E-book
6.55
drukowana A5
11
Mechanicy zmęczonych umysłów

Bezpłatny fragment - Mechanicy zmęczonych umysłów

Objętość:
44 str.
ISBN:
978-83-8221-412-3
E-book
za 6.55
drukowana A5
za 11

Mechanicy zmęczonych umysłów

— 1 —

Główni przedstawiciele to: Iluzjonista, Psychoterapeutka, Zakonnica i Podróżnik. Ten ostatni jest narratorem i spisuje dialogi między bohaterami.


Pod wieczór udaliśmy się do spokojnej, całkiem eleganckiej restauracji, którą o tej porze odwiedzają sympatycy lekkich drinków i cichych rozmów. Jej wnętrze było małe, ale dość stylowe, urządzone na planie koła, w którego środku był zainstalowany bar. Pracownik właśnie polerował kieliszki. Za jego plecami w paru rzędach poustawiane były butelki z kolorowymi alkoholami. Drewniane stoły w różnych odcieniach brązu ustawione zostały tak, by te najbliższe odcieniem stały najdalej od siebie, dając wrażenie subtelnej mozaiki.

Usiedliśmy blisko okna. Już przy pierwszym kieliszku wina rozpoczęliśmy rozmowę odnośnie zmiany, a dokładniej usprawnienia i wzmocnienia charakteru. By żyć odważniej, pełną piersią. Czy różne techniki wspierające, od magicznych wizualizacji po rozsądne planowanie, mogą mieć jakiś realny wpływ na cały proces.

Widziałem, że Iluzjonista pierwszy chce się wypowiedzieć. Lubiłem go słuchać. Miał pewny ton głosu, mocne spojrzenie, parodniowy zarost i dość szeroką szczękę… Pragnę dodać, że był zupełnym przeciwieństwem mnie. Nawet włosy — on miał czarne, ja ciemny blond.

— Mówi się, i ja się z tym zgadzam, że jak chcesz coś zrobić i już zacząłeś… To masz połowę roboty za sobą. To jest ważne, bo początek praktycznie w każdym przypadku jest najtrudniejszy. A wizualizacje, analizy, burze mózgów i planowanie to są tylko takie dodatki, które mogą pomóc — przerwał. Wziął mały łyk wina i spoglądając na prawie pusty kieliszek, dodał: — Ale jeśli jeszcze nie ruszyłeś dupy, by coś zmienić, nie są warte garści popiołu.

— Wiesz, że wyznawcy wymienionych przekonań sądzą na odwrót — odpowiedziałem.

— Tak, tylko znajdź mi tych mistrzów wśród biznesmenów, aktorów, piosenkarzy, artystów czy innych ludzi sukcesu.

— No i tu pewnie pojawia się poważny problem. Ale ci ludzie są głusi na przykre fakty. Często wpadają w pułapkę olewania dowodów przeczących ich ideologii, przy wzmożonej akceptacji dowodów potwierdzających ją… Tak zwany błąd konfirmacji.

Psychoterapeutka, mimo początkowego wrażenia iż jest zamyślona, bo patrzyła gdzieś za okno, pokiwała głową.

— Problem jest jeszcze większy — zaczęła, kierując wzrok na nas. Była ładną blondynką, miała średniej długości włosy, które lubiła zakładać za uszy, i prawie wcale się nie malowała.

Obok niej siedziała Zakonnica. Choć większość może sobie wyobrazić taką w typowym dla nich ubraniu, ona była zakonnicą bezhabitową. Miała około sześćdziesięciu lat, powoli siwiejące włosy oraz inteligentne, ale też zmęczone spojrzenie.

— Bowiem ludzie ogólnie szukają sposobów, by życie płynęło w miarę wygodnie — kontynuowała Psychoterapeutka. — By było bardziej przyjemne, by dało się rozwiązywać problemy w miarę możliwości po jak najmniejszej linii oporu. Szukają prostych recept i szybko wpadają w pułapkę magicznego myślenia, lub ciągłe ucieczki od sytuacji, gdy trzeba im mierzyć się z trudami życia. Niestety ale już przez samo nastawienie, robią sobie poważną szkodę. Prostych przykładów można znaleźć całkiem sporo.

— Pomijając fakt, że szukanie łatwych dróg jest myśleniem bardzo dziecinnym, bo gdyby życie miało być proste, dziś nie mielibyśmy biedy, żulów i prostytutek. To bowiem działa na odwrót. Im bardziej chcesz dobrego i wartościowego życia w przyszłości, tym bardziej musisz zaakceptować, że ciężej będziesz mieć właśnie teraz — podsumował Iluzjonista. — Wielcy sportowcy takimi są, bo nie mają ani trochę wygodnego życia. Nie ma imprez, chlania, dziewczyn ani spania do południa w niedzielę. Całe ich życie jest podporządkowane treningom, dietom, zawodom…

— Ok, to słuszne co mówisz — przerwała Psychoterapeutka — o ile mamy do czynienia z zapaleńcem, który chce takim zostać. Myślę, że na potrzeby wielu ludzi, nie trzeba sięgać po takie przykłady. Lepszym przykładem, uświadamiającym coś ważnego, jest ten z posiadaniem ogrodu. Oczywiście głównym celem jest cieszenie oka, spacerowanie wśród jego zielonych korytarzy i kwiecistych podłóg — żeby to poetycko ująć. Również chwalenie się nim przed innymi. Ale prawdziwy ogrodnik wie dobrze o tym, że opieka nad ogrodem to część życia. To ciągła praca, koszenie, odchwaszczanie, podlewanie, przesadzanie, sadzenie nowych roślin i tak dalej. Dodatkowo to wzbogacanie wiedzy teoretycznej. Jakie rośliny dobrze sadzić koło siebie, w jakich porach, jak radzić sobie ze szkodnikami jak reagować wobec każdego gatunku, gdy nadchodzi susza. W pewnej książce znalazłam taką mądrą myśl: Droga ma mieć swój cel. Ale celem ma być też sama droga. Dlatego jednostki które chcą lepszego życia, chcą radzić sobie z jego zawiłościami i trudami skuteczniej, ale nie uświadamiają sobie tego, mogą liczyć tylko na cud… Niewykluczone, że może się to zdarzyć, tak jak wygrana w lotka. Ale szans nie ma prawie żadnych.

— Myślałem, że jesteście mechanikami zmęczonych…

— Dokładnie: mechanikami! A nie pomocą społeczną. My nie pomagamy na zasadzie: “Uuuuu, jest ci tak ciężko — i głaszcząc po główce dodajemy: — oj, oj, oj”. Tylko staramy się odnaleźć narzędzia dla tych ludzi, by się podnieśli ze zgliszczy marnego — w ich odczuciu — życia. Oczywiście mogę zostać źle zrozumiana, więc wytłumaczę: To nie jest tak, że jak widzę leżących, załamanych, pokonanych to podbiegam, kopię i krzyczę: “Nie maż się i wstawaj kurwa! Życie nie jest proste!”. Wszyscy musimy pogodzić się z faktem, że to będzie ciężka, czasem bardzo długa praca. Ale efektem spotkań z nami ma być odrzucenie płaczu nad swoim losem, przeszłością, kiepskim zachowaniem i marnymi wizjami na przyszłość. I próbowanie choć na początku ze świadomością, że będzie szło wolno i opornie, to coraz częściej, chętniej, kreatywniej wypełniać swoje życie działaniami przez nas pożądanymi. Problemem niestety wielu chcących, lecz zbyt wątpiących w siebie, jest jeden koszmarny błąd, oni już nawet nie próbują próbować.

Teraz wszyscy się zadumaliśmy. Myślałem, by wspomnieć o inspirujących filmach, ludziach i ich przemówieniach, a nawet książkach. czy może jednak można znaleźć motywujące rady, które dodadzą sił, by działać… Ale przez fakt jakie mamy towarzystwo, obawiałem się, że zaczną podejrzewać, czy przypadkiem nie stanąłem na równi pochyłej w stronę magicznego myślenia.

Wszyscy, oprócz Iluzjonisty zaczęli się zbierać, ale nasunęło mi się jeszcze jedno pytanie:

— A rodzice? Dla nikogo nie jest zaskoczeniem, że wpływ na zachowanie mają. Tylko pytanie, jak wielki?

Psychoterapeutka pokręciła głową.

— To nie jest pytanie, na które można odpowiedzieć podczas zakładania płaszcza. Ogólnie, to bardziej kompilacja i choć wiele osób nie chciałoby się z tym poglądem zgodzić, to niezwykły wpływ na nasze zachowania mają… geny. Już zrobiono sporo analiz, które wskazują, że przeceniamy wpływ rodziców i nie doceniamy genów. Jeśli jesteś bardziej zainteresowany tym tematem, wykład Stevena Pinkera na TED w miarę treściwie dowodzi temu poglądowi.

Przyznam, że zaskoczyła mnie ta informacja.

Wyszli i zostawili mnie z zagwozdką.

— 2 —

Restauracja niemal wszystkie ściany miała przeszklone i siedząc wewnątrz, mogliśmy podziwiać widok na zewnątrz. Widzieliśmy spokojnie płynącą Wisłę, a gdyby odwrócić się bardziej, mogliśmy zobaczyć rozświetlony Wawel.

Iluzjonista mi się przyglądał.

— Coś chciałeś powiedzieć, gdy się tak zadumaliśmy?

— Nie wiem czy moje pytanie nie zostałoby od razu wrzucone do szufladki “Magiczne myślenie”, ale dalej nie jestem pewien. Czy może warto znaleźć jakiegoś idola, maksymę, inspirujący film, by jakoś wzmocnić swoje działania?

— Myślę że nie trzeba się zbyt długo nad tym głowić: Możesz. To ci nie zaszkodzi, ale niewiele pomoże. Możesz włączać sobie kompilację motywujących cytatów na Youtube, rozmowę Rockiego Balboa z synem, “Sekret”… albo włączyć Redtuba. Gwarantuję, że to wszystko da podobne rezultaty. Poczujesz się fajnie, nic więcej… Z tym, że po oglądnięciu porno, nie ulegasz złudnej iluzji, że to ci specjalnie w czymś pomoże. Proust powiedział kiedyś: “La­ta szczęśli­we są latami zmar­no­wany­mi, pra­ca postępu­je tyl­ko w cierpieniu”. Oczywiście warto to przeczytać z włączonym rozsądkiem, choć myślę, że wiesz co miał na myśli.

Krótki, lecz wartościowy monolog.

Iluzjonista wyciągnął papierośnicę, w której miał tytoń. Podczas robienia skręta zaczął opowiadać pewną historię:

— Przypomina mi się problem pewnego człowieka. Był bardzo nieśmiały wobec kobiet. Powiedział, że jest załamany, bo był na jakimś kursie… — zaczął myśleć — Yyy… Cholera jak to szło… Beta coś tam.

— Chyba AlphaMale — poprawiłem.

— No nieważne. Te kursy powinny się jakoś jaśniej nazywać, na przykład: “Weekend nabijania was w butelkę”, albo “Tygodniowe kpiny z cierpiących ludzi”. — Gdy to mówił, był wyraźnie zły, że niektórzy potrafią zrobić biznes z nieszczęść innych. — Powiedział, że jakoś mu szło, gdy trzeba było wyjść na miasto i zagadywać dziewczyny. Ale później po kursie to zgasło. Znam przyczynę. Wychodzili w grupach i po prostu się wspierali. Szli też trochę zaczarowani, a czasem czując presję, że innym pójdzie lepiej i oni wyjdą na ostatnie — za przeproszeniem — cipy, w desperacji zagadywali. Po kursie okazało się że jednak w temacie dalej jest status quo… Niestety, jak większość ludzi wierzył, że można znaleźć unikatowe techniki, by się zmienić w weekend. Natura jednak tak nie działa.

Przerwał i odpalił skręta. Barman postawił nam dwa kufle piwa. Wypiliśmy po łyku, po czym kontynuował:

— Po zrobieniu wywiadu Psychoterapeutka prawie od razu powiedziała: “Zbyt ciężka baza, radziłabym Kaizen”.

— Przebywając z wami częściej, widzę, że to dość częsta rada.

— Bo jest jedną z najlepszych… Widzisz, nam ludziom dość często brakuje realnego oszacowania własnych możliwości. To powszechna dolegliwość, z której korzystają na przykład niektóre gazety. Bo, powiedzmy, jak zbliża się lato, to masz w miesięcznikach wysyp tematów z różnymi magicznymi pomysłami jak szybko zdobyć imponującą muskulaturę — i grubym tonem powiedział: — ABS w pięć tygodni! Skorzystaj z technik największych kulturystów! Albo — zmienił ton na dynamiczny i zachęcający: — Szczupła sylwetka w miesiąc! Z naszą dietą i treningiem jakiejś Anny Aktualnie-topowskiej to możliwe! Trzeba mieć świadomość, że jak leżysz w temacie dyscypliny, diety czy podchodzenia do kobiet, to żadnych cudów nie będzie… Ale nie ma co się załamywać, bo rozwiązanie jest. Tylko jakby ktoś się przyjrzał tej metodzie, która polega na poprawianiu wyników poczynając czasem od zera, to jest ona naturalną metodą nauki niemal wszystkiego. I nie musisz do tego uczestniczyć w żadnych kursach przejmowania kontroli nad swoim życiem za “jedyne 1000 złotych”.

Wziął głębszy wdech i klepnął dłonią w blat, sugerując zamknięcie tematu szybkich rozwiązań.

— Poradziliśmy więc technikę “Krok po kroku”… Sprawdziliśmy od czego ma zacząć… Miał na początku chodzić dwa metry za kobietą i myśleć, by do niej podejść i spytać o cokolwiek: “Która godzina?”, czy “Którędy na rynek?”. Jeśli tylko czuł, że zrobi już więcej, to miał to uczynić. Najczęściej przekonanie, że umie więcej i podejdzie z prostym pytaniem, było bardzo ulotne. Tak szarpał się ze sobą. Ale w końcu mu się udało. Zauważył, że się zmieniał w tempie, które nie powodowało żarzenia całego układu nerwowego. Spacerów za kobietami i prób podejścia było dziesiątki. Miał się też oczywiście nie zażynać w jeden dzień. Co parę dni po trochu do przodu. Stopniował wymagania, ale bez specjalnej presji. Jak czuł, że już nie da rady zrobić kolejnego kroku i zaczyna powoli panikować, to utrzymywał stan, gdzie czuł dyskomfort, ale jeszcze uczucie dezorientacji nie zmiażdżyło jego woli.

Zgasił skręta, po czym kontynuował:

— Rozumiesz o co mi chodzi? Zmiany to droga postępów i poznawania, a nie magiczna iluminacja. A ludzie dość często błędnie tak właśnie myślą. Ten gość na przykład sam zauważył, że paradoksalnie szybciej zdobywał doświadczenie w podchodzeniu do kobiet, gdy stosował prostą technikę “krok po kroku”, po niedługim czasie tej praktyki nawet doznawał głodu kolejnych doświadczeń. Ale zaczynał nie od podchodzenia, tylko od chodzenia za kobietami. I po troszeczku — mówiąc to, odsuwał rytmicznie dłoń od siebie — powoli, bez ataków paniki w końcu zdobył to co chciał, ale praktycznie zaczynając jak dziecko trening chodzenia: Od pełzania, przez raczkowanie, chodzenie przy ścianach, jak pijany, po spacerowanie bez żadnych problemów. Teraz ma nawet ogólnie więcej sił wobec przeciwności. Nie ulega łatwo obawom, dzięki czemu częściej bywa na terenach, gdzie się rozwija i prowadzi życie takie, jakie chce… Ale, nigdy nie usłyszałem, by całkiem skasował niepewność i na przykład do kobiet podchodził jak ten cały… No, Omega.

— Alpha.

— No, czy coś tam. Czasem czuje że po prostu to nie jego dzień, bywa słabszy, znów powątpiewa w siebie, ale dzięki doświadczaniu wie, że nic nie skasuje tego, czego się nauczył. Ma świadomość, że nie jest doskonały, jak z resztą wszyscy i mimo że czasem nie spełni intencji w stu procentach, to nie uznaje tego jako porażkę. Nie obawia się, że jego starania poszły na marne. Po prostu próbuje wtedy zrobić tyle, ile jest w stanie. I wie, że będzie lepiej, bo pozwolił sobie tego doświadczać. Po prostu nie ma co robić burzy w szklance wody, bo nie idzie mu dłużej tak, jakby to sobie ładnie wymarzył. Ktoś kiedyś powiedział: “Lepiej wyjść i przebiec się dwadzieścia minut, niż planować dwugodzinny maraton”. I to jest niezwykle celna myśl. Bo ludzie ogólnie robią sobie wielką krzywdę, myśląc tak zero jedynkowo: “Musi być tylko spokojnie lub szczęśliwie, w moim umyśle chcę tylko wspierające mantry, niczego innego nie akceptuję”. Właśnie przez to są już o krok od wsiąknięcia w grupy ludzi, którzy wyznają np. magiczne teorie o wpływie pozytywnego myślenia, prawo przyciągania i inne około sekretowskie wymysły. Wręcz doskonałym przykładem, że to niezwykle błędne przekonanie, jest spojrzenie na rodziny. Tylko idioci sądzą, że nawet w tych bardziej udanych występuje jedynie empatia, miłość, wsparcie, zrozumienie. Pięknie o tym mówi Dr Russ Harris w animowanym filmie o trzech mitach na temat szczęścia. Nota bene, też Actowiec.

Powiedział tak, bowiem to potoczna nazwa psychoterapeutów z nurtu ACT i nasza Psychoterapeutka również do tej szkoły należy.

Przeczytałeś bezpłatny fragment.
Kup książkę, aby przeczytać do końca.
E-book
za 6.55
drukowana A5
za 11