Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

Jesienny koncert

Lato zagrzebane

w kolorowych liściach,

łodygi kwiatów nagie,

na zwisających kiściach

owoce winorośli.


Połamane gałęzie

na trawie porozrzucane,

kasztany z łupin zerkają,

świerszcze nostalgiczną nutę

przy kominie grają.


Jesienny koncert

nieokiełznanej palety barw,

szumiącego w gałęziach wiatru,

krzyku odlatujących ptaków

jeszcze trwa.

Kolory jesieni

Płomienna czerwień jesieni

przeplata gałęzie drzewa,

gdzieniegdzie zielone liście

wiatr delikatnie rozwiewa.


Na nitce babiego lata

kropelka rosy usiadła,

promienie słońca ja barwią,

odbija się blaskiem zwierciadła.


Róże, dostojne królowe

przywdziały odcień purpury,

floksy fioletem się mienią,

na astry patrzą z góry.


Swoim magicznym pędzlem

pejzaże rodzime maluje,

jesienna malarka panoram,

palety barw nie żałuje.

Koncert na jeziorze

Na jeziorze fale grają

tętniąc jak Fidiasza konie,

o brzegi się odbijają

rozczesując melancholię.


W rytm muzyki Vivaldiego

księżyc smykiem gra po niebie,

pięciolinią gwiazdy snują

wiatr w ciemnościach je kolebie.


Węgorz grubą wstęgą wije

wplecioną między szuwary,

pianissimo, mezzo piano

pomrukuje szczupak stary.


Ryba łuską pobrzękuje

niosąc echo topielami,

sitowiem muzyka płynie,

nocne szmery doganiamy.

Jesień w górach

Wiosna amfibią dawno odpłynęła,

upalne lato w zapomnienie przeszło,

została pustka, nostalgia, wspomnienie,

wielkie słabości i długie wieczory.


Góry zdejmują już zielone szaty,

skaliste, szare szczyty obnażają,

wicher gnie drzewa, rozczesuje liście,

spod kopyt kozic sypią się kalcyty.


W chałupach chłodno, jak w więziennych celach,

drewkami piece rozgrzewa gospodarz,

deszcz o dachówki gra melodie rzewne,

jesień czerwienie i żółcie przywdziewa.


Wrzos otulony nicią pajęczyny,

znów brązowieją w ogródkach trejaże,

skowronki dawno zakończyły trele,

złocista jesień maluje pejzaże.

W parku

Miks zapachów na klombach,

strzelająca fontanna,

spacerujące pary

z miłością w oczy patrzą.


Trele ptaków nie cichną,

echo niesie muzyka,

ruda, skoczna wiewiórka

zwinnie zbiera orzeszki.


Rozrzucone kasztany,

czerwona jarzębina,

przywołują wspomnienia

tak niedawnej młodości.

Pójdźmy razem na spacer

Pójdźmy dzisiaj razem na spacer,

jeszcze jesień kolorową mamy,

pochodzimy parku alejkami,

poszuramy na liściach nogami.


Pewno jeszcze znajdziemy kasztany,

popatrzymy na wiewiórki młode,

posłuchamy śpiewu i świergotu ptaków,

te rozgonią nam sromotną nudę.


Usiądziemy na ławce drewnianej,

moją dłoń uściśniesz w swojej dłoni,

zajrzysz w oczy, by poszukać prawdy,

moje lico rumieńcem się spłoni.


Wypoczęci wrócimy do domu,

gorącej herbaty się napijemy,

przytulimy tęsknie swoje ciała,

rozkoszą miłości się podelektujemy.

Wędkarz

Nad jeziorem świt się budzi,

podmuch wiatru gnie sitowie,

fale niosą łódź niewielką,

na pokładzie, wędkarz z wędką.


Siedzi bez ruchu w milczeniu,

aby uśpić czujność ryby,

spławik luźno zawieszony,

nad nim świat drzemie uśpiony.


Kormorany przeleciały,

po nich cisza zaistniała,

wędka lekko zachrzęściła,

ryba wreszcie się złowiła.


Trzyma w rękach skarb złowiony,

tym trofeum się zachwyca,

mały, zwinny sumik młody,

wyśliznął się z rąk do wody.


Wędkarz smuci się ze straty,

rybka chociaż taka mała,

nie rozumu lecz zwinnością

przeciwnika pokonała.

Biały szkwał

Tafla jeziora koloru niebiosa

kołysze łódką jak dziecka kołyskę

z podmuchu niebios lecą pióra białe

anielsko szepcąc — jak tu jest wspaniale.


Wokół jeziora szuwary szemrzące

wśród których ryba szuka pożywienia

czasami wędkarz zarzuci przynętę

w błogim lenistwie szuka ukojenia.


Załamująca się kipiel widoczna

krople nad wodą w powietrzu wiszące

biały szkwał przyszedł znikąd i zaskoczył

łajby i jachty w ciszy pływające.


W spienioną topiel zamienił jezioro

roztrzaskał łódkę o wysokie fale

po chwili odmęt stała się spokojna

tylko szept słychać — było tu wspaniale.

Burza

Nad górami burzą zahuczało,

błyski raz po raz ogniem zionęły,

wiatr watahą wilków wył, skowyczał,

siną falą chmury przypłynęły.


Złowroga ciemność świat otuliła,

lunęło deszczem siłą kaskady,

pogasły światła w górskich schroniskach,

płochacz pod głazów skrył się pokłady.


Upiorne głosy drzew trzaskających

jęczącym echem odpowiadały,

opary mgielne nad skalne szczyty

w anielskich skrzydłach ulatywały.


Ucichły grzmoty, przestało padać,

rozległe cisze wokół nastały,

szalem muślinu niebo osnute,

złociste gwiazdy mrok rozświetlały.

Burza nadeszła

Burza nadeszła gdzieś od wschodu,

ciemność złowroga już opadła,

gdzieniegdzie w domach światło miga,

ostatni piesi, jak widziadła

między lampami ulicznymi

do swoich domów szybko spieszą,

przed wiatrem co powala drzewa

i szarpie wszystkim, nawet strzechą.


Deszcz leje z rozprutego nieba,

szybami brzęczy opętany,

w oddali słychać gdzieś pioruny,

wtem błyskawice rozświetlają

kałuże, co kołami toczą,

wodę zmieniają w breję szarą,

ziemia pochłania brudne błoto,

kanały burzę odwadniają.

Lato dobiega końca

Lato dobiega końca,

pola już pustoszeją,

w ognisku iskry tańczą,

tafle jezior szarzeją.


Księżyc jak rogal wielki

coraz wcześniej wychodzi,

czerwienią świat rozświetla,

między gwiazdami chodzi.


Nad łąkami mgła dymi,

płynie w dal obłokami,

jesień żółcią i brązem

przekracza złote bramy.

Jesienny deszcz

Deszcz pada i dzwoni

o szyby jesienią,

jak odgłos muzyki

granej przez Jankiela.


Pogłosy, jęczenia

strunami cymbałów,

wielkimi kroplami

niosą szczęk kindżału.


Dźwięczące akordy

zakłóca zgrzytami,

tłukąc się o dachy

brzęczy janczarami.


Naprzemiennie bębni

lekko, głośno, cicho,

rozmywa marzenia

niosąc losu chichot.


Dudniąc wciąż o szyby

łka, rozpaczą trąca,

Przeczytałeś bezpłatne 25% książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę