E-book
6.83
drukowana A5
24.92
Melodia [ni]czegoś

Bezpłatny fragment - Melodia [ni]czegoś


Objętość:
50 str.
ISBN:
978-83-8155-076-5
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.92

Dla Marty, niezwykle ważnej osoby, która zawsze była mi okrętem, kiedy na morzu szalał sztorm.

Koniec i Początek

Podszedłem do okna, co było otwarte

Z miłością zapraszało do środka

Czułem zapach cynamonu

Świeżych jabłek

Pomarańczy

Dotyku


Wszedłem do środka na skróty

Zegar tykał melodię marszu

Marszu mojego spragnionego

miłości serca

Ta sama

Ta sama Ja, która chcę sztyletować swój cień

Ta sama Ja, która patrzy w nocne niebo

I ta, co marzy o ciszy i hałasie

Mężczyznach i kobietach

Marmurach i granitach

I ta, która na miano głupca

Bowiem to nikt więcej

Nikt opasły w uczucia

Nikt wypłukany w pralni

Nikt, hipotetycznie.

NIE WID ZIA LNY

Strzela.


Obok moich stóp

gałęzi dwie osiem

wybuchy, ozwać się!


już w czas taktu

na trzy do czterech

już cicho


gdzieżby półmocne

półtrwałe i żywe?


w mroku

któremu nie opierać,

zaś słów wyrzec

w pęki je zdzierżyć

tańcować


A krople ostałe w tym zgiełku

mieć pod stopą jak kij

patyczek patyk fujarka

Com ją wczoraj wyrzucił

dla żartu ze zwierzem


niewidzialnym

w żartach

Katherine

Wichry unoszą się ponad blask

gdzie spod oka szumi gwizd

powietrza cuchnącego popiołem

iskry krążą w koło

spalona ziemia

zakluta w ciemni pustyni

starzeje się jak ciała

— świadkowie biegu zegara


Wichry unoszą się ponad blask

pustoszą winowajców strat

niesamotności samego w niesobie

przymyka się świat przysłonięty

bez sensem

i popadam, popadam w szał

nieczucie niespoglądanie nieniowanie

się cofanie


Katherine, przeklęta

w szczęśliwość wrzucona

Do góry, głowa w niebo

lecz niebo puste dusza przynika

Katherine, przeklęta

w szczęśliwość wrzucona

na pniu łkania w rzędzie

Katherine, dzięki Tobie

odczasu doczasu naczas

Allahu

jakby wyrzec pięknych szarych pęk słów?

gdzie analizy systemu pogmatwane nas kuszą

wybuchają we środku jak gdyby granat

smaczniejszy niżby obiad niedzielny


wygryzają nas spod żyznej gleby

pełnej gwoździ i wiśni szaleńczo sterczących

niczym gram mięsa rzuconego im na pożarcie

w postać człowieka wtłoczonego


Oni sami nas kolczykują rozdzierają

i samym sobie obdarowują na niedzielę

do rosołu cieplejszego od ich zwodniczej skóry

posianej w lesie obok królewskiej zieleni


koła koło koła koło kół

przez czas cały nieprzerwanie

wrzucają nam umiłowanie przez czyny

rzezie gwałty ludzkie padliny


Europa Europa

po prawdzie zażegnana zadźgana

Allahu, uwierz dla nas i nam

mogłeś mieć przyjaciela

dostałeś nieludzki mięsa gram

Las

Stara ciężarówka skręca na drzewo

I upada niczym głaz w moją stopę

Nie boję się jednak, przygryzam wargi

Odchylam głowę, słucham szczekanie

Bezbronnej duszy, powolnego umierania.

Sieć

Ach, ile lat żołnierz zapomniany

Bity i gorejący, jak Chrystus.

SIEDZIAŁ W KĄCIE

Jak gdyby zajączek

W najdalszych zakamarkach pamięci

Śmiercionośnych?

Wykupiony od nazistowskich łap

W szpony sierpu,

Czerwonego jak kraty

Zaplute krwią konajacego…


Ach, ile nędznych lat żołnierz

Siedział

Bo Oświęcim to była igraszka

I płakał

Bo to nie Oświęcim,

Zaś zbieg zbierający zaplute karły reakcji,

Po rozkładzie?


Sto.

Niechże ich będzie sto tych lat

Niechże ich będzie dalej w przód

Niechże przypomni nam Bóg o prawie,

Prawie osądu na górze.

Dlaczego choć minęła setka tych lat

On nadal siedzi skulony

Jak biedny zajączek?


Jest jeden, jest ich miliard

Polskie ranne zajączki!


Umarły, cierpiąc w walce o lepsze życie

Wtedy jak lwy z głowami w górze

Dziś smutne, szare i bezbronne zajączki…

Bo to Polska,

A w Polsce,

Jak to w Polsce

Albo jesteś Jaruzelskim

Albo jesteś Bolkiem


…albo jesteś Polakiem, w ostateczności

Tylko ja

Zasypiam

Unoszę się ponad klosz rozumu

Oczy mam zamknięte

To tylko ja

Ostatnie namaszczenie

Namaszczony przez strach

Przez wewnętrzne uzewnętrznienie

Zegar tyka na ścianie


Czuję wilgoć swoich bosych stóp

Które mierzwią czerwoną od krwi posadzkę


Słyszę kroki mojego uniesienia

I słowa opasłych, zapomnianych inwalidów


Trzęse się ze strachu

Kroki widzę bliżej i bliżej


Czuję oddech kata mego serca

I widzę jego obumarłe kąciki palcy


Słyszę jego głos delikatny

Wiem już — mogę pójść z nim na spacer


Nadal jednak tykanie zegara, co

leży roztrzaskany jak mój rozrusznik


Spotykam jego wzrok,

widzę puste od Aniołów niebo


Czuję się otoczona, nie trzeba mi sklepienia

koniec namaszczenia

28.08.2018 (pamięci Inki i Zagończyka)

Nic nie jest jak powinno.

Nic się nie stanie drugi raz.

Nic już nie będzie takie samo.

Nic już nie będzie o tej wartości.


Świat oszalał, a my pogrążeni w zarazie,

Pozwoliliśmy na śmierć witezi


Pamięć jest żywa, jak młode serca,

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.83
drukowana A5
za 24.92