Autor udostępnia do przeczytania 25% swojej książki

Kup książkę

I

— Zostawcie go! — Mateusz sam nie był pewien, dlaczego to powiedział. Szli z Rafałem porozglądać się po miasteczku gdy zobaczyli grupkę starszych chłopaków z okolicy, stojących w kręgu. Czemuś się przyglądali, żywo dyskutowali. Jeden z nich, Rudy Marek, największy chuligan w okolicy trzymał w rękach długi zaostrzony kij. Mati podszedł bliżej, za nim truchtał niepewnie Rafał. Kiedy był blisko, zauważył przyczynę zamieszania — wystraszonego, zapędzonego w pułapkę chomika. Zwierzak był śmiertelnie przestraszony, zastygł w bezruchu i patrzył na swoich prześladowców błyszczącymi ślepiami. Mati wyobraził sobie co Rudy Marek zrobi bezbronnemu zwierzęciu. Chyba to było powodem interwencji. Interwencji, którą prawdopodobnie przypłacą życiem. Rafi stał z tyłu, usiłując skryć się za mizernej postury przyjacielem. Ręce trzymał w kieszeniach, rozglądał się nerwowo, udając że nie ma z tym wszystkim nic wspólnego. Marek odwrócił się do nich. Był wściekły. Po chwili mierzyły już ich cztery pary oczu. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżeliby już obok chomika. Martwi.

— O, Mateuszek i Rafałek. Czyżby koledzy teraz zajmowali się ratowaniem skrzywdzonych zwierzątek? — spytał kąśliwie, wywołując salwę śmiechu u towarzyszy.

— My… — zająknął się Mati. — Tak! — Nabrał nagle pewności siebie. — Jesteśmy obrońcami bezpańskich, porzuconych zwierząt, skazanych na towarzystwo takich typów spod ciemnej gwiazdy, jak wy! — Kiedy skończył zdał sobie sprawę, że przeholował. Nastała złowroga cisza. Rudy Marek patrzył z niedowierzaniem, przecierając z wrażenia oczy. Mateusz słyszał tylko sapiący oddech wystraszonego Rafała. Żałował, że wciągnął go w tę kabałę. A mieli tylko połazić po okolicy, kupić lody, bo lipiec był wyjątkowo gorący, później pójść do Rafała i pograć na konsoli. Zastanowił się jeszcze, kto dostanie w spadku sprzęt, jak ta banda się nimi zajmie.

— No, no! — Marek podrapał się kijem po kolanie. — Jestem pod wrażeniem. Kto by pomyślał! Taka spokojna myszka z tego naszego Mateuszka, a tu proszę. — Zarechotał. Kompani zawtórowali mu pośpiesznie. — Myszka, to nawet pasuje… Mysza i chomik. Jesteście siebie warci. — Rzucił w okoliczne krzaki kijek, odwrócił się i odszedł. Za nim jego nieciekawi koledzy. — I nie myśl, że ci podarujemy — rzucił przez ramię. I jeśli przez moment Mateusz miał jakąś nadzieję, że dożyje weekendu (była środa) to została pogrzebana głęboko.

— Ale nas wpakowałeś — powiedział, pochylając się nad chomikiem Rafi.

— No — odpowiedział Mati, dołączając do kolegi. Przyjrzał się bliżej zwierzakowi. Ten nie ruszył się ani na milimetr. Patrzył tylko tymi świdrującymi, dziwnymi oczkami. Dwa błyszczące paciorki, mówiące “weź mnie do domu. Uratowałeś mnie, teraz należę do ciebie”. Postanowił przygarnąć nieboraka. W tym momencie chomik ożywił się. Podszedł do Mateusza, wspiął się na wyciągniętą dłoń i polizał chłopaka po ręce. Zupełnie jakby czytał mi w myślach, przeleciało Matiemu przez głowę. Szybko porzucił takie refleksje, uznając je za nieracjonalne i fantastyczne. Chwycił delikatnie zwierzątko i słuchając narzekań kolegi udał się w kierunku osiedla. Zastanawiał się co powiedzą rodzice. Nigdy nie mieli w domu żadnego zwierzęcia, tata twierdził, że pies nie nadaje się do bloków, koty śmierdzą, a rybki są nudne. O chomikach nie wspominał, więc jest nadzieja.

II

— Zgodzili się? — spytał Rafał, gdy tylko Mateusz wszedł do jego pokoju. Mama kazała mu posprzątać, więc chował zabawki do plastikowych pudeł, które ustawiał w szafie lub pod łóżkiem. Co prawda sprzątało się w soboty, ale tak było w okresie szkolnym. Wakacje rządzą się swoimi prawami.

— Zgodzili. — Rozpromienił się Mateusz. — Nie obyło się bez problemów, mama panikowała, że Chomi ucieknie i poprzegryza wszystkie kable w domu. Sam wiesz, jak ona uwielbia oglądać telenowele.

— Chyba chomik.

— Co?

— Chomik nie chomi. Przejęzyczyłeś się albo cię nie zrozumiałem.

— Dobrze mnie usłyszałeś. Tak ma na imię. Podoba ci się?

— Ujdzie. A gdzie go trzymacie?

— Chwilowo w kartonowym pudełku z dziurami. Właśnie z tym przychodzę. Musimy się wybrać na drobne zakupy. — Mati uśmiechnął się, wyjmując z kieszeni plik banknotów i kilka monet.

— Co ty, rozbiłeś bank? — zdziwił się kolega.

— Nie bank, a świnkę skarbonkę. Na niewielką klatkę i jakieś akcesoria powinno wystarczyć. Idziesz?

— Pewnie. Mama kazała mi sprzątać pokój, ale dokończę jak wrócimy.

— I nic nie powie?

— Jak ogląda te swoje seriale nie ma z nią kontaktu. Mógłbyś rozwalić młotem pneumatycznym podłogę w salonie, a ona by nie usłyszała.

— Może spróbujemy? — Zaśmiał się Mateusz.

— To chyba nie dzisiaj. Chciałeś kupić coś chomikowi, nie?

— Racja! Pędzimy do centrum handlowego. Jak się uwiniemy to zdążymy wszystko kupić przed zamknięciem zoologicznego.

Wrócili po godzinie. Chomiczek zainstalował się w nowym mieszkanku, w pokoju Mateusza. Mateusz wraz z kolegą i domownikami zgromadzili się, by podziwiać nowego członka rodziny. Zwierzak miał wszystko co mu potrzebne: trocinki, karmnik, pojemniczek z wodą, nawet kółko do biegania. Siedział jednak nieruchomo, speszony taką ilością osób, śledzących go, jakby był co najmniej celebrytą w telewizji.

— Śliczny — zachwyciła się mama. Najwidoczniej zapomniała już o groźbie przegryzionego kabla od telewizora.

— Rzeczywiście, ładny. Tylko jakiś nieruchawy — opisał chomika tata.

— Bo się boi. Peszycie go — wyjaśniła zarozumiała starsza siostra. Kaśka zajmowała się głównie żuciem gumy, wpatrywaniem w ekran swojego smartfona i wiecznie się odchudzała. Jednak, gdy przyszło co do czego, zachowywała się jakby pozjadała wszystkie rozumy.

— Też tu stoisz — odciął się Mateusz.

— W ogóle, to on ma imię? — kontynuowała niezrażona Kaśka. Mateusz chciał się wtrącić, ale zanim zdążył otworzyć usta dodała — To nazwiemy go Justin. Dobre, nie?

— Nie! — oburzył się Mateusz. — Chomik już ma imię.

— Ciekawe jakie? — spytała złośliwie siostra. — Już wiem, pewnie któregoś z Pokemonów. Mam rację?

— Chomi — burknął Mateusz.

— Wiemy, że chomik, to widać — szczebiotała Kaśka. — Ale nam chodzi o imię.

— Chomi — powtórzył głośniej Mati, tak by wszyscy słyszeli.

— Phi… — burknęła siostra. — Co to za imię. Ale to twój chomik, ty decydujesz. Ja swojemu nadam imię po największym gwiazdorze i najbardziej utalentowanym piosenkarzu świata. — Rozmarzyła się.

— Ale ty nie masz chomika — rzucił z satysfakcją Mati. Kaśka odwróciła się do uśmiechającego się taty.

— Tato — zaczęła. — Mogę…

— Nie — Tato urwał wypowiedź Kaśki, przybierając ponurą minę. Siostra zamilkła, a wszyscy rozeszli się. Przedstawienie skończone, kurtyna w dół, można wrócić do swoich codziennych obowiązków. W pokoju zostali tylko Mateusz, Rafał, no i oczywiście sprawca całego zamieszania.

— Co robimy? — zapytał ziewając Rafał.

— Idziemy do ciebie pograć — podjął decyzję Mateusz. Spojrzeli raz jeszcze na zwierzaka. Ten siedział dalej nieruchomo, wpatrując się w jeden punkt.

— Myślisz, że coś z niego będzie? — spytał Mateusz.

— Pewnie, Mati. Musi się tylko zklimatyzować.

— Co?

— No, zklimatyzować. Słyszałem jak mama tak mówiła. Że jak ktoś się źle czuje w nowym miejscu, to musi się zklimatyzować.

— Aha, dobra. Ja nie mam zamiaru go wkładać do lodówki, ale zobaczymy. Może zklimatyzuje się bez naszej pomocy? Jak noc będzie chłodna, to kto wie.

III

Przeczytałeś bezpłatne % książki. Kup ją, aby przeczytać do końca!

Kup książkę