E-book
39.99
drukowana A5
49.99
Mikro esportowca

Bezpłatny fragment - Mikro esportowca

Objętość:
87 str.
ISBN:
978-83-8189-278-0
E-book
za 39.99
drukowana A5
za 49.99

Tę książkę dedykuję przyjaciołom, którzy są obok. Tym, którzy uwierzyli oraz tym, na których zawsze mogę liczyć. To oni są moją największą motywacją, inspiracją oraz opoką

Cześć, jestem Maciej

Dziękuję, że rozpocząłeś proces czytania tej książki. Bardzo się cieszę z tego powodu tym bardziej, że poświęciłem sporo czasu na jej przygotowanie.


Przybliżę Ci nieco bardziej swoją osobę.

Lata 2013 — 2017 poświęciłem praktycznie w całości Counter-Strikeowi. Moim celem było zakwalifikowanie się na nieco większy turniej (w tamtym okresie myślałem o czymś w rodzaju Cracow Game Spot), ale niestety nigdy mi się to nie udało. Zawsze na drodze stał mój mindset (więcej o tym w tej książce) oraz mnóstwo czynników zewnętrznych.


Nie mniej jednak kilka mniejszych udało mi się wygrać. Zgarnąłem jakieś drobne nagrody i mniejsze sumy pieniędzy, ale przede wszystkim wiele się nauczyłem. Uważam też, że dzięki esportowi i środowisku gamingowemu uniknąłem wielu problemów psychicznych oraz nieodpowiedniego towarzystwa.


Mam wiele marzeń, ale jednym z tych „esportowych” jest stworzenie i prowadzenie pełnoprawnego KLUBU ESPORTOWEGO, w którym będzie kładło się nacisk na budowanie wizerunku sportów elektronicznych, szkolenie młodych graczy oraz przygotowywanie podwalin pod poszczególne drużyny.


Ta książka jest nie tylko kolejnym krokiem wykonanym w tym kierunku, ale przede wszystkim uzupełnieniem mojego pierwszego pisanego produktu, czyli „Podstaw Esportowca”.


Dlatego właśnie, życzę Ci z tego miejsca, drogi czytelniku, wielu godzin rozkmin, które będą wynikiem przerobienia przez Ciebie tego produktu.

„Talent jest czymś, co rozkwita. Instynkt jest czymś, co kształtujesz.”

~OIKAWA TOORU

Popodstawy esportowca

Ta książka jest swoistą kontynuacją mojego innego produktu, czyli „Podstaw Esportowca”, które okazały się tak naprawdę pewnego rodzaju dziwadłem na scenie esportowej.


Z jednej strony zawarłem w nich mnóstwo ważnych informacji oraz odpowiednio je zaprezentowałem. Z drugiej jednak strony, to wciąż były tylko podstawy, które TEORETYCZNIE powinny być znane doświadczonym drużynom grającym na półprofesjonalnym poziomie.


Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że podczas rozdawania wielu ebooków za darmo często otrzymywałem wiadomości w stylu „Super, na pewno wdrożę wszystko do swojej gry” albo „Nie wiedziałem o wielu rzeczy, o których tu pisałeś, dzięki!”.


Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że gracze potrzebują uporządkowanej wiedzy, przefiltrowanej i dostarczanej stopniowo, krok po kroku. Scena esportowa jest bardzo młoda, a tym samym, panuje na niej ogromny chaos.

Nim to wszystko się chociaż trochę ustabilizuje, niech „Podstawy Esportowca” oraz książka, którą czytasz, będą pewnego rodzaju drogowskazem dla młodych graczy, chcących pozostać w tym środowisku na dłużej.


Drogi czytelniku, w tym produkcie zawarłem zarówno mnóstwo porównań, przykładów, objaśnień, jak również dużą dawkę czystej teorii.

Poza tym, w przeciwieństwie do mojej pierwszej książki, znajdziesz tu mnóstwo odniesień bezpośrednio do danych gier.


Wszystko, jak poprzednio, zostało napisane prostym i konkretnym stylem, wypełnionym wieloma potocznymi sformułowaniami.

Przestrzegam też, że mój język dla wielu może wydać się aż za bardzo bezpośredni.


Na swoją obronę mam fakt, że mniej więcej w ten sam sposób wyglądają realia na salach treningowych wielu sportowych drużyn.


Czytaj tę książkę z otwartą głową, a otrzymasz solidną dawkę wiedzy, która pomoże Ci się rozwinąć i wskoczyć poziom wyżej nie tylko jako gamer, ale też jako człowiek.

„Tydzień ma siedem dni. „Któregoś dnia” nie jest żadnym z nich.”

~SHAQUILLE O’NEAL

Mikro a makro

Jedne z podstawowych pojęć w ekonomii. Skala mikro przedstawia wiele szczegółów. Skala makro przedstawia całość bez zagłębiania się w szczegółowe informacje. Jedna bez drugiej nie istnieje, a jednak w tym produkcie skupię się przede wszystkim na tej pierwszej.


Bo musisz stać się przynajmniej częściowym perfekcjonistą.

Zrymuję to tak. Najlepsi kucharze, sportowcy czy artyści — wszyscy ci ludzie to chociaż częściowi perfekcjoniści.


Najlepsi esportowcy również o tym wiedzą, dlatego od paru lat na profesjonalnej scenie widzimy regularny wzrost zainteresowania szczegółami, psychologią i analityką. Tak już teraz będzie. Esport nie tylko w Polsce, ale i na świecie zaczyna dorastać.


Do wszystkich zaczyna docierać, że czyjeś umiejętności to nie wszystko.

Liczą się cechy charakteru, naturalne predyspozycje, odpowiednio wyrobiony temperament, cierpliwość i POKORA.


Na człowieka, który wprowadza świetną atmosferę do drużyny, patrzy się lepiej niż na osobę, która bez większego problemu jest w stanie zrobić ACE. Przypominam, że NIESTETY, ale mówimy tu o profesjonalnej scenie.


Na scenie półprofesjonalnej CIERPLIWOŚĆ I POKORA to czasem mam wrażenie tematy tabu. W wielu drużynach panuje koszmarna atmosfera, a wiele teamów budowanych jest według umiejętności indywidualnych poszczególnych zawodników.


Moim zdaniem, na scenie półprofesjonalnej panuje największa stagnacja. Wspominając fragment mojego webinara, na półprofesjonalną scenę gracze wchodzą z oczekiwaniami i wymaganiami, nie z możliwościami i często bez jakiekolwiek oferty.


Weterani ze sceny amatorskiej mają moim zdaniem lepsze predyspozycje na profesjonalistów niż weterani sceny półprofesjonalnej. Umiejętności umiejętnościami, ale Ci gracze w większości nie trafili do błędnego koła. Tych ludzi można z reguły nauczyć nauki na własnych błędach i pokazać im odpowiednie tory, jednak tutaj pojawia się coś innego.


Nawet jeżeli amator dostałby się jakimś cudem na scenę profesjonalną, dopiero tam znacznie UCZYĆ SIĘ GRAĆ. Dopiero tam nabierze doświadczenia, o ile oczywiście się na niej utrzyma. A to zdarza się naprawdę rzadko. Gracze semi-pro mają tę przewagę, że doświadczenie zdobywają cały czas. Niewielki procent z nich jest w stanie się dzięki temu wiele nauczyć i piąć w górę, jednak większość kończy swoją przygodę właśnie na tym poziomie.


Dlatego świetnym rozwiązaniem nie tylko w przypadku sportu klasycznego, ale także w przypadku esportu jest budowanie drużyny od zera. Uważam, że te przysłowiowe team goldy i kałachy mają o wiele większą szansę na zostanie profesjonalistami niż połowa drużyn, która już gra na półprofesjonalnym poziomie. Dlaczego?


Bo ci ludzie ciągle grają razem. Są przyzwyczajeni do pracy nad sobą, nad drużyną. Nawet bez doświadczenia, ich głowa będzie w stanie znaleźć odpowiednie rozwiązanie, a samo doświadczenie przyjdzie z czasem.


Amatorom również bliżej do pracy nad skalą mikro. Żeby przejść z poziomu „noob” na „średni gracz”, musisz nauczyć się przynajmniej kilku rzeczy. Na przykład, przebudować od podstaw swój crosshair positioning, poświęcić dużo uwagi granatom, analizie sytuacji czy kontrolowaniu emocji.


Pamiętaj, będąc na poziomie „średni gracz”, całość oznacza tylko, że niedawno byłeś na poziomie „słaby gracz” i „noob”. Jeżeli myślisz odwrotną kategorią, wówczas bardzo możliwe, że przed zmianą myślenia nie zdążysz zrealizować swojego celu.

„Pamiętaj, iż Twoja własna determinacja, by osiągnąć sukces, liczy się bardziej, niż cokolwiek innego na świecie.”

~ABRAHAM LINCOLN

Opuszczanie deski

Jak łatwo się domyślić, nazwa tego rozdziału to metafora. I nie chodzi tu o przysłowiowe wręcz „sprzątanie po sobie”, ale o coś, co sam nazywam Fragmentalnym Przesadnym Perfekcjonizmem.


O samym perfekcjonizmie już wspominałem. I tak, żeby zostać super kucharzem, sportowcem czy esportowcem, musisz być chociaż częściowym perfekcjonistą. Musisz zwracać ogromną uwagę na każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. W tym wszystkim jest jednak jedno „ale”.


Perfekcjonizm sam w sobie jest słabą opcją. Tak samo słabą opcją jest zwracanie uwagi tylko na skale makro. Idąc moim tokiem rozumowania i zasadą, według której we wszystkim powinieneś szukać złotego środka, natrafisz na jeszcze jedno, uważam najlepsze rozwiązanie całej sytuacji.

Fragmentalny Przesadny Perfekcjonizm.


Według niego perfekcjonistą aż do bólu powinieneś być tylko w niektórych sprawach. W szczególnych przypadkach powinieneś również brać tylko pod uwagę skalę makro. Staraj się jednak równoważyć w swoim życiu obie skale — mikro i makro. Im lepiej i mądrzej będziesz to robić, tym większe możliwości i okazje zauważysz. Ale o tym innym razem.


Fakt faktem, daleko mi do bycia perfekcjonistą. Nienawidzę wręcz robić wszystkiego idealnie, najlepiej, „do końca”. Czuję, że wtedy marnuję czas. Lubię zmiany, dynamikę, nieszablonowość. Czasem decyduje się zrezygnować przed samą metą z jakiegoś powodu, dlatego perfekcjonizm w moim przypadku to czyste przekleństwo.


Mimo to, w niektórych przypadkach decyduję się na jego stosowanie. Ba, często uważam, że podejście „perfekcjonisty” w tej czy innej sprawie jest najlepszym możliwym.


Poza grą, biznesem czy innymi ważnymi rzeczami, nienawidzę „pierdół”. A takimi pierdołami dla mnie są właśnie szczegóły, czyli skala mikro — ulubiona skala perfekcjonistów.


Sprzątam, układam, przekładam, robię — wszystko na poziomie „mniej więcej”. Dostałbym białej gorączki, gdybym odkurzając samochód patrzył, czy czasem nie pominąłem jakiegoś kawałka…


Kiedy jeszcze grałem, nie do pomyślenia było dla mnie, by jakikolwiek trening zagrać na 50%. Zawsze wyciskałem z siebie maksa.


Zawsze patrzyłem na wszystko, co robię bardzo krytycznym okiem. Zawsze na chłodno analizowałem każdy szczegół. Poszczególne sytuacje rozbijałem na czynniki pierwsze, sprawdzałem przyczyny, myślałem nad skutkami, do których często doprowadzała jedna, malutka, z reguły podświadoma decyzja.


Nienawidzono mnie za to. Wiele drużyn mówiło wprost, że czepiam się rzeczy nieważnych, zbędnych, że marnuję czas i zamiast tego powinienem robić coś innego.


A co się stało 2 lata później? Zdesperowana scena BŁAGAŁA o takich ludzi jak ja. Do mocnych teamów rekrutacje odbywały się przez tryouty, szerokie roszady czy polecenia. Stety niestety, było to już po tym, jak zawiesiłem myszkę na ścianie. Chociaż patrząc na wszystko z perspektywy czasu, ciągle uważam, że była to dobra decyzja.


Dzisiaj scena wygląda już trochę lepiej, jednak jeżeli chodzi o aim, movement czy game filling danego zawodnika, ciągle są to kwestie drugorzędne. Ba, powiedziałbym nawet, że mówi się o tym coraz częściej i coraz bardziej bezpośrednio.


Dlatego, jeżeli słabo strzelasz, Twoje ustawianie się, czytanie gry czy komunikacja stoją na niskim poziomie, to nic. O wiele większe znaczenie ma Twoja pracowitość, chęć do nauki, cierpliwość i pokora. Skilla poprawisz w kilka miesięcy, ze zmianą charakteru możesz nie poradzić sobie przez całe życie. A grał profesjonalnie będziesz prawdopodobnie tylko przez kilka czy kilkanaście lat.


Na pewno masz dużą przewagę nad konkurencją, jeśli jesteś jeszcze młody. Mówiąc młody, mam na myśli osoby, do powiedzmy 16 roku życia. Wtedy dla potencjalnego trenera jesteś jeszcze jak plastelina.


Jeżeli doleje do Twojego otoczenia odpowiednich ludzi, a także zastosuje na Tobie pewne zabiegi, wówczas bez znaczenia na przeszłość, staniesz się dla niego bardzo wartościowym zawodnikiem, któremu sam z siebie będzie poświęcał czas. Dużo czasu.


A jego czas w Twoim towarzystwie to Twój zysk. Bardzo duży zysk. Zakładając oczywiście, że to trener z prawdziwego zdarzenia, a nie kolejny bajkopisarz, który stwierdził, że po kilku przegranych miesiącach i dwóch przerobionych artykułach nadaje się do tej roli bardziej niż Hope.

„Ból to taki mały głos w Twojej głowie, który próbuje Cię powstrzymać, ponieważ wiem że jeżeli będziesz kontynuował, to się zmienisz. Nie pozwól, by powstrzymał Cię przed byciem tym, kim możesz się stać.”

~KOBE BRYANT

Tylko ty widzisz mikro

Standardem w sporcie i esporcie są pomeczowe komentarze specjalistów, którzy wyłapali przecież tyle błędów, że profesjonalni analitycy mogliby się od nich uczyć.


Powiedziałem to w żartach, chociaż uważam, że jest w tym trochę prawdy, natomiast 95% z tych znawców pomija taki jeden mały FAKT.


Jako fani, komentatorzy, oglądający czy kibice, widzimy TYLKO skalę makro. Nie widzimy natomiast ustawienia krzesła czy monitora. Nikt z nas nie zna preferencji zdrowotnych (fizycznych i psychicznych) danego zawodnika. Co poniektórzy znają „playstyle” poszczególnych profesjonalistów, ale nie są w stanie powiedzieć co akurat w tym momencie siedzi w ich głowie. Nie mogą zauważyć każdej sekundy ich zachowania, nie są w stanie stwierdzić czy w danej sytuacji nie nastąpiło rozkojarzenie, nie zjechała myszka czy nie nastąpił delikatny skurcz mięśni.


O wynikach od zawsze decyduje skala mikro. Szczególnie widoczne jest to na profesjonalnym poziomie. Możesz być perfekcyjnie przygotowany pod przeciwnika. Mieć świetne taktyki, dobre timery i genialne granaty, a jednak jeden zły krok, jeden zły ruch myszką i jesteś martwy.


Często widzimy, jak drużyny spostrzegły się, co chcą zrobić ich przeciwnicy. Próbują grać kontrtaktyki, ale przecież nie zawsze im to wychodzi.

Zazwyczaj jeden krok, jeden strzał, wychylenie jeden stopień nie w tę stronę — te sprawy decydują o zwycięstwie lub porażce.


By wygrać, wystarczy grać „najprostszego cs’a na świecie”, ale jednocześnie być perfekcyjnym w skali mikro.


Wiesz, co jest świetne? Im większą uwagę poświęcasz szczegółom, tym więcej ich zauważasz. Nie tylko u siebie, ale i u przeciwnika.

Pamiętasz, chociaż z jedną sytuację, w której wybiegaliście po stronie terro na środek na mirage’u i błyskawicznie zostaliście zdjęci przez snipera z okna?

Co myśli przeciętny gracz, widz czy fan w takiej sytuacji?

Zabrakło smoke’a w oknie, poleciały słabe flashe, terroryści mają słaby movement i nie potrafią strzelać. To najpowszechniejsze z większości „pseudo wniosków”.


Wiesz, drogi czytelniku, ile możliwych przyczyn takiej sytuacji widzi dobry gracz, znakomity obserwator czy solidny analityk? Setki.

I każda z nich mogła obrócić całość o 180 stopni. I wiesz co? Z czasem będziesz w stanie zauważać nie tylko te szczegóły, które pomogą Tobie, ale i również te, które przeszkodzą Twojemu przeciwnikowi.


Na profesjonalnym poziomie rozgrywka przynajmniej od kilku ładnych lat toczy się na poziomie mikro. Jako oglądającym wydaje nam się, że rundę wygrywają taktyki, flashe, picki. To tylko wierzchołek góry lodowej, będący zawsze jest skutkiem odpowiednich działań, których większość nigdy nie będzie w stanie zauważyć.


Jak na razie jest jeden, powszechnie znany szczegół, na który większość zwraca mniejszą lub większą uwagę, ale naprawdę niewiele osób wie, że to właśnie część skali mikro.

Timing.


„Ale miałeś timing, nice!”

„Co za fartowny timing, nie wierzę”

„Co za timing, skąd niby to wiedział”


To jedne z powszechniejszych określeń, które pamiętam. Nad timingiem da się zapanować. Powiem więcej, nad timingiem MUSISZ nauczyć się panować, jeżeli marzy ci się gra na profesjonalnym poziomie. Odpowiedni timing pozwoli Ci na wyjście z wielu, pozornie niemożliwych do wygrania sytuacji, zwycięską ręką. Musisz tylko lub aż, nauczyć się go wykorzystywać na własną korzyść.


Dlatego niech ten rozdział będzie dla Ciebie zachętą do poświęcenia większej ilości uwagi skali mikro, która wygrywa gry. Nawet te z pozoru niemożliwe do wygrania.

„Nie wystarczy chcieć. Trzeba wszystko wprowadzać w życie.”

~BRUCE LEE

Makro to cel

Żebyś mnie dobrze zrozumiał. To, że skupiam się tutaj na skali mikro, nie oznacza, że skala makro jest mniej ważna. Często jest wręcz przeciwnie.

Obrazowo przedstawię to w ten sposób.


Skala makro to skutek, końcowy wynik odpowiednich działań. Jednocześnie, to pewnego rodzaju cel, który sobie obieramy.


Skala mikro to przyczyna, konkretne działania, które w zamierzeniu mają doprowadzić do zrealizowania wspomnianego wcześniej celu.


Trochę jak yin i yang, jedno bez drugiego nie istnieje. Za to, kiedy obie te płaszczyzny są w harmonii, dzieje się coś niesamowitego. Podobnie, odpowiednie wyważenie skali mikro i makro powoduje znaczący wzrost wydajności, a tym samym, również wyników.


Kiedy zaczynasz w coś grać, z reguły robisz to dla rozrywki, dobrej zabawy. Zaczynasz od skali makro, którą reprezentuje myśl „chce się dobrze bawić”. Twoje działanie z kolei to skala mikro, która jest niezbędna, byś na przykład nauczył się podstaw.


Ale zaraz, przecież przed chwilą powiedziałem, że na wyższym poziomie skala mikro to najdrobniejsze szczegóły, takie jak ustawienie fotela czy palców na myszce.


To znaczy, że zawartość skali mikro, zmienia się z czasem?


Tak. Czas płynie, rzeczywistość się zmienia. Niektóre wartości pozostają uniwersalne, inne stają się przeszłością i przestajemy na nie zwracać uwagę. Dokładnie tak samo jest z mikro i makro.


Przestajemy pracować nad ułożeniem palców na myszce i zaczynamy skupiać się na prawidłowym crosshair positioningu — to zmiana zawartości skali mikro.


Z kolei, jeżeli chodzi o makro, sprawa wygląda nieco inaczej. Związana jest ona ściśle z naszymi celami i priorytetami. W przypadku dzieci jest to mniej więcej rok, może dwa lata. W przypadku nastolatków od około 4 do 5 lat.


Chociażby właśnie dla tego nie wolno odkładać realizacji marzeń na później, bo w końcu ich nie zrealizujemy. Staną się one przeszłością, do której często nawet nie będziemy chcieli wracać. A przecież mogłaby się ona stać źródłem świetnych wspomnień.


Dlatego, że tak się dzieje, niektórzy szukają innych sposobów na pozostanie przy swoich dotychczasowych zajęciach. W przypadku pasjonatów rywalizacji tudzież sportu i esportu, najczęściej mamy do czynienia z dwoma zjawiskami:

a) Uzależnienia siebie i swojego szczęścia od realizacji danego marzenia.

b) Przyzwyczajenia się do określonego stylu życia i niechęć do zmiany.


Oba przykłady to skrajności, jednak umówmy się. Tonący brzytwy się chwyta.

„Nienawidziłem każdej minuty treningu, ale powtarzałem sobie: nie poddawaj się. Przecierp teraz i żyj resztę życia jako mistrz.”

~MUHAMMAD ALI

Mówisz szczęście? Poddaj się

Dla mnie to jedna z najbardziej irytujących rzeczy na świecie.

— Jak on to zrobił? Na pewno miał szczęście.

— Więcej szczęścia niż rozumu.

— Niemożliwe. Nie mógł wiedzieć, gdzie jestem. Na pewno miał szczęście.

— Z fartem przez życie.

I wiele, wiele więcej.


Grom mnie trafia, kiedy ciągle słyszę coś takiego.

Nie twierdzę, że „szczęście” i „pech” nie istnieją. Nie twierdzę też, że istnieją. Ale im częściej słyszę to z czyichś ust, tym większy dystans pojawia się między mną a tą osobą.


No bo okej, można stwierdzić, że ktoś miał szczęście. W końcu wygrał w lotka. Ale praktycznie ZAWSZE ktoś, kto stwierdzi coś takiego, zaczyna patrzeć na ową osobę jako na nieudacznika.


Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 39.99
drukowana A5
za 49.99