówiła uśmiechając na wspomnienia

— To o co chodzi?

— Po prostu się boję, a jak coś pójdzie nie tak, jak…

— Ciii — powiedział, kładąc jej palec na ustach.

— Nic nie pójdzie nie tak. Wszystko będzie dobrze — starał się ją przekonać.

Spojrzała na niego tymi wielkimi oczami dając do zrozumienia, że to nie takie łatwe.

— Przynajmniej spróbujmy — poprosił — ja tego bardzo potrzebuje.

— Kocham cię Robi — powiedziała

Robert przytulił ja tak mocno, że musiała go poprosić by ją puścił

— Przepraszam — powiedział drapiąc się po głowie. Uśmiechnęła się mówiąc

— Jedźmy już, bo się spóźnię. — Robert grzecznie odpalił auto i ruszył.

Weszli do restauracji, Robert za nią usiadł od razu tam, gdzie ostatnio a Eliza udała się, aby porozmawiać z Filipem. Gdy zapukała do biura od razu otworzył.

Filip był nie wysokim grubiutkim i łysym człowieczkiem z małym nosem i dużymi okularami, które sprawiały, że, jego oczy były olbrzymi. Był dobroduszny i uczciwy. Eliza lubiła go i było jej naprawdę przykro rzucić tę pracę

— Witaj Filipie — powiedziała lekko zdenerwowana

— Część Elizo, czy coś się stało? — Zapytał Filip poprawiając okulary

— W pewnym sensie — powiedziała Eliza wycierając dłoń o dłoń. Nagle Filip rzucił okulary na blat i powiedział załamany

— Wiedziałem, że ten dzień kiedyś nadejdzie. — potem znowu je podniósł i założył na nos — Szczerze mówiąc to byłem pewien, że będzie to o wiele wcześniej — spojrzała na niego zupełnie zagubiona

— Zwalniasz się, prawda? — wyjaśnił a Eliza uśmiechnęła się ponuro i powiedziała

— Tak, bardzo lubię te prace, ale musze to zrobić przepraszam za kłopot.

— jesteś najlepszym pracownikiem, jakiego kiedykolwiek miałem. Pewnie twój chłopak nie był zadowolony, co? — zaczął przyjaźnie a po sekundzie machnął ręką — Zresztą nie musisz się tłumaczyć. Kiedy chcesz odejść?

— Zostanę, dopóki nie znajdziesz kogoś. –Powiedziała poważnie

— Tym się nie martw, mam bratanice, która może zacząć od zaraz — wyciągnął telefon, — nie chce cię zatrzymywać bez powodu, ale możesz dziś zostać?

— Oczywiście. — Powiedziała

— Wpadnij pod koniec następnego tygodnia, rozliczymy się i dam ci referencje. Dziękuje ci za wspaniałą prace.

— Ja również dziękuję za szanse i za zrozumienie. To była przyjemność pracować dla pana. — powiedziała szczerze

Podali sobie ręce i pożegnali się. Wyszła z gabinetu i poszła do Roberta

— Już wszystko załatwione — powiedziała

— To, do kiedy musisz pracować? — Był pewien za dała tydzień albo więcej

— Dziś jest mój ostatni dzień. — Robert był w wniebowzięty

— Dobra Mała — zaczął to ja wyskoczę na chwile, muszę coś odebrać a ty tu sobie działaj, wrócę za nim skończysz — uśmiechnął się i pocałował ją delikatnie.

— No dobrze — powiedziała trochę zdziwiona. Zaraz po wyjściu Roberta Maria podeszła do Marii

— Naprawdę odchodzisz? — spytała

— Tak — powiedziała cicho

— Przez Roberta — zapytała smutno

— w pewnym sensie — odpowiedziała Eliza

— Jak wam się układa? Nie potrzebujesz już więcej tabletek?

— Nie dzięki i nie mów o nich przy nim ok.? — Eliza nie chciała, aby się dowiedział mieli to już za sobą, nie było sensu do tego wracać

— Dobrze nam się układa, dzięki.

— To widać, nie spuszcza z ciebie oka, ja bym się czuła nieswoja.

Nagle podszedł do nich Marek pomocnik Gromskiego, Miły i pomocny chłopak.

— Naprawdę odchodzisz? — Spytał smutny

— Tak, dziś mój ostatni dzień — opowiedziała.

— Szkoda, fajnie, się z tobą pracowało, wszystkiego najlepszego, będziemy tęsknić. — Powiedział przytulając Elizę.

— Dziękuję. Może wpadnę kiedyś jako klient — zaśmiała się. Marek jednak przestał się uśmiechać i dodał

— Uważaj na Gromskiego, też już wie. — Klnie i gada ohydne rzeczy

— Dzięki Marek — powiedziała szybko poczuła się nie swojo. Czy powinna się bać, ale co on może jej zrobić, zwłaszcza w restauracji?

Drzwi po chwili zostały otwarte i ludzie zaczęli się schodzić. Była jak zwykle bardzo zajęta. Pracowała tak samo jak każdego innego dnia. Gdy wchodziła do kuchni starała się nie patrzeć na Gromskiego, unikała go. W jednym momencie jednak zostali sami, gdy poszła na zaplecze wskoczył tam za nią. Przestraszył ją, podskoczyła, gdy się obróciła do niego twarzą właśnie zamykał drzwi ot separując ich od reszty.

— Słyszałem, że odchodzisz? — zaczął podchodząc do niej pomału. Dziewczyna cofała się aż zatrzymała ją ściana.

— Nie miałaś zamiaru się ze mną pożegnać? — Był zły, zawiedziony wręcz obrażony.

Nie mogła przełknąć śliny. Był już tak blisko. Gdy nagle drzwi otworzyły się i weszła Maria śmiejąc się. Gdy zobaczyła ich dwoję zamarła. Zobaczyła drżącą Elizę i wyciągnęła do niej rękę.

— No chodź — powiedziała dobitnie otwierając szerzej oczy. Eliza złapała jej dłoń i wybiegła z pomieszczenia. Maria spojrzała na Gromskiego z niesmakiem i wysyczała

— Kawał skurwysyna z ciebie, — po czym wyszła zostawiając go samego

Pobiegła za Elizą do łazienki. Dziewczyna rozpłakała się, nadal drżała

— Wszystko dobrze? — spytała się przyjaciółka. Eliza kiwnęła głową.

Wzięła ręcznik papierowy i wytarła łzy umyła twarz i poprawiła włosy. — Widziałam Roberta wchodzącego do restauracji.

Eliza uśmiechnęła się na te słowa, poczuła ulgę

— Moli też będzie lada chwila, może zostań tutaj, ja się zajmę twoją stroną przez te kilka minut.

— Dziękuję. — Powiedziała tylko

Maria wyszła a wciągu minuty drzwi łazienki otworzyły się z hukiem waląc w ścianę. Dziewczyna aż podskoczyła.

— Wszystko dobrze — krzyknął Robert podlatując i przytulając ją mocno — nic ci nie zrobił — a potem zaczął się trząść — zabiję go

— Robercie proszę uspokój się — zabłagała.

— jak pomyśle… — zaczął przez zęby

— Nic się nie stało — odsunęła jego głowę by spojrzał w jej oczy — nic mi nie zrobił. — Robert patrzył na nią

— Ale chciał, widzę to w twoich oczach, strach i cała drżysz

— Robert, proszę. Dziś jest mój ostatni dzień, już go nigdy nie zobaczę.

— Jesteś pewna? — Zapytał z lekką nutką nadziei, że zmieni zdanie.

— Tak, po prostu chodźmy stąd, dobrze, — pokiwał głową.

Wyszli z łazienki a twarz Gromskiego wyjrzała z kuchni. Robertowi więcej nie było trzeba. Biegiem ruszył w tamtą stronę. Wpadł do kuchni i dorwał chłopaka. Marek spojrzał się przerażony, ale na widok Roberta w furii podniósł tylko ręce do góry na znak poddania.

— jeszcze raz spojrzysz na moją dziewczynę, zbliżysz się do niej, spróbujesz ją dotknąć to cię zabiję. I mówię to zupełnie poważnie.

Wypuścił go z uścisku i ruszył w kierunku sali

— Nie dawaj sobie dużej nadziei — zaśmiał się Gromski, — Ta dziewczyna aż się prosi… Robert uśmiechnął się do siebie, nie dał chłopakowi skończyć zdania. Odwrócił się i znokautował go jednym ciosem. Potem poprawił ubranie i wyszedł.

Maria i Eliza stały w korytarzu obie były w szoku zasłaniały twarz, widziały tylko trochę w momentach, gdy drzwi wachlowały, ale to i tak wystarczyłoby wiedzieć co się tam dzieje. Robert podszedł do Elizy i złapał jej dłoń.

— Idźcie już ja wszystko wytłumaczę Filipowi.

Robert podziękował i pociągnął Elizę na zewnątrz. Usiedli w aucie i wtedy Robert głęboko odetchnął.

— Coś ty zrobił? — zapytała się nadaw w szoku.

— Tylko go walnąłem, będzie żył — powiedział zdziwiony

— Robercie nie możesz bić ludzi…

— ale on chciał cię… on chciał cię — nie mógł powiedzieć tego wyrazu.

Schowała twarz w dłoniach.

— Jedzmy już proszę.

Robert ruszył

— Może pojedziemy do mnie?

— Juro szkoła — powiedziała

— Wstaniemy wcześniej i pojedziemy po książki do ciebie

— Muszę dać mamie znać.

Robert uśmiechnął się. Ucieszył się, że się zgodziła

Wjechali windą na trzecie piętro. Robert otworzył drzwi i weszli w nieduży korytarz, który nagle zniknąłby ukazać im wielki okrągły biały salon. Meble były beżowe a dywany czarne. Ściany pełne obrazów. Z prawej strony salony były drzwi prowadzące na średniej wielkości taras. A na wprost za sofami był mały pokoik, do którego ściana z wejściem była zrobiona z drewnianych drzwi podzielonych na małe kwadratowe okienka. W pokoju na środku stała kozetka i fotel a na dwóch ścianach znajdowały się regały z książkami. Pośrodku salonu była postawiona prostokątna kuchnia. Za kuchnia był następny korytarz z kilkoma drzwiami po obu stronach. Ten korytarz był ciemny prawie czarny i złotymi ozdobami

— Sypialnia jest na lewo, łazienka na prawo a na końcu biuro — wyjaśnił Robert. Eliza była już tu wcześniej, ale teraz czuła jakby to był jej pierwszy raz. Wybrała drzwi łazienki. Zdjęła fartuszek i resztę garderoby i wzięła prysznic. Założyła podkoszulkę i majtki oraz znaleziony w szafie szlafrok. Wyszła i ruszyła do salonu

— Robi? — Spytała cicho, Robert siedział na sofie i coś oglądał

— , Choć mała, choć do mnie — powiedział wyciągając do niej ręce. Usiadła obok niego

— Jak się czujesz? — Spytał

— Ręce mnie nadal bolą, mogę wziąć coś przeciwbólowego?

— Zaraz ci dam — wstał i przyniósł jej dwie małe kapsułki i wodę. Wzięła od niego i szybko łyknęła.

— Jesteś głodna? — Przytaknęła a on podniósł słuchawkę wykręcił numer i zaczął zamawiać. Potem odłożył słuchawkę i zapytał

— Powiesz, co tam się właściwie stało?

Eliza pokręciła głowa

— Po prostu mnie zaatakował, nie chce o tym mówić.

— , Ale ja chcę wiedzieć, byłem bliski złamania mu karku.

Eliza spojrzała na niego szybko przerażona.

— On. On — ręce znowu jej się zaczęły trząść a Robert zmarszczył czoło. — był zły, że odchodzę, — odetchnęła — Poszedł za mną na zaplecze… — przełknęła ślinę — powiedział, że chce się ze mną pożegnać — Roberta pięść znowu się zacisnęła, — A potem weszła Maria i uciekłam. — Wyjaśniła — Nawet mnie nie dotknął — powiedziała dla pewności.

Robert jednak doskonale wiedział, czego chciał Gromski i to, że „nawet mnie nie dotknął” to tylko dzięki Marii. Doskonale wiedział, że jakby już dotknął. To na dotykaniu by się nie skończyło. A wtedy Robert by go zabił.

Rozdział 5

Gdy rano budzik ich wyrwał z głębokiego snu. Wstali bez większego entuzjazmu i ubrali się. Robert zrobił śniadanie, ale Eliza ledwo ruszyła swoje. Robert kilka razy jej zwrócił uwagę, ale za każdym razem jak próbowała czuła mdłości. Więc dał za wygraną. Eliza nie czuła się dobrze. Była rozdrażniona i zmęczona. Nie umiała tego wytłumaczyć, ale wczorajsze zachowanie Roberta bardzo ją rozbiło. Starała się myśleć, że powinna się cieszyć, że jej pomógł, że stanął w jej obronie, ale coś w niej obawiało się o to jak będzie wyglądała jej, ich przyszłość.

Pojechali do Elizy mamy i dziewczyna spakowała swoje szkolne rzeczy. Zabrała też kilka prywatnych rzeczy, miało to wystarczyć do końca tygodnia, kiedy przyjadą spakować całą resztę.

Wsiedli do auta a Robert wyciągnął torbę z tylnego siedzenia.

— Proszę to dla ciebie — podał jej jedno pudełko z torby drugie takie samo zaczął sam rozpakowywać.

— Co to jest? — Spytała otwierając pudełeczko.

— Nasze bluetooth — wyjaśnił. — Wszystko jest już podłączone i naładowane. Wczoraj odebrałem.

Połączyli się i sprawdzili działanie.

— Chcesz, żebym miała to włączone cały czas? — Spytała. Dała sama ten pomysł, ale nie myślała, że on naprawdę do tego się posunie.

— Mówiłaś, że zrobiłabyś to dla mnie. To był twój pomysł — patrzył na nią tak jakby właśnie go zdradziła. Nie był zły, bardziej zawiedziony.

— No tak, ale, sama nie wiem. Po prostu nie chce, żeby coś poszło nie tak.

— co na przykład?

Spojrzała na niego w taki sposób, że Robert poruszył się nieswojo na krześle.

— Będziesz bił każdego, kto ci się nie spodoba, albo będzie robił uwagi w stosunku do mnie?

Roberta oczy zmieniły się. Stały się mroczne a dźwięk jego głosu sprawił, że poczuła, jak ciarki przechodzą po jej kręgosłupie.

— Gdyby to zależało ode mnie zatłukłbym każdego, kto chociaż spojrzy na ciebie — złapał ja delikatnie za brodę zaciskając palce na niej — jesteś tylko moja.

— Robi rozumiem to, przepraszam — powiedziała przypominając sobie, jakie problemy ma Robert. — po prostu wczorajsze twoje zachowanie przeraziło mnie.

— Jeszcze niejedno moje zachowanie cię przerazi — wyjaśnił całując ją.

Zamknęła oczy. Oderwał się od niej i ruszył. Dopiero pod szkołą, gdy wysiedli. Dotknął jej policzka i pocałował, potem podał jej małe urządzenie. — Zrobisz to dla mnie? — zapytał bezosobowo.

Eliza wzięła gadżet i założyła na ucho

— Dziękuję — powiedział i wsiadł z powrotem do auta. Zamknął drzwi a Eliza usłyszała w uchu.

— O której kończysz?

— O trzeciej

— Będę czekał — po tych słowach odjechał

Eliza ruszyła w kierunku szkoły. Zauważyła Jarka przyglądającego się jej. Była pewna, że stał tam od samego początku. Po chwili podeszła do niej koleżanka Iwona. Ładna blondynka, zgrabna i bardzo pewna siebie.

— Czy to był Robert? — Zapytała wskazując na odjeżdżające auto — nie wiedziałam go od imprezy na plaży myślałam, że zerwaliście.

— Tak to był Robert — powiedziała krótko.

— No to opowiadaj, co się stało? — Ciągnęła wesoło Iwona

— Wiesz, co, — poprawiła włosy i spojrzała dziewczynie w oczy — źle się dziś jakoś czuję, opowiem ci, kiedy indziej, dobra? — Wymigała się

— Wszystko ok? — spytała koleżanka

— Tak — tylko nie mam dziś głowy do niektórych rzeczy — wyjaśniła

— Kochanie wszystko dobrze? — zapytał Robert do dziewczyny ucha. Odpowiedziała tylko krótkie „aha”. Zaraz zadzwonił dzwonek i ruszyła do klasy zostawiając Iwonę pełną pytań.

Usiadła na końcu klasy, po chwili Jeremiasz się do niej przysiadł.

— Wolałabym siedzieć sama — powiedziała, ale w tym samym momencie nauczyciel wszedł do klasy i zaczęła się lekcja. Elizy głowa była jednak daleko od miejsca, w którym siedziało jej ciało.

Zastanawiała się, co by było, gdyby Maria nie weszła do tego pokoju. A potem ten wyraz twarzy Roberta, straszny. Nie wiedziała, czemu mogłaby uwierzyć, że on może kogoś zabić. To było właśnie to, co ją przerażało. Robert w jej obronie, w szale mógłby kogoś zabić. Przez to myślenie czuła się winna. Zanim ją poznał radził sobie ze swoim problemem, teraz zupełnie przestaje nad sobą panować. I to wszystko jej wina.

Nagle z zamyślenia wybił ją ból, syknęła i pomasowała ramię

— , Co się stało? — Usłyszała w słuchawce.

— Nic. — Powiedziała szeptem a potem spojrzała na Jarka, który podrzucił jej karteczkę

„Wszystko ok?” Napis był mały i koślawy

„tak” odpisała swoim nienagannym stylem.

Do końca lekcji Eliza biła się z myślami, gdy tylko dzwonek zadzwonił wyszła i ruszyła do toalety. Usiadła w jednej z kabin i starała się oddychać spokojnie

— Jak było w klasie, nauczyłaś się czegoś? — spytał Robert, jego głos był twardy.

— A tak, tak — odpowiedziała

— No to powiedz, o czym była lekcja? — spytał podejrzliwie.

Eliza odetchnęła głęboko i przyznała

— no dobra już nie słuchałam, zadowolony

— Nie mów do mnie takim tonem ok? — Zażądał

— Przepraszam — powiedziała szybko zdając sobie sprawę, że przecież nie na Roberta się gniewa.

— co się dzieję? — spytał już spokojnie

— Nie wiem, wszystko mnie drażni dzisiaj.

— Rozumiem — odpowiedział spokojnie

— Ok wracam do klasy.

— Dobra, mam spotkanie, więc na półgodziny się rozłączę.

— Dobrze, powodzenia.

— Dzięki.

Eliza ruszyła do klasy i znowu usiadła na samym końcu, a gdy nauczyciel wszedł, Jeremiasz przysiadł się do niej

— Mówiłam ci, że chce siedzieć sama — warknęła. Jeremiasz się tylko uśmiechnął i poprosił ją o ciszę kładąc sobie palec na ustach.

Odetchnęła głęboko i wróciła do swoich myśli. W połowie lekcji usłyszała głos Roberta.

— Już jestem

— ok — powiedziała cicho, ale Jeremiasz usłyszał i spojrzał na nią z pytaniem, zignorowała go jednak. Po chwili usłyszała

— Ominęło mnie coś ciekawego? — zapytał Robert

— Nie — odpowiedziała a Jeremiasz znowu na nią dziwnie popatrzył.

W końcu zadzwonił dzwonek i Eliza wybiegła z klasy. Miała teraz trzydzieści minut przerwy, zdecydowała się wyjść do parku.

— Jeszcze tylko dwie lekcje — pocieszył ją głos w słuchawce

— Aż dwie godziny — poprawiła go a Robert się zaśmiał

— Ej Eliza — usłyszała nagle za sobą, przymknęła oczy poznając głos. Naprawdę wszyscy ją dzisiaj denerwowali

— Kto to? — spytał Robert.

— Jeremiasz — powiedziała jakby do obu, odwracając się do nowo przybyłego

— Mogę iść z tobą? — zapytał wesoło

— Nie, chce być sama — warknęła.

— Spław go — rozkazał Robert

— Próbuje — wyszeptała. Jeremiasz znowu na nią dziwnie popatrzył

— Chciałem się tylko spytać, czy wszystko w porządku, wiesz po tamtym.

Eliza złapała się za głowę jakby ją strasznie rozbolała a potem powiedziała

— Jeremiasz to bardzo miłe z twojej strony, ale naprawdę wszystko jest ok. Nie potrzebuję ci się ani tłumaczyć, ani nic wyjaśniać. Jaki ty w ogóle masz problem?

— Po prostu martwię się o ciebie. Widziałem was wtedy. Byłaś przerażona. A ten twój chłopak bardzo agresywny.

— To naprawdę nie twoja sprawa — powiedziała szybko

— Uważam się za twojego przyjaciela. Nie chce się wtrącać w twoje sprawy, ale…

— To nierób tego… — prawię krzyknęła tracąc panowanie nad sobą

— Hej mała, co się dzieje? — zapytał Robert nie rozumiejąc jej zachowania.

— Ja chcę tylko by już sobie poszedł powiedziała — Robert wiedział, że to do niego. Zaczął się martwić o nią. To nie było w jej stylu.

— Dobra nie będę owijał. Czy on cię bije? — Wyskoczył Jeremiasz, Eliza zamarła tego się nie spodziewała — Widziałem, jak cię szarpał, krzyczał a ty płakałaś. A w klasie, gdy dotknąłem twojego ramienia sprawiam ci ból.

— Dotknął cię? — Zawarczał Robert

— To nie tak — powiedziała szybko.

— A jak — usłyszała oba głosy, jeden od Jarka drugi w słuchawce.

— W klasie, — zaczęła bardziej do Roberta niż Jarka — wybiłeś mnie z zamyślenia podając tą głupia karteczkę.

— O i jeszcze liścik — zawarczał Robert

— To znaczy, że ramię cię nie boli? — zapytał Jeremiasz a Eliza myślała, że za chwile wybuchnie. Odetchnęła głęboko

— Wiesz co — zaczęła do Jarka podnosząc rękę — wypchaj się mam dość. Po prostu mam dość.

Pozbierała swoje rzeczy i ruszyła przed siebie. Jeremiasz już nie pobiegł za nią usłyszała tylko;

— , Dokąd idziesz? — Spytał Robert

— Nie wiem, ale muszę się przejść. — Powiedziała — chce pobyć sama

— Nie będę ci przeszkadzał, ale proszę nie rozłączaj się — zabłagał

— Dobra — powiedziała, bo w głębi duszy chciała mieć go blisko, a gdyby teraz się rozłączyła pewnie by po nią przyjechał w najbliższych kilku minutach.

— Idę do domu, znaczy do mamy — powiedziała

— Dobrze daj znać, jak będziesz gotowa — poprosił

Ruszyła przed siebie. Nigdy wcześniej się tak nie czuła. Ta złość, ta drażliwość, ta niechęć. Nie rozumiała, co się stało. Nigdy w życiu nie czuła takiej złości prawie furii. Nawet nie miała powodu, ale tak właśnie się czuła, że mogłaby kogoś skrzywdzić, jeśliby nie odeszła. Nagle do niej doszło. Jeżeli Robert właśnie tak się czuł albo gorzej. A uczucia, które nim wtedy kierowały były tak silne, że zamazywały mu obraz rzeczywistości to jak ona mogła się na niego gniewać. To była choroba. Bardzo trudna tak samo dla niego jak dla wszystkich wokół. Za wszelką cenę musiała zrozumieć jak mu pomóc. Musi z kimś porozmawiać, dowiedzieć się więcej o jego przypadku. Do tej jednak pory musi być ostrożna. Unikać niechcianych sytuacji. Musi się postarać.

— Robi?

— Tak — usłyszała zadowolony głos

— Dziękuję — powiedziała szczerze — potrzebowałam tego, poczekam na ciebie u mamy.

— Nie ma sprawy — zaświergotał, Eliza uśmiechnęła się wyobrażając sobie jak musi wyglądać jego twarz, uśmiech, oczy.

Zanim się zorientowała była już blisko bloku. Weszła na klatkę i ruszyła do drzwi. Zapomniała wziąć klucze, więc zadzwoniła. Nikogo nie było. Wypuściła głośno powietrze.

— Nie ma jej, wyszła z piętnaście minut temu — usłyszała za sobą głos. Dziewczyna zamarła i przełknęła głośno ślinę

— Robi — powiedziała na głos

— Tak kochanie

— Jego też tu nie ma — warknął Gromski podchodząc bliżej a Robert prawie zawarczał — sprawdziłem, jesteś sama.

— A to skurwiel — usłyszała całą litanie w uchu — jadę.

— Czego ty chcesz ode mnie — wyszeptała przerażona

— Zobaczysz — zaczął łapiąc w żelazny uścisk — ale nie tutaj — dodał ciągnąc ją po schodach w dół.

Zauważył, że sprawia jej ból naciskając ramię, uśmiechnął się i zrobił to znowu. Dziewczyna skuliła się próbując mu się wyrwać. Nie udało jej się. Chłopak otworzył drzwi prowadzące do piwnic i pchnął ją do środka. Zamknął je i włączył światło.

— Zostaw mnie, puść mnie — zaczęła krzyczeć, nadal się wyrywając. Ale napastnik cały czas wykorzystywał jej słabe i obolałe miejsca. Gdy zebrała się w sobie i chciała krzyknąć, zasłonił jej usta i pchnął w najdalszy kąt. Rzucił się na nią przyciskając do ściany. Wcisnął kolano między jej nogi i zaczął ją całować po szyji trzymając mocno. Eliza zaczęła płakać, starała się mu wyrwać. Gromski jednak był silny i wykorzystywał każdy z mięśni. Pociągnął ją za włosy próbując odwrócić twarzą do ściany. Wtedy w jakiś sposób udało jej się wydostać z jego szponów. Wyskoczyła z piwnicy. Wybiegła z klatki, ruszyła przed siebie wpadając na coś twardego. Poczuła jak ktoś ją mocno przytula, gdy podniosła oczy zobaczyła Roberta. Był spięty i wściekły.

— Wszystko dobrze? — Zapytał sprawdzając czy jest cała. Dziewczyna pokiwała głową i wtuliła się w niego cała

— Gdzie on jest? — Spytał rozglądając się

— Nie wiem — bała się obejrzeć — wciągnął mnie do piwnicy.

Robert bardzo chciał pobiec tam i sprawdzić, ale nie chciał zostawić Elizy samej, a ją prowadzić tam też mu się nie podobało.

— Chodź pojedziemy do domu, ok? — zaproponował starając się nie wpadać w furie. Tak samo bardzo jak chciał złapać Gromskiego, nie chciał zostawić Elizy samej nawet na sekundę.

W drodze do domu nadal płakała. Nie mogła się uspokoić. Ten dzień od rana był porażką.

— Jak się czujesz? — spytał, gdy w końcu dojechali

— Nie wiem — powiedziała prawdę.

— Jesteś głodna? — Spytał. Pokiwała głową na boki.

— Ale musisz coś jeść? — poprosił

— Wiem, ale nie dam na razie rady.

Wjechali windą, Robert otworzył drzwi i weszli do środka

— Wezmę prysznic i się położę

— Dobrze — powiedział Robert, — to dobry pomysł.

Chłopak nalał sobie czystej whisky i wyszedł na taras. Był tak wściekły, że myślał, że wybuchnie. Łyknął brązowy nektar i wtedy trochę się uspokoił. Podjął decyzję, że jutro pójdzie do restauracji i rozliczy się z tym Gromskim.

Rozdział 6

Eliza obudziła się w środku nocy, to był już trzeci albo czwarty raz. Było jej gorąco, za chwile było jej zimno. Nie mogła uleżeć. Chodziła po mieszkaniu szukając sama nie wiedziała czego. Spacerowała w tą i spowrotem po salonie. Mamrotała coś pod nosem ze złością. Denerwowało ją wszystko nawet to, że auta przejeżdżające koło bloku są za głośne.

— Co ci jest? — usłyszała nagle i spojrzała w stronę z skąd dochodził głos. Robert stał przy wejściu do salonu, oparty był o ścianę z rękoma założonymi na piersi. Nie widziała jego oczu, ale ton głosu wskazywał, że nie był w dobrym humorze.

— Nie wiem, nie mogę spać — powiedziała ocierając rękę o rękę

— Podejdź do mnie — poprosił delikatnie

— Robert nie teraz — powiedziała ze złością — nie mam ochoty, dobra.

Robert nic nie powiedział, tylko jej się przyglądał a po chwili spytał, jego głos był twardy.

— Może ci czegoś brakuje?

— Co? — zapytała — czego?

— Może tego kochanie co przez ostatnie tygodnie tak intensywnie brałaś — powiedział sarkastycznie.

Eliza zamarła patrząc w jego stronę. Wróciła pamięcią do wieczorów, kiedy po pracy zawsze brała tabletkę. Od trzech dni nie bierze. To musiało być to.

— Uzależniłam się od nich — powiedziała cicho bardziej do siebie niż do chłopaka.

— Najwyraźniej.

Ruszył do kuchennej szafki i otworzył ją. Chwile zajęło mu, ale znalazł to co szukał. Otworzył małą buteleczkę, przechylił ją a mała pigułka spadła na jego dłoń.

— Weź to — powiedział podając jej lek.

Eliza ruszyła szybkim krokiem, ale po chwili zwolniła zdając sobie sprawę jak wygląda jej zachowanie. Było jej wstyd. Gdy Robert podał jej szklankę z wodą, wychyliła ją szybko popijając zawartość dłoni.

— Co to jest? — spytała

— Kiedyś uzależniłem się od pewnych leków — zaczął — mój tata pomógł mi wyjść z tego. Ale przez jakiś czas i tak będziesz czuła się nie najlepiej. A teraz chodź spróbujemy się przespać, mamy jeszcze kilka godzin.

Eliza posłusznie poszła za Robertem i położyła się, chwilę patrzyła w sufit, a tak jej się wydawało przynajmniej, bo w sypialni panowała bezkresna ciemność. Po chwili jednak poczuła pewien spokój a jej oczy zamknęły się. Odetchnęła głęboko czując tą ulgę i zasnęła.

Gdy alarm zegarka ogłosił im początek dnia, oboje zaczęli marudzić. Eliza poczłapała do kuchni i nastawiła wodę.

— Co zjesz? — spytała.

— A ty?

— Nie jestem głodna — powiedziała szybko, ale gdy spojrzała na Roberta, ten wyglądał jakby tylko czekał na tę odpowiedź.

— Masz coś zjeść — a gdy chciała coś powiedzieć — wyciągnął rękę przed siebie wyciągając palec wskazujący — nie interesuje mnie to. Masz jeść.

Uderzył ręką w blat, Eliza aż podskoczyła. Odwróciła się do niego plecami mamrocząc coś pod nosem. Po chwili poczuła jego ręce na sobie, pchnął ją, obróciła się chcąc zobaczyć o co chodzi a on wtedy przycisnął ją do lodówki

— Nie wkurwiaj mnie mała — powiedział przez zaciśnięte zęby. — Będziesz robiła dokładnie to co ci każe.

— Przestań — wydusiła

— Nie — powiedział pociągając ją za włosy, przekręcił jej głowę i ugryzł ją lekko w ucho. Dziewczyna zadrżała. Robert zaczął ją całować po szyji. Nagle pociągnął ją znowu odsuwając od siebie i obrócił tyłem do siebie. Jej policzek został przyciśnięty do blatu. Robert trzymał jej włosy nie pozwalając się ruszyć.

— Robercie przestań. — poprosiła

Ściągnął jej spodnie od piżamy i chwile zapatrzył się na jej zgrabne pośladki, zaczęła się wyrywać. Pierwsze uderzenie i jej krzyk

— Robert! — krzyknęła próbując mu się wyrwać.

Drugi klaps, Elizy ręce powędrowały, aby chronić ciało.

— Zabierz ręce — rozkazał

— Robert proszę przestań, ja nie lubię bólu — zabłagała.

— A ja nie lubię jak mi się sprzeciwiasz. — wywarczał — Ręce na blat.

Położyła je na blacie, ale jak znowu poczuła jego dłoń automatycznie zakryła się.

— Powiedziałem ręce na blat — krzyknął.

Eliza rozpłakała się nie mogąc sobie poradzić. Trzęsła się walcząc z pokusą by może go kopnąć.

— Ręce na blat — warknął do jej ucha.

Zrobiła co kazał i zamknęła oczy pociągając nosem. Następne kilka uderzeń było najtrudniejszych. Dziewczyna starała się nie krzyczeć i nie wyrywać.

— Rozumiesz w końcu? — zapytał a potem znowu jego dłoń znalazła się na już całkiem czerwonych pośladkach.

— Tak — wyszeptała pociągając znowu nosem.

— To dobrze — powiedział zadowolony. Wypuścił ją z uścisku jednak dziewczyna nie zdążyła się podnieść, poczuła, jak Robert napiera na nią mocno i po chwili był już w niej. Złapała się panicznie blatu krzycząc znowu.

Złapał ją mocno za biodra i wciskał się w nią raz za razem. Zaczęło kręcić się jej w głowie, po chwili jednak ból który czuła chwilę temu zmienił się w podniecenie i rozkosz. Zaczęła wychodzić mu naprzeciw domagając się więcej i więcej. Robert pociągnął ją za włosy zmuszając by się podniosła.

— Nigdy więcej mi się nie przeciwstawiaj. Jak coś powiem, tak ma być.

— Rozumiem — odpowiedziała dysząc.

Robert przyspieszył swoje ruchy sprawiając, że oboje doszli. Gdy ją w końcu wypuścił potrzebowała chwile by dojść do siebie. Czuła się taka słaba, pośladki piekły ją mocno i była pewna, że tą lekcje będzie pamiętała przez długi czas. Czuła jednak taki spokój i satysfakcję, że musiała się uśmiechnąć do siebie.

— Idę pod prysznic — powiedział chłopak — idziesz?

— Tak, zaraz przyjdę.

Robert zniknął w korytarzu a dziewczyna dotknęła skóry na tyłku sprawdzić jakie szkody zaszły. Miała racje, będzie bolało. Ruszyła do łazienki. Robert już był w środku, gdy się ubierali Elizie zajęło chwile dobranie stroju. Gdy weszła do kuchni śniadanie i herbata stały już stole.

— Jedz — rozkazał. Chwile patrzyła na niego, potem jej spojrzenie powędrowało na blat, na którym leżała niedawno temu. Ruszyła do stolika i usiadła delikatnie. Złapała za rogalik i urwała kawałek wkładając sobie do ust.

— Grzeczna dziewczynka — powiedział i sam też złapał za jeden.

Robert kończył już trzeci, gdy Eliza nie skończyła swojego pierwszego.

Właśnie chciała go odłożyć, gdy spojrzała na Roberta. Gapił się na nią z furią w oczach.

— Zjem — powiedziała szybko. Złapała resztę rogalika i wsadziła go sobie do ust. — zadowolony? — Zapytała z pełną buzią.

— Nie takim tonem — zagromił ostrzegawczo.

— Przepraszam — powiedziała dając za wygraną.

W drodze do szkoły Robert zauważył, że dziewczyna trochę się kręci.

— Boli? — zapytał

— Trochę — odpowiedziała szczerze. Nie skomentował tego, ale Eliza nie zauważyła w nim skruchy lub żalu za to co zrobił.

— O której kończysz? — zapytał

— O trzeciej.

— Czekaj na mnie w szkole. Nigdzie sama nie chodź. Rozumiesz

— Rozumiem.

Zanim wysiedli podłączyli bluetooth a Robert powiedział.

— Kocham cię — całując ja w usta. Odwzajemniła pocałunek i przytuliła się do niego. Spojrzała na Roberta. Ten jednak patrzył przed siebie, w jakiś punkt dalej. Oczy wskazywały, że nie było to nic dobrego. Eliza odsunęła się i spojrzała w tym samym kierunku.

Pod szkołą oparty o balustradę stał Jeremiasz. Patrzył na Roberta w sposób jaki wskazywał, że nienawidzi chłopaka.

— On mnie naprawdę denerwuje — powiedział Robert wsiadając do auta — o trzeciej — dodał już do Elizy. Ta kiwnęła głową i odwróciła się ruszając do szkolnych drzwi. Gdy przechodziła obok Jeremiasza ten przyglądał jej się dokładnie.

— Cześć — powiedział, ale Eliza nie odpowiedziała. Po wejściu do klasy podeszła do niej Iwona.

— Jaki humor masz dzisiaj?

— Normalny — powiedziała

— Czujesz się lepiej? — Eliza patrzyła na nią zagubiona. Po chwili do niej dotarło.

— Iwona, co chcesz wiedzieć? — zapytała z uśmiechem

— Wszystko — zaświergoliła — nic nie mówiłaś po tamtej imprezie. Myślałam, że zerwaliście.

— Nadal jesteśmy razem — wyjaśniła dziewczyna.

— Ale ty masz szczęście, taki cudowny facet — kontynuowała Iwona, gdy siadały do ławki.

— Czy ja wiem czy takie szczęście — usłyszały obie za sobą.

Iwona odwróciła się. Za nimi siedział Jeremiasz

— O co ci chodzi? — zapytała koleżanka chłopaka — Ktoś tu jest chyba zazdrosny — zaśmiała się Iwona, chciała coś jeszcze powiedzieć, ale właśnie zadzwonił dzwonek i wszedł nauczyciel.

Dla Elizy była to męczarnia, nie dość, że już przeczytała ten rozdział a tak prawdę mówiąc to nauczyciel nie miał ani podejścia, ani chęci do uczenia, to jeszcze siedzenie na tych drewnianych krzesełkach ją wykańczało. Tyłek obolały po prostu nie dawał jej spokoju, żadna pozycja nie przynosiła ulgi. Trzy godziny później Eliza była bliska płaczu.

Na długiej przerwie, chciała pójść do parku, ale Robert wolał, żeby została w budynku. Poszła więc na stołówkę. Było tam mało osób, gdyż dzień był śliczny i wszyscy wyszli na dwór. Oparła się o ścianę i zamknęła oczy. Nagle z zamyślenia wybił ją głos z prawej. Obróciła się i zobaczyła Jeremiasz stojącego obok niej.

— Czemu nie usiądziesz? — zapytał, Eliza usłyszała kilka przekleństw Roberta w słuchawce. Ona jednak nie odzywała się.

— Czemu z nim jesteś? — Spytał cicho.

— Spław go jakoś — warknął Robert. Jeremiasz usłyszał to

— Ty z nim rozmawiasz cały czas? — zapytał zdziwiony.

— Daj mi spokój — poprosiła.

— Ja tylko chcę zrozumieć.

— Co? — spytała patrząc na niego znudzona.

— Czemu z nim jesteś? — powtórzył — Boisz się go to widać.

— Nie chce mi się z tobą rozmawiać — powiedziała krótko. Robert znowu rzucił litanię w słuchawce.

— Nie chce ci się ze mną rozmawiać — powtórzył jej słowa, a potem wskazał na słuchawkę w jej uchu — czy po prostu nie możesz, bo on wszystko słyszy.

Eliza spojrzała na niego zmęczona, ale on się nie poddawał.

— Słuchaj ja naprawdę nie chce patrzeć jak ten bogaty chłoptaś cię krzywdzi. — a gdy nadal milczała dodał — Widziałem, jak cię szarpie, ty płaczesz, potem masz siniaki na ramionach, teraz znowu masz go włączonego non stop a od rana nie możesz usiedzieć. Mogę się założyć, że nie siedzisz, bo nie możesz. On cię bije prawda. To, dlatego nic o nim nie opowiadałaś.

Dziewczyna słuchała tego wszystkiego starając się zachować spokój.

— No zatłukę palanta — wydarł się Robert. Chłopak usłyszał i powiedział do słuchawki

— No to chodź lalusiu.

Eliza spojrzała się na Jeremiasza z przerażeniem

— Rozerwę go — warknął Robert

— Zamknijcie się — powiedziała szybko.

— Chyba nie powiedziałaś tego do mnie — powiedział ostrzegawczo głos w słuchawce.

Eliza poczuła jak gorąco zalewa jej ciało. Wiedziała, że jej poliki też zmieniły kolor

— Nie przepraszam — powiedziała szybko przypominając sobie dzisiejszy poranek.

Jeremiasz szybko to wychwycił

— On cię kontroluje — stwierdził. Zobaczył jej twarz czerwoną a oczy lekko załzawione. Powiedział tylko krótkie — przepraszam — i odszedł.

— W końcu — powiedział Robert — ale z niego natręt.

— No wiem — powiedziała patrząc na odchodzącego chłopaka

— Mam teraz spotkanie zadzwonię jak skończę.

— Dobrze.

Eliza spojrzała przez okno na słońce i znowu zamknęła oczy W końcu cisza.

Reszta dnia była spokojna. Jarek nie odzywał się do niej, ale cały czas ja obserwował smutnym spojrzeniem. Po szkole, gdy wyszła na zewnątrz Robert już czekał na nią. Był poważny i skoncentrowany.

Gdy go zobaczyła uśmiechnęła się. Pocałowali się a po chwili usłyszeli lekki kaszel, ktoś starał się zwrócić ich uwagę. Obejrzeli się, obok stała Iwona.

— Cześć — powiedziała rumieniąc się do Roberta

— Cześć — odpowiedział czarując dziewczynę uśmiechem.

— Nie wiem, czy mnie pamiętasz poznaliśmy się na imprezie nad morzem jakiś czas temu

— A tak — skłamał — Iwona — powiedział pamiętając imię wypowiedziane przez Elizę tego ranka.

— Tak — zachichotała dziewczyna, Eliza podniosła brwi uśmiechając się na zachowanie koleżanki — Tak sobie pomyślałam, czy mogę porwać Elizę na dzisiejsze popołudnie. — a potem skierowała się do samej Elizy otwierając szerzej oczy — wiesz miałyśmy obgadać ten projekt.

Eliza uśmiechnęła się wiedząc, że projekt nazywa się Robert a tematem jest opowiedz mi wszystko ze szczegółami.

— Nie — warknął Robert stanowczo jego oczy zrobiły się ciemne a uśmiech zupełnie zniknął z jego twarzy — Wskakuj mała do auta

— No weź, to tylko godzina może dwie — żachnęła się dziewczyna

Podszedł do niej bliżej i wycedził

— Powiedziałem nie. Eliza jedzie ze mną.

Iwona zrobiła kilka kroków w tył, naprawdę ja przestraszył. Spojrzała się na koleżankę siedzącą już w aucie. Eliza rozłożyła ręce na boki, robiąc minę no trudno.

Robert spojrzał na Jeremiasza, ten tak wygadany wcześniej teraz stał w bezpiecznej odległości tylko obserwując. Iwona obróciła się i odeszła bez słowa.

Gdy Robert wsiadł do auta Eliza spojrzała na niego z delikatnym strachem.

— Czemu to zrobiłeś? — zapytała

— Nie będziesz nigdzie chodziła — powiedział

— Mogłeś być milszy — powiedziała skruszona.

— Byłem dziś w restauracji — powiedział nagle. Eliza zamarła.

— Gromski został zwolniony, ale nie wrócił nawet po wypłatę. Po prostu zniknął nikt nie wie, gdzie jest. Twój czek — powiedział podając jej kopertę. Wzięła ją od niego.

— Dziękuję

— Póki nie dowiem się, gdzie on jest nie będziesz nigdzie beze mnie chodziła, zrozumiałaś?

— Tak — powiedziała cicho. Nigdzie nie poszłaby sama tak czy siak, nie rozumiała po co robi tą całą szopkę. Wiedziała natomiast, że nigdy więcej nie chce spotkać Gromskiego.

Czuła się jak w zasadzce. Z jednej strony strach przed Gromskim, z drugiej strony Robert. Nie była pewna czy dobrze zrobiła zostając z nim. Nie była już taka pewna czy da rade mu pomóc. Dzisiejszy ranek uświadomił jej, że Robert ma duży problem. Gdyby chciała odejść to na pewno nie wypuści jej łatwo. Kochała go, naprawdę go kochała, ale bała się co będzie dalej.

Gdy wrócili do domu dziewczyna zaczęła się uczyć. Szczerze mówią to wcale nie musiała, ale wydawało jej się to najbezpieczniejsze. Robert przyglądał jej się. Była zamyślona wręcz nieobecna. Widział jej wzrok utkwiony w książce, ale wcale jej nie czytała.

Podszedł do niej i stanął za nią. Nawet nie zauważyła go.

— Co robisz? — zapytał a ona podskoczyła na krześle.

— Uczę się — odpowiedziała szybko łapiąc się za serce.

— Pytam się co robisz — zagromił

— Przepraszam — powiedziała wstając i spuszczając głowę.

Robert podniósł jej głowę i spojrzał w oczy.

— Za co mnie przepraszasz? — zapytał.

— Że skłamałam — odpowiedziała patrząc mu prosto w oczy.

Robert ją wypuścił.

— To co robiłaś?

— Myślałam — powiedziała. Roberta brwi wystrzeliły do góry.

— OOO a o czym?

— O wszystkim — usiadła na swoim siedzeniu a Robert usiadł obok niej.

— Na przykład?

— Chce pójść na policje i zgłosić Gromskiego — powiedziała na wydechu.

Robert chwile myślał a potem powiedział.

— Możemy pojechać jutro jak chcesz. — pocałował ją w czoło i poszedł do pokoju z komputerem.

Uśmiechnęła się. Cieszyła się, że nie dociekał innych jej myśli. Brakowało jej pracy nie wiedziała co ma ze sobą robić. Ile można się uczyć. Posprzątała i zaczęła czytać książkę. Po pewnym czasie jednak zaczęła znowu czuć się dziwnie rozdrażniona. Zaczęła krążyć po salonie, popatrzyła na szafkę, z której wczoraj Robert dał jej tajemniczą tabletkę. Tabletkę, która jej bardzo pomogła. Biła się z myślami czy poprosić Roberta czy wziąć sama. Jednak nie wiedziała, jak się nazywał ten lek. Chwile jeszcze rozważała którą opcje wybrać i w końcu podjęła decyzję. Ruszyła korytarzem do pokoju, w którym był Robert. Zapukała, a gdy drzwi się otworzyły i Robert spojrzał w jej oczy. Odwaga ją opuściła. Zagapiła się na niego chwile a potem powiedziała.

— A już nic — Ruszyła spowrotem do salonu.

— Stój — rozkazał — wróć do mnie.

Eliza wsadziła włosy za uszy i ruszyła pomału do Roberta.

— Po co przyszłaś? — spytał dotykając delikatnie jej twarzy.

— Chciałam — zaczęła cicho — prosić cię — tarła dłonią o dłoń szukając słów — o tą tabletkę co mi dałeś wczoraj.

Wytarła obie spocone dłonie o spodnie

— Nie wydaje mi się żebyś potrzebowała — powiedział delikatnie muskając jej policzek.

Nadzieja uleciała z jej oczu

— Proszę — zabłagała kładąc ręce na jego piersi.

Robert zmarszczył brwi i zaciskając usta. Wyglądał jakby coś go bolało.

— Dobrze — powiedział w końcu. Objął ją w tali i ruszyli do kuchni. Pogrzebał w szafce i wyjął pudełeczko. Podał jej pigułkę.

— Dziękuję — powiedziała i łyknęła lek szybko.

— Musisz z tym walczyć, albo idziemy do lekarza.

— Nie chce iść do lekarza — powiedziała szybko.

— To się postaraj — zażądał. — To jest ostatnia, którą ci daję.

— Jeszcze tylko jutro, jakbym potrzebowała, dobrze. — zabłagała

Robert przytaknął, ale nie był zadowolony. Eliza usiadła w fotelu i odprężyła się. Robert jeszcze chwilę przyglądał się jej, wyglądał na zmartwionego.

— Nie czekaj na mnie, muszę popracować — powiedział i wrócił do pokoju. Eliza zasnęła w fotelu. Gdy jednak się obudziła leżała w łóżku. Roberta nadal nie było, wszedł po chwili.

— Przyniosłeś mnie? — zapytała. Pokiwał tylko głową.

Eliza podniosła się i ruszyła do łazienki i wzięła prysznic. Obwinęła się ręcznikiem i wróciła do sypialni. Robert wyglądał jakby już spał. Zrobiło jej się smutno. Wgramoliła się łóżko i przytuliła do chłopaka. Polizała go uchu przygryzając w jednym momencie. Robert obrócił się do niej twarzą. Usiadła na niego okrakiem zdejmując ręcznik i rzucając go na ziemie.

— Co robisz? — zapytał. Nachyliła się i pocałowała go. Gdy już był w niej zaczęła się ruszać całując go po klatce piersiowej. Robert się odprężył i wyciągnął do góry ręce. W pewnym momencie Robert złapał ją w pasie i przerzucił na plecy. Przestraszyła się i krzyknęła. On szybko nakrył ją swoim ciałem i zaczął zabawę na nowo jednak jego ruchy były silniejsze, szybsze. Dziewczyna się wyginała i jęczała. Gdy dochodził złapał ją za włosy, przytrzymując mocniej. Nie mogła się wyzwolić. Jednak znowu poczuła się tak dobrze, że doszła za chwile mocno.

Zasnęli wtuleni.

Rozdział 7

Gdy rano Eliza obudziła się, leżała w łóżku sama. Zmarszczyła czoło na ten widok. Spojrzała na zegarek, dochodziła już dziewiąta. Zerwała się z łóżka i szybko ubrała. Wyskoczyła do salonu. Robert siedział przy stole rozmawiając z kimś przez telefon. Uśmiechnął się jak ją zobaczył.

— Dobra tato, to zobaczymy się na lunchu — powiedział i odłożył słuchawkę.

— Głodna? — zapytał podnosząc jedną brew.

— Wiesz, która godzina? — zapytała nerwowo.

— Wiem — powiedział spokojnie — pomyślałem, że nic się nie stanie, jak weźmiesz sobie wolne.

Eliza uspokoiła się trochę. W gruncie rzeczy miał rację. Eliza była do przodu z materiałem.

— To co zjesz na śniadanie? — zapytał

— Nie wiem, nie jestem głodna, — a gdy jego spojrzenie dało jej do zrozumienia, że ta odpowiedz nie jest tą, którą on chce usłyszeć dodała pocierając czoło — zjem rogalika

— Już ci podaje — uśmiechnął się ruszając do kuchni.

Eliza usiadła przy stole i spojrzała na telefon Roberta. Jej twarz uśmiechała się na wyświetlaczu. Gdy Robert wrócił z rogalikiem i kawą spytała.

— Rozmawiałeś ze swoim tatą?

— Tak, ma znajomego na komisariacie. Po śniadaniu spotkamy się z nim.

Pokiwała głową wkładając sobie kawałek pieczywa.

— A na lunchu spotkamy się z moim tatą — dodał a dziewczyna zamarła.

— Dzisiaj? — zapytała.

— Tak, chce cię mu przedstawić — wyjaśnił — masz z tym problem?

— Nie tylko nie spodziewałam się.

— Jestem pewien, że się polubicie — uśmiechnął się.

Po śniadaniu tak jak Robert powiedział ruszyli na komisariat. Eliza była trochę zdenerwowana. Spotkali się ze znajomym ojca Roberta, komisarzem McCain. Eliza opowiedziała o zachowaniu Gromskiego w restauracji i pod blokiem. Komisarz robił notatki a oprócz tego nagrał całą historię.

— Zadzwonię do was po rozmowie z tym Gromskim

— Dziękuję — powiedzieli prawie równo.

Eliza poczuła niesamowitą ulgę, gdy wyszli z budynku policji.

— Dobrze, że mamy to już za sobą.

— Jak się czujesz? — zapytał Robert

— Dobrze — uśmiechnęła się do niego

— To gotowa na spotkanie z moim tatą? — wyszczerzył zęby i otworzył szerzej oczy. Eliza zaśmiała się i spojrzała na zegarek

— To już ta godzina? No to chodźmy.

Gdy podjechali pod posiadłość, Eliza aż oniemiała, teren był ogromny a dom wyglądał jak posiadłość z filmów.

— Kto tu mieszka? — spytała.

— Mój tata — odpowiedział Robert uśmiechając się

— Nie no pytam, z kim on mieszka.

— Ze mną to nasz dom jest podzielony w środku prawa strona jest jego lewa moja.

— To, po co ci to mieszkanie w mieście?

— Bliżej do biura Poza tym pomyślałem ze źle byś się czuła gdybyśmy się wprowadzili tutaj.

— Miałeś racje, nie zgodziłabym się — powiedziała nadal gapiąc się w dom

— Nie miałabyś raczej wyboru, prawda? — Podniósł do góry brew

— Tak — odpowiedziała wiedząc o co mu chodzi — dziękuje, że jednak tego nie zrobiłeś.

— Przyjemność po mojej stronie — odpowiedział.

Zatrzymał samochód przed szerokimi schodami, u dołu których stał mężczyzna identyczny jak Robert tylko trzydzieści lat starszy

— O mój boże — powiedziała Eliza patrząc z uśmiechem to na jednego to na drugiego mężczyznę. Robert się zaśmiał a jego ojciec otworzył Elizie drzwi i podał rękę. Spojrzała w oczy Seniora, który podniósł jedną brew, znała te spojrzenie, ale nie działało ono tak samo, obróciła się do Juniora

— Możesz kochanie, wszystko dobrze — Wtedy podała dłoń mężczyźnie i wysiadła z samochodu.

— Witaj kochanie, miło cię poznać — ucałował jej dłoń. Eliza uśmiechnęła się przypominając sobie jak Robert na koncercie tak samo się zachował

— Mi również miło pana poznać. Eliza Stone — przywitała się

— Junior, synu jestem po prostu oczarowany– Powiedział ojciec patrząc na dziewczynę — miałeś racje jest cudowna.

Obejrzał ja od stóp do samego czubka koka, Eliza się zaczerwieniła.

— Chodźcie do środka — powiedział wchodząc po schodach.

Wnętrze domu wyglądało jak zamek połączony z galerią obrazów. Eliza nie mogła się napatrzeć. Wszędzie było pełno antyków

— Czy to Amadeo Modigliani? — Spytała zaciekawiona i pełna szacunku podchodząc do jednego z obrazów

— Tak — powiedział ojciec i spojrzał podejrzliwie na syna — znasz się na sztuce?

— Troszeczkę, — przyznała się Eliza — Modiglianiego znam z tego ze lubił akty, widziałam kilka jego prac. Ale bardziej podoba mi się Chaim Soutine, jego barwy są jak żywe — powiedziała jakby przypominała sobie smak

Ojciec spojrzał znowu na Roberta, który stał oparty o ścianie z rękoma na klatce piersiowej. Ojciec podszedł do innego obrazu i zapytał

— A co powiesz o tym — wskazał jej obraz. Eliza podeszła i popatrzyła na niego. Obraz przedstawiał linie drzew, przez które pomykał koń z jeźdźcem.

— MMMhh — powiedziała zamyślona — Rene Magritte, „zagubiony dżokej” — wyrecytowała a ojciec podniósł obie brwi. Dziewczyna skrzywiła się i powiedziała — Nie przemawia do mnie. Robert Junior się zaśmiał.

— Masz francuski akcent — zauważył ojciec

— Uczyłam się w szkole — powiedziała szybko

— Czym jeszcze się interesujesz Elizo? — zapytał ojciec prowadząc ja do jadalni.

— Wszystkim po trochu, na razie skupiam się na skończeniu studiów. — powiedziała spokojnie — potem chciałabym znaleźć prace…

— A co studiujesz? — przerwał jej

— Zarządzanie zasobami ludzkimi, stosunki międzynarodowe, Project management. — powiedziała nadal się rozglądając

— Na raz? — wyłupił na nią oczy a potem na Roberta. Ten tylko się uśmiechał przez cały czas, jakby śmieszyło go zachowanie ojca. Usiadł w fotelu. Eliza skierowała się do niego i usiadała mu na kolanach, jego ręce spoczęły na jej udach

— Tak, nie lubię tracić czasu. — powiedziała poprawiając koka

— Ale czy to nie za dużo, jak ci idzie? — dopytywał mężczyzna.

— Jest najlepsza z każdego kierunku.

Robert senior patrzył się na nich przez chwile, zamyślił się nad nowymi pytaniami oraz nad odpowiedziami jakie do tej pory udzielili. Potem spojrzał poważnie na Roberta i na dziewczynę.

— Robert powiedział, że jesteście ze sobą już jakiś czas — Eliza przytaknęła. — I że razem zamieszkaliście.

— Tak — przytaknęła znowu

— Elizo zdajesz sobie sprawę jakie problemy ma mój syn?

Eliza zmarszczyła czoło

— Rozumiesz, że jak straci kontrole to się nie zahamuje…

— Tato! — warknął Robert, ale ojciec zupełnie go zignorował. Eliza zrobiła poważną minę i powiedziała

— Przez dłuższy okres nie wiedziałam o problemach Roberta.

Nachyliła się trochę do przodu i powiedziała ciszej marszcząc nos,

— Nie jest za bardzo wylewny — ojciec się uśmiechnął — po tych słowach wyprostowała się i wróciła jej poważna twarz — Mieliśmy przez to pewne kłopoty — spojrzała w ziemie i wytarła rękę o rękę — Ojciec zmrużył oczy i spojrzał na syna. Ten przełknął ślinę i spuścił głowę.

— Ale gdy w końcu się dowiedziałam i zrozumiałam w czym rzecz jest lepiej.

Senior patrzył na syna i dziewczynę. Eliza była lekko zarumieniona i widać było, że się denerwuje. Robert natomiast patrzył na ojca, jego twarz była mieszaniną złości i smutku.

— Każdy ma jakieś wady — powiedziała nagle Eliza przerywając tą okropną ciszę.

— Rozumiem, rozumiem — Zaczął Robert Senior czytając między wierszami. Obiecał sobie, że będzie trzymał się ich blisko, postara się im pomóc, ile się da. — Witam w rodzinie Elizo.

— Bardzo dziękuję — odpowiedziała rozluźniając się.

Po chwili do salonu weszła pani Cook gospodyni i zaprosiła wszystkich na obiad. Gdy tylko zdążyli wejść do stołu pani Cook znowu weszła

— Przepraszam panie Robercie, pani Marianna przyszła jest bardzo zdenerwowana jest z nią jakiś chińczyk. — ostatnie słowa powiedziała trochę ciszej

— Poproś ich do mojego gabinetu. Przepraszam was na chwile — powiedział ojciec odchodząc od stołu.

— Pójdziemy z tobą — powiedział Robert

Senior kiwnął tylko głową. Eliza ruszyła za ojcem i synem zaciekawiona sytuacją.

Pani Marianna siedziała przy biurku z jednej strony, rzeczywiście była zdenerwowana. Sekretarka Roberta, była bardzo profesjonalna, więc jej dzisiejsza nerwowość nie była czymś normalnym. Obok niej siedział niski gruby chińczyk równie zdenerwowany.

— Witam panów — powiedziała — i panią — podała rękę Elizie — mamy duży problem. W fabryce był wypadek pan Woo był świadkiem, ale nie ma jego tłumacza i nikt nie wie, co się stało, dzwoniłam do pana, ale pana telefon nie odpowiadał, więc podjęłam decyzję, że przyjadę, przepraszam za kłopot.

— Rozumiem, — powiedział Senior ściskając rękę gościa. Pan Woo przywitał się po francusku Ojciec tylko kiwną głową. Robert zrobił to samo. Gdy nadeszła kolej Elizy, ta podeszła z uśmiechem na twarzy i powiedziała czysto i z akcentem

— Plaisir est pour moi Eliza Stone, ami de Robert Jr. (przyjemność po mojej stronie, Eliza Stone, przyjaciółka Roberta Juniora)

— J’ai entendu dire que c’était un accident, il a dû être terrible, pouvez-vous dire ce qui s’est passé. (słyszałam, że był jakiś wypadek, to musiało być straszne, może pan opowiedzieć co się stało).

Pan Woo opowiedział jej o wypadku a ona opowiedziała wszystko Robertowi i ojcu.

Senior zajął się wszystkim, poprosił o pomoc Elizę, która była niezastąpiona. Ucieszyła się, że się do czegoś przydała. Sprawa została załatwiona w niecałą godzinę. Pożegnali się z gośćmi i usiedli w salonie. Wszyscy troje byli głodni, ale zadowoleni z rozwiązania problemu.

Po chwili Pani Cook dała znać, że jedzenie jest na stole.

Eliza wyglądała na lekko zdenerwowaną. Uwielbiała francuski, ale już od dawna nie mogła sobie pozwolić na tak luźną konwersacje. Wtedy zaczęłyby się pytania i była pewna, że teraz też się zaczną.

— Myślałem, że uczysz się francuskiego w szkole, — zaczął ojciec.

Robert też był ciekawy, ale miał zamiar wypytać ją o wszystko później. Jednak, skoro ojciec zaczął też chciał usłyszeć odpowiedz — to nie brzmiało jak szkolne nauczanie.

Eliza była na to gotowa odetchnęła głęboko.

— Uwielbiam francuski, ale ponieważ nie lubię mówić skąd go znam nie chwale się tym. — powiedziała na wydechu, mając nadzieje, że może się uda

— Rozumiem — zaczął ojciec, ale po chwili dodał — teraz jeszcze bardziej mnie zainteresowałaś.

Eliza spojrzała na Roberta, był jakby zawiedziony, zdziwiony, a nawet wyglądał na zagubionego. Dziewczyna wiedziała, że i tak będzie musiała wyjawić prawdę, może lepiej wcześniej niż odwlekać

— Mój ojciec jest francuzem urodziłam się i mieszkałam ponad 10 lat we Francji. — Powiedziała patrząc Robertowi w oczy.

Robert jeszcze bardziej poczuł się zagubiony. Bezmyślnie zapytał.

— Masz ojca?

— Każdy ma — odpowiedziała delikatnie.

Robiąc przepraszającą minę. Robert Senior zrozumiał, że zaczął temat, którego nie powinien ciągnąć.

— Zapraszam do salonu — powiedział klaszcząc w dłonie.

Pozostałą część popołudnia Robert mało mówił tylko przyglądał się dziewczynie. Nie umiała odczytać jego zachowania i trochę się denerwowała powrotem do domu.

Gdy żegnała się z ojcem Roberta, on przytulił ją delikatnie i powiedział do ucha.

— Pamiętaj, że masz mnie tu. Dzwoń o każdej porze dnia i nocy jakbyś mnie potrzebowała.

— Dziękuję — powiedziała doceniając gest.

W drodze do domu oboje byli bardzo cicho. W końcu Robi zaczął

— To masz ojca.

— Ty też masz — odpowiedziała szybko a Robert zaśmiał się. Eliza odetchnęła z ulgą na jego reakcję.

— Nic nie mówiłaś — dopytywał.

— Nigdy nie pytałeś.

— Z góry założyłem, że nie żyje a nie chciałem ci sprawiać przykrości wspominaniem go.

— I miałeś racje nie lubię o tym mówić — patrzyła przez okno.

— A wiesz, gdzie on w ogóle jest? — Spytał.

— Gdzieś we Francji. — Naprawdę nie chciała o tym mówić.

— Nie pomaga wam w żaden sposób.

— Uzgodniłyśmy z mamą, że nie chcemy nic od niego. W zamian on ma do nas się nie zbliżać.

— Rozumiem — powiedział kiwając głową, a po chwili dodał — nie, nie rozumiem, czemu ma się nie zbliżać.

— , Więc — zaczęła — mama go wyrzuciła, gdy miałam czternaście lat. Nie był dobrym ojcem. — Skończyła i uśmiechnęła się do niego słabo.

— Mała proszę — jego głos był spokojny, ale nieugięty, co miała na myśli, że nie był dobrym ojcem.

— On bił mamę — zaczęła a Robert zamarł. — Do dziesiątego roku życia niemiałam pojęcia, co się dzieje. Ale gdy skończyłam jedenaście lat zaczęłam zauważać o wiele więcej. Wtedy spytałam a ona powiedziała, żebym się nie wtrącała. Nie mogłam tego znieść, tego, że wiem, co się dzieje i to ignorować. Ale mama była nieugięta wiec zajęłam się nauką. Każdą sekundę spędzałam w książkach. aby tylko nie być w realnym świecie. Przerabiałam po dwa lata w rok, skakałam z klasy do klasy jak wiewiórka po drzewach — Robert uśmiechnął się smutno.

— Dzięki temu skończyłam liceum nie dość, że wcześniej to jeszcze z samymi szóstkami, maturę zdałam z szóstkami i dostałam stypendium. Dzięki temu pozwolili mi robić te trzy kierunki w jednym czasie. — pomachała rękami jakby odpędzała od siebie muchę i dodała poważnie — W każdym razie, gdy miałam trzynaście lat wróciłam wcześniej do domu. Ojciec wyżywał się na mamie, nie myśląc wiele stanęłam w jej obronie. — Zamyśliła się chwile, nieobecnym wzrokiem, patrząc na swoje buty.

— Mama leżała na podłodze, krwawił jej nos i miała spuchnięty policzek. Gdy ojciec mnie zobaczył kazał wyjść, ale ja mu się sprzeciwiłam i uderzyłam go… — Znowu odetchnęła głęboko i spojrzała na swoje ręce — a on mi oddał — dokończyła. Robert zatrzymał się na poboczu i przytulił ją.

— Gdy się ocknęłam, leżałam z kroplówką, obwinięta bandażami ze złamaną nogą. Moja mama siedziała obok łóżka i płakała, przepraszała mnie. Załatwiła zakaz zbliżania się do nas, lekarze i pielęgniarki w szpitalu bardzo pomogli. Rozwiodła się z nim. Od tego czasu mamy spokój — skończyła nadal się wtulając w chłopaka.

Robert nie wiedział, co powiedzieć. Ojciec ją prawie zabił a teraz znalazła sobie chłopaka, który się na niej wyżywa, jak mógł być taki głupi, arogancki, samolubny. W końcu się ogarnął i powiedział

— Przepraszam, nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie coś takiego. Nic dziwnego, że nic nie mówiłaś, a ja jak zwykle ciekawski samolub znęcający się nad tobą…

— Robi nie porównuj się do niego, on to robił rozmyślnie. Ty kochanie jesteś dobry tylko masz problem, z którym się uporamy. — uśmiechnęła się do niego wesoło. Robert pocałował ją.

— Kocham cię — powiedział

— Ja ciebie też.

Po kilku minutach oderwali się w końcu od siebie i ruszyli do domu.

Rozdział 8

Następnego ranka Eliza podczas szykowania się do szkoły wspominała poprzedni dzień u ojca Roberta. Czuła się tak dobrze mogąc znowu porozmawiać po francusku. Mama nie przepadała za tym językiem z oczywistych powodów, jednak dla Elizy mieszkanie we Francji było dobrym wspomnieniem. Wtedy była dzieckiem. Pamiętała smak bułek i spacery nad Sekwaną. Gorącą czekoladę w ich ulubionej. Lekcje baletu na które mama ją zaprowadzała. Szły wąskimi uliczkami wyłożonymi kolorową kostką restauracji i te berety, których miała tuziny. Myślała nawet nad tym by pojechać kiedyś tam jeszcze raz. Paryż był dla niej magicznym miejscem wtedy i nadal jest przynajmniej w jej głowie.

— Co zjesz na śniadanie? — zapytał się chłopak wybijając ją z zamyślenia. Prawie podskoczyła i spojrzała na niego zaskoczona. Uśmiechnął się przepraszająco. Eliza skrzywiła się.

— To, że nie jestem głodna, nie przejdzie? — zapytała kręcąc na boki głową. Robert wygiął usta i też zaczął machać swoją. Odetchnęła prostując się i powiedziała.

— Zjem rogalika — widząc, że jego twarz spina się. Kiwnął głową na jej słowa i ruszył do kuchni.

Ostatnio w ogóle nie była głodna. Wciskała w siebie śniadanie, mdliło ją na samą myśl o jedzeniu. Wczoraj zjadła obiad u ojca, nie chcąc przy Seniorze urządzać sceny, ale to co wtedy zjadła wystarczyłoby jej na tydzień.

Ruszyła do kuchni i usiadła przy stole. Zaczęła od kawy. W Roberta ustach jedzenie znikało jak wciągnięte odkurzaczem.

— No jedź — rozkazał łapiąc następny kawałek z talerza.

Urwała kawałek i wsadziła sobie do ust. Żuła i żuła, nie mogąc połknąć.

— Mała — zawarczał — musimy zaraz iść.

— Dokończę po drodze — powiedziała, tylko odetchnął ciężko.

Pozbierali swoje rzeczy i ruszyli. W drzwiach Robert zatrzymał ją.

— Nie zapomniałaś czegoś? — zapytał wskazując na rogalika.

— No tak — uśmiechnęła się. Złapała bułkę i ruszyli.

Gdy podjechali pod szkołę Eliza nadal trzymała w rękach śniadanie.

— Zaczynasz mnie wkurwiać — wycedził Robert. Dziewczyna zadrżała.

— Robert nie mogę, niedobrze mi jest. — przyznała przyglądając mu się czujnie. On wytarł dłońmi twarz.

— Przynajmniej połowę tego zjedź — poprosił.

Ułamała kawałek. Żucie zajęło jej kilka minut. Robert pokręcił głową niezadowolony.

— No dobra widzimy się o trzeciej — powiedział widząc, że połknęła w końcu pieczywo.

— Do trzeciej — powiedziała całując go. Wysiadła z auta i połączyła bluetooth z telefonem.

W szkole przyjaciółki obległy ją od razu.

— Elizo nie obraź się, ale twój chłopak jest przerażający, co mu się wczoraj stało.

— Nic miał zły dzień. — stanęła w jego obronie, ale postanowiła się nie tłumaczyć.

— Na imprezie wtedy też nie dał ci chwili wytchnienia — przypomniała sobie. Dziewczyna zauważyła Jaremiasza. Stał z boku i tylko się jej przyglądał.

— A czemu nie jeździsz już z nami autobusem? Spytała Iwona

— Mieszkam z Robertem, więc przyjeżdżam z innej strony. — wyjaśniła.

— Co?! — krzyknął chłopak nagle — Mieszkasz z nim, odbiło ci?

— Ktoś tu jest naprawdę zazdrosny — zaśmiała się Iwona a do sali wszedł nauczyciel.

— On mnie naprawdę prowokuje — usłyszała w słuchawce. Przymknęła oczy chcą uciec z tego miejsca.

Miała spokój przez dwie godziny. Na długiej przerwie usiadła na stołówce z dala od gwaru i koleżanek.

— Możesz rozmawiać? — zapytał Robert

— Tak

— Dzwonili z policji. Zatrzymali Gromskiego.

Eliza się wyprostowała, a gdy nic nie mówiła on kontynuował.

— Mówią, że ma alibi na ten czas, nie mają podstaw by go aresztować.

— Rozumiem — powiedziała cicho.

— Ale powiedzieli, że będzie teraz w kartotece i nałożyli na niego zakaz zbliżania się do ciebie i będą go obserwować.

— To już coś — dodała.

— Niby tak — skwitował. — Tak czy siak nie będziesz nigdzie chodziła sama.

— Dobrze — nie kłóciła się.

— A jak ci mija dzień?

— Byle jak, nudy — powiedziała zmartwiona i zawiedziona wiadomościami.

Po chwili Jeremiasz dosiadł się obok, nie tracąc czasu spytał.

— Czemu z nim jesteś?

— , O co ci chodzi? — Spytała mrużąc oczy.

— , Czemu z nim jesteś, boisz się go to widać — wytłumaczył.

— Czemu się na mnie uwziąłeś? — Spytała robiąc minę zmęczonej

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 13.65
drukowana A5
za 51.52